No Exit – 31 – Drugi kondom

Harley podkręcił ogrzewanie, czując, że na wieczór robi się chłodno, a nie chciał palić w kominku, skoro Dean miał wpaść. Wolał trzymać go z dala od ognia. Na szczęście ogrzewanie działało jak należy, a mieszkanie samo w sobie było remontowane niedawno, więc nie było z tym problemów.
Czekając na gościa, odebrał jeszcze kilka telefonów z klubu, dopytał, czy wszystko tam działa jak należy i spokojnie mógł stwierdzić, że nie jest tam dzisiaj potrzebny. Wiedział, że Karl i Dustin mieli dzisiaj kolejną próbę z Deanem, który z kolei jutro miał już ćwiczyć z Marvinem i Jazem do ich pierwszego, wspólnego występu. Wierzył, że mężczyzna sobie poradzi.
Ubrał się w zwykły, czarny golf i ciemne jeansy i boso przeszedł z części sypialnej do tej głównej. Położył się na plecach na kanapie, podłożył rękę pod głowę i wymienił z synem kilka smsów o tym, jakie to według Sama poniedziałki są beznadziejne.
Właśnie dostał kolejnego, kiedy usłyszał walenie w metalowe wejściowe drzwi. Pukać w nie i tak nie było sensu. Spojrzał w kierunku wejścia i wstał. Odpisał po drodze na smsa syna, dodając, że pogadają już jutro i dopiero gdy schował telefon do kieszeni, otworzył „wrota”.
Przed nimi stał Dean z szerokim uśmiechem, idealnie eksponującym jego ostre zęby.
— Mam lody. — Zamachał siatką, którą dzierżył w dłoni. — I proponuję je albo już zjeść, albo wstawić do zamrażarki. A w ogóle to cześć.
— Cześć — odpowiedział gospodarz, a widząc jego uśmiech, nie powstrzymał się przed złapaniem go za podbródek, ściągnięciem w dół na swój poziom i cmoknięciem w usta. — Chodź, już przynoszę łyżeczki — zaprosił gościa i sam ruszył w kierunku części kuchennej.
Dean spojrzał za mężczyzną i krótko oblizał wargi, jakby chciał wyczuć na nich smak ust mężczyzny. Otrząsnął się jednak w miarę szybko i wszedł do mieszkania, zamykając za sobą ciężkie drzwi. W takich momentach cieszył się, że nie jest jakimś upośledzonym chucherkiem, które się głodzi, niby dbając o linię, bo zwyczajnie by sobie z nimi nie poradził. Pasowały do Harleya, tak samo jak pasowałaby do niego maczuga, gdyby stanął nago na środku jakiejś polany. Aż zaśmiał się cicho pod nosem na takie wyobrażenie postaci gospodarza.
W umownym przedpokoju pozbył się wierzchnich ubrań i już w samych skarpetkach, swoich wiszących na biodrach spodniach oraz w puchatej bluzie z kapturem z misiowymi uszkami podążył za mężczyzną. Nie zapomniał też lodów i dwóch butelek likieru, które przemycił pod kamizelką, aby od razu Harley ich nie zauważył.
Kiedy stanął po drugiej stronie wyspy kuchennej, zagadał:
— Lubisz słodki alkohol?
— Ciekawe pytanie na rozpoczęcie rozmowy — rzucił mężczyzna z lekkim uśmiechem i wyciągnął z szuflady dwie łyżeczki oraz spore, kryształowe salaterki z szafki. — Lubię. Ale nie te o owocowych posmakach.
— Orzech może być? Czy toffi? — spytał Dean i pokazał mężczyźnie dwie buteleczki po pół litra, w wymienionych właśnie smakach.
Harley uniósł brwi i wskazał brodą na butelkę po prawej.
— Orzech — odpowiedział pewnie, stawiając przed Deanem salaterki. — Widzę, że chcesz mnie rozpieścić. Nakładaj — dodał, podając mu łyżkę do robienia gałek. Już miał zacząć szukać kieliszków na alkohol, ale dyskretnie oblizał wargi, zmieniając swój plan. — Może polejemy lody, co? Mam jeszcze bitą śmietanę.
— Może być, a i przyznam ci szczerze, że myślałem o tym, aby barbarzyńsko napić się z butelek. — Dean zaśmiał się, odruchowo przygryzając dolną wargę i stawiając na blacie zarówno butelki, jak i lody. Otworzył te drugie i zaczął przekładać zawartość pierwszego opakowania do salaterek. Jak się okazało, było i drugie pudełko, więc poprosił, aby gospodarz wsadził je do zamrażarki.
Ten, gdy tylko to zrobił, wyciągnął z lodówki puszkę ze śmietaną i potrząsnąwszy nią, wypsikał sporo na lody.
— To polej tak symbolicznie, resztę wypijemy. Wybacz, mam słabość do takich deserów — dodał na wytłumaczenie.
— Spoko. Ważne, że nie idzie w sadełko. — Dean znowu się roześmiał i mimo słów mężczyzny, hojnie polał lody. — I w ogóle, myślisz, że jakbym też tak nie lubił, to kupiłbym likierki jak dla bab zamiast jakiegoś browca czy whisky? Ale! — Uniósł palec. — Prawdziwy facet pewny swojej męskości nie boi się nawet oblizywać łyżeczki.
Harley uśmiechnął się na jego słowa, po czym wyciągnął puszkę śmietany i wypsikał trochę na palec Deana. Potem pochylił się do niego ponad ladą i wziął go do ust. W milczeniu go oblizał, lekko possał i dopiero się cofnął.
— Tego też się nie boi, co? — rzucił i zakręcił śmietanę.
Dean uśmiechnął się kątem ust.
— Nie, niespecjalnie — zamruczał z rozbawieniem, marszcząc nos i zabrał salaterki. — Kanapa?
Harley przytaknął i jeszcze schował śmietanę do lodówki, nim podążył za nim z łyżeczkami i butelkami, które Dean zostawił na ladzie. Te ostatnie postawił na razie na stoliku przy kanapie i gdy usiał obok Deana, wymienił się z nim jedną z łyżeczek na jedną z salaterek.
— Jak minął dzień? Karl i Dustin nie wchodzą ci na głowę? — zagadał, nabierając dużą porcję deseru.
— Nnn… Raczej nie. Na razie jest nieźle. No, oczywiście tak serio wyjdzie w praniu, ale na razie jest okej. Karl się stara, Dustin też, chociaż jest bardziej nieśmiały.
— To początki, powinien się rozkręcić. Z Jazem i Marvinem jeszcze nie ćwiczyłeś? — dopytał się manager i wsadził do ust nabraną porcję. Wydał przy tym do siebie cichy pomruk, który aż wibrował przez jego głęboki głos.
— Nn… Jeszcze nie. Jutro dopiero — odparł Dean, także pojadając lody. Jedną stopę przyciągnął do swojego tyłka, stawiając piętę na skraju kanapy. O ćwiczeniach z Marvinem i Jazem w poziomie nie zamierzał wspominać. To mogłoby się nie spodobać Harley’owi, biorąc pod uwagę jego konserwatywne podejście do wierności. Co prawda nie byli parą, ale wolał nie ryzykować. Zresztą, to Marvina miał do plotkowania, a nie tego faceta.
— Nie wyrzucają cię na razie z mieszkania? — upewnił się manager.
Dean zaśmiał się pod nosem, mając wrażenie, że ten temat jakoś się za nim ciągnie i wraca niczym bumerang w najmniej oczekiwanym momencie.
— Nie, na razie nie. Ale nie będę u nich siedział cały czas na głowie.
— Jakbyś potrzebował czasem zaliczki, możesz prosić — zaznaczył Harley, podczas jedzenia przyglądając się wargom Deana i temu, jak oblizywał łyżeczkę. — Sytuacje są różne i nie byłbyś pierwszy. Jednej z naszych tancerek płacę zwykle z góry, bo ma na utrzymaniu trójkę dzieciaków i jest jej ciężko.
