Newton’s Balls – 5 – Powoli kiełkująca słabość

— Shane! Pomóż mu!
Chase obejrzał się, aby zobaczyć, kto do niego przyjdzie, jednocześnie otwierając pakę samochodu.
Z drugiej bramy wyłonił się wysoki i bardzo mocno zbudowany, młody mężczyzna. Włosy miał króciutko przystrzyżone, luźne, znoszone bojówki, przepocony i brudny bezrękawnik, a pod nim widoczne tatuaże. Wycierał dłonie o nogawki i jeszcze zawołał za szefem:
— A co trzeba, kurwa, zrobić?!
— Zdjąć skrzynie z… — urwał Corvin i zatrzymał się w pół kroku. — Jak twoja ręka dzisiaj?
Mechanik spojrzał na nią odruchowo i skrzywił się.
— Luz, jest okej.
— Dobra, to pomóż mu i przynieście te skrzynie tutaj.
Mechanik skinął głową i podszedł do Chase’a.
— Siema — przywitał się mrukliwym głosem.
Chase skinął mu głową z rezerwą. Łączyła ich podobna fryzura i najwyraźniej mała dbałość o język.
— No siema. Zepchnę tę skrzynię do brzegu, to ją potem obaj ściągniemy, pasi? — spytał, wskakując na bagażnik pickupa.
— Pasi — odparł Shane, ale jeszcze rozejrzał się i podszedł do jakichś dużych butli przy ogrodzeniu, na których zidentyfikował parę rękawic. Ubrał je, poruszał jeszcze kilka razy lewą ręką, jakby ją rozciągał i zaszedł pickupa od tyłu. — Masz jakieś praktyki u mechanika? — zagadał przy tym, patrząc na Chase’a i najwyraźniej wnioskując to z jego wieku. W końcu nie wiedział, skąd te skrzynie są.
— Co? — Nastolatek najpierw nie załapał, o co chodzi, a następnie zaparł się o jedną ze skrzyń, a drugą odepchnął na brzeg nogą. Była potwornie ciężka. — Nie, jestem ze złomowiska. Coś, kurwa, szefowi waszemu tu przywiozłem, czy co tam jest. Chuj mnie w sumie, miałem to przywieźć — wyjaśnił, mówiąc już swobodniej przy kimś, kto nie wyglądał i nie zachowywał się zbyt sztywno.
— Spoko — mruknął jego rozmówca i kiedy poczuł ciężar skrzyni, zaklął bardzo szpetnie i długo. Potem poczekał, aż drugi chłopak stanie obok i szarpnął ją bardziej do siebie. — Mam nadzieję tylko, kurwa, że nie będzie trzeba tego wszystkiego, co tam jest, teraz wyciągać. Moja zmiana się kończy — dodał wrogo do skrzyni, a nie Chase’a.
— A ja mam nadzieję, że mnie twój szef, kurwa, nie orżnie na moje dwadzieścia dolarów — zasyczał nastolatek, kiedy przyłączył się do starszego od siebie mężczyzny, w noszeniu ciężkiej skrzyni. Aż dziwił się, jak z Ashem udało im się to wrzucić na bagażnik, bo czym bliżej byli warsztatu, tym bardziej odpadały mu ręce. W końcu postawili to we wskazanym miejscu. — Jebię to, przestawię samochód.
Shane wahał się chwilę, jakby miał zaprzeczyć i powiedzieć, że przecież da radę, ale w końcu zgodził się z nim niechętnie i tylko poprawił skrzynię, aby stała bardziej stabilnie.
— A szef lubi dymać klientów w dupy, więc serio uważaj! — Zarechotał za Chasem, ale nim ten odpowiedział, z otwartych drzwi wewnątrz pierwszego garażu dobiegł ich głos Corvina Kennedy’ego:
— Słyszałem to, Shane, ty pyskaczu!
Mechanik jednak zamiast się ukorzyć, uśmiechnął się głupio do siebie. Chase także się zaśmiał, chociaż nie chciałby bynajmniej zostać serio wydymanym przez tego wąsacza. Co to, to nie.
Zamiast nad tym dumać, podbiegł do samochodu, zatrzasnął tylną klapę i wsiadł za kierownicę. Odpalił i po chwili tyłem parkował niedaleko tego postawnego byczka. Teraz powinno być mniej noszenia.
Zgasił silnik, wskoczył na pakę i podpierając nogę na tylnym kole, otworzył klapę i już spychał ciężką skrzynię z samochodu.
Uporali się z nią szybciej i postawili ją obok tamtej pierwszej. Shane krzyknął do szefa, że zrobione i ten po chwili wyłonił się zza bramy.
— Dobra, to otwieraj to, zobaczymy, czy wszystko jest — zwrócił się do Chase’a.
— Ej, szefie. — Mechanik jeszcze zwrócił na siebie uwagę i podrapał się niepewnie po swojej szczecinie. — Ja mogę już się zbierać? Bo mam autobus dwanaście po piątej, a zmiana mi się kończy.
Corvin machnął ręką.
— No idź, idź. Noszenia już nie będzie, a ty i tak nie możesz — mruknął z niechęcią. Nie było w tym raczej pretensji do mechanika, ale nie brzmiał na zadowolonego. Sam Shane też nie, ale nie skomentował tego inaczej niż skrzywieniem się i skinął jeszcze Chase’owi.
— Nara.
Nastolatek też się pożegnał i wsunął dłonie w kieszenie, bardziej już skupiając się na szefie warsztatu niż na pracowniku. Chciał już dostać kasę do ręki.
Zeszło im trochę na sprawdzeniu, co jest w skrzyniach, ale Ash postarał się, aby wszystko było w miarę uporządkowane i Corvin nie miał możliwości spierać się o brak jakiegoś towaru. Tym bardziej, że Chase kontrolował wszystko i sprawdzał, co szef warsztatu odhacza na spisie, który dostał od Asha. Ostatecznie więc dostał do ręki tysiąc dolców, z których stówkę mógł wsunąć do własnej kieszeni.
— Dobra, dzięki za transport i pozdrów ode mnie tego dusigrosza. — Kennedy jeszcze uścisnął dłoń Chase’a, ocierając przy okazji czoło, które zrosiło mu się potem od stania w słońcu.
— Nie omieszkam. — Chłopak był już pogodniejszy niż chwilę temu. Lubił łatwą kasę. Może dlatego wpakował się w te problemy z Newtonami. — To spadam, miło było — dodał zbywczym tonem z uniesieniem dłoni i wsiadł do auta. Było już prawie kwadrans przed szóstą, więc jeśli nie będzie korków, miał szanse być wcześnie w domu. Albo jeszcze naciągnąć Asha na benzynę i skoczyć po jakiejś żarcie do sklepu.
Na razie wyjechał z terenu warsztatu i już za zakrętem dostrzegł tamtego młodego mechanika. Nie dało się go nie zauważyć, tym bardziej teraz, kiedy był już przebrany w swoje codzienne ciuchy. Duży, luźny t-shirt z grafiką szczerzącego kły psa na piersi, spodnie z łańcuchami i w pełni zirytowana mina. Siedział na ławce i pisał coś na komórce z marsową miną.
Chase wpierw przejechał obok niego, a dopiero potem zatrzymał się, kiedy przypomniał sobie, która jest godzina i jak bardzo nie spieszyło mu się do domu. Nie był z tych, co to pomagają ludziom w potrzebie, ale cóż, jeśli miał się resocjalizować, jak nakazał mu sąd…
Zawrócił na w miarę pustej drodze i zatrzymał się na przystanku autobusowym. Wychylił się w stronę drzwi pasażera i otworzył je.
— Ej! — krzyknął, by zwrócić na siebie uwagę.
Mechanik uniósł spojrzenie znad komórki i ściągnął brwi pytająco.
— No? — zawołał.
— Spierdolił ci autobus, podrzucić cię gdzieś? — spytał, wskazując kierunek, w którym jechał.
Shane zrobił zaskoczoną minę, a potem wyszczerzył się automatycznie. Poderwał się z ławki i zbliżył się do samochodu.
— Byłoby zajebiście. Skurwysyn spierdolił mi sprzed nosa, mimo że chuj widział, że zapierdalam — dodał z grymasem. — Jedziesz na południe miasta?
— Ta. Mniej więcej, ale mam chwilę — odparł Chase, prostując się na swoim siedzeniu i starając sobie przypomnieć imię faceta. Shane, chyba, o ile dobrze zapamiętał.
— Zajebiście — skomentował mechanik i wsiadł do samochodu. Zatrzasnął za sobą drzwi i zapiął pasy. — Ale nie jeździsz szybko? — palnął niespodziewanie, wbijając w niego swoje orzechowe oczy.
Chłopak ściągnął brwi w głupiej, nic nierozumiejącej minie.
— Ee… Nie? Nie tym rzęchem — odparł, zerkając w lusterko i ruszając przed siebie, bo już zrobił, podjeżdżając tu, obrót.
— Spoko — mruknął jego pasażer i po chwili, kiedy znaleźli się w większym ruchu na drodze, zapytał: — Dałeś się wydymać?
— Co, kurwa? — fuknął poirytowany Chase. — Masz jakiś fetysz, ja pierdolę? Nie. Zapłacił, ile miał, ja jebię — dodał na koniec, kręcąc głową.
Shane uśmiechnął się głupio pod nosem.
— Nie wkurwiaj się, pytam tylko. Przenośnia taka. To ty se dorabiasz filozofię.
— Bo już, kurna, drugi raz walisz coś o zapinaniu w kakao! — odparł wymownie Chase, prowadząc spokojnie i dość luzacko, z jedną dłonią na dole kierownicy. Nie jeździł samochodem często, ale nie sprawiało mu to problemów. Tym bardziej, że samochód był większy i czuł się bezpieczniej niż na rowerze.
— No i? Masz z tym problem?
— Co? — Chase aż się obejrzał na swojego pasażera. Nie nadążał.
— No bo wkurwia cię moja przenośnia. Jakbyś ty i inne dzieciaki w szkole nie używali podobnych — stwierdził Shane, siedząc raczej bez ruchu i obserwując czujnie drogę. Chase wyglądał młodo, więc zgadywał, że wciąż się uczył.
— Ekspert się, kurwa, znalazł. Następny, cholera. I mówimy o laskach, kurwa, a nie, że nas jakiś nauczyciel wyrucha w dupę.
Shane otworzył usta, jakby chciał coś impulsywnie powiedzieć, ale się opanował i tylko uśmiechnął się do siebie.
— Dobra, jebać to. W ogóle, jak będziemy przejeżdżać obok tego parku zaraz, to ja mieszkam w dzielnicy na zachód od niego. Pasi ci tam zajechać?
— Ta, jasne, może być — mruknął Chase, rozglądając się coraz ciekawiej. — Niezła okolica. Nie wyglądasz na takiego.
— A na jakiego, kurwa, wyglądam? — rzucił mechanik agresywnym tonem, ale jakoś Chase mógł wyczuć, że nie jest w tym momencie niebezpieczny. Bo że przywalić umiał, to nie było wątpliwości. Wyglądał na niezłego byczka. — Mieszkam tu w ogóle dopiero trochę ponad pół roku.
— No, nie na takiego, co by było go stać na mieszkanie tu. Masz bogatą laskę czy wygrałeś w jakiejś loterii, czy czymś, jak tak krótko tu mieszkasz? — zaciekawił się Chase i jechał tam, gdzie jego pasażer mu wskazywał.
— Sprzedałem zajebistą płytę z autografami — odpowiedział mechanik z wyczuwalną nostalgią w głosie. — Ale z… no, oszczędności jakieś mieliśmy, kurwa, z facetem i udało się. Nie jest duże, ale i tak zajebiste i nasze — wytłumaczył, tym razem nie patrząc już na drogę, ale na kierowcę, bardzo czujnie.
Chase także spojrzał na pasażera z miną, jakby ktoś wciskał mu niezły kit. Niemalże podobny jak ten z matką kurwą, jaki próbował mu sprzedać Courtney Corn.
— Z kim, kurwa?
— Z facetem — warknął Shane, marszcząc brwi groźnie. — Jak masz z tym jakiś problem, to mnie możesz, kurwa, wysadzić, bo słuchać mi się epitetów nie chce, a nie przyjebię ci w samochodzie.
— Spróbowałbyś to, bym cię pierwszego na drzewie rozjebał w tym samochodzie — syknął od razu obronnie Chase, po czym fuknął pod nosem i pokręcił głową. — Ale to chociaż już wiem, skąd masz te analne, kurwa, zapędy. I teksty co pięć sekund o dupie.
— To była jebana przenośnia, a nie zapędy analne, kurwa! Jak ty nie łapiesz, ja pierdolę. I żadnego rozjebywania na drzewie! — Ostatnie zdanie mechanik wypowiedział, trzymając się już skraju fotela jedną ręką. Oddychał ciężko przez nos jak jakiś byczek, ni to z rozdrażnienia, ni to z czegoś innego.
Chase zerknął w tylne lusterko, potem przed siebie i upewniwszy się, że nic nigdzie nie jedzie, szarpnął kierownicą. Samochodem lekko majtnęło, a on zarechotał.
Shane gwałtownie wstrzymał powietrze i jedną ręką złapał się mocno fotela, a drugą za drzwi samochodu. W jego oczach automatycznie odbiło się przerażenie, gdy wpatrywał się przed siebie. Nawet nie mówił nic przez chwilę, tylko łapał urywane oddechy. I dopiero kiedy się uspokoił, zaczerwienił się gwałtownie na twarzy, jakby poczuł, że zrobił z siebie idiotę.
— Zatrzymaj się! — warknął na kierowcę z całą swoją agresją, mimo że byli zaledwie kilkaset metrów od jego domu.
— To już tu? — Nastolatek nadal ze śmiechem na ustach zwolnił, rozglądając się, pod którym z domów ma się zatrzymać.
Shane zacisnął zęby, nie odpowiadając nic przez chwilę, aż nie przejechali pewnego odcinka.
— Tutaj. Stój, kurwa.
Chase prychnął pod nosem, dalej z uśmiechem debila na ustach i faktycznie zatrzymał się tuż przy jednym z podjazdów.
— Stoimy. Nie ma za co — zakpił, opierając się na skrzyżowanych o kierownicę rękach.
Mechanik rzucił mu wrogie spojrzenie, burknął coś, co brzmiało jak „kutas” i pospiesznie wysiadł z samochodu. Dopiero tam, jak zauważył Chase, odetchnął głęboko i przeszedłszy przez furtkę, ruszył do drzwi bliźniaka, pod którym się zatrzymali.
Chase znowu prychnął pod nosem.
— Nie ma, kurwa, za co! Byś tam stał jak palant! — krzyknął za nim, bo okna w pickupie były pootwierane. Na klimatyzację nie było co liczyć.
Shane obejrzał się na niego z marsową miną.
— Dzięki! — odburknął i ruszył dalej, a drzwi wejściowe, zanim do nich dotarł, otworzyły się.
Chase już chciał ruszyć z podjazdu, ale zawahał się, widząc mężczyznę, który pojawił się w drzwiach wejściowych. Był dobrze ubrany. Prawie tak samo jak ci ludzie w biurowcu, gdzie pierwszy raz widział się z kuratorem. Wyróżniała go laska, na której się opierał i zaciekawione spojrzenie, jakie posłał nastolatkowi zza ramienia mechanika.
Jakoś automatycznie domyślił się, kto więcej do tego domku dołożył. I kiedy tak obserwował, zobaczył, jak Shane wchodzi po małych schodkach do góry i na powitanie zaborczo, ale chyba czule przytula stojącego w progu mężczyznę. Ten początkowo rzucił mu srogie spojrzenie i znowu zerknął na nastolatka w samochodzie. Po tym jednak uległ i chwycił Shane’a za rękę, aby wciągnąć go do domu.
Kiedy drzwi się zatrzasnęły, Chase dopiero spostrzegł, że durnie się na to gapił. Od razu, pospiesznie odjechał w dół ulicy. Nie był przy tym świadomy, że ma lekkie wypieki i wyraz niedowierzania na twarzy.

