Love Interest – Epilog – Bardzo niecodzienna sytuacja

W rezydencji było cicho jak makiem zasiał. Wydawało się to wręcz nierzeczywiste. Mieszkało tu przecież około czterdziestu osób. Nie zawsze wszyscy byli w domu, ale zawsze dało się czuć, jak wielu jest domowników. Ni to odgłosy z kuchni, ni to z pokoi przeznaczonych do spotkań z klientami, ni to z kolei najgłośniej bawiące się osoby w pokojach rozrywkowych. Zawsze było tu gwarno i głośno. Ale nie dziś. Dziś w rezydencji były tylko dwie osoby.
John stał przed wysokim lustrem i kończył wiązanie granatowo-złotego krawata. Od kiedy uratowano ich z rąk oprawców, udało mu się odzyskać kilka kilogramów i nie wyglądał już tak… trupio, jak jeszcze kilkanaście dni temu. Miał jednak wrażenie, że to, co przeszli, wciąż odbija się w jego oczach. A dziś chciał wyglądać doskonale. Ubrał więc swój najlepszy komplet, na który składał się wąski, grafitowy garnitur z przedłużaną marynarką, biała koszula i ten właśnie krawat, który po raz ostatni poprawił. Potem sięgnął po grzebień i zaczesał dokładnie swoje ciemne włosy. Nie używał perfum. Wiedział, że Percy najbardziej ceni sobie jego naturalny zapach.
Gdy już zapinał zegarek na nadgarstku, zerknął na godzinę i doszedł do wniosku, że lada chwila powinno przybyć zamówione jedzenie. Opuścił więc apartament i skierował się do windy, by zjechać na parter i móc odebrać kolację.
Percy miał czekać w salonie. Tak się umówili dzień wcześniej. Natknął się jednak na niego na dole, bo kiedy drzwi windy się otworzyły, usłyszał dzwonek. Do nich szedł Kapran, ubrany w zjawiskowo do niego pasujący czarny garnitur.
Spojrzenie ciemnych, wąskich oczu Johna przemknęło po całej jego postaci. Musiał spokojniej odetchnąć i postanowił, że pokieruje się zamiast za swoim partnerem, to do salonu, aby zadbać o to, by kominek odpowiednio się palił.
Po chwili dołączył do niego Percy. Niósł dwie duże papierowe torby z przywiezionym jedzeniem.
— Pachnie niesamowicie dobrze. Dawno niczego takiego nie jadłem, ale jeszcze skoczę po talerze, bo możemy się ubrudzić. Szkoda garnituru na sos z burgera.
John obejrzał się na niego od strony kominka, do którego właśnie dokładał drewna.
— Dobrze — zgodził się i poprawił drewienka.
Czuł, że nastrój rośnie, podobnie jak jego napięcie. Przyjemne napięcie. Nie czuł tego nigdy, będąc z którymkolwiek z innych swoich chłopców. Tym bardziej, że z żadnym z chłopców nie spędzał czasu w ten sposób. Teraz miał wrażenie, że są na randce. Wiedział, że to, co jest pomiędzy nim a Percym, to nie tylko cielesne przyciąganie ani zależność pan-podopieczny. Było między nimi wiele bardziej skomplikowanych uczuć i nie były one tak płytkie jak te, które towarzyszyły Johnowi podczas spędzania czasu z innymi chłopcami. Czuł się po prostu jakby był… z partnerem. Ze swoim chłopakiem.
— Wziąłem duże talerze i serwetki. Sztućców nie brałem, bo frytki chyba też zjemy palcami? — Percy przerwał jego rozmyślania, wchodząc do salonu i mimo pustego domu, zamykając za sobą drzwi. Tak miał wrażenie, że będzie przyjemniej. Bardziej… intymnie.
— Tak, jeśli masz serwetki, to myślę, że nie trzeba. — John uniósł się wreszcie, bo w kominku już ładnie się paliło. Zamknął więc szybkę i zbliżył się do stolika. Uprzednio jeszcze skomplementował Kaprana: — Doskonale wyglądasz. Zawsze bardziej pasował ci elegancki ubiór niż… luzacki.
— Luzacki. — Percy uśmiechnął się kątem ust, idąc do skórzanej sofy i usiadł na niej po tym, jak rozstawił talerze. — Dobre określenie, bo „codzienny” to często formalny strój u mnie. Lubię się tak nosić. I ty też dobrze wyglądasz. Rzadko chodzisz w tym garniturze — zauważył, czym zaimponował Johnowi, bo ten nigdy by się nie spodziewał, że Percy zauważa takie rzeczy.
— Rzadko jest odpowiednia okazja — odpowiedział i zajął miejsce obok. I teraz, kiedy spojrzał na torby z jedzeniem, przypomniał sobie, jak dawno nie jadł takich rzeczy. Takich… niezdrowych, ale równocześnie smacznych. — A dziś jest przecież bardzo wyjątkowy wieczór.
