No Exit – 34 – Czemu mi to robisz?

Jasper wstał wcześniej niż jego kochanek. Jak zawsze. Poszedł biegać, starając się być jak najciszej. Kiedy wrócił, przemaszerował przez salon i uśmiechnął się pod nosem. Kanapa była pusta, więc Dean znowu musiał nocować u Harleya. To było nawet podnoszące na duchu.
Wziął szybki prysznic i w samych bokserkach poszedł zrobić omlety na śniadanie. Gdy już nakładał je na talerze, usłyszał odgłosy bosych stóp za plecami.
— Mm, jajka… — mruknął Marvin, zaglądając mu przez ramię.
— Mhm. Na słodko. I nawet mamy syrop klonowy. — Jasper wyszczerzył się do swojego partnera zaraźliwym uśmiechem. — Jak spał mój najprzystojniejszy facet świata?
Marvin zerknął na niego, już wyciągając sztućce z szuflady. Uśmiechnął się.
— Tylko z tobą poranek może być lepszy niż cokolwiek innego. Masz to do siebie, stary, że zapomina się przy tobie o całym syfie. Ale czekaj… gdzie buziak na dzień dobry? — Udał zdziwienie, patrząc na niego wyczekująco.
— Jak to gdzie? Czeka, aż sobie go weźmiesz — odparł młodszy mężczyzna, a i tak przyciągnął Marvina do siebie i pocałował go namiętnie w usta. — Nie chcę rozdrapywać wczorajszej nocy, ale… — pogładził go po włosach — trochę spokojniej się czujesz? — spytał, dotykając kciukiem policzka, w który go uderzył.
Marvin przytaknął, z przyjemnością czując jego dłoń na skórze. Była taka troskliwa i dawała bardzo silne uczucie bezpieczeństwa. A że Marvin miał na sobie same slipki, dobrze czuł ciepło Jaza, gdy ten go na chwilę objął.
— Lepiej. I zobaczysz, że udowodnię ci, że potrafię się powstrzymać. Naprawdę, Jaz.
— Najwyżej kupię ci wibrator. Będę nadal o niego zazdrosny, ale mniej niż o zwykłego faceta — prychnął młodszy mężczyzna i pocałował go w policzek, który dotykał. — I… będziesz chciał o tym porozmawiać?
— O wibratorze i naszych wspólnych, intymnych wieczorach? — Marvin uśmiechnął się lekko, zerkając mu w oczy.
— Też. Ale myślałem też o tym, abyś mi mówił, kiedy masz kryzys albo czego potrzebujesz.
Marvin potaknął tym razem poważniej, choć nie wiedział, jak miałby określić kryzys. To się po prostu… działo. Nie myślał o tym wiele, poddawał się pragnieniom. Wiedział, że teraz po prostu musi nad nimi panować. Tak jak Dean nad piromanią.
— To działa w dwie strony, Jaz. Jak będę przeginał, mów mi, że cię boli. Jasne?
Mężczyzna chwilę tylko na niego patrzył, jakby nie będąc pewnym, czy powinien przytakiwać, ale w końcu to zrobił.
— Dobrze i… — Zawahał się, po czym oparł czoło o czoło drugiego mężczyzny. — Ja po prostu strasznie chcę, abyś był szczęśliwy.
Marvin zamknął oczy i odetchnął głębiej, obejmując go.
— Ale nie kosztem tego, że tobie będzie źle, tygrysie — szepnął i dopiero na niego spojrzał. — Chcę być tylko z tobą. To wszystko co robię poza, to część gry… głupiej zabawy. To niewarte sprawiania ci bólu — dodał i delikatnie pocałował kochanka w usta.
Był pewien tego, co mówił. Nie chciał ranić Jaza. Nie cierpiał siebie za to, że potwierdzał swoim zachowaniem słowa Orvela. Teraz, patrząc na Jaspera i słuchając tych słów, wiedział, że musi nad sobą zapanować.
Jasper objął go ciasno, przez chwilę lekko się z nim bujając. Było mu jakoś lżej na sercu dzięki temu, co właśnie powiedział kochanek. Wczoraj nie mógł długo zasnąć, myśląc o ich rozmowie. O tym, jakby się zachował, gdyby ten znowu go zdradził. Nie chciał tego nawet rozważać, a co dopiero, aby się to spełniło.
— Kocham cię — wyszeptał do ucha Marvina. — I obaj będziemy ze sobą cholernie szczęśliwi.
— Będziemy. Tylko potrzeba nam więcej szczerości, Jaz. Okej? Ja mówię tobie, co czuję, a ty mi — odpowiedział mężczyzna, wdychając jego zapach. — A teraz nie myślę o żadnym innym facecie na świecie, bo najwspanialszy mnie właśnie trzyma — dodał cicho i pocałował go w szyję.
Jaz uśmiechnął się ciepło i zamruczał.
— Dobrze. Zgadzam się w tej chwili na wszystko. — Zaśmiał się i pogładził kark kochanka. — Ale na dobry początek… Naprawdę darujesz sobie zabawy z Deanem?
Marvin skinął głową stanowczo.
— Tak. I tak jest zajęty panem potworem. Ograniczę się z nim do buziaków w policzek. Mogę? — dopytał z lekkim uśmiechem.
Jaz także się uśmiechnął, ale tylko kącikiem ust.
— Możesz — zapewnił i sam cmoknął go w policzek. — A teraz chodź, zjemy jeszcze, bo wystygnie.
Marvin zgodził się z nim i gdy usiedli przy stoliku z omletami, od razu zabrał się za jedzenie. Smakowało mu. Miał słabość do jajek na śniadanie. Dopiero po którymś kęsie rzucił:
— Harley nie dzwonił, więc chyba nikt nie wykablował, że to ja poturbowałem Orvela.
— No, na to wygląda. Jeszcze najwyżej można zrobić jakieś przeszpiegi, czy aby na pewno. Albo powie ci w poniedziałek — odparł młodszy mężczyzna, też już jedząc i zdrowo polewając puszystego omleta syropem.
— Może. Ale dzisiaj to pieprzę. Najwyżej poleci mi po pensji. A Davidson ma mi wysłać w poniedziałek kolejną kasę za wynajem, więc i tak będzie do przodu.
— To dobrze. Wychodzimy na prostą. — Rozpromienił się jeszcze bardziej. — Tak, dupciu? — zamruczał i dotknął stopą jego łydki.
Marvin zerknął mu w oczy, sięgnął do jego polanego sosem jedzenia i nabrał odrobinę na palec, z którego po chwili zlizał zmysłowo słodki sos.
— Mhm…
Jaz aż odetchnął i oblizał usta.
— Już jedz, jedz, więcej mi nie potrzeba. — Zaśmiał się, ostentacyjnie lustrując go wzrokiem.
Marvin uśmiechnął się do niego i rzeczywiście wrócił do jedzenia swojego śniadania. Czuł lekkie wyrzuty sumienia, że nie wstał wcześniej i nie poćwiczył, ale może zrobi to później. No… albo „potrenuje” z Jazem w łóżku.

