Commission – Czy to tylko ciekawość? (Project Dozen)

Zamówienie miało dotyczyć parki Woody & Trey, a więc jest :) Może się wydawać trochę surrealistyczne, ale nie ma się co dziwić, w końcu trochę nagięta została akcja właściwego opowiadania. Liczymy, że się spodoba :)

*****

Woody i Trey chodzili na zajęcia pozalekcyjne ze sportu ekstremalnego sporadycznie. Bynajmniej nie co tydzień, ale już rok temu wspólnie uznali, że są to zajęcia ciekawsze niż klub latynoski, zajęcia polityczne czy fitness, a przecież coś pozalekcyjnego trzeba było wybrać. Na szczęście na survivalu zazwyczaj dawali radę, bo byli całkiem sprawni, chociaż obaj po wyjściu z dzisiejszych zajęć, oczywiście odbywających się w terenie z racji dobrej pogody, uznali, że tym razem prowadzący wziął sobie aż nazbyt do serca słowo „ekstremalne”. Większość uczestników była poobijana po nauce „bezpiecznego” upadania z wysokości. Woody zdarł sobie koszulkę na łopatce oraz skórę miejscami trochę do krwi, a Trey miał obity bok.
— Mam jeszcze tę maść na takie obtarcia — Trey rzucił do kumpla, skinąwszy brodą na jego plecy. Przy tym wyciągnął z plecaka paczkę slimów, zamierzając zapalić, póki nie znajdą się przy internacie. — Posmaruję ci to.
— Spoko, dzięki. Ale ty nie powinieneś lepiej upadać? Non stop przecież leżysz na tym skateparku — Woody zadrwił z kumpla, chociaż wcale mu nie było do śmiechu, kiedy przyjaciel wracał do internatu z jakimiś obrażeniami, bo zarył w asfalt.
Trey wzruszył ramionami.
— Może się uodporniłem — rzucił i zapaliwszy sobie szluga, wyciągnął paczkę do kumpla. — Chcesz?
— Mhm, jak jest okazja, to daj.
Odpalił więc też kumplowi i obaj zwolnili trochę kroku, by zbyt szybko nie wrócić na teren szkoły i móc spokojnie wypalić.
— Mmm… — Trey zamruczał z lubością, bo jakoś w tym momencie po takim zmęczeniu papieros dobrze mu zrobił. Chociaż musiał przyznać, że zgłodniał. — Wstąpimy do sklepiku na parterze, co?
— Można by. Masz na coś szczególną ochotę? — Woody spytał, rozglądając się. Było ładnie, ale tak naprawdę miał w tej chwili jedynie ochotę na prysznic i łóżko.
— Nie wiem, może hot-doga… — Trey myślał głośno, popalając i idąc noga za nogą obok Woody’ego. Obaj byli spoceni i brudni, czyli jak zawsze po tych zajęciach.
— Ale to… Cholera, czasami by się samochód przydał, aby skoczyć do Newcastle — Woody mruknął ponuro, bo zjadłby coś bardziej treściwego. Przez to Trey spojrzał na niego trochę czujniej i wydmuchał dym nosem.
— Możemy coś zamówić do pokoju. Pizzę czy jakiś większy zestaw. Lepiej to drugie, bo na pizzę zejdą się sępy z innych pokoi.
— O, to lepsze. Co byś powiedział na chińskie żarcie? — drugi nastolatek zasugerował, nie chcąc jeść wyłącznie śmieciowego jedzenia. Co z tego, że chińszczyzna też była na swój sposób fastfoodem? Wydawała się trochę zdrowsza.
— Może być.
Uznali, że dobrze już teraz zadzwonić, by ich jedzenie przyjechało z Newcastle dość szybko, bo obaj byli głodni. Po tym wrócili do internatu i weszli na swoje piętro. Woody pierwszy poszedł pod prysznic, a potem Trey wymienił się z nim, by jeden był w pokoju, jeśli jedzenie nagle by przyszło.
— Nie zakładaj koszulki, trzeba to posmarować — rzucił do Woody’ego w progu, gdy mijał się z nim, by pójść do łazienki, a ten wciąż był w samym ręczniku.
— No, okej… ale chyba spodnie mogę założyć, co? — Woody zadrwił, a obtarcie po prysznicu piekło go teraz chyba sto razy mocniej.
Trey spojrzał teatralnie w dół jego ciała i klepnął go w tyłek.
— Jak już musisz… — Westchnął ciężko i wyszedł z pokoju ze swoimi kosmetykami i ręcznikiem.
Woody tylko pokręcił głową i ubrał się w krótkie spodenki, a pod nie bokserki. Nie zakładał koszuli, jak zasugerował Trey. Związał tylko wysoko włosy. Nim współlokator wrócił, odebrał jedzenie, które na szczęście wjechało na piętro i nie musiał schodzić do dostawcy na dół, do głównego wejścia.
— O, już jest — Trey skomentował z zadowoleniem w głosie, gdy wszedł do pokoju i rzucił swoje ciuchy na łóżko. — Nieźle pachnie — dodał, ale jeszcze nie zbliżył się do Woody’ego i jedzenia, tylko podszedł do swojego biurka, w którym miał mini apteczkę. Często sięgał do niej po coś, gdy wracał bardziej poobijany po skateparku. Teraz też nie wyglądał na okaz zdrowia, a dzięki temu, że miał na sobie tylko ręcznik, widać było, że jego szczupłe ciało jest poobijane. Jeden siniak rósł mu na boku po zajęciach survivalowych, a gdzieniegdzie miał jeszcze pozostałości po ekstremalnym jeżdżeniu na desce.
— Chcesz najpierw mnie wysmarować? — Woody, który już chciał otwierać pudełka z jedzeniem, zawahał się, widząc, że Trey do niego nie dołącza.
— Taa, jak się wysuszy, to będzie potem lipa. Możesz jeść i mnie karmić w trakcie — Trey zasugerował swoim mrukliwym, beznamiętnym głosem i podszedł do łóżka kumpla z apteczką. — Tylko siądź do mnie tyłem.
— To jak mam cię karmić, siedząc do ciebie tyłem? — Woody roześmiał się, ale zabrał jeden z pojemniczków z chińszczyzną, pałeczki i usiadł na łóżku. — Trafię ci w oko i tyle z tego będzie. Posmaruj szybko i chodź jedz.
— Moim okiem się przejmujesz… — Trey prychnął z rozbawieniem i usiadł na kolanach okrakiem za plecami współlokatora. Przez to ręcznik ukazał trochę więcej jego ciała, ale nie przejął się tym, że siedzi za kumplem nago i właśnie zaczyna przemywać jego zdartą skórę na razie po to, by ją odkazić. — Widziałem u Brighta ostatnio zakładkę na klamce z „Nie przeszkadzać, trwa nauka!”. Powinniśmy zawiesić jedną z „Nie wchodzić, smaruję kumpla nago!”.
— Wydaje mi się, że samo „smaruję kumpla” byłoby już dość dziwne. Wiesz, jak te wszystkie kategorie z pornosami w stylu „masaż” — Woody parsknął, żartując swobodnie. Przy okazji jadł i czuł, jak zarówno żel przynosi ukojenie jego obtarciu, jak i jedzenie jego żołądkowi.
— W gejowskim porno też są takie? Wychodzi na to, że wszystko, co zrobisz z laską, możesz zrobić i z kolesiem — Trey prychnął pod nosem i sięgnął po gazik, by przytknąć go delikatnie do nasmarowanej rany. — Macie też kategorię jak… — zamyślił się — nie wiem, „zabawa z cyckami”?
— Z sutkami na niektórych stronach są — Woody odparł poważnie, ale tylko dlatego, że miał pełne usta i inaczej by się opluł ze śmiechu. — Kończysz?
— Już… — Trey odmruknął i jeszcze przylepił mu całość taśmą do opatrunków, nim się odsunął. Schował wszystko do apteczki, odłożył ją do biurka i dopiero po tym usiadł naprzeciwko kumpla. Sięgnął po drugie pudełeczko z chińszczyzną, pałeczki i zaczął jeść. — Niezłe.
— To dobrze. Ale po tym, co mi tam zrobiłeś, to ja widzę pełen profesjonalizm. Jeszcze naszą pielęgniarkę szkolną wygryziesz ze stanowiska.
— Staram się o etat, ale nikomu nie mów. — Trey mrugnął do niego z uśmieszkiem, jedząc dość szybko, by zabić pierwszy głód. — A trening czyni mistrza, jak widzisz. Nie tylko w skakaniu na desce po barierkach.
— To ja powinienem też nieźle to umieć. Chociaż głównie sam się łatasz — Woody zauważył, jedząc już samemu spokojniej. Smakowało mu i był zadowolony, że wzięli więcej i do tego deser.
— Taa, bo zwykle upadam na nogi i ręce, a nie na plecy. Spoko, kiedyś dam ci się zająć moimi tyłami.
— Ooo? Tak? — Woody zaśmiał się, znowu łapiąc kolejny podtekst, który pojawił się pomiędzy nimi.
Trey uśmiechnął się do niego kątem ust, zatrzymał jego spojrzenie, ale nie odpowiedział od razu. Szczególnie, że nagle coś pojawiło mu się w głowie… a raczej przypomniało to, o czym już jakiś czas temu myślał i zupełnie wytrąciło go z rozmowy. Uratował się krewetką, którą dojrzał pomiędzy warzywami i wsadził ją do ust.
Zauważywszy, że jego przyjaciel umilkł, Woody ściągnął brwi z zaciekawieniem.
— Ej, okej? — spytał lekko.
— Hm? Jasne, bracie. Zdycham tylko trochę. — Trey oparł się bokiem ciała o ścianę przy łóżku, na którym siedzieli i jadł dalej, ale już znacznie wolniej.
— Nie no, bo jakoś przycichłeś, to się pytam. Jak w ogóle smakuje? Będziesz miał miejsce na deser? — Woody stuknął go nogą w łydkę.
— Jestem zdechły, ale nie nażarty. Na to miejsce zawsze. Harper ostatnio się zaskoczyła, że zjadłem cały obiad jej matki i trzy kawałki ciasta. Te, które ci potem przyniosłem z tej kolacji — Trey odpowiedział lekko, wyjadając końcówkę swojej chińszczyzny i przywołując ostatnią sytuację, gdy specjalnie dla kumpla poprosił matkę swojej dziewczyny o zapakowanie kawałka cudownego placka jabłkowego. Niby dla siebie, ale było tak genialne, że Woody musiał go spróbować.
— Mhm, pamiętam. Dobre było. Ale to, co przyniosłeś, to był jeden kawałek? — Jego współlokator zdziwił się, ale przy okazji słychać było w jego głosie podziw. — To sporo możesz w siebie zmieścić.
— Fuks, że nie tyję. Moja dupcia by ci się tak nie podobała. — Trey ruszył kolanem, odpowiadając na wcześniejsze szturchnięcie i odłożył na bok pudełko po chińszczyźnie. — Ej, wiem, że wybiórczo zerkasz na fejsa Foxa, ale widziałeś jego wpis z rana?
Woody zamyślił się na chwilę. Zaglądał tam bardzo sporadycznie, bo większość filmików Foxy’ego uważał za wygłupy i nadawanie znaczenia jakimś pierdołom, które niespecjalnie zasługiwały na uwagę. A przynajmniej jego uwagę.
— Ten o filmie z nowego programu treningowego?
— Nie, właśnie bez żadnego video, więc pewnie dlatego umknął w tłumie. — Trey zgiął jedną nogę i siedział luźno, na razie czekając z deserem, aż Woody też skończy jeść. — Pisał, że to na razie „zapowiedź”, ale za zgodą dyra będzie zbierał podpisy uczniów w budzie będących gay-friendly i ogólnie tęczowo tolerancyjnych, by potem wywiesić i pokazać tym w szafie, że może tu być „bezpiecznie”. — Na koniec uniósł palce w cudzysłowie. — Patrick Bright już skomentował, że pierwszy się podpisze. Ciekawe, czy jest homo, czy robi to dla „wyborców”.
— Stawiam na wyborców. Ogarnij, jaką by dostał zjebę, jakby powiedział, że to chory pomysł. To tak, jakby jakiś polityk powiedział, że kobieta nie może być politykiem. Tak samo jest z ogólną tolerancją, chociaż w mniejszym stopniu. Ludzie jeszcze zasłaniają się wiarą — Woody podjął temat, wchodząc w poważniejszy ton i w końcu odkładając pudełko po swoim jedzeniu, aby zabrać to z deserem.
Trey więc poszedł za jego przykładem.
— Taa, więc pewnie niektórzy podpiszą się dla picu. Ale mają też być podpisy nauczycieli i dyra. Foxy się tego spodziewa przynajmniej — dodał, otwierając pudełeczko z chińskimi ciasteczkami ryżowymi. — Podpiszesz?
— Tę listę? Hmm… Chyba tak. Czemu w sumie nie? A ty? — Woody spytał, zabierając się za słodkości. Wzięli jeszcze smażone owoce, które były w jego pudełku. — Chcesz?
Trey zerknął tam i dopiero sobie o tym przypomniał.
— Jasne. — Sięgnął do pudełka Woody’ego po kilka kawałków i przerzucił je do siebie. — Taaa i też się podpiszę. Raczej nie pomoże ci to wyjść z szafy, ale opcja spoko — dodał na koniec z lekkim uśmiechem.
— A jeśli o tym mowa, ty byś na moim miejscu wyszedł z szafy po takiej akcji? — Woody spytał, bo sam nie widział potrzeby, aby mówić wszystkim wokół, że jest gejem tak jak Jules Fox.
Tym razem jego kumpel mocniej się zamyślił i tylko pogrzebał pałeczkami w swoim pudełku.
— Nie, ale jakby ktoś mnie zapytał, czy lubię sypiać z facetami, to raczej bym nie zaprzeczył.
— No, to mamy podobnie. Oczywiście zależy, kto i jak by spytał, ale względnie to samo. — Woody skinął na potwierdzenie swoich słów, jedząc palcami, bo było mu wygodniej.
— Tylko Tommy trochę cię blokuje, bracie.
— Coś za coś, jak to mawiają.
— Taa… — Trey zapatrzył się na niego na chwilę, po czym spokojnie wrócił do jedzenia swojego deseru. Z jakiegoś powodu był pewien, że gdyby Tomas Eng widział go teraz nago, w samym ręczniku, na łóżku Woody’ego, jedzącego z nim deser, byłby zazdrosny. I w jakiś sposób wewnętrznie go to rozbawiło.

***

We wtorek, kiedy ruszyła akcja Julesa Foxa pod patronatem dyrektora i samorządu szkolnego, Trey miał dużo lekcji i właściwie całe zawalone przedpołudnie. Woody zresztą też, więc nie widzieli się za wiele poza wspólnym wyjściem z pokoju. Trey był pewien, że po lekcjach będzie chciał pójść prosto do skateparku, dlatego uznał, że musi znaleźć czas pomiędzy lekcjami, by podejść do przeznaczonej na podpisy salki i złożyć tam swój.
Wyszedł po drugiej trygonometrii, czując się, jakby jego mózg został kilka razy przemielony. Powlekł się obok gabinetu psychologa, minął dwie salki i stanął w końcu przy otwartych na oścież drzwiach, nad którymi wisiał duży transparent z napisem:

WSPARCIE LGBT!
POKAŻ, ŻE NIE JESTEŚ HEJTEREM!

Oczywiście tło było tęczowe i wzbudzało prychnięcia rozbawienia wśród przechodzących obok uczniów, ale gdy tylko Trey wszedł do środka, zobaczył niewielką kolejkę do zasłanej fioletowym obrusem ławki, za którą Jules Fox przyjmował podpisy. Gdzieś w kącie pokoju siedział jeszcze nauczyciel z historii czytający książkę i najpewniej pilnujący, żeby to kontrowersyjne wydarzenie nie pociągnęło za sobą jakichś niechcianych skutków.
Trey z zawieszonym na jednym ramieniu plecakiem i beznamiętną miną ustawił się za ostatnim chłopakiem, przy okazji dostrzegając na ławce pudełko z przypinkami w kolorach tęczy. Musiał przyznać, że trochę go to bawiło. Nikt jednak za bardzo nie wychylał się ze swoim entuzjazmem czy jakąś krytyką. Uczniowie składali podpisy, czasami coś odpowiadali na towarzyskie zagadania Julesa, aż w końcu przyszła kolej na Treya.
— Hej, fajnie, że się przyczyniasz do naszej wspólnej sprawy — Jules zagadał go jak każdego tutaj. Robiło to miłe wrażenie, a za każdym razem wymyślał na tyle inną formułkę, że nie brzmiało to sztucznie.
— Spoko. Tylko dzisiaj zbierasz? — Trey zapytał, sięgając po długopis i pochylając się nad długą… naprawdę zaskakująco długą listą. Był ciekaw, jaki procent z tych podpisów należał do ludzi homo, a jaki do pro.
— Nie, zbieramy do końca tygodnia. Mam nadzieję, że dużo osób się zgłosi. Twój współlokator też przyjdzie? — Foxy spytał sympatycznie.
— Taa, przyjdzie, dlatego pytam, bo dzisiaj ma zapierdol — Trey odmruknął, składając przy okazji swój podpis. — Nieźle jak na razie — skomentował całość.
— A to dopiero początek! — Fox odparł z szczerym i szerokim uśmiechem na twarzy Był pozytywnie do tego nastawiony. — I dzięki za podpis jeszcze raz.
— Luz — odparł Trey, odkładając długopis. Obejrzał się jeszcze za siebie, ale widząc, że nikt nie stoi w kolejce, a jedynie trójka chłopaków przy wejściu walczy z oporami w postaci taktyki „ty pierwszy”, „nie, ty”, „no weź, jesteś najmłodszy, idziesz”, odwrócił się znowu do Julesa i zapytał: — Hej, Fox, jakbyś… jakbyś miał bliskiego kumpla hetero, który byłby trochę… ciekawy i chciał z tobą spróbować, wkurwiłbyś się za taką propozycję czy mu pozwolił?
Jules Fox najpierw uniósł brwi z zaskoczenia, a potem uśmiechnął się, jakby nagle wszystko stało się jasne.
— Hmm… — Wzruszył lekko ramionami. — Jeśli ten by tego naprawdę chciał i mi to powiedział wprost, to myślę, że bym się zgodził.
— Zero zahamowań? Byłbyś królikiem eksperymentalnym, więc to chyba trochę nie do końca fair — zauważył Trey, podrzucając plecak na ramieniu, bo mu się zsuwał.
— Ten hetero też byłby królikiem doświadczalnym. Eksperymentowałby w końcu na sobie, co nie? — Jules odparł nadal z lekkim uśmiechem. — Ale dobrze by było najpierw pogadać, a nie od razu iść do łóżka. Ale w sumie czemu nie?
— Mm… Okej. Dzięki — Trey odmruknął, po czym wyciągnął rękę do pudełka i wziął jedną przypinkę z tęczowymi barwami. — Wezmę jedną. Narka.
Jules pożegnał się z nim, unosząc dłoń i uśmiechając się. Mało kto brał przypinki, chociaż nie przypuszczał, aby zobaczył kiedyś tego chłopaka z nią przypiętą nawet do torby. Ale złożył podpis, a to już było coś. Był zadowolony ze swojej akcji, na tyle, że zawołał do chłopaków przy drzwiach, że mogą wejść i nikt ich tu nie będzie oceniał.