— Ty i niezdrowe jedzenie. Ach i jeszcze nasze świętowanie powrotu z tego piekła. Faktycznie, jest to wyjątkowy wieczór. Ale aby aż tak schludnie ubierać się do fastfoodów? — Percy zaśmiał się i uniósł. Przerwał papierowe torby i ładnie zapakowane, potężne burgery przełożył na ich talerze. Nie zdejmował z nich papieru.
— Jestem gotów poświęcić dzisiaj te ubrania, mimo niebezpieczeństwa przy jedzeniu, by ten wieczór był nie tylko wyjątkowy, ale i doskonały — stwierdził John i ujął w swoje szczupłe palce wielką bułkę. Poczekał jednak, aż Percy wyciągnie jeszcze frytki i również zacznie.
Młodszy mężczyzna uśmiechnął się znowu do Johna. Lubił, kiedy ten tak podchodził do spędzania z nim czasu. Kiedy dawał mu sygnały, że jest to wyjątkowe, że ceni sobie to bardziej niż rozrywkę z innymi podopiecznymi. Czuł się dzięki temu ważną dla niego osobą. Tym bardziej dzisiaj, kiedy wrócił wspomnieniami do tego, co działo się w tamtym ośrodku, do tego, jak marzyli o takim właśnie wieczorze, nie wierząc, że naprawdę się spełni.
Z tymi rozmyślaniami rozłożył jedzenie. Frytki były grubo krojone i przyprawione pieprzem i grubymi kryształkami soli. Burgery za to po odpakowaniu ledwo mieściły się w dłoniach. Były świeżo robione, specjalnie niezgniatane i z dobrej knajpy. Specjalizowali się właśnie w takich burgerach, więc dwieście gram mięsa między połowami bułek, warzywami i sosem wywoływało lepszą prace ślinianek u Percy’ego.
— To jeszcze rozepnij te guziki — poradził i wytarłszy palce w serwetkę, sam odpiął sprawnie marynarkę swojego opiekuna. Dopiero po tym to samo zrobił ze swoją, aby łatwiej było mu jeść.
John rzucił mu krótkie spojrzenie i przytaknął w podziękowaniu. Potem znowu spojrzał na swojego burgera i uśmiechnął się delikatnie.
— To bardzo niecodzienna sytuacja… — ocenił i nim ugryzł, a raczej spróbował ugryźć, dodał jeszcze: — Smacznego.
— Smacznego. — Percy skinął mu głową i sam zabrał się za jedzenie, pochylając się mocno nad talerzem. Od razu kawałek sałaty uciekł na talerz, a on poczuł, jak brudzi się w kąciku ust sporą ilością sosu.
Klimatycznie płonący kominek. Cisza w domu. Oni ubrani w eleganckie garnitury. I niezdrowe, amerykańskie jedzenie na ich talerzach. John nie potrafił powstrzymać się przed uśmiechem pełnym niedowierzania do tego, co robili. Dawało to tej chwili taką dziwną… lekkość.
— Kiedy tam byliśmy, nie sądziłem, że jeszcze kiedyś poczuję się tak jak teraz. Bezproblemowo, swobodnie — powiedział w końcu.
— No widzisz, trzeba być dobrej wiary — odpowiedział Percy z lekkim przekąsem, bo sam też nie wierzył, że im się uda. Ale teraz miał na tyle dobry humor, że wychylił się do mężczyzny i pocałował go w policzek. Dopiero widząc, że ubrudził go przy tym, starł ślad sosu kciukiem. — Będziesz pachnieć jedzeniem. — Zaśmiał się.
— Skoro mówiłeś, że tak dobrze pachnie, to może nie powinienem narzekać — stwierdził John, popatrując na niego z lekkim rozbawieniem. Co chwilę maczał frytki w małym pojemniczku z sosem, który był dołączony do każdego zestawu. — Poza tym… dopiero się przyzwyczajam do dużych porcji, więc nie wiem, jak podołam temu całemu burgerowi.
— Nigdzie się nam nie spieszy. Możesz jeść spokojnie, ale zjesz wszystko. Jak świętować, to po całości.
John zgodził się z nim i chwilę obaj w ciszy oddawali się jedzeniu, nim wreszcie starszy mężczyzna rzucił:
— Dziś rano doszło powiadomienie o dacie pierwszej rozprawy. Będziemy musieli obaj zeznawać. Williams też tam będzie.
— Będzie dużo świadków, więc są marne szanse, że się z tego wywinie — zauważył rezolutnie młodszy mężczyzna, serwetką wycierając jedzenie z kącików ust. — Chciałbym, aby skazali go na to samo, na co on ciebie.
— Podejrzewam, że zamkną go w dobrze strzeżonej, ale bardzo zdrowej celi, dopuszczając do wielu wygód. W końcu to zdrowy, więc jest bardzo cenny dla rządu. Cokolwiek nie zrobił — stwierdził John, po czym ulokował swoje spojrzenie w twarzy podopiecznego. — I ty też nie miałeś tam lekko, Percy.
Młodszy mężczyzna wzruszył ramionami.
— Mogło być jednak gorzej. Nie zostawiłeś mnie, żyję, już czuję się w miarę dobrze. Nie mam powodów, aby teraz, w dobrym towarzystwie i z pysznym jedzeniem, narzekać.
