No Exit – 33 – Za daleko

Harley, ubrany już w swoją ciepłą marynarkę i szalik pod szyją, zszedł z piętra, na którym miał biuro. W klubie wciąż było sporo gości, ale on skończył swoją pracę, więc postanowił poszukać Deana. Po drodze sięgnął do kieszeni po telefon i ściągnął brwi, widząc, że syn dzwonił. Postanowił najpierw odszukać choreografa, nim oddzwoni, bo w klubie było zbyt głośno na jakąkolwiek rozmowę telefoniczną.
Mężczyznę znalazł przy barze, żywo dyskutującego z jakimś wydziaranym nawet na szyi facetem. Ten był w koszulce bez ramion, aby było widać jego tatuaże, i w skórzanych spodniach. Zbliżając się do nich, manager usłyszał coś o zębach. Myśli samoistnie podążyły mu do tego lekkiego ukąszenia, którym uraczył go Dean niecałą godzinę temu w biurze.
Odetchnął głębiej, by zbytnio nie poddawać się fantazji i stanął przy barze. Ethan stojący za ladą i nalewający piwo dla jakiegoś gościa, rzucił do niego „cześć, szefie!” swoim lekko modulowanym głosem. Harley odpowiedział, przypomniał, żeby nie rozlał i zwrócił się do Deana.
— Hej, przeszkadzam? — Spojrzał to na niego, to na jego rozmówcę.
Dean odwrócił do niego głowę i przechylił się na wysokim barowym stołku, tak że oparł się ramieniem o Harleya.
— Nie. — Uśmiechnął się do niego i dopiero spojrzał na swojego rozmówcę. — To Jayden, gadaliśmy o jego tatuażach, kolczykach i takich innych modyfikacjach — streścił, obrazując mu, o czym mówi, kiedy wystawił język, a następnie poklepał Harleya wierzchem dłoni w klatkę piersiową. — A to jest szef tego zacnego przybytku, Harley Bunch — przedstawił gościowi mężczyznę.
— Siema. — Jayden wyciągnął rękę do Harleya. — Fajny klub, godny polecenia. Dobrą muzykę puszczacie.
Manager ścisnął dłoń mężczyzny i pokiwał głową w podzięce.
— Staramy się trzymać wszystko na jako takim poziomie. Mam nadzieję, że piwo smakuje równie dobrze, jak muzyka pobrzmiewa — odparł, wskazując brodą na jego kufel.
— Ta, jest niezłe. Chociaż jestem przyzwyczajony do innych marek, ale spoko, spoko. — Uśmiechnął się. — A i mówiłem twojemu choreografowi, że jakby…
— Nie — Dean zatrzymał go, unosząc się i powstrzymując, aby nie mówił.
— Nie?
— Jeszcze nie.
Jayden zmarszczył brwi, potem zerknął na Harleya, ale w końcu nie zaoponował.
— To sorry, najwyraźniej chce ci sam powiedzieć — dodał, wstając z krzesełka, dopił piwo na raz i klepnął blondyna w ramię. — To się jeszcze spikniemy w tej sprawie. Baw się dobrze. — Spojrzał na managera. — Miło było poznać.
Harley skinął mu głową i rzucił jeszcze jakimś profesjonalnym frazesem, zachęcając mężczyznę do częstych odwiedzin klubu, a gdy ten zniknął, ponownie spojrzał na Deana.
— O czym on mówił?
Dean wstał i uśmiechnął się łobuzersko.
— O niczym szczególnym. Jak będzie o czym, to ci powiem.
— Zabrzmiało to co najmniej podejrzanie. Ale okej, idziemy? Gdzie masz kurtkę?
— Na zapleczu, pójdę po nią. Możesz zaczekać na zewnątrz. — Uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu, wymijając go i idąc w stronę zaplecza.
Harley za to ruszył przez klub. Po drodze jeszcze wpadł na Dustina, który korzystając z okazji, zapytał, czy będzie mógł czasem sam tu przychodzić we wczesnych godzinach porannych, aby poćwiczyć. Manager się zgodził, choć mocno go zaskoczyło, gdy tancerz zdefiniował „wczesne godziny poranne” jako siódmą rano. Dla Harleya to była ekstremalnie wczesna pora, ale nie chciał się kłócić. Ambicja chłopaka mu się podobała.
Zamienili jeszcze kilka słów i Harley wreszcie wyszedł na dość pełny parking. Tam Dean już czekał, przestępując z nogi na nogę, a z jego ust wydobywała się para, kiedy oddychał.
— Zabłądziłeś? — spytał, trzęsąc się lekko w swoich kolorowych, ale mało ciepłych ubraniach.
— Twój nowy podopieczny mnie złapał — wyjaśnił Harley, otwierając swojego Wranglera. — Wsiadaj, marzniesz — dodał, samemu już zasiadając za kółkiem.
Dean w tej kwestii nie zamierzał dyskutować. Szybko obszedł samochód i wcisnął się do środka, teatralnie drżąc.
— A mówili, że będzie cieplej — jęknął, dygocząc.
— Jest po północy, nie ma się co dziwić. — Harley westchnął, podpinając sobie kabelek do telefonu, zanim ruszył. — Wybaczysz mi na moment? Muszę zadzwonić — rzucił do Deana, wykręcając odpowiedni numer i dopiero odpalił silnik.
— Jasne, nie krępuj się, tylko włącz ogrzewanie — poprosił, rozcierając sobie dłonie po zapięciu pasów.
Harley potaknął i spełnił jego prośbę. Gdy tylko wyjechali z parkingu na nocną i dość pustą ulicę, odezwał się do mikrofonu.
— Cześć, młody. Dzwoniłeś. Co się dzieje…? … hej, hej, nie ma tak, mama przecież wie, że… Tak, ale to nie zmienia sprawy… — Harley zaklął pod nosem, zjeżdżając na inny pas, by wyprzedzić jakiegoś mozolnie prowadzącego samochód dziadka. — Zadzwonię do niej. Ale ważne jest, co ty chcesz robić, Sammy. Jak wolisz jechać z mamą, to cię nie zmuszę do przyjechania… Wiem, młody, sorry, wyższa konieczność… Tak, chyba mógłbym cię odebrać… Mhm… Jak tam Susie? Całowaliście się już? — Zaśmiał się na koniec, mrużąc oczy. — Uuu… Brawo, to oby tak dalej. Może ją poznam w końcu… — Harley urwał i nagle zaczerwienił się lekko. — Ta, może być u was — mruknął. — Okej, odezwę się, jak pogadam z mamą. … mhm… Na razie — pożegnał się z synem i odłączył kabelek. — Już jestem twój — rzucił już do Deana.
Ten uśmiechnął się do niego uprzejmie.
— Co tam u młodego? Coś się urodziło, że robisz za pośrednika?
— Hm? — Manager nie zrozumiał od razu i zerknął na niego krótko. — Pytasz o jego nową dziewczynę? Nie widziałem jej jeszcze, a jak widać idzie do przodu.
— Nie, znaczy nie to miałem na myśli. Czemu masz dzwonić do żony? — spytał Dean, nie przejmując, że może być wścibski. Najwyżej Harley mu powie, że to nie jego sprawa.
— Ach… — Harley nieco spochmurniał. — Bo teraz wypadał weekend, który miałem mieć z synem, ale przez nawał roboty, występ i tak dalej, musiałem odłożyć. A Sally zamiast pomyśleć, że za to następny weekend powinien być mój, to chce wyciągnąć syna do swoich rodziców — prychnął, kręcąc głową z jawną irytacją. Zupełnie mu się to nie podobało i uważał, że Sally nagina swoje przywileje.
— A młody co na to? Jest chyba dość duży, aby decydować o tym, gdzie chce spędzić czas, co?
— Dlatego przypomnę byłej żonie, że coś się jej popierdoliło, ale decyzję zostawię Sammy’emu — odparł i zmienił temat, bo był niemal pewien, że Dean ma już po dziurki w nosie słuchania od niego o rodzinie i pracy. Do tego jakoś bardziej niż zwykle przejmował się tym, co ten facet może o nim myśleć. — Marvin i Jaz nie komentują jakoś, że do mnie wpadasz? — Uśmiechnął się przy tym bokiem do Deana.
— Och, ale oczywiście, że komentują! Ale pozytywnie. Marvin się śmieje, że muszę mieć naprawdę… hmm, wielki — zaśmiał się — apetyt. A synem mam nadzieję, że się nie przejmujesz. Widzę, że młody cię lubi. Inaczej nie mówiłby o postępach z dziewczyną.
— Lubi, lubi, takiego starego by nie lubił? — Harley uśmiechnął się do niego. — Wkurwia się tylko, jak odwołuję przez pracę spotkania. A Marvin wie, o czym mówi… — dodał wymownie, skręcając już w ulicę, na której mieszkał.
— A czasami ktoś nie mógłby cię zastąpić w pracy? Ja rozumiem tę „niezastąpioność”, ale chyba i tak dzieciak jest ważniejszy. Tym bardziej, że to nastolatek, codziennie nawet pewnie nie chciałby cię widzieć — Dean ciągnął dalej temat rodziny Harleya, dość luźno się w nim czując. W sumie już przyłapał się na tym, że lubił słuchać tego, jak mężczyzna gadał o jakichś sprawach związanych z pracą i rodziną. Miał dzięki temu wrażenie, że go odkrywa.