— Nnn… — Dean pomachał już oblizaną łyżeczką. — Spoko, jakoś sobie poradzę. Nie pierwszy, nie ostatni raz. Poza tym, nie czułbym się chyba, hmmm… komfortowo. A i Marvin nie chce mnie wypuszczać, więc nie ma stresu.
Uspokojony Harley pokiwał głową. Wyglądał na człowieka, mimo dość grubej skorupki, przejmującego się losem swoich podwładnych. Dbał o klub i personel i dzięki temu zaangażowaniu wszystko działało tak, jak należy.
— Byle nie zamknął cię w klatce, bo nie przed Peterem, a przed naszą gwiazdką będę cię musiał ratować.
Dean znowu się zaśmiał.
— Chyba nie ma takich skłonności. A przynajmniej o żadnych takich nie wiem. W klatce co najwyżej mógłby tańczyć.
Harley ściągnął brwi w zamyśleniu.
— Można by się pokusić o wstawienie takiej na jedno z podwyższeń… — rzucił do siebie, po czym popatrzył szybko na gościa i pokręcił głową. — Kurwa, sorry, Dean. Strofuj mnie, jak zaczynam o pracy, bo zaczyna mi się robić głupio.
— Sam to robisz, ja nie muszę — zauważył gość ze wzruszeniem ramion i wziął do ust dużą porcję lodów, po czym znowu oblizał łyżeczkę, nisko mrucząc. — Ach… I jak chcesz mi to zrekompensować, to się przysuń.
Mężczyzna popatrzył w jego jasne oczy i przełknąwszy kęs, przysiadł się blisko Deana, tak że stykał się z nim teraz udem. Dean uśmiechnął się z pełnymi ustami i przechylił się do przodu, aby zabrać ze stoliczka butelkę. Napił się z gwinta i zaproponował alkohol gospodarzowi. Wyglądał przy tym na bardzo rozluźnionego i nawet trochę kuszącego, a w oczach Harleya już na pewno taki był. Mężczyzna nie zamierzał odmawiać propozycji. Napił się słodkiego, gęstego likieru, po czym, przytrzymawszy odrobinkę w ustach, a raczej na wargach, wychylił się do piromana i pocałował go.
Dean odetchnął, rozchylając chętnie usta. Zamruczał kusząco, niespiesznie oddając pocałunek. Lubił takie pieszczoty z tym mężczyzną. Czuł się przy nim czasami śmiesznie mały, ale i przy tym pewny, że ten nie zrobi mu niczego w złej woli. Był jak takie duże, proludzkie psy.
Harley pogłębił pocałunek, possał delikatnie jego rozdwojony język i dopiero po dłuższej chwili odsunął się.
— Dobrze smakuje z twoimi ustami — powiedział, po czym jeszcze raz napił się z butelki, nim podał mu ją i wrócił do lodów.
— Nie dobierałem specjalnie pod nie — odparł Dean z przelotnym uśmiechem i lekkimi rumieńcami na polikach.
— Czyli fuks, co? Że siedzisz tutaj ty, a nie ktoś, kogo usta w połączeniu z lodami nie byłyby takie apetyczne jak twoje? — Harley już stukał łyżeczką po spodzie salaterki, dojadając swój deser. — Znalazłeś w mieście jakieś nowe… znajomości? Kogoś w klubie? — zmienił temat, bo ciekaw, czy Dean z kimś kręci. Poza ciekawością jeszcze jakieś inne uczucia były przy tym obecne, ale starał się ich za bardzo nie analizować.
— Poza takim jednym wielkim monstrum? Nie. No i oczywiście rozumiem, że mam nie liczyć Karla, Dustina, Petera i Jaza, u którego teraz zajmuję kanapę?
— Rozumiem, że nie jesteś typem lgnącym do towarzystwa?
Dean ściągnął zabawnie brwi i psyknął między zębami, kiedy już dojadł lody.
— Hmm. Nie do końca. Lubię ludzi, ale oni za mną już mniej przepadają. No i zwykle moje znajomości nie trwają długo. Zresztą, nie jestem tu długo, a i miałem czym zajmować swój czas — wyjaśnił dość oględnie, nie wdając się w szczegóły.
— Mają czego żałować — Harley stwierdził bardziej do siebie i też odłożył salaterkę, by teraz skupić się na butelce likieru. — Liczę, że jednak u nas zostaniesz dłużej niż na chwilę.
— Nie powiem, że nie chciałbym. Miło jest mieć pracę, gdzie jest się docenionym i gdzie robi się coś związanego ze swoją pasją. No i… towarzystwo jak na razie jest miłe.
Harley popatrzył na niego, napił się likieru i prychnął cicho, podając mu z powrotem butelkę.
— Mam wrażenie, że byłeś zagubionym zwierzakiem, którego wziąłem w opiekę i teraz mam zadbać o to, by ci się wiodło — wyznał, kręcąc głową i oblizując usta ze słodkiego alkoholu.
Dean, słysząc taki komentarz, prychnął pod nosem i szturchnął Harleya pod żebra.
— Już, nie przeginaj, bo poczuję się większą ofiarą losu niż jestem. A mimo pozorów, umiem sobie radzić. Ta chudość jest rodzinna, a nie nabyta — burknął, udając urażenie. Bawił się bowiem dobrze, nie robiąc przecież nic ekscytującego.
— Nie twierdzę, że nie umiesz sobie radzić. Masz ile… trzydzieści dwa lata? Przeżyłeś w więzieniu. Uważam cię nawet za całkiem męskiego faceta. Zwyczajnie zdaję sobie sprawę, że moja propozycja pracy przewróciła twoje życie do góry nogami. Nowe mieszkanie, nowe miasto, nowe warunki, nowe obowiązki… Co ci zostało z twojej codziennej rutyny sprzed przyjazdu do Dakoty?
Dean zawiesił się na moment z butelką tuż przy ustach. Odsunął ją po dobrej chwili i spojrzał na Harleya.
— Nie wiem — przyznał. — Um… Chyba nic. Śniadania? — bardziej spytał niż stwierdził. Sam był zaskoczony celnością pytania i własną odpowiedzią. Wcześniej nie patrzył na tę przeprowadzkę w ten sposób.
— Widzisz. O tym mówię. Mam tylko nadzieję, że łatwo się przystosowujesz.
Dean spojrzał na siebie, jakby miało to sprawić, że ujrzy całą swoją przyszłość w tym mieście i będzie mógł ocenić, czy jest kolorowa czy szara i ponura.
— No, na razie nie zrzucam skóry ze stresu, więc chyba dobrze. O siwieniu też nie wspomnę, bo nie wiem nawet, czy bym zauważył — dodał już z uśmieszkiem i dopiero się napił.
Harley przytaknął, na razie jedynie mu się przyglądając i kładąc mu dłoń na udzie. Pogładził je niespiesznie.
— A ty? — Dean zaczął, nie zwracając w ogóle uwagi na dłoń mężczyzny. — Od urodzenia tu, czy jak?
— Tak, to moje miasto rodzinne — odpowiedział manager, subtelnie przesuwając palcami po jego nodze. Co raz popijał z butelki, gdy Dean mu ją przekazywał. — Więc nawet nie wiem, jakbym się zachował w twoim położeniu, z takimi zmianami.
— Wiesz, nie mam zbytnio dużego przywiązania do miejsca. Przeprowadzałem się już kilka razy, więc… — Wzruszył ramionami beztrosko i jakby nigdy nic, pochylił się do mężczyzny, by pocałować go lekko w usta. — Opowiedz mi, co byś teraz chciał. Czuję twoją dłoń. Jest gorąca.
Harley zerknął krótko na jego udo, które teraz ściskał, a potem znowu na twarz Deana.
— Chciałeś, żebym się przysunął. Co powiesz, byśmy byli jeszcze bliżej? — odpowiedział, samemu delikatnie całując mężczyznę w sam środek podbródka.
Dean oblizał dolną wargą i na moment ją nawet zassał, powodując, że stała się bardziej różowa.
— Jak bardzo?
