Fire Dragon Tattoo Studio – 212 – Najpiękniejszy dzień w życiu

Mike się stresował. I nie było mu nawet tak niedobrze następnego dnia po wieczorze kawalerskim, jak w tej chwili. Miał ściśnięty żołądek, gardło, a kiedy unosił dłonie, te mu się zwyczajnie trzęsły. Do tego zastanawiał się, czy Marg też się tak stresuje jak on, bo głupio by mu było się przed nią przyznać, że aż tak zjada go stres. Był chodzącą bombą zegarową, kiedy chodził tak w tę i z powrotem po namiocie rozstawionym na tyłach małej, urokliwej kapliczki przy plaży, którą odnalazła Marg. Oboje zakochali się w tym miejscu tak sielankowym jak na Miami i postanowili wziąć tu ślub. I właśnie nadszedł ten dzień, a Mike, jakby mógł, unosiłby się nad ziemią ze zdenerwowania i szczęścia, że w końcu się to stanie. Że w końcu będą ze sobą na dobre i na złe i… cała reszta formułki, którą trenowali na próbnej ceremonii.
— Pst! — Usłyszał zza swoich pleców, a gdy się obejrzał, zobaczył Jasona chyłkiem wchodzącego do namiotu.
Ten, gdy tylko się wyprostował, od razu poprawił szarą kamizelkę zapinaną z przodu na pięć małych guziczków. Nie marudził na swój strój, bo o dziwo był wyjątkowo luźny jak na tę okazję. Charlie i Ryan, którzy tak jak on byli drużbami pana młodego, mieli takie same ubrania. Czyli poza szarą kamizelą białą koszulę oraz szare, dość szerokie i luźne, ale eleganckie spodnie. Do tego złoty krawat, żółty kwiatuszek wciśnięty w kieszonkę i… bielusieńkie trampki z równie białymi czółenkami i sznurówkami. W przypadku Jasona jednak w oczy rzucały się tatuaże na szyi, tunele w uszach oraz kolczyki na twarzy.
— Pomyślałem, że to ci dobrze zrobi. — Jason uśmiechnął się do Mike’a i pomachał paczką papierosów.
— O tak, jakbym mógł, z tobą też bym wziął ślub. — Mike uśmiechnął się szeroko, ale bardzo nerwowo, szybko podchodząc do kumpla.
O mało przy okazji nie rozluźnił śnieżnobiałego krawata, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Rozpiął tylko marynarkę w piaskowym kolorze, pod którą miał kamizelkę i białą koszulę. Było mu w tym ciepło z nerwów i temperatury, ale i tak chłodniej, niż by mogło być, gdyby miał czarny smoking. Cieszył się, że Marg poparła pomysł, aby wszyscy panowie mieli takie same białe trampki i kwiatki w klapie.
— Spoko, może dożyjemy, jak zalegalizują bigamię — odpowiedział Jason z chrapliwym śmiechem i podał mu papierosa. Sam też sobie wyciągnął. — Wymasować ci ramionka? — zakpił z uśmieszkiem.
— Nie wiem… — Mike odetchnął i spojrzał na przejście w namiocie, którym Jason się tu dostał. — Wszyscy już są? — spytał, chcąc się wymknąć, aby zapalić na powietrzu.
— Większość. Chodź od drugiej strony — zaproponował Jason i z papierosem między wargami położył Mike’owi dłoń na ramieniu i poprowadził go na drugą stronę namiotu. Wyszli więc prawie pod samą plażę, bo przy niej znajdował namiot. Od tej strony nie było ich widać. — Wyglądasz świetnie — pochwalił go.
— Wow, serio, fajnie, no zapalniczka, Jason. — Mike olał jego dobrą wolę, zachowując się jak chodzący kłębek nerwów. Ponaglił nawet tatuażystę gestem dłoni jak domagający się reszty, spieszący się klient.
Jason zaśmiał się i podał mu zapalniczkę. Potem wyciągnął z kieszonki swojej kamizelki zapakowane w materiałowy woreczek obrączki i zerknął na Mike’a.
— Dlaczego właściwie nie chciałeś, żeby Charlie albo Ryan podawali ci obrączki?
— Bo stoisz na trzecim miejscu, Jason — chlapnął Mike, kompletnie nie myśląc i odpalił sobie papierosa. Zaciągnął się nie słabiej niż jego rozmówca.
Ten ściągnął brwi i schował z powrotem woreczek.
— Mm? — mruknął.
Mike spojrzał na towarzysza, jakby ten nagle się tu pojawił i nie rozmawiali już od dobrej chwili.
— Hmm? A, tak — załapał. Był w takim stanie, że wyobrażał sobie, jak powtarza słowa przysięgi zarówno swoje, jak i Marg. — Bo Ryan i Charlie są ze mną od zawsze. Jakbym wybrał jednego albo drugiego, byłoby, jakbym któregoś faworyzował. A tak wiadomo, że ty podajesz, bo… no, bo będzie sprawiedliwiej. Tak im powiedziałem. Charlie skinął głową, a Ryan zrobił przemowę. Czyli byli na tak.
Jason uśmiechnął się i pokiwał głową.
— Spoko. Brzmi fair. A jak Marg? Widziałeś ją w ogóle?
— Nie i nawet nic mi nie pisała i… — Mike zaciągnął się papierosem. — Powiedz, czy są już moi rodzice?
— Mhm. Są oni, jest chyba spora część twojej rodziny. Charlie pokazywał mi kilku twoich kumpli ze studiów. Są też te dwie leski, które kiedyś poznaliśmy u Ryana na imprezie. Ale to pewnie wiesz, że są z Katy druhnami Marg.
— Tak, tak, tak, wiem, w ogóle zrobiło się mega gejowsko — zauważył pan młody, kończąc papierosa i rozglądając się desperacko w poszukiwaniu miejsca, gdzie się pozbyć peta. — Kurwa — jęknął, zgasił go na ziemi i znowu podniósł, uznając, że wyrzuci gdzieś w namiocie.
— Hej… — Jason ściągnął brwi, samemu o dziwo paląc wolniej. Wsunął papierosa między wargi i położył obie dłonie na spiętych ramionach Mike’a. — Wyluzuj, szefuńciu, bo zaraz pomyślę, by zrobić ci tu laskę dla rozluźnienia.
— Ooo, o to w końcu Alex byłby zazdrosny — odparł uszczypliwie Mike, ale i tak odetchnął głęboko, aby faktycznie trochę wyluzować. — A… właśnie, jak Alex? Pewnie z Rushem przyciągają wzrok wszystkich panien, jakie sprosiła Marg i moja matka?
— Taa… Ale spoko, Rush rekompensuje oschłość Alexa i jakoś rozmawia z tymi laskami. Charlie jest zazdrosny, więc jest zabawnie. Już niedługo powinniśmy zaczynać — mówił Jason, wciąż powoli masując ramiona kumpla. — I serio się tak nie spinaj. To twój najlepszy dzień w życiu. Prawdopodobnie.
Mike spojrzał na kumpla gorzko.
— Tego nie musiałeś dodawać. Ale właśnie, która jest? Nieważne, okej, idź, przypilnuj czegoś czy coś, nie wiem. Charliego przypilnuj, aby rozmawiał z moimi rodzicami, aby już wszyscy siadali. Jason, wiesz, co robić, idź, muszę… no właśnie… — Mike znowu odetchnął i wręczył mu peta w dłonie jak cenny prezent, po czym wrócił do namiotu, aby jeszcze wszystko ostatni raz sprawdzić.
Jason zaśmiał się chrapliwie i poszedł do kosza przy plaży kawałek dalej. Sam też się trochę stresował, ale to było niczym w porównaniu do Mike’a. Jego stres można było spokojnie porównać do podekscytowania. Cieszył się, że Mike się hajta i to z taką fajną dziewczyną jak Marg. Bawiło go tylko, że wygląda na jeszcze bardziej zielonego niż na drugi dzień po wieczorze kawalerskim. Widział się z nim, bo zapomniał mu oddać kluczyki do samochodu, które ten zostawił gdzieś w wynajętej sali. O dziwo tamtego dnia sam też obudził się w nie do końca dobrym stanie, chociaż… wspomnienia z wcześniejszej nocy bardzo poprawiały mu nastrój. I nie myślał tylko i wyłącznie o samej zabawie, ale i o tym, co zrobił z Alexem w domu. Dawno nie widział kochanka tak napalonego. Co prawda ten najpierw umył go dokładnie, pomógł trochę otrzeźwieć, ale potem zrobił mu cudownego loda przez gumkę i pozwolił wziąć się trzy razy. Jason ledwie dał radę, ale na szczęście ostatni raz był odwalony całkowicie przez podskakującego na jego udach Alexa, zaś Jason mógł tylko obserwować i podziwiać, jak jego królowa go pragnie. Jak porusza się na nim, jak dotyka go tymi wypielęgnowanymi palcami…
Uśmiechnął się do siebie, wiedząc, że to nie był idealny moment, żeby o tym myśleć.
Po pozbyciu się papierosa przeszedł wokół namiotu, a potem skierował się do kapliczki, do której wchodzili ostatni goście. Gdy wszedł do środka, zobaczył, że już prawie wszystkie miejsca są pozajmowane. Pokierował się więc na sam przód, żeby usiąść obok swojego faceta, który z kolei siedział obok pozostałej dwójki drużb Mike’a i ich partnerów.
— Jesteś — przywitał go Alex, siedząc sztywno i Jason zauważył, że nie tylko Mike dziś przeżywa więcej emocji niż zazwyczaj. — Byłeś u Michaela? — spytał, nie odwracając się nawet na sekundę do małego tłumu, jaki znajdował się za nimi. To, że po lewej na ławce takiej jak ich siedziały i kobiety i mężczyźni, a u nich sami faceci, trochę go… denerwowało. Jak wszystko, co mówiło wszem i wobec całemu światu, że jest gejem.
