Fanfic by O. – One Upon A Time

Od O.
U Ostrzeżenia: AU a AU rządzi się swoimi prawami, więc „to nie są oni” albo i są xD .. Za dużo Once Upon a Time i Tajemnicy Lasu. W sumie za dużo też zjadłam „nutelli” z awokado. Wymieszanie postaci. Nie umiem pisać a komedii tym bardziej.

*****

Dawno, dawno temu.. A może nie tak dawno, bo pomysł przyszedł czwartego maja koło godziny osiemnastej.. Eh, w sumie na co to komu, więc jeszcze raz!
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za błękitną tonią po drugiej stronie tęczy, gdzie dojeżdża linia autobusowa 118 z Miami Centrum na plażę istniał inny świat, gdzie potwory spod łóżek grzały miejsce na nim, gdzie królewny wesoło plotkowały przy zamkowych ogrodach. Gdzie motyle szczęśliwie fruwały i wyczuwać się mogło, że wszyscy żyli długo i szczęśliwie. No może wszyscy na lądzie i część pod wodą.. Zanurzmy się więc w oceanie, by poznać naszego przystojnego bohatera.. Wdech na trzy i pod wodę, raz, dwa, trzy..
Na dnie oceanu było bardziej kolorowo niżeli ktokolwiek by mógł sobie wymyśleć. Wszystko to za sprawą nadwornych stylistów, którzy chętnie inspirowali się życiem na lądzie. Władca oceanów i mórz Roger Carter pozwalał na ich widzimisię sądząc, że bogactwo władcy musi być podkreślane, dlatego chętnie siedział w swej złotej muszli słuchając ile to syren poszło do więzienia. Te dane statystyczne były dla niego rozrywką, od której się właściwie uzależnił po ucieczce swego syna. No cóż, liczył że i ten trafi za kratki potwierdzając ojcowską radę, że syn niczego bez niego w życiu nie osiągnie. Jak na razie tylko czekał i słuchał, gdyż w tym świecie Ryan Carter miał nieco więcej rozumu. Odpłynął ze swoimi przyjaciółmi – gupikiem Jackiem i krabem Miguel’em na krańce królestwa. Zamieszał przy zatoce i w czasie wolnym, którego suma summarum miał pod dostatkiem, obserwował ludzi na plaży. Jego oczy najczęściej wyłapywały, jak zdążył się dowiedzieć księcia Lenny’ego, który jak tylko mógł uciekał od swej nadopiekuńczej matki oraz irytujących służek – Katy i Nell na złoty piasek, by w spokoju opalać swoje i tak już czekoladowe ciało. Ciało, na które w domniemaniu Ryana (i nie tylko) warto było zawieszać oczy. Dlatego też wyczekiwał tych kilkunastu godzin w tygodniu, w których ukryty za skałą mógł rozmarzonym wzrokiem wodzić za dłońmi, które zdejmowały książęcy uniform i wyobrażać sobie je na swym ciele. Miał nadzieję, że książę nie miał nic przeciwko rybiego ogona, którego łuski mieniły się zielenią, więc pasowałyby do książęcych oczu. Wzdychając ciężko wypatrywał księcia, który tego dnia nie pojawiał się a słońce było od dawna wysoko na horyzoncie.
— Książę, mój Książę, gdzie jesteś? –objął jedną ręką wystającą z wody skałę wbijając spojrzenie w ląd.
— Nie martw się, może zaraz przyjdzie. – krab Miguel wdrapał się na skałę a rybka Jack podpłynęła pod drugą rękę przyjaciela.
— Zawsze o tej porze był, może go matka zatrzymała na herbatce z koleżankami? – Czasem dało się usłyszeć jak Lenny wykłóca się z którąś ze służek, że nie będzie pić herbatki z porcelanowej zastawy z głupimi starymi babami i rozmawiać na temat wyższości jedwabiu nad satyną w strojach wieczorowych. Wolał już piwo z kufla z rozbójnikiem Juanem, który trzymał swojego księgowego Mike’a w lampie a wywoływał go z niej na te posiadówki. – Miguel, pójdziesz sprawdzić? – Krab jako jedyny mógł przebywać na lądzie i dopóki ludzie nie gonili go, by zrobić z niego obiad mógł wyszpiegować potrzebne dla nich informacje.
— Tylko uważaj na ich szefa kuchni – Jack martwił się o swego przyjaciela, jeśli miał być podany komuś na talerzu to tylko z nim.
— Dam radę, w końcu jestem najlepszym szpiegiem. – Zamachał przyjaciołom szczypcami i znikł pod wodą, by po paru chwilach wynurzyć się na plaży i zakraść do zamku postawionego nieopodal plaży na wysokim klifie. Ryan zapatrzył się za wiernym sługą, chciałby sam móc pójść do zamku i dowiedzieć się wszystkiego, ale posiadanie ogona nie ułatwiało mu współżycia z ludźmi. Matka Natura i Los zakpili sobie z niego.
Nasz dzielny szpieg ominął las i udał się na skróty do zamku. Wspinał się dzielnie po skałach, więc proszę o pisk uwielbienia dla niego, gdyż stoczył walkę z mewą Theo, która zawzięcie broniła dostępu do wieży. Myślała, że Miguel chce zlikwidować Księcia Lenny’ego a to było jej marzeniem. Na całe szczęście krabie szczypce okazały się silniejsze od mewich pazurów i po kilku pchnięciach strącił Theo ze skały. Ominął wieżę i udał się do drzwi kuchennych. Gdzie jak gdzie ale kuchnia zawsze była pełna plotkującej służby. Tytuł nadwornego kucharza uzyskał Walter po tym, jak jego poprzednik i kochanek Jimmy został zamieniony przez Chrisulę w mysz. Klątwa działała w dzień a w nocy urocze zwierzątko zamieniało się w człowieka, jednak zamiast wtedy gotować dla rodziny królewskiej wolał spędzać upojne chwile w komnacie. Teraz jednak siedząc na ramieniu ukochanego szeptał mu do ucha jakie składniki ten ma ze sobą łączyć, by danie było o wiele lepsze niż palce lizać. Służki Nell, Katy i Marg układały potrawy na złotą zastawę tworząc piękną kompozycję dla księżniczek anorektyczek, które zamiast jeść będą na nie patrzeć. Nie omieszkały przy tym obgadać wszystkich ważnych osób:
