Project Dozen – 33 – Detronizacja

Woody mówił. I mówił. I mówił dalej, tłumacząc swojemu kumplowi, jak powinien rozwiązać przykładowe zadanie z trygonometrii. Trey miał przy tym ściągnięte brwi i skupiony wyraz twarzy, ale kiedy Woody skończył, milczał chwilę i wydusił:
— Co…?
Tomas, który siedział obok na łóżku z zeszytem na kolanach i rozwiązywał wymyślone przed chwilą przez Woody’ego zadanie z geometrii, uniósł na nich wzrok i uśmiechnął się kącikiem ust. Podbudowywało go, że nie tylko on był taki tępy z matmy.
Woody odetchnął ciężko i postanowił, że skupi się jednak na czymś, co jego kumpel już powinien wiedzieć, aby zaliczyć ostatni test, a co było mu potrzebne do rozwiązania tego zadania.
— Dobra, to inaczej. Rozwiąż mi to — poprosił Treya, pisząc na oddzielnej kartce inne równanie, aby sprawdzić, czy ten to rozumie.
— Okej… — odpowiedział z rezygnacją Trey i sięgnął po długopis.
Pochylony nisko nad biurkiem próbował rozwiązać zadanie, podobnie jak Tomas na łóżku. Obaj walczyli ze swoimi dziurami w ścisłym rozumowaniu, ale kiedy naraz rozległo się pukanie do drzwi, równocześnie zadarli głowy i powiedzieli:
— Ja otworzę.
— Ja otworzę — burknął na nich Woody, dając im do zrozumienia, że mają się nie dekoncentrować. Sam wstał i przeszedł do drzwi, aby zaraz za nimi zobaczyć jednego z chłopców na posyłki Cody’ego Solta, czyli szkolnego gazeciarza. — Co tym razem?
— Pobijający rekordy sprzedaży numer gazetki szkolnej. Wywiad z nowym… i równocześnie starym przewodniczącym samorządu oraz drobna informacja na temat zaburzeń Sebastiana Mossa w środku… — wypowiedział tonem godnym sprzedawcy roku chłopak stojący przed drzwiami i zachęcająco wyciągnął do Woody’ego egzemplarz gazetki.
Woody już miał odmówić, ale jednak skusiły go informacje o jego konkurentach. Aż dziwił się samemu sobie, że przez projekt, w którym uczestniczył, aż tak bardzo wspierał szkolnego szmatławca, skoro wcześniej w ogóle go nie kupował.
— Czekaj — rzucił, zabierając egzemplarz. Zerknął na cenę, rzucił go na łóżko i poszedł po pieniądze.
Chłopak stojący w progu uśmiechał się szeroko, a Trey i Tomas udawali, że dalej rozwiązują zadanie, a tak naprawdę ukradkiem się temu wszystkiemu przypatrywali. Jak Woody daje chłopakowi odliczoną kwotę i jak zamyka mu drzwi przed nosem, aby zaraz obejrzeć się na nich i napotkać ich spojrzenia.
— Rozwiązaliście, że tak patrzycie?
Ci szybko spojrzeli w swoje zeszyty i zaczęli coś po nich mazać, bez werbalnej odpowiedzi, niczym skarcone przez nauczyciela dzieci w pierwszej klasie. Woody zajrzał im przez ramię, aby zobaczyć, jak im idzie.
— Pamiętasz w ogóle wzór? — spytał Treya z rozczarowaniem w głosie, już sięgając po podręcznik, aby ten z niego skorzystał, a nie patrzył się na kartkę, jakby sam z siebie miał się na niej pojawić wynik.
— No… prawie — odpowiedział chłopak z krzywą miną, a kiedy Woody podsunął mu podręcznik i otworzył na konkretnej stronie, na jego twarzy wymalowało się olśnienie. — Wiedziałem, kuźwa, że taki. Daj to — mruknął, zabrał podręcznik i już żywiej wrócił do walki z zadaniem.
— A tobie jak idzie? — zwrócił się do Tomasa dzisiejszy korepetytor.
Tomas, który próbował wykreślić rzut poziomy jakiejś podejrzanej figury geometrycznej, nie wyglądał na specjalnie wiedzącego, co robi, ale dzielnie próbował.
— Prawie kończę… zaraz mi sprawdzisz — odpowiedział, spozierając to na swoje zadanie, to na gazetkę, to na swojego chłopaka. Wiedział, że obecność Treya przy tych korepetycjach była konieczna, bo inaczej nie wyszedłby ze swoim chłopakiem spod kołdry.
— Okej, to działaj. Zaraz zobaczę — zgodził się z nim Woody i sam usiadł, biorąc gazetę do ręki.
W sumie takie korepetycje były przyjemne. On mógł się polenić, a jednocześnie pobyć w towarzystwie i zrobić coś dobrego dla swojego chłopaka i kumpla. Wiedział, że mają motywację, robiąc to razem. Uznał więc, że jeśli będzie odnosiło to jakieś skutki, to da im jeszcze kilka takich lekcji.
Tymczasem zerknął do gazetki i szybko przejrzał wywiad na pierwszych stronach. Zainteresowało go trochę to, co Patrick mówił o planach zbiórki na dodatkowe materiały uzupełniające wiedzę do szkoły, ale uznał, że dokładniej poczyta o tym później. Teraz przeglądał kolejne strony. Była relacja z dotychczasowych szkolnych rozgrywek koszykówki, zdjęcia uciekiniera w przebraniu KKK, a także reportaż jednego ucznia z darmowego seminarium na temat problemów społecznych Newcastle. Dział z ploteczkami całkowicie pominął, aż w końcu, na jednej z dalszych stron, zobaczył krótki tekst na temat Sebastiana Mossa, jedynego syna dyrektora szkoły. Z każdym zdaniem, jakie czytał, nie mógł uwierzyć, że to jeszcze nie rozniosło się lotem błyskawicy po szkole. Osobiście nie wierzył tym plotkom, ale nawet jeśli nie było w nich nic z prawdy, to te nie mogły wpłynąć pozytywnie na Sebastiana i Francisco. Ale, co miał wrażenie, że autor tekstu pominął, na niego samego także.
— Chyba skończyłem. Sprawdzisz? — Tomas wyrwał go z rozmyślań, ale kiedy zobaczył jego minę, dopytał: — Em… coś znowu walnęli dziwnego?
— Tak, jak skończysz jeszcze jedno zadanie, to ci pokażę co. — Woody pozwolił sobie na taką małą motywację. Jednocześnie wziął od swojego chłopaka kartkę i zaczął sprawdzać jego zadanie.
— Okej —jęknął z rezygnacją Tomas, bo chciał wiedzieć już teraz.
— Ale to jak już to jest dobrze, to kolejne zrobisz szybciej. Zaczynasz łapać, o co w tym chodzi — pochwalił go Woody i zaczął rysować mu kolejne zadanie, aby zaraz sprawdzić też Treya.
Pochwalony chłopak uśmiechnął się szeroko. Uważał, że Woody naprawdę nieźle tłumaczył, zresztą… dla takiego nauczyciela chciało się uczyć. Chwilę później więc z nowym zapałem i motywacją siedział na łóżku i robił zadanie, a Trey w tym czasie patrzył przez ramię Woody’ego, jak ten tłumaczył mu, co zrobił źle.
— Kurwa, masz rację… — mruknął, widząc, jak głupi zrobił błąd. Stuknął czołem o ramię kumpla i znów spojrzał na zeszyt. — Jestem tępy jak łyżka.
— Mhm, nie zaprzeczę — odparł Woody i jeszcze raz rozpisał mu wzór, co gdzie ma zrobić. — Spróbuj jeszcze raz — zasugerował, wypisując mu z głowy jakieś zadanie. Plus dwa z książki, bo nic mu nie przychodziło do głowy. — I jak coś to pytaj, może tak będzie ci łatwiej. Jak to opanujesz, wrócimy do tamtego zadania z wcześniej.
— Spoko… — Trey wziął od niego zeszyt i odjechał na swoim krześle do biurka, by zagłębić się w zadaniach.
Woody mógł więc znowu zajrzeć, jak idzie Tomasowi. I kiedy po kilku kolejnych minutach ten podołał zadaniu, Woody nie miał wyboru i musiał dać mu nagrodę. I jak normalnie pewnie byłoby to buziakiem, tak teraz miał wrażenie, że Tomas ponad jego ciało preferuje nowości z gazetki szkolnej. Sam go do tego nakręcił, nazywając to nagrodą. Podał mu więc gazetę i czekał na jego reakcję. Wygodniej byłoby im rozmawiać, gdyby Treya nie było w pokoju, ale w końcu te plotki były o całej szkole.
Tomas zrobił wielkie oczy, kiedy czytał artykuł i przez dłuższy czas nic nie mówił. Kiedy w końcu uniósł spojrzenie na Woody’ego, już otworzył usta, ale pierwszy odezwał się Trey, wstając z fotela.
— Zrobiłem. Zaraz dalej, tylko kibel — wyjaśnił i ruszył do wyjścia.
Tomas poczekał, aż drzwi za chłopakiem się zamkną i w końcu zapytał Woody’ego:
— Myślisz, że Moss serio znęca się nad Francisco…?
— Nie wydaje mi się. Ale nawet jeśli, to i tak plotka już poszła świat. Teraz będzie tak jak z Erikiem i Julesem albo z Judem. Dopóki coś innego tego nie zastąpi, wszyscy będą tym żyć — stwierdził z pewnością w głosie, pociągając kolano do siebie, aby się na nim oprzeć. — Bardziej mnie zastanawia, jak na to zareagują sami zainteresowani. I dyrektor.
— Dyrektor się wkurzy… Ale pamiętasz, mówili coś o tym, że gazetka ma być infiltrowana. To dyro się wkurzy nie tylko na Cody’ego, ale też na tych, którzy mieli ją sprawdzać — zauważył bystro Tomas, stukając gazetą o kolano. — Cody jest sprytny.
— Może być wojna o wolność słowa. Na samym początku już o to chodziło.
— Nom. Ale jeśli to nieprawda, to Cody oczernił Sebastiana. A ten artykuł tak wsunął na koniec, by obejść infiltrację… — mówił Tomas z coraz większym zapałem i podekscytowaniem, ale równocześnie jego mina świadczyła o tym, że uważał całe przedsięwzięcie za podłe. — Projekt musi się dla niego liczyć bardziej niż to, co powie dyrektor. Bo niby nie może mu wiele zrobić, co nie? Cody przecież wie, kto tu jest głównym bossem. No, ci profesorowie — wyjaśnił szybko, widząc, że zapędza się w nazewnictwie.
— Ale i tak może mu załatwić jakiś szlaban albo coś. Zobaczymy, jak to się rozwinie. — Woody westchnął i zerknął na drzwi, czy Trey wraca. — Może zrobić się jeszcze ciekawiej. — Zaśmiał się krótko.
— Ale chyba Moss nic nie robi Francisco… Mam z nim matmę. — Tomas skinął głową na swój zeszyt. — Nie jest jakiś poobijany i raz mówił, że Sebastian jest najlepsza rzeczą, jaka trafiła mu się w Stanach jak na razie.
— Wiesz, oni mogą nazwać to syndromem sztokholmskim. Dużo rzeczy można komuś wcisnąć.
— Ale to fajny koleś… Byłoby go szkoda… — jęknął Tomas. — Wiedział, kim jest Spock — dodał odnośnie postaci ze Star Treka.
Woody nie zdążył nic powiedzieć ani zareagować, bo naraz drzwi do pokoju się otworzyły, gdy wrócił Trey. Podszedł do biurka, zobaczył swój nieruszony zeszyt i spojrzał krzywo na kumpla.
— Wychodzę na chwilę i zamiast sprawdzić mi zadanie, wspominacie ostatnie bzykanko, czy planujecie kolejne?
— Planujemy kolejne. Trzeba żyć chwilą, Trey — odparł Woody, po czym zabrał Tomasowi gazetkę i podał ją współlokatorowi. — A tak serio, to obgadujemy, co znowu Solt odpierdala.
— A co odpierdala? — Średnio zainteresowany tym wszystkim Trey przysiadł na fotelu z gazetką i zerknął na stronę, na której była otwarta. Przeleciał ją wzrokiem i zagwizdał, unosząc wysoko brwi. — Ktoś bardzo nie lubi Mossa…
— Najwidoczniej. Do tego używa dość widocznej formy, aby się na nim odegrać… — Woody westchnął i wyciągnął rękę. — Daj to zadanie. Może jest już tak zajebiście zrobione, że nie muszę go sprawdzać.
Trey od razu wykazał się tym, co jest dla niego w tej chwili ważniejsze. Odrzucił gazetkę i podjechał do niego z zadaniem. Nigdy nie kręciły go ploteczki szkolne i obecnie wykazywał średni entuzjazm tylko dlatego, że naprawdę sporo się w tym roku działo. Miał jednak swoje sprawy na głowie i wolał trzymać się na uboczu. Jego współlokator doceniał to w nim i w sumie mieli podobne podejście. Do czasu, aż nie zaczął się projekt. Czasami Woody obawiał się, jak to wszystko się potoczy, ale nie zamierzał tracić zimnej krwi. A na chwilę obecną chciał skończyć te korki z pozytywnym efektem.