— Taa… Stresuje się — wyjaśnił Jason i usiadł obok niego. Przy okazji rozejrzał się dyskretniej i zobaczył, jak Charlie siedzi obrócony do ławki za nimi i rozmawia z rodzicami Mike’a, a z kolei Ryan o dziwo komentuje coś z siedzącym obok Rushem. — A ty jak tam? Żadne chujowe deja vu? — zapytał odnośnie jego niedoszłego ślubu z Jeane.
— Nie brałem ślubu. Miałem już deja vu, kiedy pomagałem w przygotowaniach. Do tego momentu nie dotarłem — wyjaśnił Alex i spojrzał na Jasona zamiast na ołtarz, na który wpatrywał się wcześniej, zastanawiając się, czy żółte i herbaciane kwiaty nie powinien jednak uzupełniać jakiś wyraźniejszy dodatek. Wszystko było bardzo… stonowane. I jak sam to lubił, tak chciał zająć swoje myśli. W końcu jego partner był drużbą, a on siedział w pierwszej ławce na ślubie ich wspólnego przyjaciela.
— To chyba nie jest tak źle. Zaraz powinno się rozpocząć… — Jason rozejrzał się znowu. Nikt już się nie przemieszczał, a każdy tylko czekał na rozpoczęcie.
Kiedy pojawił się mężczyzna mający udzielić ślubu, rozmowy zmniejszyły się do szeptu i zaczęły całkowicie gasnąć. Po chwili Mike wszedł bocznym wejściem, by zająć swoje miejsce przed ołtarzem.
— O cholera… — wydusił słabo Charlie, już siadając prosto. Ile razy marzył o tym, by to samemu być wybrankiem przyjaciela…? Ale teraz strasznie się cieszył, że ten dzisiaj żeni się z śliczną dziewczyną.
Rush siedzący obok także się uśmiechnął i sięgnął do dłoni kochanka, aby ją uścisnąć. Cieszył się, że ma obok swojego pięknego drużbę i że Charlie jest w tej chwili tylko drużbą, a nie wybrankiem Mike’a.
— Mike genialnie wygląda. Ale nie lepiej niż ty — szepnął kochankowi do ucha, wiedząc że i tak wszystkim najbardziej szczęki opadną, kiedy zobaczą Marg.
Charlie uśmiechnął się do niego szczęśliwie i pocałował go w policzek, mając w głębokim poważaniu, że połowa gości w kapliczce gapi się na pierwszą ławkę i… szóstkę facetów w niej. On miał obok siebie swojego księcia, który kochał go całym sercem i to się dla niego liczyło. Po tamtym trójkącie o dziwo jeszcze bardziej przekonał się co tego, że to, co jest pomiędzy nim a Rushem jest niezniszczalne. Już w trakcie seksu widział, że ten patrzy tylko na niego, że tylko jego pragnie. Miał pod sobą takiego niesamowitego faceta jak tamten tancerz, a wolał jego, wolał z nim się obudzić… ba, budzić się każdego kolejnego dnia w swoim życiu. I zapewnił go o tym kilkanaście razy przy śniadaniu po wieczorze kawalerskim.
Naraz standardowo zabrzmiały tony ślubnej melodii, ale Mike i Marg nie zdecydowali się na organy. Uznali, że całość ma być luźna, tak jak te swobodne stroje czy stonowane dodatki i ozdoby. Dlatego organy zastąpiły gitary i konga.
Goście odwrócili głowy w kierunku wejścia do kapliczki w oczekiwaniu na pannę młodą i… ta chwilę później pojawiła się tam, prowadzona przez swojego ojca.
Po małej urokliwej kaplicy, prawie że w rytm muzyki, zaczęły rozchodzić się odgłosy podziwu dla panny młodej. Marg wyglądała ślicznie — rumiana, o lekkiej fryzurze zaczesanej do góry, aby jej szyja i ramiona były dobrze widoczne. Była uśmiechnięta i szczęśliwa, kiedy szła w sukience, którą pomagał jej wybierać Rush i Kate. Koronki były stonowane, lekkie, a skrzydełka na ramiączkach dodawały dziewczynie słodyczy. Jej ojciec też wyglądał na dumnego, kiedy prowadził ją do mężczyzny, który zapomniał w ogóle, że wypadałoby oddychać.
Gdy tylko Margaret Whisper, a już niedługo Spencer, stanęła przy swoim narzeczonym i spojrzała w jego oczy, jej własne lekko się zaszkliły. To był najszczęśliwszy dzień w jej życiu.
Mike odchrząknął i odpowiedział głębokim spojrzeniem, zupełnie zapominając o całej reszcie, a po chwili zabrzmiały pierwsze słowa mężczyzny, który miał udzielić im ślubu, więc wszystkie inne głosy z ławek ucichły.
Ceremonia była przemyślana i naprawdę miło było jej słuchać. Nawet Lenny, który siedział na końcu ławeczki dla drużbów pana młodego, zasłuchał się z lekką melancholią w przebieg ceremonii. Mógł się założyć o wszystkie pieniądze, że jego matka marzyła o takim ślubie dla niego i dla jakiejś czarnej dziewczyny. Aż zerknął w bok na Ryana, który także z dumą patrzył na przyjaciela. Nic nie mógł poradzić na to, że ten był bardzo różny od ideału jego matki, ale to jego w końcu kochał, a nie wyimaginowaną, perfekcyjną młodą panią Tunder.
Każdy widział, że Marg już nie powstrzymała łez szczęścia, gdy w końcu pozwolono Mike’owi ją pocałować. Rozległy się oklaski, które trwały bardzo długo. Wielu gości przy tym wstało, a Mike ściskał w ramionach swoją żonę. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Gdzieś z boku w tym wszystkim był niezauważalny przez nikogo Joe Young, robiący zdjęcia. Podążył też do wyjścia z kapliczki, gdy zrobiła to też para młoda, a za nią wszyscy goście, aby zrobić więcej fotografii i upamiętnić tę chwilę.
— Mike… Mój kochany, wszystkiego najwspanialszego. — Nawet matka Mike’a, która nie poddała się luźnej konwencji ślubu i ubrana była bardzo elegancko, rozkleiła się, gdy wreszcie można było podejść i gratulować parze młodej.
Chłopak, już mąż według niego najwspanialszej na świecie dziewczyny, spojrzał na matkę i uściskał ją mocno. Był dumny z tego, co osiągnął i szczęśliwy z tego, co miał. Kiedy patrzył na swoich zadowolonych rodziców stojących przed nim, w tej chwili będących z nim, do tego mając Marg tuż przy sobie, naprawdę rozumiał, o co chodziło z tym „najpiękniejszym dniem w życiu”. Rodzice dziewczyny stali tuż obok, i w sumie wspólnie ze Spencerami gratulowali jako pierwsi młodej parze. Już zdążyli się poznać.
Chris i Melanie Whisper byli z pozoru przeciętnymi, spokojnymi ludźmi, ale co zaskoczyło Mike’a i jego przyjaciół, wyznawali bardzo liberalne poglądy. Ryana i Lenny’ego wręcz wcięło, kiedy ojciec Marg powiedział im konspiracyjnym szeptem, że wyglądają na „najbardziej spoko parę ze wszystkich obecnych”.
Zdjęcia powstawały, gratulacje się sypały, a Marg już nie wiedziała, gdzie składać otrzymane kwiaty, ale na szczęście jej trzy druhny, w tym podekscytowana tym wszystkim Kate, pomagały jej zbierać podarunki i składać na boku. Jason tak samo jak Ryan i Charlie pilnowali porządku i pomagali dziewczynom. Nikt nie chciał, aby jakaś nad ambitna ciotka wbijała się przed kolejkę z gratulacjami albo aby, jeszcze gorzej, zasłabła. Pozostali z paczki także znaleźli dla siebie zajęcie, bo prowadzili gości weselnych na „salę” na plaży. Tam pod baldachimem została wyłożona drewniana podłoga na piasku. Były stoły, widok na ocean i wiele krzeseł. Był parkiet do tańczenia, kwiaty, lampki i wszystko, co tylko mogło jeszcze dodać scenerii bajkowego klimatu. Niepożądane widoki były zastawione parawanami albo mieściły się w namiotach podobnych do tego, w jakim Mike przygotowywał się do ślubu.
W tych wszystkich przygotowaniach w dużej mierze pomagał Alex, który już przez to przechodził. Mimo że teoretycznie to Jeane wszystko organizowała. On jednak miał wejścia i wiedział, jak to wszystko działa. Rush z kolei wspierał Marg w doborze dekoracji czy jedzenia. Ostatecznie więc wszystko miało swój smak i klasę, a coraz więcej gości schodziło się na salę weselną.
Gdy już przed kapliczką zrobiło się pusto, Mike i Marg także powędrowali na salę. Tam miała odbyć się zabawa, oni mieli zatańczyć swój pierwszy taniec, usłyszeć kilka przemówień i pokroić tort. A to wszystko wśród przyjaciół i rodziny.
— Naprawdę, niektórzy mieli takie miny, jakby Mike i Marg zrobili im wszystkim dziwny żart — zwróciła się do Kate Jessica, jedna z druhen Marg, podążając do jednego ze stolików. Obie ubrane były tak samo w kremowe sukienki do kolan, bez ramiączek, wzbogacone w delikatny, biały paseczek. — Takie nasilenie homo znajomych w czołówce jest chyba niespotykane.
— Dla mnie to już norma, ale reszta może faktycznie dziwnie się czuć. Tym bardziej, że to hetero ślub — odpowiedziała Kate i spojrzała z szerszym uśmiechem na Juana, który już czekał przy stoliku, odsuwając jej krzesełko. Biedny, znowu był otoczony prawie samymi homoseksualnymi osobami, ale teraz dla odmiany kobietami.
