Project Dozen – 25 – Przełom cielesny

— Mówię ci… Cody nawet się nie połapał z tego szoku, że powinien od razu zaprzeczyć! — mówił ekspresyjnie Tomas, prowadząc swoje niebieskie porsche rzadziej uczęszczaną drogą od tej wiodącej z kampusu do Newcastle. Nie jechali w końcu do miasta, a gdzieś, gdzie będą mieli absolutną pewność, że nikt ich nie zobaczy.
— Nieźle. Jak to mówiłeś? Peter Parker narobił sobie wrogów? — Woody zaśmiał się, odnosząc się do smsa, którego z początku nie załapał. Potem Tomas wyjaśnił mu, że Spidermen to Cody.
— Nooo. Mówiłeś już Trey’owi? — zaciekawił się Tomas i skręcił w szeroką ścieżkę, która prowadziła pod las.
— Nie, na razie trzymam dla siebie. Nie wiem jeszcze, jakby zareagował. Chyba dalej jest wkurwiony na całą sytuację.
— Nie dziwi mnie to, ale wiesz co? Dziwne, że w ogóle ten cały Moreno o tym wiedział, nie?
— Może widział? — podsunął Woody, okręcając się wygodniej w fotelu, aby widzieć Tomasa podczas prowadzenia. Nie wiedział, czy to nie jest głupie z jego strony, ale podobał mu się ten widok.
— Może… Ale teraz sporo ludzi wie. Ciekawe, co by Trey zrobił… — Blondyn za to zadumał się i spostrzegł, że jest obserwowany dopiero, kiedy zaparkował przy gęściej rosnących drzewach. Wokół mieli tylko las, jasne niebo i drogę za plecami. Nic więcej. — Co? — rzucił z lekkim, miłym dla oka uśmiechem, gdy zobaczył wreszcie to spojrzenie Woody’ego.
Ten wzruszył ramionami, także się uśmiechając.
— Nic. Patrzę. Chyba mogę? — spytał, patrząc dalej, a raczej lustrując całą postać Tomasa. Chyba się trochę napalił.
— Nom, chyba możesz… — Drugi chłopak oblizał wargi i odpiął pasy, aby mieć więcej luzu. — Ale nie musisz tylko patrzeć — dodał z radosnym podekscytowaniem i wychyliwszy się, musnął wargami czubek nosa drugiego chłopaka.
Woody zaśmiał się z tego gestu. Także szybko odpiął pas, a następnie objął Tomasa za bok. Wychylił się do jego pełnych warg i pocałował go, aż biorąc głębszy oddech.
Nie musiał czekać nawet sekundy na odpowiedź. Tomas, którego serce łopotało z radości przez to, co robili, a żołądek zdominowały motyle, uśmiechnął się szerzej, a potem wsunął język między wargi Woody’ego. Zamruczał nawet z zadowoleniem, a dłonią już szukał jego ciała, by go dotknąć, pomasować…
— Ten… Nie chcę pierwszego… razu w aucie, ale… może chociaż ręką…? — zasugerował z nadzieją w swoich jasnych oczach, pomiędzy kolejnymi muśnięciami.
Woody spojrzał w jego oczy z lekką niepewnością, po czym jednak uśmiechnął się i znowu go pocałował, na razie nie odpowiadając na tę propozycję. Chciał ją przez moment przeanalizować. Czy już tego chce? Chciał, ale coś cały czas podpowiadało mu, aby się nie spieszyć. Aby stopować bieg wydarzeń.
Tomas trochę zaniepokoił się brakiem odzewu, ale nie przerywał pocałunku. Masował tylko ciało drugiego chłopaka, dotykał go, podniecał się tym i… chciał więcej. Najbardziej oczywiście chciał znaleźć się z nim gdzieś daleko, w dużym domu, całym tylko dla nich, z pachnącą sypialnią, pełną gumek szafką i całą nocą dla siebie. A mieli tylko to przeklęte porsche… Woody na szczęście nie pozostawał bierny. Jego dłoń wsunęła się pod koszulkę blondyna i teraz dotykała z zaciekawieniem jego brzucha i klatki piersiowej. Dobrze, był już spalony. Nie poprzestanie na całowaniu się, a przecież Tomas nie był chyba z tych myślących tylko o jednym chłopaków. Nawet sam roześmiał się do swoich myśli, bo przecież Tomas myślał zawsze o grach i filmach, więc nie mógł myśleć tylko o jednym.
— Mhm… Masz chusteczki?