Manager nawet rzucił mu czujne spojrzenie, jakby doszukiwał się jakiegoś chwytu w tej wypowiedzi. Dziwiło go, że Dean chce o tym rozmawiać. Wyglądał na faceta bardziej rozrywkowego i ekscentrycznego, a dało się z nim naprawdę przyjemnie pogadać o sprawach wręcz miażdżąco przyziemnych. To była zaskakująca i… miła kombinacja. W końcu jakby szukał znajomości z kimś żyjącym tylko klubami i imprezami, to poszukałby jakiegoś dwudziestolatka, a nie dojrzałego faceta.
— Jak zauważyłeś, nie mam swojej sekretarki — prychnął w końcu i zaparkował pod budynkiem. — Ale rzadko odwołuję te spotkania, więc nie jedzie to nam specjalnie po relacjach.
— Bylebyś się nie przeliczył — rzucił Dean i spojrzał za okno. — Uch, uch. — Wziął kilka głębszych oddechów, jakby właśnie miał wskoczyć do przerębla i dopiero wysiadł z samochodu.
Harley również wyszedł na chłodne, nocne powietrze i zamknąwszy auto, ruszył szybko z Deanem do mieszkania.
— U mnie jest ciepło — zapewnił go, już na klatce schodowej obejmując o ramieniem i pocierając go dłonią dla rozgrzania.
Dean zamruczał i przechylił głowę w stronę mężczyzny na chwilę, aby dać mu znak, że to mu się podoba.
— Jakbyś jeszcze rozpalił w kominku… — Westchnął trochę z żalem, wspominając ten jeden raz. Potem Harley nie chciał już w nim palić. Nie dziwił się trochę.
Tym razem manager popatrzył na niego uważniej.
— Podkręcę mocniej ogrzewanie — odpowiedział w końcu i puścił go dopiero, gdy doszli do drzwi.
— Nie spalę ci mieszkania, obiecałem przecież — jęknął Dean, ale w końcu tylko pochylił się i cmoknął mężczyznę w ramię. — Ale rozumiem. Tak tylko rzuciłem.
Harley mruknął na potwierdzenie niechętnie i zatrzasnął metalowe, ciężkie drzwi, gdy weszli do środka. Trzasnął we włącznik, a liczne lampy rozświetliły całe pomieszczenie. Było jak zwykle dość puste i czyste, ale raczej nie dlatego, że co ranek gospodarz ganiał z odkurzaczem tam i z powrotem, a po prostu więcej czasu spędzał w pracy niż w domu, więc nawet nie miał kiedy nabrudzić.
— Jak chcesz coś jeść, pić, to się nie krępuj. — Wskazał gestem część kuchenną i po zdjęciu wierzchniego ubrania poszedł nastawić ogrzewanie na nieco mocniejszy poziom.
Dean też się rozebrał i kiedy przeszedł do kuchni, krzyknął:
— Chcesz kawę?!
— Aha! — potwierdził mężczyzna i po chwili ponownie pojawił się na widoku Deana. Ale tylko na moment, bo przemknął do części sypialnej, by zdjąć z siebie garnitur. Potem już w samych spodniach od dresu, boso, podążył do zajmującego się kawą Deana. Wyciągnął się w górę, pocałował go w skroń i sięgnął po garść orzeszków, które stały w miseczce obok. — Już ci cieplej?
— Tak — Dean zamruczał, uśmiechając się po prostu uroczo, gdyby nie fakt, że przy okazji pokazał swoje ostre zęby. — Twoja kawa. — Przysunął filiżankę do mężczyzny i na chwilę, nim ten się napił, schylił się i nosem przesunął o linii jego szczęki. — Albo jestem pijany, albo cię lubię — zamruczał i cmoknął go w policzek, od razu się odsuwając, aby zaparzyć w ekspresie kawę dla siebie.
— Mam nadzieję, że lubi się mnie nie tylko po procentach — odpowiedział Harley z lekkim rozbawieniem, ale i czymś jeszcze. Był pewien, że ciepło, które rozlało mu się w środku nie miało teraz nic wspólnego z tym, że napił się gorącej kawy.
— Nie, nie tylko. — Dean rzucił mu krótkie spojrzenie znad ramienia. — Ale jak tam z Susie? Szykuje ci się w najbliższym czasie pogawędka o antykoncepcji?
— Nie, mam nadzieję, że nie. Jest za młody na seks — odparł mężczyzna z pełnym przekonaniem i z kawą ruszył do wieży stereo. — A z tego co wiem, mieli pierwszy pocałunek dopiero wczoraj — dodał, jakby to dowodziło, że rzeczywiście jego syn nawet nie myśli o seksie.
Napił się kawy i włączył wieżę. Uśmiechnął się do siebie, słysząc, co poleciało. Musiał nie wyciągnąć płyty Alan Persons Project, bo rozbrzmiał jego ulubiony kawałek „Eye in the sky”.
Dean zaśmiał się z tego, co powiedział Harley.
— Za młody? Olbrzymie, chyba nie doceniasz dzisiejszej młodzieży.
Harley skrzywił się lekko i usiadł na podłokietniku pobliskiego fotela. Siorbnął kawę, myśląc chwilę. Chyba za bardzo wypierał to, co mogło rzeczywiście się stać pomiędzy jego synem a Susie. Nie chciał, żeby Sam za szybko dorastał.
— Ta, wiem… Staram się go kontrolować jak mogę, ale odległość i czas, jaki z nim spędzam, trochę mi to utrudniają. I co z tą twoją kawą? Przyjdziesz tu już do mnie?
— Tak, tak! — Dean zreflektował, zabrał swoją kawę i przyszedł do mężczyzny. Chwilę dumał, ale w końcu usadowił się na tym samym fotelu, na którego podłokietniku mężczyzna siedział. — A kontrolować nie masz co, musisz tylko mu powiedzieć, jak przejebane będzie miał, jak zjebie i zaciąży koleżankę. Nie odstraszysz chłopaka od seksu. To tak, jakbyś miał teraz sobie powiedzieć, że mając chętną dziurę, przez dwa tygodnie w nią nie zamoczysz.
Harley prychnął cicho i spojrzał mu w oczy.
— To tak, jakbym miał takiego cudownego faceta w domu i zamiast się z nim położyć do łóżka, spałbym sam na kanapie?
— Właśnie. — Dean klepnął go w udo. — Dlatego lepiej pogadaj z młodszym sobą, aby nie było potem: „Boże, tato, nie wiem, co robić!”. Taka, wiesz… przyjacielska rada. — Uśmiechnął się do mężczyzny szeroko i zostawił dłoń na jego nodze.
Harley chwilę patrzył mu w oczy, po czym powoli przesunął dłonią po jego przedramieniu, aż na dłoń i splótł z nim palce.
— Co do sfery przyjacielskiej, Dean… Nie chcesz się wycofać? — rzucił mało konkretnie.
Dean ściągnął brwi, patrząc na mężczyznę uważnie. Czuł jego palce między swoimi i wiedział, że powinien zachować się poważnie, odpowiednio do swojego wieku, ale nie do końca umiał.
— To zachęta czy prośba? A i jeśli chodzi o fotel, to nie.
— Nie jesteś na tyle pijany, żeby zapomnieć, co powiem, jeśli przypadkiem popełnię zaraz jakieś faux pas, ale… — Harley zawahał się na moment, czując niepokojące ściskanie w sercu. — Dean, za bardzo mnie przyciągasz. Nie tylko erotycznie.
Choreograf chwilę patrzył w oczy Harleya, aż w końcu uśmiechnął się kątem ust i tak przekręcił się na fotelu, aby położyć brodę na jego udzie. Szedł na żywioł, nie zastanawiając się zbędnie nad kolejnym krokiem. Ale czy nie o to w tym chodziło, aby dać się ponieść?
— Myślisz, że czemu spytałem o to, czy chcesz, abym z tobą spał, bez wcześniejszego ruchania się?
Harley westchnął i przesunął kciukiem po jego łuku brwiowym.
— Czyli nie przeszkadza ci, że to nie tylko seks… — ni to stwierdził, ni spytał, przypatrując się jego twarzy.
Dean prychnął pod nosem, kładąc policzek na jego nodze.
— Nie obrażę się bynajmniej, jak mnie teraz zaniesiesz do sypialni i zrobisz mi rima, ale nie. Nie przeszkadza mi, że to nie tylko seks. Jest mi dobrze, jak grzejesz mi plecy.
Manager uśmiechnął się bokiem ust, nie ustając w głaskaniu jego twarzy, dość delikatnym jak na tak dużego faceta.
— Mi jest dobrze, jak się tak pozwalasz dotykać.
— No, nie wstydzę się. — Dean uśmiechnął się kokieteryjnie. Miał lekko błyszczące od alkoholu oczy. Dawało mu to więcej pewności i swobody w mówieniu, co czuje. — Lubię też, jak to robisz, chociaż też trochę się boję. Jesteś duży.
Harley wykrzywił usta z rozterką i odsunął mu z czoła wymykający się ze spiętych włosów kosmyk.
— Staram się nie przesadzać. Wybacz, Dean. Jak na szybko, lepiej się ograniczyć do palcówki czy lodów, co?
Dean uśmiechnął się do niego miękko, na ile pozwalał mu jego wygląd i pocałował udo, na którym trzymał głowę.
— Nie jestem dzieckiem, wiem, kiedy powiedzieć „dość”.
— I zastopujesz mnie, jeśli teraz wezmę cię na ręce i zaniosę do łóżka? Przymierasz mimo kawy — zauważył Harley, bez pretensji w głosie.
Dean zaśmiał się, w końcu unosząc znowu oczy na mężczyznę.
— Nie za często mnie coś nosisz?
