No Exit – 36 – Warunki

— Poradzisz sobie? — zapytał Harley, stojąc nad siedzącym na fotelu Jazem, gdy już skończył mu wyjaśniać i pokazywać na swoim laptopie, co ma zrobić.
Jasper westchnął ciężko i potarł kark.
— Mmm… Chyba nie mam wyboru. Mam nadzieję, że nic nie będzie się działo. Ale… — Odwrócił się do szefa, aby na niego spojrzeć. — Rozumiem, że musisz iść. — Uśmiechnął się porozumiewawczo pod nosem.
Harley położył mu dłoń na głowie i prawie że wcisnął mu twarz w klawiaturę swojego laptopa stojącego na ciężkim biurku.
— Rozumieć, to ty masz to, co masz teraz zrobić — rzucił groźnie. — I nigdy więcej nie robić nic za moimi plecami.
Tancerz stęknął nisko, kręcąc głową, aby pozbyć się dłoni.
— Uch, no, już, już, łapię. Ale to przyjacielska prośba była. Nie nasz pomysł przecież — burknął z niezadowoleniem, że to jemu się obrywa. Kto by pomyślał, że poza tańczeniem na scenie przyda się kiedyś Harleyowi do papierkowej roboty?
— Jakby ci Dean kazał skoczyć w ogień, też byś skoczył?! — burknął Harley, celowo używając tego porównania. — Dobra, nieważne, tu masz klucze… — Wyciągnął z kieszeni pęczek kluczy, w które wliczały się te do magazynów, do wszystkich wyjść oraz biura. — Pozamykaj potem wszystko, a jutro ma mi to Marvin do klubu podrzucić, żeby też odpokutował. Rozumiemy się?
Jasper wziął od niego klucze i skinął głową z kwaśną miną. A miał nadzieję na wcześniejsze pójście do domu…
— Ta, nie mam przecież innego wyboru.
— Grzeczny — pochwalił go Harley, poklepał po ramieniu i podszedł do wiszącej na wieszaku ciepłej marynarki. Zarzucił ją na siebie i dodawszy jeszcze „na razie”, wyszedł z gabinetu, by szybko podążyć na parking. Czuł się jak debil, że wręcz nie może się doczekać ponownego widoku twarzy Deana. Zupełnie, jakby miał szesnaście lat, a nie trzydzieści pięć.
Jasper już nic nie odpowiedział, zawisając nad laptopem z łokciami opartymi o biurko. Dean będzie musiał coś wymyślić poza tymi lodami. Harley był na nich cięty jak dawno i łagodził to tylko fakt, że chciał jak najszybciej wyjść. Na tę myśl Jaz uśmiechnął się pod nosem. A jednak…