***

Trudno było nazwać to pomieszczenie gabinetem, mimo że spełniało taką funkcję. Wyposażenie skłaniało jednak do określenia tego małym salonikiem, przytulnym pokojem, w którym wcale nie czuło się jak u specjalisty. Courtney lubił tu być, bo był to chyba jedyny gabinet psychologa, jaki nie kojarzył mu się negatywnie. A bywał już w wielu. Nie był więc teraz ani podenerwowany, ani spięty, kiedy siedział na miękkim fotelu o kawowym obiciu i czekał, aż jego psycholog wróci z sąsiedniego pokoju z filiżanką zielonej herbaty, o którą ją poprosił.
Wiedział, że kobieta jest perfekcjonistką, dlatego nie dziwiło go, że musi poczekać na jej powrót stosunkowo długo. Woda musiała być odpowiedniej temperatury, a Jennifer lubiła, gdy wszystko wyglądało jak spod igły. Czyli dokładnie tak, jak w tej chwili, kiedy wniosła tacę z dwoma identycznymi filiżankami herbaty, na których spodeczkach leżały patyczki pokryte brązowym cukrem oraz małe kosteczki.
— Myślałam, że się ciebie nie doczekam — zaczęła, stawiając wszystko na małym stoliczku, znajdującym się między dwoma fotelami. Na jednym z nich siedział już Courtney Corn, na drugim zasiadła ona.
— Wiesz, że zawsze wracam. Prędzej czy później. I dziękuję — dodał, pochylając się nad parującą filiżanką. Wrzucił do środka kostkę cukru.
— Nie ma za co. Tak więc, co tym razem cię sprowadza?
— Praca, wyjątkowo — odpowiedział, bo rzadko o to chodziło. Nie patrzył na rozmówczynię, mieszając maleńką łyżeczką swoją herbatę. — Mam nowego podopiecznego. Jest dopiero początek, a ja już przeginam.
Kobieta uniosła jedną brew. O dziwo, dodało to jej jeszcze więcej klasy, jakby już wcale nie robił tego koczek, prostokątne okulary i garsonka.
— Ostatnim razem, gdy rozmawialiśmy o twojej pracy, ledwo zaczynałeś w zawodzie. Dużo czasu minęło. Wyjaśnisz mi bardziej, co rozumiesz przez przeginanie?
Courtney milczał przez chwilę, myśląc, jak ubrać to wszystko w słowa. Chciał być dokładny, odpowiednio to przekazać, żeby Jennifer jakoś go pokierowała. Ale do końca sam nie rozumiał swoich uczuć, zachowań i ich powodów.
— Jest zbuntowany i zamknięty, a ja, zamiast być cierpliwym, chcę do niego dotrzeć już teraz i wykraczam poza zasady, jakie obowiązują w tej relacji — powiedział na początek ostrożnie.
Kobieta napiła się ze swojej filiżanki, dając sobie chwilę na dobranie słów.
— To nie jest właściwe i ty to dobrze wiesz. Jednak to robisz. Nie wiesz czemu, czy nie chcesz powiedzieć tego głośno?
— Nie wiem. A może wiem, ale muszę to sam zrozumieć? — Courtney westchnął ciężko i wraz z filiżanką w jednej dłoni oparł się wygodniej o oparcie fotela. Wiele rzeczy mu się w głowie mieszało, a największą walkę toczyło „jestem kuratorem” z „jestem człowiekiem”. Dopiero co poznał Chase’a Lasha, a już miał taki problem. Co będzie za tydzień, miesiąc, pół roku? — W tym momencie jestem przekonany, że nie czeka go nic dobrego i jeśli nie będzie miał osoby, która nie tylko go pokieruje, ale da mu jakieś oparcie, to za trzydzieści lat będzie zapijał sam w jakiejś przyczepie, myśląc o tym, jakie miał nieszczęśliwe życie.
— Courtney, jest tak źle, jak mówisz, czy ty to tak widzisz? Uważasz, że twoja zwykła pomoc, jako kuratora, mu nie pomoże? Na ile czasu wyznaczyli ci nad nim dozór?
— Rok. Miałem z nim dopiero trzy spotkania, ale… Jen, tu chyba nie chodzi tylko o odwalenie swojej fuchy i zaliczenie go do grona tych, którym udało mi się pomóc. Chłopak jest… wyszczekany, ale bardzo naturalny. Nie liże mi tyłka, jak ci z warunkowego czy z dozoru elektronicznego. On chce mieć dobrze, ale nie ufa ludziom. Po prostu, kurwa, wiem, że nie dotrę do niego jako kurator — dodał na koniec ze zmarszczeniem brwi i napił się gorącej herbaty.
Kobieta odstawiła za to swoją filiżankę. Nie działo się między nimi nic poza tym. Ona patrzyła cały czas uważnie na swojego pacjenta i słuchała. Od tego była. I od dawania przemyślanych rad w ostateczności.
— A jako kto, Courtney?
Tym razem jej pacjent zaciął się na dłużej. Wyglądał, jakby pochłonął go widok lekko drżącej tafli jasnej herbaty, ale Jennifer znała go już kilka lat i wiedziała, kiedy jest pełen emocji. A teraz był. Do tego przygryzał wnętrze policzka i delikatnie marszczył brwi.
— On nie potrzebuje opieki, bo jest samodzielny. Nieodpowiedzialny, ale samodzielny. Ale ma zero motywacji do czegokolwiek. Wspomniałem mu o swojej matce. Chcę, żeby mi zaufał, więc sam się otwieram. Bo chcę mu pomóc, ale… — Przy tym zawahał się ponownie i w końcu spojrzał na psycholog. — Ale sam chcę go bardziej zgłębić. Wiedzieć, jaki jest, nie tylko w roli podopiecznego.
Kobieta westchnęła delikatnie. Nie z pretensją, ale wspierająco. O dziwo, umiała w taki sposób, tak samo, jak potrafiła wymownie milczeć. Na szczęście teraz były słowa, których mogła użyć.
— Dlatego pytałam cię, jako kto chcesz mu pomóc. Ile on jest od ciebie młodszy, Courtney? Masz nadzieję, że się zaprzyjaźnicie?
— Dziesięć lat różnicy. Nie wiem, kim chcę dla niego być. Powinienem chcieć tylko wskazać mu drogę i nakierować, a chcę… Nie wiem, Jen, z jednej strony rozumiem, kiedy reaguje na mnie wrogo i niechętnie, a z drugiej mnie to wkurza, że się wycofuje. Nie wierzy, że może być coś lepszego niż kumple, rozróby, alkohol i seks. Przypomina mi mnie z kiedyś, może dlatego mnie to irytuje, że nie widzi dla siebie przyszłości. Bo ja wiem, że może ją mieć — wyrzucił z siebie, chociaż mówił powoli, popijając herbatę. — Kto powiedział, że dobry kontakt z podopiecznym ma się ograniczać do formalności? To proste, że jak nie poczuje do mnie jakiejś sympatii, to nie będzie mnie słuchać.
— Może jednak chcesz za szybko do tego przejść. Informowanie go o swojej matce może zniszczyć twój autorytet w jego oczach. Może nie czuć do ciebie szacunku i ignorować twoje polecenia jako kuratora. Sam przed chwilą mówiłeś, że się wycofuje i ci nie ufa. Może też cię ignorować. Nie obawiasz się tego? A czasu masz dużo.
— Obawiam się, że coś głupiego odwali. Wiele się nauczyłem, zanim znalazłem się w tym momencie, ale w tej pracy zawsze brakowało mi cierpliwości. Ale wiem, że masz rację — przyznał. — Jak zejdę z formalności, on poczuje, że sam może się wyluzować i będzie mnie ignorował.
— Dlatego czy nie lepiej pilnować go, skoro się obawiasz, ale jednocześnie dać sobie i jemu czas? Jednocześnie może cię zaakceptuje jako swojego kuratora. Silną i opiekuńczą rękę nad sobą. Ale oczywiście, Courtney, ja jestem tylko twoim psychologiem, nie będę ci sugerować, co masz robić — dodała na koniec Jennifer, znowu sięgając po swój napój.
Mężczyzna przytaknął delikatnie, z filiżanką tuż przy wargach.
— Nie wiem, jak mu pokazać, że nie mam go gdzieś…
— A wydaje ci się, że tak myśli?
— Uważa, że za wszystko trzeba zapłacić. Prawdopodobnie myśli, że dla mnie to odbębnianie swojej pracy i robię to po to, żeby coś z tego mieć, a nie po to, żeby on na tym zyskał. I nie wydaje mi się, żeby coś materialnego mogło to zmienić — zauważył z lekkim przekąsem we własnym głosie. Domyślał się, że Chase nie zaufa mu, jak kupi mu lizaka, mówiąc w przenośni.
— A nie wydaje ci się, że on zwyczajnie nie rozumie, na czym polega praca kuratora? — spytała kobieta, poprawiając się w fotelu.
— Nawet jeśli, to wyjaśnienie mu tego nie zmieni jego poglądów. Jest uparty. I myślę, że ciężko będzie mi się wbić w dobry moment. Mieszka w patologicznej rodzinie, w szkole mu nie idzie, a do tego pracuje u ludzi, których nie trawi. Nieustannie zły humor — podkreślił na koniec Courtney i nie dziwił się Chase’owi. — Potrzebowałby przynajmniej dnia, dwóch, żeby na tyle się zrelaksować, by móc z bardziej pozytywnym podejściem rozmawiać o czymkolwiek. Tak sądzę.
— A ma taki „dzień, dwa”? — kontynuowała Jennifer, mimo że rozmowa nie była o Courtneyu. To jednak go frasowało, więc jej zadaniem było ukoić jego nerwy.
— Nie ma. Wyklucza to sam fakt, że mieszka u dziadków — odpowiedział z wymownym spojrzeniem mężczyzna. — Ma siedemnaście lat, nie jest półmózgiem… wbrew pozorom — przy tym uśmiechnął się lekko — a ja zaczynam mieć do niego słabość.