— Tylko że chyba naprawdę niektórym się to nie podoba — powiedziała trochę poważniej Jessica i usiadła przy stoliczku zasłanym obrusikiem, z dodatkowymi ozdobami w postaci kwiatków czy świeczek. I oczywiście były też talerzyki i kieliszki. — Nie wiem, kim jest tamta dwójka, ale od czasu, gdy do kapliczki weszli chłopcy w parach, patrzą strasznie krzywo. Szczególnie na partnera Ryana.
Juan, słysząc o Lennym, sam obejrzał się w kierunku, w który konspiracyjnie zerkała Jessica. Musiała mieć na myśli dwójkę czarnoskórych mężczyzn, z którym jeden wyglądał na syna drugiego. Obaj w białych garniturach, a jeden z nich z partnerką, która wyglądała jak fanatyczka botoksu.
Kate nie była dyskretna i także popatrzyła na obgadywanych przez nich gości.
— Czyi to goście? — spytała, bo nie miała pojęcia, po czyjej strony rodziny są. Miała też nadzieję, że nic z tego złego nie wyniknie. W takich sytuacjach to ci goście powinni szybciej się zmyć, aby nie niszczyć wyjątkowego dnia młodej parze. Na razie jednak, dopóki oficjalne elementy wesela się nie skończyły, nikt nie mógł nic zadziałać.
Susan, czyli dziewczyna Jessiki, wyglądająca bardziej delikatnie i kobieco, wychyliła się do nich i szepnęła:
— Pytałam Marg, bo nie wyglądają na krewnych, są przecież czarni. Marg mówiła, że to podobno jakiś prezes czy kierownik w firmie, w której pracuje Mike. I jego syn. Podobno byłoby nietaktownie ich nie zaprosić, bo Mike był na ślubie jego syna i podobno… dużo zależy od tego, żeby utrzymać pozytywne kontakty.
— Ale czemu akurat na Lena się uparli? — burknął Juan.
— Myślicie, że to dlatego… że jest z białym? — szepnęła Kate, już czując się najlepszą przyjaciółką na wieki z pozostałymi druhnami.
— Według mnie tak. Jest czarnym facetem, który ma faceta i do tego białego. Może im to zgrzytać. — Jessika skrzywiła się, a Susan pokiwała głową.
Juan naraz uznał, że musi podejść do Lenny’ego i go uprzedzić, ale w tym momencie nie był w stanie tego zrobić, bo para młoda znalazła się na swoich miejscach przy stole. Ojciec Mike’a więc wstał z kieliszkiem, aby wznieść toast, a przygotowująca instrumenty wynajęta grupa na moment też przestała przy nich pracować.
Pan młody musiał przed sobą przyznać, że dość mocno ścisnął dłoń Marg, bo denerwował się tym, co powie jego ojciec. Ale po chwili okazało się, że nie musiał, bo ten okazał się człowiekiem wielu talentów, dzięki któremu cała sala z początku się śmiała, a już po chwili była wzruszona. Mike był dumny ze swojego ojca chyba tak samo, jak ten był z niego w swojej przemowie. To było bardzo miłe i rzadkie. Mike nie doznawał wielu ciepłych uczuć przy rodzicach, ale kiedy te się pojawiały, tak jak teraz, były na swój sposób… wyjątkowe.
Jason z przekąsem pomyślał, jakby to było w przypadku braci Grey. Czy ich sztywni na co dzień rodzice też zachowaliby się tak fair na ich ślubach. Wątpił. Szczególnie, jeśli ci poślubiliby faktycznie swoje wybrane drugie połówki.
Po przemowie ojca Mike’a również Chris Whisper wziął głos, aby przekazać młodej parze swoje dobre słowa. Rozczulił tym całkowicie swoją córkę, która potrzebowała chwili na boczku, by poprawić makijaż przed pierwszym tańcem. A gdy wreszcie znalazła się na parkiecie ze swoim mężem, Juan wykorzystał to, że każdy ich oglądał i przemknął w skulonej pozycji do stolika Lenny’ego. Usiadł obok niego na podsuniętym krześle.
— Hej, Len — szepnął.
Mulat spojrzał na niego pytająco, już coś popijając, chociaż jeszcze nie alkoholowego. Nim wyszli z Ryanem z domu, żaden z nich nie wpadł na pomysł, aby cokolwiek zjeść, więc chociaż tak zapełniał pusty żołądek.
— Co tam?
— Wiesz, że podobno dwóch gości jest na ciebie ciętych? — mruknął cicho Juan blisko jego ucha, pochylony, z łokciami na kolanach.
Ryan, który siedział obok swojego kochanka, też zerknął na Juana pytająco.
— Wiesz, że nie pierwszy raz, nie ostatni? — odparł Lenny, popatrując na kumpla z dołu. Nie miał zamiaru się stresować. Jego chłopak wyglądał zajebiście w stroju drużby, on w swoich czarnych spodniach i kamizelce na lekkiej, białej koszuli też czuł się całkiem dobrze. Miał tylko wrażenie, że jest przez kamizelkę szczuplejszy niż zwykle, ale nie przeszkadzało mu to szczególnie. Też miał krawat i buty jak kochanek, więc czuł się całkiem dopasowany.
— Wiem, wiem… — Juan rozejrzał się, by zobaczyć, czy czarnoskórzy goście, o których mówi, patrzą na nich, ale tym razem byli zapatrzeni w Marg, która zjawiskowo wyglądała na parkiecie w ramionach Mike’a. — Ale Kate i dziewczyny się martwią, żeby nie wyszło z tego jakieś akcji, wiesz… To Mike’a i Marg święto. Dobrze nie dać się sprowokować i nic nie zepsuć, co nie?
— Co nie? — powtórzył spokojnie Lenny, także bardziej skupiając się na tańcu młodej pary niż na rozmowie. — Spokojnie, Juan, jakoś sobie poradzę. Zresztą, jak coś, martwiłbym się po weselu, a nie na weselu.
— Ale nie mogę się powstrzymać, żeby nie zapytać… którzy to są tacy cięci, bo chyba dobrze nam zrobi, gdybyśmy wiedzieli, na kogo uważać. — Ryan przekręcił się trochę na krześle, by zwrócić się do Latynosa.
— Tamci, ci czarni. — Juan pokazał mu gości po drugiej stronie parkietu, a Ryan mimowolnie zlustrował młodszego z mężczyzn wzrokiem.
— Oh, to coś czuję, że tamci czarni nie lubią białych tak, jak ja lubię czarnych. — Ryan uśmiechnął się uprzejmie, czując, że sam może być powodem tej sytuacji.
Lenny spojrzał bez uśmiechu na kochanka.
— Nawet nie zaczynaj z tymi tekstami — mruknął, ale sam też spojrzał na gości. Pewnie jego matka by wolała, aby Ryan wyglądał jak tamta dziewczyna. On zdecydowanie nie.
Ryan z kolei, jakkolwiek nie był out, tak miał ochotę w tym momencie pocałować kochanka w policzek. Albo chociaż objąć go za szyję i pomiziać za uchem. Powstrzymał się jednak cudem.
— Służę — odpowiedział i wpatrzył się w tańczącą parę.
Juan patrzył w tym czasie na nich krzywo, mając nadzieję, że nie zrozumiał tego odpowiednio. Znowu tylko zerknął na tych, których wypatrzyły dziewczyny.
— No, ale… tego… to uważajcie, nie?
— Tak, możesz wrócić do Katy, bo ci ją ukradną. — Lenny nie powstrzymał się przed małym żartem. Chyba miał zbyt dobry humor, nawet mimo przybijających myśli o matce.
Juan zerknął w stronę swojej dziewczyny, zgodził się z Lennym i wrócił do niej. I gdy tylko Ryan i Lenny znów zostali sami, ten pierwszy stuknął kochanka pod stolikiem kolanem, by zwrócić na siebie jego uwagę.
— Wszystko w porządku, Lenny? Bo wydajesz się zamyślony, a nie wierzę, że to przez zapatrzenie się na śliczny, imponujący biust Marg.
Lenny odetchnął ledwo zauważalnie. Czasami w wyrażaniu emocji był jak Alex. Trzeba było włożyć więcej chęci w wyciskanie z niego czegoś konstruktywnego.
— W sumie… to się na niego patrzę — przyznał Mulat, za nic nie znajdując w tym takiej przyjemności jak chociażby Mike albo Juan.
— Uuu, naprawdę. I jak ci się podoba?
— W ogóle.
— I to cię tak martwi? — Ryan pochylił się do niego i dodał z wymuszonym uśmiechem: — Wydawało mi się, że już pogodziłeś się z tym, że preferujesz moje pośladki ponad kobiece cycki.
— Ja tak… — Lenny odetchnął i w końcu spojrzał mu prosto w ciemne oczy z bardzo bliska. — Ale nie moja matka. Zawsze marzyło jej się takie wesele i ślub.
Ryan chwilę dłużej utrzymał jego spojrzenie, nie odpowiadając od razu. Spoważniał przez słowa Lenny’ego i zerknął krótko na Marg i Mike’a. Niektórzy goście zagwizdali, gdy pan młody przekręcił swoją żonę, pochylił ją i pocałował namiętnie.
— Nie wiem, czy cię to pocieszy, Lenny, ale gdybym ja brał do siebie to, co marzyło się moim rodzicom, to powinienem właśnie spoczywać na dnie oceanu z klockami betonowymi przywiązanymi do stóp. Ale tak, wiem, twoja matka to co innego niż mój ojciec. I uwierz, że pomógłbym ci spełnić jej marzenie, ale nie dość, że Floryda nie uznaje małżeństw jednopłciowych… to do tego chyba twoja mama nie chciałaby mnie widzieć u twojego boku.
Lenny uśmiechnął się krzywo.
— Dogadałaby się z tymi, o których wspomniał Juan— mruknął z goryczą i żalem, że już jest tak blisko szczęścia, a jednak nie udaje mu się go osiągnąć w pełni. — Ryan?
— Słucham?
— Jak się już wystarczająco upijemy, to zatańczysz ze mną?
