Bonus – Tęczowe wakacje – Część II

Piasek naprawdę wydawał się być biały, a do tego przyjemnie miękki. Plaża była czysta, tak samo jak niemal lazurowa woda w zatoce, na którą nie chciało się przestać patrzeć. Ryan i Lenny w Miami nie widzieli tak czystej wody, więc cieszyli nią oczy, gdy tylko spędzali tu czas. Sama plaża zresztą była bardzo szeroka, a palm nie było wcale tak wiele, by przesłaniały ten fantastyczny widok. Słońca nie zasłaniała żadna chmura, a orzeźwiający wiatr dopełniał całości. Na temperaturę też nie można było narzekać.
Trzeci dzień pobytu w Clearwater Lenny i Ryan postanowili spędzić na plaży. Poprzednie dwa bardziej zwiedzali okolicę, ale tego poranka obudzili się wyjątkowo rozleniwieni i zmęczeni wczorajszymi spacerami, więc zgodnie stwierdzili, że tym razem posmażą się na słońcu. Ryan nawet nie zabrał deski. Samochód zostawili kawałek od plaży, aby nie płacić za parking i teraz ze zwiniętymi ręcznikami szli miękkim piaskiem, szukając wygodnego miejsca. Plaża niestety była dość zatłoczona, ale przynajmniej widać było, że całe to miejsce wręcz tętni życiem.
Lenny w końcu stuknął kochanka łokciem w bok i wskazał mu wolne miejsce do rozłożenia się na piasku. Ryan skinął głową i podążył za nim.
Ułożyli się niedaleko boisk do siatkówki plażowej, wokół których kręciło się całkiem sporo młodych ludzi. Aż zbyt dużo jak na zwykłą grupkę przyjaciół, więc Ryan zmrużył oczy, by się przyjrzeć i kiedy już ułożył się na swoim ręczniku, rzucił do kochanka:
— Coś mi mówi, że trafiliśmy na jakieś zawody.
Lenny też spojrzał w stronę boiska. Obok niego na piasku siedziało kilka osób, inne dopingowały. Od strony wody był też postawiony stolik, a na nim butelki wody, choć przesłonięte sporym parasolem. Nie widział, czy jest tam coś jeszcze.
— Możliwe — przytaknął. — Będzie na co popatrzeć, jak odeśpię noc — zamruczał i niemalże rzucił się na swój rozłożony na piasku ręcznik.
— Masz zamiar teraz spać? — spytał Ryan, samemu układając się na brzuchu i podpierając głowę na dłoniach. Jakoś wygodniej mu było w tej pozycji. Nie przyznałby tego głośno, ale miał wrażenie, że wciąż czuje w sobie kochanka. — Byłbym wdzięczny, gdybym nie musiał liczyć ziarenek piasku w oczekiwaniu, aż się obudzisz. Opalanie jest przyjemne, ale z tobą przytomnym… hm, trochę bardziej — dodał wymownie.
Lenny uchylił powiekę, unosząc lekko głowę. Także leżał na brzuchu z rękoma skrzyżowanymi pod brodą.
— Pieprzyliśmy się pół nocy… i nie żebym marudził, wręcz przeciwnie. Ale jesteś dość wymagającym facetem, więc… — wydął lekko usta, udając, że się zastanawia — tak jeszcze z pół godzinki, hmm?
— Skoro tak ładnie prosisz. — Ryan uśmiechnął się i sięgnął do plecaka po komórkę, następnie wracając do swojej wygodnej pozycji. — W takim razie idź spać, a ja w tym czasie poesemesuję z moim kochaniem.
Lenny przewrócił tylko oczami, po czym je zamknął.
— Tylko go za bardzo nie nękaj, bo Rush znowu będzie miał ci za złe. Wiesz przecież, że każdy z nich ma te swoje teorie spiskowe. Charlie, że cię zabiję w nocy, a ciało zmiksuję i będę nim karmił twojego kota, a jego blond książę, że dymasz jego faceta co drugą noc z rzędu, pomijając parzyste soboty i święta — zironizował.
— Chciałbym uprzejmie zauważyć, że te teorie nie mogą mnie powstrzymać przed wymienieniem kilku słów z moim najlepszym kumplem — zauważył Ryan, odblokowując komórkę i mimowolnie uśmiechając się do zdjęcia nowszego modelu Ferrari na tapecie.
— Chciałem ci tylko grzecznie przypomnieć — mruknął leniwie mężczyzna.
— Dziękuję. Chociaż bądź pewien, że nie umykają mi defensywne spojrzenia Charliego w twoim kierunku i od czasu do czasu podobne spojrzenia Rusha wobec mnie — zapewnił go Ryan, chociaż bawiło go niekiedy podejście Charliego i Rusha, szczególnie, że oni z Lennym zachowywali się naprawdę grzecznie. Jak na kryminalistów.
— No tak, bo tobie nic nie umyka. — Lenny zaśmiał się, nadal z zamkniętymi oczami. Słońce przyjemnie go rozleniwiało, ale znowu wkręcał się w rozmowę o niczym z kochankiem i jakoś sen nie przychodził.
Ryan w tym czasie wystukiwał wiadomość do swojego kumpla z dzieciństwa. Odpowiedział, kiedy wysłał.
— Hm… tak, szczególnie te opięte kąpielówki na tyłku pewnego uroczego bruneta — rzucił, przyglądając się jednemu z zawodników, który właśnie wyskoczył w górę i odbił piłkę, zdobywając punkt dla swojej drużyny. Najwyraźniej nie tylko Ryan doceniał jego walory, bo kilka dziewczyn stojących z boku aż zapiszczało i zaczęło klaskać.
Lenny długo nie odpowiadał, w końcu jednak zaklął pod nosem i otworzył jedno oko, by także popatrzeć na gracza.
— Pruderyjny. Przystojny. Myślisz, że Europejczyk? — spytał kochanka.
— Na pewno nietutejszy — zgodził się Ryan, lustrując ciało chłopaka. Było dobrze wysportowane, takie jak lubił. Oczywiście nie umywało się do ciała Lenny’ego i tego, jak się poruszał, ale miło było zawiesić na nim oko. — Zobacz jego usta. Jest ładny, choć… może trochę za bardzo — dodał po chwili obserwacji. Wolał chyba bardziej męskie rysy.
— Ale ma duże dłonie. Plus dla niego — dodał Lenny. — Pytanie tylko, czy byłby chociaż w połowie tak pyskaty i uparty jak ty, czy grzecznie by rozkładał nóżki — zadrwił i rzucił krótkie, zadziorne spojrzenie kochankowi. Uwielbiał takie utarczki słowne. Fizyczne w sumie też.
— Och, „pyskaty”. — Ryan od razu oderwał wzrok od ich obiektu obserwacji i rzucił poważniejsze spojrzenie swojemu facetowi. — Przykro mi, że tak grzecznie nie rozkładam nóg i więcej gadam. Może powinieneś spróbować z kneblem? — zironizował.
Lenny aż zamrugał.
— O nie. To ostatnia rzecz, jaką mógłbym zrobić tym pięknym usteczkom — zamruczał nisko, ponownie rozluźniając twarz. Przekręcił głowę na bok i położył ją na złożonych ramionach, zapatrując się na kochanka.
— Miło słyszeć. Zastanawiam się tylko, czy to dlatego, że tak bardzo lubisz się całować, czy żeby potem móc mi wytykać, że jestem „pyskaty”? — Ryan również, mimo wyraźnej ironii w głosie, był w tym momencie bardziej zainteresowany obserwacją swojego kochanka niż wcześniej omawianego chłopaka.
— Och Ryan, Ryan, Ryan… Zapomniałeś dodać, że uwielbiam, jak krzyczysz. A samo zatykanie ci ust pocałunkiem, jak dochodzisz, jest niczym… — Mulat zamyślił się, aż odrywając na moment wzrok od jego twarzy — taka słodka kombinacja wszystkiego, co jest najlepsze w morzu, słońcu i piasku.
Przez ten wyrafinowany jak na Lenny’ego komplement Ryan aż lekko zarumienił się na policzkach, więc zwrócił szybko wzrok na grającą grupkę. Nie był pewien, czy bardziej się zawstydził, czy bardziej poczuł się miło.
— Coś mi mówi, że z ust tego chłopaka też wydobywałby się krzyki przy twoim tempie — odmruknął, myślami jakoś samoistnie wracając do ich seksu wczorajszej nocy.
Lenny wzruszył ramionami.
— Może. Ale założę się, że ty osiągasz lepsze tony. — Zaśmiał się, ponownie przymykając powieki i relaksując się na słońcu. Tak, było mu zdecydowanie dobrze.
Tym razem jego chłopak zmarszczył brwi. Wiedział, że był głośny w seksie, ale nie potrafił inaczej. Lenny wyciskał z niego krzyki, biorąc go mocno, często niemal brutalnie. Trudno było mu być cicho w takich chwilach. Wolał jednak teraz się do tego nie odnosić.
— A tobie który z tych uroczych zawodników się podoba? — zagadał po chwili.
Lenny ponownie z ciężkim sercem otworzył oczy, by wpatrzyć się w ludzi kręcących się wokół boiska i w samych zawodników.
— Tamten w biało-niebieskich kąpielówkach. Ten z opaskami na nadgarstkach. — Wskazał skinieniem głowy szczupłego, wysokiego chłopaka o szerokich ramionach i naprawdę ładnych, umięśnionych łydkach. Kręcone, mocno rozjaśnione przez słońce włosy miał związane połowicznie, wysoko w kitkę. Część jednak uciekała mu na kark.
