Fanfic by O. – Always

Słońce grzało dość mocno próbując się przedostać do sypialni mężczyzny, by go wreszcie obudzić. Jednak ten miał swoje godziny pracy, dzięki którym dzień mógł zaczynać później niżeli większość społeczeństwa. Dlatego starał się jak najbardziej i najczęściej korzystać z tego luksusu. Nigdy z tym jednak nie przeginał i gdy na zegarkach wybiła godzina jedenasta otworzył oczy mamrocząc pod nosem. Trzydzieści pięć lat to wciąż młody wiek, ale wolałby wrócić, do tego, gdy miał naście i dłuższe spanie było milej widziane niż teraz. Wiedział, że ktoś nie będzie z tego powodu zadowolonym, a on będzie musiał go udobruchać. Przeciągając się już rozmyślał o tym, gdzie i w jaki sposób to zrobi. Nie chciał brać jeszcze prysznicu, bo jeżeli jego wyobrażenia miałyby się spełnić to musiałby to robić dwa razy, a mimo dostatniego życia wolał do tych czynności podchodzić ekonomicznie i brać je wspólnie. Od łóżka do szafy dzieliło go parę kroków, które pokonał będąc całkiem nagim. Nie frapował się, by ubrać bieliznę, dlatego sięgnął do drzwiczek tej części szafy, w której wisiały jego dresy. Kiedy odnalazł swoje ulubione z Nike zauważył wiszącą miedzy jego ciuchami szarą bluzę. Dokładnie tą, którą kiedyś ofiarował osobie, za którą wskoczyłby w ogień. Założywszy jedynie spodnie przejechał dłonią po rękawie bluzy. Od dawna się w niej nie mieścił, ale wciąż była przyjemna w dotyku. Zamiast zastanawiać się nad tym, skąd ona się tu znalazła wolał się skupić na pierwszym wspomnieniu, jakie mu przywołała..

Jules skończył wcześniej zajęcia, a raczej wyszedł z nich z udawanym bólem głowy. Oczywiście bez dowcipów o leczniczych właściwościach seksu się nie obyło. Wolał nie myśleć o tym, w jaki sposób Eric mógłby go „leczyć”, by atmosfera między nimi nie zgęstniała. Niby po weekendzie u niego nic się nie zmieniło, prócz tego, że częściej się przytulali, czy Eric raz czy dwa pozwolił się pocałować. Wszystko z inicjatywy Julesa, który uznał, że przyda im się od niej przerwa i czekał aż z nią wyjdzie ciemnowłosy. Eric zwlekał z tym wciąż się oswajając. Niczym lis w „Małym Księciu”, choć ciemnowłosy nie był dla niego lisem, był a raczej stawał się Księciem. Wszystkim co ma, miał i z czym wiązać będzie przyszłość. Nie lubił tych myśli, bo mimo napawania nadziei, napawały go również strachem. Całą otchłanią „a co gdyby”. Ironią jest zawsze to, że choć wyobrażamy sobie coś, przygotowujemy się na to, to i tak nas zaskakuje, boli bardziej niż w teoretyzowaniu. Dlatego Jules odganiał wszystkie tego typu myśli i zastanawiając się nad tematyką kolejnego filmiku na swój kanał wparował do pokoju. Do pokoju, pośrodku którego stał Eric w bluzie od niego i w bokserkach, które sam kupił, ale z jego polecenia. Nie miał na sobie spodni, ale to po nie sięgał wypinając się nieco w stronę drzwi. Szatyn zaniemówił na ten widok. Czuł jak całe jego postanowienie o niedobieraniu się do młodszego, poszło sobie na spacer daleko w las. Ale jak on wyglądał! Tak niewinnie i już rozumiał dlaczego faceci uwielbiają swoje dziewczyny w swoich koszulkach. Jakby mógł to by całą szafę oddał Ericowi. Tym zaprzątnie sobie głowę jednak później. Teraz wolał jednak odchrząknąć dając tym znać, że jest w pokoju.
—Co, kto? – Młodszy obrócił się przodem do Julesa trzymając w dłoniach spodnie. – Ah! Poplamiłem spodnie atramentem i przyszedłem się przebrać, na szczęście bluza jest cała. – Szeroki, z nutą przeprosin, uśmiech wykwitł na jego twarzy. – Jakoś nie mam dziś głowy do niczego. – Musiał być chory, choć nie wyglądał, ale Eric nigdy nie miał głowy do niczego. Zawsze był zorganizowany i miał wszystko uporządkowane.
—Znowu ktoś ci dokuczał z mojego powodu? – Jules naprawdę był zmartwiony. Niby paręnaście dni temu zrzucił całe szkolne zainteresowanie na siebie i Jude’a, ale Eric mówiący, że coś nie tak mu poszło nie był Ericem.
—Nie. – Tamten machnął ręką po chwili strzepując spodnie nim je założy.— Jakoś tak skupiam się nie na tym, na czym powinienem.. Ale to nic, materiał nadrobię, krótka praca jest do napisania na angielski.
—A na czym się skupiasz? –Starszy przełknął ślinę nie chciał usłyszeć, że na nim, na nich i to w tym negatywnym sensie. Jednak chłopak nie wyglądał na spiętego w tym momencie, więc może o coś zupełnie innego chodzi.
—Ogólnie tak..—spuścił wzrok czując rumieńce na policzkach.— O tobie ..