*

Dean trząsł się jak galareta na parkingu. Jedyne, w co było mu ciepło, to stopy, bo buty miał wysokie, na grubej podeszwie. Reszta… Cóż. Jak zwykle nieadekwatna do pogody. A i kaptura bluzy nie mógł naciągnąć na głowę, bo nowy, tapirowany irokez bardzo mu w tym przeszkadzał.
Usłyszał ciężkie kroki roznoszące się po parkingu i gdy uniósł głowę, ujrzał managera klubu zmierzającego w jego stronę. Dopiero teraz, patrząc w jego stronę, a tym samym w stronę klubu, rzuciły mu się w oczu jakieś bazgroły na murze i o ile go wzrok nie mylił, był wśród nich napis: „Marvin to niezła dupa”. Zdaje się, że jakiś fan tutejszej gwiazdki musiał niedawno za dużo wypić. Bawiło go to.
— Na urodziny ci sprawię futro. — Harley odwrócił jego uwagę od tego interesującego dzieła sztuki i pokręcił głową, widząc, jak Dean się trzęsie. Mimo że w tej chwili najchętniej by go pocałował, wpierw otworzył samochód, by mężczyzna mógł wejść do środka.
Dean zaśmiał się na tę sugestię i od razu wsiadł do auta. Kiedy i Harley to zrobił, dopiero się odezwał.
— Pożyczę od Marvina kosmetyki, jeszcze skombinuję sobie odpowiednią perukę i będę udawał twoją dziwkę — zażartował, nie dodając oczywistego, że jakby założył szpilki, to faktycznie mógłby dla kogoś wyglądać jak kobieta.
— Pieprzysz — prychnął Harley z rozbawieniem i odpalił samochód. — W ogóle… często zmieniasz fryzurę? — dopytał się, zerkając na niego krótko. Nie umiał się ustosunkować do tego, czy z irokezem Dean bardziej mu się podobał niż z warkoczem. Przywiązywał większą wagę do jego twarzy niż włosów, bo w niej widział więcej przykuwających wzrok elementów.
Dean wyciągnął dłoń do swojej głowy i dotknął włosów.
— Czasami. Jak czuję potrzebę. — Uśmiechnął się. — Podoba się czy ujdzie?
— Jest w porządku. Mam tylko wrażenie, że jesteś jeszcze wyższy — zauważył Harley, uśmiechając się swoim prawym, niesparaliżowanym kątem ust i ruszając z parkingu.
Dean zaśmiał się znowu i położył mu dłoń na udzie.
— Mmm… Czyli to znaczy, że nie powinienem też nosić szpilek, bo wtedy to już w ogóle jestem wyższy.
— Uwierz mi, to dziwne, kiedy tak zbudowany facet jak ja czuje się mały. Ale masz niezłą wprawę w chodzeniu na szpilkach.
— Nie jest to wcale trudne. Jakbyś chciał, sam byś mógł się tego nauczyć w tydzień. Gorzej z tańczeniem, ale to i tak też ma swoje plusy. — Dean pokazał swoje ostre zęby w uśmiechu. — Nie jesteś bardzo zły za tę zmianę planów?
Harley spojrzał na niego krótko i przyspieszył nieco na prostej drodze.
— A co ze stroną oficjalną klubu w necie? Zmieniliście ogłoszenie?
— Tak… — Dean przełknął ślinę. — Co prawda dopiero w poniedziałek wieczorem… ale tak — wydusił, zabierając dłoń z jego nogi. Wiedział, że nabroił, ale przecież nie powiedziałby Harleyowi, że zmienia występ, bo… tak.
— Ludziom się podobało, więc chyba nie mam być o co zły — mruknął Harley, sięgając na ślepo po jego rękę i położył ją sobie z powrotem na nodze. — Trzymaj.
Dean aż lekko przygryzł swoje usta, aby za bardzo się nie uśmiechnąć.
— Mhm. To dobrze. Madonna zawsze się podoba.
— Ale za miesiąc mają być ci pieprzeni tirowcy — dodał poważnie Harley i widząc, że już dojeżdżają, zwolnił, a po chwili zaparkował pod mieszkaniem. — Chodź, mam chyba jeszcze chińszczyznę, to przy niej coś wynegocjujemy — zaproponował, wysiadając z samochodu.
— Będą. I byli na początku, więc już nawet część rzeczy na występ jest — odparł Dean, nim wysiadł z samochodu. Znowu z tym swoim głębokim oddechem, jakby miał wskoczyć do przerębla, a nie wyjść z samochodu.
Na szczęście w mieszkaniu Harleya było jak zawsze bardzo ciepło i wokół unosił się charakterystyczny, choć ciężki do określenia zapach. Trochę jakby drewna, trochę korzenny…
Gospodarz rozebrał się z wierzchniego ubrania, po czym zawahał się na moment. Spojrzał na Deana i bez słowa podszedł do szafki. Wyjął z niej rozpałkę i wyciągnął ją do mężczyzny.
— Rozpal. Zaraz odgrzeję jedzenie, tylko się przebiorę.
Dean zrobił większe oczy na widok tego, co dał mu mężczyzna. Zastygł, gapiąc się na niego głupio, jakby zobaczył ducha.
— Serio…? — wydusił, a jego serce mocniej zatłukło z ekscytacji. Czegoś takiego się nie spodziewał. Bardzo się nie spodziewał.
Harley przytaknął.
— Ufam ci. Tylko powiedz, czy to ci nie szkodzi. Nie działa jak… wsadzenie narkomanowi w dłoń heroiny?
Dean zaśmiał się trochę nerwowo. Jego terapeutka twierdziła, że najlepiej by było, jakby w ogóle nie zbliżał się do ognia, ale też zauważyła, że jak nie pobawi się chociaż głupimi zapałkami na samym początku, to potem się coraz bardziej nakręca i chce więcej i więcej.
— To… to raczej jak plastry terapeutyczne z nikotyną dla palaczy.
— To brzmi lepiej. — Manager zaśmiał się i poszedł do części sypialnej, zostawiając mu rozpalenie ognia w kominku.
Dean jeszcze spojrzał za nim, szybko zrzucił buty i dosłownie pobiegł do kominka. Dawno nie był taki zadowolony i podekscytowany! Prawie z nabożną czcią zaczął zajmować się kominkiem, aby w końcu na palenkach pojawiły się płomienie. Aż westchnął z ekstazą.
Harley w tym czasie, przechodząc z sypialni do części kuchennej już w samych dresowych spodniach, rzucił mu krótkie spojrzenie. Nie miał pojęcia, czy robi dobrze i najchętniej zadzwoniłby do psychiatry Deana, by się dopytać, czy może mu na takie coś pozwalać. Ale i tak widok tego mężczyzny z takim wyrazem twarzy, z wyraźną ekscytacją, bardzo mu się podobał.