— Więc jesteś pewien, że na rozprawie będziesz równie spokojny? — zapytał John o to, co go do tej pory martwiło i wrócił do jedzenia.
— Myślę… myślę, że tak. Na wszelki wypadek, jeśli bym mógł, wziąłbym dodatkową dawkę leku.
— Będzie raczej konieczna. Chciałbym, żeby wszystko odbyło się spokojnie i szybko. Nie chcę być narażony na oglądanie Williamsa dłużej, niż to konieczne. Ale póki co… do rozprawy jest jeszcze kilka tygodni. Ważne, że Williamsowi nie udało się zbiec. Podobno podszywał się pod przetrzymywanego zdrowego.
— Jest sprytny. Na szczęście nie dość, aby uciec. Ale… — Percy uśmiechnął się lekko i skinął na burgera Johna. — Jedz, a nie wspominasz tego mężczyznę. Odzyskujesz siły, coraz lepiej wyglądasz. Chyba już nie jest ci tak prędko do emerytury?
John spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem.
— Jakiej emerytury? — rzucił i rzeczywiście wrócił do jedzenia. Szło powoli, miał wrażenie, że burgera nie ubywa, ale przecież mieli czas. — Teraz, kiedy jesteśmy wolni, czuję się bardziej żywy niż przed wyjazdem. Jesteś skazany na jeszcze wiele lat u mojego boku. Jeśli oczywiście nie będziesz w końcu miał mnie dość.
Percy prychnął pod nosem i pokręcił głową.
— Jeszcze zobaczymy. Nie traktuj tego jako pewnik. Jako zdrowy masz życie podawane prawie że na tacy, możesz mieć, co tylko sobie wymyślisz. Nie zaszkodzi ci, jak o moje zainteresowanie będziesz musiał się zawsze trochę postarać — zamruczał niższym niż zwykle i bardziej uwodzicielskim tonem. Do tego, niby niechcący, oblizał z ust sos.
To wszystko sprawiło, że John na chwilę zapomniał o swoim burgerze. Kiedy się opamiętał, odłożył go na moment, wytarł dłonie w serwetkę i chwyciwszy Percy’ego za podbródek, pocałował go delikatnie, ale z dużym uczuciem.
Percy westchnął najpierw z zaskoczenia przez pocałunek, a potem z zadowolenia z niego. Tak, o takie staranie mu chodziło. Jeśli już miał być z mężczyzną, to chciał nieustanie czuć, że ten go pragnie, że go pożąda i że dla niego się będzie starać. Czy był zachłanny i płytki? Może trochę tak, ale coś mu się od życia należało, skoro w końcu wyszedł na prostą.
— Tak, tak może być — powiedział w końcu, kiedy ich usta się rozłączyły.
John uśmiechnął się delikatnie.
— Zdecydowanie wolę momenty, kiedy jesteś rozluźniony i bezpieczny — powiedział, nim wrócił do jedzenia. — Ah… przygotowałem brandy na dzisiejszy wieczór. Jest w lodówce. Po jedzeniu więc może się napijemy?
— Jestem za, chociaż nie chcę dużo pić. Dawno tego nie robiłem, a teraz też trochę inaczej się czuję niż… przed wyjazdem — wytłumaczył dyplomatycznie Percy i oblizał palce, nim włożył duży kęs do ust.
— Coś poza wzmocnieniem zmysłów?
Percy pokręcił głową w geście zaprzeczenia, bo akurat miał pełne usta.
— Na pewno? — upewnił się John. — Co z twoją agresją?
— Nie miałem ostatnio powodów, aby się denerwować, jednak nie czuję się bardziej rozdrażniony. Nie wiem więc, jak moje opanowanie, ale agresji nie czuję.
— Rozumiem. Swego czasu sporo rozmawiałem z Masonem Awordzem o jego podopiecznym, Joshu. Na pewno go pamiętasz… — John zerknął na niego wymownie i wrócił do porzuconych na rzecz burgera frytek. — Był długi czas… hm, de facto dzikim i daje to odczuć Masonowi w wielu kwestiach. Ale po tym, jak ty się zachowujesz, wnoszę, że nie jest z tobą źle. Choć kilka razy zauważyłem, że węszysz — dodał jako luźną informację, posyłając mu lekki uśmiech.
Percy zakłopotał się przez to i zamiast odpowiedzieć, włożył ostatni kęs do ust. Wolał uchodzić za kogoś opanowanego, a tym samym godnego zaufania. Bycie chorym momentami go z tego dyskwalifikowało.
Długo żuł, aż odpowiedział:
— To… specyficzne uczucie.
— To dlatego, że niektóre zapachy ci się bardziej podobają, czy jakoś polegasz na węchu? — pytał John z zaciekawieniem, ale nie na tyle natarczywym, by Percy poczuł się jak obiekt obserwacji.
— Bardziej zaciekawia. Tak bym to nazwał. To tak jakby oglądanie się za czymś, czego się nie dojrzało — wytłumaczył, także zabierając się za frytki. — Nie przypuszczałem, że będzie tego tak dużo.
