Fanfic by Justusia – Chcę spróbować…

Chase po raz kolejny jechał w stronę domu swojego kuratora. Godzina, co prawda nie była idealna na odwiedziny, ale w końcu były wakacje, do tego piątek, a on dopiero skończył pracę. Nie mógł wcześniej. Poza tym Cornowi to chyba nie przeszkadzało. Nie poskarżył się jeszcze ani razu, a chłopak często wpadał w godzinach popołudniowych, czy raczej wieczornych. Nigdy go też nie wyrzucił z mieszkania ani nie upomniał z powodu późnych wizyt, Chase więc w ogóle się tym nie przejmował.
Za kilka dni zaczynał się nowy rok szkolny, a on nie mógł uwierzyć, jak wiele się zmieniło w jego życiu w zaledwie kilka tygodni. Czasami przez głowę przelatywała mu myśl, że wyrok sądu był najlepszą rzeczą, jaka spotkała go od bardzo wielu lat, ale wolał nie mówić tego głośno. Znając swoje szczęście usłyszałby to ktoś nieodpowiedni i na pewno plotka rozniosłaby się po całej szkole, a on byłby wyśmiewany po kątach. Bo jaki nastolatek, kto w ogóle, cieszy się z kurateli i godzin do odpracowania w domu swojej ofiary? Z niedowierzaniem pokręcił głową, mając wrażenie pozostawania teraz w jakiejś szczelnej bańce, która nie pozwala mu trzeźwo myśleć.
Wiedział, że prawdziwe zmiany zaszły w momencie, kiedy Courtney postanowił zabrać Tanka do siebie. Ta jedna decyzja zmieniła między nimi wszystko i choć początkowo nastolatek sądził, że kurator będzie wykorzystywał fakt przygarnięcia do siebie psa, żeby go przekonać do odpowiedniego zachowania, ten nic takiego nie zrobił. Ani razu, a Tank mieszkał już z nim dobre półtora miesiąca. I to było to, bo tak naprawdę obaj doskonale wiedzieli, że Chase dla swojego pupila zrobi wszystko. Fakt, że Corn z tego nie skorzystał stanowił swego rodzaju spoiwo zaufania, którym został obdarzony. I Lash był mu za to naprawdę wdzięczny. Tak samo, jak za to, że tamtego dnia, jeszcze w drodze z kliniki, zadzwonił do pani Newton i wyjaśnił jej całą sytuację, jeszcze raz przepraszając i obiecując, że Chase następnym razem zostanie dłużej, żeby odpracować godzinę, którą wtedy opuścił. Kobieta była zaskoczona całą sytuacją, ale życzyła Tankowi szybkiego powrotu do zdrowia i zapewniła, że nie ma problemu i nie ma potrzeby z takiego powodu czepiać się o jedną godzinę. Chłopak w sumie tego się spodziewał, bo matka Philipa wydawała się bardzo emocjonalną osobą, nie sądził, żeby potrafiła przejść obojętnie wobec krzywdy zwierzęcia a, że widziała jego podenerwowanie, kiedy Courtney wspomniał o weterynarzu, cóż… Miała dobre serce, chociaż chcąc być szczerym sam ze sobą, podejrzewał, że jej mąż też nie robiłby mu problemów. Najgorszy w całej rodzinie wydawał się Ian i Chase naprawdę cieszył się każdą godziną, w której nie musiał oglądać tego dupka.
Zbliżał się właśnie do osiedla swojego kuratora, kiedy jego myśli na dłużej skupiły się na Philu. Chłopaczek był niski, chudy i podejrzewał, że zastraszony. Nawet nie tyle przez niego, czy jego paczkę, ile przez własnego brata. Ten zachowywał się, jakby chciał zrobić z niego swoją kopię, a już na pierwszy rzut oka było widać, że to niemożliwe. Chase nie twierdził, że nie da się zmienić wyglądu, wystarczyło regularnie ćwiczyć, w inny sposób obciąć włosy czy włożyć normalne ciuchy, ale Philip właśnie teraz był prawdziwy, więc robienie z niego kogoś innego, tylko dlatego, że ma się takie widzimisię było głupie. Zresztą, Ian ogólnie był idiotą, więc nie było się czemu dziwić.
