Fanfic by Liv – Koncert

Mihai niechcący trzasnął drzwiami do domu i skrzywił się. Wracał w środku nocy, Layne musiał to usłyszeć. A Mihai nie był pewien, czy chce, żeby kochanek widział go w takim stanie.
— Mihai — rozległo się z korytarza po paru sekundach. — Zechcesz mi wytłumaczyć, jak ty wyglądasz? Gdzie byłeś?
Blondyn westchnął i podrapał się po głowie. Spojrzał na Layne’a spod przymrużonych oczu. Faktycznie mógł go poinformować, ale przecież nie był dzieckiem!
— Bylem na koncercie.
Layne zamrugał. Mógł się po Mihaiu spodziewać czegoś podobnego, ale…
— Na koncercie — powtórzył chłodno. — Na jakim koncercie? Sądząc po twoim stroju, nie był to zbyt delikatny koncert.
Mihai bowiem, kiedy wychodził na polowanie, miał na sobie czarne, ładnie dopasowane spodnie i równie czarną koszulę. A teraz… Cóż, koszuli nie miał w ogóle, zamiast niej przepocony bezrękawnik, a spodnie były brudne i rozerwane na lewym kolanie.
Mihai domyślał się, jak mógłby zareagować Layne na widok zniszczonych ubrań, dlatego od razu po przyjściu chciał się przebrać. Ale nie umiał zachowywać się dość cicho. Energia jeszcze w nim buzowała! Nigdy wcześniej nie był na takim koncercie, a teraz już rozumiał, co w tym takiego niesamowitego. Nawet on miał wrażenie, że jego serce dosłownie biło w rytm głośnej muzyki, wiec co musieli odczuwać ludzie, których serca faktycznie biły! Wszystko skończyło się zdecydowanie za wcześnie, nie zdążył się wyszaleć. Kto by pomyślał, że będzie bawił się niemal równie dobrze, co podczas zabawy ze swoimi ofiarami… Tu w domu nie miał zbyt wiele fizycznej rozrywki, nie licząc seksu. Na który miał teraz wielką ochotę, jednak kochanek wolał stać w korytarzu i mierzyć jego strój krytycznym spojrzeniem.
— Na jakim koncercie? — powtórzył zniecierpliwiony Layne.
Starszy wampir prychnął i odpowiedział niemal wyzywająco:
— Na rockowym. I już wróciłem. Więc co ci się nie podoba?
Layne osłupiał. Co mu się nie podoba?
— Mogłeś mi na przykład powiedzieć, gdzie idziesz… — starał się zachować równowagę. — Zwykle kiedy nie ma cię przez pół nocy, to albo kogoś zabijasz bez mojej wiedzy, a potem ja muszę to sprzątać, albo odchodzisz! Poza tym, zniszczyłeś ubranie.
Mihai patrzył przez chwilę w oczy drugiego wampira, przygotowując się na kłótnie. Ale… zaczynało go to nudzić, chciał pójść się pieprzyć, a nie wysłuchiwać kazań. Poza tym… blondyn z ciężkim sercem przyznał Layne’owi trochę racji. Za każdym razem znikał bezgłośnie, bez uprzedzenia. Ale teraz przecież nie chciał odchodzić. Było mu tu… naprawdę dobrze. I ciepło, chociaż ciało kilkusetletniego wampira nie odczuwało już tak… czystych emocji. Ale to było inne ciepło. Mihai po prostu czuł się tutaj chciany. On również chciał zostać. Ludzkie określenia tych uczuć wydawały mu się zbyt proste i ulotne, dlatego też uczuć nie nazywał. Wiedział jedynie, że z Laynem dobrze mu się żyło. Wiec cóż… potrafił jako tako zrozumieć wyrzuty syna.
— Przecież nie chciałem odchodzić.
Layne aż się zdziwił, widząc jak agresja i chęć do zwykle obowiązkowej sprzeczki nagle ulatuje z Mihaia. To było… niespodziewane.
— To dobrze — powiedział tylko, po czym odwrócił się z zamiarem powrotu do salonu. Po chwili jednak popatrzył na ojca przez ramię:
— I mógłbyś wyrzucić to, co masz na sobie, bo strojem to już nie jest.
Mihai westchnął z rezygnacją. Kazania nie było, ale seksu też nie! A on naprawdę miał ochotę jeszcze się poruszać. No cóż, jeśli Mahomet nie chce przyjść do góry, to góra musi przyjść do Mahometa.
Mihai w wampirzym tempie doskoczył do syna, popchnął go na ścianę i gorąco pocałował, wspinając się na palce. Otarł się całym ciałem o Layne’a, nie przerywając lizania jego warg.
Kochanek najpierw nie zareagował w ogóle, zbyt zaskoczony. Po chwili jednak stanowczo zacisnął dłonie na ramionach Mihaia i spróbował odepchnąć. Blondyn zmarszczył brwi i sam odsunął się na odległość paru centymetrów.
— Co? Layne, chodźmy…
— Ubranie – czarnowłosy przypomniał ze zmarszczoną twarzą. – Nie będę tego z ciebie zdejmował.
Mihai pokręcił głową. Cofnął się o krok, po czym zaczął pospiesznie zrzucać z siebie brudne rzeczy. Layne po raz drugi tej nocy wytrzeszczył oczy. Mihai zdążył już pozbyć się butów i, odrzuciwszy je na bok, rozpiął spodnie.
— Jesteś wyjątkowo napalony… — stwierdził jego kochanek lekko rozbawiony. Kto by pomyślał, że duma ojca pozwoli mu na coś takiego. Nie było niespodzianką, że Mihai wolał zostać obsłużony w łóżku, niż sam się dopraszać. A jednak teraz postępował bardziej impulsywnie niż zwykle.
— Jestem – potwierdził blondyn, nie przerywając zrywania spodni. – I powinieneś się mną zająć…
Layne’a aż ciarki przeszły na te słowa. O tak, uwielbiał zajmować się Mihaiem, uwielbiał wrażenie, że ten śliczny wampir jest taki uległy. Podszedł do niego i delikatnie wsunął dłonie pod bezrękawnik. Blondyn uniósł na niego spojrzenie, a po chwili również ramiona. Layne ściągnął mu koszulkę przez głowę, starając się przy okazji jak najmniej dotykać pogniecionego, brudnego materiału.
Kiedy Mihai stał już nagi obok całkowicie ubranego Layne’a, znów wychylił się do pocałunku, tym razem wolniejszego. Przynajmniej wiedział, że kochanek mu nie ucieknie. Błądził językiem w jego ustach, zębami trochę przygryzał wargi, ale jeszcze nie na tyle, by rozerwać skórę.
Layne objął go ciasno ramionami i pochylił nad nim. Nie ruszał się przez chwilę, smakując jedynie usta ojca. Mihai również zastygł, oddając pieszczotę. Wyglądami teraz jak pozujący do jakiegoś dzieła sztuki. Smukły, nagi blondyn w objęciach wyższego, czarnowłosego mężczyzny, ubranego w ciemny garnitur. Oboje piękni, stojący na środku pustego, zacienionego korytarza, z bordowym obiciem na ścianach.
— Kąpiel? – wyszeptał Mihai z figlarnym uśmiechem w usta Layne’a.
— Chodźmy.