Nie skomentował tego i tylko wsadził dużą miskę z chińszczyzną do mikrofali. W międzyczasie wyciągnął sztućce i mając nadzieję, że gościowi nie będzie przeszkadzać jedzenie z jednego naczynia, ruszył ze wszystkim do kominka.
— Zadowolony?
Dean od razu odwrócił się do niego z tak szerokim uśmiechem, że było pewne, że jak dłużej będzie na jego twarzy, to policzki będą go boleć.
— Bardzo! — Szczerzył się, a Harley słyszał, jak głos mu prawie drży z zadowolenia. Był jak dziecko dopadające choinki na Święta. Zerknął jeszcze raz na ogień i przesunął dłonią kawałek od niego, po czym znowu zwrócił wzrok na Harleya. — Dziękuję. Nie myślałem, że… się zgodzisz.
— Tylko nie wsadzaj tam rąk — uprzedził manager, przysiadając obok niego na białym futrze po turecku. Postawił sobie na udzie misę z chińszczyzną i podał Deanowi jeden widelec. — Ale chyba teraz muszę walczyć o uwagę z ogniem, co?
Dean zaśmiał się i krótko zerknął na palące się polanka.
— Trochę… — Westchnął, ale w końcu zbliżył się bardziej do Harleya. — Ale… — odetchnął, lekko się rumieniąc. Widocznie łatwiej było mu inaczej przekazać to co myśli, niż słowami. — No, chcę spróbować. Chcę, abyś był moim — zerknął znowu na ogień w kominku — uzależnieniem.
Harley odruchowo zwilżył wargi językiem. To, co mówił Dean, było… Sam nie wiedział, ale miał wrażenie, że mężczyzna naprawdę musiał długo ze sobą walczyć, by zdecydować się na bycie z nim. I fakt, że to zrobił, był cholernie, cholernie przyjemny. Dawał mu nadzieję, że rzeczywiście może być dobrze i że może jeszcze mieć kogoś na stałe. Teraz tylko musiał mu udowodnić, że było warto.
— Postaram się dać ci to, czego potrzebujesz — zapewnił, odetchnął i dopiero zabrał się za jedzenie. — I właśnie… mieliśmy obgadać to, czego oczekujemy.
Dean skinął głową i sięgnął do jedzenia. Wygrzebał sobie kawałek mięsa i zjadł go, nim odpowiedział.
— Chciałbym cię odwiedzać bez zaproszenia, ale z zapowiedzią, czy mogę. Nie chcę ci robić przypału przed Sammy’m. — Uśmiechnął się i oblizał dolną wargę. — Ale mam swoje potrzeby.
— Mhm? — Harley zachęcił go do mówienia dalej, zerkając to do miski, gdy nabierał kawałki makaronu z warzywami i mięsem, to na Deana, słuchając.
— No i na razie jeszcze zostanę u Marvina i Jaza, bo jeszcze nie mam mieszkania, ale będę spać na kanapie — zapewnił grzecznie, także pojadając chińszczyznę.
Harley mruknął na zgodę.
— I żadnych darkroomów i flirtowania, okej?
Dean lekko się skrzywił.
— Flirtowania też nie? — Upewnił się. — Nawet troszkę?
— Sprecyzuj „troszkę” — poprosił Harley, zostawiając mu te bardziej przysmażone kawałki mięsa, bo widział, że Dean je wybierał.
— Tak… — Wbił widelec w kolejny kawałek mięsa. — No, rozmowa i co najwyżej dłoń na kolanie?
Harley ściągnął brwi i popatrzył mu poważniej w oczy.
— Nie. Nikt nie będzie cię obmacywać, jeśli masz być moim facetem.
Dean westchnął z żalem. Na szczęście nie aż tak wielkim, aby rozzłościć swojego nowego faceta.
— To nie obmacywanie, ale… — jęknął, pakując sobie do ust mięso. — Rozmowa już może być?
— Może być. Ale bez przegin. Tylko żebyś tego nie obchodził tak, że będziecie sobie trzepać, gapiąc się na siebie.
Dean przewrócił oczami.
— Spokojnie. Jeśli nie będziesz podsłuchiwał, będzie to wyglądało prawie jak zwykła rozmowa. A potem będę przychodził do ciebie, aby przed tobą sobie potrzepać.
Harley zmrużył oczy, czując lekkie uderzenie gorąca.
— Hm… Siedziałbym u siebie w biurze na fotelu, a ty byś stał przed biurkiem i się dotykał… — zwerbalizował swoje wyobrażenie.
— Coś w tym stylu — odparł Dean z pełnym rozbawienia uśmiechem. — Lubisz takie show? — spytał, mając nadzieję na pozytywną odpowiedź, bo już oczami wyobraźni widział, jak będzie musiał szukać ukojenia na piętrze, kiedy na dole w klubie przytrafi się ktoś, na kim zawiesi oko.
Harley uśmiechnął się bokiem ust i przełknął kęs jedzenia.
— Wyobraź sobie mnie zaczynającego tutaj robotę. Klub, jak to każdy inny gejowski klub. Trochę ludzi się zbiera, głównie szukać kogoś do łóżka, czasem jakieś pary. Potem przychodzi więcej, jak otworzyłem darkroomy. Ale bez dalszych kokosów. Ani w pracy, ani w związkach. Ale lubiłem dobrze ruszających się facetów. Kiedyś jeden z gości jakoś wyjątkowo wywijał tyłkiem na parkiecie. Nasz wieczór skończył się w moim mieszkaniu, miał swoją muzykę, więc zrobił mi mały erotyczny taniec. Nie taki jak ty — dodał poważnie — ale niezły. Zdążyłem strzelić, nim pozbył się skarpetek — uściślił z lekkim uśmiechem politowania dla samego siebie. — I zabłysnęła mi lampka, że to coś, w co można iść. Zaczęła się tradycja występów i coraz więcej ludzi zbierało się w klubie. Więc… chyba tak, lubię takie show, skoro mam pieczę nad jedynym klubem w okolicy z takim dodatkami.
Dean zamruczał nisko.
— A teraz będziesz miał takie pokazy na wyłączność i to jeszcze do tego bardziej erotyczne. Hmm, cwane. — Skinął głową z uznaniem. — A co się z tym kolesiem stało? Bo to chyba nie Marvin, bo lata się nie zgadzają.
— Spotkaliśmy się kilka razy, a jak wyszło na jaw, że byłem żonaty i kobiety też mnie pociągają, to się najwyraźniej wystraszył, bo więcej go nie widziałem — wyjaśnił Harley bez specjalnych emocji. Ledwo pamiętał, jak tamten facet się nazywał, więc nie było czego żałować. Przynajmniej już teraz.