Kiedy po tygodniu Chase znowu przyjechał do domu Newtonów, został przywitany subtelnym uśmiechem młodszego z braci. Zdziwił się tym, bo doskonale pamiętał, jak chłopak siedział skulony ostatnim razem, kiedy jedli risotto. Skinął mu tylko głową, bo jego myśli już uciekały do Tanka, u którego miał się pojawić zaraz po skończeniu pracy przy rabatkach, więc tylko kątem oka zauważył, jak mina Philipa posępnieje nieznacznie, a ten cofa się gdzieś w głąb domu. Wzruszył ramionami, nie wiedząc o co może mu chodzić, choć pewnie po prostu nie miał ochoty oglądać go w swoim domu po raz kolejny. Cóż, on też nie miał ochoty tu przychodzić. W połowie pracy pani Newton przyniosła mu kilka kanapek i szklankę soku, prosząc, żeby chwilę odpoczął i zjadł. Spojrzał na nią zdziwiony, zupełnie nieprzyzwyczajony do takich gestów, ale posłał jej oszczędny uśmiech, wydukał: dziękuję, i przysiadł w cieniu szopy na narzędzia. Było niewyobrażalnie gorąco i dopiero teraz poczuł, że pot spływa mu po twarzy, do tego był brudny od ziemi i zapewne strasznie śmierdział. Całe szczęście, że zdjął koszulkę, zostawiając ją razem z rzeczami na tarasie. Nie pomyślał o czymś do przebrania, a nie chciało mu się wracać do domu, żeby potem pokonywać ponownie tę samą drogę, jadąc do Corna.
— Czy mógłbym się później umyć? — zapytał, zanim kobieta zdążyła odejść. Ta spojrzała na niego pytająco, więc wskazał na strużki potu na swojej klatce piersiowej, wyjaśniając: — Jestem umówiony z kuratorem, a nie chcę śmierdzieć, w razie jakby ktoś jeszcze miał tam być.
Pani Newton skinęła, mówiąc, że to nie problem, a on wrócił do kanapek, a potem do pracy. Przed wyjściem wziął szybki prysznic, chociaż zanim pod niego wszedł zauważył spojrzenie Phila, które przesuwało się zachłannie po jego nagich ramionach, torsie i brzuchu. Był dumny ze swojego ciała i wiedział, że nie ma się czego wstydzić, ale ten wzrok wcale nie sugerował zazdrości, co uświadomił sobie dopiero trzy tygodnie później.
Właściwie nie wiedział, jak do tego doszło. Jak zawsze przyszedł, żeby wykonać jakieś durne prace, mnie więcej w połowie przyszedł Philip z jedzeniem, do czego Chase zdążył się już przyzwyczaić i musiał przyznać, że było to miłe ze strony gospodarzy. Dziwne było natomiast to, że chłopak poinformował go, iż zostali sami, bo jego rodzice pojechali odwieźć Iana na lotnisko. Chase przez chwilę zastanawiał się po, co Newton mu to mówi, ale nie znajdując odpowiedzi, zabrał się po prostu za obiad. Phil jeszcze chwilę na niego spoglądał a potem, ni stąd ni zowąd walnął tekstem, że ma genialne ciało. Lash popatrzył na niego w szoku, bo do cholery jasnej, kto mówi coś takiego innemu facetowi? A potem przypomniały mu się te wszystkie chwile, kiedy młody go obserwował. W ogrodzie, na dachu, myjącego ręce, siedzącego podczas krótkich przerw na odpoczynek, jedzącego czy zmierzającego pod prysznic. Ten prześlizgujący się po nim wzrok, o którym, tego Chase był pewien, chłopak myślał, że pozostaje niezauważony. Zawsze podpisywał to pod jakąś zazdrość, bo zapewne gdyby Philip tak wyglądał nikt by mu niczego nie zabierał, a Ian nie próbowałby go na siłę zmieniać.
Tylko, że w tamtym momencie cały jego zamysł padł, bo chowało się w tym na pewno coś więcej i świadczyły o tym chociażby rumieńce na policzkach stojącego przed nim, rok młodszego chłopaka. Chłopaka, który najwyraźniej spanikował po swoim wyznaniu i zażenowany miną Chase’a odwracał się właśnie na pięcie, by po chwili zacząć biec w stronę domu. Lash zastanawiał się tylko chwilę, po której w mgnieniu oka wstał i ruszył w pogoń.