— Ah, dziwię się, że Królowa pragnie ożenku dla swojego syna, któżby chciał wyjść za Bestię, która w nim się kryje? – fioletowłosa dziewczyna wywróciła oczyma, sama swego czasu wchodziła na głowę Księciu, którego oficjalnie nazywali Czarującym a między sobą Bestią. Sam zainteresowany wolał drugą opcję.
— Przecież ktoś musi przedłużyć linię rodu i spłodzić zastępcę tronu. – Marg pokiwała koleżance palcem o mały włos nie nadeptując na Miguela, który szybko umknął pod stół.
— Z preferencjami Księcia drzewo genealogiczne Tunderów skończy swój rozrost. – Ciemnoskóra służka poparła pierwszą koleżankę dodając – Nie dość, że jest ten tego to jeszcze słynie z gwałtów na straży.
— Która sama mu się wpycha do łóżka. – Walter uwielbiał plotkować, zazwyczaj robił to z Anną, ale ta zajęta była prasowaniem niebieskiego fraku dla Księcia.— Mają to co chcieli, au!— krzyknął z bólu, gdy kochanek go ugryzł w ucho. Mieli gotować nie plotkować.
— Ale bal, to bal! Sama bym na nim potańczyła a tak znów musimy usługiwać tych sztywniaków – Katy tanecznym krokiem obeszła całą kuchnię.
— Za to nam płacą – Marg wzruszyła ramionami. Nie lubiła balów a wiejskie potańcówki w pubach, w których Książę przesiadywał z rozbójnikiem Juanem, w szczególności, gdy ten drugi wypuszczał swego księgowego z lampy i mogła z nim przetańczyć całą noc. – więc się przyłóż bo jeszcze premię nam utną za twoją frywolność.
— Wyluzuj, sama też bym się pobujała. – Nell kiwając ciałem zabrała się za układanie kwiatów do wazonów.
Krab uznał, że zdobył najważniejszą informację i na tym mogła się skończyć jego misja. Niezauważenie zaczął się wycofywać z kuchni, gdy wyczuły jego obecność dalmatyńczyki Królowej i z głośnym szczekaniem pognały za nim w pogoń. Miguel wiedział, że nie ma z nimi szans dlatego, gdy te zagoniły go do krawędzi klifu skoczył z niego a ujadanie psów skończyło się wraz z jego zanurzeniem się w oceanie. Wypłynął dopiero gdy znalazł się przy przyjaciołach.
— I co? Książę umarł? – Jack odezwał się pierwszy patrząc zmartwiony na Miguela, cieszył się, że ten wrócił, ale nie umniejszało to jego strachu o niego.
— Nie mów tak!— Ryan zakrzyknął patrząc wyczekująco na kraba. Czyżby jego romans miał się skończyć nim się zaczął?
— Sądzę, że Książę może skończyć gorzej jeśli dojdzie do ożenku, na który nie ma ochoty. – Miguel opowiedział ze szczegółami swoją wizytę w zamkowej kuchni, wzbudzając zachwyt gdy opowiadał o wystroju zamku i przerażenie, gdy opowiedział o mewie i psach.
— Dobrze, że nic ci się nie stało – Ryan poklepał przyjaciela po łebku.— jednak jak mam się dostać na bal, gdy zamiast nóg mam płetwy? –Westchnął wiedząc, że dzisiejsza noc może okazać się końcem jego niedoszłego szczęśliwego zakończenia.
— Wiesz, że magią zajmuje się Chrisula..—Jack odparł szeptem, bał się, że wspomniany uraczy ich swą obecnością a to nigdy nic dobrego nie wróżyło. – Ale.. on będzie chcieć coś w zamian..—Nie musiał dokańczać co, Ryan nie tylko ukrywał się przed tyranem ojcem, ale przed głębinową wiedźmą, która miała na jego punkcie obsesje, również.
— A co z numerem do twojego wróżka chrzestnego, co ci siostra po kryjomu przed ucieczką dała? – Rose, siostra Ryana została na dworze u ojca, ale nie chciała swego brata pozostawić z niczym.
— Miałem z niego skorzystać, gdy będę czegoś naprawdę pragnął..— Ryan przygryzał wargi szukając pod łuskami telefonu i wspomnianej karteczki.
— Przecież pragniesz Księcia – Miguel przekręcił czułkami, gdy przyjaciel zarumienił się. Nie rozumiał dlaczego gdy ewidentnie przy nich wzdycha do człowieka boi się powiedzieć na głos co mu w duszy siedzi. – dzwoń nie marudź!
—Już.. – Ryan nabrał głęboko powietrza wykręcając numer telefonu. Wiedział, że to zmieni jego życie, ale nie wiedział, czy jest na to gotowy.. Jednak wizja Księcia z kimś innym u boku dodawała mu odwagi. Gdy połączenie zostało nawiązane usłyszał jedynie :”Zero siedemset osiem osiem zero, Wróżbita Charlie zadzwoń później, obsługuję klienta. „ – Wróżku chrzestny to ja Ryan.. Syn Rogera w sensie Trytona władcy mórz i oceanów, jezior, stawów, rzek, ścieków.. Odbierz ten telefon, sprawa życia i śmierci. – nagrał się jak na siebie krótko, waląc czołem o skałę. Do wieczora nie pozostawało mu dużo czasu a nie wiedział jaki ma opracować plan uratowania Księcia i zajęcia u jego boku odpowiedniego miejsca. Po chwili rozległ się dźwięk jego telefonu.
—Ryan, tu Charlie, gdzie jesteś? – Strach w jego głosie towarzyszył głośnemu przełknięciu.
— Przy zatoce nieopodal zamku..
— Zamku Bestii?! – Może się jeszcze nie spotkali ale Charlie jako wróżek chrzestny czuł odpowiedzialność za życie młodzieńca.
