Project Dozen – 28 – Wyznanie na boisku

Francisco nie wiedział, co robi, gdy kierował się do gabinetu psychologa. Ale czy on od tego nie był? Od tego, by poukładać w głowach uczniów to, czego oni sami nie potrafili ułożyć? A on zdecydowanie nie wiedział, co czuje, dlaczego to czuje i jak ma sobie z tym poradzić. Był tym tak przytłoczony, że nie umiał się skupić na nauce i dzisiaj dodatkowo został złajany przez nauczyciela za to, że nie odpowiada na pytanie, mimo że ten zadał je pięć razy. Totalnie odpływał myślami do tego, co działo się pomiędzy nim a Sebastianem i głównie były to nieprzyjemne uczucia.
Starał się nie rzucać w oczy, kiedy znalazł się już przed gabinetem Fostera Craiga i zapukał do niego. Serce biło mu szybko z podenerwowania, strachu, ale też nadziei.
Wszedł cicho do środka i popatrzył na dobrze zbudowanego, ciemnoskórego mężczyznę za biurkiem.
— Dzień dobry…
— Och, dzień dobry, dzień dobry. — Psycholog od razu wstał ze swojego fotela, aby jego miejsce i rola nie przytłaczały gościa. — Jak tam… Francisco, tak? — spytał luźno, podchodząc do chłopaka z otwartą pozycją.
Francisco rozejrzał się nerwowo, a potem popatrzył w ciemne oczy mężczyzny, sporo większego od siebie. Podrapał się po włosach.
— Si. Ja przyszedłem porozmawiać i… może pan mi trochę pomoże, bo… mam problem i nie mogę nikomu powiedzieć. A stąd nic nie wyjdzie poza, prawda?
— Jeśli to, że zobowiązuje mnie poufność zawodowa ci nie wystarcza, to mogę sam zapewnić, że obiecuję, że nic nikomu nie powiem. Będę cię co najwyżej jedynie naprowadzał, abyś postąpił słusznie. — Foster puścił mu oko na rozluźnienie i wskazał krzesła przed jego biurkiem. — Chcesz usiąść? Napijesz się czegoś?
— Może jakaś woda? — poprosił Francisco, bo był pewien, że zaschnie mu w ustach, gdy tylko zacznie mówić. O ile faktycznie odważy się coś powiedzieć. Już teraz słyszał, że chrypie bardziej niż zwykle.
Podszedł do biurka, położył plecak na podłodze obok i usiadł na krześle. Gabinet dawał całkiem przytulne wrażenie. Wnętrze było zaprojektowane w ciemnych, ciepłych barwach i nie było surowe, a wzbogacone w bibeloty, lampkę z frędzelkami i dobry widok na dziedziniec szkoły za oknem.
Foster zbliżył się do niskiej szafki, wyjął z niej nową, małą butelkę wody i dwie szklanki. Z tym wszystkim wrócił do chłopaka. Sam usiadł na drugim fotelu tuż obok, a nie za biurkiem. Postawił szklanki na ciemnym, dębowym blacie, odkręcił butelkę i rozlał ją do szklanek.
— O czym chciałeś porozmawiać, Francisco?
— O Sebastianie Mossie. Jestem jego współlokatorem i trochę… — Francisco spuścił wzrok na szklankę, którą ujął w obie dłonie. Ciemne, poskręcane włosy zasłoniły mu przy tym czoło. — No, trochę nie wiem, co między nami jest, a on mi wcale nie pomaga zrozumieć — jęknął.
— Nie dogadujecie się? — spytał mężczyzna spokojnym tonem, starając się jak najszybciej zrozumieć intencje chłopaka, który do niego przyszedł, aby nie męczył się z wyduszaniem z siebie potoku słów.
Chłopak jednak skrzywił się, jakby sam nie do końca wiedział, jak odpowiedzieć na to pytanie. Napił się wody, a drugą dłonią rozwalił sobie włosy w jeszcze większy nieład niż dotąd.
— Ogólnie tak, bo jest super chłopakiem i uwielbiam z nim być. Tylko… — Zerknął na psychologa, zarumienił się i wydusił: — tylko ja chyba na niego lecę… — Ostatnie słowo wyszeptał tak cicho, że psycholog zrozumiał je tylko dzięki odczytania go z ruchu ust ucznia.
Gdyby nie był profesjonalistą, to chyba jeszcze bardziej by go wcięło. Już sam temat rozmowy, przez bycie synem jego przyjaciela, zmuszał go do pełnego, trudnego profesjonalizmu… Ale teraz? Teraz potrzebował także się napić.
— Podoba ci się Sebastian? Dobrze zrozumiałem? — spytał najłagodniej i najspokojniej, jak umiał. — To już jest postęp, jeśli umiesz to nazwać.
Francisco pokiwał żywo głową.
— Długo nie wiedziałem. Byliśmy blisko, lubiłem go i… no… aż się pocałowaliśmy. A jakiś czas potem znowu… Chryste! — jęknął na koniec, cały czerwony na twarzy. Rozmawianie o tym było jeszcze bardziej krępujące niż myślenie i wyobrażanie sobie coraz to nowych sytuacji, w których mógłby jeszcze coś z Sebastianem spróbować. — Naprawdę nikomu pan nie powie?
— Dałem ci słowo — odparł mężczyzna i wewnętrznie czuł, że tego po części żałuje. Ale komu by powiedział? Markowi? Przecież to mogłoby się tylko źle skończyć. — I nie musisz się tego wstydzić. Ludziom podobają się ludzie tej samej płci. Pytanie tylko, jak na te pocałunki reagował Sebastian? Nie tak, jak byś chciał? To cię martwi, czy to, że w ogóle to robiliście?
— Nie wiem… — jęknął Francisco i zamknął twarz w dłoniach, uprzednio odstawiwszy szklankę na biurko. Było mu ciepło z zażenowania, ale równocześnie czuł się dobrze, mogąc komuś o tym powiedzieć. — Bo ja… nie wiem, nie chcę być gejem, ale chcę Sebastiana… A on mi wcale nie pomaga! Cały czas tylko mnie pyta, co ja myślę i co czuję, a on nic nie mówi! Jak ja mu mówię, że go chcę, to on zamilkuje i nic nie chce wydusić. Nie wiem, czy mnie jeszcze lubi nawet…
— A rozmawia z tobą na inne tematy? — spytał Foster, widząc, że obaj chłopcy mają problem z akceptacją i określeniem tego, kim są i co czują. Chociaż obstawiał, że obu ich do siebie ciągnęło, bo inaczej nie całowaliby się dwa razy.
— Si! — zapewnił od razu żywo Francisco. — Dużo rozmawiamy, pomagam mu w hiszpańskim, a on mi w angielskim. Zawsze razem jemy lunch. Oglądamy też wieczorem filmy i Sebastian nauczył mnie ostatnio grać w szachy. I tak wtapiam z komputerem… — Zaśmiał się krótko.
— Więc dlaczego myślisz, że cię nie lubi? Skoro lubi z tobą spędzać czas, to znaczy, że nadal ciebie też lubi, jako osobę. Chce być blisko, nawet jeśli z pewnymi rzeczami jeszcze nie umie się pogodzić. Dlatego też pyta ciebie, co ty czujesz. — Psycholog starał się podpowiedzieć chłopakowi, jak to mogło wyglądać i dodać mu pewności. Chociaż nie wiedział czemu, widział, jak Mark Moss właśnie się na niego wydziera, że zachęca Francisco do romansowania z jego synem.
— Ale czemu nie powie mi, co sam czuje?!
— Może z tego samego powodu, z którego ty z początku nie wiedziałeś, co czujesz.
— Ale ja chcę wiedzieć… A czuję się jak pajac za każdym razem, jak się odsłaniam, a on unika tematu… — jęknął Francisco i znów schował twarz w dłoniach. — Co mam zrobić, by się ogarnął…?
— Poprosić go o to. To najprostszy i najskuteczniejszy sposób. Powiedzieć samemu, co się czuje, czego się oczekuje i poprosić o to, aby druga osoba także to zrobiła. Wtedy będziesz wiedzieć na pewno, co czuje — zasugerował Foster, idąc dość prostą i najmniej skomplikowaną drogą, z wiarą, że Sebastian nie skłamie, aby od tego uciec. Ale wierzył w niego i jak go znał, to jeśli faktycznie Francisco zrobi tak, jak mu poradził, to ten stanie na wysokości zadania.
Argentyńczyk zagryzł wargę i zerknął na psychologa.
— A może… jest jakiś sposób, żebym ja tak nie czuł?
— Obawiam się, że sam musisz sobie na to pytanie odpowiedzieć. Ale jeśli naprawdę podoba ci się Sebastian, to nie ma w tym nic złego. O to nie musisz się obawiać. Co najwyżej, że on nie będzie myślał tak samo jak ty. Ale bądź dobrej myśli.
— Ja nie wiem, czy on myśli tak samo… Tylko się całowaliśmy i nie wiem, czy on chce… — Tym razem Francisco zaciął się, zauważywszy, że właśnie chciał wspomnieć o tym, że myśli o seksie ze swoim przyjacielem. Przełknął ślinę i zerknął na twarz mężczyzny obok. — Myśmy się nigdy z chłopakami nie… kochaliśmy.
Foster odetchnął, aby i trochę spowolnić potok myśli ucznia.
— Myślę, że najpierw powinieneś ustalić, co obaj do siebie czujecie, aby nie zrobić czegoś, czego któryś z was by mógł nie chcieć. Ale… — zawiesił głos, aby podkreślić powagę tego, co chce powiedzieć. — Nawet jeśli obaj jesteście chłopcami, to musicie używać prezerwatyw. I nie spieszyć się, nawet jeśli by was poniosło.
— Si, wiem, robiliśmy z Sebastianem plakaty o HIV — odpowiedział z zapałem Francisco, a potem znowu poznęcał się nad własnymi włosami w gorączkowych gestach. — Ale ja nie wiem, czy on mnie tak lubi — wrócił do tematu jak bumerang. — Jak powie, że nie, to ja chyba umrę!
— Nie umrzesz. To nie koniec świata. Umarłbyś, jakbyś powiedział dziewczynie, że chcesz z nią chodzić, a ona by odmówiła?
— Jakbym ją chciał, to pewnie tak! — odpowiedział Francisco z dużą emfazą, jak to zwykle miał w zwyczaju. Był w swoich reakcjach bardzo emocjonalny i namiętny.
— To najczarniejszy scenariusz z możliwych, Francisco. Nie musi się spełnić, a jedynie się nim zadręczasz. Zobacz, jak będzie — dodał na koniec Foster z entuzjazmem, którego, miał wrażenie, samemu sobie nie umiał nigdy podyktować.
Argentyńczyk pokiwał głową i napił się jeszcze wody, bo znowu zaschło mu w gardle. Doszedł do wniosku, że tego typu rozmowy wręcz fizycznie męczyły organizm.
— Si… To… dzięki za rozmowę. Może zapytam i jak mnie odrzuci, to przyjdę, to mnie pan powstrzyma przed stryczkiem. — Zaśmiał się chrapliwie.
— Nie ma co dramatyzować. — Foster uśmiechnął się do niego pojednawczo i wspierająco. — Dobrze się dogadujecie, w najgorszym wypadku będziecie nadal przyjaciółmi.
Francisco pokiwał głową, wstał i zarzucił plecak na ramię.
— Jeszcze raz dziękuję. I no… to do widzenia — dodał, a kiedy już miał podejść do drzwi, obejrzał się na psychologa i po raz enty upewnił się: — Ale nie powie pan nikomu? Nawet dyrektorowi?
— Obiecałem i dotrzymam swojej obietnicy — zapewnił Foster, wstając ze swojego miejsca, aby odprowadzić chłopaka i wierząc w swoją obietnicę, bo nie wiedział i nie chciał wiedzieć, jakby Mark zareagował na taką nowość o jego synu.