***

Tomas nie postawił nawet kroku w sali, w której rezydował Jules. Była już środa, wiedział, że powinien, ale się obawiał. Szczególnie, kiedy nasłuchał się od kumpli z zajęć na basenie, że to jest pierwszy krok do zrobienia z tej męskiej szkoły gejowskiej utopii. Że jak takie rzeczy będą dziać się częściej, to „homosie” z całych Stanów zaczną tu aplikować i nastanie przewaga homo uczniów. Następnie szkoła będzie na językach całego kraju i każdy będzie uważał, że jej uczniowie i absolwenci są „pedałami”, przez co ich przyszłość będzie zagrożona. Nie zdobędą ani pracy, ani żony. Cóż, była to dość zawiła intryga, ale Tomas miał tę słabość, że w intrygi wierzył. Chociażby w takie, że rząd Stanów Zjednoczonych od dawna kontaktuje się z kosmitami. Bał się więc i był z tego powodu trochę przybity, bo wiedział, że Jules na pewno liczy na jego podpis.
— Bywajcie, towarzysze — rzucił niby luźno do kumpli z kółka filmowego, wyszedł z sali i sięgnął po komórkę. Napisał smsa do swojego chłopaka z pytaniem, czy może do niego na chwilę wpaść, czy będzie mu jednak przeszkadzał.
Zaraz dostał zwrotną odpowiedź, że może przyjść. Że Trey jest na skateparku i że Woody jest sam w pokoju i się uczy. Tomas więc mógł od razu udać się do drugiego internatu. Po drodze jednak musiał minąć pokój, w którym Jules zbierał podpisy. Chciał go ominąć, ale kiedy już myślał, że bezpiecznie przedostał się obok pieczary potwora, z łazienki zaraz obok wyszedł Jules.
— O hej, Tomas.
Uśmiechnął się od razu szeroko, a w duchu pomyślał „kurwa…”.
— Czołem! — odpowiedział i standardowo rozejrzał się, czy aby ktoś nie patrzy i nie widzi ich razem. Plusem było to, że było późne popołudnie i zostali tylko ci, którzy mieli jeszcze środowe zajęcia pozalekcyjne. — Co słychać?
— Zbieram podpisy na akcje społeczną. Słyszałeś o niej? Bo nie podpisywałeś się, z tego co wiem. — Jules podszedł do niego, trzymając dłonie w kieszeniach i zachowując stosowny dystans. Wiedział, jaki Tomas jest, ale nie zamierzał z tego powodu go unikać.
— Aa… tak, ta z podpisami pro-homo… Nom, widziałem. Dyrektor łaził z tęczową przypinką, szał — odpowiedział lekko, też wciskając dłonie w kieszenie bluzy, ale przy tym wyraźnie mając spięte ramiona.
— Mhm. Miły gest z jego strony. A ty? Zbieramy do końca tygodnia podpisy. Podpiszesz się? — Jules zagadał luźno, nie cisnąc za bardzo, ale chciał, aby Tomas zrobił jakikolwiek krok w stronę prawdy. Aby chociaż był po stronie tych, którzy uznają osoby homoseksualne za równe heteroseksualnym.
— Nom… Jasne, jutro albo pojutrze. Wiesz, no… teraz trochę spieszę, bo pisałem do mojego chłopaka i mam wpaść — odpowiedział szybko. Nie zdradził jeszcze Julesowi, kim jest jego chłopak, bo Woody nie był out, ale wspominał mu, że ma kogoś na kampusie. — Ale no… zajrzę, jak znajdę jutro chwilę. A… a ktoś z projektu się podpisywał? — dopytał niby luźno. — Patrick, Tyler czy tam Woody Jolene?
— Patrick, Sen, Jude się podpisywali. Nie wszyscy na mojej zmianie, bo nie mogę tu siedzieć cały czas, ale sporo osób się podpisało. Nie musisz się więc tym stresować — Jules pokrzepił go, aby chłopak nie czuł się jakiś stygmatyzowany tym, że podpisał się na liście, na której przecież było wiele hetero osób.
— Nie no, nie stresuję się, w końcu nawet dyrektor się podpisał — Tomas odpowiedział z nerwowym śmiechem i przestąpił z nogi na nogę. — No, ale… jutro wpadnę, spróbuję. Teraz serio spadam, bo chłopak wzywa.
— Jasne. Spadaj. Pozdrów go ode mnie. Obaj się podpiszcie — Jules zachęcił jeszcze i klepnął Tomasa w ramię, mijając go.
Blondyn przełknął z trudem ślinę i po chwili odetchnął głębiej, mając wrażenie, że stoczył walkę z wyjątkowo trudnym czarnym charakterem, który miał za chwilę zburzyć jego miasto. No dobra… nie chciał patrzeć na Julesa jak na Godzillę, ale jednak było mu trudno.
Próbując na razie nie myśleć, w jaki sposób wykpić się z jutrzejszego podpisywania się na liście, podążył do wyjścia ze szkoły, a już kilka minut później pukał do pokoju swojego chłopaka.
Woody prawie od razu mu otworzył. Musiał nie być zajęty albo nie na tyle, aby zwlekać z zobaczeniem swojego chłopaka.
— Siema, wchodź.
— Czołem.
Tomas wszedł do pokoju, zamknął za sobą drzwi i rzucił plecak pod ścianę. Rzeczywiście nie było Treya, choć pościel na jego łóżku była w mocnym nieładzie, a ciuchy porozrzucane tu i tam. Tomas jednak szybko odwrócił stamtąd wzrok, wychylił się do swojego chłopaka i cmoknął go z zadowolonym pomrukiem.
Woody chwycił go za bok i oddał pocałunek.
— Stęskniłeś się? — spytał z zadowoleniem w głosie.
— Nooo… Bardzo, a dzisiaj na filmowym gadaliśmy o przebraniach i rekwizytach i ktoś przyniósł takie gumowe, ale jak żywe, węże i pomyślałem o twoich włosach. — Tomas zaśmiał się i zagryzł wargę.
Woody też się roześmiał i aż pokręcił głową.
— Ale masz skojarzenia. Jeszcze sam zacznę ci się tak kojarzyć — dodał i cmoknął go kolejny raz w usta. Jednocześnie jego dłoń zawędrowała pod koszulkę nastolatka, który nie potrafił się nie uśmiechnąć na ten gest.
— A myślałem, że zakuwasz… — skomentował z coraz weselszym śmiechem.
— Zakuwałem. Chcesz pozakuwać ze mną? — Woody spytał, cofając się do swojego biurka, przy którym stał otwarty laptop, a obok niego szklanka do połowy napełniona oranżadą. — Sam zobacz.
— A co zakuwasz? Jak matmę, to ja nie chcę — jęknął Tomas, podążając za nim. Objął go od tyłu w pasie i pocałował w kark.
— Nie, nie tym razem akurat. Nauki społeczne magluję. Mam do napisania esej — Woody wytłumaczył, zabierając przy okazji włosy na jedną stronę i pochylając się do komputera, aby zapisać dokument.
Swoim gestem sprawił, że wzrok Tomasa nie mógł oderwać się od jego karku, a tym bardziej jego usta. Został więc tam znów mokro pocałowany, a dokładnie w tym samym momencie drzwi do pokoju się otworzyły i do środka wszedł Trey.
— O… Dobra, jeszcze w ciuchach, nie taki zły timing — rzucił na powitanie, uśmiechając się oszczędnie kątem ust na widok podskoczenia ze strachu Tomasa, że to ktoś inny zobaczył go miziającego się z chłopakiem.
— Jakby zapowiadało się na brak ciuchów, to zamknąłbym drzwi — Woody odparł za to spokojnie, chociaż z lekkim rumieńcem na policzkach. — Jak tam? Wyjeździłeś się?
— Taa, było spoko. Znowu jakiś pierwszak chciał kilka wskazówek i myślał, że po powtórzeniu triku trzy razy opanuje go do perfekcji — Trey odpowiedział, opierając deskę o ścianę.
— Nom, do wszystkiego trzeba treningu. Chyba że ma się w czymś super talent — Tomas wtrącił się, by nie stać jak kołek. Przy tym też przeniósł się na łóżko Woody’ego, w duchu żałując, że Trey im przeszkodził. Głupio było przy nim całować się z Woodym.
— Trey, szkolna gwiazda. — Woody zaśmiał się z opowiedzianej sytuacji i przełączył na laptopie muzykę, aby coś leciało im w tle, ale już żywszego niż to, czego słuchał podczas uczenia się. Po tym usadowił się obok Tomasa i cmoknął go w policzek. — A jakieś plany na teraz? Masz coś do zrobienia?
— A mam mieć? — Trey dopytał, zdejmując przez głowę przepoconą koszulkę.
— Nie o to pytałem. Przecież cię nie wygonimy.
— Ale na trójkąt też nie mam szans, co? — Trey rzucił żartobliwie, wrzucając bluzkę do kosza z brudami.
Tomas zarumienił się po jego komentarzu. Niby przyzwyczaił się do takich tekstów ze strony Treya, ale jednak wciąż były czasami zaskakujące.
— Jak nie my, to pewnie twoja dziewczyna miałaby coś przeciwko — rzucił jednak w miarę lekko, przy tym nieśmiało obejmując Woody’ego w pasie.
— Harper? Obawiam, się że jeszcze mogłaby chcieć popatrzeć — Woody odpowiedział spokojnie i znowu spojrzał na gołą klatę współlokatora i jego tatuaż przedstawiając łasiczkę. — Ale to co? Obejrzymy coś razem, czy będziesz się uczył?
— Nie chce mi się uczyć… — Trey skrzywił się i podszedł do nich, po czym bez pytania usiadł obok Woody’ego, a potem oparł się łopatkami o ścianę przy łóżku. — Jestem za filmem.
— Macie na coś konkretnego ochotę? — Woody, jako że siedział pośrodku, spytał to jednego, to drugiego, okręcając głowę na boki.
— Na ciebie, ale chyba nie grałeś w żadnym filmie? — Tomas zamruczał i z zaskoczenia cmoknął go w usta w sekundzie, w której Woody się do niego okręcił.
— Mi obojętne — dodał Trey.
Woody uśmiechnął się do Tomasa w zamian za całusa i spojrzał na Treya.
— To może porno, jak ci obojętnie? — spytał z rozbawieniem, wstając jednak po laptopa, aby wybrać z niego jakiś luźny film.
— Tylko jakieś fajne — Trey odpowiedział beznamiętnie i poprawił się na łóżku.
Tomas też przyjął wygodniejszą pozycję i za plecy każdego z nich jeszcze podłożył poduszki, by nie było im za twardo. Obsunęli rolety, żeby słońce nie odbijało się w ekranie laptopa, chociaż robiło się już coraz ciemniej.
Gdy Woody wrócił z laptopem i już zastopowanym filmem, nie miał wyboru i znów musiał zająć miejsce w środku, pomiędzy przyjacielem a chłopakiem.
Laptop stał na krześle, aby każdy z nich widział ekran. Uznali, że obejrzą film „Birdman”. Mógł być ciekawy, a do tego miał wątek fantastyczny, dzięki któremu Woody wierzył, że Tomasowi się spodoba. Oparł się do tego o swojego chłopaka bardziej, aby zajmowali całą trójką mniejszą powierzchnię i wygodniej było oglądać.
Wyglądało na to, że Tomas rzeczywiście wkręcił się w film, bo komentował go z uznaniem i ewidentnie był skupiony na fabule, a raczej zawiłych dialogach. Trey z kolei nie wyglądał na specjalnie poruszonego. Woody za to zdecydowanie poczuł się poruszony, kiedy po jakimś czasie niespodziewanie wyczuł, że koszulka na jego plecach zostaje delikatnie podwinięcia, a jego skóry nad paskiem spodni dotykają opuszki palców. I najbardziej dziwne było w tym to, że widział dłonie Tomasa z przodu.
Powoli, aby nie wywołać zamieszania, odwrócił głowę od ekranu laptopa i spojrzał na współlokatora, czując jednocześnie, jak coś ściska go w klatce piersiowej. Tomas był tuż obok… ale było to ekscytujące.
Trey uchwycił jego spojrzenie i utrzymał je trochę dłużej. Po jego twarzy Woody zresztą też rozpoznał napięcie. Zaś palce, które subtelnie dotykały jego pleców, przesunęły się trochę niżej i teraz ich wierzch powoli gładził jego skórę.
Woody ciężko przełknął ślinę i w końcu tylko wrócił wzrokiem do filmu. Jakby nic niezwykłego się nie działo.
— Wow, lubię te momenty, kiedy on gada z tym swoim alter ego. Fajny ma głos. Muszę kiedyś kupić jakiś sprzęcik zniekształcający głos, będzie czad na kółku filmowym — Tomas rzucił po chwili entuzjastycznie, wręcz wybijając Woody’ego z tego otępienia, a raczej napięcia wywołanego sekretnym mizianiem.
Naturalne więc było, że Woody się zarumienił, ale nie pokazał poza tym inaczej, że ma na plecach, nisko na plecach, dłoń współlokatora. Był oszołomiony tym, co się działo.
— Brzmiałbyś całkiem seksownie — wymyślił na poczekaniu i cmoknął pełne wargi blondyna.
Ten uśmiechnął się do niego i wyciągnął rękę za plecy, by objąć go w talii, więc Woody poczuł, jak dłoń współlokatora szybko opuszcza tamte rejony. Po tym Trey wstał z łóżka i machnął im.
— Nie stopujcie, dla mnie trochę nuda. Skoczę na dół po jakieś picie, zaraz wracam — rzucił, a Woody z jeszcze większym zaskoczeniem dostrzegł, że jego spodnie są trochę mocniej wypchane. Nie było to szczególnie zauważalne dla postronnej osoby, ale co by nie mówić, widywał Treya często i widział, że miał w spodniach nagle nieco więcej niż zazwyczaj.
Nie wierząc, że to robi, spytał:
— Iść może z tobą? Tommy, chcesz coś? — zwrócił się jeszcze swojego chłopaka, czując, jak jemu samemu jest gorąco, kiedy jego palce były w miejscu, gdzie jeszcze niedawno była dłoń współlokatora.
— Hm? Nom, może Sprite? Dać ci kasę? — Tomas już się poruszył, jakby miał wstać do plecaka, a Trey tylko czekał z portfelem przy drzwiach.
— Dobra, to potem oddasz. — Woody nie chciał przedłużać. Pocałował jeszcze Tomasa w usta. — Oglądaj, zaraz będziemy — dodał i wypchnął Treya na korytarz, następnie zamykając za nimi drzwi.
Jego kumpel chyba nie spodziewał się do końca, że Woody za nim wyjdzie, bo nic od razu nie powiedział. Jedynie zerknął mu krótko w oczy i przesunął językiem po górnej szczęce. Woody znowu go pchnął, aby kumpel poszedł w stronę windy. Miał nadzieję, że nie będzie tam nikogo. Pod jej drzwiami na szczęście było pusto, więc już nie mogąc się doczekać, spytał:
— Co to było? I co to jest? — Wskazał głową w dół jego ciała.
Trey skrzywił się, ale nie odpowiedział, bo obok nich właśnie ktoś przechodził. Odezwał się więc dopiero, kiedy zostali oddzieleni od rzeczywistości metalowymi ściankami windy, sam na sam.
— Sorry. Mam ostatnio coś… — zrobił bliżej niezidentyfikowany gest — w głowie. Myślę o tobie częściej i inaczej niż powinienem.
— Ale to… Czekaj. Nie byłeś ostatnio, jak gadaliśmy, przekonany do tego, że jesteś hetero? — Woody szybko myślał o tym, co właśnie usłyszał i co to mogło i miało oznaczać.
— Może jestem tylko w fazie „spróbowałbym też z kolesiem”, więc mając chłopaka, powinieneś mi teraz powiedzieć, bym to zwalczył, bym się pierdolił albo spróbował z kimś innym, bracie. Wiem, że to kiepskie z mojej strony — Trey odmruknął z kwaśną miną, patrząc nie na twarz kumpla, a na ekranik, na którym wyświetlało się, na którym piętrze się znajdowali.
Woody przełknął ślinę, która nagle nabrała mu w ustach konsystencji kisielu.
— Ale… w ogóle chciałbyś z kimś innym spróbować? Z jakimś kolesiem? No, chociażby z Julesem?
W odpowiedzi najpierw usłyszał ciche przekleństwo, a Trey odpowiedział, a raczej mruknął dopiero, kiedy drzwi windy się otworzyły.
— Nie chcę z Julesem. — Po tym wyszedł przodem, już wyjmując z kieszeni spodni portfel. Jego delikatna erekcja na szczęście szybko opadła.
— A z kimś innym? — Woody męczył go dalej, idąc za nim krok w krok i trzymając się niestosownie blisko.
— Z Tommym też nie — Trey odparł niby na odczepnego, ale zanim dotarli do niedużego sklepiku, jaki był również w drugim internacie i w jakim można było kupić kanapki, hot-dogi i napoje, zatrzymał się i odwrócił w końcu do kumpla. — Jakbym miał gust co do kolesi, to ty byś w nim był.
Woody wziął głębszy oddech. W sumie postąpił trochę głupio, zostawiając Tomasa z filmem samego w pokoju, ale to, co teraz słyszał, było elektryzujące na tyle, że zapomniał o nim na moment.
— Czyli… chciałbyś pójść o krok dalej, ale jak z tym pocałunkiem?
— Woody, słyszysz siebie? — Trey warknął na niego cicho i zagryzł wargę. — Byłbyś gotów pójść ze mną do łóżka jednorazowo, mając chłopaka, wiedząc, że ja mam dziewczynę i myśląc, że to będzie jeden fajny wyskok, który nic nie zjebie w żadnej z tych wszystkich relacji?
— Wiesz, prędzej zjebie się coś, jak będziesz mi przy tym moim chłopaku wkładał rękę prawie w spodnie — drugi chłopak odparł szeptem, ale już ze wzburzeniem.
Trey skrzywił się i zamknął na chwilę twarz w dłoniach, robiąc kółko w miejscu. Po tym odetchnął świszcząco i zatrzymał się.
— Daj mi w pysk, bracie, bo inaczej mam wrażenie, że mogę więcej, a… serio, kurwa, nie chcę zjebać.
— Jak chcesz spróbować, to ci to ot tak nie przejdzie, nawet jak ci przywalę — Woody zauważył rozsądnie, nie wierząc, że w ogóle prowadzą tę rozmowę. — To tak, jakbym powiedział ci, że to głupi pomysł, abyś dawał się Harper. Posłuchałbyś?
— Nie wiem, chyba nie. — Trey znów się zaciął i zerknął w stronę sklepiku, cmokając między zębami. — Chodź po to picie. Pogadamy o tym w pokoju, kiedy już Tommy pójdzie, dobra?
— Ta, tylko nie zapomnij wziąć mu tego Sprite’a — Woody spasował na tę chwilę. Nie mieli warunków, aby kłócić się o to na korytarzu.
Zrobili więc małe zakupy w sklepiku, wzięli jeszcze jakąś słoną przekąskę, którą wybrał Trey. Z jednej strony po to, żeby coś zrobić z rękami i nie kierować ich w stronę swojego kumpla, który od jakiegoś czasu niezdrowo go podniecał, ale też po to, żeby zabić czymś nudę, bo film niespecjalnie mu podchodził.
Z tym wszystkim wrócili do pokoju, a gdy zajęli miejsca, Tomas na chwilę zastopował film i streścił im to, co stało się podczas ich nieobecności.

