Commission – Niecierpliwy czarownik i niedoświadczony łowca (Dary Anioła)

Przedstawiamy kolejne zamówienie, tym razem dotyczące postaci Aleca i Magnusa z książki/filmu „Dary anioła”. Tym razem nie byłyśmy dobrze zaznajomione z postaciami i światem, gdyż oglądałyśmy jedynie film, ale mamy nadzieję, że postacie w jakiś sposób odnoszą się do właściwej wizji. W każdym razie chętnym życzymy miłego czytania :)

*****

Uśmieszek błąkał się na twarzy Magnusa, gdy ten przechadzał się po swoim wielkim, pięknym domu i oglądał wyniki wczorajszej imprezy. Czy to w formie porozrzucanych poduszek, butelek i winogron, czy ostatków imprezowiczów, którzy znaleźli sobie wygodny skrawek podłogi, żeby się przespać i odpocząć po natłoku wczorajszych emocji i upojenia. Nie miał nic przeciwko. Do czasu oczywiście. Nie chciał, żeby jego dom całkowicie zamienił się w przechowywanie „zwłok”, a i miał nadzieję szybko ponownie ujrzeć go w otoczce porządku i klasy.
Przysiadł na skraju jednej z niskich komód, skrzyżował gołe nogi w kostkach i pokręcił głową na widok resztek owoców znajdujących się pomiędzy piersiami w dużym dekolcie pewnej ślicznej znajomej znajomego z Hollywood. Miała gorset, co mu się szczególnie podobało. Trudno było w obecnych czasach doświadczyć widoku ściskających się i unoszących piersi w taki sposób, w jaki tylko gorset to zapewniał.
Chwilę tak kontemplował ten widok, ale w końcu wyciągnął telefon z kieszeni marynarki, którą zarzucił na ciało odziane jedynie w bieliznę i poszukał w kontaktach numeru swojego chłopaka. Żałował, że wczoraj go nie było. Myślał o nim cały wieczór, miał nadzieję, że ten się zjawi, ale niestety nie mógł ujrzeć jego przystojnej twarzy wśród licznych gości. Ale teraz naprawdę chciał go zobaczyć, więc niezwłocznie do niego zadzwonił.
Po kilku sygnałach w końcu usłyszał ten wyczekiwany głos.
— Tak? — Alec spytał, jakby zaskoczony w ogóle tym, kto do niego dzwoni.
— Dalej polujesz na demony czy cokolwiek innego to było, co powstrzymało cię przed przyjściem do mnie na imprezę? — Magnus zapytał, mrużąc oczy i wyobrażając sobie minę chłopaka. Musiała być zakłopotana, jak często zresztą. Chłopakowi zdarzało się dopiero po dobrej chwili rozluźnić w jego towarzystwie. A tak wyglądał, jakby nie był pewny, czy to do niego jest skierowane pytanie.
— Urządzasz ich wiele…
— To bez znaczenia. Odmawiasz prawie zawsze. Jakby Jace jakąś zorganizował, pewnie poleciałbyś jak na anielskich skrzydłach — Magnus powiedział lekkim tonem, ale sam poczuł, że jednak przebiła się przez niego gorycz. I bardzo mu się to nie spodobało, bo nie lubił dawać się ponosić takim głupim emocjom jak zazdrość. Mimo to był to dla niego właśnie znak, że Alec jest tym jedynym. Przy nikim innym nie zdarzało mu się zachowywać tak bardzo przyziemnie, ludzko.
— Nie wiesz tego na pewno… Zresztą on nie organizuje imprez. Jak sam zauważyłeś, walczymy z demonami, to absorbuje — Alec odparł na poły hardo, na poły spolegliwie.
— No tak… Jace jest świetny i taki zapracowany. Taki dobry, taki odważny… Ma biedak tyle pracy z walczeniem z demonami, że… zapomina, że istniejesz — Magnus zaczął lekko, a skończył ostro jak kot syczący na zwierzaka czającego się na jego jedzenie. — Gdzie jesteś w ogóle?
— To… to nie jest do końca tak, jak to przedstawiasz… — Alec spróbował wyjaśnić, ale na próbie się kończyło, bo nie brzmiał na w stu procentach przekonanego. — I jestem w instytucie.
— Masz plany na dzisiaj? Spotkanie z Jacem, kawa z Jacem, wspólny trening z Jacem? — Magnus dopytywał, już ruszając przez salon pomiędzy skutkami wczorajszej imprezy.
Sam nie wiedział, dlaczego tak się irytował i tak szybko reagował, ale to chyba była wina tego, że wczorajsza impreza, jakkolwiek udana, wywołała w nim niezbyt przyjemne emocje. Czuł się na niej samotnie, szczególnie na widok gości przybywających w parach czy większych grupach. Chciałby wziąć udział w imprezie u boku jednej osoby, a nie zabawiać przybywające grupki i co raz rozmawiać, czy bawić się z kimś innym. Alec mu to jednak mocno utrudniał, a on nie widział w tej roli nikogo innego.
Po drugiej stronie połączenia przez chwilę panowała tak długa cisza, że chciał coś dodać, ale w końcu nocny łowca się odezwał.
— Miałem w planach trening… ale… myślę, że mogę zmienić plany.
Magnus odetchnął i zatrzymał się w progu salonu, przy sporym łuku, za którym przechodziło się do kolejnego, przestronnego pomieszczenia.
— Tajska knajpa, ta co ostatnio? — zapytał w końcu z dziwnym poczuciem winy, że w takim tonie zaczął rozmowę. Musiał mu to jakoś wynagrodzić.
— Mhm… dobrze. Chętnie — usłyszał na koniec z lekkim zawahaniem. Alec jeszcze nie stąpał zbyt pewnie w ich relacjach. Spotykali się bardzo niedługo. Przez to tym bardziej Magnus powinien być ostrożny, ale postać Jace’a, dawnej bądź nawet obecnej niespełnionej miłości Aleca, nieustannie zgrzytała mu w ich kontaktach.
— Jasne, ślicznoto. O pierwszej na lunch.
— Dobrze, będę — Alec odparł z obietnicą w głosie i zapewne myślami, w jaki sposób urwać się ze wspomnianego treningu. Magnus mógł mieć tylko nadzieję, że chłopak nie jest z Jacem… Albo co gorsza, nie zaciągnie Jace’a na spotkanie. Ten miał zapędy do uważania, że czarownik bardzo chętnie mu pomoże w jego problemach z demonami i stawaniu się lepszym obrońcą ludzkości. Niedoczekanie. Dla ludzkości może. Dla niego nigdy.
— Do zobaczenia — odpowiedział tylko i rozłączył się.
Obejrzał się na śpiących gości w salonie, na cały ten bajzel i w tym momencie wydał mu się on znacznie bardziej irytujący niż kilka minut temu.
— Moi kochani, północ dawno wybiła, Kopciuszki wracają do domu! — zakrzyknął, klaszcząc przy tym, by wszystkich obudzić. — Bawiliśmy się świetnie i do następnego! Wasze śliczne mordki są u mnie zawsze mile widziane!
A gdy nikt za bardzo nie poruszył się poza śladową zmianą pozycji, uśmiechnął się do siebie gorzko, pstryknął kilka razy palcami i po pomieszczeniu rozległ się przeraźliwie głośny grzmot, który właściwie nie miał źródła, ale pobrzmiał w uszach śpiących gości z wielką mocą, jakby tuż obok nich amerykańskie siły zbrojne przeprowadzały testy jądrowe. Gdy to podziałało, Magnus z zadowoleniem podążył do schodów, by móc przebrać się na spotkanie ze swoim chłopakiem.

***

Alec Lightwood czekał na nowojorskiego czarownika przed umówioną restauracją. Był ubrany skromnie, głównie w ciemne ciuchy, które zakrywały chociaż część jego symboli na ciele. Zwykła, czarna podkoszulka, która delikatnie obciskała mu się na torsie oraz bluza w tym samym kolorze. Uważał, że wygląda w tym normalnie i dobrze. Był ostrożny i nie chciał się wygłupić, jakoś specjalnie się strojąc na spotkanie z Magnusem. Chociaż i tak zmienił ubrania na świeże. Na samą myśl o tym, że ma się widzieć z tym mężczyzną, zdenerwował się na tyle, że już ze spokojem nie mógł ot tak poinformować Jace’a, że odwołuje trening. Nie wytłumaczył mu przy tym, dlaczego to robi, co jeszcze bardziej wyprowadziło blondyna z równowagi.
Spodziewał się, że czarownik ściągnie na siebie więcej spojrzeń niż on. Chociażby przez te pomalowane oczy, które zawsze skupiały wzrok otoczenia. Jego też. Albo przez swoje niekiedy ekscentryczne odzienie. Czasami trudno było przewidzieć, czy będzie wyglądał przeciętnie, czy błyszczał na ulicy jak gwiazda Hollywood.
Znał miejsce spotkania bardzo dobrze, bo zdarzało mu się tu jadać nie tylko z Magnusem, ale też Jacem i resztą ekipy z instytutu. Jedzenie było bardzo dobre, ale tylko Magnus miał wstęp do pomieszczenia bardziej prywatnego, na tyłach lokalu, o którym nie wiedzieli zwykli klienci. I nie zdziwił się, gdy wreszcie po wejściu do restauracji, gdy uznał, że jednak poczeka na swoją randkę w środku, został poinformowany przez kelnerkę, że jego towarzysz czeka na tyłach.
Podziękował jej uprzejmie i wszedł do środka, naturalnie rozglądając się po wystroju. Już go znał, ale zawsze jego oczy kusiły te wszystkie malowidła na płótnach, rzeźby podtrzymujące filary czy figurki przynoszące szczęście. Kelnerka w orientalnym ubraniu wskazała mu drogę i w końcu otworzyła ukryte drzwi, wpuszczając go do małego pomieszczenia.
Nad niskim, kwadratowym stoliczkiem wisiały czerwone lampiony, a jedną ze ścian stanowiło w całości malowidło w czarno-czerwonych kolorach przedstawiające zmarszczoną taflę wody przy zachodzie słońca. Na stoliczku stała już butelka i małe szklaneczki. A na poduszce siedział Magnus. Ubrany na czarno, tak jak on, ale koszula pod marynarką miała jaśniejszy odcień i była rozpięta do połowy. Pomalowane na niebiesko oczy spojrzały na Aleca, a ten miał wrażenie, że znów ujrzał w nich kocie źrenice.
— Dzień dobry, piękności — czarownik przywitał się, siedząc nonszalancko z jedną nogą zgiętą w kolanie i opartym o nią łokciem.
— Dzień dobry, Magnus — Alec odpowiedział, zerkając za siebie, czy kelnerka już zamknęła za nim drzwi. Wolał, aby tak było i aby nie miał dodatkowych świadków. Szczególnie, kiedy Magnus w ten sposób się do niego zwracał. — Nie wiedziałem, że tu czekasz.
— Siadaj. Jesteś głodny? — Magnus zachęcił go gestem, wskazując miejsce naprzeciwko i przyglądając mu się przeszywająco. Przez telefon zawsze łatwiej było mu się z nim kłócić. Kiedy go widział, miał niekiedy ochotę jedynie być bliżej.
— Niespecjalnie, ale z chęcią coś zjem, skoro już tu jesteśmy. — Alec zajął wskazane miejsce na miękkiej, płaskiej poduszce. Usiadł po turecku, przedramiona opierając o kolana. — Długo już czekasz? — dopytał, po raz kolejny czując pewne skrępowanie, bo chciał być przed czasem, aby nie wypaść źle, a i tak to Magnus na niego czekał.
— Od śniadania — Magnus odpowiedział z uśmiechem i sięgnął po buteleczkę z azjatyckim alkoholem, a następnie rozlał symbolicznie do niedużych naczynek. — Udało ci się przełożyć trening?
Alec skinął głową i zajrzał do jednego z kubeczków, by powąchać zawartość. Miał wrażenie, że nie czuł żadnej woni, a płyn był przezroczysty jak woda.
— Tak, jak widzisz. I długo tu już siedzisz. Nie nudziłeś się? Nie miałeś niczego do zrobienia?
— Czytałem. Nie martw się. Ale dzisiaj przejmujesz się mną coś bardziej niż wczoraj. Nawet nie napisałeś, by zapytać, jak się udaje moja impreza — Magnus zauważył niewzruszenie i uniósł swój kubeczek w małym toaście. — Za twoje piękne oczy.
Nocny łowca od razu pokrył się lekkim rumieńcem, a jego spojrzenie uciekło w bok niepewne, czy to na pewno o nim jest mowa.
— E… Och, bo z reguły twoje imprezy są bardzo udane. Słyniesz z tego. — Nie odniósł się do toastu, ale także przechylił do ust naczynko. Tak, zdecydowanie nie była to woda, ale smak bardzo mu spasował.
Gdy się napili i odłożyli szklaneczki, Magnus podał mu kartę dań. Sam już wybrał, więc tylko czekał na wybór gościa.
— Byłyby jeszcze bardziej udane, gdybyś mi towarzyszył.
— Nie jestem za bardzo rozrywkowym typem. Nie wydaje mi się, abym tam pasował. — Alec schował połowę twarzy za kartą dań, swoje spojrzenie także na niej skupiając, nie na rozmówcy.
Magnus patrzył na niego przez chwilę w milczeniu. W końcu dyskretnie poruszył palcami, a Alec czytający orientalne dania w menu, ujrzał, jak litery się przemieszczają i układają w pytanie.

Wstydzisz się mnie?