— Mam! Jedne w schowku, drugie w kieszeni — odpowiedział szybko Tomas, choć jego ruchy nie były nieokrzesane. Trochę jakby starał się być ostrożny, nie spłoszyć Woody’ego, ale też samemu delektując się nim, a nie dążąc do szybkiej, ale krótkiej chwili spełnienia.
Drugi chłopak zamruczał potakująco, zadowolony z tej odpowiedzi. Nigdy nie miał szczególnych kompleksów, dobrze czuł się z samym sobą, ale odkąd dowiedział się, że Tomas jakiś czas był z Julesem, wbrew sobie, czasami porównywał się z nim. Chociaż jednocześnie nie był z tych, którzy mu czegoś zazdrościli. I czuł się z tym, jakby porównywał ze sobą deser i danie główne, co było po prostu idiotyczne.
Poczuł, że spora dłoń Tomasa powoli przesuwa się z jego brzucha niżej, na krocze. A potem palce powoli rozpięły guzik i zamek.
— Mogę, nie? — dopytał chłopak, ale czuł już, że Woody ma erekcję, więc nie panikował.
Oczy zapytanego od razu spojrzały w dół, a sam kącik jego ust lekko uniósł się w górę. Zaraz po tym Woody przygryzł krótko dolną wargę.
— Mhm… — odparł i wychylił się do pocałunku, aby nie zostać w tyle.
Tomas specjalnie nie włączył radia w samochodzie, żeby było bardziej intymnie. Żeby słyszeli swoje oddechy. Było mu też dostatecznie gorąco, bo nie otworzyli okien. Jakby nie patrzeć, na zewnątrz było chłodno.
Udało mu się po chwili wyciągnąć penisa Woody’ego na zewnątrz i od razu, bez skrępowania, ujął go w dłoń.
Kiedy zaczynał z Julesem, strasznie dziwne dla niego było dotykanie czyjegoś członka. Wydawało mu się to krępujące i nie do końca właściwe. Jules jednak wiele go nauczył, a przede wszystkim otworzył go na różne doznania. Tomas więc był pewien tego, co robi, chociaż przy tym obawiał się, że się nie sprawdzi w oczach swojego aktualnego chłopaka.
Woody znowu zerknął na dłoń na swoim członku. Tak, Tomas sobie radził i jak z początku myślał, że nie będzie aż tak śmiały przez swój strach przed wyjściem z szafy, tak teraz już nie miał co do tego wątpliwości.
— Mm… czekaj — powstrzymał go na moment, bo nie chciał, by tylko jego penis był w użyciu.
— Hm? — Tomas zerknął na jego twarz i powstrzymał ruchy. — Ty mi też? — dopytał z lekkim uśmiechem. Jego policzki już były różowe.
Woody przełknął ślinę i cmoknął go w jeden z nich.
— Też, więc poczekaj — poprosił znowu, całując te jego pełne usta. Smakowały mu. Lubił ugniatać je swoimi, zasysać i cmokać.
Tomas przytaknął i cofnął na chwilę rękę od sztywnego penisa drugiego chłopaka. Spojrzał jeszcze ukradkiem przez okno, czy nikt nie wpadł na podobny pomysł, a potem uśmiechnął się zachęcająco do Woody’ego. Ten też uśmiechnął się pod nosem, rozbawiony tym zapraszającym gestem Tomasa. Pocałował go jeszcze raz i sięgnął do jego spodni. Najpierw przejechał całą dłonią po jego kroczu, aby poczuć, jak ten jest podniecony. Zawsze go to kręciło. Dopiero po tym rozpiął guzik i rozporek. Zerknął w dół, sprawdzając, jaką bieliznę dziś ma na sobie blondyn. Były to obcisłe, żółte bokserki ze Spongebobem i czarną, grubszą gumką. Teraz dodatkowo część między dużymi oczami Spongeboba była wyraźnie wypukła, a pod nią chował się sztywny członek.
Woody od razu szerzej uśmiechnął się do bielizny.
— Lubisz tę kreskówkę? — spytał, miętosząc teraz całkiem przyjemnie członek przez materiał.
— Nom, jest całkiem spoko — przyznał Tomas, chociaż świadomość na chwilę skupił wyłącznie na dłoni Woody’ego i tam też patrzył. Odetchnął nawet głębiej i lekko zmarszczył brwi, przez co w tym momencie trochę bardziej przypominał aktora z filmu porno niż słodkiego nerda. No, oczywiście w kategoriach twink, ale zawsze coś.
