No Exit – 26 – Jakby zabił Petera…

— Maślanka, maślanka… maślanka — szczupły blondyn z podkrążonymi, jasnymi oczami mruczał, przesuwając się niemrawo pomiędzy sklepowymi półkami z czapką naciągniętą mocno na głowę. Nadal czuł się źle i nawet dwie kawy tego nie zmieniły, a posłodził je mocno. Teraz szukał czegoś do zjedzenia, co mogłoby uspokoić jego żołądek.
Dean czuł się zwyczajnie parszywie. Przespał niespełna kilka godzin i wstał, jak na siebie, wyjątkowo wcześnie. Nie brał samochodu, ale urządził sobie długi spacer do sklepu i teraz błądził między półkami, nie mogąc się skupić. Nie pomógł mu w tym też telefon, który rozdzwonił się z jego spodni wyjątkowo głośno. Skrzywił się nieszczęśliwie, jakby właśnie miał zjeść naraz cytrynę i zgniłe jajko. Nie spojrzał też, kto dzwoni, tylko odebrał, aby to się wreszcie uciszyło.
— Boże, kto? Co i dlaczego? — wymamrotał do telefonu.
— Zły moment… Czyli obudziłem. Zadzwonię później — odezwał się głos, który Dean rozpoznał jako ten należący do managera klubu No Exit.
— Nnn… Nie. Jestem w sklepie. Łeb mnie boli i nie pamiętam połowy wieczoru… — zawiesił się i nagle mocniej się rozbudził, czując ukłucie paniki. Jakaś kobieta z wózkiem pełnym zakupów wręcz obejrzała się za nim, widząc jego przerażone spojrzenie i przekrwione białka. — Coś rozjebałem? Nie trzeba było wzywać straży chyba? Powiedz, że nie.
— Nic nie rozjebałeś. Wczoraj już pytałeś, ale chyba nie pamiętasz. Po chuj z domu wychodzisz, jak umierasz?
— Maślanka.
— Było posłać Marvina. Mniejsza o to, nie po to dzwonię. Mam trochę mało czasu. Ale jak się skupisz przez chwilę, to zajmę ci minutę. Dasz radę? — głos Harleya był dość poważny. Właściwie to zawsze był, ale teraz jakoś szczególnie.
Dean potarł twarz dłonią i pokiwał głową. Odparł dopiero, kiedy spostrzegł, że gest był bez sensu.
— Tak. Dajesz. Tylko nic o czymś, że guma pękła i że zajdę w ciążę.
— Nic mi o tym nie wiadomo. Dobra, zastanawiałem się nad tymi tancerzami. Zdecydowałem się na wybór Petera. Nie będzie z nim problemów, Pete sobie z nim poradzi i nie będzie miał tyle roboty. Chyba że… — Harley westchnął. — Chyba, że dasz się zatrudnić w roli nowego choreografa i poprowadzisz Karla i swojego Dustina Halla — przedstawił opcję, czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Kiedy w telefonie panowała cisza przez ponad pół minuty, spytał jeszcze: — Dean?
Dopiero po tym skacowanego mężczyznę otrzeźwiło. Do tej pory stał z słuchawką przy uchu na środku wąskiej alejki sklepowej, przy lodówkach z nabiałem i nic nie mówił.
— Chcesz mnie zatrudnić…?
— Tak, chcę cię zatrudnić. I dobrze by było, jakbyś mi powiedział teraz, czy się zgadzasz, bo muszę do tych gości podzwonić.
— Boże. — Dean złapał się za usta i rozejrzał prawie że panicznie, jakby nagle zza puszek z kukurydzą miał wyskoczyć kamerzysta oraz prowadzący program rozrywkowy. — Eee… tak.
Po drugiej stronie telefonu usłyszał krótki śmiech.
— Wiesz, że to zabrzmiało, jakbyś zgadzał się na oświadczyny?
— Tak — wydusił Dean znowu w takim samym tonie jak wcześniej.
Harley ponownie się zaśmiał, po czym opanował się i dodał wyraźnie pełnym ulgi i jakiegoś głębokiego zadowolenia tonem:
— Świetnie. Pete będzie wkurzony jak diabli, ale nie na nim zarabiam, a na klientach. Będę w poniedziałek w klubie, to wpadnij i obgadamy twoją nową robotę.
Dean pokiwał głową i dopiero odparł:
— Jasne… Matko… wygryzłem kogoś z roboty — jęknął, jakby zabił Petera. — Ale spoko, będę. Tylko chujowo wyszło ci pozbycie się mnie z miasta.
— Marvin i Jaz cię nie wywalą, co?
— No, chyba na razie nie, potem znajdę jakieś mieszkanie, jak sprzedam tamto.
— W porządku. — Chwilę w telefonie trwała cisza, po czym Harley dodał już innym tonem: — To mam cię w ekipie, żmijko…
— No… Na to wygląda. Ciekawe jak Jaz i Marvin na to zareagują i na to, że jeszcze im kanapę będę zajmować. Ale… mam nadzieję, że się nie przejedziesz na tych zmianach personalnych.
— Musisz się postarać, żebym nie żałował. Dobra, Dean, wybacz, ale muszę kończyć. Mam do wykonania jeszcze kilka telefonów, nim Sammy przyjedzie. Widzimy się w poniedziałek.
— Jasne, sorry za przeciąganie. Miłego weekendu z dzieciakiem.
— A ty odzyskuj siły. Ach, i… — Harley zawiesił głos na chwilę, nim zapytał: — Czujesz nadal?
Dean zaśmiał się pod nosem na to pytanie. Było zabawnie głupie. Tym bardziej, że wiele rzeczy w tej chwili było ważniejszych od jego tyłka i nie miał na myśli swojej głowy, a to dostanie pracy. Chyba że miał majaki i tylko mu się wydawało, bo nadal wyglądało to dla niego mocno nierealne.
— Bardziej ból głowy, więc alkohol jest mocniejszy, ale tak.
— To bardzo dobrze — manager zamruczał nisko. — Będziesz o nim myślał, jak sobie będziesz trzepał. A teraz spadam. Do zobaczenia w poniedziałek — odpowiedział i rozłączył się, nie czekając na odpowiedź.
Dean spojrzał jeszcze raz na telefon i westchnął ciężko. Nie miał nawet ochoty w tej chwili sobie trzepać. Głowa tak go napieprzała, że jedyne o czym teraz myślał, to aspiryna i maślanka… i fakt, że Harley zatrudnił go jako choreografa w klubie.
Uszczypnął się, sprawdził jeszcze, czy faktycznie przed chwilą prowadził rozmowę i kiedy uświadomił sobie, że to wszystko prawda, złapał się za głowę i kucnął na środku alejki sklepowej z cichym „kuuurwa”. W co on dał się wrobić?! Teraz nie wywinie się z tańczenia, a i Harley na pewno będzie chciał znać jego życiorys. Był w dupie.