Znowu spłonił się na policzkach. Nie odpowiedział, tylko spojrzał tymi swoimi niebieskimi oczami na czarownika i pokręcił głową. Tak przynajmniej myślał, ale miał wrażenie, że dziwnie wyglądałby u jego boku.
— Więc o co chodzi, Alec? — Westchnął mężczyzna.
— Ale w jakim sensie? — spytał łowca, zauważając już, że nie wybierze teraz żadnego dania.
— Dlaczego dalej się ode mnie dystansujesz?
— Dalej? Ale… jak? Znaczy, jak więc powinienem się zachowywać? Jestem tu przecież i rozmawiamy. — Strapił się, nie widząc, w którym miejscu popełnia błąd. Spotykali się jakiś czas, a on chyba zwyczajnie nie wiedział, jak powinien się zachowywać w relacjach między nimi. Było to coś nietypowego dla niego. Zwykle stał trochę z boku, radząc i mając nad wszystkim pieczę, ale oglądając akcję jakby z drugiego rzędu. Teraz za to Magnus skupiał się całkowicie na nim, jakby to on był w centrum zainteresowania i to od niego zależało wszystko, co się działo.
Przez chwilę wyraz jego przystojnej twarzy był analizowany, aż w końcu zamiast grymasu złości na twarzy Magnusa, ujrzał delikatny uśmieszek. Mężczyzna pochylił się ponad niskim stoliczkiem, ujął go za podbródek i pocałował.
— Jasne. Może musimy sobie radzić powoli. Dalej jesteś onieśmielony.
Alec przełknął ślinę, patrząc w umalowane oczy przed sobą. Serce trochę mocniej biło mu w piersi.
— Masz niewątpliwie większe w tym doświadczenie.
Magnus uśmiechnął się i w końcu dał mu spokój, by ten mógł wreszcie wybrać sobie danie.
— Też go nabierzesz — zapewnił. — Wybierz coś, ja zapalę świeczki — dodał, unosząc się ze swojego siedziska.
— A coś szczególnie polecasz? — nocny łowca zapytał, aby przy okazji dowiedzieć się trochę o gustach Magnusa. Cały czas go poznawał.
— Mają całkiem smaczne chrupkie noodle, krewetki w sosie curry, ale też właściwie każdy kurczak jest tu godny polecenia. Oprawę musisz wybrać pod swoje gusta. Ja zamawiam krewetki — odpowiedział Magnus, przy okazji zapalając każdą ze świeczek za pomocą swojej magii, a nie zapałek. Przez to tworzył się w tym pomieszczeniu inny klimat, jakby bardziej intymny, mimo że wciąż obaj wiedzieli, że za ścianą restauracji znajdują się pozostali goście.
— Myślę o czymś prostym — Alec zdradził się, przyglądając się to wysokiemu czarownikowi, to karcie dań. — Może właśnie kurczaka z makaronem. Są tu w końcu warzywa… — myślał na głos.
— Dbasz o dostarczanie wszystkich potrzebnych wartości odżywczych? — Magnus obejrzał się na niego i aby zaobserwować rumieniec na jego twarzy, dodał cicho: — Białko po kolacji sam mogę ci zapewnić.
Nie przeliczył się, a nawet dodatkowo dostał chwilę, kiedy Alec analizował, co usłyszał i z ze zdziwioną miną starał się zrozumieć, co Magnus chce mu przekazać. A kiedy już domyślił się, co mogło kryć się pod uśmiechem i tymi słowami, spłonął na całej twarzy jak lampion widzący ponad nimi.
— To… — i nie wydusił nic więcej.
Magnus znów odwrócił się do świeczek, jakby nigdy nic wznawiając czynność. Przy tym jednak uśmiechnął się do siebie. Chciałby być stoliczkiem pełnym jedzenia dla tego seksownego chłopaka i vice versa. I chyba właśnie miał pomysł… Ale tak, to może potem. Teraz przecież byli na kolacji.
— Więc kurczak z makaronem i warzywami, tak? Na słodko, na ostro?
— Na słodko. Tak myślę — Alec odparł, nieświadom myśli czarownika.
— Dobrze, pójdę zamówić. Poczekaj chwilę i rozluźnij się. — Magnus pochylił się do niego, ścisnął jego ramię i cmoknął go w policzek, a potem wyszedł z pomieszczenia.
Nocny łowca obejrzał się za nim i wziął głęboki wdech. Był skrępowany, ale jednocześnie dziwnie podekscytowany. Magnus tak się nim interesował… Patrzył wyłącznie na niego i kusił. Do tego okazywał zazdrość o niego, jakby mu naprawdę zależało. Powinien faktycznie się bardziej otworzyć i rozluźnić.
Chwilę czekał, ale nie specjalnie długą. Tym bardziej, że Magnus przybył już z ich zamówieniem. Postawił przed nim jego kurczakowe danie na czarnym, kwadratowym talerzu, a sam usiadł ze swoimi krewetkami, w postaci niemniejszej porcji. Była do tego sałatka w osobnej miseczce.
Nieustannie patrzył na Aleca, obserwował jego twarz, oczy, gesty. Zastanawiał się, czy Alec tak samo patrzy na Jace’a. To było silniejsze od niego.
— Masz dzisiaj cały dzień dla mnie?
Nocny łowca zaczął spokojnie jeść, co raz zerkając przed siebie na towarzystwo, z którym tu był.
— Poza treningiem, który odwołałem, aby się z tobą spotkać, nie miałem nic innego do zrobienia. Więc… chyba mam cały dzień dla ciebie.
— Mmm… i jesteś cały dla mnie? — Magnus ciągnął dalej tę rozmowę, samemu również jedząc, ale głównie skupiał się na rozmówcy. Chciał go oczarować, ale do tego potrzebował jeszcze bardziej prywatnego miejsca. Miał nadzieję, że gdy się w takim znajdą, Alec nie będzie tak skrępowany.
Chłopak przełknął ślinę, chociaż mogło to wyglądać, jakby zwyczajnie połykał kęs jedzenia.
— Też — odparł na wydechu, znowu czując, jak robi mu się cieplej w jego zwykłej, czarnej bluzie, a przecież na zewnątrz wcale nie było tak ciepło. W pomieszczeniu za to całkiem optymalnie. To wszystko przez tego mężczyznę, który sprawiał, że naprawdę nie panował nad reakcjami swojego ciała.
Przed Magnusem nigdy nie miał takich intymnych kontaktów z mężczyznami. Ukrywał swój homoseksualizm, który nie był najlepiej widziany, więc nawet nie przystosowywał się do myśli, aby z kimś flirtować. A chyba właśnie próbował to robić. Bardzo nieumiejętnie. To jednak Magnusowi nie przeszkadzało. Z jednej strony dlatego, że uważał tę nieporadność za niezwykle rozkoszną, ale też dlatego, że sam czuł się przez to pewniej.
— Więc zabieram cię do siebie. Dzisiaj nie będziesz walczył z siłami zła. Możesz zażyć trochę rozrywki. Szczególnie, że bardzo rzadko widzę, żebyś się śmiał.
— Bo nie ma wiele powodów ostatnimi czasy do śmiechu. Chociażby ostatnio, kiedy… — Alec już chciał zacząć opowieść, odnieść się do ostatnich sytuacji i nieciekawego incydentu, ale ostatecznie zamknął usta. — Nieważne… Nie mam ostatnio za dużo powodów do uśmiechu.
— Hm? Coś cię trapi, moje piękności? — Magnus zapytał, nieznacznie pochylając się nad stolikiem i wsuwając krewetkę między zęby.
— Nie, nie, że trapi. Martwię się jednak o resztę. Ostatnio jest u nas dość napięta sytuacja, Jace wyjątkowo mocno naciska, żebyśmy byli czujnie. Wolę być przygotowany na najgorsze, dlatego może wyglądam na strapionego. Nie przejmuj się tym — poprosił, samemu wracając zarówno uwagą, jak i spojrzeniem do jedzenia.
— Po co się tak przejmujesz resztą? Masz wpływ na tę atmosferę?
— Zawsze mogę z nimi rozmawiać. Może ktoś posłucha mojej opinii.
Magnus westchnął i przytaknął.
— Jesteś bardzo dobrym człowiekiem, Alec. Za bardzo myślącym o innych zamiast o sobie, ale powiedzmy, że to doceniam. Oby tylko nie zaprowadziło cię to kiedyś w pułapkę — powiedział, po czym uniósł się i usiadł obok chłopaka. Odwrócił jego twarz do ciebie, spojrzał na nią i pocałował go.
Nocny łowca westchnął z zaskoczenia i zacisnął dłoń na pałeczkach, którymi jadł. Zrobiło mu się bardzo, bardzo szybko ciepło i przymknął oczy na moment, aby wczuć się w smak warg mężczyzny.
Magnus ściągnął brwi, jeszcze chwilę go całując i delektując się smakiem jego warg ze znacznie większą rozkoszą niż smakiem swojego dania, aż w końcu cofnął się i uśmiechnął.
— Smaczny ten twój kurczak.
— O… matko… — Alec odetchnął głęboko, oblizując własne usta. Nie, zdecydowanie nie był przyzwyczajony do takiego obcowania z innym facetem.
— No wiesz? Mógłbyś chociaż „tatusiu”, jak wkraczamy na fetyszowskie tereny. — Magnus uśmiechnął się do niego trochę złośliwie, trochę z rozbawieniem. Nie odsuwał się bynajmniej. Był wciąż bardzo blisko.
Alec szybko spojrzał w jego oczy swoimi niebieskimi. Tak różnymi od jego czarnych włosów, które mocno z nimi kontrastowały.
— To… — zamilkł zaraz po tym, jak zaczął — było podłe — skończył po chwili i sam z szybko bijącym sercem wyciągnął szyję, aby jeszcze raz spróbować tych ust.
Zaskoczył tym starszego mężczyznę, ale bardzo pozytywnie. Od razu poczuł, że język Magnusa wsuwa się inwazyjnie w jego usta, że ten odpowiada na pocałunek głębiej i żywiej, a ciepła jak termofor dłoń właśnie dotyka jego uda. Trochę się usztywnił, jego ciało napięło się jak struna, a po kręgosłupie przebiegły dreszcze.
Odsunął się nagle, czując, jak na usta wpływa lekki, zakłopotany uśmiech, a w twarz jest mu specyficznie ciepło.
— Mmm… Jak ci się podoba spędzanie ze mną czasu zamiast treningów? — Magnus zamruczał przyjemnie, wpatrując się w jego twarz, tak żywo i szczerze reagującą.
— Jest… niecodzienne — Alec odparł na wydechu, aż obaj usłyszeli z jego kieszeni sygnał wiadomości. Nocny łowca spojrzał na Magnusa z przestrachem, jakby ktoś ich właśnie przyłapał.
Ten aż się zaśmiał z jego miny. Odsunął się i przeniósł na swoje wcześniejsze miejsce, żeby dokończyć jedzenie.
— Sprawdź, kto to. Nie widziałem tu zakazu używania komórek.
Alec więc sięgnął do kieszeni i odczytał wiadomość. Nie uśmiechnął się jak po pocałunku, tylko spojrzał znowu z poważną miną na czarownika z niepewnością.
— Jace pisze. Chce, żebym wracał do instytutu.
Magnus zastygł z krewetką nabitą na widelczyk.
— Słucham?
Alec spiął się i wciągnął powietrze nosem.
— Nie napisał z jakiego powodu…
— To zapytaj go. Jeśli chodzi o jakąś drobnostkę, chyba możesz powiedzieć „nie” swojemu idolowi? — Magnus zapytał z uśmiechem jedynie na ustach, ale nie w oczach. Wrócił do pozornie spokojnego jedzenia, ale Alec nie wyglądał na zadowolonego z jego tonu, czemu dał znak kwaśną miną.
— Nie musisz być na mnie zły za to, że cię informuję, że to właśnie on pisze — powiedział gorzko i szybko napisał pytanie do kolegi z instytutu, o co chodzi i poinformował go, że jest zajęty.
— Przepraszam — Magnus mruknął pochmurnie, ale gdy tylko wyobraził sobie Jace’a piszącego taką wiadomość i na pewno w stu procentach pewnego, że Alec przyleci do niego w mgnieniu oka, irytacja wzbierała się w nim jak jakiś rosnący nowotwór.
— Nie masz za co przepraszać… Dziwnie się tylko czuję, kiedy reagujesz w taki sposób. Aż tak źle to wygląda z boku? — Alec spytał, także wpatrując się w resztki na swoim talerzu. Zostały mu na nim może dwa zimne kawałki mięsa i warzyw. A przy tym w napięciu czekał na odpowiedź. Obawiał się, że będzie musiał wyjść i żadne jego słowa nie załagodzą złości Magnusa.
— Źle wygląda, gdy myślę i wiem, że wolałbyś, by zamiast mnie siedział tu Jace i to on okazywał ci to, co ja okazuję i on mówił, że cię ko… — Magnus mówił, patrząc mu w oczy, ale nie skończył, bo jego wyznanie przerwał dźwięk wiadomości dochodzący z telefonu Aleca.
Nocny łowca spojrzał na czarownika przepraszająco i w końcu odetchnął głęboko i z wielką ulgą. Od razu schował z powrotem telefon i wstał od stolika. Przeszedł na drugą stronę i usiadł obok Magnusa, tak jak ten obok niego chwilę temu.
— Nie myślę o nim i aż nie wierzę, że to mówię, ale wielki czarownik w tej kwestii się myli.
Starszy mężczyzna ściągnął brwi i spojrzał na niego pytająco i sondująco. Przemknął wzrokiem po przystojnej, młodej twarzy przed sobą i wykorzystawszy, że Alec siedzi tak przyjemnie blisko, objął go w talii.
— Powiedz mi więcej. Wciąż ci nie wierzę — powiedział cicho i pocałował go delikatnie w policzek.
— Jace chciał mojej rady, ale napisał, że poczeka, a ja nawet po tym mu nie odpisałem. Siedzę zamiast tego tutaj i myślę tylko, że jeszcze dużo dnia zostało. A ja nie wiem, na co być przygotowanym — mówił, starając się robić to do rzeczy, a nie pleść, byle pleść. Chciał uspokoić Magnusa, bo wiedział, że cały czas robi coś niewłaściwego, że nie wie, jak poruszać się po tych relacjach, a za nic w świecie nie chciał zniszczyć tego, co mogło powstać między nimi. To było zbyt piękne, a równocześnie realne, żeby to zaprzepaścić.
Tym razem swoją wypowiedzią uzyskał uśmiech na twarzy czarownika, co od razu dało mu wielką ulgę. Poczuł też, że ten przyciąga go do siebie trochę bliżej, a potem całuje go w szyję, odsuwając przy tym nosem jego czarne, przydługie włosy.
— Przekonasz się u mnie w domu, ślicznoto. Jeśli się najadłeś, to już czeka nas tylko zabawa.
— Tak to nazywasz? — Alec spytał, siedząc bardzo blisko niego i uśmiechając się przez widok uśmiechu na ustach Magnusa. Jego spojrzenie przy tym było elektryzujące.
— Mogę to nazwać sprośnym seksem, jeśli chcesz — Magnus szepnął mu do ucha i possał jego płatek.
Alec momentalnie poczerwieniał na twarzy i aż zasłonił sobie połowę twarzy dłonią, czując, jak się gotuje. Nie, zdecydowanie tego się nie spodziewał. Niby powinien zareagować entuzjazmem, jak każdy zdrowy na umyśle nastolatek, ale wcale nie był przekonany, czy to dobry pomysł.
— Nie znamy się za krótko? — wydusił, nadal nie patrząc na czarownika, tylko paląc się ze wstydu.
Usłyszał głębokie westchnienie przy szyi, ale potem Magnus zerknął mu już w oczy i pogłaskał go po brwi.
— Możemy zabawić się delikatniej, jeśli chcesz. Ale i tak będę do tego potrzebował ciebie nagiego.
Ostatnie słowo Alecowi wcale nie pomogło w rozluźnieniu się i pozbyciu rumieńca z twarzy. Nigdy w życiu nigdy z nikim nie rozmawiał o seksie, a co dopiero z osobą, z którą potencjalnie mógł go mieć!
— Ale… — zaczął, ale nie wiedział, jak skończyć, aby nie wyjść na frajera.
— Ale…? Czyżby dziewictwo powstrzymywało cię nawet przed dotykaniem? Och… może się boisz, że dojdziesz, gdy tylko dotknę twojego sutka? — Magnus uśmiechnął się trochę złośliwie, bo ta rozmowa zaczynała go bawić.
Alec, jakby mógł, stałby się jeszcze bardziej czerwony. Nie mógł, więc spojrzał z jawną pretensją w twarz czarownika. Pogrywał sobie z nim podle, a to nie było przyjemne, kiedy czuło się jak na kruchym lodzie.
— Bawi cię to?
— Nnnn… — Magnus pokręcił na boki głową, mrużąc oczy, jakby się zastanawiał. — Trooochę — przyznał w końcu i skubnął zębami wargę urażonego partnera.
Ten nadal był czerwony i zażenowany.
— Nie chcę, abyś się mną bawił tylko dlatego, że nie mam twojego doświadczenia — wymamrotał w jego usta.
— Ojojoj, nauczysz się — Magnus zapewnił go, wciąż z uśmiechem i wciąż cmokając jego miękkie wargi. — To co, śliczności, idziemy do mnie?
Alec nie był w stu procentach do tego przygotowany. To, jak w tej chwili z rozbawieniem do tego podchodził Magnus, było onieśmielające. Idąc na ten lunch, nie spodziewał się, że może się skończyć czymś więcej.
— Pod jednym warunkiem.
— Jakim?
— Przestaniesz z żartami na temat mojego braku doświadczenia.
Magnus wzniósł oczy ku niebu z żalem, ale w końcu przytaknął.
— Niech będzie. Nie będę robił sobie żartów z twojego stającego na widok bananów, ogórków czy pączków z dziurką ptaszka. Od teraz — odpowiedział, a kącik jego ust znów powędrował w górę.
Nocny łowca skrzywił usta na znak urażonej dumy, ale i tak skinął głową.
— Trzymam za słowo. Idziemy więc? — spytał, unosząc się.
Magnus zgodził się i wstał. Rachunek był opłacony zawczasu, więc po wyjściu z ustronnego pomieszczenia pokierował się ze swoim towarzyszem prosto do wyjścia. Dotarli do drogiego, trochę krzykliwego samochodu stojącego nieopodal pomiędzy innymi, gęsto zaparkowanymi samochodami. W Nowym Jorku o tej porze było bardzo tłoczno, co dawało na swój sposób poczucie anonimowości, ukrycia, które pasowało wycofanemu Alecowi, ale z drugiej strony trochę przytłaczało i sprawiało, że człowiek mógł poczuć się mniej indywidualnie, a bardziej jako całość czegoś większego. Och, gdyby tylko ci wszyscy ludzie na ulicy wiedzieli, że właśnie mijają największego czarownika Brooklynu i nocnego łowcę, który walczy z demonami…
Alec wiedział, dokąd jadą, bo bywał już u Magnusa, ale jeszcze nigdy tylko z nim. Zwykle towarzyszył mu Jace albo ktoś inny z instytutu, gdy potrzebowali pomocy gospodarza. Z nim samym za to spotykał się sam na sam tylko w publicznych miejscach, które oferowały mu swoiste poczucie bezpieczeństwa. Miał więc teraz wrażenie, że jedzie do jaskini lwa, chociaż z drugiej strony wiedział, że nic mu nie grozi z rąk Magnusa. Zresztą… sam też potrafił walczyć, w razie czego, bo w końcu szkolił się nie od dziś i przetrwał niejedną walkę z siłami zła. Liczył tylko, że swoich umiejętności nie będzie musiał wykorzystywać i że Magnus dotrzyma danego słowa. Że spędzą miło wspólny czas, że nauczy się czegoś nowego i pozna się bliżej z ciałem czarownika. Starał się być dobrej myśli.
— Dziwnie, kiedy jest tu tak pusto — skomentował, gdy byli już na miejscu i rozglądał się po dziedzińcu, na którym się poznali i na którym odbywała się impreza.
— Jeszcze wczoraj tak nie było. Ale na szczęście goście zdążyli się wynieść — Magnus odpowiedział, prowadząc go dalej do drzwi. On sam też był podekscytowany tym, że byli tu razem. Żałował tylko, że wczoraj Aleca nie było. — Jesteśmy już sami, więc nie musisz się przy mnie krępować — dodał, chcąc go jakoś rozluźnić. Gestem zaprosił chłopaka do środka.
Alec zamyślił się nad tym, co usłyszał.
— Myślisz, że się krępuję? Widać to tak? — spytał, a zdradliwa myśl, że zapewne Jace by się czuł zupełnie swobodnie, ukłuła go boleśnie.
— Trochę. Znamy się już jakiś czas, Alec. Może właśnie przez swoje niedoświadczenie jesteś spięty? Pójście na całość by cię otworzyło — Magnus mówił, już krocząc przez duży hol i, na szczęście, czystą i posprzątaną po wczoraj podłogą.
Prowadził chłopaka do salonu naprzeciwko wejścia, tuż za szerokim łukiem, gdzie było przytulnie, ciepło, a liczne kanapy były wygodne, w razie czego, i nie były łóżkiem, więc nie sugerowały od razu, że można na nich oddawać się igraszkom.
— Ten czas nie jest jednak szczególnie długi. Ty zwykle idziesz tak na całość? — chłopak pytał, idąc obok, ale trochę z tyłu. Na pewno nie wyprzedzał gospodarza, ale zachęcony gestem pierwszy przysiadł na kanapie. Była biała, szeroka i pełna poduch. Przed sobą miał długi, niski stolik i duży ekran telewizora. Długie zasłony zwisały na jasną podłogę, a na szafkach i półkach stały różne przedmioty, których przeznaczenia nie znał, choć niektóre symbole na nich na pewno kojarzył. Zastanawiał się, czy Magnus przyjmuje w domu innych gości, nieświadomych tego „drugiego” świata, który istnieje równolegle do ich szarej rzeczywistości. Czy wiedzą oni, u kogo goszczą i jaki to zaszczyt?
— Nie, nie idę, chyba że ma to być szybka rozrywka. Ale nie wiążę się z też z nikim na dłużej, jak ci już mówiłem. Jesteś pierwszy od bardzo, bardzo dawna — Magnus powiedział już do jego ucha, gdy pochylił się za oparciem kanapy, oparł o nie łokcie i cmoknął Aleca w płatek.
Nocny łowca poczuł specyficzny dreszcz na całym ciele. Aż delikatnie go zmroziło, aby zaraz rozgrzać od środka. Czuł to tylko z tym konkretnym mężczyzną i nie potrafił tego porównać do niczego innego.
— Więc… dlaczego mi to radzisz? Myślisz, że inna metoda na mnie podziała? — drążył, odchylając głowę do tyłu, aby spojrzeć na tę szczupłą twarz o wąskich oczach. Podobała mu się ta miodowa cera Magnusa. Cały Magnus mu się podobał.
— Może. Nie wiem, co by ci pomogło. No… może trochę alkohol, ale bądźmy dojrzali… — czarownik zamruczał i wsunął palce w jego włosy. — Boisz się, co o tobie pomyślę? Dlaczego tak w ogóle się przy mnie krępujesz? Z Jacem rozmawiasz normalnie. Ba! Widziałem nawet, jak mu pyskujesz.
— Znamy się dłużej… i — Alec zawahał się — jego opinii o sobie nie zmienię. A jeśli nawet, to niewiele to zmieni w moich relacjach z nim. Jest więc coś w tym, co mówisz, że obawiam się twojego zdania. Do tego wydajesz się doskonale wiedzieć, co robisz, a to jest czasami krępujące.