*

Wiedział, że Jules dzisiaj nie miał zajęć, ale w pokoju go bynajmniej nie było. A chciał z nim porozmawiać. Przypomniał sobie jednak, że dzisiaj przecież był kolejny z meczy zawodów koszykówki, a przecież Jules mówił coś o tym, że może nagra kawałek tylko po to, by zrobić Cody’emu na złość i wrzucić go do sieci, zanim ten opisze relację w gazetce. I co prawda był już siedemnasty październik, ale było jeszcze na tyle ciepło, że organizatorzy uznali, że ten mecz odbędzie się na zewnątrz.
Eric wyszedł ze szkoły w lekkiej, czarnej kurtce, z plecakiem na ramieniu i podążył w stronę ławek wokół boiska do kosza. Słyszał już dźwięki aplauzu i dopingowania zawodników, więc podejrzewał, że mecz się zaczął. Nie mylił się. Sporo ludzi było już zgromadzonych wokół boiska, a na nim dwie drużyny, zawzięcie ze sobą rywalizujące. Eric ściągnął brwi i stanął na palcach, by dojrzeć swojego przyjaciela.
Jules Fox stał na trybunach w jednym z najlepszych miejsc i nagrywał. Jednocześnie jednak bawił się telefonem, co udowadniało, że nie był nim aż tak zainteresowany, jak chciał pokazać światu. Może i było to dwulicowe, ale przecież mogło to przynieść plusy drużynie i jedynie główny redaktor szkolnej gazetki mógł być niepocieszony.
Erika nie za bardzo interesowała ta rywalizacja, ale wiedział, że Jules miał z tego frajdę, więc nie komentował tego negatywnie.
Przecisnął się na drugą stronę boiska i spróbował dostać się do swojego przyjaciela. Było trudno. Każdy chciał dobrze widzieć, a próba dostania się na najlepsze miejsce wcale nie była mile widziana.
— Przepraszam — mruknął po raz kolejny, przeciskając się i ułatwiała mu to szczupła sylwetka. — Hej, Jules — powiedział głośniej już do współlokatora, kiedy był już prawie przy nim i zostały mu dwie osoby do wyminięcia.
— O, hej! — przywitał się z nim Jules i nie wyłączając kamery, trochę się przesunął, ją zostawiając na miejscu, ale uważając, aby nie spadła. Trochę się poprzepychał i zrobił dodatkowe miejsce dla współlokatora.
Eric podziękował grzecznie i usiadł obok niego. Poprawił okulary, które podczas tej wędrówki trochę się przekrzywiły i zerknął na boisko.
— Kto wygrywa?
Jules spojrzał na Erika z lekkim rozbawieniem.
— Nie mów, że cię to interesuje, nie uwierzę — zażartował i wskazał dłonią tablicę wyników.
— Nie interesuje w ogóle. Sprawdzam, czy ty wiesz, czy tylko przyszedłeś popatrzeć na zawodników. — Drugi chłopak uśmiechnął się lekko, a wokół nich rozległ się kolejny aplauz, gdy jeden z graczy zrobił widowiskowy wsad.
— Przyszedłem stworzyć relację i… cóż, uprzedzić w tym Solta — wyjaśnił Jules, trochę pochylając się do Erika, aby to głównie on go słyszał.
— Widziałem go gdzieś chwilę temu, robił zdjęcia. Ale jest to w ogóle czegoś warte? — dopytywał Eric, bo wcale nie był pewien, czy zaśmiecanie kanału na youtube nieciekawym meczem było sensowne.
— Jak nic ciekawego się nie wydarzy, to najwyżej to sobie daruję. A zresztą, co innego mam do roboty? I tak mogę być na fejsie — powiedział Jules, pokazując współlokatorowi telefon.
— A ja zaraz muszę iść na historię… — Eric westchnął, chociaż był to przedmiot, który bardzo lubił. Był to już jego siódmy semestr historii. — Ale najpierw chciałem ci coś powiedzieć, więc cię szukałem — dodał trochę niższym głosem przez ściśnięte ze stresu gardło. Zerknął też ukradkiem na twarz Julesa, chociaż poza tym cały czas patrzył na mecz, który i tak go nie interesował.
Jego towarzysz też tam patrzył od czasu do czasu, ale był bardziej zainteresowany Erikiem. Nie chciał jednak natrętnie się w niego wpatrywać, bo nie trzeba było być geniuszem, czy mieć gaydar, żeby uważać takie zachowanie za podejrzane.
— Hm? Coś nie tak w naszym małym, szkolnym niebie? — spytał, lekko modulując głos w prześmiewczy sposób.
— Nie, raczej… chodzi mi o to, co się dzieje między nami — szepnął Eric, aby nikt inny ich nie słyszał, ale na szczęście wszyscy się darli, bo nastąpił przechwyt piłki.
Jules teraz już bez dyskrecji zerknął na Erika.
— Coś… postanowiłeś? — spytał, czując napięcie w trzewiach. Aż go skręcało z ciekawości, co zaraz może powiedzieć ten, który wcale nie stał się dla niego kimś ważnym prawie jak za uderzeniem pioruna.
Drugi chłopak też na niego zerknął, ale wcale nie wiedział, czy może to powiedzieć na głos. Co z tego, że panował hałas i nikt nie zwracał na nich uwagi? Obawiał się, że ktoś usłyszy i powtórzy się sytuacja z września. Plotki błyskawicznie wędrowały po szkole, w czym znacznie pomagał facebook czy chociażby gazetka Cody’ego Solta.
Przez chwilę więc tylko utrzymywał spojrzenie z Julesem, aż w końcu sięgnął po telefon, napisał coś na nim i pokazał ekran przyjacielowi. Treść głosiła: „Chcę spróbować być twoim chłopakiem.”.
Jules ledwo utrzymał telefon w dłoni. Uśmiechnął się całą twarzą i odetchnął bardzo głęboko. Musiał panować nad sobą, a czuł, że ledwie to znosi. Że najchętniej by się wydarł jak jakiś zwycięzca miliona na loterii.
Drżącymi palcami wystukał na telefonie odpowiedź. Gdy Eric przeczytał „chcę cię pocałować”, o mało nie odsunął się od Julesa, jakby ten zamierzał to zrobić teraz, tutaj, w miejscu pełnym innych uczniów.
Oblizał wargę i odpisał: „W pokoju, jak wrócę z historii.”.
Jules znowu odetchnął ciężko, starając się uspokoić i opanować nagłe, ogromne potrzeby. Chciał tego jak powietrza pod wodą.
— Nie mogę się już doczekać. Może nie pójdziesz? — zasugerował z nadzieją, ale samo ściągnięcie brwi Erika odpowiedziało mu, że nie może na to liczyć. Tak, Eric był zbyt pilnym uczniem i nawet grypa nie powstrzymywała go przed chodzeniem na zajęcia.
— Mam dzisiaj prezentację na temat działania Ku Klux Klanu po wojnie secesyjnej. Nie mogę nie pójść. Nie martw się… Postaram się szybko do ciebie przyjść — zapewnił Eric już łagodniejszym tonem i subtelnym uśmiechem, za którym kryło się olbrzymie napięcie.
Jules za to miał wrażenie, że gotuje się pod powłoką spokoju. Po co on tu przychodził na ten mecz? Jakby był w pokoju i Eric tam mu to powiedział…! Żałował, tym bardziej, że mecz był nudny, a oni nawet nie mogli spokojnie porozmawiać.
— Będę czekać z niecierpliwością.
Eric uśmiechnął się nieśmiało i spojrzał na mecz, żeby z boku nikogo nie zainteresował fakt, że patrzy cały czas na swojego współlokatora, a nie na to, po co tu przyszła cała reszta szkoły.
— Mam nadzieję, że… że będzie dobrze. Że się nie rozmyślisz.
— Wątpię, zresztą… — zaczął Jules, ale kiedy także spojrzał na boisko, aby postąpić rozsądnie jak jego współlokator, zobaczył, że na boisko, między grających zawodników wbiega…. ubrany w biały strój Ku Klux Klanu desperat.
Jules od razu poderwał się i chwycił kamerę, aby to wszystko nagrać. Miał dziś za dużo szczęścia!
Eric też się poderwał, tak samo jak cała reszta widowni. Rozległy się okrzyki zaskoczenia, śmiech i oklaski. Za to osobnik w białym stroju był nie tylko niesamowicie szybki i zwinny, ale też… szalony, bo właściwie większość zawodników na boisku była… czarna.
— Co jest, kurwa?!
— Hej, jaja se robisz, popaprańcu?!
— Dorwijcie kutasa!
— Zaraz ci, kurwa, urwę tego białego chuja i wsadzę w pysk!
Takie i inne okrzyki zaczęły padać od czarnoskórych uczniów i nawet gorączkowe i trochę paniczne uspokajanie wuefisty nie było w stanie powstrzymać tego objawu oburzenia ze strony graczy. A już na pewno nie tego, jak koszykarze w końcu postanowią rzucić się w pogoń za żartownisiem.
— Ale piękny prezent mi zafundował ten szaleniec! — Jules zaśmiał się i zerknął krótko na Erika, samemu nadal filmując pędzącego na złamanie karku uciekiniera.
Jego biały strój powiewał, prawie trzepocząc i spowalniając go, ale dzięki dwóm szybkim zwodom udało mu się nie zostać złapanym przez najszybszych koszykarzy. Jednego nawet powalił na ziemię i uciekł do lasu.
Większość uczestników tego niecodziennego zdarzenia najzwyczajniej w świecie stała z szokowanymi minami. Nikt nie spodziewał się, że podczas zawodów koszykówki na boisko wbiegnie ktoś przebrany za członka KKK. Ale po chwili szoku zaczęły rozlegać się głośniejsze gwizdy, śmiechy i rozmowy, a Eric nie tylko widział Cody’ego robiącego ostatnie zdjęcia biegnącym do lasu, czarnoskórym uczniom, ale i był pewien, że jego zajęcia na dzisiejszej historii wzbudzą dużo śmiechu…

