No Exit – 27 – Mokre zwieńczenie trudnego tygodnia

— Wiesz, Dean, że jakbyś wpadł tutaj z dwa tygodnie wcześniej, nie musiałbyś szukać mieszkania? — rzucił Marvin pomiędzy kęsami.
Danie, które przygotował Jaz, wyszło genialnie. Makaron może był odrobinę zbyt miękki, ale nie tak, by to szczególnie przeszkadzało. Cała potrawa smakowała zwłaszcza Marvinowi, który uwielbiał ryby w różnych postaciach. Do tego kieliszek białego wina bardzo pasował. Jedli w salonie, przy nieco przygaszonym świetle, na niskim stoliku, więc siedzieli na poduchach na podłodze, by było im wygodniej.
Gdy Dean spojrzał na Marvina pytająco, ten rozwinął myśl:
— Jeszcze wtedy nie wynajmowałem swojego starego mieszkania, wiesz, sprzed przeprowadzki do Jaza. Stało puste.
— To wasz miesiąc miodowy był cholernie udany — odparł najstarszy mężczyzna, jedząc razem z nimi, z czego był wyjątkowo szczęśliwy. Lubił być dokarmiany. Chociaż jeszcze z miłą chęcią do tego sosu pomidorowego, w którym była ryba, wpakowałby albo oliwki, albo anchois, albo serek pleśniowy. Nic jednak nie mówił, wiedząc, że jego kubeczki smakowe były odrobinę upośledzone.
— Miesiąc miodowy? — Marvin nie nadążał za tokiem myślenia kumpla, więc dopytał, równocześnie popijając kęs winem.
— Przeprowadziłeś się. Wspólne mieszkanie. Nowy rozdział w życiu. Miesiąc miodowy — Dean przestawił swój tok myślenia, oblizując usta swoim rozdwojonym językiem.
Marvin przytaknął, zerknął na Jaza i uśmiechnął się lekko.
— Dojrzewamy, co? A w moim dawnym mieszkaniu jest teraz młody facet, który niedawno wyprowadził się od irytującej rodzinki. Cała pierwsza kasa poszła dla Orvela — skończył z dość wymownym uśmiechem.
— Gdyby nie to, że najchętniej znowu zamknąłbym skurwiela w komórce, to kazałbym mu to, kurwa, oddawać — Jaz od razu zdenerwował się na wspomnienie tego irytującego pół-Indianina.
— Wyślij mu maila — rzucił Dean między kęsami.
— Nie chcę mieć już z tym gościem nic wspólnego. Niech się podciera tą kasą. Bardziej mi zależy, by to już było zamknięte, niż na odzyskaniu kilku dolców — stwierdził Marvin z westchnieniem. Jakikolwiek kontakt z Orvelem kosztował go zbyt wiele nerwów, żeby marnował je z powodu pieniędzy. Szczerze, to chętnie by mu jeszcze dopłacił, żeby się tylko upewnić, że już nigdy nie będzie musiał oglądać jego twarzy.
Jaz jeszcze fuknął pod nosem, częściowo zgadzając się z kochankiem, chociaż szkoda mu było, że tamten chuj jeszcze bardziej nie dostał po dupie.
— Jak chcecie. — Dean wzruszył ramionami. — I w ogóle, nie macie pojęcia, czy coś dobrego jest w kinie?
Marvin tylko pokręcił przecząco głową, bo miał usta pełne makaronu. Oblizywał właśnie wargi z sosu, czując się coraz bardziej pełny. Choć nie mógł się doczekać, kiedy będzie pełny zgoła gdzie indziej i zgoła czego innego.
Jaz za to przełknął głośniej ślinę, domyślając się, po co Dean pyta o to kino. To było jego zdaniem strasznie miłe w porównaniu do tego, że ostatnio ich podglądał, kiedy się pieprzyli. Widocznie teraz widział, że jest to coś ważnego i wyjątkowego.
— Niestety też nie. Ale ten, w poniedziałek widzisz się ze swoim nowym szefem? — rzucił, aby cokolwiek powiedzieć i zmienić temat chociaż na chwilę.
— Na to wygląda… A wy się wybieracie? — Dean odpowiedział pytaniem, nie wiedząc, czy ma na nich czekać rano.
— Normalnie powinniśmy wpaść, żeby omawiać z Peterem kolejny występ i myśleć nad aranżacją. Ale mówiłeś, że wyjebał Pete’a. — Marvin dopiero teraz zauważył, że to trochę komplikowało sprawę. Dobrze by było pojechać i dowiedzieć się, jak teraz wszystko będzie działać.
— Powiedział, że ten będzie wściekły — odparł Dean. — I jeśli zajmuję jego miejsce, to chyba na mnie to spada, co nie?