Teraz, jadąc do Corna, zastanawiał się, co ten by na to powiedział, bo Jezusie, za pierwszym razem, kiedy chłopak go do siebie dopuścił, dosłownie go przerżnął. Nie wiedział, co mu się bardziej podobało. Fakt, że ten jest chudy i niski, przez co Chase czuł się jakby mógł z nim zrobić cokolwiek zechce, albo może jego płaska klata, bo niby lubił cycate laski, ale w tamtym momencie był zachwycony Philipem. Oczywiście nie omieszkał zmacać go caluśkiego, więc jego ciasny tyłek bił się o pierwsze miejsce z ciężkimi jądrami i twardym, cieknącym kutasem. Samo wspomnienie sprawiało, że Chase był znowu napalony. Powtórzyli to potem jeszcze dwa razy, kiedy Newtonów znowu nie było w domu. Lash właściwie dziwił się Philowi, bo ten ewidentnie nie czerpał z tego tyle przyjemności, co on sam. Ne, żeby nie jęczał, czy nie krzyczał. Po prostu Chase nie starał się go jakoś specjalnie dotykać, a przynajmniej nie po to, żeby dostarczyć mu jakichś dodatkowych, stymulujących bodźców. Nie uważał się za geja, więc nie miał zamiaru bawić się w czułostki z gościem, który po prostu użyczał mu swojej dziury. I nawet jeżeli młody zasługiwał na coś więcej, to powinien sobie tego poszukać gdzieś indziej, bo on nie miał zamiaru mu tego dawać, bo on nigdy nie pozwoli sobie na okazanie słabości przy tym chłopaczku. Philip kończył więc zawsze sam, kiedy Chase się już spuścił, a czasem dopiero, kiedy ten wyszedł.
Był pewien, że tego pierwszego razu przesadził. Niby Newton tego chciał, ale po całej akcji wyglądał, jak kupka nieszczęścia i Chase przez chwilę obawiał się, że do tego wszystkiego, co już zrobił Philipowi, oskarżą go jeszcze o gwałt. Na szczęście nic takiego się nie stało, ale nie zmieniało to faktu, że od tamtej pory wyposażył się w niezbędne akcesoria i bardziej uważał na młodego, bo, jak się okazało, rzeczywistość niewiele miała wspólnego z pornosami. Może oprócz przyjemności.
Przypiął rower i, korzystając z tego, że ktoś wychodził z budynku, wszedł szybko i podążył do windy. Courtney zdecydowanie nie byłby zadowolony, gdyby dowiedział się, że pieprzy przyczynę swojego wyroku. Ale się nie dowie, tak jak nie miał dowiedzieć się zupełnie nikt inny. Bo to dla niego nic nie znaczyło. Nastolatki w końcu bez przerwy uprawiają seks.
— Dobra, byłbym wdzięczny gdybyś się pojawił trochę wcześniej. Ten ślub to jakieś wariactwo. Nigdy bym nie przypuszczał, że James dojrzeje do powiedzenia o sobie komukolwiek.
Chase aż rozszerzył oczy słysząc ten głos, a chwilę później zdębiał, kiedy dotarła do niego odpowiedź:
— Walter potrafi być bardzo przekonujący.
Pokręcił głową, wychodząc zza rogu i dostrzegając zdziwione spojrzenie swojego kuratora, a po chwili mały, ale szczery uśmiech wstępujący na jego wargi. To niesamowite, ale ten człowiek naprawdę cieszył się z jego widoku.
— Courtney ¬— przywitał się, przeciągając z kpiną sylaby. — Właśnie mi się wydawało, że to Shane’a słyszę. Jego też masz pod kuratelą?
Obaj popatrzyli na niego ze zdziwieniem, najwyraźniej nie mogąc zrozumieć w pierwszej chwili o co chodzi, ale już w następnej sekundzie Shane wybuchnął śmiechem, szybko zaprzeczając.
— Nasi przyjaciele biorą ślub ¬— wyjaśnił chłopakowi. — To na niego czekałeś? — zapytał jeszcze Corna, zerkając na niego przelotnie, a kiedy ten skinął głową, wykrzywił się z lekką niechęcią. — Tylko nie wsiadaj z nim do samochodu — rzucił i wyciągnął na pożegnanie rękę.
Courtney zrobił zaskoczoną minę, ale Shane już nie odpowiedział. Chase popatrzył za nim zirytowany, ale zacisnął zęby i nic nie dodając, klepnął kuratora w ramię i przepchnął się obok niego do mieszkania. Obaj mieli świadomość, że w ich relacje jakiś czas temu zaczęła wkradać się coraz większa poufałość, a system spotkań zdecydowanie wykraczał poza ten zarządzony przez sąd. Starszy mężczyzna obserwował, jak chłopak podchodzi, niemal w podskokach, do psa, jak się z nim wita, tarmosząc za uszy, a już po chwili razem kulają się po podłodze. Wtedy w klinice, kiedy zobaczył