— Młodszy ode mnie — ocenił Ryan, przyglądając się nowemu obiektowi.
— Tak myślisz? — spytał mężczyzna, po czym niespodziewanie wstał z kocyka. — Sprawdźmy — rzucił, jakby nigdy nic i ruszył w stronę chłopaka, który akurat schodził z boiska.
Ryan spojrzał za Lennym, marszcząc lekko brwi i uniósł się na ręczniku. Tymczasem obserwowany przez nich chłopak sięgał po butelkę z wodą leżącą przy jakimś plecaku. Lenny podszedł do niego.
— Przegrywacie? — zagadnął i skinął brodą na tablicę z punktami, która właśnie była zmieniana, kiedy kolejnych kilka osób wchodziło na boisko.
Chłopak wyprostował się, patrząc na mężczyznę z zaskoczeniem. Miał bardzo ładne, niebieskie oczy.
— Wszystko może się zmienić, stary. — Zaśmiał się i napił się wody z butelki.
— Wszystko może się zmienić, jak kilka pięknych pań straci zainteresowanie meczem — odpowiedział Lenny lekko i wyciągnął do niego rękę. — Lenny. I nie to, żebym na was stawiał. — Uśmiechnął się do blondyna, który był sporo od niego wyższy.
Chłopak uścisnął jego rękę z uśmiechem.
— Jack. To na kogo stawiasz? Bo wiesz, że tu same żółtodzioby i trzeba mieć pewnego konika. — Pokiwał głową dla poparcia własnych słów i wskazał kciukiem na siebie.
Ryan, widząc całą scenę, wstał z ręcznika i ruszył w ich stronę. Lenny zerknął tylko w jego stronę, po czym znowu zwrócił się do nowo poznanego.
— Może na… — Zerknął w stronę boiska, gdzie właśnie jeden z zawodników ładnie ściął piłkę. — Może na nich? — Skinął głową na duet, który akurat prowadził. — Jak myślisz? Warto na nich stawiać?
— Stary… — Jack pokręcił głową z westchnieniem. — Farta miał. Ale ma też sporo znajomych i jak chcesz się podlizać albo wbić do niego na chatę na imprezkę, to stawiaj — dodał ze śmiechem, po czym pochylił się do Lenny’ego konspiracyjnie i dodał szeptem: — Ja tak zrobiłem.
Lenny zaśmiał się do niego przyjaźnie.
— Cwany. Ale tak serio. Myślisz, że wygracie? — spytał, rozglądając się mimochodem i widząc, że w ich stronę idzie jeszcze jeden chłopak w towarzystwie dwóch dziewczyn.
Jack wzruszył ramionami i napił się jeszcze z butelki, nim odrzucił ją na piasek.
— Kto wie, fortuna kołem się toczy, nie? — Uśmiechnął się, a kiedy obok Lenny’ego stanął Ryan, spojrzał na niego. — Kumpel?
— Ryan, miło mi — przedstawił się chłopak, zanim mężczyzna zdążył odpowiedzieć.
— Jack. I jak już się przedstawiamy, to moją pakę też możecie poznać — odparł, oglądając się na przybywającą trójkę. Wśród nich był jeden chłopak w dość krótkich kąpielówkach. Miał ciemną, oliwkową cerę, pociągłe rysy i był niższy od swojego kolegi. Nie wyglądał na tutejszego.
— Siema — rzucił do Jacka i spojrzał na Lenny’ego i Ryana. — Spóźniona drużyna?
— Nie. Nowi, wierni fani. — Jack zaśmiał się i wskazał najpierw Lenny’ego, a potem Ryana i przedstawił ich.
— Siemka — przywitał się drugi chłopak z drużyny. — Migel. A to są Anna i Dottie — przedstawił dziewczyny, które z nim były. Najpierw wskazał na rudowłosą dziewczynę w zielonym kostiumie kąpielowym, a potem na troszkę pulchniejszą od koleżanki, ale na pewno też bardziej obdarzoną przez naturę brunetkę o czarnych, jak Ryana, oczach. Ten uśmiechnął się do nich swoim czarującym uśmiechem.
— Miło nam poznać. Jesteście wszyscy stąd, czy tak jak my, przyjechaliście wykorzystać wakacje najlepiej jak się da, czyli wyjazdem na plażę? — zagadał luźno, w duchu zaskoczony, że w ogóle Lenny podszedł do nieznajomych i spróbował się zsocjalizować.
— Oho, nietutejsi! — Jack ucieszył się. — Nie no, jak tak to was trzeba przygarnąć. Bo my tu miejscowi, tylko Migel się przypałętał.
— Sam się przypałętałeś — odszczeknął mu Latynos, przewracając oczami, po czym zwrócił się do nowo poznanych. — Jestem tu na wymianie z uczelni, więc już prawie jak tutejszy, a ci nadal swoje.
— Tutejszy będziesz, jak z Jackiem wygracie — podpuszczała go rudowłosa dziewczyna, która stała bliżej niego.
— My chętnie popatrzymy. Ach, Jackie, a powiedz, czy tu są jakieś ograniczenia wiekowe? — spytał Ryan dyplomatycznie, wskazując na grających w siatkówkę ludzi.
Blondyn machnął ręką, nie przejmując się tym zdrobnieniem.
— Co ty, chłopie. My z Migelem ledwo dwadzieścia skończyliśmy. Piwa nie musisz móc kupować, żeby tu zagrać. — Zaśmiał się. — Ale i tak nie wyglądasz na młodzika.
— Ciekawość — wyjaśnił Ryan z uśmiechem, rzucając Lenny’emu wymowne spojrzenie. Miał rację, że chłopak był młodszy.
Mulat odpowiedział tym samym. Czuł się trochę staro wśród tych nastolatków.
— Czyli kto wam kołuje alkohol, jak jeszcze nie przekroczone dwadzieścia jeden? — rzucił do całej czwórki przyjaciół.
— Wystarczy znać dobre miejsca i mieć dobrych znajomych — odpowiedziała tym razem Dottie, uśmiechając się pewnie do nowo poznanej dwójki.
Lenny zmierzył ja wzrokiem, chwilę dłużej zawieszając go na jej pełnych piersiach w czarnym staniku od bikini. Sam nie wiedział, czemu to zrobił, ale miał z tego trochę frajdy.
— No, tobie to się nie dziwię, że każdy by wszystko sprzedał. Pewnie nawet niektórzy swoją duszę — odparł, patrząc jej prosto w oczy.
Dziewczyna aż na chwilę zaniemówiła, po czym uśmiechnęła się pewniej, też go jeszcze raz lustrując.
— Zarzuć jeszcze tekst o czarnych głębiach i już naprawdę dostaniesz miano wazeliniarza. — Zaśmiała się z krzywym, rozbawionym uśmieszkiem, ale i tak widać było, że tekst się jej spodobał.
— Nie da rady. — Mulat skinął na Ryana. — Za dużo z nim przebywam, aby nie uodpornić się na takie ładne oczy.
Chłopak spojrzał na swojego kochanka i uśmiechnął się lekko.
— I co, wy sami tak przyjechaliście? Żadnych dziewczynek? — Jack wyciągnął się, żeby za nich wyjrzeć, ale rudowłosa Anna trąciła go mocno łokciem.
— Ej, playboyu, ty się lepiej skup na siatkówce. Mecz macie, sio. — Machnęła na nich dłonią, bo rzeczywiście z boiska zeszła już kolejna drużyna. Mecze były krótkie, ale najwyraźniej w planach było ich sporo.
Migel i Jack westchnęli ciężko, ale rzucili coś o tym, aby grali fair, kiedy ich nie będzie, i pobiegli na boisko. Lenny i Anna odprowadzili ich wzrokiem. Dottie w tym czasie korzystała z okazji i badała wzrokiem Mulata.
— To w ogóle skąd jesteście? — spytała po chwili.
— Z Miami. W ramach małej zmiany przenieśliśmy się na tydzień na inną stronę półwyspu — odparł Lenny, uśmiechając się do niej przyjaźnie.
— No, bardzo małej nawet, to kawałeczek macie — zauważyła Anna sceptycznie. — Z plaży na plażę się tułać wam chciało?
— Hm, może tej naszej w Miami nic nie brakuje, ale tu macie całkiem ładnie… i zachód słońca, jak już zdążyliśmy z Lennym zaobserwować, nieźle wygląda nad zatoką — odparł Ryan z uśmiechem.
— No i w końcu to urlop, czyli z dala od domu i codzienności. A poza tym powinniście, drogie panie, bardziej chwalić własne plaże. Podobno te w tej okolicy są najpiękniejszymi na Florydzie — zagadnął Lenny, a potem od słowa do słowa cała czwórka przeszła na koce dziewczyn i chłopaków, którzy dostali się do finału tego małego turnieju. Ryan i Lenny przeciągnęli nawet swoje rzeczy do nich.
— No i ja jej mówię, że nie może ot tak sobie po prostu przekłuć sutków. Ale ona oczywiście swoje i kilka dni temu widzę ją w takim rozlazłym, obleśnym staniku i jakichś tuniko-podobnych szmatach. Dajcie spokój, jaką miała przekomiczną minę. Wszystko ją bolało. — Anna chichotała, obgadując swoją koleżankę z roku razem z Dottie i jeszcze jedną dziewczyną, Cassie, wesołą blondyneczką, która się do nich dosiadła.