— No tak przy tym.. Potrzebuję twojej pomocy..—nie mógł dokończyć, gdyż rozległo się pikanie oznaczające przerwanie połączenia a przed jego oczami ukazały się płomienie, z których wyłonił się wróżek chrzestny.
— Książę Czarujący – przydomek niemalże wypluł— grozi ci śmiercią? Obiecał tortury? Chcesz bilet do Honolulu? Albo…
—Nie, nie i nie –Ryan musiał zatkać usta Charliemu— chcę nogi, by udać się na bal do Księcia.
—Pojebało cię? – Wróżek zrobił oczy jak spodki kosmiczne— Przecież tam twoje dziewictwo i życie pożegnają się z nami!
—Skąd wiesz, że?— Ryan zaczerwienił się nie chcąc prowadzić tego fragmentu rozmowy dalej.
—Wiem większość rzeczy, przecież jestem twoim wróżkiem chrzestnym, to zobowiązuje do zbierania informacji o tobie. – nie chciał zdradzić swoich źródeł, które były przy nich a nagle gdzieś odpłynęły.
— To powinieneś wiedzieć, że nie boję się Księcia i pragnę spędzić życie u jego boku, a dziś na zamku ma być, na którym wybierze on swego wybranka. I mam być nim ja. – Ryan chlasnął w wodę ogonem rozpryskując ją dookoła. Charlie już chciał powiedzieć, że takie fochanie nie przystoi morskiej księżniczce a dopiero ludzkiej.. Jednak był on od spełniania marzeń.
— Dobrze, ale pod jednym warunkiem.— Skinął powoli głową.
—Jakim? Czego chcesz?— Ryan spojrzał podejrzliwie, może Charlie i Chrisula są po jednych pieniądzach?
— Bal ma trwać całą noc, lecz ty wraz z dwunastym wybiciem zegara masz pędzić ile sił w nogach powrotem do zatoki. Nie oglądając się za sobą, czy Bestia biegnie za tobą, bo jeśli to zrobisz utracisz go na zawsze. A jeśli wpadnie za tobą w fale i ucałowawszy w usta sprawi, że twoje nogi się nie zmienią to jesteście sobie pisani bla, bla. Krótko – jedynie pocałunek prawdziwej miłości w tej wodzie może dać ci nogi na zawsze.
—A nie mogę ominąć ucieczki? Kto wychodzi w środku balu? Toż to wbrew etykiecie towarzyskiej? – Ryan zmarszczył brwi. Był w gorących wodach rodzony (dosłownie) i chciał wszystko od razu.
— Nic nie ma za łatwo..— Charlie był niewzruszony.— Dodatkowo przyniesiesz mi informacje na temat innego Księcia śpiącego w wieży zamkowej. – Charlie odgarnął włosy do tyłu. Szklana kula włączyła mu się akurat, gdy niejaki Królewicz Rush zapadł w sen uzyskując tym tytuł Śpiącego Królewicza, a że był przystojny to Wróżek chętnie zapoznałby się z nim i z tym, jak go wybudzić.
—Nie jesteś przypadkiem Wróżkiem? Sam się dowiedzieć nie możesz?— Ryanowi coś tu nie pasowało..
—Chrisula trochę mi mocy ujarzmiła, gdy..—tu się zaciął nie chcąc wspominać jak raz po pijaku o mały włos nie został przez niego przeleciany— gdy coś. –Dlatego mogę na chwilę obecną aż do czasu gdy nie odnajdę swojej prawdziwej miłości wróżyć z kart, dłoni i spełniać życzenia mego syna chrzestnego.
—Nie pytam o więcej..—Ryan miał też i swoje nieprzyjemności z Chrisulą, więc z bólem płetwy musiał zgodzić się na podane przez Wróżka warunki. – A jak się tam dostanę?
— Będziesz musiał przejść się przez las.. –Charlie po cichu liczył jednak, że Ryan wystraszy się tam czegoś i zrezygnuje z wychodzenia za Bestię, a o Śpiącym Królewiczu dowie się z innych źródeł. Były osoby, które miały u niego dług wdzięczności a nie zawsze chciał spłat w naturze.
— Ten las, w którym gwałcą, biją, można wdepnąć na miny, czarownice biegają bez staników?— Ryan nie wiedział, czy pozostanie w oceanie nie będzie dla niego lepszą przyszłością. Jednak czymże jest życie bez miłości? – Wchodzę w to. – wyciągnął swą dłoń, by przybić high five z Wróżem, co miało być swoistym potwierdzeniem umowy.
—Niech się więc stanie. – Charlie coś jeszcze wybełkotał, co nie do końca zrozumiałe było dla Ryana, jednak ważniejsze było to, co się z nim działo. Jakaś siła uniosła go nad wodę, czuł mrowienie w całym ciele a po chwili mógł wymachiwać nogami. Gratisem tej metamorfozy była złoto—żółta sukienka i złote pantofelki na niewysokim obcasie. Włosy nieco się wydłużyły, by została w nie wpleciona najpiękniejsza czerwona róża. Magia Charliego ostrożnie postawiła Ryana na brzegu, a kiedy ten został pozbawiony jej opieki chciał zrobić parę kroków. Przeszedł dwa metry chwiejąc się i machając rękoma o dziwo ustał. Charlie zlustrował go spojrzeniem od dołu do góry czując łzy wzruszenia pod powiekami. Jego chrzestne dziecko dorosło! Nieważne, że nie było go przy przewijaniu pieluch! Serce mu drżało z niepokoju i ekscytacji, on tak lubił znać życie łóżkowe innych! Ba! Brać w nich udział jeszcze bardziej, a widząc jakim pięknym młodzieńcem jest Ryan czuł żal, że jego szansa na ogrzanie mu muszli minęła bezpowrotnie.. Bestia była ostatnią osobą, której chciał towarzyszyć w łóżku.
— Wyglądasz pięknie Słoneczko! –Wróż zaklasnął w dłonie.
—A nie mogę zwykłych trampek albo garnituru? – Księżniczka nie czuła się zbyt pewnie na obcasach— Bo tak trochę niestabilnie się czuję. —Wciąż gdy się przechadzał tip-topami po piasku potrzebował rąk do utrzymania się jako tako w pionie.