czystą rozpacz na twarzy Lasha miał wrażenie, że w nim samym coś pęka. Miał się od niego odciąć, myśleć o innych podopiecznych, nie zacieśniać więzów, za to utrzymać odpowiedni poziom kuratorskiej relacji, ale nie potrafił. Nie wtedy, kiedy ten buńczuczny, twardy na zewnątrz dzieciak, totalnie się rozkleił. Kiedy stwierdził, że odda jedyne stworzenie, które coś dla niego znaczyło, które kochał, bo nie umie go obronić. Jemu też chciało się płakać, ale wiedział, że pozwolenie mu na to byłoby jego największym błędem, jaki popełniłby w swojej krótkiej dotychczas karierze. I zamiast ograniczać ich kontakt, doprowadził do tego, że widywali się niemal codziennie. Jego psycholog na pewno by tego nie pochwaliła, ale obawiał się nawet jej o tym wspominać.
— Skąd znasz tego gościa? — zapytał po kilku minutach zabawy chłopak, podnosząc na niego swój przeszywający wzrok.
Wciąż siedział na podłodze, jego nogi były szeroko rozłożone a pomiędzy nimi siedział Tank, łaszący się do dłoni swojego pana. Dużych, zdecydowanie niechłopięcych dłoni. Courtney przełknął ślinę, bo przecież nie powinien tego nawet zauważać.
— Shane — mruknął. — Tak, jak powiedział nasi przyjaciele biorą ślub i miałem pomóc w wieczorze kawalerskim. Jednym, bo uznali, że osobne im niepotrzebne. Zresztą to i tak będzie tylko spotkanie kilkorga znajomych, ale trzeba to zorganizować. Jakieś zakupy, alkohol. Zupełnie nie mam do tego głowy — stwierdził ostatecznie, w końcu patrząc w oczy swojego podopiecznego. — Co? — zapytał zdumiony, bo ten miał tak nieczytelny wyraz twarzy, że nie wiedział o co chodzi.
— Jak to jeden wieczór kawalerski? — zapytał głupio, ale Corn spojrzał na niego czujniej, jakby nie do końca będąc pewnym, czy powinien odpowiadać na to pytanie, za to postanawiając zapytać o coś innego.
— Dlaczego mam nie wsiadać z tobą do samochodu? — zaciekawił się, a Chase odniósł wrażenie, że jeśli nie odpowie, nie dowie się, o co chodzi z tym ślubem.
Mimo to pokręcił głową i na powrót zajął się psem. Kurator jeszcze moment mu się przyglądał, ostatecznie odwracając się i wychodząc do kuchni. Nalał im dwie szklanki wody i wrócił do chłopaka, stawiając naczynia na niewysokim stoliku.
Jego mieszkanie nie było duże. Trzy niewielkie pokoje, z czego najmniejszy zagospodarował na biuro, kolejny na sypialnię a największy pełnił funkcję salonu, który był zresztą połączony z niewielką kuchnią, której Country i tak właściwie nie używał. Zaraz po przywiezieniu tu Tanka, Chase nie chciał wracać do siebie, zwyczajnie obawiając się, że zrobi krzywdę dziadkowi i naprawdę pójdzie siedzieć. To, co zrobił jego psu, zasługiwało na zemstę. Corn długo rozważał, co ma zrobić z chłopakiem, aż w końcu ten nie pozostawił mu żadnego wyboru, usypiając na jego niewielkiej kanapie. Twarz nadal miał poczerwieniałą a oczy przekrwione i wyglądał, jak duże, skrzywdzone dziecko. To był pierwszy raz, kiedy został u niego na noc, choć kurator bił się z myślami jeszcze bardzo długo, wiedząc, że powinien, że jego obowiązkiem jest wyproszenie chłopaka. Nie zdobył się na to jednak ani wtedy, ani kilka dni później, kiedy zwierzęciu się pogorszyło. Chase przebywał wtedy u niego ponad czterdzieści godzin bez przerwy i wyszedł tylko dlatego, że musiał stawić się u Newtonów.
— Pracuje na warsztacie do którego wiozłem zamówienie ze złomowiska — zaczął chłopak, wracając do pytania, siadając na kanapie obok kuratora i łapiąc za stojącą przed nim szklankę. — Pomógł mi rozładowywać skrzynie a potem spóźnił się na autobus i podwiozłem go do domu — wyjaśnił, a Corn spojrzał na niego zszokowany.
