Love Interest – 14 – Partnerzy równi sobie

Percy zajadał się przekąskami, które zostały jeszcze na bufetowym stole, gdy wszyscy goście już opuścili galerię. Ekipa sprzątająca miała przyjść godzinę po zapakowaniu i sprzątnięciu obrazów. Percy wiedział, że i tak większość tego jedzenia się zmarnuje. A ludzie w niektórych dzielnicach głodowali… Nie lubił współczesnego świata.
Ashley wyszła trochę wcześniej, bo miała zajęcia, które miały przygotować ją i Susan do przejęcia domu. Nie mogła więc być tu do końca trwania wystawy. Teraz w pomieszczeniu został już tylko Percy i John, który właśnie zamknął drzwi za ostatnim z gości i przeszedłszy pomiędzy ściankami, zbliżył się do swojego podopiecznego.
— Smakują ci? — zapytał, przyglądając mu się i wsuwając dłonie do kieszeni eleganckich, garniturowych spodni.
— Nawet. Dobre są te przekąski z papryczkami — odparł młodszy mężczyzna, odwracając się do swojego właściciela. — Szkoda tylko trochę tego jedzenia.
— Jak zwykle zostaje większość — przyznał John, patrząc na niemalże pełne talerze i półmiski.
— Mam nadzieję, że to nie pójdzie do koszy, bo jednak to dość uwłaczające, by grzebać po śmietnikach w poszukiwaniu resztek z pańskiego stołu. — Kapran westchnął ciężko i skrzywił się, zerkając na małą zakąseczkę w palcach, ale i tak włożył ją do ust.
— Nie wiem, co z tym zrobią. Ale jeśli coś wybitnie ci smakuje, mogę poprosić, by to zapakowali i weźmiemy do domu.
— Nie, dziękuję. Obejdzie się. Jak minął ci wieczór? Zadowolony?
— Tak, wybitnie. Sporo obrazów sprzedałem, goście byli zachwyceni. Dodatkowo pojawi się artykuł w gazecie, więc liczę, że moi przyjaciele z Włoch będą dzięki temu łatwiej sprzedawać swoje prace — odpowiedział John i zbliżył się do niego. Rozpiął mu wszystkie guziki marynarki i wsunął pod nią dłonie, na jego pas. — A to wszystko dzięki tobie.
— Nie przypominam sobie, aby organizacja wystawy była w pełni moją zasługą — odparł Percy z cieniem uśmiechu na ustach. I mimo swojej skromności w tej kwestii, poczuł się mile doceniony przez Johna. Nawet na tyle, że nieznacznie zbliżył się do niego i jego dłoni.
— Nie odbyłaby się, gdybyś mi tego nie zasugerował. Więc dziękuję. — Starszy mężczyzna pogłaskał go po plecach przez koszulę i pocałował go w policzek.
Percy zamruczał na zgodę. Był dodatkowo pod dużym wrażeniem samego siebie. Nie odsuwał się, nie wzdrygał, a wręcz przeciwnie. Czuł się spokojnie w objęciach starszego od siebie mężczyzny.
— Wiesz, że jesteś dla mnie wyjątkowy — mówił dalej John, pchnięty do tego przez bardzo dobry nastrój, który ogarniał go dzięki temu udanemu dniu. — Chciałbym, żebyś to czuł. I byłbym szczęśliwy, gdybyś pomijał formalności wobec mnie, kiedy tylko można.
Kapran zaciekawił się i jeszcze upewniwszy się, czy ma czyste palce, też objął mężczyznę. Luźniej niż ten i nad marynarką.
— A już tego nie robię, mówiąc ci po imieniu, kiedy jesteśmy sami?
— Jest to jakiś krok w przód. Ale wiem, że wciąż sam czujesz, że jestem twoim panem — zauważył poważnie John, patrząc mu w oczy. — Może trudno to zmienić, gdy jesteś do tego przyzwyczajony, ale mam nadzieję, że się uda.
Percy uśmiechnął się bokiem ust. Był coraz bardziej zaskoczony przebiegiem tej rozmowy.
— Chyba jednak nie rozumiem. Do jakiego momentu chcesz to doprowadzić?
— Jestem tylko człowiekiem, Percy. Mimo że żyjemy w takiej rzeczywistości i teoretycznie tacy jak ja cieszą się z bycia na szczycie, posiadania pełnej władzy nad niższymi sobie, to ja wciąż mam to proste pragnienie bycia z kimś bliżej. Rozkazy, podległość, posłuszeństwo… To wszystko jest dość puste emocjonalnie. Chciałbym mieć w tobie partnera. Na tyle, na ile to możliwe.
Percy słuchał Johna, badając jego twarz uważnym spojrzeniem. Ciężko było mu przywyknąć i zrozumieć w pełni tego mężczyznę, ale… coraz bardziej mu wierzył. Że ten naprawdę widzi w nim coś więcej niż atrakcyjne ciało, a może nawet i dobrego rozmówcę.
— Jeśli mówisz to w pełni szczerze i z przemyśleniem, to… naprawdę mi to pochlebia.
— To dobrze — odpowiedział krótko John, stojąc z nim przy szwedzkim stole, obejmując w pasie i z bliska patrząc na jego młodą, przystojną twarz.
Kapran chwilę nic nie mówił. Nie mógł się zdecydować co, więc w końcu wybrał inne rozwiązanie. Wychylił się do ust mężczyzny i pocałował je delikatnie.
Taka „odpowiedź” bardzo podobała się Johnowi. Sam poruszył wargami i przymknął oczy. Przy tym zetknął się z nim klatką piersiową i wsunął mu palce jednej dłoni we włosy.
Percy wziął głębszy oddech przez nos i sam także przycisnął mężczyznę bardziej do siebie. Powoli, niespiesznie, z przymkniętymi oczami smakował warg Johna Browna. Czuł jego dłonie na sobie, jego znajomy i dający poczucie bezpieczeństwa zapach. Trudno też było powiedzieć, że pocałunek z tym mężczyzną był gorszy niż z kobietą, tym bardziej, że John nie miał zarostu.
Kiedy John się cofnął, pozostawił po sobie ciepło i wilgoć na wargach młodszego mężczyzny.
— Cieszy mnie, że nie spinasz się przy tym — powiedział.
— Nabrałem trochę doświadczenia — odparł od razu Kapran, masując plecy swojego pana. — Przypuszczałeś, że uda ci się osiągnąć aż tyle?
— Na początku zupełnie nie. Dlatego oddałem cię Claudii — przyznał John, bo kiedyś w głowie by mu się nie mieściło, że jest w stanie zajść w relacjach z tym mężczyzną do tego etapu. Tym bardziej, że będzie mógł się z nim kochać, nie narkotyzując go.
Percy prychnął pod nosem, a starszy mężczyzna czuł, jak nisko jest jego dłoń.
— Popełniasz wiele błędów, Johnie Brown — wyszeptał niskim głosem bez pretensji, ale uszczypliwie. Był świadom, że wirus go zmienia, pozwala na więcej, ale w tej chwili było mu to akurat na rękę. Bo dostosowanie się było jedną z ważniejszych rzeczy.
— Powstrzymuj mnie przed nimi. Jesteś dla mnie kimś więcej niż reszta chłopców. Masz na mnie większy wpływ — odpowiedział mężczyzna, świadomie mu to przypominając. Może mógłby mieć przez to jakieś problemy, ale chciał wejść w to… partnerstwo, jak tylko się dało.
Przekręciwszy lekko głowę, pocałował go szyję, tuż nad kołnierzykiem marynarki. Percy nawet nie myśląc o tym, odchylił na bok głowę, a po jego ciele przeszły dreszcze. Dawno nie czuł czegoś tak przyjemnego.
— Mm… — Zamruczał nisko, nie umiejąc dobrze odnieść się do słów Johna. Zapamiętał je jednak. Zapamiętał dobrze.
Wilgotne, miękkie wargi starszego mężczyzny błądziły niespiesznie po jego szyi, jakby chciały wycałować każdy jej skrawek. Dotarły aż za ucho, a potem na jego płatek i delikatnie go possały. Percy stęknął nisko, a John poczuł, jak jego palce zaciskają mu się na materiale marynarki. Jak jego druga dłoń ściska jego bok, ciągnąc go na siebie, aż młodszy mężczyzna oparł się pośladkami o stół wypełniony przekąskami.
John sam odetchnął gorącym powietrzem na jego skórę. Pieszcząc go tak wargami, trzymał go delikatnie z tyłu za głowę, a drugą dłoń powoli skierował na przód jego spodni. Ścisnął jego krocze.
Młodszy mężczyzna jęknął z zaskoczenia, nagle przeszyty mocnym dreszczem. Niewiele myśląc, sięgnął do twarzy Johna, przekręcił ją do siebie i pocałował, wbijając jednocześnie palce w jego biodro.
Jego pan momentalnie zmarszczył brwi i nos, przez co wyglądał jak drapieżny ptak. Odpowiedział na pocałunek z zaangażowaniem, przechylając Kaprana do tyłu i sprawniej masując jego pakunek w spodniach. Okrężnymi ruchami, czasami ściskając odpowiednio i stymulując. Całkowicie ogarnął go ten moment, ta atmosfera.
I chwilę tak trwali, aż ich usta zaczęły przyjemnie piec, a Percy w końcu chwycił Johna z tyłu za marynarkę i odciągnął go.
— Już… — wydyszał, patrząc rozbieganym wzrokiem na starszego mężczyznę. Nie znał jednak pełnego przekazu swoich myśli, bo nie wiedział, czy chce już dalej, czy już przestać.
John przemknął spojrzeniem po całej jego twarzy. Po zaczerwienionych ustach, mocniejszych wypiekach, żywym spojrzeniu…