*

Przebieraniec jeszcze długo biegł przez las, aż był na sto procent pewien, że już nikt go nie śledzi. Nie mógł dać się zdemaskować, a przez chwilę aż bał się, że jednak plan mu się nie powiedzie.
Co prawda na kopercie z zadaniem nie było napisane nic o tym, że ma nie dać się wykryć, ale… gdyby dał, to nie miałby życia w tej szkole. Cała czarnoskóra część, nie tylko uczniów, ale i nauczycieli, zrobiłaby mu z życia piekło. Miał więc wiele szczęścia, że był dobrze wysportowany. Wypady survivalowe się opłaciły.
Przebiegł truchtem jeszcze kawałek, aż w końcu zatrzymał się obok drzewa, na którym wisiał plecak. Zdjął go i zaczął zdejmować biały kaptur oraz resztę stroju.
Tyler Page przygotował się do zadania. I nie miał zamiaru wracać tą samą drogą do szkoły. Niedaleko stąd zaparkował samochód i teraz, kiedy już upchnął białe prześcieradła na dnie plecaka oraz zarzucił bluzę, która była tam do tej pory, ruszył do auta.
Już nie słyszał okrzyków czarnoskórych uczniów, którzy wyzywali go od skończonych kutasów i obiecali wytrzeć jego „białą mordę w gównie”. Już czuł, że jest bezpieczny i był pewien, że zaliczył swoje ryzykowne zadanie.