— Naprawdę? — zapytał z niedowierzaniem, na co chłopak zrobił pytającą minę. — To znaczy… — zawahał się wyraźnie. — Shane naprawdę wsiadł z tobą do samochodu?
— A co w tym, kurwa, takiego dziwnego? — zirytował się Chase, wstając gwałtownie i patrząc z góry na mężczyznę. — Toż potrafię prowadzić.
— To nie ma znaczenia — mruknął jego rozmówca z zastanowieniem. — Shane i David… Oni mieli wypadek. Kilka lat temu i to cud, że obaj nadal żyją. Shane był w śpiączce, musieli zrobić mu jakiś przeszczep, nie wiem dokładnie, a David, cóż na pewno musi chodzić o lasce. Wiem, że dla obu to była trauma. I wiem, że nadal nie wsiadają zbyt chętnie da samochodów, a już na pewno nie z obcymi.
Chase zagapił się na niego i powoli opadł na kanapę. Aż zrobiło mu się głupio, kiedy to usłyszał, bo raptem jasne stało się dziwne zachowanie tego napakowanego faceta, kiedy zaczął się wygłupiać na drodze. Ale przecież nie wiedział. Jakby wspomniał o tym wypadku, to Chase by nie szarżował, chociaż z drugiej strony wiedział, że Shane mógł wcale nie chcieć dzielić się czymś takim. On by nie chciał.
— Jest gejem — powiedział raptem, a Courtney pokiwał głową.
— Tak, jak nasi przyjaciele, którzy biorą ślub — dopowiedział.
Chłopak zapatrzył się na niego bezmyślnie, wyraźnie nie wiedząc, co powinien odpowiedzieć. W głowie mu się nie mieściło branie ślubu z innym facetem, ale prawdę mówiąc kilka miesięcy wcześniej nie podejrzewał, że będzie posuwał kolesia w dupę.
— A ty? — wypalił chyba bez udziału mózgu, bo w tej samej chwili zaczerwienił się po czubki uszu.
— Ta rozmowa chyba schodzi na zbyt dziwne tory — mruknął Corn, nawet nie udając, że zaciekawienie nastolatka nie jest dla niego interesujące. — A, co jeśli jestem? — zapytał ciszej niż zamierzał i od razu w głowie zwymyślał się za to pytanie.
Bo, do jasnej cholery był dziesięć lat starszy od tego dzieciaka! Dzieciaka, co było najważniejsze, bo przecież ten był nieletni, ale to i tak nie było najistotniejsze. Był w końcu jeszcze fakt, że ten jest jego podopiecznym. Tylko, że nie umiał zaprzeczyć, że Chase go nie pociągał. Nie mógł, choć niejednokrotnie próbował.
— Nic — odparł automatycznie chłopak, ale to z całą pewnością nie było prawdą.
Courtney wyraźnie widział, jak oczy Lasha ciemnieją, przesuwając się chyba zupełnie mimowolnie po jego sylwetce. Jak ten wzrok zatrzymuje się dłużej na jego grdyce, brzuchu i udach. To było fascynujące, bo Chase nigdy nie zdradził się chociaż najmniejszym gestem, że mogą go interesować mężczyźni, dzięki czemu zauroczenie Corna było całkowicie bezpieczne w jego umyśle. Aż do teraz.
Chłopak po chwili niezręcznej ciszy zszedł z kanapy i wrócił do zabawy z psem, ale ewidentnie nie mógł się już na niej skupić. Nie minęło pół godziny a pożegnał się i wyszedł, zostawiając swojego kuratora z mętlikiem w głowie. Nie, żeby sam czuł się wybitnie lepiej.
Cały kolejny dzień spędził zastanawiając się, co się wczoraj między nimi zmieniło i czy warto było wiązać z tym jakieś plany. Wiedział, jak wygląda Courtney i nawet nie sposób było porównywać go do Philipa. Corn był facetem. Cholera jasna, był dorosłym, wysokim i przystojnym facetem, który był dla niego dobry i który troszczył się o jego psa. I nigdy nie poczynił żadnego gestu świadczącego o tym, że chciałby go wykorzystać. Chase, leżąc w łóżku zastanawiał się, jakby to było uprawiać z nim seks. Nie stwierdził co prawda nagle, że ten z Philipem go nie kręci, ale cóż, Newton był … Nawet nie umiał tego teraz określić. Miał posturę dzieciaka, w najlepszym razie dziewczyny z mikroskopijnymi cyckami. A on chyba chciał spróbować czegoś innego. Czegoś więcej.