Tu wspomnienie Julesa nieco się rozmazuje, nie pamięta, czy młodszy coś jeszcze dodawał, czy bez tego podszedł do niego i mocno objął. Jedno było pewne – ten moment należał do tych przełomowych w życiu. Żałował bardzo, że tą chwilę pamięta momentami jak przez mgłę. Jednak bluza obudziła w nim emocje, nadzieje, które wtedy odczuwał..

Musiał, po prostu musiał zamknąć go w swoich ramionach. Otoczyć nimi, zakleszczyć w nich. Nie wypuszczać, nie dopóki nie powie, że tego chce. A Eric nic nie mówił. Sapnął jedynie głośniej z zaskoczenia, gdy Jules stojący pod drzwiami nagle obejmował go z całych sił. Jakby od tego wszystko zależało, i to była cholerna racja, bo od tego wszystko zależało. Gdyby Eric powiedziałby teraz „nie” to szatyn zrobiłby coś czego by nie chciałby – skrzywdziłby go. A tak mógł zsunąć ledwo co założone spodnie, wsunąć ręce pod materiał bluzy. Poczuć nagą skórą, miękką, taką, którą i bez proszenia chce się dotykać. Mógł owiać oddechem wrażliwe miejsce za uchem nie zadając pytań, na które odpowiedź słowna nie jest potrzebna. Może to o tym Eric rozmyślał, może właśnie chciał być rozbierany stojąc pośrodku pokoju, w jego bluzie, otoczony nie tylko jego zapachem ale i ramionami. Jules chciał mu dać to wszystko, chciał by się w tym zatracił, by wracał po więcej. By był. Taki jego, który to zawsze go rozumie, wspiera, przed którym nie musi udawać, może prawdziwie być sobą, oddychać bez problemu. Tak bardzo tego potrzebował.
Eric w końcu odważył się dotknąć go, nieco niezdarnie łamał swoje granice, ale nie czuł się z tym źle i dzięki temu centymetr po centymetrze wydobywał ciało szatyna z ubrań. Jak wcześniej jego głowa była pełna myśli tak teraz robiła się lżejsza. Każde muśnięcie czy to ust, czy to dłoni starszego wyswobadzały go z nich. Poczuł w końcu tę wolność, którą czuje się wtedy, gdy się prawdziwie żyje. Aż chciał się zaśmiać porównując swoją wcześniejszą egzystencje do bycia zombie. Ale prawdą było, że wszystko co było związane z Julesem, było żywsze, prawdziwsze, kolorowsze. Szkoda tylko, że drugi chłopak nie znał jego myśli, a on bał się wygłaszać je na głos, dlatego starał się teraz naśladować jego gesty, by choć tak je przekazać. Szatyn wszystko rozumiał, odkąd inaczej zaczął spoglądać na swojego współlokatora uczył się go na pamięć, uczył się każdego zmarszczenia brwi, zagryzienia warg, uśmieszków. Dlatego teraz wiedział, że ma otwartą drogę. Serce niemalże chciało mu wyskoczyć, gdy ciało Erica odpowiadało mu ochoczo, drżąc w jego ramionach, zapraszając do bliższego zapoznania się. Jednak obiecał sobie, że jeżeli Eric będzie chcieć z nim mieć swój pierwszy raz to na pewno będzie to wyjątkowy raz, a pokój w akademiku nie spełniał tych wymagań, ale był wystarczający na pierwsze pieszczoty. Nie mogąc się zdecydować czyje łóżko nadaje się do ich pierwszego, pod takim względem kontaktu, wylądowali na podłodze. Eric poddańczo na dole łapał łapczywie powietrze z rozchylonych ust, gdy dłoń Julesa pieściła wpierw jego udo, pachwinę. Gdy rysowała tylko sobie znany wzór na podbrzuszu a później złapała za męskość wydobywając z jego ust krótki i piskliwy jęk. Reszta odgłosów zatopiona była w ustach starszego, który niemalże pożerał jego wargi. Chciał go całego tak potraktować, ale wiedział, że nie może. Nie może tego zrobić chociaż dłoń Erica wodziła po jego torsie nie wiedząc, czy lepiej jej jest, gdy zaciska palce na skórze, czy kiedy ją drapie. Jednak najlepiej jej było, gdy mniej wprawnie od Julesa pieściła męskość..