— Chcesz olśnić czy odstraszyć księcia?— Czując wibracje zapowiadające kolejne połączenie od zagubionej duszyczki Charlie machał już ręką dając do zrozumienia Ryanowi, że tu jego misja się kończy i ten dalej ma sobie radzić sam.
Ryan nie wiedział czego spodziewać się po spacerze w lesie. Jednak zbliżające się ku zachodowi słońce dodawało mu motywacji. Musiał zdążyć na bal sięgnąć po swoje szczęśliwe zakończenie. Opanowując z każdym krokiem sztukę chodzenia na szpilkach nasz bohater wchodził głębiej w las. Jako że jego wróż chrzestny go nie ostrzegł, że ma trzymać się ukwieconej ścieżki (wymysł Królowej Matki, by wszyscy goście trafili prosto do zamku) ominął ją i poszedł mniej uczęszczaną. Na jego szczęście żadnej czarownicy nie napotkał, jedynie od czasu do czasu pohukiwała gdzieś w dali sowa. Ryan trzymając rąbek kiecki szedł wprawnie z dumnie wyprostowaną piersią, gdy nagle na drzewie dostrzegł coś dziwnego. Jakiś wielki futrzasty kształt zwisał z gałęzi, która o dziwo się pod nim nie załamała.
—Przepraszam..eee.. drogi Mamucie— Ryan podziękował Jackowi za jego umiłowanie do oglądania programów przyrodniczych. Jako przyszła głowa Zjednoczonego Państwa Lądowo— Oceanicznego nie chciał popełniać focux pas w towarzystwie. – Którędy na zamek?
— Nie jestem Mamutem, tylko Oposem — sprostowało go zwierzę – Pójdziesz prosto, dwa razy skręcisz w lewo, później raz w prawo, znów prosto, przejdziesz przez mokradła, za nimi w lewo i powinieneś być na miejscu.
—Powinienem? To nie jest właściwa droga? –spojrzał na oposa, który trąbą zdmuchnął sobie grzywkę z czoła.
— Jeśli po drodze nie zginiesz to się dostaniesz, a po co do niego idziesz? – mamucio—opos wyraźnie był zainteresowany.
—By zdobyć miłość życia i na zawsze pozostać na nogach – Ryan odparł z dumą. – w końcu wziąłem los w swoje ręce.
—Ah, jaka ta młodzież w dzisiejszych czasach jest romantyczna! A nie tylko dupa i cycki w głowach! A kim jest wybranek twego serca?— Mimo poprzedniego pośpiechu Księżniczka przystanęła z lekko głupawym uśmiechem.
— Książę Czarujący, Lenny Bestia –odparł tonem, który zawsze dotyczy tych imion, na których ich właścicielach nam zależy najbardziej.
— Dupy czy cycków byś nie chciał? – chwilowy towarzysz aż zleciał z gałęzi.
—Nie znasz się!— Ryan uciszył stworzenie gestem dłoni wyuczonym z popowych teledysków. – Jestem Divą i biorę to co mi się należy.— odszedł od drzewa żałując, że nie ma na tyle długich włosów, by móc je zarzuć na ramię na odchodne. Kolejnej rady jakiej nie otrzymał od Wróża, to by nie rozmawiać z nieznajomymi w lesie. Choć nie wszyscy się źli muszą okazać, jednak jak to w bajkach bywa— jakimś morałem musiałam was uraczyć.
Powracając do historii.. Ryan szedł dalej tak jak kazał mu mamucio—opos, który jak się okazało nie skłamał. Na wskazanej przez niego drodze zaczęły się pojawiać drogowskazy. Najwidoczniej i w zapomnianym przez wszystkich miejscu zaczęła pojawiać się cywilizacja. Kiedy to nasz bohater poczuł się dobrze w szpilkach i nic go już z koronkowej bielizny nie uwierało usłyszał za sobą jakieś głośne sapanie. Ciężkie kroki jakby potwór podążał za nim a nagła cisza w lesie stała się złowróżbna. Przełykając głośno ślinę brunet odwrócił powoli głowę za co skarcił się od razu. Wilkołaka widzieć nie chciał, dlatego na szpilkach do przodu zapieprzał! Biegł przed siebie starając się omijać kałuże, korzenie duże, ale odgłosy pościgu nie milkły! Słychać je było coraz to bliżej jak ciężkie łapy łamią wszystko pod sobą. Ryan dziękował za bycie syreną i wyrobioną przez codzienne pływanie kondycją, gdyż biegł nieustraszenie a tu nagle postać w czerwonej pelerynie przed sobą dostrzegł. Zaczął hamować aż szpilki wyżłobiły w ziemi ślady, gdy zatrzymał się przed nieznanym blondynem to spod obuwia nieco dymiło. Już miał otworzyć swe usta, gdy zakapturzona postać go uprzedziła:
—Conall zły psiak! Nie zrobię ci loda! – potwór za Ryanem głośno zaskomlał— Nie widzisz, że nie pomogłeś a przeraziłeś uroczą wędrowczynię –zerknął na naszą Księżniczkę po czym szybko się poprawił— uroczego wędrowca? Czego cię uczyłem, do nogi psie!— wskazał palcem miejsce koło swojej stopy a potwór malał i malał aż się z niego zrobił słodki wilczek. – Jestem Liam, przepraszam za mojego towarzysza – mimo złości poklepał psiaka czule po łebku.
— Gdybym wiedział, że nie chce mnie zjeść, to bym nie uciekał..—nie chciał nadmieniać, że to dziwnie pytać potwory o ich intencje, ale to chyba było normą w tym lesie, tak samo jak grożenie nie zrobieniem loda. Ryan lubił lody, choć pod wodą się topiły to jednak, gdy Miguel kradł je Katy zjadał je oparty o skałę. Jednak nie miał czasu pytać o przepis — Poza tym śpieszno mi do zamku na bal, gdzie połączyć się mam z miłością mego życia i osiąść w szczęśliwym zakończeniu z Czarującym Księciem.
—To spoko – blondyn jako jedyny nie dostał zawału serca na wspomnianego wybranka serca, ale nie wyglądał również na takiego co by go znał. – w sumie jak skręcisz za Babcią Wierzbą w prawo to znajdziesz się na właściwej i krótszej drodze.