— Już? — powtórzył. Dłoń z jego krocza wsunął mu pod koszulę, aż sięgnął palcami do sutka. — Czego pragniesz?
Percy wziął kilka głębszych oddechów, a i tak na moment przymknął oczy, kiedy John podrażnił jego sutek.
— O Boże… Czemu jesteśmy tutaj?
— Bo nie zdążyliśmy pojechać do domu, nim to — mruknął cicho John i pociągnął delikatnie zębami płatek jego ucha — się stało.
Percy odetchnął głośniej i przygryzł dolną wargę.
— Zaraz przyjadą tu pakować… obrazy — wydusił. Był mocno podniecony i nie wiedział, co zrobić ze swoją erekcją.
— Najwcześniej za pół godziny — odpowiedział jego pan, drażniąc sutek szorstkimi opuszkami.
— A kierowca?
— Czeka na dole, ale nie przejmuj się nim. — Dłoń Johna znowu posunęła się w dół i tym razem jej palce znalazły się za paskiem spodni Percy’ego, na jego sztywniejącym, ciepłym i pragnącym dotyku członku.
— Chodziło mi… żeby się go pozbyć i zająć samochód… ale… okej — wydyszał i sam sięgnął pod poły marynarki mężczyzny, aby mu ją zdjąć. Coś musiało być w tym rozcieńczanym ponczu albo w tych kanapkach. Albo zbyt długo nie miał seksu. Nie mógł być aż tak rozpalony.
John nie oponował na to rozbieranie i zrzucił na podłogę marynarkę. Następnie sam sięgnął do jego paska i szybko mu go odpiął, a potem rozległ się dźwięk rozpinanego zamka od jego spodni. Usta starszego mężczyzny za to wróciły na uwrażliwione przez wcześniejsze pieszczoty miejsca na jego szyi i ponownie zaczęły ją skubać.
— Nie traćmy… czasu na… kierowcę — mówił przy tym cichym, niskim głosem.
Percy wyprężył się, podciągając zaraz po tym koszulę mężczyzny i wsuwając mu jedną dłoń na plecy. Już znał te blizny, nie lubił ich, ale wydawały mu się przyjemnie znajome. Tylko jedna osoba, którą znał, miała takie i tylko on ich dotykał, co dodatkowo napawało go specyficzną dumą.
Drugą dłonią sięgnął do krocza swojego pana i jeszcze dodał, nim rozpiął ich suwak:
— To będzie twój największy błąd, jeśli ktoś tu przyjdzie za wcześnie.
— Wierzę w brak nadgorliwości — uciął John i pocałował go namiętnie, już wyciągając jego penisa na zewnątrz. Podniecało go samo uczucie ciepła oraz tego, jaki był sztywny i pulsował mu w dłoni, gdy go nią zdecydowanie objął.
Percy uśmiechnął się wymuszenie i obejrzał za siebie. Miał nadzieję, że te stoliki są w miarę wytrzymałe i nie złożą się nagle, kiedy będzie się o jeden z nich opierać.
— Nie tylko ty — odparł i także sięgnął w głąb bielizny mężczyzny.
Ten na moment przymknął oczy, poddając się tej błogości, którą nagle poczuł. Był rozpalony przy tym mężczyźnie bardziej niż po grze wstępnej z niektórymi chłopcami.
Zaczął poruszać dłonią po członku swojego podopiecznego, stojąc blisko niego, a Kapran poddawał się jego zabiegom z przyjemnością, o której odczuwanie nie posądziłby się jeszcze kilka miesięcy temu. Jednocześnie, nie przeszkadzając Johnowi, wyjął z jego spodni penisa. Nie wyobrażał sobie, aby zrobili tu coś więcej, jednak taki sposób też był dobry na osiągnięcie spełnienia po tym nagłym rozgorączkowaniu.
Pieścili nawzajem swoje genitalia, co raz stykając się ze sobą ustami, skubiąc wargi i obejmując się. To wszystko w miejscu, do którego potencjalnie mógł wejść każdy. Ale na szczęście byli tu sami, a ich głośne oddechy i stęknięcia roznosiły się echem po dużej przestrzeni.
— Kocham cię — szepnął John niespodziewanie niskim, zachrypniętym głosem do jego ucha.
Percy stężał, słysząc te słowa i szeroko otwartymi oczami spojrzał na mężczyznę. Zapomniał o jego penisie w swojej dłoni i patrzył w pełnym szoku. Nie wierzył, że usłyszał to, co usłyszał.
— Kocham cię — powtórzył John, odpowiadając na jego spojrzenie i wolną dłonią odsunął mu kilka kosmyków z czoła do tyłu.
Percy tylko przełknął ślinę, nie wiedząc, co na to odpowiedzieć. Bo co niby mógł odpowiedzieć? Był nikim w tym świecie, a do tego, według wielu, niezasługującym na chociażby ćwierć tego, co miał. A teraz John Brown, zdrowy mężczyzna o wielkim majątku i wpływach, mówił mu, że go kocha.
John, dla przypomnienia mu, gdzie są i co robią, poruszył żywiej dłonią na jego penisie i pocałował krótko, ale mocno.
— Zapamiętaj to — powiedział tylko i pocałował go po raz kolejny, znowu przechylając do tyłu.
Kapran stęknął w jego usta, czując przepływ przyjemności, jednocześnie jednak ciężko było mu się skupić tylko na tym, bo umysł całkowicie ogarnęło to niespodziewane wyznanie. I może też przez to nie zauważył, jak szybko znalazł się na skraju spełnienia.
Gdy John doprowadził go do końca, sam poczuł mocniejsze uderzenie gorąca w podbrzuszu. Jakby samo uczucie mocnego pulsowania i drżenia w dłoni dało mu dodatkowy, mocny bodziec. Poruszył więc biodrami w dłoni swojego podopiecznego, tym razem wcałowując się w jego szyję.
Dopiero kiedy sam nieznacznie odetchnął, a w uszach aż tak mu nie szumiało, zaczął żywiej i mocniej masturbować swojego pana. Sam też wrócił do całowania go, aby dać mu dodatkową przyjemność. Przy tym wszystkim John w żaden sposób się nie hamował, więc po niespełna minucie osiągnął orgazm. Zadrżał, mocno przyciskając do siebie ciało młodszego mężczyzny i przymknął na moment oczy. Nawet gdy już się uspokoił i opanował, wciąż go trzymał, bo samo objęcie dawało mu dużo przyjemności po tych intensywnych doznaniach.
Może trwaliby tak dłużej, gdyby nie to, że Percy zaczął rozluźniać krawat Johna, a następnie rozpinać jego koszulę od góry, aby w końcu ustami dotrzeć do dotychczas zakrytego miejsca. Przyssał się do skóry, zostawiając na niej ślad.
John stęknął z zaskoczeniem i mimowolnie sięgnął dłonią do jego włosów. Trochę się odsunął, by mężczyzna tak nie wisiał nad stołem w części przecież jeszcze zastawionym jedzeniem.
Percy za to spojrzał na jego twarz, a następnie wyprostował się mocniej, aby się ogarnąć. Gdy już zapiął spodnie, sam poprawił Johnowi krawat.
Ten odetchnął głęboko i rozejrzał się.
— Cóż… Chyba pójdę po swój płaszcz i możemy wracać do domu — oznajmił i odchrząknął.
— Nie zapomnij marynarki — dodał jeszcze Percy, układając jako tako swoje włosy i ubranie. Wskazał przy tym porzuconą na ziemi marynarkę mężczyzny. I chociaż był chłodny i poważny, nadal myślał o tym, co usłyszał.
John obejrzał się i rzeczywiście mógłby z tego wszystkiego o niej zapomnieć. Sięgnął więc po nią i otrzepał, nim zarzucił ją na ramiona. I tak jego ubranie po tym obściskiwaniu się nie było idealne, więc marynarka podniesiona z podłogi, po której deptały setki ludzi, nie powinna przeszkadzać.
— Poczekaj na mnie przy drzwiach. Płaszcz mam w sąsiednim pomieszczeniu, tam była szatnia.
— Dobrze. — Percy skinął głową, masując przy okazji swoją szyję. Miał wrażenie, że jest mocno podrażniona, a skóra bardzo czuła. Zresztą, jak całe jego ciało.
Obejrzał siebie jeszcze raz, otrzepał tył spodni tak na wszelki wypadek i zabrał sobie jeszcze jedną przekąskę, nim ruszył w umówione miejsce. Nadal było mu gorąco.
Po kilku minutach już podążyli do samochodu, który czekał na nich przed budynkiem galerii. Obaj wyglądali mniej schludnie, niż kiedy tu przyszli, ale było już na tyle ciemno, że nie rzucało się to w oczy. Usiedli na tyle samochodu, a kierowca mógł wreszcie, po długich minutach oczekiwania, ruszyć w stronę rezydencji Johna Browna.
Zarówno Percy, jak i John, nie mówili nic w czasie tej drogi. Dopiero pod samymi drzwiami, kiedy kierowca się zatrzymał i wysiadł z samochodu, aby otworzyć drzwi, Percy na ułamek sekundy złapał swojego pana za dłoń. Ścisnął ją i puścił z delikatnym, lecz wiele mówiącym skinieniem głowy. Potem obaj wyszli z samochodu.
John długim spojrzeniem obdarzył swojego podopiecznego, ale nie skomentował tego. Jednak poczuł przy tym przyjemne ciepło, mimo że ten wieczór należał do chłodnych. Doprawdy, Percy Thornton niemożliwie na niego działał.