Harley pokręcił głową ze śmiechem i wstawszy z fotela, zabrał mu picie, po czym sprawnie chwycił Deana pod kolana i plecy. Uniósł go, krótko marszcząc brwi i rzucił mu spojrzenie pod tytułem: „Widzisz? Żaden problem.”. Po tym ruszył z nim do części sypialnej, z zadowoleniem wyczuwając, jaki Dean był ciepły. Ten jeszcze z uśmiechem na ustach objął go za szyję i kiedy tak szli, roześmiał się, odchylając na moment głowę do tyłu. Pomachał też lekko stopami.
— Chyba skłamałem! — Zachichotał, podciągając się i całując go w policzek.
— Kiedy? — Harley zerknął na niego, wymijając jeden z parawanów i łokciem zaświecił światło w części sypialnej, nim ruszył z nim do łóżka.
— Kiedy myślałem, aby tylko przespać noc. — Dean westchnął ciężko i zębami złapał dolną wargę mężczyzny. — Chcę coś więcej.
Harley odetchnął świszcząco, czując jego zęby. Nie było tajemnicą, że działały na niego jak afrodyzjak. Odpowiedział jednak dopiero, kiedy położył Deana na łóżku i zwisnął nad nim.
— A czego chcesz? — zapytał, schylając się i całując go po szyi.
Dean wyciągnął się na pościeli, po czym przesunął nogą tak, aby otrzeć się o drugiego mężczyznę.
— Ciebie. Ciebie chcę, oczywiście! — Zaśmiał się, zakrywając twarz dłonią. Rozchylił palce, aby zobaczyć oblicze mężczyzny. — Oczywiście, jeśli twoja żona tak ci nie mówiła. Chcę, abyś się do mnie uśmiechnął.
Wiszący nad nim mężczyzna zamrugał i popatrzył na niego z lekkim niedowierzaniem. Coraz bardziej przez „intrygujący”, „tajemniczy”, „dziwny” przebijały się takie określenia jak „słodki” i „ciepły”, jeśli chodziło o jego postrzeganie Deana.
— Ty masz ładniejszy uśmiech — odpowiedział w końcu, samemu i tak unosząc lekko ruchomy kącik ust.
Dean odpowiedział na to, samemu się uśmiechając i wyciągając ręce do szyi mężczyzny. Objął ją i przyciągnął się do jego wargi, by pocałować je namiętnie. Zmusił go do otworzenia ust i pozwolił mu na zasmakowanie jego języka.
Czuł, jak dłonie Harleya rozbierają go podczas tej namiętnej pieszczoty. Jak rozpinają mu bluzę, podwijają koszulkę i przesuwają się zachłannie, ale niespiesznie po jego brzuchu i żebrach. Mężczyzna przytłaczał go swoją wielkością i pachniał tak strasznie męsko, ale Dean nagle w tym wszystkim się roześmiał, odsunął od pocałunku i położył mężczyźnie dłoń na czole, odpychając go.
— Nie, nie, nie…! — Zaśmiał się. — Musisz mi wpierw coś obiecać.
Harley ściągnął pytająco brwi, niezadowolony z tego, że Dean zabrał mu swoje usta.
— Mhm?
— Pogadasz z Sammy’m o kondomach — odparł choreograf z całkowitą powagą, mimo skrywanej chęci uśmiechnięcia się do mężczyzny.
Ten za to nie wytrzymał i roześmiał się głośno, kręcąc głową.
— Jesteś jebnięty.
Dean ściągnął brwi i prychnął.
— Czemu? Serio mówię.
Harley uśmiechnął się znowu i było mu teraz naprawdę bardzo, bardzo przyjemnie, że Dean nie zlewał tego, co mówił o swoich sprawach rodzinnych. To było dziwne, niecodzienne, ale miłe. Bardzo.
— Pogadam. Obiecuję — zapewnił go i musnął jego usta wargami.
Dean jeszcze chwilę patrzył na niego czujnie, po czym przyciągnął go do siebie mocniej, oddając pocałunek.
— Taki… dobry facet nie powinien mnie nawet całować. Tym bardziej… — urwał, patrząc mu w oczy i czując przyjemne ciepło, kiedy z nim był. Warknął i mocno przycisnął go do siebie, tak że Harley prawie go zmiażdżył.
Mężczyzna sapnął głucho, wisząc bardzo nisko nad Deanem, niemal pokrywając go całego swoim ciałem.
— Tym bardziej…?
— Nieważne. — Uśmiechnął się chytrze i znowu go pocałował. — Lubię, jak mnie dotykasz — pochwalił go, chcąc więcej czułości, a mniej rozmowy, bo zaczynał mieć w swoim mniemaniu głupie myśli. A rozmowa z Harleyem o tym, że ten wpierdoliłby każdemu innemu, kto dotykałby jego własności, bardziej go niepokoiła niż jakiś czas temu.
Manager popatrzył mu głębiej w oczy i przesunął swoimi dużymi dłońmi w górę ciała Deana, pod koszulką, masując je i rozgrzewając. Przy tym całował go po szyi, rozpalając go coraz bardziej.
— Unieś się trochę — poprosił po chwili, chcąc już pozbyć się jego ubrania, by móc zobaczyć to seksowne, szczupłe ciało.
Dean nie opierał się, wręcz pomógł mu w rozbieraniu siebie. A kiedy był już całkiem nagi, poruszył swoim ciałem na pościeli, niczym jakaś tancerka brzucha albo żmija, którą przezywał go Harley.
Mężczyzna zmierzył go wzrokiem, pochłaniając każdy centymetr jego ciała i znowu schylił się, by zassać się na jasnym sutku. Dłońmi przy tym ścisnął mocno jego pośladki.
Dean zamruczał, czując przyjemne ciarki przechodzące po ciele.
— Lubisz znaczyć swoje? — spytał na wydechu, samemu lekko drapiąc ramiona mężczyzny. Patrzył na niego cały czas przez zmrużone powieki.
— Przerżnąłem cię przed twoim „wyjazdem”, żebyś mnie czuł kilka dni… To chyba mówi samo za siebie — odparł Harley, zerkając na niego i przesuwając palcem po rowku w górę i w dół, na ile mógł w tej pozycji.
Dean prychnął pod nosem, rozsuwając chętniej nogi.
— To zostaw mi malinkę — poprosił.
— Gdzie? Może tu? — Harley zsunął się w dół jego ciała, aż znalazł się na wysokości jego krocza i odwróciwszy głowę do wnętrza jego uda, zassał się mocno na wrażliwej skórze.
Dean syknął krótko, od razu dostając przyjemnych dreszczy.
— Mmm… może być. — Zaśmiał się z łaską.
— A może tu…? — Harley przesunął się ustami jeszcze bliżej krocza i zassał się na skórze blisko jego jąder, równocześnie drażniąc jego szpareczkę.
Dean znowu zamruczał i zakręcił biodrami.
— Mmm…
Harley tworzył mu coraz to nowe malinki na udach, podbrzuszu i biodrach. Dean nawet nie wiedział, kiedy sięgnął po lubrykant. Za to poczuł, jak wilgotny palec powoli wsuwa się w jego tyłek i delikatnie się w nim kręci, rozgrzewając go od środka. Jęknął dość wysoko, prężąc się na pościeli i wyginając kręgosłup w górę.
— Ro… rozpalasz mnie! — wydyszał, przesuwając dłońmi po swoim ciele bardzo zmysłowo.
Harley nic nie odpowiedział, tylko przyjrzał mu się z większym podnieceniem. Dean miał w sobie to coś, co bardzo lubił. Tę grację, ten erotyzm… Uwielbiał na to patrzeć, a świadomość, że może i poczuć to pod palcami, zawłaszczyć sobie, dodatkowo go nakręcała.
Sięgnął wargami do jego jąder i wziął je do ust. Pociągnął lekko i wypuścił z głośnym mlaśnięciem. Potworzył to kilka razy, nim zaczął ssać jego penisa, równocześnie wprowadzając w niego drugi palec.
Dean znowu jęknął i aż szerzej otworzył usta. Uniósł się nawet, podpierając łokciami, aby widzieć, co mężczyzna robi.
— To… to jeden z seksowniejszych widoków… na jakie miałem okazję patrzeć — wydyszał, oblizując wargi.
Harley spojrzał na niego z dołu ciemnymi oczami i wypuścił jego penisa z ust tylko po to, by oblizać całe genitalia. Od jąder po główkę. Zawarczał przy tym nisko i mocno zgiął palce w tyłku Deana. Blondyn aż wierzgnął biodrami, przy okazji szturchając penisem twarz mężczyzny.
— Tak! Mmm… Wsuń trzeci — poprosił. Był cały rozpalony i drżący, a jego blada skóra, poza naturalnymi, bladymi piegami, poznaczona była też licznie czerwonymi śladami po ustach starszego mężczyzny. Całe jego ciało pokazywało, jak bardzo chce, by pieszczoty nasilały się i dawały mu jeszcze więcej rozkoszy.
— Czego tylko pragniesz — zamruczał manager i uniósł sobie jego jądra, by mniej na ślepo wsunąć w niego kolejny palec. Gdy tylko ujrzał, jak szparka okala wszystkie trzy i zaciska się, gdy przeciskał przez nią ostatni, jego własny penis drgnął.
Dean w tym czasie odrzucił głowę do tyłu, łapiąc oddech przez szeroko otwarte usta.
— Oooch… kurwa… mmmm! — zamruczał, starając się rozluźnić. Dopiero po chwili znów na niego spojrzał. — Hej… Harley?
— Mhm? — Mężczyzna mruknął tylko, bo znowu skubał wargami jego napiętą skórę na jądrach.
— Bywasz… czasami pasywny…? — spytał, przygryzając po chwili wargi.
Harley najpierw zastygł, potem na moment przestał kontaktować, gdy zobaczył, co Dean robi swoimi zębami, po czym znowu spojrzał mu w oczy.
— Nie bywam… — odchrząknął — niestety.
Dean uniósł brwi, zaintrygowany i trochę zawiedziony.