W sobotę bardzo późnym wieczorem stał pod drzwiami Corna, waląc w nie pięściami, ale właściciela najwyraźniej nie było. Skrzywił się, przypominając rozmowę o wieczorze kawalerskim, ale miał nadzieję, że to jednak nie dziś. Na dzisiaj miał swoje plany. Wyszedł z budynku i zapalił szluga, ale to wcale nie skróciło czasu jego oczekiwania, a kuratora nadal nie było. W końcu do niego zadzwonił, ale ten nie raczył odebrać. Warknął głośno, bo liczył, że chociaż uda mu się zobaczyć dzisiaj Tanka, ale najwyraźniej Courtney miał go gdzieś. Chase usiadł na ławce, odpalił jakąś strzelankę na telefonie i postanowił na niego poczekać.
— Kiepy wyrzuca się do koszy na śmieci.
Znajomy głos usłyszał dopiero po jakiejś godzinie, albo dwóch. Prawdę mówiąc zamierzał już się zmywać do domu, bo było krótko przed północą.
— Gdzieś ty kurwa był? — warknął na mężczyznę, podnosząc się szybko ze swojego miejsca i taksując go wzrokiem.
Corn miał na sobie szare, obcisłe dżinsy i nieco ciemniejszą koszulkę z krótkimi rękawkami, pod którą wyraźnie rysowały się jego mięśnie. I tatuaże, na widok których nastolatek aż przełknął ślinę.
— A co cię to obchodzi? — warknął mężczyzna. Humor mu nie dopisywał, jak dało się zauważyć. — Jest sobotni wieczór, myślisz, że nie mam nic innego do roboty, tylko czekać na ciebie?
Chase aż na moment zaniemówił, bo Courtney chyba nigdy nie mówił do niego takim tonem, ale po chwili, kiedy ten machnął na niego ręką, każąc za sobą iść, burknął dziwnie obronnie, jak na siebie:
— Przyszedłem do Tanka.
— Tak ¬— wysyczał mężczyzna z jakimś jadem w głosie. — Domyślam się, że do Tanka.
Chłopak patrzył na niego w totalnym szoku, bo ten zachowywał się nienaturalnie dziwnie. Już pomijając fakt, że wyglądał jakby zerwał się z jakiejś imprezy. Albo randki, co wyjaśniałoby niezadowolenie.
Doszli do windy, po czym wjechali na górę i żaden nie odezwał się, dopóki nie przekroczyli progu mieszkania kuratora. Ten zresztą zsunął niedbałym ruchem buty i ruszył od razu w stronę lodówki, wyciągając z niej zimne piwo. Chase zagapił się na niego niedowierzająco, ale tylko bardziej zirytował tym Corna.
— Co? — zapytał wojowniczo Courtney. — Jest, do cholery jasnej, sobotni wieczór… — przerwał spoglądając na zegarek. Było kilka minut po północy. — Sobotnia noc i chyba mam prawo napić się alkoholu?
Chase pokiwał na zgodę głową, także zrzucając buty i idąc do psa. Bawiąc się z nim, obserwował mężczyznę, szukając w jego zachowaniu czegoś znajomego. Nawet przeszło mu przez myśl, żeby spytać, co się stało, ale to raczej nie była jego sprawa, a nie miał zamiaru się kompromitować, okazując tego typu zainteresowanie.
Minęło dobre pół godziny, zanim Courtney się odprężył i odezwał już swoim naturalnym głosem.
— Po co przyszedłeś naprawdę? — zapytał cicho, chociaż chłopak miał wrażenie, że doskonale znał odpowiedź i, że to przez to, może przez jego telefon był tak wściekły, kiedy wrócił z… stamtąd, gdzie był.
Chase pogłaskał psa ostatni raz i wstał z podłogi, przechodząc do słabo oświetlonej kuchni. Stanął obok opierającego się o blat mężczyzny, czując zapach jego perfum. Courtney jeszcze nigdy nie wydawał mu się taki męski, jak dziś. Te ubrania, zapach, tatuaże. Tak, była zasadnicza różnica między nim a Philipem.
— Nie odpowiedziałeś na moje pytanie — powiedział prosto, ale jednocześnie tak, żeby Corn mógł udać, że nie rozumie.
Ten jednak westchnął cicho i przetarł twarz dłonią.
— Tak, ja też — przyznał.
Nastolatek odsunął się od blatu i stanął naprzeciwko niego. Jego wzrok już całkiem jawnie taksował ciało Corna i było w tym coś tak bezczelnego, że mężczyzna miał ochotę strzelić mu w twarz. Zamiast tego wykrzywił usta w ironicznym grymasie.
