Project Dozen – 36 – Przebierańcy

Okazja była idealna i nie można było jej nie wykorzystać. Wolał nawet nie sumować kwoty, jaką na to wszystko wydał, ale… przebranie było genialne. Całe szczęście, że rodzice dawali mu sporo kieszonkowego i mógł zamówić jak najbardziej autentyczne elementy stroju. I tak oto teraz, przeglądając się w wysokim lustrze na drzwiach szafy w swoim i Colina pokoju, Tomas… a raczej He-Man, czuł się, jakby mógł zawojować świat. Na stopach miał brązowe buty do połowy łydek z wystającym futerkiem. Na nogach kompletnie nic, za to jakimś cudem udało mu się dostać futrzaste majtki. Na nie zapiął złoty, szeroki pas, ozdobiony w ten sam sposób, co bransolety na obu rękach. Do tego biała, gruba… szelko-kamizelka ze sklepu fanowskiego. Na potrzeby dzisiejszego dnia nawet podciął grzywkę na prosto. Musiał tylko pamiętać, żeby cały czas prężyć muskuły.
— Ja pierniczę, jestem zajebisty — rzucił do siebie z szerokim uśmiechem i pospiesznie wyszedł z pokoju, żeby dojść do szkoły, gdzie lada moment na sali gimnastycznej miało się rozpocząć Halloween, a raczej jakieś przemówienie.
Przez to wszystko zapomniał, że był koniec października i paradowanie półnago po dworze to kiepski pomysł. Dlatego dosłownie przebiegł chodnikiem do szkoły i zdyszany wpadł na korytarz. I już tutaj było bardzo wielu przebranych uczniów, więc zaczął się przepychać i szukać Woody’ego.
Jego uwagę na moment przykuł jeden z chłopaków przebrany za szturmowca z gwiezdnych wojen. Miał naprawdę realistyczny kostium. Aż chwilę go zagadał i podzielił się szybko kilkoma smaczkami oraz uwagami odnośnie nowości, jakie miały nadejść w najbliższym czasie w tym fikcyjnym świecie i na planach filmowych. Przypomniał sobie o Woodym, kiedy jego rozmówcę stuknął jeszcze innych uczeń, przebrany za całkiem skromnie ucharakteryzowanego zombiaka. „Szturmowiec” przeprosił, a Tomas mógł wrócić do poszukiwań swojego chłopaka. Wiedział, za kogo ten się przebierze, ale nie miał pojęcia, jaki miał być efekt. Długo więc chodził, aż dotarł na salę gimnastyczną, gdzie spostrzegł gladiatora, za którego przebrał się Trey i męską wersję meduzy, w którą wcielił się Woody. Jego dredy pomalowali farbami na zielono i pospinali, aby przypominały węże. Do tego zielono-srebrny make up i toga z prześcieradła. Tomas na pewno bardziej się postarał przy swoim kostiumie, ale obaj współlokatorzy wyglądali całkiem fajnie. Nie byli zombie tak jak połowa szkoły.
— Czołem — przywitał się Tomas, doganiając ich, gdy ci wchodzili po schodkach na wyżej znajdujące się ławki, aby lepiej widzieć. — Czadowo wyglądacie! — pochwalił, próbując nie dać się przewalić. Każdy chciał mieć dobry widok.
Woody spojrzał na gołą klatę Tomasa, a nie na niego samego.
— Też masz niezły strój. Prawie jak dziki striptizer — zauważył, w końcu wymuszając dla ich trójki miejsce.
— Dziki striptizer — powtórzył Tomas z grymasem obrazy. — Jestem He-Manem.
— Kim? — dopytał Trey, choć bez większego zainteresowania. Usiadł po drugiej stronie Woody’ego, mając wrażenie, że ten zawsze był takim środkiem w ich relacjach. Normalnie nie gadałby z kimś takim jak Tomas, ale że jego najlepszy kumpel z nim romansował, to nie miał wyboru.
Na jego odpowiedź Tomas tylko się zaśmiał, jakby pytanie Treya było żartem. Przecież każdy wiedział, kim jest He-Man.
— Taki koleś z dużym mieczem, kotem i w skąpych ciuchach. Niby książę, ale… kto go tam wie — wyjaśnił kumplowi Woody, chociaż jemu osobiście, czym był starszy, tym mocniej niż z postacią z kreskówki, He-Man kojarzył się z chorą fantazją rysowników bdsm.
Nie tylko oni rozmawiali, więc w sali ogólnie panował wielki rumor. Tym bardziej, że co raz ktoś śmiał się z czyjegoś przebrania. Największy ubaw wywołał chłopak, którego kiedyś futboliści oskarżyli o zamknięcie mopem ich szatni, bo przebrał się za… mopa. Oczywiście to sportowcy dosłownie ryczeli ze śmiechu, ale sam przebieraniec miał tak nietęgą minę, że większość szybko doszła do wniosku, że zwyczajnie został zmuszony do takiego przebrania.
Podekscytowany całym wydarzeniem Tomas rozglądał się dalej i w pewnym momencie na dłużej zatrzymał wzrok na Codym, który… nie robił zdjęć. To było zadziwiające, bo w zwykłej sytuacji nie mógłby się odlepić od aparatu i gdzieś na boku spisywałby sobie kolejne punkty do realizacji w gazetce. Teraz zwyczajnie siedział w nijakim przebraniu ducha i patrzył tępo przed siebie.
— Harper ma wpaść — szepnął tymczasem Trey do Woody’ego. — Gdy zabawa się rozkręci. Obiecała przebrać się tak, żeby nikt nie poznał, że ma cycki.
— Czyli jakoś bardziej męsko niż ja? — dopytał Woody, wiedząc, że w sumie przebrał się za kobiecą postać. Obawiał się tego, ale kiedy zobaczył księżniczkę Leię, już był pewien, że przecież są w liceum i każdy ma z tego balu przebierańców niezłą bekę. — Ale w ogóle obstawiam, że nie tylko ty przemycisz tu dziewczynę. Słyszałem, że zaprosili wszystkie laski ze szkoły w miasteczku.
— Byle nie tyle, żeby Moss połapał się, że jest stanowczo za dużo uczniów w szkole — odpowiedział z rozbawieniem Trey, opierając się łokciami o kolana.