— W ogóle, w ogóle? — dopytał jeszcze, ale bez jakiejś pretensji w głosie, tylko z lekkim rozbawieniem i zaciekawianiem powodami takiego stanu rzeczy.
— Tak… Ale nie jestem bynajmniej analną dziewicą — Harley dodał jako wytłumaczenie, aż na moment przestając kręcić w jego tyłeczku palcami. — Ale… — nabrał głęboko powietrze w policzki i wypuścił ciężko. — Widzisz, jakiego mam chuja. Nie chcą mnie rżnąć, tylko być rżnięci.
Dean uśmiechnął się szerzej, słysząc to wyjaśnienie. Z początku zupełnie źle go zrozumiał. Myślał, że Harley zwyczajnie nie lubi być po drugiej stronie.
— Bardzo dobrze powiedziane, ale wiesz… — Westchnął, zmarszczył na moment nos i podciągnął się do przodu, aby móc pocałować mężczyznę w lekko sparaliżowany policzek. — Jak do tej pory zauważyłem… nie jesteś tylko chujem, a ja z miłą chęcią bym się z tobą… zabawił. — Liznął Harleya po twarzy. — Jeśli tylko miałbyś kiedyś ochotę.
Manager zadrżał z przyjemności na to liźnięcie, ale spojrzał mu przy tym czujnie w oczy.
— Serio…? — spytał z lekkim niedowierzaniem.
Dean prychnął i pocałował go krótko w usta.
— Nie, tylko żartuję, aby cię sprawdzić. Serio. Nie jestem jakąś pizdeczką, która nie wie, do czego jest kutas.
— Okej… To się zabawimy, ale… — Harley wsunął w niego palce aż po knykcie — skoro mam już w tobie palce, to dzisiaj po staremu.
Dean zamruczał i bardzo delikatnie złapał go zębami za nos.
— Teraz nawet nie pozwoliłbym ci inaczej — wydyszał.
Taka odpowiedź podobała się Harleyowi. Wyciągnął z niego palce i obsunął spodnie dresowe, wydobywając na wierzch swojego wielkiego, sztywnego i rozgrzanego penisa.
— Czyń honory — rzucił do Deana, podając mu opakowanie z kondomem „extra large”.
Dean oblizał usta i przekręcił się na łóżku, aby móc klęknąć przed Harleyem. Otworzył opakowanie i najpierw podotykał sobie penisa mężczyzny. Kciukiem kilka razy potarł po główce, jakby głaskał nieokiełznane zwierzątko.
— Aż szkoda go ubierać — mruknął do siebie, pochylając się na moment, aby go cmoknąć i dopiero nasunął prezerwatywę.
Harley uśmiechnął się na te słowa bokiem ust, a gdy już miał na sobie gumkę, pociągnął do siebie Deana za szczękę i pocałował mocno.
— No, to teraz zakręć tyłeczkiem i zaproś moją pałę do swojej dziury — wymruczał w jego usta.
Dean prychnął pod nosem i sam złapał go za kark, przyciągając go do siebie. Pocałował agresywnie, gryząc jednak nie za mocno w wargi. Po czym szarpnął go i przechylił się do tyłu, aż dotknął plecami materaca. Nogi miał nadal zgięte w kolanach i podkulone pod siebie.
Harley zawisnął nad nim, podpierając się jedną ręką z boku jego głowy. Pocałował go krótko i klepnął go w bok.
— No, wystaw się — rzucił, chcąc już się znaleźć w jego tyłku, bo już był cały sztywny.
Dean zaśmiał się i jaszcze kłapnął zębami, po czym uniósł biodra w taki sposób, w jaki Harley nigdy by nie zdołał w tej pozycji. Otarł się o jego brzuch swoim penisem i dopiero wyprostował nogi.
— Czekaj — poprosił, po czym zakręcił się pod nim i przekręcił na brzuch. Z doświadczenia wiedział, że tak było wygodniej, tym bardziej kiedy klęczał na kolanach. Naparł więc tyłkiem na krocze mężczyzny, ustawiając się i zachęcając.
Harley od razu położył dłonie na jego jasnych pośladkach i kilka razy ścisnął, nim odchylił je na boki. Dzięki temu miał doskonały widok na jego nawilżoną, gotową na penetrację szparkę. Zanim się wsunął, nacisnął na nią kilka razy główką swojego penisa, żeby zobaczyć, jak wejście się naciąga i otwiera zapraszająco, jak jakaś brama do miejsca, w którym jest bardzo ciepło i przytulnie. Dopiero potem naparł mocniej i syknął krótko, gdy przeszła główka.
— Kurwa, Dean! Pasujesz mi tak idealnie! — wydyszał.
Blondyn nie odpowiedział, bo zajęty był łapaniem głębokich haustów powietrza. Za każdym razem tak było. Czuł się cholernie pełny, kiedy Harley w niego wchodził. Aż odbierało mu mowę, a mięśnie same mu się kurczyły i rozkurczały, bez jego wpływu.
— Hej… — Harley chciał się do niego pochylić, ale wtedy samoistnie wszedłby głębiej, a chciał to zrobić powoli, by go nie skrzywdzić. Dlatego też zamiast tego tylko pogładził go relaksująco po bokach. — W porządku?
— Mmm… — odmruczał Dean, oddychając głęboko z twarzą pochyloną do przodu. Opierał czoło o pościel i starał się nawet nie myśleć o tym, aby się zacisnąć.
To było aż dziwnie męczące. Członek managera mógłby, nawet mimo sporego nawilżenia, zrobić dużą, bolesną krzywdę, gdyby mężczyzna chciał. Na szczęście zdawał sobie z tego sprawę, więc posługiwał się nim bardzo ostrożnie. I dopiero gdy poczuł, że zwieracz Deana jako tako przywyknął do jego rozmiaru, powoli naparł mocniej, rozwierając szeroko ścianki jego wnętrza.
Dean syknął krótko, po czym odetchnął od razu. Kiedy poczuł, że Harley znowu się zatrzymuje przez niego, odkręcił głowę na bok, aby na niego zerknąć. Dodatkowo sięgnął własną dłonią do jego, spoczywającej mu na biodrze.
— Okej… wysuń się trochę i… trochę poruszaj — poprosił, wiedząc, że to mu pomoże.
Harley spojrzał w jego jaśniutkie, przyciągające wzrok oczy i potaknął. Chwycił swojego penisa u nasady i wycofał kilka centymetrów, po czym zaczął płytko poruszać się w tyłku piromana. Chciał mu dać jak najwięcej przyjemność, a jak najmniej bólu, więc zgadzał się bez wahania. Poza tym i taka stymulacja dla niego była bardzo przyjemna. Sama jego główka przesuwała się w ciasnym tyłku mężczyzny, a mięśnie ściskały ją stymulująco.
Po jakimś czasie Dean mocniej złapał jego rękę i pociągnął w swoją stronę, jakby chciał mu dać znak, że może, a raczej musi się bardziej zbliżyć. Harley chętnie wykorzystał to ponaglenie i wsunął się głębiej, aż do połowy. Pocałował Deana w łopatkę i przesunął językiem po jej zarysie, który widać było pod skórą. W ogóle lubił zarys kości mężczyzny, jego kręgosłup, który był widoczny, gdy Dean mocniej się wyprężał… Całe jego ciało było strasznie podniecające, bo wydawało się pod nim non stop poruszać, reagować, drżeć i prężyć się. Na pewno w jakiś sposób wpływ miało na to wyćwiczenie na scenie. Harley zresztą uważał, że z nikim nie pieprzyło mu się lepiej niż z tancerzami. Z nimi zawsze było inaczej niż z całą resztą facetów i kobiet, a dodatkowo Dean wyróżniał się nawet na tle swoich kolegów po fachu. Przyciągał go, intrygował i rozpalał.
— Jesteś najbardziej seksownym kochankiem, jakiego miałem — wydyszał mu do ucha i pchnął nieco mocniej.
Dean nie odpowiedział, bo krzyknął krótko, a jego ciało całe na sekundę się spięło, drżąc pod palcami mężczyzny. Było przy tym gorące jak piec i już spocone.
— Po… pochlebca — wydyszał, kiedy złapał oddech. Musiał znowu oblizać wargi, bo bardzo szybko mu wysychały, ale nie dziwił się temu. Niemalże z trudem łapał powietrze, czując, jak penis mężczyzny mocno naciska jego prostatę, rozpiera go i sprawia, że aż kreci mu się w głowie.
— Mmm… Mówię serio… — wydyszał Harley i odsunął się od jego karku tylko po to, by chwycić go pewniej za biodra i złapać równy rytm.
Nie wsuwał się w niego w całości, bo nawet nie miał takiej potrzeby. Pieścił tyłek piromana odpowiednio, a sam czerpał strasznie dużo z tego ściskania i tarcia. Masował go stanowczo po plecach, rozgrzewając jego skórę jeszcze bardziej i co raz pochylał się, by zrobić mu kolejną malinkę. Nawet nie zauważył, ile ich już było na ciele Deana. Znikały czasami pod śladami jego dłoni, kiedy tak tarł ciało pod sobą, które i tak było zaróżowione od przyjemności i gorąca.
— Mm… to… — Dean przełknął, po czym jęknął, prężąc się i samemu trochę się odsuwając, aby znowu naprzeć tyłkiem na penisa mężczyzny. Pokręcił też biodrami. — Rękaaaa…! — krzyknął, kiedy mężczyzna nieznacznie zmienił kąt, przysparzając mu tym samym intensywniejszych doznań.
