Newton’s Balls – 2 – Jak niechciany pies

Biurowiec, w którym pracował Courtney Corn, był wielki, pełen profesjonalnie urządzonych gabinetów, wyposażony w restaurację na parterze oraz usytuowany blisko sądu. Niestety równocześnie znajdował się daleko od mieszkania Courtneya, więc zawsze, kiedy pracował nie w terenie, a w swoim biurze, czekała go długa droga przez Milwaukee.
Podczas jazdy zdążył wypić mocną kawę, na którą nie miał czasu w domu, a teraz już parkował, czując się całkiem rześko, na parkingu pod budynkiem. Wysiadł i ruszył do środka, mijając po drodze wielu ludzi, których znał z widzenia. Przywitał się tylko z kilkoma, z którymi czasem zamieniał parę słów lub z racji swojej pracy, miał z nimi więcej do czynienia.
W windzie również nie jechał sam. Dwóch adwokatów, jedna księgowa i on. Wystarczyło spojrzeć w lustro na ściankach windy, by upewnić się w przekonaniu, że ludzie tu pracujący zarabiają dużo. Mężczyźni w garniturach, kobieta w garsonce. Sam Courtney też świecił przykładem, chociaż gdyby to od niego zależało, ubrałby zdecydowanie lżejszy krój. Ale wiedział, że profesja wymaga od niego okazywania szacunku i bycia wzorem, więc podporządkowywał się pod ten szablon, uginał się pod normy. Już dawno udało mu się złamać w sobie chęć buntu.
Zanim wysiadł, dyskretnie obejrzał w lustrze, czy równo ogolił swój krótki, ciemny zarost, który ograniczał się do owalnego kształtu na jego podbródku. Potem przeprosił współpasażerów w drodze na dziewiąte piętro i opuścił windę. Od razu rozjaśnił się w odpowiedzi na szeroki uśmiech mężczyzny nadchodzącego z naprzeciwka. Wyciągnął rękę i uścisnął mu dłoń, stając na moment na środku długiego korytarza.
— Ktoś tu mieszał Prozac z kawą? — rzucił na powitanie, a jego rozmówca, prawnik, z którym często miał styczność, odpowiedział jeszcze szerszym uśmiechem.
— Nie, Courtney, to się nazywa pogoda ducha i optymizm, ale tego nie sprzedają w pigułkach.
— Cholera, szkoda — stwierdził Courtney i poklepał mężczyznę po ramieniu. — Idę do biura, mam spotkanie niedługo. Umówimy się na lunch.
— Wspaniale! Czekam na telefon.
— Jasne. Do zobaczenia — odpowiedział i ruszył dalej, aby po dosłownie dwóch minutach znaleźć się swoim niedużym gabineciku, który nie umywał się do biur prawników w tym budynku.
Jego własne było pełne regałów z nieuporządkowanymi dokumentami, w których często grzebał wiele godzin, aby dorwać to, czego potrzebował. A było ich tak dużo, że zajmowały naprawdę sporo miejsca. Reszta przeznaczona była na krótkie biurko z laptopem oraz dwa fotele — jeden przed stołem, a drugi po przeciwnej stronie. Nawet nie było gdzie postawić kwiatka, ale na to akurat Courtney nie narzekał. Bardziej go martwiło, że nie może powiesić tu jakiegoś plakatu, ale cóż… to było tylko biuro, a nie mieszkanie.
Odwiesił marynarkę na wieszak, bo w pomieszczeniu było nieznośnie duszno. Uznał więc, że grafitowa koszula, takie same spodnie i wąski krawat w zupełności mu wystarczą. Podkręcił klimatyzację i dopiero usiadł do swojego laptopa, żeby przyjrzeć się sylwetce osoby, która dzisiaj miała do niego przyjść. Miał nadzieję, że rzeczywiście się pofatyguje, a on nie będzie musiał, jak nierzadko się zdarzało, szukać swojego nowego podopiecznego w jego domu. Nie lubił problemów, mimo że jego praca polegała na zmaganiu się z nimi. Ale… czuł do tego powołanie. Co jak co, ale wiedział, jak to jest być wyrzutkiem i robić głupie rzeczy, których się potem żałuje. Lubił też widzieć postępy w swojej pracy, nawet jeśli zdarzały się rzadko. Rzadko, z uwagi na to, że często miał do czynienia z bardzo mocno zdegenerowanymi osobnikami. Ale czy fakt, że pomoże się jednemu na sto, nie jest wystarczającą motywacją, by pomagać dalej?
Pokręcił głową do siebie, rzucając w myślach z westchnieniem „i tak są z was niewdzięczne dranie”. A potem skupił się na przeglądaniu danych Chase’a Lasha. Nastolatek przyłapany na wyłudzaniu pieniędzy, nic nowego, ale też na ataku — czynna napaść. Oraz uszkodzenie mienia. Za pomocą głowy swojego przeciwnika w bójce. Zapowiadało się ciekawie. Podejrzewał, że to jeden z tych wyszczekanych chłopaków, którzy myślą, że są lepsi od innych i mogą sobie pozwolić na takie zagrywki. Ale wiedział też, że każdy człowiek jest inny i nawet jeśli ten będzie nosił taką maskę, ma swoją osobowość, do której on, jako kurator, będzie musiał dotrzeć i wyciągnąć z niego to, co najlepsze.
Przeczytawszy wszystkie dane, poszedł zrobić sobie kolejną kawę i z nią czekał na swojego gościa, który miał się zjawić u niego o dziesiątej.
Nie zdziwił się też specjalnie, kiedy piętnaście minut po umówionej godzinie powoli kończył kawę w samotności. Nie miał jednak w danych numeru telefonu do chłopaka, a nawet jakby miał, nie dzwoniłby do niego. W końcu nie w jego gestii było, czy ten się zjawi. Nie on na tym tracił.
Sprawdził w swoim kalendarzu na komputerze, co ma do zrobienia dzisiaj, żeby móc jakoś zaplanować dzień. Bynajmniej nie zamierzał przeżyć go całego w biurze. Spędził na tym kolejne kilka minut, aż w końcu, kiedy było bliżej dziesiątej trzydzieści niż dziesiątej, usłyszał pukanie do drzwi. Głośne, ale jakby od niechcenia.
— Proszę! — zawołał zza biurka, zrzucając na pasek wszystko, co miał włączone.
Klamka się przekręciła, a do środka wszedł z podejrzliwą miną wysoki chłopak ubrany bynajmniej nie, tak jak większość osób w biurowcu. Luźne spodnie, bluza z kieszeniami i kapturem oraz sportowe buty.
— Bry… — przywitał się markotnie i wyciągnął niemożliwie pogniecioną i złożoną kartkę z kieszeni. — Ja chyba do… pana — w jego głosie od razu było słychać zawahanie, kiedy zmuszał się do bycia uprzejmym. — Courtney Corn, nie?
Kurator, który nie należał do tych starych, z dwudziestopięcioletnim stażem, mających za sobą pracę w więzieniach i innych placówkach resocjalizacyjnych, przytaknął głową. Był starszy od Chase’a o zaledwie dziesięć lat, bo jeszcze nie miał trzydziestki.
Wskazał mu fotel.
— Tak, dzień dobry. Siadaj. Mogę zaproponować kawę albo wodę — rzucił na wstępie.