*

Percy zaciągnął się z lubością zapachem świeżo zaparzonej kawy.
Ostatnie dni były… dobre. Wręcz bał się własnych myśli, kiedy to spostrzegał. Z Johnem, swoim panem, dogadywał się coraz lepiej. Oglądali wspólnie filmy, rozmawiali o muzyce. Kapran nawet odwiedził go dwa razy bez zapowiedzi i miło spędzili razem czas. John też nie naciskał na seks, za co Percy był mu bardzo wdzięczny, a jednocześnie sam mógł coś zainicjować. Przez to czuł się… lepszy. Tak sam ze sobą. Że nie jest jakąś nagrodą dla tego mężczyzny, że nie został podstępnie uwiedziony, chociaż wiedział, że właśnie trochę tak było. Niemniej, było mu w tym dobrze, lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.
John też wydawał się być bardziej zadowolony i rzeczywiście nie miał nic przeciwko, kiedy Percy czasem mówił coś bardziej zgryźliwego lub wykonywał wobec niego gesty dalekie od zachowania uległego sługi. Coraz bardziej dało się czuć, że są kimś na równi, że powoli eliminują wszelkie bariery, które nie pozwalały im wcześniej odbierać ich stosunków jako partnerstwa.
Ten postęp był przyjemny dla obu stron, a do tego w Kapranie cały czas tliła się ciepła myśl o wyznaniu mężczyzny. Nie opuszczała go ani w pracy, ani tuż przed snem. Kapran, zdrajca obrażony na cały świat, czuł się… innym, w końcu chcianym człowiekiem.
Spojrzał na zegarek. Był już późny wieczór. Nie miał nic do roboty. Skończył wcześniej swoje zajęcia i nie miał dodatkowych zobowiązań. Z jeszcze ciepłą i wypitą tylko do połowy kawą skierował się do windy, aby odwiedzić Johna.
Podszedł do drzwi, przez które ostatnio bardzo często przechodził i zapukał. Nie usłyszał jednak żadnej odpowiedzi, więc uznał, że może John zażywa kąpieli albo z innego powodu go nie usłyszał. Nacisnął więc klamkę i wszedł do apartamentów pana domu.
Już po przejściu kilku pierwszych kroków odkrył, co było powodem braku odzewu na pukanie. Wystarczyło, że pokierował wzrok na szeroką kanapę na środku salonu. Poza Johnem była tam trójka chłopców. Wszyscy nadzy, ich ubrania leżały porozrzucane wszędzie wokół, a oni pojękiwali i dyszeli. Jeden z nich klęczał w pozycji na pieska, a jego tyłek posuwał sam John, trzymając go pewnie za biodra. On jako jedyny był ubrany. Drugi z chłopców leżał na plecach pod tym posuwanym i ssał mu penisa, za to trzeci stał za Johnem, masował go i całował po szyi.
Percy zatrzymał się, będąc dosłownie zamurowany tym widokiem. Wszystkie pozytywne uczucia, jakie miał jeszcze przed chwilą na dole w kuchni, uleciały z niego jak para z kubka. Teraz sam nie wiedział, co czuje, ale nie było to nic, czego by się spodziewał. Zaskoczenie może tak, ale złość, rozgoryczenie i poczucie oszukania już nie. John powiedział mu, do cholery, że go kocha, żeby byli partnerami, a teraz jebał się z własnymi dziwkami. Jeśli on był kiedyś zdrajcą Johna Browna, tak teraz to on poczuł się zdradzony.
Jeszcze chwilę patrzył, jak mężczyzna porusza biodrami, marszczy nos, aż w końcu Rob, który masował jego ramiona, zauważył obecność Percy’ego. Dosłownie podskoczył w miejscu i złapał się za serce.
— Ja pierdolę, Percy!
John, słysząc to imię, momentalnie odwrócił wzrok w stronę wejścia. W jednej sekundzie zobaczył, że to, co widzi Percy, mu się nie podoba.
— Wyjdźcie! — rozkazał nagle, wysuwając się z tyłka najmłodszego chłopaka.
Percy, jakby otrzeźwiony przez głosy i fakt, że coś zaczęło się dziać, otrząsnął się. Nie uspokoił się, tylko uśmiechnął sztucznie i… zrobił coś zupełnie mu nieprzystojącego. Podszedł do nich wszystkich, pospiesznie próbujących się zakryć i… wylał resztki kawy na Johna. Prosto na jego twarz. Po tym odwrócił się na pięcie i wyszedł z apartamentów swojego pana. Trzasnął za sobą drzwiami i nie korzystając z windy, zbiegł schodami w dół.
Chłopcy będący u Johna całkowicie zastygli w bezruchu. Ich wielkie oczy i nagle pobladłe twarze były jasnym dowodem tego, że nigdy coś takiego nie miało miejsca w tym domu. Że nikt nigdy nie odważył się powiedzieć Johnowi złego słowa, a co dopiero… wylać mu na twarz kawę!
Sam John też był tym mocno zaskoczony. Przez kilka sekund po prostu klęczał, mrugając powiekami i patrząc przed siebie. Kiedy się opamiętał, rzucił chłopcom tak ostre i groźne spojrzenie, że ci dosłownie wybiegli z ubraniami z jego apartamentu. Nawet nie ubrawszy się w nim uprzednio.
A John został sam. Mokry od kawy ściekającej mu po twarzy i włosach. Z jednej strony czuł się wściekły, że Percy przy innych podopiecznych zagroził jego autorytetowi. Że dosłownie go przy nich poniżył. Z drugiej strony jednak… Nie był głupi, doskonale wiedział, co ten gest miał oznaczać.
Wstał i poszedł prosto do łazienki. Musiał się umyć.