Ryan uśmiechnął się do niego i pod stolikiem ścisnął delikatnie jego dłoń.
— Mmm… tak, bardzo chętnie z tobą zatańczę — odpowiedział bardzo krótko jak na siebie, ale tym razem nie miał ochoty na długie przemowy. Miał ochotę pocałować swojego faceta. Ale powstrzymał się. Dopóki wystarczająco się nie upiją.
Najwyraźniej Lenny jednak tylko z tańcem chciał się do tego momentu wstrzymać, bo naraz Ryan poczuł na wargach krótki pocałunek.
— Dobrze. Trochę im ukradniemy wesela.
Na ustach jego chłopaka od razu pojawił się szeroki uśmiech, a dłoń ścisnęła go mocniej.
— To brzmi bardzo, bardzo dobrze…
Naraz rozległy się głośniejsze oklaski, kiedy młoda para skończyła taniec. Od razu niektórzy to wykorzystali i wkroczyli na parkiet, a muzyka stała się żywsza. Mike za to pociągnął ze śmiechem swoją żonę na bok i pozwolił jej usiąść i zwilżyć zaschnięte gardło czymś chłodnym. Potem sam podążył do stolika ze swoimi rodzicami, aby już osobiście podziękować ojcu za przemowę.
— Hej… hej, tato. — Usiadł obok niego i uśmiechnął się szeroko. — Dzięki za to, co powiedziałeś. Nawet… no, nawet nie wiesz, jak to doceniam. Przebiło to, co powiedziałeś, gdy skończyłem studia.
Simon Spencer uśmiechnął się, chociaż tylko połowa szerokości uśmiechu była szczera, a druga trochę naciągnięta, aby było milej. Madeline zrobiła identycznie.
— W końcu raz w życiu syn się żeni. Mamy przynajmniej z matką taką nadzieję. Do tego pięknie wszystko zaaranżowaliście.
— Co nie? Alex i Rush bardzo pomogli — odpowiedział z uśmiechem Mike, zerkając przy okazji, jak radzi sobie dwójka, o której mówił, bo był pewien, że słyszał, jak niektóre z zaproszonych koleżanek Marg spiskują, jak wyciągnąć młodych Greyów na parkiet i która będzie pierwsza.
— Wydają się bardzo porządni. Potencjalnie dobre partie. — Starszy Spencer także zerknął na gości syna.
— Potencjalnie — dodała Madeline, uśmiechając się kącikami ust. — Bardzo dużo zaprosiliście takich par. Nie spodziewaliśmy się, Mike, chociaż nam mówiłeś. Rodzice Marg wydają się nawet z tego zadowoleni.
— Tak, są bardzo w porządku. No i trochę nie miałem wpływu na to, że tyle ich jest. Trzymałem się zawsze z Ryanem i Charliem, więc… no, sami to jakoś na mnie ściągnęli — powiedział Mike ze śmiechem. — Ale przynajmniej z pracy i studiów mam więcej hetero. Wciąż więc jest przewaga różnopłciowych par.
— Tak. I dobrze by było, Mike, jakbyście niedługo po torcie jeszcze pochodzili po nich. Nie wszyscy byli uprzedzeni jak my — zasugerował ojciec chłopaka, jak zwykle dobrze wyczuwając nastroje społeczne. Te dalsze znacznie lepiej niż najbliższe.
Mike westchnął i rozejrzał się. Zauważył, że jego przeklęty prezes, Thompson, i jego przygłupi syn rzucają między sobą komentarze i żarty na temat jego kumpli.
— Mhm. Zaraz poudzielam się trochę towarzysko — zapewnił.
— Mój syn — przytaknął mężczyzna prawie że wojskowo.
Jego żona także się uśmiechnęła i postanowiła, że pójdzie przypilnować spraw związanych z tortem i pierwszym poczęstunkiem.
Tort był kilkupiętrowy i wielki, więc nie było obaw, że nie wystarczy dla każdego z gości. Wynajęci kelnerzy i kelnerki rozdawali kawałki i znów było dużo radości. Znowu posypały się gratulacje, a Marg usiadła z kilkoma bliższymi znajomymi, by trochę z nimi poplotkować. Jak mówiła, sporo osób przyjechało spoza Miami, by być na jej ślubie.
Mike w tym czasie dołączył do grupy, z którą kiedyś studiował, a część gości wciąż wykorzystywała parkiet i dobrą muzykę. W tym Juan z Kate, czy Rush z Charliem. Jason za to usiadł przy stoliku Lenny’ego i Ryana i zapalił, czym wywabił tego drugiego do swojego kochanka. Ryan chyba uznał, że woli porozmawiać z Alexem niż nawdychać się tytoniu. Jason odprowadził go rozbawionym spojrzeniem i skinął na Lenny’ego.
— Mógłby się kiedyś przyzwyczaić.
— Niektóre rzeczy się nie zmieniają — odparł Lenny niemalże głosem pradawnego mędrca, który ogłasza swoją wielką, życiową prawdę. — Ale z drugiej strony wiesz, że nie lubi, więc czemu przy nim palisz?
Jason obejrzał się na niego, a potem na swojego peta i ponownie przytknął go do warg.
— Nie wiem. To odruch — przyznał, bo czasem nie myślał o tym, że może to komuś wadzić. Łapał po czasie.
— Który odstraszył mi faceta. No, ale trudno. — Lenny mentalnie machnął na to ręką, Miał jeszcze czas się nim nacieszyć. — Jak królowa? — spytał, sięgając po ustawione na środkach stoliczków przez kelnerów piętrowe półmiski ze słodkimi wypiekami.
— Okej. Ciężko mu się znosi to, że każdy tu wie, że jesteśmy parą, ale chyba przeżyje — odpowiedział Jason, kątem oka patrząc, jak Joe przemyka do Mike’a, pochyla się do jego ucha i mówi coś. Dopiero teraz Jason przypomniał sobie, że pewnie prosi, by Mike i Marg poszli z nim na plażę zrobić kilka zdjęć ślubnych do albumu, na których będą tylko we dwójkę. — A wy? Jak wam z tym? — dopytał, bo wiedział, że ani Lenny, ani Ryan nie są otwarci.
— Z jednej strony rodzice Marg, z drugiej Juan, który przychodzi z informacją, że już mamy wrogów na sali. To chyba podobnie jak w kiepskiej dzielnicy. Jedni ci sprzyjają, inni wręcz przeciwnie. — Lenny zajadał się słodyczami, obserwując w naturalny dla siebie sposób otoczenie. Zawsze, kiedy był w miejscu, gdzie znajdowało się więcej ludzi, którzy dodatkowo wchodzili między sobą w interakcje, starał się doszukać pojawiającej się hierarchii. Ona zawsze była, na dzielnicy, w wiezieniu, w pracy czy nawet na weselu. Kto jest ważniejszą ciocią, kto ma ładniejszą sukienkę i jest ładniejszą singielką, kto będzie mistrzem zabawy. I był dobry w odszukiwaniu tych osób.
Jason z kolei miał to wszystko w głębokim poważaniu. Był tu dla swojego kumpla, który się żenił i czy ktoś miał coś do niego, czy nie, było mu to obojętne.
— Czyli chleb powszedni. — Zaciągnął się znowu i wypuścił dym z płuc. Gdy kelner podszedł do nich, by dolać im szampana, sięgnął po kieliszek Ryana i napił się chętnie. — Cholera… Taki kąsek przeszedł mi między palcami — dodał z chrapliwym śmiechem, patrząc za tyłkiem Mike’a, gdy ten szedł razem z Joe po swoją żonę.
— Mhm, jest całkiem ciekawy, tym bardziej jak się poprawił… ale znasz moje zdanie — odparł Lenny, a jego wzrok na momentu uciekł do Alexa i Ryana. Ten pierwszy z cierpliwością słuchał, a że nie był z tych, którzy niegrzecznie przerywają, zapowiadało się na dłuższy monolog.
— Taa… — Tylko tyle zdążył mruknąć Jason, nim do ich stolika nagle ktoś się dosiadł.
Obaj zerknęli na starszego mężczyznę z dużymi, niebieskimi oczami, pełnymi policzkami i odrobinę skręcającymi się włosami zaczesanymi w tył. Chris Whisper wyciągnął do nich kieliszek szampana, z którym przybył i uśmiechnął się do nich sympatycznie.
— Przeszkadzam wam, czy mogę liczyć na maleńki toast? — zagadał uprzejmie. Wyglądał na bardzo szczęśliwego.
Lenny najpierw spojrzał na ojca Marg z lekkim zaskoczeniem. To szybko jednak się ulotniło. Znacznie szybciej niż wtedy, kiedy mężczyzna pochwalił ich przy pierwszym kontakcie.
— Oczywiście. Z miłą chęcią. Widzę, że humor nadal dopisuje. — Lenny wysilił się na pro ludzki ton i zachowanie. Jason o mało się z tego powodu nie zaśmiał.
— Gdzie zgubił pan małżonkę? — spytał jeszcze.
— Poszła do rodziców Mike’a, obgadać, jak wypadł sam ślub. Powinienem zaraz do nich dołączyć, ale, na Boga, sztywniejszy niż oni jest chyba tylko członek nastolatka — odpowiedział ojciec Marg z wesołym, niewinnym śmiechem i stuknął swoim kieliszkiem w ich. — Wybaczcie, że wybrałem was za pretekst.
Lenny zaśmiał się pod nosem i krótko zerknął na Jasona. Ten zauważył to i przewrócił oczami. Cóż, obaj znali jeszcze jednego sztywniaka. Jason trochę dogłębniej.
— Niezłe słownictwo. I nie ma problemu, ja od swojego sztywnego faceta nie uciekłem, ale rozumiem ból.
— Em… Jak jest sztywny, to chyba powinieneś bardziej do niego lgnąć. — Chris zrozumiał go pokrętnie, pewnie biorąc tym razem słowo „sztywny” bardziej dosłownie. Rozmowa więc stawała się jeszcze bardziej zabawna.
Lenny aż się zaśmiał i wyjaśnił szybko:
— To ten poważny blondyn. Nikt nie wierzy, że są razem — dodał swoją obserwację, która w sumie nie dziwiła Jasona.