Chase spojrzał na kartkę, którą wyjął, zauważył, że nie jest ona mu w tej chwili potrzebna i znowu z kwaśną miną wcisnął ją do kieszeni bluzy. Usiadł na wskazanym miejscu z mocno rozsuniętymi nogami, bardzo nisko, luzacko.
— Nie, nie trzeba. A i sorry za tę obsuwę. W chuj tu korytarzy, a babka na dole była jakaś ograniczona — dodał swój komentarz, kręcąc głową. Widać było na pierwszy rzut oka, że nie chce tu być.
Temu się Courtney nie dziwił. Kary nigdy nie przyjmowało się z uśmiechem na ustach.
— Okej. Nie będziemy się tu często spotykać zresztą. Chyba że będziesz chciał. Jak widzisz, żaden luksus — stwierdził, bo rzeczywiście meble nie były pierwszej nowości, a bajzel z teczkami pełnymi dokumentów przywodził na myśl magazyny starych, dawno niesprzątanych bibliotek. — Najpierw ci wszystko wyjaśnię, a potem będziesz mógł ewentualnie o coś zapytać, pasuje?
Chase wzruszył ramionami zlewczo.
— Spoko, może być. Jak już pewnie, cholera, trzeba. — Przewrócił oczami. Każdy jego gest, ton i cała postawa pokazywały brak szacunku względem miejsca i mężczyzny, z którym rozmawiał.
— Trzeba, dobrze wiesz. Z sądem nie ma co walczyć — odparł Courtney i zamknął klapę laptopa, żeby lepiej widzieć rozmówcę. Już ocenił, że chłopak jest wyższy od niego, ale nie mocniej zbudowany. Z twarzy jednak wciąż wyglądał na nastolatka i cień zarostu bynajmniej nie zarysował mu się na twarzy. Nie to co u Courtneya, który teraz obserwował go swoimi szarymi oczami. — To zaczniemy od obowiązków, jakie nałożył na ciebie sąd. Po pierwsze, musisz przeprosić Iana i Philipa Newtonów — oznajmił, upewniając się w nazwiskach poszkodowanych dzięki dokumentom, które miał przed sobą na biurku. — Już to odwaliłeś?
Nastolatek skrzywił się i pokręcił głową.
— Nie, kurwa. Nie będę przepraszać tych zjebów. Jakby ten cały Ian się nie wpierdalał, to bym tu nie siedział. On powinien mnie przepraszać! — fuknął, aż się bardziej unosząc na fotelu. Przy tym jednak cały czas trzymał dłonie w kieszeniach bluzy.
Courtney ściągnął brwi i na moment zagryzł wnętrze policzka. Miał je bardzo wklęsłe, mimo że nie był chuderlakiem.
— Serio? To wiesz, że teraz równie dobrze mogę sobie darować dalsze tłumaczenie i podwieźć cię prosto do aresztu? Jak wolisz siedzieć zamiast przeprosić, spoko. Ja ci tylko mówię, że to jest warunek, który musisz, a nie możesz spełnić.
Chłopak naburmuszył się. Nie wyglądał na zadowolonego i bynajmniej taki nie był. Do tego po piciu zeszłej nocy nadal bolała go głowa.
— Ja pierdolę — jęknął, odwracając wzrok od mężczyzny. — Ale to nie muszę tego, kurna, robić od razu. Ten zjeb Ian będzie się puszył, jak jakiś szympans. Albo powie, że go niewystarczająco przeprosiłem.
— Ważne, żeby usłyszeli od ciebie słowo „przepraszam”. Możesz to nagrać, jeśli uważasz, że będą robić problemy. Ej, Chase — kurator zwrócił jego uwagę, by znowu na niego spojrzał. Pochylił się nad biurkiem. — To nie kosztuje tak wiele. Albo inaczej, kosztuje twoją wolność. Warto spróbować to z siebie wydusić.
Chłopak znowu spojrzał wilkiem na mężczyznę. Jakoś czym dłużej tu był, tym mniej wściekał się na niego samego, a wyłącznie na to, że w ogóle musi z nim gadać. Z nakazu sądu.
— Cholera… — jęknął i w końcu wzruszył ramionami. — Ale na tym świstku nie napisali, kiedy mam to zrobić — powtórzył, nadal nie chcąc jak jakiś zjeb, w swoim mniemaniu, lecieć i przepraszać Newtonów.
— Masz na to pół roku. Ale im prędzej to zrobisz, tym lepiej. Dobra, nie przedłużajmy. Dalej. Poza bójką i szkodami wyrządzonymi starszemu z Newtonów, byłeś oskarżony o wymuszanie pieniędzy. I niestety musisz to odpracować — przeszedł dalej Courtney, czytając dokumenty.
— Odpracować? — Chase skrzywił się i zrobił minę, jakby nie rozumiał słowa.
— Zabrałeś mu trochę tej kasy. Nie ma nic za darmo, Chase. Masz osiemdziesiąt godzin do odpracowania. Normalnie dostałbyś prace społeczne, ale rodzice Iana i Philipa złożyli prośbę, abyś odpracował to na ich posesji w postaci prac ogrodowych. Możemy to rozłożyć albo na trzy miesiące: miałbyś wtedy dwa razy w tygodniu po trzy godziny, albo na pół roku, raz w tygodniu na trzy godziny.
Chłopak zdębiał, słysząc kolejne wymagania, jakie miał spełnić.
— Osiemdziesiąt godzin? U, kurwa, Newtonów? Pojebało ich? — wypalił, na razie w ogóle nie myśląc o zaproponowanych opcjach.
— Spokojnie, to już była ostatnia najgorsza wiadomość. Pozostałe będą lżejsze.
— Lżejsze? — prychnął chłopak, opadając plecami na oparcie fotela po ostatnim wzburzeniu. — Że co? Że mam jeszcze zakumplować się z tym małym wymoczkiem? Albo może opłacić, chuj wie skąd, koszty leczenia tego pseudo wojskowego z jakimiś zaburzeniami na punkcie braciszka?
— Zacznijmy od tego, że to wszystko ma cię nauczyć, że robienie krzywdy innym ludziom jest złe i, jak widzisz, nie opłaca się. Co więc sąd miał innego wymyślić? Opłacić ci wyjazd na Bahamy? To jest kara, Chase. Zrobiłeś coś złego wobec kogoś, więc teraz musisz dla niego zrobić coś dobrego. Prosta logika — odparł Courtney ze wzruszeniem ramion i też odchylił się do tyłu, czekając, aż chłopak nie tylko przyswoi, ale też zaakceptuje te warunki. Bez tego zwyczajnie nie mogli ruszyć dalej.
Nastolatek prychnął pod nosem, kręcąc głową. Był wkurzony, nabuzowany i czuł, że nie zasłużył na to wszystko aż w takim stopniu. Philip sam się prosił, aby zabierać mu kasę, był największą ofiarą w szkolę, a Ian pierwszy się na niego rzucił. Obrońca, kurwa, uciśnionych, kurwa mać — przemknęło mu przez myśli.
— Zależy dla kogo prosta — burknął. — Nie mam, kurwa, czasu, aby robić u tej zjebanej rodzinki za ogrodnika. Stać ich, kurwa.
— To nie kwestia tego, czy ich stać, czy nie. Tylko tego, żebyś odpracował swoje. Zamiast marudzić, powiedz mi, którą wolisz opcję. Mamy 29 czerwca, zaczynasz od lipca. Więc jeśli nie lubisz odśnieżania, to proponuję wersję na trzy miesiące, skończysz we wrześniu. Jak ci to obojętne, to pół roku do grudnia. Hm?
Chase zaklął znowu pod nosem.
— Ja pierdolę, do ciebie też chuj dociera — warknął pod nosem i w końcu machnął ręką. — Może być te zasrane pół roku. Ja pierdolę. — Nie kłamał. Nie miał czasu na jakiejś prace ogrodowe. Miał robotę, a nie tak jak bracia Newton, co opieprzali się, a i tak dostawali od groma kasy od rodziców.