— Na to wygląda. A Pete będzie rzucał gromami z oczu. Teraz nieźle zarabiał na „pracy” z nami, a gdyby Harley cię nie przyjął, miałby jeszcze większe zarobki, bo doszłaby mu druga parka do szkolenia — zauważył Marvin, aż kręcąc głową.
— No, to już mam pierwszego wroga w miasteczku. Mmm… prawie jak w domu —rzucił Dean z westchnieniem.
Jaz tylko się im przysłuchiwał. Mimo że mieli choreografa, to sami dużo siedzieli nad układaniem występów i tak naprawdę powstawały one z ich inwencji. Dopiero pod koniec Peter ewentualnie sprawdzał ich pracę i dodawał swoje trzy grosze.
— Wiesz, Dean, z nami nie będziesz miał dużego problemu. Trochę już radzimy sobie sami, więc skup się bardziej na Karlu i… kto to w ogóle ma być, ten nowy? — Marvin pomaczał resztki ryby w sosie i wpakował do ust.
— Dustin… Hill, bodajże. Jakiś chłopak, który wdał się w rodziców. Ma dobre przygotowanie, ale raczej sam by dużo nie sklecił. I zatrudnieniem chłopaka był właśnie warunek, że zajmę się tym, aby nie stał jak kołek na scenie — wytłumaczył Dean, grzebiąc widelcem w resztach jedzenia. — Ale nie znam go, więc wiem teraz tyle co wy.
— Jeśli ma predyspozycje, dasz sobie z nim radę. Gorzej, jakby było odwrotnie i miał wyobraźnię, ale brak techniki — stwierdził Marvin, podpierając się za plecami ręką, w drugiej trzymając kieliszek, bo już skończył jeść.
Po chwili na swoich palcach poczuł palce kochanka, bo ten też już odłożył sztućce i teraz chciał już dotknąć swojego przystojnego kochanka.
— Wiem. Nie obawiam się go, bo widziałem, jak się rusza. Ale teraz… — Dean wsadził sobie ostatni kęs obiadu do ust. — Chyba jestem już w stanie prowadzić, więc… — Cmoknął do nich w powietrzu, wstając. — Dam znać, jak będę wracać.
Marvin napił się wina i potaknął, patrząc na niego w górę.
— Dzięki, mistrzu. — Miło było, że Dean bez oporów chciał im zapewnić prywatność na ten wieczór. Sam nie miał nic przeciwko wspólnym zabawom, ale chyba zatęsknił już do takiego sam na sam z Jazem. W końcu to jego kochał.
Jasper też skinął mu głową, naprawdę wdzięczny. Nie chciał go wypraszać, a ten mimo wszystko stanął na wysokości zadania, a nawet wyżej. Miał u niego dług wdzięczności.
— Mam nadzieję, że chociaż kolacja smakowała — rzucił, mając nadzieję, że nie brzmi głupio.
Dean na szczęście uśmiechnął się normalnie i poczochrał mu włosy.
— Pyszna, pyszna. A wy bądźcie grzeczni i nie spalcie mieszkania! — Zaśmiał się, już ubierając buty.
— Powiedział piroman — rzucił Marvin z uśmiechem, ale Dean będący w przedpokoju, nie mógł tego usłyszeć. Za to gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, a oni zostali sami w salonie z reszkami wina w kieliszkach i spokojną muzyką, która przez cały czas płynęła z głośników, starszy mężczyzna skierował swoje przeszywające oczy na kochanka. — Dziękuję. Rozpieściłeś moje podniebienie — zamruczał z cieniem uśmiechu.
Jaz uśmiechnął się ciepło i przechylił się do kochanka, całując go bardzo delikatnie. Jednocześnie ścisnął jego dłoń leżącą na podłodze.
— A mogę coś jeszcze rozpieścić?
Marvin rzucił mu bardzo długie, zmysłowe spojrzenie, po czym odstawił kieliszek na stolik i zerknął na ich splecione dłonie.
— Może… Co byś na przykład chciał zrobić, mm?
— Mmm… myślę… — Jasper przysunął się bliżej kochanka, zaczynając obcałowywać mu twarz — że mógłbym cię całego wycałować, possać twoje sutki… dotknąć cię tam, gdzie nie mogę na scenie.
— Na scenie są granice… które z tobą zdecydowanie zamierzam przekroczyć — odpowiedział Marvin, samemu odpowiadając na lekkie pocałunki i przesunął koniuszkiem języka po linii szczęki Jaza.
— Mmm… Dobrze. I tylko ze mną, co? — podjudzał go, nadal ściskając jego dłoń swoją. Drugą położył mu na nodze.
— A co, jak Dean wymyśli układ dla mnie i nowego pana tancerza? I każe mu na scenie wsunąć mi palce za bieliznę na tyłek? — odmruczał Marvin, chcąc ujrzeć, jak Jaz okazuje mu tę swoją zaborczość, jak pragnie go tylko dla siebie. To było zarówno urocze, podniecające, jak i cholernie przyjemne, że ma kogoś takiego.