—Dziękuję – Księżniczka dygnęła a mężczyzna jedynie skinął jej głową na powrót zakładając zsunięty w czasie rozmowy kaptur. Tak jak szybko się z Conallem pojawili tak szybko zniknęli w krzakach.
Ryan zerknął na niebo poprzez korony drzew. Wieczór już się zaczynał, więc czasu miał coraz mniej. Umiejąc biegać na szpilkach uznał, że przytruchta się jeszcze kawałek, tak co by nie spocić się za bardzo a zmieścić się w czasie. Mijając Babcię Wierzbę pozdrowił ją serdecznie na co dostał żartobliwie z gałązki w tyłek. Niezrażony takim traktowaniem przez starszą i wzrośniętą w jedno miejsce Babcię podszedł do skraju drogi po której karoca za karocą wiozły gości do zamku. Teraz dopiero zauważył jakie koło niepotrzebnie zrobił, a może już by z Księciem powiedzieli sobie sakramentalnie „tak”?! Jednak z tych rozważań wyrwała go jedna karoca, której nie prowadziły konie a… Smok. Gdy mijała Ryana ten mógł dojrzeć, że to były sanie na kołach z Białą Królową, która smagała raz po raz smoka pejczem. Gdy ich spojrzenia się złączyły obaj ujrzeli, że są tej samej płci na co każdy, z własnych powodów, odetchnął z ulgą.
— Podwieźć cię? – Alexander stawał się pod wpływem swojego Smoka jakiś taki bardziej społeczny— Bo domniemam, że zmierzamy w tym samym kierunku. – Głos i oczy miał chłodne, choć starał się być miły.
—Z chęcią jeśli można – Ryan ponownie dygnął, czując że wchodzi mu to w nawyk. Jednak wiedział, że trzeba mieć dobre kontakty z ważnymi osobistościami a do takich Biała Królowa na pewno należała. Z resztą raz czy dwa towarzyszyła Czarującemu Księciu na plaży jednak wtedy była bez Smoka a z jakimś Rudzielcem. Wdrapał się nieco niezgrabnie na sanie (tego się jeszcze nauczy) i jeszcze mniej zgrabnie wpatrzył się w zad smoka. – Cóż to za wspaniałe zwierzę prowadzi cię do zamku, o Biała Królowo. – Nie do końca był przekonany jak rozmawiać z innymi wysoko urodzonymi, mimo tego samego statusu on wychował się z dala od salonowych rozmów.
— To Jasonficent, ale możesz mówić na niego Jason. – Alexander nie komentował braku wprawy towarzysza, nie widywał go na ich salonach ale jako dżentelmenowi nie wypada było na pierwszym spotkaniu być kąśliwym.
— To ta zła Czarownica? – Ryan nie wiedział, czy w dobrą karocę wsiadł. Zacisnął pięści udając rozluźnionego, żadna klątwa nie mogła go dopaść.
— Nie mów tak o nim. Jason jest uczuciową osobą. – Alexander skrzywił się nieco, ale bardziej przez to jakiego epitetu musiał użyć. – To dla mnie w końcu rzucił klątwę dla mego brata. – Z wyczuciem smagnął Smoka pejczem.
—Tego co w wysokiej wieży śpi?— Ryan spytał niby od niechcenia mając nadzieję, że jego Wróż Chrzestny ogląda ich w kuli, bo po połączeniu z Czarującym Księciem nie chciał się zbliżać do oceanu przez jakiś miesiąc. Woda w wannie mu wystarczy.
—Wkurwił mnie to śpi— Smoczysko wychrypiało wbiegając pod zamek— Ale chyba nie o tym będziemy gadać gdy jedziemy na chlanie? – Parkując na wytyczonym dla nich miejscu Smok zamienił się w człowieka.
—Ale to tak towarzysko – Ryan starał się uśmiechać słodko— ciekaw jestem co mu pomoże.. Tyle tych klątw na tym świecie, że człowiek nie wie jak się chronić— zachichotał.
—Pocałunek prawdziwej miłości?— Jason pomógł wysiąść z sań wpierw Alexandrowi a później Ryanowi.— Nie mów, że dziś nie polujesz na Czarującego Księcia tylko na brata Alexa. – Blondyn wywrócił oczyma, nie wiedział kto by mógł jeszcze chcieć jego wyeksploatowanego przez pół królestwa brata. Nie wiedział, że Charlie notował ich rozmowę i szykował się na uratowanie Śpiącego Królewicza.
—Wybrankiem mego serca jest Książę Lenny – Ryan poprawił sukienkę i wpiętą we włosy różę— nikt inny mnie nie interesuje.
—To powodzenia – Jason podał ramię swej Królowej która na pewność siebie w głosie Ksieżniczki uniosła jedynie kąciki ust.
—A skąd jesteś? Bo się nam nie przedstawiłaś. – Zmierzył ją jeszcze chłodnym spojrzeniem.
Z tego co ich przyjaciel opowiadał wyglądowo wpasował się typ Księcia.
— Jestem Ryan Carter Tryton, syn Rogera Cartera Trytona, władcy oceanów i mórz, rzek, stawów, jezior..
—Znamy.— Alex przerwał mu swoje przedstawianie chcąc już mieć w dłoni lampkę wina, gdy będzie batem szmyrał Jasona po udzie. – Udanego balu. – Skinął mu głową nie czując potrzeby wprowadzenia na salony.