Wreszcie uczniowie jako tako się usadzili i zrobiło się trochę ciszej. Każdy teraz wpatrywał się w środek sali. Tam, w miejscu siatki do siatkówki teraz zawieszona była kotara, za którą znajdowało się kilku organizatorów całej zabawy i część rady pedagogicznej, w tym dyrektor. Ten właśnie wyszedł zza zasłony, by podejść do stojącego na środku mikrofonu. I jak zwykle, Mark Moss postarał się zsocjalizować z uczniami, więc przebrał się. Najwyraźniej uznał, że wykorzysta to, iż ostatnio schudł i przebrał się za… trupa. Dość amatorsko, bo jedynie w czarne, obcisłe ubrania z nadrukiem w formie szkieletu, a do tego domalował cienie na policzkach i pod oczami. Nawet tym jednak wywołał gromkie oklaski. Uśmiechnął się w podzięce, a gdy dostrzegł wśród nauczycieli pilnujących dzisiaj zabawy i siedzących w pierwszej ławce Fostera Craiga, również zatrzymał na nim dłużej radosne spojrzenie.
— Dziękuję, dziękuję — rzucił do mikrofonu, gdy już się przy nim znalazł. — Spokojnie, oklaskami się nie podliżecie i nie ma dzisiaj w fantach do wygrania żadnego stypendium.
Po sali zaraz po oklaskach rozległo się rozbawione huczenie. Dyrektor jednak szybko je uspokoił, a uczniowie wsłuchali się w to, co miał do powiedzenia. Przynajmniej częściowo.
— Mamy dzisiaj wiele atrakcji i musicie pamiętać, że to jest zasługa kilku ludzi. Bawicie się dzięki nim. Po pierwsze wasz przewodniczący samorządu, Patrick Bright, we współpracy z Senem Nakano i całym kółkiem spirytystycznym stworzył w kilku salach na parterze takie miejsca atrakcji, jak wróżby, tarot czy — westchnął cierpiętniczo — wywoływania duchów. Sami zobaczycie, tylko w tym momencie od razu zaznaczę, że nie wolno wam wchodzić dzisiaj na piętro. Zabawa toczy się na parterze szkoły i niech żaden geniusz nie wpadnie na pomysł, że barierki, które rozstawiliśmy na schodach, są tylko atrapą.
Ktoś z tłumu uczniów krzyknął nagle: „Uwolnić Puszka!”, a dyrektor po tym żarciku rodem z Harry’ego Pottera, musiał chwilę odczekać, aż śmiechy ucichną. Nawet kilku nauczycieli wstało, aby uspokoić przebierańców, którzy podchwycili odniesienie do książki i w swoich przebraniach czarodziei już knuli, jak dostać się na piętro.
— Brakuje jeszcze kolesia, który wpadnie przez drzwi do sali i krzyknie, że jest troll w podziemiach — rzucił z rozbawieniem Woody do Tomasa, który wyglądał na bardziej ucieszonego z zakazu niż zasmuconego.
Teraz musiał zakryć sobie usta obiema dłońmi, bo właśnie miał napad śmiechu przez komentarz swojego chłopaka.
Tymczasem dyrektor Moss kontynuował:
— Zabawa będzie kontrolowana przez naszych nauczycieli, więc nie róbcie niczego, czego moglibyście potem żałować. W sali biologicznej znajduje się bufet, w którym możecie znaleźć halloweenowe słodkości. Zabawa będzie trwać do dziesiątej wieczór i kiedy usłyszycie dzwonek szkolny, proszę, żebyście wrócili do internatów. Pół godziny później wszystko będzie zamknięte. — Mark spojrzał po uczniach, robiąc krótką pauzę, aby ci przyswoili tę informację. — A teraz, zanim się rozejdziecie, zaczniemy od krótkiej… projekcji. Nie tylko kółko spirytystyczne brało udział w tworzeniu dla was tego dnia, ale też kółko filmowe, które stworzyło dla was film.
Tym razem Tomas cały się napiął i od razu dało się dostrzec, że jest podekscytowany, jakby zaraz miał wejść do pokoju, w którym koledzy zrobili mu urodzinową imprezę niespodziankę, o której przez przypadek się dowiedział.
— Ooo, wreszcie! Normalnie spadniesz z ławki, Woody! To było wielkie, tajne przedsięwzięcie.
— Tajne? — dopytał drugi chłopak, patrząc w tej chwili z większym zaciekawieniem na swojego chłopaka niż na odchodzącego na bok dyrektora, czy jednego z uczniów, który pobiegł zgasić światła, aby film był wyraźniejszy na ekranie. Ten został rozwieszony, żeby wszyscy widzieli efekt pracy szkolnego kółka.
— Nooo, było dużo beki — odpowiedział z zadowoleniem Tomas.
Najpierw zrobiło się trochę szumu, ale potem każdy zamilkł i oglądał. I bardzo szybko rozległy się pierwsze śmiechy. Każdy się połapał, że nakręcony film był parodią „Zmierzchu”. Aktorzy byli genialnie przebrani, a chłopak grający Edwarda ubrany był w jakiś obcisły, cielisty i świecący golf. Gdy teatralnie stanął na słońcu i wypiął pierś, rozległa się salwa śmiechu. Tym bardziej, że o dziwo efekty specjalne były… bardzo dobre.
— Ja pomagałem w efektach. O, i grałem Emmeta! — pochwalił się Woody’emu półszeptem Tomas, patrząc, jak umizguje się na filmie do młodszego chłopaka grającego Rosalie, jego filmową miłość.
— I to jaka ładna Rosalie — odparł Woody, także się przechylając do Tomasa i szepcząc. Zaśmiał się, bo bawił go fakt, że przed kamerą Tomas nie wydawał się zakłopotany tym, że dotyka innego chłopaka. Co z tego, że przebranego za dziewczynę? On w końcu dziś też był przebrany trochę za kobietę. Wredną gorgonę, ale nadal w oryginale jego postać miała cycki.
— Ty jesteś ładniejszy — odpowiedział Tomas jeszcze ciszej, ale z uśmiechem. Zerknął też przy tym jasnymi oczami spod grzywki na swojego chłopaka i wiedząc, że jest ciemno i nikt nie widzi, potarł jego udo wierzchem dłoni.
Woody uśmiechnął się do niego i puścił mu oko, po czym na chwilę zwrócił się do Treya, nie odsuwając jednocześnie nogi od dłoni blondyna. Co prawda nikt na nich nie patrzył, ale wiedział też, że wcześniej aż tak się nie przyjaźnił z Tomasem i jakiś debil mógłby być zbyt zaciekawiony, jakby gadał tylko z nim, a nie ze swoim współlokatorem, z którym non stop się razem kręcił.
Wymienił więc z Treyem kilka uwag na temat filmu, który nie był specjalnie długi, ale za to przepełniony komediowymi kawałkami i popisowymi efektami. Zwieńczeniem była istna klasyka, gdy filmowy Edward dokonał samobójstwa po tym, jak Bella oznajmiła mu, że ma okres, a on wolał umrzeć niż rzucić się do jej majtek i ją wyssać.