— Myślałem, że przeprowadziliśmy tę rozmowę dawno temu — burknął. — Jakbyś zapomniał, nie jestem starym zbokiem, który pakuje małolatom łapy w spodnie — sparafrazował swoje własne słowa z wizyty w kawiarni.
Chase skrzywił się na samo wspomnienie, ale nie zamierzał rezygnować. Dobrze to przemyślał i tego właśnie chciał.
— Nie jesteś taki stary — odparł, a Courtney ledwo powstrzymał wybuch śmiechu.
— Dzięki.
— Poważnie, Courtney. Chcę spróbować.
— Czego? — Mężczyzna zaśmiał się nieprzyjemnie, omijając swojego podopiecznego i sięgając do lodówki po kolejne piwo. Nie powinien w ogóle przy nim pić, ale nie potrafił się powstrzymać, nie dzisiaj i nie w momencie, kiedy ten składał mu takie propozycje. — Jestem topem — poinformował go tym swoim prześmiewczym, a jednocześnie głębokim i pewnym siebie głosem, kiedy chłopak ponownie się do niego zbliżył na zbyt małą odległość. Czuł jego naturalny zapach, jego pot zmieszany z jakimś tanim dezodorantem. Złapał się na tym, że potrafi dokładnie określić kolor jego oczu i kształt szczęki.
Chłopak tylko skinął głową. Niczego innego się nie spodziewał, zresztą, nawet gdyby Corn w normalnych warunkach preferował bycie na dole, nie pozwoliłby się przecież przelecieć siedemnastolatkowi. Takie rzeczy się nie działy. Poza tym… cóż, mimo sposobu, w jaki sam się zachowywał podczas seksu z Newtonem, ten już parokrotnie wracał po więcej, co musiało znaczyć, że jakąś przyjemność też z tego czerpał. I Chase także chciał ją poznać, ale przecież nie odda swojej dupy takiej ciocie, jaką był Phil. A Courtney wydawał się idealny. I on chciał posmakować tej idealności. Poza tym wiedział, że mężczyzna nie będzie mógł o tym nikomu powiedzieć, żeby nie zniszczyć swojej kariery.
Corn gapił się na nastolatka jeszcze przez chwilę, przyswajając sobie to skinięcie i w pełni zdając sobie sprawę, że Chase przyszedł tu właśnie po to i, że właśnie tego oczekiwał. I ta świadomość sprawiła, że nie potrafił już się zatrzymać. Złapał go za ramiona, popychając na najbliższą ścianę i przyciskając swoim ciałem do zimnej, lekko chropowatej powierzchni. Zaskoczony chłopak rozszerzył oczy, ale entuzjastycznie odpowiedział na pocałunek, który nastąpił w następnej sekundzie. Boże, z Philem nigdy się nie całowali. I nigdy tego nie zrobią, jak pomyślał, bo teraz czuł się wspaniale, a to, że Courtney nie był delikatny, że był od niego bardziej umięśniony, szerszy w barkach i wytatuowany, podniecało go samo w sobie. Ale jego dłonie błądzące pod szybko zdjętą koszulką, zaborcze wargi, które prześlizgiwały się po szyi i wystających obojczykach, jego palce ściskające nabrzmiały już sutek i wydobywające z niego zaskoczony jęk.
— Poczekaj — mruknął po chwili. Musiał to załatwić teraz, zanim się zatracą i zanim będzie za późno. — Courtney, kurwa, czekaj chwilę.
Mężczyzna spojrzał na niego badawczo, nie mając jednak zamiaru się powstrzymywać, przesunął tylko rękę do góry, zatrzymując ją na szyi chłopaka i ściskając nie na tyle mocno, żeby ten nie mógł oddychać, ale jednak tak, żeby odczuwał pewien dyskomfort.
— Chase, cholera, doprowadziłeś do tego, że mam zamiar cię pieprzyć, więc albo się zamknij i daj mi robić swoje, ale spierdalaj i nie pokazuj mi się w najbliższym czasie na oczy.
Chłopak starał się odetchnąć głębiej, ale palce zaciskały się coraz silniej, co w połączeniu ze słowami Corna, zupełnie irracjonalnie, powodowało tylko jego większe podniecenie.
— Obiecaj, że cokolwiek będzie jutro, nie wyrzucisz stąd Tanka — wyszeptał.
Courtney przewrócił oczyma, skinął i wrócił do pozbywania się ubrań Chase’a, zabierając chwilowo prawą dłoń z jego grdyki. Miał zamiar wrócić do tego później, bo reakcja chłopaka bynajmniej mu nie umknęła.