Księżniczka Ryan pozostawiona sama sobie, nie dała się zwieść tremie. Ostrożnie, stopień po stopniu wchodziła do zamku mijając piękne panie i pięknych panów. Wszyscy pragnęli, by tej nocy przeżyć spotkanie z Bestią, a nie by zostać wybrankiem jego serca, ale tego Ryan już wiedzieć nie musiał. Będąc w zamku skierował się w stronę sali balowej po drodze chłonąc obrazy przedstawiające rodzinę królewską. Pod wpływem zielonych oczu patrzących z płótna miał miękkie kolana a co dopiero, gdy miał je poczuć na żywo. Stanął u szczytu kolejnych schodów patrząc jak pod nimi ludzie łączą się w pary by zatańczyć na sali. Nad nim znajdował się akurat zegar, który wskazywał godzinę dziesiątą wieczór. Miał więc dwie godziny, by odmienić swoje życie. Wpatrując się w tłum nie zauważył, jak w niebieskim, dopasowanym do ciała fraku pod schodami stanął ten, dla którego odbywał się ten bal. To Lenny pierwszy zauważył Ryana czując w powietrzu coś dziwnego, coś co kazało mu patrzeć na tę postać w złoto-żółtej sukni. W końcu to dziwne napięcie wyczuł i brunet szukając u dołu schodów przyczyny. Wtedy ich spojrzenia skrzyżowały się po raz pierwszy i obaj poczuli tę pewność, że tę noc nie spędzą samotnie. Księżniczka zgrabnie schodziła po schodach w stronę Księcia nie wiedząc, że ma w sobie tyle gracji. Na moment wszystkie rozmowy ucichły wraz z muzyką nie mogąc uwierzyć, że Książę na kogoś spokojnie czeka a nie przerzuca przez ramię, by albo wyrzucić przez okno, albo zabrać do którejś z komnat. Do swojej nikogo nie wpuszczał. Wyciągnął przed siebie dłoń, do której swoją przyłożył Ryan. Mieli je podobnej wielkości a pod wpływem dotyku przeszedł ich prąd. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki muzyka na powrót zaczęła grać a goście plotkować. Lenny zaprowadził swego jedynego na środek parkietu i ku niewierze wszystkich zebranych zaczął tańczyć, prowadząc pewnie wyższego od siebie towarzysza.
Ryan nie wiedział co to znaczy tańczyć aż do teraz. Jakby mógł, to by nie schodził z parkietu, Lenny okazał się dobrym tancerzem i mimo wrażenia, że wybiórczego słuchacza to dobrym słuchaczem jako tako był. Nikt nie powiedział Ksieżniczce by nie zdradzała swej tożsamości, więc ona mimo, że z niechęcią opowiedziała o swoim pochodzeniu. Miał nadzieję, że dzięki temu Lenny zrozumie dlaczego w środku balu Ryan rzuci się wpław. Jednak co by łatwo nie było, nic nie powiedział Bestii o tym, że ten ma się rzucić za nim, czuł, że bez tego Lenny to zrobi.
—Czy możemy wyjść do ogrodu?— Spytał uprzejmym tonem nie chcąc robić zamieszania.
—A nie wolisz do komnaty? – Lenny wymruczał mu do ucha posyłając przez ciało kochanka tysiąc gorących iskier.
—Wolałbym komnatę zostawić na deser?— Ryan miękł w ramionach przyszłego kochanka, jednak wskazówki nieubłagalnie przesuwały się do przodu.
—Jeśli tak wolisz?— Bestia wiedziała, że i tak pożre Ryana.. Oczywiście w sensie mniej dosłownym.
—Tak wolę— Ryan skinął szybko głową widząc jak wskazówki już blisko są dwunastej. Chwycił dłoń Księcia i począł się przepychać między gośćmi balu, którzy odprężeni, że tej nocy nie umrą świetnie się bawili. Lenny’emu podobał się ten zadziorny styl bycia Księżniczki coraz bardziej, wiedział, że nie będzie się z nią nudzić ani przez moment wspólnego życia. Jednak gdy znaleźli się w przypałacowych ogrodach Księżniczka nie przestała biec przed siebie i mimo jego warknięć by się zatrzymała biegnęli właśnie po schodach wbudowanych w klif. (Biedny Miguel, że też ich nie zauważył). Brunet puścił dłoń Księcia, którego miał ciągle za plecami zgodnie z instrukcją i wbiegł do wody. Stojąc w niej czuł jak suknia się skraca ukazując jego nogi, które zaś zaczęły pokrywać łuski. Zacisnął oczy licząc pod nosem uderzenia zegara i nim wybiło dwunaste poczuł ciepłe dłonie na ciele, z których jedna powiodła do jego włosów by ciągnąc za nie odwrócić ich twarze do siebie, tak by mogli mieć swój pocałunek prawdziwej miłości. Mrowienie ustało a suknia wróciła do swej długości, gdy Ryan obracał się na nogach w stronę Mulata. Objął go w pasie z pasją oddając pocałunek nie zważając na to, że służba wystrzeliwała z ogrodów fajerwerki w niebo. Każdy zasługiwał na swoją romantyczną chwilę w życiu. Nie oponował, gdy Książę ujął go pod nogi i nie spuszczając z niego swojego zielonego przenikliwego spojrzenia skierował się ponownie w stronę klifu. Zadziwiając samego siebie Ryan nie odezwał się słowem, w głowie kotłowały mu się myśli, że w końcu odnalazł swoją prawdziwą miłość, ale też „co teraz?” Nikt go nie wtajemniczał we współżycie, a u ludzi i syren nieco inaczej to wyglądało. Bestia, by nie wbudzić większych sensacji udał się do zamkowej kuchni, by przez nią przechodząc udać się do swojej komnaty. Och, momencik! Ich komnaty. Dopiero mijając jej próg postawił we wnętrzu przyszłego męża.
— Wiesz, że jutro ślub ale i tak nie dam Ci wypocząć tej nocy? – Spytał kąsając chłopaka w usta nie pozwalając odpowiedzieć. – Będziesz mdlał mi w dłoniach ale błagając o jeszcze… A jutro przy wszystkich będziesz mnie tu czuć— sięgnął dłońmi do pośladków ściskając je mocno na potwierdzenie swoich słów.— Więc mam nadzieje, że się tam przygotowałeś…
Ryanowi na te obietnice zakręciło się w głowie, przez dotyk dłoni na twarz wylęgły rumieńce, które się pogłębiły na ostatnie zdanie.
— Am. Ee, ale jak?— Nie dał pokazu swej elokwencji naprawdę nie wiedząc jak się tam ludzie przygotowują i dlaczego on ma się tam przygotować. – A ty nie chcesz? – zrobił lustrzany gest układając swe dłonie na pośladkach Bestii.