Kobieta nieznacznie ściągnęła brwi, a jej usta mocniej się złączyły. Przekrzywiła głowę pytająco, dając tym samym popis swoich niemych pytań, na które nie można nie odpowiedzieć.
— Nie patrz tak na mnie… — Courtney westchnął i odstawił w połowie pełną filiżankę na mały, zgrabny stoliczek. — Myślę o jego sprawie dużo. Pozostańmy na tym.
— Masz innych podopiecznych w tej chwili, Courtney? Aby oderwać od niego myśli? — Jej głos trochę przybrał na ostrości. Nie mówiła jednak, co o tym sądzi.
— Mam jeszcze trójkę na zwolnieniu warunkowym i za tydzień dojdzie mi jakaś dziewczyna, która dostała dozór elektroniczny.
— To może zajmą ci oni trochę czas, abyś nie myślał o „jego sprawie dużo”? Nie jestem twoim szefem, Courtney, ale nie możesz skupiać się tylko na jednym chłopaku. Tym bardziej, że mówisz, że głupi nie jest.
Courtney pokiwał głową. Wiedział to wszystko, ale spychał to na dno podświadomości. Wmawiał sobie, że reszta jego podopiecznych, jako że są już pełnoletni i dojrzali, da sobie radę bez jego nadmiernej troski. A niekoniecznie tak było, bo byli to, mimo wszystko, niedostosowani ludzie. Może powinien mieć samych takich dorosłych, bo teraz, widząc większą szansę, skoro miał do czynienia z jeszcze nieukształtowanym do końca podopiecznym, skupiał się bardziej na nim.
— Spróbuję — zapewnił.
Jennifer chwilę milczała. Czekała, ale w końcu poprawiła się w fotelu, siadając bardziej przodem do mężczyzny.
— Courtney. Nie chcę widzieć takiej miny. Spotykasz się ze mną, aby rozmawiać. Znamy się już dość długo i wierzę, że mi ufasz. A w tej chwili zamykasz się w sobie i odpowiadasz zdawkowo. Niemalże odbieram to w ten sposób, jakbyś chciał mi, na mojej skórze, przedstawić, co odczuwasz, chcąc pomóc temu chłopakowi.
Kurator w końcu zacisnął lekko zęby, przez co od razu stało się jasne, że więcej emocji przeżywał, niż ich okazywał.
— Nie znoszę bezsilności. Dobrze wiesz, że kiedy czuję, że mogę coś zrobić i mam nad tym kontrolę, jest w porządku. Ale za każdym razem, jak przestaję mieć na coś wpływ… Nie chcę stracić panowania nad sobą, a wiem, że je tracę, uciekając się do łamania zasad bycia jego kuratorem.
Kobieta wyciągnęła dłoń do Courtneya, a kiedy ten pytająco na nią spojrzał, ta ponagliła go krótkim „daj”. Dopiero, kiedy chwyciła go za rękę i lekko ścisnęła, podjęła się odpowiedzi.
— Musisz nad sobą panować. Dobrze wiesz, że to ty musisz być tu tą opanowaną osobą, nawet jeśli chłopak będzie robił wszystko, aby nic nie szło tak, jak byś chciał. Dlatego martwię się o twoje zaangażowanie, Courtney. Niektórym rzeczom nie można zaradzić, a czasami wystarcza czas. Jak tobie. Popełniłeś wiele błędów, ale teraz jesteś na dobrej drodze. I nic tego teraz nie zmieni. Ani twoja matka, ani twój brat w więzieniu, ani nikt z twojej przeszłości.
Przez całą jej przemowę Courtney patrzył jej w oczy i na koniec odpowiedział na uścisk dłoni. Mieszkał sam, rodziny jako takiej już nie miał, a ona była jedyną osobą, której mówił tak wiele o sobie. A może to dlatego chciał poznać Chase’a? Z egoistycznej potrzeby bycia bliżej kogoś, kto jest mu podobny? Ale jeśli była to prawda, to tym bardziej Jennifer miała rację. Musiał się zdystansować, dać temu czas i być cierpliwym.
— Masz rację. I nie jest to tym razem zdawkowa odpowiedź. Na razie nie jestem dla niego kuratorem, jeśli mówić o spełnianiu wszystkich warunków tej roli. Nie mogę zatem wychodzić dalej.
— Bądź cierpliwy. — Kobieta uścisnęła jeszcze raz jego dłoń i ją puściła. — Postaraj się spojrzeć na pozytywy. Chłopak, jak zrozumiałam, sobie radzi. Jest samodzielny, ale czy coś realnie teraz bardziej mu zagraża?
— O ironio, poszkodowany w jego sprawie. Ale tylko wtedy, kiedy będzie go prowokował, a liczę, że się tym znudził. Chłopak ma teraz wakacje, w szkole mimo wszystko łatwiej o problemy.
— Poszkodowany?
— Mój podopieczny pobił chłopaka, a teraz odpracowuje u niego w domu. Mają więc cały czas kontakt.
— I w jaki sposób mu zagraża, bo nie rozumiem? Uważasz, że twojemu podopiecznemu szkodzi z nim kontakt? Zazwyczaj dobrze działa to na poczucie winy.
— Mój podopieczny go nie trawi. — Courtney uśmiechnął się lekko i sięgnął po resztki swojej herbaty. — Byłem jednak zapewniony przez ojca poszkodowanego, że nie dojdzie do żadnych incydentów. Jeśli tak, również oni będą ponosić winę, więc nie martwi mnie to aż tak bardzo.
— Mam nadzieję, że masz rację. Wierzę w to, że tak jest. — Kobieta uśmiechnęła się łagodnie. — Ale co powiesz na to, aby odsunąć na chwilę temat twojego podopiecznego, skoro wiemy, że musisz do tego podejść profesjonalnie. Z uczuciem, jednak myśleć racjonalnie. I skupimy się na twoim bracie chociażby. Widziałeś się z nim ostatnio? Albo jeśli nie pasuje ci ten temat, możesz opowiedzieć, co się dzieje w twoim życiu poza — podkreśliła to słowo — pracą.
— Byłem u Marshalla dwa tygodnie temu. Będzie się starał o warunkowe w październiku, prawdopodobnie będę go musiał przenocować przez kilka dni. Nie pierwszy i nie ostatni raz, ale zaklina się, że zostanie na dłużej — odpowiedział Courtney z wewnętrznym niedowierzaniem, bo ilekroć jego brat wychodził, tyle razy wracał z powrotem do więzienia. I może Courtney był nieczuły, ale… nigdy nie cieszył się, kiedy jego brat wychodził. Nie mieli dobrego kontaktu.
— Będziesz podejmował jakieś kroki, aby tak było, czy przyjmiesz swoją zwykłą postawę? — spytała swobodnie Jennifer, zwyczajnie wiedząc z doświadczenia, jak kończyły się warunki starszego z braci Corn.
— Dam mu schronienie, dopóki znowu czegoś nie odwali albo sam sobie czegoś nie znajdzie… Nie próbujemy już naprawiać kontaktu. Nie ma o czym mówić. Będę musiał z tobą o tym porozmawiać na pewno dopiero, kiedy już wyjdzie — wyjaśnił spokojnie kurator, dopijając herbatę. — Tak naprawdę nic się nie zmienia ostatnio w moim życiu prywatnym, Jen. Może dlatego jestem tak pochłonięty sprawami zawodowymi.
— A znajomi z pracy? Nie czujesz z kimś bliższego kontaktu, aby porozmawiać z kimś, komu nie płacisz za rozmowę? — spytała, na koniec uśmiechając się. Pracowali ze sobą dość czasu, aby mogła pozwolić sobie na takie komentarze.
Kurator uśmiechnął się mimowolnie.
— W pracy jestem cały czas w ruchu. Nie pracuję w biurze, jak sporo osób, więc nie mam kiedy zacieśnić więzi ze współpracownikami. Mam kilku znajomych, z którymi widzę się przelotem. Ostatnio dłużej rozmawiałem z pewnym prawnikiem, a poza tym… — Rozłożył ramiona. — Częściej rozmawiam z ludźmi przez Internet. Najwięcej z Dianą, która uczy mnie hiszpańskiego, a ja ją angielską.
— Mieszka daleko?
— W Argentynie. Kilka razy rozmawialiśmy przez kamerkę, nie tylko o nauce języka. Więc tak, chyba mam z kim porozmawiać, nie płacąc za to, a jedynie za rachunki na prąd — wyjaśnił z lekkim uśmiechem.
— To się cieszę. I też na własnej skórze czuję, że potrzebujesz mnie coraz mniej — odparła Jennifer bez wyrzutu, a wręcz z uśmiechem. — Pomaganie innym jest dla ciebie ważne, ale ty sam dla siebie musisz być najważniejszy. Myślałeś może o poszukaniu sobie kogoś?
— Często mnie o to pytasz… — zauważył, bez dużych zmian w mimice na swojej twarzy. — Nie miałem czasu o tym myśleć, więc tym bardziej szukać. W moim przypadku, jeśli z kimś kiedyś będę, to ten ktoś będzie musiał znaleźć mnie.
— Czemu tak myślisz? Jesteś mobilny, masz dużo energii. Może po pracy byś czasami gdzieś poszedł? — zasugerowała, niezrażona jego pierwszym zdaniem.
Courtney uśmiechnął się do niej pobłażliwie. Znowu miała rację, powinien zrobić coś ze swoim życiem prywatnym, ale z reguły nie miał na to czasu, a może po prostu za bardzo poświęcał się pracy, żeby myśleć o czymś innym. Zdarzał mu się sporadyczny seks, ale nigdy nie było czasu ani chęci ciągnąć tego dalej. Nie zachęcał ludzi do siebie, nie walczył o ich względy, więc nie miał możliwości na związek. A przynajmniej nie teraz, kiedy nie była to sprawa, którą najbardziej by się przejmował. Lubił swoją samotność, była dla niego w pewnym sensie bezpieczeństwem, nie musiał kontrolować, czy związek dobrze funkcjonuje i mu to pasowało. Zmienił więc po chwili temat, bo nie kłopotał on go na tyle, aby potrzebował do tego opinii swojej psycholog. I tak kończył im się czas.