— Jeżeli planujesz być ze mną dłużej, to w końcu i tak poznam cię takiego, jaki naprawdę jesteś. Nie musisz więc się tak przejmować i ukrywać czegoś, czy starać się zachowywać poprawnie. — Magnus przy tych słowach już obszedł kanapę i zaczął wyciągać z barku różne rzeczy. Dziwne rzeczy. Takie jak słodkie syropy, pudełka z posypkami czy miski z owocami. Alec z jakiegoś powodu mniej by się zdziwił, gdyby ten wyciągnął pieczęć czy jakieś magiczne puzderko. — Bądź sobą, Alec, bądź szczery, bo chcę poznać ciebie, a nie odbicie ciebie.
— Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz — Alec mruknął bardziej do siebie, zerkając na każdą rzecz, jaką Magnus stawiał na stoliku. — I widzę, że nie gardzisz słodkim. Lubisz coś szczególnie? — spytał, obserwując czarownika analizującym spojrzeniem. Szczupły, przystojny, o zaczepnym poczuciu humoru i dużej ekspresji. Że też zwrócił uwagę właśnie na niego… To było dla niego niepojęte.
— Oczywiście — Magnus obejrzał się na niego, przekładając wszystko, co wyciągnął na dużą tacę. Gdy ją podniósł, wysunęły się nóżki z kółeczkami. — Sutki polane syropem truskawkowym — dodał z chytrym uśmiechem, zbliżając się do gościa.
Alec zapomniał języka w ustach. Nie był przygotowany na taką odpowiedź, przez co jego rumieniec powrócił na twarz z nową siłą. Miał wrażenie, że dzisiaj czarownik szczególnie zwraca uwagę na cielesność.
— Mówiłem, że będę potrzebował do tego ciebie nagiego — Magnus przypomniał mu i postawił ruchomą tackę na podłodze, przed stolikiem od strony telewizora. Następnie podszedł do swojego chłopaka, usiadł mu na kolanach bez skrępowania i rozpiął jego czarną bluzę. Powoli.
Alec przełknął ślinę nerwowo, patrząc to na twarz czarownika, to na jego palce.
— To… — Nie, nie umiał jednak znaleźć słów poza takimi zwykłymi frazami wyrażającymi zaskoczenie. Byli tak blisko siebie, a mieli być jeszcze bliżej, robić coś wyuzdanego. Przynajmniej według planu gospodarza. Serce zaczęło mu szybciej bić w klatce piersiowej.
— Mm? — Magnus mruknął i zdjął mu bluzę. Jeszcze tylko podkoszulek i będzie miał przed sobą półnagiego łowcę.
— Nic… Mam ciarki — ten przyznał zgodnie z prawdą i w chwili, kiedy tylko słowa wyszły z jego ust, pożałował ich. Nie był z tych, którzy mówili, co im ślina na język przyniesie, a przy tym mężczyźnie całkiem się zapominał i czuł się jak dziecko, pierwszy raz wsiadające na rower.
— To bardzo dobrze, przynajmniej jesteśmy pewni, że naprawdę lecisz na facetów, a nie była to tylko nastoletnia, dziwna ciekawość — Magnus zażartował i podciągnął mu koszulkę. — Ręce do góry, śliczności.
— Jakby była to ciekawość, nie męczyłbym się z tym tak bardzo. Nie musiałbym tego ukrywać — nocny łowca odparł z goryczą, unosząc ręce. Nie było dobrze widziane, aby taki był.
Został pozbawiony koszulki, a potem dłonie Magnusa spoczęły na jego szczupłym torsie. Takim pociągającym, proszącym się o dotyk… Czarownik bardzo się cieszył, że Jace nie dostrzegał tych wszystkich zalet, które teraz widział on. Nie chciał dzielić się z nikim tym chłopakiem.
— Już wiem, dlaczego się tak krępujesz — powiedział i pogłaskał jego skórę. — Uważasz, że to, co robisz, jest złe, skoro musisz to ukrywać.
— Nie jest powszechnie akceptowane, to wiem na pewno — Alec odparł, biorąc głębszy oddech i skupiając się bardziej na dłoniach na nagim ciele niż na rozmowie. Jego własne ręce leżały po bokach ciała i niepewnie trzymały się bioder Magnusa. Przez te wszystkie bodźce był uroczo zarumieniony, nie tylko na policzkach, ale również na szyi i klatce piersiowej. A przecież teoretycznie nie robili jeszcze niczego obscenicznego.
Czarownik obserwował te niepewne gesty i objawy zupełnego braku doświadczenia. Uważał, że jest to niezwykle słodkie, ale również miał nadzieję, że Alec będzie go podniecał też wtedy, gdy nauczy się gry miłosnej i stanie się w niej pewniejszy.
— Cóż… Więc możesz być pewien, że w moim domu nie spotka cię żadna ujma, gdy penis stanie ci od otarcia się o męskiego osobnika — zapewnił z lekkim uśmiechem i zsunął się z jego kolan. Wyciągnął do niego dłoń. — Chodź na stoliczek. Dam ci poduszkę pod głowę.
Nocny łowca nie wyglądał na przekonanego do tego pomysłu. To było zbyt wyzywające i odsłaniające. Pomijając już oczywisty fakt, że czułby się zwyczajnie głupio, kładąc się na stole. Był skrępowany samymi pocałunkami, przytulaniem, a co dopiero czymś takim! Magnus rzucił wcześniej żarcik o „fetyszowskich” terenach, a teraz sam chciał się bawić z jego ciałem ubogaconym słodkim jedzeniem.
— A nie możemy zostać na kanapie?
Magnus ściągnął brwi i założył ręce na piersi.
— Kanapa jest biała, syrop jest czerwony… Nie jestem pewien.
— Och… — Alec strapił się. O tym nie pomyślał. Jednak… — Ale na imprezach nie udostępniasz tego pomieszczenia?
Magnus westchnął i w końcu usiadł na skraju stolika naprzeciwko chłopaka. Wzrok zdradziecko uciekał mu na jego różowe sutki, ale starał się skupiać na oczach.
— Między innymi.
— Och… Czyli jednak stolik? — Alec spytał, już czując, że to nieuniknione, więc powiedział to pewniejszym głosem.
Czarownik zmrużył swoje wąskie oczy i znów zabłysnęły one jak kocie. Chwilę nie odpowiadał, tylko patrząc, aż w końcu machnął ręką, a taca na kółkach wraz z całym słodkim wyposażeniem pojechała po podłodze z powrotem w stronę kredensu.
— Chyba jednak nie. Nie chcesz. Widzę, że nie chcesz i jestem w stanie to zrozumieć. Jest to dla ciebie coś nowego i pewnie chcesz zacząć lżej — zapewnił, by Alec był co do tego przekonany. — Ale nie wiem, czy w ogóle mnie pożądasz.
Młody nocny łowca spojrzał na niego z zaskoczeniem w swoich błękitnych oczach. Jak niby miał na coś takiego odpowiedzieć?! I skąd wzięło się to niespodziewane i krzywdzące oskarżenie?!
— Pytasz, czy mi się podobasz? — spytał, a czarownik mógł zauważyć, jak jego spojrzenie szybko przebiega mu po sylwetce.
— Nie, o nic nie pytam, Alec. Jesteś zamknięty, zimny i wystraszony, gdy się zbliżam. Jak mam to inaczej odebrać?
— A dlaczego w takim razie w ogóle tu z tobą jestem? Dlaczego też myślisz, że się tak denerwuję? — zripostował, trochę urażony tym, co przed chwilą usłyszał. Odebrał to tak, jakby Magnus chciał tu być z kimś zupełnie innym, opcjonalnie z kimś innym w jego ciele, kto byłby pewniejszy, bardziej otwarty i chętny do takich zabaw. Był chętny, ale…! Przecież nie znał się na grze miłosnej, miał swoje obawy i mimo swojej funkcji, wciąż był nastolatkiem, w którym buzowały hormony, kompleksy i obawy!
— Może jesteś tu dlatego, bo czujesz, że lecisz na facetów, ale równocześnie zaczynasz rozumieć, że ja cię nie pociągam i jednak nie wiesz, czy w ogóle chcesz ze mną spróbować? Bo jestem jedyną dostępną ci opcją? Nie wiem, Alec! — Magnus na koniec podniósł głos i przeszedł kilka kroków po wypastowanej podłodze w swoim saloniku. Potem wcisnął dłonie w kieszenie spodni i uśmiechnął się do rozmówcy chłodno. — Bądź bardziej odważny. Nie tego was tam uczą?
— Chcesz mnie sprowokować? — Chłopak także zaczął się burzyć. — I to, co mówisz, jest podłe. Nie jestem jak Clary albo Jace, aby rzucać się w to wszystko bez zastanowienia. To oni wpadają, widza kogoś i od razu myślą, że znają wszystkie odpowiedzi! Tak trudno ci zrozumieć, że nie jestem taki jak oni? Czy to tobie chodzi tylko o moje niebieskie oczy?
— Och, nie chodzi mi o twoje oczy! — Magnus jęknął, a jego własne tęczówki i śrenice znów zabłysnęły kocio. — Chodzi o to, że nie wiem, czy mam cię dotknąć i czy jak to zrobię, to się wzdrygniesz, czy zapragniesz więcej. Czym dla ciebie jestem? Pierwszym eksperymentem?
— Pierwszym, który zwrócił na mnie uwagę — Alex od razu odpowiedział, nadal z opanowaniem, ale już wyłamywał się ze swojego codziennego ja, w którym nie pokazywał, jeśli nie musiał, zbyt wiele swoich uczuć. — Ty za to masz wieloletnie doświadczenie. Masz pewność siebie, a do tego chcesz wiedzieć wszystko już i teraz, jakby… jakbym tak samo rozumiał siebie jak ty siebie.
— A co ci podpowiada intuicja? — Magnus zadał według siebie kluczowe pytanie. Podszedł przy tym do nocnego łowcy i stanął nad nim przy kanapie. — Że chcesz mnie czy nie?
Alec przełknął ślinę i wpierw skinął głową.
— Że chcę.
Naraz Magnus mimowolnie zaśmiał się z tej prostej odpowiedzi.
— To już jest jakiś progres. Martwię się tylko, kiedy zaczniesz to okazywać.
— Spieszy ci się? — Alec zapytał, patrząc na niego z dołu zaskakująco hardo. — Masz tyle lat, a mówisz się, jakby brakowało ci czasu.
Pierwszą odpowiedzią na jego słowa był pocałunek, gdy czarownik niespodziewanie pochylił się, oparł dłonią o oparcie za nocnego łowcą i pochwycił wargami jego miękkie usta. Dopiero potem odpowiedział werbalnie.
— To dlatego, że w przeciwieństwie do ciebie wiem, czego pragnę. I nie mogę się doczekać, kiedy to dostanę.
— Więc to niecierpliwość, a nie obawa, że tego nie dostaniesz… — Alec podsumował już spokojniejszym głosem i objął czarownika za kark, aby także oddać pocałunek. Aby naprawdę okazać mu, że go pragnie, tylko zwyczajnie się… boi.
— Och, jesteś dla mnie jak przeklęty pas cnoty… — Magnus szepnął w jego usta, mrużąc oczy.
— Ponoć czekanie wzmaga smak efektu — Alec odparł miękko i znowu pocałował, już z własnej inicjatywy, usta Magnusa. — Ale… ale możemy przenieść się gdzieś.
— Gdzie? — Magnus tym razem bardziej skupił się na rozmowie, chociaż soczyste wargi Aleca były jak najsmaczniejszy nektar.
— Gdzieś bez stolików i wrażliwych kanap, ale gdzie będzie wygodnie.
— Chyba wiem, gdzie będzie idealnie.
Czarownik odsunął się od niego i wyciągnął do niego dłoń zachęcająco. Był już spokojniejszy niż podczas wymiany zdań sprzed chwili, choć wciąż nie wiedział, do jakiego punktu zmierza jego dzisiejsze spotkanie z tym nastolatkiem.
Chłopak wstał i nie puszczając jego dłoni, udał się w ślad za nim. Także czuł się spokojniejszy niż na początku, kiedy tu przyszli. Lubił Magnusa, ale wolał, kiedy ten respektował to, że nie jest taki, jak inni albo jak on sam.
Przeszli w kierunku krętych, sosnowych schodów i znaleźli się na piętrze. Wielkie okna w szerokim korytarzu po jednej stronie sprawiały, że cała przestrzeń była bardzo jasna i ciepła. Magnus poprowadził go do końca, potem skręcił w lewo i wszedł tym razem na poddasze, już węższymi schodkami.
Tutaj było już bardziej… przytulnie niż na parterze. Pod niskim sufitem z jednej strony zawieszone było wiklinowe, wielkie siedzisko, które wyglądało bardziej na hybrydę hamaku z łóżkiem. Pełno na nim było białych poduszek oraz równie jasna pościel. Po drugiej stronie pomieszczenia można było dostrzec poduchy i ozdobne dywany zawieszone na ścianach, a obok niskie stoliczki z małymi fajkami wodnymi i kadzidełkami. Było też wiele puf, foteli i materacy zasłanych wzorzystymi kocami. Do tego był nawet stary odtwarzacz płyt winylowych i inne podobne temu stylowi dekoracje.
— Dostatecznie wygodnie? — Magnus zapytał, popatrując na niego z lekkim uśmiechem.
Alec oglądał to wszystko z zachwytem coraz śmielej pokazującym mu się na ustach. W końcu spojrzał na Magnusa.
— Pasujesz tu — skwitował i podszedł do niego. Objął go w pasie i pocałował lekko.
— Możemy pasować tu razem — Magnus odmruczał z uśmiechem, ujmując jego policzek i również go cmokając. Nie robił jednak wiele więcej. Nie wiedział, czego dokładnie Alec chciał. Cieszył się, że kłótnia nie skończyła się gorzej, ale wciąż nie był pewien, w jaki sposób postępować, by nie zrazić do siebie tego chłopaka, a pchnąć ich relacje dalej. Zakotwiczyć je w innym, rozkosznym wymiarze.
— Możemy położyć się na tym… — Alec zaciął się, bo nie wiedział, jak nazwać coś, co przypominało okrągłe, trochę wklęsłe łóżko podwieszone pod sufitem.
Magnus uśmiechnął się w odpowiedzi i wyswobodził się z jego uścisku. Skoro Alec nie chciał się rozbierać, zamierzał samemu to zrobić, więc zdjął z siebie marynarkę, a potem koszulę i dopiero potem pociągnął młodego łowcę za dłoń w stronę miękkiego posłania.
Ten od razu zarumienił się i większymi oczami spojrzał na gołe ciało czarownika. Nie widział pierwszy raz gołej klatki piersiowej, ale żadnej innej wcześniej nie mógł ot tak pogładzić czy pocałować.
— Poczekaj… — zawahał się, kiedy już Magnus wciągał go do tego podwieszanego kosza.
— Na co…? — Ten obejrzał się na niego, już czując kolejny problem i zawahanie.
Alec nie odpowiedział. Zabrał mu za to dłoń i moment jeszcze patrzył na wpół rozebranego starszego mężczyznę. Po tym odetchnął ciężko i głęboko i sięgnął do jego boku, żeber i brzucha. Przesunął dłonią po tym ciele, by poznać je, choć wiedział, że może to też zrobić na posłaniu. Ale to było silniejsze od niego, szczególnie przemknięcie palcami po sztywnym, drobnym sutku, który jeszcze bardziej stwardniał po tym dotyku. Dopiero po tym bez żadnego komentarza wszedł na posłanie.
Dawno nie widział, żeby czarownikowi zabrakło języka w ustach, ale to na pewno był jeden z tych momentów. Jego spojrzenie przebiegło po ciele nocnego łowcy, a oddech na chwilę się zatrzymał. Po tym Magnus ułożył się na boku, podparł na łokciu i wyciągnął dłoń do żeber Aleca. Dotknął je tak delikatnie, że wręcz je połaskotał.
Młody łowca od razu poczuł ciarki na całym ciele oraz to, że jego sutki robią się twardsze, zupełnie jak przed chwilą brodawki czarownika.
— Tego… chyba chciałeś, prawda? — spytał, uśmiechając się ostrożnie i wyciągając, aby pocałować gospodarza. Miał nadzieję, że dobrze zrobił.
— Mmm… — Magnus odmruczał tylko i przesunął dłonią po jego boku. Potem w dół, na jego pośladek i udo, aby nasunąć jego nogę na swoją.
Alec jeszcze był tym trochę skrępowany, ale powoli przyjemność, jaką czerpał z towarzystwa, zwyciężała. Pocałował po raz kolejny usta starszego mężczyzny, leżąc z nim na boku, torsami do siebie. Też zarzucił dłoń na jego bok, od razu czując szalone sensacje, że dotyka czyjegoś nagiego ciała.
— Podoba ci się to? — Magnus szepnął w jego usta, głaszcząc go kciukiem po boku. Trzymał go delikatnie i pozwalał mu zapoznać się ze swoim ciałem. Alec naprawdę był inny. Spodziewał się po nastolatku w tych czasach, że będzie chciał szybko zaliczyć, mieć ten swój pierwszy raz, a Alec był specyficznie defensywny.
— Tak — chłopak odparł szczerze i prosto. Nie kręcił, nie używał zbyt wielu słów. Był sobą, jak tylko był w stanie. — Tu też mi się bardziej podoba. Jest spokojniej i… lepiej — dodał, co myślał, znowu sięgając ustami do warg czarownika. — A z tak bliska lepiej widzę twoje spojrzenie.
— Ja twoje też, moje śliczne oczęta… — Czarownik skierował dłoń do jego skroni i pogłaskał go tam. — Zabawy z tobą to jak oswajanie małego kociaka, który pierwszy raz znalazł się w obcym domu.
Gość spojrzał na niego z pretensją. Właśnie tego się obawiał. Że się wygłupi, że wyda się jeszcze bardziej zielony w tym temacie niż był.
— I lubisz sprawdzać, kiedy ten cię podrapie, a kiedy zamruczy? — spytał w podobnym tonie.
— Inaczej się nie dowiem, na co sobie mogę pozwolić, a na co nie.
Alec uśmiechnął się i pokręcił głową, a zaraz potem sięgnął do ust naprzeciwko swoich i znowu je pocałował. Nie miał dość. Ta pieszczota była dla niego nowa, ale za każdym razem przekonywał się, że jest cudowna i elektryzująca.
— Aż obawiam się, co jeszcze wymyślisz — powiedział i nie dał Magnusowi czasu na kolejną odpowiedź, bo przedłużył pocałunek, przysuwając się bliżej.
Przymknął przy tym oczy, zatapiając się na moment w tej cudownej, rozluźniającej pieszczocie. Po chwili jednak miał dziwne wrażenie, że coś się zmienia. Jakby… robiło się ciemniej. Odsunął się więc od ust czarownika i otworzył oczy.
Tak, zdecydowanie zrobiło się ciemniej, a to wszystko za sprawą palców Magnusa, gdy ten swoją magią sprawił, że kuliste, wklęsłe posłanie zaczęły otaczać półprzezroczyste, białe ścianki, zamykające ich w swoistej kuli. Miał też wrażenie, że w środku zrobiło się cieplej. A w niektórych miejscach na ściankach pojawiły się blade, świecące się punkciki, aby nie zniknęli w całkowitych ciemnościach.
Gdy znów spojrzał na twarz gospodarza, ujrzał na niej ten specyficzny, przebiegły uśmieszek.
— Jeszcze ustronniej i intymniej — skomentował, patrząc w jego oczy. — Dbasz o nastrój — dodał i pogładził jego bok czule. Był podenerwowany, ale romantyczny nastrój i klimat zaczynał mu się udzielać. Lepiej się czuł, kiedy było tak intymnie jak teraz, niż kiedy byli w jasnym salonie czy w restauracji. Miał Magnusa tylko dla siebie, tak samo jak ten miał go dla siebie.
— Mam wrażenie, że taki ci bardziej odpowiada. — Magnus tym razem bardziej dyskretnie poruszył palcami, żeby sprawić, by w środku było znacznie cieplej. Może Alec skusi się, by jeszcze coś z siebie zdjąć…?
— Mhm, chyba tak. Chyba tak jest przyjemniej — Alec zgodził się, czując przy tym, że robi się cieplej, ale na razie nie reagował na to w żaden sposób. Było mu dobrze tak, jak było. I pocałunki wystarczały mu na tę chwilę. Nie znaczyło to, że nie zrobi czegoś więcej za chwilę, ale to, że Magnus się do niego dostosowywał, nawet robiąc te swoje sztuczki, go cieszyło.
— Ktoś wie, że tu jesteś, czy jakbym zamknął cię w tej kuli na zawsze, to nikt by cię tu nie szukał? — usłyszał niski głos przy uchu, gdy Magnus przytulił go do siebie bardziej zaborczo.
— Mam nadzieję, że jednak ktoś by mnie szukał… — odparł, miło połechtany tą zaborczością. Nie był do niej przyzwyczajony, ale to i tak było jakoś na swój sposób przyjemne. Podbudowywało go to i uświadamiało mu, że może mieć coś, czego pragnie, a nie musi zawsze uganiać się za czymś nieosiągalnym, jak Jace. — Ale na trochę możesz mnie tu zamknąć. Co już w sumie zrobiłeś.
— I mam ochotę trzymać cię tu do jutrzejszego śniadania…
Alec przełknął ślinę.
— Może… będziesz mógł — wydusił, licząc, że się nie ośmiesza.
Nie wyglądało na to, bo zamiast uśmieszku, na twarzy Magnusa zobaczył zadowolenie. Tylko wtedy czarownik tak specyficznie mrużył oczy. Do tego wyciągnął się i delikatnie go pocałował. I dźwięk cmoknięcia został nagle zagłuszony przez dźwięk nadchodzącego połączenia w komórce nocnego łowcy.
Alec spiął się od razu i spojrzał na swoją kieszeń.
— Tylko zobaczę, o co chodzi — rzucił, zerkając pytająco na Magnusa, który wycofał dłoń z jego nagiego boku i jedynie skinął głową.
Chłopak więc sięgnął do telefonu i odebrał.
— Tak?
— Alec… — to był zdyszany głos Jace’a, w którym od razu wyczuł silne emocje. — Wampirom totalnie odbiło… Cholera…! Mają… mają Clary, chcą ją wśród swoich. Uch! Potrzebujemy cię. Teraz!
Chłopak od razu się uniósł i spojrzał z przestrachem na Magnusa.
— Jak… jak do tego doszło? Co się stało?! — spytał, zaaferowany. To nie było coś, czemu mógłby odmówić. Musiał pójść i im pomóc! Spojrzał więc na czarownika prosząco, aby go wypuścił.
— Mam ci to przez telefon tłumaczyć?! — pełen emocji i nerwów głos Jace’a pobrzmiał w telefonie niczym cios z miecza. — Queensbridge, w Ravenswood Generating Station. Pospiesz się! — krzyknął na koniec i rozłączył się.
Magnus za to dalej leżał w swojej nonszalanckiej pozycji i tylko na niego patrzył. Ścianki wciąż tworzyły zamkniętą kopułę.
Alec wyglądał na rozdartego.
— Muszę iść, wampiry porwały jedną z nas… — zaczął i pochylił się do gospodarza, nagle mocno go całując. — Chodź ze mną.
Czarownik uniósł dłoń, a ścianki rozpadły się w pyłek, ukazując im pomieszczenie i znów wypuszczając ich z tego magicznego miejsca do szarej rzeczywistości. On jednak nie ruszył się z posłania, a jedynie przekręcił się na plecy i założył dłonie pod głowę.
— Spotkamy się później. Powodzenia.
Nocny łowca już chciał wstać i pobiec, ale widząc postawę czarownika, zatrzymał się i znowu do niego pochylił.
— Czekaj więc tu na mnie — zarządził i jeszcze raz go szybko cmoknął, nim wręcz wyskoczył na podłogę, by szybko się ubrać i pognać w umówione miejsce.