— Ja również. Ale dobrze jest przekroczyć zakaz diety. Choć przez to, że produkty dla zdrowych są ubogie w sól, mam wrażenie, że frytki mają jej bardzo dużo — odpowiedział starszy mężczyzna, ale mimo tych słów, frytki szybko znikały z jego talerza. Smakowały mu. — I wracając do tematu, najważniejsze, że to przetrzymywanie nie zmieniło w pełni tego, jaki byłeś. Wciąż równie inteligentny, czarujący i zajmujący.
Percy uśmiechnął się, jednocześnie czując się przyjemnie zawstydzonym po tych słowach.
— Dziękuję. Pójdę po alkohol — dodał, kiedy ostatni pieczony półksiężyc zniknął w jego ustach.
John zgodził się skinieniem głowy, samemu powoli radząc sobie z resztkami swojego jedzenia. Palce miał tłuste, ale na szczęście nie ubrudził sobie ubrań.
Percy wrócił do niego szybko z kieliszkami i chłodną butelką bursztynowego alkoholu.
— Będziesz czynić honory? — spytał, patrząc na Johna. Chciał sprzątnąć talerze, zabrać puste torebki i patrząc się w ciepły ogień, zrelaksować przy zimnej brandy.
— Oczywiście — zgodził się pan tego domu i wytarłszy dłonie, wrzucił serwetki do papierowych torebek, aby Percy mógł je zabrać. Potem, gdy ten wyszedł ze wszystkim, sięgnął do butelki. Rozlał alkohol akurat, kiedy młodszy mężczyzna wrócił. Podał mu jeden kieliszek i uniósł swój. — Za co wypijemy?
— Za przyszłość?
— Za przyszłość.
Ich kieliszki stuknęły się delikatnie, odrobina alkoholu zniknęła w ich gardłach, a ogień w komuniku wciąż płonął przyjemnie i ogrzewał pomieszczenie.
Chwilę rozmawiali o smaku brandy, o tym jaką pijali jeszcze w czasach przed apokalipsą oraz o tym, że ta jest zaskakująco mocna. Po tej uwadze Percy oparł się ramieniem o starszego mężczyznę. Chciał być blisko niego.
— Kiedy kończyłem szkołę, nigdy nie przypuszczałem, że tak potoczy się moje życie. Ale… jak tak teraz na nie patrzę z boku, to jest całkiem niezłe.
John odchylił rękę i objął drugiego mężczyznę. Pocałował go subtelnie w czoło, a kieliszek oparł sobie o kolano.
— A jak sobie je wyobrażałeś? Chciałeś założyć rodzinę?
— Nie, wtedy na pewno o tym nie myślałem. Ale — zaśmiał się pod nosem — nie wyobrażałem sobie siebie jako kochanka bogatego, wpływowego mężczyzny.
Z początku w Johnie pojawiła się ta obawa, którą czuł na samym początku, gdy próbował czegoś z Percym — że ten nigdy nie przekona się do niego, że dozna jakiejś traumy, że to coś w nim zniszczy. Ale nie usłyszał w jego głosie żadnego bólu, żadnego wyrzutu. Tak właściwie to, jak się cały czas czuł, próbując różnych sposobów zbliżenia się do tego mężczyzny, mógł porównać do tego, jak czuł się w izolatce u swoich oprawców. Bo tak jak wtedy wydawało mu się nierealne, że odzyskają wolność, tak z Percym sądził, że nie jest mu pisane szczęście. A jednak… obie te rzeczy się spełniły.
— Postaram się o to, żeby twoje obecne życie było szczęśliwe. Mimo że jesteś z mężczyzną. Ale z mężczyzną, który na pewno bezwarunkowo cię kocha.
Percy odwrócił wzrok od ognia palącego się w kominku i zwyczajnie, prosto uśmiechnął się. Nic nie powiedział. Nie miał czego. Nie wiedział, czy to, co czuje do Johna, można nazwać miłością, a na siłę nie chciał wypowiadać tych słów, ale czuł się z nim bardzo mocno związany. Nie pożądał go jak nastolatek pożąda dziewczyny z rozkładówki, ale było w tym jednocześnie coś bardzo ciepłego i erotycznego, co czuł do, jakby nie patrzeć, innego mężczyzny. Dziwiło go to, ale i uspokajało, że naprawdę przywykł i zaakceptował bycie kochankiem Johna Browna.
— Podoba mi się ten plan — wyszeptał i pocałował wąskie usta swojego, tak, tak chciał o nim myśleć, partnera.
W jego spojrzeniu, zwykle bardzo formalnym i surowym, dostrzegł niemalże takie samo ciepło, jakie biło od kominka. Jego usta również były gorące, kiedy odpowiedziały na pocałunek, a zapach i dłonie dawały poczucie bezpieczeństwa, jakie w tych czasach było na wagę złota. Miał tu swoje miejsce, a John chciał mu to zapewnić. Wiedział, że teraz już mogło być tylko lepiej. Przetrwali wiele prób, zbliżyli się do siebie i teraz mogli to jedynie pielęgnować i doskonalić. Mimo że dla Johna Percy Thornton był w tej chwili bardzo bliski doskonałości.