*

Cody Solt został wezwany do dyrektora i nawet nie musiał pytać, o co chodzi. Akurat był na jednym ze spotkań szkolnej gazetki, w późnych godzinach popołudniowych, w jednej z sal udostępnionych przez starego Mossa na rzecz szerzenia słowa pisanego. I właśnie teraz to słowo pisane było powodem nagłego wezwania do gabinetu.
Cody szedł w towarzystwie pani sekretarki, która została oddelegowana do przyprowadzenia redaktora naczelnego. Chłopak czuł wewnętrzny niepokój, bo nie dało się inaczej, kiedy kroczył na rozmowę z mężczyzną, którego syna oczernił. Ale miał już przygotowaną odpowiedź na każdy możliwy zarzut, z jakim może do niego wystartować Moss.
Mieli już wejść do gabinetu, ale naraz i on, i sekretarka zatrzymali się i zastygli, gdy zza drzwi dobiegł ostry, podniesiony głos Marka Mossa.
— A co według pana znaczy „sprawdzać artykuły pod kątem niepożądanej treści”?! Że ma pan robić im przeklętą korektę?!
Cody zrobił wielkie oczy, ale kiedy odpowiedział głos Roberta Trumana, nauczyciela angielskiego, który miał infiltrować ich gazetkę, zrozumiał, o co chodziło.
— Panie dyrektorze… Ale przecież kto by się spodziewał, że prawie na sam koniec…
— A czy ja mówiłem o sprawdzaniu tylko pierwszej strony?! Czy chociaż ją w ogóle pan sprawdził?!
— Oczywiście, ale…
— Nie wypełnił pan swojego obowiązku, panie Truman, a te dzieciaki jak widać nie są takie głupie i…
Sekretarka w towarzystwie Cody’ego odchrząknęła, odzyskując rezon i nie zważając na kłótnię toczącą się w gabinecie dyrektora, zapukała i weszła.
— Panie dyrektorze, przyprowadziłam Cody’ego Solta.
Chłopak wciąż stał pod drzwiami i czekał na swoją kolej. Posłuchał jeszcze krótkiej wymiany zdań dyrektora i sekretarki, a także ostre pożegnanie Roberta Trumana. Miał jakąś przeklętą satysfakcję, kiedy ujrzał, jak ten wychodzi z gabinetu czerwony niemal tak samo jak jego trampki. Uśmiechnął się nawet kącikiem ust. Wiedział, że Truman sprawdzał tylko główne treści gazetki, a do tego bardzo pobieżnie. Dlatego właśnie informacje o Sebastianie wrzucił pod koniec, po nikogo nieinteresującym dziale z ploteczkami, do którego Truman nawet nie myślał zaglądać.
Gdy mężczyzna zniknął za załomem korytarza, sekretarka w końcu wyłoniła się z gabinetu i kazała mu wejść. Zrobił to, zamknął za sobą drzwi i spojrzał prosto w oczy dyrektora. Mark Moss był mężczyzną niepozornym, o ciemnych oczach, kurzych łapkach w kącikach i wklęsłych policzkach. A mimo to swoją postawą potrafił wzbudzić respekt.
Cody miał wrażenie, że włoski stają mu dęba na całej skórze przez tę przedłużającą się chwilę ciszy. Z jakiegoś powodu spodziewał się policzka. Ale zamiast tego Mark wskazał mu fotel przed biurkiem, samemu jednak nie siadając. Gdy uczeń zajął miejsce, dyrektor tylko pochylił się i położył dłonie na oparciu swojego fotela.
— Zdajesz sobie sprawę z tego, dlaczego tu jesteś? — odezwał się jako pierwszy. W jego głosie nie było tego ciepła czy spokoju, którym nie raz wykazywał się na przemówieniach.
Redaktor gazetki szkolnej, mimo posiadania w głowie ułożonych ripost i linii obrony, jedynie pokornie przytaknął.
— Więc pozwól, że zadam ci krótkie pytanie. Jak śmiałeś?
Chłopak dyskretnie przełknął ślinę, a następnie odsunął z oczu grzywkę i zapytał:
— Pyta pan w ten sposób dlatego, że napisałem coś o uczniu, czy o pana synu? — Był dumny z tego, jak pewnie i spokojnie brzmiał jego własny głos.
Od razu poznał po drgnięciu na twarzy Marka Mossa, że rosło mu ciśnienie.
— Będziesz pyskował zamiast odpowiadać na pytania? Tak to chcesz rozegrać?
— Podejmuję dyskusję, panie dyrektorze. Zresztą sam pan kazał infiltrować moją gazetkę…
— Szkolną gazetkę.
— Tak, szkolną gazetkę. Więc każda treść przed pójściem do druku była sprawdzana i zatwierdzana — zauważył rezolutnie. Co z tego, że równocześnie fałszywie i bezczelnie? — Uznałem więc, że skoro wszystko przeszło, pan dyrektor nie będzie bardziej atakował wolności słowa, jaka panuje w naszym wolnym kraju i ta treść może dotrzeć do czytelników.
— Dobrze wiesz, że było to przegięcie. Oczerniłeś mojego syna, nie znając faktów, nie mając dowodów, a jedynie pomówienia. O ile tego właściwie wszystkiego sam nie wymyśliłeś.
— Nie, panie dyrektorze, mam informatora.
— Kogo?
Cody tym razem się zaciął. Odchrząknął i poprawił się na siedzeniu. Znacznie dla niego za dużym, bo był w końcu niewysoki i drobny, a fotel szeroki, z masywnymi podłokietnikami.
Wiedział, że Sen Nakano, mówiąc mu o wszystkich informacjach na temat Sebastiana, na pewno miał na względzie zaszkodzenie nie tylko Sebastianowi. To było oczywiste. Byli rywalami, a z Senem nigdy nie łączyło go nic przyjaznego. Ale w tym momencie dla Cody’ego liczyły się dwie rzeczy. Pierwsza i najważniejsza — honor dziennikarza. Miał swoje źródła i te źródła miały być u niego bezpieczne. Nigdy nie mógłby ich zdradzić i nie zmieniało tego nawet to, że jednym z tych źródeł był Sen. Drugą sprawą natomiast był sam projekt. Wiedział, że rywali jest wielu i że, wbrew pozorom, wśród najsilniejszych był właśnie Sen Nakano. Mógłby go teraz wkopać i cokolwiek ten Azjata sobie nie planował, dostałby taki sam wpierdol od dyrektora jak on. Ale jeśli uchowa tę informację i ochroni Sena przed tym, co mogłoby go czekać, może ten zauważy, że jednak warto na serio zostać jego sprzymierzeńcem.
— Przykro mi, panie dyrektorze, nie mogę tego zdradzić.
Mark Moss wykrzywił wargi i pochylił się nad oparciem jeszcze niżej, jakby miał ochotę zaraz zaatakować ucznia i rozerwać go na strzępy.
— I nie pokusiłeś się o sprawdzenie, czy te bzdury są prawdziwe?
— Panie dyrektorze, każdy wie, że pana żona…
— ANI SŁOWA O MOJEJ ŻONIE!
Cody zastygł i poczuł się nagle jak oblany lodowatą wodą. Mimo strachu nie potrafił oderwać osłupiałego spojrzenia od przepełnionych ogniem oczu dyrektora. Każdy dźwięk jego krzyku wciąż pobrzmiewał mu w uszach.
— Przepraszam — wydusił.
— Nie obchodzi mnie projekt. Nie obchodzi mnie, czy ktoś z tych pieprzonych profesorów będzie chciał mi zabrać dotacje, czy nie. Odbieram ci funkcję redaktora gazetki szkolnej, Solt. Możesz pisać sobie w ploteczkach, ale każda będzie uprzednio czytana przeze mnie. Ponadto napiszesz długie i wyczerpujące ogłoszenie, w którym przeprosisz za swoją impertynencję i sianie fałszywych informacji, rozwiesisz na tablicach na korytarzu i prześlesz pani sekretarce na szkolnego maila, żebyśmy mogli zamieścić je na stronie szkoły. A teraz zejdź mi z oczu.
Ale Cody dalej siedział. Gapił się na dyrektora szeroko otwartymi oczami, mając wrażenie, że właśnie wszystko zostało mu odebrane. Rozchylił usta, by coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Wstał dopiero w momencie, kiedy poczuł wilgoć w oczach. Porwał więc plecak z podłogi obok fotela i wypadł z gabinetu, znikając z oczu wciąż pochylonego jak do ataku dyrektora Mossa.