*

Kapran zamknął się na samym dole burdelu w gabinecie, gdzie razem z Susie prowadzili księgowość. Nie chciał być u siebie w pokoju, bo chyba zacząłby się pakować. A wiedział, że było to głupie i nierozsądne. Zapobiegł więc temu już na wstępie, znajdując sobie inne miejsce do ułożenia swoich myśli i uspokojenia się oraz znalezienia jakiegoś wytłumaczenia dla chłopców, czemu tak ośmieszył i znieważył ich pana.
Posiedział tam całe dwadzieścia minut, nim ktoś wszedł do środka. Wyglądało na to, że John znalazł go nawet tutaj.
Miał na sobie już inne ubrania niż przy seksie z chłopakami, a konkretnie długi, ciemnofioletowy, lśniący szlafrok. Zamknął za sobą drzwi i spojrzał bez słowa na Kaprana.
Ten siedział na swoim fotelu i odwrócił na niego wzrok od wyłączonego monitora. Chciał już otworzyć usta, aby z goryczą w głosie przeprosić za swoje postępowanie i znowu przybrać maskę zobojętniałego sługi… ale tym razem nie wyszło. Milczał, patrząc na mężczyznę pytająco.
Dopiero po chwili John zabrał głos, gdy już podszedł do drugiego fotela w pokoju i usiadł na nim.
— Nie wiem, który z nas bardziej powinien się tłumaczyć — przyznał.
— Zależy, jak chcesz na to patrzeć… — Percy był rozbity i chłodny. — Jeśli jak na zdrowego i chorego, to ja. Jeśli jak na partnerów, jak sam zresztą nalegałeś, to ty. Jednak wiem, że co byś nie mówił, i tak to ja muszę przeprosić.
— Nie. — John od razu powstrzymał go, dodatkowo unosząc dłoń, by wzmocnić swoje słowo. — Dobrze to powiedziałeś. Jeśli patrzeć na to jak na partnerów… Nie chciałem naciskać na seks z tobą, by to odpowiednio wyważyć… — powiedział ostrożnie, choć Percy miał wrażenie, że jego postawa wcale nie była zupełnie spokojna.
— Dlatego zamiast zwalić sobie pod prysznicem, jebałeś się z trzema męskimi dziwkami — wycedził. Nie spodziewał się, że będzie aż tak nie panował nad swoimi emocjami, a co za tym idzie i głosem.
John znowu się skrzywił. Tak, zdecydowanie nie przywykł do tego, że ktoś może w ten sposób z nim rozmawiać, że poczuje się obrażany czy oskarżany przez drugiego mężczyznę. A może po prostu oduczył się… poczucia winy. Już nie funkcjonował przecież jako ktoś, kto ma w domu kogoś równego sobie, kto żyje w jakimś „związku”. Był od dłuższego czasu panem, władcą, całkowitym dominatorem. A teraz patrzył na tego mężczyznę, który miał pełne prawo mówić teraz do niego w ten sposób.
Tym razem nie odpowiedział, naprawdę nie wiedząc co. Wszystko, co przychodziło mu do głowy, wydawało mu się niewłaściwe.
Percy wziął bardzo głęboki oddech i przetarł twarz dłońmi. Odchylił się na swoim fotelu patrząc się przez moment w ciemność.
— Nie powinno mnie to aż tak obchodzić, jak obchodzi. A jednak… mogłeś mi powiedzieć — dodał na koniec już nie zza dłoni, lecz patrząc ostro na starszego mężczyznę. Czuł się takim idiotą, że zaczął wierzyć w ten cały związek, ba, partnerstwo.
— Myślałem, że… nasza, moja sfera fizyczna jest czymś, co chcesz jak najbardziej zepchnąć gdzieś na bok. Że nie chcesz o tym myśleć. Że wolisz, by było tego jak najmniej. Że nie obchodzi cię to…
— A jak ty byś się czuł, widząc, jak pieprzę się z jakaś kobietą?! — przerwał mu ostro Percy. — I nie mów, że to co innego. Pod tym względem jesteśmy tacy sami. Nasze upodobania seksualne wzdrygają drugiego.
— Więc wolałbyś, bym pozwolił ci być z kobietą? Wtedy to, że ja jestem z chłopcami, nie obeszłoby cię tak bardzo? — John również nieznacznie podniósł głos. A raczej nie samą jego głośność, a ton. Był ostrzejszy, a mężczyzna mniej opanowany niż zwykle.
Percy napiął się jeszcze bardziej. Zęby aż zabolały go od mocnego ich zaciskania.
— Ty… Ty w ogóle siebie słuchasz? Czy to, co mówiłeś, w ogóle miało jakąkolwiek wartość, czy jestem tylko twoją pieprzoną zabawką, jakimś eksperymentem? — Z każdym słowem coraz bardziej się unosił. — Mówiąc, że mnie kochasz, najpierw jebiesz się z dziwkami, a potem sugerujesz, abym miał kobiety? Bo co? Bo ty nie umiesz wytrzymać tygodnia bez seksu? Kto tu jest dziki? Ja czy ty?!
John wstał nagle i podszedł do drzwi, jakby zamierzał wyjść. Nie chciał tego słuchać! Nie umiał przyjmować takich oskarżeń, ale gdy już trzymał dłoń na klamce, zatrzymało go jeszcze silniejsze uczucie. Do diabła, nie chciał mu robić przykrości!
Odwrócił się ponownie do młodszego mężczyzny i chwilę milczał, niespokojnie oddychając.
— Cały czas się martwię, czy sfera fizyczna nie zniszczy tego, co jest między nami. Nie sądziłem, że tak zareagujesz, nie wiem, jak chcesz, by to wyglądało i nie wiem, czy nie odrzucisz mnie kiedyś, gdy zmęczysz się tym, że cię pragnę! — odpowiedział głośniej niż chwilę temu.
Percy prześliznął wzrokiem po całym ciele mężczyzny. Po każdym jego skrawku, starając się go ogarnąć. Zacisnął po tym oczy, zasłonił je dłonią i zaklął do siebie. Zaraz po tym wstał i położył dłoń na drzwiach, aby te pozostały zamknięte. Wyciągnął się w górę, objął Johna ramieniem za szyję i pocałował agresywnie w usta.
— Kiedy się zmęczę, to zawsze będziesz mógł powrócić do swoich innych dziwek — zakpił z wrednym uśmiechem. Nadal go bolało, że niby mieli być partnerami, a byli bardziej… sam nie wiedział. Ale to, że John tyle przed nim ukrywał, zabolało go.
Pan domu patrzył w jego ciemne oczy, widząc w nich większość z tych emocji. Czy to, że bolało go, że Percy tak się czuje, dowodziło, że rzeczywiście kocha tego młodego mężczyznę? Myślał, że tak.
Położył mu dłoń w pasie i powiedział cicho:
— Przepraszam.
Percy westchnął ciężko i objął Johna ramionami za kark.
— Nie wiem, czy powinienem tak myśleć… ale… jeśli ja mam być dla ciebie, to… ciebie też chce mieć dla siebie.
Mimo że John po tych słowach powinien czuć obawy, że miałby nie móc ubogacać sobie czasu seksem z innymi młodymi mężczyznami, nagle zrobiło mu się… przyjemniej. Do tej pory był pewien, że sfera cielesna jest dla Kaprana tym czarnym punktem w ich relacjach. A teraz zobaczył, że Percy naprawdę go… chciał. W jakiś swój pokrętny sposób, ale chciał.
Objął go w pasie, przytulił i przymknął oczy.
— Dobrze. Niech tak będzie.
Percy przytknął własną twarz do jego szyi i delikatnie ją pocałował.
— I… jeśli jeszcze raz mnie… zdradzisz, to potraktuję cię w stu procentach jak partnera — wyszeptał, trzymając go blisko siebie. Jeśli ten mężczyzna miał go kochać, to chciał, aby kochał go w całości. Bo przecież, jeśli już wchodziło się w coś, to w całości, a nie zostawiało sobie furtkę. Percy sam widział, że własną dobrowolnie coraz bardziej zamykał.
Od razu poczuł, jak ramiona Johna mocniej się na nim zaciskają, jakby mężczyzna już teraz spodziewał się, że Percy za tę zdradę odejdzie, a nie chciał go puścić.
— Rozumiem. Nie zdradzę cię — obiecał. — Nie chcę cię już krzywdzić.
Percy pokiwał głową i mruknął na zgodę, już nic nie mówiąc. Oparł się tylko o starszego mężczyznę, czując jego przyjemne ciepło. Nadal był rozdrażniony, ale był też racjonalny. Wiedział, że John ma potrzeby, których on mógł nie umieć zaspokoić, że John był tu panem, a on zachował się niestosownie. Jednak mimo tej wiedzy naprawdę chciał być z nim równy.
Chwilę tak trwali, obejmując się przy drzwiach. John nie chciał się odsuwać. Chciał wciąż czuć, że są blisko, że są razem. Że Percy chce, by byli partnerami.
W końcu jednak postanowił zabrać dłonie, ale dodatkowo pocałował mężczyznę czule w usta.
— Chcesz pójść do mnie na górę, czy wolisz jednak spędzić wieczór samotnie? — zapytał.
— Nie chcę iść do ciebie — odparł Percy po kolejnym delikatnym, nienatarczywym pocałunku. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zaciął się. Oparł czoło o ramię mężczyzny, gładząc ciało pod materiałem jego szlafroka.
— Ma to znaczyć, że wolisz, bym to ja przyszedł do ciebie, czy że dziś nie chcesz już ze mną przebywać? — zapytał John bez nacisku. Położył mu przy tym dłoń na włosach i delikatnie je pogładził.
— Dziś chcę cię przypilnować, więc chcę, abyś noc spędził w mojej sypialni. I… — Percy zawahał się, zsuwając dłoń coraz niżej szlafroka, aż na biodro mężczyzny.
John chwilę milczał, czekając naciąg dalszy, skoro ten miał nadejść.
— I…? — dopytał.
— I… John, czy… mógłbyś mi to udowodnić? — wyszeptał w jego ramię.
John delikatnie ściągnął brwi i odchylił odrobinę głowę, jakby miało mu to pomóc zrozumieć.
— Udowodnić, że cię nie zdradzę?
— Że jesteśmy… na równi. — Kapran spojrzał mu w oczy i przełknął ślinę. — John… chciałbym cię.
Mimika drugiego mężczyzny ani drgnęła. Nie dlatego, że nie poczuł związanych z tą prośbą żadnych emocji. Przeciwnie. Był po prostu nią… zaskoczony. Patrzył w granatowe oczy drugiego mężczyzny, na jego przystojną twarz, wiedząc, że są w jakimś sensie razem. Razem. Na równi.
Wychylił się i delikatnie, wręcz ledwo odczuwalnie zetknął z jego policzkiem i skronią swój bok twarzy. Odetchnął powoli i odpowiedział szeptem:
— Jeśli nikt się nie dowie.
Percy wypuścił z płuc wstrzymywane powietrze i pogładził mężczyznę po boku i udzie.
— Dobrze. Nikt nie musi wiedzieć. I nie musi to być też teraz…
— A czy w twoim pokoju jest już coś więcej niż balsam do ust?
Percy uśmiechnął się pod nosem, trochę rozbawiony tym pytaniem.
— Tak, jest. Przyniosłem z zapasów. Chociaż z myślą o sobie.
— Dobrze. Więc chodźmy — odpowiedział John i sięgnął trochę na ślepo za siebie do klamki.
— Ach i… wybacz za tę kawę. To było… bardzo niestosowne.
— Było — przyznał John, ale śladowy uśmiech znacznie to załagodził. — Zapomnijmy o tym — dodał na koniec i wyszedł jako pierwszy, aby przejść z Percym na wyższe piętra, gdzie mieściły się pokoje.