— Okej. — Kurator zaznaczył coś na swoich dokumentach. — I trzeci obowiązek sądu. Ja — oznajmił, unosząc wzrok na chłopaka. — Dostałeś mnie na rok. Od lipca tego roku do końca czerwca przyszłego. I jak będzie to wyglądać, to ci teraz opowiem, bo to już jest moja brocha, nie sądu.
Chłopak tylko przewrócił oczami. Był zły, niezadowolony i miał w głębokim poważaniu, co dalej będzie mówił jego kurator. Do tego to, że pozostałe wiadomości będą „lżejsze”… Też coś. Nałożenie mu smyczy w postaci jakiegoś faceta, co to będzie go pilnował, jak dziecka w piaskownicy, wcale nie wydawało mu się „lżejsze”.
— Będziemy się widywać raz na dwa tygodnie. To jest norma. Może się to zmienić, bo albo ja uznam, że trzeba więcej tych spotkań, albo sam możesz się ze mną umawiać, jeśli byś tego potrzebował. Jestem od pomagania ci w rozwiązywaniu problemów, więc możesz mnie prosić o pomoc, kiedy tylko chcesz. Będziemy się widywać albo tutaj, albo u ciebie w domu czy gdziekolwiek indziej. Z kim mieszkasz?
Chłopak słuchał go jednym uchem, mając w sumie w głębokim poważaniu, co z tego będzie. W tej chwili miał zwyczajnie dość i chciał wyjść. Na ostatnie pytanie jednak spojrzał na swojego nowego kuratora uważniej.
— A nie masz tego w tych swoich papierkach? — zakpił z dystansem.
— Nie. Sąd nie fatyguje się informowaniem o wszystkim kuratora, bo nie ma na to czasu. Muszę po to skoczyć, ale nie miałem jeszcze kiedy. Mam tu tylko twoje dane, przewinienie i obowiązki. To jak? Rodzice, rodzeństwo?
— A po wała ci to?
Courtney wstał i podszedł do szafki, w której jako jedynej nie było teczek. Wyciągnął z niej małą butelkę wody i paczkę paluszków z sezamem.
— Bo muszę poznać twoje środowisko. Rodzinę, nauczycieli, sąsiadów, rówieśników… Muszę cię poznać, żeby móc ci pomóc — odpowiedział, siadając z powrotem przy biurku. Odkręcił butelkę, napił się i dopiero otworzył opakowanie paluszków. — Chcesz? — zapytał, samemu wpierw sięgając po trzy.
Chase pokręcił głową, nadal trzymając dłonie w kieszeniach. Nie chciał tu prowadzić pogaduszek przy paluszkach.
— A nie masz mnie pilnować, abym wykonał tę badziewną listę świętych obowiązków z sądu? — zadrwił znowu.
— Nie tylko. To jest twoje zadanie. Moje to nauczenie cię żyć w porządku, zgodnie z prawem i normami i… — Courtney uciął, uśmiechnął się lekko i ugryzł paluszki. — Nuda, wiem. To jak, powiesz mi, z kim mieszkasz? Bo i tak dowiem się we wtorek, bo do ciebie wpadnę z twoim harmonogramem od Newtonów.
— A nie możemy spotykać się tu? Ten raz na ileś tam? — spróbował jeszcze raz Chase. Nie chciał, aby jakiś facet z sądu wpieprzał mu się do życia z butami. Bardziej niż to było konieczne.
— Nie, sorry. To moja praca, za to mi płacą. A jak mowa o pracy, dorabiasz gdzieś? Muszę do tego dostosować twój harmonogram u Newtonów. Do planu w szkole nie muszę, bo masz już wakacje.
Chase znowu pokręcił głową. Nie mieściło mu się w niej to, jak bardzo chcieli mu się wtrącać w życie.
— I będziesz mi, kurwa, zapisywał może jeszcze wyjścia z kumplami w jakimś chorym kalendarzyku? Nie mogę po prostu raz w tygodniu być u tych zjebów? Odbębnię to i chuj.
— Byłbym nawet za, gdyby nie to, że muszę raz na dwa miesiące złożyć sprawozdanie do sądu i zapisać im dokładnie, kiedy co odwaliłeś z tego, co zaplanujemy. Wiem, że to męczące, ale, Chase… — powiedział kurator z naciskiem, zostawiając jedzenie paluszków na rzecz poważniejszego porozmawiania z tym narzekającym na wszystko chłopakiem. Jakby to Newtonowie zmusili go do wymuszania pieniędzy i pobicia. — Takie są nakazy, a negocjowanie nic tu nie da. Mówię o oczywistościach, które musisz odwalić. Nie ma przebacz. Rozumiesz?
Chase wzruszył ramionami.
— Ta, jakbym miał, kurwa, wybór — burknął i zsunął się jeszcze niżej na swoim siedzeniu. Nie patrzył też już na rozmówcę, a na swoje kolana. — Mieszkam z dziadkami, a pracuję codziennie na szrocie — dodał pod nosem. Nie cierpiał o tym gadać, a tym bardziej z kimś, kogo to nic nie obchodziło i kto rozmawiał z nim z tego samego powodu co on: bo ktoś mu kazał.
Courtney przyjrzał mu się uważniej i westchnął w duchu. Nie wyglądało na to, żeby wiele wycisnął z tego chłopaka dzisiaj. Musieli to rozłożyć na kilka spotkań. O rodzinę zamierzał wypytać samych opiekunów prawnych chłopaka, kiedy przyjdzie do nich we wtorek. O naukę zapyta jutro w szkole. A jeśli chodzi o kumpli Chase’a, postanowił pogadać z nim o tym na następnym spotkaniu.
— W porządku. Napisz mi tutaj, w jakich godzinach jesteś w szrocie. — Podsunął chłopakowi kartkę z jego danymi i długopis. — Możesz gdzieś tu, na marginesie.
Chase spojrzał na mężczyznę bez przekonania, ale wyprostował się i namazał na marginesie to, o co został poproszony. Od poniedziałku do piątku był na złomowisku średnio po cztery godziny w różnych porach. W sobotę był tam od szóstej rano do południa. Niedziele jako jedyne miał wolne.
— To jak paniskom pasuje, to mogę u nich zapierdalać w niedziele. Chyba że będzie im przeszkadzać, że się chuje nie wysypiają.
— Porozmawiam z nimi i we wtorek do ciebie wpadnę, by ci wszystko przekazać. Zapisz jeszcze swój numer i podam ci mój — dodał kurator. — I jak będę do ciebie dzwonił, odbieraj. Jak przez dwadzieścia cztery godziny nie będę mógł zidentyfikować, gdzie jesteś, moim obowiązkiem jest złożenie nakazu aresztowania. I nie, nie burz się od razu — dodał zapobiegawczo. — To nie ode mnie zależy, takie jest prawo.
Chase spojrzał na niego, pokręcił głową, napisał na tej samej kartce swój numer i wstał.
— Pierdol się z tym swoim prawem — fuknął, podchodząc do drzwi. — Coś jeszcze?
Courtney również wstał i podszedł do niego. Wyciągnął do niego rękę.
— Jeszcze tylko trochę szacunku. Wzajemnego. Ja ciebie szanuję, liczę na to samo. Hm?
Chłopak spojrzał na dłoń, a potem na twarz mężczyzny, który był od niego niższy. Zamiast podać mu rękę, klepnął go, z nieszczerym uśmiechem, w ramię.
— Ta, na razie — rzucił i wyszedł. Miał dość, koleś go wkurwiał, prawo go wkurwiało, a obu Newtonów chciał jeszcze raz użyć jako młotek do rozbijania szyb. I chciał się najebać.
Nienawidził swojego życia.