*

Jules był wniebowzięty materiałem filmowym, jaki nakręcił. Mecz miał być atrakcją, a okazało się, że uczestnik projektu albo jakiś inny debil postanowił załatwić mu znacznie lepszy materiał na posta na youtube. Właśnie starał się go jakoś złożyć w widowiskową i zabawną całość, czekając na Erika w pokoju. Szło mu tragicznie, bo w ogóle nie mógł się skupić i chciał jeszcze raz tym razem usłyszeć to, co jego współlokator mu napisał na trybunach.
Co raz zerkał na zegarek, żeby upewnić się, czy Eric ma jeszcze zajęcia z historii. A kiedy już wskazówki na tarczy poinformowały go, że powinien ją skończyć, totalnie musiał porzucić męczenie filmiku i skupianie się na tym, żeby mimo swojego komediowego klimatu nie obraził przypadkiem czarnoskórych uczniów.
Na szczęście Julesa Eric dotrzymał swojej obietnicy i zjawił się w pokoju 161 od razu po lekcji. Wszedł do środka z bladymi rumieńcami na swoich delikatnie wklęsłych policzkach, jakby po schodach szedł co najmniej szybkim marszem. Zastygł jednak naraz w progu, gdy ujrzał Julesa i zreflektował dopiero po dwóch sekundach. Uśmiechnął się do niego łagodnie i zamknął za sobą drzwi.
— Moje zajęcia z historii były całkowitą pomyłką — poinformował go, przechodząc pokój, aby odłożyć plecak pod biurko. — Profesor Graham przełożył mi tę prezentację na za tydzień.
— Czyli jednak mogłeś być tu ze mną wcześniej — podsumował Jules, nie ruszając się z miejsca, chociaż bardzo, bardzo chciał. Wstać i objąć Erika. Pocałować go i najchętniej już się z nim kochać! Ale siedział, uśmiechając się do niego z rozmarzeniem w oczach.
— Na to wygląda… — Eric westchnął cicho i jeszcze zdjął kurtkę, a następnie powiesił ją w szafie. Gdy był już tylko w skarpetkach, czarnych jeansach i cienkiej bluzce z długim rękawem, podszedł do łóżka Julesa, na którym ten leżał z laptopem i usiadł na skraju. — Robisz filmik?
— Bardziej próbuję robić filmik. Myślę cały czas o tym, co mi napisałeś na boisku — odpowiedział szczerze Jules i zmierzył wzrokiem twarz współlokatora. — Powiedziałbyś mi to jeszcze teraz?
Eric napiął się wyraźnie, a Jules znów zaobserwował ciemniejszy kolor na jego policzkach.
Chłopak poprawił okulary palcem wskazującym.
— Mhm — zgodził się cicho, zrobił pauzę i zerknął w niebieskie oczy swojego współlokatora. — Naprawdę… — Zaśmiał się cicho i zakrył na moment twarz dłonią, nim znów ją odsunął. — Chciałbym spróbować być twoim chłopakiem.
Jules znowu uśmiechnął się szerzej, ale nie wykonał swojego planu od razu. Jak już czekał tyle czasu, mógł jeszcze chwilę.
— Mmm… co jest w tym takiego zabawnego?
Eric znów lekko się uśmiechnął.
— Dotąd nigdy w życiu o tobie tak nie myślałem. Byłeś przyjacielem, Julesem, Foxym, współlokatorem… i teraz „chłopak” brzmi niepasująco. Ale może zmieni mi się to wrażenie — dodał po chwili trochę ciszej, ale wciąż patrząc na twarz Julesa czule.
— Mam nadzieję, że ci się nawet takie określenie mnie spodoba — odparł Jules i przechylił się bardzo powoli i wręcz ostrożnie do Erika. — Naprawdę desperacko chcę cię pocałować — wyszeptał, kiedy ich usta już dzieliły milimetry.
Jego współlokator się nie odsunął, nawet jeśli poczuł się niepewnie. Patrzył na twarz Julesa kilka chwil, ale w końcu przeprosił i zdjął okulary. Odłożył je na szafkę przy łóżku, potem ujął policzek drugiego chłopaka i szepnął:
— Już. — A po tym sam pochylił się i pocałował go.
Od razu usłyszał głębokie westchnięcie Julesa, który bardzo ostrożnie sięgnął do jego szyi i pogładził ją kciukiem. Pogłębił pocałunek, nie zamykając oczu i wpatrując się niemalże z desperacją w ciemne oczy przed sobą. Te zmrużyły się lekko i chwilę odpowiadały na spojrzenie, ale kiedy Jules pogłębił pocałunek do tego stopnia, że wsunął język między wargi Erika, ten zamknął powieki. Odpowiadał jednak dalej na tę pieszczotę. Powoli i ostrożnie, ale chętnie. Oddychał przy tym ciężko przez nos i w pewnym momencie podsunął się odrobinę bliżej, by móc przytulić się do swojego współlokatora. Ten poczuł to, a jego serce na sekundę się zatrzymało, aby zaraz przyspieszyć stokrotnie, jak popędzone mocniejszym silnikiem.
— Mmm… Eric — szepnął, na chwilę przerywając pocałunek, aby lepiej zobaczyć tę twarz, perfekcyjne usta na niej, które były tak blisko, tak długo i w ogóle ich nie widział, aż się w nich nie zakochał. — Wszystko według twoich zasad — wymruczał i objął go drugą dłonią w pasie, czując ciarki przyjemności. Z nikim jeszcze nie miał tak… sensacyjnych emocji podczas pieszczot. A przecież nie robili nic poza całowaniem się! Ten chłopak całkowicie zawrócił mu w głowie.
Eric objął go ostrożnie za kark i cmoknął w usta. Teraz Jules bardzo dobrze czuł od niego napięcie i podenerwowanie. Serce biło mu bardzo szybko, a rumieńce na twarzy powiększały się z każdą sekundą tej cielesnej bliskości.
— I tak będziesz mnie musiał trochę prowadzić, Jules — powiedział cicho, patrząc mu w oczy z bliska zarówno z pragnieniem dużej bliskości, jak i prośbą, by ten rzeczywiście pomógł mu przejść przez ten etap. — To jest twój świat.
— Może i mój, ale chcę, abyś się w nim dobrze czuł. Chcę, abyśmy byli parą i próbowali tego razem — odparł drugi chłopak i znowu go pocałował, aż wdychając jego zapach. Niesamowicie go podniecał.
— Parą… — powtórzył za nim Eric, gdy ich usta na chwilę się rozłączyły. — Co właściwie to zmieni w naszych relacjach? — dopytał, choć pytanie było bardziej jak rzucone w przestrzeń, retoryczne. Teraz i on skupiał się na tym, że się dotykali, całowali i przytulali. Było to dla niego nowe i niesamowicie ekscytujące.
Jules cmoknął go w policzek, aby po chwili oprzeć czoło o jego czoło.
— Pomijając to, co teraz robimy i może w swoim czasie coś więcej… hm, chyba niewiele się zmieni.
— Mhm. Zobaczymy. — Drugi chłopak westchnął głębiej i przesunął niepewnie dłonią po plecach Julesa. — Więc teraz… — zawahał się — skupiasz się na mnie. Żadnych przygód ze swoimi groupies? — dopytał lekko żartobliwie.
Jules zaśmiał się i pokręcił głową.
— Nie mam groupies, to po pierwsze, a po drugie, jestem tylko twój. Ty jesteś tylko mój. O to w tym chodzi — zamruczał i pomasował go po boku. — Podniecasz mnie.
Eric zerknął mu pytająco w oczy i oblizał wargi subtelnie.
— Ty mnie też — odpowiedział trochę przez ściśnięte gardło, bo wciąż dziwne wydawało mu się mówienie tego do chłopaka. Ale z drugiej strony… nigdy nie mówił tego do dziewczyny.
Jules zmierzył go spojrzeniem i znowu pocałował bez odpowiedzi. Był w tej chwili przeszczęśliwy. Marzył o prozaicznych rzeczach, jak położenie się z Erikiem wspólnie na łóżku, potrzymanie go trochę za rękę, całowanie się… ale też chciał się z nim kochać. Całując go więc, ale nie chcąc przesadzić, wsunął mu ostrożnie palce pod koszulkę, aby poczuć jego skórę…
Od razu wyczuł, że drugi chłopak drgnął. Był szczupły i w tym momencie rozgrzany. Obejrzał się na drzwi wejściowe, ale dotąd nigdy się im nie zdarzyło, żeby ktoś wpadł im do pokoju bez pukania.
Gdy znów spojrzał na… swojego chłopaka, uśmiechnął się lekko i sam ostrożnie pomasował jego plecy. Były naprawdę ładnie umięśnione jak na nastolatka.
— Chcesz je zamknąć? Tak na wszelki wypadek? — spytał Jules ostrożnie, gładząc kciukiem bok szyi Erika. Leciał na niego. Chciał mu zostawić tam malinkę.
— Może lepiej…? Dobrze dmuchać na zimne.
— Więc od dziś zamykamy drzwi. — Jules uśmiechnął się, cmoknął Erika i wstał, aby zamknąć drzwi. Zaraz po tym wrócił, ale nie usiadł znowu przed nim, a objął go od tyłu, klękając na materacu. Twarz wcisnął w jego szyję, wdychając głęboko jego zapach.
— O, tak jest fajnie — powiedział ten od razu z lekkim uśmiechem i położył dłonie na trzymających go rękach. Pogłaskał przedramiona Julesa i delikatnie się o niego oparł.
Z jednej strony to wszystko było takie nowe i ekscytujące, a z drugiej miał dziwne wrażenie, że taka bliskość z Foxym jest całkowicie… naturalna. Dotąd nie oszczędzali sobie kontaktu cielesnego. Oczywiście nie takiego, ale bywał jakiś i Eric nie traktował tego jako coś obcego w ich relacjach.
— Tak? — dopytał Jules, całując go po szyi i palcami powoli zbierając materiał, aby podciągnąć koszulę swojego chłopaka i podotykać go po brzuchu. Chciał go całować i pieścić. Najlepiej całego i już teraz.
— Mhm. Tylko co z twoim filmikiem? Solt cię ubiegnie… — odpowiedział Eric, ale i tak patrzył na poczynania palców Julesa, już pragnąc poczuć jego dłoń na brzuchu. Nie hamował go więc, tylko gładził go po niej delikatnie.
— Gazetka najwcześniej będzie jutro rano. Mamy całe popołudnie i noc — usłyszał odpowiedź tuż przy swoim uchu, a zaraz po tym poczuł ciepły pocałunek na szyi, tuż pod nim. — Mmm… bosko pachniesz — zamruczał Jules, dotykając najpierw palcami nagiego brzucha Erika, a po tym kładąc na nim całą dłoń. Przesunął nią w górę i w dół, czując, jak ogarnia go coraz większa żądza.
Drugi chłopak odetchnął drżąco i z trudem. Dotyk drugiej osoby na ciele, w taki intymny sposób, wprawiał go o zawrót głowy.
— Jules… — Westchnął i przełknął z trudem ślinę. Obejrzał się na chłopaka za sobą, oblizał wargi i wyciągnął je do pocałunku.
Foxy z chęcią odpowiedział na pocałunek. Już je polubił. Sprawiało mu wiele radości i oczywistą przyjemność, że to z Erikiem się całuje.
— Będziesz musiał mi powiedzieć, jak daleko chcesz się dziś posunąć.
Eric jednak nie był pewien, czy wie, gdzie stawiać granice. Nie był w tym doświadczony.
— Jeżeli chodzi o… — zawahał się i znów odwrócił się twarzą przed siebie, ale przytulił się do Julesa plecami. — Jeżeli chodzi o seks, to nie dziś. Wolałbym najpierw o nim porozmawiać… Nie oglądałem nawet gejowskiej pornografii.
— Jeśli byś chciał, możemy wspólnie to nadrobić — zaoferował Jules, wsuwając dłoń pod jego koszulkę, aby podotykać albo chociaż musnąć jego sutki, jeśli Erikowi się to nie spodoba.
Ten jednak zupełnie zapomniał o odpowiedzi, gdy poczuł tam palec. Drgnął i ściągnął lekko brwi, a jego własna dłoń spoczęła przez koszulkę na tej, która dotykała jego sutek i ścisnęła ją.
— Mm…
— Hm? — spytał ostrożnie Jules, nadal od czasu do czasu cmokając szyję czy policzek Erika.
— Hm? To przyjemne. Kiedyś myślałem, że jak własnymi palcami sprawdzę, to będę wiedział, gdzie mi dobrze, ale nigdy nie działało to na sutki. To chyba jednak coś innego, jak ktoś inny to robi — zauważył Eric z lekkimi rumieńcami.
— Bo tak jest. Rozluźnij trochę rękę, zobaczymy, czy działa na oba — zachęcił go Jules i znowu pocałował. Obejmował go przy tym od tyłu i trochę odsuwał biodra, aby Eric jednak nie był dźgany jego erekcją w plecy.
Ten puścił jego dłoń, dając mu pole manewru, a przy tym jeszcze podjął wcześniejszy temat:
— Ale nie wiem, co z tą pornografią… Wolałbym z tobą o tym porozmawiać, bo oglądanie nie wydaje się edukacyjne… tylko mające podniecać. Ja chciałbym po prostu wiedzieć… jak to działa — skończył z przepraszającym uśmiechem, czując się nieswojo, że on jest prawiczkiem i dziewicą, a Jules zapewne już poznał wszelkie tajniki seksu.
Foxy pomasował go stymulująco po sutku, wiedząc, jak to robić najlepiej, aby trochę go podrażnić, ale też i wywołać przyjemne ciarki.
— Mogę ci opowiedzieć. Nawet z miłą chęcią. W końcu zależy mi, abyś podniecał się mną, a nie facetami, którym za to płacą — zażartował i delikatnie podrapał go po klatce piersiowej.
Eric też się uśmiechnął, choć… równocześnie nie widział siebie za bardzo jako geja, który może podniecać się facetami w ogóle. Podniecał się Julesem.
— Na razie porozmawiajmy tak… — poprosił, wykręcając się, łapiąc delikatnie za policzek Julesa i łapiąc jego wargi w pocałunku.
Jules nie mógł nie uśmiechnąć się po takich słowach i do takiego pocałunku. Zrobiło mu się nie tylko gorąco z podniecenia, ale i ciepło na sercu. Lekko naparł na Erika, sugerując, aby się położyli i pozbyli jego laptopa z łóżka.
Chłopak zerknął na niego pytająco, ale poddał się tej niewerbalnej prośbie. Zamknął laptopa i odłożył go na szafkę przy łóżku, obok swoich okularów. Źle widział bez nich, ale wiedział, że za chwilę by zaparowały od pocałunków.
Położył się na plecach i popatrzył na swojego chłopaka z mocno bijącym sercem. Jeszcze nigdy, przenigdy nie był w takiej sytuacji.
Jules zmierzył go spojrzeniem i oblizał usta.
— Kusisz do złego — zamruczał i położył się obok. Nie chciał napierać i wywierać presji, chociaż wiedział, że bez niej w ogóle do niczego by nie doszło.
— Wciąż nie mogę uwierzyć, że naprawdę jestem w twoim typie — odpowiedział Eric z łagodnym uśmiechem i przekręcił się odrobinę w jego stronę. Po sekundzie zastanowienia położył dłoń na boku Julesa. Pod koszulką, idąc za jego śladem.