Harley wyciągnął mu butelkę z dłoni i na moment odłożył ją na stolik, po czym znowu pochylił się do niego.
— Chodź tu się przytul — rzucił przy tym, całując go niespiesznie po szyi.
Dean zaśmiał się lekko, wyciągając głowę do góry i bardziej eksponując swoją szyję.
— Mmm… Tak mi rób. Tak mi dobrze — zamruczał i przesunął palcami po ramionach mężczyzny. — Aż zabawnie się robi, że kiedyś częściej bywałem topem. — Zarechotał.
— Bywałeś? Może to kwestia tego, z kim akurat jesteś — zasugerował Harley, nie odsuwając się od jego szyi, tylko to przesuwając po niej nosem, to znowu cmokając i łaskocząc językiem. Przesunął przy tym dłoń bardziej na wnętrze uda Deana.
— Mmm… może — zamruczał ni to w odpowiedzi, ni to na gest. — Ale to też zależy jakich sobie wybierałem do seksu.
— I dotychczas nie wybierałeś sobie dużych facetów, z dużym pakunkiem, którzy lubią ten pakunek ładować w twój tyłek? — zapytał Harley, odsuwając się na moment, by spojrzeć na jego twarz. Uśmiechnął się przy tym prawym, ruchomym kącikiem ust i skubnął jego zaczerwienioną, dolną wargę.
— Dotychczas nie wybierałem sobie facetów z tak dużym pakunkiem — odparł Dean i wyciągnął język, aby liznąć go po twarzy. — Sypiałem z takimi jak twoi najlepsi klubowi chłopcy — dodał takim tonem, jakby się chwalił albo jakby chciał podpuścić swojego nowego szefa.
Harley wciągnął głębiej powietrze przez nos i popatrzył na jego usta i oczy.
— Zrób to jeszcze raz — poprosił na niskim wydechu, nie odnosząc się do wypowiedzi, bo gest przyprawił go o mocniejsze uderzenie serca.
Dean uśmiechnął się chytrze, pokazując swoje ostre zęby.
— Co? To? — spytał i znowu wyciągnął język, liżąc mężczyznę po linii szczęki.
Harley zaburczał na potwierdzenie i ścisnął mocniej wnętrze jego uda.
— Jesteś zdumiewający — oznajmił i naparł na niego mocniej, wpijając się w jego usta w bardziej żarliwym pocałunku. Przytrzymał go sobie za włosy, mając ochotę go całego zagarnąć do siebie. Ten mężczyzna zdecydowanie zakręcił mu w głowie.
Dean stęknął nisko i przesunął mocno palcami po ramionach mężczyzny. Oddał pocałunek i nawet przekręcił głowę ulegle, dopóki coś mu nie strzeliło do głowy, aby znowu lekko ugryźć managera. Zaraz po tym też oderwał się od jego ust i oblizał ostentacyjnie.
— Pochlebca. I tak dobierzesz mi się do dupy. Nawet bez takich komplementów. — Zaśmiał się, oddychając szybciej i głębiej niż chwilę temu.
— Tak? A kto powiedział, że w ogóle chcę ci się dobrać do dupy, co? — odpowiedział Harley, mimo że było doskonale widać, że chciał. Do tego po tym, jak Dean znowu go ukąsił, aż mu drgnęło w kroczu.
Mężczyzna wygiął usta w podkówkę i pociągnął nosem. Nigdy nie twierdził, że jest w stu procentach normalny, więc pozwalał sobie na takie przedstawienia bez chwili zawahania.
— A nie chcesz?
Manager obejrzał go z góry na dół i odchylił jego nogę bardziej w swoją stronę, po czym wsunął dłoń na wnętrze uda, bliżej krocza.
— Może…
— Może? — Dean prychnął, udając urażenie. — Może?! — powtórzył już głośniej. — I ja się staram dla „może”?!
— Na potwora trzeba zasłużyć, żmijko — odmruczał rozbawiony Harley, pocierając gorącą dłonią jego udo, aż w końcu zahaczył palcami o gumkę w spodniach.
— Tak? — Zaciekawiony Dean uniósł wysoko brwi. — Nowych rzeczy się dowiaduję. Czyli tylko wybrane dziury zasługują na jego łaskę?
— Myślisz, że on do pierwszej lepszej się pakuje? — odparł Harley z powątpiewaniem, dobierając mu się równocześnie do krocza.
Było to dość niecierpliwe, bo Dean już po kilku sekundach poczuł, jak jego wielka dłoń oplata mu penisa. Stęknął, wypinając chętnie biodra do tego przyjemnego ciepła.
— Pakować może i się pakuje, ale skutek… — Cmoknął i pokręcił głową. — Może się nie zapakować. — Zaśmiał się i znowu liznął mężczyznę po policzku.
— W twoją dupę mu się udawało… — Harley sapnął głucho, pocierając policzkiem o jego policzek. Tak, podobało mu się, jak Dean używał swojego jęzorka. Był cholernie ruchliwy i seksowny, podobnie jak jego penis, którego właśnie masował i delikatnie, z wyczuciem ściskał.
— Mmm… Bo chciałem, aby się tam znalazł — odparł Dean, łasząc się do większego mężczyzny. — Umiesz sobie poczynać, hm?
— Ty mi powiedz — odburczał Harley, nagle wysuwając dłoń z jego spodni i uniósłszy się, dosłownie przerzucił sobie Deana przez ramię. Wszystko stało się w ciągu kilku sekund, podczas których blondyn z zaskoczenia nawet nie zdążył nic z siebie wydusić.
Ruszył z nim w kierunku lady, mając zamiar właśnie tam go przerżnąć. Poza tym tam zostawił gumki, więc nie chciało mu się potem łazić i na zbyt długo odsuwać od mężczyzny. Lgnął do niego, jak chociażby Dean do tego nieszczęsnego kominka.
Dean, dopiero kiedy już szli i został poprawiony, krzyknął krótko i złapał się ubrań mężczyzny. Nie chciał spaść!
— No, teraz to na pewno sobie poczynasz! Niesiesz mnie jak swoją zdobycz na przerżnięcie!
— Zwabiłem cię do swojego mieszkania, to teraz mogę zrobić z tobą to, co mi się podoba — stwierdził Harley, po czym odsłonił spodnie z jego pośladka i ugryzł go tam, nim wreszcie postawił go na podłodze i przytrzasnął za kark do szerokiej lady.
Dean sapnął i odruchowo się szarpnął. Odpowiedział już pewnym głosem.
— Zwabiłeś? Sam przyszedłem, potworze. Masz wielkiego chuja, ale nie przypisuj sobie wszystkich zasług — zamruczał nisko, oddychając dużo szybciej niż pięć minut temu.
— Nie? Jeszcze cię zmuszę do kwiczenia o więcej! — Harley warknął do jego ucha i przytrzymał go mocniej, po czym dosłownie zszarpnął mu spodnie i bieliznę poniżej pośladków.
Dean zaświszczał powietrzem pomiędzy zębami.
— Chcesz się założyć? — zagroził mu, zaraz po tym opierając dłonie o blat i lekko odchylając, jakby chciał się uwolnić. Poruszył się przy tym niczym wijąca się żmija.
Manager błyskawicznie mu to uniemożliwił, odruchowo dość mocno wykręcając jego ręce na plecach, przez co Dean został przyklejony policzkiem do lady, a na pośladkach poczuł wyraźne twarde wybrzuszenie w spodniach Harleya.
Znowu syknął, ale już bardziej nie naparł, bojąc się, że Harley trochę za bardzo się wczuje się w rolę i boleśnie wygnie mu dłoń.
— Ktoś tu się najarał…
— A ty nie? — Manager objął go w pasie, by wymacać jego penisa, który teraz przyciskany był do ścianki lady. Zdecydowanie nie był miękki.
— Czujesz chyba — Dean prychnął zaczepnie.
Harley tylko zamruczał na potwierdzenie i wciąż go trzymając za nadgarstek, sięgnął do szuflady obok. Tak jak zapamiętał, była tam buteleczka z lubrykantem oraz kondomy. Odkręcił tę pierwszą i polał obficie rowek piromana.