*

Sebastian myślał, że spędzi wtorkowe popołudnie na relaksującym nic nierobieniu w pokoju. Nie miał żadnych zadań, na najbliższe testy pozakuwał. Wizja tego dnia była więc całkiem przyjemna, ale niestety bardzo szybko zmieniła się w koszmar.
Nieświadom afery w szkole wywołanej dzisiejszym numerem gazetki szkolnej, usłyszał pukanie do drzwi pokoju. Głośne i natarczywe. Zastopował muzykę płynącą z laptopa i z „Już, zaraz!” ruszył do drzwi.
W progu zobaczył dwójkę całkiem charakterystycznych chłopaków. Należeli oni do bardzo niewielkiego grona kółka Podążaj za Jezusem. Zawsze chodzili w białych koszulach wciśniętych w granatowe spodnie, a z kołnierzyków zwisały im błękitne krawaty. Każdy miał przy sobie różaniec i niezawodny cytat z Biblii w zanadrzu.
— Sebastian. Bardzo nam przykro przez to, czego się dowiedzieliśmy, ale nie należymy do większości i zawsze pokładamy nadzieję, że każdy może się poprawić — odezwał się jeden z jezusowych klonów, ten wyższy.
Zaraz po nim odezwał się jego niższy towarzysz zapuszczający swój dziewiczy wąsik.
— W Newcastle często odbywają się spotkania terapeutyczne dla takich ludzi jak ty. Twój ojciec na pewno podpisze ci zgodę. — Przy tym wyciągnął do niego ulotkę i wcisnął mu ją w rękę, a oszołomiony Moss ujrzał na niej wielki napis „Walcz ze swoją agresją! Tylko Bóg pomoże ci osiągnąć spokój!”.
Uniósł wysoko brwi, czytając napis jeszcze raz. Po tym spojrzał na stojących przed nim uczniów.
— To jakaś prowokacja, abym wam nie kazał spadać? Albo nie zatrzasnął wam drzwi przed nosem? — spytał, nie rozumiejąc, o czym do niego mówią.
Chłopcy popatrzeli po sobie.
— Nie, po prostu chcemy cię wesprzeć, skoro cała szkoła spisała cię na straty. Nie chcemy, żebyś nie miał w nikim oparcia w trudnym dla siebie i Francisco czasie.
— W trudnym dla mnie czasie? — Sebastian patrzył na nich jak na oszołomów, za których zresztą ich uważał. — O czym wy w ogóle mówicie?
Jeden z chłopców w końcu wyciągnął się do ucha drugiego i szepnął:
— Może on jeszcze nie wie?
Ten drugi, wyższy, pokiwał głową i sięgnął do swojej torby przez ramię. Wygrzebał spomiędzy podręczników numer gazetki szkolnej i podał go Sebastianowi.
— Poczytaj artykuł po kąciku ploteczkowym. I… zachowaj ulotkę — dodał z ciężkim sercem, po czym pociągnął za koszulę swojego jezusowego towarzysza.
Młody Moss zabrał gazetę, czując pewien niepokój. Nie wdał się też w żadną rozmowę z dwoma chłopakami, tylko zamknął za nimi drzwi. Wrócił na swój fotel przed komputerem. Włączył muzykę i odłożywszy na bok ulotkę, otworzył gazetę za działem z plotkami. Szybko przejrzał wzrokiem strony, aż natknął się na swoje nazwisko.
Z artykułu dowiedział się, że wykorzystuje Francisco i znęca się nad nim. Że ten musiał ostatnio udać się do psychologa, bo już nie dawał sobie z tym rady. Że on, syn dyrektora, został bezczelnie przedstawiony jako agresywny chłopak, który pozbawiony jest wszelkich oporów i pozytywnych i delikatnych cech z racji braku matki i wychowywania się tylko z rządnym władzy ojcem. I na to wszystko rzekomo był świadek.
W pierwszej chwili aż się zaśmiał. To nie trwało jednak długo, bo dzięki temu tekst między jego oczami nie zniknął, a on nadal musiał na niego patrzeć. Od razu cała ta akcja dobroczynna i ulotka o zajęciach o agresji stała się zrozumiała. W tym momencie naprawdę wzrosła w nim złość.
Wstał i rzucił gazetą o ścianę, mając ochotę przyjebać Cody’emu. Zamiast tego sięgnął po telefon i wybierał numer do ojca.
Usłyszał jedynie nagrane „Dodzwoniłeś się do Marka Mossa. Nie mogę odebrać telefonu. Proszę, zostaw wiadomość. Postaram się oddzwonić.”. Zaklął i znów wpatrzył się w artykuł, jeszcze raz go czytając z nadzieją, że może pominął gdzieś napisane nazwisko tego rzekomego świadka. Nie było go. Pod artykułem jedynie znajdowały się inicjały autora artykułu, czyli oczywiście C.S.
Patrzył na to wszystko z zaciętością, aż niespodziewanie rozdzwonił się jego telefon. Ojciec. Odebrał od razu, zauważając, jak nerwowo to zrobił.
— Jesteś. Musimy pogadać.
— Wiem, dowiedziałem się niedawno. Właśnie Solt wyszedł z mojego gabinetu. Jesteś u siebie? — Głos jego ojca brzmiał poważnie, ale niestety tylko względnie spokojnie. Sebastian od razu poczuł, że Mark jest roztrzęsiony.
— Tak, przyszli jacyś religijni narwańcy i mi wciskali ulotkę o agresji. A potem dali gazetę. Co ten Solt odwala? To przez projekt, nie? — mówił szybko Sebastian, samemu mniej pilnując swojego roztrzęsienia, na które był przygotowany, ale i tak jeszcze nie mógł ochłonąć. Było to jak kubeł zimnej wody. Kiedy wie się, że zostanie się nim oblanym, ale jednak woda wciąż była zimna i myśl o niej przyprawiała o dreszcze.
— Nie widzę innego powodu. I w końcu uderzyli w ciebie. Cholera jasna, Sebastian… Przepraszam — wydusił Mark.
Chłopak odetchnął ciężko. Nie chciał denerwować ojca. Nie po to dzwonił.
— Weź, sam się na to zgodziłem, nie masz za co przepraszać. To głupie. Zresztą, takie moje jest tu zadanie, poradzę sobie. Muszę tylko pogadać z Francisco. Bo… ty w to nie wierzysz w ogóle, co nie?
Przez moment w telefonie panowała cisza. Gdy Mark odpowiedział, Sebastian usłyszał w jego głosie jeszcze większe poruszenie niż chwilę temu.
— Żartujesz…? Nigdy bym w coś takiego nie uwierzył. Mama nie mogła cię wychowywać, choć bardzo tego pragnęła — głos odrobinę mu się załamał — ale… wiem, że nie jestem ojcem roku, ale nie wychowałem cię na sadystę.
Sebastian zaśmiał się krótko, ale i nerwowo.
— Wiem… Ale wiesz, czasami w każdej głupiej plotce człowiek sam z siebie doszukuje się ziarna prawdy. Dzięki, że w ogóle tak do tego podchodzisz. I trochę wrzuć na luz, będzie gorzej, więc już teraz się tak nie denerwuj.
— Ciężko wziąć sobie tę radę do serca. Wiesz, że jestem nerwusem. Ale nie rób niczego Soltowi. Niczego bezpośrednio. Już odebrałem mu funkcję redaktora naczelnego.
Sebastian zdał sobie sprawę, że milczy, dopiero po chwili i pytaniu ojca, czy nadal jest przy telefonie.
— Tak, jestem. Serio? Ale że w ogóle nie będzie pisać, czy że nie będzie naczelnym? I wiesz, że on za to może się mścić jeszcze bardziej? Jest… dziwny.
— Mam to gdzieś, wciąż jest uczniem w mojej szkole, czy bierze udział w projekcie, czy nie. Nie jest naczelnym. Dałem mu pozwolenie na pisanie do działu z plotkami, który będę osobiście sprawdzał. Ale trzymaj rękę na pulsie. Im szybciej to wszystko się skończy, tym lepiej.
— Wiem… — Chłopak westchnął ciężej i znowu spojrzał na gazetę, która leżała pod ścianą. Podszedł, aby ją podnieść. — Ale że wpadł na coś takiego… W ogóle… nie wiem czy to dobra myśl, ale myślisz, że Francisco w ogóle po coś do pana Fostera szedł?
— Nie wiem, zapytaj go. Ja dopytam Fostera jutro na kawie. Zaprosiłem go do siebie w ramach podziękowania za ostatnią kolację. Może powie mi, co jest na rzeczy…
— Może. Ale wiesz, nie ciśnij też, to też jego praca. — Sebastian wysilił się na lekki śmiech, aby rozluźnić atmosferę. Był wdzięczny ojcu za jego zdenerwowanie, chociaż pewnie i jego ubodło wspominanie w szkolnej gazetce straty żony.
— Mój syn moim głosem rozsądku… Kiedy to się stało? — Mark też zaśmiał się krótko. — Wiesz co, muszę kończyć, ale spotkamy się w weekend na obiad, okej? Może do tego czasu się trochę uspokoi.
— Może. Ale jasne, daleko do siebie nie mamy, telefony też są. Ja muszę zadzwonić do Francisco, więc nara.
— Na razie — Mark odpowiedział krótko i rozłączył się jako pierwszy.
Sebastian obejrzał gazetę, którą miał w dłoni i odłożył na biurko, zostawiając na stronie z tą niewątpliwie gorącą ploteczką. Sprawdził jeszcze plan, czy jego współlokator może rozmawiać i wykręcił jego numer. Był wtorek, nie miał zajęć popołudniu, ale chyba wspominał coś o pójściu po lekcjach do biblioteki. Na szczęście szybko odebrał.