Ryan słuchał tego wszystkiego odwrócony plecami do jednej z dziewczyn, która uparła się, że nasmaruje mu plecy olejkiem. Nie miał nic przeciwko, więc poddawał się jej dłoniom, mimo że bez większego entuzjazmu.
— Przekłute sutki a przekłuty penis to jednak dwie różne sprawy. Wybaczcie, luźne porównanie i samo rzuca mi się na myśl — odezwał się z rozbawieniem, chociaż nie chwalił się, że sam taki ma.
— No, ale po cholerę facet miałby sobie przekuwać chujka? — zabrała głos brunetka.
— Hm… — Ryan nie mógł się powstrzymać przed lekką kpiną. — Może dla urozmaicenia zabaw łóżkowych na przykład?
— No, ale dla kogo? — jęknęła zdegustowana. — Nie, to mnie jakoś nie kręci chyba. A jak ta kulka się odkręci?
— To połkniesz i wysrasz — wyburczała pod nosem Cassie, która rozsmarowywała krem na plecach Ryana. Tylko on to usłyszał, ale powstrzymał się przed śmiechem. Zamiast tego sam odpowiedział:
— Coś mi mówi, że nie tak łatwo się tego pozbyć.
— Mam nadzieję, bo po co w ogóle takie modyfikacje? — zawyrokowała dziewczyna, zerkając w stronę boiska. Niedługo cały ten mini turniej miał się skończyć, a oni mieli jechać na imprezę. Dużą imprezę, na której pewnie z połowa ludzi nie będzie się znała. Co najwyżej z widzenia. Dopiero kiedy zaproszono na nią też Ryana i Lenny’ego, ten pierwszy połapał się, po co w ogóle Lenny zagadał do tej grupki. Po darmowe jedzenie i alkohol. Oczywiste było, że coś takiego znajdzie się na imprezie.
— No, wysmarowany — oznajmiła Cassie, wycierając dłonie o własne uda i poklepała Ryana po ramieniu. Ten odwrócił w jej stronę głowę i uśmiechnął się.
— Dziękuję — odparł, nie proponując jej jednak odwdzięczenia się. Ułożył się tylko na ręczniku wygodniej i zwrócił tym razem do swojego kochanka, kiedy dziewczyny zaczęły rozmawiać na temat imprezy. — Czyli załapiemy się na ten darmowy alkohol, co?
Lenny, który siedział tuż obok niego i udawał, że przysłuchuje się dziewczynom, bo to, co mówiły, wpadało mu jednym uchem, a wypadało drugim, przytaknął.
— Bardziej żarcie chyba, bo pewnie nie będzie dużo alkoholu. To dzieciaki, więc myślę, że samemu też coś kupimy, bo tym ich ponczem w plastikowych kubeczkach to raczej marnie — odparł luźno.
— Miejmy nadzieję, że choć jeden pełnoletni tam będzie, bo w razie jakiejś rozróby będzie na nas.
— O to bym się nie martwił — odmruknął i zwrócił się do Dottie. — A w ogóle, gdzie to będzie?
— W chacie Tima Prestona. Już od tygodnia szumią, że jego starszych nie ma i będzie wolna. To niedaleko portu, taki duży dom z idiotyczną figurą flaminga przed podjazdem — wyjaśniła, dodatkowo wskazując ręką w kierunku rysującego się na horyzoncie portu.
— Zresztą, po zmroku raczej nie będzie trudno tam trafić, zważywszy, że ktoś zdolny chodzić o własnych siłach zapowiedział się, że tam wpadnie — dodała Cassie, zerkając to na Lenny’ego, to na Ryana.
Ten drugi uśmiechnął się do niej ujmująco, aż dziewczyna spuściła wzrok. Zanim jednak Ryan zdążył coś odpowiedzieć, na ręcznik obok rzucił się Jack razem z Migelem, którzy od razu zaczęli się chełpić wygranym meczem, a chwilę później marudzić, że dziewczyny nie patrzyły.
Na podobnych rozmowach minął im czas do wieczora, w trakcie którego Lenny i Ryan zdążyli poopalać się i wygrzać na słońcu. Wreszcie jednak ludzie zaczęli się zbierać z plaży, a większość nastolatków, która się znała, już tułała się brzegiem plaży w stronę portu, inni zaś na parking, żeby pokonać drogę na imprezę krócej.
— To co? — rzucił w końcu Jack z przyjacielskim uśmiechem do Lenny’ego i Ryana. — Jedziecie z nami do Prestona? Będzie grubo i może jakieś laski zarwiecie. — Zarechotał, za co oberwał niespodziewanego kuksańca od Cassie. Ciężko było zgadnąć, o co mogło jej chodzić. A przynajmniej blondynowi było ciężko.
— Tak, chyba nie możemy odmówić takiej miłej propozycji — odparł Ryan, zwijając ręcznik, na którym leżał i pakując go do plecaka. — Choć pozwólcie, że po drodze wstąpimy po coś do sklepu, żeby faktycznie było „grubo” i zobaczymy się na miejscu — dodał i wstał, gdy reszta już też zaczęła się zbierać.
— Jasna sprawa. Wiecie gdzie, co nie? — spytał, a Lenny skinął mu głową na potwierdzenie. — To my się zbieramy i do zobaczenia na miejscu.
— No spoko, może się tam jakoś znajdziemy — dodał jeszcze Migel, a dziewczyny coś między sobą konspiracyjnie obgadywały.
Ryan odprowadził je wzrokiem i przerzucił sobie plecak przez ramię. Spojrzał na Lenny’ego, automatycznie lustrując jego ciało i skinął głową w stronę parkingu.
— Idziemy?
Mulat jeszcze przeciągnął się z cichym westchnieniem i zgodził się. Ręcznik już wcisnął Ryanowi do plecaka.
— Skoczymy jeszcze coś zjeść, a potem dopiero po alkohol.
— Popieram, bo nawet w naszym wieku na pusty żołądek lepiej nie pić — prychnął Ryan. Obaj byli starsi od osób, wśród których mieli spędzić wieczór i mimo że to Lenny dość sporo przewyższał ich wiekiem, to Ryan też czuł się specyficznie wśród takiej młodzieży.
Lenny zaśmiał się z jego uwagi, ruszając z nim w stronę wyjścia z plaży. Niebo było coraz ciemniejsze, ale droga przy plaży i stojące przy niej bary i knajpki były dobrze oświetlone.
— „W naszym wieku”… Mówisz, jakbyśmy mieli po trzydzieści parę lat. Nie postarzaj nas, piękny, ja się bardzo młodo czuję.
— Nie dziwię się. Przeżywasz drugą młodość po długiej odsiadce z młodym facetem u boku. — Ryan zaśmiał się, szukając po drodze kluczyków w plecaku.
Mulat zerknął na niego ostrzej.
— Drugą młodość?
Na widok jego miny Ryan uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wzniósł oczy do nieba, robiąc zamyśloną minę.
— Nie wiem jak ty, Lenny, ale ja uważam, że młodości przeżytej w tym uroczym miejscu, w którym mieliśmy okazję się poznać, nie można nazwać dobrze przeżytą młodością. A ty tam poszedłeś, z tego co mi wiadomo, bardzo wcześnie.
— Dobra, ale nie drugą. To brzmi, jakbym miał z pięćdziesiąt lat i kryzys wieku średniego — burknął mężczyzna, kręcąc głową.
— Do pięćdziesiątki ci sporo brakuje i miejmy nadzieję, że nie będziesz przeżywał żadnego kryzysu — dodał Ryan i po wyjściu na zapełniony parking, otworzył ich pickupa.
— Miejmy nadzieje, bo…? — spytał Lenny, obchodząc samochód i wsiadając do niego.
Ryan zajął miejsce za kierownicą i nie zapinając pasów, odpalił auto.
— Bo chyba nie chciałbym doświadczyć, jak taki kryzys może przebiegać w twoim przypadku — odpowiedział z wymownym uśmiechem i ruszył z parkingu.
Lenny zaparł się nogami o deskę rozdzielczą, zsuwając nisko na fotelu.
— Chyba nie rozumiem. Coś mi sugerujesz?
— Bingo. Wystarczy ci zły dzień, żebym obiektem wyładowania stał się ja — zauważył Ryan, skręcając na ślepo w poszukiwaniu jakiegoś KFC albo czegoś podobnego. — Gdyby to miało być długotrwałe, zastanawiałbym się, czy lepiej nie zabrać kota i nie udać się jakieś bezpieczne miejsce.
Lenny spojrzał na niego czujniej, ale na razie nie pokazywał za bardzo po sobie, że nie podoba mu się to, co mówi kochanek.
— Czyli twierdzisz, że będę nieznośny na starość? — syknął.
— Uuu, teraz już wciskasz mi w usta coś, czego nie powiedziałem. Rozmawialiśmy o kryzysie wieku średniego, a nie o starości.
— Ale sugerujesz, że się ode mnie wyniesiesz, kiedy przestanie ci pasować moje zachowanie. A może tu chodzi o coś innego? — burknął Lenny, nie patrząc teraz już w ogóle, gdzie jadą, tylko na Ryana. Miał przy tym mało przyjemny wyraz twarzy.
Ryan tymczasem szybko znalazł miejsce z fast foodami i zatrzymał się przy budce driver-through, ale nie zwracając uwagi na czekającego na zamówienie chłopaka, zwrócił się do kochanka.