***

Miał wrażenie, że dawno nie przemieścił się tak szybko. Magnus i jego zadowolenie było najwyraźniej bardzo mocną motywacją, by się pospieszyć. Wyglądało jednak na to, że przybył za późno…
Zakład przemysłowy Ravenswood w środku z pozoru wydawał się pusty, ale intuicja mówiła mu, że nie jest tu bezpiecznie. Postanowił więc nie komunikować się z Jacem przez telefon i nie zwrócić na siebie uwagi. Kroczył miękko po korytarzach, świadom, że wystawienie się wampirom jako samotna ofiara zgubiłoby go. Nie miałby szans. Przez jakiś czas było jednak spokojnie i dotarł na główną halę bez krwiożerczych niespodzianek po drodze. Dopiero tam, przy wielkich rurach, kotłach i metalowych konstrukcjach dostrzegł ciała.
Przyspieszył kroku, już nie bacząc na to, że ich dźwięk niesie się echem po całej przestrzeni. Krew szumiała mu w uszach, ale po kolejnych kilkunastu metrach poczuł ulgę, bo w zwłokach rozpoznał jedynie wrogów. Jego grupa z kolei znajdowała się kawałek dalej. Clary, cała we krwi, poruszała się jednak żywo i szybko, opatrując unieruchomioną nogę siedzącej pod skrzyniami Isabelle. Na twarzy tej drugiej widać było cierpienie i złość, ale chyba się trzymała. Chyba. Co innego Jace, który najpierw odwrócił się gwałtownie, gdy tylko usłyszał kroki, potem skrzywił się na tej swojej przystojnej, niegdyś bardzo przyciągającej Aleca twarzy, przebiegł do niego kilka kroków i pchnął go agresywnie w klatkę piersiową.
— Gdzie ty, do diabła, byłeś?! — krzyknął.
— Jace, nie… — Isabelle zaczęła słabo.
— No gdzie?! — Jace zignorował ją i wbił spojrzenie w twarz przybyłego.
Ten zacisnął mocno usta, czując się w tej chwili winny tego, co się wydarzyło. Ale jak niby miał wiedzieć, jak to przewidzieć? Nie był wyrocznią, ale też nie uśmiechało mu się bycie kozłem ofiarnym.
— Czy to teraz ważne? — spytał sucho, patrząc to na wściekłego Jace’a, to na Isabelle.
Clary nie odzywała się wiele, bo z uporem starała się ulżyć koleżance. Jace za to mówił wiele i bardzo wprost.
— Tak! Tak, bo jakbyś był w instytucie, tak jak miałeś być, to znalazłbyś się tu z nami znacznie wcześniej! Jesteś nocnym łowcą, a nie Casanovą, Alec!
Jak ze wszystkim, co powiedział Jace, Alec chciał się zgodzić, tak ostatnie zdanie mocniej go ukłuło.
— I ty to mówisz? — odparował hardo. — Może i powinienem być w instytucie, ale nie mów mi o byciu Casanovą! — dodał ostro, nie mając zamiaru tłumaczyć się, czy umniejszać swojej winy, ale to, że Jace kręcił z Clary, też nie przynosiło im samych dobrych rezultatów i drugi łowca powinien o tym doskonale wiedzieć.
— Ja robię to, co do mnie należy, kiedy muszę i kiedy jest na to czas… — Jace zaczął, ale przerwało mu przekleństwo Isabelle i krótki krzyk Clary.
Jace i Alec obejrzeli się za siebie szybko i obaj zobaczyli wysoką postać w czarnym płaszczu z obszernym kapturem, kucającą nad ranną dziewczyną i dotykającą jej nogi.
— Ej…! — Jace zaczął, ale postać obejrzała się na niego, więc zatrzymał się w połowie ruchu, gdy ujrzał kocie oczy czarownika Brooklynu.
Ten nic nie powiedział, nie spojrzał nawet na Aleca, a jedynie odwrócił się z powrotem do Isabelle i położył jej dłoń na głębokiej ranie, częściowo opatrzonej przez Clary.
Alec także nie wykonał żadnego ruchu w stronę Magnusa. Zrobiło mu się tylko jeszcze bardziej głupio, że ten teraz naprawiał za niego jego błędy. Stał więc tak chwilę, aż odsunął się bez słowa, aby sprawdzić, czy nikt w pobliżu nadal się na nich nie czai, wykorzystując ich osłabienie. Tylko tyle mógł w końcu zrobić po tym, jak się popisowo spóźnił.
W tym wszystkim Jace kontrolował Magnusa, jakby ten zamierzał zaszkodzić zamiast pomóc, a Clary z wahaniem uniosła się z podłogi i podążyła w stronę oglądającego okolicę Aleca. Wytarła tylko po drodze krew z policzka, a posklejane nią włosy odrzuciła na plecy.
— Hej… Alec…! — zawołała i dobiegła do niego. — Nie bądź na niego zły…
Chłopak spojrzał na nią z dystansem. Nie umiał się z nią dogadać z wielu powodów i nie była to tylko zazdrość, którą swego czasu czuł.
— Nie jestem na niego zły — odparł chłodno.
— Alec, wiem, że to nie jest miłe, słuchać czegoś takiego, więc… Zrozum, Jace denerwuje się na ciebie, żeby nie denerwować się na mnie — przyznała, patrząc mu prosto w oczy przepraszająco. — Wpakowałam się głupio w pułapkę i to ja powinnam oberwać, ale… wiesz, jak on…
— A my powinniśmy być po to, aby cię przed twoją głupotą chronić. Wina leży po obu stronach. Dobrze, że mimo tego wszystkiego jesteś cała — Alec dodał na koniec ciszej i bardziej polubownie, nie chcąc ciągnąć tej rozmowy dłużej.
Ewidentnie Clary zauważyła jego nastrój i typową niechęć, bo uciekła wzrokiem i pokiwała głową. Najwyraźniej to nie był dobry moment na wkupienie się w łaski nocnego łowcy.
— Jasne. To… no, idę zobaczyć, czy z Isabelle wszystko okej — odparła i nie czekając na jego odpowiedź, zawróciła i pobiegła w stronę reszty.
Alec obejrzał się za nią i przetarł twarz dłońmi, nim zajął się swoim małym obchodem. Nie oddalał się za bardzo, aby w razie czego móc zawołać resztę. Nie znalazł jednak nikogo ani niczego.
Wrócił do miejsca, w którym zostawił grupę. Także martwił się o Isabelle i miał nadzieję, że Magnus jej pomoże. Po wyrazie jej twarzy spostrzegł, że pomógł bardzo. Dziewczyna oddychała spokojniej, a w jej oczach widać było znaczną ulgę. Clary właśnie pomagała jej się podnieść… a Magnus i Jace stali kawałek dalej i pomiędzy nimi zdecydowanie nie było tyle sympatii co pomiędzy dziewczynami.
— Dobrze wiesz, że w naszej pracy nie ma tyle czasu, ile ty marnujesz na imprezki — Jace warknął do czarownika, który stał przed nim z dłońmi skrzyżowanymi na klatce piersiowej i z lekceważącym uśmiechem.
— Bardzo się cieszę. Jeszcze gdyby tak było, musiałbym cię oglądać na tych moich „imprezkach”.
Alec, upewniwszy się, że ranna czuje się lepiej i nie potrzebuje również jego pomocy, podszedł do nich pospiesznie.
— Nie powinniśmy być wdzięczni, że Magnus nam pomógł? — spytał bardziej Jace’a, jakby wspomnianego czarownika nie było tuż obok.
— Och, a nie powinniśmy być na niego wściekli, że przez niego ty nie pomogłeś? — Jace pochylił głowę do Aleca, a Magnus wyciągnął dłoń, złapał go za podbródek i odwrócił stanowczo w swoją stronę.
— Jeżeli chcesz ratować świat, ratuj go. Ale pamiętaj, że każdy jest jego częścią. Ja, ty, Alec. I każdy z nas zasługuje na posiadanie w tym świecie trochę radości — powiedział swoim głębokim głosem. Mówił do Jace’a tak inaczej niż zwracał się do Aleca. Ostro, z niechęcią i dopiero teraz było widać, że ma kilkaset lat więcej niż stojący przed nim, młody łowca.
— Tym bardziej, że mogłem być gdziekolwiek indziej. Jace, jeśli chcesz się wyładowywać, to zrób to na mnie. Czarownik nie jest temu w żaden sposób winny. Pomógł Isabell — Alec dodał, aby podkreślić wagę jego pojawienia się w tym miejscu. Winę wolał brać na siebie.
Jasnowłosy łowca, ubrany w czerń, która zawsze według Aleca tak bardzo mu pasowała, uśmiechnął się wymuszenie i równie teatralnie skłonił się Magnusowi.
— Naprawdę, nie wiem, co byśmy bez ciebie zrobili, wielki czarowniku. A ty — obejrzał się na Aleca — postaraj się następnym razem nie zawieść przyjaciół.
Po tych słowach wyminął ich obu i podążył do dziewczyn, aby pomóc im wyjść na zewnątrz po ciężkiej walce z wampirami. Spojrzenie niebieskich oczu Aleca podążyło w ślad za nim, wzbudzając zazdrość u Magnusa, mimo że jego ciało zostało przy nim, a nie pokierowało się za przyjaciółmi.
— Dziękuję za pomoc.
Magnus skinął głową formalnie.
— Pójdź z nimi do instytutu. Nie dawaj mu więcej powodów do irytacji. Zobaczymy się kiedy indziej.
Alec chwilę nie odpowiadał, najpewniej walcząc sam ze sobą. W końcu jednak, kiedy reszta łowców była dość daleko, więc spojrzał na czarownika i spytał:
— Na pewno?
Nie otrzymał odpowiedzi od razu, przez co jego ciało wciąż było nieprzyjemnie napięte, a on denerwował się tym, co może usłyszeć. W końcu jednak czarownik zbliżył się do niego o pół kroku i położył mu ciepłą dłoń na biodrze.
— Bardzo brakowało mi ciebie wczoraj na imprezie. Tęskniłem do ciebie. Stąd to wszystko. Wybacz mi. Wiem, że to też jest ważne — dodał, wykonawszy krótki gest w kierunku pola walki. — Więc tak. Na pewno. Poczekam na swoją kolej.
Alec uśmiechnął się łagodnie. Spojrzał, czy nikt się za nim nie ogląda i wychylił się, aby krótko pocałować Magnusa.
— Postaram się, aby dla ciebie też się nie spóźnić — dodał i skinął mu głową. — Jeszcze raz dziękuję.
Zobaczył jeszcze łagodny uśmiech na twarzy czarownika, który jednak znikł z jego twarzy, gdy tylko nocny łowca się oddalił. Magnus za to podążył w przeciwnym kierunku, odrzucając wszystkie myśli o cudownej, romantycznej chwili na poddaszu. Alec znów był pod wpływem Jace’a.