— To każę mu się walnąć w ten przygolony czerep — warknął Jasper, krótko ściskając udo kochanka. — Sam mówiłeś, że na scenie są granice. Nie ma, kurwa, przekraczania ich.
— Już ty zadbasz o to, by nikt mnie tam nie obmacywał, co? — Marvin spojrzał mu w oczy i pchnął go nagle na plecy na poduszki, po czym klęknął nad nim. — Mój mężczyzna — dodał i pochyliwszy się, pocałował go mocno, namiętnie i wręcz żarłocznie.
Jasper jęknął nisko i przesunął dłonie z jego kolan, przez uda, aż na tyłek.
— Moja dupcia… Kurwa, jaki ty seksowny!
— Zmacaj ją — zamruczał Marvin, podpierając się rękami po bokach głowy kochanka i zakręcił lekko biodrami. — Wsadź tam ręce, bo jest mi w nią gorąco na samą myśl, że jej dotkniesz.
— To schyl się i pocałuj mnie — rozkazał Jaz, już ściskając twarde pośladki. Potarł je też i klepnął mocno, aby znowu zacząć ugniatać.
Marvin ściągnął brwi, stękając krótko na takie traktowanie. Tak, to mu się podobało i podniecała go ta pewność kochanka. Był strasznie seksowny, gdy pokazywał to swoje zaborcze, dominujące ja.
Bez zawahania wpił się w jego usta, splatając jego język ze swoim. Wygiął przy tym kręgosłup, nadstawiając się do jego dłoni, a Jasper pogłębił pocałunek, wyciągając dodatkowo głowę do góry. Jednocześnie jego ręce były coraz bardziej zaborcze.
Zaczął rozpinać Marvinowi rozporek, aby w końcu wcisnąć gorącą, dużą dłoń do środka, pod bieliznę, aby poczuć pod opuszkami rozgrzaną skórę. Był pod wrażeniem tego, jak jędrne były te pośladki. Uwielbiał na nie patrzeć, podczas tańca, czy gdy podskakiwały, trącane od dołu palcami. Nęciły niczym zapach świeżego pieczywa w piekarni.
Marvin jęknął w jego usta, spinając i rozluźniając pośladki. Odsunął się od pocałunku tylko po to, by zdjąć przez głowę cienką bluzkę z długim rękawem. Odrzucił ją na bok, prezentując kochankowi swoje sprężyste, teraz idealnie gładkie, bo wczoraj wydepilowane, ciało.
— Chcę być przed tobą cały nagi…
— To na co czekasz? — odparł Jaz, uśmiechając się pewnie z podłogi. Odsunął dłonie od jego pośladków i jedną podłożył sobie pod głowę
Marvin oblizał usta i nagle poderwał się do góry, zgrywając swój ruch z mocniejszym uderzeniem perkusji w utworze, który właśnie płynął z głośników. Teraz mężczyzna stał nad Jazem, patrząc na niego z góry bez słowa. Przesunął językiem po opuszkach dwóch palców, po czym powiódł nimi po swoim podbródku, szyi, odchylając przy tym mocno głowę, a potem w dół, przez mostek, środek klatki piersiowej, brzuch, aż do spodni. Zaczął zsuwać je w dół, poruszając na boki biodrami.
Jaz uśmiechnął się pewnie, patrząc na kochanka wygłodniałym wzrokiem.
— W takich momentach rozumiem tę bandę pod sceną. Ściągaj już te gacie i wracaj do mnie.
— Już jesteś napalony? — Marvin uśmiechnął się seksownie i po zdjęciu spodni, pozbył się bielizny. Teraz stał nad Jazem całkowicie nagi, z wyraźną erekcją. — Już chcesz do mojej dziurki? — dopytał się, sięgając palcami do tyłu i przesuwając nimi w górę i w dół rowka.
— Chcę do twojej dupci i do twojej klaty. I kutasa. Już ci zresztą stoi, jakbyś miał zaraz z niego trysnąć. — Jasper się zaśmiał i uniósł, łapiąc go dwoma palcami za żołądź.
Marvin zahaczył zębami o dolną wargę, przyglądając mu się z góry. Nawet przesunął palcami po włosach kochanka. Jaz znowu się uśmiechnął i pogłaskał główkę penisa mężczyzny po samym czubku. Czekał w napięciu na reakcję.
— Mmm, i jak? Wrócisz tu do mnie na dół?
Marvin w odpowiedzi zgiął nogi w kolanach, klękając przy nim. Od razu objął go za szyję i wypiął biodra, ocierając się penisem o jego brzuch.
— Kocham to, jaki jesteś duży — szepnął.