— Hej, Sebastian! — Miał radosny, energiczny głos.
— Hej — przywitał się, samemu się do siebie uśmiechając. — Słuchaj, jest sprawa. Niezbyt ciekawa. Powiem od razu, aby nie owijać i aby ktoś mnie nie uprzedził. Solt napisał plotkę w gazetce szkolnej, że ponoć cię biję i widzieli cię, jak idziesz z tym się skarżyć do psychologa. Teraz wszyscy tym żyją, więc uważaj — ostrzegł go, wiedząc, że teraz jego pomoc może więcej zaszkodzić niż pomóc, jakby coś się działo.
I w odpowiedzi nie usłyszał kompletnie nic, jakby Francisco dosłownie zatkało. Odczekał chwilę, zapytał, czy wciąż tam jest i ten w końcu się odezwał. Cicho i konspiracyjnie, jakby byli wokół niego ludzie.
— Chryste… Naprawdę? Cały dzień każdy jakoś dziwnie na mnie patrzył… Ja… Ja zaraz będę w pokoju, bo już dochodzę do internatu.
— Okej, tylko na spokojnie, Francisco, nie rób niczego głupiego — dodał na wszelki wypadek Sebastian.
— Si, si… Zaraz będę, poczekaj — odpowiedział tylko krótko i szybko się rozłączył.
Sebastian odłożył telefon na biurko i już tylko czekał, co raz zerkając z pretensją na gazetę. Musiał myśleć o tym pozytywnie albo chociaż częściowo pozytywnie. Oni wpakowali Kevina w przegraną, a teraz Solt chciał go podpuścić. Takie były zasady gry, trzeba było zaciskać zęby i ciągnąć to dalej.
Francisco szybko znalazł się w pokoju. Zamknął za sobą drzwi, przekręcił klucz i spojrzał na swojego współlokatora szeroko otwartymi oczami.
— Pokaż! — poprosił żywo, zbliżając się do niego szybko.
Sebastian tylko podał mu gazetę bez słowa, a ten zaczął czytać. Rumieńce na jego śniadych policzkach jasno świadczyły o tym, jak poruszył go ten artykuł. Kilka razy wyrwało mu się zduszone „Chryste!”.
— Co to znaczy „despota”? — zapytał w pewnym momencie i zerknął na Sebastiana.
— To znaczy… — Sebastian zastanowił się, jak to wytłumaczyć, aby nie przesadzić. — Że to ktoś, kto ma nad kimś nieograniczoną władzę, że mógł ją, nie bacząc na nic, zdobyć i tak ją utrzymuje.
— Ach… Rozumiem. — Francisco pokiwał głową i czytał dalej. A kiedy skończył, załamał ręce i spojrzał w oczy kolegi z masą emocji we własnych. — To szaleństwo!
— Co ty nie powiesz… Pociesz się, że jesteś ofiarą, nie oprawcą.
Argentyńczyk rzucił gazetę na biurko i odetchnął, wplatając palce we włosy. Dopiero teraz spostrzegł, że wciąż ma na sobie kurtkę i buty, więc zaczął to wszystko energicznie z siebie zdejmować.
— Ale kto na to wpadł?! Cody Solt miał już przecież zadanie!
— Może to nie było z zadania, tylko po to, aby mi dopiec. Co by nie mówić, mam kilku takich, co mnie nie lubią — odparł Sebastian, szybko tworząc tę listę i był na niej zarówno Cody, jak i Patrick. Inni nie byli określeni, ale jeszcze myślał o niektórych.
— Ale jak można w to uwierzyć?! — denerwował się Francisco, mówił głośno i żywo, rzucając buty pod ścianę, a kurtkę byle jak na kosz z ubraniami. — Przecież to oczywiste, że byś mnie nie skrzywdził! No, Sebastian, kto w to wierzy?!
Drugi chłopak sięgnął po ulotkę o agresji, którą otrzymał chwilę temu.
— Chociażby całe kółko Jezusa jakiegoś tam? Chcą mnie wspierać — odparł spokojnie, ale ironicznie. — I sam mówiłeś, że się na ciebie patrzą. Więc ktoś w to wierzy.
Za oknem grzmotnęło, a Argentyńczyk rzucił na ponure chmury za oknem na niebie wrogie spojrzenie. Już zaczynało kropić, gdy szedł pospiesznie do internatu.
Podszedł do Sebastiana i ściągnął go za rękę na swoje łóżko, po czym sam usiadł obok.
— Twój papa już widział?
— Tak. Wkurzył się i wywalił Solta z posady redaktora gazetki — wyjaśnił chłopak siadając i knując, jak rozwiązać ich problem.
— Ooo, dobrze! — ucieszył się z tego Francisco i klepnął Sebastiana w ramię, jakby to była jego zasługa. — Dobrze pomyślał. Ale wiesz, Sebastian… Przykro mi, że oni napisali o twojej mamie. To było… najbardziej złe — dodał już ciszej, zostawiając dłoń na jego plecach i delikatnie go pomasował.
— Domyślam się, że o to też ojciec najbardziej się wściekł. Bo na to, że to na tle projektu, to jasne i na to byliśmy jakoś przygotowani… ale to było zwyczajnie chamskie — mruknął i z racji, że czuł dłoń na plecach, nie oparł się, tylko pochylił do przodu, opierając o kolana. — Ale w ogóle, tak myślałem. Ty… nie wiem… w ogóle na przykład chodziłeś gdzieś koło gabinetu Fostera Craiga, czy coś? Bo myślę, jak oni to wymyślili.
Tym razem Francisco poczuł się nie o tyle zdenerwowany, co skrępowany. Zabrał dłoń i splótł obie pomiędzy udami. Zapatrzył się też na nie, więc jego włosy niemalże zakryły mu oczy.
— Si… Chciałem… chciałem, żeby mi wytłumaczył, co ja mam zrobić z tobą i czy to wszystko w ogóle w porządku… że mi się… podobasz.
Sebastian spojrzał od razu na współlokatora z zaskoczeniem.
— Pytałeś się Fostera… mówiłeś, że ci się podobam… O… cholera. Mam nadzieję, że nie wygada ojcu.
— Nie! Powiedział, że nie, obiecał, że nie! — Francisco od razu podniósł na niego spojrzenie, jeszcze żywsze niż chwilę temu. — Powiedziałem, że nic nie powiem, jak nie obieca! Bo inaczej mógłbym go do sądu podać, prawda? To jego praca.
Sebastian nabrał powietrza i już chciał odpowiedzieć, że przecież jego ojciec i psycholog byli też przyjaciółmi, a nie tylko funkcjonowali na płaszczyźnie pracy. Ale widząc minę Francisco, tylko odetchnął.
— Mam nadzieję. W sumie dobry z niego facet, więc… no, mam nadzieję.
Ponownie usłyszeli grzmot, a Francisco zerknął na pogarszającą się pogodę.
— A ja w ogóle wyglądam na ofiarę? — rzucił niespodziewanie z wyrzutem. Nie do Sebastiana, ale zamysłu twórców artykułu.
— Nie trzeba niby wyglądać jak ofiara, aby nią być. Może na ciebie trafiło, bo gorzej mówisz po angielsku albo bo… bo tak. Nie wiem, nieciekawie, ale przecież nie ma się czym przejmować.
Francisco pokiwał głową, po czym zawahał się i podsunął odrobinę. Następnie przełknął ślinę, walcząc ze sobą i pocałował chłopaka w policzek. Sebastian uśmiechnął się słabo.
— Co, ofiaro przemocy? — spytał, chcąc samego siebie przekonać, że sytuacja bardziej go bawi niż wkurza. Bo przecież nie mógł na tę chwilę zrobić niczego.
— O, właśnie tak, z uśmiechem ci ładniej. — Francisco sam się trochę rozjaśnił, widząc, jak kąciki drugiego chłopaka unoszą się odrobinę w górę. — Chciałbym cię jakoś rozweselić.
— Jeszcze trochę do tego daleko, bo nadal jestem wkurzony, ale… dzięki. — Sebastian odetchnął. Sięgnął do jego włosów, aby je pomacać. — Dobry z ciebie facet.
— Pomyślimy w drugiej turze, żeby załatwić Solta tak jak Kevina. Żeby szybko odpadł z projektu, bo ma dużą władzę. Jest strasznie przeklęty — stwierdził poważnie Francisco, wracając do głaskania pleców Sebastiana.
— Nie powinniśmy szkodzić tylko tym, co nam szkodzą, nie takie było założenie — spróbował bez przekonania Sebastian.
— Si, si… wiem… Ale on aż się prosi, żeby mu przyłożyć. Patrick też — jęknął drugi chłopak.
— Popracujemy nad tym… — dodał Sebastian i po chwili uśmiechnął się, sięgając do ust współlokatora. Lekko pocałował je w jeden z kącików.
Argentyńczyk na moment zapomniał o tej całej aferze. Dotąd z Sebastianem tylko się przytulali i całowali, ale nawet takie pieszczoty sprawiały, że serce łomotało mu szybko ze szczęścia.
— A… mogę tak…? — zapytał, obejmując go za szyję i wykonując taki gest, jakby chciał mu przełożyć nogę przez uda i usiąść mu na kolanach. Ostatnio go to krępowało, ale z jakiegoś powodu chciał.
Sebastian spojrzał na niego pytająco, ale w końcu skinął głową, prostując nogi, aby Argentyńczyk miał miejsce. Patrzył przy tym na niego z zaciekawieniem co do tego, co mogło się wydarzyć…