— Jesteśmy w mym zamku, więc ja tu rządzę. — Lenny uciął krótko— Wymyłeś się..—odkaszlnął nieco czując, że trochę nie w smak mówić o takich sprawach przed tak ważnym pierwszym razem.
—Wymyć..tam..—Ryan wszystko kodował w głowie i spłonił takiego raka, jakiej to barwy marzyłby Miguel by być— Zrobię to— wciągnął powietrze nie wierząc, że powiedział to na głos. Z przerażeniem spojrzał na Lenny’ego, który jakoś na zrażonego nie wyglądał. Cóż, może te pogłoski o przygodach na jedną noc były prawdziwe.. Jeszcze zrobi mu o to awanturę.
—To tam jest łazienka, a ja wyjdę na balkon..—kociooki wpił się władczo w usta młodszego chcąc dodać mu tym otuchy, ale też i sobie by nie tęsknić za bardzo na zewnątrz.
Brunet ochoczo na to przystał i gdy już był „po” brał długi ciepły prysznic. Nie wiedział, że będzie tęsknić za wodą, jednak ta mu teraz dawała ukojenie. Do tego stopnia, że stracił rachubę czasu i nie usłyszał jak do łazienki wkradł się jej (od dzisiejszej nocy) współwłaściciel.
—Lenny..— chciał się obrócić, ale Książę mu na to nie pozwolił obejmując go mocno chłodnymi ramionami— Masz zimne dłonie… — sapnął cicho czując te wszystkie temperaturowe doznania. Dodatkowe gdy dłonie nie pozostawały bierne, tylko zapoznawały się z jego torsem, usta Księcia zaś wodziły po ramieniu muskając je delikatnie i dmuchając, jakby chcąc je rozgrzać, a przecież od jego dotyku całe ciało młodszego stawało w płomieniach.
— Czekałem długo, więc mnie ogrzej.—Chciał dodać, że czekał całe życie, ale ponoć od nadmiaru słodyczy się tyje.
— Jesteś w ciuchach..—nie wiedział dlaczego wciąż do siebie szeptają, skoro są sami a mury zamkowe są grube.
— Więc mnie rozbierz.— Znów krótko i na temat. Jednak Ryan nie potrzebował więcej. Obrócił się, gdy dłonie zelżyły uścisk. Patrząc w oczy tego, który miał go tej nocy posiąść, począł odpinać guziki koszuli. Na szczęście Lenny pozbył się marynarki, spinek, butów i skarpetek. Starając się pokazać, że jest gotowym na to, co ma przynieść ta noc, starał się ucałować każdy odkrywany fragment ciała. Słysząc pomruki ośmielał się coraz bardziej, kucnął przed swoim Księciem, by zająć się rozpinaniem paska i rozporka, w tym czasie starszy sam zdjął z siebie koszulę i wyrzucił gdzieś za siebie. Czarnooki widząc pokaźne wybrzuszenie w bieliźnie przełknął nerwowo ślinę, na co jak na co, ale na to nie był przygotowany. Jeszcze.
—Sądzę, że z dołem poradzisz sobie jak z górą— chcąc jakoś wybrnąć z sytuacji uniósł się z klęczek uprzednio zsuwając nieco spodnie wraz z bielizną.
—Jeszcze go pokochasz.—Lenny jakby czytał mu w myślach. Bezwstydnie pozbył się reszty odzienia, by móc stanąć przed Ryanem takim jakim go Natura stworzyła. A stworzyła go może niskiego wzrostu, jednak centymetrów mu nie pożałowała w męskości. Sięgnął dłonią do karku kochanka i pochylił go do siebie by wpić się w usta. Przy przysunięciu się ciał ich męskości otarły się o siebie na co młodszy sapnął w pocałunek. Te wszystkie doznania były dla niego nowe i mimo braku wprawy chciał więcej. Starszy zdążył zrobić reaserch wśród swoich informatorów, by dowiedzieć się, że ma do czynienia z dziewica. Ta wieść napalała go jeszcze bardziej. Ujął w swą dłoń ich męskości, by zacząć je bardziej pobudzać. Chciał spełnić swe obietnice dane kochankowi. Już po chwili połykając jego jęki poczuł jak jego dłoń dołącza i stara się masować wprawnie. Szybko i ochoczo się tego uczył, więc Lenny miał nadzieję, że nauczy go w tym tempie i zapale wszystkiego, jednak nie tej nocy. Przecież mają przed sobą całe życie. –Odwróć się— sapnął w jego usta i nie pomagając mu w zmianie pozycji wciąż całował w usta. Nie umiał się od nich oderwać.
—T-tak już?— Wydukał domyślając się pod prysznicem co i jak, ale widząc kolegę Lennyego obawiał się, że nie tylko jutro będzie go czuć, ale przez cały następny tydzień.
—Zobaczysz co jeszcze dla ciebie mam. – Książę obrócił go przyszpilając do ścianki kabiny. Kąsając wzdłuż kręgosłupa tym razem on uklęknął. Bez dłuższego wprowadzania rozchylił pośladki, by wtargnąć między nie językiem. Różowy splot mięśni nie był dla niego większą przeszkodą i kiedy wsuwał w niego koniuszek języka z ust kochanka wydobył się długi jęk. Swoista nagroda i preludium do tych, które miał zamiar z niego wydobyć. Pieścił go wprawnie jak jeszcze nikogo przed nim, wiedząc, że nikogo po ślubie już nie będzie. Chciał pokazać kochankowi, że jest tego wart, że da mu przyjemność, o której inni mogą sobie tylko pomarzyć. Kąsał wrażliwą skórę wodząc ustami po całym rowku, schodząc z nimi na jądra. Te ssał pieszcząc penisa dłonią, a widząc i słysząc jak Ryan już nie może, jak błaga by go wypełnić czymś, co zaspokoi tą jego roziewającą pustkę uniósł się i zaczął wchodzić wręcz masochistycznie powoli.
Tak o to drogie dzieci zaczęło się ich szczęśliwe zakończenie, pełne jęków, krzyków, malinek, kłótni, godzenia się.. A skąd to wszystko wiem? Bo i ja tam byłam, miód i mleko ze służbą piłam.