Rozległy się głośne oklaski, światła ponownie się zapaliły, a dyrektor Moss znowu podszedł do mikrofonu.
— Dziękuję kółku filmowemu za tę atrakcję. Teraz zostało mi chyba tylko dać sygnał, by z radiowęzła popłynęła upiorna muzyka, a wy możecie…
— Jeszcze chwilkę, proszę! — Moss nie zdążył skończyć, bo niespodziewanie ktoś z ławek podniósł się i ruszył truchtem do mikrofonu. — Jeszcze moment, chciałbym coś powiedzieć.
Mark zrobił zaskoczoną minę, gdy chłopak przebrany za wilkołaka, umorusany w ziemi, w podartym podkoszulku, nastroszonych włosach i z pomalowaną twarzą sięgnął do mikrofonu.
W sali znów dało się słyszeć rozmowy, a syn dyrektora popatrzył na swojego współlokatora z trwogą, mając nadzieję, że sztuczna szczęka wampira nie wypadnie mu po tym, co usłyszy z ust kolegi. W końcu nie miał zielonego pojęcia, co Francisco strzeliło do głowy. A wiedział, że ten często bywał… lekkomyślny.
Tymczasem Argentyńczyk stanął naprzeciwko całej publiczności, a Mark Moss z wahaniem oddał mu głos. „Wilkołak” odchrząknął.
— Hej… Jestem Francisco Moreno, jeśli nie widać — zaczął z nerwowym śmiechem. — I… ostatnio czytaliście w gazetce szkolnej pewien głupi artykuł, że niby Sebastian — wskazał na swojego wampirzego współlokatora — znęca się nade mną. Chciałem powiedzieć, że to wszystko jest nieprawdą! Sebastian jest moim najlepszym przyjacielem, pomaga mi w zadaniach, uczy mnie angielskiego, oprowadzał mnie po szkole i… i naprawdę robi wszystko, żeby mnie ulepszyć. Poza tym, czy ja wyglądam, jakby tu gdzieś spoczęła jego pięść? — Podciągnął potarganą koszulkę i żywo się okręcił, pokazując wszystkim swoje szczupłe, śniade ciało.
Dyrektor szkoły i jednocześnie ojciec chłopaka, o którym była mowa w tym przemówieniu, nie miał nawet w połowie tak zaskoczonej i zawstydzonej twarzy jak sam Sebastian. Ten czuł, że czerwień, jaka pojawiła mu się na twarzy, przebija nawet przez białą farbę, którą się pomalował. Najchętniej zabrałby teraz ze sceny Francisco i serio go walnął za to przemówienie. W końcu to wszystko było aż niebotycznie żenujące!
Kilkoro uczniów chyba uważało podobnie, bo roześmiali się pod nosem, ale nikt nie przerywał Francisco, ciekaw, co ten jeszcze zrobi. Argentyńczyk za to znów obciągnął poszarpaną koszulkę i żywo wznowił swoją przemowę:
— Sebastian nigdy mnie nie uderzył i wiem, że nigdy tego nie zrobi. To, co napisał Cody Solt, było wymyśloną bajką, żeby was wszystkich naciągnąć na więcej wydanych pieniędzy. I żeby zrobić na złość mi i Sebastianowi. On jest niewinny i to, co zostało napisane o jego niby… — urwał, by przypomnieć sobie nowe słowo — despotycznym zachowaniu podobnym do jego papy, to jeszcze większa bujda. Wiecie, że dyrektor jest w porządku, a sam Sebastian jest miły, pomocny i syntetyczny.
— Dobrze, dobrze! — Nagle całe to przemówienie przerwał Foster, który już dość się nasłuchał. Doceniał publiczne wystąpienia prosto z serca, ale obawiał się, że zaraz chłopak powie coś, czego sam za mniej niż pięć minut będzie żałował. Psycholog szybko zakrył mikrofon i mruknął do Francisco: — Wszyscy już wiedzą, możesz usiąść obok przyjaciela. — Po czym dodał do uczniów poważnym głosem, chociaż kostium kostuchy trochę odbierał mu powagi, tak jak wcześniej strój szkieletu, dyrektorowi. Był jednak prosty i wygodny. — I tym małym akcentem możemy zaczynać zabawę. Tak, panie dyrektorze?
Mark, który również do nich dołączył, zaniepokojony możliwym przebiegiem przemówienia, pokiwał żywo głową.
— Oczywiście. Uczniów chyba nosi, by zobaczyć, co jest ukryte w każdej z sal. Francisco, nie chcemy im tego utrudniać. Dzięki za rozwianie plotek — powiedział z wymuszonym uśmiechem, a gdy oszołomiony Francisco ruszył do Sebastiana, Mark mruknął cicho do psychologa: — Bądź błogosławiony, Foster. Jezu.
— Nie ma za co, chociaż byłeś bliżej — odpowiedział ten szeptem, wyłączając mikrofon, bo i tak na znak dyrektora ze szkolnego radiowęzła poleciała muzyka, pasująca do klimatu Halloween i zaczynająca się od piosenki „Thriller” Michaela Jacksona. Jeden z uczniów, który był przebrany za zombie piosenkarza, zawył z radości.
Znowu zrobiło się głośno, a wielu uczniów rozchodziło się do wyjść, by skorzystać z atrakcji zaplanowanych na dzisiaj. Patrick jeszcze pilnował wszystkiego z samorządem szkolnym, Trey wymknął się szybko, by odnaleźć Harper, Sen udał się do jednej z sal, gdzie miał robić za medium, a Francisco stuknął Sebastiana w bok.
— Chyba dobrze zrobiłem, prawda?
Jego współlokator nadal siedział na ławce i nadal był w szoku. Aż nie wiedział, co odpowiedzieć Latynosowi. Bardzo go zaskoczył.
— Ee… — wydusił w końcu. — Ale…
— No? — dopytał Argentyńczyk, wciąż w stanie lekkiego uniesienia po tym, co przekazał tak wielkiej publiczności.
— To było… wiesz, że trochę zrobiłeś nam przypału? — spytał Sebastian, chociaż w myślach użył słowa „bardzo” zamiast „trochę”.
— Tak…? — Francisco podrapał się po jeszcze bardziej rozburzonych na potrzeby przebrania włosach. — Serio?
Wampir Sebastian uśmiechnął się krzywo, patrząc na jego zmieniającą się przez to obwieszczenie twarz.
— No… — przyznał z trudem, bo szkoda mu go było. Postarał się, aby on nie miał złego imienia, ale z doświadczenia wiedział, że plotki po tym nie ucichną, a wręcz przeciwnie. — Ale nie martw się. Chociaż ludzie z projektu pomyślą, że to mogło być jakieś twoje zadanie.
Francisco pokiwał niemrawo głową, ale widać było, że już zrozumiał, iż jego pomysł nie był wcale taki błyskotliwy, jak myślał z początku.