— Nie, Lenny, nie zasugerowałem, że się wyniosę, tylko podsunąłem ci takie porównanie, żebyś lepiej zrozumiał, jak czasami bezpieczniej zachować się w twojej obecności. A co mogłoby być to „coś innego” to sam chętnie się dowiem, bo jakoś nie wydaje mi się, żebym miał coś na myśli — powiedział z „przemiłym” uśmiechem i dopiero odwrócił się do osłupiałego chłopaka w okienku. — Poproszę kubełek pikantnych skrzydełek i duże frytki.
— Dwa razy frytki — dodał Lenny do zamówienia.
Chłopak w okienku odchrząknął i skinął głową.
— A coś do picia? Mamy szejki. W zestawie z podwójnym, powiększonym kubełkiem filmowym są dwa w promocyjnej cenie.
— Wystarczy cola. Duża. Dwa razy. — Ryan uśmiechnął się do chłopaka i sięgnął do plecaka po portfel.
— To w takim razie będzie… — zaczął pracownik restauracji.
Kilka minut później bordowy pickup stał kawałek dalej na mniejszym parkingu niż ten przy plaży, a na kolanach Ryana leżała duża papierowa torba z ich jedzeniem. Lenny sięgnął do niej, by wyjąć sobie frytki. Colę już trzymał między udami.
— Bezpieczniej… — prychnął i wpakował sobie długą frytkę do ust, nadal myśląc o tym, co powiedział kochanek.
Ryan spojrzał na niego, wyjadając pikantne skrzydełka i popijając colą. Lubił ostre jedzenie. Otworzył drzwi samochodu od swojej strony, żeby dopuścić więcej powietrza.
— Hm?
— Że bezpieczniej byłoby, jakbyś się wyniósł. Nonsens — burknął. — Zresztą, skąd wpadł ci do głowy ten kretyński temat?
— Chciałbym zauważyć, że to ty pierwszy uczepiłeś się mojej luźnej wypowiedzi o drugiej młodości — przypomniał mu chłopak.
— A ja chciałbym przypomnieć, że ty w ogóle zasugerowałeś, że przeżywam jakąś drugą młodość. Jakbyś miał mnie za jakiegoś podstarzałego dziada — odparł sucho Lenny i sięgnął po skrzydełko.
— Nie, nie mam cię za podstarzałego dziada. Coś mi mówi, że podstarzały dziad nie umie tak mocno i długo, że… — zaczął Ryan w ferworze tej sprzeczki, dopiero w połowie zdania zdając sobie sprawę, że nie chce go jednak kończyć. Urwał więc mało zgrabnie i wrzucił obgryzione kostki do kubełka, następnie szybko sięgając po jeszcze jedno skrzydełko.
Lenny uśmiechnął się krótko pod nosem. Od razu jednak wrócił do swojej poważnej miny.
— Tak długo, że…? — spytał twardo. Chciał wiedzieć. A raczej nawet nie wiedzieć, a usłyszeć to.
Ryan spojrzał na niego krótko spod ciemnych włosów i odparł z nieco wymuszonym, specyficznym uśmieszkiem, wyraźnie zawstydzony:
— Że po tylu godzinach wciąż go czuję.
Siedzący obok niego mężczyzna tym razem uśmiechnął się już otwarcie.
— Bardzo dobrze… — zamruczał i wgryzł się w chrupiącą panierkę.
— Rozumiem, że to wystarczyło dla złagodzenia złości? — Ryan sięgnął tym razem po frytki, nie patrząc na kochanka.
— Złości?
— Jeszcze chwilę temu nie wyglądałeś na najszczęśliwszego.
— Ale nie nazwałbym tego złością. I skąd wiesz, że wystarczyło? — Lenny rzucił mu krótkie, trudne do odgadnięcia spojrzenie.
Ryan zamyślił się i pstryknął palcami, jakby właśnie go oświeciło.
— Uśmiech wydawał mi się dość jednoznacznym sygnałem.
— Może jest tylko tak samo obłudny, jak twój czasami potrafi być — mężczyzna odbił piłeczkę. Co z tego, że faktycznie ta drobna uwaga go udobruchała?
— Myślę, że bym rozpoznał. Wiesz… w końcu jak sam mówisz, znam się na tym — odparł Ryan i sięgnął już tylko po colę. Czuł, że się najadł.
Rozbawiony Lenny prychnął pod nosem.
— Jak zawsze słodki… — Zaśmiał się i wychylił do chłopaka, łapiąc go za włosy z tyłu głowy. Pocałował go w bok ust. — Przez to czasami aż mam ochotę coś ci zrobić.
Ryan odetchnął ciężej, patrząc w jego dzikie, zielone oczy. Podniecał go taki Lenny.
— Nie wiem, czy powinienem się z tego cieszyć.
— Możesz — pozwolił Lenny z łaską w głosie i liznął koniuszkiem języka jego wargi. — Jak tam w ogóle jedziemy? Jak samochodem, to ktoś nie może pić.
— To tylko kilka piw, Lenny — zauważył chłopak, zamykając drzwi i odpalając samochód. Uprzednio podał kochankowi paczkę z resztkami ich jedzenia.
— Przez tych „kilka” piw to ty masz często głupsze pomysły niż ja na trzeźwo — zamruczał mężczyzna tuż przy jego twarzy, jakby to, że po pijaku ma się głupsze pomysły, było czymś niezwykłym.
— Och, to można mieć głupsze pomysły niż twoje? — Ryan uśmiechnął się do niego bokiem ust i ruszył z parkingu.
Lenny wydął wargi i odsunął się od niego, wracając na swoje miejsce na fotelu pasażera. Jeszcze dojadał frytki i kurczaka.
— Uwierz mi, że można. Masz być prawym, zresocjalizowanym człowiekiem, Ryan. Nie prowadzisz po pijaku — rzucił wyniosłym tonem z kpiącym patosem.
— W końcu to takie niecne przestępstwo… — zironizował Ryan. Zupełnie nie pojmował tej przestrogi. Uważał, że był dobrym kierowcą i jeszcze nigdy nie zaliczył stłuczki, więc tym bardziej nie rozumiał.
Jak się okazało, dom z figurką flaminga przed wejściem znaleźli bardzo szybko. Rzucał się zresztą w oczy głównie przez to, że wchodziła do niego i bawiła się już również w ogrodzie masa młodych ludzi. Ryan dałby głowę, że większość się nie zna.
Zaparkowali niedaleko i wysiedli z samochodu. Ryan nie przejmował się tym, że wciąż był w luźnych kąpielówkach, poza nimi mając na sobie tylko łańcuszek z krzyżykiem i klapki. Nie był zresztą sam, ludzie byli głównie tak poubierani. W końcu było naprawdę upalnie, a domek znajdował się przy plaży. Lenny za to pofatygował się i założył jeszcze poza krótkimi spodenkami, które ledwo wisiały mu na biodrach, czarną koszulkę bez rękawków.
— No… trochę ludu jest — stwierdził, zabierając z samochodu dużą torbę na zakupy, w której pobrzękiwały ich piwa i mała lufa na rozgrzanie.
— Nie będzie problemu z dostaniem się do środka — odparł Ryan i zamknął samochód. Razem z kochankiem ruszył w stronę wejścia do domu i jak się spodziewali, nikt ich nie zatrzymywał. Kilka osób nawet powitało ich tak entuzjastycznym „O, hej!”, jakby co najmniej byli tu stałymi bywalcami.
Lenny szedł tuż obok kochanka, rozglądając się ze spokojnym wyrazem twarzy. Jego długie dredy były luźno puszczone na plecy, a część ześlizgiwała mu się też na ramiona.
— Gdybyś to nie był ty, to zaproponowałbym trójkąt, bo w takim tłumie niewyżytej młodzieży na pewno jakiś chętny by się trafił — rzucił bez specjalnego przemyślenia, nie przejmując się, że ktoś ich usłyszy, kiedy już szli przez zatłoczone pokoje na parterze.
Ryan zatrzymał się gwałtownie w środku tłumu i odwrócił do Lenny’ego ze zmarszczonymi brwiami.
— Czy ja się przesłyszałem, czy właśnie powiedziałeś, że masz ochotę na trójkąt? — upewnił się, mając nadzieję, że Lenny zaprzeczy albo powie, że żartował.
Mulat jeszcze zrobił dwa kroki i dopiero widząc, że kochanek się na pewno nie ruszy, odpowiedział:
— Teoretyzowałem. Sam przyznasz, że tu nie byłoby to trudne.
— Na pewno nie, ale przyznam, że mnie przez myśl to nawet nie przeszło, bo… — zaczął Ryan, ale nagle o mało nie wpadł na niego jakiś chłopak, który po chwili okazał się być Jackiem. Z szerokim wyszczerzem objął Ryana za szyję i popatrzył na Lenny’ego.
— No siema! Trafiliście. Chodźcie, chodźcie, mamy miejsce w salonie. Szybko, bo ktoś nas podsiądzie — rzucił i od razu zaczął ciągnąć Ryana. Lenny’ego porwała Dottie, która przyszła z Jackiem i butelką piwa w ręce.
W końcu Ryan i Lenny zostali doprowadzeni do dużej kanapy, na której w niezłym ścisku i w różnych konfiguracjach znajdowało się przynajmniej z osiem osób.
— Wszyscy, to Lenny i Ryan. Ryan, Lenny, to wszyscy — zapoznał ich Jack z tym swoim szerokim, radosnym uśmiechem. Naprawdę był ładnym chłopakiem.
— Rozgośćcie się, rozgośćcie. — Dottie zachichotała, uwieszając się ramienia Lenny’ego. Ten spojrzał na nią i uśmiechnął się przepraszająco.
— Z miłą chęcią, jak mnie na moment puścisz.