Woody znowu oblizał usta, patrząc na Tomasa. Kręcił go, nie było wątpliwości. Znów go pocałował, nie mając dość jego ust i przy okazji na ślepo wsunął dłoń do jego bokserek. Aż poczuł przyjemne dreszcze, kiedy opuszki palców zetknęły się z miękką skórą penisa. Drugą dłonią szybko odciągnął materiał bielizny w dół, aby zobaczyć, a nie tylko poczuć.
Członek, na który patrzył, był obrzezany i trochę większy niż jego. Nieznacznie, ale na pewno odrobinę grubszy. No i Tomas się depilował, co też na pewno optycznie powiększało jego penisa.
Widząc, że członek jest już na wolności, Tomas sięgnął ponownie do penisa drugiego chłopaka i poruszył po nim ciepłą dłonią.
— Ale jesteś gorący — wymruczał z zadowoleniem, wyciągając się po kolejnego buziaka.
Woody uśmiechnął się w jego usta.
— Ty też — odparł, całkiem skupiając myśli na penisie, którego trzymał i na ustach, które całował. — Jak… ci? — spytał, przesuwając dłonią w górę i w dół. Był ostrożny i kilka razy szczególnie przystanął, aby palcami poczuć lepiej bliznę.
— Fantastycznie… Zaraz normalnie dojdę — odpowiedział Tomas z krótkim śmiechem, chociaż stosował już te wszystkie techniki hamowania się, jakich nauczył się po pierwszych fatalnych, a raczej zawstydzających razach z Julesem. Chciał dobrze wypaść, więc musiał dłużej wytrzymać. Udawało mu się i postawił sobie za punkt honoru najpierw doprowadzić do orgazmu Woody’ego.
— Tak? — spytał Woody, czując przez to przyjemne uderzenie gorąca. Oparł czoło o czoło blondyna i liznął jego wargi, mocniej go pieszcząc. Jakby chciał się przekonać, czy Tomas mówi prawdę. Jemu samemu zresztą było cholernie gorąco. Cudza dłoń na penisie była bardziej sensacyjna niż własna, do tego możliwość całowania się, zapach drugiej osoby i jej oddech…
Blondyn ściągnął brwi i wymruczał „nooom”, ale jego penis jeszcze nie strzelał. Był tylko sztywny, gorący i pulsujący. Woody jednak nie mógł się skupić tylko na nim, bo sam czuł, jak sprawna, duża dłoń Tomasa masturbuje go szybko, ale nie na tyle mocno, by bolało. Było wręcz zaskoczeniem, jakie wyczucie ma Tomas. Przez to też na moment Woody zgubił rytm i bardziej oparł głowę o drugiego… o swojego chłopaka. Jęknął niżej, zamykając nawet na moment oczy.
— O… cholera… — wydusił, a jego włosy zsunęły się z jego ramion do przodu. Jeden z dredów prawie dotykał członka Tomasa.
Chłopak aż sapnął, widząc jego rozgorączkowanie. Wolną dłonią sięgnął do karku Woody’ego, a potem na włosy i delikatnie, żeby ten nie wziął tego gestu opacznie, zadarł mu za nie głowę i wcałował się namiętnie w jego usta. Te rozchyliły się w zaskoczeniu, ale zaraz po tym nastolatek odwzajemnił pocałunek.
— Mmm… zaraz… — zamruczał nisko i uciekł na chwilę głową. Dłonią też sięgnął do kieszeni Tomasa, by sprawdzić, czy wyczuje tam wspomniane wcześniej chusteczki.
Znalazł je nie w tej, ale w następnej. Tomas mu jednak nie ułatwiał, bo nie chciał się od niego odlepić ani na sekundę i wciąż trzepał mu, cmokając go po twarzy, gdzie się dało.
Woody po chwili aż się zmarszczył. Był już na skraju. A przez to drżącymi dłońmi wyciągał chusteczki, poddając się przy tym drugiemu chłopakowi. Jego usta i twarz były zdane na pocałunki, a członek na pieszczoty dłoni. Był z siebie naprawdę dumny, że zdążył, nim z orgazmem ubrudził siebie czy Tomasa.
— O tak… ale jesteś… oh… — wyburczał blondyn z ekscytacją, patrząc zachłannie na Woody’ego i wręcz powstrzymując się przed mruganiem, by nic mu nie umknęło. Sam poruszył biodrami i dosłownie na siłę wcisnął język między wargi tego seksownego nastolatka, który właśnie doszedł za jego pomocą. Czuł się jak jakiś heros! I równie obficie wystrzelił.
Zaskoczony Woody tym razem nie zdążył wyciągnąć kolejnej chusteczki i kilka kropel nasienia trysnęło nie tylko na jego podbrzusze, ale i na udo, na spodnie. Zamiast się tym przejąć, złapał brodę blondyna i znowu pocałował go we wciąż dyszące po spełnieniu usta.