***

Alec odchorowywał swoją porażkę. Inaczej nie dało się tego nazwać. Zajmował się wszystkim, aby tylko zrekompensować swoje spóźnienie w Ravenswood. Isabelle miała go niemalże dość, kiedy, nie pytając o pozwolenie, bezustannie upewniał się, czy wszystko u niej w porządku. Jace też nie mógł powiedzieć złego słowa na jego nieobecność, bo trenowali bardzo często. Rankiem, po lunchu i czasem jeszcze wieczorem. Było to potwornie męczące, ale Alec miał też dziwną satysfakcję, gdy tylko widział wzrok Clary, kiedy kolejny raz wchodził i wychodził z sali treningowej z Jacem. Wiedział, że to ona chciała z nim spędzać jak najwięcej czasu, a przez niego nie miała takiej możliwości.
Jace’owi na szczęście szybko przeszła złość, zapewne przez jego zaangażowanie. Wszystko wróciło do normy, ale on sam był koszmarnie wymęczony i wcale nie był pewien, czy po tych wszystkich treningach lepiej by się spełnił w walce, gdyby przyszło co do czego. Miał wrażenie, że teraz najlepiej by mu wyszło leżenie plackiem na łóżku, względnie siedzenie i puste patrzenie się przed siebie.
Mimo tego, kolejnego wieczoru znowu czekał na Jace’a, aby z nim ćwiczyć. Kiedy jednak go zobaczył, ten nie wyglądał na gotowego.
— Jakaś zmiana planów? — Alec spytał spokojnym, wyważonym tonem.
Już sam wygląd Jace’a świadczył o tym, że nie ma zamiaru trenować. Co prawda wciąż był w czarnych jak zwykle ciuchach, ale w skórzanej kurtce nie zdarzało mu się ćwiczyć, bo mocno blokowała ruchy. Ani w takich obcisłych spodniach. Nie mówiąc już o rzemykach i innych dodatkach. Jace się odstrzelił.
— Sorry, że dopiero teraz mówię, ale wychodzę dzisiaj z Clary. Myślałem, że może da się przekonać, żeby to przełożyć na inny wieczór, ale twoje treningi nawet jej dają w kość. Poćwiczymy rano? — zasugerował.
— Jeśli nalegasz… — Alec zgodził się i odetchnął głębiej. — Gdzie idziecie? Czy to nie moja sprawa? — spytał z lekkim przekąsem. Miał nadzieję, że jeśli Jace i Clary teraz wyjdą, nic się nie wydarzy. Nie chciał powtórki z rozrywki, a Isabelle wcale nie wyglądała na będącą w formie.
— Nie ma to nic wspólnego z instytutem i demonami — Jace wyjaśnił naokoło, w ten sposób ubierając odpowiedź „nie twoja sprawa”. Przestąpił z nogi na nogę, jakby się spieszył albo denerwował. — Dobrze ci zrobi odpoczynek — dodał i klepnął drugiego nocnego łowcę w ramię.
— Zajmiesz się więc nią? Nie muszę tu warować? — Alec spytał uszczypliwie, jakby nadal miał Jace’owi za złe, że się spóźnił.
Ten podrapał się po swoich pofalowanych, jasnych włosach.
— Nie musisz. Nie wkurzaj się już na mnie. Isabelle też gdzieś wychodzi. Nikt nie będzie nikogo nigdzie wzywał.
— Mam jednak nadzieję, że nie sama? — Alec jeszcze spytał nieufnie.
— Z Simonem… — Jace wywrócił oczami. — Wątpię, by on ją przed czymkolwiek obronił. Chyba że przed komarem. Ale idą do miejsca chronionego naszymi znakami. Będzie w porządku. Ale słuchaj, Alec… trochę mi się już spieszy. Może… — zawahał się. — Może spotkaj się z Magnusem albo coś.
Drugi łowca przybrał od razu bardziej obronną postawę.
— Czemu niby miałbym się z nim spotkać?! — obruszył się. — I zresztą to chyba nie twoja sprawa.
Jace uniósł wzrok do nieba i machnął mu.
— Jasne. Jak chcesz. To odpoczywaj biernie w pokoju albo poćwicz sam. Nie wiem, wymyśl coś. Ja spadam, na razie.
Alec nic na to nie odpowiedział. Zrobiło mu się tylko głupio i stał tak dobrą chwilę, patrząc, jak drugi łowca odchodzi, nim w końcu sam się zebrał i podążył do swojego pokoju. Jeśli mieli nie ćwiczyć, to mógł przebrać się w coś luźniejszego, czyli w ciemną bluzę na zamek i inne spodnie. Kiedy to już zrobił, usiadł na łóżku i zapatrzył się w ścianę.
Nie miał co robić. Z jednej strony chciał zostać w instytucie na wszelki wypadek, a z drugiej strony z Magnusem nie widział się od tamtego wydarzenia i nie czuł się z tym dobrze. Nie chciał go ignorować, ale obawiał się, że znowu coś może się wydarzyć, a on nie mógł zawieść po raz kolejny. Ale przecież Jace sam mu powiedział, aby szedł, więc w razie czego będzie wiedział, gdzie jest.
Długo bił się z myślami, aż w końcu wstał, zabrał tylko potrzebne rzeczy i wyszedł z instytutu, by pokierować się do lokum czarownika.
Dotarł dość późno, ale kiedy znalazł się pod drzwiami, wcale nie wyglądało na to, żeby ktokolwiek szykował się tu do snu. Było głośno, muzyka pobrzmiewała z wielu miejsc, choć miało się wrażenie, że bardziej słychać rozmowy niż ją. Nie zaskoczyło go, że Magnus zrobił kolejną imprezę. To było bardzo w jego stylu. Do tego każdy z gości, których mijał po drodze, nie wyglądał na stuprocentowego człowieka i to nie tylko ze względu na oryginalne odzienie. Wiedział, że u Magnusa gościły bardzo różne… istoty.
Przyglądał się im, samemu będąc na tyle normalnie ubranym, że chociaż starał się nie zwracać na siebie uwagi, to czasami przyciągał wzrok. Szukał w tym tłumie gospodarza tej imprezy.
Było bardzo trudno, bo jak zwykle u Magnusa było pełno gości. Przeciskał się, rozglądał, aż nagle zastygł jak zamurowany, gdy… zobaczył siebie.
Zamrugał, pewien, że się przewidział, ale drugi Alec Lightwood wcale nie zniknął. Właśnie przemykał pomiędzy tańczącymi gośćmi i dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu się prawdziwy Alec spostrzegł, że ten drugi był iluzją, jakimś hologramem. Ubranym… cóż, bardzo skąpo, bo jedynie w czarne, skórzane, wąskie spodnie i białe trampki. Spodnie opinały jego pośladki, a klatka piersiowa i plecy były ubogacone w jakiś błyszczący brokat. Uśmiechał się delikatnie, aż dotarł do progu wiodącego do kolejnego pomieszczenia. Prawdziwy Alec wyciągnął głowę i zobaczył, że w drugim pomieszczeniu, na kanapie siedzi rozłożony Magnus i na widok hologramowego Aleca uśmiecha się leniwie i chyba trochę nieprzytomnie.
Młody łowca, niewiele zastanawiając się nad tym wszystkim, a będąc wyłącznie w szoku, poszedł za hologramem. Nie wszedł jednak do pomieszczenia, tylko zajrzał do niego, ukrywając się, aby zobaczyć, co się wydarzy.
Drugie pomieszczenie też było pełne gości, choć tutaj było ich mniej, najpewniej z racji braku barku w tej części. Muzyka jednak była słyszalna, a światła odpowiednio stłumione. Widział więc tańczących, rozmawiających lub obściskujących się osobników, to przy wysokich oknach, to przy kredensach pełnych przekąsek i napojów, to przy kominku z żywo buchającym ogniem.
W tym wszystkim na kanapie siedział Magnus. Sam. Nie rozmawiał z nikim, ani nikt do niego nie podchodził. Jedynie hologram, który został przez czarownika dokładnie zlustrowany wzrokiem. Potem miękko usiadł obok, a Magnus uśmiechnął się i wyciągnął do niego dłoń. Powoli, leniwie i z tęsknotą przesunął nią po włosach iluzji Aleca, a palce przemknęły pomiędzy nią, nie mogąc jej tak naprawdę dotknąć.
Nocny łowca chwilę przyglądał się temu, nie mogąc w pełni zrozumieć zachowania Magnusa. Dlaczego to robił i dlaczego jego hologram był tak wyzywająco ubrany? Jedyna odpowiedź, jaka przychodziła mu do głowy, niewyobrażalnie go peszyła. Stał więc tak jeszcze chwilę, niepewny, co niby ma zrobić. Patrzył jedynie, jak kocie oczy czarownika Brooklynu przemykają po jego półnagim duplikacie, a dłonie suną wokół krawędzi iluzji. Ona zresztą też zareagowała i wyciągnęła dłoń do kolana Magnusa, ale ten nie mógł poczuć jej dotyku.
— Jak się bawisz, Alec? — prawdziwy Alec zrozumiał te słowa bardziej po ruchu ust Magnusa, bo było zbyt głośno, by ze swojego miejsca go usłyszał.
Spojrzał na swoją kopię i zobaczył, że ta nie odpowiada. Nie znał się na tej magii, ale wyglądało na to, że hologramy nie mogą wydać z siebie głosu. Bo jedyne, co zrobił drugi Alec, to uśmiechnął się. Magnus zaś oparł głowę o oparcie kanapy i tylko patrzył w jego niebieskie oczy, ignorując wszystko, co działo się wokół.
Nocny łowca, który nadal był schowany za drzwiami, obserwował to jak jakiś sen, aż w końcu zauważył, że chce, aby ten hologram zniknął. Że był zazdrosny o tę złudę.
Odetchnął głęboko i szybko się odsunął. Rozejrzał się, szukając innej drogi. Musiał się cofnąć i obejść pomieszczenie od strony ogrodu. Tak też uczynił, aby zajść potężnego czarownika od tyłu.
Trochę czasu mu to zajęło, ale kiedy wchodził do pomieszczenia drugim wejściem, Magnus nadal siedział z wizualizacją jego osoby na kanapie, jakby nie spieszyło mu się do obowiązków gospodarza.
Alec na moment się zawahał, nie wiedząc, jak do niego podejść, aż w końcu wziął głębszy oddech i zwyczajnie podszedł do kanapy, obchodząc ja w szybkich, sprężystych krokach, a następnie bez słowa siadając po drugiej stronie gospodarza i twórcy hologramu, który towarzyszył mu z drugiej strony.
Magnus czujący zagłębienie kanapy po swojej prawej, odwrócił się i spojrzał w oczy Aleca. Chwilę patrzył na nie w milczeniu, nim ponownie odwrócił się do hologramu. Potem znów spojrzał na prawdziwego Aleca i powoli wyciągnął do niego dłoń. Nocny łowca miał wrażenie, że mijają wieki, kiedy ta się do niego zbliża. A gdy palce czarownika natrafiły na jego policzek i nie przeniknęły przez niego, Magnus odetchnął cicho, przymknął oczy, przekręcił się i przytulił chłopaka.
Ten także odetchnął głęboko, to napinając się, to próbując rozluźnić. Szybko przemknął wzrokiem po otoczeniu, by upewnić się, czy ktoś się na nich dziwnie nie patrzy. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Każdy był pochłonięty sobą, a Alec odważył się objąć ramieniem Magnusa. Nadal nic nie powiedział, mając ściśnięte gardło.
Teraz ponad jego ramieniem widział swoją kopię. Identyczną jak on, ubraną jedynie inaczej i… znikającą. Nie był tylko pewien, czy kiedy ta do końca znikła, nie rzuciła mu zimnego spojrzenia pełnego wyższości, czy mu się tylko wydawało.
Alec mocniej przycisnął do siebie czarownika.
— Mam nadzieję, że byłem na liście gości — wyszeptał w końcu, co było dość głupie, bo jakby nie miał tu wstępu, to nie mógłby wejść.
— Zawsze jesteś. Zawsze mam nadzieję, że przyjdziesz — Magnus odpowiedział głębokim głosem i dopiero po chwili odsunął się. Był trochę pijany i było to widać nie tylko po niechlujnie związanym, błękitnym krawacie czy pomiętych ubraniach, ale i po szklistych oczach. — Co ty tu robisz? Nie wyczarowałem cię.
— Wyczarowałeś za to wpół rozebranego mnie. — Alec nie odpowiedział na pytanie. Nie puszczał go też, ale zachował defensywną ostrożność.
— Tęskniłem do twoich sutków. Mówiły do mnie. — Magnus naraz zaśmiał się słabo. — Miałeś go nie zobaczyć. Dlaczego przyszedłeś?
— Bo mogłem i ostatnim razem mówiłeś, że mogę przyjść — młody łowca odpowiedział, nie komentując uwagi o sutkach, bo nieźle go speszyła.
Magnus westchnął i rozejrzał się po pomieszczeniu. Cały czas wchodził tu ktoś i wychodził. Rzucali mu krótkie spojrzenia, ale od początku imprezy każdy zauważył, że tego wieczoru gospodarz nie jest duszą towarzystwa. Izolował się i wydawał się nieobecny nawet przed skosztowaniem alkoholu.
— Chodź, napijmy się. — Czarownik w końcu wstał, ciągnąc go w górę za rękę, a potem do sąsiedniego pokoju, w którym znajdował się bar.
— A nie myślisz, że dość wypiłeś? — Alec spytał z troską, bo widział, że zwykle czujne oczy czarownika są dziś mętne i błyszczące jednocześnie. Sam też nie był zwolennikiem alkoholu. Wolał pozostać skupiony, móc szybko zareagować, ale także panować nad swoimi emocjami i odruchami.
— Ty nie wypiłeś za to ani odrobiny. Jeszcze nie wiem, jak dokonywać transfuzji krwi za pomocą magii, więc nie podzielę się z tobą procentami, które we mnie krążą — Magnus odpowiedział z uśmieszkiem, oglądając się na niego i po drodze kilka razy wpadając na tańczące pary. Na szczęście nikt tu nie był na tyle głupi, by mieć o to pretensje do gospodarza.
— Obawiam się tylko, że nie wiem, czy chcę w ogóle pić. Nie przywykłem do tego, ani nie przepadam specjalnie — Alec wzbraniał się dalej, woląc już iść gdzieś w prywatne miejsce z Magnusem niż się z nim upijać.
Magnus na raz zatrzymał się i odwrócił w miejscu, aż Alec wpadł w jego ramiona.
— Zapomniałem. Według prawa wciąż nie możesz pić — zauważył i uśmiechnął się. — Dzieciak.
Za to, co powiedział, dostał zamiast uśmiechu cios w postaci chłodnego spojrzenia, spotęgowanego kolorem oczu nastolatka.
— Nie bocz się. Kto powiedział, że kilka set lat różnicy wieku jest niepoprawne? — Magnus zamruczał i cmoknął go, a potem szepnął mu do ucha. — Naprawdę tu jesteś czy śnię?
Alec nadal był naburmuszony, ale odparł szczerze:
— Jestem. Przyszedłem do ciebie. Nie na imprezę — dodał, aby Magnus był tego świadom.
— To chodź. Imprezy nie ma na górze.
Znowu został pociągnięty przez czarownika, tym razem w kierunku schodów. Im wyżej byli, tym mniej słyszeli, a gdy znaleźli się na piętrze, odgłosy z dołu w jednej sekundzie całkowicie ucichły, w czym na pewno musiała brać udział magia. Magnus trzymał się poręczy, gdy podążał na górę, a drugą dłonią mocno ściskał rękę łowcy. Jakby ten miał teraz mu się wyrwać i uciec. Alec jednak nigdzie się nie wybierał. Wręcz przeciwnie, chętnie szedł na górę, zadowolony z tego, że znowu będą sam na sam. Nie wiedział, jak będzie się zachowywać czarownik, kiedy jest pod wpływem, ale miał okazję go lepiej poznać. Z więcej niż jednej strony.
— Mam nadzieję, że nie masz mi bardzo za złe, że tyle to trwało.
— Co trwało? — Magnus nie do końca nadążał.
Weszli na górę i wkroczyli do znajomego łowcy pomieszczenia. Nic się tu nie zmieniło, więc domyślał się, że Magnus rzeczywiście nikogo tu nie gościł. Zabawne, bo na podłodze nadal leżała marynarka gospodarza, porzucona tam tego dnia, gdy dotykali się na tym wiszącym posłaniu.
— Że tyle na mnie czekałeś — wyjaśnił, czekając, aż drzwi zostaną zamknięte i stając przed Magnusem. — Chyba że nie nudziłeś się aż tak?
— Nie, prowadziłem żywe rozmowy na tematy egzystencjonalne z twoją iluzją.
— Sam ją wyczarowałeś?
— Tymi palcami. — Magnus uniósł dłonie, a potem ujął Aleca w talii i zsunął je na jego pośladki. — A potrafią one zrobić bardzo wiele dobrych rzeczy.
— Nie wątpię… — Alec odparł na wydechu, czując jego dłonie aż nazbyt wyraźnie. — Ale po co ci ona była? — spytał, udając na razie, że nie czuje, jak blisko i jak gorący jest czarownik.
Wciąż stali za progiem pomieszczenia, w całkowitych ciemnościach, bo żaden z nich nie pomyślał o zapaleniu światła, a był późny wieczór, jakby nie patrzeć. Przez to nocny łowca jednak miał wrażenie, że jeszcze mocniej czuje ruchy dłoni drugiego mężczyzny, które przemykają po jego pośladkach i uciskają je.
— By zabić tęsknotę.
— I… i pomogło? — spytał na wydechu, mając przy tym cały czas wrażenie, że Magnus widzi go dużo lepiej niż on jego. Chociażby dzięki tym swoim kocim oczom. Te zresztą co jakiś czas pobłyskiwały niczym oczy kota nocą.
— Nie… ani trochę. Jeszcze bardziej do ciebie tęskniłem. Tamte oczy były puste — Magnus mówił szeptem, cmokając jego szczękę i szyję.
W jednej chwili zrobiło się dziwnie intymnie.
— Ale i tak… spędzałeś z nim czas… — Alec westchnął, odchylając szyję na bok i lekko przymykając oczy. I tak niewiele widział, więc mógł skupić się wyłącznie na dotyku.
Poza nim usłyszał jeszcze rozpinanie zamka w swojej bluzie. Przedłużającego się, bo czarownik nie rozbierał go pospiesznie. Zupełnie jakby delektował się najlepszym przysmakiem na stole pełnym przekąsek.
— Był mi potrzebny. Tęskniłem — powtórzył.
— Ale teraz już nie tęsknisz — młody łowca odpowiedział, byle cokolwiek odpowiedzieć i przez myśl mu przeszło, czy nie mogliby się już położyć. Znowu na tym podwieszanym łóżku, w miękkiej pościeli. Zamknięci w tym kokonie.