***

Kiedy późnym wieczorem Woody odprowadził Tomasa, a raczej poszedł z nim jeszcze na mały spacer, Trey został sam w pokoju. Mógł się trochę zrelaksować i wziąć prysznic. Akurat się przebierał, kiedy jego współlokator wrócił do pokoju.
— Hej, jak żyjesz? — Woody zagadał, zbierając rzeczy, aby się umyć.
— Wporzo. Idziesz się myć? — Trey zapytał, podciągając bokserki i wziął ręcznik, by zawiesić go na kaloryferze pod oknem. Obejrzał się jednak na Woody’ego przy tym z większym napięciem i mniejszym luzem niż zwykle.
— Mhm, odświeżę się i pogadamy. Okej? — Nastolatek już bez koszulki odwrócił się do kumpla, bo nie widział sensu jej brać do łazienki.
— Luz.
Woody skinął mu głową i wyszedł się umyć. Sam czuł dziwny niepokój przez to, co się między nimi zrodziło. Było to nietypowe i niecodzienne. Do tego obawiał się, jak odbije się to na ich relacjach. Ale to mizianie przy filmie było bardzo przyjemne… Podobnie czuł się, kiedy Trey swego czasu eksperymentował z nim w postaci całowania się. Wtedy jednak był pewien, że jest to chwilowe, jednorazowe i nawet nie ma szans liczyć na nic więcej. Był pewien, że Trey jest w stu procentach hetero i po prostu jest bardzo tolerancyjny. Teraz jednak sytuacja miała się zmienić, ale on i tak nie wiedział, czy to kwestia ciekawości, czy jednak siedzi w jego kumplu coś… biseksualnego. Była na to jakaś szansa. W końcu, po co chciałby też, aby Harper mu cokolwiek wsadzała i po co chciałby się z nim dotykać?
Miał mętlik w głowie, ale na wszelki wypadek umył się dokładnie. Kiedy wrócił do pokoju, był jeszcze lekko rumiany od ciepłej wody i odziany tylko w biały ręcznik.
— W ogóle, dziwny był ten film. Boskie miał ujęcia, ale dziwny był.
— Nn… Jestem ignorantem, bo ujęć nie doceniam na tyle, by przebiły nudny scenariusz — odpowiedział Trey, leżący na plecach na swoim łóżku, w samych bokserkach i bawiący się telefonem. Przynajmniej do czasu, aż Woody wrócił, bo teraz schował go pod poduszkę.
— Wiem, chociaż cały czas zastanawia mnie ta ostatnia scena… — Woody mówił, przebierając się pod ręcznikiem w bokserki do spania. Swoje długie dredy miał wysoko spięte, by w trakcie prysznica mu się nie zamoczyły. Kiedy usiadł już na swoim łóżku, podjął temat. — Ale co z tym, o czym mówiliśmy na korytarzu, jak wyszliśmy?
Trey przekręcił się w jego stronę, podsunął pod głowę poduszkę i zagryzł swój wklęsły policzek od wewnątrz.
— Zacznę od tego, że czuję się z tym szmata.
— Bo? — Woody spytał najprościej, chociaż widział największy problem w tym, że obaj kogoś mieli. Sam powinien się tak czuć, bo tak cisnął Treya.
— Bo Harp jest moją laską, Tommy twoim chłopakiem, a ty moim kumplem. Poza tym trochę czasu ukrywałem przed tobą, że chyba na ciebie lecę.
— Ale na Harper lecisz bardziej?
— Nie porównuj się do niej, nie da się was zestawić. — Trey skrzywił się trochę, ale jego spojrzenie było blisko stanu „szczenięcego”, jak zwykle nazywał to jego kumpel i dziewczyna. — Ty lecisz na Tomasa bardziej niż na mnie? I nie kręć, bracie, bo wiem, że lubisz mój tyłek.
— Tak, masz rację. Nie da się tego porównać. Ciebie mimo wszystko bardziej traktuję jak brata. Ale… — Woody zerknął na jego ciało, a nie na twarz. — No, dobrze wyglądasz. Już ci to kiedyś mówiłem.
Jego kumpel chwilę milczał, aż w końcu uniósł się ze swojego łóżka i powoli podszedł do Woody’ego. Usiadł obok niego i zassał na moment dolną wargę.
— Nie chcę być kutasem, który w połowie powie ci, że to nie to i skończy się bardziej niezręcznie, niż powinno.
— Będziesz chociaż wiedział tak samo jak ja, że to na pewno nie to, jak skończysz w połowie. To też jest dobra opcja. Tak jak ręka w razie kompletnej porażki — Woody uspokoił go i także spojrzał na jego usta. Przez to, co się działo, coraz więcej myślał o jego ciele i o tym, jak smakuje…
— Kocham cię, bracie — Trey odpowiedział w takim tonie, w jakim zwykle to mówił, więc mimo poważnego tematu Woody nie poczuł, by miało to inne przesłanie. Ważne dla nich było, by ich relacje się nie spieprzyły, ale… ewidentnie obaj chcieli chociaż zobaczyć, co może wyjść z tego niespodziewanego pragnienia Treya.
Ten w końcu postanowił pójść za ciosem i ująwszy Woody’ego z boku szyi, wychylił się, przekręcił głowę i pocałował go. Drugi chłopak najpierw cicho stęknął w jego usta, po czym, aby nie być kompletnie biernym i pokazać mu, że jednak jest z chłopakiem a nie dziewczyną, objął go za szyję i pociągnął ten pocałunek, aby był dłuższy i bardziej namiętny. Cóż, Trey mu się podobał, nie było wątpliwości, ale zawsze patrzył na niego jak na brata… przynajmniej do tej pory.
Trey dobrze całował, ale tego już zakosztował, gdy robili swego czasu pierwszy eksperyment. Woody nie wiedział, jak potoczy się to dalej, ale po zaangażowaniu kumpla widział, że naprawdę musi mu się podobać. Wciąż pozostawało jednak pytanie, co pomyśli o czymś więcej, ale póki co przeszedł do pocałunku z języczkiem, pomasował palcami szyję Woody’ego, a po chwili dosunął się do niego bliżej i zetknął z nim udem i bokiem szczupłego ciała.
Woody wykorzystał to i zsunął dłoń z ramion współlokatora na jego talię. Jeśli sam wiedział o tym więcej, to czuł się jakoś zobowiązany, aby to poprowadzić. A przynajmniej wolał tak o tym myśleć, a nie że zwyczajnie leci na swojego przyjaciela jeszcze bardziej po tym pocałunku i chce wykorzystać jego ciekawość do własnego spełnienia.
— Mm… Woody… Może się połóżmy? — Trey mruknął po chwili w jego usta, ogrzewając je gorącym powietrzem, a w jego bokserkach znowu powstała trochę większa wypukłość.
— Mhm… Możemy — Woody zgodził się i jeszcze raz pocałował kumpla, aby zaraz po tym puścić go i położyć się na łóżku. Już sam fakt, że obaj nie mieli na sobie wiele, bardzo go nakręcał.
Trey położył się tuż obok niego i jak zwykle był w towarzystwie kumpla bardzo swobodny, tak teraz częściej rzucał mu pytające spojrzenia, co w ogóle ma robić. Woody był pewien, że nie był taki z Harper w łóżku, ale nie było się czemu dziwić. To była całkowicie inna sytuacja.
— Co lubisz? — Trey zapytał, wyciągając dłoń do boku kumpla i badając jego szczupłe ciało palcami.
— Na razie jest bardzo dobrze — Woody odparł i pociągnął go za kark do siebie, aby ponownie pocałować. Lubił się całować. Tomas miał stworzone do tego usta, ale Trey nie był dużo gorszy. Był jak wycieczka w nieznane. — Możesz mnie rozebrać do końca, sprawdzić, czy nadal chcesz.
— Jasne. — Dłonie Treya podążyły niżej, wciąż gładząc ciało drugiego nastolatka, a potem chłopak uniósł się i obciągnął gumkę od bokserek w dół. — Podnieś dupcię — dodał z uśmieszkiem.
Woody wykonał prośbę, przy okazji samemu sięgając do swoich bokserek, a konkretnie do krocza, aby przytrzymać penisa, który powoli mu stawał. Nie chciał, aby wyskoczył mu z gaci jak pajac z pudełka.
Trey rozebrał go do końca, uklęknął nad jego łydkami i spojrzał na całe ciało Woody’ego. Widział już go nago, ale teraz był przy nim blisko, w zupełnie innej sytuacji. I sam już wiedział, że nie musi niczego sprawdzać. Był podniecony tym, co się działo.
— Kurwa — mruknął i przetarł twarz. Zerknął w oczy kumpla i wykrzywił wargi. — Nie wiem, czy by mi stawał też przy innych. Może jestem kumploseksualny.
Woody zaśmiał się i sięgnął do uda przyjaciela.
— To ciekawa teoria — zgodził się z nim, masując skórę coraz wyżej i bliżej pachwiny. — Nie masz jakichś oporów? Myślisz, że mógłbyś złapać mnie za penisa?
Trey oblizał wargi, pochylił się i podparł na dłoni obok głowy kumpla.
— Chyba nawet chcę — przyznał cicho i cmoknął go, a jego dłoń powoli przesunęła się po udzie kumpla.
Woody zamruczał i pomasował najpierw ramiona Treya, a potem jego boki. Podobało mu się, ale jak już mógł, to chciał pomacać jego zgrabny tyłek. Miał teraz tam dość blisko, bo Trey pochylił się niżej i sam w końcu dotarł do jego krocza. Ciepła dłoń objęła jądra kumpla, pomasowała je na próbę, a potem chwyciła sztywniejącego penisa. Trey sapnął cicho w wargi drugiego chłopaka, bo naraz poczuł elektryzujący dreszcz w całym ciele.
Woody za to zamruczał nisko. Tak, to było bardzo przyjemne i ciekawe doświadczenie. Serce tłukło mu się w piersi z podenerwowania i podniecenia.
— Mmm, poczekaj — poradził Treyowi i przekręcił ich na bok, aby obaj mieli względnie te same możliwości. Przy tym pociągnął resztki odzienia Treya, aby w końcu mieć go nago.
Odrzucili obie pary bokserek na podłogę i znów znaleźli się przed sobą, ale już bez niczego. I jeśli Woody mógłby mieć jeszcze jakieś wątpliwości, teraz naocznie widział, że Treya to podnieca. Jego penis był w stanie erekcji, a sutki na szczupłej klatce piersiowej sztywne.
— Okej… — Trey wydyszał nisko i zerknął mu pytająco w oczy. — Jakiś plan?
— Bardzo ogólny, ale tak… — Woody odparł i jeszcze raz go pocałował, nim chwycił członek Treya i zaczął go pocierać, aby było im obu jeszcze bardziej gorąco i dobrze. Po tym planował go trochę possać.
Trey otworzył wargi i zamknął oczy. Podsunął się przy tym do Woody’ego i objął go, choć nie przytykał krocza, by chłopak miał tam jakieś pole manewru.
— Taki jest całkiem podniecający — przyznał, zerknął na Woody’ego i uśmiechnął się lekko.
— To mam nadzieję, że dalsza część jeszcze bardziej ci się spodoba — Woody odparł i cmoknął go czule w usta, po czym pchnął w ramię, trochę przekręcając go na plecy. Po tym sam się zsunął w dół, całując po drodze klatkę piersiową, te sztywne suteczki Treya i nie przestając go masturbować. Czuł się trochę jak przy wyzwaniu, w którym musi pokazać się od najlepszej strony. Nie chciał tego spieprzyć, no i zawsze miało się to pragnienie, by jednak kumpel nie uważał go za jakąś pokrakę w łóżku.
— Mmm… — Trey wygiął się i wyciągnął obie dłonie do twarzy współlokatora. Pogładził ją po bokach kciukami, mrużąc oczy z przyjemności dzięki temu, co ten robił.
Woody uśmiechnął się do siebie, po czym już schylił do członka, który trzymał w dłoni. Polizał go i znowu zerknął na Treya. Był w głębi duszy ciekaw, czy zrobi mu lepszą laskę niż Harper.
— O kurwa… — Trey wymruczał cicho i przesunął dłonią po swoim torsie. — Lubisz to robić?
— Mm… Całkiem. Tym bardziej jak widzę, że się podoba to, co robię — drugi chłopak odparł i znowu polizał jego członek, zostawiając go wilgotniejszym niż chwilę temu.
— Dobra… to jak cię to motywuje, bracie… mmm… bardzo mi się podoba. Serio… nie wiem, co mam w głowie, ale nie przeszkadza mi to, że jesteś kolesiem.
— Och, to dobrze. Bo wolę myśleć, że wiesz, kto ci właśnie obciąga, a nie wyobrażasz sobie tu teraz Harper — Woody rzucił z lekką kpiną, nieskory jakoś teraz do długich rozmów, bo miał zajęte usta.
— Nie — Trey od razu powiedział dość ostro. Przy tym znów dotknął jego twarzy. — Mówiłem, nie chcę być kutasem. Myślę o tobie.
Woody nie odpowiedział, bo trzymał główkę penisa w ustach. Zamruczał tylko na potwierdzenie, że rozumie. Podobało mi się to, że nie był na gorszej pozycji albo jako jakieś zastępstwo.
Przerwali na ten moment rozmowę, bo na szczęście Trey nie ciągnął tematu i… dawał ciągnąć Woody’emu. Opadł przy tym plecami na łóżko i oddychał głęboko, wczuwając się w te nowe doznania. Niby miał już nie raz robionego loda, ale nigdy przez chłopaka. I zdecydowanie ten konkretny nie był gorszy od dziewczyny. Co prawda cholernie dziwnie było widzieć kumpla przy swoim sztywnym penisie, ale już przecież zdecydował, że chce spróbować. I na razie było mu z tym zajebiście.
Po chwili jednak poczuł coś niespotykanego, a mianowicie Woody rozsunął mu nogi na boki i podczas lizania jego członka, zabawy co jakiś czas z napletkiem, zaczął masować też wnętrze jego ud. Coraz bliżej i odważniej kierował palce do jego pośladków.
Trey miał wrażenie, że przez to jego gardło mocno się zacisnęło, a on miał za mało tlenu w płucach i nie mógł go nabrać. Myślał, czy to będzie w porządku, czy nie, ale w końcu obsunął się z poduszek niżej, by leżeć bardziej płasko i zgiął obie nogi w kolanach.
Woody zerknął na niego w górę. Nie spodziewał się, ale jednocześnie zrobiło mu się przyjemnie, że Trey tak z nim współpracuje. Odważył się więc wsunąć palce pomiędzy jego pośladki i pomasować delikatne, dziewicze ciało. Zwolnił też trochę tempo, w jakim robił Treyowi laskę. Ten nie narzekał na takie zagranie, bo wiedział, że chce, by to zaszło dalej. Nie chciał więc poczuć spełnienia już teraz, nie chciał, by ciśnienie zeszło z niego w taki sposób i żeby uznał, że jednak tyle wystarczy. Chciał się naprawdę przekonać, jak to jest pójść z drugim chłopakiem na całość, poukładać sobie to wszystko w głowie z pomocą Woody’ego. I był mu teraz cholernie wdzięczny za to, że go nie wyśmiał, nie wkurwił się na niego i nie zrezygnował.
— Nie ustalaliśmy tego, bracie, ale… mm… możesz mi wsunąć?
Woody oblizał się, wisząc głową nad kroczem Treya.
— Chcesz tego? — spytał, bo obawiał się, że kumpel z racji tego, że jest hetero, będzie chciał sam być na górze, a w sumie wiele by się to nie różniło od seksu analnego z dziewczyną. Dlatego też tak próbował popieścić go po tyłku.
— Taa, chyba tak — mruknął Trey, wiedząc, że w oczach kumpla nie stanie się po tym jakiś gorszy. Nie mieli takich problemów, a on sam nie uważał Woody’ego za pizdę za to, że dawał Tomasowi. — Mi też może być tak dobrze, nie?
— Jasne — Woody poparł go od razu i pocałował w pachwinę. — Poczekaj chwilę — poprosił jeszcze i po tym wstał z łóżka, aby z szuflady zabrać żel intymny. Tak, było plusem, że uprawiał seks. Nie byli skazani na improwizację.
Drugi chłopak, ze sztywnym, wilgotnym penisem leżał wciąż w tej samej pozycji, wodząc za Woodym spojrzeniem. Denerwował się tym, co miało nadejść. W końcu miał mieć czyjegoś penisa w swoim tyłku i nie było to czymś, co już doświadczył. Do tego długo był pewien, że jest hetero, więc zrobienie tego i czerpanie z tego podniecenia, było czymś niepokojącym.
Gdy Woody już prawie położył się przy nim, Trey nagle wstał. Zapalił lampkę przy łóżku i poszedł zgasić górne światło. Tak mu się wydawało bardziej właściwie i bardziej prywatnie.
— Dobra, dalej — rzucił, gdy wrócił na łóżko. — Jak się położyć, mistrzu? — dopytał, uśmiechając się kątem ust do kumpla.
— Możesz albo na boku, albo na brzuchu. Jak będzie ci wygodniej — Woody odparł, wyciskając trochę żelu na dłoń i rozsmarowując go na palcach. Przy tym zlustrował z ciekawością całą postać Treya. Podobało mu się jego ciało. Było szczupłe, ale wysportowane. Kojarzył nawet niektóre blizny po bliskim spotkaniu z betonem.