— Mam nadzieję, że nie tylko to — Jaz zamruczał, obejmując go w pasie i nie dając mu czasu na odpowiedź, bo znowu wcałował mu się w usta. Jego dłonie już ugniatały ciało pod nimi, delektując się jego sprężystością.
— Nn… — Marvin jęknął, reagując na każdy dotyk, rozgrzewając się coraz mocniej. Podniecało go w tej chwili to, że Jaz wciąż był cały ubrany i obmacywał jego, nagiego.
Obniżył nieco tyłek, siadając mu na udach i przesuwając nim w przód i w tył. Przez to ocierał się o niego pośladkami i jądrami.
— Jesteś strasznie podniecający i podniecony, co? — zamruczał Jaz, obcałowując kochanka po policzkach i powiekach. — Powoli i tak, czy mam wstać jeszcze po jakieś nawilżenie? — wyszeptał Marvinowi do ucha, wsuwając już palce pomiędzy jego pośladki i pocierając wejście. Marvin był wszędzie taki gładki. Kiedy się depilował, pozbywał się każdego włoska z ciała, poza głową, czyli też poza zarostem na twarzy.
— Nie pozwolę ci się odsunąć ani na sekundę — starszy tancerz zagroził szeptem i sięgnął za siebie. Położył palce na jego palcach i mocniej nacisnął nimi na swoją szparkę. Przy tym stęknął i wtulił twarz w zgięcie szyi kochanka.
Jasper odetchnął nisko przez rozchylone usta i przecisnął opuszkę palca przez jeszcze odrobinę zaciśnięte mięśnie kochanka. Ten był tak gorący i seksowny, że czuł, że się poci we własnych ubraniach.
— Ooch… — sapnął Marvin, wtulając mocniej twarz w jego szyję. Przez jego ciało wyczuwalnie przebiegł dreszcz.
— Ma ci być dobrze, więc nie bądź skromny. Mów, gdzie cię pieścić, gdzie cię dotykać. Chcę słyszeć, jak jęczysz — Jasper wydyszał do ucha kochanka, wsuwając palec coraz głębiej i w końcu sięgając do jego prostaty. Czuł lekkie tarcie, bo było sucho, więc starał się być delikatny.
Starszym mężczyzną wstrząsnęło w jego ramionach.
— Kurwa…! — wydyszał, opierając czoło o jego ramię. — Ta… tam… Jeszcze raz tam pomasuj…
— Mmm… Zachowujesz się, jakby cię tam nikt wieki nie dotykał albo… — Jaz dotknął znowu to samo miejsce, mocno je stymulując — wręcz przeciwnie, jakbyś je już tak długo pieścił, że jest bardzo podrażnione.
— Tam mi jest najlepiej… — sapnął Marvin, czując pieczenie na policzkach przez ten masaż prostaty. Uwielbiał być w roli pasywnej w seksie, bo takie pieszczoty sprawiały mu ogromnie dużo przyjemności. Do tego oczywiście dochodziła władczość drugiego mężczyzny, która tylko wzmagała w nim żądzę i podniecenie oraz pragnienie zupełnego poddania się, oddania kontroli. Co by nie mówić, lubił być posiadany. — Moja… moja dupcia jest przeznaczona do bycia pieszczoną — dodał z lekkim uśmiechem i znowu jęknął, wijąc się w jego ramionach.
—To trzeba ją dobrze rozpieścić — odpowiedział Jaz, jeszcze raz go całując w usta i klepnął go w pośladek. — Unieś się i wypnij do mnie.
Marvin spojrzał mu w oczy i oblizał wargi zmysłowo. Był świadom tego, jak czerwony był na twarzy i miał nadzieję, że wzbudza to w kochanku chęć zawłaszczenia go.
Uniósł się posłusznie i odwrócił tyłem do drugiego mężczyzny. Klęknął mu nad nogami, wypinając się pośladkami w jego stronę. Dłońmi wsparł się o kolana kochanka. Już chciał znowu poczuć w środku dotyk. To łaskotanie, masowanie…
Jasper najpierw zasyczał z podniecenia, łapiąc go za pośladki, aż plasnęło. Zrobił to kilka razy, po czym pokręcił nimi, rozmasowując i rozciągając je na boki.
— Jaka dupa… — zamruczał z lubością, po czym splunął na jego dziurkę, a następnie ciepłym, wilgotnym językiem rozsmarował wilgoć po całym wejściu.
Marvin zamknął powieki i zaczął posapywać cicho. Jego sztywny penis wisiał pomiędzy nogami, a zaróżowione pośladki aż go parzyły. Szparka też rozluźniła się pod wpływem tej przyjemnej pieszczoty.