41 thoughts on “Newton’s Balls – 5 – Powoli kiełkująca słabość

  1. Shivunia pisze:

    Basia >> Ano żyją XD Trochę zrobiliśmy im… „wskrzeszenie”. Ale że zakończenie było otwarte, to można to traktować jako ciąg dalszy albo alternatywną rzeczywistość. Chociaż chyba większość osób jest pozytywnie nastawiona do tej decyzji, że jednak przeżyli :P
    Chase ma opory aby się otwierać, ale co racja to racja, akurat Shane może mu w tym pomóc. Też nie należy do tej grupy w czepku urodzonych więc Chase może zobaczyć, że tak też się da.
    Dziękujemy i ściskamy :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    o matko, o matko Shane i David żyją…. kocham Was dziewczyny… ich parkę bardzo polubiłam… mają jakiś psychiczny uraz, ale żyją bosko… mam nadzieję, że Chase się otworzy, to mogłaby być taka terapia dla nich obydwu, a ta rozmowa między Shane a Chase taka wulgarność aż słodko…
    Dużo weny życzę Wam dziewczyny…
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko

  3. Katka pisze:

    Tess, Boże, czytanie do takich późnych godzin XD Z jednej strony to straszne, bo rano człowiek zombie, a z drugiej fajne dla nas do czytania, haha, bo widać, że wciąga :D No i jak widzisz, Shane i David przetrwali :) Skutki niestety są, bo bez tego by się nie dało. To był raczej poważny wypadek, ale najważniejsze jest to, ze żyją. Że obaj z tego wyszli i mogą jakoś funkcjonować. Mają siebie. I na bank, kiedy obudzili się w szpitalu, to pierwsze o czym pomyśleli, to o sobie nawzajem.
    Mam nadzieję, ze jakoś żyjesz dzisiaj XD Mocna kawa to podstawa, ale odeśpij to jakoś! :)

  4. Tess pisze:

    Jeszcze kilka dni temu zalewałam się łzami przy ostatnim rozdziale NBTS (znowu), a teraz jest prawie 4 w nocy i drę się jak porąbana na cały dom… Ale mi poprawiłyście humor. Serio, dzięki, że moje fantazje się spełniły i Shane z Davidem przeżyli ten wypadek (bo w mojej głowie oni nigdy nie umarli. Zawsze budzili się w szpitalu poturbowani jak cholera, ale wciąż pierwsze co im przychodziło na myśl to partner). Po prostu kocham was za to! Nawet nie potrafię nic więcej powiedzieć, taka jestem szczęśliwa. Mam nadzieję, że jeszcze coś więcej o nich będzie i mam dylemat czy siedzieć do 5 i dalej czytać, czy iść spać ;/ Ach, te życiowe wybory.

    Co do naszego głównego bohatera, to przez te pięć rozdziałów zdążyłam go już związać z Philipem, Ianem i Courtneyem… Domyślam się, że będzie z tym ostatnim, ale i tak nie mogę być pewna :D

    PS.Chęć dowiedzenia się co będzie dalej wygrała i chyba jednak posiedzę do tej piątej, a może i szóstej(?) Życzcie mi bym przeżyła jutrzejszy dzień i znalazła jakaś mega mocną kawę! Haha :D

  5. Katka pisze:

    Karo, czytaj, czytaj! Nadrabiaj! Bo widzisz, ile straciłaś! Hehehe, no ja nie chcę namawiać, jak ktoś ma absolutne opory, by wiesz, potem nie było na mnie i w ogóle XD Ale tak, czasem jednak warto się przemóc. To tak jak to, że dużo osób nie czytało z początku IOI, bo był tam ksiądz, po czym się okazało, że jednak ich wciągnęło. Albo tak samo jak z ATCL, które na początku miało bardzo mały odzew, bo to przecież weeeestern, a teraz masa ludzi czeka na następną część :D Jedyne, co mogę powiedzieć, by na przyszłość nam zaufać, haha.

  6. Karo pisze:

    O WY okropne kobiety!!! Przerwałam czytanie „Never be the same” po 7 rozdziale bo to się nie mogło dobrze skończyć … potem komentarze pod ostatnim rozdziałam i teraz co mam dwa opowiadania na raz czytać … a pewnie, że TAK Shane żyje i Dawid też, radocha nie z tej ziemi. Strasznie ich lubię, tyle się napłakałam przy czytaniu ostatniego rozdziału. Jak nie napiszecie dalszych części No Exit to się całkiem pogniewam. Kupowałam ebook’a No Exit i narzekałam na zakończenie Never be the same. Katka czemu ty mnie nie ochrzaniłaś, że marudzę i nie kazałaś czytać dalszych części ??? hmmm

  7. Katka pisze:

    Alexa, haha odkryłaś to, co? XD Hehe, no żyją żyją, choć idealnie się nie mają, ale ważne, że mają siebie, więc z jakimiś powypadkowymi problemami sobie poradzą :)

  8. Shivunia pisze:

    Saki >> Ano żyją, żyją ;) A my się bardzo cieszymy, że ty się cieszysz :D I obiecujemy, że coś o nich na pewno będzie, chociaż nie będą tu główną parą. Nie pojawili się tylko dla tej sceny, zaręczamy :D
    Courtney za to widze, ze ma niezłe poparcie u was a na pewno niezły kredyt zaufania. takiemu to dobrze. Ale to fajnie, bo w końcu jako kurator powinien wzbudzać jakieś miłe uczucia jeśli ma pomagać.
    Co do wybryku, to jest to jak bujanie mostem linowym dla zabawy, nawet wiedząc, ze ktoś się boi. To mi się wydaje dość… powszechne u facetów (przykład mój ojciec i mój lęk wysokości)
    I czekamy do rana w takim razie. W sumie teraz jak to pisze, to niewiele do niego zostało ;p

  9. saki2709 pisze:

    Będzie krótko, bo ledwo żyję. Przeczytałam jeszcze tego samego dnia, jak rozdział został dodany, więc będzie trochę mniej entuzjastycznie, niż jakbym skomentowała od razu po dodaniu.
    SHANE! DAVID! <3333333333333333 ONI ŻYJĄ! Nawet nie wiecie, jak się z tego cieszę. Jak ja się za nimi stęskniłam. Nie mogę się doczekać, jak będzie o nich coś więcej. Z wielką chęcią się dowiem, co u nich słychać.
    Co do Courtney'a, bez zmian. Uwielbiam gościa. Jestem ciekawa jego przeszłości. I mam coraz większą nadzieję na to, że coś będzie między nim a Chasem.
    Psych fajna. Nic więcej na tę chwilę nie jestem w stanie o niej powiedzieć, oprócz tego, że dobrze, że jest.
    Wkurzyłam się na Chase'a za ten wybryk z samochodem jak podwoził Shane'a. Ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Potraktuję to jako dziecinny żart. Nadal mam nadzieję, że się zaprzyjaźnią.
    To chyba tyle. Na tę chwilę nie jestem w stanie więcej napisać. Dodam jeszcze, że rozdział jak zwykle super i czekam na następny. Ale chyba przeczytam rano, jak wstanę. Może będę miała lżejszą głowę i więcej do mnie dotrze.
    Pozdrawiam i życzę weny