25 thoughts on “Love Interest – Epilog – Bardzo niecodzienna sytuacja

  1. Katka pisze:

    Basia, yey, skończyłaś LI :D Super! Fajnie, że Ci się spodobało :) Zgadzam sie, że im się należało. W ogóle należą im się takie dłuuuugie spokojne wakacje. Haha, a Josh będący panem Masona – koszmar Masona XD Dzięki i też pozdrawiamy!

  2. Basia pisze:

    Hej,
    o tak, nadrabiam znów zaległości… i kończę czytać kolejne opowiadanie… bardzo miły wieczór, należał im się po tym co przeżyli w tej ‚klinice” nie zdrowe jedzenie i oni ;]
    chociaż marzy mi się Josh będący panem Masona ;]
    Dużo weny życzę Wam dziewczyny…
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko

  3. Katka pisze:

    Tigram, przynajmniej póki co. Ja jestem bardziej niż chętna do pisania tej pary. Więc jeśli odgrzebiemy się od wszystkich zobowiązań, to na pewno kiedyś powstaną bonusy :)

  4. Katka pisze:

    Tigram, może jakieś zbliżenie się jeszcze kiedyś pojawi w jakimś bonusie, więc na pewno nic straconego. Jeżeli pamiętam, w LI chciałyśmy nie przesadzać jednak ze scenami łóżkowymi. Pamiętam wciąż zarzuty, że jednak zbyt wiele ich było w SV, więc tutaj padło bardziej na docieranie się i inne wydarzenia w tle :) A blizny – haha, tak, mogą być spoko. Ale chyba to kwestia tego, jak osoba nosząca je czuje się z nimi. I nawet jak wszyscy by mówili Johnowi, że jest okej, to dla niego nie jest okej XD te kompleksy ;)
    Boże, nie chcę nawet sprawdzac, kiedy był od Ciebie ostatni komentarz XD Wieki!

  5. TigramIngrow pisze:

    Bez ostatniego, sielankowego zbliżenia? Aż się prosi o jakąś przyjemną scenkę po tych trudach w klinice. Bo po co John chciał blizny usuwać? Blizny są mraśne.

  6. Katka pisze:

    Tess, nooo, po wcześniejszych rozdziałach można było się spodziewać raczej marnego końca, ale wyszło na to, że jednak mają więcej szczęścia niż rozumu. I fajnie, że epilog rozluźnił :D Może troszku zaburzył klimat całości, ale oj tam oj tam, zasługiwali na trochę sielanki XD Dzięki za komentarz :D

  7. Tess pisze:

    Uff, myślałam, że skończy się tragicznie, ale mamy happy end! Kamień z serca.
    Epilog był taki luźny w przeciwieństwie do poprzednich rozdziałów, które przed chwilą przeczytałam, że całe napięcie zdążyło ze mnie zejść. Jeszcze tak mnie rozbawili tymi burgerami… Atmosfera full romantic – kominek, garnitury, wytworny alkohol, a do tego… Fast foody :D Padłam, ale super się czytało.
    Dzięki za to opowiadanie!