Młodszy mężczyzna pogasił jeszcze światła w gabinecie i wyszedł za swoim panem. Nieszczęsny kubek zostawił, uznając, że sprzątnie go jutro przed pracą.
Nie rozmawiali po drodze, by przypadkiem nikogo nie wywabić z pokoju. Nie chcieli żadnych przypadkowych spotkań, rozmów czy krępujących spojrzeń, gdyby przypadkiem wpadli na któregoś z trójki chłopaków, którzy widzieli to dzisiejsze przedstawienie.
John poczekał przy drzwiach, aż gospodarz pokoju otworzy. Percy wyjął klucz z kieszeni i otworzył pokój. Zaprosił gościa wyłącznie gestem i dopiero sam wszedł do środka. Od razu zamknął za nimi drzwi.
— Rozgość się. Wezmę jeszcze prysznic, dobrze?
— Dobrze — przytaknął John i podszedł do jedynego okna w pokoju, kiedy Percy pokierował się do łazienki.
Wyjrzał przez nie, uchylił delikatnie i zasunął kotary. Dopiero potem położył się na łóżku i przymknął oczy, by wyobrazić sobie Kaprana pod prysznicem i tymi wyobrażeniami zabić czas oczekiwania.
Jego młody kochanek mył się dość długo, a na pewno tak się czuło, kiedy się na niego czekało. Jednak kiedy wrócił w samym ręczniku, zrekompensował tym Johnowi oczekiwanie. Co by nie mówić, wyglądał dobrze. Był przystojny i teraz apetycznie wilgotny.
— Masz coś pod tym szlafrokiem czy tak półnagi chodziłeś po korytarzach?
— Slipy — wyjaśnił z lekkim uśmiechem John i odwiązawszy cienki pasek od szlafroka, rozchylił jego poły.
Od razu pierwsze przyciągały wzrok jego blizny, ale Percy rzeczywiście mógł zobaczyć, że był w ciasnych, a raczej odpowiednio dopasowanych, czarnych slipach. Obejrzał go i uśmiechnął się, przypominając sobie, że wyłącznie on w tym domu widział tego mężczyznę naprawdę nagiego.
— I tak bardzo… prowokacyjnie. Masz na sobie mniej niż podczas niejednego stosunku — prychnął i podszedł do szafy. Z dolnej szuflady wyjął dwie butelki różnego lubrykantu. Zbliżył się do Johna. — Tak na przyszłość, który jest według ciebie lepszy?
John wskazał na czarną buteleczkę z firmy Pjur o wdzięcznej nazwie…
— Back door jest przyjemniejszy. Wszystkie lubrykanty w domu mają silikonową formułę, ale w tym jest dodatkowo ekstrakt z jakiejś tłustej rośliny ze, zdaje się, pustyni z południowej części Ameryki Północnej, który bardzo relaksuje i ma się dzięki niemu delikatną skórę.
Percy przyjrzał się wskazanej buteleczce, po czym spojrzał na Johna z góry.
— Nie tylko na obrazach się znasz — rzucił z błyskiem rozbawienia w oczach. Wrzucił wybrany lubrykant do szuflady szafki nocnej, a drugi odniósł na swoje wcześniejsze miejsce. Po tym wrócił i ułożył się na łóżku obok starszego mężczyzny.
Ten również przekręcił się w jego stronę i położył mu dłoń na nagim boku. Chwilę tylko patrzył mu w oczy i w końcu wychylił się do pocałunku. Percy leniwie go oddał, także się zbliżając i kładąc dłoń w talii mężczyzny. Przez moment smakował jego usta, zaciągając się zapachem niczym wonią wieczornej kawy.
Pocałunek był niespieszny, spokojny, jakby wcale nie dążyli do czegoś więcej, a chcieli się delektować jedynie taką pieszczotą. Do tego co prawda dłoń starszego mężczyzny masowała ciało Percy’ego, ale nie spieszyła się, nie obłapiała go zachłannie. John był pewien, że Kapran jest tylko jego i że mają wiele czasu, żeby sobie nawzajem sprawić przyjemność. I pozostawało tylko pytanie, czy to uczucie ich aż tak zmieniało, czy wirus, na który chorował Percy. Przez to nim samym znacznie mocniej rządziły instynkty niż zdrowymi.
— Wiesz… że to nie musi być dziś — powtórzył w pewnym momencie Percy, całując Johna po linii szczęki.
— Wiem. — Ten odchylił lekko głowę, a dłoń wsunął w końcu we włosy Percy’ego. Czuł, jaki ten jest świeży po prysznicu i jak chętnie go dotyka. Podobało mu się to. — Ja jestem gotowy, ale tym razem ty decydujesz.
— Mam nadzieję, że po trochu to zawsze ja zdecyduję — odparł uszczypliwie Percy i nie pozwolił Johnowi na natychmiastową odpowiedź, bo chwycił jego usta w pocałunek. Głęboki, namiętny i z języczkiem.
John od razu sapnął głośniej i przycisnął jego głowę do swojej. Splótł z jego językiem swój własny i przymknął oczy, czując uderzenie podniecenia. Ale nie tylko. Co było nawet bardziej ekscytujące, dłoń wślizgnęła mu się za gumkę slipów i ściągnęła je w dół, a Percy chciwiej zaczął obmacywać jego szczupłe biodra z wystającymi kościami. Podniecały go teraz.
John wciągnął głęboko powietrze przez nos i na ślepo, wciąż się z nim całując, sam obsunął sobie bieliznę jeszcze niżej. W końcu musiał oderwać od niego wargi, ale tylko na chwilę, by pozbyć się slipek i wrócić do całowania.
Sztywniał. Dużo szybciej niż z chłopakami jeszcze tak niedawno. I chociaż Percy tego nie wiedział, to czuł, że mężczyzna nie mógł zaspokoić się tę niecałą godzinę temu.
— Cieszę się… że cię oblałem kawą. Musiałeś się po nich umyć — wyszeptał w usta partnera młodszy mężczyzna, a jego dłoń przesunęła się w dół po genitaliach Johna.
— Musiałem. Jesteś podły — odpowiedział John i skubnął zębami jego dolną wargę. Sam poruszył biodrami, zachęcając go.
— Nnn… ale nie pachniesz nimi, tylko sobą. — Percy znowu przesunął nos i usta w stronę szyi mężczyzny, a jego dłoń zaczęła gładzić podbrzusze i wnętrze ud Johna. Ciepła skóra pod opuszkami palców była bardzo przyjemna.
John też postanowił go pobudzić i odsunąwszy mu ręcznik z bioder, ujął w dłoń jego penisa.
— Zapach jest teraz dla ciebie chyba kluczowym bodźcem, hm? — zapytał, pieszcząc go powoli i umiejętnie.
— Ważnym, chociaż nie wiem czy kluczowym — odpowiedział Percy i znowu zachłannie pocałował Johna w usta. Bardziej się przy tym uniósł i przewrócił mężczyznę na plecy. Jedną ręką się podpierał, a drugą obłapiał po udach, biodrach i między nogami. Pod jądrami też, czując pośladki swojego pana… partnera.
Tym razem John sięgnął do jego ramion, wyczuwając pod nimi przyjemnie zarysowane mięśnie, ciepło skóry. Percy był taki młody, witalny… Nie mógł nacieszyć się jego widokiem, szczególnie teraz, kiedy ten się tak podniecał, nakręcał.
Zgiął nogi w kolanach i rozchylił je bardziej, żeby młodszy mężczyzna mógł się znaleźć bliżej pomiędzy nimi. Zaproszenia nie trzeba było powtarzać.
— To… ekscytujące — wyznał Kapran, kiedy klęczał już między udami Johna Browna i miał go tuż przed swoimi oczami, na swoim łóżku, całkiem nagiego. Jego słowa potwierdzał pobudzony penis i łakome spojrzenie.
— Nie powinienem był obawiać się o naszą sferę cielesną — odpowiedział John cichym, ale pełnym podniecenia głosem. Kiedy patrzył na reakcje i stan penisa Percy’ego, był tego pewien. — Pragnę cię, Percy. W twojej każdej formie. Pocałuj mnie.
— Jak tylko chcesz. — Padła odpowiedź, a Percy, czując przyjemne dreszcze ekscytacji, pochylił się do mężczyzny. Złapał go z boku twarzy i pocałował mocno w usta. Otarł się przy tym biodrami i penisem o drugie ciało.
Tak, podniecało go, że miał czyjeś nagie uda tuż przy swoich biodrach. John dodatkowo poruszył nimi kilka razy, jakby odpowiadając na jego ruchy. Chyba taki właśnie rozochocony Percy podniecał go najbardziej. Wolał go takiego niż wycofanego, obawiającego się tego, co będzie dalej. Miał nadzieję, że kiedyś będzie taki również w trakcie seksu podczas bycia pasywem.
Na razie czerpał z tego, co ma teraz i dotykał drugiego mężczyzny, jak tylko mógł. Cieszył się jego sprężystą, młodą skórą, gorącem i umiejętnościami. Bo już stwierdził z pewnością, że gdy Percy wiedział, czego chce, potrafił to pokazać zarówno dotykiem dłoni, jak i ust.
— Ooo… Nawet nie przypuszczałem, że tak będzie… — wydyszał Kapran w usta Johna i nie dał mu odpowiedzieć, bo znowu go pocałował, obniżając się i opierając w końcu na łokciu z dłonią pod szyją mężczyzny. Drugą zsunął w dół i objął ich penisy, łącząc je ze sobą i ocierając o siebie.
John był pod wrażeniem tego, jak ten sobie radzi. Ale jeszcze bardziej, że radzi sobie na tyle dobrze, że on sam nie miał w tej chwili głowy, by o tym rozmyślać, a zupełnie dał się pochłonąć żądzy i tym wszystkim doznaniom.
Poruszył mocno ciałem, trąc członkiem o jego członek, a udami o jego biodra. Chwilę jeszcze to trwało, aż obaj mieli pełne erekcje, a usta aż spuchnięte od pocałunków.
— Podasz z szuflady? Sięgniesz? — spytał Percy, liżąc szyję mężczyzny i ssąc delikatnie płatek jego ucha.
— Mm… Tak… sięgnę… — odpowiedział John, ale jeszcze kilka sekund delektował się tymi pieszczotami i w końcu wyciągnął dłoń do szufladki. Niemal na ślepo wydobył z niej czarną tubkę i w końcu podał ją młodszemu mężczyźnie.
Ten najpierw otworzył ją zębami, po czym wyprostował się, pocałował jeszcze raz usta Johna. Oblizał własne i obejrzał swojego pana. Był mężczyzną, nie najmłodszym i zdecydowanie nie był kobiecy, ale seks z nim go podniecał.
Wylał sporo lubrykantu na palce i skierował je między nogi partnera. Ten poruszył biodrami, by chociaż trochę oprzeć pośladki na udach Percy’ego. Dzięki temu tamta część ciała była trochę wyżej niż reszta i nie musiał przytrzymywać sobie jąder i penisa, by nie przeszkadzały. Fioletowy szlafrok wciąż znajdował się na jego ramionach i mimo że był cienki, Johnowi było w nim bardzo ciepło.
— Uprawiałeś kiedyś seks analny z kobietą? — zapytał.
— Tak. Do tego asystowałem w kilku — wyjaśnił Percy, wspominając swoją upokarzającą karę, jaką wyznaczył mu John za zdradę. — Myślę więc, że wiem, co robię — uspokoił go i jeszcze raz go pocałował, nim wytarł całą wilgoć o dziurkę. Po tym chwycił mężczyznę pod biodrami i szarpnął w swoją stronę, jednocześnie rozsuwając nogi, aby mieć łatwiejszy dostęp do otworka. Serce biło mu niesamowicie szybko na samą myśl, że będzie mógł się w kogoś wsunąć. Że znowu będzie aktywem.