***

Miał dość dzisiejszego dnia.
Rzucił niedaleko ganku swój rower, którym dosłownie przed sekundą wrócił ze złomowiska, gdzie jego szef, Ash, dał mu nieźle popalić. Czasami Chase miał wrażenie, jakby tego starego jarało czyjeś zmęczenie i przepocone koszulki. Wzdrygnął się na tę myśl i przywitał się z psem, który szczekał głośno od momentu, kiedy tylko go wyczuł. Teraz w końcu doczekał się upragnionej uwagi.
— No siema, parówo. Co się morda durna tak cieszy, no co? — Chase zaśmiał się, tarmosząc psa za uszami i uśmiechając się do niego szczerze.
Lubił tego mieszańca, chociaż kiedyś marzył mu się inny pies. Na razie jednak brał, co było i był zadowolony, że przynajmniej ten jest duży i wygląda groźnie. Chociaż nie do końca już taki naprawdę był. Tym bardziej teraz, kiedy poszczekiwał niewinnie, merdając ogonem i próbując złapać jego rękę w zęby. Delikatnie, by go nie ugryźć. Nie był specjalnie zadbany, a dziadkowie nie wpuszczali go do domu. Żył więc na podwórku, któremu też przydałoby się trochę uwagi.
Trawnik nie był dobrze skoszony, gdzieś przy spróchniałym płocie leżała stara opona, jakieś deski i rozwinięty wąż ogrodowy. O pielęgnację kwiatków raczej babcia Chase’a nie dbała. Słowem, nie było na co patrzeć. I nie tyczyło się to tylko ogrodu. Dom także był zaniedbany. Począwszy od ganku, skończywszy na poluzowanych lub niekompletnych okiennicach czy łuszczącej się farbie. Nikt jednak nie przejmował się, jak ten wygląda, póki dało się w nim mieszkać, a dach nie przeciekał. Zresztą Chase wiedział, że dziadkowie liczą na nowe mieszkanie socjalne i dlatego nic nie robią z obecnym.
Jeszcze raz pogłaskał psa, a potem odgonił go, nim wszedł do domu.
Jak zwykle zaatakował go specyficzny zapach, który zawsze było tu czuć. Nawet nie umiał go zdefiniować. Czy to grzyb, czy to stare jedzenie, czy po prostu zapach starych ludzi. Bo tak, dwójka ludzi, która na niego spojrzała, zdecydowanie nie należała do młodych.
Barney Lash, dziadek chłopaka, nie otworzył ust na powitanie, tylko ponownie skierował wzrok na mały telewizor, na którym leciały reklamy. Siedział w swoim starym fotelu, z którego dziur wystawała gąbka. Za to Ester, babcia chłopaka, poruszała się tam i z powrotem, przenosząc wyprane rzeczy z koszyka na szafkę obok deski do prasowania. Widząc wnuka, poprawiła wypłowiały, beżowy sweter, opatulając się nim szczelniej, jakby w ogóle go obchodziło, czy ma pod nim coś, czy nie. Zresztą nie wyglądała reprezentacyjnie. Szczególnie z tymi ciemnofioletowymi getrami i znoszonymi klapkami.
— Jak chcesz jeść, jest kasza z resztkami mięsa w rondlu. Jak nie, daj psu — rzuciła zachrypniętym, przez kilkudziesięcioletnie palenie papierosów, głosem. A może nawet nie tylko papierosów.
Chase popatrzył po nich, a potem bez słowa ruszył do kuchni. Gdyby nie jedzenie i zmęczenie, zaszyłby się w swoim pokoju, do którego tylko on miał klucz.
Kiedy zaglądał do rondla, by odkryć w nim mało zachęcające jedzenie, ale zawsze jakieś, usłyszał z drugiego pokoju wymianę zdań dziadków.
— On nie miał się widzieć wczoraj z kuratorem? — To definitywnie był głos dziadka, który o dziwo mówił mniej charcząco niż babcia.
— A ja wiem? Pewno miał, ale co cię to? I tak w końcu skończy jak twój zasrany syn.
— To też twój syn, ty głupia krowo!
— Twoje geny! Do mnie to on nigdy podobny nie był!
Chase, nauczony doświadczeniem, udawał, że wcale nie słyszy ich wymiany zdań. Przerzucił tylko wymieszane jedzenie do miski, a garnek zalał wodą. Kaszę z mięsem wrzucił na chwilę do mikrofali.
W kuchni działała jak zwykle tylko jedna żarówka. Bujała mu się nad głową. Szafki się nie domykały, przy stoliczku było tylko jedno krzesło, a od okna czasem strasznie ciągnęło, bo nie było odpowiednio uszczelnione. Na zimę więc każdy unikał tego małego pomieszczenia, jak mógł.
— Jakby go teraz zamknęli, to by była jedna mniej morda do wyżywienia — komentował dalej Barney, na przemian pogłaśniając i ściszając reklamy, gdy pojawiały się takie, które mniej lub bardziej go interesowały.
— Byłaby mniej, gdyby dupa twojego syna odeszła razem z nim. Ale już, już! Dość, do diaska, bo narzekasz, a sam dupska nie ruszysz, żeby dom posprzątać, umywalkę przepchać albo co…! Więc taki mądry nie bądź, jak sam jak cap tu siedzisz i gnijesz.
Chase wyjął swoje jedzenie z mikrofali i ruszył ze złą miną do siebie.
— Och, oboje się zamknijcie. Stara, co to wolała się puszczać, niż dziecko wychować i dziad, co nie ruszył paluchem, aby zapracować na tę ruderę! — obwarczał ich, mając po dziurki w nosie słuchania tego, jaki tu był zbędny. Nie brał od nich pieniędzy, chociaż dostawali na niego zasiłek. Za to uważał, że może tu mieszkać, tak jak oni. A ci, jakby mogli, sprowadziliby go do poziomu psa na podwórku.
— Szczyl jebany! Bo w mordę, kurwa, gówniarzu dostaniesz! — Barney okręcił się na fotelu, zamachał na niego pilotem, ale z siedzenia nie wstał. Nie chciało mu się.
Ester za to machnęła dłonią i podreptała do żelazka, żeby je nagrzać i zabrać się za prasowanie.
— Nie poderwiesz i tak dupy z tego fotela, stary dziadzie! — Chase zupełnie zignorował mężczyznę. Wiedział, że by sobie z nim poradził, nawet jeśli ten jakimś cudem by jednak wstał. Był już dawno od niego silniejszy, więc argument siły jego dziadek stracił kilka lat temu.
Wyciągnął klucz z kieszeni i z miską jedzenia wszedł do swojego pokoju. Odprowadziła go jeszcze wiązanka przekleństw ze strony dziadka, która nie ucichła tak, jakby chciał, po zamknięciu drzwi. Oczywiście te nie były specjalnie szczelne. Do tego komórka zawibrowała mu w kieszeni, kiedy dostał smsa.
Nim odczytał wiadomość, postawił talerz z szybko stygnącym jedzeniem na brzegu porysowanego, zniszczonego biurka. Musiał odsunąć laptopa z odłączoną, bo niedziałającą już baterią, aby mieć miejsce na jedzenie. Ubrania z krzesła przerzucił na łóżko, już zarzucone ciuchami, które powinny być w szafie. W niej jednak się nie mieściły, bo w środku znajdowały się ważniejsze rzeczy. Chase już dawno przystosował ją jako swoją skrytkę. W drzwiach wywiercił dziury, przymocował metalowe zaczepy i zamknął ją na kłódkę. Nie ufał dziadkom, a ci nie mieli oporów, aby dla kilku dolarów go czegoś pozbawić. W środku więc zamiast ciuchów trzymał skarby, które czasami udawało mu się zabrać ze szrotu. W ogóle stamtąd miał na ścianach kilka fajniejszych kołpaków czy tablic rejestracyjnych.
Usiadł, wpakował do ust wielką łyżkę mocno słonego jedzenia i dopiero odczytał wiadomość. Była od Roya. „Siema, złamasie. O dziewiątej wpadnę i lecimy w miasto, nie?”
Chase spojrzał na godzinę. Było po siódmej. Odpisał od razu.
„Jasne.” — zgodził się bez wahania. I tak nie miał co tu robić. Może dlatego też tyle czasu spędzał na włóczeniu się z kumplami.
Jutro jednak nie będzie miał szans, by uciec z domu, bo ten cały kuratorzyna ma przybyć wieczorem. Jak jakaś… inspekcja. Jakby nie wystarczyło spotykanie się raz na te dwa tygodnie i relacjonowanie, że grzecznie spełnia swoje obowiązki. A Chase wiedział, że dziadek i babcia nie zrobią na kuratorze dobrego wrażenia. Nie starali się nawet odrobinę, rozmawiając z jego nauczycielami, gdy ci dzwonili w sprawie jego niskich wyników w szkole albo wagarowania. I chociaż z jednej strony miał w nosie, co ten cały Courtney Corn pomyśli, tak z drugiej było mu wstyd. Wstyd tego, jak wyglądał ten dom, jakie miał kontakty z dziadkami i jak ci go nie cierpieli. Dlatego w ogóle nie chciał, aby kurator cokolwiek wiedział o jego prywatnym życiu, aby się w nie pakował i patrzył z takim politowaniem i wzgardą, jak ci wszyscy nauczyciele czy ludzie z opieki społecznej. Pod tym względem zdarzało mu się już myśleć, że lepszy byłby poprawczak. Tak, ten na pewno byłby dla niego lepszy w opinii jego prawnych opiekunów.
— Kurwa — fuknął i odrzucił łyżkę, którą jadł. Miał dość tej przesolonej papki!
Zabrał talerz i otworzył okno. Zagwizdał, a po chwili pod nim pojawił się pies. Wyrzucił żarcie przez okno na metalową płytę, która się tam znajdowała. Musiał kupić mu jakiejś karmy, bo nie wierzył, aby dziadkowie go karmili. Tym bardziej teraz, kiedy ten wariował ze szczęścia na widok, zapach i smak jedzenia. Był tu zupełnie jak Chase — niechciany, trzymany tylko dlatego, że tak wypada i karmiony od święta, jedynie gdy coś zostanie.