Ten więc tylko wywrócił oczami, a ojciec Marg wychylił się i zerknął na Alexa rozmawiającego z Ryanem.
— Tak, tak… widziałem was razem w ławce. Bardzo przystojny mężczyzna… Prawie jak ja za młodu… — dodał z rozmarzeniem, choć nie było najmniejszych szans, żeby tak wyglądał dwadzieścia pięć czy więcej lat temu. Nie był do Alexa w ogóle podobny. Potem jednak uśmiechnął się znowu do gości. — Ale co by nie mówić, zawsze mi się wydawało, że geje są bardziej otwarci i weseli. Swoją drogą pracuję w branży turystycznej w „waszym” dziale, więc przy okazji się zareklamuję i może znajdę jakąś zniżkę, gdybyście planowali jakiś tęczowy wyjazd.
— Marg jakoś nigdy nie wspominała — zauważył rezolutnie Jason, a Lenny skorzystał z tego, że to nie on musiał mówić. Przy Ryanie stawał się w tej kwestii jeszcze bardziej leniwy niż normalnie.
— Jest nieśmiała i skromna. Poza tym pomieszkujemy w Georgii, więc w Miami bywamy bardzo rzadko… Tak samo zresztą nam nie mówiła, że ma tylu znajomych ze społeczności LGBT, więc ja się już niczemu nie dziwię. — Chris zaśmiał się i upił łyczek szampana. I nieszczęśliwie zerknął w stronę stołu rodziców Mike’a i dostrzegł popędzające spojrzenie żony. Jęknął. — Boże, muszę tam iść… Miło było zamienić z wami kilka słów.
— Nam także — odparł krótko Lenny i sam też się napił, nim ścisnął dłoń ojca panny młodej.
Jason także podał mu rękę, ale zapowiedział dodatkowo, że jeszcze na pewno będzie moment, aby porozmawiać.
Kiedy mężczyzna odszedł, Lenny rzucił w przestrzeń:
— Turystyka w „naszym” dziale? Czuję się tak bardzo poza tym, że aż mnie przeraża, że ten facet pewnie mógłby mi coś więcej powiedzieć o homo niż ja jemu.
Jason zarechotał chrapliwie i zgasił swojego papierosa w popielniczce. Mike pomyślał o wszystkim.
— Najzabawniejsze, że pewnie masz rację. Kurwa… Ale jakaś zniżka by się przydała — dodał z udawanym zamyśleniem, choć sytuacja wybitnie go bawiła.
— Zniżka? — Lenny spojrzał na niego, jakby zaproponował grę w futbol zamiast w kosza. — Planujesz?
— Nnn… nie, póki co nie. Byłem z Alexem nie tak dawno nad Tahoe. Wy z Ryanem byście mogli gdzieś się wybrać.
Lenny zamyślił się i zerknął w stronę kochanka.
— Może — odparł, nie rozwijając się.
Tymczasem Mike i Marg pozowali do kolejnych zdjęć na plaży. W różnej scenerii, to na tle oceany, to kapliczki. Joe podał też Marg jedne z kwiatów, które dostała. Zrobił naprawdę sporo zdjęć, a potem podszedł do nich i uścisnął im dłonie.
— Wyjdą piękne. Wyślę je wam na maila i dodatkowo cały folder pocztą. I gratuluję ślubu — dodał na koniec uprzejmie.
— To my dziękujemy, że chciałeś robić nam zdjęcia. Widzieliśmy twoje prace, są genialne. — Mike także uścisnął mu dłoń, a Marg uśmiechnęła się, kiwając głową, bo w pełni się teraz zgadzała ze swoim mężem.
— Dzięki. Jesteśmy w kontakcie. Ja już skończyłem, więc życzę udanej zabawy. — Zrobił pauzę na moment i dodał: — Pożegnajcie ode mnie Jasona.
— A nie chcesz zostać? Oczywiście jeśli nie masz innych planów. Miejsca jest przecież dość — zaoferowała się od razu Marg, bo jakoś nie czuła, jakby Joe był tu tylko po to, aby odwalić pracę, a jakby wyświadczał im jakąś przysługę.
— Jestem tylko znajomym Jasona.
— Ale robisz więcej niż typowy fotograf — dodał dobitnie Mike. — Znacznie więcej zdjęć, niż zwykle za taką cenę oferują inne profesjonalne studia. Zostań chociaż na chwilę.
Joe popatrzył po nich jeszcze sondująco, a potem w stronę zadaszonej sali. W końcu pokiwał głową i podziękował.
— Dobrze, na chwilę. Dzięki.
— Przedstawię cię kilku osobom, nie będzie może tak źle — dodała Marg, już uśmiechając się, szczęśliwa, że będą mieli jeszcze jednego gościa. Chciała, aby było miło.
Mike i Joe wrócili więc na salę razem, a Marg jeszcze przeprosiła na moment, chcąc wreszcie pójść do osobnego namiotu i przebrać się w przygotowaną sukienkę, w której będzie jej się wygodniej tańczyło niż w sukni ślubnej. Poprosiła tylko Mike’a, żeby przysłał do niej Kate z pomocą. Ta, gdy tylko usłyszała prośbę Mike’a, zostawiła Juana samotnego razem z dwiema lesbijkami i pomaszerowała szybko do panny młodej.
— Już jestem! — zawołała, podchodząc do Marg, aby pomóc zdjąć jej suknię.
Panna młoda uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością i odwróciła się, by Kate rozpięła jej ukryty zameczek.
— Jak tam zabawa? Myślisz, że czegoś brakuje? Ktoś narzekał na muzykę? — zapytała od razu.
— Nikt na nic nie narzeka, za bardzo się denerwujesz. Wszyscy dobrze się bawią — uspokoiła ją Kate, wiedząc, że kiedy zacznie ciemnieć, wszyscy ochłoną od słońca, trochę zjedzą i wypiją, więc jeszcze bardziej się zrelaksują. Do tego zapowiadały się zabawy. Musiało być fajnie.
— To dobrze… — Marg odetchnęła z ulgą i obejrzała się na Kate z iskierkami radości w oczach. — Katy! Jestem już panią Spencer. Ale czad…
Druga dziewczyna także szeroko się uśmiechnęła. Może za jakiś czas ją też spotka takie szczęście.
— Noo, super! — Zaśmiała się i cmoknęła pannę młodą w policzek. — I wszyscy są i jest pięknie. Ale ci zazdroszczę.
— Ty też kiedyś będziesz na moim miejscu i to ja będę twoją druhną! — odpowiedziała Marg radośnie, po czym delikatnie się spłoniła i dodała: — Znaczy… jeśli będziesz mnie chciała…
— Głupia. — Kate klepnęła ją w ramię. — Oczywiście, że będę chciała! Lenny’ego też zrobię swoją druhną. — Zachichotała z diabelskim błyskiem w oczach.
Marg nie potrafiła się nie roześmiać. Zdjęła suknię z pomocą Kate i zaczęła zakładać przygotowaną sukienkę. Buty też musiała zmienić.
— Matko, mam tylko nadzieję, że moi rodzice nie robią mi wstydu. Tata potrafi być bezpośredni i ma te swoje świńskie żarciki…
— W ogóle, myślałam, że masz sztywniejszych rodziców. Ja z twoim tatą chcę zatańczyć! — Kate podekscytowała się tematem, bo naprawdę była w szoku. Jakoś nigdy nie interesowała się rodzicami Marg. Byli jacyś obcy i jak ona mówiła o nich kilka nielicznych razy, wydawali się przeciętni. A byli tacy młodzieżowi.
— Jak się nie boisz jego analizy, czy masz budowę klepsydry, jabłka, czy Sashy Grey, to masz moje błogosławieństwo — odpowiedziała Marg z rozbawieniem, ale też trochę na serio, bo wiedziała, że jej ojciec był gotów do takich tekstów. — Kurcze, ale teraz mi głupio, bo on pracuje dla biura podróży LGBT, a ja nigdy chłopakom nie mówiłam i teraz może głupio wyjść, że nie chciałam im ułatwić jakichś wakacji czy coś… — jęknęła, wciskając się w sukienkę.
— Tylko że oni nigdzie się nie wybierają. Chyba że gołąbki. Ale widzisz Alexa czy Ryana z Lennym na czymś gejowskim i tęczowym? — spytała Kate, łapiąc tył jej sukienki i ściskając go. Przy tym zapinała zamek pasującej jak ulał sukienki. Była krótka, lekka i miała koronkowe, pasujące do ślubnej kreacji rękawki.
— Sama nie wiem… Chyba nie, ale jednak mi głupio. Ale, Katy! — dodała żywiej Marg i znów obejrzała się na przyjaciółkę. — Będę strasznie tęsknić przez ten miesiąc! Nie wierzę w ogóle, że Mike naprawdę na cały miesiąc naszej podróży wziął wolne — dodała z podekscytowaniem.
— Ja też nie wierzę. To niemal jak Alex na tygodniowym wyjeździe. — Kate zaśmiała się i chwyciła ją za dłoń. — Ale dorwij tam jakiś Internet czy coś i wyślij informacje, jak tam u was. Jestem ogromnie ciekawa. I zazdroszczę. Oh, za dużo ci dziś zazdroszczę.
Marg uśmiechnęła się do niej całą twarzą i pocałowała ją w policzek, a potem mocno przytuliła.
— Mówię ci, że ciebie też to czeka. Na pewno — zapewniła i pogłaskała ją po plecach. — Chodź! Chcę się dalej bawić! — Zaśmiała się.
Kate pokiwała głową na znak zgody. Była szczęśliwa i także miała ochotę wybawić się na tym weselu.
— Chodź, trzeba trochę poznać twoich przyjaciółek z chłopakami. Niech pokażą, że są mężczyznami i zajmą się damami.
Marg podchwyciła to z uśmiechem, coś czując, że w takim przedsięwzięciu najlepiej spełni się Rush. Podążyła więc szybko za Kate, w nowych, niższych i wygodniejszych butach i ślicznej, delikatnej sukience. Już z dala słyszały głośniejszą muzykę, a gdy weszły na salę, zobaczyły, że zabawa naprawdę się rozkręca. Na parkiecie było znacznie więcej par, a kelnerzy kursowali z dolewaniem alkoholu żywiej niż chwilę wcześniej.