*

— Woda. — Marvin poinformował kochanka, stawiając na szafce przy łóżku szklankę, po czym odsunął się i wyciągnął z szafy matę, by pójść z nią powyginać się w salonie, skoro Deana nie było.
Jasper spojrzał na szklankę i wyciągnął po nią dłoń, leżąc na brzuchu. Napicie się w tej pozycji jednak okazało się za trudne do wykonania. Spojrzał w stronę drzwi, zastanawiając się, czy jeszcze trochę poudawać duże dziecko i się popieścić, czy w końcu podnieść się i napić wody. Wybrał drugą opcję.
— Mam nadzieję, że nie jesteś zły, że się tak spiliśmy?! — zawołał w stronę pokoju.
— Jestem! — usłyszał w odpowiedzi, po czym z głośników popłynęła muzyka.
Jaz skrzywił się, napił się jeszcze łyka i wyszedł z pokoju. Ćmiło mu w głowie nieprzyjemnie, ale przynajmniej skarpetę w ustach zapił wodą. Usiadł ciężko na kanapie.
— Bardzo?
Marvin obejrzał się na niego, siedząc na macie w rozkroku i rozciągając mięśnie nóg. Jako jedyny był rześki i wypoczęty.
— To ma jakieś znaczenie?
— No… trochę — odparł Jaz, przygryzając dolną wargę.
— Trochę? — Marvin znowu na niego spojrzał i zaczął wykonywać skłony. — To trochę się nagłówkuj… jak mogę być zły, że… zostawiłeś mnie na lodzie… jebiąc nadzieję na zajebisty finisz chujowego tygodnia.
— Tydzień jeszcze się nie skończył? — Młodszy mężczyzna spojrzał na Marvina z nadzieją i najbardziej uroczym uśmiechem, na jaki było go stać.
— Dean wyjeżdża jutro. Nie oleję go tylko dlatego, by się z tobą pieprzyć, bo wczoraj byłeś zajęty chlaniem — odparł Marvin ze ściągniętymi brwiami, nie przerywając ćwiczeń.
— Nie każę ci go przecież olewać. Na razie olewa się sam. Gdzieś wsiąkł. I jest przed jutrem też cała noc.
— Miało być po występie — odparł Marvin, kręcąc głową. Może i nie powinien się denerwować, w końcu to tylko seks. Ale z drugiej strony chciał, żeby było nastrojowo i napalił się na Jaza, kiedy razem tańczyli… wreszcie, po tej cholernej przerwie. Trzepanie sobie w wannie wcale nie było takie dobre.
— Nadal jest po występie — odparł Jaz z szerokim, sztucznym i zarazem przepraszającym uśmiechem. — Oj, nie bądź zły. Jak mam ci to wynagrodzić, hm? Zrobię wszystko.
— Następnym razem załatw mi innego kutasa w zastępstwie — Marvin mruknął z przekąsem, nie mogąc zapanować nad nagłą frustracją.
Jaz od razu się naburmuszył. Nie to chciał usłyszeć.
— Nie. Prawie wszystko.
— Nie? — Marvin odwrócił się w jego stronę, stojąc na macie w obcisłych slipach i poruszył biodrami lekko i kusząco. — Przecież nie mogłeś się nią wczoraj zająć… — Odwrócił się zgrabnie i sięgnąwszy dłońmi pod pośladki, poruszył palcami, a połóweczki podskoczyły sprężyście kilka razy. — Ma cierpieć następnym razem, jak zdecydujesz się mnie olać?
— Tak — burknął znowu Jaz i wstał z kanapy. Podszedł do kochanka i władczo objął go od tylu w pasie. — Jest moja. Było przypilnować swojego chujowego chłopaka, aby tyle nie pił.
— Myślałem, że jesteś dużym chłopcem, który zna granicę — odparł Marvin wibrującym głosem, lekko poruszając pośladkami. Po chwili westchnął i oparł się plecami o kochanka, patrząc przed siebie. — Przykro mi było.
Jasper jęknął i pocałował mężczyznę w policzek.
— Przepraszam. No, trochę mnie poniosło. Wiesz, że nie robiłem tego w złej intencji. Powiedz mi lepiej, jak mogę ci się zrewanżować.
— Umyj się, bo czuję od ciebie wczorajsze cokolwiek piłeś. I zrób nam śniadanie — odpowiedział Marvin, poklepał go po przedramionach i wyswobodził się z nich, by wrócić do ćwiczeń.
Jaz skrzywił się znowu, ale posłusznie się odsunął.
— Sorrka, już idę. I wiesz, że jesteś najlepszy! — zawołał już głośniej, idąc do łazienki, aby się odświeżyć.
Marvin obejrzał się za nim dopiero, kiedy drzwi się zamknęły. Ściągnął brwi, przesunął palcami po włosach i ponownie zaczął wyginać się na macie. Głupi Jaz.
Kilkanaście minut później, kiedy w kuchni Jasper robił już śniadanie, nucąc pod nosem i postukując nogą, drzwi wejściowe do jego mieszkania się otworzyły, a do środka wsunął się cień człowieka, opatulony w kilka szalików i pomarańczową kamizelkę.
— Jedzenie, czuję jedzenie — Dean wymamrotał, zamiast się przywitać. Był już na pierwszy rzut oka w gorszym stanie niż Jaz. W jego zachrypniętym głosie też było to słyszeć. Obrazka dopełniały przekrwione i podkrążone oczy oraz poszarzała skóra.