  10. Katka pisze:

    Dattebayo, super, że Ci się podoba! :D Shane i David to zaskok dla wielu czytelników, ale widzę większy pozytywny odzew niż negatywny, więc jest okej. Ian i Philip – tak, jakoś tak przy wyborze imion miałyśmy dużą inspirację z Shameless choć sama nie wiem, skąd się wzięła poza faktem, że są braćmi i jeden jara się wojskiem XD Pewnie dlatego tak ich nazwałyśmy. A Courtney jak Shane…? Hm, chyba nikogo bardziej nie widziałabym jako swoje opozycje niż tę dwójkę, haha, ale ciekawe spostrzeżenie XD Dzięki za komentarzyk :D

  11. dattebayo pisze:

    shane i david! miód na me serce! ich akurat się tutaj nie spodziewałam, ale miło wiedzieć, że jednak mają się dobrze ;)
    intrygują mnie bardzo postacie braci newtonów (Ian i Philip, to nieprzypadkowa analogia do shameless?), mam nadzieję, że wkrótce dowiemy się o nich czegoś więcej.
    a Courtney? och… :):):) od początku skojarzył mi się z Shanem, choć sama do końca nie rozumiem dlaczego, bo ten przecież swojej buntowniczości raczej nie umie poskromić i nie lubi garniaków… nosić :P.
    jak na razie bardzo mi się podoba i licze na szybki rozwój akcji!

  12. Katka pisze:

    Inertia, też uważam, że zakończenie w NBTS było piękne na swój sposób, ale cieszę się, że mimo takiej zmiany ogólnie się cieszycie, że żyją. Choć oczywiście, jak komuś pasowało bardziej tamto zakończenie i pewność, że umarli, to wg mnie można to zostawić w głowie, a NB traktować całkowicie jako alternatywę. No ale to już pozostawiam w Waszej gestii ;) Ale co do bonusu… Nie będę mówić ogólnie „nie”, bo jak widać, nigdy nie wiadomo, na co nas najdzie przy pisaniu (w końcu przy pisaniu zakończenia do NBTS nie przyszło nam do głowy, że napiszemy jeszcze kiedyś o chłopakach). Choć na ten moment nie planujemy czegoś takiego. To już by był jasny znak, że wersja z ich śmiercią jest nieprawdziwa i ci, którym to bardziej pasuje, są w błędzie. Ale się zobaczy ;) I ciekawa jestem, kto będzie Twoim faworytem w NB :D Jeszcze wiele tu do odkrywania, więc opcji jest sporo. Z FDTS tajemnica jak na razie, nawet dla nas, bo nie wiemy XD Skupiamy się chwilowo na innych opkach, a FDTS zastopowałyśmy, bo, przyznając szczerze, same też potrzebujemy oddechu od opowiadania, które piszemy 6 lat. Na razie musicie się delektować innymi opkami XD

  13. Inertia pisze:

    Ah… jakie to było piękne x)
    Widze zdania są podzielone co do mojej ukochanej parki, ja się w sumie pogodziłam z zakończeniem NBTS, bo mimo iż smutne to piękne, jednak chyba ciesze się jeszcze bardziej że mój Shane i David przeżyli <3
    Fajnie że jeszcze o nich poczytam w NB, ale nie myślałyście żeby wypuścić jakieś mini opowiadanie, albo chociaż jakiś bonusik, jak sie chłopaki zbierali po wypadku i tak dalej? W sensie taka bezpośrednia kontynuacja NBTS, a nie tak jak tutaj że spotykamy ich po jakimś czasie.
    Co do NB, bardzo przyjemnie się to czyta, co prawda nie mam jeszcze swojej ulubionej postaci, choć to dopiero początek (ale w sumie Jasper z NE czy Shane zdobyli moje serce już w pierwszych rozdziałach :D).
    Chyba po prostu poczekam na dalszy rozwój sytuacji, ale moja intuicja podpowiada mi, że Chase wpadnie w jeszcze większe kłopoty niż teraz :D
    I teraz takie pytanie off topic. Kiedy planujecie wznowić FDTS? Czy to jakaś tajemnica jak na razie? :D Ale nie mogę się po prostu doczekać ;)

  14. Shivunia pisze:

    Another >> Nee, nie psychiczna, tylko uzależniona. Ale to dobrze. Może nie podzieli tego większość, ale lepiej być uzależnionym od czytania niż od cogodzinnego sprawdzania facebooka. Moja skromna uwaga.
    Ale do rzeczy. Super, że NB ci się podoba. W ogóle zauważyłam, że w sumie opowiadanie zaczyna się, hm, tak że od razu wiadomo że będzie to typowa obyczajówka, a jednak czuje od was spore poparcie dla tego projektu. To bardzo motywuje. Serio! (Na równi z panem kukurydzą XD) Co do postaci. Właśnie zdecydowałyśmy się na „powrót” chłopaków z NBTS, bo w sumie opowiadanie tak jak zawsze mówiłyśmy było otwarte. I w sumie teraz miałyśmy okazję pokazać wam jak my to widziałyśmy ( w pewnym sensie, ale to ciii). Oryginalne, tutejsze postacie, to taki trochę przekaz – nie oceniaj po okładce. Można mieć w 100% racje i w 100% się mylić, jak się nie pozna człowieka. Plus każdy ma wiele oblicz. I np dla mnie Chase jest ciężką postacią, bo faktycznie trzeba się zagłębić w to dlaczego taki jest. Ale z drugiej strony, on sam z siebie nie lubi analizować. To taki problem, ale fajnie że zwróciłaś na to uwagę i doceniłaś, że jest jak na razie dość plastycznie.
    Postaramy się bardziej zwracać uwagę na powtórzenia, o ile będziemy wstanie. Dzięki za uwagę. I też życzymy miłych wakacji, chociaż już takie prawdziwe piękne szkolne wakacje-wakacje to niestety przeszłość. XD

    Kaczucha >> Pamiętamy, każdy nam powiedział co myśli o zgonach XD. Shane i David… co ja mogę powiedzieć. Walter jest, oni są… no to samo miasto. Jest nadzieja że pozostałe rozdziały nie będą TYLKO o głównych bohaterach. Co by ci się wam nie przejedli ( a mogą, ale nie straszę). Fajnie że kuratorka uwielbiasz, ja też, hahaha. Jest słodki, ale moją opinią nie trzeba się sugerować. Pani psycholog i to że jest kobietą. Mam wrażenie ze kobiety mi też sprawiają problem. Może jakiś mężczyzna powinien nam je pisać ;p Chociaż staramy się nie robić z nich suk. I teraz zastanawiam sie gdzie jest najwięcej spoko kobitek. Hmm… musze pomyśleć. Ale w tym czasie – Chase i samochód. No błagaaaam, palant? To było nic. Mój ojciec wiedząc, że mam lęk wysokości, kiedy byliśmy w górach zaczął huśtać taką linową kładką. Śmiem więc twierdzić, że to mała złośliwość w wykonaniu Chasea był, bo w końcu Shane to kawał chłopa i nie wygląda na strachliwego. I jak to mój kochany ojciec powiedział „nie ma się co cykać”. No więc wiesz…

    Aeneryss >> Będziemy bronić się tym, że zawsze powtarzałyśmy, że nigdy nie powiedziałyśmy jak się skończył ten wypadek. Zakończenie było do dowolnej interpretacji przez czytelnika (my też miałyśmy swoją interpretacje), dlatego teraz oczywiście, że można uważać to za alternatywną rzeczywistość. Jedni w końcu ich uśmiercili, tak jak ty, inni uznali, że musieli przecież wyjść cało z tego wypadku. Na takie zakończenie się wtedy zdecydowałyśmy i cóż… po kilku latach nadarzyła się okazja aby przedstawić wam naszą wizję (chociaż w IOI też starałyśmy się nie zdradzać niczego). Tak czy inaczej, cieszę się ze cześć Ciebie cieszy się, że żyją ;)
    Courtney też ma farta do pani psycholog, ale nie jest już jej stałym bywalcem. Trochę się wyjaśni później więcej czemu w ogóle do niej uczęszcza. I czemu nie. A co do samego chodzenia, ja wolała bym do Deanowej chodzić. Wydaje mi się bardziej urocza ;p

    Nyu Lucy >> To może tak na wstępie NB dzieje się czasowo po NBTS, może to jakoś pomoże w ogarnięciu co, czemu, dlaczego i w ogóle cała reszta. Dlatego ci co czytali NBTS, mogą to traktować trochę jako kontynuacja, chociaż te postacie nie będą już tu głównymi. Jednocześnie dalej w treści wszystko postaramy się wyjaśnić, aby dla każdego wszystko jako tako było zrozumiałe ;p
    Co do Courtneya, to ten obawia się nieetyczności głownie dlatego że mówi o sobie. Jest to trochę poza zasadami, bo powinien odgradzać życie osobiste od pracy. Chase jest jego pracą. Ale jak to mawiają, co z tego wyjdzie to się jeszcze okaże. Może się chłopina zrehabilituje i nie będzie patrzył na jedynego swojego młodego podopiecznego jak na kogoś kto odstaje od reszty tych którymi się opiekuje i kogo ma pod nadzorem. Chociaż ja mu si nie dziwie że ma trudne rozkminy moralne, bo trudno nie zauważyć jednego czarnego psa kiedy ma się pod opieką stado białych XD
    FDTS – awww, miło nam słyszeć, że kochasz ich (prawie) wszystkich. Hahaha, bawi mnie, że Rush nie przypadł do gustu. W sumie to zabawne, bo on jest tak idealny, że własnie ZBYT ;) Taka zaleta która stała się wadą. Zabawne, że u Alexa jego wady wyrównują jego zalety i nie jest zbyt XD Ah ta zabawa z charakterem postaci :D No i powodzenia w dalszym czytaniu :* Mamy nadzieje ze dalej będzie sę równie mocno podobać :D