— Mhm — odmruknął Trey i położył się na brzuchu. Podciągnął sobie do twarzy poduszkę Woody’ego, która mocno nim pachniała.
Przez tę pozycję drugi chłopak mógł wreszcie zobaczyć jego pośladki w całej okazałości. Były okrągłe i jędrne. A do tego biodra Trey miał nieźle wąskie.
Woody klęknął tuż przy jego tyłku i pomasował go. Aż musiał na chwilę ścisnąć chociaż jeden pośladek w dłoni. Pierwszy raz go dotykał, ale bynajmniej nie pierwszy raz o nim myślał.
— Mmm, zawsze mi się podobały — pochwalił i pochylił się, by pocałować łopatkę kumpla, a wilgotne palce wsunąć między pośladki na jego rowek.
Trey drgnął i zacisnął palce na poduszce. Gorąco nabiegło go do twarzy. Trochę go zawstydziło, że podniecił się przez dotyk w takim miejscu.
— Dzięki — odmruknął i przytknął policzek do poduszki. Oddychał na nią głęboko.
— Nie ma za co dziękować. Zaraz same mi podziękują. — Woody zaśmiał się, aby trochę rozluźnić atmosferę.
Położył się na boku obok Treya. Aby być blisko, ale nie całkiem na nim. Nabrał jeszcze więcej żelu i powoli, sukcesywnie i pewnie masował dziurkę kumpla, aż w końcu wsunął czubek palca między jego zwieracz.
— Ja pierdolę… Serio to… trochę pojebane — wydyszał Trey, a Woody nieszczęśliwie poczuł, że ten zaciska się na jego palcu. Nie zezłościł się jednak na niego. Cmoknął tylko leżącego na brzuchu chłopaka w ramię.
— To przyjemne. Zobaczysz. Hetero też to robią.
— Jasne. Ufam ci — odparł Trey, mrużąc oczy i wczuwając się w to. — Na razie jest nieźle.
— Mam nadzieję, że dalej będzie jeszcze lepiej — drugi nastolatek zapewnił go, bo wiedział, że już samo podejście przyjaciela sporo tu pomaga. Skoro rozumiał, że może być dobrze, wierzył w to i chciał tego doznać, to istniała duża możliwość, że naprawdę weźmie z tego seksu co najlepsze.
Cmoknął go znowu i tym razem głębiej wsunął palec. Jednocześnie małym sięgnął w dół, pod jądra kumpla, a ten stęknął nisko, przytykając twarz do poduszki. Było cholernie, ale to cholernie dziwnie, ale coś mu w środku drgnęło, więc nie mógł powiedzieć, żeby to było nieprzyjemne.
— Ile wsuniesz? — zapytał zduszonym głosem.
— Palców? — Woody spytał na wydechu, rozkoszując się tym ciepełkiem w środeczku.
— Ta… Już jeden to wow… Nn…
— Wow czy nieprzyjemnie? — Woody dopytał, wsuwając palec głębiej i naciskając w dół, aby znaleźć wrażliwy punkt.
— Nie, jest całkiem… okej. Zaskakująco okej — wydusił Trey i zgiął przy tym jedną nogę, by chociaż trochę móc pomóc kumplowi. I naraz zaśmiał się krótko z tej myśli. — Zajebista przysługa, Woody, w ogóle.
— Będziesz miał nowe doświadczenie na swojej „bucket list” — ten odpowiedział żartobliwie i w końcu trafił na małą wypukłość. Nacisnął ją, aby lepiej pomasować. Jeszcze mógł chwilę poczekać z kolejnym palcem, chociaż jego penis dźgał Treya w biodro.
Ten to czuł i nie przeszkadzało mu to za bardzo, chociaż miał nadzieję, że nie każe Woody’emu z przejściem z gry wstępnej dalej czekać dłużej, niż kazała mu czekać Harper. To by było trochę siarowe.
Przestał jednak nagle o tym myśleć, gdy Woody trafił na coś przyjemnego, na co jego ciało odpowiedziało nie tylko nagłym spięciem z przyjemności, ale też głośniejszym jękiem zaskoczenia.
— O kurwa… Zrób tak jeszcze raz — powiedział szybko, oglądając się na kumpla.
Woody uśmiechnął się momentalnie z zadowoleniem i cmoknął Treya, wyciągając do niego szyję.
— Jak już znalazłem, to jasne. Robi się — odparł i popieścił w tym samym miejscu tyłek Treya. Sam to lubił, więc nie zamierzał szczędzić tej przyjemności kumplowi.
Ten też się uśmiechnął i zamknął oczy, by wczuć się w to mocniej. Było mu całkiem nieźle, ale wiedział, że jeszcze sporo pracy przed nimi, więc nie chciał przedłużać.
— Możesz… spróbować to samo z drugim palcem — wymruczał w poduszkę.
— Mhm, okej — Woody zgodził się, bo chciał już dalej. Trey reagował seksownie, nie czuł się więc ani trochę wykorzystany, a bardziej podjudzony, aby brnąć w to dalej i w końcu iść na całość. Poprawił się, dodał trochę lubrykantu i wsunął drugi palec.
Standardowo Trey zacisnął się z początku, a skrzywienie na jego twarzy też nie było zaskakujące. Widocznie jednak też chciał zachować się jak mężczyzna i nie oddawać kumplowi całej brudnej roboty. Starał się rozluźnić, a przy tym wykręcił się, pociągnął Woody’ego za jednego dreda do siebie, bo do szyi nie sięgał, i pocałował go w usta.
Jego kumpel od razu z ochotą odpowiedział na pocałunek. Tak, definitywnie to, co robili, było bardzo gorące, a i miło mu było, że w tym seksie dzielili się też takimi pieszczotami jak pocałunki. Były one zresztą bardzo intymnym kontaktem, więc z jednej strony zaskoczył się, że jego przyjaciel chciał ich aż tyle, a z drugiej naprawdę wynosiło to ten stosunek na wyższy poziom.
— Trey… myślę, że możemy powoli spróbować… dalej — wydyszał w jego usta.
— Jasne… To… — Trey spojrzał na dół, jakby się zastanawiał, czy powinien coś zrobić. — Dasz sobie radę? — palnął i od razu spojrzał na kumpla przepraszająco za ten kretyński tekst.
— Poradzę sobie, nie denerwuj się. — Woody nie miał mu tego za złe. Sam przecież stresował się, kiedy miał mieć swój pierwszy raz. Było to całkiem zrozumiałe. — Pomyśl o czymś miłym — dodał i pogładził go po kręgosłupie, kiedy klękał między jego nogami i podpierał się jedną ręką z boku, aby drugą wprowadzić członek w dziewiczy tyłek Treya.
— Mhm — chłopak mruknął tylko i jak najpierw przyszły mu na myśl cycki Harper, tak po chwili zostały wyparte przez uśmiech Woody’ego.
Skupił się na nim i rozluźnił, a kiedy poczuł, jak żołądź napiera na jego dziurkę, zmarszczył brwi i mimowolnie docisnął biodra do materaca, uciekając. Po chwili poczuł delikatny pocałunek na ramieniu i kilka dredów łaskoczących go po bokach.
— Hej… Spokojnie. Nie zrobię nic na siłę — Woody zapewnił go i pomasował go trochę po spoconym boku.
Trey przytaknął i possał wargę. Cholernie się cieszył, że może tego spróbować właśnie z Woodym, bo przy każdym innym kolesiu pewnie płonąłby z zażenowania. Kumpel za to sprawiał, że było mu w miarę swobodnie.
— Luz… wsuwaj… Jak palce były spoko, to kutas musi być jeszcze lepszy, nie?
— Mmm, zwykle jest. Przyjemnie głębiej wchodzi. I jest… no, zobaczysz — Woody podzielił się swoim trochę pokracznym spostrzeżeniem i jeszcze raz go pocałował. Naciskał na wejście, aby zaraz odpuścić i tak kilka razy, aż Trey nie rozluźnił się na tyle i nie przywykł do tego, że zdołał przecisnąć główkę.
Chwilę to trwało i musiał być cierpliwy, ale za kolejnym pchnięciem wejście już się defensywnie nie zamknęło, więc pchnął dalej i wprowadził w swojego najlepszego przyjaciela, chłopaka, którego traktował jak brata, główkę własnego członka. To było irracjonalne, ale dźwięk, jaki wydał Trey, był bliższy przesłaniu „ooch… jest spoko, podoba mi się” niż „wyciągaj, wyciągaj, wyciągaj!”.
To uspokoiło Woody’ego. Nie dopytywał kumpla, jak się czuje, bo jak takie odpowiedzi mogły być seksowne, tak też mogły być żenujące dla tego, który ich udziela. Powoli więc zaczął się ruszać.
Starał się wyczuć, kiedy może pchnąć dalej i wprowadzić w Treya więcej centymetrów, a kiedy ten spinał się i stękał nisko z bólem zamiast przyjemności. Szło mozolnie, ale odnosili sukces i leżący na brzuchu chłopak był już czerwony na twarzy i odczuwający coś… zaskakująco dobrego z tego seksu. Nie spodziewał się, że pieszczoty w takim miejscu jak tyłek będą takie niesamowite.
— Bracie… pieprzysz dobrze… — stęknął i zacisnął powieki.
— Na tyle, abyś uniósł trochę biodra i bym mógł jeszcze ci potrzepać? — Woody spytał, całując ramiona kumpla prawie po każdym słowie. Był rozgorączkowany i z racji, że już polizał sobie ten członek, to chciał go jeszcze pomacać i sprawić, że Trey nie pożałuje tej decyzji. Bo on na tę chwilę nie żałował.
— Jasne, to czekaj chwilę — Trey zgodził się z nim, a kiedy Woody przestał się ruszać, podniósł się trochę. Ręce mu przy tym drżały, co jego samego rozbawiło, ale udało mu się oprzeć na łokciach, a potem podnieść biodra i klęknąć. Zrobili to obaj, więc penis kumpla nie opuścił jego dziurki. Wręcz dodatkowo się w nim poruszył i dał mu więcej przyjemności. — Ale… — zaczął i obejrzał się na współlokatora. — Nie kończ za szybko, co? Jest… spoko.
Woody przytaknął.
— Jasne. Postaram się, chociaż jest mi też… mmm… bardzo dobrze — odparł na wydechu, sięgając pod współlokatora i obejmując jego członek. Był dobrych rozmiarów i wiedział, że Harper na niego nie może narzekać.
Trey zmrużył błogo oczy, już zaczynając widzieć zajebisty plus w takim seksie. Jak heterycy mogli sobie odmawiać bycia pieszczonym z dwóch stron? Już sama pieszczota penisa była genialna, a gdy jeszcze w środku coś się działo… Zupełnie odpływał i starał się nie strzelić za szybko. Mruczał tylko co jakiś czas nisko, nieświadomie podgryzając poduszkę, czy zginając kręgosłup.
Woody za to wpatrywał się w niego, aby zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Już wiedział, że będzie sobie do tego trzepał. Trey był cholernie seksowny i cieszył się, że w międzyczasie sobie nie trzepał, bo teraz mógł dłużej porozkoszować się jego świeżo zdobytą dziurką.
Obaj jednak byli nastolatkami i obaj nakręceni tym seksem, więc jakkolwiek by nie chcieli, tak nie dało się tego jeszcze bardziej przedłużać. Woody jednak mógł być z siebie zadowolony, bo nie doszedł jako pierwszy. Poczuł za to, że Trey cały się ściska, dosłownie, jakby miał w tyłku połówkę pomarańczy i zamierzał wycisnąć z niej sok. W tym samym momencie jęknął błogo, a z jego penisa prosto na pościel trysnęła sperma.
Woody zasyczał, nie mogąc przez to ściskanie od razu się ruszyć. Wykorzystał to jednak na wyciśnięcie z kumpla ostatnich soków na własną pościel. Dopiero kiedy ten opadł na łóżko z głuchym stęknięciem, on mógł się wysunąć i dosłownie w kilku ruchach dłoni sobie strzepać, mieszając ich spermy na własnej ręce. Strzelił między nogi Treya, także na pościel, rozsądnie myśląc, że kumpel mógłby poczuć się niekomfortowo, jakby doszedł w nim albo na niego.
— O matko… — stęknął po tym i usiadł na piętach.
Trey za to nie miał siły się ruszyć. Leżał tylko z nogami szeroko rozłożonymi, czując kropelki potu powoli spływające mu wzdłuż kręgosłupa. Dyszał głośno.
Woody pierwszy się ruszył. Sięgnął po skraj swojej pościeli i naciągnął ją na ten szczuplutki tyłeczek i spocone ciało. Sam się też położył na boku obok Treya. Twarzą tuż obok jego, podłożywszy złożoną rękę pod głowę i oparłszy kolano i udo obok kumpla.
— I jak? — spytał szeptem, patrząc na jego rumianą twarz. Zobaczył na niej słaby uśmiech, a potem Trey wychylił się i cmoknął go krótko.
— Było… — zaczął szeptem. — Było inaczej, niż myślałem.
— Lepiej czy gorzej?
— Lepiej. Myślałem, że branie w tyłek to bardziej jak kompromis jednego z kolesi, żeby drugi mógł sobie poużywać, a kiedyś liczyć na zmianę.
— Na szczęście tak nie jest. Niektórzy nawet wolą taki seks, niż samemu wkładać — Woody wyjaśnił z pewnością w głosie, bo sam lubił być czasem pasywny w seksie analnym. Był na swój sposób bardziej niekontrolowany i mógł odpłynąć.
— Mogę się domyślić czemu — przyznał Trey, po czym przekręcił się powoli na bok i popatrzył na Woody’ego chyba trochę nieświadomie szczenięcym wzrokiem. — Tylko… dalej nie mam wniosku.
Woody ściągnął brwi, przyciągając materiał pościeli bardziej na nich, bo zrobiło mu się chłodno.
— Jakiego?
— Czy jarało mnie to, bo lecę na kolesi, czy bo lecę na ciebie. Bo to, że taki seks mi siadł, już wiem. — Trey na koniec lekko się uśmiechnął, a Woody nie mógł nie odpowiedzieć tym samym.
— Jak spróbujesz z kimś innym, to się przekonasz. Ale na razie nie wiem, czy masz na to ochotę.
— Nie… Nie ciągnie mnie. — Trey od razu zmarszczył się na samą myśl. — Nie jestem tak ciekaw rozwiązania, by zmienić się w szkolną męską szmatę.
Woody zaśmiał się pod nosem.
— To może to rozwiązanie samo cię kiedyś najdzie. W odpowiednim momencie.
— Ta… Może… — Trey zamyślił się i chwilę tylko leżał obok kumpla, patrząc na jego twarz, którą bardzo dobrze znał. — Ej, bracie…?
— Hm? — Woody spytał, nadal stykając się z nim nogami. Lubił taką bliskość po seksie. Nawet eksperymentalnym.
— To było jednorazowe?
I naraz poczuł, jak serce na sekundę zatrzymuje mu się w klatce piersiowej.
— A… jak chcesz?
Od razu poznał, że drugi chłopak też jest napięty. Zbyt dobrze się znali, by bawić się w grę pozorów.
— Podobał mi się ten seks… — Trey zaczął ostrożnie, po czym prychnął i przetarł twarz dłonią. — Kurwa, bracie, nie wiem. Może zobaczymy?
Woody przytaknął.
— Wiesz, można to potraktować jak wspólnego skręta. Od okazji, takie sam na sam. Hm? — zasugerował, w sumie chcąc to powtórzyć. Może i nie było to kompletnie poprawne, ale było to całkiem pociągające rozszerzenie ich przyjaźni.
— Mm… Brzmi spoko — przyznał Trey, biorąc to tłumaczenie za dobrą monetę. Nie brzmiało zobowiązująco, ale równocześnie dawało im jakąś furtkę. — Dobra, to może zmienimy ci pościel, byś nie spał w „sosie dwie spermy” i idziemy w kimę?
— Mhm. Może być. I wiesz… jakbyś chciał jeszcze raz, to wiesz, gdzie jest moje łóżko — Woody dodał, podnosząc się, aby się jeszcze ogarnąć.
— Jasne. Ty też możesz do mnie do uderzać. — Trey mrugnął do niego i pomógł mu zająć się łóżkiem, zebraniem brudów w jedno miejsce i zaścieleniem go na nowo. Oczywiście po tym, jak obaj założyli na siebie bokserki, bo jednak dziwnie było to robić z wilgotnymi od spermy penisami. Żadnemu z nich jednak nie chciało się ponownie iść pod prysznic.
Chwilę jeszcze pogadali o kolejnym dniu, o żelu analnym, który Woody trzymał w szufladzie, aż w końcu zgasili światło i położyli się do swoich łóżek.
— To miłego, Trey — Woody mruknął i mimo że zmienili pościel, miał wrażenie, jakby jeszcze czuł ciepło seksu, jaki mieli kilkanaście minut temu. Nie był fetyszystą i nie chciał spać w ich wspólnej spermie, ale miał przyjemne uczucie, że nawet na tej zmienionej pościeli czuje zapach kumpla. A może to na sobie go czuł? Nie było to ważne. Istotne, że po prostu go czuł.
— Branoc — odpowiedział mu kumpel i przekręcił się w stronę ściany, mając wrażenie, że albo zaśnie bardzo szybko dzięki temu niesamowitemu spełnieniu, albo będzie jeszcze długo myślał o tym, co się stało.