  8. Katka pisze:

    Dante, normalnie szok, że tak wszyscy się cieszą, że nie było sceny erotycznej XD Ja się spodziewałam, że będzie więcej niezadowolonych i niezaspokojonych, a tutaj zaskoczenie. Miłe zaskoczenie. No i tak, zdecydowanie świat savage daje możliwości na polu zabawy z ekhem popędami. Percy gejem się nie stał, a jedynie doszło do tego, że potrafi czerpać z towarzystwa Johna odpowiednią przyjemność. Dzięki za komentarz na koniec :D Nieważne kiedy, ważne, że w ogóle :D

  9. Dante pisze:

    Ehhh jakie piękne zakończenie. Ciepło na serduchu się zrobiło:). Miło było wrócić do świata SV. Nawet ciesze się że tej sceny erotycznej nie było ;D, jakieś takie głębsze się to wydaje xD. Wszystko niestety musi się kiedyś skończyć. Będzie mi ich brakować. Nooo i w końcu wybrnęłyście bardzo dobrze z tego, że się czepiali że z hetero geja nie będzie :). Pomysł z działaniem wirusa na odczucia i na ludzi genialny :P. No.. także ten nie mogę się doczekać następnego opo :3. A komentuje dopiero teraz, bo no sam nie wiem .. ;p

  10. Katka pisze:

    Damiann, dzisiaj możesz nadrobić! Skocz na burgera, na niego czas jest zawsze dobry :D Om nom nom, sama bym zjadła. No i tak, słodki happy end, chyba się im należało, ale zaaawsze można sobie zbudować w głowie inne zakończenie. Ale jak Twoje ma być smutne, to nie chcę go znać XD Jestem za miękka dla swoich „dzieci”.

  11. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,— Będzie dużo świadków, więc są marne ma szanse, że się z tego wywinie — zauważył rezolutnie młodszy mężczyzna, serwetką wycierając jedzenie z kącików ust.” ~ albo bez ,,ma”, albo bez ,,są”
    Jak moglyscie? Wczoraj chcialem z maca burgera, ale bylo za pozno i nie pojechalem z rodzicami, a wy mnie jeszcze bardziej nakrecacie ;(
    Slodki happy end! Lubie dramy, ale polubilem ich wiec niech sie ciesza takim zakonczeniem swojej historii. Ja w swojej glowie pewnie stworze im inne, bardziej tragiczne xD
    Nie bylem tu pare dni, az wchodze i zastaje tysiac postow xD

  12. Katka pisze:

    Illita, oczywiście panowie nie mogli okazać mniejszej klasy, więc garniaczki musiały być, full savoir vivre. Co z tego, ze burgery je się rękami i wylewa się z nich mnóstwo sosu i dodatków? XD W sumie to mogli na ten jeden wieczór wyjąć kije z tyłków XD Bardzo, bardzo, baaaardzo nas cieszy, że to opowiadanie zostawia w Was przyjemne odczucia :D I też jesteśmy pełne nadziei, że postacie w nowym opowiadaniu zawładną Waszymi sercami, w tym Twoim :D No ale, ale, to wyjdzie w praniu :) Zobaczymy :D I dziękujemy bardzo za komentarz na koniec! Takie podsumowujące są zawsze jakoś bardziej miłe i podkreślające naszą pewność, że dobrze było doprowadzić opko do końca :)

  13. Illita pisze:

    Nieeeeeee, to nie może być już koniec :( Przesłodko było, tak miło, ciepło, sielankowo, tak… nawet nie umiem tego określić, ale cudownie sie to czytało :D Nie wiem czemu ale przez cały czas dusiłam śmiech, te odświętne ubrania do hamburgerów strasznie mnie bawiły XD I rzeczywiście, pasował tu ten brak seksu, podkreślał tę część związku opartą na przywiązaniu, zaufaniu, na tej więzi między nim. Eh, będzie mi strasznie brakowało tego opowiadania, przywiązałam się do postaci :( Ciekawa jestem nowego opowiadania, mam nadzieję że przywiąże się do niego równie mocno co do tego :D

  14. Katka pisze:

    Desire, hehe fajnie, że zamiast rozpaczać, cieszysz się z końca. Z takiego końca. Zawsze lepiej coś zakończyć w takim momencie, by całość była spójna i dobrze rozegrana, a nie przesadnie przeciągnięta. No i tak, po NBTS można mieć traumę, a klimat tego opowiadania bynajmniej sielankowy nie był, więc można się było spodziewać złego końca. Ale na szczęście nie tym razem. Świat postapokaliptyczny jest faaajny, nawet w sumie nie tylko taki jak w SV, w ogóle tematyka jest spoko. Wiadomo, że nie każdy to lubi, ale nam się dobrze pisze, wiec może bonusiki będą :D Dziękujemy Ci bardzo za podsumowanie! :D Też pozdrawiamy i życzymy miłej reszty wieczorku ;)

    Zen, króciutkie faktycznie, jeśli porównać do innych naszych opowiadań, ale miło nam niezmiernie, że pozostawia po sobie przyjemne odczucia. Otoczki samego świata z SV było mniej, a z kolei jak sama mówisz, było pokazane, jak panowie się do siebie zbliżali, więc skoro już się zbliżyli, należało urwać. Stąd taka długość :) Haha, spoko, weźmiemy seks pod uwagę w przypadku jakichś bonusów XD Bez obaw. Nawet jak pomysłów na fabułę do bonusów nie będzie, to zawsze można jebnąć czyste porno, ze tak powiem XD Fabuła niekonieczna XD Dziękujemy bardzo za wenę :D do nowego opowiadanka jak najbardziej jest, piszemy je od kilku dni namiętnie ;)