    Ellly >> Courtney naprowadził cie na dobrą drogę. Zrehabilitował cie. Dobry jednak z niego kurator, skoro z ninja możesz stać się komentującym czytelnikiem. Zasłużył na twoją miłość :*
    Co do Shanea (czuje, że się powtarzam), wiemy, że może i lepiej było zostawić tak jak było zakończenie i każdy nadal niech wierzy w co wtedy uwierzył… ale jednak uznałyśmy, że dość czasu minęło aby wprowadzić nasza wizje tego co się wtedy wydarzyło :p Ale ale! Dobrze, ze się cieszysz, że jest. Bez zbędnych analiz XD
    Ian, cóż, nam też się on z Ianem trochę kojarzy, ale ma inny charakter (a przynajmniej takie jest zamierzenie). Zresztą oba imiona Ian i Philip wypłynęły z Shameless podczas posiadówy kiedy wymyślałyśmy co w ogóle będzie w tym opowiadaniu. Nie wiem z czego „urodził się” Roy. Nie pamiętam już ;p
    Tak czy inaczej, mam nadzieje, ze faktycznie Courtney cie przekona do zostania a inne postacie nie odstraszą i w ogóle cute, że dałaś temu szanse mimo ze na początku nie wypadało najlepiej. Buziaczki i pozdrawiamy :D

  15. Elly pisze:

    Jestem z tych okropnych czytelników którzy czytają a nie komentują. Ale teraz muszę.
    Na początku nie dawałam temu opowiadaniu wielu szans. (wybaczcie) ale 1. SHANE <3 każda wspominka o nim łamała mi serce a tu żyje xD kwestie czy to dobrze czy źle sobie odpuszczę.
    2 Ian który bardzo mi przypomina swojego imienika z serialu Shamless. Dupek bo dupek ale mam nadzieje ze będzie o nim troszkę więcej
    3 Courtney. Polubilam go od samego początku a po tym rozdziale to 1000% miłości. Może nawfet zagrozić pozycji Deana xD podoba mi się ze to tak skomplikowana postać. I to ze widać ze jego trudne dzieciństwo odbija się na jego życiu i postrzeganiu świata. Ogólnie bardzo lubię postaci z taką historia. Było im źle ale jednak udało im się w życiu :)
    A skoro już jest pierwszym komentarz to postaram się napisać jeszcze parę xD uzewnetrznie moje przemyślenia na temat waszych opowiadań.
    Życzę dużo dużo weny xD

  16. Nyu Lucy pisze:

    NOOOO co tu się dzieje?… Na początku jak czytałam to nie ogarniałam, ale luz, powoli trawie XD Kocham wasze opowiadania. A ten rozdział był szczególnie … uderzający. Courtney jest taki kochany, ale te jego ciągłe myśli krążące wokół jednego z podopiecznych. Na razie nie ma w tym nic co mogło by być uznane za nieetyczne. Jednak przeczucie, że jego postawa coraz bardziej zacznie się odrywać od kręgosłupa moralnego. Nie mam obiekcji :D Co do Lasha to, jak już wspomniałam wcześniej, bardzo go lubię, ale się zastanawiam jak on może w tem sposób funkcjonować.
    I jak mnie uderzyło! Czytam, czytam i co….. „Shane” ta da ~~~ myślę sobie czy to będzie jego młodsza postać (jak w FDTS), ale nie! I normalnie chciałam skakać z radości, ale coś mi tu nie grało. Ten jego strach podczas jazdy. (A! Nie podaruję temu młodzieńcu za ten wybryk na drodze) Biedny Shane… a potem ta scena z Davidem i ta laska. Nie róbcie mi tego. Ja już nie wiem co mam o nich myśleć. A to są moi ulubieńcy z pierwszego miejsca. Wiem tylko, ze chcę ich więcej.
    A teraz o FDTS, wybaczcie że komentuje to tutaj, to ja jestem w niebie. Kocham całą załogę, a w szczególności to: Jasona, Alexa, Ryana i Lenny’ego. To są takie perełki. Przyznam, że Richard nie przypadł mi do gustu, toleruję go, ale jest zbyt … bajkowy? W każdym bądź razie, bez niego było by nudno. Charlie dla mnie będzie wiecznym dzieckiem i trochę mi go szkoda, że mało co wie :D Przeczytałam już ponad 100 rozdziałów, ale komentuje dopiero teraz gdyż… jak zaczynam czytać to nie mogę skończyć i żal mi przerywać. Wiedzcie jednak, że jeszcze się na ten temat wypowiem.
    P.S.
    Wybieram się na 2 tyg do miejsca gdzie nie będzie internetu ;__; Jendak przygotowałam sobie odpowiednią lekturę XD. Wyczekuję nowych rozdziałów i pozdrawiam. Plus ~~ KOCHAM KRÓLOWĄ ŚNIEGU i wszystkie przygody z nią powiązane

  17. Aeneryss pisze:

    Oni…. żyją. Żyją. Dlaczego? Znaczy…. to nie tak, ze byłam szczęśliwa kiedy ich zabiłyście. Oh nie, można wręcz powiedzieć, ze wpadłam w depresję poopowiadaniową. Ale depresja ich do życia nie przywróciła i byli martwi. I było dobrze jak byli martwi, chociaż było smutno. A teraz żyją. To jest niesprawiedliwe. Jeśli się kogoś zabija to się go potem nie wskrzesza. Więc pozwolę sobie to opowiadanie traktować jako alternatywę, a nie jako kontynuację. Mogę? Bo cieszę się, że żyją, ale nie chce sobie tego psuć poczuciem bycia oszukaną faktem, że przeżyli. Dobrze, że żyją, ale źle, że przeżyli.. tsa, jestem mistrzem wysławiania się, ale liczę na to, że ogarniecie o co chodzi xD
    No dobra, jak już się wyamrudziłąm na chłopaków to teraz reszta. Jen mi się strasznie kojarzy z Anette (nie, nie zapamiętałam jej imienia, musiałam sprawdzić xD). Wasze panie psycholog są strasznie fajne, lubię je. Nigdy nie chodziłam do psychologa, ale jakbym musiała to chciałabym chodzić do nich.
    A Courtney sie zachowuje jakby się w Chasie zaczynał zakochiwać, ale jeszcze o tym nie wiedział. Ewentualnie to tylko moje życzenie xD
    Wybaczcie nieskładny komentarz, to wszystko wina Shane’a i Dawid’a. Nadal czuję się oszukana. Ale wam wybaczam, bo mimo wszystko ich uwielbiam <3

  18. kaczuch_A pisze:

    Boże, boże, boże ŻYJĄ~! <3 Nawet nie wiecie jak wielkim ładunkiem energetycznym dla mnie był ten rozdział. Czytanie tego rozdziału o wczesnych godzinach porannych, przed wyjściem do roboty opłaciło się. Miałam taki banan na twarzy od samego rana. Matko, mam cichą nadzieję, że zrobicie jakiś epilog z nimi, znaczy epilogiem się zadowolę, ale opowiadanie to już by w ogóle było zajebiste~!
    A co do głównych bohaterów. Pana kuratora uwielbiam, z tym rozdziałem jeszcze bardziej, moja miłość jak na razie nie przemija, i dobrze xDDD jest taki uroczy w tym swoim zagubieniu, sam chyba sobie nie zdaje sprawy co czuje, bądź chce czuć do Chase'a. Pani psycholog sympatyczna, nie czuję do niej niechęci więc dobrze, bo mam jakiś problem z kobietami od Was z opowiadań, jakoś tak wychodzi. A tu bum, na razie jest w porządku. Chase się zachował jak palant w tym samochodzie, no jak gówniarz, chociaż z drugiej strony nie wiedział co Shane przeżył.Jestem ciekawa czy jeszcze Shane i David się pojawią, bo mam wrażenie, że oni mogliby pomóc Chase'owi w zrozumieniu tego i owego, no i z byczkiem by się na pewno dogadał. Zobaczymy, zobaczymy.

    Serio cieszę się jak głupek, że panowie żyją~!

    Weny i pamiętajcie drogie Panie, żadnych więcej zgonów w opowiadaniach xD

  19. Another69 pisze:

    Ojej, za długo nie komentowałam. Ale to nie to, że nie czytam – przeciwnie, jestem cały czas na bieżąco xD Stare opowiadania już dawno przeczytałam a nowe ogarniam dzień po opublikowaniu xD Jestem psychiczna.

    Chciałam tylko napisać, że NB spodobało mi się od początku, w przeciwieństwie do np. PD – do tego przekonuje się dopiero teraz. A w to opowiadanie wciągnęłam się od początku, chyba lubię takie klimaty. A wprowadzenie Shane`a i Davida… Matko. Jestem w niebie i w tej chwili czuję, że mało mi brakuje do uzależnienia się od tego opowiadania. A to dopiero piąty rozdział.

    Oczywiście każdy wie, do czego ta historia dąży, ale fabuła i tak mi się podoba. I postacie. Wydaje mi się, że mocno się postarałyście o to, by zachowanie i charakter Chase`a były prawdopodobne i wynikały z tego, w jakich warunkach się wychował. Jest plastyczny, ciekały i chociaż ma jakąś głębie. Opis domu, rodziny i odczuć były realistyczne i aż mi przypomniało warunki, w jakich mieszkał mój pewien kolega…
    Courtnay (o ile dobrze napisałam) jest ciekawy, chociaż na razie zbyt grzeczny :) Ciekawi mnie ta jego przeszłość, bo nie wydaje się zbyt kolorowa. Tym bardziej chcę ją znać. Może dzięki Wam zacznę wierzyć w resocjalizację xD

    I jakbyście dały jakąś małą, malusieńką scenkę ShanexDavid… Byłabym w niebie.

    Ale jeszcze wam coś wytknę – zwracajcie większą uwagę na powtórzenia. Zdarzają się u was dość często.