Wystąpili:
Arielka/Kopciuszek/Bella— Ryan Carter
Czarujący Książę/Bestia— Lenny Tunder
Biała Królowa— Alexander Grey
Jasonficent/Maleficent – Jason Rebel
Matka(Ojciec) Chrzesnta— Charlie Anderson
Florek— Jack
Krab— Miguel
Zły Wilk— Conall
Czerwony Kapturek – Liam
Kucharz— Walter Mason
Remy (Ratatuj)— James Peterson

I inni

8 thoughts on “Fanfic by O. – One Upon A Time

  1. Kasia pisze:

    Oposo – mamut :) ktos tu chyba epokę lodowcowa ostatnio ogladal :p Super bajka – Lenny bestia i syrenka Rayan no boskie po prostu :) Uśmiałam się niesamowicie z perypetii naszej księżniczki- dobrze ze nie musiała się zwracac o pomoc do okropnej Chriselli , Charliemu mocy starczylo by pomóc: ) I ten tekst smoka Jasona o Rushu… Ach zatesknilam za FDTS :)

  2. O. pisze:

    YEY <333333 nie spodziewałam się, że bajka spełni swoja rozwesalajaca funkcje *.* dobrze, ze Ryan mnie zabić nie chce za wsadzenie go w kiece i obcasy xD

  3. Shivunia pisze:

    Lol, coś ćpała kiedy to pisała. Nieźle pokręcone, nie ma co. Dawno chyba nie było tu niczego tak fazowego.
    W ogóle bardzo mi się podobało, że dodałaś Miguela i Jacka :D to takie fajne odwołanie do poprzedniego fika. Dobrze tylko, że krabik nie oglądał się za syrenim ogonkiem ;p
    Akcja w lesie nieźle pogrzana. Nieźle się pogubiłam i zastanawiałam się po czym masz takie jazdy kiedy czytałam o oposo-mamucie. Serio, nie wpadła bym na to. I w ogóle biedny Ryan, w złoto żółtej sukni. To musiało wyglądać… zjawiskowo.
    Podobał mi się śpiący Rush i Jay jako Malaficient. Czy w ogóle o czymś nie wiemy? Z Charliem powinny być jeszcze dwie matki chrzestne. Chyba że je wchłonął i dlatego takie ma fazy.
    Btw, jak była mowa o Lennym Bestii to myślałam, że on może też zamienia się w jakiegoś panterołaka czy coś ;p Było by dużo zamian,(och Jimmy myszka :D) ale same jesteśmy sobie winne bo przynajmniej 50% postaci ma jakieś zwierzęce odpowiedniki. Ostatnio miałyśmy nawet Łanie… ale to ciiii, ja nic nie mówiłam XD
    Super! Dzięki wielkie za tego „potworka” takie bajki mogła bym oglądać, ale boje się czy nie przypominały by za bardzo Adventure Time…
    no aleeeee supcio <3

  4. Mati pisze:

    Yyyy nie mam pytań….. :-D Genialne!!! :-D Ja chcę takie bajki w telewizji haha :-D I te teksty, no serio serio świeetna robota :-D Aż dobrze, że nikogo nie było w domu, bo pewnie by patrzyli jak na chorego, że się tak śmieję do monitora :-D
    Jeszcze wieeele razy będę to czytał :-)

  5. Katka pisze:

    OMG! Jaka bajka XD Rozbawił mnie fragment o księżniczkach anorektyczkach XD No i bardzo fajnie dopasowałaś wszystkie postacie disneyowe do naszych bohaterów! Uroczy był moment, gdy Ryan wpadł na Conalla i Liama, to z tym lodem, hahaha. A Ryan niewinny, nie wiedział, o co chodzi. Lenniak go nauczy XD Jason smagany pejczem przez Alexa też zajebisty. Widzę to wysublimowanie i grację Alexa, gdy to robił XD Charlie jako wróż tez był słodki :D Szkoda tylko, ze nie dowiedzieliśmy się, czy udało mu się z Rushem, ale skoro to bajka, to pewnie tak XD Btw Jasonowe „Wkurwił mnie to śpi” rządzi XD Smoczek kochany. Lenniak jako Bestia mrrrrr, normalne rozkosz. Strach się bać, a jednak chętnie by się do niego zbliżyło. Walter i Jimmy w kuchni też byli rozkoszni! Bardzo to wszystko do siebie pasowało, było uroczo zgrane i normalnie mam wyszczerz :D Słodycz! Ryan był taki rozkosznie niewinny tutaj! Przecież on się aż prosił o to, by go zdemoralizować XD Dobrze, że nikt go w tym lesie nie zgwałcił. I happy end, och och, słodycz :D Chyba zamiast rządzeniem, to będą się zajmować sobą w sypialni XD Nie wróżę dobrego powodzenia ich królestwu XD Dzięki za bajeczkę :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s