*

Marvinowi dosłownie nie chciało się ruszać z łóżka cały dzień. Szczególnie po tym, jak kochali się z Jasperem. Czuł się przyjemnie rozluźniony, spełniony i rozleniwiony. Wycieczkę do sklepu jednak musiał zrobić, a potem posprawdzać kilka rzeczy na laptopie, ale teraz, gdy już powoli dochodziła siódma wieczór, znowu leżał na brzuchu na łóżku i przeglądał jakąś książkę.
Jego wzrok w końcu przyciągnęła komórka leżąca obok na szafce, więc sięgnął po nią i wykręcił numer Deana, który do tej pory nie wrócił. Mężczyzna niby nie był od nich zależny, ale ciekawiło go, gdzie się podziewa. Po kilku sygnałach jednak połączenie zostało przerwane.
Marvin ściągnął brwi i popatrzył na ekran swojego telefonu. Uznał, że może Harleyowi i Deanowi niedziela płynie równie przyjemnie i leniwie jak jemu i Jazowi, więc nie chciał im przerywać. Może znowu się pieprzyli. Odłożył więc telefon na szafkę i ponownie wrócił do książki.
Do pokoju w tym czasie wrócił Jasper ze szklanką wody, po którą wyszedł. Był tylko w dresach.
— Co tam, dupciu? — zagadał, widząc, że ten w tej chwili nie czyta.
Marvin obejrzał się na niego i odłożył książkę na bok.
— Dzwoniłem do Deana, ale się rozłączył — odpowiedział, przekręcając się w stronę Jaza.
— Myślisz, że jest zajęty? — Uśmiechnął się przebiegle. — Zadzwoń do Harleya, niech się powkurzają. — Zaśmiał się, tak naprawdę nie mając tego na myśli. Ostatnią rzeczą w niedzielny wieczór, jakiej chciał, to irytowanie swojego pracodawcy.
— Wiesz, że jeśli Harley wie, że to ja wywołałem tę burę w klubie, to będę miał u niego jeszcze bardziej przejebane? — Marvin odpowiedział z lekkim rozbawieniem, podkładając rękę pod głowę.
— Wiem. Żartowałem przecież z tym. Pewnie niedługo się odezwie, jak skończą.
Marvin zamruczał potakująco i jeszcze tylko sięgnął po telefon, by napisać kumplowi smsa: „Mamy ci zrobić miejsce w łóżku, czy zostajesz znowu u Pana Potwora?”. Zawahał się jednak przed wysłaniem i spojrzał na kochanka.
— Jaz… Będziesz nadal zazdrosny, jak Dean będzie spał z nami w łóżku? Ale od twojej strony.
Jaz przechylił się do kochanka i cmoknął go w policzek.
— Nie chcę, abyś się z nim pieprzył, spać z nami w łóżku może.
Marvin potaknął i wcisnął przycisk „wyślij”, po czym odrzucił telefon na pościel.
— Pewnie to i tak niedługo potrwa. Sprawdzałem jego ogłoszenie za mieszkanie, już ktoś się dopytywał mailowo o szczegóły. Może się zdecyduje na kupno.
Jasper uśmiechnął się, po czym zreflektował, aby nie wyglądało to, jakby chciał się go pozbyć.
— To dobrze. Będzie mu łatwiej. Znaczy, wiesz… nie będzie musiał cisnąć się z nami na łóżku albo na kanapie. I w końcu będzie mógł kogoś do siebie zaprosić, chyba że coś z Harleyem… myślisz? — Ściągnął brwi w pytającej minie.
— Dean lubi dużych mężczyzn — odpowiedział Marvin, przesuwając powoli palcami po wybrzuszeniach na umięśnionym brzuchu kochanka. — A jak go dodatkowo polubił, to się nie ma co dziwić, że spędzają razem tyle czasu.
— Ale wiesz, mam na myśli tak… no, nie tylko seks.
— Dean się nie wiążę. Jak go znam, wolałby to utrzymać w relacjach… kumpli na seks. Ale też wiem, że bywa nieprzewidywalny, więc… nie wiem. Zawsze można go zapytać.
Jaz skinął głową.
— Mmm… Niby, ale wiesz… Nie spytam go przecież tak wprost. Chociaż… — Zaśmiał się pod nosem. — Byłoby zabawnie, jakby zrobiły się dwie pary w robocie.
— Byle potem Dean nie zwiewał nam z treningów do biura Harleya. Jak już mamy porządnego choreografa, to trzeba z tego korzystać.
Jaz znowu się roześmiał.
— No, kurcze, naprawdę super wyszedł mu ten występ z Karlem i nowym.
Marvin westchnął i objął Jaza, przekładając nogę przez jego udo.
— Wyszło niezłe show. Harley ma nie tylko seksownego faceta w łóżku, ale i profesjonalistę w robocie.
— To tak jak ja. — Jaz wyszczerzył się i pocałował z rozmachem Marvina. — I to do tego jakiego przystojniaka.
Starszy mężczyzna uśmiechnął się do niego. Tak normalnie. Nie kusząco, zmysłowo, prowokująco, ale naturalnie, w zwykłej reakcji na miłe słowa. Tak, czuł się przy Jazie jak ktoś wyjątkowy. Nie potrzebował udowadniać sobie tego wystawianiem się innym facetom i patrzeniem, jak się do niego ślinią. Ważne, żeby Jaz go kochał.
— A teraz zatrzymaj zegarki, bo dzisiaj jesteś dla mnie taki kochany, że ta niedziela w ogóle nie powinna się kończyć. — Zaśmiał się, ale nie pozwolił mu odpowiedzieć, bo wcałował się w jego usta z oddaniem.
— Mmmm… — Jaz zamruczał nisko, obejmując kochanka w talii. — Seksowna, kurwa, bestyjka. Ale… — cmoknął go w nos — może jutro nie musielibyśmy przychodzić na próby. Można by było się Deana spytać, ale on nie odbiera. Albo Harleya, hm?
— Można… Poćwiczylibyśmy w domu, a Dean by potrenował z młodymi nowy występ. — Marvin zamyślił się, przyglądając się twarzy Jaza. Strasznie lubił to, że jego oczy wydawały się zawsze być wesołe i pogodne. — Tylko trzeba ładnie poprosić naszego kochanego szefa.
— To sugestia, abym zadzwonił? — Jaz lekko się skrzywił, ale w sumie mógł to zrobić. — Myślisz, że już skończyli?
— Nie wiem, nie przekonamy się, jak nie zadzwonimy. Możesz ode mnie. — Marvin podał mu swój telefon, bo miał go na pościeli tuż obok. Dean w końcu nie odpisał na jego smsa.
Jaz wyciągnął rękę po komórkę i poszukał na liście kontaktów ich szefa.
— Życz mi powodzenia. — Zaśmiał się do Marvina, przykładając telefon do ucha.
Mężczyzna przytaknął i ułożył się wygodniej, acz bardzo blisko, mając nadzieję, że coś usłyszy. Tymczasem w słuchawce odezwał się głos głęboki Harleya.
— Słucham.
— Cześć, szefie! — Jaz przywitał się z typowym sobie radosnym tonem. — Jak tam? Nie przeszkadzam w taki spokojny, niedzielny wieczór?
— Nie, powiedzmy, że nie. Jestem w sklepie, robię zapasy do barku. Do siebie, nie klubu, żebyś się nie rozochocił, że nowości jakieś będą. Ale co tam?
Jaz ściągnął brwi, zerkając na Marvina i mając nadzieję, że ten słyszy rozmowę.
— A bo… Chcieliśmy się spytać, czy jutro musimy przychodzić do klubu ćwiczyć nowy układ, czy… nie, w domu. Dean jest z tobą, szefie? — spytał na koniec już z lekką niepewnością.
Marvin też przysłuchiwał się temu z większą konsternacją. Za to w telefonie chwilę panowała cisza, nim Harley odpowiedział jeszcze poważniejszym tonem niż zwykle:
— Nie ma. Dlaczego mnie o niego pytasz?
Jaz skrzywił się znowu, zerkając na kochanka.
— No… bo myśleliśmy, że jest z tobą.
Znowu odpowiedziała mu chwila niezręcznej ciszy.
— Wyszedł wczoraj w nocy, około drugiej czy trzeciej. Nie wrócił do domu?
— Um… rano go nie widzieliśmy. A teraz Marvin do niego dzwonił i się chyba rozłączył. — Spojrzał pytająco na kochanka, czy dobrze mówi.
Mężczyzna potaknął na potwierdzenie, a Harley odpowiedział:
— Toż on tu, kurwa, nikogo nie zna, gdzie polazł? — Potem fuknął słyszalnie do telefonu i dodał: — Mógł coś odjebać? Zazgrzytało między nami i nie wyszedł w najlepszym humorze.
Jasper aż zrobił większe oczy, poprawiając się na łóżku i co raz zerkając na Marvina. Zrelaksowanie odpuściło go szybko na rzecz konsternacji i niepewności.
— Nie wiem. Nie mam pojęcia. Może jeszcze raz się do niego zadzwoni, mógł przecież… um… — Wzruszył ramionami, nie mając pomysłu. Nie znał Deana na tyle dobrze, aby móc coś poradzić, a idea, że ten poszedł do kogoś ledwo poznanego, nawet mu nie zaświtała w głowie. — Może odchorowuje?
Marvin ściągnął brwi i poprosił Jaza o telefon, a gdy ten mu go podał, zwrócił się do szefa:
— Hej, tu Marvin. Sorry, że tak bezpośrednio pytam, ale jak zazgrzytało? Mocno?
— Na tyle, że od teraz możesz nas nazywać szefem i pracownikiem, a nie szefem, który pieprzy pracownika.
— Czyli mocno.
— Powiedzmy — mruknął Harley.
— Chujowo trochę… Spróbuję się do niego jeszcze dodzwonić.
— Dobra. — Harley milczał chwilę, po czym dodał: — Daj mi znać, jak ci się uda. Jak nie, to też.
— Okej. Dzięki, na razie.
Marvin rozłączył się i spojrzał na kochanka.
— Mógł mieć… potrzebę, jak go znam.
Jaz ściągnął brwi, nie rozumiejąc.
— Co?
— Dean podpalał różne rzeczy, jak miał ciśnienie, czyli… To taki jego sposób na rozładowanie. Ty palisz fajki, on podpala samochody — odparł Marvin grobowo i szybko wykręcił numer do kumpla, mając nadzieję, że tym razem odpowie, ale ten jeszcze szybciej go rozłączył. Widać było więc chociaż tyle, że żyje i ma dostęp do telefonu. Marvin zaklął i spojrzał na telefon. — Rozłącza mnie — wyjaśnił Jazowi i napisał do Deana: „Wiem, że się pożarłeś z Potworem. Odbierz i nie fajcz niczego. Pogadajmy.”.
Po chwili jego telefon się rozdzwonił, a Jaz znowu się poprawił na łóżku w wyczekiwaniu.
— Gdzie jesteś? — Marvin od razu rzucił na powitanie, patrząc gdzieś w przestrzeń i skupiając się na rozmowie. Miał nadzieję, że nie było tragicznie. Tym bardziej teraz, kiedy zaczęło się u układać nie tylko w jego związku, ale i w życiu Deana.
— Uuuu… Jak groźnie — Dean prychnął, ale w jego głosie nie słychać było tego zwykłego luzu co zawsze. — Nieważne. Co chcesz?
— Pogadać. Gdzie jesteś? I gdzie nocowałeś?
— Marvin, wiesz, że nie mam pięciu lat? Jestem cały, nic nie spłonęło. Mam też pieniądze i się nie zaćpałem. Będę w poniedziałek w robocie, więc wrzuć trochę na luz.
— Okej, cieszę się, że jesteś cały — odpowiedział mężczyzna cierpliwie. — Ale chyba możesz mi powiedzieć, gdzie jesteś, mm? Tak dla zaspokojenia mojej ciekawości.
— W swoim starym dobrym mieście. Musiałem kilka spraw załatwić, a teraz piję ciepły sok z cynamonem i pomarańczą w „Babci”, przy wjazdówce z miasta. Na noc wrócę. — Westchnął ciężko i z pobrzmiewającą nawet w telefonie irytacją.
— Mhm. To czekamy. — Marvin podejrzewał, czym mogło być to „załatwienie kilku spraw”, ale nie naciskał już. — Pogadamy, jak wrócisz.
— Ta, spoko, spoko. A i gadałem z kolesiem od mieszkania. Jest nadzieja, że się niedługo wyprowadzę — dodał jako ciekawostkę, która na pewno ich zainteresuje. — A teraz cześć — rzucił i rozłączył się, a Marvin jeszcze gdzieś w tle usłyszał męski głos skierowany na pewno do Deana.
— Żyje — mruknął i odłożył telefon. — Ale jest podłamany. Ciekawe, o co się pożarli…
Jaz skrzywił się, robiąc prawdziwie zatroskaną minę. Dean nie był dla niego tak bliski jak dla Marvina, ale zmartwił się. Zdążył go bardzo polubić, a wręcz zaprzyjaźnić się z nim.
— Aż tak kiepsko? Ale przecież z tego co chyba sam nawet mówił, oni mieli tylko seks, co nie? Myślisz, że… Harley mu coś… powiedział? — spytał się, nie wierząc, aby mógł mu coś zrobić.
— Nie wiem, nie mam pomysłu. Kurwa. Wiem, że chodziło tylko o seks, więc nie wiem, o co się mogli pożreć. — Marvin przetarł twarz dłonią i znowu sięgnął po telefon. — Miałem Harleyowi napisać, że się dodzwoniłem — dodał, pisząc smsa do szefa. — Ale będzie na noc — powiedział, unosząc krótko wzrok na Jaza.
— Ciekawe jak rozumie „noc” — ten rzucił trochę uszczypliwie. — Ale myślisz, że nic nie odwalił, co?
— Powiedziałby mi. Pewnie spotkał się ze swoim psychiatrą. Jeździ do niej, jak ma ciśnienie — wytłumaczył Marvin i wysłał wiadomość.
— Dwuznacznie to brzmi, jeśli mam być szczery. — Jaz uśmiechnął się trochę kwaśno.
Marvin tylko pokręcił głową i opadł na plecy na łóżko, podkładając sobie ręce pod głowę.
— Teraz możemy tylko na niego czekać. I tak się nic nie dowiemy. Do Harleya nie ma co dzwonić i dopytywać, bo to ich sprawa. Jak Dean będzie chciał powiedzieć, o co poszło, to powie.
— A z twojego tonu wnioskuję, że mamy na to marne szanse. — Jaz westchnął i pogładził brzuch kochanka. — A z wolnego poniedziałku raczej chuj, co?
— Raczej tak… We wtorek będzie z młodymi trenował, więc się polenimy — odparł Marvin pocieszająco, popatrując na jego dłoń. Zacisnął nawet mocniej mięśnie, które od razu zarysowały się pod skórą na brzuchu.
Jaz uśmiechnął się chytrze.
— Mmm… kusisz — zamruczał i pochyliwszy się, zaczął obcałowywać jego ciało. Mieli jeszcze trochę czasu, więc jeśli Dean jeszcze był w drodze, mogli go wykorzystać. A siedzenie i martwienie i tak przecież by mu nie pomogło.
Marvin tylko odetchnął głęboko, a jego ciało uniosło się przy tym. Przymknął też oczy, czując, jak usta kochanka podążają po jego skórze… Tak, chciał sobie pozwolić na odpłynięcie…