— Si… To chodź… popatrzymy, co jest w tych klasach, nie…?
— Tak, chodź, wilczku. — Sebastian w końcu się zaśmiał i wstał z ławki, aby rzucić ojcu ostatnie spojrzenie i ruszyć, podobnie jak większość chłopaków, na szkolne korytarze. Niektórzy zostali na sali, ale że nie było dziewczyn, z którymi można by tańczyć, to uczniom trzeba było zorganizować inne rozrywki.
Mark Moss właśnie odprowadził wzrokiem swojego syna, potem poinstruował Patricka odnośnie zasad bezpieczeństwa. Znowu. A potem zwrócił się do psychologa szkolnego, obecnie kostuchy:
— Foster? Mogę cię na chwilę prosić?
Ten spojrzał na uczniów, którzy kręcili się dookoła w swoich kostiumach.
— Jasne.
Poszedł za dyrektorem do bocznego wyjścia z sali, a następnie spostrzegł, że Mark prowadzi go do sali muzycznej. Ta na dzisiejszy wieczór była zamknięta, bo znajdowało się tam zbyt wiele delikatnych instrumentów, i to całkiem kosztownych, aby wpuszczać rozemocjonowaną zgraję uczniów. Dyrektor otworzył ją kluczem, który wydobył z kieszonki w swoich obcisłych, trupich ubraniach i zamknął salę, gdy obaj się w niej znaleźli.
— Wybacz za to. Upewniłem się, żeby kamery nie były tu skierowane — próbował wyjaśnić, tak naprawdę wcale tego nie robiąc. Zapalił lampę i wskazał miejsce nieobjęte kamerami.
Foster obejrzał się ze ściągniętymi brwiami na drzwi.
— Mark, obawiam się, że nie rozumiem… — zaczął niepewnie, wiedząc, że obaj powinni być za tymi drzwiami i pilnować uczniów. A żeby przekazać coś związanego z projektem, wcale nie trzeba było zamykać drzwi i kierować się w jakiś kąt sali.
— Już ci tłumaczę… — zaczął niby pewnie dyrektor, ale w jego głosie dało się wyczuć podenerwowanie. Kilka razy rozprostował i zacisnął palce, potem zrobił kółko w miejscu i w końcu spojrzał na czarnoskórego mężczyznę. — Chodzi o to, że… trudno mi się skupić na czymś innym niż to, co stało się ostatnio u mnie w mieszkaniu…
Psycholog przełknął ślinę i zamarł, tracąc na sekundę cały swój zawodowy profesjonalizm.
— Rozumiem. Jednak pamiętaj, żeby nie robić nic pochopnie. To było całkiem niedawno. — dodał tak na wszelki wypadek, aby jego przyjaciel nie zrobił czegoś równie głupiego, jak Francisco na scenie.
— Wiem, Foster, wiem, mam więcej niż siedemnaście lat. Ale cały czas mnie martwi, że ty też się tym zadręczasz i widzę… bo naprawdę, znam cię dobrze, widzę, że boisz się, że nasza przyjaźń na tym straci, cokolwiek wcześniej nie mówiłem.
— Cóż, świadczy chociażby o tym to, że teraz myślisz o tym za dużo i jak sam powiedziałeś, nie skupiasz się na niczym innym. A w tej chwili powinniśmy pilnować tej zbieraniny chłopaków — odparł Foster, już nie dodając, że słyszał plotki o dziewczynach, które miały przyjechać do szkoły. Obawiał się tego, ale nie każdy chłopak zadowalał się tak jak on towarzystwem tej samej płci.
— Za chwilę do nich wrócimy — zapewnił go Mark, który przez swoje przebranie wyglądał naprawdę chudo. Jego oczy jednak wciąż były oczami mężczyzny, w których zauroczył się, a raczej zakochał psycholog. Mark zbliżył się do niego jeszcze trochę i powoli, z wahaniem, zahaczył palcami o jego dużą dłoń. — Myślałem o tym, co by było, gdybym zaprosił cię na randkę — wydusił.
Foster nagle poczuł, że w stroju kostuchy czuje się jak nagi w dolinie śmierci.
— Na randkę? — powtórzył, nie wierząc w to, co słyszy.
Mark odchrząknął i odsunął dłoń.
— Tak pomyślałem. Nie wiem. Nie wiem, czy chcesz, czy myślisz, że to za szybko. To ty rozumiesz ludzkie umysły.
— Nie, nie, nie, Mark. — Foster wziął głębszy oddech i chwycił go za ramiona. Spojrzał mu w twarz, nie chcąc, aby ten się wycofywał. — Ja chcę, czekam i będę czekał tyle, ile będę musiał na to, aż ty nie uznasz, że dla czegoś jest dobry czas. Jeśli chcesz iść na randkę, to ja z wielką radością na tę randkę z tobą pójdę. Nie będzie się to wiele różnić od zwykłej kolacji zapewne, ale jeśli chociaż będziemy to nazywać randką, to będzie to dla mnie coś niesamowitego. Zresztą, nie chcę być teraz psychologiem, pedagogiem, kimkolwiek takim. Nie ma tu czego w ten sposób rozważyć, bo w końcu nie jesteśmy przypadkami czy pacjentami.
Jak zwykle swoją wypowiedzią sprawił, że drugi mężczyzna automatycznie się rozluźnił. Nie tylko to zobaczył, ale też poczuł, jak jego ramiona opadają luźno, a ciało z powrotem ogarnia swoboda.
— Gdy o tym myślałem, uznałem, że takie spotkanie, które nazwiemy randką, nie będzie gorsze niż nasze pozostałe spotkania. Cieszę się, że chcesz — dodał na koniec z lekkim uśmiechem i delikatnie pomasował bok Fostera.
Psycholog zerknął na jego dłoń i nisko odetchnął, uśmiechając się łagodnie. Nadal momentami nie docierało do niego, że przekroczył tę cienką granicę, a jego uczucie wyszło na światło dzienne.
Mark odetchnął głęboko, czując się, jakby właśnie sprostał wyzwaniu, do którego przygotowywał się tygodniami.
— To było trudniejsze, niż wystąpienia przed setkami uczniów — powiedział z nerwowym chichotem i odsunął się w końcu. — Możemy… wracać do pilnowania. Może nikomu dziś nie wydarzy się krzywda.
— Miejmy nadzieję — odparł Foster i naturalnym sobie gestem, pokrzepiająco ścisnął ramię szczuplejszego mężczyzny. Uśmiechnął się jeszcze raz do niego, pragnąc go objąć, przycisnąć do siebie i pocałować. Ale chwilowo wystarczyło mu to, że ten też na niego spojrzał i odwzajemnił uśmiech.
Wyszli z sali muzycznej, obaj myśląc o randce, a dyrektor wcale nie był taki pewien, czy powiedzenie tego Fosterowi pomoże mu w skupieniu się na tym, na czym powinien.