18 thoughts on “Project Dozen – 33 – Detronizacja

  1. Shivunia pisze:

    Basia >> Cieszymy się z twojego powrotu. Solt to specyficzny gracz na tej scenie, ale jeszcze jego historia nie jest skończona więc jestem ciekawa jak będziesz ją oceniała z perspektywy czasu. Etyka zawodowa etyką zawodową, ale kto wie co się wydarzy. Fajnie, że masz tyle przemyśleń. Mam nadzieje, że dobrze będzie szło dalsze czytanie.
    Także pozdrawiamy :)

  2. Basia pisze:

    Witam, witam,
    długo niestety mnie nie było tutaj… ale chyba wróciłam na dłużej…
    tak właśnie pomyślałam, ze może wytycza prywatna wojnę Soltowi… haha nasz dyrektor się wściekł i pozbawił go funkcji redaktora naczelnego, mam nadzieję, że nasz psycholog nie zdradzi z jaką sprawą przyszedł do niego Francisco… w zasadzie nie powinien, bo etyka zawodowa…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. TigramIngrow pisze:

    Po pierwsze cieszę się z reakcji starszego Mossa. Cud malina. A po drugie… Strasznie mi nie leżą wzmianki o Jezusie czy religii w opowiadaniach erotycznych. Budzą we mnie niesmak trochę. Takie dwie totalnie różne płaszczyzny, które nijak sie ze soba nie komponują.