***

Zarówno ci, którzy byli przeciwko, jak ci, którzy podpisywali się na liście Julesa Foxa, byli ciekawi, jak długa ostatecznie powstała. Dlatego moment jej rozwieszenia był większym wydarzeniem, niż się spodziewano, a i dyrektor Moss wydał Foxowi zezwolenie na zawieszenie tej listy nie na tablicy ogłoszeniowej, a na długości ściany na korytarzu, aby czcionka była większa i całość przyciągała wzrok.
Trey i Woody, tak jak ci, którzy nie mieli akurat żadnej lekcji, poszli w miejsce rozwieszenia i już z oddali zobaczyli mały tłumek popatrujący na Julesa Foxa, jego współlokatora i jednego z nauczycieli, którzy we trójkę próbowali przykleić długi pas papieru z nazwiskami na ścianie.
— Już myślałem, że to przepisywali — Trey rzucił do kumpla, gdy byli już na tyle blisko, żeby móc ocenić, czy nazwiska były napisane ręcznie, czy wydrukowane. Okazała się ta druga opcja, a do tego całość stanowiła długi rulon, więc pewnie Jules Fox znalazł gdzieś jakąś drukarnię i wydrukował wszystko na większym formacie.
— I tak jest dłuższe, niż przypuszczałem — Woody dodał i że stali w tłumie, zaczepnie dotknął małym palcem dłoni współlokatora. Jeszcze przypominał mu się ich seks. Był naprawdę fajny, a od jego czasu czuł większą chemię do swojego przyjaciela.
— Taa… Jest niezłe. Chodź, zobaczmy, czy Tommy się jednak podpisał — Trey zachęcił Woody’ego i dotknął jego boku, niby po to, by delikatnie pchnąć go w stronę luki pomiędzy innymi uczniami, ale tak naprawdę i on częściej zabiegał o jakiś kontakt fizyczny z kumplem. Dawało mu to więcej przyjemności, niż mógłby się spodziewać, mimo że to były drobne gesty.
— Pytanie tylko, czy dali to alfabetycznie. — Woody odwrócił się jeszcze do przyjaciela, lekko się do niego uśmiechając, ale i też na wspomnienie swojego chłopaka zaczął się rozglądać, czy nie ma go gdzieś w pobliżu.
Nie było. Rzuciłby mu się w oczy przez tę swoją blond czuprynę. Szybko jednak po tej lustracji wrócił do szukania miejsca przy rozwieszanym rulonie. Co raz zresztą nauczyciel pomagający Julesowi i Erikowi rozwiesić listę krzyczał do uczniów, by się łaskawie odsunęli i pozwolili im to zrobić.
— Cholera, nie jest alfabetycznie — zauważył Trey, gdy stanęli bliżej Foxa właśnie doczepiającego kolejny element rulonu.
— To mamy w takim razie więcej zabawy — Woody odparł i wskazał na sam początek listy. Był na niej sam Jules, jego współlokator i Patrck Bright. Zabawnie było widzieć to nazwisko w takim miejscu.
— No to zaczynamy. — Trey westchnął i rozdzielił się z kumplem, gdy ten poszedł na drugi koniec listy.
Nazwisk było naprawdę wiele. Trey szybko jednak znalazł swoje, a chwilę później trafił na Woody’ego. Było też kilka bardziej znanych w szkole osobowości jak Jude Wagner czy wuefista, Knopper. Temu to się akurat nikt nie dziwił. Znalezienie Tomasa było jednak trudne, bo albo go nie było, albo umykał w tym morzu nazwisk. Trey więc poszedł do Julesa, idąc na łatwiznę. Ale zanim zapytał o chłopaka swojego kumpla, ściągnął brwi i podtrzymał Foxowi rulon, z którym w tym momencie sobie nie radził.
— Potrzymam, przyklejaj.
Jules spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem.
— Dzięki. Długa wyszła, nie sądzisz? — zagadał, musząc przy tym przekrzykiwać ogólny rozgardiasz.
— Bardziej niż sądziłem — przyznał Trey, wchodząc na drugie krzesło, które Jules musiał wziąć z jakiejś sali, aby móc stawać na nim i zaczepiać rulon wyżej. Znalazł się więc na wysokości Foxa. — Jaki następny krok do wyzwolenia szkoły?
— Na razie tylko ten. Jak szkoła będzie wymagała i domagała się wyzwolenia, podejmie się kolejne kroki. Ale też słucham, wiem, co się mówi już o tej liście — Jules odparł, przyklejając listę tak, aby nikt nie chciał chociażby „niechcący” jej zerwać. Nic nie mogło odstawać, aby nie zahaczać o to palcem, czy plecakiem.
— Głośno nikt źle nie mówi w szkole. Psorzy słuchają. W internacie bywa różnie — mruknął Trey, przy okazji zerkając na zapisane nazwiska w kolejnym rozwiniętym kawałku. — Ej, Tomas Eng się podpisywał?
Jules spojrzał na Treya z zaciekawieniem. Po co niby była mu ta wiedza? I czym bardziej o tym myślał, tym więcej faktów powoli łączył.
— Czemu o niego pytasz?
— Kminiliśmy z kumplem, kto jest, a kto nie — Trey skłamał, chociaż domyślał się, że Jules mógł swoje pomyśleć. Ale jakoś nie zależało mu specjalnie, by bronić Tomasa przed podejrzeniami.
— Nie znam każdego w szkole z nazwiska. Nie z każdym rozmawiam — Jules wyjaśnił z uśmiechem, po czym przykleił kolejny kawałek rulonu. — Ale Tommy się nie podpisał.
— Tommy? — Trey powtórzył i przytrzymał dalszy kawałek, by Jules mógł go przykleić. — Znacie się lepiej niż przypuszczałem?
Prowadzenie tej rozmowy mimo licznych gapiów było dość bezpieczne, bo każdy komentował nazwiska, które znajdowały się na liście i było ogólnie bardzo głośno. Nikt więc nie słyszał tego, o czym rozmawiali.
Jules wzruszył ramionami.
— Nie wiem, jak przypuszczałeś, więc, słoneczko ze skateparku, ciężko na to odpowiedzieć.
— Okej, dopowiem sobie to, czego ty nie chcesz — Trey odpowiedział zlewczo, a ponad ramieniem Julesa złapał spojrzenie swojego kumpla i pokręcił głową, bezgłośnie dodając „Nie ma Toma.”.
Woody odetchnął ciężko, a Jules spojrzał na te porozumiewawcze spojrzenia.
— Nie mam w zwyczaju szkodzić komuś w mojej drużynie, dlatego też jest ta lista. Aby było widać, jak duża jest to drużyna. Szkoda tylko, że niektórzy nie są jej zwolennikami, chociaż mogliby nawet w niej grać — rzucił jakby do siebie, ale tak, aby Trey słyszał. — I dzięki za pomoc — dodał, kiedy przykleił ostatni fragment.
— Nie ma problemu — odparł Trey i zszedł ze stołeczka, przy okazji mijając się z Erikiem Turnerem, który też skończył po swojej stronie.
— W porządku, Jules? Poradziłeś sobie? — ten zapytał, a Trey obejrzał się za nim i z lekkim uśmieszkiem podążył do swojego współlokatora. Miał nagłe wrażenie, że znalazłoby się kilka par uczniów, których wyjątkowo dobrze dobrano przy przydzielaniu do pokoi.

***

Woody, kiedy dowiedział się, że Tomas nie podpisał się na listę, napisał do niego smsa, aby się spotkali. Nie naciskał do tej pory o przyznawanie się Tomasa do samego siebie, ale czuł się dziwnie wykiwany po tym, jak dowiedział, się, że Tomas nawet publicznie nie przyznaje się, że popiera osoby innej orientacji. Czuł się z tym specyficznie i trochę nie dziwił się Julesowi Foxowi, że nie był w stanie z nim być.
Czekał na niego w parku za internatami, przy charakterystycznym miejscu pod zwalonym, szerokim drzewem. W sumie nie wiedział, co to za drzewo, ale nikt nie kwapił się, by je usunąć, a uczniowie często robili sobie z niego ławeczkę.
Tomas był tam pierwszy, a Woody szybko wychwycił go wzrokiem na tle zieleni i brązów, bo chłopak miał na sobie czerwoną bluzę z kapturem. Niczym Czerwony Kapturek idący przez las, tylko zamiast koszyczka miał telefon, na którym w coś grał.
Podszedł do niego i wpierw usiadł, nim się przywitał.
— Hej, Tommy — rzucił i chociaż byli na zewnątrz, każdy mógł ich zobaczyć, cmoknął go w policzek.
Blondyn rozejrzał się, nim spojrzał na Woody’ego. Szybko wyłączył gierkę i uśmiechnął się szeroko.
— Czołem. Super, że chciałeś się spotkać. Myślałem, że będziesz się gdzieś z Treyem szlajał.
— Taki trochę był plan, ale byliśmy pod tą listą Foxa. Szukałem twojego nazwiska — Woody od razu podjął temat.
— Eee… — Mina Tomasa od razu zrzedła, ale spojrzenie jego niebieskich oczu uciekło na bok. Na policzkach też pojawił cień rumieńca. — Nom… Mogłeś zapytać, to byś nie musiał szukać… Bo go tam nie ma.
— Czemu?
— Woody, kurcze… — Tomas jęknął i wstał z szerokiego pnia. Wcisnął dłonie w kieszenie bluzy i robiąc kilka kroków tam i z powrotem, obciągnął ją w dół. — No, bo każdy by podejrzewał! Nie chcę jakichś głupich tekstów. Nie jestem dobrym kłamcą, no…
Woody odetchnął ciężko.
— Trey też się podpisał. Patrick. Połowa szkoły się tam podpisała. Myślisz, że teraz każdy podejrzewa połowę szkoły, że jest homo?
— Dwóch kumpli z basenu już się nabija z tego małego Johna Fitza, co chodzi na chór… — Tomas rzucił przykładem, patrząc na Woody’ego z zagubieniem w oczach.
— A ty nie masz jaj, aby odpowiedzieć im, aby się od niego odwalili? Tomas, co oni niby ci zrobią, że tak panikujesz? — Woody napierał, czując irytację. Sam się nie przyznawał jak Jules, ale na Boga, jakby coś się działo, to nie byłby cholernym Judaszem!
Drugi chłopak ściągnął brwi, co robił rzadko i co dziwnie nie pasowało do tego typowego słodkiego, trochę naiwnego ja. Wyciągnął dłonie z kieszeni i rozłożył je na boki.
— No weź, Woody… Co to za rozmowa? Przez Julesa teraz chcesz nagle, żebym wyszedł z szafy? To… no, to chyba moja decyzja!
— Nie każę ci wychodzić z szafy! — Woody odparł od razu, także trochę podnosząc głos. Zaraz jednak się uspokoił. — Chodzi mi tylko o to, czy jakbym to ja był takim Johnem Fitzem i to ze mnie by się nabijali, to też byś tak stał z boku i nie odezwał się słowem?
— Ee… nie no, jasne, że nie. Jesteś moim chłopakiem, Woody, nie pozwoliłbym — Tomas odpowiedział szybko i zbliżył się do niego. Obejrzał się jeszcze za siebie, a po tym cmoknął go w usta. — Na starych bogów no, nie chcę, żeby to gdzieś doszło czy… żeby mnie kojarzyli z homo i żeby to dotarło gdzieś na fejsa czy twittera czy coś… Moja ciotka jest socjomaniaczką, by rodzicom powiedziała…
Woody odetchnął ciężko, patrząc w te jasne oczy Tomasa. Był uroczy, ale bredził koszmarnie.
— A co jest takiego złego w byciu kojarzonym z homo? Nawet u Marvela są postacie gejów. Panikujesz, Tommy.
— Bo by mnie rodzina wyklęła i kumple też… Nawet Colin uważa, że jest bardziej męski niż wszyscy geje… — blondyn jęknął i znów przysiadł obok swojego chłopaka. — Nie mam takich spoko przyjaciół jak ty Treya…
— Ale wiesz, masz też nas. A Colin może nie okazałby się taki zły, tak samo jak rodzice. Nie zawsze wie się do ostatniej chwili, jak ktoś zareaguje.
— Wiesz co, Woody…? — Tomas oblizał nerwowo wargi i znów się podniósł. Zmieniał pozycję, jakby miał owsiki. — To nie jest fajna rozmowa… Ja się nie nadaję do tego i wiedziałeś, że taki jestem, gdy zaczęliśmy. Mówiłem ci, że nie chcę być out. Nie ciśnij mnie — dodał na koniec i odsunął się o dwa kroki, jakby miał przed sobą batalion wrogiej armii.
Woody popatrzył za nim z niepokojem.
— Ale to mam rozumieć tak, że mamy o tym nie rozmawiać?
— Możemy rozmawiać. Rozmawiać. A nie, że ty mnie atakujesz i robisz ze mnie jakiegoś Saurona czy Buu!
— Nikogo z ciebie nie robię i nie atakuję. Przedstawiam ci swój punkt widzenia. Też przecież nie jestem out.
Tomas trochę się rozluźnił, choć wciąż wyglądał na zafrasowanego. Nie zbliżył się jednak do swojego chłopaka.
— Nom… Sorry. To trudny temat, a Jules z tym wyskoczył tak nagle… Jakieś durne ciśnienie się zrobiło.
Woody uśmiechnął się, aby rozluźnić Tomasa. Jakoś przy okazji przypomniała mu się rozmowa z Treyem na podobny temat. Miał wrażenie, że z nim nie miałby aż takich sprzeczek. Zresztą kumpel nie miał obaw publicznie rozmawiać z Julesem Foxem, a Tomas unikał go jak ognia, mimo że ze sobą swego czasu sypiali.
— To trochę jego sprawa, kiedy takie akcje organizuje. Fajnie zresztą wyszła. Miło widzieć takie poparcie.
— Nom… Niby fajnie. Ale dennie będzie, jak to podzieli jakoś szkołę… — Tomas odmruknął pesymistycznie.
— W szkole zawsze są grupy, Tommy. Zresztą, kadra pedagogiczna jest po naszej stronie. A raczej stronie Julesa. Po tej drugiej są osoby, które się bały podpisać.
Tomas skrzywił się momentalnie.
— Dzięki…
Woody uśmiechnął się miękko i wyciągnął do niego dłoń.
— Nie rób takiej miny. Chcę o tym z tobą gadać, bo chcę być blisko. To chyba normalnie, nie?
Drugi chłopak westchnął, ale zbliżył się do Woody’ego i stanął przed nim. Złapał go za dłoń i pogłaskał ją.
— Mhm… Spoko wodza. I sorry. Trochę to stresujący temat.
— Widzę aż zbyt wyraźnie. Ale pomyśl o tym. Jakby to trwało dłużej, to co jest między nami, to ja chcę bliżej. I nie dałoby się tego ot tak ukrywać — Woody powiedział poważnie, chociaż w tej chwili nie myślał o tak odległej przyszłości. Chciał jednak mieć pewność, na czym stoi i do czego zmierza. Chciał znać swojego chłopaka tak, jak zna swojego przyjaciela.
— Nom, spoko. To pomyślę i spróbuję coś z tym zrobić — Tomas obiecał ponurym głosem. — A… na razie jakiś spacer? Hm? Można by pogadać o czymś innym.
— Jasne. Jakieś propozycje? — Woody zgodził się od razu i nadal trzymając się Tomasa, podciągnął się w górę na jego dłoni, aby obaj mogli już gdzieś pójść.
— Hmmm… Wiedziałeś, że Jude Wagner chce z nami, w sensie z naszym kółkiem filmowym, nakręcić swój pierwszy teledysk? — Tomas zaczął, idąc ze swoim chłopakiem w stronę szerszej ścieżki wiodącej przez park. — No i chyba sam napisał nuty! To w sumie wow, bo tekst też jest jego. Ale całość jest mega metaforyczna i…