Zanim wypowiedział to pragnienie głośno, poczuł, że czarownik zdejmuje z niego bluzę, a kolejny pocałunek kieruje pomiędzy jego obojczyki. Alec sam nie wiedział, czy był taki gorący przez alkohol, czy po prostu mu się wydawało.
— Już nie…
Młody łowca przełknął ślinę. Czuł się otumaniony tym, co się działo.
— Magnus… — wyszeptał, muskając ramiona mężczyzny.
— Co, moje piękności? — usłyszał z dołu, gdy ten całował jego skórę i tym razem podwijał mu koszulkę do góry.
— Po… połóżmy się tak jak ostatnio — poprosił.
Magnus wyprostował się i jego oczy znów wydawały się być jedynym widocznym punktem w tym ciemnym pomieszczeniu.
Naraz Alec usłyszał za sobą cichy szelest, więc odwrócił się i ujrzał, jak okrągłe, podwieszone łoże zaczyna oplatać biała, magiczna ścianka z małymi, świecącymi się punkcikami. Pozostawiła jednak dziurę, by mogli wejść do środka, a czarownik wskazał ją gestem zapraszająco.
Znów ogarnęło ich ciepło, gdy tylko Magnus wszedł za nim, a magiczne ścianki całkiem się zamknęły. Czarownik spojrzał na łowcę, bez słowa zdjął krawat z szyi i pochylił się nad chłopakiem, zwieńczając to namiętnym, ale przy tym nienachalnym pocałunkiem.
Alec westchnął nisko, czując ciarki na całym ciele. Jak przyjemnie przemykają po jego skórze, stawiając każdy jego włosek i kumulują się na karku. Czuł się tak inaczej przy Magnusie niż przy kimkolwiek innym, a do tego ten był tak blisko i całował go czule i powoli. Trzymał dłoń na jego rozgrzanym policzku i dodatkowo ocieplał go gorącem swojego ciała. Zupełnie, jakby przy tym używał magii, bo Alec już sam nie wiedział, czy można być tak gorącym. A może to jego wyobraźnia spowodowana natłokiem emocji.
— Chcesz to zrobić? — Magnus zapytał szeptem, drugą rękę już kierując pod jego koszulkę.
— A… a ty dobrze się czujesz?
— Ja się czuję bardzo dobrze. Coraz bardziej upojony tobą niż alkoholem.
— Bo nie chciałbym, abyś był nim za bardzo upojony, jeśli… chcesz dalej.
— Nie jestem — Magnus zapewnił go i podciągnął mu wyżej koszulkę. — Chcę się z tobą kochać — dodał i pocałował go krótko.
Młody chłopak od razu pokrył się zdrowym rumieńcem przez ostatnie zdanie. To brzmiało tak niewinnie, a równocześnie tak obscenicznie. Powiedzenie wprost tego, co zamierzali robić, peszyło go.
Przełknął ślinę i tylko pokiwał głową, nie będąc w stanie otworzyć ust.
Widząc jego bierność, Magnus sam zabrał się do pracy. Pomógł mu zdjąć koszulkę, a potem to samo zrobił z własnym odzieniem. Alec zauważył, że gdy odrzucał kolejne części garderoby za siebie, te znikały jak pyłek i nie zaśmiecały im miejsca na tym miękkim posłaniu.
Gdy byli już w samych spodniach, czarownik popatrzył mu głębiej w oczy, opuścił biodra powoli i otarł się o jego krocze kilka razy w podniecających ruchach.
Łowca znowu odetchnął głęboko. Wszystko w nim szalało. Od młodzieńczych hormonów przez obawy i ciekawość. Była to przy tym bardziej otumaniająca mieszanka niż taka wywołana kilkoma kieliszkami różnych alkoholi.
— Magnus… — wyszeptał, łapiąc czarownika za przedramię. Nie był to znak protestu ani zachęty. Zwyczajnie chciał, aby mężczyzna na niego spojrzał.
Ten zrobił to i zwolnił trochę ruchy, płynniej i wręcz leniwie się o niego ocierając, jakby kołysał się na falach, płynąc niewielką łódką.
— Rośniesz? — spytał niskim szeptem, podziwiając kolory na twarzy chłopaka.
— Chyba… czujesz. Jesteś tam bardzo blisko — Alec odparł na ściśniętym gardle, bo przez te wszystkie ruchy Magnusa nad nim, przypominające, jakby już mieli seks, jego wyobraźnia szalała, a co za tym idzie jego członek.
— A mogę zajrzeć? — Magnus zapytał z cieniem cwanego uśmieszku, choć głównie to napięcie i powaga dominowały na jego twarzy. Musiał również wpaść w ten specyficzny, intymny nastrój, daleki od zwykłych zabawnych gierek, a bliższy namiętnemu i czułemu zbliżeniu się.
— Tylko zajrzeć? — Alec dopytał, znając już jednak odpowiedź. Niestety nie miał innej, lepszej odpowiedzi. W tej chwili, podczas tych pieszczot zmierzających do czegoś więcej, dziwnie trudno było mu w ogóle logicznie rozmawiać.
— Na razie zajrzeć — sprostował drugi mężczyzna i cały czas patrząc mu w oczy, sięgnął do jego spodni i powoli rozpiął mu rozporek.
Alec nic nie powiedział. Był trochę w tym niecierpliwy, ale głównie bardzo ciekawy. Przez to, jak odosobnieni tu byli, czuł się pewniej. Wiedział, że są jakby we własnym, małym świecie.
Jego spodnie zostały całkiem rozpięte, a Magnus obsunął mu je trochę lekkim szarpnięciem i w końcu wyswobodził penisa. Uśmiechnął się na jego widok. Nie był za mały, nie był za duży, a do tego bardzo kształtny.
— Moje śliczności… — zamruczał, zerkając krótko w błękitne oczy powyżej, a potem pochylił się i przytulił policzkiem do krocza łowcy.
Alec zaczerwienił się jeszcze bardziej. Było dla niego niesamowicie obsceniczne to, co wyczyniał z nim Magnus, szczególnie teraz. Ale przecież on wiedział już, co i jak robić. Miał w tym doświadczenie. Nie jak on sam.
— Może… zdejmij mi spodnie do końca?
— Chętnie.
Czarownik odsunął się od jego sztywnego penisa i rozebrał do końca swojego nocnego łowcę. Gdy zobaczył go nagiego, z tymi tatuażami, podniecającego i wysportowanego, musiał głębiej nabrać powietrza do płuc i walczyć ze sobą, by zbyt gwałtownie się do niego nie dobrać. Alec leżący na tej białej, miękkiej pościeli, w otoczeniu słabo błyszczących ścianek, a z kontrastującymi na tym tle, czarnymi włosami, wydawał mu się ucieleśnieniem czegoś idealnego. Nie chciał tego zniszczyć. Ba! Wręcz bał się dotknąć, a z drugiej strony pragnął być bliżej.
— Wsuń mi dłoń w spodnie — zachęcił miękko.
Młody łowca spojrzał szybko na twarz starszego mężczyzny, który jednak wyglądał na równego mu wiekiem. W widoczny dla niego sposób przełknął ślinę, z jakiegoś powodu czując, że ta cały czas zbiera mu się w ustach.
Nie miał nic do stracenia, ale i tak było mu duszno ze zdenerwowania. Wyciągnął dłoń do ciała czarownika, przesunął pacami po jego boku, aż na skraj wąskich, czarnych spodni, za które wsunął na razie tylko palce, bo dalej nie sięgał.
Magnus zachęcał go spojrzeniem, ale nie tylko nim. Rozpiął sobie guzik w spodniach, aby Alec mógł wsunąć całą dłoń do jego bielizny i poczuć, że on też jest na niego coraz bardziej gotowy.
Chłopak chwilę się wahał, ale w końcu poprawił się na miękkim posłaniu i sięgnął do spodni Magnusa. Serce biło mu szybko w klatce piersiowej, kiedy jego palce przesunęły się po podbrzuszu czarownika, a potem niżej, dotykając wreszcie jego już twardego, gorącego członka.
Magnus zmrużył oczy i zamruczał nisko, wręcz kocio. Pochylił się przy tym, ujął twarz Aleca w dłonie i pocałował go czule.
— Dotykałeś kiedyś tak kogoś? — zapytał szeptem.
— Nie — Alec odpowiedział szczerze. Wyobrażał to sobie kilka razy, ale nigdy nie dotykał ani nawet za bardzo nie starał się patrzeć na czyjeś męskie ciało. Bał się swojej reakcji i tego, czy ktoś ją dostrzeże.
Magnus odetchnął nisko.
— Moja słodka dziewica…
— Nie mów tak, czuję się głupio — Alec skarcił go szybko, bo przez to słodzenie czuł się, jakby Magnus sobie z niego kpił.
— Wybacz.
Znów został delikatnie pocałowany, a potem jego dłoń musiała opuścić spodnie Magnusa, bo ten wyprostował się i zaczął się do końca rozbierać. Niedługo trwało, nim Alec wreszcie miał przed sobą nagiego mężczyznę, z którym za chwilę zamierzał uprawiać seks. To wydawało się wręcz nierealne, a magia Magnusa, która zamknęła ich w błyszczącej, białej kuli, wcale nie pozwalała odbierać tego jako coś innego niż sen. To na swój sposób rozluźniało nocnego łowcę, bo dzięki temu mógł wszystko, co się teraz działo, traktować lżej, mniej się spinać i bardziej traktować jako nowe doświadczenie, a nie próbę. Bo co by nie mówić, chciał się sprawdzić, a to, że Magnus miał wielo, wieloletnie doświadczenie, a on żadnego, wcale go nie rozluźniało. Obawiał się, że w którymś momencie się wygłupi, że zrobi coś, co będzie śmieszne w oczach czarownika i o czym powinien wiedzieć każdy. A on nie wiedział.
— Miałeś… masz doświadczenie z takimi… jak ja?
— Jeśli mówisz o dziewicach, to tak. Nawet z bardziej niedoświadczonymi. Kiedyś jeden chłopak nie miał pojęcia, że mężczyźni w zamian „kobiecej” dziurki mogą w seksie korzystać z odbytu — Magnus odpowiedział, przy tym już obcałowując nagie, szczupłe ciało nastolatka i dłońmi wędrując po jego bokach. Delikatnie, rozgrzewająco i stopniowo zbliżając się do pośladków.
Alec przyglądał mu się przy tym ze względnym spokojem. Jego ciało jednak buzowało od środka. Było mu bardzo dobrze, ale nie wiedział, jak to ująć w słowa, jak to opisać.
— A… potem? Był dobry?
— Nie… Wystraszył się, że „potwornie” boli i uciekł. Był bardzo… kruchy — Magnus wyjaśnił i dotarł dłońmi na pośladki Aleca. Ukradkiem zerknął na jego twarz, gdy złapał jeden i ścisnął.
Chłopak mocno zacisnął usta, aby zaraz zerknąć w dół i wydać z siebie dźwięk pełen zaskoczenia.
— Ale czekaj… „Potwornie boli”? — spytał, przy okazji się spinając. Nie miał takiego seksu. Skąd miał wiedzieć, jak naprawdę jest?
— Mówiłem ci, był wyjątkowo kruchy i delikatny. Spinał się bardziej niż kiedykolwiek widziałem. Nic mu nie pomagało. Postaram się, żeby tobie było doskonale — czarownik zapewnił go, masując rozluźniająco po pośladkach, które były miękkie jak pianki na ognisko i niemal równie gorące. — Nie chcę, żebyś mi uciekał.
Jego chłopak liczył na to, że rzeczywiście nie będzie musiał ani uciekać, ani odpychać czarownika. Też chciał, żeby to naprawdę było idealne. Może podchodził do tego za bardzo jak naiwna nastolatka wierząca, że z tym jedynym pierwszy raz na pewno nie będzie bolesny i wyciągnie ją na wyżyny, ale… naprawdę chciał, żeby było dobrze, żeby ani on, ani Magnus tego nie żałowali. Chciał to przyjemnie zapamiętać.
— Mam nadzieję. I też, że nie jestem ze szkła — dodał, chociaż wcale taki pewien tego w tej chwili nie był. Tylko liczył, że jeśli już, to jest z takiego hartowanego szkła, a nie zwykłego, najbardziej kruchego, niczym figurka.
— Sprawię, że będzie ci dobrze, choćbyśmy mieli tu całą noc spędzić, nim się odpowiednio rozluźnisz.
Po tych słowach Magnus odsunął na chwilę dłoń i zaczął pocierać o siebie palcami. Przez chwilę miał je suche, ale w trakcie tego małego magicznego przedsięwzięcia wilgotniały i po jakimś czasie ocierały się o siebie wraz z żelową mazią. Wtedy czarownik znów pokierował dłoń pomiędzy uda nocnego łowcy i dotknął jego rowka.
Alec jęknął z zaskoczenia, patrząc cały czas na to, co robi czarownik i zastanawiając się, jak bardzo jest czerwony. Bo wiedział, że jest, ale przy tym miał wrażenie, że wręcz pali się i to w oczach Magnusa, który był całkiem spokojny. Nie chciał wyglądać zabawnie. Mimo tego, co ten mu mówił, że zadba o niego, że ma się nie martwić, jednak czuł się trochę gorszy, trochę w tyle. Taki rozemocjonowany przy nim w pełni spokojnym.
— W porządku? — Czarownik położył się tuż obok niego i zadarł sobie jego nogę na biodro, by mieć dobry dostęp do szparki i móc długo ją w ten sposób pieścić.
Alec jeszcze nie wiedział. Uczucie było więcej niż dziwne. Takie jednocześnie przyjemne, trochę łaskoczące, a przy tym niewłaściwe, bo nigdy sam tam się nie dotykał. Był naprawdę stuprocentowym prawiczkiem, który całe swoje dotychczasowe życie spędził na ukrywaniu tego, kim jest.
— Hm? — Magnus powtórzył, gdy nie uzyskał odpowiedzi. Przy tym ostrożnie zagłębił koniuszek palca wskazującego w dziureczce chłopaka. — Staram się być delikatny.
— Mówisz to, abym… zauważył czy docenił? — Alec zapytał w końcu na wydechu, bo trochę bardziej był skupiony na tym, co działo się pomiędzy jego nogami, a nie na jakiejkolwiek rozmowie.
— Byś mi powiedział, czy jestem dostatecznie delikatny, czy może potrzebujesz jeszcze trochę wolniej — sprostował Magnus, podczas całego przedsięwzięcia patrząc na twarz nocnego łowcy, na jego piękne, niebieskie oczy i silne rumieńce. Był świadom, że może tym go trochę peszyć, ale równocześnie wierzył, że sprawia to, że jest bardziej intymnie i prywatnie.
— Nie, nie, jest chyba… okej. Ale jest dziwnie. To normalne? — Alec spytał, także patrząc to na jego twarz, to na swoje krocze.
— Tak. Jeśli mówisz o specyficznym dyskomforcie, to tak. Ale postaram się, by szybko zniknął i byś czuł dużo przyjemności — Magnus mówił szeptem, niemal stykając się z nim koniuszkiem nosa. Wydawało mu się to specyficznie romantyczne, że leżeli tu razem, że byli tak blisko i w tym zamknięciu zamierzali się kochać.
— Tak? — Alec spytał, nawet w swoim mniemaniu naiwnie. Nie dało się tego jednak sprostować… no, chyba że… — Pocałuj mnie — poprosił, samemu nie chcąc się wyciągać i unosić, bo kiedy to robił, jego szparka zaciskała się odruchowo.
Ujrzał na ustach czarownika delikatny uśmiech, a potem jego wargi zbliżyły się i pocałowały go. Tak czule i namiętnie, że przez moment skupił się całkowicie na tym pocałunku, na języku, który wtargnął pomiędzy jego wargi. Zupełnie zapomniał o palcach, które inwazyjnie penetrowały jego ciepłe, dziewicze wnętrze. Które wchodziły powoli dalej, do środka i zaczynały wywoływać specyficzne ciarki.
Dla chłopaka te pocałunki, ta bliskość była zbawienna, bo wyzwalała jego myśli, nie pozwalała za bardzo się na nich skupiać. Mógł się odprężyć i czerpać tylko z tej coraz szybciej rosnącej przyjemności. Tego, że nie tylko jest dziwnie, ale też ekscytująco.
W pewnym momencie całkiem się zapomniał i odpowiadał na dotyk Magnusa, również sięgał do jego ciała, wreszcie mogąc w ten sposób dotknąć innego mężczyznę. Ten za to czuł na dole, że Alecowi bardzo daleko do tamtego zaciskającego się chłopaka, o którym chwilę wcześniej rozmawiali. Czuł, że nocny łowca poddaje mu się, że mu ufa i że coraz wyraźniej dostrzega zalety takich pieszczot. Wykorzystywał to więc, jak mógł, i po kilkunastu długich minutach kręcił już w jego słodkim otworku trzema palcami, a ich sztywne penisy co raz trącały się.
— Wiesz o tym, że ta kula ma jeszcze jedną fantastyczną zaletę poza tym, że nikt nas nie widzi? — zagadał szeptem, obcałowując twarz łowcy.
Ten czuł każdy pocałunek jak zetknięcie się z czymś zarówno gorącym, jak i bardzo miękkim. Do tego ciepło wokół i zapach Magnusa były jedną z tych przyjemniejszych rzeczy w tej chwili.
— Nikt też nie słyszy? — spytał, idąc najprostszym tropem.
— Dokładnie tak — potwierdził Magnus. — Tylko ja cię słyszę.
Alec odetchnął głęboko. Mimo zapewnienia, jego umysł ot tak nie umiał się przestawiać na to, że są kompletnie bezpieczni. To w końcu były takie cienkie ścianki.
— Do… och, dobrze.
— W jaki sposób chcesz to zrobić? Odwrócić się do mnie tyłem, czy patrzeć na mnie? — Magnus zapytał go, czując pod palcami, że nastolatek jest już gotowy i że nie powinno go boleć.
— A… a jak będzie wygodniej? — Alec spytał z pragmatycznym podejściem do sprawy. Niby chciał widzieć Magnusa, ale wolał z tym poczekać, aż bardziej przywyknie, niż porywać się na taką pozycję za pierwszym razem, jeśli czarownik uzna, że bezpieczniej i wygodniej dla niego będzie na brzuchu.
— Powinno być dobrze, jeśli uklękniesz tyłem. Potem możemy zmienić pozycję — Magnus zapewnił go, jeszcze wykorzystując tę chwilę na rozluźnienie jego zwieracza. I co by nie mówić, robienie palcówki temu seksownemu nastolatkowi podniecało go. Coś w środku podpowiedziało mu nawet, że chciałby kiedyś doprowadzić go do orgazmu tylko za pomocą palców.
— Dobrze… zaufam ci — Alec zgodził się i sięgnął do jego karku dłonią, aby jeszcze raz go pocałować, zanim uwolnił się od jego palców i przekręcił na brzuch. Serce w klatce piersiowej biło mu jak szalone. Jakby właśnie skończył maraton czy cokolwiek w tym stylu.