— Teraz masz tam tak mokro, jak powinieneś mieć cały czas — wymruczał mu do ucha.
Dean ściągnął brwi i odwrócił głowę, tak aby chociaż kątem oka na niego zerknąć.
— Co jakiś czas, a nie cały czas — poprawił go z naciskiem.
— Ze mną nie byłeś inaczej niż tak — odpowiedział Harley, pocierając palcami po jego wilgotnej szparce.
— Ale… cały czas w ogóle cały czas, czy podczas seksu cały czas?
— Żmijo, to jest niemożliwe, byś miał tam tak cały czas, bo musiałbyś się tam podlewać i mieć spodnie, na jakich nie widać plam. Ale podoba mi się myśl, że gdziekolwiek bym cię nie dorwał, jak miałbyś tam już mokro, byłby dużo łatwiej od razu się za ciebie zabrać — odpowiedział Harley nisko, puszczając wreszcie jego rękę i cmoknąwszy go w kark, powoli wprowadził w niego palec.
Dean stęknął nisko, oblizując wargi.
— Jak do kobiety — wydyszał, przymykając lekko oczy. Chciał przy okazji wybadać podejście mężczyzny, bo pierwsza uwaga zaczynająca tę dyskusję trochę zbiła go z tropu.
Harley prychnął i zakręcił palcem w jego wnętrzu, szukając prostaty.
— Nie będę cię do kobiet porównywał. Nie tego szukam — odpowiedział mu do ucha, ogrzewając je ciepłym powietrzem.
Dean zamruczał nisko na chłodnym blacie, odruchowo kręcąc biodrami. Nie był przy tym pewien, czy mężczyzna wyczuje, że miał jeszcze seks poprzedniego dnia.
— Och, ale na pewno ciepłej szparki. — Zaśmiał się, prężąc ciało. Zmienił przy tym temat, aby nie rozmawiać ani o byciu wilgotnym cały czas, ani by drugi mężczyzna nie skupiał się całkowicie na jego stanie, a też na tym, co mówi.
— Mhm. Ciepłej, wilgotnej i twojej — odmruczał Harley, już nie postępując z nim tak brutalnie jak chwilę temu, a bardziej ostrożnie. Gdy nie musiał dobierać się do swoich partnerów na szybko, jak za pierwszym razem z Deanem, to tego nie robił. Wiedział, że nie nadaje się na szybkie numerki.
Dean mruknął na zgodę, chociaż w głowie zastanawiał się, czy to „twojej” było konieczne.
— I takiej… że cię przyjmie — dodał jeszcze, znowu zamykając oczy i kładąc policzek na dość chłodnym blacie. — Umm… trochę głębiej.
Harley mruknął na potwierdzenie i wsunął w niego palec głębiej, już napierając następnym. Tyłek Deana jednak wydawał mu się delikatnie luźniejszy niż chociażby ostatnim razem, więc bez problemu wsunął drugi palec.
— Robiłeś sobie tak dobrze dzisiaj? — zapytał, masując jego wnętrze.
Dean zaśmiał się pod nosem, przekręcając głowę z prawa na lewo. A jednak wyczuł.
— Nnn… Nie. Czujesz?
— Pieprzyłeś się z kimś — Harley tym razem bardziej stwierdził, patrząc mu w oczy, na ile mógł. A że nie mógł za bardzo, to złapał go za warkocz i wykręcił jego głowę.
Dean zasyczał i obnażył swoje ostre zęby, nim podparł się na rękach i spojrzał za siebie.
— Mhm — jęknął, rzucając mu zza ramienia pewne spojrzenie.
Harley sapnął i wcisnął w niego mocno palce, aż po knykcie.
— Współlokatorzy? — dopytał ostro, posuwając go palcami.
Blondyn stęknął głośniej na ten ruch i zamruczał potakująco, zaciskając oczy, bo zrobiło mu się nagle trochę za intensywnie.
— Obaj… Obaj ci wsadzali? Mm? Dwa chuje na raz to prawie jak mój — prychnął Harley, w środku jednak czując nieprzyjemne, przykre ściśnięcie. Starał się je jednak ignorować i wciąż poszerzał Deana.
— Tym razem tylko Jaz — Dean odparł zgodnie z prawdą, otwierając jedno oko i zerkając na Harleya. — Aż taką wyćwiczoną dziwką nie jestem, aby ujeż… ujeżdżać dwa chuje na raz… — Zaśmiał się, po czym przygryzł dolną wargę. — A nie… — Wzruszył ramionami, na ile mógł. — Może jednak jestem. Zdarzyło się już — wydyszał między jęknięciami, nadal z bezczelnym uśmieszkiem na ustach.
— A ktoś stały? — dopytał się manager, wolną dłonią zsuwając sobie spodnie, by wydobyć penisa.
— Co stały? — Dean nieznacznie spoważniał, ściągnął brwi, odwracając głowę i wzrok na mężczyznę.
— Czy miałeś kogoś na stałe…? — Harley wreszcie uporał się z rozporkiem i przesunął czubkiem swojego wielkiego członka po pośladku piromana.
— Nnn… Nie. Nic stałego-stałego… Nie mówiłem ci już? — odparł pytaniem, znowu się oblizując. — Już jest cały twardy?
— I gotowy — potwierdził Harley, na chwilę wyciągając palce z jego dziureczki, by móc sięgnąć po kondom. — A ty?
— Mmm… Chyba ujdzie. Chociaż z taką pałą… Mmm… tylko w praniu się okaże — odparł Dean, ruszając biodrami na boki. — Lubisz to?
— Co? Jak machasz tym tyłkiem? — prychnął Harley i trzasnął go w pośladek bez ostrzeżenia, kiedy już nałożył gumkę i był gotowy, by go przerżnąć.
Dean nie odpowiedział, bo wierzgnął, prawie wskakując na blat.
— O kurwa…! Sszzzz…! — zasyczał, otwierając usta szeroko. Zabolało, a skóra po sekundzie zaczęła go piec. — Łapa, kurwa, jak szufla!
Harley zagryzł wargę, patrząc z niemałą dumą, jak na pośladku Deana pojawił się wielki, czerwony ślad.
— Wracaj na miejsce i rozszerz nogi — rozkazał, łapiąc go za kark i ściągając z powrotem jak kociaka.
— Władczy się, kurwa, znalazł — odparł Dean trochę butnie, ale zrobił, jak Harley mu kazał. Po chwili zastanowienia nawet zarzucił jedną nogę w górę, kładąc łydkę i kolano na brzegu blatu. Otworzył się tym samym znacząco na mężczyznę. Nie tylko po to, aby go podjudzić, ale też z czysto praktycznego powodu. Im bardziej był otwarty, tym mniej niekomfortowo było.
Usłyszał za sobą niski pomruk aprobaty, a niedługo potem wyczuł szeroką, gorącą główkę Harleya, która pocierała o jego wejście. Manager jeszcze tylko czujnie zlustrował wzrokiem swojego aktualnego partnera i zaczął się w niego wsuwać, przytrzymując go za biodra.
Jak zawsze na wstępie lekko zapiekło, a może poszczypało. Ciężko było Deanowi skupić się na konkretnym określaniu uczucia, które ogarnęło jego dziurkę. Zaczął bardzo szybko oddychać, pojękując niekontrolowanie.
Po chwili był już mocno pieprzony przez tego wielkiego penisa, który wciskał go w blat. Do tego te łapska zaciskające się na jego biodrach… Zdecydowanie seks z tym facetem nie należał do delikatnych i subtelnych, jakkolwiek Harley by się nie starał. Był zwyczajne za duży i za silny, by pieszczoty były łagodne. Dean jedyne co mógł wkładać w ten seks to jęki i przekleństwa wyrywające mu się z gardła przy mocniejszych pchnięciach. Tarł policzkiem po zimnym blacie, mając przymrużone oczy i szeroko roztwarte usta.
W pewnym momencie znowu został zaskoczony, gdy Harley wyciągnął z niego penisa i odwrócił go do siebie. Złapał go mocno, zarzucając sobie jego nogi w pasie i przytrzasnął go do najbliższej ściany. Popatrzył mu gorąco i płomiennie w oczy i przytrzymując przy ścianie, spróbował się na niego nakierować.