    Miłych wakacji życzę :D

  20. Katka pisze:

    Zen, niedobry wordpress :(

    Shanae, hahahaha, może twarda kukurydza też może być dobra… XD Boże, założę się, że ktoś kiedyś stworzył z tym porno. „Jak coś istnieje, bądź pewien, że jest do tego porno” XD Choć nie wiem, czy akurat w połączeniu z serem… W ogóle to nie powinniśmy prowadzić tej dyskusji XD

    Mati, masz rację, w sumie spokojny rozdział mimo tej niespodzianki z Shanem. Dość stateczny. Ale w następnym już stanie się coś… powiedziałabym, bardziej przełomowego. Tutaj jest dalszy ciąg poznawania bohaterów. Courtney pokazuje kolejne aspekty swojej osobowości. Mówiłam, że jeszcze Was zaskoczy :D

    Nate, yey, straszny mam zaciesz, gdy tak piszecie, że się radujecie na wieść o przetrwaniu chłopaków :D No i fajnie, że poszlaki jakoś Cię naprowadziły, że to ten bezpieczny moment PO wypadku i można się cieszyć i radować. Dlaczego nikt nie otworzył szampana, ja się pytam! XD Okej, ja piję wino, close enough XD I mogę zapewnić, że parka się jeszcze pojawi, a nawet otrzyma swój maleńki wątek w tej całej historii :) Tez cieplutko Cię pozdrawiamy! :D

  21. Nate. pisze:

    O rety, o rety o rety!! Shane i David żyją!! I maja się świetnie (pomijając problemy z ręką i laske)!! Oh, to taka wspaniała wiadomość! Aż normalnie podskoczyłam! Ale to dopiero później. Nie wiem czemu, gdzieś mi się ubzduralo, że akcja NB dzieje się gdzieś przed końcówką NBTS i jakos się nie ekscytowalam, jak przeczytałam o Shanie. No niby problemy z ręką, ale jakoś tego nie skumałam. Ale później ten strach przed brawurową jazdą i David o lasce i wszystkie trybiki mi zaskoczyły. Tak bardzo się cieszę, bo naprawdę uwielbiałam ta parę! Mam nadzieję, że gdzieś ich wątek się wkradnie w NB, bo naprawdę się stesknilam :)
    Pozdrawiam was serdecznie i życzę weny :)

  22. Mati pisze:

    A więc przeżyli, na szczęście. Jakby to nie był TEN Shane byłoby dziwnie…. Jakoś nie widać tego mojego szczęścia :-D
    W sumie, to nawet nie wiem, co napisać. Taki spokojny, fajny rozdział. Dobrze, że mogliśmy poznać trochę „wnętrza” Courtney’a. Wydawał się, przynajmniej mi, kimś, kto sam sobie ze wszystkim radzi, a tu proszę. Zdziwiła mnie ta rozmowa z psycholożką. Wydaje się naprawdę w porządku.
    No i ta „kiełkująca słabość”, no no no. Jestem straasznie ciekawy, jak to się potoczy.

  23. Shanae pisze:

    Katka, co ty robisz ze mną ;3 Moją pierwsza myślą po przeczytaniu „Mięciutka, ugotowana kukurydzka pokryta rozpływającym się, gorącym serem… ” było – „Gdyby Ser był gorący i rozpływający się, Kukurydzka na pewno nie była by mięciutka” XD Także ten. No. Nie za dobrze jest xD

  24. Zen pisze:

    Ucieło mi zdanie w komentarzu -.-‚ przed „:( biedny Shane :(” powinno być: Na miejscu Shane’a przywaliłabym Chase’owi za to co zrobił z samochodem.

  25. Katka pisze:

    Damiann, patrząc na powyższe komentarze, to faktycznie jesteś raczej jedyny… XD Ale nie rozumiem, w jakim sensie są źli XD Na pewno nie są aniołkami, ale powiedziałabym, że raczej są w odcieniach szarości, a nie czarnymi charakterami XD

    Anmitsu, cieszę się z Twoje entuzjazmu, haha :D Mam nadzieję, że czytanie się podobało :D

    Illita, hehehe, w sumie w obliczu tego, jak źle mogło z nimi być, to mimo że Shane ma problemy, a David ewidentnie coś nie teges z nogą, to jednak można powiedzieć, że mają się dobrze. W ogóle jak to miło moc sprawić tyle radości jednym rozdziałem XD hahaha, no i Chase faktycznie trochę za dużo uwagi temu wszystkiemu poświęca. Chociaż z drugiej strony jak sobie wyobrażam takiego Roya czy Gabriela w tej sytuacji, to pewnie też by się gapili na to wszystko z wytrzeszczem. Ale Chase podchodzi do tego trochę specyficznie. I dzięki za literówkę, poprawiona :D I zawczasu życzę udanego wyjazdu i dopisującej pogody!

    Shanae, ciekawe, czy Twoja wersja „za pół roku” się sprawdzi XD Będzie na pewno można zobaczyć, bo tekst jest rozłożony czasowo na dłuższy okres. A rozmowa Shane’a i Chase’a to w sumie trochę jak wyższy level rozmów Chase’a ze swoimi kumplami. Mam wrażenie, że jednak Chase ma więcej wspólnych elementów właśnie z Shanem XD No i ogólnie bardzo się cieszę, że spośród trzech wychodzących teraz opowiadań, przynajmniej jedno Ci się podoba :D Byłoby smutno, jakby wszystkie były ble, więc dobrze, że NB daje radę :) Btw kukurydza z serem… <3 Właśnie mnie natchnęłaś na wizję stworzenia książki kucharskiej z przepisami postaciowymi XD Kukurydza z serem na pewno by się tam znalazła. Mięciutka, ugotowana kukurydzka pokryta rozpływającym się, gorącym serem… Dobra, stop. Widzisz, co mi zrobiłaś? XD

    Matsuyuki, awwww! Słodko, że rozdział zadziałał jak lekarstwo, hehe. Trochę długo trzeba było czekać na taką wieść jak ich cudowne przetrwanie i pewnie sporo z Was już zdążyło się pogodzić ze śmiercią, ale widzę, że ta wersja się podoba, więc bardzo się cieszę :D

    Omega, mhm, nie obyło się bez uszczerbku niestety, ale lepszy taki niż śmierć czy jakieś większe kalectwo. Ogólnie widzę dużą ulgę, hehe, w ogóle nam było tez specyficznie pisać o chłopakach po wypadku – nie ma co nawet wątpić, że to było i dla nas bardzo poruszające. No i tak myślałyśmy, ze ta scena wygra rozdział i jednak na niej się skupicie, haha, więc spoko XD

    KillCheerleader, tak, zdecydowanie tacy ludzie istnieją i tez mam szczęście, że nie muszę mieć z takimi nadmiernego kontaktu, chociaż słyszy się to bardzo często. Ostatnio w ogóle mi w domu dach remontowała ekipa i nie wiem, co robotnicy mają w sobie, ale kurde serio przekleństwa to jak przecinki. Och, a co do całego chaosu z czytaniem chronologicznie… mimo wszystko bym polecała na samym początku ogarnąć NBTS, a dopiero potem IOI, bo to chyba najmniej kłopotliwe, ale jak już poczytałaś połowę IOI, to może teraz NBTS i potem dalsze IOI? Bo na pewno późniejsze IOI jest już po zakończeniu NBTS, więc może byś miała trochę spoilerów, chyba że jesteś na nie jakoś odporna.

    Linerivaillen, duże nadzieje pokładasz wobec Chase’a i Courtneya :D Jeszcze nic nie jest pewne, ale mam nadzieję, ze nie będziesz zawiedziona. I cieszymy się, że opcja zmartwychwstania chłopaków się spodobała :D

    Kasia, no widzisz, jednak nieprzyswajanie śmierci chłopaków było lepsze. Wypadek trochę się na nich odbił, ale dali radę i najważniejsze, że przeżyli obaj. I tak, co nieco o chłopakach jeszcze tu będzie ;) „ciekawe czy wytrzyma w swoim postanowieniu nie wykraczania poza obowiązki kuratora” – hehehe, cóż, już jest mu trochę trudno. Chase, jak widać po scenie z panią psycholog, specyficznie na niego działa. Co się z tego urodzi, to na razie wielka zagadka… ;)

    Liv, bez dwóch zdań zgadzam się z tym, że wersja śmierci chłopaków była bardziej romantyczna. Nie ma co zaprzeczać. I spodziewałam się, że jednak niektóre ludki by mogły uważac, że tamta opcja była lepsza. W ogóle wg mnie wciąż jak się patrzy na samo NBTS, to takie zakończenie tam bardzo pasuje. No ale… jak widzisz, serca na starość nam zmiękły XD Oooch i jedziesz po Chasie faktycznie, haha, ale spoko, spoko, mówiłam, że nie musisz go pokochać, nie ma ciśnienia, więc wyrażaj swoje uczucia do woli, nawet jak są negatywne XD Jestem mega ciekawa Twojego spojrzenia na niego w toku całego opowiadania.

    O., przyjaźń wzbogacona w epitety, haha, to prawda, mają na to zadatki. Na pewno językowo się bardzo dobrze rozumieją XD W ogóle zabawne, że Shane jest prawie w wieku Courtneya, a jednak jak widać zachowuje się bardziej jak Chase niż Courtney XD Jennifer na pewno ma na celu dobro Courtneya, więc jeśli ten miałby być z Chasem, to nie wiadomo, jak by zareagowała. Bo tak, mogłaby go wspierać, być dla niego tu jakimś oparciem, ale równocześnie może Courtney ją traktować jako swój głos rozsądku, a rozsądek w takiej sytuacji ewidentnie by mówił że ten związek to katastrofa XD ale ogólnie super, że babeczka przypadła do gustu ;) I zgadzam się, że każdy kogoś potrzebuje, ale ten ktoś powinien być zdrowym dopełnieniem, a nie toksycznym, a tu jeszcze nie wiadomo, jak to by było z Chasem… Na razie to chłopak za dobrze na naszego kuratorka nie działa XD

    Zen, nooo, dziwne, że człowiek na takim stanowisku potrzebuje psychologa, ale też myślę, że zważywszy na to, co powiedział w poprzednim rozdziale o swojej matce i swojej przeszłości, to jednak można to chyba trochę bardziej zrozumieć. On sam ma jakieś naleciałości po takim a nie innym środowisku rodzinnym, więc musi sobie jakoś radzić, a że jest sam, to pani psycholog mu pomaga ;) A co do wątku Shane’a i Davida… No Chase jest oczywiście głównym bohaterem tutaj, więc to jego mamy i będziemy mieć najwięcej, ale zapewniam, że i Shane i David znajdą sobie tutaj miejsce :D Będzie na pewno można o nich poczytać od czasu do czasu :)

  26. damiannluntekurbus17 pisze:

    Ale bym sie z was smial gdyby sie okazalo, ze to jednak nie oni, ewentualnie nie Dawid xDDDD
    Tez bym chcial przezyc taka euforie jak wy, ale cos nie moge sie do nich przekonac i … boze czemu jestem jedyny? To takie smutne… Mam nadzieje, ze nie beda wystepowac czesto, bo ich obecnosci nie wytrzymam, zwlaszcza Dawida… i Shane’a. Jak mozna ich lubic? Przeciez oni sa zli -.-

  27. Zen pisze:

    TAAAAK!! SHANE I DAWID PRZEŻYLI!!!! O matko, kocham was za to! <3 <3 <3 moja ulubiona para wróciła <3 :D nawet nie wiecie jak sie ciesze :D
    A Countrey u psychologa? zdziwiłam sie :o No ale przynajmniej ma z kim pogadać o męczących go problemach :) I bardzo dobrze że chce lepiej poznać Chase, bardzo dobrze :3 Wróże im dobry zwiazek *^* z piesełem, albo dwoma… ewentualnie pięcioma ^-^ im więcej tym lepiej <3 <3 :( biedny Shane :(
    Ale za to był slodki kiedy tak sie zapatrzył na tulacych się Shane’a i Dawida i kiedy tak sie wściekał na Shane’a za te jego teksty :)
    PS. I nie ukrywam, że mam nadzieje na to, że Shane i Dawid będą sie częściej pojawiać ^-^
    Życze weny!