Poczuł ciepło dłoni mężczyzny na swojej szyi. Gdy ta odsunęła jego włosy, pogłaskała kark i pomknęła niżej. Wręcz połaskotała go wzdłuż kręgosłupa, a potem zamiast dotykać go całą powierzchnią, jedynie palec wskazujący przemknął pomiędzy pośladkami i śliskim przez nawilżenie rowku. Szparka Aleca zamrowiła, gdy opuszek znalazł się na niej, a czarownik w końcu ujął go za biodra i zdecydowanie, choć powoli podniósł mu je do góry.
— Wiem, że to krępujące, ale musisz się do mnie wypiąć — szepnął.
Chłopak w tej chwili zgadzał się z nim całkowicie. To było koszmarnie krępujące! Nie odezwał się więc, aby nie było słychać jego skrępowania w głosie. Drżenia czy zachrypnięcia, jakby się tego obawiał. A jeśli nawet się naprawdę obawiał, to nie chciał pokazywać tego Magnusowi. Był w końcu cholernym łowcą, nie powinien obawiać się zbliżenia ze swoim kochankiem.
Naraz jednak kolejna fala zażenowania, ale przy tym podniecenia uderzyła w jego nastoletnie ciało, gdy poczuł coś, co od razu rozpoznał, choć nigdy tego nie doświadczył. Właśnie penis Magnusa został przytknięty do jego rozluźnionego otworka, naparł na niego i zaczął wchodzić w jego dziewicze wnętrze.
Alec najpierw uciekł tyłkiem, bo uczucie było aż nadmiernie żenujące. Miał wręcz wrażenie, że spala go od środka, jakby zjadł rozżarzony węgielek.
— O… och, wybacz — jęknął i jednak szybko wrócił do poprzedniej pozycji z biodrami i pośladkami wypiętymi w stronę czarownika. Płonął przy tym na twarzy i teraz był zadowolony, że nie leży na plecach.
— Spokojnie. Za chwilę przywykniesz — Magnus zapewnił go, gładząc uspokajająco jego ciało i samemu starając się panować nad emocjami. Pierwszy miał tego chłopaka w całości dla siebie, pierwszy raz zbliżał się do niego tak bardzo i miał wrażenie, że te emocje wręcz wyparły z niego wypite procenty.
Kiedy tylko poczuł, że ciało łowcy pozwala mu na więcej, wysunął biodra i wszedł trochę głębiej. Od razu usłyszał, jak z ust Aleca wydobywa się głośne, ale nadal tłumione przez to, na czym leżeli, westchnienie. Ciało nocnego łowcy zadrżało, a Magnus mógł chwilę cieszyć oczy drżeniem pośladków, pomiędzy które właśnie się wsuwał. Chciał też je poczuć, więc przyłożył dłoń do drżącej połówki i delektował się tym doznaniem. Alec był wspaniały i cudowny.
— Alec…? Jak się tam czujesz? Masz miejsce na całego mojego penisa? — zapytał po chwili miękko, na razie jedynie trochę wycofując członek i wsuwając go na tę samą długość co wcześniej.
— Magnus… nie mów tak… och… to… — chłopak nie skończył reprymendy, bo czarownik poruszył się w nim, a z jego gardła wydobył się głośniejszy jęk. Dobrze, że faktycznie ich gniazdko było dźwiękoszczelne. Alec spaliłby się z zażenowania, gdyby ktokolwiek to słyszał.
— Och tak. — Magnus podniecił się tym dźwiękiem i przez to chciał usłyszeć jeszcze więcej. — Wiele razy wyobrażałem sobie, jak reagujesz w łóżku… Jęknij dla mnie jeszcze raz — poprosił i poruszył ostrożnie biodrami.
— Magnus… prooo… proszę… — chłopak starał się opanować i zachować w miarę cicho. Wydawało mu się, że takie jęczenie i stękanie jest wymuszane, sztuczne i brzmi zwyczajnie śmiesznie. Ale w tej chwili ciężko było mu chociaż nie wzdychać gardłowo, kiedy Magnus się w nim ruszał.
Ten za to nie mógł się nacieszyć tym, co czuł. Było cudownie, móc widzieć, że te pieszczoty, te ruchy, które oferuje drugiemu chłopakowi, odnoszą taki skutek. Mogły oznaczać tylko jedno…
— Dobrze ci tam?
— Mm… nie… nie wiem… tak? — Alec spytał, zamiast odpowiedzieć. Przekręcił przy tym głowę, aby chociaż odrobinę zobaczyć Magnusa. Było mu przy tym gorąco, dziwnie i chyba właśnie dobrze.
Ujrzał, że nie tylko on sam jest czerwony, bo i policzki czarownika były ciemniejsze niż zazwyczaj. Do tego dziwne ciarki wywołał w nim nie tylko penis w środku, ale też widok tego mężczyzny. Bardzo… rozgrzewające było widzieć kogoś tak blisko, kogoś wsadzającego mu swój członek i trzymającego go za biodra.
— Chcesz się do mnie unieść i pocałować? — Magnus zapytał, gdy wsunął do końca penisa i zatrzymał się.
Alec nie wiedział, jak zamierzali to zrobić, bo on miał miękkie nogi, a rękom nie wierzył. Był spocony, rozgrzany i rozedrgany. Wszystko na raz, przez co nie wierzył i nie poznawał swojego ciała.
— Mhm. — Skinął jednak głową, nie mając pojęcia, jak to zrobić.
— Okej, poczekaj.
Magnus zobaczył, że nocny łowca nie panuje za bardzo nad sobą. Pochylił się więc do niego i ujął go zdecydowanie w talii, a następnie podciągnął go do góry. Trzymał go mocno, żeby nastolatek się nie zachwiał. W takiej pozycji, z jego penisem w środku, wzbudzał w niego jeszcze większą żądzę.
Alec chwycił się trzymających go przedramion, starając się jako tako współpracować. Nie było to łatwe. Bał się zacisnąć tyłek, chociaż odruchowo chciał to zrobić. Jego sztywny penis sam z siebie był wyprężony i nabrzmiały, a jego oddech… Jeśli seks wiązał się z takim wysiłkiem fizycznym, to był to najprzyjemniejszy trening kondycyjny, jakiego do tej pory doświadczył.
Stał jako tako stabilnie, więc czarownik odwrócił do siebie jego twarz i pocałował go. Niesamowite było połączenie takiej pieszczoty z ruchem członka w tyłku. Czuł, że Magnus jest pewien w tym, co robi, ale też robi to z takim wyczuciem, że go nie bolało. Było momentami niekomfortowo, ale odczuwał przyjemność z tych ruchów, z tego rozciągania.
Naraz jednak rozległ się koszmarnie zawstydzający dźwięk, gdy Magnus poruszył się szybciej i klepnął jądrami o jego pośladki.
Alec stęknął i zacisnął oczy. Naprawdę miał seks. Słyszał go i czuł zarówno fizycznie, jak i nosem. Było bardzo krępująco, ale też… niesamowicie. Jeszcze nigdy nie czuł się taki otumaniony tym, co się z nim działo.
Chwilę poruszali się w ten sposób, falowali rytmicznie i całowali przy tym, a jego tyłek przyzwyczajał się i rozluźniał. Dzięki temu mogli zmienić pozycję, więc Magnus delikatnie się z niego wysunął.
— Połóż się na plecach, będziemy bliżej — zachęcił go, nie mogąc się opanować przed rzuceniem okiem na jego otwarte wejście.
Alec nie był do końca pewien, jak Magnus chce, aby to wyglądało, ale opadł znów na miękkie posłanie i obrócił się na plecy. Patrzył swoimi niebieskimi oczami na czarownika z pytającą miną, która wywoływała uśmiech na twarzy mężczyzny.
— To najbardziej romantyczna pozycja — zamruczał cicho, pochylając się nad nocnym łowcą i zakładając sobie jedną jego nogę na biodro. Po tym zniżył się trochę i nakierował na jego wilgotne wejście. — Jeszcze wielu ich nie znasz, ale w końcu zdecydujesz, która ci się najbardziej podoba. To akurat jest moją ulubioną.
Alec zerknął na swoje nogi, które były rozsuwane na boki. Nie miał w życiu potrzeb, dla których by je rozsuwał w taki sposób. Nawet po to, aby samemu się dotykać, nie trzeba było robić tego tak szeroko, więc skrępowanie objawiło się w kolejnej fali czerwieni na jego twarzy.
— A… jest bardzo… — zaczął, mając ochotę zsunąć nogi albo poprosić, aby Magnus znowu był tak blisko niego ze swoimi ustami, aby nie musiał myśleć, że jest przed nim tak rozłożony.
— Jest bardzo…? Mów mi, co się podoba, Alec. Nie wszystko wyczytam z twojej twarzy. Nie jestem takim genialnym telepatą. — Magnus na koniec uśmiechnął się jednym kątem ust i wsunął w niego do końca swojego penisa. Dzięki temu mógł się bardziej pochylić i przytulić do nastolatka. Przypomnieć mu, że są blisko, że są dla siebie i to wszystko polega na dawaniu sobie nawzajem dużo przyjemności.
— To… bardzo otwarta pozycja — Alec w końcu wydusił, bo trochę nie radził sobie z tym, jak ma ułożyć nogi, co w ogóle z nimi zrobić. — I… jest dobrze, kiedy jesteś, bliżej.
— Przyjemnie, hm? Możemy na siebie patrzeć.
Magnus poruszył biodrami ostrożnie i z każdym ruchem coraz płynniej poruszał się w ciele swojego chłopaka. Przez to podwieszone posłanie, na którym to robili, bujało się trochę w przód i w tył. Alec na szczęście nie miał choroby morskiej, więc nie mdliło go od tego. Tym bardziej, że w uszach jego własna krew szumiała mu jak woda rozlewająca się na piaszczystej plaży.
— Mhm… Ale też trochę… och, jak głęboko… — Alec przerwał znowu i szybko spojrzał w dół, kiedy Magnus głębiej w niego wszedł. To było abstrakcyjnie dziwne uczucie, ale ogarniające jego umysł w najbardziej perwersyjny sposób, jaki znał.
— Głęboko, bo wpuszczasz mnie tam. Ufasz mi — Magnus odpowiedział również ciężkim od emocji i podniecenia głosem. — Mam nadzieję, że… mmm, że to polubisz — dodał, falując biodrami. Marzył o tym już tyle czasu i wreszcie mógł to robić. Wreszcie ten chłopak mu uległ i miał wrażenie, że jest to najbardziej odpowiedni moment z możliwych.
Alec wyciągnął szyję i ramionami przyciągnął Magnusa do siebie, słysząc to wszystko. Było mu niemożliwie gorąco z przyjemności, ale też i zażenowania. To, co czarodziej mówił, było tak obsceniczne!
— Nie, nie mów tak… och… jest… dobrze, bardzo. Ale nie mów tak.
— Dlaczego? Chcę wiedzieć, czy daję ci rozkosz. Czy będziesz pragnął jej więcej — Magnus odpowiedział, zaczynając płycej oddychać, im szybciej się poruszał. Teraz to specyficzne plaskanie jąder o pośladki było słyszalne bezustannie.
— Aaa…! Ale nie opisuj tego — młody łowca nie był w stanie składać dłuższych zdań. Pojękiwał co chwilę i stękał i było mu bardzo dobrze, chociaż jednocześnie krępująco. Do tego to był jego pierwszy raz, wszystko było jak ekscytująca przejażdżka.
— Tymi słowami sprawiasz, że bardziej chcę ci powiedzieć, jak mi dobrze pomiędzy twoimi gorącymi pośladkami, jak dobrze mi w środku i jak bardzo bym chciał, żebyś chciał mnie tam gościć znacznie, znacznie częściej…
Alec jęknął, słysząc to wszystko i zakrył przedramieniem twarz.
— Dość… — stęknął, aby zaraz po tym wygiąć się z przyjemności.
— Och tak… — Magnus szybko położył obie dłonie na jego ukazujących się przy tym ruchu żebrach i stęknął z rozkoszy. Chciał więcej tych reakcji, więc pchnął mocniej i głębiej. Kilka razy.
Alec nie mógł zareagować inaczej niż krzykiem po każdym takim mocnym pchnięciu. Już był tak blisko! Do tego gorące dłonie na jego ciele stały się teraz bardziej wszędobylskie. Pieściły jego wrażliwe miejsca, jakby doskonale wiedziały, gdzie te się znajdują. Muskały jego sutki, masowały biodra. Magnus był cudownym kochankiem, a on, mimo że czuł się gorszy jako niedoświadczony partner, tak cieszył się, że ma mężczyznę, który wiedział, co robi. Bo on sam nie miał pojęcia ani co robić, ani co się z nim samym dzieje. Już bez opamiętania pojękiwał i stękał, wyginając się pod Magnusem i co raz przymykając oczy, to zerkając na twarz przed sobą. Aż sam nie zauważył, że to się zbliża i doszedł z głośnym okrzykiem.
Gdy tylko Magnus poczuł, że orgazm ogarnia ciało chłopaka, pochylił się nisko i przytulił go do siebie. By zapamiętał, że w tym momencie miał go blisko. Że czuł właśnie jego zapach, jego ciepło i widział jego spojrzenie. Chciał sprawić, że Alec z rumieńcem i rozkoszą wspominał ich pierwsze zbliżenie, a przy tym sam poruszał żywiej biodrami, aby również osiągnąć spełnienie. Stało się to zresztą bardzo niedługo po orgazmie nocnego łowcy i czarownik napełnił jego tyłek swoim nasieniem.
Na korzyść Magnusa było to, że jego nocny łowca jeszcze był ogarnięty tą rozkoszą i rozbujaniem, bo nie zareagował zbyt gwałtownie i świadomie na napełnianie go. Właściwie oprzytomniał dopiero w momencie, kiedy czarownik się z niego wysunął i położył tuż obok niego. Odwrócił go też do siebie i pocałował z zadowoleniem i czułością.
— Byłeś genialny — pochwalił go. — Piękny i szczery.
Alec spojrzał na niego, nadal z mocnymi wypiekami, ale już spokojniejszym oddechem.
— Dziękuję za miłe słowa — odpowiedział prawie że szeptem, czując pragnienie, zmęczenie, ale i niesamowite spełnienie.
— Więc… nie znamy się na to zbyt krótko? — Magnus zapytał, przypominając sobie jego słowa, gdy pierwszy raz w restauracji orientalnej zaproponował seks. Przy tym głaskał Aleca po plecach, ciesząc się jego bliskością i rozgrzaniem. — To był odpowiedni moment?
Chłopak znowu lekko się zmieszał.
— Nie wiem… chyba tak. Okaże się z czasem — dodał poważnie i racjonalnie jak na tak młodą osobę, jaką był. Życiowe doświadczenia czyniły go kimś dojrzalszym niż miał w metryce. — Ale… i tak było miło. Dziwnie, ale miło.
— Jeżeli pierwszego razu nie będziesz wspominał negatywnie, to już coś — przyznał Magnus. — Gdybym tylko wiedział, że chcesz dzisiaj do mnie przyjść, nie robiłbym tej imprezy.
— Żałujesz, że na niej nie byłeś? — Alec spytał, zamiast potwierdzić, że w sumie impreza nie była konieczna. Ale jeśli nie zobaczyłby tego hologramu, to wszystko też mogłoby potoczyć się kompletnie inaczej.
— Nie, żaden z gości na dole nie jest tak zajmujący jak ty. Choć… — Magnus zawahał się na moment, co nie było zbyt częstym widokiem. Przy tym przekręcił się na plecy, podłożył rękę pod głowę i ściągnął swoje wąskie brwi. — Nie powinieneś był widzieć tego hologramu…
— Faktycznie dziwnie się go obserwowało — Alec przyznał i przekręcił się na bok. Skrzywił się, czując, jaki jest rozluźniony i wilgotny na dole. Nie zamierzał tego komunikować na głos. — Ale on też trochę pchnął mnie do działania.
— Naprawdę…? — Magnus zerknął na niego podejrzliwie.
— Mhm. Jakbyś ty się czuł, jakby w moim towarzystwie był twój hologram?
Magnus nie wiedział. To było pytanie wykraczające poza jego wyobraźnię. Nie umiał przewidywać własnych emocji, a i sytuacja wydawała się bardzo irracjonalna.
— Może… może bym się wkurzył. Że robisz coś z moim ciałem bez mojej zgody i wiedzy. Że bawisz się mną jak marionetką i zniszczyłbym go bez wahania?
— Właśnie. — Alec uśmiechnął się lekko, ale i wymownie. — Możesz więc wyobrazić sobie, że nie było mi w smak, jak znajdowałeś sobie zastępstwo.
— Właśnie dlatego nie chciałem, żebyś go widział. I nie rozumiem, dlaczego pchnęło cię to do działania.
— Czy to nie logiczne? Nie chciałem, abyś na niego patrzył ani chwili dłużej.
— Och… — Mężczyzna przekręcił głowę, by uważniej spojrzeć na chłopaka. — Mogłeś po prostu powiedzieć, bym go zniszczył.
— A po moim wyjściu znowu byś mógł przyglądać się mu i tak na niego patrzeć. Podziękuję — Alec odparł, domyślając się, jakby to przebiegło.
Ujrzał na twarzy Magnusa lekki uśmieszek, który wyglądał jak wyrzut w stylu „niby krótko się znamy, a jednak… znasz mnie za dobrze”.
Czarownik nie odpowiedział od razu, ale machnął ręką, a kula, w której się znajdowali, znów zaczęła falować na boki. Było to przyjemnie relaksujące i może nawet trochę usypiające.
— Więc postanowiłeś mi pokazać, że jednak bardziej warty uwagi jest prawdziwy Alec Lightwood?
— Dokładnie tak. Jeśli już chcesz mnie uwodzić, spotykać się ze mną i… robić to wszystko, to nie chcę, aby zajmowały cię w międzyczasie półśrodki. Ja daję z siebie wszystko — Alec odpowiedział poważnie i wyciągnął szyję, aby pocałować czarownika zmęczonymi ustami.
— Och tak… teraz już dosłownie wszystko… — Magnus potwierdził z leniwym uśmiechem, który zabłąkał mu się na twarz po tym pocałunku.
Alec teraz naprawdę dał mu całego siebie. Swój umysł, swój czas, ciało, serce… Gdy dzisiejsza impreza się zaczęła, Magnus był pewien, że przeżyje ją apatycznie i ponuro, w tęsknocie, a skończyła się lepiej, niż się spodziewał. Do tego w tym momencie rozbawiła go jedna rzecz. Kiedy się rozbierali, sprawiał, że ubrania przenosiły się poza kulę, aby im nie przeszkadzały. W tym spodnie z telefonem Aleca. I jak ten nie mógł słyszeć nic poza ściankami, bo jak mu wcześniej powiedział, kula była swoistą barierą, tak on, Magnus, dobrze wiedział, że teraz telefon w kieszeni nocnego łowcy rozbrzmiał dźwiękiem nadchodzącego połączenia. I nie, zdecydowanie nie zamierzał go o tym informować…
Alec był cały tylko jego.