Dean aż spojrzał na niego panicznie, obejmując go ramionami za szyję.
— Ja pierdolę! — prawie pisnął. — Chcesz mnie nabić… na ten pal?! — wydyszał, patrząc rozgorączkowanym wzrokiem w ciemne oczy Harleya. Nie odpychał go, ale jeśli go podtrzyma i opuści, to… Nie chciał sprawdzać, czy da radę.
— Chcę — potwierdził manager, nakierowując jego tyłek na swojego penisa. Udało mu się to w końcu i zaczął coraz niżej go opuszczać.
Dean wczepił palce w jego ramiona i spojrzał mu oczy twardo.
— Nie spierdol tego! — syknął i nim ten odpowiedział, złapał go w ostrym, najeżonym jego zębami pocałunku.
Harley chętnie odpowiedział na tę pieszczotę i coraz niżej go opuszczał, dodatkowo lekko kręcąc biodrami, jakby chciał zrobić sobie miejsce w jego wnętrzu. Czuł, jak ten go ściska, gdy wchodził coraz głębiej, niczym jakieś zwierzę szukające w zbitej ziemi schronienia. Chciał, żeby Dean był jego pełen. Cały. Żeby czuł jego, a nie penisa Jaspera, którego miał wczoraj.
Dean w tej chwili nawet nie myślał o Jazie ani o Marvinie, ani o żadnym innym facecie. Harley przyciskał go do ściany, napełniał swoim olbrzymim członkiem i trzymał w silnych ramionach. Ciężko więc byłoby mu skupić się na czymkolwiek innym, pomijając oczywiście oddychanie i całowanie. Bo to i to mógł robić, w ogóle o tym nie myśląc.
Czuł, jak penis wchodzi w niego coraz głębiej i głębiej, aż w końcu znalazł się w nim cały, a Harleyowi nawet ręce nie drżały od trzymania go. Był naprawdę silnym facetem i strach byłoby siłować się z nim chociażby na rękę.
— Udało się, widzisz. Dobrze pasujesz — zamruczał cicho i nisko w usta Deana.
— I czuję… się… jak drugi kondom na tej pale — odparł blondyn, dysząc ciężko i ściskając Harleya udami w talii. Już mogli się zacząć ruszać, bo zwariuje.
Harley uśmiechnął się bokiem ust i przycisnąwszy go mocniej do ściany, zaczął poruszać biodrami. Wciskał w niego swojego penisa, pieprząc w tej bardzo dogodnej sobie pozycji. Było głęboko i intensywnie, więc szukał na twarzy Deana potwierdzenia, że i jemu jest dobrze. Że jego wielka, gorąca, pulsująca pała daje mu dużo rozkoszy. I jak na początku Dean ściągał za każdym pchnięciem nos i obnażał zęby, tak w końcu zaczął otwierać usta i krzyczeć, dyszeć i jęczeć na zmianę. Jego palce i uda drżały, a sam czuł się rozgrzany, jakby nasypali mu do żołądka rozgrzanych węgli.
— Ja… pier…! O kuu…! — wyrywało się z jego ust co chwilę. Wargi od tego zaczęły mu pierzchnąć, a po skroniach spływały mu kropelki potu.
Harley dosłownie pochłaniał go wzrokiem. Podobały mu się takie reakcje, więc wzmocnił pchnięcia, dając mu dobry, ostry i mocny seks. Miał zamiar po tym dać mu dużo czasu na odpoczynek w łóżku czy choćby na futrze pod kominkiem. Sam był już coraz bliżej orgazmu.
— Kuu…! Aaaaa! — Dean w pewnym momencie przycisnął się do niego mocniej, zaciskając palce wokół barków mężczyzny i chyba zupełnie odruchowo gryząc go w ramię. Dość mocno, jak na to co zaprezentował do tej pory i jak starał się uważać. Spiął się też w ramionach Harleya i po kilku spazmatycznych ruchach, między ścianą a mężczyzną, spuścił się na jego brzuch i pewnie też na swoje spodnie.
Harley zawarczał, sapiąc głośno. Te zęby były podniecające, ten tyłek był podniecający a cały Dean rozpalał go do czerwoności swoim wyglądem i charakterem.
Sam potrzebował niewiele, by po chwili strzelić w gumkę w trakcie ostatnich pchnięć. Udało mu się po tym utrzymać Deana w ramionach i wciąż oddychając głęboko, mozolnie ruszył z nim na rękach w kierunku części sypialnej.
Dean oddychał równo i głęboko, wisząc na mężczyźnie. Był wypompowany i rozruchany. Cały czas nie mógł uwierzyć, że Harley dostał od Boga tyle siły, tak wielki sprzęt i jeszcze mózg. Takie kombinacje były zwykle sztuczne.
Po chwili poczuł miękki materac, gdy został delikatnie położony na łóżku. Dopiero wtedy penis się z niego wysunął, a po krótkiej chwili Harley podsunął się bliżej, by zdjąć mu do końca ubranie.
— Boli? — zapytał przy tym z wewnętrzną troską, choć wciąż swoim, wydawałoby się suchym, głosem.
Dean uchylił jedną powiekę i prychnął po nosem.
— Kondom.
— Mam rozumieć, że tak czy nie? — Harley uśmiechnął się lekko, zsuwając mu do końca dolną, pobrudzoną nasieniem, część garderoby i zajął się teraz bluzą z kapturem z misiowymi uszkami.
— Czuję… się… wypluty. — Dean zaśmiał się słabo i wyciągnął dłoń do twarzy Harleya, kierując spojrzenie na miejsce, które ugryzł. — Przepraszam.
Manager momentalnie przekręcił głowę i pocałował go w wierzch dłoni, przytrzymując ją z drugiej strony swoją.
— Leż. Możesz zostać na noc, jeśli chcesz.
— Nnn… Nie mam ubrań na zmianę. — Dean spróbował się wykręcić, ale nie szło mu za bardzo. Przynajmniej na razie, kiedy zwyczajnie trzymał nogi jak najszerzej, aby było mu wygodnie. — I… mocno… — przełknął ślinę — ugryzłem?
— Mhm — potwierdził Harley, ale lekki uśmiech, który zabłądził na jego usta, gdy to mówił, mógł świadczyć o tym, że nie miał nic przeciwko. Zdjął przy tym do końca ubrania Deana i sam zaczął się rozbierać. Przy tym pokazał mężczyźnie ślad, jaki ten mu zrobił zębami. — Seksownie.
Dean ściągnął brwi, patrząc na ślad z nieprzekonaniem, aby to było seksowne. Manager na widok jego miny, prychnął cicho i wszedł nago na łóżko.
— Po co robiłeś sobie takie zęby, skoro nie uważasz ich za podniecające? — zapytał, podpierając głowę na dłoni i leżąc bokiem do mężczyzny.
— Bo podoba mi się odbicie w lustrze. To też wygląd, a nie tylko seksowne ogryzanie komuś ciała — wyjaśnił, odwracając tylko wzrok w stronę Harleya, bo bardziej ruszać mu się nie chciało.
— Mm — mruknął mężczyzna ni to na potwierdzenie, ni to ot tak, by coś odpowiedzieć. Po chwili jednak uśmiechnął się lekko do siebie i dodał: — Byłbyś cholernie niebezpiecznym zombie.
Dean prychnął pod nosem.
— Za dużo filmów z synem oglądasz. Idźcie pograć w bejsbol czy coś.
Harley tylko uśmiechnął się i pochylił się do niego. Położył mu dłoń z boku twarzy i wpierw popatrzył w jego jaśniutkie oczy, nim zbliżył wargi do jego ust i pocałował je delikatnie. Dean rozchylił chętnie wargi, oddając leniwie pocałunek. Po chwili wyciągnął dłoń, aby dotknąć palcami szyi mężczyzny.
— Powiedz mi jeszcze coś o sobie — poprosił, kiedy na chwilę przerwali.