*

Tomas zniknął gdzieś razem z Colinem, bo ten wyciągnął go do sali, w której zorganizowano turniej strasznych planszówek. Przez to Woody sam podążył z Treyem do łazienek na parterze obok szatni, gdzie umówili się, że będą czekać na Harper.
— Słyszałeś, którędy będą resztę dziewczyn przemycać? — zapytał Trey, opierając się ramieniem o kafelki przy pisuarze i czekając na stukanie w szybę.
— Chyba przez salę gimnastyczną. I aż nie wiem, czy całe to wkradanie się przez okno to nie przerost formy nad treścią — odparł Woody, przyglądając się sobie w lustrze, a konkretnie swoim włosom. Poprawił kilka „węży” na głowie.
— Nie wiem, czy wkradanie się przez salę gimnastyczną to nie igranie z ogniem. Wolę więcej bezpieczeństwa niż kolejne dwa tygodnie zawiasów — odpowiedział Trey, wychylił się, by zobaczyć, czy nikt nie wchodzi przez drzwi i wyciągnął z kieszeni swoich gladiatorowych majtek paczkę slimów.
— I dlatego palisz w kiblu w szkole — zauważył uszczypliwie Woody, chociaż w duchu się skrzywił, bo nadal uważał, że to z jego winy przyjaciel miał problemy z dyrektorem.
Trey tylko wzruszył ramionami i zaciągnął się dymem. Potem pytająco wyciągnął papierosy do kumpla. Ten, mimo swoich wcześniejszych słów, poczęstował się. Nie zdążył jednak odpalić, kiedy obaj odruchowo schowali szlugi za plecami, bo ktoś wszedł do łazienki. Nie poznali kto to, dopóki Harper nie zaczęła się śmiać z ich głupich min.
— Jesteście istne debile! — Zarechotała i było słychać, że jest dziewczyną. Przebrała się za jakiegoś czarodzieja i pod kapturem, który miała na głowie, nie było widać jej włosów. Do tego makijaż i sztuczne wąsy. Wyglądała jak chudy chłopak, bo pod brązową szatą nie było widać ani jej bioder, ani piersi.
— Ooo, moje skryte marzenia o zmacaniu emeryta wreszcie staną się rzeczywistością… — zamruczał z uśmiechem Trey, zbliżył się do Harper i pocałował ją. Zmarszczył nos, gdy poczuł, jak jej wąsy go drapią.
— Ostateczna próba, czy nie poszedłeś w ślady Woody’ego — odparła i ściągnęła kaptur. Włosy miała związane, aby nie rzucały się w oczy. — Jak tam? Meduza i… gladiator? — spytała, oceniając ich wygląd i zabierając swojemu chłopakowi papierosa. — I nieładnie palić w kiblu.
— Czuję się skarcony. Ukażesz mnie potem. Jest co dzisiaj robić, zrobili trochę fajnych stoisk, ale możemy najpierw zawinąć do bufetu, nie bracie? — Trey zerknął jeszcze na Woody’ego. Traktował go nie jak piąte koło u wozu w tej specyficznej „randce”, a dobrego kompana. Zresztą, sam się też pętał u jego boku, gdy ten gdzieś łaził z Tomasem.
— Możemy — odparł Woody i oddał niezapalonego papierosa kumplowi. Kiedy ten chował go do pudełka, dodał: — I możesz je Harp oddać. Ma więcej kryjówek pod tą szatą niż ty. Ale właśnie, jak weszłaś?
Dziewczyna podwinęła swoją szatę i uśmiechnęła się do nich, chowając paczkę papierosów.
— Głównym wejściem. Jeden facet pilnuje drzwi i ma głęboko gdzieś, kto wchodzi do budynku, byleby wyglądał jak niepełnoletni. I sprawdza, czy nie mamy butelek. Chyba nie jest zwolennikiem szkół jednopłciowych.
— Zmacał cię? — Trey zerknął na nią czujniej, już ruszając do wyjścia z łazienki.
Na korytarzach było głośno, głównie od śmiechów i naśladowania różnych strasznych odgłosów. Do tego z głośników płynęła upiorna muzyka, a światła były mocno przygaszone. Tym bardziej w salach, gdzie świeciły się jedynie nieduże, kolorowe lampki, dodatkowo czymś pozasłaniane.
— Nie, bez przesady, był całkiem spoko, chociaż nie mam pojęcia, czego was uczy.
Na chwilę musieli urwać rozmowę, bo okazało się, że bufet w sali biologicznej jest równie mocno oblegany jak sale z wróżbami czy namiotami strachów. Było tu głośno i ciasno, ale udało im się w końcu dotrzeć do rzędu złączonych ławek, gdzie znajdowała się masa muffinek, ciasteczek i ciast udekorowanych niczym dynie, pająki, trupie czaszki i inne nietoperze.
— Co chcecie? Może spróbujemy krwawiące serca? — zagadał Trey, stojąc w kolejce z dziewczyną i kumplem, i rozglądając się po wystawionych słodkościach.
— Może być. Potem niech tylko twoje nie krwawi. — Harper zaśmiała się z własnego suchego żartu, ale ogólnie zgodziła się na akurat taki wybór.
— Nie mamy tu wampira, aby mu się przyssał — dodał Woody, samemu wybierając jednak dyniową muffinkę.
Zaoferował się, że zapłaci za zamówienie, para więc stała obok ze swoimi smakołykami, kiedy halloweenowa Meduza płaciła. Trey miał więc czas, aby zaobserwować, jak Jules wychyla się bardziej na ladę i wskazuje pracownicy stołówki coś za jej plecami. Widział, jak chwilę mówią do siebie, szkolny gwiazdor jak zwykle z uprzejmym uśmiechem, aż w końcu z łaską dostaje… papierowy talerzyk.
Trey uniósł wysoko brwi, bo według niego ten talerzyk wyglądał całkowicie niewinnie i identycznie jak reszta. Ale może Foxy widział w nim jakieś tęczowe wnętrze. Popatrzył jeszcze tylko, jak ten zanosi swojemu współlokatorowi ciasteczko i wychodzi z nim. Olał więc tę sprawę, tym bardziej, że dotarł już do nich Woody, więc oddał mu jego muffinkę.
— I jak? Twoi starsi wiedzą, że tu jesteś? — zapytał Harper.
Dziewczyna w przebraniu maga pokręciła głową.
— Nie, nie mówiłam im. Myślą, że jestem jak reszta dziewczyn u jednej koleżanki. Jej rodzice polecieli na Florydę, więc niby urządzamy u niej imprezę. A tak naprawdę to wielka przykrywka, aby tu przyjechać — odparła i pomachała komuś w tłumie. Kiedy chłopcy obejrzeli się tam, zobaczyli, że wokół nich nie ma wyłącznie chłopców, a osoba, którą poznała Harper, musiała być jakąś jej koleżanką.
— Dużo was tu jest? — spytał Woody z zaciekawieniem.
— Nie wiem dokładnie, ja tu przyjechałam z czwórką, a jeszcze słyszałam o kilkunastu dziewczynach. Sporo przyjechało dla jakiegoś kolesia, który u was śpiewa w chórku. Jakiegoś Jude’a — wyjaśniła Harper bez specjalnego zainteresowania. Przy tym podłożyła sobie serwetkę pod wielkie, piernikowe, „krwawiące” marmoladą serce.
— Taa, Wagner ma sporo fanów, ale nie wiem, co oni w nim widzą — burknął Trey.
— Może to, że jest uśmiechnięty, ma całkiem niezły wygląd i talent, którym się chwali. Ludziom się to zwykle podoba. I mogę się założyć, że jakby Jude był dziewczyną, to u nas w szkole też byłoby na niego jeszcze większe szaleństwo — odparł Woody, znajdując im miejsce, aby mogli usiąść. Sam Wagner nie był idealnie w jego guście, ale widział jego plusy. Tak jak nie sposób było nie widzieć plusów Julesa, który jednak nie przemawiał do niego swoim podejściem do życia. Wolał takich chłopaków jak Trey czy chociażby Tomas. Bardziej naturalnych.
— Pewnie tak, szczególnie jakby będąc laską, też gadał na lewo i prawo, że jest biseksem — podchwycił Trey.
— Bo każdego faceta kręcą dwie liżące się laski — wymamrotała Harper z pełnymi ustami, więc nie było pewne, czy była to zgryźliwa uwaga, czy stwierdzenie faktu.
— A laskę liżący się faceci nie?
— Zależy jaką. — Ta spojrzała na swojego chłopaka i posłała mu buziaczka.
Trey uśmiechnął się kątem ust i zerknął na Woody’ego.
— Strzelaj, czy ją też.
Harper zaśmiała się, także na nich spoglądając. Siedziała pośrodku, podobnie jak podczas występu dyrektora Woody siedział między swoim chłopakiem a Treyem.
— Nawet nie myślcie, aby to teraz sprawdzać. Tylko bym was wyśmiała.
— No, nic seksownego w lizaniu się meduzy z gladiatorem — podchwycił Trey, mimo to uśmiechając się do kumpla zadziornie. Miał z tego ubaw.
— Byś się w kamień zamienił, jakbyś spróbował.
— Serio? Tak by mi stanął?
Woody parsknął śmiechem i aż zakrył usta, aby nie było widać kawałków babeczki, którą jadł chwilę temu.
— Taaak, tak, dokładnie — wydusił z rozbawieniem.
Trey wyszczerzył zęby, oblizał wargi, po czym cmoknął Harper w policzek, jakby mówił „my się tak tylko drażnimy”, choć wiedział, że ta i tak to rozumie. Po tym wrócił do jedzenia swojego krwawiącego serca, a temat zmienił się na ten dotyczący atrakcji w innych salach. Myśleli, co najpierw chcą zobaczyć i czy jest sens angażować się w jakieś gry z fantami…