— Mmm? Trzepać ci? — wydyszał Harley, którego masywna i owłosiona klatka piersiowa głęboko się poruszała.
Sięgnął pod Deana i złapał jego sztywnego penisa, wciąż dymając go z wyczuciem, rozpierając i mocno masując prostatę. Dean nie odpowiedział, ale sam też sięgnął pod siebie, zabierając dłoń mężczyzny ze swojego sztywnego penisa. Jeszcze nie chciał kończyć. Chciał coś innego.
— Nnn… — jęknął, ściskając jego palce i na moment zaciskając oczy. Przesunął ich dłonie po swoim brzuchu, aż na klatkę piersiową, gdzie w środku tłukło się mocno serce.
Harley aż głębiej odetchnął, czując to kołatanie. Przesunął dłoń wyżej, na szyję Deana i pociągnął go w górę, drugą ręką obejmując go w pasie. Przekręcił przy tym jego głowę i wcałował mu się w usta zachłannie. Towarzyszyło temu od razu mocniejsze pchnięcie, a blondyn zajęczał głośno w jego usta, utrudniając pocałunek. Chciał się wręcz wyrwać, aby złapać oddech. Nie puścił przy tym jego nadgarstka, gdzie teraz zsunęła mu się dłoń.
Starszy mężczyzna nie pozwalał mu na odsunięcie się. Trzymał go mocno, całując i sprawiając, że Dean wręcz płonął. Puścił go dopiero, gdy sam musiał głębiej odetchnąć.
— Ugryź mnie! — niemalże warknął na niego, patrząc mu w oczy i wciąż wypychając biodra w przód.
Dean krzyknął, wyprężając się w jego ramionach. Nie wyglądał, jakby rozkaz specjalnie do niego dotarł, więc Harley tylko sapnął i pocałował go agresywnie, przesuwając językiem po jego zębach. Czuł, jak jego własny penis jest gorący, jak pulsuje, a tyłek piromana tylko wzmagał w nim to uczucie. W ogóle nie chciał wychodzić z tej dziury. A kiedy mocniej się w nią wbił, Dean zupełnie odruchowo syknął i ugryzł mężczyznę w język, który ten miał w jego ustach. Od razu też się tego przestraszył i otworzył szeroko zarówno oczy i usta.
— Kurwa! — jęknął i z paniką w oczach spojrzał na twarz Harleya.
Zobaczył, jak mężczyzna łapie głośno powietrze, jak na jego nieco zarośniętych policzkach wykwitają mocne rumieńce. Do tego poczuł, jak Harley przycisnął go niemal zaborczo do siebie.
— Jeszcze! — wydyszał i znowu wcałował się w jego usta, cały wręcz płonąc.
Dean ściągnął brwi, patrząc mu nadal bardzo pytająco w oczy i na razie nawet nie odpowiadając na pocałunek. Czy on naprawdę chciał, aby go gryzł? Sam, do cholery, wiedział, jak to boli!
Harley zamruczał w jego usta niemalże prosząco, czując brak odpowiedzi. Nawet wepchał w niego mocniej swojego kutasa, by sprowokować go do podobnej reakcji jak chwilę temu. Dean jęknął, ale powstrzymał się przez ugryzieniem go. Odsunął się do przodu, uciekając od pocałunku i na chwilę przystopował mężczyznę gestem dłoni na jego biodrze.
— Moment… — poprosił, oddychając ciężko, po czym ze stęknięciem zsunął się z penisa mężczyzny.
Harley przestał na moment oddychać i pogłaskał go po udzie.
— Za mocno?
— Nn… Okej. — Dean wsparł się na klęczki, czując, że nogi mu tak drżą, że nie może się przekręcić. Aż się z tego zaśmiał. — Nie mogę się ruszyć — wydyszał, uśmiechając się. — A chcę się odwrócić.
Harley zaśmiał się, czując lekkie, przyjemne dotknięcie dumy i pomógł mężczyźnie przybrać taką pozycję, jaką chciał. Tak też mu się podobało. Miał lepszy dostęp do jego ust. Na wstępie jednak uszczypnął go w sutek i potarł swoim kroczem o jego.
— Rozkładaj nóżki — zamruczał.
Dean mógł to zrobić i nawet wyciągnąć ręce do Harleya, aby dotknąć jego silnego ciała.
— Chodź — zachęcił go, lekko poruszając biodrami.
Mężczyzna pochylił się do niego i przytulił go, obejmując ramionami za szyję.
— Jak tam, żmijko? — zamruczał i pocałował go pod uchem, równocześnie dopasowując krocze do jego tyłka, by nabić go ponownie na swojego penisa. — Jesteś gorący jak ogień.
— A… myślałem, że go nie lubisz. — Dean odchylił głowę do tyłu i czekał, aż mężczyzna się w niego wsunie. Był na to gotowy, bardziej teraz niż wcześniej. Już rozgrzany i przyzwyczajony w miarę możliwości do rozmiaru Harleya.
Długo nie musiał czekać. Poczuł, jak penis wchodzi w niego jak jakiś zdobywca, coraz głębiej i głębiej. I tym razem już wszedł w całości, a Harley od razu zaczął się poruszać, pieprząc go i przytrzymując sobie jego nogę na biodrze.
Dean zamiauczał w jego ramionach z przyjemności, co raz szczerząc zęby, kiedy penis pieścił go w środku tak… dobrze. Harley całował go co chwilę, korzystając z tej pozycji i masował go przyjemnie swoimi wielkimi rękami. Nie kontrolował się specjalnie i tworzył kolejne malinki na jego ramionach i szyi, przytłaczając go całym sobą. W końcu też złapał penisa Deana, by go masturbować, bo już czuł, że sam długo nie wytrzyma.
Dean jęknął, wyprężając się pod nim jak struna.
— O ku…! — krzyknął, mocno wbijając palce w ramiona mężczyzny, a w końcu łapiąc go za kark i przyciągając do siebie, do mocnego pocałunku. Od razu otworzył usta, wsuwając mu język.
Harley odpowiedział na pocałunek żarliwie, nie zważając na to, jak strasznie pomięli pościel, że muzyka z płyty już dawno się skończyła i że w sypialni było wręcz nieznośnie gorąco. Liczyło się dla niego teraz tylko to, że był tu z Deanem, że miał go w swoich ramionach i że właśnie strzelił spermą w gumkę z tej ogarniającej błogości.
Blondyn jęczał pod nim jeszcze jakąś chwilę, w końcu ostrożnie podgryzając wargi mężczyzny. Podrygiwał co rusz biodrami, wbijając się penisem w dłoń Harleya. Stękał i burczał nisko, aż w końcu z licznymi przekleństwami i nawet wzywaniem Boga doszedł.
Od razu opadł na pościel, ale jego ciało nie było spokojne. Drżało całe, a brzuch spinał się, podrywając go w spazmach po tak mocnym orgazmie.
Harley chłonął ten widok wzrokiem, wręcz nie mogąc go od niego odlepić. Dean miał w sobie jakiś niewytłumaczalny magnetyzm, który nie pozwalał mu się odsunąć, a zamiast tego tylko mocniej i mocniej przyciągał.
Wysunął się z niego, pozbawił się gumki oraz zdjął do końca dresowe spodnie. Dopiero potem opadł plecami na materac obok Deana, samemu nie mając już siły na więcej ruchu. Był wykończony jak po jakimś maratonie.
— Genialny seks — wydyszał.
— Mmm — usłyszał z boku, a po chwili poczuł, jak po biodrze delikatnie przesuwają się palce mężczyzny, jak samymi wierzchami delikatnie go po nim łaskocze. — Chyba umarłem…
Harley przekręcił na bok głowę i spojrzał na jego twarz. Potem na ślepo poszukał jego dłoni i splótł z nim palce.
— Jesteś całkiem ciepły jak na nieboszczyka.
— Bo spłonąłem — odparł Dean, słabo się uśmiechając. Miał przymknięte oczy i błogi uśmiech na wciąż czerwonej twarzy.
Harley tylko zamruczał i delikatnie pogłaskał kciukiem wierzch jego dłoni.
— Pieprzyliśmy się bardzo… bardzo długo — westchnął po chwili. To był naprawdę jeden z lepszych stosunków, jakie miał w życiu.
Dean zaśmiał się pod nosem i uniósł jedną powiekę, aby zerknąć na mężczyznę.
— A miałem przyjść tylko na noc — zauważył ze spokojem. Było mu dobrze i błogo. Jeszcze czuł czasami dreszcze przeszywające ciało. Tak po prostu, było najzwyczajniej cudnie. Czuł się zmęczony, ale w bardzo przyjemny sposób. Dawno nie było mu tak błogo. A do tego dłoń mężczyzny, która trzymała jego… Było mu aż głupio, że tak bardzo mu to pasuje.
— Jutro… — zaczął Harley, ale spojrzawszy na zegar naścienny i zobaczywszy, która jest godzina, sprostował: — Dzisiaj jest niedziela, więc nie musimy wcześnie wstawać. Korzystaj, ile możesz. Chyba że masz już plany?
— Nie, o żadnych mi nie wiadomo — odparł Dean i w końcu z cichym stęknięciem przewrócił się na bok, aby w efekcie położyć głowę na klatce piersiowej mężczyzny. Pokręcił się tak długo, aż był zwrócony twarzą do jego. — Dobrze mi… ale ledwo żyję.
— Odpoczywaj — Harley zasugerował miękko i pogłaskał go wolną dłonią po szczecince. — Masz tu więcej miejsca niż na kanapie u chłopaków, co?