— A ja, że zgodziłeś się być moim chłopakiem. — Jules uśmiechnął się i zbliżył się, całując Erika, nim ten mógł odpowiedzieć. Pogładził go po szyi i policzku. — Za długo traktowałem cię jak przyjaciela, że tego wszystkiego nie widziałem.
— Chyba mogę powiedzieć to samo — odpowiedział Eric, głaszcząc drugiego chłopaka po boku i zdając sobie sprawę z tego, jak przyjemne to było. Taka bliskość z kimś innym, z innym chłopakiem. — Ale podobno najlepsze związki rodzą się z przyjaźni.
— Podobno. Więc mamy za sobą dobry start. I świadomość, że nie będzie cię wkurzać moje publiczne zachowanie, a mnie twój mały pedantyzm.
Eric uśmiechnął się łagodnie, a potem odetchnął głębiej i zapytał ciężkim od napięcia głosem:
— Więc… jak to jest z seksem? Trzeba się jakoś do tego przygotować?
Jules był prawie rozczulony ciekawością swojego nowego chłopaka. Miał wielką nadzieję, że jak ze wspólnym mieszkaniem się dobrze dogadywali, tak w łóżku też znajdą nić porozumienia.
— Do seksu oralnego nie trzeba tak bardzo. Wiadomo, na początku lepiej po prysznicu, ale to już kwestia gustu i przyzwyczajenia. Nie każdemu też smakuje sperma, więc można ją wypluć albo zwyczajnie skończyć dłonią — mówił powoli, masując ramię, szyję i co raz zsuwając się na talię Erika. Wodził po jego ciele wzrokiem, starając się nie myśleć o swojej erekcji. — Co do anala, to myślę, że na dobry początek ty będziesz topował. Pokażę ci na sobie, jak przygotować zwieracz. Mam prezerwatywy i lubrykanty, więc ci wszystko pokażę, a potem, jeśli będziesz chciał, a mam nadzieję, że tak, bo ja chcę, spróbujemy na odwrót. Zaczniesz przed seksem tylko od długiego prysznica, lewatywa też nie zaszkodzi. Jest do tego bardzo zdrowa — dodał na koniec z lekkim rozbawieniem, jakby mówił o tym, że lepiej odpychać skórki na paznokciach, niż je obcinać.
Eric słuchał go, z każdą chwilą czerwieniejąc na twarzy coraz bardziej. Był tak strasznie zawstydzony tym, co słyszał, że na koniec miał ochotę schować twarz w szyi Julesa.
— Nadajesz się do zrobienia o tym filmiku instruktażowego — wysilił się na żart i uciekł spojrzeniem na usta Foxy’ego. Przełknął dyskretnie ślinę.
Wargi, które obserwował, rozciągnęły się w uśmiechu, potem zbliżyły się i pocałowały jego.
— Jeśli… — odetchnął z napięciem — byś chciał, mógłbym nagrać specjalny dla ciebie.
Eric zagryzł wargę i zerknął mu w oczy. Ta rozmowa sprawiała, że sam miał wzwód. Wręcz trudno mu się oddychało, jakby płuca nie były w stanie zmieścić takiej ilości tlenu, jakiej potrzebował.
— Chciałbym — przyznał i pocałował Julesa. — A jak… jak ty lubisz najbardziej? — zapytał mało precyzyjnie.
— Ja? Ja, przystojniaku, jestem bardzo uniwersalny. Lubię zależnie od humoru, ale tobie oddałbym się nawet teraz i jednocześnie cię wziął — odparł i mocno pocałował współlokatora, przytrzymując mu głowę z tyłu.
Eric jęknął nisko i odpowiedział na pocałunek, przytulając się do niego. A kiedy poczuł na własnej erekcji erekcję Julesa, miał wrażenie, że wybuchnie jak wulkan.
Zacisnął palce na plecach chłopaka i mimowolnie, zupełnie nie mogąc się pohamować, potarł biodrami o jego biodra. Drugi chłopak jęknął głośno. Głośniej niż sam się o to posądzał.
— O cholera… — Oderwał na moment usta od ust Erika. — Też cię to tak kręci jak mnie? To cudowne.
Eric najpierw tylko pokiwał głową, bo i jego usta były bardzo zdradliwe i chciały wydobyć z siebie kolejny jęk.
— Bardziej niż sądziłem, że będzie — odpowiedział na wydechu, nie wiedząc, czy znowu się otrzeć, czy ścisnąć uda, by erekcja znikła. Nie chciał, by znikała. Chciał jeszcze troszkę tego niesamowitego uczucia.
— Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy. — Jules znowu wychylił się z jakimś wyzwaniem i szczerym uśmiechem do gorącego pocałunku, podczas którego objął mocno Erika za bok i przyciągnął do siebie, rozwiązując jego problem, czy być bliżej, czy nie.
Chłopak więc już z tym nie walczył, bo i tak nie był w stanie. Przytulił się do Julesa całym ciałem, całował się z nimi i zaczął się rytmicznie o niego ocierać. Spodnie coraz bardziej go uciskały, a on już czuł, że zostawił na bieliźnie maleńką, wilgotną plamkę przy czubku penisa.
Jules zresztą także nie wykazywał się specjalnym opanowaniem, chociaż bardzo się starał. Ręka nawet uciekła mu na biodro i pośladki Erika, ale szybko się przesunęła znów w górę, bo nie był pewien, czy przez to napięcie, podekscytowanie i wyobrażanie sobie, że ręka ląduje pod materiałem na skórze, nie dojdzie jak debil pierwszy w spodnie.
Przekonał się jednak, że Eric jest szybszy. Nie dziwił się, bo z tego co wiedział, ten pierwszy raz w życiu był w tak intymnej sytuacji. Ale i tak stało się to nagle. Gdy Eric naraz przycisnął się do niego, wcałowując się w jego usta tak, że ich nosy na chwilę zmiażdżyły się o siebie, a chłopak jęknął długo, niezrozumiale i zapewne nawet nie do końca świadomie.
Jules przycisnął go więc do siebie jeszcze mocniej, chłonąc jego rozedrganie, szybki oddech i jęki niczym upragnione powietrze. Był urzeczony.
— Eric… — jęknął, całując go czule.
— Oo… och… — wydyszał ten nieprzytomnie, wciąż drżąc po nagłym orgazmie, który był tak bardzo sensacyjny w porównaniu do osiągniętego ręką w zaciszu łazienki. — Och… Foxy…
— Jestem tu, jestem. A ty jesteś nieziemski — zamruczał, całując go i nawet musząc się trochę unieść na łokciu, aby móc z większym zaangażowaniem poznaczyć małymi cmoknięciami większą część twarzy i szyi. — Zamknij oczy.
Na szczęście jego chłopak nie oponował zupełnie, nie miał zapewne nawet głowy do tego, żeby o cokolwiek się spierać. Zamknął powieki, drżącą dłonią przemykając po boku Julesa, a jego spodnie z przodu wzbogacone były o mokrą plamę.
Sam Foxy cmoknął go jeszcze raz i kładąc się na boku, patrząc na Erika i całując go niespiesznie, wsunął dłoń w swoje spodnie. Był tak podniecony, że nie chciał czekać, aż wzwód minie, chciał dojść, ale też nie naciskać za bardzo na nowego chłopaka.
Ten, mimo wcześniejszej prośby, uchylił powiekę i wręcz zamglonym spojrzeniem, nie tylko z racji braku okularów, spojrzał na twarz Julesa. Uśmiechnął się słabo i wychylił po więcej pocałunków. Wiedział, co jego chłopak robi i jak kiedyś myślał, że przeszedłby obok tego obojętnie, tak teraz nie chciał, by umknął mu ten moment, gdy Jules dojdzie.
Foxy ściągnął brwi i pochylił się, cmokając Erika w powieki.
— Nie… musisz — wyszeptał, opierając czoło o jego i wyginając ciało, aby wygodnie było mu się masturbować i aby też jakoś nie napierać na drugiego chłopaka.
Ten zerknął w dół, gdzie pracowała dłoń Julesa i odetchnął głęboko. Potem znów spojrzał mu w oczy i cmoknął go.
— Chcę — odpowiedział równie cicho, wciąż nie do końca uspokojonym po orgazmie głosem. Miał na policzkach rumieńce, wargi wilgotne i czerwone, a w oczach błogość i czułość do Julesa.
Ten stęknął nisko i pocałował go mocno. Nie miał jak go przytrzymać, więc tylko naparł na niego głową i ustami, czując, jak to, co daje sobie dłonią i co daje mu ten pocałunek, doprowadzają go na szczyt.
Zadrżał mocno, na chwilę przerywając kontakt z wargami Erika. Tylko na chwilę, aby wychwycić oddech. Znowu je pocałował i oderwał się od nich z jękiem, który oznaczał jego finisz. Obaj mieli brudną bieliznę.
Eric wręcz się zawstydził, widząc ten wyraz rozkoszy na twarzy Julesa. A równocześnie sprawił on, że chciał przycisnąć się do niego bliżej i poczuć pod palcami, jak ten drży.
Nagle pomyślał o tych częstych razach, gdy dyskretnie zostawiali się samotnie w pokoju, gdy jeden z nich tego potrzebował. Tyle razy Jules tu dochodził, a on dopiero teraz go takiego ujrzał.
Gdy Jules odrobinę ochłonął, Eric podsunął się znów bliżej i przytulił go.
— I jak? — Usłyszał pytanie współlokatora, który wytarł dłoń o i tak gotowe do prania spodnie. Objął go lekko, czując się genialnie tak z nim spleciony.
— Pamiętasz, jak w zeszłym roku na święta dostałem od ciebie tę skórzaną torbę, która idealnie trafiła w mój gust i cieszyłem się jak pięciolatek? — zapytał cicho Eric, z wargami blisko jego warg. — To czuję się, jakby tamto było w skali jeden na dziesięć jedynką w porównaniu do tego teraz.
— Mmm… to w takim razie cudowne uczucie być lepszym od skórzanej torby. — Foxy zaśmiał się, patrząc miękko i z całym spektrum emocji na twarz przed sobą. Tak blisko. I tak dostępną, aby móc ją pocałować. — Dzięki.
Eric uśmiechnął się tak łagodnie, jak tylko on potrafił. Potem wykręcił się do tyłu, by sięgnąć po okulary i założyć je. Teraz znacznie lepiej widział.
— Zejdę do pralni — zasugerował, oblizał wargi i znów delikatnie pocałował chłopaka przed sobą. — Potem może położę się obok ciebie, a ty zmontujesz filmik? — dopytał, na razie chcąc ułożyć sobie w głowie to, co zrobili i to, co opowiadał mu o seksie Jules.
— Moje rzeczy też zabierzesz? — spytał Jules, rozważając już szybki prysznic i uznając, że plan Erika jest perfekcyjny. Nikt tak o nim nie myślał jak on.
— Jasne. Wrzuć do koszyka też te, co dotąd uzbierałeś — zasugerował Eric, podnosząc się, żeby wziąć z dna szafy kosz, w którym nosili pranie. Już było w nim kilka jego koszulek i bielizna, a teraz dodatkowo zaczął pozbywać się tego, co miał na sobie.
Jules mruknął na potwierdzenie i usiadł na swoim łóżku. Dopiero jakoś w tej chwili uzmysłowił sobie, że Eric właśnie się rozbiera. Ze wszystkiego. I jak widział go często w bieliźnie albo w ręczniku, tak nigdy nie widzieli siebie kompletnie nago. Aż ciężko przełknął ślinę.
Najpierw w koszu wylądowała koszulka chłopaka, więc Jules zawiesił wzrok na jego szczupłym ciele i… delikatnie zaczerwienionych sutkach. Potem Eric zdjął spodnie i od razu dało się dostrzec dużą, ciemną plamę na jego dopasowanych do ciała slipach. A gdy chłopak się pochylił, by je zsunąć, Jules w końcu ujrzał jego nagie, wąskie biodra i gładkie, krągłe pośladki. Eric za to nie słysząc żadnego dźwięku od strony chłopaka, obejrzał się na niego, zaczerwienił delikatnie i ściągnął brwi z lekkim wyrzutem.
— Jules, rozbierz się też… — poprosił i zakrywając swój wstyd, podążył do szafy po spodnie dresowe.
— Wybacz, zapatrzyłem się — przyznał szczerze Jules, wstając w końcu samemu, aby się rozebrać. Miał bardziej wyćwiczone ciało niż Eric, ale w tej chwili nie chodziło mu o prężenie go. Szybko się rozebrał i nago, z trochę wilgotnym penisem, z nie całkiem schowaną główką podszedł do kosza, aby wrzucić tam swoje rzeczy.
Eric ukradkiem obejrzał się na niego i tym razem przełknięcie śliny przez ściśnięte gardło było jeszcze trudniejsze. Naraz zrobiło mu się bardziej gorąco.
Odetchnął cicho i wsunął na siebie spodnie dresowe i bluzę zapinaną na zamek. Potem podszedł do ręcznika Julesa, który wisiał na wieszaku przy drzwiach i powąchał go.
— Wezmę ci go też do prania — zasugerował, zdejmując go i wrzucając do kosza.
— Dzięki. Ty coś może chcesz do jedzenia po zajęciach? — spytał Jules, nie krępując się swoją nagością. A raczej trochę chcąc nią poemanować, aby sprawdzić, czy Eric będzie zerkał w dół. Chciał tego, ale stresował się, czy myśli o seksie z nim i widok jego nagiego go jakoś nie wystraszą.
Po chwili namysłu więc ruszył po spodnie, ale nie umknęło mu, że drugi chłopak zerknął ukradkiem w jego rejony poniżej pasa.
— Coś bym zjadł… Nie wiem tylko co — odpowiedział Eric, bo nie umiał się skupić przy nagim Julesie. Wrzucił więc tylko ręcznik do koszyka i wziął go za wiklinowe uchwyty. — Masz jeszcze coś do prania?
— Spodnie i bie… Czekaj, wezmę prześcieradło zmienię. Jak już robisz pranie. — Jules pomyślał i wcisnął na tyłek tylko krótkie spodenki, nim podszedł do łóżka. — I coś wymyślę. Będzie ci smakować — zapewnił i puścił mu oczko.
Eric odpowiedział więc lekkim uśmiechem i poczekał chwilę, a kiedy Jules wrzucił mu już wszystko do koszyka, zawahał się na chwilę, ale w końcu wychylił i cmoknął go w usta.
— Do zobaczenia za jakiś czas. Wziąć klucze, czy będziesz?
— Weź może. Mogę być w kuchni — odparł Jules i sam podszedł po klucze Erika oraz wsunął mu je do kieszeni. — Do potem — dodał i uśmiechnął się ciepło, patrząc z ochotą na swojego nowego chłopaka.
Ten przytaknął i wyszedł w klapkach z pokoju, aby podążyć do pralni. Chociaż już teraz, gdy przekroczył próg pokoju, chciał znaleźć się w nim znów i poleżeć obok Julesa. To, co się działo, było dla niego nowe i wzbudzało oczywistą obawę przed tym, jak się to może potoczyć i kto się może dowiedzieć, ale równocześnie sprawiało, że był dziwnie… szczęśliwy.
Uśmiechnął się delikatnie do siebie i poszedł dalej.