*

— Trochę więcej życia, panowie! — Dean klasnął w dłonie po już godzinnym treningu. — Nie mówcie, że jesteście zmęczeni! — Zaśmiał się i podszedł do podopiecznych, aby razem z nimi po raz setny powtórzyć ruch, który im wcześniej zasugerował.
Jasper był osobiście pod wrażeniem. Był niemal pewien, że Dean, skoro miał gorszy weekend, nie będzie miał po pierwsze tyle werwy, po drugie tak dopracowanego układu. I co prawda wczoraj jeszcze się widzieli, ale nie rozmawiali. Blondyn niemal na nich zawarczał, aby szli spać, bo on też chce i jest późno, że nie ma zamiaru z nimi rozmawiać o swoim życiu prywatnym i że dziękuje, powie im, jak będzie potrzebował pomocy. Teraz już jednak miał jej dość i chciał się wyspać. Ranek w sumie minął podobnie. A raczej, tak że Dean dość chamsko ich ignorował, słuchając muzyki na słuchawkach, która, jak się potem okazało, była do ich występu.
Marvin nie naciskał. Wiedział, że to było beznadziejne, że Dean trzymał to w sobie, ale znał już go na tyle dobrze, że był pewien, że naciskanie nic nie da. Dlatego wykonywał teraz tylko jego polecenia, ćwicząc występ. Właśnie pochylił się, sunąc dłońmi po swoich nogach, od ud, aż dotknął kostek i wykonał płynny, seksowny ruch tyłkiem, nim poderwał się w górę. W tym momencie dostrzegł Harleya, który wyszedł z wejścia dla personelu i podążył w stronę schodów, rzucając im krótkie spojrzenie.
Dean też go zauważył i tylko skinął mu głową na powitanie. Starał się za wszelką cenę zachowywać, jakby nic się nie stało. Harley na chwilę za długo zawiesił na nim wzrok, ale w końcu przyłożył do czoła dwa palce w geście powitania i podążył schodkami na piętro. Dean odprowadził go spojrzeniem, na chwilę się zatrzymując. Jaz skorzystał z tego i również przystanął, by złapać oddech.
— Koniec z seksem? — rzucił Marvin, patrząc na tę wymianę spojrzeń.
— Ta… — mruknął Dean, nie patrząc na kumpla. — W końcu znormalnieję — mruknął, po czym dopiero na nich spojrzał. — No co? Korzystacie z przerwy? Ogłosiłem ją? Jeszcze raz! — Klasnął w dłonie i przeszedł przez scenę, aby znowu puścić muzykę.
Marvin tylko potaknął, rzucił krótkie spojrzenie Jazowi i wrócił do pozycji, od której mieli powtarzać. Zapowiadała się długa i męcząca próba. Aż do upadłego.