Marvin już powoli kończył swoje poranne ćwiczenia. Robił brzuszki, a gdy spojrzał na kumpla, zmierzył go wymownym spojrzeniem.
— Powiedz Jazowi, by zrobił dla trzech — rzucił i zrobił ostatnie trzy brzuszki, nim wreszcie wstał, by zwinąć matę.
Dean tylko ściągnął buty i potruchtał do kuchni. Niczym mały, zgarbiony duch, który owładnął stertę ubrań.
— Zrób jeszcze jedną porcję — poprosił. — Podzielę się maślanką — zaproponował, unosząc reklamówkę wypełnioną żelkami i pięcioma butelkami maślanki.
Jasper zmierzył tę zdobycz wzrokiem i dopiero spojrzał na bladego na całej twarzy Deana. Przynajmniej bladego poza nosem, bo ten był czerwony od zimna.
— Po chuj ci tyle maślanki?
— Pomaga mi na kaca.
Zanim Jaz odpowiedział, Marvin wszedł do kuchni i że kawę już zdążył wypić, usiadł tylko przy stoliku, by zaczekać na śniadanie.
— Widząc twój stan, nie masz ochoty na wycieczki po mieście? — rzucił do Deana, zastanawiając się, jak wykorzystać jego ostatni dzień pobytu.
— Niespecjalnie. Najchętniej po śniadaniu wróciłbym do łóżka, ale… — Spojrzał to na jednego, to na drugiego. Jasper właśnie stał przy patelni, wyglądając jak marzenie każdej kobiety, a Marvin jak zwykle przypominał mu o dobrze spędzonych latach… lata temu. Czuł się przyjemnie w tym mieszkaniu i wcale nie ciągnęło go do Montany. Może dlatego aż tak długo nie zawahał się przed odpowiedzią na Harleyową propozycję. — Mam dla was pewną wieść i pytanie zarazem.
— Mmmm? — Marvin zamruczał pytająco.
— Po pierwsze… — Dean zaczął, odkładając siatkę na stolik i wyjmując jedną butelkę maślanki. Poza butami nadal był zakutany tak jak na dworze. — Głównie do Jaza… Mógłbym jeszcze jakiś czas zajmować twoją kanapę?
Ten uniósł brwi, zaskoczony pytaniem. Wzruszył ramionami.
— No… jasne. Nie ma sprawy. Nie przeszkadzasz. A na ile?
Dean napił się i chwilę trzymał nabiał w ustach, przelewając go z jednego do drugiego policzka. Kiedy przełknął, odpowiedział:
— Nie wiem. Dopóki nie znajdę mieszkania?
— Zostajesz w mieście? — Marvin od razu spojrzał na niego czujniej, nie rozumiejąc tej nagłej zmiany. Wczoraj jeszcze mówił, że wyjeżdża w niedzielę.
— Noo… — Dean uśmiechnął się blado. — Właśnie w sumie dowiedziałem się, że dostałem pracę. A że sadzenie roślinek mnie nie satysfakcjonuje, to nie czuję żalu do już pewnie i tak utraconej pracy. Nie, żeby dzięki temu, że przyjechałem bez brania urlopu, ją straciłem. Ale nieważne — dodał z głupim uśmieszkiem czającym się w kąciku ust.
Marvin uniósł brwi i uśmiechnął się mimowolnie. Nawet nie zdążył tego wszystkiego rozważyć, a już wzbudziło to w nim pozytywne emocje.
— Pracę? Ubiegałeś się o coś za moimi plecami? Dean, mów ze szczegółami, bo budowanie napięcia już ci wyszło.
— Nawet się nie ubiegałem. Chyba że dawanie dupy i striptiz przed waszym szefem to ubieganie się o pracę — odparł z lekkim śmiechem pełnym niedowierzania. Sam jeszcze w to do końca nie wierzył.
— Co? — wyrwało się Jasperowi, który właśnie przez tę rozmowę przypalał grzanki na patelni.
— Pracujesz u nas….? — Marvin otworzył szerzej oczy, siedząc jak osłupiały. — Wracasz do tańczenia? — Chwilowo nie mógł tego ogarnąć, ale już sama myśl Deana na scenie… W ogóle Deana z nim w pracy, gdy znowu będą mogli dzielić pasję… Było chyba zbyt wcześnie, żeby to przyswoił.
Dean pomachał dłonią, aby się nie zapędzali i przy okazji szturchnął Jaspera nogą, aby nie spalał jego drogocennego jedzenia.
— Nie. Nie do końca. Wygryzłem Petera… no — przyznał się z jakimś dziwnym poczuciem winy.
Teraz przez chwilę panowała cisza, gdy obaj tancerze patrzyli na niego z niedowierzaniem. Wyglądało to dość zabawnie, bo mieli dosłownie identyczną minę.
— Tak się Harleyowi spodobałeś, że wyjebał dla ciebie Petera? — upewnił się Marvin, aż musząc sięgnąć po leżące obok papierosy. Odpalił sobie od razu jednego.
Jaz skinął dłonią na kochanka, aby mu też dał. W międzyczasie ratował śniadanie, zeskrobując je z patelni.
— Prosiłeś go o to?
Dean od razu pokręcił głową i w końcu zaczął się rozbierać.
