Project Dozen – 27 – Ukojenie

Mark Moss naprawdę cieszył się na spotkanie z Fosterem poza murami szkoły. Dawno nie angażował się w towarzyskie spotkania, bo zwyczajnie nie miał na to czasu i siły. Ciągle pochłaniały go sprawy ważniejsze, ale już po własnym samopoczuciu i wyglądzie widział, że potrzebuje chwili relaksu. Ba, samo ubranie na siebie luźnej koszuli w szaro-zieloną kratę i czarnych jeansów sprawiło, że poczuł się lżej. Nawet jego ciągłe noszenie krawatów męczyło i jakoś rozbawiła go własna myśl, gdy przypomniał sobie, jak jego zmarła żona Lisa wielokrotnie wzdychała z ulgą, gdy pozbywała się wieczorem stanika.
Musiał narzucić na siebie jeszcze jesienną kurtkę, bo o tej porze wcale ciepło nie było. Gdy przed siódmą podjechał pod mieszkanie psychologa szkolnego i wysiadł na zewnątrz, wstrząsnął nim dreszcz. Zawiało.
Na szczęście spod podjazdu do drzwi parterowego, niedużego domu było niedaleko. Pod drzwi prowadziła wąska, kamienna ścieżka, która nie wyglądała na szczególnie często używaną. Foster musiał mieć przejście do domu przez garaż, który w tej chwili był zamknięty. Nad jego drzwiami wisiał, sądząc po śladach na białych drzwiach garażowych, kosz do koszykówki. Reszta posesji była pusta, chociaż zadbana. Od wąskiej ulicy nie odgradzało domu nic poza pojedynczym, małym drzewkiem jakiegoś iglaka.
Ogarnął to wszystko spojrzeniem i podążył przed drzwi. Przyniósł ze sobą butelkę dobrej, starej whisky jako prezent, skoro to Foster stawiał kolację. Oczywiście sam prowadził, ale liczył, że alkohol przyda się mężczyźnie na jakąś okazję lub po prostu na jeden z wieczorów, jako jego uprzyjemnienie.
Stanął przed drzwiami i zadzwonił. Zaraz usłyszał melodyjkę dzwonka i kilka pojedynczych szczeknięć. Szybko jednak oba te dźwięki ustały, a drzwi się otworzyły i stanął w nich szkolny psycholog. Uśmiechnięty przyjaźnie i z białym, długowłosym maltańczykiem na ręku.
— Cudownie cię widzieć. Wchodź, chłodno się na wieczór zrobiło — przywitał gościa, wpuszczając go do środka.
— Głównie jak zawieje. O rany, jak tu ciepło! — Mark uśmiechnął się szerzej, gdy tylko wszedł do przedpokoju i poczuł ciepłe powietrze. — Och, i to dla ciebie, ale nie wiem, czy twój obrońca nie ukradnie — dodał, chcąc podać mu torebeczkę z butelką, ale ujrzał czworonoga zajmującego ręce Fostera.
Mężczyzna zaśmiał się ciepło i wyciągnął jedną rękę po pakunek. Pies był na tyle mały i na tyle ufny, że spokojnie siedział na jednej ręce jak dziecko.
— Nie, jest grzeczna. Ale w ogóle nie trzeba było. I nie, nie musisz zdejmować butów, nie przewidziałem dodatkowych kapci.
Mark zawahał się, bo już zdjął kurtkę i zamierzał zrobić to samo z butami. Co prawda nie padało, ale miał opory.
— Ale dywanów nie masz? — upewnił się, przy okazji wyciągając dłoń do pieska, żeby go pogłaskać. Widział, że zostawił kilka białych włosów na czarnym materiale koszuli Fostera.
— Nie. Mam długowłosego psa, nie zrobiłbym sobie tego. — Gospodarz zaśmiał się głośno i serdecznie, pokazując przy tym swoje duże, białe zęby. — Chodź, nie myśl o tych butach, jakbyś nie miał innych zmartwień — zachęcił, już samemu prowadząc go przez salon, który przylegał do drzwi wejściowych, do jadalni i kuchni, która była zaraz obok. Z niej dochodził cudowny zapach pieczeni.
Markowi zebrała się ślina w ustach, bo w sumie poza owsianką z rana i kilkoma owocami w ciągu dnia, nic nie jadł.
Wszedł dalej za gospodarzem, rozglądając się.
— Sam sprzątasz? Od czasu śmierci mojej żony minęło kilkanaście lat, a ja wciąż nie dowierzam, jak ciężko jest to ogarniać samemu. A mam mniejsze mieszkanie niż ty — zauważył.
— Głównie sam, ale co miesiąc jeszcze przychodzą do mnie takie dwie sprzątaczki, aby to tak gruntowniej ogarnąć. Ale tak to sam się z tym męczę. Po pracy, Mark. Staram się nią nie żyć. — Foster zaśmiał się i postawił na podłodze pieska, który na swoich krótkich łapkach podszedł od razu do gościa, aby go obwąchać. Ciemny nosek poruszał się z zaciekawieniem, a ogon z radością.
Dyrektor pochylił się, pogłaskał psiaka i przeszedł się po salonie. Był ciekaw, czy gdzieniegdzie stoją jakieś zdjęcia rodzinne Fostera. Wiedział, że ten nie był żonaty, ale może miał jakieś nieślubne dzieci? Albo chociaż zdjęcia rodziców czy przyjaciół.
— Ja też się staram, ale z reguły nie wychodzi — odpowiedział ze śladowym uśmiechem, oglądając się za mężczyzną.
Ten przeszedł do kuchni, aby wyjąć z piekarnika kaczkę. Kiedy tylko uchylił drzwiczki, jej słodki zapach rozniósł się jeszcze intensywniej.
— Właśnie! — zawołał i na moment skupił się, aby się nie poparzyć. — W ogóle, mam nadzieję, że jesteś głodny! Dużo chyba zrobiłem, chociaż w razie co, nie wszystko musimy zjeść — mówił, kiedy już kroił pieczeń na ładne porcje i układał je na ciepłych, bo niedawno wyjętych ze zmywarki talerzach, razem z opiekanymi na złoto, młodymi ziemniaczkami.
— Strasznie głodny jestem. Znowu nie miałem czasu nic sobie zrobić. Dzisiaj rano się ważyłem i mam dwa kilo mniej niż przy ostatnim ważeniu. Nie wiem, jak to się dzieje. Niedługo Sebastian będzie cięższy ode mnie, bo coś urósł w ramionach przez wakacje — odpowiedział również głośno Mark, by Foster go słyszał, ale pod koniec ściszył głos, bo poszedł za gospodarzem.
Nie musiał specjalnie zaglądać mu przez ramię, aby widzieć soczyste plastry kaczego mięsa ułożone na sobie, polane ciemnym, gęstym, słodkim sosem i przyozdobione z jednej strony okrągłymi, pieczonymi ziemniakami z jakimiś gałązkami ziół i chyba kostkami batatów. Wszystko wyglądało nie tylko apetycznie, ale i ładnie.