*

Harley specjalnie zostawił uchylone drzwi w swoim gabinecie, by słyszeć, co dzieje się na dole, na scenie. Oczywiście już po kwadransie zdał sobie sprawę, jak głupie i dziecinne jest to, co robi. Słuchanie rozkazów Deana i w ogóle jego głosu wcale nie pomagało mu w pracy. Cholernie męcząca też była myśl, żeby wyjść i zobaczyć, co oni tam robią. Bo z tego co słyszał, Dean sam demonstrował nie raz jakiś krok. Chętnie by na to popatrzył. Nie zamierzał jednak przerywać im treningu. Dlatego też zajął się sobą i dopiero po prawie dwóch godzinach, gdy muzyka przestała płynąć, a Dean najwyraźniej ogłosił koniec, wstał zza biurka i pospiesznie zszedł na dół. Ujrzawszy, że Marvin i Jaz schodzą w stronę garderoby, żeby się przebrać, sam ruszył w kierunku Deana.
Ten siedział na brzegu sceny, trzymając się za kostkę i rozmasowując ją sobie. Dopiero po chwili zauważył Harleya. Na ten widok bardziej się spiął, co było widać w jego ramionach, ale uśmiechnął się dość naturalnie.
— Siema. Przerwa w pracy? — zagadnął najbardziej luźno jak się dało.
Manager tylko popatrzył w jego oczy z dala, zmierzając w jego stronę stanowczym krokiem, a gdy do niego doszedł, pochylił się, chwycił go z boku za twarz i wpił się w jego usta w mocnym pocałunku.
Dean stęknął, spinając się jak struna i od razu położył mu dłoń na ramieniu. Nie odepchnął go, tylko ścisnął między palcami materiał koszuli, a mężczyzna całował go wciąż mocno i jakoś tak samoistnie pochylił go przy tym do tyłu, aż Dean opadł plecami na scenę. Harley za to podtrzymał się ręką z boku jego twarzy i gdy wreszcie przerwał pocałunek, popatrzył twardo w oczy Deana.
— Czemu mi to, kurwa, robisz, co? — mruknął cicho, ani myśląc się odsunąć.
Dean był bardziej niż jeszcze chwilę temu czerwony na twarzy. Oddychał płytko, patrząc rozbieganym spojrzeniem na twarz nad sobą.
— Wczoraj… pojechałem do siebie do miasta. Poszedłem do klubu, pieprzyłem się aż do wyjazdu z kolesiem, którego imienia nawet nie pamiętam — rzucił beznamiętnym tonem.
Harley zawarczał i uderzył pięścią z boku jego głowy.
— Nie wolno ci…! — syknął, oddychając ciężko i dopiero po tych słowach zacisnął zęby i zamknął na moment oczy, by się opanować.
Dean także na sekundę zacisnął oczy i miał nadzieję, że nie drgnął za mocno w reakcji na uderzenie. Myślał przez chwilę, że zostanie uderzony. Ale kiedy już patrzył znowu w oczy mężczyzny, miał pewność i butność w spojrzeniu.
— Nie masz na to wpływu. I właśnie dlatego ci to, kurwa, robię — warknął i położył mu dłonie na ramionach. — Odsuń się.
Harley ściągnął brwi i złapał go za nadgarstki, przytrzaskując mu ręce nad głową do posadzki.
— To dlatego, że ze mną seks jest męczący i na dłużej by ci nie pasowało? Mam za dużego?
Dean wziął głębszy oddech, powoli się irytując. Szarpnął się raz, na razie na próbę i aby zasygnalizować, że nie podoba mu się to traktowanie.
— Nie. Mieści się, jak sam, kurwa, zauważyłeś! I potem mogę chodzić! Nie chcę się tylko, kurwa, wiązać. — Znowu się szarpnął, czując, że z tym facetem to jest bardziej niż bezcelowe. — I już pomijając mnie, to co ci mówiłem? Co, kurwa, potem? Będziemy mieszkać sobie oddzielnie i tylko zmieni się to, że będziemy sobie na wyłączność i pierdolić sobie nawzajem do uszek, jak to się miłujemy? — wymamrotał z jadem, tracąc śladowe opanowanie. — Do cholery, Harley! — warknął, spinając mięśnie brzucha, aby przybliżyć swoją twarz do jego. — Masz syna! Co, będziesz mnie wypraszał, jak będziecie mieli swoje spotkania? Nie będę też się bawił w jakąś jebaną szopkę, czekając na twój przypływ zazdrości! To, do cholery, bez sensu! — skończył i opadł ciężko na deski sceny.
Mężczyzna, który wisiał nad nim, najpierw chciał go uderzyć, ale udało mu się cudem powstrzymać. To jego pracownik przecież! A właśnie zdał sobie sprawę, że zachowuje się całkowicie nieprofesjonalnie, a do tego żałośnie. Dlaczego w ogóle chciał na siłę coś z nim zaczynać, skoro Dean ewidentnie tego nie chciał? Nie chciał jego i tych wszystkich problemów, które robiła rodzina. Nie chciał też czułości i zwykłego życia w związku. A on, jak ostatni palant, się napraszał.
— Rozumiem — powiedział w końcu i odsunął się, pozwalając mu się wyprostować. Przetarł twarz dłonią, jakby chciał w ten sposób pozbyć się tych wszystkich niechcianych myśli. — Poszedłbym do siebie teraz bez słowa, ale znowu zrobi się między nami niezręcznie, a jesteś moim podwładnym, więc ma być okej. Czyli… — Westchnął, pokręcił głową i zmienił zarówno temat, jak i ton na nieco bardziej formalny. — Mamy wieczór tematyczny za półtorej tygodnia. Masz jakiś pomysł? Ethan coś pobrzękiwał, żeby motyw był „tirowcy”. Co myślisz?
Dean patrzył chwilę na niego, nic nie mówiąc. Zrobiło mu się znowu strasznie przykro, ale przecież tak powinno być lepiej. Harley doskonale sobie radził, nim się pojawił, miał wszystko poukładane, a on… mimo swojego wieku, był zwyczajnie niedojrzały. Cokolwiek by mu ktokolwiek albo nawet on sam sobie nie wmawiał. Musiał więc go od siebie odepchnąć, nawet posuwając się do takich ostrych słów jak sprzed chwili.
Spuści głowę. I tak czuł się winny.
— Pomyślę. Ale na pewno wszystko będzie przygotowane — zapewnił go, na koniec znowu zerkając na niego w górę. — I… sam widziałeś, jak zareagowałeś — dodał wbrew sobie.
— Przestań już. Nie chcesz, rozumiem — mruknął Harley. — To jak coś wymyślisz z motywem, daj mi znać, potem skocz do Stage — dodał, mając na myśli sklep, w którym kupowali wszelkie stroje i ekspozycję i do którego swego czasu zabrał Deana. — I jak mówiłem, kupujesz wszystko na fakturę. Dowiozą sami. Masz jakieś pytania co do tego?
Dean patrzył na niego znowu trochę za długo.
— Nie, w tej chwili nie. Myślę, że nie powinno być problemów.
— Jakby co, to wal — odparł manager, klepnął go w ramię i już ruszył w kierunku metalowych schodów z myślą, że znowu nie wyszło i chyba powinien zacząć uczyć się na własnych błędach.
Nie miał pojęcia, co chciał osiągnąć tym „atakiem”. Ciągnęło go do Deana, ale ten coraz bardziej wyraźnie, dosadnie i wręcz brutalnie dawał mu znak, że go nie chce. Przez to sam czuł się jak skończony idiota, a może nawet było mu zwyczajnie przykro i żal. Chyba to już nie był jego czas, by próbować z kimś coś więcej. Coś go jednak bardzo boleśnie i mocno ściskało za serce, kiedy w głowie pojawiał mu się obraz twarzy tego mężczyzny i towarzyszyło temu przeświadczenie, że nie może go mieć.