— Mmm… Mogę wyciągnąć te swoje długie szpyty. — Dean uśmiechnął się blado ze zmęczenia. — Hej, ale serio… — Ściągnął brwi. — Chciałeś, abym znowu cię ugryzł w język? To przecież boli.
Harley zaśmiał się krótko i podłożył sobie rękę pod głowę, a drugą ścisnął słabo dłoń mężczyzny.
— Jara mnie to.
Dean prychnął po nosem i spojrzał na swoje czerwone ślady na bladej skórze.
— Hmm… chyba to w takim razie wykorzystam, jak się zamienimy i ci się odwdzięczę.
— Trzymam za słowo — odparł poważnie Harley.
— Czub — prychnął Dean i przekręcił głowę, aby móc pocałować go w klatkę piersiową, a następnie delikatnie, uważnie przesunąć zębami po napiętej skórze.
— Rób tak dalej, a znowu mi stanie — uprzedził Harley, przypatrując mu się.
— Naprawdę? — Dean aż uniósł brwi i uśmiechnął się szerzej. — Aż mam ochotę sprawdzić.
— Debil — skomentował manager i przekręciwszy się na bok, objął mocno Deana w ramionach, przytulając go do swojej klatki piersiowej. — Podstępny wąż.
Dean zaśmiał się i poruszył językiem w górę i w dół, udając gada, jakim został nazwany, a Harley uśmiechnął się z rozbawieniem.
— Masz jeszcze jakieś modyfikacje w planach?
— Na chwilę obecną nic jeszcze nie przyszło mi do głowy. Może za jakiś czas tatuaż, ale nie wiem. A co? Lubisz niegrzecznych? Jayden ci się podobał? — zaciekawił się zupełnie naturalnie.
— Nienajgorszy. Ale coś chciał mi powiedzieć, a ty mu przerwałeś. Pytałem już, ale może teraz, po tym dobrym ruchaniu, mi powiesz, o co chodziło, co?
Dean zaśmiał się, mrużąc przy tym oczy.
— Myślisz, że jestem taką przekupną żmiją, co się wygada, jak dasz jej dobre ruchanie?
— A nie? — Harley wyciągnął się i musnął go wargami przy kąciku oka.
Dean wystawił mu język.
— Teraz to mnie ranisz. Głęboko. Dogłębnie w serce — zakpił z udawaną obrazą. Przy okazji znowu przesunął kciukiem po dłoni mężczyzny, którą wciąż trzymał, a serce managera zabiło mocniej.
— Dean, czego ode mnie oczekujesz? — zapytał po chwili.
Blondyn ściągnął brwi i spojrzał na gospodarza pytająco.
— Nie rozumiem. Powiedziałem tylko, że ci nie powiem. — Uśmiechnął się, a dopiero potem zreflektował i zdał sobie sprawę, że nadal go trzyma za dłoń. Od razu ją zabrał. — Niczego. Trochę chyba mnie ponosi — dodał, unosząc się. — I robi się ślisko. Nie w tym pozytywnym znaczeniu. — Zaśmiał się, dochodząc do wniosku, że może lepiej będzie, jak wróci na kanapę do Jaza i Marvina. Naprawdę lubił tego faceta, ale teraz jakoś stracił pewność, czy aż tak, jak to w tej chwili mogło wyglądać.
Harley popatrzył na niego z zaskoczeniem i dość nieprzyjemnym ukłuciem. Nie chciał go jeszcze puszczać. W ogóle nie chciał usłyszeć „niczego”.
Zawahał się, nim również się uniósł i złapał jego twarz po bokach.
— Dlaczego „niczego”? — zapytał, badając go wzrokiem.
Dean znowu się zaciął, po czym odetchnął ciężko. Odwrócił głowę i pocałował go w dłoń.
— Bo pracujemy razem, bo tak jest bezpieczniej, a najważniejsze, bo ty — stuknął go lekko w klatkę piersiową pięścią — jesteś dobrym, wiernym facetem, a ja niewartą zaufania kurwą. Seks. Tylko. A jak coś więcej, to przyjaźń. Tylko. Lubię cię, ale serio… — urwał, już nie chcąc dodawać niczego, co mogłoby bardziej pogorszyć jego wypowiedź.
Niestety i tak wyraz twarzy Harleya po tym przemówieniu przypominał wkurzonego niedźwiedzia. Mężczyzna lekko wykrzywił usta i ściągnął brwi, patrząc na Deana. W końcu cmoknął między zębami i puścił go.
— Tłumaczenie w stylu „jesteś za dobry i zasługujesz na kogoś lepszego niż ja” to najbardziej śmieciowe tłumaczenie, jakim mogłeś przyjebać — odpowiedział, schodząc z łóżka. Przecież chyba nie po to Dean wcześniej pytał go, czy chce go na noc czy na seks, żeby teraz odpowiadać w ten sposób! To było nielogiczne i bardzo nie fair. Teraz, kiedy Harley już się odkrył i powiedział więcej niż do tej pory okazywał, Dean dosłownie i w przenośni go wystawił!
Blondyn warknął pod nosem.
— Bo, kurwa, lepiej oszukiwać i pierdolić, że chce się spróbować, a potem ranić drugą osobę? To zajebiście, kurwa, mniej śmieciowe! — fuknął, nie wstając z łóżka tylko dlatego, że pewnie by się zachwiał.
— Skąd wiesz, jak będzie?! — krzyknął Harley, patrząc na niego z irytacją. Gestykulował przy tym dość żywo, a penis, który nawet w stanie spoczynku był wielki, poruszał się przy tym na boki. — Widzisz, że iskrzy, a chcesz się teraz zamknąć przede mną.
— Bo widzę, kurwa, co odpierdalają Marvin i Jaz! A ja jestem jak Marvin. Zawsze się puszczałem! Nie rozumiesz! Masz, kurwa, dość problemów, aby nie robić se kolejnego.
Harley skrzywił się i zaczesał swoje dłuższe włosy do tyłu, bo przy tym raptownym wstaniu z łóżka kilka kosmyków opadło mu na twarz, sprawiając, że wyglądał jeszcze bardziej dziko.
— Czyli co? Cokolwiek bym ci w łóżku nie dał, nie powstrzymałbyś się przed skokami w bok? Masz rozum, Dean. Nie jesteś zwierzęciem, które nie panuje nad chucią. Zresztą, podobno z piromanią sobie radzisz. To jest niby trudniejsze?
Dean, jak najpierw z zaciętością patrzył na mężczyznę, tak trochę pobladł, słysząc ostatnie zdania. Zaciął się nawet i przygryzł od wewnątrz policzek.
— To co innego — mruknął prawie że do siebie. Z piromanią musiał sobie radzić, a z tym… nie był nawet pewny, czy na sto procent chce.
— Kolejny frazes — Harley prychnął gorzko i z niesmakiem i wyszedł za parawany, najwyraźniej nie chcąc ciągnąć tej rozmowy.
Dean przez to jeszcze bardziej zgasł. Czuł się gorzej, niż jakby dostał w twarz. Ośmieszył się, wkurwił Harleya, a co najważniejsze, wyszedł na niezdecydowanego, niewiedzącego czego chce chuja. Nie, nie chuja, dupę. Dupę, która wpierw chce się zbliżyć, robi zamieszanie, a potem wycofuje się rakiem, bo nagle po miłym wieczorze i dobrym seksie przypomina się jej o kutasach, których jeszcze by spróbowała, chociaż nie wie, czy ma w ogóle na nie szanse. Był idiotą, ale Harley też wybuchł, jakby po jednym „lubię cię” nagle zawarli związek małżeński. Nic się przecież aż tak nie zmieniło, nic sobie nie obiecali, nie ustalili, a on zareagował, jakby co najmniej nakrył go z innym w łóżku. Był nieobliczalny. I według Deana, naprawdę zasługujący na kogoś, kogo się faktycznie nie nakryje z innym w łóżku. A on kimś takim nie był.
Chwilę jeszcze siedział, po czym jednak wstał, aby się ubrać, wyjść i bardziej nie wkurzać Harleya. Nie chciał się tłumaczyć, dalej wyjaśniać, czy po prostu strzępić języka.
Mężczyzna siedział nago na barowym stołku przy ladzie i pił jakiś alkohol ze szklanki. Słysząc kroki, obejrzał się na Deana. Nic nie powiedział. Choreograf dał mu jasno do zrozumienia, że go nie chce, to nie zamierzał się na siłę wpraszać do jego serca. Chciał, ale nie zamierzał. To by było żałosne. Zresztą, nie szukał związku. To, że Dean zaczął w nim wzbudzać głębsze uczucia, było nieplanowane.
Blondyn przystanął, widząc go, po czym podszedł do niego, stając przy ladzie.
— To… obiecałem, że zachowam się profesjonalnie, więc… No. — Przełknął ślinę, czując, jak ściska mu się gardło. — Pójdę już. I serio, tak będzie lepiej. Spytaj Jaspera — rzucił, nie wiedząc po co i ruszył do drzwi, aby się ubrać i jakoś dotrzeć do mieszkania chłopaka.
Harley otworzył usta, by coś odpowiedzieć, ale nawet nie wiedział co. Nie mógł się chwilowo odnaleźć w tej sytuacji, nie rozumiał Deana. Nie rozumiał też siebie w tym wszystkim. Ostatecznie więc tylko napił się koniaku i nie odwrócił wzroku do gościa. Zapatrzył się tylko na taflę alkoholu uwięzioną między szklanymi ściankami.
Po chwili usłyszał przekleństwo, zgrzyt swoich ciężkich drzwi i w końcu ponowny, kiedy te zostały zamknięte od zewnątrz. Zacisnął zęby, dopił alkohol i z niezamierzoną siłą trzasnął szklanką w blat, a szkło pękło w połowie. Skrzywił się, ale zamiast ruszyć się ze swojego miejsca, tylko przesunął palcami po włosach.