25 thoughts on “Project Dozen – 28 – Wyznanie na boisku

  1. Shivunia pisze:

    Basia >> Franio na szczęście faktycznie ma ogarniętego psychologa. Nie trafił mu się nikt kto go nie zrozumie i nie bedzie chciał pomóc. Erick i Jules, oh, ciesze się, że się podoba.
    Dziękujemy :*

  2. Basia pisze:

    Witam,
    no i co Francisco u psychologa ze swoim malutkim problemem ;] Eric i Jules i ten tekst rozbierz się bosko :) i jest już kolejne zadanie…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. TigramIngrow pisze:

    Taka prywatna intymność jest super. Tylko między dwiema osobami. No i znów dojście w bieliznę… Mrrr. Urocze twinki. I jestem dumna z Frania, że poszedł do psychologa.

  4. Katka pisze:

    Saki, dokładnie tak, w naturze Sebcia raczej nie jest szukanie pomocy u psychologa. Radzi sobie z emocjonalnymi problemami raczej sam (lub sobie nie radzi… tak jak teraz), no i nie jest tak impulsywny jak Franio, który od razu robi to, co mu do głowy wpadnie, nieraz bez przemyślenia. Haha, no i uroczy wyścig zrobiłaś przez to, że Eric i Jules dogonili Woody’ego i Tomasa XD Faktycznie te wszystkie pary, można uznać, rywalizują nie tylko w projekcie, ale też „kto pierwszy będzie parą-parą”, „kto pierwszy zaliczy” i tak dalej XD Uroczo. Ale tak, Eric i Jules ruszyli nieźle do przodu, mimo że na początku chyba w ogóle się nie zapowiadało, że coś z tego może być. Wszystko dzięki otwartości Julesa. „Coś mi mówi, że o ile Mark ma Fostera za dobrego przyjaciela, na którego zawsze może liczyć, tak Foster czuje miętę do pana dyrektora.” – ładne podsumowanie. Ja nie przytaknę i nie zaprzeczę, ale lubię, kiedy zachowania bohaterów jakoś Was naprowadzają. W ogóle fajnie, że podobało się takie oderwanie od nastoletnich problemów i trochę dojrzalszej atmosfery ;) Dzięki za komentarz! I nie martw się, wakacje już niedługo! :D

  5. saki2709 pisze:

    Franio poszedł po radę do psychologa. Przyznam, że trochę mnie to zaskoczyło, ale nie tak, jakby to Sebcio się tam wybrał. To już w ogóle jest niemożliwe, bo raz, psycholog kumpluje się z jego starszym, a dwa, nie jest tak otwarty jak Fran. Rozmowa całkiem ciekawa i coś mi mówi, że w tym wypadku Fosterowi trudni będzie dotrzymać tajemnicy. Franio już mniej więcej zna swoje uczucia i, choć nie do końca potrafi się z tym pogodzić, chce w to pójść. Gorzej z Sebastianem, bo ten boi się cokolwiek wywnioskować z tego, co się dzieje w jego głowie i sercu. Franio był uroczy z tekstem, że nie chce być gejem, ale chce Sebastiana (nie wiem, czy tak to dokładnie szło, bo czytałam tydzień temu, a komentuję dopiero teraz. Jak ja chcę już wakacje, bo nie mam prawie w ogóle wolnego czasu :/).
    Jeśli chodzi o drugą parę… To wyznanie na boisku było mega urocze <3333333 Jeśli chodzi o postępy, to chyba dogonili Woody'ego i Tommy'ego (o ile ich nie przegonili). W ogóle w tym rozdziale byli mega słodcy i nie wiem, co tu jeszcze napisać. Chyba tylko <333333333333333333
    A zadanie Tylera było dosyć ryzykowne. Dobrze, że nie złapała go ta banda rozwścieczonych koszykarzy. Mimo wszystko, zobaczyłabym coś takiego. Hehe, następne zadanie wymagające dobrej kondycji. Dobrze, że chłopak ją posiada. I chyba jedynymi, którzy będą wiedzieć, kim był przebieraniec będą Seba i Franio.

    Jeszcze co do poprzedniego rozdziału, był taką miłą odskocznią od młodzieńczych problemów i ich miłości. Coś mi mówi, że o ile Mark ma Fostera za dobrego przyjaciela, na którego zawsze może liczyć, tak Foster czuje miętę do pana dyrektora. Jak rozmawiali o typie kobiety Fostera, odniosłam wrażenie, że płeć piękna w ogóle go nie kręci. Jak jest naprawdę, pewnie dowiemy się w swoim czasie. A ten masaż był cudny <3 Już to widzę, jak pan psycholog się powstrzymuje, żeby nie zabrnąć za daleko, żeby nie przekroczyć granicy i nie wzbudzić podejrzeń. Może się bać zrobić krok naprzód, żeby nie zepsuć tego, co jest między nimi. Może woli, żeby byli przyjaciółmi, niż go stracić. Ok, bo się zapędzam. Na tym kończę, coby moja wyobraźnia za daleko nie zabrnęła.
    To chyba tyle. Jestem padnięta i boję się, że głupoty zacznę pisać (o ile już nie zaczęłam).