— Mmm… — Dean przytaknął. — A jak już jesteśmy w tym temacie, to jak zyskałeś do klubu Marvina i Jaza?
— Marvin musiał być stałym bywalcem w klubie wcześniej, bo wiedział, że odbywają się występy. Pewnego dnia zawitał do mojego biura i po dwóch minutach miał robotę — wyjaśnił Harley, wyszukując resztek ulubionych warzyw w misce, której zawartość już była znikoma. — On jak się nie stara, to i tak pociąga. A wtedy bardzo mu zależało na tej pracy.
— Tańczył jeszcze z tamtym? Bo Jaz później dołączył, z tego co wiem.
— Tańczył sam. Jaz przybył jakieś trzy lata później, kiedy szukałem więcej tancerzy, bo się rozkręcało. Zwerbowałem go na takim przesłuchaniu, w jakim miałeś okazję uczestniczyć.
— Spoko, fajnie ci się to kreci. Niedługo, jak tak dalej pójdzie, będzie trzeba rozbudować scenę. — Dean zaśmiał się, biorąc miskę po chińszczyźnie i odstawiając ją na bok. Przysunął się do mężczyzny i pocałował go lekko w usta, wyginając przy okazji plecy, bo był od niego trochę wyższy. — A ty co chcesz?
— Żebyś wpadał do mnie do biura po pracy… Dawał się gdzieś czasem wyciągnąć. Nie nalegał, by poznać mojego syna — Harley dodał poważnie, choć popatrzył przy tym pytająco w oczy mężczyzny. Nie wiedział, czy go tym nie urazi, ale nie mógł co do tego ulec.
— I abym się nie puszczał — dodał Dean, znowu go całując. — Spoko. Przemyślałem to. Długo. I jestem out, więc nie ma sprawy, jeśli chcesz wyjść. A co do Sammy’ego… — Wzruszył ramionami. — To twój dzieciak, więc ty decydujesz. — Już nie dodał, że w takim razie dobrze się składało, że będą mieszkać w ogóle oddzielnie. Chociaż o tym decydowała głównie jego potrzeba poczucia niezależności.
— Dzięki — rzucił Harley, chcąc mu przekazać, że docenia to zrozumienie z jego strony. Chwycił do lekko z boku twarzy i pocałował go delikatnie. — Czyli… — przemknął spojrzeniem po całej jego twarzy — jesteś mój.
Dean westchnął niby cierpiętniczo.
— No, chyba na to wygląda. Chociaż to cholernie dziwne.
— To normalne, Dean. Bardzo przyjemnie normalne — odpowiedział Harley, przesuwając palcami po jego króciutkich włosach z boku głowy. Był już raz żonaty, kochał swoją żonę, więc wiedział, że związek na wyłączność i posiadanie swojej drugiej połówki przy sobie jest strasznie przyjemnym uczuciem. Miał jednak nadzieję, że jego związek z Deanem przetrwa dłużej. Chociaż na tę chwilę trudno było cokolwiek przewidywać czy wróżyć.
Mężczyzna prychnął cicho pod nosem, ale i tak uśmiechnął się łagodnie.
— Hmm… Czyli w końcu dorastam, tak? — Przysunął głowę do jego dłoni, ocierając się o nią policzkiem. — Trochę mi dziwnie, ale skoro już się zdecydowałem spróbować… — Westchnął. — Rozmawiaj ze mną.
Harley uśmiechnął się, głaszcząc go niespiesznie po twarzy.
— No, wiesz… Skoro teraz masz faceta, musisz się przygotować, że nie tylko łóżko będziesz z kimś dzielić. Więc na początek powinniśmy się gdzieś razem wybrać. Ale tym razem nie do Stage czy czegoś innego, co wiąże się z naszą pracą — prychnął.
Dean spojrzał na niego pytająco i z zaciekawieniem.
— Gdzie niby na przykład? Do konkurencji?
— Na przeszpiegi? To by było bardzo związane z pracą — odparł Harley z rozbawieniem i koniuszkiem języka przesunął pod jego okiem.
— Nie na przeszpiegi… tylko tak do klubu. Chyba, że chcesz iść na… no, gdzie chcesz się razem wybrać? — spytał, nie protestując na takie specyficzne czułostki. Oparł się nawet o udo mężczyzny, leżąc bokiem na ciepłym, jasnym futrze.
— Hm… — Harley zamyślił się, powoli sunąc opuszkami palców po jego szczecince. Czuli przyjemne ciepło bijące od kominka, a przytłumione światło dodawało klimatycznej atmosfery. — Byłem z Sammy’m kiedyś w takim parku rozrywki za miastem… Lubisz?
Dean zaśmiał się i przekręcił się. Leżał teraz na plecach z głową opartą o udo Harleya i patrzył na niego z dołu. Fryzura mu się trochę niszczyła, ale nie marudził.
— Wiesz, że jakbyś nie wspomniał o chłopaku, to lepiej by ta propozycja zabrzmiała? Zabierać swojego nowego faceta w to samo miejsce gdzie syna? Mam nadzieję, że mnie tak jak jego nie będziesz tam traktował?
— Jeżeli miałoby cię jakoś zaboleć to, jak cię tam będę traktować, to prędzej tak jak Sam mnie, a nie ja jego. Przed wyjazdem ogarnął cały plan parku, ceny, najlepsze miejsca i ostatecznie czułem się jak z przewodnikiem turystycznym — Harley odpowiedział z rozbawieniem.
— A on jak ze sponsorem. — Dean zaśmiał się i sięgnął do jego twarzy, przyciągając ją do siebie. — Ale na razie nie. Jak znajdę mieszkanie i trochę mi się finansowo ustatkuje, to dopiero, co? Na razie może zostańmy przy kawie na mieście albo jakimś pubie, albo, o, karaoke?
— Mhm — Harley zgodził się i mocno się pochyliwszy, pocałował go w usta. — I wspólna praca… Jaz i Marvin chyba udowodnili, że tak się da. Choć więcej czasu spędzam w biurze niż poza nim, więc nie powinieneś mieć dość mojego widoku.
— Nie licz, że będę ci dziękować za twój pracoholizm. No i oni faktycznie spędzają dwadzieścia cztery godziny ze sobą, nam to nie grozi. Może czasami uda ci się zatęsknić. —Dean zerknął na palące się drewienka w kominku. — Dołożę — dodał i uniósł się.
Harley mruknął na potwierdzenie, pozwalając mu się odsunąć. Przeczesał palcami włosy do tyłu i gdy Dean dokładał drewna, rzucił:
— Przez ten tydzień tęskniłem.
Blondyn zerknął na niego, nim spojrzał na ogień. Uśmiechnął się ciepło i pochylił się do kominka, poprawiając szczapy dłonią, układając nowe idealnie na pozostałych. Wyglądało, jakby zaraz miał się poparzyć, ale nic mu się nie stało.