— To ty tu jesteś Panem Zagadką — odpowiedział Harley wciąż tak blisko jego ust, że Dean czuł ruch jego warg na swoich, gdy ten mówił. — Co byś chciał wiedzieć?
— Wszystko. Czym tylko chciałbyś się podzielić. Jak najbardziej lubisz spędzać czas, jakie filmy oglądać, jakie miałeś dzieciństwo i kiedy pierwszy raz pomyślałeś o męskim chuju jako o czymś bardzo seksownym. Albo zwyczajnie, jaki lubisz kolor albo krój bielizny… chociaż to… — zerknął w bok, gdzie Harley zrzucił ich ubrania — mniej więcej wiem.
Starszy i większy mężczyzna zamyślił się, przyglądając się jego twarzy. Ułożył się wygodniej i odpowiedział:
— Wyobraź sobie dość dużego jak na standardy nastolatka. Grywa w szkolnej drużynie futbolowej, ale nie jest specjalnie popularny wśród dziewczyn. Kilka na niego leci, on leci na jeszcze mniej. Wyjątkowo podoba mu się jedna dziewczyna z okolicy, nie ze szkoły. Starsza od niego o kilka lat, ale bardzo ładna. I ona najwyraźniej też jest zainteresowana — mówił spokojnie, nawet z lekkim cieniem uśmiechu. — Więc ten spory nastolatek w końcu zwalcza strach i zaprasza ją do kina samochodowego. Całują się, wsuwa jej dłoń pod sukienkę… I czuje, że albo wypchała sobie czymś majtki, albo to nie jest do końca śliczna dziewczyna z sąsiedztwa. — Zaśmiał się krótko i nie czekając na minę Deana, dodał: — Przeżywa traumę, szok, czuje się oszukany. Próbuje jednak kilka razy z facetami, dowiaduje się, że to coś, co go podnieca, ale skoro dziewczyny też lubi, to idzie w tym kierunku. Żeni się, zakłada rodzinę, ale chuje wciąż mu w głowie… Resztę znasz.
— A co z tą dziewczyną z sąsiedztwa? — Dean spytał, wpatrując się w szeroką twarz mężczyzny.
— Dziewczyna z sąsiedztwa wyprowadziła się kilka miesięcy później. — Harley wzruszył ramionami z dość zmyśloną miną, wracając myślami do tamtego czasu. — Nigdy później jej nie widziałem.
— Mam nadzieję, że i ona nie przeżyła za dużej traumy.
— Mogła się jedynie zawieść, że chłopak, który się jej podobał, wybiegł w momencie kulminacyjnym randki — stwierdził Harley, sięgając dłonią do jego klatki piersiowej i delikatnie przesuwając palcem wokół jego sutka. — A twoje pierwsze doświadczenia z chłopakami?
— Hmmm… — Dean zamyślił się, podkładając dłoń pod głowę. — Tak w sumie samo wyszło. Chudy, jasnowłosy chłopak, a już wyższy niż koledzy. — Uśmiechnął się, odnosząc się do wypowiedzi Harleya, że on był tym większym niż reszta. — To i znalazł się starszy, który go uświadomił. I oczywiście wiesz, jak każdy nastolatek, kłamałem co do swojego wieku. Ale żeby nie było, swoich odkryć nie miałem z jakimś pedofilem. Razem eksperymentowaliśmy.
— Ale nie zostaliście razem. Dlaczego? — dopytał manager, delikatnie gładząc jego tors.
— Bo potem coraz mniej się zgrywało. A i jak to dzieciaki, chcieliśmy więcej i więcej, i za każdym coś nowego. Więc byli też z czasem inni. A potem już zupełnie się rozlazło — wytłumaczył z beztroską.
Harley zamruczał ze zrozumieniem.
— Pokaż mi takich, którzy ze sobą zaczęli i na sobie skończą. A dzieciaki wciąż wierzą, że ich licealne miłości są tymi prawdziwymi — rzucił z lekkim rozbawieniem, wspominając przy tym aktualny „związek” swojego syna z jakąś dziewczyną. — A potem się kończy w łóżku szefa, czując się jak kondom, co? — dodał z półuśmiechem, zerkając na twarz Deana.
Ten zaśmiał się słabo, znowu przymykając oczy. Był wykończony, chociaż to nie on odwalał większość roboty.
— Mmm… No. Kolejny niemoralny eksces na liście do odhaczenia.
Harley przytaknął i po chwili kontemplacji ciała piromana uniósł się i bez słowa, nago, wyszedł z części sypialnej. Wrócił z butelką likieru o smaku toffi. Rzucił Deanowi długie spojrzenie i usiadłszy obok niego na łóżku, odkręcił butelkę. Napił się i podał mu ją zachęcająco.
— Ciekawe, jak wielu szefów wie o swoich pracownikach tyle, ile ja się dowiedziałem o tobie.
— Nie mam pojęcia. Ale myślę, że mniej wie o swoich pracownikach i jednocześnie ich pieprzy, niż samo wie o swoich pracownikach tyle — odparł Dean i w końcu przekręcił się na brzuch, dopiero pijąc zaoferowany mu alkohol. Nie chciał siadać.
— Nie wydaje ci się to przeszkadzać — zauważył Harley, siedząc obok niego, oparty o wyżej podłożone poduszki. — Ciekawe, czy szybko się nudzisz.
— Zależy czym — odparł jasnowłosy mężczyzna, rzucając Harleyowi dwuznaczny uśmieszek.
— Hm… Racja. Jak zaczniesz nudzić się mną, a moim chujem jeszcze nie, to spotykamy się tylko na pieprzenie, bez późniejszej gadki-szmatki? — odpowiedział Harley z lekkim półuśmiechem.
— Jeśli będziesz miał ochotę? Nie pogardzę — odparł Dean i jeszcze się napił. — Na razie jednak dobrze mi się gada. Ku twemu nieszczęściu. — Zaśmiał się chytrze, podchodząc do tematu, jak zawsze, bardzo beztrosko. W sumie, jak zawsze do swoich spotkań na seks.
— „Na razie” — powtórzył Harley i poklepał go po tyłeczku, nim zabrał od niego butelkę, by również się napić. — To jak, zostajesz na noc?
Dean potarł twarz.
— Nnn… Aż tak późno już jest? I… nie będę ci przeszkadzał?
Harley udał konsternację i rozejrzał się wymownie.
— Kurwa. Faktycznie mam tu ciasno.
Dean prychnął pod nosem.
— Mądry, kurna, się znalazł. Powinienem zagrozić, że na przykład chrapię?
— Zależy, jak bardzo chcesz mnie do siebie zniechęcić — odpowiedział manager, upijając jeszcze trochę likieru, po czym oddał mu butelkę i spojrzał mu w oczy. — Ja na razie idzie ci wręcz przeciwnie.
— Lubisz, jak ludzie chrapią? — Dean zażartował i też się napił alkoholu. Czuł się dzięki niemu coraz bardziej błogo.
— Niespecjalnie. Ale lubię z tobą gadać. Masz dziwny image, ale zdarza ci się zachowywać odpowiednio do swojego wieku — rzucił Harley z lekkim przytykiem.
Dean uniósł brwi do góry.
— Zdarza? — żachnął się.
— Mhm. Czekaj, jaką dzisiaj bluzę miałeś? Coś z misiowymi uszkami tam widziałem.
Dean wydął usta i prychnął, niby urażony.
— Jest bardzo ładna.
Harley zaśmiał się krótko i w końcu zsunął się w dół, by znowu się położyć.
— Można tak powiedzieć — zgodził się łaskawie i zabrał mu butelkę. Likier był dobry. Seks, który mieli, też. Tak mu się podobało. Wyglądało na to, że poniedziałki wcale nie muszą być takie złe…
Dean znowu prychnął i po chwili zawahania przysunął się bliżej mężczyzny.
— I lepiej nie mądruj nad moją bluzą, tylko daj tu te swoje wielkie łapsko i zdradź swój ulubiony film — polecił, wskazując mu swoją talię gestem.
Na reakcję nie czekał długo. Poczuł gorąco ciała mężczyzny, jego silną dłoń na swoim ciele i nawet usta, które lekko cmoknęły go w skroń. Było… błogo.