Jak dobrze pamiętał, to Ericowi nie trzeba było długo, by dojść. Jednak w późniejszym czasie już się o to postarali, by wzajemne zaspokajanie trwało jak najdłużej. Serwowali sobie „po” długaśne czułostki w łóżku, wiedząc, że to co dzieje się w ich pokoju, w pokoju Julesa, hotelu, zostaje tam. Młodszy nie był gotowy na publiczne wyznania czy okazywania uczuć. Nie był takim typem człowieka i nie tak został wychowany. Julesowi wystarczało jego ciepłe spojrzenie i uśmiech, którego jak się nauczył, był zarezerwowany tylko dla niego. Chwile zamieniały się w godziny, godziny w dni, dnie w miesiące, miesiące w lata. W końcu nadszedł czas pożegnań.
Myśląc o tym wszystkim objął bluzę opierając się ramieniem o szafę..

Obaj wybrali różne uczelnie, choć rozmawiali o tych, które by spełniały ich oczekiwania. Ale jak to w życiu bywa, w ostatniej chwili może zmienić się wszystko. Wieczorne rozmowy ramię przy ramieniu zamieniły się w rozmowy przez telefon, skype. Tych było coraz mniej, bo to nowe przedmioty, nowe miejsce, nowi ludzie. Gdzieś po porostu zaczęło brakować miejsca na „starych” ich. Jules mimo wszystko długo był jedynym Erica. Gdzieś w podświadomości wiedział, że ten prędzej czy później może zapragnąć poznać smak cudzych ust, bycia z kimś innym. Tak jak się spodziewał pewnego jesiennego dnia, gdy udało im się spotkać gdzieś w połowie drogi Eric oznajmił, że poznał dziewczynę. Miała chyba na imię Kathrina, Jules z jakiegoś powodu nie chciał zapamiętywać imion znajomych Erica, jakby przez to ci mieli stać się dla niego mniej ważni. Spotkanie szybciej dobiegło końca, choć pożegnali się długo tuląc przy samochodzie ciemnowłosego. Tak jak część par, które się rozstawała, obiecali sobie przyjaźń i kilka telefonów na tydzień. Z kilku zrobił się jeden, z tygodnia zrobił się miesiąc. Gdzieś na wiosnę, a może to było lato, udało się Julesowi przyuważyć, że obaj są dostępni na skype. Mimo obecności nowego kochanka w mieszkaniu od razu zadzwonił. Dowiedział się, że związek z Kathriną był niewypałem i nawet nie rozstali się w pokojowych warunkach. Serce starszego dziwniej zabiło na tą wieść, ale przecież gdy rozmawia się z osobami, które dawniej dla nas tyle znaczyły zawsze część tych emocji wraca mącąc nam odbieranie ich w teraźniejszości. Próbowali dogadać się na jakieś spotkanie, najlepiej znów w połowie dzielącej ich drogi, jednak to terminy egzaminów, imprezy rodzinne krzyżowały te plany. Jednak nie było tego żalu, że ono się nie odbędzie.
Gdy na kolejne święta składali sobie życzenia okazało się, że to Jules spędza je u rodziców, których Eric kazał gorąco pozdrowić, bez partnera. Za to Eric szedł na kolację zorganizowaną przez firmę, w której odbywał staż, z chłopakiem. Imię raz usłyszane zostało raz zapomniane. Jules dziwnie czuł się ze świadomością, że to inny facet dotyka Erica. On przecież pasował albo do niego, albo do jakiejś dziewczyny, która urodziłaby mu piękne i mądre dzieci, gotowała obiady. Dlatego do tematu związku Erica z jakimś tam facetem z jakiejś tam pracy nie powrócił już nigdy.