25 thoughts on “Project Dozen – 36 – Przebierańcy

  1. Katka pisze:

    Basia, spokojne rozdziały są czasem potrzebne w szale codziennego życia. Pisze się je genialnie po męczącym dniu XD Mark i Foster działają. Trzymaj kciuki, to im się uda! :) Pozdrowionka :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    wspaniały rozdział taki luźny, spokojny, no pięknie Mark zaprosił Fostera na randkę, mam nadzieję, że wyjdzie coś większego z tego i im się uda… a to spontaniczne wystąpienie Farncisco… boskie…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Bebok pisze:

    Oooooo Matko!! Ja naprawdę AŻ tak dawno nie komentowałam?? WSTYD! >__<
    Boże wgl… bal przebierańców… jedyne takie „imprezy” pamiętam z podstawówki xd zawsze rodzice przebierali mnie za wróżkę.. zero fantazji ;p
    „chociaż jemu osobiście, czym był starszy, tym mocniej niż z postacią z kreskówki, He-Man kojarzył się z chorą fantazją rysowników bdsm.” trafne xD
    „Uwolnic Puszka!” hahah ;D Kocham HP <3 Puszek zresztą był całkiem uroczy ;p
    Francisco jest rozbrajający xD Poczciwe chłopię :) Przypałowe przemowy zawsze są super ;D
    Tak jak na początku miałam problem z kojarzeniem postaci tak teraz chyba uwielbiam wszystkich, których imiona rozpoznaję xd No dobra… nie wszytskich, zawsze są jakieś wyjątki ;P
    Ale Trey i Woody plus ich połówki są genialni ;D Harp generalnie ubóstwiam ;p ta laska jest doskonała <333 dobrze że trafiła się Treyowi ;p Dobry z niego chłop, należy mu się trochę szczęścia ;D

  4. Ash Alex Sugar pisze:

    Kat
    Aach okej, rozumiem xD Nie wiem jak inni, ale ja prawie nigdy nie czytam komentarzy innych osób pod postami, chyba że wyjątkowo, więc może też im nie przeszkadza, a jak tak, no trudno xD

  5. Katka pisze:

    Ash, pewnie od razu włączyłaby mi się potrzeba kontroli sytuacji i też bym za dużo czasu poświęcała na takie off-topowe komencie, niż powinnam XD Ale takie spamowanie pod rozdziałami nam nie przeszkadza :) Nie dam jednak głowy, co o tym myślą inni czytelnicy XD

  6. Ash Alex Sugar pisze:

    Kat
    Hah ze mną, ze mną ;)
    Okej, rozumiem, czasu to nikt nie ma, a poza tym, no włąśnie tak myślałam, że tylko od czasu robi wam ktoś spam xD (Ash jak zaczyna, to zawsze roi, ale tylko czasem.. xd) Ale może nie porywać się na forum, tylko osobna zakładka do luźniejszych rozmów w komantarzach…? ;) Chyba, że nie przrszkadza wam off top pod rozdziałem xD

  7. Katka pisze:

    Ash, tak właśnie dumałam, w rozmowie z kim wspominałam już o forum. Ale nie, nie myślimy o tym na poważnie. Chyba jeśli chodzi o forum, to jednak dużo trzeba siedzieć nad jego ogarnięciem, a z czasem u nas koszmarnie. A czy ktoś robi jeszcze taki spam? Haha, nie wiem, chyba od święta ktoś się taki znajdzie, komu się bardziej nudzi XD Zmierzchu nie włączaj, a co do wieku bohaterów to łączę się w bólu :(

  8. Ash Alex Sugar pisze:

    Kat,
    Ojej, super pomysł xD Może mi by się coś takiego udało, jeśli tak, to wam wyśle xD Mówisz o tym forum chyba drugi raz w ciągu tygodnia, so… to coś znaczy xD
    Ale ktoś jeszcze wam wgl robi taki spam oprócz mnie? xd
    (Jezu, ostatnio oglądam Teen Wolf, czytam PD, jak tak dalej pójdzie, to włączę sobie Zmierzch ;-; xD Czuje że się starzeję, kiedy bohaterowie opowiadań/książek/seriali są… młodsi ode mnie ;-;)

  9. Katka pisze:

    Ash, gdybym była dobrym grafikiem, to bym narysowała jakieś chibiasy Sena i Luny, walczące o pierwsze miejsce w rywalizacji o tytuł największego popierdoleńca :D No i wiedziałam, że to jakaś teoria spiskowa była ogólna z tym, żebym się wygadała…! Hehe, w momentach takich spamów dochodzę do wniosku, że serio przydałoby się forum XD

  10. Ash Alex Sugar pisze:

    Kat,
    Hahaha okej, ciesze sie że cie to pociesza, taka liczba xDD
    Tak, o to podobieństwo mi właśnie chodziło xD
    Lol, wpadło mi teraz do głowy, że mogłybyście zrobić fanowskie koszulki do sklepiku, np. z napisem „Sen = Luna”, albo… z jakimikolwiek napisami/rysunkami, tak jak kubki :D
    To moja zasługa, hy-hy-hy, celowo cie zagadałam, wszystko uknute było xD