Wrócił do mężczyzny i kucnął przed nim. Objął go ramionami za kark i pchnął do tyłu, przewracając go. Sam od razu położył się na nim i pocałował w usta.
— Jesteś dobrym facetem.
— Myślisz? — odparł Harley, przypatrując się jego twarzy z rozbawieniem. — Bo tęsknię za takim magnesem jak ty?
— Magnesem? — prychnął Dean. — Nie. Bo nie robisz mi na złość. Nie odtrącasz, skoro sam to najpierw zrobiłem. I… — popukał go palcem po czole — masz równo pod sufitem.
Harley lekko ściągnął brwi, patrząc mu w oczy. Trzymał przy tym dłonie nisko na jego plecach i nie miał nic przeciwko takiemu leżeniu. Słowa Deana jednak wydały mu się… dziwne.
— Mówisz tak, jakbyś określał mnie jako przeciwieństwo siebie. A ty nie jesteś złym człowiekiem, Dean.
— No, na pewno nie mam dobrej renomy.
— Pieprzyć renomę. Jeszcze nie sfajczyłeś mi domu, chyba nie jest tak źle.
Dean uśmiechnął się kącikiem ust i przesunął dłonią po dłuższych włosach na głowie Harleya. Długo milczał, ale w końcu spytał, a gdzieś w podświadomości zapaliła mu się lampka, że nienajlepszym pomysłem jest to, co robi. Że nie powinien tego drążyć, że to zamknięty rozdział. Ale w końcu przez swoją złą renomę przyjechał do tego miasta, więc skojarzenie nasunęło mu się samo.
— Zrobiłbyś coś tyczącego się pracy, jakbym cię poprosił? — mówiąc to, jednak już miał nadzieję, że Harley odmówi. Kategorycznie zaprzeczy.
Manager popatrzył na niego pytająco.
— W jakim sensie?
— W sensie… um. Pamiętasz tego kolesia, co ostatnio oberwał w kiblu?
— Ten znajomy Karla?
— Mhm. Coś potem pyszczył?
— Hm? — Harley ściągnął lekko brwi. — Czemu o niego pytasz? Nie mówił wiele. Nie chciał nawet odszkodowania, tylko butelkę szkockiej i poprosił uprzejmie o większą ostrożność, jeśli chodzi o pozwalanie na swobodne poruszanie się „pojebanym skurwysynom niemogącym przełknąć swojego zeszmaciałego jestestwa” czy coś takiego. — Uśmiechnął się krzywo.
Dean warknął pod nosem i na sekundę nawet zmarszczył nos.
— Skurwysyn — burknął do siebie, ale spojrzał zaraz żywiej w oczy mężczyzny. — Uważaj na niego. Koleś jest niebezpieczny i ja tylko mówię, bo wiem. Nie wnikaj skąd.
— Zrobił ci coś? — zapytał od razu Harley, wzmagając swoją czujność. Jego dłonie przy tym mocniej przycisnęły Deana do siebie, a ten prychnął pod nosem.
— Nie. Umiem sobie radzić, serio. Ale wiem po prostu, że nie dostał za niewinność. Dlatego, jakby kiedykolwiek jeszcze coś z nim było, cokolwiek, to nim staniesz po którejkolwiek stron, dobrze to osądź.
— Nie łatwiej by było powiedzieć mi, dlaczego ten facet jest niebezpieczny? Bo nie wygląda. Ale okej, nie będę naciskał — odpowiedział Harley, nie lubiąc wnikać za bardzo w coś, co ewidentnie nie było przeznaczone dla jego uszu. — Ale nie jest chyba na tyle niebezpieczny, że wpuszczanie go do klubu jest jakoś groźne dla innym klientów?
Dean zaciął się, przygryzając wnętrze ust. Nie powinien mu mówić nic więcej. Zresztą, jak wiele innych rzeczy.
— To szantażysta. Wiesz, filmiki, groźby, te sprawy.
Manager od razu wciągnął głębiej powietrze, przez co aż uniósł Deana na sobie. Nieprzyjemnie mu się to kojarzyło ze swoim małżeństwem, które pośrednio rozpadło się przez zdjęcia, jakie ktoś wysyłał jego żonie.
— Szuja — mruknął groźnie jak duży, zły niedźwiedź. — Siedział z tobą? — dopytał się, tak rozumiejąc całą tę rozmowę.
Zniesmaczony Dean jęknął nisko i cmoknął między zębami. Chętnie zobaczyłby Orvela za kratkami, chociaż pewnie Marvin od razu posadziłby go na krześle elektrycznym. Uważał, że trochę za łatwo dla Orvela się to wszystko skończyło, szczególnie, że to nie był pierwszy raz, kiedy kogoś szantażował, ale wolał już nie dręczyć tematu. Rozumiał chłopaków i to, że nie chcieli już dłużej się w tym babrać.
— Niestety nie. A powinien.
— Ale to nie ty mu wpierdoliłeś…?
— Nie.
Harley przytaknął. Był w jakiś sposób zadowolony z tej odpowiedzi, choć obiecał sobie uważać na tego człowieka. Nie lubił takich typów. Źle mu się kojarzyli.
— Powiem ochroniarzom, by na niego uważali — odpowiedział, przesuwając leniwie dłońmi po plecach Deana. Nawet wsunął jedną pod jego bluzę, by wyczuć ciepłą skórę.
Dean westchnął ciężej, jakby z ulgą i pochylił się do jego ust, by pocałować go głęboko, od razu z języczkiem. Wsunął mu nawet dłoń pod kark, aby bardziej to kontrolować.
Harley chętnie na to zareagował, odpowiadając na pocałunek i odruchowo mocniej zaciskając palce na jego ciele. Mruknął nisko w usta Deana, delektując się tym jego rozdwojonym języczkiem. Był wręcz genialny. I po chwili takich pieszczot nagle przytrzymał go mocniej i gwałtownie przeturlał się z nim na bok, samemu nad nim zawisając. Nie dał mu też chwili na oddech i od razu wręcz pożarł jego usta.
Dean stęknął po nim, wyginając kręgosłup w górę. Nie puścił przy tym jego karku, oddając z chęcią pocałunek. Sam dobrze wiedział, jak wiele rzeczy o sobie ukrywa przed Harleyem, ale z drugiej strony… czy ten musiał o nich wiedzieć? Czy dzięki temu byłby szczęśliwszy, wiedząc, że w więzieniu w obronie własnej, rzecz jasna, był bez problemu w stanie zepchnąć kolesia ze schodów? Że Marvin ściągnął go tu, aby nastraszyć nim swojego prześladowcę? Albo że podpalił samochód swojego byłego, będącego równocześnie komisarzem policji? Wątpił.