*

Anette nie chciała robić Deanowi problemów z szukaniem jej mieszkania na takim odludziu, więc umówiła się z nim pod charakterystycznym punktem orientacyjnym, którym była znana wszystkim w mieście wielka galeria handlowa. Czekała więc teraz przy fontannie na placu przed wielkim budynkiem i popalała papierosa. Nie miała zamiaru zabierać swojego podopiecznego do kawiarni czy w jakiekolwiek inne miejsce publiczne, bo domyślała się, że sprawa, z którą Dean miał do niej przyjechać, jest dość osobista.
Zerknęła jeszcze raz na zegarek na swoim szczupłym nadgarstku i strzepnęła popiół. Była za wcześnie, ale i tak pałętała się bez sensu po sklepach, więc postanowiła poczekać na zewnątrz. Pogoda nie dopisywała specjalnie, bo było pochmurno i wietrznie, ale nie padało jak ostatnimi dniami.
Dean zadzwonił do niej popołudniu z pytaniem, czy mogą się zobaczyć, bo musi pogadać. Nie tłumaczył za bardzo, o co chodzi, ale dopytywał, czy nie będzie jej przeszkadzał wieczorem, bo może wyjść z pracy dopiero po piątej popołudniu. Nie miała nic przeciwko. Zresztą starała się zwykle poświęcać czas swoim podopiecznym w każdy możliwy sposób i nawet jeśli miało to zakrawać o pracowanie po godzinach, to była na to gotowa. Mimo że wielu specjalistów mawiało, że to niezdrowe. Ale… musiała też przyznać, że po prostu lubiła Deana.
Odkąd dostała go pod opiekę, widziała, że się stara, chociaż czuć było, że zupełnie wyplenić z niego miłości do ognia się nie dało albo było to bardzo trudne. A i Dean podczas ich spotkań terapeutycznych zawsze umiał ją rozweselić, jeśli jakimś cudem wyczuł, że miała gorszy dzień, albo zwyczajnie, tak po prostu. Dawno już też wyszli poza sferę pacjent-terapeuta.
Teraz więc, nie tylko ze względów zawodowych, była ciekawa, o co chodzi i o czym tak ważnym Dean chce porozmawiać, że jedzie do niej trzy godziny w jedną stronę.
Zdążyła zgasić papierosa i poprawić spódnicę, kiedy ujrzała wysoką postać, której nie dało się z nikim pomylić. Uśmiechnęła się do siebie mimowolnie i uniosła się z ławeczki.
— Dzień dobry, Dean! — zawołała, zbliżając się do niego. Kiedy jeszcze siedziała za biurkiem i z nim rozmawiała, nie było aż tak bardzo widać ich różnicy wzrostu. Teraz jednak musiała zadrzeć głowę, by na niego spojrzeć, gdyż sięgała mu czubkiem głowy ledwo do ramienia.
— Cześć, Anette — odparł mężczyzna i delikatnie chwycił ją za ramię, kiedy pochylił się, aby cmoknąć ją w policzek. Kiedy byli u niej w gabinecie, ograniczał się z takimi powitaniami, ale przecież spotykali się prawie prywatnie. — Wybacz, że cię tak wyciągam.
— Daj spokój, dobrze cię zobaczyć — zbagatelizowała, poprawiła okulary i odsunęła się na pół kroku. — Czyli nie przeszkadza ci, że zaproszę cię do siebie? Tam pogadamy, hm?
— Nie, będę wręcz zaszczycony, ale jeśli byśmy jeszcze mogli, to bym kupił sobie jakieś jedzenie na wynos. Nie miałem jakoś czasu na obiad. — Zaśmiał się, pokazując przy tym swoje ostre zęby. Wydawał się dość rozluźniony i w dobrym humorze, ale dziewczyna wyczuwała w nim napięcie.
— Mogę ci… — Zawahała się, bo przypomniała sobie, że nie ma nic w lodówce. Totalnie. Nie lubiła sama gotować, więc proponowanie Deanowi zwykłego jogurtu na obiad nie byłoby specjalnie dobrym pomysłem. — Chyba sama nie robiłam zakupów, więc… no, wybacz moje nieprzygotowanie. — Uśmiechnęła się przepraszająco i wskazała na wejście do galerii. — To chodź, kupimy i jedziemy. Musisz mi opowiedzieć, co tam u ciebie i co cię do mnie przywiodło.
— Spoko, jeśli nadal lubisz mnie tak słuchać, to ci wszystko opowiem jak już będziemy u ciebie. Musisz się jednak przygotować że liczę na jakąś radę, bardziej namacalną niż „sam musisz to przemyśleć, zdecydować” albo coś w podobnym, psychologicznym bełkocie, gdzie niby odpowiedzi są w nas samych. Teraz jakoś mi to, cholera, nie działa. A mówię ci, próbowałem. — Dean znowu się uśmiechnął, idąc za kobietą. Od razu na górną kondygnację, gdzie były małe knajpki otaczające sporą przestrzeń ze stolikami i krzesłami.
— Postaram się, jeśli wszystko mi dokładnie opowiesz. Wiesz, jeśli to jakaś ważna sprawa, to bez żadnych ściem i omijania niewygodnych części, bo muszę się jakoś wbić w temat — odpowiedziała kobieta, zakładając za ucho swoje krótkie, ciemne kosmyki włosów.
Weszli na schody ruchome i aż się jej śmiać chciało, gdy widziała, jak niektórzy ludzie patrzą na Deana. Naprawdę ten mężczyzna przyciągał wzrok i… trochę mu zazdrościła nóg, choć sama też dobrze wyglądała.
— Wbiję cię w niego aż za dobrze. Tylko nie wiem, czy do tego nie powinienem zabrać koszulki nocnej, lodów i czekoladowych ciasteczek — zadrwił, mimo że poważnie nie wiedział, co zrobić. Nie myślał nigdy w życiu, że kłótnia z jakimś facetem wprowadzi go w tak zły nastrój.
Anette zbystrzała i uniosła wyżej brwi, przypatrując się uważniej jego twarzy.
— Brzmi jak zawód miłosny — stwierdziła.
— Coś w tym stylu, ale najpierw żarcie.
Kobieta zgodziła się z nim i pierwsze kilkanaście minut wspólnego spotkania spędzili na wybieraniu obiadu. Potem pojechali do mieszkania Anette, które rzeczywiście usytuowane było dość daleko od centrum. Był to niewielki domek z zapuszczonym ogródkiem i szarawy z zewnątrz. Wnętrze jednak zaskoczyło ciepłem i swoistą atmosferą. W powietrzu czuć było kwiatowy zapach, a meble w jasnych odcieniach były bardzo dobrze dopasowane.
Anette podkręciła trochę ogrzewanie, bo zaczęło robić się chłodniej i poprosiła Deana, by rozłożył się z jedzeniem w saloniku, a ona zaraz przyniesie mrożoną herbatę. Dlatego na chwilę zostawiła gościa sam na sam z licznymi książkami psychologicznymi na regale, z białymi kwiatami w wysokim wazonie oraz zdjęciami, na których musieli znajdować się rodzice kobiety i jej rodzeństwo, a przynajmniej tak się wydawało. Byli w końcu podobni według Deana.
Na oglądanie rodzinnych zdjęć nie miał za dużo czasu i nie marnował go, bo robiło się zarówno coraz później, jak i on był coraz głodniejszy. Usadowił się więc na kanapie przed stolikiem i rozłożywszy chusteczki na udzie, postawił na nim pudełko chińszczyzny. Zaczął jeść, kiedy gospodyni wróciła do pokoju.
— Jutro masz na rano? — zagadał.
— Mhm, jak zwykle. Ale wiesz, do rutyny się człowiek bardzo szybko przyzwyczaja, nawet jak na początku wydaje się straszna. A ty? Masz jednak trochę daleko do pracy — odpowiedziała i postawiła na stoliczku wysoką szklankę z herbatą dla gościa, a z drugą usiadła tuż obok niego.
— Nie muszę być na ósmą, ale dobrze by było, jakbym od ciebie chociaż o pierwszej wyjechał — odparł, kiedy tylko w zabawny sposób pogryzł kawałek warzywka i przełknął.
— I trochę pospał — upomniała go Anette, po czym odwróciła się bardziej w jego stronę, ale przy tym starała się, by jej spódnica zbyt wiele nie pokazywała. Ogólnie była dość elegancką kobietą, chociaż można było z nią porozmawiać wyjątkowo swobodnie na wiele tematów. Czasami tak ekstremalnych, że na pierwszy rzut oka ciężko było stwierdzić, że się tym interesuje. — Ale powiedz mi, co to za sprawa, z którą przyjechałeś.
— Kłótnia — zaczął najpierw dość ogólnie, po czym zerknął na kobietę i uśmiechnął się, mrużąc jasne oczy. — Pożarłem się z tym swoim szefem, co się z nim pieprzyłem. I jest mi niefajnie.
— Tak myślałam… — Anette westchnęła z pocieszającym uśmiechem i napiła się herbaty. — No dobrze, to teraz jakieś szczegóły. To bardzo świeża sprawa pewnie, co? — zapytała domyślnie. Inaczej Dean tak nagle by do niej nie jechał. Zwykle rozmawiali i widywali się, kiedy mężczyzna był w… apogeum swoich piromańskich zapędów. Kiedy czuł, że musi to zrobić tu i teraz. Natychmiast. Wtedy rozmowa pomagała. Na szczęście teraz kobieta nie widziała po nim tego charakterystycznego napięcia, ale i tak domyślała się, że Dean nie czuł się całkiem dobrze.
Mężczyzna sięgnął po szklankę i napił się herbaty.
— Dość świeża. Parę dni temu pierwszy raz się pożarliśmy, potem oczywiście miałem kryzys, ale w środku nocy, wracając na piechotę, nie chciałem do ciebie dzwonić. Zmarzłem jak pies, ale ostudziło mnie to na tyle, że pojechałem do klubu i się wybawiłem. Przeszło mi częściowo — dodał, aby uspokoić kobietę, która lepiej niż ktokolwiek inny wiedziała, jak inaczej mogło się to skończyć. — A przedwczoraj po szopce udawania, że nic się nie stało, znowu był zgryz. Czuję się jak jakiś skurwiel, bo mam wrażenie, że to moja wina — jęknął i przeczesał palcami włosy, nim wziął kolejny kęs jedzenia. Coraz bardziej nie chciało mu się jeść przez ponownie wzbierające emocje.
Anette słuchała go cierpliwie, ale nie wpatrywała się w niego natarczywie, nie trzymała żadnego notesiku i nie szukała psychologicznych rozwiązań czy czegoś w tym guście. Chciała porozmawiać z nim jak przyjaciółka z przyjacielem, bo wiedziała, że często to jest zbawienne w takich problemach.
— Ale skoro się pogryźliście, to on według ciebie też musiał coś niefajnego zrobić, tak? Poszło o coś konkretnego?
— O zbliżanie się do siebie — Dean burknął z małym entuzjazmem i w końcu odłożył nieskończoną chińszczyznę. — Miał być seks i zwykła znajomość. Gadki szmatki czasami po, a nie, kurwa, zostawanie na noc na sen, a nie na ruchanie. Nie wiem, po chuja z tym wystrzeliłem — fuknął, po czym spojrzał na rozmówczynię. — Znaczy, jeszcze w pracy jak byliśmy, to go spytałem, czy proponując mi, abym wpadł na noc, ma na myśli seks, czy zostanie na noc. No… i wyszło, że coś chce poza rżnięciem — burknął, nie przejmując się słownictwem. Wierzył, że Anette nie raz, nie dwa słyszała gorsze. Plus nie należała do takich osób, które nie zwrócą uwagi, jeśli im to przeszkadza.
— No, ładnie… Czyli zaczęło mu być z tobą lepiej i myślał o was w kategorii związku? I co, pewnie czujesz się winny, bo w końcu powiedziałeś, że nie tego chcesz? — zagadała, siorbiąc herbatę.
— Nie jestem monogamistą. Po pierwszej kłótni pojechałem do klubu, znalazłem jakiegoś pierwszego lepszego kolesia, aby się z nim bzykać i nawet nie jest mi z tym źle, ale jakbym się z nim związał i coś takiego zrobił, to by się tak wkurwił, że zbierałbym zęby z podłogi. — Westchnął, odchylając głowę do tyłu. — A potem jeszcze ta rozmowa na scenie. Skurwiel dobrze całuje, ale myślałem, że mi przyjebie. Bo mu powiedziałem — dodał, aby Anette wiedziała, o czym mówi.
— Okej… Czyli jest agresywny? Dean, wiesz, że ja nie chcę, żebyś ty się pakował w coś toksycznego i nawet nie mówię jako twój psychiatra, ale jak mi teraz powiesz, że czujesz, że mógłby ci kiedyś zrobić krzywdę, to cokolwiek innego nie działa na jego korzyść, powiem ci, byś zwiewał, póki możesz — odpowiedziała dość poważnie, lekko wykrzywiając usta.
Dean znowu westchnął i napił się herbaty. Jak on niby miał to dobrze wyjaśnić?
— Nie jest agresywny. Nie tak, aby był niebezpieczny. Pracował kiedyś jako ochroniarz, więc raczej umie nad sobą panować, ale… no, nie toleruje zdrady… zupełnie — jęknął z żalem. — A ja lubię różnie, nigdy nie byłem w stałym, monogamicznym związku. Nawet się wpieprzyłem do łóżka Jaza i Marvina, mimo że ci są razem-razem. I nie chcę rezygnować z tej roboty. A jego też lubię. Cholera…