12 thoughts on “No Exit – 33 – Za daleko

  1. Shivunia pisze:

    Basia >> Muszą być dramy, bo inaczej było by nudno. A Dean, cóż, nigdy nie był idealny :p To na pewno.
    Dziękujemy za wene ;) Zbieramy dzielnie

  2. Basia pisze:

    Witam,
    a było tak pięknie… Harley się otworzył, mam ochotę skopać dupsko Deanowi…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Bebok, nom, szkoda obu stron, bo mimo że Dean ewidentnie tutaj spieprzył, to jednak chyba widać, że on też tego podświadomie chce, ale boi się i jego własne obawy hamują go przed wejściem w coś bardziej angażującego. Trzeba mieć nadzieję, że się opamiętają chłopcy. Haha no i uroczo, ze tym razem seks był na dalszym miejscu XD Jakoś mnie to cieszy XD

    Damiann, ach, gdzie to życie, kiedy człowiek nie miał co robić i się nudził… :) Chciałabym tak. Dorosłość ssie. A co ciągnie facetów do zdrad – nie wiem. Ale to nie tylko faceci, kobiety też zdradzają, żeby nie było. Ja jedynie jestem w stanie powiedzieć, co ciągnie moje postacie do zdrad, ale generalizować nie będę ;) A jakich rozmiarów jest penis Harleya…? W centymetrach Ci nie powiem, ale jest z górnej półki. Powiem tak, na pewno jakby miały być o nim pornosy, to można by go znaleźć w kategorii „monster cock” XD A co nas podnieca w gejach? Podobnie jak z tymi zdradami – nie chcę generalizować i jedynie mogę powiedzieć za siebie. Bo każdy jest inny, trudno mi określić, co jara i dlaczego inne autorki. Ja to trochę odnoszę do tego, że jak facetów niektórych kręcą dwie dziewczyny w łóżku, tak kobiety może kręcić dwóch facetów. A może to kwestia tego, że jest testosteron razy dwa, a wiadomo, że ulubiony smakołyk lepszy w podwójnej wersji XD Nie wiem, naprawdę trudno mi ogólnie na to odpowiedzieć. Powinieneś, by zaspokoić swoją ciekawość, popytać więcej niż jedną osóbkę ;)