  4. Bebok pisze:

    Woody – nauczyciel roku ;P Jak dobrze że Trey istnieje bo inaczej korki chyba nie przebiegałyby tak spokojnie ;D
    Solt to chujek! Nienawidzę takich cwaniaczków, dobrze że go starszy Moss wykopał ze stanowiska! Ha! Niech cierpi gnojek! ^^ Swoją drogą…. Sen niezły jest xd Ach te intrygi.
    Franek i Seba są słodziachni! Niech im się wiedzie ^^

  5. Katka pisze:

    Mati, hehehe, Woody wie, jak motywować swoich uczniów XD Chociaż może gdyby Treya nie było w pokoju, to mógłby użyć innej… karty przetargowej XD No ale jednak czasem trzeba zachować pozory przyzwoitości, choć też nie wiem, czy Tommy by się mógł skupić, jakby temat zszedł na seks XD A Franio i Sebcio jak Rush i Charlie? Może coś w tym jest, rzeczywiście są dość słodyczkową parką :) Trochę inaczej słodką niż gołąbki, ale jednak wciąż uroczo niewinną chyba. Fajnie, ze są tak lubiani. Może im to wsparcie psychiczne pomoże w przetrwaniu tego trudnego dla nich roku XD Nie dość że projekt, to jeszcze jeden na drugiego leci… Same problemy XD I też życzymy cudownych wakacji! :D

    Inertia, chęć zemsty motywuje, więc może im się uda XD Chociaż Cody mimo że czasem nie myśli (jak pokazał dzisiaj), to jednak to trochę cwana bestia, taki szczur, więc mi się osobiście wydaje, że jest trudnym przeciwnikiem. Och och i słodko, ze Franio ma tylu zwolenników! Jak widać gorącokrwistość jest na czasie XD

    O., maaaaaaaaaaaaasaż… Och, Moss by chciał, mógłby zamienić funkcję Fostera na funkcję masażysty, najlepiej prywatnego XD

    Saki, Cody sobie mocno nagrabił, więc nie dziwi się trochę tej radości z jego kary. Jakby więcej myślał, to by go to nie spotkało, a do tego chyba uderzył w bardziej lubianych bohaterów, stąd ten zbiorowy hejt XD A co do nauczyciela – mam wrażenie, że od tego baaaardzo wiele zależy i nawet jest to w stanie jakoś zdefiniować i ukierunkować naszą przyszłość i wybory dalszej edukacji czy pracy. Więc no… trzeba ludzi z powołaniem jednak, a tyle kutasów na miejscach belfrów, że głowa mała. Albo ludzi, którzy nie umieją nic wytłumaczyć. Ale aż mi się przypominają te zdjęcia z neta tego seksownego matematyka czy innych ciach w szkołach – nie wiem czy to jednak też nie byłby minus XD ja bym mogła oblać przedmiot jeszcze tylko po to, by u takiego w klasie dłużej posiedzieć XD oczywiście przesadzam, ale chyba przekaz zrozumiały. Więc ja nie wiem, czy tak Tomas mógł się skupić na tych korkach XD A Tomasek w ogóle się cieszy, ze mu kibicujesz :D Pozdrowionka!

    Damiann, cóż, ważne, by mieć zalety poza wadami, więc dobrze, że nadrabiasz tą urodą XD Ale jakby co, to proś rodzinę o słownik pod choinkę XD No i to nawet dobrze, że tak sympatyzujesz z cierpiącymi, haha, byle ktoś tego kiedyś na Tobie nie wykorzystał ;)

  6. damiannluntekurbus17 pisze:

    Francisco przypomina mi mnie, kiedy jeszcze przed liceum nie znalem trudnych slow. Ja kiedys (rok temu..) nie wiedzialem, co to kiosk xD To smutne, bo wtedy wszyscy sie smieja, ze mieszka w Pl, a gowno umie -.- Niewazne, nadrabiam orientalna uroda xD
    Szkoda mi troche Codyego, jestem za slaby chyba. Wystarcza czyjes lzy i juz wymiekam : /
    Francisco jest the best. Moj ulubiony bohater ogolnie z bloga (nie liczac Charliego i Rusha i Tomasa), mam nadzieje, ze beda razem z Sebastianem juz do konca ^^

  7. saki2709 pisze:

    Oświadczam, że nadszedł moment, kiedy jeszcze bardziej znielubiłam Solta. Geeez, co za cham. Wiedziałam, że mu się za to oberwie, ale nie sądziłam, że aż tak. Ale powiem jedno. W ogóle mu nie współczuję za to, że stracił stanowisko. DOBRZE MU TAK. Wiem, jestem wredna, ale nie lubię typa. Nawet to, że nie wsypał Sena go nie ratuje. Mam nadzieję, że szybko odpadnie z projektu.
    Podziwiam Sebastiana i Francisco, że tak dojrzale do tego podeszli. Nie panikowali ani nic, tylko rozważyli, jak to rozwiązać. Już gorzej zniósł to chyba dyrektor.
    W ogóle Fran i Seba są taaacy słodcy <333 Nie mogę się doczekać kontynuacji. Umieram z ciekawości, co takiego kombinuje Franio i jak daleko tym razem zajdą.
    Korki wyszły świetnie. I takie łatafak, jak Woody tłumaczył zadania XD Matma jest jak filozofia. Tego, człowieku, nie ogarniesz XD Chociaż gdybym miała takiego nauczyciela jak Woody, to może bym nie znielubiła matmy. Bo dopóki się liceum nie zaczęło, to ją nawet lubiłam. Chyba jednak wszystko zależy od nauczyciela. Eeech. Nieważne zresztą. Uwielbiam Woody'ego i Tommy'ego razem i cieszę się, że ten bonus był tylko dodatkiem. Nie zniosłabym rozstania tej dwójki. No i mimo wszystko, dla mnie Woody i Trey nie pasują do siebie. Są dobrymi kumplami, ale nie widzę ich jako pary. Mimo wszystko dodatek fajny i całkiem przyjemnie się czytało. Mimo wszystko miałam taki smuteczek, jak się zdecydowali zerwać ze swoimi połówkami i jak zobaczyłam takiego zranionego Tomaska :( Mam nadzieję, że nic podobnego się nie stanie w prawdziwej akcji opowiadania. Bo o ile w dodatku jakoś to przebolałam, tak tu tego nie zniosę.
    Pozdrawiam cieplutko i życzę weny i udanych wakacji

    Na koniec coś, co mi się rzuciło w oczy, czyli trochę literówek:
    "Tomas poczekał, aż drzwi za chłopakiem się zamknął i w końcu zapytał Woody’ego" – "zamkną"
    "Posłuchał jeszcze krótkiej wymiany zdań dyrektora i sekretarki, a także ostre pożegnanie Robert Trumana" – "Roberta"
    "Nie wdał się też z żadną rozmowę z dwoma chłopakami, tylko zamknął za nimi drzwi." – "w żadną" nie "z żadną"
    "Że on, syn dyrektora, został bezczelnie przedstawiony jak agresywny chłopak," – a nie "jako"?
    "Sebastian obejrzał gazetę, którą miał w dłoni i odłożył na biurko, zostawiając na stronie z tę niewątpliwie gorącą ploteczką" – "tą"

  8. O. pisze:

    Gdyż, iż, aż, ponieważ potrzebuję maści na „bul dupy”.. Tak serio to chyba Conalla czy Liama złapałam, siedziałam na zimnej podłodze na magazynie i część guziczna boli tak, że ledwo co stoję i boli od nocy.. A co jest najlepsze na bóle? Rynna!!!! <3333333333 ale PD też nie pogardziłam xD
    Haha w końcu psycholog to jak dyplomata, no i może kolejny masaż będzie? *.* jak dyrcio nie chce to ja tyłkiem zamacham, przyda mi się xD
    Liczę że to COŚ będzie jednak krokiem do tyłu, by zdjąć ubrania i iść na przód xD

  9. Inertia pisze:

    No i Solt dostał za swoje, mam nadzieję, że chłopakom uda się go jeszcze jakoś zmanipulować by odpadł z projektu. Zasłużył sobie.
    Dobrze, że przyjęli to w miare spokojnie, trzeba tylko czekać na kolejną akcję, żeby odwrócić od nich uwagę :D
    Jules jest moim numerem jeden, ale to Francisco jest jednak najbardziej uroczą postacią w tym opowiadaniu :)

  10. Mati pisze:

    „odezwał się jeden z jezusowych klonów” – mam nadzieję, że nie urażę tym nikogo, ale jak to przeczytałem miałem taki zaciesz, że masakra :-D
    No, ale teraz przechodzę do rozdziału (który był świetny jak zawsze).
    Więc, na początek korepetycje. To było takie prawdziwe. A ten teks z łyżką :-D Nie wspomnę o tym jakże wyrafinowanym szantażu. Chociaż szkoda, że nie zagroził mu nie wiem…brakiem zabaw np :-D
    Reakcja Mossa seniora super. Pokazał, że strasznie kocha i martwi się o syna. W sumie jakby zrobił inaczej byłoby, delikatnie mówiąc, ciut dziwnie. Soltowi bardzo dobrze, że stracił coś, co było dla niego całym życiem. Aleee, bo jakieś „ale” musi być, chciałem większej ilości krwi :-D
    No a na koniec moja jedna z ulubionych par ever :-D Jejciu no jak ja ich uwielbiam :D Taki słodki Franek :-D Tak bardzo chciał pocieszyć kumpla (w sumie, to jest już raczej złe określenie). I to pytanie czy może się tak usadowić, no cudownie :-D Strasznie mi w tej słodyczy przypominają Charliego i Rusha :-D PS Tęsknię za wami :-D
    Pozdrawiam i udanych wakacji :-)