Spotkali się wtedy, gdy po ukończonych studiach mogli pochwalić się dyplomami. Eric dodatkowo umową o pracę. W innej niżeli miał staż firmie, na co Jules dziwnie odetchnął z ulgą. Szatyn za to zaczynał prowadzić swój kącik w weekendowej telewizji śniadaniowej, większy program nie był mu potrzebny, gdyż kanał na youtube dalej żył i mając się dobrze, pozwalał teraz już mężczyźnie żyć tak co by się nie napracować, a jednak mieć świadomość, że robi się to, co się lubi. Gdzieś w jakiejś przypadkowej knajpce rozmawiali przy butelce wina obserwując zmiany jakie w nich zaszły. Obaj zmężnieli, wydorośleli, Jules dalej był budowy smukłego sportowca a Eric chłopaczka z sąsiedztwa w prostokątnych okularach, których nie umiał zamienić na soczewki kontaktowe, których po dłuższym namyśle Jules nawet by u niego nie chciał. Lata studiów nie wprawiły w młodszego w umiejętności picia, dlatego szybko poczuł „humorek” i rozwiązły język. Gdyby starszy o tym wiedział, już dawno byłby u niego z jakąś butelką.
— Wiesz, że najlepiej było mi z tobą? – Nazywanie rzeczy po imieniu w sposób prosty wciąż było domeną młodszego. – Nigdy mi z nikim nie wychodziło, bo każdego i każdą porównywałem do ciebie, aż sobie odpuściłem. – Westchnął cicho bawiąc się nagle z zainteresowaniem kieliszkiem.
— Nie mam nikogo. – Jules pozwolił sobie na szczerość. – Nie pamiętam kiedy z kimś innym byłem ostatnio. – Nie miało to zabrzmieć jak zachęta, ale obaj to tak odczytali. Po chwilowym zamarciu i próbach analizy sytuacji przez Erica starszy wstał i podszedł do baru uregulować rachunek. Niech się dzieje co się chce. Po odwróceniu się w stronę stolika ze strachem ujrzał, że jest on pusty. Czyżby znowu mieli się rozminąć na parę lat? Jednak szybkie zerknięcie w stronę wyjścia ukoiło jego lekko nadszarpnięte nerwy. W drzwiach stał Eric wyraźnie na niego czekając.
Przywołali pierwszą lepszą taksówkę, by zawiozła ich do pierwszego lepszego hotelu. Warunki były im obojętne, choć przywykli w ostatnich czasach do jako takich standardów. Wystarczyło, by drzwi od pokoju się za nimi zamknęły, by przywarli do siebie w naglącym i palącym tęsknotą pocałunku. Jakby karcąc siebie za rozłąkę kąsali się we wargi, a spragnieni ich przez ten czas, muskali je delikatnie. Po latach znów wylądowali na podłodze, co przywołało w nich jakieś zamazane wspomnienia, ale oni nie byli tu by wspominać, ale by stworzyć kolejne. Ruchy Erica nie miały już w sobie nic z niezdarności, nieśmiałości, która kiedyś była tak urocza. Nie była to zmiana na gorsze, Jules ani razu w ciągu całej tamtej nocy nie poczuł, że nie jest to Eric jakiego zna. To znów narodziło nadzieję. Dotyk był nieznany z takiej stanowczej strony, ale jednak wciąż bliski. Dłonie odnajdywały swoje dawne ścieżki, miejsca, które uwielbiały dotykać, wrażliwe punkty, których innym nie udało się odnaleźć. Pocałunek po pocałunku, pchnięcie po pchnięciu, jęk po jęknięciu, wszystko znów stawało się jednością. Rozsypana układanka ułożyła się.