Tak, chciał być jego dupcią. Może i wielu myślało, że on sam jest najseksowniejszym facetem w okolicy, ale według niego Jasperowi było do tego dużo bliżej. Oczywiście to mogło w dużej mierze zależeć od preferencji, ale był pewien, że każdy bottom chciałby mieć takiego mężczyznę. Ciepłego, uroczego, a do tego, kiedy trzeba, pewnego siebie i cholernie seksownego. To przy nim czuł się bardziej pożądany, podziwiany i kochany, niż gdy był na scenie. A do tego Jaz chciał tylko jego. I było to czuć. Nie tylko teraz, kiedy masował go pomiędzy jądrami a rowkiem palcami oraz pieścił językiem.
Marvin nic nie mówił, ale był wyraźnie rozgrzany, oddychał płytko i co raz podrygiwał, kiedy pieszczoty były bardziej intensywne.
W pewnym momencie obejrzał się na kochanka, złapał jego spojrzenie i wymruczał:
— Wypełnij mnie już… proszę…
Jaz jeszcze ścisnął jego pośladek, a drugi ugryzł.
— Już? Jesteś gotowy? — spytał z napięciem w głosie i wielką ochotą na ciąg dalszy.
— Tak, bierz mnie, tygrysie.
Jasper zawarczał i jeszcze raz polizał pośladek Marvina, nim zaczął się pospiesznie rozbierać. Był to też czas, aby wygodniej się usadowić, chociaż wszystko robili w nagłym pośpiechu, bo Jaz był rozgrzany jak piec i chciał już nakryć sobą kochanka. Usłyszeć, jak ten jęczy z przyjemności, jak go sobą ściska i poczuć, jak im obu jest dobrze.
W efekcie tego pośpiechu, ściągnął spodnie tylko do kolan i sztywnym od dawna penisem potarł po dziurce starszego mężczyzny, a ten sapnął głośno z podniecenia i ekscytacji wywołanych tym, co miało nastać. Sam fakt, że nie poczuł prezerwatywy, tylko po prostu kutasa swojego faceta, był w tym momencie chyba najlepszy. Na samą myśl, że Jasper w nim dojdzie, aż mu penis drżał.
Wygiął mocniej kręgosłup, nadstawiając się i zachęcając Jaza, a on jeszcze pogładził go po bokach i kręgosłupie, po czym splunął na jego dziurkę i dopiero zaczął się w niego wsuwać. Powoli i z wyczuciem. Masował przy tym jedną dłonią jego jądra, by podczas tego wypełniania było mu przyjemniej. Każdy etap seksu miał być dobry, bez zbędnego dyskomfortu. Tym bardziej, że nie używali poślizgu.
— Mm… mmm… — mruczał Marvin, schylając się niżej i opierając czoło o splecione dłonie. Powoli przyzwyczajał się do coraz większego rozpychania, a gdy penis otarł się o prostatę, znowu wyraźnie drgnął. — Uch… Nie wiem, czego dosypałeś do… do tego obiadu, ale… czuję się jak na afrodyzjaku… albo viagrze — wydyszał.
— Nnn… To tylko zaleta czekania… takiego… że chcesz, ale nie masz od razu — Jaz zamruczał i poskubał go zębami w kark. — Mam ochotę cię przemłócić… Powiesz mi, kiedy… będę mógł szybciej? — poprosił i objął Marvina mocno, na razie dość niespiesznie się ruszając.
— Jeszcze chwilę… — odpowiedział starszy mężczyzna, którego serce aż zadudniło na słowo „przemłócić”. Najchętniej powiedziałby „już, teraz!”, ale nie chciał, żeby bolało. Miało nie być jak z Orvelem. Miało być idealnie. Dlatego starał się dostosować do penisa kochanka i nie zaciskał się. Czuł się tak przyjemnie rozluźniony z tym, że miał za plecami właśnie Jaza, który dotykał go po całym ciele i całował za każdym razem, kiedy się w niego wsuwał. Powoli też przyspieszał, oddychając coraz szybciej nad kochankiem.
Marvin w końcu czuł, że nic nie trze zbyt mocno, a zwieracz miał na tyle rozluźniony, że członek Jaspera nie był bolesnym doznaniem, a czymś cholernie dobrym.
— Ostro, Jaz. Pieprz mnie mocno…! — wydyszał, falując pod nim seksownie.
Kochanek jeszcze chwycił go za brodę, odwracając do pocałunku i mocniej się wysunął. Kiedy znowu pchnął biodrami do przodu, zrobił to dużo silniej niż dotychczas. Z głośnym, niskim stęknięciem.
Marvin wierzgnął pod nim, a jego uda mocno zadrżały. Zamruczał coś niewyraźnie w usta młodszego mężczyzny. Wraz z każdym kolejnym pchnięciem zaczął się niemal wić po nim, czując spazmy przechodzące po całym ciele. O tak, penis Jaza był cudowny, a on był podniecony tym, że ten facet tak zdecydowanie go bierze.