— Mów tak dalej, a będę ci szykował kanapki w pudełku śniadaniowym z Batmanem — odparł Foster, odrywając wzrok od jedzenia i kierując go z karcącym błyskiem na dyrektora.
Mark zaśmiał się i położył mu dłoń na ramieniu.
— Dzięki, Foster, potem poszłaby plotka po szkole i zmieniłbym się w pośmiewisko uczniów. W ogóle powiedz, czy w czymś ci tu pomóc? — zapytał i ukradkiem sięgnął po kawałeczek mięsa. Zaraz dostał jak dziecko po palcach.
— W niczym, już podaję. I nie podkradaj.
Mark ściągnął brwi i oblizał palec.
— Ślina się w ustach zbiera, kusi cholernie — wytłumaczył się, ale poszedł do jadalni, do stołu, żeby nie przeszkadzać. Zerknął przy tym na białego, małego pieska, który teraz siedział przy kredensie. Bawiło go to, bo pies zabawnie kontrastował z całkiem sporym, czarnoskórym mężczyzną. — Jak się wabi? — zapytał.
— Co? A, Annie. To suczka — odpowiedział Foster, kiedy już załapał, o co pyta gość. Postawił talerz z jedzeniem najpierw przed Markiem. Kiedy postawił także swój talerz, wrócił do kuchni, chwilę hałasował, aż przyniósł dwie szklanki napełnione lodem i whisky. Jedną postawił przed gościem, a z drugą usiadł naprzeciwko. — Może coś innego bardziej by pasowało do kaczki, ale przyznam, że nie pomyślałem.
Mark za to zawahał się i zerknął w ciemne oczy gospodarza.
— Och… Jestem samochodem.
— Wiem. Wrócisz taksówką albo jutro, skoro przyniosłeś alkohol. Sam go nie będę pił, Mark.
Dyrektor pokręcił głową z delikatnym rozbawieniem i uniósł szklankę.
— Robisz się bardziej stanowczy za murami szkoły. Za ten wieczór — wzniósł mały toast.
— I za chwilę relaksu z dala od pracy — podchwycił gospodarz i uśmiechnął się szeroko i szczerze, nie spuszczając przy tym ciemnych oczu z gościa.
— Tak jest — przytaknął dyrektor chętnie, odpowiedział uśmiechem i napił się whisky. Potem rzucił jeszcze Fosterowi spojrzenie pod tytułem „uwaga, kosztuję” i zjadł kęs kaczki. Jęknął. — Rany, nie wiem, czy tu działa zasada, że jak się jest głodnym, wszystko smakuje lepiej, czy masz tajne przyprawy w kuchni.
— Przypuszczam, mój przyjacielu, że to jednak to pierwsze. Przepis jest z książki kucharskiej, więc to też nie jest mój niezwykły talent kulinarny. — Czarnoskóry mężczyzna zaśmiał się ciepło i sam zaczął jeść.
Przy tym uważnie przyglądał się Markowi, który teraz wyglądał i zachowywał się inaczej niż w murach szkolnych. Był spokojniejszy i chyba to rzucało się w oczy od razu. W szkole po prostu non stop gdzieś się spieszył, był nerwowy i zmęczony. Teraz również jego gesty były dość żywe i jak zwykle sporo gestykulował, ale wyraz jego twarzy świadczył o większej swobodzie, podobnie jak co raz pojawiający się na niej uśmiech.
— I tak winszuję. Jest świetna i tłusta. Wziąłeś sobie do serca tuczenie mnie — skomentował z lekkim śmiechem, po czym wskazał nożem gospodarza. — Kiedyś się odwdzięczę.
— Jeśli tylko sobie życzysz — odparł ciepło młodszy mężczyzna, zadowolony z efektu, jaki na razie wywoływała ta kolacja. Jedli jeszcze chwilę, aż Annie podeszła do stołu, wspięła się na tylne łapki i przednimi oparła się o nogi swojego pana. Ten zabrał ją na kolana, nie bacząc na to, że je. Piesek usadowił się mu wygodnie na udach, ale nie zaglądał nachalnie na talerz.
— Grzeczna jest. Pozostałość po jakiejś dziewczynie? — zagadał Mark, obserwując psa i… całkiem szybko jedząc. Był głodny jak wilk, a jedzenie było pyszne.
Psycholog szkolny spojrzał na suczkę na kolanach.
— Myślisz, że nie pasuje do mnie?
— Duży, czarny facet i mała, biała suczka… Może to jakaś metafora twoich upodobań?
Gospodarz zaśmiał się głośno. Był ekspresyjny, a jego niski głos dodawał jego śmiechowi mocy.
— To może dobrze, że nie mam jakiegoś dużego, puchatego bernardyna, bo nie wiem, co byś wywnioskował.
— Pewnie to, że lubisz większych od siebie, włochatych facetów — odpowiedział Mark prosto i również z uśmiechem. Kiedy się śmiał, przypominał swojego syna, bo mieli bardzo podobne oczy, które przy radości mocno się mrużyły.
— Nie powiem, ciekawa analiza. Może nie zamieniajmy się zawodami.
— Jasne. Nie chcesz męczyć się z tym wszystkim co ja. I bałbym się o zdrowie psychiczne uczniów, którzy by do mnie przyszli po radę. Ty jesteś w tym lepszy.
Foster znowu się roześmiał, maczając co jakiś czas warzywa w ciemnym, słodkim sosie.
— Czyli zostajemy przy swoim. A i bym zapomniał spytać, jak smakuje? Poznajesz, co to za zioła?
— Nie jestem w tym dobry… Smakuje świetnie, to na bank. Ale nie wiem, czego tu użyłeś… — Mark podłubał widelcem w plastrach mięsa, pochylił się nisko i powąchał. — No, na pewno jest czosnek, co?
— Tak, jest czosnek. Jest też miód, trochę rozmarynu i lubczyku. Głównie na warzywach — wyjaśnił Foster, nieznacznie pochylając się nad stołem. Nawet odłożył na chwilę sztućce i pogłaskał suczkę na swoich udach.
— Dobre połączenie. A co do lubczyku — Mark przerwał na chwilę, by zjeść, bo naprawdę chętnie pochłaniał potrawę i popijał ją whisky — Mm… Słyszałem, że jest dobrym afrodyzjakiem.
— Tak? — spytał drugi mężczyzna z udawanym zaskoczeniem. — Może powinienem dać ci ten przepis, byś mógł go kiedyś wykorzystać.
— Na razie nie mam na kim. Cholera, nawet się nic nie zapowiada. Ostatnio na randce byłem rok temu, w styczniu, a Sebastian mi wypomina, że to przez to, że wciąż myślę o jego matce. — Mark trochę posmutniał, co było widać po gorzkim uśmiechu na jego twarzy. — A ty nie wypróbowałeś tego przepisu na kimś?