20 thoughts on “Newton’s Balls – 2 – Jak niechciany pies

  1. Katka pisze:

    Basia, właaaśnie. Zawsze jest ta druga strona medalu. Rzadko kiedy za kimś takim jak Chase nie stoi nic. Jakieś powody takiego zachowania muszą być, a często się mówi, że agresja tworzy agresję. Chase trochę wyniósł to z domu, niestety. A czy Courtney pomoże… Cóż, takie jest jego zadanie, więc może podoła. Masz wiele rozdziałów przed sobą :D

  2. Basia pisze:

    Witam,
    no cóż zachowanie Chesa jest wkurzające, ale jest tutaj i druga strona – dziadkowie i ich zachowanie, bo to sprawiło, że Chase jest właśnie taki jaki jest, mam nadzieję, że Curtner pomoże…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Illita, odpowiem tutaj na ten koment z 1 rozdziału też :) No i tak, widzę, że jesteś negatywnie nastawiona do Chase’a i jemu podobnych, haha, no ale jakby nie patrzeć, trochę był taki zamysł, aby pokazać go na wstępie od złej strony. Cóż, będzie jeden plus tej małej nienawiści z Waszej strony – postać nie jest wyidealizowana XD Kiedyś się tego bałam, bo jak pisałam jeszcze sama, to czasem mi takie chodzące ideały chodziły, ale gdy zaczęłam pisać z Shiv, jakoś łatwo i bezproblemowo przyszło tworzenie ciemnych stron mocy u postaci (heloł, nawet pozornie idealny Walt potrafi być irytującym kolesiem XD). Zabawnie z tymi imionami :D Jakoś mam wrażenie, że szczególnie imię „Ian” przypadło do gustu. Sama też je bardzo lubię. Ono chyba jest irlandzkie, jeśli dobrze pamiętam… Tak jak Ryan zresztą. Nieważne. A Ester… taaa, niestety przypadło wrednej wiedźmie. I też uważam, że przydałoby się więcej takich ludzi z powołaniem… Ech, ech… Ale zobaczymy, czy to powołanie pana Corna nie zaniknie w obliczu oporu ze strony nowego podopiecznego… No i oczywiście dziękujemy bardzo za komenty :D

  4. Illita pisze:

    Kocham imię Ester z całego serca (w ogóle opowiadanie pod względem imion jest dla mnie rajem) ale babka okropna, tak samo jak jej mężuś. Dziadkowie wspaniali, tata w więzieniu, mama chuj wie gdzie… Eh. Nóż sie w kieszeni otwiera :/ Chase wzbudza straszną niechęć swoim podejściem i brakiem szacunku, przynajmniej we mnie, ale mimo wszystko szkoda mi go. Nikt nie zasluguje na takie traktowanie, na pewno od dzieciństwa, ale nie usprawiedliwia go to. Podziwiam kuratora – taka chęć pomagania mimo trudności i porażek jest niesamowita. Przydaloby się więcej takich ludzi, z prawdziwym powołaniem. Nie mogę sie doczekać kolejnego rozdziału , już uwielbiam to opowiadanie <3!

  5. Katka pisze:

    Kaczuch_A, na samym początku Chase był pokazany od raczej mało pozytywnej strony, więc nie dziwi mnie taka lekka zmiana podejścia, bo tutaj jednak się odsłaniają jego inne aspekty życia/charakteru. A będzie tego jeszcze więcej, bo czasem wyjdzie lepsza, czasem gorsza strona, więc ogólnie ciekawa jestem, jak go będziesz ostatecznie postrzegać. Uuu, no i jak miło na wstępie o Courtneyu, choć jak widzisz mało go póki co było. Ale cieszy mnie to dobre pierwsze wrażenie. Ciekawe, co potem o nim powiesz, bo jakoś mam wrażenie, że facet Cię jeszcze zaskoczy XD Ale ta kwestia wieku bohaterów to ciekawa sprawa. My chyba dotychczas nie pisałyśmy o takich młodych postaciach też z tego względu, z jakiego Tobie trudno się do nich przekonać. Jednak niedojrzałość (poza tym że jest wymagająca przy pisaniu XD), to jakoś mniej nas dotąd pociągała. A co do tytułu, hehe, no trochę długo nam w ogóle zajęło wymyślenie go, ale Newton’s Balls to wiadomo, wahadło Newtona i dość mocno kojarzy nam się to z konwencją opowiadania – kiedy jedna decyzja oddziałuje na dalsze jego etapy, taki jakby łańcuszek skutków. A nazwisko w tytule, hehehhe, no cóż, tak wyszło XD

  6. kaczuch_A pisze:

    Trochę szkoda mi Chase’a, po pierwszym rozdziale mnie wkurwił, taki kozak-maślak, nie lubię takich typków. Ale teraz zmieniam o nim zdanie, nie dziwie się, że tak odreagowuje. Uwielbiam kuratora, matko kocham tego faceta, parę zdań tylko o nim się pojawiło, a ja już wiem, że pokocham go wieczną miłością. Tak czuję, tak będzie, ba musi być xD To się chyba wiąże z tym, że nie potrafię ot tak polubić bohaterów w wieku szkolnym. Może dlatego, że szkoła jeszcze mi się kojarzy z kimś niedojrzałym, no nie wiem. Muszę się dłużej przekonywać do ‚młodzieży’ xD niemniej czekam na fajny rozwój wydarzeń, zobaczymy co tym razem wykombinowałyście :P mi już się szerzy w głowie kilka pomysłów na to co może się zdarzyć, więc z niecierpliwością zobaczę jak potoczą się losy bohaterów NB.

    PS.:A tak w ogóle skąd taki tytuł? ;)

    PPS.: WENY~!

  7. Shivunia pisze:

    Damian >> Niestety u Chase’a faktycznie występuje taka zależność. Że skoro nie miał dobrego wzorca, to ciężko aby z powietrza był takim dobry człowiekiem. Jak to było? „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. A tu niestety nie było czym dobrym nasiąknąć.
    Co do psa, sformułowanie „od święta” jest trochę na wyrost. To takie nieregularne o stałych porach i nie zawsze nawet psią karmą jak widać. Jak jest możliwość karmić to Chase karmi, ale cóż, nie zawsze się da.
    A to z kim chłopak będzie się okaże. Jeśli w ogóle on będzie tu kimś kto z kimś jest. Może tu bardziej chodzi o Newtonów? Się okaże ;)