    [Jak zwykle robię spam xD #RozmowyZKatkąWKomantarzach xD]

  11. Katka pisze:

    Ash, 47% już brzmi bardziej znośnie :D Gdyby akcja działa się w San Francisco, byłoby to już w ogóle mega prawdopodobne XD A opcja Sen = Luna bardzo mi pasuje. Faktycznie tak jak ona, on też czasem walnie coś, czego nikt nie łapie i żyje w swoim świecie. Że też do teraz nie widziałam tego podobieństwa :D „Łojezó, wy coś zdradziłyście, WY, Kat? o.O ;x” – hahaha, raz na pięć lat trwania strony nam się zdarzy XD

  12. Ash Alex Sugar pisze:

    ;-; 10 (teraz to 8) z 17 osób, to dość prosta matematyka…
    Bez nich to 47%, jeśli chcesz wiedzieć xD
    Hahahahahah tak, tak, Sen jest poj*bany xD dlatego zakładałam, że jest bi, co sobie b ędzie żałował, ale no dobra xD Też nie rozważałam nigdy jego wątku jako wątku romantycznego ;x Ogólnie to on mi się trochę kojarzy z Luną Lovegood (chyba szczególnie filmową)… Co wy na to? xD

    Łojezó, wy coś zdradziłyście, WY, Kat? o.O ;x
    xDD
    Super <3 Ten wątek się zaczął, był taki uroczy… i sie urwał xD
    Wiec Ash sie cieszy <3

    [lol, nareszcie mój komentarz ma przyzwoitą długość.]

    Ash Alex ;*

  13. Katka pisze:

    Ash, bo chyba w ogóle na początku było trochę bardziej rozkręcane u Woody’ego, de facto potem się rozkręcił Eric i Jules, podobnie jak Sebcio i Franio. Co do bohaterów z mniejszości seksualnych, to z Senem i Judem bym się nie rozkręcała. Istnieje duuuuże prawdopodobieństwo, że Jude rozpowiada to dla fejmu, zaś Sen… Boże, on mi się wydaje tak popaprany, że ja go w ogóle z nikim w łóżku nie widzę XD Bez nich więc może ten procencik tyci spada… tak tyci tyci XD Al serio liczyłaś to procentowo z taką dokładnością? Szacun XD Hehehe, to będziemy czekać na dalsze opinie. Już niebawem trochę bardziej Julesowo-Erikowo :)

  14. Ash Alex Sugar pisze:

    Hah, nawet jak będę miała zastój, to pewnie nie duży ;) Chciaż na razie czekam na kolejne rozdziały! xd
    Um, na początku z tego co pamiętam, bardzo wątki dotyczące Woody-Trey-Tomas-Harp podobały mi się xd Ale teraz chyba mi się przejadły i znalazłam wątki, które lubię bardziej xD
    Ale w tego typu opowiadaniach niektóre wątki się lubi, a niektóre mniej ;) (nawet w FDTS wątki są trzy, w porywach do czterech, a ja nie wszystkie lubię tak samo, a co dopiero w PD xd)

    „No więc ten… XD” HAHAHAHAH xD
    No cóż, wysiliłam się właśnie na policzenie bohaterów (licząc Treya, Harp, Marka, Foresta, Erica i 12 uczestników projektu, mam nadzieje, że nikogo nie pominęłam?), to w „mniejszościach” seksualnych mamy około 58,9% postaci xDD
    (Sena policzyłąm jako bi, kto g tam wie…? Nie pamiętam co z Patrickiem, policzyłam jako hetero, a Jude – bi, tak?)
    (Tak, nie mam co z życiem robić…)
    Nie mam na myśli, żeby mi to przeszkadzało xD Tak tylko zauważyłam, że te 60% uderzyło w moje poczucie realizmu i wiedziałam to jak tylko się PD zapowiadało xD
    Ale nie czuć, żeby opowiadanie kręciło sie wokół „gejozy” aż tak, bo są te wszystkie wątki projektu, szkoły, przyjaźni, kłótni itd. :)

    Tak, tak, będę dawać znać pewnie jak tam „opinia o waszych dojrzałych panach”, mam nadzieje, że nie będą się spieszyć (a to, że j a wolałabym, żeby ktoś w opowiadaniu został „tylko przyjaciółmi”, to jest… „kim jesteś i co zrobiłaś a Ash” xD)

    Tak, tak, na razie, już kończe… ;x

  15. Katka pisze:

    Ash, ooo, jednak przebrnęłaś! Fajnie :D I fajnie, że będziesz czytać dalej na bieżąco. Oby się jednak podobało i byś nie miała jakiegoś kolejnego zastoju związanego z tym opowiadaniem :) I super, że przybywasz z opinią. Cały wątek Woody’ego, czy to z Treyem, czy Tomasem, jak widzę traktujesz raczej jako zbędny dodatek. Jestem pewna, że przez to, że tyle tu wątków, pewnie każdy coś takiego upatruje w którejś parze/wątku. Tego się uniknąć nie da, ale dobrze, że są wątki, które bardziej Cię jarają :) A Mark i Foster… hm, hm, chciałam przez moment zaprzeczyć, jakoby taka liczba uczestników projektu była homo, ale ich policzyłam i… XD No więc ten… XD Będę ciekawa dalszego rozwoju Twojej opinii o naszych dojrzałych panach. Póki co próbują iść małymi kroczkami poza relację przyjaźni, ale co z tego wyjdzie, to się nam jeszcze okaże :) Jeszcze raz dziękujemy za komentarzyk, bardzo nas ucieszył :D Ach te podróże PKP, powinnyśmy im płacić za opóźnienia XD

  16. Ash Alex Sugar pisze:

    Hah, wspominałam niedawno Katce, że jestem do tyłu z PD i że jakoś mi si ę znudziło, a jednak! Nadrobiłam te ze trzy rozdziały (dziękujcie pkp, że jechałam do domu cztery razy dłużej xD) i chyba będę czytać na bieżąco xD
    (Swoją drogą, mam wrażenie, że koszmarnie długo się na to teraz czeka! xD)

    No no, ale do rzeczy…
    Zauważyłam, że @KillCheerleader nie lubi Tomasa, przyznam że też mam problem z tą parą, z całym tym wątkiem xD
    To znaczy ja Tomasa bardzo lubie, a za Trayem nie przepadam jakoś, ale kurcze, mam wrażenie, że oni, Tomas z Woodym, jakoś do siebie nie pasują ;-;
    A przede wszystkim, ten wątek, i oni i Tray z Harper traktuję jakoś tak po macoszemu xD Na początku to było fajne, Harper jest zabawna, ale no nie wiem, mam wrażenie, że jest ich trochę za dużo, kiedy ja osobiście wolę inne pary xD