Miał już dość wspominania tego co było. Jak to mówią: „to się już nie wróci”. Nie żałował żadnego słowa, żadnego gestu w stronę Erica, ani tych od niego. Wiedział czego mógłby się po nim spodziewać a i tak nie raz, nie dwa i nie dziesięć razy był mile zaskakiwany. Życie za to lubiło sobie zażartować, stawiało na jego drodze, jego mniejsze bądź większe strachy przypatrując się co z nimi zrobi, czy je pokona, czy im się podda. To co dawało zaraz odbierało, dlatego Jules nauczył się, by żyć pełnią życia i nie puszczać tego, co było mu do życia potrzebne.
Wciąż trzymając swoją starą bluzę wyszedł z sypialni i udał się do gabinetu. Odkąd mieszkał w dużym domu na spokojnych przedmieściach nie musiał pracować nad swoimi programami w sypialni czy też w kuchni oddzielając tym samym bardziej życie zawodowe od rodzinnego. Gdy przebywał w gabinecie to wszyscy wiedzieli, by mu tam nie przeszkadzać, gdy zaś z niego wychodził był dla wszystkich dostępny. Jednak zdarzał się wyjątek, dla którego pomieszczenie, w którym znajdował się Jules nie miał znaczenia. I ten też wiedział, że w drugą stronę działało to na tych samych zasadach.
— Znowu nad papierami? –rzucił od razu, gdy minął próg gabinetu.— Coś mi mówi, że potrzebujesz przerwy. – Zamruczał pochylając się nad głową siedzącego przy biurku mężczyzny, by złożyć na jej czubku czuły pocałunek.
— Za to twoja przerwa trwała już wystarczająco długo – ciemnowłosy prychnął pod nosem, choć zaraz się uśmiechnął czując usta we włosach. – nie wiesz, że kto rano daje, temu wstaje, temu śniadanie? – Nie lubił samemu jeść, wolał to robić ze swoim mężem.
— Za to odkryłem w jej czasie skarb— zażartował obracając Erica z krzesłem przodem do siebie— coś ci ona przypomina? – Pokazał mu bluzę na widok której młodszemu wypłynęły rumieńce na twarzy. Zupełnie jak za dawnych lat.
—Nic, a nic –sięgnął dłonią po bluzę— oddaj mi ją. Jest w końcu moja. –Odpowiedział już stanowczo, nie chciał wyjść na głupiego romantyka.
— Jak odpowiesz, co robiła między moimi rzeczami, to oddam. Wiesz, że od lat się w niej nie mieszczę.— Widząc rumieńce i próbę zachowania stanowczości kochanka Jules zafalował brwiami— A może nawet dorzucę do niej jakiś gratis w naturze. – Puścił perskie oczko.
— Lubię jak pachnie tobą. – Eric wyszarpał mu bluzę, którą zaraz z dozą czułości wygładził na swoich kolanach.— Zawsze ją mam w pobliżu – przyznał się do, jak dla niego, wstydliwej rzeczy. – koi mnie i koiła, gdy nie było cię przy mnie. – Chciał się odwrócić i wrócić do pracy, mimo wspólnego życia i nawet homoseksualnego ślubu, na który o dziwo naciskał Jules, czuł czasem zażenowanie z powodu swoich uczuć.
— Ale teraz jestem i zrobię wszystko, by mój zapach nie był na bluzie a na tobie. – Z tą obietnicą złożył pocałunek na wargach Erica rozczulony jego wyznaniem. Byli prawie że starymi prykami, ale ich uczucia były wiecznie młode i spragnione bliskości.