— Nie, zaskoczył mnie teraz tym, jak byłem w sklepie. Znaczy, w piątek było przesłuchanie nowych tancerzy dla tego całego Karla. I ja byłem za jednym kolesiem, ten Pete za innym. I warunek, aby ten mój został zatrudniony, był taki, że… — zerknął na Marvina i skrzywił się dziwnie — mam mu układać choreografię.
Marvin aż pokręcił głową i gdy odpalił kochankowi, wsadził swojego papierosa między wargi. Objął Deana za szyję, patrząc na niego ciepło.
— Widzisz, mistrzu. Wciąż możesz się w to bawić.
Jaz zaciągnął się mocniej. Był w sumie zadowolony, bo liczył, że faktycznie Dean będzie lepszy niż Pete. Jedynie fakt, że ten dostał robotę trochę przez łóżko, lekko mu zgrzytał.
— Będziesz musiał się wykazać.
— Mi to mówisz? — jęknął Dean. — Jak będzie chujowo, to nie dość, że zostanę z ręką w nocniku, to jeszcze rozejdzie się plota, że tę robotę dostałem tylko za dawanie dupy.
— Harley tak nie rozdaje roboty. Przyznaj się, że mu pokazałeś, co umiesz — odparł Marvin, ściągając go niżej do siebie i trącając zaczepnie czubkiem nosa. Znał managera dłużej niż pozostała dwójka i wiedział, że ten dba o klub jak o własne dziecko, więc nie zatrudniłby kogoś tylko dlatego, że jest fajną dupą.
— No… tyle co z nim gadałem o tańcu, jak było przesłuchanie i jak poszliśmy do tego sklepu z „fajnymi rzeczami”. Tego wiecie, gdzie kupujecie stroje i takie tam. — Dean czuł się, jakby się tłumaczył. I trochę też tak było. Cały czas miał wrażenie, że dostał tę robotę nie całkiem fair.
— Opowiadałeś mu, że tańczyłeś? Widział, jak się ruszasz? — pytał dalej Marvin, coraz bardziej przyswajając myśl, że przyjaciel będzie z nim pracować. I im bardziej to do niego docierało, tym był szczęśliwszy.
— No… — Dean obejrzał się na Jaspera, który już wyłączył ogień pod patelnią i teraz tylko palił, zaciekawiony odpowiedzią. — Zrobiłem przed nim striptiz. Taki… nie na odpierdol.
Marvin zacmokał między zębami.
— Tak dobrze było, że sobie zasłużył? No, mistrzu. Cieszę się, że wracasz do gry — powiedział szczerze i cmoknął go w usta.
Dean zaśmiał się pod nosem. Był w sumie zadowolony, ale na tę chwilę też bardzo głodny.
— No… na tyle dobrze, że trochę przegiąłem. Planowałem wyjechać i w domu dać odpocząć swojemu tyłkowi. Teraz więc mam nadzieję, że ten potwór nie lubi utrzymywać bliskich relacji z pracownikami — prychnął, rozbierając się do końca i zbliżając do kuchenki po chrupkie pieczywko.
— Czyli że co? — Jaz zaciągnął się mocniej dymem. Nadal dużo palił, ale zimno zmuszało go do ograniczania się, bo domu nie chciał mimo wszystko zaczadzać. — Spotykałeś się z nim, a teraz nie chcesz nic ten tego? — Zaśmiał się pod nosem z własnego określenia.
Marvin też spojrzał na niego pytająco, strzepując popiół do popielniczki na stole i znowu się zaciągając, a Dean zaczął skubać jedzenie.
— Nie, że nic. Znaczy w sumie nic. To był seks na weekend. Nie szukałem i nie szukam faceta.
— Spoko. Bez ciśnienia, a kutas Harleya… — Marvin oblizał wymownie usta. — To „monstrum”, jak go Ethan określa, na pewno jest dobre tylko na chwilę — dodał i wreszcie zgasił papierosa, zastanawiając się, czy dalej jest na tyle głodny, by chociaż zrobić sobie płatki z mlekiem, skoro Jaz sfajczył śniadanie, czy papieros zabił głód.
— Umie się nim posługiwać — wtrącił Dean, czując wewnętrzną potrzebę bronienia na swój sposób tego wielkiego sprzętu i jego właściciela.
Marvin by potaknął, ale nie chciał, by Jaz wiedział, że Harley go pieprzył, dlatego tylko zamruczał przeciągle w odpowiedzi i ostatecznie olał śniadanie.
— Idę się ubrać. A ty, Dean, pomyśl nad sprzedażą swojego mieszkania, jak się przenosisz — dodał i ruszył do wyjścia, nie oglądając się na kochanka. Wciąż miał do niego uraz za wczoraj.
— Najpierw może przejdę, wiesz, takie coś jak tydzień próby! — Dean krzyknął za nim. Już sam zabrał sobie przypalone pieczywo i z nim usiadł do stołu, aby napełnić się maślanką. Jemu nie przeszkadzało, że grzanki były… zwęglone.
Jaz za to westchnął, czując, że dzisiejszy dzień nie przyniósł mu jedynie kaca, a też poirytowanego kochanka. Wiedział, że będzie musiał się jakoś wykazać, aby Marvin nie był taki na niego zły. Na razie nic mu nie wychodziło, nawet głupie śniadanie. Jako jedyne dzisiejsze szczęście poczuwał jedynie zmiany personalne na stanowisku choreografa w klubie.