    Saki >> Mhm, już ma psa ;) Chociaż jedna dusza w domu która cieszy się na jego widok. I faktycznie dziadkowie Chase’a nie sa fajnymi ludźmi, ale o tym jacy są jeszcze się dowiesz. Obiecuje, że nie jest to jedyna scena z nimi. I nie pogniewam się aby wylądowali wysoko na liście znienawidzonych osób. Chociaż… kto wie. Może w najgorszym momencie okażą się ludzcy ;) Takie, podpuszczanie was trochę, aby wasze przypuszczenia nie były od razu pewne. Musicie mieć trochę z tego fanu. Bo co to by była za rozrywka jakbym powiedziała że to ciacho to Chase. A może to Ian? A może to wspomnienie? Albo jeszcze coś innego czego nie wymieniłam. Oh, no ale cóż, faktycznie zrobiłam dość dosłowny filmik. Ups. Chyba ups.
    Kurator już na dzień dobry dostał złoty bilet. Sam pewnie uważa, że szkoda że nie udało mu się być polubionym tez tak przez swojego podopiecznego. To pewnie wiele by mu ułatwiło już na wstępie. Bez tych wulgaryzmów. Za które naprawdę Chase ma farta że nie dostała reprymendy Mógł trafić na dużo gorszego kuratora, a trafił mu się całkiem znośny typ. Chociaż to nadal kurator, nie jest marzeniem nastolatka aby go posiadać nad głową. Ale ten może coś w nim zmieni, sprawi że kogoś pozna, jakiegoś terapeutę który mu pomoże, albo kogoś na tych spotkaniach których chłopak tak nie chce. Tyleeeeeeee opcji!
    Co do tego uśmiechu to siedzę cichutko, ale… no kombinujcie ;)
    „Wracając do Chase’a, to ten pies wydaje się być najbliższym mu stworzeniem.” – smutne co nie? Tak samo trochę jak z tymi kumplami. Bo kurcze, tu jeszcze wchodzi taki „męski” honor, że przecież facet nie będzie się żalił kumplom, on jest od tego aby poradzić sobie samemu. Dlatego może ich nawet bardzo lubić, ale jednak to wciąż taka „siara”. I chłopaków będzie więcej, słowo ;) Tak samo jak w ogóle wszystkich postaci. Oczywiście jak zawsze skupiamy się na głównym wątku, ale tu staramy się też właśnie pokazać Newtonów, kumpli, rodzinę i w ogóle to co tworzy człowieka. Ciekawe ile nam z tego wyszło ;p Co nie zmienia faktu, że ciekawie jest tak słyszeć głos swojej postaci w głowie, kiedy mówi, że „nie ma czego być szkoda, takie jest kurwa życie!”. Oh, chyba dlatego tak lubię komentarze, bo mam takie inne spojrzenie na to wszystko ;p Chociażby na Philipa i na Chase’a. Na to jak ich widzicie. I jak ich „odkrywacie” ;)
    Do następnego rozdziału w takim razie :* I przesyłamy buziaki.

    Liv >> Awww ;) jakie wyznanie na samo dzień dobry. Pan kurator jak na razie zdobywa zwolenników ;) Chociaż jest jeszcze mało znany. A Chase, cóż, nie dziwię się, że potrzebujesz czasu aby go ocenić. Nie wypada jak na razie za dobrze ;p Jak to już ktoś pisał „taki bezmózg”, który nie za dobrze radzi sobie z życiem. I cóż, nie chce litości, dlatego w sumie dobrze, że nie patrzysz na niego przez ten pryzmat. Nie chciał by chyba nawet tego.
    Newtoni, to taka zupełnie inna bajka, inny świat. Jak sama piszesz. Ale cóż, ponoć Chasowi pomoże to jakoś zrozumieć swoje winny, ta praca u nich. Zobaczymy, jak to mawiają ;) I do usłyszenia pod kolejnym rozdziałem :*

    Nyu-chan Lucy >> Hahaha, jak to czasami zabawnie czytać komentarze. Jedni jeszcze nie są przekonani do chłopaka a ty już go dodajesz do kolekcji ulubieńców. Oby nie wypadł z niej za szybko ;p I kurcze, taki bezbronny, jak dobrze, że on jednak nie czyta tego co piszecie, bo chyba nie chciał by tego widzieć. Jego duma by go zabolała. W końcu jest samodzielny i własnie sobie z tym wszystkim jakoś radzi.
    Co do NBTS to jeszcze nie wiemy. Jak jakimś cudem będziemy miały dość czasu, to może coś powstanie, ale nie obiecuje, bo na tą chwilę nawet nie wiem czy mamy jakiś na nich pomysł ;)
    Także pozdrawiamy cieplutko ;)

    Mati >> Mhm, wydaje się całkiem w porządku. Byle nie były to pozory bo Chase będzie miał naprawdę przejebane i nieźle będzie musiał odpłacić za swoje złe uczynki ;p W końcu kuratora nie dostał jako prezent świąteczny a za coś. Ten jak piszesz musi go resocjalizować aby nie wyrósł z niego jeszcze gorszy zabijaka. I cóż, tu nie będzie już przebacz, czy będzie miał źle w domu czy nie. Ale tak, właśnie starałyśmy się pokazać co czasami prowadzi do takiego a nie innego zachowania. Dzięki więc wielkie za zauważenie tego ;)

    Fenrissa >> Jakie Corn dostał przezwisko. Ale cóż, no bardzo bliskie jego nazwiska. I hahaha, Ryan nie wiem czy by sie jednak zgodził z tym „dlaczego psy są lepsze niż koty”, ale co ja tam wiem ;p

    O. >> Chase moze być, albo, albo, albo, chłopak ma sporo opcji. A jeśli okaże się że to nie żadna z nich? A może nawet się okaże, że to nie on z kimś będzie a będzie złym bohaterem? I stanie na drodze czyjejś miłości? Wszystko jest możliwe, w końcu staramy się rozwijać, chociaż nie wiem jak nam to idzie hahaha. Chociaż chyba nie az tak tragicznie skoro na razie zachęca to co jest do dalszego czytania. To już jakiś plus, obyśmy nie straciły tego rozpędu. I się nie przeceniły, że faktycznie będą tu fajne jazdy XD
    Ściskam jeszcze raz mocno i śle buziaczki, do kolejnego rozdziału :*

    linerivaillen >> Nie, ja nie znam tego opowiadania. Jeśli robimy plagiat to niezamierzony. Mam nadzieje, że opowiadanie nie jest za bardzo podobne.
    I dzięki za miłe słowo, Courtney będzie wdzięczny ;)

    Kasia >> Nic na siłę, jeśli chłopak cie nie przekonuje to nie ma co się zmuszać, czy tylko dawać zastraszyć emocją, że taki biedny jest i trzeba go lubić. Ma te swoje grzechy na sumieniu, i cóż jeszcze nie raz się okaże, że nie jest to aniołek.
    Co do rodziny… cóż, niestety takie się trafiają i pewnie nie dużo trzeba było by szukać. Zresztą trochę czerpane tu jest z pewnego serialu gdzie cóż, rodzinka tez nie była idealna. A psy zawsze powinno się uwielbiać XD Zwierzęta są kochane :D Chase’a też zaskoczyło, że to w domu swoich ofiar będzie musiał odpracowywać karę. I nie jest tu to na rąsie. W ogóle, że będzie musiał to odrabiać. Nie uważa sie za winnego i nie chce przepraszać, dlatego twoje ciekawość jest jak najbardziej wskazana. „Coutrney wygląda na cierpliwego ale przecież każdy ma jakieś granice :)” – tak bardzo się z tobą zgadzam! Dlatego no… pozostawię pytanie bez odpowiedzi. Jeszcze jest bardzo dużo opcji jak to może się potoczyć. Równie dobrze, mogą się nie dogadać. Więc….do następnego rozdziału :* pozdrawiamy

    Dante >> Mrr, miło to słyszeć. Courtneyowi też na pewno miło to słyszeć ;) Jak na razie zdobywa sobie rzesze fanów, a już na pewno zwolenników. I w ogóle, Kat musiała mi tłumaczyć co to znaczy boraczek. Ah te regionalizmy, takie, o czym ty do mnie mówisz. Ale słowo słodkie ;)
    No reso Chase’a będzie na pewno ciekawe, pytanie czy skuteczne hahaha, bo to jeszcze niestety nic nie wiadomo. Jak na razie nie ma największych chęci aby być przykładnym obywatelem. Chociażby tez przez to że nie jest mu w śmiech aby być u Newtonów. A ci, no co, chcą zadośćuczynienia. Tak przynajmniej zakładam ;p Chociaż jak jest naprawdę będzie w tekście, a jak nie to dopowiemy jeszcze ;) Dlatego czytać czytać czytać :D hahaha (dziadkowie to takie shamless XD)