— Nie, mówiłem, jest z książki, ale obrazek przyciągnął mój wzrok, więc postanowiłem spróbować — wyjaśnił czarnoskóry mężczyzna, zjadł ostatni kawałek mięsa i odsunął talerz na bok, zostawiając na nim gałązkę rozmarynu i kilka mniejszych kawałków warzyw. — Ale co z Lisą, Sebastian ma rację?
— Myślę o niej, ale, Foster… minęło jakieś szesnaście lat, odkąd zmarła. Żyję dalej, muszę żyć dalej. I chciałbym jeszcze kiedyś się zakochać — odpowiedział dyrektor szkoły z ciężkim wzruszeniem ramion, również kończąc jeść.
— Czy sugerujesz przez to podwójną randkę albo wypad na jakąś imprezę dla singli? — zapytał zaczepnie psycholog, drapiąc białą psinkę za uchem. Ta miała zmrużone oczy i wyglądała spokojnie jak przystało na zrelaksowanego, kanapowego pieska.
— Bardzo chętnie, bardzo chętnie — podchwycił Mark, odchylił się trochę na krześle i napił się małego łyczka whisky. — Było naprawdę dobre, dziękuję. Miło, że mnie zaprosiłeś. Nie wiem dlaczego większość naszej kadry nie umie się przebić przez jakąś barierę, którą tworzy moje stanowisko i wejść na taki poziom znajomości, jaki mam z tobą.
Foster uniósł wysoko brwi i uśmiechnął się bokiem ust. W dłoni mieszał resztki lodu w swoim alkoholu.
— Naprawdę chciałbyś się przyjaźnić chociażby z Knopperem?
Mark jęknął i przekręcił kilka razy głową na boki, jakby się wahał.
— Jest okej, ale sam nie wiem… Słyszałem od Sebastiana, że podobno ogląda się za uczniami.
— To może będzie w pewnym stopniu łamanie mojej tajemnicy zawodowej, ale nie tylko Sebastian tak twierdzi. Ogólnie dziwny z niego typ, ale nie wydaje mi się groźny i szczerze mam nadzieję, że nie będę żałował tego, co właśnie powiedziałem.
Po minie swojego pracodawcy zobaczył, że ten jednak nabrał powagi.
— Mówili, że czują się jakoś… molestowani? Dotykał ich?
— Nie — odpowiedział od razu z powagą na twarzy i większym profesjonalizmem Foster. — Jakby tak było, już byś o tym wiedział. Jak do tej pory nic niepokojącego się nie wydarzyło. Ale, Mark, wznosiliśmy toast za wolny wieczór.
— Wybacz… — Dyrektor westchnął, uśmiechnął się i znów napił się alkoholu. Po tym wstał i podszedł do okna. Musiał trochę rozprostować nogi. Przekręcił nawet karkiem, aż coś mu strzyknęło. Chciał wspomnieć coś o tym, jaki połamany się dzisiaj czuje po całym dniu siedzenia za biurkiem, ale zauważył, że Foster miał naturalną zdolność do skłaniania ludzi do wylewania tego, co czują, więc sam Mark czuł, że za dużo mówi o sobie. Oparł się o ścianę przy oknie plecami i obejrzał z lekkim uśmiechem na psychologa. — To dość rozmów o pracy. Zwykle te tematy nie są wesołe. Wybierasz się gdzieś do rodziny na święta? Z tego co mówiłeś, nie jeździłeś za bardzo po świecie na wakacje, co?
— Ano nie — odpowiedział młodszy mężczyzna, zabrał psa na ręce i także wstał od stołu, by podejść do okna. — I na święta nie wiem. Zobaczę, czy z matką będziemy mieli wtedy dobry okres, czy nie. A ty planujesz już jakiś wyjazd?
— Zwykle jeździmy z Sebastianem do mojej siostry, czasami one przyjeżdżają do nas. Czasem spędzamy święta z moimi teściami. Lisa nie żyje, ale to wciąż jego dziadkowie. Ale o co chodzi z matką? — Mark skinął na niego, czując, że Foster znów odwraca od siebie temat. — Nie dogadujecie się?
— Nie za bardzo. Twierdzi, że zbytnio mieszam jej w głowie. Zresztą to nie tylko to. — Wzruszył ramionami. — Sama uczyła i nie chciała, abym pracował w szkole.
— Niewdzięczna praca, co? — Mark westchnął i odchylił głowę do tyłu, opierając ją o ścianę, a jego jabłko Adama wyeksponowało się. Miał ogoloną szyję i twarz, ale i tak widniał na niej blady ślad zarostu. — Cholera… znowu wracamy tematem do szkoły.
— Chyba zajmuje on za mocno nasze życie. — Foster westchnął ciężko i sięgnął dłonią do bicepsa drugiego mężczyzny, aby go pocieszająco za niego ścisnąć, po czym poklepać. — Jeszcze whisky i kanapa w salonie?
— O tak. Brzmi świetnie. Ale nie dużo tej whisky, w koledżu byłem znany z tego, że mam koszmarnie słabą głowę — odpowiedział Mark ze śmiechem i podążył za psychologiem do kanapy.
— A ja nie znam żadnej historii z tym związanej? — Foster wyglądał i brzmiał na szczerze oburzonego. Zdradzał go tylko szeroki uśmiech, który posłał gościowi, kiedy zostawił Annie na kanapie i wrócił się do kuchni po lód, szklanki i oczywiście whisky.
Mark Moss zdążył już wygodnie usiąść, a jego zmęczenie i gorsze ostatnimi czasy samopoczucie było widoczne nawet po tym, jak siedział. Podparł głowę na dłoni, obróciwszy się trochę na bok i położywszy łokieć na oparciu kanapy. Powieki miał lekko przymrużone, a pod oczami delikatne cienie.
— Historii jest wiele i jedna bardziej poniżająca od drugiej. Najgorsza wiąże się z tym, jak koledzy, którzy jednak po tym wszystkim wydawali mi się najgorszymi wrogami, przebrali mnie za stracha na wróble i przywiązali do płotu w ogródku jednego z naszych profesorów. Byłem tak pijany, że nic z tego nie pamiętam. Obudził mnie rano sam profesor, a mi nawet nie przeszkadzało to spanie w pozycji pionowej — opowiedział krótko, gdy Foster wrócił z alkoholem.
— Uuu, współczuję, to musiała być naprawdę długa noc. Ale to najgorszy taki numer? — spytał, podając dyrektorowi szklaneczkę i siadając obok, ale odwrócił się bardziej przodem do drugiego mężczyzny.
Pies leżał wygodnie między nimi.
— Chyba tak. Bywało jeszcze kilka, ale to wspominam najgorzej, bo po tym długo chorowałem. Nie była to najcieplejsza noc. Ale nie myśl, że tylko ja się będę spowiadał. Ty byłeś grzecznym, przykładnym studentem? — Mark uśmiechnął się do niego zachęcająco i napił się łyka alkoholu.