— Więc jestem skłonny uznać… — John odetchnął głębiej, zwilżył swoje wąskie wargi językiem i mimowolnie ścisnął poduszkę za swoją głową. — Że sprawi mi to dużo więcej przyjemności niż kobiecie.
— Postaram się, aby sprawić tobie jak najwięcej przyjemności. Więcej niż komukolwiek — posłodził mu niewinnie Kapran i pochylił się do jego klatki piersiowej, by possać i polizać sutki. W tym samym czasie, nie szczędząc lubrykantu, zaczął pieścić wejście do tyłka Johna.
Nawet nie musiał go widzieć, by czuć, że nie jest tak rozluźnione jak niektórych chłopaków, którzy pełnili w domu głównie pasywne role dla klientów. Widział czasem, jak niektórzy łatwo się otwierają, ale John do nich nie należał. Co jednak było plusem, nie wyglądał też, jakby się spinał, a jego dłonie delikatnie, choć bardzo chętnie dotykały Percy’ego po plecach i karku. Plusem też było, że Percy miał na tyle wygodną pozycję, że się nie spieszył. Był delikatny, chociaż zdecydowany, więc nie pytał o pozwolenie, kiedy poczuł, że już może wsunąć palce w Johna. Nie zmieniało to jednak faktu, że serce biło mu przez to bardzo szybko. Chciał widzieć jego reakcje.
— Oh… — Usłyszał cichy jęk starszego mężczyzny, który ściągnął brwi i mocniej ścisnął poduszkę. Bez udziału myśli dodatkowo lekko zadarł jedną nogę i potarł udem o ciało partnera. — Mm…
Percy spojrzał na jego udo i pogładził go od kolana, przyciskając sobie jego nogę bliżej ciała. Dotykał go dalej, delikatnie łaskocząc i jednocześnie masując jego wnętrze oraz sam zwieracz, aby mięśnie były jak najluźniejsze, a ciało jak najwrażliwsze.
John czuł, że nie robi tego pierwszy raz, a wręcz idzie mu to bardzo sprawnie. Umiał odpowiednio przygotować jego szparkę, a przy tym dać mu bardzo wiele przyjemności. Wszystko to sprawiło, że penis pana tego domostwa zesztywniał całkiem od palcówki, a sam mężczyzna coraz bardziej wyczekiwał momentu, gdy ujrzy rozkosz na twarzy Percy’ego, kiedy ten wreszcie w niego wejdzie. Na razie mógł się jednak przyglądać jego rozpaleniu, jego oblizywanym wargom i temu zaintrygowaniu, jakie Percy miał w oczach, kiedy po długiej palcówce w końcu wsunął w niego trzeci palec.
— Mm… i jak?
John wyciągnął się w przód na tyle, że jedynie musnął palcami dłoń, która pracowała nad jego tyłkiem.
— Już dość. Wejdź we mnie — powiedział cicho przez ściśnięte z podniecenia gardło. Dodatkowo czuł się teraz tak… specjalnie. To była kolejna rzecz z serii tych, które uskuteczniał jedynie z tym konkretnym mężczyzną. Chyba zaczynał czerpać z tego podobną radość co sam Percy, kiedy robili coś unikalnego.
Kapran wziął głęboki oddech i skinął głową.
— Podoba mi się, co mówisz — wyznał i w końcu wysunął z niego palce. Dłoni jednak zupełnie nie zabrał, bo objął nią penisa mężczyzny. Otworzył ustami lubrykant i wylał sporo na masturbującą Johna dłoń i na swojego penisa. Dopiero odrzuciwszy opakowanie na bok, rozsmarował lepiej nawilżenie. Otarł się główką o ciemnoróżową dziurkę mężczyzny i zerknął na jego twarz, nim naparł, aby się wsunąć.
John westchnął bezgłośnie i okręcił głowę na bok, przytykając ją do ramienia swojej uniesionej za głowę ręki. Przymknął oczy i znowu odetchnął. Było mu dobrze.
Percy masował ciało mężczyzny i wsunął się jeszcze głębiej. Złapał go pod udami, za boki i trochę poruszał biodrami, nim znowu pchnął dalej.
— Takie… udowadnianie ci się podoba? — zwrócił się do niego John ze zmrużonymi w słabym uśmiechu oczami i zaraz potem stęknął cicho przez rozchylone, zaczerwienione wargi.
— Taaa… tak. Chociaż… teraz nazwałbym to „kochaniem się” albo chociaż dobrym seksem — odparł, oblizując znowu usta. Przy tym coraz mocniej zagłębiał się w mężczyznę. Zdumiewające, podniecał go nawet penis Johna, który dotykał jego brzucha, kiedy się nachylał. A naprawdę ciasne i gorące wnętrze jego pana było w tym wszystkim najlepsze.
— Kochanie się… bardziej mi się podoba — odpowiedział John i wychyliwszy się mocno, pocałował go. Musiał przy tym przytrzymać mu głowę, a jego ciało przy tym samo, łaknąc więcej, zafalowało na sztywnym członku Percy’ego.
Ten uśmiechnął się w jego usta i pchnął mocniej. Po chwili zmienili pozycję na taką na boku, by mógł się zarówno przytulić do pleców swojego partnera, jak i mieć większy zakres ruchu. Dla Johna tak też było wygodnie, tym bardziej, kiedy byli już na finiszu.
Uprzednio musieli tylko pozbyć się nieszczęsnego szlafroka Johna i już całkiem nadzy, kołysali się w zmiennym rytmie na zmiętej pościeli w pokoju Percy’ego. Ich oddechy były ciężkie, ciała zmęczone i gorące, ale wciąż nie ustawały w tym namiętnym amoku. John w końcu zaczął pieścić swojego penisa, gdy poczuł, że niewiele mu zostało do końca. Percy za to pozwolił sobie się zapomnieć i rozkoszował się w pełni ciałem pod sobą. Dotykał Johna, gdzie tylko mógł. Lizał i gryzł jego spocone ciało. Całował go po rozgrzanej skórze i wsuwał się w niego z przyjemnością, która doprowadziła go na skraj.
— Gdzie… gdzie mogę? — spytał, dysząc do ucha mężczyzny.
— Gdzie chcesz — wydyszał John, ściągając brwi i nos, racjonalnie już nie myśląc. Jego dłoń szybko poruszała się na członku. — Gdzie chce… aaah… — Nie skończył, bo naraz jego ciało zaczęło drżeć w spazmach i zabrudził nasieniem pościel swojego partnera.
Percy jęknął głośno, czując, jak mężczyzna się spina. Nie planował tego, ale zupełnie nagle doszedł, ogarnięty przyjemnością. Wbił się jeszcze raz, po czym wysunął, a jeszcze trochę nasienia trysnęło na pośladki i dół pleców Johna. Percy miał wrażenie, jakby dochodził drugi raz, kiedy widział tego konkretnego mężczyznę tak rozpalonego po seksie z nim. Na jego pościeli, z jego spermą wyciekającą ze szparki i spływającą po pośladkach.
John chwilowo nie był świadom tego, jak wygląda od tyłu. Ściskał w szczupłych palcach pościel i oddychał ciężko z policzkiem przytkniętym do poduszki. Tak, zdecydowanie nie miał już takiej kondycji jak inni, młodzi chłopcy w domu i najchętniej nie ruszałby się z tego łóżka.
Percy jeszcze moment delektował się widokiem, ale wiedział, że gdy tylko napięcie opadnie, może być zimno. Chwycił więc bok kołdry z przeciwległego końca łóżka i ciągnąc ją za sobą, przytulił się ciasno, bardzo ciasno, do pleców Johna. Okrył ich przy tym, delikatnie obejmując mężczyznę w talii.
Ten zmrużył powieki i słabo sięgnął dłonią w dół, na dłoń swojego młodszego partnera. Chciał ją czuć jeszcze bardziej. Jak jest ciepła i przyjemnie męska, duża. Poza tym nie poruszył się w żaden sposób. Percy idealnie go objął, tak dobrze było go czuć za plecami. Odetchnął już dużo spokojniej.
Kapran uśmiechnął się do pleców mężczyzny i rozsunął palce, pozwalając tym Johna wsunąć się między jego. Pocałował go w jedną z blizn.
— A tak właściwie… co się stało?
— Hm…? — mruknął cicho John, jeszcze wyciągając wolną dłoń do lampki nocnej i zgasiwszy ją, wrócił do poprzedniej pozycji. Teraz przyjemna ciemność, dodatkowo dzięki zasuniętym kotarom, całkowicie ich ogarnęła. — Kiedy?
— Twoje blizny.
— Blizny… Nowy Jork zaserwował mi lekcję, by wychodzić na spacery z bronią w ręku. Szczególnie wieczorami. Kiedy Bronx jeszcze nie był zamknięty, zaatakowała mnie grupa dzikich. Kilka dni później już zamknięto dzielnicę — wytłumaczył spokojnie.
— Wojsko ci pomogło? — spytał ze spokojem Percy, całując powoli poznaczoną bliznami skórę. Czuł na niej ślady zadrapań i zębów.
— Tak. Usłyszeli hałas i przybyli na czas. Widziałeś, gdzie jest największa. — John przypomniał o bliźnie na lewej stronie klatki piersiowej. — Ale nie miałem innych obrażeń niż te zewnętrzne.
— Nie bałeś się po tym wychodzić na ulicę? — spytał Kapran, a jego dłoń na moment rozłączyła się z dłonią kochanka, aby dotknąć wspomnianej blizny.
— Nie, ale teraz unikam niebezpiecznych dzielnic i zawsze mam ze sobą broń z środkiem powalającym dzikich. Nie mogę żyć w strachu. Nie chcę.
Młodszy mężczyzna zamruczał na znak zgody i znowu złączył z nim dłoń.
— Podobało mi się…
John z przyjemnością delikatnie zacisnął palce na jego dłoni.
— Mnie też. W takiej pozycji też jesteś zniewalająco podniecający. Zmęczyłeś mnie w bardzo dobrym znaczeniu — mówił powoli cichym, spokojnym głosem, bo rzeczywiście wyczerpanie po seksie nie pozwalało mu na więcej, ale słychać przy tym było, że jest spełniony.
Percy cmoknął go w ramię i przycisnął do siebie, wdychając z przyjemnością unoszący się, seksowny zapach.
— Mmm… i może kiedyś, wiem, że wolisz inaczej, ale może jeszcze kiedyś byśmy mogli to powtórzyć.
— Dobrze. Jesteśmy równi, Percy.
— To wręcz zachęca o częstsze „kiedyś” — padła odpowiedź z nutą rozbawienia.
— Nie rozpędzaj się — odpowiedział w podobnym tonie John, a na jego zmęczonych pocałunkami ustach wykwitł słaby uśmiech.
— Nie rozpędzam — zamruczał w odpowiedzi Percy, wtulając twarz w ciało mężczyzny. — Cudownie pachniesz. Dobrze, że zostajesz do rana.
— Dobrze, że mam u ciebie swoje witaminy na rano — odpowiedział John i zupełnie zamknął powieki. — Cieszę się, że ze mną jesteś.
— Mmmhm… — zamruczał Percy coraz senniejszym tonem. — Jeśli nawet… nie, to bym przyniósł. — Wypowiedź przerwało mu ziewnięcie, po czym jeszcze pokręcił się, a John czuł jego penisa za sobą, jak się do niego i do jego wilgotnych pośladków klei, ale nie wyglądało, jakby Percy’emu przeszkadzał stan, w jakim byli. I czym są sklejeni.
John też teraz nie miał zamiaru nic z tym robić. Był zmęczony, śpiący i spełniony, a w momencie, kiedy miał przytulonego do siebie Percy’ego, nic nie zaburzało cudowności tej chwili. Nie odpowiedział już więc, samemu przysypiając. Był całkowicie utulony tym seksem, ciepłem i bliskością mężczyzny, który był jego olbrzymią słabością.