  4. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,— Hej, przeszkadzam? — Spojrzał to na niego, na jego rozmówcę.” – a nie powinno byc jeszcze jedno ,,to”?
    ,, — Bardzo dobrze powiedzenie, ale wiesz… — Westchnął, zmarszczył na moment nos i podciągnął się do przodu, aby móc pocałować mężczyznę w lekko sparaliżowany policzek. ” – ,,powiedzenie”? A nie ,,powiedziane”?
    ,, Od razu opadł na pościel, ale jego ciało nie było spokojnie. ” – ,,spokojne”.
    Boze, jak dobrze, ze jest rozdzial. Mialem dosc tej monotonii. Od rana leze w lozku i nic nie robie. A teraz przeczytalem nie dosc, ze dobry i dlugi rozdzial to jeszcze niezly dramacik. Kocham dramaty… Nie liczac dramatow zwiazanych ze zdrada xD
    Koncowka najlepsza. Te stluczone szklo przypomnialo mi jak rzucilem o sciane telefonem i dioda sie urwala z takiej metalowej srubki i spadla mi prosto na glowe xDDD
    Zastanawiam sie, co ciagnie tych facetow do zdrad. Moze oni nie lubia ciagle tego samego przezywac i potrzebuja swiezosci, czegos nowego w zyciu i… w dupie. W kwestii uczuc nie jestem podobny do Harleya ani do Deana, ale jesli w jakichs 3 % to bardziej przemawia do mnie Harley.
    Druga sprawa nad ktora sie zastanawiam to – jakich rozmiarow jest penis Harleya, ze tak strasznie o nim piszecie. Ma z 50 cm? xD Nie, no zartuje oczywiscie. Wiem jak wyglada duzy penis ;-; (zeby nie bylo nie sugeruje, ze ja tutaj wyprawiam dziwne orgie z facetami i patrze na ich penisy XDDDD)
    Kolejna rzec, ktora mega mnie zaczela ciekawic ostatnio. Mianowicie – co was tak pociaga, podnieca czy nie wiem jak to nazwac, w gejach? Kazde opowiadanie jest pisane przez kobiete, wiec ostatnio mnie to zainteresowalo. Bo to tak jakby gej lub chlopak podniecal sie lesbijkami i o nich pisze, bo sam chce ta lesbijka byc, wiec moze z dziewczynami tez tak jest? Wiem, dziwne mam mysli :P

  5. Bebok pisze:

    Boże jak źle… choć szczerze mówiąc było zbyt pięknie żeby się w końcu nie sypło. Szkoda mi ich obu w sumie po równo mimo że ewidentnie zjebał Dean. Harley mam nadzieję, że tak łatwo mu nie odpuści i trochę jednak powalczy. A Dean… nie powiem żeby był biedny ale widać że boi się zaangażować, chyba przerasta go sytuacja ale jakby nie było to on wyszedł z jakąś inicjatywą do „czegoś więcej niż seks”. Ech ;( Przykro, będzie mi to teraz chodziło po głowie…
    Swoją drogą… uroczo jak Dean się interesuje przyziemnymi sprawami :) Musi im się udać, no nie ma opcji!
    Aż w tej całej dramie umknął mi świetny seks, no cóż…. ;p

  6. Katka pisze:

    Kaczuch_A, chyba w końcu musiał nadejść ten moment, w którym Dean spierdolił, nie było rady. Niestety nie jest typem związkowca, więc to troszkę było jak bomba zegarowa. Ale super, że emocje dało się odczuć. Dziękujemy bardzo za wenę :D

    Kasiuniatwist, oj na pewno będzie mu trudno zapomnieć. Pan manager też troszkę poruszył jego serduszkiem, poza tym wciąż razem pracują, więc chcąc nie chcąc myśleć nim będzie. A co do ATCL może uda się jakoś niebawem pchnąć je do przodu. Zawsze jakoś słońce bardziej mnie osobiście nastraja do tego opowiadania, bo mocniej mi się ciepłe pory roku z nim kojarzą niż zima ;) Damy znać, jak będzie coś wiadomo.

    O., z tej drugiej teorii wynika, że jednak Marvin i Dean wcale pozytywnego wpływu na siebie nie mają XD Nie wiem, czy z jednej strony dobrze, że się tak kumplują, mają siebie i rozumieją swoje problemy przez to podobieństwo, czy jednak źle, bo jeden drugiego swoim zachowaniem jakoś nakręca do kontynuowania swojego „wolnego” trybu życia. No ale, ale, zobaczymy, jak to się rozwinie i czy ten spór dzisiejszy jednak jakoś nie da Deanowi innego spojrzenia na to, co rodzi się pomiędzy nim a Harleyem. A Rynna jak widać dobra na wszystko XD

    Omega, no dokładnie, Dean boi się, że zrani, jak to zajdzie za daleko, ale już trochę po czasie się połapał, bo jak widać po samym zachowaniu Harleya, ten jednak już chciałby czegoś więcej. Chociaż z drugiej strony może lepiej teraz niż później? Nie wiadomo, ale na pewno radośnie teraz między nimi nie będzie. Na szczęście NE wychodzi teraz troszkę częściej niż wcześniej, wiec niebawem się przekonasz, jak to się rozwiąże ;) I cóż, Harley też smuta, nie jesteś sama XD

    Kotokot, haha, miło nam XD

    Mati, chyba jakkolwiek by tego nie powiedział, to Harley nie byłby zadowolony, ale może mogliby to jakoś obgadać i wyjaśnić swoje uczucia… Niestety już zostało to powiedziane i Harleya zabolało :( Pytanie, który o którego teraz mocniej zawalczy… O ile w ogóle :( Oooh, a pomysły na pewno można mieć jeszcze lepsze, ale cóż, wszystko przed nami XD

  7. Mati pisze:

    A było tak pięknie… Wiadomo, przestraszył się związku, ale mógłby chociaż powiedzieć to w inny sposób… Chociaż czy można było inaczej, to też nie wiadomo. Ale z drugiej strony, to nawet dobrze, że wie do czego byłby zdolny.
    Biedny Harley. Poczuł coś do tego faceta, a tu takie bum.
    Jestem straasznie ciekawy, jak to się dalej ułoży.
    Życzę jeszcze lepszych pomysłów, o ile to w ogóle możliwe :-)

  8. Omega pisze:

    Dean z jednej strony chce czegoś więcej, ale z drugiej boi się, że zachowa się jak dziwka i bardziej zrani Harley’a niż gdyby nic się nie zaczęło… Cóż, nie zdążył bo już się zaczęło i oboje to czują. Szkoda, że wyskoczyli z tym tematem odkrywając tą niezdecydowaną stronę żmijki. Mam nadzieję, że Dean przeniesie się na kanapę i nie będzie sypiał przy każdej możliwej okazji z Marvinem i Jasperem… Koniec kopulacji tancereczki! Nosz kur*a… Dean schrzaniłeś to! ;-; Ciekawi mnie, co chciał powiedzieć Jayden, zanim Dean mu przerwał… Ranicie moje serce, które chce jak najlepiej dla Harley’a i słodkiego piromana… Ale i tak kocham was i wasze opowiadania :) Czekam na następne rozdziały, bo chcę aby to wszystko się wyjaśniło :) Chyba mam deprechę .-.

  9. O. pisze:

    „Tak szefie, Dean się z nami pieprzy od czasu do czasu. Mimo, że tego nie popieram, to mogę ci dać wskazówki jak być z puszczalskim” nie wiem, czy Harley powinien gadać z Jasperem i czy dobrze, że Dean wrócił na kanape. Pomiędzy nim a managerem mogło to jakaś granicę wytoczyć bardziej namacalną.. A Chłopaki też mają kryzys i on może jedynie dolać oliwy do ognia.. Chyba, że w końcu Marvin mu powie co i jak, dając do zrozumienia, że kanapa mu tylko została, a to też może go naprowadzić do tego, że puszczalska osoba jak popracuje nad sobą to może mieć związek i to udany. Chyba że będzie na odwrót i to on przekona Marvina, że lepiej jest zostać puszczalskim niż związkowym. Kryzys jest, teraz tylko czekać na to, kto i jak sobie poradzi.
    Fajna też była troska Deana o Sammy’ego, pewnie wiedziona własnym doświadczeniem a nie instynktownie- „to syn kolesia na ktorym mi zależy, więc o niego też dbam” xD

    Na kryzys dobry jest seks Rynny. <3333333333333333 Podejście Ryana do zdrady i zaborczość Lenny'ego <333333333333333333333333333333333333333333333 czas wrócić do rozdziałów o nich <3333333333333333333333333

  10. kasiuniatwist pisze:

    Biedny Dean sie przestraszyl stałego zwiazku ale cos sadze ze bedzie mu ciezko zapomniec o panie manageru i dobrze bo tworza fajna pare. Rozdzial swietny, podobaja mi sie rozmowy tych dwóch i w ogole calkiem lubie to opo ale nadal strzasznie tesknie za ATCL (nadal mam nadzieje ze zlitujecie sie nad biedna duszyczka i pojawi sie jakas wzmianka o 3 tomie).Weny zycze i pozdrawiam

  11. kaczuch_A pisze:

    Zacznę zalewać się łzami i rzewnie ryczeć. Smutno mi po tym rozdziale. Dean spierdoliłeś, i niech Twoja i Marvina chuć się skończy i zginie śmiercią naturalną o. Idę smutać dalej.

    Rozdział mega, dużo uczuć, napięcia. Weny.

    Ale i tak smutam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s