26 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 212 – Najpiękniejszy dzień w życiu

  1. Katka pisze:

    Basia, no ładnie, to właściwie wróciłaś na sam koniec FDTS, hehe :) Ale zawsze, gdy czytam Twoje komentarze, to mam myśl, że za często wydajemy rozdziały, bo masz tak dużo do nadrabiania XD W każdym razie mam nadzieję, że pomkniesz dalej dzięki wolnemu :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    wróciłam na te kilka dni… spróbuję coś nadrobić z komentarzami tutaj ;]
    tyle tutaj się wydarzyło, że nie wiem od czego zacząć…, ślub pięknie, cudownie wyszedł, a rodzice Marg są wspaniałymi ludźmi, Lenny drużbą Kate, już to widzę oczami wyobraźni, on przecież nie potrafi odmówić kobietom…
    Multum weny Wam życzę…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Aenerys, nooo, Katy powinna być wyniesiona na piedestał! Wszystko dzięki niej :D Chociaż, jeśli wierzyć w przeznaczenie, to i Jason jakimś cudem by trafił na Alexa i Charlie na Rusha, hehe.

  4. Aeneryss pisze:

    Co prawda już ten rozdział komentowałam, ale jest po trzeciej w nocy, nie wiem czy jestem wystarczajaco przytomna, żeby czytać nowy rozdział No Exit, a mam silną potrzebę podzielenia się myślą, że na prawdę bawi mnie fakt, że gdyby Mike nie spotkał kiedyś Katy to jedyna para, któa byłaby teraz razem to Ryan i Lenny, czyli moi absolutni ulubieńcy. Więc za ten ślub wszyscy powinni dziękowac naszej kochanej Katy c:

  5. Katka pisze:

    Marta, ooooj, dawno Cię nie „widzieliśmy” :D Fajnie więc, znów ujrzeć Twój nick. I to z jakim zdjęciowym kąskiem przybywasz! Też się jaram! :D Podobieństwo uderzające, hehe, mega hot :D Dzięki :D

  6. Katka pisze:

    Saki, hehe, Ryan ze swoim przemówieniem nie miał się jak wbić, zresztą to był trochę moment dla rodziców, ale na pewno w gronie samej paczki z Fire Dragon Mike’owi tego nie odpuścił XD I dzięki za zrozumienie odnośnie seksu. Wiem, że to trochę jak zabranie deseru po pysznym daniu głównym, ale jednak nie dość, że fabularnie to słabo, to poza tym… no zwyczajnie nie chce się pisać samego seksu XD Ale na pewno jeszcze będzie okazja poczytać o napalonym Alexie! O tym mogę zapewnić, więc luzik, nadrobimy to kiedyś XD
    Jakby się Roger Carter na weselu pojawił, to by była apokalipsa. Może istnieje nadzieja, że Mike by go nie wpuścił, ale też nie wiadomo, co by się stało i czy Roger nie wszedłby na chama. Ale spoko, on jest od narkotyków, więc nie ma szans, by się ot tak zjawił ;)
    Pozdrawiamy również bardzo cieplutko i tak, spokojnie, w następnym rozdziale będzie kontynuacja :)