Foster także oparł się bardziej bokiem o oparcie kanapy, podkulając wewnętrzną nogę.
— Hmm… nie aż tak. Tak bym tego nie nazwał. Były imprezy, jasne, ale koledzy zwracali na mnie jednak mniejszą uwagę. W porównaniu z twoją historią, walki jednorożców podczas przystąpienia do bractwa to nic.
— Walki jednorożców…? — powtórzył niemądrze Mark, a jego wargi zostały na koniec rozchylone w delikatnym szoku.
Drugi mężczyzna zaśmiał się pod nosem.
— Mieliśmy opaski ze sztucznymi członkami na czole i musieliśmy strącić przeciwnikowi „róg”, samemu swojego nie tracąc — wyjaśnił z rozbawieniem, a Mark zrobił większe oczy, po czym roześmiał się głośno.
— O rany…! Naprawdę?
Foster tylko rozłożył bezradnie ręce ze skromnym uśmiechem mówiącym za niego, że to czysta prawda.
— Cóż, bractwa…
— Straszne, straszne… I jak się czułeś, kłując swoim członko-rogiem w innego? — Mark wciąż uśmiechał się i wręcz nie mógł sobie tego wyobrazić. Przez to aż się dziwnie zapatrzył na czoło Fostera, widząc tam ten róg.
— Jak skończony idiota. Ale byłem na tyle pijany i zdesperowany, aby mnie przyjęli, że nawet o tym nie myślałem — odparł gospodarz ze spokojem w swoim ciepłym głosie.
— Więc przyjęli cię, jednorożcu?
— Tak. Udało mi się wypełnić to, po co idzie się na studia — zaczął poważnie. — Dostać do bractwa — skończył z rozbawieniem.
Jego gość znowu się roześmiał i napił się whisky. Potem odetchnął i zjechał kilka centymetrów w dół, aby ostatecznie oprzeć tył głowy o oparcie kanapy.
— A ja myślałem, że na studia idzie się po to, by dużo pić i się kochać — powiedział w końcu z uśmieszkiem w kąciku ust.
— Z tym ostatnim było gorzej niż z przedostatnim — odparł Foster, samemu popijając ze szklaneczki, którą odstawiał na kolano co kilka chwil. Cały czas przy tym patrzył ciemnymi, analizującymi oczami na towarzysza dzisiejszego wieczoru.
— Mówisz? — Mark przyjrzał mu się również, ale bardziej w kontekście ostatniej wypowiedzi gospodarza, niż tak, jak ten na niego patrzył. — Czemu? Jesteś atrakcyjny teraz, więc wtedy chyba jeszcze bardziej.
— Powiedzmy, że nie uganiałem się za białymi, małymi suczkami, a te były najbardziej zainteresowane — prychnął z rozbawieniem na twarzy i pogłaskał swoją białą suczkę, która im towarzyszyła.
Dyrektor uśmiechnął się lekko i znów zwilżył wargi alkoholem.
— Wolisz czarnoskóre kobiety? — zapytał i pomasował nasadę nosa. — Och… już czuję alkohol, mówiłem. Choć pewnie duża zasługa w tym całego dnia niejedzenia.
— Pewnie też tego spadku wagi. Mark, naprawdę jestem gotów zagrozić ci pudełkiem śniadaniowym. — Foster zaśmiał się, omijając temat jego gustów. — I zresztą, jak mówisz, że już go czujesz, to podwójna kolacja z winem i co? Liczysz, że kobieta odprowadzi cię do taksówki?
Dyrektor jęknął i zakrył twarz dłonią, a szklankę oparł o udo.
— Nie rób ze mnie większej porażki niż takiej, jaką się już czuję.
Foster uśmiechnął się do siebie.
— Nie robię, rozważam tylko jakiś trening twojej głowy, chociaż nie wiem, czy to możliwe. — Zaśmiał się i stuknął w jego szklankę swoją, aby zaraz po tym przechylić ją do ust.
Żeby nie być do tyłu, Mark też wypił swoją whisky i odstawił szklankę na stoliczek.
— Na razie cieszę się, że zamiast randki z winem i kobietą mam kolację z tobą i whisky. Przed facetem się tak chyba nie błaźnię, a nawet jeśli, to liczę na męską solidarność i nikomu o tym nie powiesz. — Na koniec uśmiechnął się lekko do psychologa. Oczy już zabawnie mu lśniły.
— Nawet nie mam komu, więc zachowam to dla siebie — zapewnił solennie psycholog i dopiero skinął do niego brodą. — Ale to co się dalej wydarzy? Uśniesz, czy będziesz balować?
— Mmm, będę ci tu tylko polegiwać. Ale moglibyśmy się kiedyś umówić na mecz, jeśli oglądasz. Piwo tak szybko na mnie nie działa — zasugerował Mark, wskazując przy okazji na całkiem duży telewizor przy ścianie. — Będę lepszym towarzyszem, obiecuję. Wybacz mi w ogóle, jestem w rozsypce ostatnio i… — Na koniec skrzywił się lekko i przetarł twarz dłońmi. — Po prostu jakoś mi ciężej.
— Ej, Mark, nie masz za co przepraszać. Tak szczerze, to widzę, że coś cię gryzie. Nie znam cię przecież od roku, a dłużej i wiem, kiedy trzeba ci towarzystwa — zapewnił Foster, chociaż sam był zaskoczony własnymi słowami. Niby tak długo się znali, a tak czasami mało o sobie wiedzieli. W końcu rozmawiali prawie wyłącznie o pracy, więc jak mogło być inaczej?
Mark odsunął dłonie od twarzy i popatrzył na niego z wdzięcznością. Miał wrażenie, że ostatnio głównie tak patrzy na Fostera. Ten był dla niego wielkim wsparciem, a on czasem się bał, że wykorzystuje go do tego, tak jak teraz, nawet poza granicami szkoły.
— Ale nie chcę, żeby to było jednostronne. Jak będziesz czegoś potrzebował, też chcę ci pomóc. I nie mówię o wypłacie — dodał na koniec z uśmiechem Mark.
— Nie ma sprawy, zapamiętam — przytaknął Foster na zgodę, po czym sięgnął do ramienia mężczyzny, gdzie to zaczynało przechodzić w szyję i pomasował ściągnięte mięśnie, jakie znajdowały się pod skórą. — Możesz w ramach tego nawet przynieść kiedyś jakiś film, abyśmy razem oderwali myśli od tego całego projektu. Bo wiem, że to głównie cię gryzie, Mark.
— Martwię się o te dzieciaki… Martwię się o Sebastiana. — Mężczyzna mimowolnie poddał się pragnieniu wyrzucenia czegoś z siebie, kiedy miał przed sobą tego mężczyznę. I nawet lekko odchylił głowę i zmrużył oczy, czując przyjemny, relaksujący dotyk.