KONIEC

12 thoughts on “Commission – Niecierpliwy czarownik i niedoświadczony łowca (Dary Anioła)

  1. Katka pisze:

    Karolina Kaim, ten tekst można raczej traktować bardziej jako komisz niż fika, choć wiem, że generalnie jest to fik. Niemniej, właśnie po to we wstępie zaznaczyłyśmy, że kompletnie nie znamy postaci, żeby osoby takie jak Ty nie ucierpiały za bardzo XD Także czytałaś na własną odpowiedzialność, hehe. Nie mam nawet jak dyskutować z Twoją opinią o Magnusie, bo niestety nie znam tej postaci. Opierałyśmy się wyłącznie na opisach z internetu i obejrzanym filmie. Na pewno przeczytanie książki, czy obejrzenie serialu by pomogło, ale tak właśnie było, ze serial jeszcze wtedy nie istniał. W każdym razie z tego co widziałyśmy w sieci, fiki bardzo często mega odbiegają od tego, jaki jest świat i postacie w oryginale. Chyba to jest urok fików, że można dostosowywać je pod siebie. Ale też dobrze Cię rozumiem, bo ja generalnie nie lubię w ogóle fików czytać, bo mnie wkurza brak tego idealnego uchwycenia postaci XD W każdym razie życzę powodzenia z szukaniem :) Mam nadzieję, że internet Cię nie zawiedzie!

  2. Karolina Kaim pisze:

    Nie podobało mi się. Tak je przeczytałam, bo przeczytałam. Wiem, że nie czytałyście książek, wtedy kiedy to pisałyście nie było serialu, tylko ten nieudany film, ale Magnus, którego przedstawiłyście nie był taki. Kochał Aleca, zależało mu na nim, na jego szczęściu, nie dążył od razu do ich seksu właśnie z miłości do tego chłopaka. Tutaj pokazałyście jakby chodziło mu tylko o seks. Może to było życzenie tego kto dał wam zlecenie na napisanie tego, ale ja nie byłabym zadowolona z efektu.
    Nie wiem, może za bardzo kocham tę parę z serialu. Z innymi aktorami, gdzie Alec nie wygląda jak nastolatek. Jedynie co to mimo wszystko oddałyście w jakiś tam sposób charakter Aleca. To tam jakiś jest plusik.
    Żal, że fanficki o Malecu są tak słabe w necie, bo nie ma czego poczytać. Sądziłam, że Wasz tekst zaspokoi ten głód, ale nie.

  3. Katka pisze:

    Mentallonelywriter, hejo :) Co do dialogów, to wiemy, że tak to działa, ale jakoś wtedy jeszcze tego nie ogarnęłam XD Systematycznie poprawiam to w każdym opku ;) A tak w ogóle to super, że Ci się spodobał fik! Bo przyznam, że to było dla nas małe wyzwanie, bo żadna z nas nie czytała Darów Anioła, a jedynie ogladałyśmy film. Więc w sumie napisanie tego wymagało bardzo dużego researchu… Ale commission to commission i trzeba się poświęcić i napisać to, czego osoba zamawiająca pragnie XD Miło nam słyszeć, że utrafiłyśmy w postacie :) Pozdrawiamy cieplutko.

  4. Mentallonelywriter pisze:

    Opowiadanie jest mega *.* Mam jednak kilka uwag:
    W dialogach jak mamy np.: ” – Cześć – powiedział Alec”, to napierw jest czasownik, a dopiero potem osoba. Czasami zdarzało wam się napisać odwrotnie.
    Dalej: Postać Aleca jest napisana – na mój gust, osoby która przeczytała całe Dary Anioła, dodatki itp – wybornie. Na początku brakowało mi w nim troszkę pazurka, ale pokazałyście to potem w jego rozmowie z Jace’a i Clary. A co do Jace’a – na mój gust trochę zbyt „sukowaty”, ale mogę się mylić. I Magnus też zbyt, hm, zboczony? Tak, on jest ekstrawagancki, ale na pierwszym miejscu stawia szczęście Aleca, dlatego mam wrażenie, iż tutaj po prostu dbał o swoje pożądanie.
    I jeszcze raz wielki szacun za Aleca – bo mało który fanfickowy Alec mi się tak podoba jak ten. Całość opowiadania podoba mi się, bardzo bardzo podoba.
    (To tylko moja opinia, można się z nią nie zgadzać)
    Miłego dnia~
    MLW

  5. Katka pisze:

    Basia, ooo, czytasz komisze :) fajni :D swoją drogą ciekawie się to pisało. To było takie… nie nasze XD Sama nie wiem. Nie piszemy za bardzo fantastyki, jeśli można to pod to wziąc. Mam nadzieje, że się podobało :)

  6. Basia pisze:

    Witam,
    słodko, Jack mnie trochę wkurzał, w końcu ten hologram zadziałał na Aleca, Magnus musiał bardzo, ale to bardzo się nudzić ;]
    Dużo weny życzę Wam..
    Pozdrawiam serdecznie

  7. Katka pisze:

    Alexa, high five, w filmie tez nie przepadam za tym łowcą (nie lubię aktora), ale jak czytałam jego opisy książkowe na necie, to jednak wydawał się całkiem spoko. Ale zawsze to tak jest z przenoszeniem ksiązki na film – często wyobrażenia się zmieniają, podobnie jak sympatie. Haha i tak, Magnus się nudził, a raczej tęęęęsknił! XD Na szczęście prawdziwa wersja się pojawiła :)

    Another, „Film dość mocno odbiega od książki.” – nie dziwi mnie to specjalnie. Trudno szukać idealnego odzwierciedlenia, cokolwiek się z książki na duży ekran nie przerzuca. Ale to fajnie, że czytałas książki i możesz to jakoś odnieść do tego, co napisałyśmy. Och, a żeby trafić na dobre fanfiction, to chyba zazwyczaj duża zagwozdka dla fanów. Cieszy nas, że ten fik Ci się podobał ;)

  8. Another69 pisze:

    Cholera, tego się na waszej stronie nie spodziewałam xD Czytałam całe Dary Anioła i są ok, chociaż to właśnie wątek Aleca i Magnusa przyciągał, a był on gdzieś w tyle za całą akcją. Film dość mocno odbiega od książki.
    Jeśli jesteście ciekawe samego Aleca i Magnusa to autorka wydała „Kroniki Bane`a” czy jakoś tak opisujące życie Magnusa. 10 bardzo krótkich książeczek.
    A samą serię mogę polecić, bo dobrze się czyta i jest dość dużo akcji.

    I dzięki wam za to jakby nie patrzeć fanfiction bo jest ich mało, a jak są to raczej słabe. No i pierwszy raz Aleca zawsze sobie wyobrażałam czytając książkę, więc jestem zaspokojona.

  9. Alexa Rebel pisze:

    To było świetne, serio, mimo iż nie przepadam za tym łowcą to zazdro tego Magnusa *-* ( to moje odczucia na podstawie filmu)
    I racja, coś jest w tych pierwszych razach, że są takie słodkie, rozkoszne ♥
    Jace był dość wkurzający ale wraz kocham typa :P
    Jak Alec zobaczył ten hologram to miałam taki face palm :D Magnus chyba serio się nudził.

  10. Katka pisze:

    Yaoistka, tak, cały tytuł filmu zdaje się brzmiał „Dary Anioła: Miasto Kości”. Książek jest chyba więcej części, ale my jedynie oglądałyśmy ten film. Nie wiem więc czy polecić, czy nie. Ale bardzo fajnie, że nasza wersja się spodobała :D Hehe, a na Stereka może kiedyś się skusisz przy większym przypływie kaski ;)

    O., pierwsze razy zazwyczaj jakoś wydają się rozkoszne, hehe, a na pewno dają pewne pole do popisu przy pisaniu. Hologram to trochę cios poniżej pasa, ale przynajmniej wzbudził w Alecu jakieś głębsze emocje i akcja poszła do przodu, po myśli Magnusa, hehe. Dzięki za komentarzyk :D

  11. O. pisze:

    Yaoistka! Możemy się na Stereka poskładać ;))
    Pierwszy raz był taki rozkoszny! I dość szybki, jednak.. Kto by chciał być zastąpiony jakimś hologramem? Oh łowca złapany w sidła czarownika <3 So cute!

  12. Yaoistka^^ pisze:

    … wzięło mnie mega mocno na Dary Anioła… To jest coś chyba powiązane z Miastem Kości nie?? Albo to całkiem inna bajka. W każdym razie mega!!! <3 Dziewczyny przeszłyście same siebie, tworząc takie dzieło tylko na podstawie filmu *.* Szacun i więcej takich! Mam ochotę zobaczyć tutaj Stales x Derek ale obecnie brak funduszy,a bym kurde wam zapłaciła za długie cudo! :P hehe weny ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s