  15. Zen pisze:

    Szkoda, że było takie krótkie i że już koniec :( ale najważniejsze że dobrze sie skończyło :D Bardzo podobała mi sie ta historia i bohaterowie :D Bardzo fajnie pokazałyscie jak sie do siebie zbliżali, jak Percy zmienił sie z homofoba na bi :3
    I ja także uważam że seks zepsułby nastrój roździału (chociaż fajnie byłoby przeczytać jeszcze jakiś w ich wykonaniu ;) weźcie to pod uwage pisząc kolejne bonusy :D) A garniak&burger to najlepsze połączenie ever XD pewnie ciekawie wygladali :3 Należała im sie ta chwila takiego spokoju z niezdrowym żarciem po tych przeżyciach :)
    Pewnie nieraz wróce do tego opo tak jak wracam do SV, gdyż bardzo lubie historie postapokaliczne *^*, więc mam nadzieje na bonusy do nich ^-^
    Pozdrawiam i życze weny (zwłaszcza do nowego opowiadania i kontynuacji FDTS)! :D

  16. Desire pisze:

    Jeeej, nadal nie mogę uwierzyć, że to już koniec, a jednak nawet się cieszę, że ich historia zakończyła się właśnie w tym momencie :D Nie zrozumcie mnie źle, bo naprawdę uwielbiam to opowiadanie, ale takie zakończenie jest nawet lepsze niż gorący seks xD No i przyznam, że po rozdziale, kiedy to chłopcy zostali uwięzieni, bałam się trochę zakończenia (niemiłe wspomnienia z NBTS…) więc nawet nie macie pojęcia jak bardzo mnie mile zaskoczył taki ending^^ Serduszko się cieszy i wywija koziołki z radości!
    Przechodząc już do końcówki…bohaterowie są naprawdę genialnie wykreowani i cieszę się, że akcja toczyła się takim rytmem, bo gdyby Percy szybko uległ, cały urok opowiadania by gdzieś zniknął. Na pewno będzie mi brakowało post-apokaliptycznego świata (chociaż to w SV jest on o wiele bardziej widoczny- tęsknię). Mam więc ogromną nadzieję, że pojawią się jakieś bonusy w przyszłości :D
    Opowiadanie w całości bardzo przypadło mi do gustu i wydaję mi się, że jeszcze nie raz do niego powrócę
    Ściskam mocno i pozdrawiam!

  17. Katka pisze:

    O., hehe, w końcu to happy end, więc grzać w serduszko musi. No własnie też się nam wydaje, że seks mógłby tu zepsuć ten nastrój. Zależało nam, żeby pokazać, że nie tylko do tego porozumienia cielesnego John dążył, ale że są sobie bliscy emocjonalnie i mamy nadzieje, że to widać. Seks mógłby to trochę przesłonić. Hehe, no i aż szkoda tych garniaczków, bo nie wierzę, że ani kropelka im na nie nie skapnęła XD

    Agata, oj jaka rozpacz! Zawsze jest ten plus, że można wrócić do opowiadania, poczytać jeszcze raz, a dodatkowo liczyć na bonusy ;) Ale superowo, że podobał się taki epilog. Sielanka faktycznie, ale liczymy, że jest dobrym akcentem na koniec.

    Liv, właśnie, dajmy im trochę prywatności! Popieram. Cały czas wchodzimy im do sypialni, to niech chociaż raz mają spokój XD W końcu przez ileś tam dni byli podglądani przez kamery. Hm, a co do bonusów, to może się jakieś pojawią, nie mówię tez „nie” dla świata SV. Bo ogolnie to podoba nam się taka otoczka i fajnie można się nią pobawić, więc kto wie ;) Na razie jednak mamy co pisać, nowe opowiadania się tworzą, ale na bonusik jakiś tu czy tam znajdzie się czas ;)

    Matsuyuki, hehe po stresach z akcją w ośrodku nie tylko im się przyda chwila wytchnienia, ale niektórym czytelnikom pewnie tez. Się wielu uroczo martwiło ;) Dzięki za komencik, też pozdrawiamy :D

    Bebok, taaak, niby taka prozaiczna rzecz, a jednak mogą ją robić/jeść, człowiek docenia właśnie takie drobnostki. Bo wcześniej myśleli, że to już koniec, a teraz mają nie tylko burgery, ale i siebie nawzajem :D No i fajnie, że się podobało, mimo tego braku wkręcenia się po całości :)

    Porebula, smutno bo się skończyło, nie smutno, bo skończyło się dobrze, jak mniemam ;) A czemu boisz się nowego? Fajne będzie XD A przynajmniej mamy nadzieję, że Ci się spodoba.