Dziewczyna zamrugała oczami, po czym zreflektowała i puściła jego rękę. Mulat postawił torbę z alkoholem między swoimi nogami i wyjął z niej dwa piwa. Otworzył oba i jedno podał kochankowi. Ten spojrzał mu w oczy wzrokiem, w którym Lenny doszukał się irytacji. Widać było, że mu nie przeszło. Przyjął jednak piwo i napił się dużego łyka, siadając na oparciu kanapy.
Z ustawionych pod ścianą głośników płynęła skoczna, latynoska muzyka, którą jednak zagłuszała wrzawa panująca w domu. Ludzi była dosłownie masa, więc trudno się dziwić. Część nawet tańczyła, a raczej usiłowała, bo co chwilę ktoś przeciskał się do łazienki albo do kuchni. No i z tego co zauważyli Lenny i Ryan, sporo ludzi było już lekko podpitych. Jack wlewał w siebie zawartość piwa, a Dottie usiadła bliżej Mulata, uśmiechając się do niego co najmniej sugestywnie. Widać też już miała za sobą kilka drinków.
— No i mówiliśmy w ogóle o tym, że to straszne na takich imprezach, jak przypadkiem wleziesz do pokoju, gdzie się ktoś seksi. No, bo ja, na przykład, nie chcę obserwować, jak jakiś tłuścioszek puka niefajną laskę — podjął temat Jack z tą swoją radosną szczerością.
— A jakbyś wszedł na ten przykład do pokoju, gdzie jakiś fajny koleś puka jakaś boską cizię? — spytał jakiś chłopak, który zaliczał się do „wszystkich” dzięki przedstawieniu Jacka.
— To małe prawdopodobieństwo. Może jakbym wszedł do pokoju, gdzie jakaś boska laska robi minetkę jakiejś innej boskiej lasce. — Jack zaśmiał się i pokiwał palcem z powagą. — To bym mógł oglądać.
— Aż tak bardzo lubisz leski? — spytała z zaciekawieniem Anna, a Lenny przysłuchiwał się całej tej rozmowie z lekkim rozbawieniem. Zerknął nawet porozumiewawczo w stronę Ryana, dopijając piwo.
— Lufkę? — spytał bezgłośnie, sięgając do torby z alkoholem. Coś czuł, że muszą lekko przyspieszyć, aby nie odstawać stanem upojenia od całego tego towarzystwa.
Ryan skinął głową i dopił swoje piwo. Odstawił butelkę na podłogę i przeniósł się bliżej Lenny’ego, przechodząc obok Jacka, który właśnie rozgadał się na temat lesbijek i tego, że nie miałby nic przeciwko temu, żeby się publicznie lizały.
Lenny wyjął małą buteleczkę wódki i odkręcił ją. Podał kochankowi i sięgnął jeszcze po dwa piwa na zapitkę. Wiedział, że to dość… zabójcze combo, ale jeszcze nie zdarzyło mu się w ten sposób truć, a nie widział tu nic innego, czym mogliby zapić.
— Jak tak dalej pójdzie, to się okaże, że będziemy świadkami lesbijskiej orgii. — Zaśmiał się, wsłuchując się w rozmowę nieopodal. Całe towarzystwo zaczynało się coraz bardziej nakręcać na wizję, aby któreś dziewczyny zrobiły przedstawienie. Najbardziej oczywiście zachęcali je do tego faceci.
— Przyznam, że wolałbym, żeby skończyło się na całowaniu — odparł Ryan i napił się z buteleczki. Skrzywił się i wziął szybko piwo od kochanka. Otworzył je i napił się sporo. — Uważaj, proszę, żeby ci dzieciaki nie podpierdoliły wódki. — Uśmiechnął się wymownie, wskazując skinieniem głowy na dwójkę chłopaków, którym zaświeciły się oczy na widok ich butelki.
Lenny zamruczał potakująco i sam napił się najpierw wódki, a potem zapił ją piwem. Ta kombinacja była na swój sposób oszczędna.
— Spoko — mruknął, znowu podając małą butelkę kochankowi, po czym krzyknął do reszty: — Dottie, nie daj się prosić! — Zaśmiał się, a dziewczyna spaliła raka. Od dobrej chwili to właśnie ją i Cassie namawiali, aby się ze sobą przelizały. Blondynka już prawie się zgodziła.
— Zrobię wam pyszne śniadanko rano, tylko się zgódźcie — poprosił Jack z uśmiechem amorka, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Dziewczyny popatrzyły po sobie wymownie, po czym obie zaśmiały się, nieco skrępowane. Kiedy jednak podsunęły się do siebie bliżej, męska część widowni zaczęła gwizdać z uciechy.
— Uuu, zaczyna się — rzucił Ryan, przyglądając się z uśmiechem dziewczynom.
Lenny w tym czasie kończył malutką buteleczkę wódki i też zaczął oglądać. Dziewczyny przysunęły się do siebie bliżej, a żadna nie mogła znaleźć miejsca dla rąk, do podparcia się na ciele drugiej, ale w efekcie pocałowały się. Słysząc jeszcze gromkie krzyki zachwytu, pogłębiły pocałunek. Dottie przekrzywiła głowę, wpijając się w usta koleżanki, która wsunęła jej dłoń we włosy. Faceci na kanapie dosłownie piali z zachwytu, a inne dziewczyny chichotały, zadowolone z przedstawienia. Kilka osób robiło nawet zdjęcia komórkami.
Ryan też zaśmiał się, równocześnie dopijając piwo. Czuł rumieńce na policzkach, ale wiedział, że to raczej za sprawą alkoholu, a nie z podniecenia wywołanego tym widokiem. Uchwycił za to wzrokiem, jak jeden z chłopców, tych młodszych, ukrywa butelką lekki wzwód. Wskazał to ze śmiechem Lenny’emu, a w tle nadal słychać było radosne okrzyki, kiedy dziewczyny się całowały. Mulat spojrzał w jego kierunku i też się roześmiał. Nie żeby miał z tym problem, ale to na swój sposób było urocze. Ich puste butelki schował za kanapą, aby nikt ich nie potłukł. Sam też czuł coraz lepiej działanie alkoholu. W końcu napili się go sporo jak na tych klika minut.
Po dłuższej chwili wreszcie dziewczyny przestały się całować i spojrzały sobie w oczy. Wybuchły śmiechem, a cała reszta zaczęła gromko bić brawo.
— Bis! Bis! — krzyknął Migel z szerokim uśmiechem, na co tym razem Jack wstał, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
— Nie, czekajcie, czekajcie! Tak nie można, zróbmy jeszcze rundkę dla… panów — Uniósł sugestywnie brwi. Tym razem część jęknęła z zawodem, ale większość się roześmiała i pokiwała głowami.
— No właśnie, mieliśmy dwie dziewczyny, to jeszcze chłopcy powinni pokazać — podchwyciła Anna, szukając jakichś chętnych facetów. Nikt jednak nie wyglądał na zainteresowanego tym eksperymentem, więc Jack przestąpił z nogi na nogę niecierpliwie, aż jego spojrzenie nie spoczęło na pijących piwo Lennym i Ryanie.
— O! Nasi nowi znajomi pokażą. — Wyszczerzył się przez swój genialny pomysł.
Lenny o mało nie opluł się piwem. Udało mu się jeszcze przełknąć, nim się roześmiał.
— Że my? — spytał Jacka z rozbawieniem i rzucił Ryanowi krótkie spojrzenie. Blondyn lepiej nie mógł trafić.
— No, a jak! — odparł Jack, zwalając się na siedzenie po drugiej stronie Lenny’ego, rozpychając przy tym resztę, która siedziała na kanapie. — Dajecie, panowie. Ktoś musi. Miejcie odwagę.
Ryan rzucił chłopakowi sceptyczne spojrzenie, chociaż też zerknął krótko na swojego kochanka. Sam był nawet gotów to zrobić, mimo że nie był pewien, czy miałby takie samo podejście, jakby był całkiem trzeźwy.
— Mówisz o odwadze, a to nam każesz, zamiast samemu spróbować — zauważył ze śmiechem.
— Właśnie, Jack — podchwycił Lenny i spojrzał na niego rozbawionymi, żywo-zielonymi oczami. — Czemu ty nie przeliżesz się z którymś z tu obecnych?
— Ta, jasne, stary. I co jeszcze? Może, kurcze, z tobą? — Chłopak zaśmiał się, a kilka dziewczyn, w tym Dottie, zagwizdało na palcach albo zaklaskało jako aprobata jego słów.
Tym razem jednak Ryan spojrzał na blondyna groźnym wzrokiem. Zanim ktokolwiek z zebranych zdążył dodać jeszcze słowo zachęty, sam wychylił się do kochanka, złapał go za kark i wpił się gwałtownie w jego usta mocnym i agresywnym pocałunkiem.
Wszyscy najpierw nagle ucichli, patrząc na nich z szeroko otwartymi oczami. Lenny aż zamrugał powiekami, także zaskoczony, po czym sam chwycił Ryana za włosy z tyłu głowy i odpowiedział na pocałunek, otwierając usta i napierając językiem na jego wargi.
Pijane towarzystwo widząc, że cała scena nie skończyła się na rękoczynach, zaczęła krzyczeć i klaskać radośnie. Kiedy podczas całowania się dziewczyn byli ucieszeni i podnieceni, tak przy całowaniu się dwóch facetów byli pełni szoku, że to naprawdę ma miejsce.