— Ale że sobie nie poradzi, czy nawali? — pytał czarnoskóry mężczyzna, dalej uspokajająco masując szyję i kark dyrektora.
— Że coś mu się stanie. To nastolatki, Foster. Na pewno masz pojęcie, jacy potrafią być brutalni… O rany, jak ty dobrze to robisz — mruknął na koniec, a na jego ustach znowu pojawił się cień uśmiechu.
— Jak się odwrócisz, to za kawę w tygodniu mogę wymasować ci też drugą stronę — zaproponował gospodarz, umiejętnie przesuwając palcami po szyi mężczyzny. Był przy tym sam przyjemnie znużony.
— Stoi. — Mark, rozluźniony nie tylko alkoholem, ale i tym masażem, zmienił trochę pozycję i usiadł tyłem do psychologa. — Jesteś nieoceniony.
— Miło mi to słyszeć — odparł Foster i wychylił się jeszcze, aby odstawić szklankę. Po tym delikatnie wciągnął śpiącego psa na swoją zgiętą nogę i przysunął się bliżej do pleców Marka. Bez oporów położył ciepłe, duże dłonie na jego ramionach. — A co do dzieciaków, to nie będę cię uspakajać. Oni sami wzmacniają konkurencję między sobą, ale wykazują się też rozsądkiem. Chociażby Kevin. Czytałeś o jego zadaniu?
— Tak, dowiedziałem się, że miał wypić czyjąś krew. Czy oni w ogóle biorą pod uwagę, że rzeczywiście mogłoby to wywołać szkody na jego zdrowiu? — odpowiedział Mark żywiej i oczywiście mówiąc „oni”, miał na myśli profesorów. — Lepiej dla chłopaka, że dał spokój.
Przy tym opuścił lekko głowę i wczuł się w to, co robił Foster. Ten co jakiś czas czuł na dłoniach skórę Mossa, gdy sięgał wyżej, niż ciało zakrywał kołnierzyk koszuli. A i mógł wyczuć, że dyrektor albo użył jakiejś perfumy, albo specjalnego kremu po goleniu, bo dzisiaj pachniał inaczej niż zwykle.
— Dla niego pewnie nie lepiej, ale ja też czuję się lżej, że jest o jedną duszę mniej do pilnowania. Myślisz, że profesorowie wyślą nam jakieś wnioski odnośnie jego rezygnacji? — pytał, siedząc blisko i jakby tylko nieznacznie przechylił się do przodu, mógłby oprzeć czoło o potylicę mężczyzny.
— Nie wydaje mi się. Odnoszę wrażenie, że jesteśmy dla nich tylko ludźmi, którzy udostępniają im środowisko badawcze. Nie zależy im na naszych opiniach, więc nie sądzę, by chcieli nas o czymkolwiek informować — odpowiedział mało optymistycznie Mark i odrobinę pochylił głowę. Całkiem zamknął przy tym powieki. — Mmm… Foster… — jęknął nisko i cicho.
— Hm? — Mężczyzna odpowiedział także głębokim mruknięciem.
— Jesteś w tym nieporównywalny… Jeszcze chwilę, hm?
— Jeśli chcesz — zgodził się bez problemów psycholog, uciskają kciukami wrażliwe miejsca na karku dyrektora. Całymi powierzchniami za to rozgrzewał skórę wokół. — Nie bolą cię plecy zazwyczaj? Byłeś strasznie napięty.
— Z reguły bolą. W dzień tego nie czuję, ale późnym popołudniem zaczynam umierać. — Mark zaśmiał się krótko. Wiedział, że też jego ostatni nastrój miał wpływ na to, jak się czuł fizycznie. Najgorsze było to, że mimo świadomości, że potrzebuje jakiegoś relaksu, nie widział na to perspektyw i czasu w tym roku szkolnym.
— Może mógłbym ci polecić jakiegoś kręgarza czy masażystę. Przenosisz w ogromnej mierze swoje stresy na ciało. Waga, bóle, to ci nie służy — mówił Foster, a jego palce przesunęły się na chwilę na tyle wysoko, że znalazły się między włosami na głowie Marka, który w odpowiedzi tylko cicho zamruczał.
— Nie wiem, czy powinienem zacząć leczyć głowę czy ciało. — Zaśmiał się gorzko.
— W tym pierwszym mogę ci bardziej profesjonalnie pomóc niż w tym drugim.
— W tym drugim jak na razie jesteś doskonały — odpowiedział z rozbawieniem Mark i w końcu obejrzał się na mężczyznę. — Koszmarnie cię wykorzystuję.
— Jeśli chcesz się zrewanżować, możesz przynieść nam whisky. Annie usnęła, nie chcę wstawać — zasugerował ciemnoskóry mężczyzna z łagodnym uśmiechem, nie czując się ani trochę wykorzystany.
— Jest w kuchni, tak? — upewnił się Mark, wstając z kanapy. Dopiero teraz poczuł, jaki się zrobił przyjemnie zmulony. I był już w takim stanie, że jeszcze jedna szklaneczka nie stanowiła dla niego różnicy.
— Tak, możesz wziąć też lód z zamrażarki. Poradzisz sobie?
Dyrektor przytaknął i podążył do kuchni z ich pustymi szklankami. Czuł się tak przyjemnie lekko. Zarówno za sprawą dobrego jedzenia, alkoholu, masażu, jak i samego towarzystwa Fostera. Przy nim zawsze czuł się swobodnie.
Nalał whisky do szklanek i wrzucił po kilka kostek lodu. Rozejrzał się przy tym po kuchni, widząc całkiem niezły porządek, choć nie pedantyczny. Naprawdę zaskakiwało go, że Foster nigdy nie miał żony. Zaczynał się obawiać, czy to nie ze względu na jakąś traumę. Nie chciał drążyć, a i mężczyzna wydawał się dość skryty pod tym względem.
Gdy wrócił do salonu, podał gospodarzowi szklaneczkę, a sam usiadł ze swoją obok i napił się.
— Długo już ją masz? — zapytał, popatrując na psa.
— Już z trzy czy cztery lata. Czekaj, mam ją od października 2010, więc trzy. Czas koszmarnie szybko leci — odpowiedział mężczyzna po tym, jak podziękował. Pogłaskał do tego białą psinkę. — Ale nie jest z hodowli. Znaczy nie takiej zwykłej. Adoptowałem ją, kiedy zlikwidowali nielegalną hodowlę.
— Mhm, miło. I dlaczego Annie? Na cześć jakiejś szkolnej miłości? — zapytał Mark z lekkim uśmiechem i napił się alkoholu.
Foster roześmiał się w odpowiedzi.
— Nie. Na cześć Annie Wilkes z „Misery” Kinga.
Jego gość uniósł wysoko brwi i roześmiał się.
— Rany, Foster, co za poczucie humoru! Nie boisz się, że twój pies weźmie sobie to za bardzo do serca i sąsiad znajdzie twoje rozczłonkowane ciało?