8 thoughts on “Fanfic by Justusia – Chcę spróbować…

  1. Mati pisze:

    Wow, super. To, co się z Courtney’em stało jeszcze lepsze. Aż żałuję, że to nie jest „właściwy” rozdział :-D
    Sorki dziewczyny :-D

  2. Kasia pisze:

    Ależ ten Chase obrotny :D Tylko mi jakoś nie pasowało takie wladcze zachowanie Courtneya, jakiś taki delikatniejszy mi się wydaje. Ale w ogóle bardzo przyjemnie się czytało, wszystko tak ładnie spójne było ze naprawdę można pomyśleć że „podejrzalaś” następne rozdziały NB :) Dzięki i pozdrawiam

  3. damiannluntekurbus17 pisze:

    Ej… Philip jest fajny. No i co, ze chudy? Znaczy, ze gorszy? Chudy tez jest seksowny xDD (wcale nie mowie, ze ja tez… xD)
    Szczerze nie wyobrazam sobie Chase’a jako pasywa. Nie pasuje na niego, patrzac na jego charakter i w ogole. Faaajnie by bylo gdyby byl z Philipem, bo ten jest slodki. Ale ciekawe czy by sie dal tak szybko wyruchac xD

  4. O. pisze:

    fuuuuuck. Telefon mnie nie kocha.
    Chodziło mi o to, że gdy czytałam nocą to przez myśl czy to na pewno ff xD
    Fajnie też zakręciłaś, na początku myślałam że będzie to Corn x Chase, a tu był Phil to myślę że może dalej będą chcieli czegoś poważniejszego spróbować a tu Chase poszedł do Corna xD w trochę złym momencie skończyłaś, ale że to jedyna wada to nie wspomnę tego jeszcze raz xD

  5. Aeneryss pisze:

    Czytając pierwszą połowę bałam się, że skupisz się na relacji Chase-Phil. Ale uff, na szczęście akcja zwróciłą sie w stronę tej fajniejszej pary ^^ Cudowne <3
    Znaczy, orginalne opowiadanie tez uwielbiam i pewnie cokolwiek autorki wymyślą będę zachwycona, ale gdyby akcja miała potoczyć się tak jak tutaj zdecydowanie nie miałabym nic przeciwko <3
    No i fragmenty o Davidzie i Shanie oraz o ślubie Jamesa i Waltera były tak idealnie wpasowane i opowiedziane, że poczułam się jakbym znowu czytała IOI albo NBTS

  6. Shivunia pisze:

    Bardzo dużo sie działo. I w ogóle jestem pod wrażeniem, NB jest kompletnie nowym opowiadaniem a już są do niego fiki. Ciekawe czy będzie rekordowe jeśli o nie chodzi. Z drugiej strony raczej są marne szansę aby pobiło FDTS. Ale do rzeczy. Naprawdę dużo się działo. I zastanawiałam się z kim w końcu będą seksy. A tu Chase „zaliczył” obie opcje XD Nieźle, nieźle. Miałam kilka przemyśleń co do tego jak było u ciebie a jak będzie naprawdę, ale nic nie zdradzę, ciekawe co ty będziesz myśleć o naszej wersji wydarzeń :D
    Ale super super. Courtneyt był seksowny ;p I jak Kat pisała pojawił się Shane :D
    Dzięki wielkie za ficzka

  7. Katka pisze:

    OMG ale SUPER. Fajnie poczytać fik do NB :D Cudownie, że to opowiadanie tak inspiruje i to TAKI duży fik :D Super, super, dzięki wielkie. No i tyle było zwrotów akcji, że normalnie szał. Nie wiedziałam, czego spodziewać się w następnej chwili. Fajnie to rozegrałaś, masz ciekawą wizję. I w ogóle Shane się nawet pojawił! I nawet zawarłaś swoją wizję „po wypadku”. Bardzo fajnie opisane, dużo się działo i chyba to było najlepsze. No i jak pisałaś o tym, że dyma Phila, to myślałam, że skupisz się na takim paringu, a tu psikus i zwrot akcji – podchody do Courtneya! Super sprawa, dzięki wielkie! Dużo radochy mi sprawiłaś :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s