Ryan w trakcie pocałunku patrzył Lenny’emu prosto w oczy. Co z tego, że zaszklonym od alkoholu wzrokiem? Odpowiadał na pocałunek, rozchylając usta i pozwalając językowi kochanka je spenetrować. Aż mu się zrobiło bardziej gorąco, dlatego nie przerywał i pocałunek był naprawdę długi. Lenny trzymał go do tego jedną ręką pewnie za głowę, w drugiej mając butelkę piwa. Zamruczał nisko w usta kochanka, także patrząc mu pewnie w oczy. Naparł na niego mocniej, aż odchylając sobie jego kark do tyłu i bardziej do niego przylegając. Teraz już nie dawał tym obcym ludziom krótkiej scenki, ale pełne przedstawienie.
Część z nich zamilkła, gapiąc się w szoku na to, co zaczęło wynikać z niewinnej zabawy. Sam Jack miał szeroko otwarte oczy, ale nie oderwał wzroku, tylko wręcz pochłaniał ten widok. Ryan tymczasem sapnął ciężko przez nos, mając nadzieję, że nie stanie mu tu nagle przy wszystkich, mimo że było to bardzo prawdopodobne. Nic jednak nie mógł na to poradzić i przesunął dłońmi po karku i ramionach Mulata. Lenny zacisnął mocniej palce na włosach Ryana i odciągnął jego głowę od swoich ust. Polizał go jednak jeszcze po wargach, po czym, nie patrząc na ich oniemiałą widownię, zsunął się z kilkoma pocałunkami na szczękę i szyję Ryana.
— Ja pierdolę… — wyrwało się Jackowi, a kilka dziewczyn aż zapłoniło się na policzkach.
Ryan przełknął ciężko ślinę i położył Lenny’emu dłonie na ramionach, dając mu znak, że już dość. Był podniecony, ale zdecydowanie nie chciał, żeby to zaszło za daleko. Jak to zwykle bywa w przypadku ich pieszczot. Może już sam przed sobą przyznał, że lubił być brany przez mężczyznę i traktowany w taki… agresywny sposób, ale zawsze miał problemy, jeśli chodziło o publiczne pokazywanie swojej pozycji w związku. Nie chciał, żeby te nastolatki to zobaczyły.
Lenny jeszcze ukąsił kochanka w szyję, po czym z łaską rozluźnił uchwyt z tyłu jego głowy, puszczając go. Spojrzał przy tym po zgromadzonych, obserwując ich reakcje z cwanym, pewnym siebie uśmiechem.
Ryan odetchnął i zwilżył usta językiem. Napił się piwa, nie mówiąc nic, a w tej nagłej ciszy, która nastała, rozległ się głos Jacka:
— To było dobre… I jak to jest całować faceta?
Lenny oblizał tylko usta, siedząc rozluźniony, w ogóle bez krępacji.
— Dobrze — odparł blondynowi. — Lepiej niż niejedną laskę. — Zaśmiał się, rzucając Dottie bardzo krótkie, lekko kpiące spojrzenie. Dziewczyna, gdyby nie była już cała czerwona na twarzy, zarumieniłaby się jeszcze bardziej.
Jack otworzył usta, zastanawiając się i analizując. Był wyraźnie osłupiały, tak jak zresztą cała reszta, chociaż w przeciwieństwie do nich coś mówił.
— To wy jesteście gejami? — wypalił.
— No, nie gadaj, jak na to wpadłeś? — Ryan uśmiechnął się, choć siedział dość sztywno. Miał wrażenie, że Lenny jednak zaszedł trochę za daleko.
Jack za to zrobił jeszcze większe oczy.
— I wy… — zaczął, ale Lenny wszedł mu w słowo.
— Nie martw się, blondi. Nic wam przy nas nie grozi. Ryan by mnie zabił, jakbym chciał zbliżyć się do kogoś innego. — Zaśmiał się i objął kochanka ramieniem za szyję. Przyciągnął go do siebie mocno i pocałował z rozpędu w policzek, po czym napił się kilka łyków piwa. Nie był na tyle upity, żeby nie wiedzieć, co robi, ale taka otwarta manifestacja przy tych wszystkich ludziach była bardzo zabawna. Dla tych nastolatków na pewno też była ciekawa, bo choć mieszkali w całkiem wyzwolonym mieście, to jednak ich miny świadczyły o tym, że na żywo aż tak namiętnego pocałunku jednak nie widzieli. A oni… przecież byli na wakacjach. Czy to nie był właśnie idealny moment, żeby poczuć się całkiem wolnym?
Ryan potwierdził słowa kochanka skinieniem głowy.
— Tak, przyznam, że wolałbym, żeby Lenny nikogo z was nie napastował. Wy pewnie również. — Uśmiechnął się wymownie.
— A ty? — wypalił nagle Migel, który do tej pory siedział cicho. — Ty możesz tak do kogoś? To może Jacka pocałujesz, będzie ciekawiej, a nie tak, że para — prychnął, a kilka osób podchwyciło jego słowa i przytaknęło.
Jack, widząc też, że ma mało do powiedzenia, spojrzał na Ryana wyczekująco, tak samo jak Lenny. Ten za to był ciekawy, jak kochanek się wykręci.
Ryan spojrzał na wszystkich i wykrzywił usta w uśmiechu. Napił się piwa, nim odpowiedział:
— Nie jestem pewien, czy całowanie kogoś innego niż mojego faceta mi podejdzie. Choć widzę, że Lenny nie miałby nic przeciwko, żebym to zrobił? — Spojrzał na Mulata czujniej, widząc jego minę, ale ten wzruszył ramionami.
— Dla mnie, z twoim podejściem, byłoby to już niemalże jak namiastka trójkąta. — Uśmiechnął się wrednie, patrząc w ciemne oczy Ryana. Cała ta rozmowa między nimi była jak gra, jak wyścig, który pierwszy nie wytrzyma i odpuści. Komu puszczą nerwy.
W tym wszystkim zszokowany Jack patrzył to na jednego, to na drugiego. Do tej pory taki pewny siebie, teraz wyglądał niemal jak ofiara własnej zabawy.
W czarnych oczach Ryana Lenny doszukał się tym razem irytacji.
— Och, więc nic byś nie poczuł, gdybym przelizał się z innym facetem? Może częściej byś chciał coś takiego praktykować?
— Niekoniecznie, wolę cię mieć na wyłączność, jednak teraz nic by ci się przecież nie stało. — Lenny wzruszył ramionami i odwrócił się, zerkając na Jacka. Złapał go lekko za brodę. — Śliczny jest przecież. — Zaśmiał się, a blondyn odsunął się, czerwieniejąc momentalnie.
Rozległo się kilka śmiechów, a każdy tylko obserwował ich z coraz większym zafascynowaniem i uciechą. Jak dobry film. Ryanowi jednak było coraz mniej do śmiechu.
— Skoro jest taki śliczny, to czemu sam go nie pocałujesz, hm? — spytał z ironią w głosie. Od alkoholu szumiało mu w głowie.
— Bo nie jestem głupi — odparł po prostu Lenny i nadal ze spokojem i lekkim uśmiechem na twarzy napił się piwa.
— Ale i tak byś chętnie popatrzył, jak ja to robię — kontynuował Ryan i spojrzał na swoje piwo. Było jeszcze w połowie pełne. Po chwili namysłu jednak wypił je do końca na raz. Nie był tylko pewien, czy go to uspokoi, czy bardziej podburzy do gwałtowniejszej reakcji.
Mulat aż uniósł lekko brwi. Prychnął pod nosem z dezaprobatą.
— Może.
Ryanowi wyjątkowo nie podobało się to, że Lenny’ego w ogóle nie obeszłoby, gdyby dobrał się do innego faceta. Według niego intymność powinna zostać pomiędzy kochankami, a pocałunek zdecydowanie uznawał za jeden z jej aspektów. Nie liczył całowania się z tancerką na wieczorze kawalerskim Mikey’ego, bo… to była kobieta. Tutaj chodziło o coś innego.
Rzucił Lenny’emu krótkie spojrzenie i wstał, ruszając do wyjścia. Był zirytowany i było mu za gorąco w tym pokoju pełnym ludzi. No i kręciło mu się nieco w głowie, wolał się przewietrzyć.
Lenny spojrzał za nim i zaklął pod nosem, aż go marszcząc.
— Sorka, nie ma więcej homo przedstawienia — rzucił do zgrai i poczochrał jeszcze Jacka po włosach, ruszając za Ryanem przez tłum.
Dopadł go dopiero przy schodach tarasu, które prowadziły na nabrzeże, teraz skąpane w całkowitych ciemnościach.
Chłopak nawet nie obejrzał się na niego, tylko wyszedł na taras i oparł się o drewnianą poręcz łokciami. Spojrzał w stronę plaży w milczeniu. Lenny wziął kilka głębszych oddechów, aby się uspokoić i podszedł do niego. Oparł się tak samo jak chłopak o balustradę. Stykał się z nim nagim ramieniem.
— Ryan?
— Słucham — odparł chłopak głosem, po którym Lenny od razu rozpoznał zły nastrój kochanka. Nawet na niego nie spojrzał.
— Jesteś zły — stwierdził dość dużą oczywistość.
— No nie gadaj. Ciekawe czemu.
Lenny wzruszył ramionami, a Ryan spojrzał na niego i uśmiechnął się wymuszenie.