— Dean, ty się martwisz tylko tym, że to spieprzyłeś, czy że sam nie wiesz, czy tego chcesz, czy nie? Bo nie wiem, czy mam ci pomóc w pokonaniu poczucia winy, czy jakoś rozjaśnić, co najlepiej by było, żebyś zrobił. Spróbuj mi prosto powiedzieć, czy czujesz, że chciałbyś spróbować z nim być czy nie. Wiesz… — Anette westchnęła i oparła się wygodniej o kanapę. Na chwilę odchyliła też głowę do tyłu i zapatrzyła się w sufit. — Musisz chyba sam stwierdzić, czy chcesz być z nim na polu pracownik-szef, czy kochanek-kochanek. Bo dopiero jak któreś wybierzesz, możesz się zastanawiać tak naprawdę, jak to rozwiązać. Nie ma niczego pośrodku, jeśli on chce związku albo niczego.
Blondyn potarł twarz dłońmi.
— Sam nie wiem. Dosrałem mu jeszcze, że ktoś taki jak ja w chuj nie pasuje do niego. Ma syna, który, jak to nastolatek, nie jest raczej za tym, aby jego tatuś posuwał faceta. Do tego jest rozwiedziony, poukładany… Jak ja się w to wpisuję? Z drugiej strony… dobrze mi przy nim. Tylko czy to nie jest takie zachłyśniecie się czymś nowym, czy coś…? Kurwa, czuję się jak jakaś nastka, która nie wie, czy nie oddać chłopakowi swojej cnoty i co jej koleżanki na to. Ja pierdolę, jakbym nie musiał dziś wracać, to bym się napił — dodał i zaśmiał się, bo poza alkoholem pomyślał jeszcze o odprężającym seksie w darkroomie.
— Na to nie licz, mogę ci co najwyżej dolać herbaty. — Anette uśmiechnęła się do niego szeroko, po czym lekko stuknęła go w ramię. — Ale wiesz, co powinieneś w ogóle na wstępie zrobić? Przestać myśleć za niego. Bo coś mi się tu za bardzo skupiasz nad tym, jak to może mu zaburzyć życie, kontakt z synem, jak pasuje twoja osoba w jego świecie i tak dalej. A to jest dorosły facet i jego decyzję zostaw jemu. Skoro sam powiedział, że chce czegoś więcej, to bierze na siebie odpowiedzialność za swoją decyzję. Ty, przy podejmowaniu swojej, nie powinieneś patrzeć na to jego okiem. Pomyśl, jak ty się z nim czujesz. Czy ten czas poza seksem był przyjemny, czy tobie to odpowiada.
Dean zaśmiał się pod nosem i zerknął na kobietę.
— Co byś nie robiła i ja bym nie mówił i tak brzmisz jak w gabinecie! Dolejesz? — spytał odnośnie herbaty, dając sobie czas, aby pomyśleć o tym, co usłyszał.
Właśnie, jak on się czuł z Harleyem? Czy byłby w stanie być tylko jego, nie szukać seksu gdzie indziej, nie flirtować z każdym co bardziej ciekawym facetem? Takich było przecież sporo w klubie, więc pokusa była na wyciągnięcie ręki. Czy później nie byłoby jeszcze bardziej niezręcznie, jakby jednak nie wyszło i by się żarli w pracy albo zerwali po jakiejś jego wpadce?
Kobieta wstała i zamiast wziąć od niego szklankę, poszła po cały dzbanek, który trzymała w lodówce. Postawiła go na stoliku i napełniła ich puste już szklanki.
— A co do tego jak brzmię, to może masz rację. Co chwilę mi to ktoś wypomina — jęknęła. — Ale naprawdę, kiedy staram się postawić w twojej sytuacji, to tylko to mi przychodzi do głowy. Że… no, nikt nie przeżyje życia za ciebie, tak samo jak ty nie przeżyjesz go za kogoś innego. Twój… szefo-kochanek zdecydował. Dla mnie to wygląda jak zielone światło dla ciebie i pytanie, czy przejedziesz. No… chyba że ta kłótnia była tak ostra, że już… całkowicie się zawaliło? — dopytała, zerkając na niego, gdy odstawiała dzbanek.
— Nie wiem. Wściekł się, ale nie wiem czy… nie wiem jak bardzo. Przynajmniej nie powiedział mi, abym mu się na oczy nie pokazywał, bo to też byłoby ciężkie, pracując razem — podsumował, znowu pijąc i podciągając jedną nogę jak do siadu po turecku. — I wiem, że moją decyzją jest, co zrobię, ale nie wiem… Jak myślisz, dałbym radę znowu z czegoś zrezygnować? Jeszcze się by okazało, że zrobiłby się ze mnie przykładny obywatel.
— Oczywiście, że byś dał radę! — Anette odpowiedziała z takim przekonaniem w głosie, że ciężko byłoby jej zarzucić, że mówi to na siłę, by tylko go podnieść na duchu. — To tylko zależy, jak bardzo się będziesz starać. Przy piromanii chciałeś dać z siebie wszystko. I udało się. To teraz tylko pytanie, czy motywacja jest dość silna. Ale jeśli chcesz znać moje zdanie… to jest. Bo motywacją by było to, że nie chciałbyś zranić swojego partnera. A sam fakt, że przyjechałeś do mnie z tego powodu, że martwisz się, że to twoja wina, że jest zły przez ciebie, jasno daje do zrozumienia, że ten mężczyzna cię obchodzi. Nie jest ci obojętny, prawda? A im głębiej w to wejdziesz… uwierz mi, zauroczenie zauroczeniem, ale przywiązanie też robi swoje. I myślę, że z każdym dniem czułbyś, że naprawdę nie możesz go zawieść.
Dean chwilę jeszcze na nią patrzył, słuchając, co mówi, a w końcu się zaśmiał i pocałował ją w policzek.
— Nawet jak się starasz, cały czas brzmisz mi jak psych. — Nie pytając o pozwolenie, odstawił szklankę na stolik i położył się głową na udach kobiety. — Starzeję się chyba, bo nie myślę faktycznie tylko o jego kutasie. Śmiesznie się uśmiecha, wiesz? Tak połową twarzy, bo z drugą coś ma nie tak i się mu nie rusza. I… ale na razie jest zły — dodał, trochę poważniejąc. Teraz usilnie myślał o tym, co powinien zrobić. Zresztą zawsze można było porozmawiać, próbować coś rozwiązać. A Anette miała chyba rację. Jakby Harley nie chciał i był naprawdę na niego zły i nie chciał więcej, to by nie pocałował go tak na scenie.
— To napraw to? — Kobieta wzruszyła ramionami, patrząc na niego z góry zza okularów. — Zrób coś, żeby ci wybaczył, jeśli tak ci z nim dobrze… No, kurcze, Dean, to wielka szansa dla ciebie. Wiesz, że uwielbiam cię jako osobę, ale twoja chociażby piromania mogłaby ci przekreślić wiele związków. A ten mężczyzna daje ci szansę. Jeśli się wpakujesz i będzie dobrze, to czeka się super życie z partnerem, nie samemu. Jeśli się wpakujesz i wyjdzie źle… przynajmniej będziesz mógł powiedzieć, że próbowałeś. I tak masz fajnie, szczęściarzu, bo ja jakoś nie mogę wciąż znaleźć kogoś, kto by mnie chciał — palnęła na koniec z grymasem i siorbnęła kawę.
— Bo się mądrzysz! — Blondyn zaśmiał się i poklepał ją wierzchem dłoni po brzuchu. — Ale zobacz, czy miesiąc temu byś myślała, że będę ci się zwierzał z problemów sercowych? Na ciebie też przyjdzie pora i wtedy służę rozmową. — Uśmiechnął się ciepło, po czym przymknął oczy. — I może masz rację. Chociaż szkoda, że go nie znasz. Byś sama oceniła, czy mi odwala, czy mam kryzys starej panny.
— Nie odwala ci, po prostu on ci się podoba i… Oj, no, nie mam teraz nikogo, ale kilka razy już byłam zakochana i wiesz… Ma się takie poczucie, że się chce być bliżej, ale równocześnie boi się każdego najmniejszego kroku, że coś zniszczy. No, dlatego ci mówię, żebyś w to szedł, bo będziesz żałował. Ja żałuję… — Anette zdecydowanie wpadła w lekką melancholię. Sama zmrużyła oczy podobnie jak jej gość, a szklankę z herbatą oparła o podłokietnik. — I chętnie bym go poznała kiedyś, naprawdę. Ale tylko, jeśli udałoby się i ułożyłoby się między wami. Żebym, wiesz… zobaczyła cię szczęśliwego — dodała na koniec, patrząc na niego z delikatnym uśmiechem.
— Bo teraz jestem taki nieszczęśliwy — Dean prychnął z uśmiechem na ustach. Nie pokazywał po sobie, że źle się czuł, ale miał potrzebę rozmowy z Anette. Z kimś kto wydawał mu się własnym, prywatnym głosem rozsądku w ciele drobnej brunetki. Głosem, który podpowie, co ma zrobić z tym dziwnym ciężarem, jaki mu towarzyszył od czasu, kiedy przeszli z Harleyem na relację szef-pracownik.
— A tak a propos mojego brzmienia jak psych nawet jak się staram… to ty nie brzmisz radośnie, nawet jak się starasz, a naprawdę czujesz się źle — odcięła mu się za wcześniejsze słowa i pstryknęła go lekko w żebra. — Poczujesz się lepiej dopiero, jak to rozwiążesz. Ja ci już powiedziałam, co bym wybrała na twoim miejscu. Ale sam mówisz, nie znam go. Nie wiem, czy byłby dla ciebie dobrym partnerem. Ale jak nie ma nic przeciwko twoim dziwnym gustom żywieniowym, to ma duże szanse. — Zaśmiała się na koniec, wiedząc, jak Dean czasami dziwacznie jadał.
Ten także się roześmiał, zakrywając oczy dłonią, kiedy się śmiał.
— Widział, co jadam i żyję! — Po tych słowach podniósł się, aby lepiej widzieć kobietę. — I też przecież wie o ogniu. Naprawdę myślisz, że… Może faktycznie spróbuję, wiesz? Tylko… już się gotuj na piżamową noc z lodami, jeśli jednak nie da mi drugiej szansy. Obgadamy facetów, jakie z nich świnie. — Zaśmiał, łapiąc kobietę za dłoń.
Już czuł się zdenerwowany na samą myśl, że jednak miałby spróbować być z Harleyem. Tylko z nim, jako para. Chodzić na randki, być tylko jego i naprawdę z nim. Dzielić się wszystkim, rozmawiać bez tajemnic, sypiać razem i nie oglądać się za innymi.
— To będzie dobry pretekst, by najeść się lodami. I widzisz, przy okazji pewnie sama się rozkleję i pierwszy raz zobaczysz mnie, jak opluwam jadem wszystkich facetów, z którymi próbowałam dotąd być albo którzy nie docenili mojego mądrzenia się. — Anette zachichotała i odstawiła szklankę na stolik, po czym objęła Deana i krótko przytuliła. — Naprawdę spróbuj. Próbować zawsze warto. Ale jakby co, to zasłaniaj twarz. Jak masz dostać, to lepiej po rękach niż tych cennych ząbkach — dodała na koniec półżartem, bo w duchu już mocno, bardzo mocno trzymała kciuki, żeby jej podopiecznemu się udało.
— Będę piszczeć jak dziewczynka „nie w twarz, nie w twarz!” — Dean zażartował i też objął ciasno kobietę, wtulając się w jej ramię. — Dzięki, że jesteś. Powinnaś za te nadgodziny dostać jakąś podwyżkę — dodał, mając nadzieję, że Harley się nie wścieknie. I że on sam wymyśli coś szybko, bardzo szybko, aby go przebłagać po ostatniej kłótni. Źle się czuł, kiedy między nimi było to niezdrowe napięcie.
— Za bycie przyjacielem się nie dostaje wynagrodzenia. — Kobieta uśmiechnęła się i westchnęła głębiej. — I jakkolwiek tego nie rozwiążesz, chcę pierwsza wiedzieć, czy poszło okej, czy nie.
— Nie obiecuje tego pierwszeństwa-pierwszeństwa, ale na pewno powiem ci jak najszybciej — obiecał. — Muszę tylko coś wymyślić, aby dobrze wyszło. I nie, pudełko przeprosinowych czekoladek jakoś do mnie chyba nie pasuje. Ale, jeśli mówisz już o byciu przyjacielem, to w takim razie ja też chcę nim być i spokojnie możesz mi opowiedzieć o swoim próbowaniu. Mam jeszcze czas — dodał, zerkając na zegarek, na którym dopiero zbliżała dziesiąta.
Anette najpierw chwilę się zawahała, bo jakoś naturalnie miała odruch skupiania się na swoim rozmówcy, a nie na sobie. Na szczęście ta chwila nie potrwała długo i w końcu kobieta skinęła żywo głową.
— W porządku. Ale może chociaż jakąś suchą przekąskę do tego znajdę w szafce — odpowiedziała i pieszczotliwie poklepawszy Deana po głowie, wyszła do kuchni.
Poczucie czasu stracili bardzo szybko, bo okazało się, że rozmawianie na temat nieudanych związków to wyjątkowo zajmujący temat. Obgadali przy tym wszystkie najgorsze cechy każdego faceta, z jakim się widzieli, niemal się licytując, kto gorzej trafił. Z tego gładko przeszli do tematu gustów i upodobań, a kiedy pora była już bardzo późna, nawet do preferencji w łóżku. Na szczęście żadne z nich nie piło, więc temat nie zaszedł za daleko i oboje rozsądnie stwierdzili, że Dean powinien już wracać do Dakoty.
Jak kiedy jechał do Anette, miał prawdziwy mętlik w głowie, tak teraz, wyjeżdżając, wiedział, czego chce. A przynajmniej wiedział, że chce spróbować. Co z tego wyniknie…? Sam nie miał pojęcia.