  11. Katka pisze:

    Aeneryss, może trochę dlatego, że nie mieszka z ojcem, nie mają kontaktu non stop, to mają takie dobry kontakty. Może bardziej doceniają swoją obecność i tak dalej, chociaż Mark po stracie żony starał się robić za dwóch i być dobrym ojcem, więc na pewno jest tu też plus w jego chęciach i staraniu. Hehe, no i słodko z tym utożsamianiem się z Woodym – ja mogę o tym tylko pomarzyć, bo nigdy nie byłabym w stanie dawać korków z matmy XD I oczywiście musi być jakiś wkurzający typek. Coby harmonia była XD

    Linerivaillen, Sebcio i Franio zawsze słodcy mówisz? Chyba mają to do siebie, że człowiek im kibicuje. A Tomcio i Woody – wiesz, nawet nie chodzi o sugerowanie się opiniami, ale po prostu niczego nie można być pewnym XD Nie wiadomo, czy im się uda, ale zobaczymy, zobaczymy ;) Warto trzymać za nich kciuki XD

    Liv, no Cody trochę przegiął pałę XD Więc sam ostatecznie prosił się o to, co wynikło z całej sytuacji. Trudno, za swoje grzechy trzeba płacić. Haha no i bardzo nam miło, że korki wyszły naturalnie XD Niby taka randomowa scena, ale zawsze w nich widać, jak to naprawdę jest w relacjach postaci, plus zawsze trochę inaczej wychodzi i więcej można się dowiedziec, jak są w scenie minimum 3 osoby, a nie tylko para. „Moss senior „nie wychowal syna na sadyste”? A przepraszam,to cos zlego..? (Mason, cichutkoj!) ;3” – hahaha, padłam XD Josh w każdym razie nie ma nic przeciwko (czasami).

    Porebula, stres i denerwowanie się przy czytaniu rozdziału mile widziane. Emocje muszą być. Oooch, a Trey się starał, naprawdę chciał zrozumieć, ale że nie wychodziło, to co biedaczek miał poradzić? W końcu jednak Woody na pewno mu wszystko wyośli, coby jego kumpel nie oblał przedmiotu.

    O., taki długi komentarz o tak późnej porze? Wow, jestem pod wrażeniem :D Podoba mi się wizja tej rozmowy Fostera z Markiem. Taka trochę dyplomatyczna, haha. Takie szukanie, jak tu zgłębić temat homo, ale nie mówić wprost… Oczywiście nic nie mogę potwierdzić, ani niczemu zaprzeczyć, ale jedyne co mogę powiedzieć, to że w następnym rozdziale pojawi się scenka pomiędzy tą dwójką ;) A co do jezusowych kolesi, to tak, oni trochę jak Jehowi XD Cóż, wszędzie są takie indywidua XD I tak, to nie jest bynajmniej koniec sceny, a jej dalszy ciąg będzie można poczytać w następnym rozdziale ;) Czy to będzie krok naprzód, czy do tyłu, to się okaże, niemniej COŚ się na pewno stanie :D

    KillCheerleader, mam nadzieję, że nie wstałaś umierająca po pisaniu komentarza i czytaniu o tej porze XD Ale tez miło, że jednak się skusiłaś na napisanie opinii. Poświęcenie cudowne XD Ogólnie zgadzam się, ze Cody nie rozegrał tego dobrze. Zarówno pod względem argumentów wytaczanych przeciwko dyrektorowi, jak i nie wydaniem dwójki swoich spiskowców. Wziął na siebie baty i teraz w sumie jedyne na co może liczyć, jeśli chodzi o korzyści, to że kiedyś Patrick i Sen mu to wynagrodzą. Chociaż… zawsze może zagrozić i zaszantażować, ze wyda ich dyrektorowi, tylko pytanie, czy by ktoś w to uwierzył. Uuu, dodatek z Treyem i Woodym aż tak przypadł Ci do gustu? To osóbka, która to zamówiła, może być z siebie dumna ;) Chyba ogólnie znalazłoby się troszkę czytelników, którzy by właśnie taki paring bardziej widzieli w oryginalnym opku. Ale my nic nie będziemy zdradzać, nic nie jest jasne, u chłopaków zdaje się dopiero październik, więc jeszcze wiele może się wydarzyć. Niemniej wciąż bardo nam miło, ze bonusie się podobał ;) A czy rozdzial był krótki? Nie wiem, zwykle staramy się robić je w standardowej wielkości, mniej więcej takie same, jeśli się akurat da. Może fatycznie jest tak, jak mówisz, że przez scenę w środku się taki wydawał.

    Omega, jednak udał się to przetrwać bez jakichś sporów czy oddalania pomiędzy Sebcią i Franiem. Francisco bynajmniej nie ucieka w obliczu problemu, jak już nie raz widzieliśmy. To taki raptus, od razu coś musi zrobić, więc prędzej by polazł przywalić Cody’emu niż chociażby przeniósł się do innego pokoju. Sebastian za to… no on jest zachowawczy, ale jest też raczej pewny siebie i odważny, jakby to tak ująć, więc obyło się bez wycofania. Och i widzę to ciśnienie na Sena i rudego kolegę XD Och a dalszy ciąg na pewno będzie bardzo interesujący, to zapewniam :D

  12. Omega pisze:

    Wiedziałam, że ten artykuł odbije się na Codym… I bardzo dobrze :D
    Cieszę się, że Sebastian i Franio nie oddalili się od siebie, przez to zamieszanie, bo byłabym smutna, gdyby powstał między nimi taki dziwny dystans. Jestem ciekawa jak to wszystko wytłumaczą, bo pewnie na „Przeprosiny” Cody’ego, które kazał mu napisać dyrektor, troszeczkę poczekają. Ogólnie, to dyrektor nieźle się wkurzył, ale nic dziwnego, skoro ktoś wygrzebuje na wierzch jego sprawy rodzinne i jeszcze oczernia jego syna. Dziennikarzyna raczej nie jest zbyt szczęśliwy z tego, że stracił posadkę, ale jakby nie patrzeć zasłużył (nie dość, że Trey zawieszony, to jeszcze Sebkę i Franka obsmarował)… Choć w sumie to (w dużej mierze) Sen go nakłonił do napisania artykułu. I a propos Sena – fajnie, gdyby powstał wątek tego szaleńca i jego rudowłosego „przyjaciela” xD (to mogłoby być naprawdę ciekawe połączenie :3)
    Cóż czekam na kolejny, bo Franio wyraźnie coś kombinuje ( ͡° ͜ʖ ͡°) a ja chcę wiedzieć co dokładnie zrobi :D

  13. KillCheerleader pisze:

    Zaraz czwarta, zamiast spać i rano wstać wypoczęta, to czytam sobie kolejny rozdzialik i męczę z telefonem, by dodać komentarz.
    Jako wredny babszty, strasznie się cieszę, że Cody Solt stracił swoją posadę. Było to przegięcie, na jego miejscu zamiast pyskować dyrektorowi w gabinecie, starałabym się wyjść z tego obronną ręką, ale widocznie u Solta zabrakło tego myku kombinatorstwa. I bardzo dobrze, hehe. Podobnie rzecz się mam z jego wspólnikami, nie miałabym oporów, by ich wydać, w końcu zawsze lepiej ukarać jedną osobę niźli trójkę, bo większa liczba uukaranych czniów mogłaby wzbudzić głosy sprzeciwu profesorów.
    Zapomniałam, że ten dodatek, gdzie Trey był z Woodym był na życzenie czytelników i nie był częścią właściwego opowiadania. A wielka szkoda, ponieważ był ŚWIETNY, a rzadko zdarza mi się, że coś mnie powala, zdecydowanie żałuję, że nie ma odzwierciedlenia tutaj. Tomas&Woody nie należą do moich faworytów, jakoś do siebie nie pasują i czekam sobie grzecznie, aż jeden zostawi drugiego. Lubię sielankę, ale w ich wypadku jest ona nuda. Serio, żal mnie ściska, że taki dobry fragment (pod względem fabularnym i opisowym, śmiem nawet stwierdzić, że najlepszy kawałek jaki przeczytałam opatrzony etykietą „Project Dozen”) jest tylko dodatkiem dla fanów shippujących Treya i Woody’ego.
    Ktoś niżej zasugerował, że T&W mogą pokazać Treyowi jak się przygotować na Harper – turlam się po pokoju i kwiczę, a moja wyobraźnia idzie dalej i widzę ich w trójkącie. A potem Thomas zostaje zepchnięty z łóżka i śpi na podłodze.
    Podpinam się pod słowa, że Francisco i Sebastian wyjątkowo dojrzale podeszli do artykułu oraz konsekwencji, jakie ze sobą niosą. Słodziaki ♥ uwielbiam ich.
    Czy tylko ja mam wrażenie, że ten rozdział jest za krótki? Mamy w nim aż trzy scencki, ale wydaje mi się, że przez środkową część, gdzie Cody został sprowadzony do funkcji podrzędnego plotkopisarza, cała pierwsza część gdzieś umyka, nagle staje się nieważna i nieistotna.
    Matko, ponad trzydsieści minut się produkuję i na pół śpiącą stukam w telefonową klawiaturę. Jest już jasno, gaaahh. Dobranoc.