    Aoi >> Hahaha, i co? Udało sie upolować tego komara? Musiałaś nieźle być nim jednak rozproszona. Ja nie lubię jak mi coś bzyczy koło ucha. Też bym polowała. A niedługo czuje że takie polowania naprawę na dobre się zaczną. Ale ale ale, nie o tym miałam. Kto z kim kręcić? No nie mogę na pewno zdradzić, ale zakazane związki to jeszcze może być coś między braćmi, albo… jak było już zasugerowane ojciec Nwetonów i Chase? W końcu teraz chłopak ma u nich pracować ;)
    „Żal mi chłopaka, nie ma łatwego życia a swoim zachowaniem wcale sobie nie pomaga.” – bardzo prawdziwe. Niestety często to takie błędne koło. Robisz źle bo ktoś się spodziewa od ciebie tego ze będziesz zły bo wyglądasz na złego. A do tego tacy ludzie jak Chase sa ulepieni z innej gliny. Nie przyjmują pomocy, jak zresztą widać było podczas rozmowy z kuratorem. Ale co dalej z tego wyniknie, to się okaże dopiero za jakiś czas. Do następnego w takim razie :*

    Desire >> Nie ma problemu, to kwestia tego co się lubi. Ja osobiście lubię bardzo NE, ale to opowiadanie też lubię. Kurcze, w sumie każde jakoś lubię. Nie pisała bym jakbym tego nie lubiła. Geniusz ja, kurcze ;/
    Ale do rzeczy. Bardzo nas cieszy, ze ci się podoba i to już tak szybko. To w sumie ciężko się tak męczyć kilka rozdziałów aby w końcu dopiero po kilku, albo nawet kilkunastu się przekonać. To takie… no, tekst powinien podobać się od początku i wciągać od początku. Takie jest moje zdanie. Dlatego jestem rada, że tu udało nam się zainteresować od pierwszych „stron”.
    Chase i jego ehem rodzina, to tak… wiele rzeczy tłumaczy się już samo. Czemu chłopak taki jest a nie inny, czemu coś robi. Ale z drugiej strony, w 100% rodzina nie jest odpowiedzialna za to kim się stajemy, więc… Ale tak, system obrony sobie Chase wyrobił, jeszcze się bardziej on ujawni z czasem. Tak samo jak stosunek dziadków do chłopaka. Bo tu, też mamy spore pole manewru. Jeszcze wiele może z nich wyjść tak samo jeszcze z nastolatka. W końcu człowiek nie ma tylko dwóch stron jak medal, ale czy to uda nam się pokazać to zobaczymy po waszych opiniach ;) Z zamieszkaniem samemu jest problem. Chłopak nie jest pełnoletni. Ból. Tak samo ból, ze pies też nie ma tam raju. Zawsze bardziej współczuje zwierzętom niż ludziom, nawet w tym co same piszemy ;p
    Newtoni widzę że wzbudzają różne emocje, tak samo jak praca u nich. Jedni są za inni przeciw. A Chase na ta chwile jest zdecydowanie na nie. Ale cóż, to jakiś kolejny obowiązek którego on specjalnie nie chce. Pytanie czy coś go nie przekona do tej pracy u Newtonów ;) Pytanie tylko co hie hie hie Czy kurator do niego dotrze, czy coś innego do niego dotrze i zobaczy że robił źle i teraz powinien zachowywać się chociaż trochę ludzko aby nikt się do niego nie przyczepił. Tylko tyle aby być bezpiecznym przed wiezieniem ;) I może w końcu trochę się zrelaksować. (hahah, nie widzę Chase’a na leżaczku na słońcu).
    O boshe, już nie wiem co pisze ;p Bredzę
    W takim razie do zobaczenia pod kolejnym rozdziałem :* Trzymam kciuki aby się podobał równie mocno jak ten :D

  8. Desire pisze:

    Awww^^ Coraz bardziej mi się podoba to opowiadanie, a to dopiero drugi rozdział! (już jest u mnie w rankingu wyżej niż NE, wybaczcie mi to :P )
    Chase to taki fajny typ buntownika. Lubię postaci z trudnymi charakterkami, a i w jego przypadku naprawdę się nie dziwię, że jest jaki jest. Jego rodzina…to koszmar, nie jest więc dziwne, że sobie chłopak wyrobił jakiś system obronny. Dobrze przynajmniej, że nic nie mogą mu ‚dziadkowie’ zrobić (nie zasługują na to miano, ale już trudno). To jak go traktują, jak dają mu poznać, że jest tyko problemem…to jest masakra. Naprawdę nie rozumiem jak można być aż tak zepsutym i zgorzkniałym. Nie ma nawet najmniejszej opcji, żeby zapałać do nich ciepłymi uczuciami. Okropność…mam nadzieję, że się od nich wyrwie i zamieszka gdzieś sam, albo coś takiego :P
    Dobrze, że ma chociaż psiaka, ale ten też nie ma tam za łatwego życia. Szkoda mi go i dobrze, że przynajmniej najmłodszy Lash dał mu chociaż trochę jedzenia…Biedny
    Fajnie, że Chase będzie pracował u Newtonów! Już się nie mogę tego doczekać :3 No i moje marzenie co do głównej pary już raczej dobitnie wyraziłam w fiku xD Teraz tylko trzymam kciuki, żeby się spełniło moje życzenie^^
    Kurator jest okej. Nie wzbudził we mnie jakiś większych uczuć, ale może jeszcze zdążę go polubić. Nie wiem, zobaczymy jak to będzie :P Mam tylko nadzieję, że pomoże Chaseowi wyjść na prostą. Chłopak ma i tak już za ciężko jak na siedemnastolatka. Należy mu się trochę szczęścia i spokoju ;D (najlepiej u boku Philipa) Ekhem… tak xD
    Teraz będę niecierpliwie czekać na każdy kolejny rozdział! Uch, no co Wy ze ną robicie, naprawdę :P

  9. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    Świetny rozdział, czytałam go w trakcie polowania na komara nocą xD.
    Coraz bardziej podoba mi się ten tekst, juz się nie mogę doczekać kolejnych rozdziałów, i tego kto z kim będzie kręcił. Mam wielką nadzieje że Chase z kuratorem, takie zakazane związki są najbardziej pociągające :D.
    Żal mi chłopaka, nie ma łatwego życia a swoim zachowaniem wcale sobie nie pomaga. Weny życzę z całego serca :D.

  10. Dante pisze:

    Podoba mi się ten rozdział :D. Lubię take powolne wprowadzenia :), takie powolne rysowanie sytuacji. Kuratora uwielbiam <3 i przekonałem się do boroczka xD. Lubie bohaterów z trudnym życiem, i czekam na jego resocjalizację xD. Zastanawia mnie dlaczego rodzina Newtonów chciała żeby akurat pracował u nich xD, dziwne to, no bo z jednej strony praca u nich może być lżejsza niż prace społeczne ale kontakt z braćmi niekoniecznie fajny. Rozkręca się nam wszystko:). No nic na zakończenie powiem, że kocham <3 kocham 3 kocham <3. A no i dziadkowie to jakaś tragedia normalnie. Typowa filmowa amerykańska patologia.