  7. saki2709 pisze:

    Jeeej~~~ Nareszcie ślub. Nie mogłam się doczekać. Rozdział super, uroczystość piękna, ale ja się pytam, gdzie przemówienie Ryana. Mam nadzieję, że będzie w następnym rozdziale, a nie zostanie pominięte jak napalony Alex i tak rzadki w jego przypadku lodzik. Nie mam żalu, doskonale to rozumiem. Przecież co za dużo to niezdrowo i pewnie sama bym nie zrobiła trzech scen seksu jedna za drugą. Nawet jeśli dwie przeplatały się ze sobą. Mimo wszystko trochę szkoda. Ale dobrze wiedzieć, że Jason stanął na wysokości zadania i nie zawiódł swojej królowej. I mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja poczytać o napalonym Alexie. W końcu ślub się bierze tylko raz (nie zawsze, ale to ćśśś. Na pewno rzadziej niż uprawia seks i jeśli już zdarzy się ten drugi raz, to najczęściej z inną osobą, czego oczywiście nie życzę nowożeńcom. Szczęścia na nowej drodze życia i gromadki dzieci dla Marg i Mike’a).
    A tak poza tym, ojciec Marg rozwalił system. Kocham tego gościa XD
    Biedny Mike, tak się denerwował, że ledwo ogarniał sytuację. Dobrze, że miał przy sobie Jasona.
    Tak w ogóle, straszne nasilenie homo xD. Zdziwiłabym się, gdyby na tak dużej imprezie nikomu to nie przeszkadzało. Nie każdy jest tak tolerancyjny jak Chris Whisper.
    Ryan i Lenny taaacy słodcy. Kocham tego buziaka i czekam na ten taniec. No i mam nadzieję, że nie będą mieli żadnych nieprzyjemności przez tych ciemnoskórych kolesi. A jeśli już nie obędzie się bez tego, to żeby nie było za dużej dramy, bo zepsują najpiękniejszy dzień w życiu Mike’a i Marg. No i mogą poważnie zaszkodzić Rynnie. Bo przecież jak ich poniesie, to ktoś może zadzwonić po policję i dopiero będzie. Jeszcze gorzej, jakby przyjechał ojciec Ryana. Brrrrr. Nie myśl o tym, wszystko będzie cacy. Nikt nie będzie dzwonił po gliny. Wiem, niczego nie mogę być pewna, ale nawet nie chcę brać pod uwagę tak czarnego scenariusza jak ten, który przed chwilą opisałam. To ma być cudowna impreza, Rynna ma zatańczyć pinkny taniec, że laski na weselu będzie zazdrość zżerać itd itp. W sumie zobaczyłabym jak dancują Alex i Jay. Ciekawe czy się odważą…
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału i – mam nadzieję – kontynuacji wesela.
    Pozdrawiam i życzę weny

  8. Katka pisze:

    Porebula, no nie byłoby fajnie, jakby zaczaili się na nich z jakimś gangiem, ale miejmy nadzieje, że do tego nie dojdzie, mimo że wierzę w umiejętności samoobrony chłopaków. Ale nawet jakby sobie poradzili, to mogłyby powstać niefajne konsekwencje prawne, a wiemy, że w przypadku Rynny są niepożądane… „Internet” ogólnie się pisze z dużej litery, z tego co wiem. Choć mogę się mylić ;)

    Socialtris, tak, wiemy, że brak Jasona i Alexa po wieczorze kawalerskim może boleć, ale jednak uznałyśmy, że złe dla fabuły byłoby opisywanie 3 seksów pod rząd XD to już takie mocno porno, bo bez fabuły XD A przyjaciel Julesa nazywa się Eric :)

    Kasia, z tego co widzę, ogólnie według Was Ryan i Lenny zawojowali ze słodkością :D Może faktycznie na tyle się rozluźnili, że zmienili podejście i jacyś bardziej czuli wyszli. A co do Alexa, to spoko, nie dziwię się, bo piszę Jasona i czasem aż czuję jego wewnętrzne „arghhhhhh!”, gdy Alexem nic nie rusza XD Och, ale może kiedyś faktycznie nasza królowa wybuchnie :) Dzięki za komenta!

  9. Kasia pisze:

    Długaśny rozdział super:) Rodzice Marg naprawde świetni – uśmiałam sie ze stwierdzenia Lennego ze Chris pewnie wiecej wie o homo niz on :p Wogole to Rayan i Lenny byli tacy slodziutcy, nie moge sie doczekac czy naprawde zatancza na tym weselu. Cos mi sie zdaje albo przynajmniej mam taka nadzieje ze Lenny dojrzewa do mysli aby uświadomić swoja mamę jak to z nim jest. Fajnie ze Joe zostanie troche na weselu – moze uda sie w koncu wywolac troche zazdrosci w Alexie :) Moze to niezbyt mile z mojej strony ale chcialabym nim trochę potrzasnac – oczywiście nic bardzo dramatycznego ale zeby go ruszyło-Jasonowi by się przydalo takie potwierdzenie uczuc :) Pieknie dziękuję za rozdział:)

  10. socialtris pisze:

    No tak, rozdział bardzo przyjemny i lekki, ale…
    Czuję straszny zawód jako fanka Alex x Jason. Jakby mi ktoś cukierka zabrał. :c I to takiego dużego i długo wyczekiwanego cukierka. Przez to cały rozdział przeleciałam tylko wzrokiem.

    Na pozytyw dam tylko fakt, że poprzednio cholernie uroczy byli Francis i Sebastian.
    Moja prywatna ulubiona trojka par to:
    Alex x Jason
    Jules x jeszczeniepamietamimienia-przyjaciel.
    Francis x Sebastian.

  11. porebula pisze:

    Jezu stresowałam sie ślubem chyba tak jak Mike… Najbardziej stresujące chwile w moim życiu, a oni nawet nie istnieją xD Lenny taki słodki *o* i jak go niby nie kochać? A ci tamci czarni to niech se idą w kupe…. Zastąpić spierdalaj na idą sobie w kupe… Ofraniczanie przekleństw… Jeszcze sie zaczają na nich z jakimś gangiem w ciemnym zaułku xD Lenny napadnięty przez dresy… to jest chore ;) Ojciec Marg jest taki… Ten człowiek jest genialny XD Więcej go chce ^^ Po dłuższym zastanowieniu przypomina mi moją mame troche xD
    ” Nikt nie chciał, aby jakaś nad ambitna ciotka wbijała się przed kolejkę z gratulacjami” Skojażenia z babcią Kate… I moimi sąsiadkami xD wgl to Lenny i Ryan tacy zajebiści *.* Takie to słodkie było! UMARŁAM! Ty a może tamci znają matke Lennego czy coś… i jakoś do niej dotrze i sie dowie… Albo tego jej sąsiada! Buahaha mówiłam że lesby bedą! Jessica i Susan? Tak ona sie nazywała? Nieważne… Kiedy będzie jeb? Chece już jeb. I niech Alex zdychnie przy tym, albo po tym, albo przed tym… Niech zdycha… Internet z dużej litery by okazać szacunek?xD Czy to ja o czymś nke wiem… I gdzie przemówienie Ryana? I moje postanowienie by je wszystkim wygłaszać ignorując ich błagania poszło se w kupe… To ić se w kupe jest genialne… tyle znaczeń :o w kupe dużo…

  12. Katka pisze:

    Mati, och Chris Whisper gość numer jeden. Chyba zawsze na jakiejś imprezie znajdzie się ktoś, kto rozwala system XD Oooch i biedny Joe taki niedoceniony… XD Ale kto wie, może macie podstawy do podejrzewania go o niecne czyny…

  13. Mati pisze:

    Wreszcie ślub:-) Było jak w bajce:-) No i tata Marg:-D Dla mnie, zdobył ten rozdział:-D
    A ten Joe…nie podoba mi się…znowu

  14. Katka pisze:

    Linerivaillen, to można powiedzieć, że JEŚLI już miałoby się mieć ślub, to mógłby być właśnie taki XD Kluczowe jest to „jeśli”, no ale nie wnikajmy w szczegóły XD

    Sachan, hehe, kłopoty na pewno jeszcze jakieś chłopaków spotkają… Nieodłączny element życia, nawet słodziaśne gołąbki je miewają.