19 thoughts on “Love Interest – 14 – Partnerzy równi sobie

  1. Katka pisze:

    Basia, nooo, to PD masz jeszcze mega zapas XD Ale taka strategia czytania faktycznie jest spoko. Nie daje szans na pomyłkę i pominięcie rozdziałów. No i dalej ciśniesz LI :) Hahaha, a Josh dominujący nad Masonem – ja się w pełni zgadzam, że psince się coś należy. Gorzej tylko, że jej pan ma inne zdanie XD Pozdrowionka!

  2. Basia pisze:

    Witam,
    czy za często to ja nie wiem, dobrze jest mieć taki zapas rozdziałów w zanadrzu ;]
    chociaż tak patrząc na przykład będę czytała w zasadzie 25 rozdział „project dozen” a ostatnio został opublikowany 77 rozdział to trochę przeraża…
    a ja idę z czytaniem tak jak było publikowane, dzięki temu nie mam problemu z zapamiętaniem co czytałam a co nie, tylko pamiętam gdzie ostatnio komentowałam…
    a co do rozdziału…
    ta cała sytuacja nie bardzo zabolała, na tej wystawie cudownie, udała się, jak i później Percy dominujący ;]
    a tak poza cóż Josha dominującego nad Masonem, chętnie bym zobaczyła, przecież psince też się coś należy…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Bebok pisze:

    Hahahah! Wiedziałam że się zbyt swobodnie poczuł! Przeginka z tą kawą! Chybabym się wściekła na miejscu Johna. Aż jestem w szoku że to przyjął z takim spokojem i jeszcze przeprosił Kaprana chociaż z drugiej strony sam naciska na to żeby byli sobie równi. Percy… wciąż dręczy mnie kwestia jego heteroseksualizmu i tego jak chętny mimo wszystko jest… Ale chyba się przyzwyczajam i po prostu wypieram z pamięci jego orientację ;p Kiedy o tym nie myślę czyta się zdecydowanie lepiej xD Taka tam metoda na głoda ;P
    Scenka z seksem była niczego sobie, a te tulaśne chwile na koniec rozczulające.

  4. Illita pisze:

    Miałam ze trzy zawały podczas tego rozdziału XD Na początku taka sielanka, miło, przyjemnie i tak JEB, zdrada, wylanie kawy na twarz, myślałam że gorzej się to skończy dla Percego, a w sumie nawet przyniosło poprawę! I wygląda na to że John wcale Percemu nie jest taki obojętny :D Dobrze że w nocy nie czytałam bo bym pobudziła calutką rodzinę XD Nawet nie bardzo wiem co jeszcze napisać, buzuje we mnie tyle emocji! Kocham to opowiadanie, kocham tych bohaterów <3

  5. Katka pisze:

    Desire, John umie zaskakiwać XD Wcześniej mu pewnie nawet nie przyszło do głowy, że może oddać kontrolę Percy’emu, ale chyba dobrze im to zrobiło. Percy ma nowy dowód na to, że jest równy Johnowi. Ogólnie widzę, że Percy tu zbiera oklaski, zaś John cięgi. I w sumie nie ma się czemu dziwić XD Ale popieram, Percy bardzo dobrze zrobił tym razem, że nie zważał na autorytet Johna. Bo równie dobrze mógł zachować się tak, jak przy tej sytuacji z dziedziczeniem, gdy wszedł w rolę sługi i chłodno to przyjął. Tutaj potrzebny był ten wstrząs. Dziękujemy za komentarzyk :D Pozdrawiamy też bardzo mocno i w ogóle wesołych świąt XD

    Eterna, i tutaj jest plus tego, że Percy jest jednak z natury spokojną i powściągliwą osobą. Johnowi nie byłoby ładnie bez oczu XD Chłopcy też liczą, że nie będzie między nimi niczego niefajnego… Miejmy nadzieję, że John się czegoś nauczył. Dzięki za komentarz i miłe słowo na koniec :)

  6. Eterna 94 pisze:

    Nie spodziewałam się zdrady Johna, wydrapałabym mu normalnie oczy ;) Na szczęście Percy jest bardziej wyrozumiał. Zdziwiłam się, że John dał mu dowodzić. Może teraz będzie lepiej się układało między tą dwójką i nie będzie więcej zdrad. Rozdział jak zawsze świetny ;)

  7. Desire pisze:

    Wow… nie spodziewałam się, że John tak bez niczego odda Percyemu kontrolę w seksie, zwłaszcza, że tyle czasu nic ich tak naprawdę nie łączyło, a było to tylko jednostronne zauroczenie! Zaskoczyłyście mnie :D
    Podobało mi się, kiedy John wyznał mu miłość, ale jego zdrada wyprowadziła mnie z równowagi. No serio, kto tak robi? Ja naprawdę rozumiem, że ten świat rządzi się trochę innymi prawami, ale wierność i przywiązanie chyba nie wyparowało? Normalnie miałam ochotę potrząsnąć Brownem, żeby się trochę ogarnął. I brawa dla Percyego za reakcję, która mi się bardzo podobała! Dobrze, że nie zwracał uwagi na autorytet Johna. Należało mu się!
    Ogólnie rozdział jak zwykle naprawdę genialny <3 Niecierpliwie czekam na kolejne
    Ściskam i pozdrawiam :3

  8. Katka pisze:

    Damiann, zjadanie komentarzy nie jest fajne. Pisanie ich na nowo też nie. Więc dzięki, że Ci się chciało ;) Oj, może jakbyś był w takich realiach jak oni to jednak byś wybaczył. Chociaż to nie jest powiedziane, w końcu to wciąż związek dwóch ludzi, którzy starają się żyć tak, jakby apokalipsa nie miała wpływu na ich szczęście. No ale, jak sam widzisz, przynajmniej drama jest XD No i polecamy w takim razie pozostałe opka, skoro nie czytałeś! ;) Może też przypadną Ci do gustu :)

    Porebula, nieeee, FDTS kreskówkowe byłoby słabe. Ja bym je bardziej obejrzała jako serial. Bo na film pełnometrażowy to to trochę za długie XD A części pewnie byłoby od groma. Cóż, pojebani ludzie z problemami też są ciekawymi postaciami, to nie przeczę. Ciekawie się pisze i ciekawie się czyta, chociaż wielu, mam wrażenie, ma fetysz właśnie takich chłodnych typów, więc musi być trochę takich i takich XD

    Tess, dokładnie, zdrada zrobiła więcej dobrego niż złego. Trzeba czasem takich wstrząsów, żeby ludzie sobie uświadomili coś ważnego. Bez tego mogliby nie dojść dalej, więc no… takie sytuacje są potrzebne, mimo że czasem bolesne. Także w pełni popieram Twój komentarz! Sama prawda. A konfiguracja, hehe, nom, to był w jakiś sposób moment wyczekiwania. Mam zresztą wrażenie, że jak para ma jedną opcję przez dłuższy czas, to ta odwrotna jest jakimś punktem, na który się czeka z napięciem. No i na pewno się domyślasz, że końca nie mogę zdradzić. Ale zapewniam, że będzie sporo emocji!

  9. Tess pisze:

    Bardzo przyjemny, ciepły rozdział, nawet pomimo tej całej zdrady, która w gruncie rzeczy bardziej pomogła niż zaszkodziła ;)
    Już sam początek mnie pozytywnie zaskoczył, w końcu padło „kocham”! I to dwa razy pod rząd! Szczerze, to nie sądziłam, że John po takim wyznaniu zdobędzie się na zdradę. Dobrze jednak, że Percy się dowiedział, wyjaśnili sobie co nieco, powkurzali się trochę, pokrzyczeli i dzięki temu właśnie przynajmniej było widać, że im obu na sobie zależy. John to ostatecznie udowodnił zgadzając się na propozycję Kaprana :D Oooch, nie pamiętam od kiedy marzyłam, by przeczytać o nich w takiej konfiguracji! Kupiłyście mnie tym.
    Nie wiem tylko dlaczego mam takie dziwne przeczucie, że jest teraz za dobrze, aby zakończenie mogło być szczęśliwe.
    Oj, trauma po NBTS nigdy nie zniknie :D

  10. porebula pisze:

    Katka, ja tam mam to w głowie jakby scene z filmu więc na co komu wielki ekran! I tam są normali ludzie nawet! Nie tak jak kiedy w fdts Alex do studia wbił i jeszcze był fajny i nikt nie ogarniał, a Charli poplamił spodnie kechupem… Wszyscy tacy chibikowo-kreskówkowi z głowami jak króliki… Może zrobic z fdts kreskówke?
    Ale ja wiem że Percy ma uczucia i emocje i wgl!( Podobno każdy ma) Tylko czuje sie z niego dumna jak jednak wpadnie na pomysł, że czasem dobrze je okazać! I jeszcze ostarnio też byłam dumna kiedy powiedział Johnowi że nie che być tym… no rządzić z nimi w domu. I jak trzasnął drzwiami kiedy John go odesłał, i jak zaciągnął Johna pod prysznic! Czy ja nie przepadam za chłodnymi typami? Pomijając to że potrzebuje pojebanych ludzi najlepiej z problemami i żeby jeszcze byli kryminalistami… Ale można to porozkładać… Niewszystko naraz. (Przemilczmy, że jak czytam to zdzanie to dochodze do wnosku, że Ian wszystko spełnka) Ale do Percy’ego sie przekonałam, Johna znosze, a Alex to już po rostu zadużo…