7 thoughts on “Fanfic by O. – Always

  1. O. pisze:

    Dante szczęśliwe zakończenia muszą być, choć w ten sposób człowiek może się oszukiwać xD
    Shiv, jeśli chcesz to kradnij mi będzie baaaardzoo miło ^^<3 Wiadomo, że nie oddam w stu procentach Julesa, od tego jesteś Ty :D Haha, bo egzaminy mi się zbliżają, dlatego piszę sobie, a w głowie jeszcze trochę jest, muehehehe xD

  2. Shivunia pisze:

    Uffffffff, dobre zakończenie. A już przez chwilę smutałam :( było tak prawdziwie i… przewidywalnie, że tak może sie skończyć. Związki na odległość ssą. Nie wiem jak można w czymś takim funkcjonować, no a tu widać dodatkowo, ze to nie jest wypałem. Ale och jak mi się podobało z tą bluzą :D Jestem urzeczona. Aż mam ochotę ukraść ten pomysł hahahaha. Uwielbiam sentyment do rzeczy, jest uroczy. I mówię to głośno bo sama mam bardzo duży sentyment do rzeczy XD
    Erick jest uroczy czy młody czy dorosły. Chciała bym ich zobaczyć jak wyglądają kiedy sa dorośli :D Jules też fajnie został przedstawiony. Czułam jego zazdrość, chociaż ciężko mi powiedzieć jak by się tak na 100% zachowywał. Ale super fick :) Bardzo twórcza jesteś ostatnio za co dziękujemy :*

  3. Dante pisze:

    Koniec wesoły, ale reszta taka smutna xD… Ja już tutaj żale normalnie zacząłem wypłakiwać i śpiewać. Lubię takie shoty, działają jakoś emocjonalnie na mnie :D. Mimo wszystko większe wrażenie by było jak by nie zostali razem. Jakoś nie mam siły na wesołe zakończenia .. :P

  4. Katka pisze:

    O., spoko, zobaczymy, jak to będzie z tym happy endem. Bo akurat w PD dużo nie planujemy, bardziej pozwalamy akcji dziać się samej. Więc ja sama nie wiem, jak się to skończy. I oooj, lody Cię zawsze przekonają :D

  5. O. pisze:

    Nie pisałam o projekcie, bo nie wiadomo, kto wygra xD a w trawie też nic nie szumi na ten temat. Oj.. Ale przecież oni to szczęśliwi małżonkowie <3 też Erica
    Katka bo te bardzo niedługo zamieni sie na bardzo długo i lody nie pomogą xD
    A bluza to chyba każdy ma jakiś sentyment, do rzeczy, która od kogoś dostał, a Eric będąc na swojej uczelni miał tylko ją xD
    Co do rozstawania to Katka w tym to już Wasze głowy, by był większy happy end niż tu xD a oni się cudownie zgrywaja, bo Wy ich tak cudownie opisałyście <3 inaczej ich się nie da wyobrazić xD

  6. Liv pisze:

    Jej, dorosły Eric… Tak go sobie wyobrażałam. :) Nawet doświadczony ciągle musi być słodki. I ciekawe, jak i czy zmieniłoby się życie dorosłe Julesa, gdyby wygrał PD. I w ogóle kiedy powie o tym Erikowi.
    I faktycznie trochę smutno było, ale podobało mi się. ^^ Tylko mam nadzieję, że faktycznie ułoży im się trochę lepiej i szybciej… Ale fajnie przedstawiłaś taki „związek” na odległość, że się urywa, psuje i te sprawy. Oby do tego nie doszło ;)

  7. Katka pisze:

    Ale to było smutne :( Mimo że koniec był radosny, to jednak buuuu! Nie wolno się tak rozstawać na kilka lat! Jakby ze sobą zostali, to ten czas nie byłby stracony, a przeżyliby więcej pięknych lat ze sobą. No ale masz szczęście że ich poślubiłaś na koniec, bo bym Cię ukatrupiła, a pamiętaj, że mam co do tego możliwości i to bardzo niedługo XD Strasznie słodko zrobiłaś z tą bluzą. Podoba mi się, jakie ma znaczenie dla Erika. Julesowi chyba też, hehehe. Ale w ogóle jaka musiała go zazdrość zżerać, gdy Eric się spiknął z innym facetem! Ja piszę Erika a nie Julesa, a jednak czuję tę zazdrość Julesa! Końcówka była rozkoszna :D Lubię szczęśliwe zakończenia, a tutaj widac, jak oni się doskonale zgrywają. Mrał :DDD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s