— Nie, myślę, że wręcz przeciwnie. Stara się ze wszystkich sił, abym nie pamiętał o pochodzeniu jej imienia — odpowiedział gospodarz z rozbawieniem i cmoknął z czułością do pieska, który uchylił oczko, sprawdzając, czy wszystko jest w porządku i czy może spać dalej.
Mark uśmiechnął się do siebie, chwilę milcząc i tylko ich obserwując. Odezwał się dopiero, kiedy Foster znów na niego spojrzał.
— Mówi się, że jaki pan, taki pies. I może nie wyglądasz na małe, białe, niewinne stworzonko, ale jeśli to, co mówisz, jest prawdą, to pasujecie do siebie. Ty też jesteś najłagodniejszym mężczyzną, jakiego znam. Przyznaj, pobiłeś się kiedyś z kimś chociażby w czasach szkolnych?
— Nie przypominam sobie. Zawsze wolałem inne rozwiązania niż siłowe. — Foster przyznał rację drugiemu mężczyźnie. — Ale wiesz, że niepokojąco brzmi, kiedy mówisz, że jestem łagodny?
— Dlaczego?
Foster zastanowił się nad tym dłużej.
— Nie wiem, ale może dlatego, że brzmi to tak, jakbym był nieszkodliwy pod każdym względem.
Jego przesłanie nie było specjalnie zrozumiałe dla Marka. Ten ściągnął brwi i po kolejnym łyku podparł głowę na dłoni, bo już mocno mu ciążyła.
— A pod jakim względem jesteś szkodliwy?
— Znam trochę słabych stron różnych ludzi. Nawet twoich. — Zaśmiał się, samemu popijając alkohol. Było mu przyjemnie i jednocześnie ciężko od jedzenia i trunku, oraz lekko na duchu.
— Wiem, Foster, ale nie jesteś osobą, która by to wykorzy… — Markowi trochę trudniej się mówiło, bo whisky naprawdę nieźle go zmuliła. — Przepraszam. Nie jesteś kimś, kto by to wykorzystał. Trudno mówić tu o szkodliwości.
— Czyli uważasz mnie za kogoś zupełnie niegroźnego?
Mark westchnął i przymknął oczy.
— Mm… Tak, myślę, że tak.
— Hmm… — Psycholog zamyślił się, patrząc przy tym bez zahamowań na twarz rozmówcy. — To stawia mnie w ciekawym świetle. A ty? Jak o sobie myślisz?
— Ja… Ja myślę, że jestem facetem, który stara się z całych sił, ale jest czasem koszmarnie stronniczy, a przez to nie do końca godny zaufania. A do tego przez całą naszą kolację wychodzi ze mnie skończony egocentryk…
— Och, bez przesady, kilka razy próbowałeś się dowiedzieć czegoś ode mnie. To częściowo także moja wina, że rozmawiamy o tobie. Lubię dowiadywać się o tobie czegoś więcej niż już wiem z pracy. — Młodszy mężczyzna uśmiechnął się pokrzepiająco i stuknął swoją szklanką w szklankę gościa.
Ten więc znów otworzył oczy i napił się whisky. Potem uśmiechnął się do gospodarza.
— Nie chciałbyś w tym roku wybrać się jako opiekun do parku Yellowstone? — zapytał niespodziewanie. Jako że park narodowy znajdował się w tym samym stanie co szkoła, co roku organizowano wycieczki w to miejsce. Co prawda były organizowane na wiosnę, ale Mark jakoś nagle o tym pomyślał. Tym bardziej, że jego syn miał ostatnią szansę, bo poprzednim razem złapała go grypa. — Ja też się wybieram.
— One są trzydniowe? — spytał Foster, by się upewnić. Sam także nie jeździł już kilka lat na te wycieczki, nie pamiętał dokładnie.
— Tak, a jeśli zahaczy o weekend, to oczywiście płacę nadgodziny.
— Tym mnie nie zaskoczyłeś. Ale rozważę. Jak znajdę opiekę dla Annie, to mogę jechać, jeśli chcesz. Dawno w sumie nie byłem w Yellowstone. Ciekawe, czy coś się zmieniło.
— Byłoby świetnie! Miałbym lepszego towarzysza niż Jane Graham. — Mark wspomniał o nauczycielce socjologii. — Bo jestem pewien, że Sebastian nie będzie chciał marnować wycieczki na rozmowy z ojcem na temat krajobrazów — dodał z lekkim uśmiechem i znowu się pochylił, by potrzeć nasadę nosa. Cholera, kręciło mu się w głowie.
— Mógłbyś próbą czegoś takiego stracić jeszcze kilka punktów z rodzicielstwa. Nie polecam więc. I… Mark? — Foster położył mu dłoń na przedramieniu. — Masz dość? Może pokażę ci łazienkę, umyjesz się i orzeźwisz?
— Hm? — Mężczyzna szybko podniósł spojrzenie na twarz gospodarza i wyprostował się czujnie na kanapie. — Nie, daj spokój, Foster, zamówię sobie taksówkę. Nie będę ci przecież na głowie tu siedział.
— Wiesz, że dla mnie to naprawdę żaden problem? — odparł psycholog z pewnością w głosie, która miała zasiać ziarno przekonania także w gościu. I jak zwykle udawało mu się to. Mark mięknął pod tym spojrzeniem całkowicie.
W końcu uśmiechnął się słabo i pokiwał głową.
— Dobrze, ale do tej kawy, którą już i tak jestem ci dłużny, będę musiał ci zamówić najlepsze ciasto w lokalu. Prysznic na pewno mnie otrzeźwi, więc może po tym jeszcze chwilę pogadamy, co? Chcę zatrzeć złe wrażenie. I nie, nie mów, że żadnego takiego nie zrobiłem. Nawet jeśli, to przynajmniej dla własnego przekonania, że jeszcze uratuję swoje koszmarne zachowanie.
Foster uśmiechnął się ciepło z dozą rozluźnienia alkoholem i rozbawienia.
— Więc już nie mam nic do dodania — odparł, po czym wstał z kanapy i zachęcił gestem Marka, aby także się uniósł. — Pokażę ci wszystko w łazience i dam ręcznik.
Dyrektor wstał i podążył za nim, czując, że podłoga jest zabawnie niestabilna. Dobra, wiedział, że to on był niestabilny. Bujało go trochę na boki, ale nie było tak źle, żeby potrzebował oparcia. A nawet jeśli, to wiedział, że jego przyjaciel mu pomoże, a potem nie będzie specjalnie wrednie wypominał mu potknięcia. Mógł więc spokojnie za nim iść, nawet zacząć się pozbywać koszuli, jeszcze kiedy Foster był w łazience i zdejmował mu z szafki świeży ręcznik.
Podziękował mu za to wszystko, a potem został sam na sam z prysznicem, który był teraz jego jedynym ratunkiem, aby otrzeźwieć. W końcu było jeszcze wcześnie na spanie, a on naprawdę chciał jeszcze spędzić z Fosterem kilka chwil na przyjemnej, relaksującej rozmowie.