*

— Nie chcę cię zbijać z pantałyku, czy jakkolwiek to się nie mówi, ale nie jestem pewien słuszności tego pomysłu. — Dean, który został wyciągnięty przez Jaspera do sklepu, teraz przyglądał mu się z mieszanymi uczuciami, kiedy ten pakował produkty do koszyka.
— Poradzę siebie — zapewnił go młodszy mężczyzna, wrzucając kolejny składnik do wózka sklepowego.
— Jeśli tak twierdzisz. Ale nie wiem, jak chcesz logicznie to zorganizować — Dean marudził dalej, nie pomagając, ale i nie przeszkadzając.
— Jak to jak? — Jaz zatrzymał się i spojrzał na szczupłego, wysokiego blondyna, do którego aparycji już przywykł, w przeciwieństwie do reszty klientów sklepu. — Zajmiesz go czymś na chwilę.
— Ale ta chwila będzie trwać ponad półtorej godziny. Nie wyciągnę go z domu, a potem nie odstawię z powrotem, abyście zjedli obiadek i byś mógł mu wycałować tyłek na przeprosiny. To nie małe dziecko, ma mózg, zauważy, że coś nie gra. A w ogóle to debilne, że jest o to zły — jęknął, przewracając oczami.
Jasper nie skomentował, tylko spochmurniał, wracając do robienia zakupów. Dean patrzył na to sceptycznie, nie mając pojęcia, jak Jasper chciał to wszystko ukryć przed Marvinem. Mimo to nie wtrącał się już i tylko sunął za nim. Czuł się już lepiej po wypiciu tych wszystkich maślanek, a gdy wreszcie udało im się wyjść ze sklepu, skinął na młodszego mężczyznę.
— Dobra, to co teraz? Tyle tego kupiłeś, że pod kurtką nie schowasz, jak wrócimy do domu.
— No, wejdziesz pierwszy… Dobra — jęknął Jaz. — Nie mam pojęcia. Zrobię po prostu dziś obiad. Nie wiem, jak go przebłagać. A jest zły jak osa, jakbym nie wiem co zrobił — zaburczał pod nosem nieszczęśliwie, powoli kierując się w stronę domu.
— Już sfajczyłeś śniadanie. Może lepiej by było, jakbyśmy ci w tej kuchni nie przeszkadzali — odparł Dean zarówno z przekąsem, jak i rozbawieniem.
— Bo wyskoczyłeś z tym, że zostajesz, to… Oj, zasłuchałem się! Bądź po mojej stronie, też się schlałeś.
— Mnie w to aż tak nie mieszaj. — Dean uniósł ręce w obronnym geście. — Ale co, to mam się zmyć, byście mieli swój romantyczny wieczorek, hm?
Jaz zerknął na niego i w końcu westchnął ciężko. Przeszło mu to przez myśl, ale było niewykonalne. Nawet jeśli, to byłoby to zwyczajnie chamskie z jego strony, jeśli miałby wyganiać gościa z domu.
— Nie no. Nie wyproszę cię, przecież nie masz w sumie gdzie iść.
— Mogę się potułać tu i tam. — Dean wzruszył ramionami, chociaż też nie miał pojęcia, gdzie by mógł pójść. Było zimno jak cholera, więc wszystkie miejsca w plenerze odpadały. Nie ciągnęło go do parku, skoro już rano prószył śnieg.
— Nie. Marvin by mnie jeszcze za to znienawidził, jakbyś się chociażby przeziębił. Uch… — Jasper jęknął i zerknął na mężczyznę smutno. — Serio, myślisz, że słusznie jest na mnie taki nabzdyczony? Bo już nie wiem. Wiem, że go rozczarowałem, ale on zachowuje się, jakbym co najmniej nie wiem co zrobił.
— Jaz, serio, nie wiem. Zależy, co mu tam naobiecywałeś. Ale on uparty jest, jak nie przebłagasz, będzie się wkurwiać. Zresztą, nie widziałem go zakochanego dotychczas. Normalnie bym powiedział, że jest zły, bo nie wypalił dobry seks — Dean odparł spokojnie, za bardzo nie chcąc stawać po żadnej ze stron. Bo, bądź co bądź, wybór był bardzo trudny. Przyjaciel a jego słodki, duży tygrys.
Jasper coś mruknął potakująco i zamknął się już we własnych rozmyślaniach. Seks faktycznie nie wyszedł, ale przez zły humor Marvina czuł się, jakby co najmniej zniszczył mu całą kolekcję butów i jeszcze zadusił mu chomika. I jak doceniał obecność Deana, tak teraz ten mógłby sobie iść gdzieś do kina. Czy gdzieś… Ech, może Marvinowi w końcu przejdzie…