Jaz przyciskał go przy tym do siebie i całował, jakby obiad był niewystarczający i teraz jego chciał pożreć. Marvin za to dyszał ciężko, oddając mu się całkowicie. I gdy w pewnym momencie odsunął się od pocałunku, spojrzał mu poważnie w oczy, mimo wyraźnego rozgorączkowania.
— Możesz myśleć, co… co chcesz… że masz faceta… którego zaliczyła cała masa kutasów… Ale ten facet jest teraz i już zawsze cały twój… I cała reszta niech żałuje, że, kurwa, to ja mam teraz w dupie najlepszego chuja w mieście…! — wydyszał z mocnymi rumieńcami.
Jasper aż jęknął niżej w odpowiedzi na te słowa. Nie za bardzo chciał słyszeć teraz o tych innych, ale już ta druga część bardziej, ale to dużo bardziej mu się podobała! Kiedyś miał masę kompleksów, czuł się taki nijaki i nieatrakcyjny. Teraz co prawda sam pracował na to, by dobrze wyglądać, codziennie rano biegał, a na scenie ćwiczył aż do wyczerpania, ale Marvin też miał swój wkład w jego poczucie własnej wartości. Przy nim czuł się doceniony i rzeczywiście na swój sposób podziwiany.
— A mój chuj… jest teraz w najlepszej dupie na świecie! — wygłosił i znowu mocno go chwycił, całując. — Umm… czekaj! — jęknął po chwili i wysunął się z kochanka. Przewrócił go na plecy, złapał za uda i wbił się w niego od razu mocno, pochylając się i ponownie całując.
Marvin krzyknął w jego usta, czując, jak pod tym kątem jest idealnie. Objął kochanka za szyję, cały drżąc pod nim. Przyjemność przychodziła falami, gdy penis Jaza ruchał go i ocierał się o prostatę. Było mu tak dobrze…! Zupełnie się zatracał, tak jak na scenie, kiedy wpadał w twórczy amok i taniec pochłaniał go całkowicie.
W pewnym momencie oderwał się od ust kochanka, złapał najbliższą poduszkę i odwróciwszy na bok głowę, zagryzł na niej zęby. Zdusił tym samym głośny jęk, który był zapowiedzią szybko zbliżającego się orgazmu.
Jaz sięgnął do jego twarzy i odciągnął go od poduszki. Chciał to słyszeć! Sąsiedzi wiedzieli, kim jest, gdzie pracuje, a on miał w głębokim poważaniu ich opinię na ten temat. Chciał więc słyszeć Marvina drącego się z przyjemności, którą mu dawał. Zmarszczył nawet nos i z nową siłą, mocniej zaczął uderzać w jego najczulsze miejsca.
— Jaaa…. Jaaaz! Jak dobrze…! — Marvin wyjęczał głośno, dysząc i wręcz nie mogąc złapać oddechu. Potem znowu krzyknął, gdy mężczyzna wdarł się w niego i nagle cały się wyprężył, dochodząc z przeciągłym, nieskładnym jękiem.
Jasper uśmiechnął się szeroko, ale mało przystojnie, bo był skupiony zarówno na widoku, który się przed nim ukazał, jak i na przyjemności, która właśnie wkraczała na nowy, wyższy poziom.
— Już… Ma… Marvin… — wydyszał między stęknięciami i przekleństwami. Tylko kilka ruchów dzieliło go od tego, aby napełnić kochanka spermą. Chciał z tego czerpać jak najwięcej. Z przyjemnego zmęczenia, otumanienia i nawet tego cudownie palenia, jakie czuł w żyłach, sercu i płucach. Zupełnie nieważne były teraz kropelki potu, które utworzyły się na jego skórze.
Po kilku mocnych, szybkich pchnięciach wreszcie doszedł w ukochanym i jeszcze dość długo bujał się w przód i w tył, postękując. Kiedy w końcu znieruchomiał, położył się na starszym mężczyźnie, który wyglądał na średnio przytomnego. Oddychał głęboko, a w pewnym momencie uśmiechnął się słabo i szepnął:
— Pełny.
— Mmmm… Pełniutki. Dużo było, czujesz? — Jaz pogłaskał go po policzku.
Marvin przymknął oczy z przyjemności.
— Tak. Bardzo dużo. Dużo… dużo lepiej bez tych pieprzonych gum — odpowiedział z lekkim uśmiechem. — Nie wysuwaj jeszcze.
— Spoko — Jasper zgodził się bez problemu na ten mały warunek i znowu cmoknął kochanka w policzek. — Jak się moja najpiękniejsza dupcia ma?
Marvin spojrzał na jego orzechowe oczy. Na szeroką szczękę, seksowne usta i całą tę twarz mężczyzny, w którym był zakochany. Zakochany od dawna, a i tak tyle czasu go ranił. Chciał to jakoś naprawić, zrewanżować mu tę cierpliwość i wyrozumiałość.