18 thoughts on “No Exit – 34 – Czemu mi to robisz?

  1. Katka pisze:

    Basia, brniesz przez NE, widzę :) Fajnie znów widzieć Twój komentarz. A jak będziesz trzymać kciuki, to na pewno im się uda! Pozdrawiamy również :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    och naprawdę pięknie, niech im się uda, trzymam za nich kciuki… tak Harley i jego reakcja, pocałunek na tej scenie…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Bebok pisze:

    Cierpię jak ta dwójka jest pokłócona. Kocham Anette <3 <3<3
    Jaz stawia powolutku na swoim, no proszę, Marvin powolutku normalnieje! Jakby nie było, Jasper zasłużył na szczęście więc cieszę się^^

  4. Katka pisze:

    Tazkiel, rozmowa zawsze pomaga :D Ważne jest powiedzenie na głos swoich obaw, żali i pragnień i od razu łatwiej dojść do porozumienia. Faktycznie w tym związku tęczy i sypiącego się z nieba cukru nie będzie, ale już są o krok bliżej stabilności i szczęścia. A co do Deana zgadzam się w 100% – jak nie spróbuje, będzie żałował. Lepiej, by się starał i żeby potem nie wyszło, niż nie starał się w ogóle. Hehe, a Orvel… cóż, wciąż jest na dzielni XD No ale może uda im się go bardziej unikać… Pozdrawiam również :D Staramy się walczyć z upałami dzielnie!

  5. Tazkiel pisze:

    No i da się? Da się! Jednak wbrew pozorom dzięki szczerej rozmowie można wiele osiągnąć. Już mniej się martwię o Marvina i Jaspera tzn.o ich związek. Mam nadzieję, że nic się nie skiepści jakoś totalnie, chociaż tęczy i jednorożców nie oczekuję:). A Dean? To raczej jasne, że da szansę Panu Potworowi i dobrze! Dlaczego ma nie spróbować, ostatecznie nic nie traci, a jeżeli nie spróbuje, to kiedyś, mimo wszystko, może żałować. Wiadomo, że ma obawy, bo to normalna reakcja w nowej sytuacji, ale wierzę w niego :)
    W fajnym kierunku wszystko zmierza i mam nadzieję, że nie zobaczymy już tego gada Orvela. No, chyba, że z głową w kiblu:).
    Pozdrawiam wakacyjnie, nie dajcie się upałom:).

  6. Katka pisze:

    Kaczuch_A, bo laski, które działają na rzecz dobra jakiejś parki zawsze chyba zdobywają więcej sympatii XD No i spoko, zrozumiałe z tą sympatią do bardziej lubianej parki, która wypiera inny wątek. Normalnie aż się cieszę, że Dean i Harley nam tak przez przypadek wyszli, bo dzięki temu na pewno NE się bardziej dużej liczbie osóbek podoba. Sam Marvin i Jaz są dość specyficzni, nie każdemu muszą podejść. Chociaż… Dean i Harley mam wrażenie są jeszcze bardziej specyficzni, a jednak powszechnie lubiani XD Ach, ciężko przewidzieć reakcje czytelników XD Zgadzam się, że Harley jest cudownym facetem :D Osobiście bym go nie chciała, haha, bo bym się jakaś mega przytłoczona czuła, ale do Deana wg mnie pasuje idealnie, tylko biedne Deaniątko musi to zrozumieć. Hehe, dzięki za wenę :D Przyda się jak zawsze <3

  7. kaczuch_A pisze:

    Anette to kolejna kobita, do której zaczynam żywić sympatię. Ba nawet mogę powiedzieć, że ją lubię. Dobrze Deanowi radzi, bardzo dobrze. No ale przerywać w takim momencie rozdział jesteście niedobre, bardzo niedobre. Jaza i Marvina odstawiam na drugi plan, niezależnie ile i jakie emocje między nimi by się pojawiły i tak nie skupię całej swojej uwagi na nich. Wolę tą niedoskonałą dwóję. Harley jest cudownym facetem, dajcie mi takiego tutaj, zaraz obok. Mm nadzieję, że Dean dojdzie do dobrych wniosków, i zobaczy jakiego zajebistego faceta ma przy swoim boku. Naprawdę mają dość skrajne charaktery, swoje odpały Dean w szczególności, ale mogą dojść do czegoś pięknego i życzę im tego z całego serca.

    Weny i zwracam się z uprzejmą prośbą o szybkie wstawienie kolejnego rozdziału~! xD

  8. Katka pisze:

    O., czy sobie Dean zdaje z tego sprawę, czy nie, to na pewno fakt, ze jego najlepszy kumpel się ustatkował, jakoś i jego samego do tego pcha. Zresztą swego czasu mówił, że zazdrości, więc na pewno też by chciał. Nooo i fakt, teraz jest czas ważnych decyzji… Chłopcy muszą być ostrożni i czujni… Nie wiem czemu naszło mnie porównanie „czujni jak zbliżający się do kobiety z okresem”.

    Damiann, powinieneś sobie znaleźć jakieś hobby na wakacje ;) Zacząć coś kolekcjonować czy tworzyć albo udzielać się towarzysko. Chociaż co kto lubi XD A uśmiech na twarzy Harleya czy się podoba, czy nie, na pewno czyni go oryginalnym, co wg mnie samo w sobie jest plusem. Super, że Tobie tez się podoba :) No i gratulujemy powrotu do FDTS :) A Alex… cóż, Alex to trochę hipokryta, tutaj nie ma czemu zaprzeczać XD Ale na świeżutki rozdział jeszcze trzeba poczekać.

    Omega, Harley by się bardzo chciał dobrze zaopiekować Deanem… Anette pewnie też by wolała, żeby to Harley to robił i Dean nie miał problemów, by do niej przyjeżdżać. Ale, ale, teraz i tak wszystko w rękach Deana! :)

    Porebula, pani psycholog fajna, fakt ;) Dobrze działa na rzecz szczęścia swojego niepokornego podopiecznego i dobrze jej idzie, ale jednak dobrze by było, gdyby za często nie była potrzebna. Niech Dean sam umie odpowiednio rozwiązywać problemy. No ale jak zauważasz, Dean przynajmniej wie czego chce, a to już jest jakiś krok do tego, żeby sięgnąć po to spełnienie pragnień :D

    DaughterOfWind, no sporo z Was w ogóle im mocniej jakoś kibicuje XD I to chyba nawet nie tylko dlatego, że to dopiero ich początki, nie tak jak u Marvina i Jaza, ale w ogóle chyba zdobywają większą sympatię. To miłe w sumie i zaskakuje, jak wątki poboczne potrafią się stać ulubionymi XD (w ogóle bardzo mi miło widzieć Twój pojawiający się od tak dawna co jakiś czas nick ;))

    Kayuri, negatywne emocje przy zakończeniach rozdziału ewoluują w większe oczekiwanie na następny i większą radość z czytania! :D Tak, to moja nowa teoria, może ją opatentuję XD Ale miło nam, że tak się wczuwasz i mamy nadzieję, ze szybko Ci ten czas oczekiwania zleci. Wow, no i szok, że każde opko tyle razy. Fajnie! Czujemy się z siebie dumne, mogąc marnować Wasz cenny czas XD

    Mati, jakoś tak faktycznie wypadło, że w dwóch rozdziałach o paniach psycholog XD Co jednak zabawne, chyba różnica w momencie, kiedy pisałyśmy ten rozdział i rozdział NB, to jeśli się nie mylę 1,5 roku różnicy XD A co do Deana, zdecydowanie tutaj jego zachowanie świadczy o dużym zaangażowaniu emocjonalnym. Miasto nigdy nie było wspomniane, jak zauważyłeś. I miało to swój cel. Bo akcja ogólnie dzieje się w Dakocie Południowej w niedużej mieścinie. Zaznaczanie, jakie to miasto, wydaje się nam bardziej istotne w przypadku opowiadania dziejącego się w dużym mieście – jak SV w Nowym Jorku czy NBTS w Milwaukee. Tutaj jest to raczej mniejsze miasto, a do tego… cóż, Dakota Południowa to dość wyludniony stan XD Jakby spojrzeć na mapę, to tam właściwie miast nie ma za wiele. Chciałyśmy, by było to trochę właśnie na zadupiu, ale też nie wnikałyśmy za bardzo w konkrety, by nie utrudniać. Niemniej zapewniam, że przy opisywaniu miejsc czy ogólnie otoczenia, zawsze wzorowałyśmy się na klimacie tego stanu.