    Kaczuch_A, tatuś Marg rozgniata system na tym weselu XD Ale zgadzam się co do facetów tak ubranych i w takiej dużej ilości. *mac mac mac* A Ryan takiego potulnego i słodkiego Lenniaczka na pewno będzie długo wspominał :D

    Liv, „Chris jest fajny. Prezes i jego przygłupi syn wcale.” – czyli standard, jak jest dużo ludzi w jednym miejscu, to zawsze się znajdzie mocne ogniwo i słabe ogniwo XD I spoko, nie brzmisz niemiło, to jest Twój odbiór, więc doceniamy szczerość :) i spoko, dramy obiecałyśmy, więc będę :) Raz na wozie, raz pod wozem, jak to się mówi (normalnie cytat na niedzielę…). A co do druhny to nie wiem, nie słyszałam o tym, ale nie mówię, że to nieprawda. Może coś w tym jest. Trzeba się zgłębić, chociaż ze zwyczajami to różnie bywa, w jednym kraju inaczej, w innym inaczej. „ Ale cholera, Jason chyba jednak kocha Alexa…” – kocha, kocha XD

    O., bo łazienki to miejsce Rynny, muszą rozdziewiczyć i zaznaczyć wszystkie w Miami, żeby nikt tam seksu poza nimi nie uprawiał XD To takie głębokie… Powinni zapisać to do swoich „bucket lists”. Tęczowy wypad Rynny byłby czymś niezwykłym, jeśli zrobiliby to prędzej niż inni – bo chyba ogólnie reszta nie za bardzo spodziewa się po nich jakichkolwiek przejawów identyfikowania się ze społecznością queer XD „Ej jeśli Chris no 2 jest lepszy od różowego Chrisa to czy Charlie no2 może być lepsza od Ptaszyny?” – ooooj, ale to faktycznie straszne, pojechałaś! Ja to bardziej widzę jako „Chris – zły charakter i Chris – dobry charakter” więc analogicznie „Charlie – zła bohaterka i Charlie – dobry bohater” i od razu brzmi lepiej XD

    Eterna, homofoby ograniczone umysłowo rzeczywiście są wszędzie, czy to w Polsce, czy to w takim otwartym mieście jak Miami. Oj, ale tutaj nasi chłopcy mają przewagę, więc może sobie w razie czego poradzą. Dziękujemy za wenę! :D

    Alexa, stresujący się Mikey to zabaaaawny widok, ale sama widzisz, trudno mu się dziwić. Tyle emocji, tylu ludzi, tyle do zapamiętania i ogarnięcia… Hehe, a coś czuję, że jakby ktoś z nas czytelników był na miejscu Joe robiącego zdjęcia, to najwięcej ich byłoby właśnie z tą pierwszą ławką na planie głównym XD

    Aeneryss, Marg się chyba tatusia troszkę wstydziła XD Ma niewybredne poczucie humoru i mało taktu niestety… Na szczęście nasza dziewczynka wdała się w mamusię XD A Lenniaczek jak chce, to potrafi. Chociaż O. ma rację, już był taki pocałunek, ale tutaj może było to bardziej wow z racji, że tyle osób wokół i brak półek, które ich zasłonią XD „Ogólnie bardzo lubię w Mike’u i Marg to, że nie mają problemu z pokazywaniem sie publicznie z całym tłumem gejów, nawet na własnym ślubie.” – tu się podpisuję rękami i nogami, to jest ich wielki plus, który na pewno docenia każdy z chłopaków. Dobrze mieć takie wsparcie u hetero znajomych na pewno, się chłopaki nie wydają wyoutowani ;) Haha, no i nie zrobiłybyśmy tego Mike’owi i Marg i nie wcisnęłybyśmy im na wesele Chrisa-psychopaty XD A co do Nell, to nie, nie została zaproszona. Głównie dlatego, że może nawet jakby to był ślub Jasona, Charliego czy Kate, to by faktycznie przyszła, ale z Marg prawie się nie zna, z Mikiem tez nie (bo mimo że on jest szefem, w studiu nie bywa codziennie, a do tego sama Nell nie ma u nich pełnego etatu). Więc nie jest za bardzo bliską znajomą.

  15. O. pisze:

    A co do calusa Lenniaka to juz Ryana w sklepie pocalowal, wiec zaskoczenia nie bylo, ale buziak byl przymilny <33333

  16. Aeneryss pisze:

    Ojciec Marg jest super! Czemu ona się nim wcześniej nie pochwaliła?
    Lenny w tym rozdziale jest cudowny. Nie spodziewałam się po nim, że pocałuje Ryana w miejscu pełnym ludzi, ale bardzo dobrze, że to zrobił :3 Jak jeszcze później zatańczą to będę w niebie, uwielbiam ich ♥
    Ogólnie bardzo lubię w Mike’u i Marg to, że nie mają problemu z pokazywaniem sie publicznie z całym tłumem gejów, nawet na własnym ślubie.
    Ja dzisiaj trochę nie ogarniam i jak przeczytałam, że do chłopaków podszedł Chris to pierwszy na myśl przyszedł mi ten różowy wariat, dopiero potem skojarzyłąm o kogo chodzi. Przestraszyłyście mnie xD
    No i chciałąm jeszcze zapytać, czy na ślub byłą zaproszona Nell? Bo niby pracuje z nimi i w ogóle, ale jest jedyną osobą ze studia, któej tu nie ma. Czasami zapominam o jej istnieniu xD
    W całej tej sielance brakuje mi jeszcze tylko Lenny’ego przedstawiającego Ryana matce, która jakimś cudem nie padłaby przy tym na zawał ;)

  17. Alexa pisze:

    Rozdział fajny, taki sielankowy *-*
    Panikujący i nie kontaktujący za bardzo Mike – dobre, śmiać mi się z niego chcę ale jego zachowanie jest w pełni zrozumiałe :)
    Marg musiała wyglądać pięknie *-* Chciałabym to zobaczyć no i pierwszą ławkę w kościele z naszymi chłopcami :D

  18. Liv pisze:

    O tak, Jason i Joe to jest myśl. Czasem można uciec się do drastycznych metod wywoływania zazdrości w partnerach pracoholikach ^^ Ale cholera, Jason chyba jednak kocha Alexa…

  19. Eterna 94 pisze:

    Świetny rozdział ;) Ślub widzę mega udany. Zawsze znajdą się homofoby, którzy są tak ograniczeni umysłowo, że szok. ;) Dużo weny

  20. O. pisze:

    Coś czuję że drame może zrobić Joe np w lazience z Jasonem xD choc w tamtym pomieszczeniu widze Rynne :o choc lazienka pewnie też jakas w namiocie?
    Alex robiacy loda i dający się 3 razy? Aleście nam kasku odmówiły :(
    Haha chce widzieć tanczaca Rynne <3333 i ciekawe czy Lenny faktycznie przemysli tęczowy wypad? Haha może spełnić życzenie Donny ale na swój sposób xD Tylko by stypy nie bylo z powodu jej zawału :o
    Lenniak i gapienie sie w cycki, jaka kara xD nie no czaje, że to już odruch ale tam i tak o nich wiedzą xD
    Gołąbki i poranne wyznania miłosne? Gdzie gorzka, czarna herbata? :o
    Mike i Marg na pewno piękni byli <3 liczę ze dobrze ten dzień i jego końcówkę zapamiętaja xD
    Ej jeśli Chris no 2 jest lepszy od różowego Chrisa to czy Charlie no2 może być lepsza od Ptaszyny?
    Tak wiem, spłonę za tą myśl xD

  21. Liv pisze:

    Chris jest fajny. Prezes i jego przygłupi syn wcale. A rozdział był uroczy, ale przyznam, że przeczytałam go tylko po łebkach. Śluby są nudne, zwłaszcza dwóch tak nudnych osób.. :) Nie mówię, że nie lubię Mike’a i Marg, ale są mało tajemniczy ^^ Jak tak teraz to przeczytałam, to brzmię niemiło, a nie chciałam! Rozdział fajny, tylko to, co w nim jest, było nudne.. ;)
    Ale też mam nadzieję że jak ktoś się nawali, będzie jakaś drama. Na przykład wirująca w kocim tańcu Rynna wpadnie na w chuj konserwatywnych rodziców, albo coś. :3 Taa…
    No i pewnie Alex nie był zachwycony, że nie mógł wbić Jasona w pełny, oficjalny garnitur. To przecież takie podniecające.
    W ogóle to zawsze mi się wydawało, że druhną może być tylko niezamężna osoba, życie w kłamstwie.. ;_;

  22. kaczuch_A pisze:

    Kocham i uwielbiam. Ojciec Marg jest moim mistrzem, jest zajebisty xD

    Piękna ceremonia, piękny rozdział, faceci w koszulach, krawatach/elegancko ubrani czego chcieć więcej :3 Rynny na parkiecie, to było takie słodkie, Lenny w tym rozdziale był takim potulnym kociakiem, taki uroczy i słodki~! Rozpływam się~!

  23. linerivaillen pisze:

    Pierwsza! Cudownie rozdział :) powiedziałabym, że chciałabym taki ślub, ale nie chcę ślubu xD Kurcze, mam wrażenie, że Aleks robi się z każdym rozdziałem większym napaleńcem. Trzy razy i blow, kurde! Ojciec Marg zostaje moim mistrzem XDDD gejowskie wesele. Kurde, naprawdę chce takie xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s