*

Telefon Deana wyrwał go ze snu około dziesiątej rano. Kiedy mężczyzna rozchylił powieki, zauważył, że nie jest w sypialni Jaza i Marvina, a Harleya. Nie miał jednak chwili, by uśmiechnąć się do tej myśli, ani by dłużej kontemplować widok managera śpiącego tuż obok na plecach, bo telefon wciąż dzwonił. I jak tylko Dean spojrzał na ekran, zobaczył, że to ten facet, który dopytywał o jego mieszkanie w Montanie.
— Mm… co jest…? — wymruczał w międzyczasie Harley, nie rozpoznając najpewniej dźwięku dzwonka jako swojego i chyba jeszcze nie wiedział, co się dzieje.
— Śpij — rzucił Dean i szybko wstał z łóżka, aby jedynie w bieliźnie wyjść z części sypialnej. Odebrał po drodze do kuchni. — Tak, słucham?
— Dzień dobry, z tej strony Louis Newton, rozmawialiśmy w sprawie kupna mieszkania — odezwał się głos w słuchawce.
— Mhm, pamiętam. Oferta jest nadal aktualna. — Mówił dalej, zaczynając poruszać z nim wszystkie kwestie związane z mieszkaniem, jednocześnie wstawiając wodę na kawę.
Rozmowa trwała dość długo, ale zakończyła się porozumieniem i miał już pewność, że mężczyzna kupi mieszkanie. Zaliczkę miał przelać do końca tygodnia, za to podpisywać wszystko mieli w jakiś wolny dzień w przyszłym tygodniu, kiedy Dean będzie mógł przyjechać do Montany. Wyglądało więc na to, że może już szukać mieszkania dla siebie.
Odetchnął z ulgą i nawet napisał o tym smsa do swojej psychiatry, że zostaje w mieście i szuka mieszkania. Oczywiście w nocy po występie, kiedy przebierał się do wyjścia, też dał jej znać, że Harley go przyjął.
W międzyczasie kawa się już zrobiła, a teraz mógł się jej napić, uprzednio przesypawszy do niej prawie połowę cukiernicy.
— Mmm… — usłyszał za plecami, a gdy się odwrócił, zobaczył zmierzającego w jego kierunku Harleya. Był wciąż w samej bieliźnie, zaspany, a dłuższe włosy zwykle zaczesane w tył, teraz częściowo znajdowały się na jego twarzy. — Hej… — dodał mrukliwie, obchodząc blat i bez pytania łapiąc Deana w pasie.
Ten przeklął cicho pod nosem, skupiając przy tym całą uwagę na kawie, aby jej nie wylać. Kiedy już stał stabilnie, pochylił się i pocałował mężczyznę w skroń.
— Jeszcze śpisz? Chcesz łyka czy ci zrobić?
— No, daj łyka — poprosił Harley i chwycił jego dłoń trzymającą kubek, przechylając go do swoich ust. Gdy już się napił, pogłaskał mężczyznę nisko na plecach. — Co cię tak wyrwało z łóżka?
— Telefon. Dzwonił koleś od mieszkania, kupiec. Jak dostanę od niego zaliczkę, to mogę już na poważnie-poważnie szukać tu jakiegoś kąta — wyjaśnił i sam poprawił Harleyowi włosy. Jego już były mocno przyklapnięte.
— Zdecydował się? — Spojrzenie managera nieco bardziej zbystrzało. — To dobrze, co? Robotę masz, faceta masz, tylko ci własnego kąta brakuje — dodał z lekkim półuśmiechem.
— Dziwna kolejność, ale… Mhm, na to wygląda. Więc wszystko się niedługo pozałatwia i wyjdzie chyba dobrze. — Dean uśmiechnął się, nim napił się znowu kawy. — A ty nie chcesz jeszcze pospać? Czy już myślisz o pracy? — zażartował.
— Jasne, że chcę pospać. Każdego ranka chcę pospać. Ale klub się sam nie rozwinie — odpowiedział gospodarz, cmoknął jeszcze Deana i dopiero go puścił, na rzecz zajrzenia do lodówki. — A ty z kim dzisiaj trenujesz?
— Z chłopakami. Z Marvinem i Jazem, ale oni pewnie jeszcze śpią, jak ich znam — odparł, zerkając na zegarek. — Zadzwonię do nich za chwilę, to przed piątkiem jeszcze się wszystko przećwiczy.
— Ćwiczyliście w ogóle układ na piątek, czy męczyłeś ich cały tydzień Madonną? — Harley popatrzył na niego przez ramię z lekkim rozbawieniem, które jednak krył pod poważną maską. Nie chciał więcej takich niespodzianek. Ta była wyjątkowo miła, ale… szokująca.
— Nie, no, nie zostawiłbym na jeden dzień tego występu na piątek. Madonna była zupełnie przy okazji, w sumie to większość była na Marvinie, ale w jego umiejętności nie wątpiłem. I, no… tirowcy są już prawie wykończeni, nie będzie następnym razem niczego, czego sobie nie życzysz — wytłumaczył mu cały swój zamysł i pominął kulturalnie swoją część w całym spektaklu.
Harley mruknął coś pod nosem, wyciągając mleko i sięgając po płatki z szafki.
— Czyli wychodzi na to, że miałeś niezły zapierdol w tym tygodniu — stwierdził, gdy wszystko postawił na stole, zapraszając gestem Deana, by razem zjedli. — Powinienem dbać o to, żebyś się nie przepracowywał.
Mężczyzna zaśmiał się. Zarówno za tego, co gospodarz powiedział, jak z wyboru jedzenia na śniadanie. Nie powstrzymałby się przed komentarzem, gdyby mężczyzna jadł kolorowe, zbożowe kuleczki oryginalnie kierowane do dzieci.
— Nie grozi mi raczej — uspokoił go i po tym jak usiadł, znowu wstał i jeszcze zajrzał do lodówki. Chwilę się do niej modlił, aż końcu wyjął z niej dwa jajka. Oddzielił białka od żółtek i te ostatnie wlał sobie do płatków zaraz po tym, jak je rozbełtał na gładko. Zasypał to cukrem, zmieszał wszystko i dopiero dolał mleka.
Harley za to zastygł z łyżką przy ustach, gapiąc się na niego głupio.
— Co ty, do cholery, robisz…? — wykrztusił, zaskoczony tym, co właśnie Dean zamierzał zjeść.
Blondyn też spojrzał na niego, nie do końca wiedząc, o co chodzi.
— Umm… to były ważne jajka?
— To są surowe jajka, to jest, kurwa, bardziej istotne. Mieszasz to z płatkami, mlekiem i masz zamiar to zjeść…? — Harley już zupełnie zapomniał o swojej łyżce na rzecz wpatrywania się w jego śniadanie.
— To tylko żółtko… — Dean wyglądał na zgaszonego, kiedy spojrzał w swoje śniadanie.
Harley uniósł wzrok na jego twarz i zaśmiał się. Potem pokręcił głową i wpakował sobie wreszcie do ust swoje normalne śniadanie. Chyba powinien zacząć się do tego przyzwyczajać.
— Jak chcesz. Smacznego, żmijo.
— Ale… nie obrzydzam ci, co?
Harley tylko pokręcił głową przecząco, przeżuwając i wciąż się uśmiechając.
— Nie — dodał, gdy przełknął. — Powiedziałbym nawet, że jesteś słodki, gdybyś nie był przeszło trzydziestoletnim facetem, po odsiadce, przed którym każdy dzieciak by spierdolił, jakby wiedział, że możesz podfajczyć mu domek na drzewie, jak nie będzie grzeczny. Nie no… — zamyślił się krótko — i tak coś słodkiego w sobie masz.
Dean uniósł wysoko brwi.
— Serio? Mówisz poważnie czy kpisz? Bo ja jakoś siebie średnio za słodkiego uważam, wiesz?
— Mhm. — Harley mówił z przerwami, bo dość szybko pochłaniał swoje śniadanie. — Jesteś normalnie seksowny, intrygujący, miły i zaraźliwie wyluzowany, ale jak się peszysz to masz cholernie rozkoszne oczy — skończył i odłożywszy łyżkę, wypił resztę mleka prosto z miski.
Dean trochę się nadął, jakby usłyszał najgorszą obrazę na świecie. Było mu jednak tak naprawdę aż kłopotliwie miło. Zapchał więc usta swoimi płatkami z jajkiem i mlekiem.
— Mmm… — zaburczał tylko z pełnymi ustami.
Harley spojrzał na niego znad miski, zwęził na moment oczy i uśmiechnął się.
— O. Teraz też się peszysz. — Zaśmiał się.
Dean przełknął w końcu i pokazał mu w wyjątkowo dziecinny sposób język. Harley tylko się uśmiechnął i wstał od stołu. Podszedł do Deana, złapał go z boku za twarz i pocałował w czoło.
— Jedz, idę się ubrać — dodał, ruszając już do części sypialnej.
Dean fuknął pod nosem, aby jeszcze mężczyzna go słyszał, kiedy jednak już był wystarczająco daleko, uśmiechnął się do siebie, lustrując całą jego sylwetkę. Zrobiło mu się jakoś cieplej, mimo że place u dłoni znowu miał chłodne.
— Głupek — mruknął pod nosem, wracając do wyjadania resztek śniadania.