    Pozdrawiam cieplutko i życzę mega dużo weny i czasu

  6. Shivunia pisze:

    kaczuch_A >> Hahaha, jaki doping. Aż widzę cie z pomponami. I w ogóle to urocze, że tak ci się relacje podobają. Chociaż na tą chwilę na posiadanie chłopaka Eriś ma największe szanse. Ah ta otwartość Jules’a. I śmiem zauważyć, ze chyba macie słabość do Eicka niczym Jules XD

  7. kaczuch_A pisze:

    Najlepszego dla Francisco i Seby~! Matko kibicuję tej parce, mam nadzieje, że się im wszystko ułoży i będzie zajebiście. W międzyczasie piękny romansik dyrcia z psychologiem i jestem w niebie. Do tego na deser (albo jako danie główne) Eric i Jules. Eric jest zajebisty, serio dajcie mi takiego faceta a go ozłocę. I naprzód kociaki działajcie~! Rozwijajcie związek, przekraczajcie granice~! :D

  8. Katka pisze:

    Omega, spoko, jak czasu na komentowanie nie ma, to rozumiem. Fajnie, że od czasu do czasu dajesz znać, bo jak mówię, to bardzo miłe dla nas widzieć, że ludki są z nami dłużej, że pojawiają się i że dają sygnał, że się nie nudzą naszymi opowiadaniami ;) Także nigdy nie pogardzimy kilkoma słowami napisanymi w wolnym czasie (taaa, wiem, że to w naszych czasach towar deficytowy :(). A co do sytuacji z całą czwórką – może kiedyś ona nastanie i nasze gdybanie stanie się prawdą, hehe. No ale to nie wiadomo, w końcu u Fostera i Marka nic się póki co gejowskiego nie dzieje… ;)

    Porebula, nie byłoby z tego zdrowej rodziny XD

    Bebok, Fostera na baaaaank korci! To jest wielka tajemnica i to taka, która mogłaby mocno zadziałać na Marka, a jednak biedny Foster nic nie może zrobić. Tzn. niby może, ale… no, jest jednak dobrym psychologiem, stara się nie łamać zaufania uczniów. Mmmm i super, że to rzeczywiście tak naturalnie wychodzi z Erikiem i Julesem, jak powinno. Znają się w końcu bardzo dobrze i niby jest to dla nich nowa sytuacja, ale wciąż są tymi bliskimi sobie chłopakami, więc no… jakoś tak łatwej pokonywać im niektóre trudności, które mogą być dużą przeszkodą dla tych, którzy się jeszcze nie znają i nie potrafią przewidzieć reakcji drugiej osoby. Haha, ale zgadzam się, że znajdowanie koperty przez Colina było całkiem… epickie XD I to chyba najlepsze słowo XD

    Damiann, spoko, dzięki za błędy w każdym razie. Choć to drugie to chyba nie błąd, bo to jakby rozwinąć: „— Dzięki. Ty coś może chcesz do jedzenia po zajęciach? — spytał Jules, nie krępując się swoją nagością. A raczej trochę chcąc nią poemanować, aby sprawdzić, czy Eric będzie zerkał w dół. Chciał tego, ale stresował się, czy myśli o seksie z nim (z Julesem) i widok jego nagiego (Julesa) go (Erika) jakoś nie wystraszą.” Więc no, to jest logiczne, ale zagmatwane XD

  9. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,Chcesz usiać? Napijesz się czegoś?” – ~ ,,usiąść?”
    ,, Chciał tego, ale stresował się, czy myśli o seksie z nim i widok jego nagiego go jakoś nie wystraszą.” ~ bez jednego ,,go”
    Skomentowalbym ogolnie, nie liczac tego ze tak chce mi sie spac. Ledwo widze, wiec dzisiaj tylko bledziki… Z..zzz…zzzz
    c:

  10. Bebok pisze:

    Oooo! Francisco poszedł po radę :D Ciekawe kiedy Franio odważy się w prost zapytać Sebastiana co czuje i co z tego wyniknie ;P I czy Fostera korci żeby powiedzieć o tym Markowi ^^
    Erik <3<3 Nareszcie coś konkretnego się podziało!! Słodziaki kochane ;) Fajnie kurcze że tak dobrze się z Foxym znają, wszystko u nich wydaję się takie naturalne mimo całej Erikowej niepewności. Chcę ich więcej!!
    Akcja na meczu też niczego sobie ;D Odważnie poleciał Tyler nie powiem ^^ Ciekawe zadanie ^^ choć z całego projektu chyba najbardziej podobała mi się akcja zdobywania koperty przez Colina na zajęciach z RPG xd

  11. porebula pisze:

    Katka, może znak od losu?? Niech robuche adoptują! Mój geniusz poraża

  12. Omega pisze:

    to musiało mi się coś pomylić… pamiętam, że chciał mieć do nich dostęp, ale faktycznie prawdopodobne jest to, że pedagog się tym zajmuje całkowicie xD
    Ja z chęcią komentowałabym częściej, ale niestety jest sporo do poprawiania i pisania, bo koniec roku się zbliża i jeszcze sprawy rodzinne dochodzą, więc niestety nie bywam tu tak często jak bym chciała, ale gdy wifi załapie, to czytam sobie na telefonie (aktualnie „Never be the same”) gdy mam trochę wolnego, więc powolutku, bo powolutku, ale nadrabiam zaległości w czytaniu :)
    A sytuacja u pedagoga mnie po prostu rozwala, bo jakby nie patrzeć, pedagog kręci z dyrektorem, syn dyrektora kręci z uczniem, który przyszedł do pedagoga po poradę w sprawach miłosnych (dotyczących syna jego faceta o.o) Jakby nie patrzeć to zabawne, ale nie mogę się doczekać, aż pan Moss dowie się o tym wszystkim i byłaby taka słodka niezręczność, bo ojciec ukrywał związek ze swoim współpracownikiem, a Sebcio również o Franiu mu nie wspomniał i tak nie do końca wiedzą jak zacząć tą rozmowę xD

  13. Katka pisze:

    Porebula, Fraba mi się kojarzy z ropuchą… :(

    Omega, „ choć dziwnie usłyszeć to od pedagoga,który jest przyjacielem („przyjaciel” ( ͡° ͜ʖ ͡°) ) ojca chłopaka, w którym Franio jest zakochany xD” – niezły mindfuck XD Trochę dziwna sytuacja, a teraz wyobraź sobie, że cała czwórka jest w pokoju i wszyscy nagle dowiadują się, że obie pary ze sobą kręcą. Sebastian spojrzenie na tatusia, tatuś na Sebcia, Foster próbuje zlać się z powietrzem, a Franio macha rękami i nie wie, jak skomentować. Bo przez dzienniczki Mark się nie dowie – wejście do nich ma tylko Foster, niestety Mark nie (chyba że to nawet mi się coś pieprzy XD). No i spoczko, bardzo nam miło, że komentujesz przynajmniej od czasu do czasu ;) Doceniamy każdy komentarz!

    Zen, nooo, Franio się popisał odwagą, hehe, no ale on jest ulepiony z zupełnie innej gliny niż reszta chłopaków. Jakoś krępują go inne rzeczy, a że z natury jest bardzo ekspresyjny i wręcz potrzebuje kontaktu i rozmowy, to tak to wyszło i… no, zaufał osobie, która powinna właśnie takie zaufanie budzić. Co do zadania – teeeż bym chciała to zobaczyć, ten pełen desperacji bieg przez boisko w utrudniającym to przebraniu i armia czarnych, wkurwionych kolesi biegnących za jednym, biedny, białym przebierańcem… Cóż, dobrze, że nie dogonili, hehe i bardzo się cieszymy, że zadania się podobają XD „Jules mógły taki nagrać :p wyjaśniał to wszystko tak jakby mówił o pogodzie haha” – czy mówiłby to zmysłowym tonem, czy tonem pogodynki, Eric miałby równie mocne rumieńce i nie wiedziałby, gdzie uciec wzrokiem XD A No Exit i PD mają tyle samo rozdziałów, bo zdaje się, że zaczęły wychodzić w tym samym momencie :D Tak się jakoś zgrało :) Dziękujemy za wenę, chętnie zbieramy do kapelusza :D

  14. Zen pisze:

    wow Fran poszedł do psychologa :O szok, inni pewnie na jego miejscu szukaliby informacji i porady w internecie, a on poszedł pogadać :o a wszyscy wiedzą że chłopacy nie lubią gadać o swoich uczuciach, więc tym zyskał sobie u mnie duuużego plusa :D teraz tylko Sebastian musi sie ogarnąć ze swoimi uczuciami i będą super parą :3
    Zadanie Tylera było genialne XD chciałabym to zaobaczyć na żywo :D no i oczywiście musiał to być Ku Klux Klan XD Jestem ciekawa kto będzie miał nastepne zadanie i jak będzie wygladało, im dalej tym śmieszniej XD
    Julesa i Erica skomentuje jednym słowem – słodko *-* wszystko o nich w tym roździale było słodkie ^-^ Ale z tym filmikiem instruktarzowym to przyznam Ericowi racje XD Jules mógły taki nagrać :p wyjaśniał to wszystko tak jakby mówił o pogodzie haha
    I przed chwilą zauwazyłam że No Exit i Project Dozen mają tyle samo roździałów hehe fajnie sie złożyło, chyba że specjalnie dodawałyście tak roździały żeby tak wyszło :D
    Pozdrawiam i życze weny! :)

  15. Omega pisze:

    „musicie używać prezerwatyw” – jakby nie patrzeć złota rada :) choć dziwnie usłyszeć to od pedagoga,który jest przyjacielem („przyjaciel” ( ͡° ͜ʖ ͡°) ) ojca chłopaka, w którym Franio jest zakochany xD Z tego co pamiętam, to dyrektor miał mieć dostęp do wszystkich dzienniczków za wyjątkiem Sebastiana, więc byłoby zabawnie, gdyby Franio przez przypadek wspomniał o jego rozkwitającym związku i przyszły teść się dowiedział o preferencjach seksualnych swojego syna :)
    Eric i Foxy <3 Eric zawsze taki słodki i niewinny (zwłaszcza gdy wypytywał swojego chłopaka o sex) xD To wyznanie na boisku pełnym ludzi… Normalnie się rozpływam :3
    Wiem, że często to piszę, ale ja was normalnie dziewczyny kocham :D

  16. porebula pisze:

    Te nazwy są przerażająco długie xD Jestam za Fraba! Albo Seban! Fraba forever xD

  17. Katka pisze:

    Nihillia, hehe, to niczym nagroda Darwina – umarła, bo czytała gejowskie porno XD Dobrze, że przetrwałaś drogę! Super, że wszystko czytasz – cisi czytelnicy powinni założyć swoją osobną sektę. Ciekawe, czy byłaby duża. Ale, ale, dzięki za tego komenta :) Miło widzieć, że jest więcej czytelników, niż ich widać ;)

    Porebula, to bardzo dziwna sytuacja i na pewno Foster czuł się bardzo osobliwie. Taka myśl, że też akurat musiało trafić na syna Mossa! Do tego biedak nie może szepnąć słówka Markowi. No jest niezręcznie XD Ooo i rozumiem, że przekonałaś znajomą do czytania? Fajnie :D Mam nadzieję, że się jej podoba. Będziecie teraz mogły sobie nawzajem komentować i wymieniać się wrażeniami. I u mnie słonko też wyszło, rano było brzydko.