  11. damiannluntekurbus17 pisze:

    Drugi raz pisze komentarz….
    Szkoda, ze John go zdradzil. Najpierw mowi, ze go kocha, a potem uprawia seks z chlopcami.. ale ja kocham dramy! Ja bym nie wybaczyl..
    Mimo wszystko sie ciesze, ze sa razem (w glebi serca chce, zeby John go znowu zdradzil i byla mega wojna) xD
    Nie pamietam, co pisalem w poprzednim komentarzu, ktorego mi skasowali :/
    A, to moje ulubione opowiadanie z No exit i FDTS (reszty nie czytal) xD
    Pozdrawiam

    Damiann

  12. Katka pisze:

    Porebula, scena z kawą robi furorę. Szkoda, że tutaj tylko wyobraźnia musi zadziałać, a nie można tego ujrzeć na „wielkim ekranie”, bo coś mi mówi, że musiałoby genialnie wyglądać. Oj, ale Percy’emu pojechała z tym „jak się okazuje, że ma emocje” XD On zawsze je ma! Tylko ich nie okazuje XD Na szczęście to, że teraz jest inaczej, świadczy o tym, że bardziej mu zależy. Ale ogólnie widzę, że chyba nie przepadasz za takimi chłodnymi typami ;)

    O., mocno sporne jest to, który z panów jest lepszy. Pewnie wiele osób miałoby na ten temat inne zdanie. Bo na moje oko i Mason i John mają różne zalety i różne wady, które dla kogoś mogą być bardziej nieznośne, dla kogoś mniej. Aż jestem ciekawa, kto by jak uznał. Choć pewnie ocena byłaby mocno subiektywna przez sympatię do bohatera/opowiadania/pary. Ale już co do Johna, no przyzwyczajenia robią mocno swoje, wychodzenie z jednej roli w inną jest trudne (i tu nie tylko dla Johna, ale też dla Kaprana). Ale walczą z tym dzielnie XD Muszą wyznaczać sobie granice. Haha, ale plaskacz taki mało męski… XD Nie no, żarcik, plaskacz też byłby dobry. Może jakby kawy nie było, to by tak się skończyło XD

  13. O. pisze:

    Niby Mason gorszy od Johna a nie zdradził Josha.. I w sumie nawet nie mówił, mu że go kocha…
    Oj John.. W sumie jest człowiekiem, więc popełnianie błędów leży w naturze..A od przyzwyczajeń trudno jest odwyknąć, więc ciekawe, czy faktycznie pokus chociaż nie będzie odczuwać..
    Ale scena z zasypianiem przeurocza! <3 Tacy sklejeni i metaforycznie i fizycznie :D Jutro to z siebie skruszą xD
    Zamiast kawy mógłby być tzw "plaskacz", ale może lepiej, że to jednak kawa? xD

  14. porebula pisze:

    Czekałam aż Precy Johna przyłapie z chłopcami, no ale po tym jak mu powiedział, że go kocha… noż kurde… Ale scena z kawą była genialna :o mam to w głowie takie łał :o Percy taki biedny :( Jestem z niego dumna! I z tego potem też! Zawsze jak okazuje sie że ma emocje jestem dumna xD Głupi John… ( ciągle lepszy od Alexa, bo mam go czesto za debila, ale nie chce go zabić i go lubie nawet….) Percy moje dziecko, na górze był! Cieszmy sie i radumy si tym! Tyle sie działo, że czuje sie przerażona xD I dobita bo sie kończy zaraz… I podwójnie dobita bo w Shameless sezon sie kończy xD Jeszcze mi powiedzcie ze fdts juz do konca napisane to bede miała depresje…
    W ogóle to tak mi chłopców szkoda xD Najpierw Percy wbił jak sie pieprzyli, potem wylał na Johna kawe ( ten szok xD) i musieli nago uciekać i biegać po domu xD

  15. Katka pisze:

    Liv, Mhm, John też lubi zaszaleć, jest momentami młody duchem XD A i tak, Percy miał pełne prawo, żeby się wkurzyć. Chyba każdy by się wkurzył na jego miejscu. Hehe, no ale dobrze dla Johna, że tak szybko to wybaczył. Pewnie na swój sposób rozumie, co to za świat i że to wszystko działa inaczej niż kiedyś… albo faktycznie go kocha, ale o tym nie wie XD Haha, no i John tez ma nadzieję, że będą się kochać jednak częściej odwrotnie XD Lubi mu wsadzać.

    Omega, było dużo emocji Percy’ego, bo został postawiony w sytuacjach, w których emocje wychodzą i… na szczęście nie okazał się za bardzo zamknięty w sobie i powściągliwy XD Chyba Johnowi potrzebne było takie wstrząśnienie, musiał zobaczyć, że naprawdę poruszyło to Kaprana, bo bez tej sceny mógłby jednak dalej robić swoje. A chłopakom jaaakoś muszą to wyjaśnić, chociaż pewnie tam już każdy wie, co się kroi XD Trudno taki romansik na wyższych szczeblach ukryć. Mmmm, bardzo nam miło, że lubisz nasze opka i oby się inne też podobały! FDTS to faktycznie na deser, chociaż bardziej wygląda jak danie główne albo cała uczta XD No ale, ale, pewnie je będziesz najdłużej czytać, więc równie dobrze wcześniej możesz pochłonąć te mniejsze. Będziemy niecierpliwie wyczekiwać opinii! ;)

    Linerivaillen, oj tak, dużo tu uczucia, a raczej dużo emocji z różnych półek i niekiedy dość skrajnych. Ale ogólnie masz rację, to jest opowiadanie bardziej emocjonalne, gdy w Savage Virus był jednak nacisk na coś innego. Super, że jest tak wysoko w Twoim rankingu :D Teraz mamy challenge, by napisać jakieś, jakie to jeszcze bardziej przebije XD

    Kaczuch_A, taaa, najpierw sielanka, radośnie, wszystko cacy, bo co by nie mówić, nieźle się do siebie zbliżyli w tej galerii, a potem łup! Johnny przesadził XD I pamiętam, że jak to pisałyśmy, to mi też się zrobiło żal Kaprana :( A pisząc Johna, chciałam go wytulać, ale cóż, czasem postać musi zrobić coś innego, niż autor by chciał XD Ale to dobrze, nie chcemy, żeby John wyglądał jak psychiczna nastka zaduszającego swojego pekińczyka w morderczym tulasie. Ale i przyznam, że John sam siebie też niespecjalnie widzi w tej konfiguracji. Było mu dobrze, ale to wiadomo… jednak ma inne ukierunkowania, chociaż tak, to było z racji jego uczucia do Percy’ego i na pewno nie żałuje :)

  16. kaczuch_A pisze:

    John to jednak taki cwaniaczek jest, na początku miłości i w ogóle jestem w szoku, że już powiedział „kocham cię” i scena w galerii cudowna, tyle uczuć, emocji ekstra. Później mnie John zaskoczył, też bym tak zareagowała na miejscu Percy’ego i jestem tylko ciekawa, czy nie będzie żadnej dramy z tego. Ale, ale zrobiło mi się przykro Kaprana, miałam ochotę go przytulić i pięknie jest czytać o tylu jego emocjach, świetnie je widać w tym rozdziale jak się zmieniają etc. I zaskok, że John się zgodził na zmianę pozycji, nie widziałam go jakoś w innej konfiguracji, wcześniej. Ale to pokazuje jak silnym uczuciem go darzy. Uwielbiam to opowiadanie, po prostu, co tu dużo mówić. Głównych bohaterów również, super.

  17. linerivaillen pisze:

    Wszystkie sceny cudowne xD nie sądziłam, że tak szybko dojdą do relacji, gdzie będą dwie sceny seksu w jednym rozdziale. O geez… to jest moje ulubione opowiadanie. Jest idealne. Tyle jest w nim uczucia! Trochę naprawił w moich oczach ten świat, skrzywienie po Savage Virus. Można być równym!

  18. Omega pisze:

    Scena z kawą była po prostu cudowna.<3 Percy dał się ponieść emocjom i ogólnie skończyło się na jego dominacji. (manipuluje wszystkim nawet nie zdając sobie z tego sprawy xD) Cóż… Kapran nie jest jeszcze w stanie powiedzieć "Kocham cię" Johnowi, ale mam nadzieję, że niedługo się im wszystko ułoży, i że Percy zrozumie w końcu, że jest szaleńczo zakochany w swoim panie :3
    Mnie ciekawi jak wytłumaczą tą sytuację chłopakom xD Mam nadzieję, że chłopcy od Johna okażą się naprawdę w porządku i że zachowają to wszystko dla siebie. Cóż… Percy jeszcze nie powiedział tych dwóch magicznych słów, ale ja powiem, że kocham wasze opowiadania i jak będę miała trochę więcej czasu to nadrobię zaległości z innymi opowiadaniami (najciężej będzie się zabrać za fire dragon tattoo studio, bo ma ponad 200 rozdziałów i ciągle wychodzi, ale najpierw się wezmę za te krótsze, a ten tytuł zostanie na deser :3)

  19. Liv pisze:

    John mi… zaimponowal ta zdrada. :) Jakos mialam go za takiego starszego eleganckiego pana, maslanym wzrokiem sledzacego Percy’ego, ale wcale taki nie jest. A Percy wcale nie przesadzil, dobrze ze sie wsciekl. Az dziwne, ze tak szybko wybaczyl, ale to dlatego, ze go kocha, tylko jeszcze o tym nie wie xd ;) W ogole ta scena z kawa byla taaka sloodkaa…
    No i seks. Mam jednak cicha nadzieje, ze Percy’emu nie podobalo sie bardziej niz w odwrotnej konfiguracji, bo jest strasznie goracy kiedy to jemu sie wklada.. :3 Ale trzymam kciuki za to „partnerstwo”, oby niedlugo zamienilo sie w normalny zwiazek. Pozdro i buzi :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s