***

To był jeden z tych luźnych wieczorów, kiedy udawało się zgrać odpowiednim kumplom i zorganizować jakieś miłe spotkanie na tyłach klubu Bounty w północnej części Newcastle. Tutaj mogli pić i palić skręty, a zza ścian słyszeli czyjeś próby zabawy w karaoke. Mieli przez to trochę śmiechu.
Był Lee, był Woody, było jeszcze dwóch kumpli z publicznej szkoły w mieście i jakieś dwie, nowe, nieznane im laski. Trey z jednej strony żałował, że tym razem Harper nie mogła przyjść, ale przez jej nieobecność czuł się bardziej… wolny przy swoim kumplu. Miał mniej wyrzutów sumienia, by się z nim od czasu do czasu dotknąć lub wymienić dymem przez pocałunek. Gdyby była tu jego dziewczyna, miałby opory. Już to wiedział, dlatego od dwóch tygodni od ich seksu, mimo wielu okazji, unikał spotykania się równocześnie z Woodym i swoją dziewczyną. Jeszcze nie wiedział, co z tym do końca zrobić, ale był świadom, że to trochę problematyczne.
— Dobra, ktoś jeszcze potrzebuję nową butelkę? — zagadał, gdy przechylił swoją i wypłynął z niej do jego gardła ostatni łyk piwa.
— Ja. Chociaż może być samo piwo bez butelki — Woody siedzący obok niego odparł z rozbawionym uśmiechem. Był już lekko skołowany, ale ogarniał, co się dzieje.
Trey uśmiechnął się do niego i spojrzał jeszcze po reszcie pytająco. Claire, jedna z dziewcząt, które dzisiaj poznali, poprosiła o butelkę, więc podążył w końcu do głównego pomieszczenia, by poprosić znajomego barmana o trzy piwa.
W głównym pomieszczeniu w barze było całkiem sporo osób, więc nikt nie zwrócił na niego uwagi. Tym bardziej, że wszyscy zapatrzeni byli w jednego z gości, śpiewającego do mikrofonu kawałek z Titanica.
Zapłacił, zabrał butelki i wrócił na tyły. Dziewczynie podał jej piwo bez ociągania i zagadywania, jak zrobiłby to kiedyś, a z dwoma pozostałymi butelkami przysiadł się do kumpla na miękkiej, choć już nieźle zapadniętej kanapie. Żałował, że w tym pomieszczeniu światło było naprawdę kiepskie i nie widział go dobrze.
— Już wypaliliście? — zagadał, podając mu piwo i widząc, że skręt już nie krąży kółeczkiem.
— Mhm, długo cię nie było. Dziewczyny tęskniły — Woody odparł, pochylając się do Treya i trochę napierając na niego klatką piersiową, bo chociaż główna zabawa nie toczyła się tu, to i tak było głośno.
— Ty też? — Trey zagadał z uśmieszkiem i objął go jedną ręką. W drugiej miał piwo, którego właśnie się napił.
Woody zaśmiał się. Był rozluźniony paleniem i alkoholem.
— Też.
Trey nie mógł nie uśmiechnąć się szerzej, słysząc ten jego śmiech bez powodu. Sam też się upalił i też miał lepszy humor, więc wszystko wydawało mu się fajne, takie bardziej… w porządku.
— To dobrze, bo ja też nie mogłem znieść tej rozłąki, czekając przy barze na butelki. Kurwa… tyle to trwało — rzucił z udawanym skrzywieniem.
— Mogłeś tam uschnąć. Taki samotny. Biedny… — Woody zaśmiał się z również udawanym współczuciem i pogłaskał współlokatora po głowie. Najpierw dla żartu, a potem jeszcze trochę dłużej masując skórę jego głowy.
Trey zerknął kątem oka, jak bawi się reszta paczki, ale ci tylko rozmawiali, a nawet gdy zauważyli, że oni trzymają się dość blisko, nie zwracali na to uwagi. Trey więc znów skierował spojrzenie swoich jasnych oczu na Woody’ego i uśmiechnął się do niego. Odstawił butelkę, chwycił kumpla za policzek i przekręciwszy głowę, pocałował go inwazyjnie z języczkiem.
Woody najpierw westchnął z zaskoczeniem, ale bardzo szybko się rozluźnił, odpowiadając na pieszczotę. Tak, chciał się bawić, całować i być z kimś, jednocześnie nie będąc zamkniętym w czterech ścianach. Nadal trzymał więc piwo, bawił się włosami Treya i całował z nim.
Obaj nie mieli dobrego poczucia czasu, więc nie mieli pojęcia, ile to trwało. Skończyli jednak z zaczerwienionymi wargami i smakiem drugiej osoby w swoich ustach.
— To chyba jednak więcej niż ciekawość — rzucił Trey, po pocałunku odsuwając się tylko na tyle, żeby móc napić się piwa i nie uderzyć przy tym kumpla butelką w nos.
— Też… też tak myślisz? — Woody przełknął ślinę, patrząc na Treya ze sprzecznymi uczuciami i oszołomieniem. Już chyba nie wiedział dokładnie, co wyrabiał. Miał przecież chłopaka! Naprawdę lubił Tomasa i podobał mu się on. Obaj na siebie lecieli, a jednak Trey…
— Podoba mi się to, co robimy. Kręci mnie to, bracie — odparł Trey, ale ciszej, żeby inni ich nie słyszeli. — Lubię, gdy mnie dotykasz.
Woody także się napił, aby ochłodzić się od wewnątrz.
— Też chciałbyś pójść dalej teraz niż tylko te pocałunki?
— Taa… — Trey odchylił głowę na oparcie kanapy, wciąż z ręką zarzuconą na szyję Woody’ego. — Myślę o tym, co masz w spodniach. Popierdolone. — Zaśmiał się sam z siebie.
— Wiesz… ja też o tym myślę. I chociaż cholernie mi dziwnie przez to… — Woody wychylił się do ucha Treya. — Bardziej o tobie niż o Tomasie.
Trey zastygł na moment i podgryzł wargę. Cholera, to była patowa sytuacja. Byli związani z dwóch stron, a on czuł wyrzuty sumienia wobec Harper i samego Woody’ego, bo przez niego ten, jakby nie patrzeć, zdradzał swojego chłopaka. Nie chciał mu mieszać w sumieniu. Ale z drugiej strony chciał być blisko. Nie mógł się izolować.
— Chodź do kibla — mruknął po chwili ciszy, z konsternacją popatrując ponad ramieniem Woody’ego na ich znajomych.
Dziewczyny dawno spisały ich na straty, a kumple wydawali się z tego bardzo zadowoleni. W końcu nie byli w drugiej lidze.
— Okej, chodź — Woody poparł go i na szybko dopił piwo. Było go dużo, ale musiał się ochłodzić i przestać myśleć. Bo po tym, jak wspomniał o Tomasie, faktycznie zaczął o nim rozmyślać. Ale przecież czy z nim mógłby się tak całować kiedykolwiek?
Trey swoje piwo dopił do połowy, bo poczuł się trochę w obowiązku, by dbać o kumpla, skoro ten postanowił dzisiaj więcej zaszaleć.
Wstali i machnąwszy kumplom, że będą zaraz, pokierowali się do wąskiego korytarzyku, pod frędzelkami zwisającymi z futryny. Tutaj było jeszcze ciemniej niż w kanciapie na tyłach, ale już gdy znaleźli się w niedużej, jednoosobowej łazience, zrobiło się jaśniej. Trey odsunął trochę Woody’ego i przekręcił zamek w drzwiach, a potem oparł się tyłkiem o umywalkę i spojrzał na kumpla.
— Jak się czujesz? Teraz w sensie trzeźwości. Nie muli cię czy coś?
Woody odgarnął włosy do tyłu i potarł oczy. Było tu zdecydowanie za jasno jak dla niego w tej chwili, ale to była kwestia przyzwyczajenia.
— Poza takim lekkim stanem, jest całkiem okej. Kręci mi się w głowie, ale to raczej jasne.
— Spoko. Pytam, czy nie chcesz rzygać czy coś — Trey odparł już luźniej. Po swojej prawej miał otwarte drzwi do maleńkiej toaletki, za sobą lustro, a przed sobą Woody’ego. Dość blisko, bo łazienka naprawdę była niezłą klitką. — Ale… mówiłeś coś o Tomasie — podjął temat.
Woody wsunął w końcu dłonie w kieszenie. Obejrzał łazienkę, jakby było co do oglądania, po czym w końcu zerknął na Treya.
— No… Mówiłem. Że teraz bardziej myślę, aby to powtórzyć, niż być dobrym chłopakiem.
— Tylko… wiesz, że to by było słabe, gdybyśmy to robili Harp i Tommy’emu, gdyby chodziło tylko o chemię.
— No, ale, stary, no czym jest tak właściwie chemia? — Woody spytał trochę niewyraźnym głosem.
— Tym, że jak jesteśmy blisko, to nie możemy przestać myśleć o tym, żeby jeden drugiemu wsadził. Nie chcę… zdradzać Harp tylko dla ujścia, któremu mógłbym się oprzeć — Trey mówił ostrożnie, choć i on był pod wpływem narkotyku i alkoholu. Wydawało mu się jednak, że mówi całkiem logicznie. — Musi być w tym coś więcej… Pytanie, czy widzisz w tym coś więcej.
— Jesteśmy najlepszymi kumplami. To jest coś więcej. Ale nie wiem, Trey. To jak… O Tommym myślę tylko jako o chłopaku, o tobie myślę jako o bracie, przyjacielu i teraz to… — Woody mówił mniej spójnie. Dla niego wybór był jednak bardziej podobny. Tomas i Trey byli chłopakami, obaj mu się podobali, ale to Tomasa znał krócej.
— Ja pierdolę. Naszedł mnie kiepski żarcik o kazirodztwie — Trey prychnął i przetarł twarz dłonią. Po tym odepchnął się od umywalki i delikatnie docisnął swoim ciałem Woody’ego do ścianki na przeciwko. — Dla mnie to nie tylko chemia. Nie tylko ciekawość — mruknął już prawie w jego usta, a Woody objął go od razu w talii.
— Nie wiem tylko, jak im o tym powiemy — mruknął, patrząc w oczy Treya i samemu po słowach, jakie usłyszał, upewniając się, jaką opcję woli. Chciał takich rzeczy. Bliskości i zrozumienia.
Usłyszał głębokie westchnienie i zobaczył, że Trey mruży na chwilę swoje jasne oczy, które były takim specyficznym, łagodnym elementem na jego buntowniczej, pociągłej twarzy o szerszej szczęce.
— Czyli jesteś pewien, że mnie chcesz? Dołączyć „chłopak” do „brat” i „przyjaciel”?
— Chciałbym jeszcze raz to zrobić, zanim odpowiem na sto procent, ale… — Woody sięgnął do twarzy Treya i przyciągnął ją do siebie, by pocałować go z ogromnym apetytem — względnie tak.
— Luz… — Trey odmruknął i położywszy dłoń na biodrze kumpla, przedłużył trochę tę pieszczotę. Woody smakował piwem, ale wciąż był sobą i wciąż go nakręcał. Nieważne, że zamiast żeńskich genitaliów miał męskie, że miał płaską klatę i większe dłonie niż Harper. Nie zmieniłby w nim niczego, co tylko zapewniało go, że chce czegoś spróbować. Albo wejść w to głębiej, bo bycie z chłopakiem nie wydawało mu się gorsze od bycia z dziewczyną. — Kurwa… Pewnie według większości, mając możliwość wyboru laska i facet, dla własnego dobra powinienem wybrać laskę.
— Według Tomasa na pewno. Może sam powinien zacząć chodzić z Harper, aby być lepiej postrzegany — Woody odparł z uśmiechem. Nie chciał być specjalnie uszczypliwy, ale alkohol trochę bardziej go rozluźniał niż przypuszczałby na początku, kiedy tu weszli. Dlatego też jego dłonie zsunęły się z talii Treya na jego pośladki.
— Może ich spikniemy, to nam wybaczą… — Trey uśmiechnął się kątem ust i potarł kroczem o krocze drugiego nastolatka. Nakręcał się i chciałby jego dłonie już pod bielizną.
— Raczej może nie wypalić seks — Woody spostrzegł i kiedy powiedział ostatnie słowo, zapragnął go jeszcze bardziej. — Robiłeś to już z Harp w takim miejscu?
Trey zaśmiał się krótko.
— Co ty, damie nie wypada. Nawet takiej jak Harp. Ale… ja nie jestem damą. — Odchrząknął i ścisnął pośladki. — Chcesz mnie tu przelecieć?
— Tak — Woody odparł tak krótko i tak pewnie, że Trey aż poczuł ciarki. Te tylko się nasiliły, kiedy współlokator przyciągnął go do siebie i mocno pocałował, łaskocząc podniebienie językiem.
Jeśli to była tylko ciekawość, to on był Patrickiem Brightem. Bo wiedział, że to, co teraz czuje, to po prostu cholernie duża żądza ukierunkowana na Woody’ego Jolene i jego kutasa. Nie patyczkował się więc i by zasygnalizować również swoją chęć, ale nie musieć przerywać pocałunku, sięgnął w dół i zaczął rozpinać swój pasek od spodni.
Woody przygryzł jego wargę, macając go po tyłku, a kiedy pasek został rozpięty, miał dość miejsca, aby wsunąć dłonie za materiał bokserek, wprost na nagą skórę. Tyle czasu patrzył na to ciało, a w końcu mógł je dotykać. To było niesamowite.
— Oprę się o ścianę, dobra? — Trey zagadał, czując na pośladkach, jak gorące dłonie ma Woody. Zupełnie jakby przytknął mu do nich dwa termofory.
— Mhm, może być. Będzie wygodniej — Woody zgodził się, odwracając ich obu i zamieniając miejscami. Chciał jeszcze się pocałować, nim weźmie swojego najlepszego kumpla w publicznym kiblu d tyłu.
W trakcie całowania ten obsunął sobie spodnie pod pośladki i teraz zabrał się za spodnie Woody’ego, aby mu pomóc. Nie chciał, żeby przez upicie przyjaciela musieli się szamotać z ciuchami.
— Ale rozpuść włosy. Mówiłem ci, że tak ci lepiej — rzucił przy tym, to podskubując, to podlizując wargi nastolatka.
Woody spojrzał Treyowi w oczy i trochę opierając się na nim, sięgnął do tyłu, aby rozwiązać sobie włosy. Rzemyk schował do kieszeni, aby zaraz podeprzeć się o ścianę, a drugą dłonią sięgnąć do członka Treya. Nie kręcił go tylko jego tyłek. Chciał jego penisa tak samo jak jego całego.
Od razu usłyszał ciche stęknięcie, a Trey żywiej zabrał się za zdejmowanie mu spodnie. I odpowiedział tym samym gestem, gdy już penis Woody’ego był wolny.
— Hej… — zamruczał z uśmieszkiem, łapiąc członek.
Woody zaśmiał się z tego powitania Treya i jego penisa.
— Nie wymyślaj dla niego imienia — poprosił i skubnął wargi kumpla, jednocześnie rozgrzewając swoją dłoń i jego jądra.
— Masz mnie… Już chciałem to zrobić. — Trey psyknął między zębami, jakby Woody zabrał mu kąsek sprzed nosa. Przy tym twardniał bardzo szybko, więc od razu zasugerował: — Bierzemy się do roboty? Ekipa nie będzie długo czekać bez podejrzeń, a kibel jest tylko jeden, bracie.
— Mhm — Woody zgodził się bardzo chętnie. — Jeśli jesteś na to gotowy psychicznie — dodał i jeszcze raz go pocałował, nim odsunął się, aby Trey miał miejsce na przekręcenie się. Żałował, że nie przewidział tego i nie miał prezerwatywy, ale mogli po tym zmyć się do akademików, czy cokolwiek.
— Chyba spoko — potwierdził drugi nastolatek i odwrócił się, a Woody ujrzał jego szczupłe pośladki. Ud nie widział, bo spodnie były ciasne i obsunięte tylko pod tyłek. Przez to Trey nie mógł się bardziej otworzyć, ale to też oznaczało, że będzie miał ciaśniej. — Chyba piwo trochę rozluźnia… no, zwieracze, nie? — mruknął już w ścianę.
— Piwo w ogóle wszystko rozluźnia. Moją kontrolę nad penisem też — Woody zażartował i chwycił własny członek. Otarł się nim o pośladki kumpla. Tak, nakręcało go to. I nawet abstrakcyjnie sam ubiór Treya. Taki, jaki lubił.
— To dobrze, że nie mam dwóch dziurek, byś nie wsadził w niewłaściwą — Trey też zaśmiał się krótko. Przy tym tylko czekał na ruch Woody’ego. — Wiesz co jeszcze jest spoko w takim seksie? Że nie muszę w nim być facetem. Odwalać całej roboty.
— Podoba ci się to? — Woody spytał, pochylając się do Treya, aby ten poczuł jego dredy na swoich plecach. Przy okazji sięgnął między jego pośladki i zaczął szybko rozmasowywać jego dziurkę. W międzyczasie splunął na nią, bo to była jedyna wilgoć, jaką mieli.
Czuł jednak, że skręty i piwo naprawdę zrobiły swoje, bo dziurka nie była mocno ściśnięta i mieli szansę, by ten szybki numerek nie był bolesny.
— Ta… Chyba tak. Mogę brać, dając z siebie bardziej pasywnie. Ale pierdolę… — Trey pokręcił głową i oparł czoło o kafelki. — Jarzysz? Ty mi dajesz przyjemność aktywnie, a ja, żebym tobie też zrobił dobrze, nie muszę wiele robić i tylko oddać swój tyłek. To całkiem spoko.
— No, a w razie czego, zawsze można się zmienić — Woody dodał i cmoknął go w policzek, przyciskając się do niego jeszcze bardziej. Jednocześnie jego palce wsunęły się w tyłek Treya, aby tam rozsunąć i poszerzyć go. — Ładnie ci w rumieńcach.
Trey zaśmiał się krótko i zagryzł wargę.
— Debil — mruknął cicho, kompulsywnie ściskając palce, ale robił to, bo było mu z tym dobrze. Lepiej je czuł. Pragnął więcej i wiedział to już od ich pierwszego razu. Myślał o takim seksie znacznie częściej niż powinien. Nie pomagało mu to specjalnie w skupianiu się na lekcjach.
— Tak mi się odwdzięczasz? — Woody prychnął i cmoknął go przez koszulkę w plecy. — Będzie… okej — dodał jeszcze i wysunął ze współlokatora palce, rozsunął nimi pośladki i otarł się o rowek główką własnego penisa.
— Wiem. Ufam ci — mruknął Trey, zamykając oczy.
Przez ściany docierały do nich stłumione odgłosy zabawy z głównego baru. Mieli wrażenie, że te wibrowały trochę. Zapach w toalecie nie był zachęcający, ale byli odurzeni alkoholem i swoim towarzystwem, by im to przeszkadzało. Trey tym bardziej nie skupiał się na otoczeniu, gdy poczuł, jak czubek napiera na jego szparkę i znów czuje to napięcie, trochę strachu, ale też wielkie podniecenie, że zaraz zostanie spenetrowany przez innego chłopaka. To tego czuł go blisko siebie. Ba, widział dłoń Woody’ego obok swojej twarzy i poznawał bez zastanowienia, że ta należy do niego. Znali się tak cholernie dobrze, już tak długo, że jakby miał po zapachu go poznać, mając zawiązane oczy, to poznałby go po próbie nawet pięciu innych osób. A przynajmniej tak mu się teraz wydawało, kiedy zapach kumpla był bliski, tak samo jak jego ciepło, kiedy członek wsuwał się w niego, przysuwając resztę kumpla do jego pleców.
— Mm… nn, Woody — wymruczał tak cicho, że nie był pewien, czy chłopak w ogóle go usłyszał. Zabawnie jednak spodobało mu się brzmienie jego imienia w tak intymnej sytuacji.
Dredy pomiziały go po bokach, a po chwili czuł już, że jego współlokator jest w nim całkiem głęboko. Było mu aż duszno, a chłodna ściana była taka chłodna przy gorącym oddechu kumpla tuż przy uchu albo karku.
Było mu dobrze i tylko dzięki ostatkom rozsądku wiedział, że nie powinni tego przedłużać. Sam więc zachęcił zafalowaniem biodrami kumpla do ruszania się i po chwili obaj wpadli w płynny rytm. Naprawdę nieźle współpracowali, ich ciała poruszały się równo, a penis w tyłku nastolatka przyciśniętego do ściany tarł stymulująco o miękkie ścianki. Wychodził i znów witał wnętrze Treya, który w pewnym momencie zaklął i zacisnął zęby na wystających kostkach na dłoni. Woody zauważył to szybko, bo patrzył przed siebie, by widzieć jak najwięcej, ale nie miał co z tym zrobić. Bujał się w seksownych ruchach, w tym najbardziej erotycznym tańcu w publicznym kiblu, aż naraz poczuł, że obaj są znacznie bliżej spełnienia niż dalej.
— Trey… — wydyszał do ucha przyjaciela. — Jeszcze trochę, hmm? — spytał, bo był chyba zbyt odurzony używkami, aby prawidłowo wyczuć, kiedy jego „brat” będzie szczytował.
— Spoko… Jak dojdę, to… to możesz dalej — drugi chłopak zapewnił go drżącym głosem, bo już od chwili drugą ręką się masturbował i czuł w dłoni, jak mocno pulsuje mu członek.
— Nie, nie, ja też… tylko nie chcę przed tobą… — Woody odparł i trochę przyspieszył tempo, czyniąc je jednak przez to bardziej chaotycznym.
To Treyowi nie przeszkadzało. Obaj teraz wiedzieli, że zaraz skończą, więc nie hamowali się, a Trey dosłownie po kilku ruchach Woody’ego opryskał kafelki na ścianie swoim nasieniem. Jęknął przy tym głośniej i ledwo utrzymał się na nogach.
Woody nie był co prawda teraz najlepszą podporą, ale jakoś razem się utrzymali. I też na szczęście Treya, jego kumpel miał więcej trzeźwości w głowie niż w ciele, bo kiedy był blisko, wysunął się z niego i skończył dłonią. Krople białego nasienia trysnęły pomiędzy ich nogi na podłogę.
— O cholera… Dobrze.
Trey od razu odwrócił się, ale z podciągnięciem wąskich spodni miał niezły problem. Musiał dwa razy podskoczyć, a to po tym wysiłku było trudne. Ale gdy tylko już był ubrany, złapał Woody’ego za szyję i przyciągnął do bardzo namiętnego pocałunku.
Jego współlokator odpowiedział na pocałunek, znowu przyciskając Treya do ściany. Ich usta z każdym cmoknięciem, zassaniem robiły się coraz czerwieńsze, a oczy były szkliste nie tylko od alkoholu.
— Chcę z tobą tak być. Nie tylko jako przyjaciel czy brat. Chcę też tak — Woody wydyszał, myśląc, jak ich zabrać do ich pokoju w internacie i kontynuować.
Ta krótka przemowa, a raczej oświadczenie, wzbudziła w Treyu mocniejsze ściśnięcie serca. Poczuł się idiotycznie lepiej, niż kiedy Harper zgodziła się być jego dziewczyną.
Pogłaskał kciukiem szyję Woody’ego i polizał jego wargi.
— To musimy pomyśleć, co zrobić z Harp i Tommym. Bo ja też ciebie chcę, bracie. Woody. Chodź, słodziaku, musimy zabrać rzeczy i spierdolić do internatu.
— Mhm, idź pierwszy. Jak coś, byłem jeszcze na zewnątrz — Woody odparł, poprawiając się i uznając, że zastosuje starą sztuczkę z wychodzeniem oddzielnie.
— Mogę wziąć twoje rzeczy i spotkamy się na zewnątrz. Pożegnam ich od ciebie.
— Może też tak być — zgodził się i jeszcze raz cmoknął kumpla. Miał czerwone usta, ale może w złym świetle nikt nie zauważy.
Wyszedł, a w tym czasie Trey podążył z powrotem do kanciapy na tyłach, z której zniknęli na kilka długich, podejrzanych minut. Woody oczami wyobraźni już widział, jak Tomas schizowałby w takiej sytuacji, że każdy zaraz połapie się, co robili w łazience. Trey za to szedł tam po prostu z olewczym podejściem, nie mając problemu, za to poszerzoną i wypieszczoną dziurkę. Tak… z Treyem nie było tylko łatwiej, ale też znacznie bardziej ekscytująco.