    No tak, moją ulubioną parą są chyba Erick i Foxy, strasznie dawno ich nie było i czekam z utęsknieniem ;c
    Kibicuje też Sebastianowi i Francisco, są uroczy xD Nie wiem czemu jakoś nie bardzo sie przejmuję tymi plotkami, tą całą aferą, jestem pewna, że to się zaraz rozwiąże, albo raczej że zaraz będzie większa afera o coś i wszyscy zapomną xD Hahaha Francisco i przemowy prosto z serca <3 Przyznaje, że się tego nie spodziewałam xD

    Moss i Foster. Hm, nie jetem pewna co o tym sądzić xD
    To znaczy. Po pierwsze: nie spodziewałam się tego wyznania Fostera, sądziłam, że jeżeli do czegoś między nimi dojdzie, to dopiero w trakcie opowiadania któryś z nich, lub oboje, zaczną coś więcej czuć.
    Po drugie nie byłam pewna, czy w ogóle miedzy nimi do czegoś dojdzie. No nie wiem, bardzo mi sie podobała ich przyjacielska relacja, jedynie z lekkim (drobnym!) podtekstem (bo przecież czytamy yaoi – podtekst jest wszędzie.)
    Po trzecie… to jest tylko moje zdanie, ale cenie wasze opowiadania między innymi za autentyczność, realizm. A tutaj… jest sobie szkolny projekt… w którym połowa uczestników jest gejami (lub bi) xD I… dyrektor szkoły i psycholog też są! xD
    Dlatego miałam nadzieje, że między nimi będzie urocza przyjaźń, ale jednak nie związek. To znaczy, mam wrażenie, że Moss trochę szybko zgadza się na to wszystko i tak dalej, ale nie mam na myśli, że to sprawi, że przestane lubić ten wątek!
    Cudownie, że ich relacja jest nadal przyjacielska, przeurocze i strasznie miłe jest to, jak Forest się o niego martwi i ciekawe są jego wątpliwości na temat Lisy. Mam nadzieje, że na prawdę niewiele się między nimi zmieni, ale to jeden z moich ulubionych wątków tak czy siak :)

    Hah, przepraszam, że tak długo (staram się dzielić na akapity), ale chyba wolę komentować większe partie, no i napisać coś więcej niż "Super rozdział!" ;)

    Ash Alex Sugar (zapraszam ewentualnie do siebie ;) )

    PS. Halloween było super, "Zmierzch", kółko spirytystyczne i wgl xD

  17. mary~ pisze:

    @KillCheerleader to ja byłam osobą, która zamówiła ten dodatek, czcij mnie xD
    TreyxWoody forever <3

  18. Katka pisze:

    KillCheerleader, ten rozdział chyba serio troche krótszy był ale to też może być wina zbyt szybkiego czytania XD och no i na pewno hejtow nie będzie :) wydaje mi się zresztą że znalazloby się kilku czytelników którzy przyznaliby Ci rację. Za gusta nie ma co hejtowac XD

  19. KillCheerleader pisze:

    Bardzo spokojny ten rozdzialik ♥ choć przyznam, że znowu wydawało mi się, że bardzo szybko się zakończył, albo to ja już tak czytam w ekspresowym tempie.
    Wiem, że teraz to, co napiszę, może sprowadzić na mnie falę hejtu, ale muszę to z siebie wyrzucić: NIE LUBIĘ TOMASA, shippuję związek Trey&Woody – nadal upieram się, że ten dodatek na zamówienie czy co to tam było, jest moim ulubionym wątkiem. Ale końcówka tego dała mi mała nadzieję ];->
    „Ja pierniczę, jestem zajebisty” <- dostałam ataku śmiechu, chodziłam cały dzień po domu i wkurzałam chłopaka tym tekstem.

  20. Katka pisze:

    Linerivaillen, bardzo pasuje do Harper, wg mnie trafił idealnie, Woody chyba też tak w duchu uważa ;) Choć gdzieś czytałam, ze większość licealnych miłości nie przeżywa… XD Ale trzeba mu dobrze życzyć!

    Omega, tyle się działo, a jednak niedosyt! Chociaż nie wiem, czy ten rozdział nie był trochę krótszy… ale dawno go przygotowywałam, więc nawet nie wiem. No i super, że w ogóle Harper zdobywa taką sympatię! Często mam wrażenie, że czytelnicy nie lubią damskich postaci, a ona jednak daje radę.

    Tomek, od początku opowiadania to dzieciaki wiodły prym, więc trochę tekst o dyrektorku i psychologu na pewno nie jest złe :) Jaka odskocznia od nastoletnich romansów musi być XD Tym bardziej, że teraz wychodzi też Newton’s Balls, gdzie znów głównym bohaterem jest nastolatek. Ooooch, a przebrania są super! (to nic że nie uskuteczniam, bo jakoś nie mam z kim XD) Nie dziwie się, ze chłopcy zainspirowali, hehe. Niestety do Hallooween trochę daleko. A spokojnie o zadania, już się następne szykują :D

    O., w szkole nikt nie zapomina XD Wszyscy tylko czekają, aż się potkniesz XD Och, gdyby Sebcio wiedział, co Franio planuje… XD Chociaż taki jego urok chyba. I oczywiście, że Mark po bożemu! Toż to grzeczny chłopczyk jest. Chociaż nie wiadomo, czy Foster nie sprowadzi go na złą drogę…

    Mati, Mark coś inicjuje i fakt, samo to jest chyba w porządku. Dotąd był wycofany, Foster zresztą tez, a tutaj wreszcie ma szansę coś ruszyć! Oj spoczko, nie każdego trzeba lubić, wiadomo, ale na pewno o Twoich faworytach wiele jeszcze będzie ;)

  21. Mati pisze:

    Francisco, jesteś świetny :D
    Mark też pozytywnie…zaskoczył raczej nie, bo to było do przewidzenia. No w każdym bądź razie fajnie, że tak wyszedł z tą randką.
    A o innych…hmm…jakoś nie za bardzo za nimi przepadam

  22. O. pisze:

    Franio, Ty dramatorze <33 ale może fanty i ogólnie imprezka sprawi, że ludziska zapomna xD
    Haha jak Mark zabral w kąt Fostera to myślałam, że go tam obmaca i pocałuje, ale on woli po Bożemu xD wpierw randki później całusy, jak młodzież dawnych lat xD

    Tomek, później pokaż zdjęcie xD

  23. Tomek pisze:

    Spoko rozdzialik :) Fajnie że było trochę o dyrektorku i Fosterze.

    Tak czytałem o tym halloween i boże przebrałbym się… Może zrobie jakiegoś cosplay’a… To przez was, wy małe wstrętne potworki :P

    więcej szaleństwa, więcej akcji, więcej tekstu… mieli zadania też robić.. niech robią coś szalonego :D
    Weny.. Najlepiej źródełka żebyście mogły wiaderkami czerpać <3 :3

  24. Omega pisze:

    Czuję mały niedosyt, mimo że Franek wyskoczył z tym swoim przemówieniem, Starszy Moss i Foster umówili się na randkę, no i pojawiła się Harper :) Mimo tego, że jest dziewczyną w opowiadaniu yaoi, to ją polubiłam i uważam że się dobrze dobrali z Treyem. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s