22 thoughts on “No Exit – 31 – Drugi kondom

  1. Katka pisze:

    Basia, mkniesz z NE! :D Harley chyba bardzo by chciał usidlić Deana XD No ale zobaczymy, zobaczymy, co tam z naszą niepokorną żmijką…

  2. Basia pisze:

    Witam,
    och reakcja Harleya, że ktoś dobierał się do jego „dupci” cudowna, mam nadzieję, że Harleyowi uda się usidlić Deana…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko

  3. Katka pisze:

    Aquina, o Boże, a jeszcze nie odebrałaś swojej nagrody? XD Bo totalnie zapomniałam XD Ale tak, myślę, że mogą :)

  4. Aquina pisze:

    Przypomniałam sobie ostatnio o zeszłorocznym konkursie, no więc.. Mam pytanie, czy postacie z tego opowiadania też mogą być wzięte pod uwagę przy wyborze? :D

  5. Katka pisze:

    Bebok, dosłownie Misiaki, bo Harley to taki misiek jest :D Ale na pewno będzie trudno usidlić tę puszczalską dupcię (Jaz na pewno już współczuje pracy Harleyowi XD). Ale może się uda? W końcu Harley ma do tego ekhem narzędzia, a raczej odpowiedni sprzęt XD

  6. Bebok pisze:

    Och, och, och!!! Jak ja ich uwielbiam ;D Misiaki słodziaki <3
    Harley jest po prostu kochany, jakiś taki ciepły mi się wydaje. A Dean, puszczalska dupcia, mam nadzieję, że w końcu da się usidlić! Bardzo lubię ich razem <3
    Deanowa dziurka nie ma lekko xd Ale dobrze, dobrze. Może odechce mu się trójkątów xD

  7. Katka pisze:

    SilencedUnknown, coś tam na pewno się kiełkuje powoli w serduszku pana jestem-wielki-i-straszny, ale pytanie, jaki to będzie miało przebieg. No ale jak tu do takiej żmijki czegoś nie czuć? Toż to słodycz sama w sobie :) Ale masz rację, postacie drugoplanowe dostały swój bardzo pierwszoplanowy wątek, co, uwierz, jest zaskoczeniem również dla nas XD Bo wyszło to dość mocno nieplanowanie XD Ale jak Wy nie narzekacie, to i my nie mamy co żałować. Ale mega słodko z tymi tekstami! Fajnie, że od nas jeden się pojawi, haha, wybrałaś całkiem spoko XD W ogóle fajny pomysł! :)

    Saki, wszyscy jesteście jednogłośni co do tego, aby Harley wybił seksem Deanowi z głowy trójkąciki XD Naprawdę jakoś mam wrażenie, że jeszcze kilka lat temu trójkąty były bardziej popularne i chciane, a teraz jak się pojawiają, to jednak jest ogólny lincz XD W sumie dobrze, dojrzewamy XD A to nocowanie Deana u Harleya na pewno by też zrobiło dobrze dla Marvina i Jaza, bo oni powinni częściej spędzać czas tylko we dwójkę. Marvin kocha Jaza, ale mógłby może dzięki temu bardziej doceniać ich prywatność i chwile sam na sam. Hehe, trochę bawi mnie, że ten wątek w rankingach prawdopodobnie prześcignął teoretycznie główny XD

  8. saki2709 pisze:

    Harley powinien tak częściej robić Deanowi. Może wtedy nie będzie miał czasu ani siły myśleć o trójkątach i innych facetach. Ba być tylko Harley i basta XD Uwielbiam ich razem i nie zniosę, jak się coś między nimi popsuje. Harley zazdrosny o Jaza… w sumie dobrze, że tego nie okazał, bo mógł spłoszyć Deana, który albo nie chce się wiązać, albo obawia się zobowiązań. Mimo wszystko odniosłam wrażenie, że ten klaps był za karę. Że Dean się ośmielił wystawić tyłek komuś innemu niż niemu XD
    Jak dla mnie, trochę mu się należało. Może z czasem wybije mu z głowy innych facetów. W ogóle fajnie, że Dean został na noc. Mogłoby się to stać jego rutyną, aż w końcu uznaliby, że nie ma sensu, żeby Dean wracał do chłopaków i żeby się po prostu wprowadził do niego. Takie moje marzenie… Wiem jednak, że daleka droga przed nimi. Może Harley bardziej zdaje sobie sprawę ze swoich uczuć i się zaczyna do Deana przywiązywać, ale mój kochany piroman chyba ma problemy z określeniem swoich własnych uczuć i może odrzuca możliwość, że mógłby się w Harleyu zakochać. Że w ogóle jest zdolny kogoś pokochać… Ok, bo mnie wyobraźnia ponosi. Na tym chyba skończę. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału i mam nadzieję, że chociaż kawałek będzie o Deanie i Harleyu. Jakoś ich lubię bardziej niż główną parę, chociaż o Jazie i Marvinie też lubię czytać.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny i czasu

  9. SilencedUnknown pisze:

    Och, wy to wiecie jak mnie zadowolić :P Harley i Dean… mraśnie ^^
    I czyżby pan „Jestem wielki, straszny i mam potężnego chujka” zaczynał coś czuć dla Żmijki? Hohoho ^^ Świetnie :D
    I choć trochę mi dziwnie, że jak dla mnie to postacie które z początku miały być drugoplanowe, stały się tymi ważniejszymi, to z drugiej strony.. no błagam, przecież ich uwielbiam, to co sobie żałować ;P
    A taka malutka dygresja, zbieram cytaty które zamierzam nakleić lub zapisać sobie na ścianie w pokoju i wiedzcie, że dzisiejszy „cytat tygodnia” na pewno się na niej znajdzie: „Prawdziwy facet pewny swojej męskości, nie boi się nawet oblizywać łyżeczki” ;D
    Pozdrawiam i oby więcej takich genialnych rozdziałów ;)

  10. damiannluntekurbus17 pisze:

    Fajny rozdzial, super wszystko, i tak nie lubie Deana i Harleya – ale mam wazniejsze pytanie, ktore kiedys padlo – podacie mi moze jeszcze raz Wasz gmail? Wiem, ze gdzies tu jest, ale jestem chyba za glupi i nie moge znalezc ;( Bardzo ladniutko prosze *.*
    A i jeszcze jedno – powiecie mi jak wyglada Jay? Maly, rudy kocur o zwyklych zoltych slepkach? ;>

  11. Katka pisze:

    Mati, haha, przeleciane, mówisz? XD Ale, ale, fajnie, że poczytałeś :D No i chyba faktycznie jest trochę inne, takie klimaty bardziej… też sama nie wiem, jak to nazwać. Trochę tu rozwiązłości, są też totalnie inne zasady wiązania się bohaterów niż w typowych naszych obyczajówkach. Cholera wie, w czym tkwi sekret, ale ważne, że się podoba :D

    Alexa Rebel, nigdy nie zrozumiem, jak można czytać cokolwiek od środka XD No ale co kto lubi, może kiedyś nadrobisz ;) Tym bardziej, skoro te rozdziały ostatnie Ci się podobają :) Dean ma kolejnego zwolennika, normalnie mam wrażenie, że on jest jak jakiś bożek znajdujący wyznawców z łatwością hipnotyzera XD Może to te jego błękitne oczęta. A zabawne teksty… hehe, nawet jak nie były w założeniu zabawne, to fajnie, że wzbudzają zaciesz XD

  12. Alexa Rebel pisze:

    Jeszcze nie zabrałam się za czytanie tego opo od początku, mam przeczytane tylko kilka ostatnich rozdziałów i………. strasznie mi się to wszystko podoba :D
    Ubóstwiam Deana *-*
    No wspaniały facet, taki ahhhhh ♡ i wizualnie i wogóle :P
    Po tych kilku (może 7) rozdziałach najbardziej utkwiło mi w głowie: „Marvin-dziwka” i „Dean-piroman” :P Bawi mnie to :D
    Ten rozdział podobał mi się jak narazie najbardziej. Ta parka bardzo mi się podoba :) trójkąty to też nie moja bajka więc niech Harley wybije je Deanowi z łepetynki :P
    „Był wypompowany i ROZRUCHANY.” – haha :D nie mogę z tego.. niby nic takiego a jak bawi :D