Uśmiechnął się z przyjemnym, pełnym rozleniwienia spełnieniem.
— Szczęśliwie.
Jaz uśmiechnął się i cmoknął mężczyznę w usta.
— A Marvin, jak się ma? — Zaśmiał się zmęczonym głosem.
Starszy tancerz zamyślił się, mrużąc lekko oczy, jakby się zastanawiał, a tak naprawdę dobrze wiedział, jak się czuje. Zupełnie jakby nie chciał, żeby wskazówki zegara się poruszały i by mógł tak leżeć z nim w nieskończoność.
— Hm… udobruchany. Postarałeś się.
— Kocham cię! — Jaz uśmiechnął się znowu i pocałował kochanka. — I byłeś strasznie seksowny!
Marvin westchnął z łagodnym uśmiechem i poruszył na boki biodrami. Nadal czuł w sobie penisa oraz wilgoć, która spłynęłaby po jego rowku, gdyby nie był tak zatkany.
— Wiesz, stary… jak teraz wszystko wróciło do normy, chyba mogę zacząć myśleć o przyszłości, co? — rzucił, głaszcząc go leniwie po włosach. — Na przykład o tym, co zrobimy z następną kasą za mieszkanie… Czy może serio się gdzieś nie wybierzemy, co?
Jaz znowu uśmiechnął się ciepło.
— Mmm… Można. Jak Karl i ten nowy będą już coś robić, to może dostaniemy tydzień wolnego, hm?
— Mhm… Zaplanujemy coś — odpowiedział Marvin, aż dziwne się czując przy wypowiadaniu tego słowa. Nigdy nic nie planował. Może występy… Ale nic dłuższego. Odmiana była na swój sposób przyjemna i dawała swoiste poczucie bezpieczeństwa.
Jaz znowu zamruczał i potarł nosem o szorstki, zarośnięty, a do tego rozgrzany policzek kochanka.
— Jesteś idealny, a mi nie chce się z ciebie wstawać.
— Nie wstawaj. Jeśli chcesz, tylko się wysuń i połóż obok — zaproponował Marvin, nie mając zamiaru się nigdzie ruszać. Na poduchach było miękko, muzyka nie przestawała grać i w tej chwili osobiście uważał, że to miejsce na ziemi jest najwygodniejsze.
Jaz skinął głową i zrobił tak, jak zasugerował mu partner. Przytulił się zaraz do niego, mrucząc z zadowoleniem. Lubił to, że przewyższał go swoją muskulaturą. Mógł go zagarnąć i poczuć, że jest cały jego, zawłaszczyć i mieć tylko dla siebie.
— Dobry koniec tygodnia.
Marvin wyczuł, jak z jego szparki wycieka odrobina spermy kochanka. Ścisnął specjalnie pośladki, żeby rozsmarować ją po większej przestrzeni rowka. Lubił być tam wilgotny.
Uśmiechnął się i pocałował Jaza w szczękę.
— Mam cały mokry tyłek. To chyba rzeczywiście znaczy, że to dobry koniec.
— Mmm… I wiesz, że jak jeszcze Deana nie ma, to możemy to powtórzyć?
Marvin od razu się uśmiechnął.
— Czyli co, tygrysie? Obiecujesz, że nigdy nie znudzisz się moją dupą? — zapytał, po czym prychnął cicho i sprostował, patrząc mu w oczy poważniej: — Że nigdy nie znudzisz się mną?
— A już tego nie zrobiłem? — Jaz spytał z cieniem rozbawienia.
— Powiedz jeszcze raz. Lubię, jak mnie kochasz. — Marvin zagryzł wargę, znowu się uśmiechając. Czuł przyjemne ciepło i specyficzną nerwowość, kiedy tak rozmawiali o uczuciach.
Młodszy mężczyzna zamruczał nisko, ścisnął Marvina w swoich ramionach i mocno pocałował go w usta.
— Kocham cię i nie ma, kurwa, opcji, żebyś mi się znudził. Za bardzo za tobą szaleję.
Marvin westchnął błogo i pogłaskał Jaza po karku.
— To teraz mi to udowodnij i przerżnij mnie jeszcze raz — powiedział, patrząc mu w oczy, a Jaz roześmiał się i skopał do końca spodnie z nóg.
— Myślę, że da się zrobić — szepnął i zaczął całować Marvina po twarzy, dalej po szyi i w dół… aby w końcu złapać go za penisa i polizać.