4 thoughts on “Fanfic by Liv – Koncert

  1. Shivunia pisze:

    Mihaś! Słodziak na koncercie rokowym! Musiał się wybawić, że miał taki dobry humorek ;) Ale urocze, nie spodziewałam się, że akurat na nich padnie. Po tytule pierwsza myśl to NBTS, oni jakoś najbardziej tacy koncertowi, głównie Shane! Ale Mihai musiał się tam nieźle wybawić! I na zdrowie dla niego ;p Tym bardziej jak po tym był taki…na tak. U niego to niestety nie jest norma. Layne klsyka, kij w tyłku, ale to cały on :D
    Lubie i dziękuję za ficzka :D

  2. Liv pisze:

    Katka, dzięki, ja też za nimi tęsknię… :) I o boże, wyobraziłam sobie Layne’a na koncercie np Iron Maiden. Kij w dupie to za mało xd
    O., i ja tak sądzę :3 <3

  3. Katka pisze:

    Awwwwww, jakie to było słodkie! Stęskniłam się za tą parką, a to tak miło, jak się zobaczy w fanficu coś o postaciach, które już w jakiś sposób przeszli do historii. Aż sobie westchnęłam… Tym bardziej w ogóle, że ostatnio u mnie w domu przewijają się bzy i konwalie, a te kwiaty wybitnie mi się kojarzą z tymi bohaterami. Fajnie w ogóle ich ujęłaś. Layne jak zawsze z kijem w dupie, a Mihaś taki uroczo niepokorny :D Pewnie się ruchali jak króliki całą noc! Ale Mihai dobrze zrobił, nie mówiąc Layne’owi, gdzie idzie. Layne na pewno by z nim nie poszedł, nie jego klimaty XD Super fanfic! :D Dzięki wielkie! :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s