  13. Mati pisze:

    Noom, wszystkie rozdział przeleciane. Jestem z siebie dumny :-D
    Opowiadanie strasznie fajne. Troszkę takie…inne. Nie wiem czemu akurat takie, ale innego słowa nie mogę znaleźć :-D
    No a rozdział fajny…jak każdy :-)

  14. Katka pisze:

    Kaczuch_A, haha, w południowych rejonach XD Jakoś mnie to rozbawiło. Ale nie wiem czy można to sobie jeszcze wyolbrzymiać, bo on naprawdę jest tam bardzo duży. Więc dobrze, możesz go takiego widzieć i tak, biedna dupcia Deana… no cóż XD Są wady i zalety takich atrybutów. Nom, są mega różni, ale chyba dlatego własnie do siebie pasują. Chociaż z tym różnieniem się od siebie jest zawsze ryzyko spięć, mam wrażenie, że jest ich zawsze więcej niż u par, w których obaj partnerzy są do siebie podobni. Ale na razie dobrze im idzie ;) Dzięki za tak pochwalnego komenta w stosunku do chłopaków :D

    Linerivaillen, hehe, a niby to u Marvina i Jaza było więcej akcji. Ale to dobrze, że nawet te bardziej obyczajowe się też podobają :)

    O., haha, jaki tekst „wyrucham z ciebie trójkąciki” XD Może mu się udało. W końcu po takim wielkim ładunku to raczej nieprędko Deanowi będzie do rozkładania nóg. A ta zazdrość, która się pojawiła… taaa, ona może wiele zwiastować. W końcu do końca (genialna logika) nie wiadomo, jak to Harley się zapatruje na takie akcje i co by o tym myślał, jakby byli ze sobą bardziej na poważnie. A rozmawianie o pracy – taaa, czasami się nie da o niej nie rozmawiać, ale to chyba nie kwestia pracoholizmu, ale po prostu tego, że z reguły w pracy spędza się bardzo dużo czasu, jak się jest na pełnym etacie np., więc czasem nie ma innych tematów. A co z Samem? Na razie nie było konfrontacji, nie wiadomo, czy będzie, ale wszystko jest możliwe. Jeszcze Sama nie znacie, więc nie wiadomo, czego się spodziewać. A co do pierwszych kontaktów z trans – nie zaprzeczam, że mogły one mieć na Harleya jakiś większy wpływ. Na szczęście nie ma jakichś wielkich skaz w psychice, więc wielką traumą to chyba nie było ;)

    Liv, mhm, też mi się wydaje, że jakby na tym etapie był otwarcie zazdrosny czy zaborczy, to różnie by się to mogło skończyć. Dean wciąż nie rozumie swoich uczuć, a jakby jeszcze zobaczył takie wielkie zaangażowanie z drugiej strony, mógłby się spłoszyć. Och, och, no i jak Dean będzie się częściej z szefem pieprzyć, to na pewno nie będzie miał sił na trójkąciki, ale no… muszą to po prostu częściej robić XD Ale miło, ze w NM Ci się podobały :D Tam to było na zupełnie innych zasadach, może dlatego. Co do następnego rozdziału, to chyba tak, chyba będzie z Marvinem i Jazem, ale nie wiem, czy cały (wybacz, jakoś nie mam jak teraz zajrzeć). I dzięki za dłuższego komenta! :)

  15. Liv pisze:

    „Był jak takie duże, proludzkie psy.” <3
    Dobra, jednak kibicuję Deanowi i Harleowi, inaczej się nie da. Oczywiście wynik jest przesądzony, pytanie tylko jak i kieeedy wreszcie…
    A Harley zachowuje się bardzo w porządku, fajnie że nie jest jawnie zazdrosny, bo to chyba tylko zniechęciłoby Deana. Ale Żmijka, choć słodziutka, niech się ogarnie ^^
    – Boli?
    – Kondom. *-*
    Oby jak najszybciej ich seksy zamieniły się w związek na wyłączność, bo nie chcę, żeby Deaneczek znowu poleciał w trójkąt. Wtedy było całkiem miło i gorąco, ale ogólnie trójkąty to zło. Tylko NM je uwielbiam, sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że uwielbiam też wszystkie postacie i trójkąt to taki mix-bonus xd
    Strasznie lubię rozdziały z Harleanem, to chyba nie niespodzianka. I nie tylko ja! :)
    W ogóle rozbawiło mnie to, że Harley po ciasnocie szparki Deana wyczuł, że ktoś go jebał.. <3 To jaka luźniutka musi być dupa pasywa po sprzęcie Harleya :3
    I jak strasznie chcę kontynuacji Harleana, tak jestem ciekawa co tam u reszty. Bo tytuł następnego rozdziału wydaje się odnosić trochę do dziwkarstwa Marvina. xd
    Tego też należałoby strzelić, bo się rozpuszcza przy Jasperze. Dobrze że Harley jest mądry, zdecydowany i odpowiedzialny, to sobie ze Żmijką poradzi. No :)
    Papa, bo coś długo wyszło xd

  16. O. pisze:

    !! No mam nadzieję, że tym seksem Harley wyruchał z Deana trójkąciki, choć może by wystarczyło przykrócić przyjaźń z Marvinem, bo on nie ma dobrego wpływu na ludzi. Chyba że naginanie się na potrzeby jego libido, jest czymś dobrym i normalnym. Świetnie też że Harley poczuł kiełkującą zazdrość! Może dzięki niej już niedługo sporadyczne wspólne spanie po seksie zamieni się w słodką monotonnie xD no i lody! Chcę lody! Mogą być z likierem albo i bez! Ale chcę! I tak jak Marvin mam to dostać!
    Miło też że Harley stara się nie rozmawiać o pracy, ale ciężkie to jest, nie powiem.. Dziś współpracowniczce zadaje pytanie „co tam, jak tam?” a ona opowiada co w pracy. Jednak starania zawsze powinny być doceniane, więc oby tak dalej Harley :)
    Rozmowa po seksie taka luźna i o dziwo składna, że też Dean dał radę mówić i chcieć mówić a nie tylko tulac do snu xD ale tulenie jest mrrr *.* Więc błogo, że mieli się błogo xD
    Harley akceptuje Deana, jego wygląd i styl ubierania się a Sam? Co jak z krzykiem ucieknie i pod samochód wpadnie? Albo pod jakiekolwiek inne coś mogące zrobić krzywdę ?
    Harley idealnie się nadawał na futbolistę, co go tchnęło, by nie iść dalej w to?
    Co do licealnych związków PD ma wyjątek/ki od tej „reguły” przemijania xD
    „chuje wciąż mu w głowie” jakie to znane xD jak i możliwe do zrozumienia dwójnasób xD
    Pierwsze kontakty z trans? To może one spaczyły jego inicjację seksualna, a tak jakby była to laska z krwi i kości to byłoby brak „chujów” w głowie xD?
    Dobra idę spać <3 skoro nie ma wkurwionego Jaza </3
    Buziaczki i.uściski Shiv <333333333

  17. kaczuch_A pisze:

    Boże, buddo, avengersi, papo smerfie co tam jeszcze oni są dla siebie stworzeni. Harley jest strasznie mądrym facetem, taki do kochania po prostu. Co właśnie się troszczy i szanuje i w ogóle. Co prawda w południowych rejonach jest ciut za duży, albo ja go jeszcze bardziej wyolbrzymiam, no ale cóż. Boję się o tyłek Dean’a…Co do żmijki to jest taki uroczy i mam ochotę go przytulić, że unika zobowiązań, że boi się wyrażać uczucia, boi się wejść w cokolwiek. I nie do końca wiem jaka jest tego przyczyna, ale powinien nabrać trochę pewności w tym, że jest zajebisty i można go lubić, a nawet kochać. Matko i to przytulenie, ta ręka w talii, te pocałunki, rozpływam się. Strasznie ich lubię, są tak różni od siebie, ale tak do siebie pasują. Takie dwa degeneraty xD
    Stokroć wolę czytać o nich niż o Marvinie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s