13 thoughts on “Project Dozen – 27 – Ukojenie

  1. Basia pisze:

    Witam,
    och, może coś zaiskrzy między naszym panem dyrektorem , a psychologiem, chciałabym tego, kolacja się udała, no, no ma bardzo słaba głowę…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Katka pisze:

    Porebula, to brzmi, jakbyś założyła Franiowi osobną religię. Spoko, to urocze XD Na pewno by mu się to spodobało. No i widzisz, możesz sympatyzować z Markiem z racji jego pełnionej funkcji. Wiesz, z czym to się je. A do tego facet ma mocno pod górę, bo projekt bynajmniej bez echa w szkole nie przejdzie. Ale nie możemy obiecać osobnego opowiadania o Sebciu i Franiu niestety XD Side story są przeznaczone raczej dla pobocznych postaci, a oni są w tym głównymi, więc no… musisz się cieszyć tym, co tu masz ;)

    Damiann, dzięki za literówki, poprawiłam :) I dalej nie łapię, czemu nie czytasz w całości XD Ale pozdrawiam, oby choróbsko szybko opuściło!

    Ash, „urocze” to dobre słowo dla nich XD mimo że są znacznie starsi od innych bohaterów tutaj. Na pewno niektórych przebijają swoją słodyczą. No i to z kolei urocze z Twojej strony, ze uważasz, ze nawet jak będzie tylko przyjaźń, to będzie dobrze :D Hehehe, myślę, że jest swoisty urok w tym, że są tylko przyjaciółmi. Dziękujemy za komentarzyk i tez pozdrawiamy :D

  3. Ash Alex Sugar pisze:

    Ojej to było takie uroczee!
    Ja też (jak ktoś inny już wspomniał) po tym tekście o afrodyzjaku spodziewałam się czegoś więcej xD
    Ale nawet, jeśli kompletnie nic więcej nigdy między nimi nie będzie, to są uroczy (tak, dorośli faceci też mogą być uroczy ;-;)
    Hah Foster jest straszne skryty! Te uniki w odpowiedziach, podejrzewam, że jest gejem xD
    Chciałabym…
    Ale jak mówie, nawet jeśli ne, to atmosfera relacje między nimi są urocze i bardzo miłe! <33
    ("urocze" to najwyższy komplement w moich ustach.) xD

    Pozdrawiam ;)
    Ash Alex Sugar

  4. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,— Czy sugerujesz przez to podwójną rankę albo wypad na jakąś imprezę dla singli? — zapytał zaczepnie psycholog, drapiąc białą psinkę za uchem.” ~ ,,randkę”
    ,, — Walki jednorożców…? — powtórzył niemądrz Mark e, a jego wargi zostały na koniec rozchylone w delikatnym szoku.” ~ ,, niemądrze”
    ,, — Byłoby świetnie! Miałbym lepszego towarzysza niż Jane Graham. — Mark wspomniał o nauczyciele socjologii. ” ~ ,,nauczycielce”
    Gdybym wszedl do pokoju i zobaczyl faceta masujacego faceta pomyslalbym sobie ,,geje” xD Ich zachowanie jest takie gejowski, ale slodkie. Mam wrazenie, ze hetero by w taki sposob nie spedzil wieczoru z innym facetem. Raczej chipsy i piwo, jakis mecz i cos tam jeszcze. Oczywiscie nie wiem kto jest gejem, czy ktorys z nich jest hetero, nie wiem kim jest Sebastian, bo tego opwiadania nie czytalem xD
    Zmarnowany z tonami chusteczek leze w lozku i czytam wasze opowiadania ;( Nie lubie byc chory, ale chyba bol glowy przez alkohol znosilbym gorzej, wiec niech zostana te chusteczki :P

  5. porebula pisze:

    Ja sie czuje jak fanatyk xD
    Z 10 razy poprzedni rozdział czytałam… Będe to znała na pamięć xD Znaczy te fragmenty z Franem, bo Tak troszeczke go kocham (bbardzo, ujieram bez Frana jak roślina bez wody i kaktusy bez wody też umierają. Wiem z doświadczenia)
    Ja mówiłam, że szipuje już ostatnio jak byli, ale oni są genialni :)
    Rozumiem Mossa całkowicie. Moja mama jest dyrektorem i to jest przerażające… Siedzisz sobie, a tam ci sanepid wbija i musisz mówić ile uczniów je obiadki i dostaje mleko…
    Ulubionym zajeciem nauczycieli jest obgadywanie innych nauczycieli… Ciekawe życie…
    I niech tego pedofila od Kevina zabiorą i zamkną, np w klatce dla psa
    Mówiłam, że sie jaram częstszym Dozen? Więcej Frana *.* i Seby. Da sie od0sobne opowiadanie tylko o nich? XD Albo sprzedam wam nerke!( 2 też moge! ) A wy mi dacie same momenty w których jest Fran ^^ Przekucie sie kurde…
    Ide czytać jeszcze raz

  6. Katka pisze:

    Zen, w sumie masz rację, ten rozdział być dość inny, spokojny i stonowany. Wszystko przez to, ze bohaterowie są dojrzalsi, hehe, było bardzo statycznie. Mark się denerwuje za bardzo, to prawda, ale jak sama widzisz, trudno się mu dziwić. Do tego jego syn w to jest zamieszany, więc to już w ogóle katastrofa. A studia na peeewno nie są po to, by się uczyć XD Sama sesja wiele tłumaczy – wtedy się sprząta pokój, a nie zakuwa XD A co do Tomcia i Woody’ego – tutaj tyyyle jest bohaterów, że i na pewno wielu różnorodnie widzi to „najlepsza para”. Ale staramy się wypośrodkować wszystko, by było coś dla każdego ;) I dzięki za wenę :D Też Cię cieplutko pozdrawiamy!

  7. Zen pisze:

    Ahhh co za spkojny roździał :3 nie spodziewałam sie XD serio,ostatnio cały czas jest akcja :) Mark za bardzo sie tym wszystkiem denerwuje, choć nie ma też sie co za bardzo dziwić, wkońcu nigdy nie wiadomo co tej młodzierzy szczeli do łba hehe
    Jak przeczytałam, że lubczyk to afrodyzjak od razu pomyślałam, że bedzie coś grubszego, ale jednak nie :( ale w sumie dobrze bo to mogłoby zepsuć ich… przyjaźń, znajomość? tak jak jest też jest dobrze :) ale po zachowaniu Fostera domyślam sie że jednak coś jest na temat :D
    „Udało mi się wypełnić to, po co idzie się na studia(…)Dostać do bractwa” tak, bo własnie po to idzie sie na studia XD wcale nie po to żeby sie uczyć XD nauka to kłamstwo, coś takiego nie istnieje na studiach XD hehe
    Miałam nadzieje że w tym roździale będzie Tomas i Woody </3 najlepsza para w tym opowiadaniu <3 <3 <3 trzymam kciuki żeby byli w następnym roździale :D <3
    Pozdrawiam i życze weny :)

  8. Katka pisze:

    Liv, w przyjaźni im idzie bardzo dobrze, więc to na pewno nie zostanie zachwiane. A przynajmniej panowie mają na to nadzieję… póki co na razie na szczęście się nie zapowiada na wrogie nastawienie. A czy związek… może. Zobaczymy, na pewno są sobie bliscy :) A Eric… jeśli dobrze myślę, że będzie w następnym rozdziale :)

    O., nooo, wycieczki dają pole do popisu, wiele się może wydarzyć :D Pytanie, czy dobrego, czy złego i kto w ogóle na nią pojedzie. Ale na pewno będą emocje, hehe. Jednak do wycieczki jeszcze sporo czasu (tak między nami to nawet nie jest jeszcze opisana). Oj i czy ja wiem, czy Anna taka urocza… Ja nie przepadam za takimi pseudo pieskami. Nikogo nie urażając.

    Linerivaillen, mieli być takim lekkim kontrastem właśnie, takim dojrzałym elementem w tym morzu dzieciarni XD Bo nie wiem, czy nie ma tu czytelników, którzy jednak wolą przedział wiekowy dyrcia i psychologa, więc może będzie się im lepiej czytało, gdy co jakiś czas ta dwójka się pojawi.

    Bebok, bardzo spokojny, sielankowy, bo ci faceci już swoje szalone lata mają za sobą, więc mogą być bardziej statyczni. Jak się podobało, to super :D Romansik może być, ale właśnie, pytanie czy w ogóle Moss się na to pisze. Jak widać, nie wykazuje raczej żadnych gejowskich odruchów XD Ale zobaczymy, zobaczymy. I wycieczka też na pewno przebiegnie ciekawie :D

  9. Bebok pisze:

    Skąd ja wiedziałam że ten alkohol nie zostanie nienaruszony ^^ Przyjemny, spokojny rozdział :) Fajna Annie, chociaż aż tak grzeczne psy chyba nie istnieją xd
    Ciekawe czy oni serio tyko się przyjaźnią czy te wszystkie gesty Fostera to zapowiedź czegoś więcej. Oczywiście wyczuwam romans ale jakoś nie jestem pewna pana Mossa xD Wycieczka! Coś się podzieje tam na pewno! :D
    No nic, pozostaje mi tylko czekać na więcej :D

  10. linerivaillen pisze:

    Borze Tucholski, ja ich shippuję *○* motzno. Bardzo ładny rozdział, moje drogie, podobało mi się. Ta para jest trochę kontrastem dla naszych „młodych, gniewnych”. Ciekawe, nie powiem. Ten Foster strasznie jest gejowski, przepraszam xDD

  11. O. pisze:

    Oh nauczyciel pedofil, wycieczka.. Robi się ciekawie (jakby do tej pory nie było xD) zadania mogą być z tym zwiazane.. Ok ekipa nie musi wiedzieć o ciagotach belfra, ale przez przypadek coś się może zdarzyć xD tak samo na wycieczkach, duuuuużo się tam zawsze dzieje xD wgl myślałam że psycholożek przeleci dyrektora xD no cóż, wszystko przed nimi xD Anna urocza, szkoda, że mój kot taki nie jest.. :(

  12. Liv pisze:

    Super rozdzial, trzymam za nich kciuki. W sumie nawet jak nie zwiazek, to przyjazn czy cos… hehe. :)
    I, ekhm, „impreza dla singli”, co? Jaki syn, taki ojciec…
    Bedac szczera, liczylam na Erica, bo okropnie za nim tesknie. Tylko z nimi jeszcze nic sie nie zadzialo. Ale moge poczekac, ta para tez jest mega fajna :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s