*

Po powrocie do domu spostrzegli, że Marvina, o dziwo, nie było. Nie zostawił też żadnej kartki z wiadomością. I dopiero po jakiejś godzinie wreszcie Dean i Jaz usłyszeli otwieranie drzwi. Marvin za to, gdy tylko zdjął z siebie wierzchnie ubranie, skierował się w stronę łazienki, żeby umyć ręce ze smaru. Bawił się trochę ze swoim motorem, licząc, że w końcu zrobi się trochę cieplej i wreszcie będzie mógł go odpalić.
Kiedy odświeżony już stamtąd wyszedł, dopiero poczuł, że z kuchni dochodzą przyjemne zapachy. Dean siedział w salonie na kanapie po turecku i miał na uszach słuchawki. Coś zapisywał na kilku kartkach papieru.
Marvin więc zanim podążył do kuchni, podszedł do kanapy i usiadł na jej podłokietniku. Stuknął Deana w ramię, by zwrócić na siebie jego uwagę. Starszy tancerz wyciągnął słuchawki z uszu i spojrzał na niego pytająco.
— Hmm?
— Co robisz?
— Słucham i myślę nad jakimś układem. Tak nadgorliwie zabieram się już do pracy. I nie, nie mam nic innego do roboty. Jaz wyprosił mnie z kuchni, bo… czekaj jak to było? — Udał, że się zastanawia. — „Sam muszę go przebłagać”. Czy coś w tym stylu.
Marvin uniósł lekko brwi i obejrzał się w stronę kuchni. Potem tylko poklepał Deana po ramieniu i już bez słowa wyszedł z salonu, żeby zobaczyć, co znowu Jaz wymyślił.
Dean jeszcze zaśmiał się pod nosem i wrócił do słuchania utworu.
Marvin, wchodząc do kuchni, zobaczył plecy kochanka wojującego ze skwierczącą patelnią. Uśmiechnął się do siebie mimowolnie. Chwilę tak stał, tylko obserwując, aż w końcu podszedł do mężczyzny i bez słowa wtulił się w jego plecy.
— Ja pierdo…. czekaj, czekaj, gorące! — usłyszał zamiast pełnego ciepła westchnięcia. Jaz nie był mistrzem garnków i patelni. Właśnie musiał trzymać coś ciepłego albo z zaskoczenia wpakował palce w coś, co miało zbyt wysoką temperaturę.
Marvin odsunął się od niego i stanął obok, opierając się tyłkiem o blat.
— Co to będzie?
— Co? — Jaz odsunął się od kuchenki i wsadził dłoń pod zimną wodę z kranu. — A… umm, coś trochę w stylu… um… no, ryba w sosie pomidorowym, taka niby włoska. Bo makaron jeszcze do tego.
Marvin pokiwał głową, obserwując jego zmagania.
— Przeszkadzam ci? — dopytał się. Bał się, że kolejny posiłek dzisiaj się przypali, a zapowiadało się wyśmienicie. Tym bardziej, że był głodny.
— Nie. Oczywiście, że nie. — Jaz od razu uśmiechnął się szeroko do kochanka i dopiero kiedy poparzony palec przestał go piec, wrócił do patelni i sprawdził, czy nic się nie przypala. Tym razem, na szczęście nie. — Tylko cię nie usłyszałem. I nie przypalę jak rano, słowo — obiecał, po czym jeszcze sprawdził makaron i podszedł do Marvina. Pocałował go z zaskoczenia.
Mężczyzna odruchowo stęknął i objął Jaza za szyję. Odpowiedział na pocałunek, w tej chwili chcąc tylko znaleźć się gdzieś z nim sam na sam i po prostu go dla siebie… mieć. Choć zapachy były kuszące…
— Dobry pomysł z tym obiadem — pochwalił kochanka, gdy ich usta się oderwały. — Od rana zjadłem tylko bułkę z serem.
— Sorry za to śniadanie. — Jaz od razu podkulił ogon i jeszcze raz cmoknął kochanka w usta. — Za to mam nadzieję, że rybka ci zasmakuje. I dobrze, że już wróciłeś, bo by trzeba było odgrzewać.
— Wiesz, że lubię ryby — odparł Marvin, zerkając znowu na patelnię. Był jakoś dziwnie urzeczony tym przejęciem się Jaza. Może nie powinien się tak wkurzać na niego za wczorajszy wieczór. Liczył na niezwykłą noc, ale nie mógł mieć wyrzutów do kochanka, że po tym wszystkim chciał wreszcie pozwolić sobie odpuścić i się zabawić. — Jestem niewdzięczną dupcią, mm? — zamruczał pół żartem, pół serio, głaszcząc go po szyi.
Jasper spojrzał na niego czujnie i ściągnął brwi pytająco.
— Hmm? Czemu? Jesteś, nie trzeba odgrzewać i nie marudzisz, że zaraz przegotuję makaron — zażartował, chcąc zachować za wszelką cenę sympatyczną atmosferę. Mieli w końcu odetchnąć po tym koszmarze.
Marvin tylko uśmiechnął się do niego lekko i puścił go, po czym poklepał jego szeroką klatkę piersiową, do której bardzo często lubił się wtulać.
— To pilnuj go, tygrysie. Powyciągam talerze.
— Tak jest! — odparł ten z uśmiechem na ustach. Szerokim, szczerym i możne ciut głupkowatym. — A jeszcze odpalisz mi? — Spojrzał prosząco na kochanka, sprawdzając chyba po raz setny rybę.
Marvin przytaknął i sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów. Jednego wsunął sobie między wargi, odpalił powoli, mrużąc przy tym seksownie oczy i dopiero podał mu do ust papierosa między dwoma palcami.
— Przez żołądek do serca, mm?
— Mam nadzieję! — odparł żywo Jasper i wrócił do gotowania. Jeszcze musiał wymieszać dresing do sałatki…