    Linerivaillen, wooow, jak fajnie czytać takie słowa :D LI takie krótkie, a jednak wybiło się na czołówkę. Bardzo nam miło, że doceniłaś portret psychologiczny postaci i że te przemiany i cały proces uważasz za tak dobry. Tym bardziej, że za realistyczny, mimo świata, w którym się znajdują i tego wszystkiego, co teoretycznie tę realistyczność zaburza. Bardzo nas to buduje. Mam wrażenie, że czasami dla niektórych niecierpliwych czytelników wszystko było za bardzo „wyważone”, haha, bo pewnie chcieli więcej i szybciej, jeśli chodzi o docieranie się. Ale starałyśmy się, by było prawdziwie, więc miło nam, że wyszło ;) Dzięki wielkie.

  18. linerivaillen pisze:

    Liczyłam na gorącą scenę seksu, ale i tak może być. Wynagrodzicie mi to w jakimś bonusie ;)
    Powiem wam szczerze, że uważam LI za wasze najlepsze opowiadanie. Podobają mi się postacie, fabuła, to jak budowałyście ich uczucie. Wszystko tu jest wyważone, w sam raz i to, w dodatku, z Happy Endem!
    Mimo, że kocham Alexa i Jasona, Percy i John… po prostu są idealni. Bardzo dobrani, to na pewno, ale i portret psychologiczny jest realistyczny. Nawet jak na klimat post-apo.
    No nic, dziękuję, dobranoc.

  19. porebula pisze:

    Jeju dobrze, że nie czytałam w nocy, bo nie wiem jak bym zasnęła:) Takie fajne i miłe, że ja ic na początku nie libiłam…SSmutno mi i jednocześnie nie smutno :o Jak?
    Ciesze się tstym nowym opowiadaniem, ale się go boje xD
    ps. Pożyczam Toma na Avengersów w sobote

  20. Bebok pisze:

    Małe rzeczy a cieszą. Jedzenie burgera… niby czynność prozaiczna, ale jednak okoliczności zmieniają tę pospolitość w coś wyjątkowego. Przynajmniej dla Johna i Percy’ego. Sympatyczny epilog, mimo że nie pałałam miłością do tego opowiadania i ciężko było mi się przekonać do niego to jakoś tak… skończyło się nieco zbyt szybko.

  21. Matsuyuki pisze:

    Aw! Świetne zakończenie! Po całej akcji z „ośrodkiem” i nie tylko, należy im się chwila dla siebie. Oby ta chwila trwała już zawsze :)

    Mam nadzieję że będzie jakiś bonusik z rozprawy *.*

    Pozdrawiam, Matsuyuki.

  22. Liv pisze:

    Koniec przyszedł szybciej, niż myślałam… Króciutko i bardzo ładnie. Chyba będę tęsknić :) No i (co wy ze mną zrobiłyście) dobrze że nie opisałyście seksów. Dajmy im trochę prywatności, bo uczucie i ta lekkość wręcz unosiły się wokół nich. :p
    Pomyśleć, że Percy był heterykiem! Coś pięknego.. xd
    Jedyne, czego definitywnie nie mogę znieść to to, że skoczył się świat Masona i Josha. :( Chyba że w bonusach. A moooże coś jeszcze w uniwersum SV napiszecie? Na przykład już po wynalezieniu tego leku, o którym była wzmianka na koniec SV?
    I ten, dzięki za kolejną super historyjkę. :) Pragnę już 16 maja, bo ciekawość mnie zjada, bleeeh.. ^^

  23. Agata pisze:

    To koniec. Koniec. Nie chce by to był koniec. Nie zgadzam się, nie, nie, nie. Bardzo przywiązałam się do tego opowiadania i nie chce by już się kończyło, kocham Johna, Percy’ego i wszystiich prócz Williamsa :C ale mi teraz smutno się zrobiło, idę się pociąć mydłem, dobranoc!
    Ps. Epilog cudowny i bardzo rozczulający. Sielankowy i kochany. Czyli to co lubię.

  24. O. pisze:

    Awww cały rozdział grzeje jak kominek *.*
    Oh a chciałoby się poczytać o Johnie na górze to jednak.. Pasował tu ten brak seksu xD Takie podkreślenie, że ich relacja nie opiera się tylko na fizyczności!
    Garniaki do burgerów! Musieli i uroczo i śmiesznie wyglądać :D Tacy zakochańce ;D Aż miło! No i dobrze, że John dał sobie spokój z chłopcami! A co do rozprawy, to szkoda, że Kapran nie może tam być dzikusem i rozszarpać gardła Wiliamsowi.. Ale nie mówmy o złych rzeczach, gdy całują się przed kominkiem <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s