    O., Franstain, hahahaha brzmi trochę jak Frankenstein XD Lepiej już Sebacisco, choć to się akurat dziwnie wypowiada XD Tak źle i tak niedobrze. I zgadzam się, ze to Sebastianowi by się przydała rozmowa z psychologiem, ale on jest chyba zbyt zamknięty jak na coś takiego. Szczególnie, że WIE, że Foster się kumpluje z jego ojcem! Chyba by nie zaryzykował XD

  18. O. pisze:

    Pomysł na ankietę? I koszulki „Team Julica, „Team Sebacisco” (co za nazwa xD lepiej chyba Franstian :o albo i nie :o) widzisz możemy pisać rozprawki na podstawie PD i bohaterów xD Teraz tylko musimy poczekać na reakcje Sebcia, szkoda mi go, że wszystko tlamsi w sobie, to jemu by bardziej przydałaby sie rozmowa z psychologiem, ale wtedy chyba by ten padł Trupem i Moss senior by nowego pracownika poszukiwał xD ale, wizja dużej gej rodzinki jest urocza xD „-tato przedstawię ci swojego chłopaka.
    – Dobrze, ja ci mojego tez” xD i wizja końca wymiany jest dolujaca, nie rozmawiajmy o tym :((((((((((

  19. porebula pisze:

    Jezu Fran i Eric *o* Uarłam rano z nadmiaru słodyczy i uroczości!! (Nikt nie pobije Frana. Nigdy) Biedny Foster xD Taka nieco dziwna sytuacja, kiedy ktoś przychodzi powiedzieć, ze podoba mu sie syn twojego szefa, z którym wszyscy chcą żeby byli parą :) Ale czemu jak wychodzi czesciej to trudniej na nastepne rozdziały sie czeka… Dozen i Fran to ostatnio moje życia, zwłaszcza, ze znajoma zaczęła czytać! (Sukces!) Seba i Fran mają być razem a ludzi niech se robia co chcą. I co z tego ze tamten wraca do Argentyny. Seba skończy szkołe, może z nim jechać.
    To opowiadanienjest za dobre…
    Wgl to jak pogoda zła to zapraszam do nas. Słoneczko, cieplutko, czeska mafia (zzłodzieje rowerów) niedaleko!

  20. Nihillia pisze:

    Czytałam to z wielkim bananem na twarzy idąc na uczelnię i o mało się przy tym nie zabijając xD Jak zwykle cudowne, nareszcie chłopaki ogarniają swoje uczucia <3 I oczywiście z niecierpliwością czekam na FDTS i gołąbeczki ^^ Nie komentuję zbyt często ale zawsze wszystko czytam :)

  21. Katka pisze:

    Liv, tak, Franio teoretycznie musi wracać do swojego kraju, bo jest na rocznej wymianie, a do tego nie jest w ostatniej klasie, więc czeka go jeszcze edukacja. Jest więc tu jakaś przeciwność losu, ale jak sobie z nią poradzą, to się okaże. Ale trafnie spostrzegłaś ;) Tyler na pewno uzupełni swój dzienniczek. Ale to nie jest koleś, który dużo czasu spędza w pokoju przed kompem, więc może dlatego mu to tyle zajmie XD Ooooj, ale strasznie źle chcesz dla Erika! Biedactwo ma być smutne? :( Co do niskiej samooceny, to myślę że to akurat Erika nie dotyczy. Docenia siebie, zna swoje wady i zalety i nie myśli o sobie źle. Niemniej, no na pewno będą mieli jeszcze nie raz pod górę, więc może Twoje pragnienie się spełni XD Hehehe, a co to za nowe opko będzie, to już wskazówka pojawi się w sobotę :D Zapowiedź bardzo fajna Was czeka :D

    O., hehe Eric vs Francisco w rywalizacji o słodycz XD Nie wiem, pewnie głosy byłyby podzielone, hehe. Ale jak ładnie porównałaś i zestawiłaś podobieństwa i zachowania chłopaków. Eric i Francisco mimo że dopiero poznają w sobie to, co czują, to są kompletnie innymi osobowościami, wiec reagują w inny sposób, ale też trafne jest to, co piszesz o tym, jak ich „partnerzy” im w tym pomagają i jak reagują. Eric ma teoretycznie łatwiejszą droge, bo Jules jest już sam świadom siebie. Sebastian jednak sam ma pod górę, na równi z Franiem, więc tutaj mamy większy chaos i więcej nieporozumień. „ Taka rozmowa od serca „bo Mossowie już tak mają” i swoje żale na nich xD” – to by było epickie! XD Niezła komitywa, haha. A co do Julesa, tak, wzięło go na poważnie. Mamy nadzieje, że widać, jak go to wszystko rusza i jak się stara. Jest wobec Erika bardzo ostrożny, ale i pcha go do niego niemiłosiernie. Dobrze, że jednak umie być cierpliwy. Hehehe, bardzo fajnie, że rozdzialik rozczulił :D

    PLC, więcej na pewno będzie :D W końcu to dopiero początek dla chłopaków, więc na pewno jeszcze wiele nas czeka czytania o rozwoju ich relacji. Och i chętnie byśmy dały możliwość kupna ebooka PD, ale niestety nie mamy napisanego w całości, więc trzeba czekać i tu czytać ;) Ale miło nam, że masz takie ciśnienie, hehe.

    Linerivaillen, Franeczek tylko do całowania, haha, no w sumie się zgadzam XD Że też Sebastian wciąż walczy z poddaniem się jego urokowi. Nooo, ogólnie słodki rozdział na rozpoczęcie dnia. Szkoda tylko, że pogoda kiepska dziś, to już w ogóle by było sielankowo i radośnie ;)

  22. linerivaillen pisze:

    Słodziachne :D Franeczek po prostu cud, miód i maliny, tylko do całowania. Foster bidula, się zgodził nic nie mówić. A Eryk i Julek są tak dobrani, że aż serce mi się rozgrzewa. Kurcze, jaki miły początek dnia!

  23. PLC pisze:

    Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam… JAK JA NA TO CZEKAŁAM!!! ;D
    Więcej ich, błagam dajcie mi ich więcej ;p
    Ale ta akcja z Tylerem też dobra! Ciekawa jestem, czy ktoś się dowie, że to on się przebrał.
    Czekam niecierpliwie na kolejną część! (Nawet nie wiecie, jak żałuję, że nie można od was tego kupić w pdfie ;p)

  24. O. pisze:

    Awww!!!!!! Nie wiem, kto jest słodszy, czy Eric, czy Francisco! Co mi się podoba, to, to, że obaj po raz pierwszy lecą na jakiegoś chłopaka i dostrzegają tylko go,a przy tym są tak od siebie różni! Frankuś emocjonalnie wylewa z siebie potok słów, a Eric spokojnie wszystko analizuje. Podejście Julesa i Sebastiana też jest różne i może przez to sami zainteresowani inaczej mogą spojrzeć. Ericowi Jules wszystko tłumaczy, ach oni nawet w takich prozaicznych czynnościach jak podział domowych obowiązków się dopełniają! No są idealni dla siebie! Więc ten ma czas, by poogarniać sobie wszystko w głowie ;D A Sebastian przez swoją skrytość jedynie sprawia, że Franuś jest przybity do ściany. Wgl miałam wrażenie, że psycholożek powie mu, że leci na ojca chłopaka, który wpadł mu w oko, ale byłaby beka ;D Taka rozmowa od serca „bo Mossowie już tak mają” i swoje żale na nich xD
    Tyler dostał poniekąd chamskie zadanie. Niby opowiadanie ma się skupiać na nich, ale.. Ale Eric powiedział, że chce być chłopakiem Julesa!!! I doszedł w jego ramionach!!! ~o~ fala! *.* Zakochany Jules jest idealny! Niby taki out, taki „puszczalski” a względem Erica bardzo opiekuńczy <3 Widać, że na poważnie go wzięło.. Też mam nadzieję, że w sprawach łóżkowych się dogadają, bo no, nie ukrywajmy czasem jak znajomośc jest nie wiadomo jak zaje to seks bywa taki, że ma się ochotę pogadać o pogodzie..
    Wgl to i Ericowi i Franusiowy należą się gratulacje! Ciężko jest przyznać się do nowych dla siebie uczuć, nazywać je jakoś.. A oni to w sumie, w krótkim dość czasie spróbowali ogarnąć.
    Piposzki! Rozczulona idę spać *.*

  25. Liv pisze:

    Siedziałam po północy jak na szpilkach… Eric jest tak uroczy, że niewiele mi brakowało do napadu fangirlizmu.. :)
    Ale do rzeczy. Fran w psychologa – „przyszłego może faceta ojca jego przyszłego na pewno faceta”. Milutko. Mam nadzieję, że Seba się ogarnie. Ale tak mnie uderzyło, że skoro Fran jest na wymianie, to będzie musiał wracać. Tylko nie pamiętam, za ile? Bo tak trochę związek z wątpliwą przyszłością się szykuje.
    Tylerowi się udało, nieźle mu to wyszło. Nie uzupełnił dzienniczka? Pamiętam o nim tylko tyle, że go polubiłam. Trzymam kciuki.
    No i moje kochanie najsłodsze.. (zapachniało Charliem). Eric <3 Nie przepadam za Julesem, ale nic na niego nie poradzę, trudno. Eric mi go rekompensuje po stokroć. Jak wypytywał Julesa o gejowski seks.. ^///^ Tylko grzeszyć.
    Mam irracjonalną nadzieję, że Eric będzie smutny. Nie wiem dlaczego. Uwielbiam go, ale bardziej pasuje mi smutny, z depresją, albo jakoś inaczej chory. Albo z bardzo niską samooceną, coś w tym stylu. Nieszczęśliwy będzie jeszcze słodszy. :)
    A to wyznanie na boisku, cichutko ale przy wszystkich, było bardzo fajne i rrromantyczne…
    Jakie to szczęście, że PD wychodzi już częściej.. <3 Wprawdzie kosztem FDTS, ale nie można mieć wszystkiego. No i będzie nowe Coś! Coś, Coś… co? Ciekawam. ^^
    Och, i jeszcze ten… mam nadzieję, że Juleric nie stanie się nowymi gołąbkami. ;) Dram pragnę. xd

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s