16 thoughts on “No Exit – 36 – Warunki

  1. Shivunia pisze:

    Basia >> Ciśniesz dalej ;) Chwali się. A winny musiał się znaleźć. Na szczęście mała to była kara ;)
    Dzięki bardzo za wenę :) Miłego dalszego czytania

  2. Basia pisze:

    Witam,
    ej Harley nie każ mi Jaspera, za to, ze pomógł kumplowi ;] tak się nie godzi… a żmijka i jego śniadanie ;] cudnie…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Damiann, nie. Jest napisane, że „jak byłem żonaty”, a nie „jak jestem żonaty” :) Czas przeszły. Koleś się pojawił, gdy już był rozwiedziony ;)

  4. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,— Spotkaliśmy się kilka razy, a jak wyszło na jaw, że byłem żonaty i kobiety też mnie pociągają, to się najwyraźniej wystraszył, bo więcej go nie widziałem — wyjaśnił Harley bez specjalnych emocji. Ledwo pamiętał, jak tamten facet się nazywał, więc nie było czego żałować. Przynajmniej już teraz.”
    Chwila, chwila. Czy to oznacza, ze Harley bedac zonaty zdradzal ja z tym gosciem? A moze zle rozumiem? 🤔

  5. Katka pisze:

    Saki, Jaza chyba los nie lubi, zawsze mu się obrywa rykoszetem za błędy innych XD No ale to taki dobry chłopiec, że to wszystko ładnie znosi. Nie wiem, czy Harley zmieni zdanie w kwestii syna, ale może, może. Spotkanie na pewno byłoby specyficzne i w sumie chyba ciężko przewidzieć zarówno jakby zachował się Dean i jakby zachował się Sammy. Może się kiedyś przekonacie. Oooch, a co do pożaru i Deana w samym jego środku, to ja chyba wolę sobie nie wyobrażać. Mimo wszystko to straszna wizja, bo nie jestem pewna, czy Dean by faktycznie dzwonił po pomoc i uciekał… Dobrze więc by było, żeby w tym pożarze nie był jednak sam… Harley chętnie go wyniesie na plecach. Dzięki za komentarz i trzymanie kciuków za chłopaków. Ze wsparciem mentalnym na pewno się im uda! XD

    Sabrinetaylor, Harley chyba chciał tym niejako pokazać, że mu zależy, że mu ufa i że chce, aby to wyszło na wyższy level. Dean powinien to docenić. I strasznie ciśniecie na to, by Sammy poznał Deana, haha. Żeby Harley o tym wiedział… normalnie presja na całego XD

  6. sabrinetaylor pisze:

    Troche zdziwiło mnie, ze Harley pozwolil Deanowi na rozpalenie w kominku, ale milo z jego strony. Wgl bardzo lubie czytac o tej dwojce, wiec jestem bardzo zadowolona, ze caly rozdzial byl tylko o nich :) a o synu Harleya z checia bym jeszcze poczytala i licze, ze jednak Harley zmieni zdanie i postanowi przedstawic Sammy’emu Deana

  7. saki2709 pisze:

    Biedny Jaz. Oberwało mu się za pomoc kumplowi XD Ale myślę, że Dean mu to wynagrodzi. Nie wiem jak, ale żmijka na pewno coś wymyśli, żeby Jaz nie żałował, że zdecydował się mu pomóc.
    Nadal jestem za tym, żeby Dean i Sammy się poznali. Może Harley jeszcze zmieni zdanie? Albo poznają się przez przypadek, nie wiem… coś w stylu niezapowiedzianej wizyty syna menadżera?
    Harley pozwolił Deanowi rozpalić w kominku? Musi mu bardzo ufać. Czasem mam taką rozkminę, co by zrobił Dean, gdyby paliło się pomieszczenie, w którym by aktualnie przebywał. Czy uciekłby i zadzwonił na straż, jak normalny człowiek, czy stał jak słup, szczerząc się do płomieni i nie mogąc oderwać od nich wzroku.
    Fajnie, że sobie wszystko od razu wyjaśnili. Lepiej zrobić to wcześniej, żeby uniknąć nieporozumień.
    Dean ma dosyć specyficzne wyczucie smaku. Je różne dziwne połączenia produktów spożywczych, których normalny człowiek nawet nie próbowałby łączyć. No, ale Dean nie jest normalny XD
    W ogóle zgadzam się z Harleyem. Dean jest mega słodki. I tak uroczo się peszy. No i ten wystawiony język, jak u obrażonego dziecka <3 Ale widać, że jest szczęśliwy. I mam nadzieję, że nic się nie spieprzy i nigdy się nie rozstaną. Uwielbiam tą parę, a teraz to już wybitnie, bo są prawdziwą parą. Trzymam za nich kciuki. Dean, wierzę w ciebie.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Pozdrawiam i życzę weny

  8. Katka pisze:

    Linerivaillen, kimkolwiek jest Phil Lester XD Ale fajnie, że rozdział się podobał. Tym razem bardziej statyczny, ale coś na pewno wniósł :)

    Damiann, dzięki za literówkę, poprawione. I zgadzam się, że Dean jest uroczy, kiedy się peszy. Harleya to na pewno wzrusza, mrrrr. Ale ogólnie zachęcam do poczytania opowiadania od początku. Nawet jak jesteś już dalej, to zdradzanie wszelkich informacji na temat opowiadania to dla mnie spoiler, a że ja tępię spoilery… musisz przeczytać sam XD Może to Cię zmobilizuje do nie czytania na wyrywki XD Wydaje mi się, że czytanie od początku jednak da Ci większą frajdę ;)

    Liv, warkoczyk miał swój klimat, tez za nim tęskniłam XD Bo Shiv mnie zaskoczyła z tym, że Dean go obciął. Ale tak, Harley jest na tak, więc nie ma co marudzić XD I zdecydowanie jeszcze nie jest to moment na ich wspólne zamieszkanie. W końcu dopiero co ustalili jakieś podwaliny, poznali się mega niedawno, więc lepiej robić to krok po kroczku.

    Mati, taaa, Harley potrafi być mocno przewrażliwiony, ale kim by był, gdyby nie miał wad? Super, że mimo to jako postać Ci się podoba :D

    Alexa Rebel, zdecydowanie zachęcam do poczytania od początku! :D Haha, a Jaz oberwał faktycznie, no ale… ktoś musiał XD

    O., aż musiałam sprawdzić w rozdziale, skąd wytrzasnęłaś to nazwisko XD ale nie, to raczej zwykły przypadek. Nazwisko Newton jest, podejrzewam, dość popularne XD och a wieczorek nad papierami może i by uświadomił Jaza, że nadaje się do czegoś więcej :D Zdecydowanie się nadaje, tylko niech wlaśnie to do niego dotrze XD Chłopak ma głowę na karku, na pewno by się spełnił nie tylko w tańcowaniu.

  9. O. pisze:

    Louis Newton jest jakaś pociotką od Newtonów z NB?;p haha teraz Marvin mógł się udać do Jaza do biura, choć mogłyby być nieprzyjemne skojarzenia.. Ale od czego jest Jaz jak nie od tego, by tych wszystkich innych wymierzyć? xD ale może ten wieczór nad papierami da Jazowi do myślenia nad inną pracą ewentualnie jakiś awansik? Skoro Harley musi zająć się niewyrzytą Żmijką xD fajnie, że powoli wszystko się deklaruje, choć z ich charakterami o długi spokój nie ma być co pewnym.

  10. Alexa Rebel pisze:

    Ile ja się rzeczy o Deanie dowiedziałam….
    Teraz to już koniecznie muszę przeczytać to od początku :D
    Świetny rozdział, szkoda mi Jaz’a, że najgorzej został ukarany…
    :)

  11. Mati pisze:

    Jaki miły i spokojny rozdział :) Tylko jestem ciut rozczarowany tą reakcją Harley’a z tym występem z Madonną. Zdecydowanie za bardzo się przejmuje, żeby wszystko było perfekcyjnie. Ale to taki jeden minusik, który u niego widzę :)

  12. Liv pisze:

    Ale Phil to inna sprawa, inne stworzenie <3
    Słodki rozdział, trochę tęsknię za warkoczem Deana, ale tak czy siak Harleyowi się podoba, to co ja będę… :)
    Fajnie że nie zamieszkają razem. Dean jednak ciągnie za sobą powiew wolności i niezależności… xd Za stały związek trzymam kciuki, ale wspólne mieszkanie to nie to (JESZCZE).

  13. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,Mieszkasz to z płatkami, mlekiem i masz zamiar to zjeść…? — Harley już zupełnie zapomniał o swojej łyżce na rzecz wpatrywania się w jego śniadanie.” – jajka mieszkają z platkami i mlekiem w misce xD
    Dean naprawde jest uroczy jak sie peszy, az sobie wyobrazilem. Ja chyba taki nie jestem. Chyba, ze ktos uwaza, ze czerwona morda jest urocza xD
    Nie no, lubie ich. Juz polubilem troszke, co nie oznacza, ze ich wielbie. Jako, ze nie czytalem opowiadania od samego poczatku, bo a to FDTS, a to PD, nauka, inne blogi i nie chcialo mi sie za bardzo tego wszystkiego mieszac, to zapytam czy we wczesniejszych rozdzialach bylo wyjasnione dlaczego malzenstwo Harleya sie rozpadlo? Bo ciekawia mnie te zdjecia jakie ktos wysylal jego zonie.

  14. linerivaillen pisze:

    O przepraszam, Phil Lester jest żywym dowodem na to, że niespełna trzhdziestolatek może być przeuroczy ♡♡♡ Ale rozdział super. Dean super. W sumie żadnej szczególnej akcji nie było, ale przyjemnie wszystko zostało wytłumaczone.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s