***

Trey wziął rano prysznic, bo wczoraj wrócił ze skateparku cholernie późno i dosłownie padł trupem na łóżku. Wiedział, że śmierdzi. Potrzebował więc odświeżenia, tym bardziej, że nie zamierzali siedzieć z Woodym całą sobotę w pokoju. Reszta szkoły zresztą też nie. Przez weekend z racji genialnej pogody zorganizowano na zielonym terenie sąsiadującym z trzema boiskami na terenie szkoły wielki piknik.
Podszedł do okna w pokoju, zarzucając przy okazji na siebie biały, bardzo luźny i cienki bezrękawnik, który sięgał mu za tyłek i ukazywał jego żebra oraz sutki. Wyjrzał przez szybę i zobaczył w oddali, że była tam już scena, na której na żywo Jude Wagner ze swoimi kumplami z chóru miał występować, że rozłożono też duże parasole, jakby nagle się rozpadało, a pod nimi stały stoliczki ogrodowe z mnóstwem przekąsek. Co prawda trzeba było za nie zapłacić, ale dochód miał pójść na bezdomne zwierzęta z okolicy. Już sporo uczniów się tam zbierało.
— O, chyba widzę stoisko z grillem. Zaliczymy? — rzucił do swojego kumpla, który też mozolnie się zbierał, żeby zobaczyć, co dzieje się na pikniku.
— Możemy — Woody poparł ten pomysł. Był na razie wyłącznie w bokserkach, w których spał, bo jeszcze nie chciało mu się wstawać i zbierać.
Ostatnich kilkanaście dni było trudnych. Po tym jak obaj rozstali się ze swoimi wcześniejszymi partnerami, Woody miał wrażenie, że atmosfera dziwnie zgęstniała. Tomas go unikał, a on kilka dni miał wyrzuty sumienia. Czuł się straszną pałą, że zerwał z nim też pośrednio z tego samego powodu co Jules. Chłopak obywał od tych, których obdarzył uczuciem, za to, że nie chce się ujawnić. Współczuł mu, ale w tej chwili było mu genialnie z Treyem. Do tego trochę rozumieli się w tych ciężkich dniach, bo zerwanie Treya z Harper też nie należało do przyjemnych. Widział, że Trey jest na siebie wściekły, że w ogóle zaczął z nią chodzić, równocześnie myśląc o swoim kumplu. Czuł się jak dupek, ale powoli wzajemnie pomagali sobie wyjść z tego i cieszyli się swoim towarzystwem.
— Bierzemy jakiś koc na trawę, czy liczymy, że będzie jakiś wolny jeszcze z tych, które ma zapewnić szkoła? — Trey zapytał, zawiązując rzemyki na nadgarstkach i wciąż wyglądając przez okno.
— A mamy jakiś koc? — Woody spytał, także w końcu biorąc się za ubieranie. Niespecjalnie mu się spieszyło. Dzień był długi, a on był bardziej w nastroju na nic nierobienie niż wypady. Piknik jednak wydawał się w miarę rozsądnym kompromisem.
— Nie wiem, zależy, czy już wyposażali łóżka w zimowe rzeczy — Trey odmruknął, związał z pomocą zębów rzemyk i podszedł do swojego łóżka.
Po podniesieniu materaca i zajrzeniu do ukrytej szuflady przekonał się, że nie ma w środku ani grubszej pościeli, ani dodatkowego koca, który zwykle na późną jesień się tam pojawiał. Problem mieli więc rozwiązany.
— Nie ma, trzeba będzie czatować — podsumował i usiadł ciężko na łóżku. Oglądał przy okazji ciało kumpla… swojego chłopaka, gdy się ubierał. Niby znał je już wcześniej, ale teraz, kiedy mógł na nie patrzeć, miał wrażenie, jakby odkrywał nowe rzeczy. Wcześniej przecież nie starał się niczego zapamiętywać, jak robił to teraz.
— Zawsze zostaje nam trawa.
Woody wciągnął spodnie na tyłek. Były luźne i dostatecznie ciemne, aby nie było w razie czego widać na nich plam. Trey poszedł o poziom wyżej i założył wąskie spodnie w trawiastym kolorze, wzbogacone w pasek w barwach symbolu reggae. Widząc, że jego współlokator jest prawie gotowy, wstał i wziął jeszcze lekką bluzę.
— Dla mnie luz.
— Czekaj, wezmę kasę — Woody jeszcze zabrał portfel, rozejrzał się po pokoju, czy czegoś nie zapomnieli i wyszli z pokoju, aby zrelaksować się na trawie w słońcu w tłumie innych uczniów.
Pomysł na piknik zdobył całkiem niezłą popularność, chociaż pewnie byłoby więcej osób, gdyby uczniowie jeżdżący na weekend do domów, zostali tym razem w szkole. Ale i tak zielona przestrzeń przed szkołą była pełna i było na niej głośno. Nie tylko z racji próby mikrofonu, jaką uskuteczniał Jude Wagner, ale też rozmów, a nawet zachęcającego skwierczenia kiełbasek na grillu.
— Może potem się trochę bardziej ociepli — rzucił Trey, zakładając bluzę, bo gdy wyszli, zawiało chłodnym wiatrem. Było jednak dopiero po dziesiątej, więc istniała szansa, że temperatura wzrośnie.
— Chyba nie planujesz się opalać? — Woody spytał, idąc ramię w ramię z kumplem. Odruchowo też zerknął, czy gdzieś nie widać Tomasa. Kiedy go widział, humor mu się psuł, a wyrzuty sumienia uderzały po nerkach. Pod tym względem Trey miał wygodniej. Nie widywał Harper.
Niestety dostrzegł Tomasa. Leżał na brzuchu na jednym z koców, w towarzystwie dwójki kumpli. Oni gadali, Tomas za to bawił się czymś, z chyba wyglądało na coś podobnego do tamagochi.
Blondyn jakby wyczuł, że ktoś na niego patrzy, bo naraz uniósł wzrok i spojrzał przez tłumek prosto na Woody’ego. Zastygł na moment, po czym wymusił słaby uśmiech i uniósł krótko rękę w powitaniu.
— Nie jara mnie to, ale wiatr jest chujowy — tymczasem Trey odpowiedział, leniwie krocząc z kumplem pomiędzy ludźmi. Kilka razy przybił na powitanie piątkę paru znajomym.
— Mhm — Woody odparł, prawie nie słysząc tego, co powiedział jego przyjaciel. Zawiesił się na chwilę, patrząc na Tomasa. Uśmiechnął się też sztucznie i uniósł dłoń na powitanie. Było niezręcznie. Nie rozstał się z nim, bo miał go dość, a dlatego, że znalazł lepszą opcję. Wydawało mu się to paskudnie samolubne.
Nawet nie spostrzegł, że się zatrzymali. Dopiero kiedy obejrzał się na Treya, zobaczył, że ten obserwuje go z dłońmi w kieszeniach i swoim naturalnym wyrazem twarzy, który mógł wydawać się znudzony czy olewczy. Jednak słowa, które wypowiedział, nie świadczyły o tym, że ma gdzieś problem Woody’ego.
— Wiesz, że lepiej teraz, póki się nie zabujał, niż później.
Woody odetchnął ciężej i przerzucił dredy na plecy.
— Wiem. Ty zresztą też. Wiesz, ale dziwnie jest — odparł i zbliżył się do Treya. — Wymkniemy się potem do lasu?
— Na seks czy spacer?
Woody roześmiał się.
— Może nie seks, jak razem mieszkamy, ale spacer z atrakcjami.
— Luz. A na razie chodź, weźmiemy se po kiełbasce i rozłożymy się kawałek obok sceny. Może coś spoko zagrają — Trey zasugerował, macając się przy okazji po kieszeniach. I nie miał kasy. — O kurwa.
— Hm?
— Nie wziąłem drobnych. Masz dość na dwóch? Potem bym ci oddał. Portfel nie mieści się do tych pseudo kieszonek.
— Jasne, spoko — Woody zgodził się bez problemu. Trey zawsze oddawał kasę, a jak nie, to on kolejnym razem coś im obu kupował. Nie mieli problemu z takimi rzeczami już od dawna.
— Okej, dzięki, bracie.
Podążyli pomiędzy stolikami ze słodkimi przekąskami, potem przez tablice ogłaszające, na co przeznaczony zostanie dochód. Minęli też kilku nauczycieli i dotarli do stoiska z grillem. Dostali na talerzyku papierowym kiełbaski, do wyboru sos oraz podpiekane na grillu pieczywo. Tak obładowani pokierowali się już w stronę trawy nieopodal sceny. Szukali wzrokiem koców, ale oczywiście żadnych nie było. Zajęli więc po prostu miejsce na trawie kawałek dalej od Julesa Foxa siedzącego z jakąś czwórką kolegów i modulującym głosem komentującego image Jude’a, już zaczynającego jakiś utwór na scenie.
Woody dłużej na niego spojrzał.
— Zabawny typ, co? — zagadał Treya. — Mam wrażenie, że on specjalnie chce, aby każdy w nim widział geja. Znaczy wiesz, aby każdy wiedział. A z drugiej strony masz takiego Tomasa, który za nic nie chce, aby ktokolwiek wiedział. Czy ciebie, który sam nie wiedział o sobie.
— Taa, jak w tym twoim serialu o gejach, gdzie kolesie robili karty do gry z typami gejów — skojarzył Trey, poprawiając się i próbując stabilnie ułożyć talerzyk na kolanach. — Zamiast siedzącego w szafie mogliby napisać Tommy Eng, a zamiast nieświadomy Trey Swift.
— Coś w tym stylu. Mamy też bojownika. — Woody wskazał brodą Julesa. — A ludzie i tak widzą tylko takich jak on. I Tomas panikuje, że dostanie plakietkę tęczowej baleriny.
— Jakby miał od tego wyłysieć. Trochę lipa, że ta akcja Foxa nie podziałała na niego inaczej. Miała niby otworzyć i wesprzeć tych w szafie, a Tommy się jeszcze bardziej stresuje — Trey zauważył, przy okazji już jedząc kiełbaskę. Czuł, że zmieściłby takie dwie.
— Może kiedyś coś się wydarzy, że się przekona, bo inaczej… — Woody westchnął ciężko. — Głupio by było zmuszać się do małżeństwa, bo rodzice by byli na nie.
— Myślisz, że serio tak bardzo się boi?
Woody wzruszył ramionami.
— Może tak być, chociaż wolę nie nastawiać się za bardzo. Wolę życzyć mu szczęścia.
— Taa… Jest dziwny i szalony, ale to chyba dobry koleś — podsumował Trey, mocno wypełniając policzek kawałkiem kiełbasy. Wyglądało to bardzo… specyficznie.
— Mhm. Fajnie by było, jakby Harper też sobie szybciej niż później kogoś znalazła.
Trey wykrzywił wargi, bo jakoś średnio było mu w smak wyobrażanie sobie Harper z innym kolesiem. Lubił ją i wciąż chyba miał do niej cieplejsze uczucia. Na szczęście, gdy tylko odwrócił głowę do Woody’ego, znów sobie uświadomił, że obok siebie miał zajebistego kumpla, brata i chłopaka, na którym może skupić wszystkie swoje ciepłe uczucia.
— Dobra, dość o naszych eks — podsumował, wytarł usta serwetką, po czym niespodziewanie wyciągnął rękę do szyi Woody’ego, przyciągnął go do siebie i pocałował mocno.
Nie trudno było zauważyć, że Woody był tym gestem zaskoczony. Nawet bardzo. Zesztywniał, na chwilę zapominając oddychać. Jego oczy były jak dwa spodki, a fakt, że właśnie pocałowali się pod sceną na szkolnym pikniku, spadła na niego jak ciężka książka na stopę. Szybko zacisnął mocno powieki.
Miał wrażenie, że na moment zrobiło się całkiem cicho, jakby wszyscy właśnie na nich spojrzeli. Było to bardzo możliwe, ale bał się otworzyć oczu. A Trey był w tym pocałunku taki pewny i swobodny, że było to wręcz zaskakujące. Trzymał go za szyję i kciukiem głaskał jego policzek. Skubał jego wargi i pieścił je językiem przyjemnie.
Nie odsunął się więc. Było mu dziwnie całować się publicznie, ale i miło. Chociaż już domyślał się, że Jules Fox razem ze swoimi kumplami go obserwuje. Czuł na sobie jego spojrzenie, ale to nie było wrogie. Było jedynie zaskoczone i pełne uznania. Jakby Jules właśnie przekonał się na własne oczy, że ziemia krąży wokół słońca, a nie na odwrót.
Kiedy odsunęli się od siebie, spostrzegli, że Jude Wagner ma małe problemy ze skupieniem się na tekście swojej piosenki, a uczniowie wokół szybko odwracają wzrok, jakby się właśnie połapali, że gapili się tępo w stronę dwójki całujących się chłopaków.
Trey oblizał wargi i sięgnął do swojego podpieczonego pieczywa, by wymaczać je w sosie i ugryźć. Zerknął przy tym trochę szczenięco na kumpla.
— Do tego nie potrzebujemy spacerów… co nie? — rzucił, trochę badając teren, czy jednak Woody nie ma mu za złe tego oficjalnego pocałunku.
— No… teraz już nie. — Woody zaśmiał się z nerwów, ale i z niedowierzania, że właśnie jego przyjaciel zrobił sobie samemu i jemu coming out. I bawiło go, że jedyne, co w nim go właśnie przestraszyło, to że Jules Fox zaraz podejdzie do nich z gratulacjami.
Trey uśmiechnął się kątem ust, przeżuwając i popatrując na zabawną minę kumpla.
— Jak to dojdzie do moich starych, musisz poszukać najlepszego garniaka na oficjalną kolację.
— To eskaluje teraz bardzo szybko — Woody zauważył i świadom, że nadal są obserwowani, sam wychylił się i cmoknął Treya. Byli parą. Co z tego, że jednopłciową? Mieli za sobą całą listę osób, które podpisały się własnym imieniem i nazwiskiem, że im to nie przeszkadza i że są za równością. Chcieli się dzięki nim czuć bezpiecznie i pewnie z tym, kim są i z kim chcą dzielić swoje uczucia.
— Wiem. Ale na razie chyba jest okej. Dzięki za buziaka. — Trey puścił mu oczko i wrócił do jedzenia.
Wyglądał spokojnie, ale serce mocno biło mu w piersi. Był zdenerwowany tym, co zrobił, ale z drugiej strony spróbował wrócić do swojej ulubionej cechy, która sprawiała, że nie przejmował się opinią innych tak, jak przejmował się tym typowy nastolatek. Zresztą… jak było widać, nie musiał się martwić, bo nikt nie rzucił się na nich z pięściami i nikt nie skomentował tego nieprzychylnie. W tym momencie wierzył, że akcja Julesa Foxa zrobiła coś dobrego, a on nie zamierzał ukrywać się z tym, co sam uważał za coś w porządku. Nie mógł więc powstrzymać lekkiego uśmieszku, gdy u boku swojego chłopaka oglądał występ, jakby wcale nikt wokół nie patrzył na nich jak na nowo odkrytą niespodziankę szkolną.