6 thoughts on “No Exit – 27 – Mokre zwieńczenie trudnego tygodnia

  1. Katka pisze:

    Basia, Marvinowo-Jasperowo :) Teraz nam się w sumie dwa wątki zrobiły, bo Dean i Harley. Fajnie, że wciąż ciśniesz! Wykorzystuj czas XD Pozdrowionka :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    o tak, mmm Marvin udobruchany, Jasper bardzo się postarał z tym obiadkiem…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Damiann, to bardzo dobrze, że odbyłeś ze sobą tę fascynującą rozmowę i wszedłeś na stronę ;) Miałeś do czytania rozdział. No i strrrrasznie dyskryminujesz mi Marvina! Pod względem jego… powiedzmy brzydko, zużycia. Smutno mu będzie :(

    O., widzisz, Dean mimo swoich wad potrafi się zachować w porządku. I nawet trzy serduszka dostał! Szał! A odpoczynek się każdemu przydaje. Jestem pewna, że teraz, gdy rok szkolny/akademicki się zbliża, każdy już dogorywa i chce, żeby się to wszystko skończyło XD Chłopakom też by się wypoczynek przydał. Ech, ech, przepracowanie i inne stresy to zło. No i Ty też jedziesz po Marvinku, że dziwka! Jak on się biedny ma zmienić, jak każdy mu o tym przypomina XD

    Bebok, yey, kolejne opowiadanie nadrobiłaś :D super, szybko Ci idzie! Jestem pod wrażeniem! Więc standardowo tutaj odpowiem na wszystkie komentarze.
    Groźne byczki mają to do siebie, że są sexy XD Ta agresja wywołana troską o swoją drugą połówkę… mrrrr :D No i ogólnie chyba nikt za Peterem tęsknić nie będzie XD Dean na pewno lepiej się spełni w jego danej funkcji, także papa, Peter.
    Opisywanie randek jest zawsze specyficznym zabiegiem. Bo niby zazwyczaj dzieje się na nich standardowo to samo, ale zawsze charakter, sytuacja czy inne czynniki powiązane z bohaterami trochę zmieniają jej przebieg, czy nadają innego klimatu. Przyznam, że osobiście zawsze się boję, by nie powtarzać schematu, ale jak mówisz, że było fajnie, to się cieszę XD
    W ogóle widzę, że Twoja faza na Deana i Harleya rośnie i że ta parka w ogóle zdobywa caaałkiem sporą sympatię w tym opowiadaniu, hehe. Ciekawe, czy jakby zrobić ankietę, to by wyszło, ze są bardziej lubiani niż główna para, czy nie XD
    Bo Marvin jest wulgarny XD Taki jego urok (który nie każdemu musi się podobać). Myślę, że Jasper to lubi na swój sposób, ale jak mówię, gusta i guściki ;) A kontynuacji wątku DeanxHarley na pewno będzie dużo, więc powinnaś mieć co czytać :D

  4. Bebok pisze:

    Dean <3 – wyrażenie miłości do tej postaci jest obowiązkowe xd
    Marvin jak zwykle wydaje mi się jakiś taki.. wulgarny. Hmmm, lubię Jaspera nawet, nadaje trochę uroku tej parze, ale do Marvina nie jestem w stanie się przekonać xd po prostu mnie wkurza swoją osobą. Seks był dobry, rozdział niczego sobie ale i tak czekam niecierpliwie na kontynuację wątku Dean&Harley ;D

  5. O. pisze:

    Dean zachowałeś się w porządku! Serduszka dla Ciebie <333 więcej nie dostaniesz bo na skiniecie Marvina byś się dołączył..
    Ale!! Sex był równie pyszny cm ich jedzenie, a nawet lepszy! Trochę smutne było jak wspomniał Marvi o połowie miasta, ale nadrobil to tęsknotą do sam na sam z Jazem xD No i wakacje serio im się przydadzą takie spokojne, sielankowe bez pokus, bez presji występów etc. Odpoczynek i psychiczny i fizyczny..
    Ah i to jak Marvi powiedział że lubi jak go Jasper kocha i domaga się tego słyszeć było urocze~! Taka przemiana dziwki xD

  6. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,, Chcę słyszeć, jak jęczysz — Jasper wydyszał do ucha kochanka. wsuwając palec coraz głębiej i w końcu sięgając do jego prostaty. ” ~ bez kropki przed ,,wsuwając”
    Mysle sobie, wejsc czy nie wejsc. ,,Ale Dawid nic nie bedzie, przeciez niedawno byl rozdzial. Ale skad wiesz moze jednak cos jest? Bo one szybko wstawiaja rozdzialy…” Tak, nie ma to jak interesujaca rozmowa z samym soba xD
    Juz wiem kogo lubie bardziej. Jaspera. To chyba dlatego, ze Marvel ma za bardzo ,,rozjechana” dupe xD
    Jest godzina 2:17, mi zaschlo w gardle, przy pisaniu komentarza telefon spadl mi dwa razy z reki prosto na twarz i tak, boje sie chyba zejsc do kuchni po wode ;( Zeby tak byc na miejscu Marvina i nie miec ani sucho w gardle, ani telefonu w reku.. xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s