— No tak, przecież to nie jest oczywiste, że mnie wkurwia, że mój facet chętnie by zobaczył, jak się z kimś liżę albo miał jakiś trójkąt. Może byś jeszcze, kurwa, popatrzył, jak daję dupy — warknął chłopak.
— Och, już sugerujesz, że dajesz dupy, a nie kogoś pieprzysz? — odparł twardo Lenny, ale jeszcze nie takim tonem jak chłopak.
Ryan zacisnął zęby na te słowa i wyprostował się.
— Mogę i kogoś przerżnąć, jak wolisz! — warknął, nie odpowiadając na pytanie. Wolał je obejść, bo nie wiedział, co mógłby powiedzieć.
— Nie wolę — syknął Lenny. — Może byś się tylko tak z lekka opanował, bo zachowujesz się niedorzecznie. Jak zazdrosna laska. A nawet nie masz o co.
Ryan pchnął go w ramię zaczepnie, patrząc mu w oczy z wściekłością. Aż się sam zachwiał, co znaczyło, że procenty zdecydowanie na niego działały.
— Nie porównuj mnie do laski!
— To się jak taka nie zachowuj! — odpowiedział ostro Lenny, trochę lepiej utrzymując równowagę. Złapał się jednak za barierkę, tak na wszelki wypadek.
— Och, więc według ciebie tylko laski uważają, że lepiej zachować seks i pieszczoty między sobą, a nie lizać się z każdym, z kim popadnie? — zironizował Ryan, coraz bardziej wściekły.
— Uważam, że szukasz dziury w całym. Nie kazałem ci przecież się z nim całować — odwarknął Mulat, widząc, jak kilka osób stojących kawałek dalej dziwnie na nich spogląda. — I lepiej, kurwa, stąd chodź, bo robisz przedstawienie. — Zbliżył się do kochanka, łapiąc go za przedramię, aby sprowadzić schodami z tarasu na nabrzeże.
Ryan wyrwał rękę.
— Nie dotykaj mnie — syknął i wyszedł pierwszy na plażę, chociaż chwiał się przy tym niebezpiecznie.
Lenny przewrócił oczami, idąc za nim.
— Oczywiście. Nie dotykaj, nie odzywaj się i co jeszcze, do cholery?
— Pierdol się. Jak uważasz, że to, co myślę, to bzdury, to nie mamy chyba o czym rozmawiać — syknął chłopak, idąc przed siebie i nawet się na niego nie oglądając.
Lenny szedł za nim, coraz bardziej się gotując w środku. Jak ten chłopak czasami potrafił go wkurzać, to sobie nawet nie wyobrażał.
— Bo to, kurwa, tylko czarne i białe. Nic pośrodku i zawsze wyolbrzymiasz. Nawet ci nie zasugerowałem! — krzyknął za nim wściekle.
— Nie? Wprost powiedziałeś, że chętnie byś się pogapił na mój język w ustach tego „ślicznego” chłopaka — warknął Ryan, odwracając się w jego stronę. Bał się, że skoro Lenny tak lekko na to patrzył, to sam też nie miałby problemów, żeby kogoś zmacać. A tego już bardzo, bardzo by nie chciał.
— Nie przypominam sobie nic, ani jebanego słowa, o języku w jego gębie — syknął starszy mężczyzna, niemalże na niego wpadając, kiedy chłopak się zatrzymał.
— Och, no tak. Bo przecież lizanie się w ogóle tego nie uwzględnia. Jak mogłem o tym pomyśleć? — zironizował Ryan. Czuł, jakby miał się zaraz wywrócić na tym nierównym piasku, ale patrzył twardo w oczy Lenny’ego.
— Przecież wiem, że nie wsadziłbyś mu języka do gardła — prychnął Lenny, zakładając skrzyżowane ręce na klatce piersiowej.
— Właśnie, to jest dość istotne. Ty wiesz! — syknął Ryan i niespodziewanie podszedł do niego, łapiąc go za koszulkę na piersi. — Bo oczywiście Ryan jest naiwnie wierny, ale przez takie akcje, skąd mam wiedzieć, że ty czegoś nie odwalisz? — Spojrzał mu w oczy ze złością, ale i czymś jeszcze. Jakoś tak twardo, jakby chciał wydobyć coś z kochanka.
Lenny zwęził oczy i zmarszczył nos, niemal obnażając zęby. Chwycił go za rękę i wykręcił mu ją tak, że chłopak upadł kolanami na piach. Pochylił się do jego twarzy.
— Bo nie wiesz — syknął. — Możesz mieć tylko jebaną nadzieję, że tak jak ci nie kłamię, tak też teraz jak powiem, że cię nie zdradzałem i nie zdradzę, to też nie wciskam ci kitu — syknął i odtrącił go od siebie, przewracając. — A teraz, kurwa, ochłoń, bo ci ciśnienie lekko uderzyło do głowy chyba.
Ryan spojrzał na niego z dołu trudnym do odczytania wzrokiem. Milczał chwilę, po czym zebrał się na równe nogi i nie patrząc już na kochanka, ruszył powoli w stronę wody. Szumiało mu w głowie, ale naprawdę miał nadzieję, że Lenny mówił prawdę.
Mulat zaklął pod nosem, widząc, gdzie kochanek zmierza.
— A ty gdzie?! — krzyknął za nim, ruszając w jego ślady.
— Nie wiem, co ty widzisz, ale ja myślę, że to woda. Więc tak! Zmierzam w stronę brzegu — zironizował Ryan, ale nie obejrzał się na niego, tylko wbił ręce w kieszenie luźnych kąpielówek i chwiejnym krokiem podszedł do brzegu. Sprawdził temperaturę stopą i wszedł kawałek głębiej.
— Dzięki za branie mnie za idiotę. Pytanie tylko, czy ty nie jesteś większym — mruknął Mulat, stając przy brzegu i zdejmując buty.
Ryan tylko wykrzywił usta, ale nie odpowiedział, zanurzając się po kolana. Czuł się wygaszony po tej kłótni. Znowu się pożarli o jakąś bzdurę, a on dalej mógł tylko się domyślać, czy Lenny patrzyłby z obojętnością, jakby się zabrał za kogoś trzeciego.
Po chwili poczuł na swoich bokach ciepłe dłonie kochanka.
— Ej… — Usłyszał tuż przy uchu już dużo spokojniejszy ton głosu.
— Słucham — mruknął, patrząc na ciemne niebo rysujące się ponad linią wody.
— Wiesz, że jesteś tylko mój, prawda? — spytał starszy mężczyzna, opierając brodę o ramię chłopaka.
— Nie wiem. Bynajmniej nie uprawiałeś monogamii w pierdlu. A na głupiej imprezie dzieciarni okazuje się, że masz do tego dość… luźny stosunek — zauważył Ryan, ale dość cicho. Chyba już mu przeszła wściekłość.
— W pierdlu to w pierdlu. Sam mi powiedziałeś, że teraz przeżywam drugą młodość ze swoim nieziemsko przystojnym, młodym kochankiem. — Mulat zaśmiał się cicho, nadal obejmując Ryana w pasie.
Chłopak położył dłonie na obejmujących go rękach.
— Więc mam rozumieć, że nie muszę się rozglądać za kimś innym, a ty będziesz tylko ze mną? — rzucił z lekko ironicznym uśmiechem, chowając za nim powagę swoich słów.
— No, chyba jestem na ciebie skazany. No i przecież mamy się na wyłączność, co nie? — zamruczał nisko Lenny, wyczuwając, jaki Ryan jest spięty. Znał go już na tyle, że umiał wyczytać w jego głosie to, co naprawdę niósł, a nie jaki ten chciał, aby był. Nie było to łatwe, ale pożarli się chyba na tyle dużo razy, że miał czas się tego nauczyć.
— Tak, mamy — potwierdził Ryan i wykręcił głowę, zerkając na niego. Widać było w jego oczach, że poczuł ulgę na słowa Lenny’ego. — I nie używałbym słowa „skazany” w naszym kontekście. Źle się kojarzy. — Uśmiechnął się lekko.
— Spoko. — Mężczyzna zaśmiał się i przesunął nosem po jego szyi. — W twoim przypadku są bardzo nikłe szanse, że dostanę warunkowe. W końcu nie takie to łatwe, mając co najmniej podwójne dożywocie.
Ryan zaśmiał się i chciał przekręcić się w jego stronę, ale dzięki karuzeli wywołanej procentami i niestałemu podłożu pod nogami runął gwałtownie do wody, ciągnąc za sobą kochanka. Lenny próbował się jeszcze ratować, ale w efekcie zwalił się na twarz do wody z głośnym pluskiem. Aż krzyknął, kiedy poderwał się, aby złapać oddech. Obaj byli cali mokry.
Kiedy i Ryan uniósł się do pozycji siedzącej, zaklął pod nosem i odgarnął mokre włosy z oczu.
— Kurwa — syknął i spojrzał na kochanka nieco otrzeźwionym wzrokiem. — Żyjesz?
Ten nie odpowiedział, tylko, nadal siedząc w wodzie, złapał go za kark i przyciągnął do siebie, wpijając się mu w usta soczystym pocałunkiem. Poza szumem oceanu w tle słychać było odgłosy imprezy. Muzyka, śmiechy, pokrzykiwania. Tu jednak byli sami. Mokrzy i dosłownie pięć minut po kłótni, ale sami.
— Mój. — Lenny pokreślił swój gest, patrząc kochankowi ciepło w te jego czarne, śliczne oczy.
Ryan oblizał usta i odpowiedział podobnym spojrzeniem, uśmiechając się lekko.
— Tak — potwierdził i wychylił się do kolejnego pocałunku. — Twój.