KONIEC

10 thoughts on “Commission – Czy to tylko ciekawość? (Project Dozen)

  1. Katka pisze:

    Basia, z początku aż nie wiedziałam, o czym piszesz, ale zerknęłam, pod czym komentujesz i nadeszło olśnienie XD Bo najpierw takie „ale jak to Woody z Treyem?” XD Tomas nie podpisał listy, bo cóż… wciąż siedział w szafie i obawiał się wyjść poza nią chociażby palcem u stopy. Mam nadzieje, ze się podobało :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    wow, wow wielkie wow ;] Woody i Trey razem… chciał spróbować i co? Spodobało mu się ;] Thomas mnie zawiódł, Woody pewnie się rozczarował, że Thomas nie podpisał, przecież lista była tylko kto jest gejem lub traktuje takie osoby normalnie, przecież Trey też podpisał a był przekonany że jest hetero… i ten pocałunek na pikniku… mmm….
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Bebok, Woody na pewno miał podobny zgryz, że Tomas się nie podpisał. W końcu wcale nie musiało to oznaczać, że jest gejem… No ale opory i obawy robią swoje. Trey zdecydowanie ma do tego bardziej zlewcze podejście. Ale masz oczywiście rację, że jakby uczuciowo między Woodym i Treyem się posypało, to i ich przyjaźń pewnie by się rozwaliła. To jest duże ryzyko. Na pewno też trochę Jules i Eric się tego boją, ale za mocno ich do siebie ciągnie, by z tym walczyć XD I też liczymy na pozytywny wpływ Woody’ego na Tomasa. W końcu z jakim przystajesz, takim się stajesz, więc może otwartość i luz Treya i Woody’ego dobrze zrobią Tomasowi :)

  4. Bebok pisze:

    Hahaha ;D Jezu jak dobrze, że to jest obok właściwego tekstu bo chyba bym znielubiła ich obu ;p Chociaż… może nie xd Fajna akcja z tą listą w sumie, szkoda że Thomas się nie odważył na podpis. Seksy spoko, chociaż najbardziej podobał mi się całus na pikniku ;D Uwielbiam podejście Treya, tę jego zlewczość <3
    Uroczo było. Ale jednak Trey musi pozostać hetero! Lubię Harper <3 No i Woody i Thomas to na prawdę słodziachna para. Szkoda by było to zniszczyć, poza tym…. pomijając potencjalnie szczęśliwy związek Treya i Woody'ego jakby coś się sypło to z braterstwa i przyjaźni pewnie niewiele by zostało ;/ a tego już meeeega nie chcę! lepiej niech zostanie tak jak jest!
    Jak myślę o Tommym jako zastraszonej kryptociocie to moja sympatia względem niego topnieje, wkurzają mnie takie osoby, paranoja. A jednak Tommy jest trochę przewrażliwiony. Niemniej jednak liczę na pozytywny wpływ Woody'ego na jego osóbkę ;D

  5. Katka pisze:

    O., „Ja powinnam mieć kartkę na drzwiach „Nie przeszkadzać, czytam FDTS” xD” – powinnyśmy zrobić takie zawieszki i zacząć sprzedawać XD Kij, że pewnie nikt by tego nie zawieszał XD Akcja z podpisami oczywiście nie musiałaby sprawiać, że każdy, kto się podpisał, jest homo. W końcu było zaznaczone, że to też dla osób pro, jednak no wiesz jak to jest z młodzieżą XD Się boją wszystkiego, co może naruszyć ich akceptację w grupie. Ale w sumie ciekawa jestem, co by było, jakby się faktycznie cos takiego przeprowadziło w zwykłej, polskiej szkole. Czy nauczyciele by się podpisali? Ile uczniów? Normalnie jakbym była jakimś dyrektorem czy psychologiem szkolnym, to bym coś takiego zrobiła XD A potem by mnie zlinczowali rodzice uczniów i media… Trey i Woody to faktycznie trochę jak taka parka z długim stażem, to się zgadzam. Są już na tyle luźni przy sobie, tak dobrze się znają, ze mogą spokojnie odgrywać rolę starego małżeństwa XD Och, a ten uśmiech… Hehehehe… taaa… To już widać, że mimo że Trey obawiał się, że to tylko ciekawość, to jednak chodzi o coś więcej, o uczucie, skoro woli uśmiech :D

    Omega, „ jednak wolę jak Tommy jest z Woodym, a Trey eksperymentuje z zabawkami w tyłku pod nadzorem Harper.” – czyli stary porządek wszechświata jednak bardziej Ci pasuje XD Spoko, jestem za. Takie scenki randomowe, bonusy, jednak wg mnie sa w jakiś sposób fajne, bo nie dość, że mogą zaspokoić czytelników, którzy chętnie zobaczyliby inną wersję, to jeszcze sprawiają, ze docenia się tę prawdziwa XD Och, a Tomasek na pewno cierpiał :( Tym bardziej jak zobaczył ten pocałunek. To nie było fajne, na pewno czuł się jakoś odstawiony. No ale głos serca Woody’ego pociągnął go bardziej do Treya, cóż zrobic. Ale cieszę się, że ogólnie Ci się podobało mimo tych zgryzów ;)

    Kamaija, uuu, aż tak cukrowo wyszło? XD przy pisaniu w sumie nawet tak tego nie odczułam, ale nie będę dyskutować XD Jakby wrócili do swoich ex, to pewnie by się tak dobrze nie skończyło, ale jednak postawiłyśmy na happy end (przynajmniej dla Treya i Woody’ego). Ale spoko, naszym celem nie było przekonanie do tego paringu, jedynie pokazanie innej wersji, tak jak sobie zażyczyła osóbka, która ten tekścik zamówiła :) Ale może w FDTS bardziej widziałaś inne paringi, bo nie było wiadomo, jakie będą na serio, a tutaj wiadomo, że Tomas kręci z Woodym, więc może związek z Treyem wydaje się bardziej nienaturalny. „ Szkoda tylko, że trochę za późno wpadł na to, że jednak leci na facetów i tym sposobem skrzywdzili dwie osoby.” – to prawda :( Biedna Harper, biedny Tomas… I zgadzam się co do Tomasa – miałby znacznie fajniej, jakby pogodził się sam ze sobą i chociaż trochę wyszedł szafy, bo już nie mówię o całowaniu się publicznym, ale sam ten strach że ktoś się dowie, na pewno mocno mu psuje zabawę… No ale trudno, taka nasza chłopaczyna zamknięta. Może mu coś pomoże szlajanie się z takim specyficznie wyzwolonym kimś jak Woody ;) I TAK, bardzo się cieszymy, że komentujesz! :D

    Daminn, spokojnie, to tylko komisz, wpływu na fabułę w PD nie ma żadnego. Tomasek wciąż jest bezpieczny w związku z Woodym (chociaż nigdy nic nie wiadomo… XD). Ale co do wyjścia z szafy, no cóż, przyznam, że też uważam, że to byłby głupi powód do zerwanie, ale z drugiej strony każdy ma swoje granice i każdego coś innego wkurza, więc nawet bym się nie dziwiła Woody’emu, jakby to zamknięcie Tomasa z czasem zaczęło go mocno wkurwiać. Ale na w PD jak widzisz się na to nie zapowiada ;)

  6. O. pisze:

    Kamaija~! Ja się cieszę <3333 a skradzione myśli.. No cóż toż my prawie siostrzany mózg mamy xD

  7. damiannluntekurbus17 pisze:

    Nie, nie, nie! Dobrze, ze to nie ma wplywu na calosc opowiadania, bo gdyby on zdradzil Tomasa i bylby serio z Treyem to normalnie bym umarl. Koncowka byla strasznie smutna, jak Tomas go zobaczyl. Taki biedny, zdradzony i odrzucony przez to, ze nie chcial wyjsc z szafy ;(
    Juz nie mowiac o tym wpisie – nie lubie wrecz nienawidze Treya xD Jest taki dziwny, zbyt wyluzowany chyba, jakis ciolek xD

  8. Kamaija pisze:

    Na początek: Cukier, widzę rzekę cukru i tęczowych żeklów!
    Zakończenie było najcudowniejszym zakończeniem jakie mogło się pojawić.
    Tak, gdzieś mi tam w tle w połowie czytania majaczyło, po tym jak zobaczyłam długość tekstu, że może się to rozpaść i wrócą do swoich ex. Ale na szczęście tak się nie stało.
    Mimo cudownego klimatu i zajebistości wszechświata oraz tego, że to w sumie nawet prawdopodobna opcja, nie przekonałyście mnie do tego paringu. Nie widziałam ich razem i nie zobaczę. (edit. przeczytałam komentarz O. <- ukradłaś mi moje myśli, zUa kobieto). Nie wiem w sumie dlaczego,bo w "fire dragon" jak mi migrowałyście z miłościami i na początku były jakieś inne jak na przykład Mike x Jason <3, albo zauroczenie Charliego, tak potem zakochałam się w Alexandrze i Jasonie i już ich nie oddam! I nie wyobrażam sobie tego inaczej (nawet po przeczytaniu scenki z Mikiem i Jasonem)
    Fajnie mieć takiego przyjaciela ja Trey. Szkoda tylko, że trochę za późno wpadł na to, że jednak leci na facetów i tym sposobem skrzywdzili dwie osoby.
    Mam słabość do Tomasa. Taki słodki geek. Z całuśnymi ustami. Nie było to zbyt zaskakujące w tekście, że nie złożył podpisu na w ramach poparcia równości od razu. Ale myślałam, że mimo wszystko jednak się przełamie. Chłopak ma problem. Traci tyle fajnych sytuaci, jak na przykład te, w których byli tu opisani Trey i Woody. Strach przed tym wszystkim kiedyś go wykończy. Nie róbcie mu tego dziewczyny!

    Shiv! Katka! zaczynam komentować. Kto się cieszy? :D

  9. Omega pisze:

    Nie wiem co powiedzieć… na pewno cieszę się, że to tylko poboczny rozdział nie mający wpływu na fabułę, ponieważ jednak wolę jak Tommy jest z Woodym, a Trey eksperymentuje z zabawkami w tyłku pod nadzorem Harper. Choć eksperyment mi się podobał, to strasznie mi się zrobiło szkoda Tomasa. Zakochał się, myślał, że ten związek będzie sto razy lepszy od tego z Foxym (choć był lepszy) a przez to, że boi się publicznie oświadczyć, że jest gejem wszystko się rozpieprzyło… Mimo, że to nie z jego winy związek się rozpadł, to jednak na pewno bardzo to przeżył, choć nie było po nim widać. Jestem ciekawa jak zareagował po pocałunku tej epizodycznej parki (bo pewnie miał na to idealny widok)… Naprawdę lubię tą trójkę i życzę im jak najlepiej, więc nie chcę aby Tommy cierpiał, a o eksperymentalnych pocałunkach (tylko pocałunkach… zakaz ruchania bez pozwolenia xD) powinien jego chłopak wiedzieć. Jestem przeciwna zdradom (kij z tym, że takie były też w Never be the same i No Exit, które bardzo mi się podobały), chyba, że Tomas wyrazi na to zgodę (ewentualnie trójkąt :3).
    Ale rozdział mi się podobał i gdyby to miało miejsce zanim Woddy i Tomas się zeszli, to pewnie nie miałabym nic przeciwko, ale w przypadku zupełnie oderwanego od fabuły rozdziału mogę przetrwać tą parę i cieszyć się ich seksem xD

  10. O. pisze:

    Ja powinnam mieć kartkę na drzwiach „Nie przeszkadzać, czytam FDTS” xD
    Mimo, że miałam swego czasu „ciśnienie” na Trey’a i Woody’ego, tak teraz dostając to co chciałam, okazało się, jak w części przypadków, że nie koniecznie to było to, co chciałam xD Okej trochę zawile, ale każdy wie o co chodzi xD Plus jednak dla Trey’a, że nie bałby się wyoutować tak jak boi się tego Tomas no i że pomyślał, iż Eric z Julesem są dobrze dobranymi współlokatorami! <33 Popieram, popieram!! Akcja z podpisywaniem się na listę fajna, podpisałabym się, bo dla mnie nie oznacza to wyznania orientacji, ale wiadomo, może miałabym inne myślenie na ten temat gdybym była less i chodziła do żeńskiej szkoły ;o
    Ale tak piszę i myślę, że Trey i Woody to jednak taka fajna parka, taka jaby już z długim stażem i temu mają kumpelskie podejście do siebie, a nie że traktują się jak kumpli mimo, że lecą na siebie ;D W sumie na miejscu Trey'a też bym spróbowała, mam moment kryzysowy, w którym żałuję, że nie jestem facetem :(
    Po co oni wychodzili osobno z kibla jak osoba, która za nimi wejdzie zobaczy kafelki na ścianie i na podłodze to od razu będzie wiedziała o co chodzi?:D Towarzystwo było chyba na tyle rozluźnione alkoholem i swoim towarzystwem, że nie przeszkadzałoby im to xD
    Haha i nie mam wniosku.. Czy Woody i Trey, czy Woody i Tomas. Wiem, że Jules z Ericem <3
    I taki smuteczek, że piersi dziewczyny zostały wyparte uśmiechem kumpla.. Toć to takie bez porównania xD Ale Przynajmniej Trey nie zachowywał się – jak to sam określił – jak kutas. Choć już po tym mógł wiedzieć, że inaczej patrzy na Woody'ego, mam na myśli, że zamiast uśmiechu mógł sobie jego tyłek wyobrazić czy tyłek.. xD a tu uśmiech i to było takie kochane ;D
    " Jarzysz? Ty mi dajesz przyjemność aktywnie, a ja, żebym tobie też zrobił dobrze, nie muszę wiele robić i tylko oddać swój tyłek. To całkiem spoko." Najlepszy tekst <3 Ale z drugiej strony, jak się laska nie rusza to mówią, że kłoda.. Zaś plusy bycia facetem, który ma faceta -.-

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s