    Liv, hehe, pragnienie dram się w Tobie odzywa XD Choć już w tym rozdziale delikatna chwila grozy była, ale tak, dałoby się napisac jeszcze wiele załamań w tym związku… „. Zupełnie jakby wszyscy fani Harlean zmaterializowali się w NE pod jej postacią, bo zrobiło się za poważnie i należało wziąć sprawy we własne ręce <3” – awww, to mi się wydało jakieś mega urocze XD dowiodło tego, jak bardzo większość z Was im kibicuje, hehe. A w ogóle z tym misterem, haha, normalnie Dean mógłby być jakąś gwiazdą wieczoru XD Oj mógłby się odnaleźć w takim konkursie… Może kiedyś uda się zrobić drugą edycję XD Byłoby śmiechowo :D

  9. Liv pisze:

    W ogóle tak się zastanawiam… Deana chyba wszyscy lubią. Jak wypadłby w wyborach Mistera? ^^ Teraz, kiedy już wiadomo że Shane i David żyją.. Wiecie, takie drugie, z Masonem jako stałym komentatorem. Już widzę, jak czerwony ze złości uroczyście przekazuje nowemu zwycięzcy tęczową koronę, a Josh podryguje na widowni z podniecenia… Chryste *///*
    To a propos Deana mi wpadło do głowy :3

  10. Mati pisze:

    No proszę, wysyp psychologów :-D
    Jak dobrze, że między Jaz’em i Marvinem się układa. Na szczęście tamta rozmowa dała mu coś do zrozumienia.
    Szkoda mi Harley’a. Widać, że poczuł coś do Dean’a i chciałby z nim być. No, ale cóż. Dean chociaż mówił mu szczerze i w ogóle. Ale z drugiej strony to, że rozmawiał o nim z tą psycholożką i myślał tak o nim (i to wspomnienie jego uśmiechu) pokazuje, że nie jest mu obojętny i nie myśli tylko o jego kutasie (wybaczcie za słownictwo).
    Potraficie sprawić, by z niecierpliwością czekało się na następny rozdział, oj potraficie :-D
    No i mam pytanko. W jakim mieście toczy się akcja tego opowiadania? Była w tym rozdziale wspomniana Dakota, ale jako stan? Jeśli tak to jaki? No, ale głównie chodzi mi o miasto, bo albo nie było o tym nigdzie napisane, albo to przegapiłem.
    Dziękuję :-)

  11. Liv pisze:

    I znowu kończycie w najbardziej zajmującym momencie. c:
    Jestem dumna z Deana i Harleya. Ale też chciałabym zobaczyć reakcję Deana, jeżeli jednak drugiej szansy nie dostanie. Złamane serduszka są takie romantyczne xd
    Anette jest bardzo spoko, naprawiła wszystko. Zupełnie jakby wszyscy fani Harlean zmaterializowali się w NE pod jej postacią, bo zrobiło się za poważnie i należało wziąć sprawy we własne ręce <3
    Mnie też podobają się takie mankamenty urody, blizny czy takie tam. ^^ Chociaż już pisałam, że u Harleya musi to robić niezłe wrażenie.
    A u Marvina i Jaspera tak gołąbkowo, że jeszcze zastąpią Rusha i ptaszynkę :')

  12. Kayuri pisze:

    Ugh.
    Poczułam naprawdę silną złość, gdy nagle rozdział się skończył. Na tyle, że wręcz musiałam napisać komentarz, byście wiedziały jak bardzo mnie irytuje, że nie wiem czy Dean i Harley się wreszcie zejdą.
    Teraz będę żyła ich problemami jakiś tydzień!
    Dzięki.
    Ale z drugiej strony bardzo dobrze, że wszystko jest w porządku między Jazem i Marvinem.

    I tak poza wszystkim: ciągle nie wierzę, że przeczytałam wszystkie opowiadania po 2-3 razy. Nie wiem ja to robicie, ale serio nie mogę przestać.

  13. porebula pisze:

    Jezu na początku serio tak słodko było czy mi się tylko wydawało? Aż za Lennym zatęskniłam :c Włącze sobie 153 rozdział i pójde umierać z miłości! Ryan, Lenny, darcie się a potem miłość! Tam chyba było darcie sie… Jaz i Marvin wiedzą co się dzieje tulu tulu mizu mizu ruchu ruchu. Wspominałam jak mnie wystraszyłyście tytułem rozdziału? To było okropne! Siedze na tej stronie rok prawie… (za dwa miesiące jakoś łał jak szyko co sie dzieje) i to jak przeżywam to co się dzieje jest przerazające :o Ught… Potem było smutno :( ONI MUSZĄ BYĆ RAZEM OK?
    Pani psycholog świetna, kocham ją <3 łał serce to naprawde dużo znaczy. NIech częściej będzie :) Lody i ciasteczka im zasponsoruje! bez zawodów miłosnych! piękna wizja! I niech Harley i Dean serio coś ten, bo jak Dean spiął poślady i wie czego chce to już jest dobrze. Mam nadzieje. Gadam od rzeczy i nie widze klawiatury… no więx niexh im się uda

  14. damiannluntekurbus17 pisze:

    Tak poza tym, mozecie byc z siebie dumne, bo znowu wrocilem do czytania FDTS mianowicie rozdzial Plomienny koliberek. Oczywiscie na poczatku przeczytalem pare innych, bo nie mogle akurat znalezc tego ulubionego. Przezylem wszystko na nowo, rozczarowanie Charlim jak obciagal Jasonowi kiedy zerwal z Rushem. Przez to jeszcze bardziej znielubilem Jasona i Alexa, bo uswiadomilem sobie poraz setny, ze to bardzo chamskie, ze krytykowal brata, a sam ruchal sie z Jasonem w pokoju nr 99. Na pewno to ten pokoj, teraz to zapamietam, bo w tescie/quizie moja pamiec zawalila i zyskalem tylko 250 punktow xD No, ale do tego wroce jak juz dacie mi nowiutki i swiezy rozdzial z Rushem i dlugowlosym <3

  15. Omega pisze:

    Mam nadzieję, że pójdzie dobrze :) Cieszę się, że Dean trafił akurat na Anette, bo naprawdę mu pomaga w podejmowaniu decyzji i widać, że mają ze sobą dobre relacje. Mam nadzieję, że Harley się dobrze zaopiekuje Deanem ( ͡° ͜ʖ ͡°), a ten nie będzie myślał o skokach w bok. :D

  16. damiannluntekurbus17 pisze:

    Przeczytalem poczatek i mysle sobie, kurde, co za Jasper? Kto to jest? Jakies nowe opowiadanie? A tu nagle sobie przypomnialem, ze to moj ulubiony Tygrys xD
    Boze jestem taki szczesliwy, ze systematycznie dodajecie rozdzialy, bo na razie moje wakacje sa tak nudne, ze doslownie co jakies 30 minut wchodze i patrze czy nie ma nowego rozdzialu.
    Uwielbiam jak Jasper nazywa Mariva dupciem, to takie slodkie, ze musialem zrobic screena i wyslac kolezance dostajac odpowiedz – moja mama tez tak czasami na mnie mowi. Wtedy mnie zatyka i mysle sobie… mama? xD
    Mam nadzieje, ze Dean jak bedzie z Harleyem go nie zdradzi. Pasuja do siebie.
    Wyobrazilem tez sobie usmiech Harleya. Dwie twarze. Powinien sobie przykleic pasek jakis czarny od czola do brody. Jedna strona twarzy wesola, druga smutna. Nie wiem czemu mnie to smieszy, to musialoby wygladac komicznie xD
    Ale i tak lubie defekty na ludzkim ciele. Sa podniecajace.

  17. O. pisze:

    Jak miło! Jaz w końcu postawił sprawę jasno, że seks z Deanem równa się zdradzie, dobra nie powiedział tak, ale wiadomo o co chodzi xD teraz to pewnie dla Deana dodatkowa motywacja, bo skoro Marvin chce i może przeżyć bez udziwnień, to on też też. Teraz wychodzi że nie są dla siebie toksycznymi znajomymi. Ale to może być zasługa Jaspera i Anette xD mam nadzieję, że Jaz posłucha Marvina i będzie mówił co mu śledzionę zatruwa.
    Zazdrość Harleya była mocna.. I.coś czuję, że przedstawi Deanowi syna,by pokazać jak bardzo mu zależy.
    Ogółem wszystkich czekają poważne kroki.. Jednak mogą one być na stały grunt bądź w czeluść.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s