11 thoughts on “No Exit – 26 – Jakby zabił Petera…

  1. Katka pisze:

    Basia, taaak, żmijka zostaje, bo byłoby smutno, jakby pojechała XD Harley na pewno będzie z tego korzystał. Ale jak to się rozwinie, to dopiero zobaczymy :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    o tak, o tak, Dean zostaje, cieszę się z tego bardzo, ale czy Harley zaproponował mu to bo chciał aby jeszcze został, Marvin jest bardzo wściekły bo nic nie było z miłej nocy… i jeszcze ten tekst muszę sobie „zapożyczyć”…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko

  3. Bebok pisze:

    Maślanka… fuuuuj! Dean zostaje w mieście! Wiedziałam że nie może ot tak sobie wyjechać ;D
    Biedny skacowany Dean chyba nie do końca ogarnął tę rozmowę w sklepie xD Jestem podwójnie zadowolona! Po pierwsze Pete się straci a po drugie jest szansa na pogłębienie relacji Deana i Harleya :D Jeeeej <3
    Swoją drogą to „kurwaaaaa” w sklepie było genialne xd aż sobie tę scenę wyobraziłam ^^ Moje uwielbienie do Deana wciąż rośnie ;D
    Jasper spełnia się jako kucharz widzę xd Przez żołądek do serca ;P Niezły plan na udobruchanie faceta.

  4. Katka pisze:

    O., może nie będzie się wpieprzał, w końcu ma teraz seksownego szefa. Chociaż nie wiadomo, czy teraz nie zmienią się ich stosunki, żeby były bardziej zdrowe jak na relacje pracownicze. I wtedy kto wie, jak Dean by sobie odbił ewentualną ekhem frustrację… No ale, ale, ja nic nie mówię XD Harley na pewno będzie walczył o pierwsze skrzypce XD

  5. O. pisze:

    Super, ze Dean zostaje.. Ale mam nadzieję, że będzie dobrym Kumplem i nie będzie się między Javina wpieprzal.. Szczególnie teraz, gdy będą mieć ten wyczekany seks.. Choć Dean widzi pewnie jak jest to Marvi może coś odwalac -.- pora by Harley włączył się do gry xD

  6. Katka pisze:

    Linerivaillen, hehe, no trudno się oprzeć takiej dupie, szczególnie kiedy ta jeszcze umie tańczyć i nie tylko w łóżku zrobi mu dobrze, ale też w pracy XD Oj a Marvin i Jaz są już na stopniu trwałego związku (miejmy nadzieję, że trwałego), więc takie a nie inne problemy ich będą dotykać, właśnie fochy i inne wkurzanie się o brudny kubek zostawiony na szafce ;) Chyba że wydarzy się coś przełomowego…

    Saki, gratuluję trafnego domysłu :D I tak, na pewno sprawdzi się lepiej niż Peter, bo Peter miał wszystko w głębokim poważaniu i często brał kasę właściwie za nic. Dean jednak podchodzi do tego nie tylko z poczuciem obowiązku, ale też z pasją. Taniec to dla niego coś tak ważnego, jak dla Marvina, więc na pewno inaczej się za to weźmie. No i masz racje, łóżko było tu czymś, co popchało Harleya do zatrzymania Deana, ale nie jest to jedynym powodem. Było raczej przyczyną ich poznania się, ale nie przyczyną decyzji Harleya co do zmiany choreografa. Oooch, a Karl… No cóż na pewno się tego nie spodziewa XD No i oczywiście dzięki za te kilka słów jeszcze odnośnie wcześniejszego rozdziału ;) Zgadzam się, że fajnie, że chłopaki źle po alkoholu nie reagują. Jeszcze by tego brakowało, gdyby Jaz po % stał się „damskim” bokserem. Ale dobry z niego tygrysek :D Dziękujemy za życzenia weny i czasu :D I Ciebie też gorąco pozdrawiamy :)

  7. saki2709 pisze:

    Jupi!!! Dean zostaje! A moja teoria co do objęcia przez niego stanowiska choreografa się sprawdziła. Jestem pewna, że poradzi sobie 100 razy lepiej od Petera. A na pewno będzie w to bardziej zaangażowany. Bo skoro już teraz myśli nad układem, nie można powiedzieć, że Harley podjął złą decyzję. Ani tym bardziej, że Dean dostał swoją robotę przez łóżko. Nie mówię, że nie miało ono po części na to wpływu, bo przecież gdyby nie to, że się ze sobą przespali kilka razy, a w międzyczasie nie odbyli rozmów dotyczących tańca, nie dostałby tej roboty, bo zwyczajnie by się nie znali. Niby teraz Harley też niewiele o nim wie, bo Dean raczej nie był skory do zwierzeń, ale manager wie to, co najważniejsze, czyli to, że Dean wie, co robi i dobrze się na tym zna. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę minę Karla, kiedy się dowie, z kim mu przyjdzie współpracować XD. Przecież jak on się dowie, że jego choreografem jest ten niebezpieczny piroman, czy jak go on tam nazywa, to biedny dostanie zawału XD.
    A jeszcze oodnosząc się do poprzedniego rozdziału (którego, wybaczcie, nie skomentowałam) i jego skutków… Wiedziałam, że będzie kac gigant. Ale cóż… Takie są skutki, jak się umiaru nie zna. Biedny Marvin. Jego tygrysek się uchlał do nieprzytomności i plany na wieczór trafił szlag XD. Jego szczęście, że ani Jaz, ani Dean nie są agresywni po alkoholu. Różni ludzie różnie reagują na alkohol, wiec cieszę sie, że im akurat po nim nie odbija. Ale nie zazdroszczę Marvinowi, że musiał przytaszczyć do domu zwłoki kochanka i kumpla. Musiało mu być ciężko… Całe szczęście, że ma dobrą kondycję.
    Mam nadzieję, że po tym obiadku Marvin nie będzie się już gniewał na swojego tygryska. Zwłaszcza że Dean zostaje i będzie się mógł nim jeszcze nacieszyć.
    Dużo weny i czasu na pisanie
    Pozdrawiam serdecznie

  8. linerivaillen pisze:

    Wiedziałam, że Harley się nie oprze i zostawi sobie taką fajną dupę. Czekam na majestatyczne opady szczęk kiedy Dean w końcu zatańczy :D arvin i Jaz rzeczywiście działają coraz bardziej na nerwach. Druga para gołąbków xD jedno stroi fochy, a drugie służalczo przyczolguje się ze spuszczoną głową xd Wiem, że przesadzam, no ale… tak jest.

  9. Katka pisze:

    Liv, możemy wysłać do Ciebie Deana, żeby Cię pouczył, ale nie obiecuję, że po tym nie umrzesz XD Wydaje mi się, że jednak Dean jest bezlitosnym nauczycielem. hehe i znowu się dostaje Jazowi i Marvinowi. To dobrze, że Dean i Harley tu są, to masz dla kogo czytać to opko XD Bardzo, bardzo się cieszymy, że Ci się podobało :D

    Aeneryss, tak, Dean jest często w gorącej wodzie kąpany, a raczej działa impulsywnie, więc to jak najbardziej w jego stylu. Byle się nie pośliznął na tej decyzji. Bo jeszcze może żałować. A czemu się wkurzają na Jaza… hmm, bo może faktycznie trochę przesadził, niemniej Marvin mógł uprzedzić, to się zgadzam. Oni obaj popełniają błędy na każdym kroku, więc wg mnie u nich po równo z winą XD No i super, że udało się zaskoczyć z powodem zostania Deana w mieście! :D Lubimy zaskakiwać, a Wy często za dobrze przewidujecie, więc takie chwile są na wagę złota XD Dzięki za komentarz :)

  10. Aeneryss pisze:

    Nie wiem, czy w tym rozdziale bardziej mnie bawią fochy Marvina, czy życiowe nieogarnięcie Deana xD Zgodzić się na pracę, a dopiero później sobie uświadomić, co się zrobiło. To mi się wydaje tak bardzo w jego stylu… A jeszcze z tym cudownym podsumowaniem „kuuurwa” po prostu perfekcyjnie!
    Nie rozumiem tylko, czemu wszyscy wkurzają się na Jaza. Przecież się stara, a to Marvin zachowuje się jak kobieta w ciąży! Przecież jakby mu wcześniej powiedział, że ten ma tyle nie pić, bo on na coś liczy, to mogę się założyć, że Jaz znalazłby sposób na znalezienie się w sypialni w ciągu minut. Znaczy nie to, że któregokolwiek z nich bronię, bo oboje zachowują się okropnie, ale to jest w nuch najlepsze ;)
    No i Dean i Harley <3 Ja wiedziałam, że oni zostaną razem! Chociaż na zatrudnienie nie wpadłam xD Gorzej jak Dean będzie go teraz unikał, bo nie chce związku czy coś :/

  11. Liv pisze:

    „złapał się za głowę i kucnął na środku alejki sklepowej z cichym „kuuurwa” <3
    Widzę tę scenę, o boże, Dean, ucz mnie.
    Ogólnie Jaza nie lubię coraz bardziej, Marvin też kaprysi jakby miał okres, ale za to Dean zostaje z Harleyem. :3 To absolutnie piękne i będzie może więcej striptizu.. ^^
    Super rozdział, mega mi się podoba :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s