    Ps. Powinno być „jezusowego towarzysza”, „j” po prostu od małej litery.

  14. O. pisze:

    Może przy któryś z kolei korepetycjach Trey poprosi świeżą parkę o wstęp do męskiego porno xD ewentulnie by mu pokazali jak się przygotować na Harper xD
    Uuuu jedynym pokrzywdzonym jest Solt.. Szkoda, że się z tym nie liczył. Ale, ale.. Jak to mówią – zemsta bywa słodka i mimo swojego dziennikarskiego honoru może chcieć się odwdzięczyć Senowi i Patrickowi xD w końcu to oni go do tego podburzyli i są bezpieczni
    Turman to typowy nauczyciel – nic mu się nie chce, chyba już długi ma staż xD
    Dotacja nie zostanie odebrana i projekt będzie trwał dalej, o to się martwić nie trzeba, ale należałoby skoro już lecą chwyty poniżej pasa.
    Już widzę jak Foster mówi do Mossa seniora „macie coś w genach, że mężczyźni na was lecą” ale pewnie tego nie powie, bo nie wygląda na takiego, co złamie obietnicę i do tego służbową, choć to by mógł wykorzystać na skierowanie torów na ich relacje, bo przecież psycholożek leci na dyrcia, prawda? To nie jest nasza wyobraźnia? Ale jestem ciekawa jak wybrnie z sytuacji, może powie że Franio gubi się w obcej kulturze i że o tym chciał pogadać – takie neutralne, drobne kłamstwo.
    Jednak cała afera w pierwszej fazie nie uderzyła w nich jak się spodziewałam/liśmy, myślałam że będzie jakieś większe bum i wybuchy. Ale zobaczymy kiedy to tak naprawdę rozejdzie się po kościach.
    Akcja z kółkiem wsparcia niezła, śmiać mi się chciało i bez obrazy ale pokojarzyło z Jehowymi, tylko tymi co mega wzięli sobie do serca nawracanie i robią to w za bardzo natarczywy sposób.
    Ah Franio! Ty już instynktownie wiesz jak poprawić humor Sebastianow! Mógł włażąc mu na kolana dodać, że chce poczuć jak Sebcio przejmuje władzę xD mogą się pobawić w pana i ofiarę, tak na rozładowanie emocji xD
    Mam nadzieję, że ten wielokropek oznacza rozwinięcie w następnym rodziale akcji związanej z pozycją w jakiej się znaleźli. Nie tylko Sebcio jest tego ciekawy~! Bo może to właśnie jest TEN moment, by pójść krok śmielej i dalej.
    (Dałam sobie spacje w tel by pisać od nowej linijki i dostałam podpowiedzi „Jasper, Nudzenie, Maria” xD koniec ciekawostki xD)
    Haha Franstian będzie chciał zemsty, Cody przypuszczalnie również, nie zawrą przymierzu, ale pokażą do czego potrafią się posunąć xD czyli wyciągamy to co złe z ich dusz, w sensie Wy to robicie <3333
    A to całe zamieszanie i chęci odpłacenia pięknym za nadobne, może dać czas i pole do popisu komuś innemu, by jakieś zadanie zrobić bez problemu, lub coś innego, co przeszłoby bez echa, przy skierowanej uwadze i zainteresowaniu na Franstiana, dyrcia i Codyego xD

  15. porebula pisze:

    No Mos się się się no wkurwił się trochę się… Ale wsumie to sie mu nie dziwie… Biedy Fran, Seba, Mos i Foster, któremu mam nadzieje sie nie dostanie. POWIEDZCIE MI CZYM JA SIE W TYM ROZDZIALE TAK DENERWUJE I STRESUJE I CZEMU WŁĄŚCIWIE
    Ręce mi sie trzęsą help help
    Ale moje mądre dzieci są mądre i dadzą sobie rade, nie? Nie? Fraba foreva? He? He?
    Ale Cody zdechnij kude. Na AIDS. Wredna ja.
    Korki takie miłe, reakcja Treya na początku taka prawdziwa xD A potem jeszcze tylko” Umiem to zrobic jestem krulem i bogiem!” 5 minut później „CCo tto kuwa jest? Ja wiem! Yyy ratuj jeatem debilem” ta.. nie
    Weacając do ccodiego. Miech zdechnie ale to już było więc to to kurde niefajne było, ok? Znarła żona jako argument… Brian by ci tu powiedział, że jesteś żałosny, ale nie mówimy o Brianie bo QaF jeszcze do końca nie widziałam, więc ja ci powiem jesteś żałosny, zdychnij. Dziękuję

  16. Liv pisze:

    W takiej chwili…
    I konsekwencje wybryku Solta byly do przewidzenia, ale nie sadzilam, ze przy dyrektorze bedzie tak bezczelny. Juz jebac Sebastiana, ale nie wspomina sie raczej o zmarlych zonach, kiedy wlasnie zawalilo sie problemami syna, co nie? xd
    Ale nie sadzilam, ze Sebastian i Fran tak.. dojrzale i slodko do tego podejda.. c: Ten „calus na pocieszenie”.. *q*
    A same korepetycje byly genialne i nie wierze, ze to nie dzialo sie naprawde, a wy nie siedzialyscie pod lozkiem Woody’ego, kiedy to opisywalyscie. Tak rozbrajajaco fajnie… Moze brzmi to zalosnie troszke, ale normalnie ten fragment byl taki „szczery w uczuciach” i wydawal mi sie taki pelen mlodosci i luzu i jednoczesnie dojrzalych uczuc i emocji. Cholera, pojechalam.
    Noo, ale uroczo. I tylko… Moss senior „nie wychowal syna na sadyste”? A przepraszam,to cos zlego..? (Mason, cichutkoj!) ;3
    I w ogole ludzilam sie do ostatniej chwili, ze poprzednie dwa rozdzialy jednak skomentowalam, ale net na wsi niestety sie na mnie wypial. Ale to poczekam na nowe, nie uciekniecie.. .-.

  17. linerivaillen pisze:

    Soltowi odpierdala. Boję się,p jakichś akcji jak z Władcy much xD A Sebaścian i Franeczek słodziutcy i kochani jak zawsze. Mam nadzieję, że nie pójdziecie za sugestią niektórych i nie zamienicie Tomasa na Treya. Ja wiem, że W+T wychodzi tak czy siak, ale ja lubię Tomeczka. No.

  18. Aeneryss pisze:

    Awwwwww, Franio jest uroczy <3
    I zazdroszczę Sebastianowi relacji z ojcem. Bo nawet jak nie maja dla sebie dużo czasu to dogadują się perfekcyjnie i tata mu ufa i nie wierzy w te idiotyczne oskarżenia. chociaż nie sądziłam, zę dyrektorowi aż tak bardzo puszczą nerwy, zeby sebastian musiał go uspokajać. Ale jak na razie między chłopakami to niczego eni zepsuło, więc jest super. A teraz Cody'emu się za to oberwie i bardzo dobrze, bo mnie koleś irytuje, łagodnie mówiąc xD
    Ogólnie w tym rozdziale tak bardzo utożsamiam się z Woodym, że to aż zadziwiające.Szczególnie pierwszy akapit. Jakbym widziała siebie i moją przyjaciółkę xD
    Właśnie się zorientowałąm, że skomentowałam całość idealnie od tyłu. Ups ^^"
    W każdym razie, moje uwielbienie do Woody'ego rośnie. Do Frania i Sebastiana też. I do dyrektora. Dzięki wam za takich ludzi jak Cody, bo jakbym uwielbiała wszystkich to byłoby to mocno niezdrowe xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s