  11. Kasia pisze:

    No tak, żal rzeczywiście tego Chase -a ale jakoś narazie nie mogę się do niego przekonać- za bardzo nabroił w poprzednim rozdziale żebym mu tak od razu odpuściła :) Ciężko mi sobie wyobrazić az tak wyrodna rodzine… Jedynym pocieszycielem jest chyba ten pies -jego juz uwielbiam: ) Jestem niesamowicie ciekawa jak Chase będzie przepraszal Newtonow, no i zaskoczylo mnie w sumie ze to u nich będzie musiał odpracowac swoja kare – he he więcej okazji do ciekawych konfrontacji :) Kurator wydaje się być swietnym kolesiem – ciekawe ile im zajmie dogadanie się ze sobą. Coutrney wygląda na cierpliwego ale przecież kazdy ma jakies granice :) oczywiście nie mogę doczekać się następnego rozdziału. Pozdrawiam.:)

  12. linerivaillen pisze:

    Nie wiem, czy znacie, ale kojarzy mi się z innym gejowskie opowiadaniem gdzieś w internecie – Za trzy punkty pióra Dream Winchester. Fajne. Kurator najfajniejszy :D

  13. O. pisze:

    Damian, nazwisko masz w tytule ;)
    Oh pojawił się kuratorek ;D To teraz Chase może być albo z nim albo z Ianem albo z Philipem xD A może z każdym na raz? :D W końcu on od życia ma mało i wciąż sięga po więcej i po to, co uważa, że mu się należy ;D Wprowadzające w akcje rozdziały zachęcają do dalszego czytania ;D Czekam w sumie aż Chase odwali coś Courtneyowi i będzie jazda ;D

  14. Fenrissa pisze:

    mój Kukurydzek w końcu się pojawił! :3
    a tak nawiasem: kolejny punkt do listy „dlaczego psy są lepsze niż koty” ^^

  15. Mati pisze:

    No ten prokurator wydaje się całkiem w porządku. Jestem mega ciekawy jak się będzie układała ta „współpraca” z Chase’m.
    No a Chase’a mi szkoda. Niby zrobił źle, że wyłudzał z tamtymi te pieniądze i jeszcze to pobicie, ale jednak żyć w takich warunkach (nie chodzi tylko albo głównie o mieszkanie) na pewno nie jest łatwe. Taki osamotniony (nie licząc jego paczki), zbuntowany przeciw wszystkim chłopak.
    Ciekawe czy Courtney go zresocjalizuje…w każdym możliwym znaczeniu :-D

  16. Nyu-chan Lucy pisze:

    Ooooo no nie mogę! Chase, Chase, Chase …. kolejny do kolekcji ulubionych bohaterów. Jak on sobie biedaczek radzi z tym wszystkim? Taki bezbronny, tylko czekać, aż pewien kurator się nim dobrze zaopiekuje ^o^ (nie żebym miała coś niemoralnego na myśli XD). No mnie się podoba, zresztą jak większość waszych opowiadań. Chcę, aby to było jak najdłuższe.
    Nie było mnie tu tak długo, ale jak przebrnę przez „Zbrodnię i Karę” to zamieszkam na tym blogu :D Jest jeszcze tyle przygód do odkrycia.
    Aaaa i jeszcze pytanko: Czy można by liczyć na jakiś bonus z Never Be The Same? xD
    Czekam dalej i życzę weny,
    Pozdrawiam.

  17. Liv pisze:

    Lubię Courtneya :)
    A jeśli chodzi o Chase’a… Może napiszę więcej jak juz poznam go lepiej. Na razie wiem, że jest smutny, biedny, niechciany i wkurwiony na cały świat. Nie oceniam, bo to, że ma trudno w życiu, jest oczywiste, ale nie polubię go z litości. Tak więc trzymam kciuki za jego i kuratora, ale chętnie poczytam o Newtonach. Szkoda że Chase musi opracowywać u nich, bo jeszcze zacznie się coś między nim a Philem albo, co gorsza, Ianem. To dwa różne światy. Oni nie zrozumieją jego, a on jest zbyt ograniczony i nieszczęśliwy, żeby chociaż spróbować zrozumieć ich. :/
    No nic, ciekawa jestem :3
    Naprawdę, oby do następnego rozdzialu ^^

  18. saki2709 pisze:

    A jednak już ma psa :) Tak jak myślałam, nie może być zły do szpiku kości. Nie po tym, jak zachowuje się w stosunku do swojego psa. Szkoda mi jego, jak i zarówno tego psa. Ci jego dziadkowie są straszni. Na pierwszy rzut oka widać, że nie jest mile widziany we własnym domu i gdyby te stare dziady mogły, sprzedałyby go za bezcen, albo lepiej, za darmo by go oddali, żeby tylko nie musieć na niego patrzeć. Chyba moja lista znienawidzonych bohaterów się powiększyła. Nie widzę szansy na to, że ich polubię. Są okropni. Nie może być inaczej, skoro chłopak woli poprawczak niż mieszkanie z nimi pod jednym dachem.
    Tak się zastanawiałam, kim jest to ciasteczko koszące trawnik z trailera. Teraz jestem prawie pewna, że to Chase. Ciekawe czy Philip będzie go podglądał podczas wykonywania przymusowej pracy w ogrodzie…
    Tego kuratora już lubię. Widać, że podchodzi do sprawy na luzie… no, może niezupełnie, ale nie spina się i nie bierze na poważnie obraźliwych słów Chase’a, tylko przymyka na nie oko. Wiadomo, że wolałby, żeby chłopak okazywał mu szacunek, skoro on go nim darzy, ale chyba nie robiłby mu dużych problemów, gdyby nie zmienił swojego nastawienia do niego. Myślę jednak, że to się zmieni. Chase nie jest złym chłopakiem, to środowisko, w którym się obraca, tak na niego wpłynęło. Takie przynajmniej moje zdanie.
    Czy ja się mylę, czy ten uśmiechnięty od ucha do ucha prawnik to Walter Manson? I tak się zastanawiam, skoro to świat IOI i NBTS, to czy może Jimmy uczy chłopaków geografii?
    Wracając do Chase’a, to ten pies wydaje się być najbliższym mu stworzeniem. A kumple… może ich lubi, a może spędza z nimi czas tylko po to, żeby zapomnieć, co ma w domu. Może myśli, że nie pasuje do nikogo innego, jak do szkolnych łobuzów, a może rzeczywiście coś w nich jest, co go przy nich trzyma. Nie wiem, co mam sądzić o chłopakach z jego paczki. Na razie nie mam o nich zdania. Może jak będzie coś o nich więcej…
    Chase zdecydowanie nie ma łatwego życia, musi pracować od poniedziałku do soboty, a teraz doszła mu niedziela w ogrodzie u Newtonów… Do tego dziadkowie, którzy traktują go jak zbędny balast, ojciec w więzieniu… a warunki, w których mieszka są poniżej standardu. Serio mi go szkoda. I czuję, że gdyby nie sytuacja, w której się znajduje, byłby dużo przyjemniejszy dla otoczenia. Może Courtney’owi uda się go zmienić/wydobyć na wierzch jego dobrą naturę? Bo wydaje mi się, że to całe łobuzownie to tylko maska. A może Philip pobawi się w odkrywcę skarbów? Jak dziwnie do nie brzmi, uważam, że Chase jest takim mocno zakopanym skarbem, nieoszlifowanym diamentem, któremu wystarczy tylko poświęcić odrobinę uwagi i miłości, żeby cieszyć oczy innych. Przesadzam? Może trochę. Wybaczcie, jak bzdury pletę i bajki opowiadam. No i że zanudzam przydługim komentarzem. Jak mam pisać krótsze, powiedzcie, to postaram się ograniczyć. Staram się tylko zrozumieć chłopaka i wczuć w jego sytuację, co wcale nie jest łatwe. Może mi się rozjaśni z biegiem kolejnych rozdziałów. Nie mogę się doczekać następnego.
    Pozdrawiam i życzę weny.

  19. damiannluntekurbus17 pisze:

    Szkoda w sumie tego Chase’a. Niby niegrzeczny, ale zazwyczaj dzieci ze zlych domow wyrastaja na takich buntownikow. Dobrze, ze jestem grzeczny i nie mam problemow z prawem xD chociaz trawnik to bym u kogos skosil, zeby dostac pare banknocikow xD
    Karmienie psa od swieta – nie wyobrazam sobie nie dawac swojemu psu jesc. Mialem trzy, wszystkie juz odeszly. Owczarek zyl na zewnatrz, moi rodzice nie za bardzo o niego dbali, ja bylem malym gnojem i nie pozwalali mi sie do niego zblizac, bo mogla ugryzc, ale jak patrzylem w te jej oczka i ona lezala w tej klatce to mi sie serce krajalo i szedlem wyrywalem jablka i jej dawalem. Pieski sa slodkie, mam nadzieje, ze niedlugo sie doczekam upragnionego kolejnego malucha :P ^^
    Albo Chase bedzie z tym kuratorem albo z kims z rodziny tych … nie pamietam nazwiska, ale chyba wiadomo o kogo chodzi. Moze z ojcem? xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s