  28. O. pisze:

    To TEN Shane i TEN Dawid xD czyli jest zadośćuczynienie za nasze łzy i żałobę. Ale miły byłby bonus o tym jak sobie radzili po wypadku xD i taki zły tekst – dopełniają się swoimi uszczerbkami, ten ręka, ten noga xD Ah już by się chciało akcję przyśpieszyć do kolejnego wątku z nimi i do ślubu xD ale nie ma tak pięknie. Między Shanem a Chases mogłaby być fajna przyjaźń, taka bogata w epitety xD ale Shane jako mentor to odważna wizja i ja ją posiadam xD Wypieki Młodego od tak się nie wzięły i tylko ukierunkować go trzeba odpowiednio, pogadać o tym i o tamtym xD Shane się nada xD
    Jenifer, zapowiada się na spoko babkę, choć to praca może tego wymagać no i Courtney tak czy siak trochę mógłby być w późniejszym czasie ostrożniejszy, bo Jen związku z podopiecznym coś czuje nie będzie pochwalać. A może będzie jak Anne dla Walta? Byłoby miło. Fajnie że jest w opowiadaniu bo co nieco można dowiedzieć się o Courtneyu, trudna relacja z bratem może odcisnąć się na relacji Courtney – Chase (jak krem CC xD) czy namieszać. Ale drama czasem musi być, przecież złe chwile umacniają, gdy się je wspólnie pokona. Gdy Jen mówiła do Courtneya, że ten po prostu kogoś potrzebuje to w tle miałam Rodowicz i jej hit „wszyscy chcą kochać choć nie przyznają się ” to jest po prostu ludzka potrzeba, której spełnienie ofiaruje dobre/lepsze/mniej samotne życie. A dziesięć lat różnicy nie powinno stać na przeszkodzie, tak w późniejszym czasie xD

  29. Liv pisze:

    A jednak :o
    Może tak.. kocham NBTS, ale troszkę mi szkoda, że jednak żyją. Wiecie, wasz zamysł, to jasne, więc nie mówię, że mi się nie podoba, ale ta śmierć na koniec byłaby… romantyczniejsza xd
    No a co do ważniejszych spraw! „Chase nie jest głupi”. Aha, no dobra. Będę o tym pamiętać. „Inteligencja – zdolność do postrzegania, analizy i adaptacji do zmian otoczenia. Zdolność rozumienia, uczenia się oraz wykorzystywania posiadanej wiedzy i umiejętności w sytuacjach nowych. Cecha umysłu warunkująca sprawność czynności poznawczych, takich jak myślenie, reagowanie, rozwiązywanie problemów.” Wszystko się zgadza :D Ja wiem, jest tez możliwość, że nie chodziło o inteligencję, tylko o mądrość. Ale chyba na jedno wychodzi ^^
    Jej, jadę po Chasie, a miałam nie. Chociaż nie tak dosłownie ;)
    I to dobrze, że Shane okazał się pierwszym gejem jakiego poznał. Mają.. podobny język ^^
    Uwielbiam to opowiadanie <3 Teraz już na 90% przewiduję Courtneya i Chase'a. I czeeekam na Newtonów <3

  30. Kasia pisze:

    Zmartwychwstali ! Alleluja! No i dobrze ze postanowiłam zmienic zakończenie NBTS w mojej głowie- bo się sprawdziło :) Kocham Was za to :) Chase musiał miec boską minę kiedy Shane tak bezproblemowo powiedział mu o swoim facecie i potem to przytulanie w progu :) He he :) Mam nadzieje ze jeszcze spotkamy się z tą parą w NB :) Trochę więcej było o Courtneyu – lubię tego faceta, ciekawe czy wytrzyma w swoim postanowieniu nie wykraczania poza obowiązki kuratora, jakoś w to nie wierzę.:) Dzięki za rozdział, pozdrawiam cieplutko

  31. linerivaillen pisze:

    ONI PRZEŻYLI. TAK. WIEDZIAŁAM. Kocham was za to ♡ a co do Chase’a i Courtneya… wiem, że z tego coś będzie ♡ wyczuwam to w powietrzu i czuję, że to będzie chyba moja ulubiona para, zaraz po Shanie i Davidzie ♡♡♡♡♡

  32. KillCheerleader pisze:

    Tym razem piszę jako zombie, zdecydowanie chodzę zbyt późno spać, szczególnie kiedy wiem, że ma wyjść nowy rozdział. Gaaah!
    Takie penery z nich ;D Z jednej strony parskam śmiechem, kiedy tak brzydko rozmawiają o dupach i kurwach, z drugiej, kiedy sobie uświadomię, że tacy ludzie serio istnieją, to smutno mi się robi. Mogę jedynie się cieszyć, że osobiście nie znam takich chodzących bluzgatorów.
    Po stwierdzeniu, że Chase nie jest półmózgiem, wbrew pozorom, zakrztusiłam się sokiem.
    Nadal mam mgliste pojecie, kim jest Shane. Myślałam, że do czasu wyjścia następnej części, będę co nieco wiedzieć, a tu lipa i komplikacje. Jako intelidżeni, zrobiłam sobie przegląd opowiadań i postanowiłam, po przeczytaniu opisów, że zacznę czytać chronologicznie czasowo i zaczęłam od IOI, piętnaście rozdziałów a potem zonk, po informacji, że akcja zrownuje się z czasem NBTS, a nawet jest zakończenie wyprzedzając i takie moje WTF?! Powinnam chyba zacząć czytać w innej kolejności i przeczytałam dwa rozdziały tego drugiego i calkowicie nie wiew, czy teraz to jakoś ogarnę i co będę czytać najpierw :<
    Coś chciałam jeszcze dodać, ale zapomniałam.
    KillCheerleader

  33. Omega pisze:

    TAK! Kurde… Dziewczyny nawet nie macie pojęcia jak się cieszę, że ŻYJĄ! OBAJ! Nie obyło się bez uszczerbku na zdrowiu (głównie David) i psychice – ale co się dziwić… po takim wypadku to cud, że obaj żyją. Jak czytałam poprzedni rozdział to miałam nadzieję, że jednak akcja nie dzieję się przed ich wypadkiem i nie będzie to przed tym nieszczęsnym koncertem, ale jak zauważyłam jak Shane się dziwnie zachowuje, to już czułam, a gdy wyszedł pewien znany pan z laską to… JESTEM CHOLERNIE SZCZĘŚLIWA! Oni naprawdę żyją *^* tak NAPRAWDĘ :D – Będę przeżywać jeszcze przez jakiś czas, ale teraz skupię się na bohaterach z tego opowiadania :)
    To naprawdę urocze jak kurator martwi się o Chasea i o to, że chłopak siebie nie docenia. Mam nadzieję, że szybko zdobędzie jego zaufanie i dotrze do niego, bo jak już zauważył – chłopak nie jest głupi, chociaż nie dziwię się, że ufa tylko swojemu psu mając taką rodzinkę.
    Jednak wiadomość o tym co się działo potem w NBTS, przejęła większość mojego komentarza xD Ale tą nowiną poprawiłyście mi humor i choć miałam się kłaść spać, to chyba jeszcze troszkę posiedzę. Kurde… Mam banana na twarzy xD

  34. Matsuyuki pisze:

    Po NBTS moje serducho zostało rozerwane na milion kawałków, myślałam że będzie dobrze jak tak zostanie. W końcu, po co rozdrapywać rany? Ale…tak bardzo się cieszę! Shane z którym uosabiam się jak z żadną inną postacią..żywy. David – żywy. Są razem. Znów mam serducho w jednym kawałku. <3

  35. Shanae pisze:

    Courtney, serio? „Co będzie za tydzień, miesiąc, pół roku?”?! No jak to co >.< Mieszkanie razem, pies, kot, biały płotek, mnóstwo seksu i szczęścia .>
    Czuję, że Shane i Chase się zaprzyjaźnią… I podoba mnie się to. Oj tak, ich rozmowa była cudna XD Tak wulgarna, że w ich wykonaniu niemal słodka.

    Yay, brak Philip i Iana, dobry humor +10 xD
    Jen hamująca zapędy kuratorka do Chase’a, dobry humor – 5.

    Aczkolwiek podobało się mi xD O ile w Project Dozen się gubię, a No Exit nie cierpię, o tyle w Newton’s Balls widzę nową perełkę i mam wielką nadzieję, że się nie pomylę ^^

    Pozdrawiam i życzę dużo weny i w ogóle,
    Shanae

    PS. Chase ciągle czytam jak „cheese”, przez co teraz mam do nich (Chase + Courtney) skojarzenia jako… Kukurydzy z Serem. Albo Sera z Kukurydzą. Yup. Zabijcie xD

  36. Illita pisze:

    AAAAAAAAAAAAAAAAAAA, ŻYJĄ! ŻYJĄ OBOJE! Jezu jak się cieszę! Mam ochotę piszczeć z radości :D Jedna z moich najukochańszych par żyje i ma się dobrze <3 Szczęście tak bardzo! Rozbawiła mnie w pewnym sensie rozmowa Shane'a i Chase'a, no i po co się tak drugiego dna doszukujesz Chase, coś to lekko podejrzane ;) I to jak się na nich zapatrzył jak stali w drzwiach… Przypadek? Nie sądzę :D! I to urocze jak bardzo Courtney przejmuje się Chasem. Mam nadzieję że w końcu uda mu się dotrzeć do chłopaka, to byłaby chyba terapia, w pewnym sensie, dla ich obu. Myślę, że w końcu się dogadają :D
    "Najwięcej z Dianą, która uczy mnie hiszpańskiego, a ja ją angielską." Przyuważyłam taką drobną rzecz, raczej chodziło o "angielskiego"
    Eh, tak długo do następnego rozdziału :( Aż się cieszę że wyjeżdżam po drodze, szybciej zleci :D Weny <3 !

  37. anmitsu pisze:

    TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK!!!!!!!!!!!!!!!!!! Zabieram się za czytanie <3

  38. damiannluntekurbus17 pisze:

    Ej nie! Jesli to TEN Shane i TEN Dawid to ja jestem mega rozczarowany i zalamany! (szkoda, ze jako jedyny)
    No wezcie, no. Taki wypadek, a oni przezyli? Oboje!? Jeszcze mnie noga zaczela bolec ze zdenerwowania xD Koniec. Nie wybacze Wam tego, czuje sie pogwalcony, oszukany i cos tam jeszcze ;(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s