18 thoughts on “Bonus – Tęczowe wakacje – Część II

  1. TigramIngrow pisze:

    „Przekłute sutki a przekuty penis”
    „Zaparkowali niedaleko i wysieli z samochodu”

    Nie ogarniam ich. Niby się kochają, niby kizi-mizi, a Lenny to taki zakapior durny, że normalnie wziąć go za włosy i palnąć go czołem ze trzy razy o metalowy słup.

  2. Katka pisze:

    Basia, czasami mam wrażenie, że ten związek właśnie żyje kłótniami. Takimi wzlotami emocji, wielkimi burzami itd. Chyba nie umieją inaczej. Ale taka ich magia ;)

  3. Basia pisze:

    Witam,
    no i co? Lenny sam poszedł się zintegrować, jak zwykle u nich kłótnie są na porządku dziennym.. bardzo mi się podobało, lubię tą parkę…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  4. Katka pisze:

    Kasia, no nieźle można zatęsknić za wakacjami, jak się czyta o takich. Zazdrość po całości! No ale już niedługo, w końcu mamy niemalże maj :) A Lenny’ego nie da się ogarnąć. Człowiek zagadka. Mnie wciąż zaskakuje mimo tylu stron, jakie z nimi napisałyśmy :)

  5. Kasia pisze:

    Wyobrazilam sobie to sloneczko, ta plażę i potem tą imprezke i okropnie zatesknilam za wakacjami :) zazdroszczę chlopakom tego wyjazdu. Troche mnie zdziwiło zachowanie Lennego te teksty o trójkącie… moze to bylo po to zeby wkurzyc Rayana za ten tekst o drugiej mlodosci ? Lennego ciezko rozgryzc. Ale i tak ich kocham i juz zaczynam tesknic :)

  6. Katka pisze:

    Mati, damy z siebie wszystko!

    Damiann, w pierwszym błąd jest tak właściwie nie w tym, że nie ma być braku „jak” tylko ma być „jak taka”. Ale dzięki, poprawiłam :) Co do drugiego, tak, leski, czyli lesbijki. A trzecie… pewnie po „bardziej” było jakieś słowo, ale nie pamiętam jakie XD Niemniej poprawione :) Hehe i chyba ogólnie kłótnie Ryana i Lenny’ego są stosunkowo lubiane, bo przebiegają burzliwie. Fajnie więc, że Tobie też się podobały. A zabawy w całowanie… cóż, nie będę się spierać, też wolałabym popatrzeć na Ryana i Lena XD

  7. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,— Nie porównuj mnie do laski! — To się jak tak nie zachowuj! — odpowiedział ostro Lenny, trochę lepiej utrzymując równowagę. Złapał się jednak za barierkę, tak na wszelki wypadek.” ~ chyba bez tego jak
    ,,— Aż tak bardzo lubisz leski? — spytała z zaciekawieniem Anna, a Lenny przysłuchiwał się całej tej rozmowie z lekkim rozbawieniem.” ~ leski?
    ,,Kilka minut później bordowy pickup stał kawałek dalej na mniejszym i bardziej parkingu niż ten przy plaży, a na kolanach Ryana leżała duża papierowa torba z ich jedzeniem.” ~ bardziej?
    Uwielbiam klotnie Ryana i Lennyego. Ryan jest taki zazdrosny i ma takie fajne podejscie do tych zwiazkow, to takie urocze :3
    A Lenny.. Pf, glupi. Niby widac, ze go kocham, ale i tak czekam na draaaame! Kocham dramy. I akcje. (tak tylko mowie…) xD
    Te ,,zawody” z calowanie sie przypomnialy mi film Sala Samobojcow. Alex o Dominic. Jesli chodzi o to, kogo chcialbym bardziej ogladac to mysle, ze bylby to Ryan i Lenny. Dominik byl brzydki xD
    Nie moge sie doczekac Rusha i Charliego, tesknie za nimi.

  8. Katka pisze:

    O., no nie było ślubu XD Na niego musisz jeszcze poczekać. Chłopcy do niego nie dojrzeli. Ale nooo, zgadzam się, że Ryan niby taki towarzyski, młody i w ogóle, a siedział na tej imprezie spięty, jakby w jego ciało wszedł Alex (boże, to nie miało zabrzmieć tak dwuznacznie XD). Lenny i mnie zaskakiwał, że tak się rozluźnił. Zwykle jest na odwrót. A jak będzie z ich otwartością po powrocie do Miami… no to do się okaże, chociaż mam wrażenie, że na tym wyjeździe poczuli ogólnie większą swobodę i wolność, bo jest ta anonimowość, która pozwala popuścić wodze swojemu zachowaniu. Nie mogę więc obiecać, ze dalej będą tak otwarci. Ale to może jakiś krok do progresu ;) I zazdroszczę snów o Rynnie! Też chcę! Mi się chłopaki z naszych opek śnią może raz na pół roku…

    Laurel, hehe, wiemy jak załagodzić ból po przerwie w FDTS :D Dzięki za komentarzyk! I zgadzam się, że Rynna jak chce, to umie być równie urocza, co gorąca :)

    Liv, hahaha! Ale pojechałaś Ryanowi na początku komentarza! Masz szczęście, że z Miami do Polski jest tak daleko, bo coś czuję, że Ryan by się nie ucieszył gdyby Cię słyszał XD Ale ogólnie dobrze, że się „dziwnie” czytało i że widać tę róznicę wiekową. Czasem jest to trudno zaznaczyć jednak. Nawet pomiędzy głównymi postaciami. Także w jakiś sposób się cieszę. No i tak, Ryan i ochłonięcie po kłótni to jednak jak oksymoron. Mają zbyt gorące charaktery. Ale to chyba lepiej, wyróżniają się ;) Oj, no ale chłopaki wrócą do Miami, tylko że będziecie musieli po prostu poczekać, aż o tym przeczytacie XD

    Aeneryss, u nich chyba bez kłótni o byle górno się nie da XD Taki ich urok i jak sama widzisz, są tego plusy. Czasem warto poczytać o spięciach, by móc poczytać o tym, jak okazują sobie uczucia. Bo takie sytuacje je najczęściej wywołują, bo oni nie są jak gołąbki, co gruchają bez powodu.

    Mati, coś mi się wydaje, że nie jesteś fanem spięć XD No ale spoko, szybko zostają zażegnane ;) Przynajmniej w przypadku tej dwójki. Nom, szkoda, ze FDTS ma przerwę, ale mamy nadzieje, że ten czas oczekiwania na drugą część jakoś Wam uprzyjemnimy ;)

  9. Mati pisze:

    Oj nieładnie, kolejne spięcie. Na szczęście przeżyłem zawał, więc jest ok :-D
    Ten tekst o połknięciu genialny wręcz :-D
    Aż szkoda, że FDTS ma przerwę :-(

  10. Aeneryss pisze:

    Oni są cudowni xD Czy oni nie portrafią spędzić jednegi tygodnia bez ķłótni? No ale w sumie dobrze, bo te wszystkie spiny z zazdrości i późniejsze godzenie się tylko im dodaje uroku :) Tak bardzo za nimi tęsknię przez tą przerwę w FDTS ;-;

  11. Liv pisze:

    Kurwa, nie wrócą! Napisałam, że jak wrócą, to będzie jak zwykle, a potem przypomniałam sobie, że chuja tam, FDTS ma przerwę… No cóż, coś się kończy, coś się zaczyna, hehe :) Gupiam. Pozdro

  12. Liv pisze:

    Dobra, Ryan faktycznie zachował się trochę jak baba. xd Ale ma takie prawo, w końcu to Lenny jest mężczyzną w tym związku… (To brzmi stereotypowo i źle, ale musiałam xd ;) A w ogóle to Lenny znowu dużo mówił i znowu nie wiem, co mam o tym myśleć. Rozkręca się :3
    I Ryan był uroczy z tą zazdrością. Ale jakoś dziwnie się czytało o nich na takiej imprezie dla bardzo małolatów. Nie że to, co sugerował Ryan, skąd, ale jednak psychiczna dojrzałość rzuca się w oczy. No ale zaraz wrócą i znowu będą szlajać się z Jasonem i ptaszyną.
    I ta scenka w wodzie też mega słodka. Rynna po prostu nie zna czegoś takiego jak „ochłonięcie po kłótni”, albo spina albo całuski/seksy. Jestem jak najbardziej za! ^^
    Trochę szkoda, że to już koniec słonecznego bonusu, ale cholera, NOWE OPOWIADANIE. Duża sprawa. Maaaju, przychodź szybciej.

  13. Laurel pisze:

    Super rozdział (prawie pozwala zapomnieć o przerwie w FDTS) Obaj są tacy słodcy na swój sposób jak już zejdzie na temat uczuć :-)

  14. O. pisze:

    Wgl śniła mi się Rynna <333 moja podświadomość się ich domaga!! Że ocierali się o siebie i Lenny mówił do Ryana "dobieraj się, dobieraj" xD

  15. O. pisze:

    Ej nie było szalonego ślubu!
    Ale wybaczam <33333 śmiałam się ciągle jak to czytałam xD biedny Jack, ominął go gorący pocalunek.. Ryan powinien bardziej być wyzulowanym na imprezce, bo wiekowo był dzieciakom bliższy a tu Lenny wydawał się mieć pod kontrolą wszystko do czasu xD
    Rynna jest tak zazdrosna, że co kłótnie muszą sobie "przyrzeczenie" wierności ponawiac.. Nie lepiej przysięgę małżeńska? Na papierze i palcach by to mieli xD <33333333333
    Całusy w wodzie so romantic! <33333333 podobały mi się choć liczyłam na jakąś rundke na "juz dobrze, dobrze" <33333333
    Jack i Migel by mogli wziąć z nich przykład, o!
    Wgl ciekawe jak po powrocie do Miami nasi Mężczyzni będą obnosic się ze swoimi uczuciami.. Lenny'emu bycie out by mogło zostać, Ryan do tego dojrzeje <333333 przecież w towarzystwie pozwala mu Lenny na "wladcze" gesty xD
    A poza tym cała kłótnia to wina Ryana, który pytał o podobajacego się zawodnika xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s