— Mmm… Woody… lubię cię… — wyszeptał błogo Tomas, nie ustając w krótkich pocałunkach. Miał zmrużone z przyjemności oczy.
— W takim razie… dobrze, że spędzamy wspólnie czas — odparł chłopak z dredami, patrząc w jasne oczy Tomasa i uśmiechając się kątem wąskich ust. Jego szczupła twarz była zarumieniona, szczególnie pod oczami i na ustach. — Bardzo przyjemnie spędzamy czas.
— No nie? — Tomas zaśmiał się, zerknął w dół i zaklął. — Oj, sorka… Ubrudziłem cię, kurde. — Szybko sięgnął do paczki chusteczek, żeby wytrzeć spodnie Woody’ego.
Ten zaśmiał się, urzeczony jego troską.
— Najwyżej będziesz prać — odparł, przyglądając mu się spod lekko zmrużonych oczu.
— Hehehe, spoko wodza, zrobi się — zgodził się z głupim uśmieszkiem Tomas i starł ślad. Potem schował swojego penisa do spodni i dopiero wtedy włączył radio, z którego popłynęła klubowa muzyka. Niezbyt w jego guście, ale nie chciało mu się tracić czasu na szukanie czegoś lepszego. Wolał znowu zerknąć na Woody’ego. — Podobał ci się… wiesz, mój penis? — wypalił z lekkimi rumieńcami.
Woody także zarumienił się i zaśmiał nerwowo.
— Jakie pytanie… — stwierdził najpierw, dając sobie chwilę. Po tym oblizał usta i przełknął ślinę. — Fajny…. — urwał. — Spory.
Tomas uśmiechnął się lekko i podrapał się po włosach.
— Nom. Twój też jest fajny — odpowiedział płasko, bo naprawdę mu się podobał, ale nie wiedział, co dodać. — To ten… może uchyl trochę okno, co? Też uchylę i się jeszcze przejdziemy gdzieś, zamiast tu tkwić?
Woody skinął głową, otwierając trochę okno po swojej stronie. Poprawił też swoje ubrania i włosy. Był zgrzany, ale zadowolony. A kiedy wyszli z samochodu, podszedł pierwszy do Tomasa.
— Chcesz… — zawahał się i chwycił jego dłoń, wiedząc, że w innych okolicznościach nie będą mieć okazji.
Jasne, niebieskie oczy spojrzały na jego dłoń, a usta blondyna lekko się rozchyliły z zaskoczenia.
— Wow… Jasne — wydusił i delikatnie splótł palce z drugim chłopakiem.
Woody uśmiechnął się i przyciągnął Tomasa do siebie za rękę, którą się trzymali. Pocałował go krótko w usta.
— Bo później nie będzie okazji, a muszę cię trochę posprawdzać.
— Posprawdzać, czy dobrze trzymam za rękę? — Tomas zaśmiał się i ruszył z nim naprzód, kawałek w stronę lasu. Było chłodno, ale cieszył się z tego, bo w samochodzie się o mało nie zagotował.
— Posprawdzać, jak reagujesz i co o czym myślisz — wyjaśnił Woody od razu, kiedy chłodne powietrze otrzeźwiło jego głowę. Zaczynał mocniej analizować całą osobę Tomasa. Coraz bardziej chciał, aby coś z tego wyszło.
— To myślę, że takie spacery są fajne. Ale no… nie u nas na kampusie, nie? Tak sam na sam lubię. Zawsze można się gdzieś wybrać i schować… na przykład w polu kukurydzy, tylko trzeba uważać na Obcych — odpowiedział Tomas poważnie, ale potem zaśmiał się krótko.
— Aby nie robili na tobie eksperymentów? — Woody także zażartował, zastanawiając się równocześnie, jak Tomas chce, aby to wyglądało między nimi. Już z Trey’em miał wrażenie, że był bliżej w szkole, chociaż on był wyjątkowy, bo zarówno był jego przyjacielem, jak i współlokatorem. Ale nie był pewny, jak jego nowy chłopak chce się z nim ukrywać.
— Nooo, byłoby kiepsko. Podobno wsuwają sondy przez wszystkie otwory ciała… A Colin czytał, że wszczepiają jeszcze nadajniki i podglądają całe życie człowieka. Uczą się naszego życia tutaj przez takich nieświadomych szpiegów…
— Po co? — spytał Woody pośrednio tym zainteresowany.
— Żeby potem wykorzystać nasze słabości i skolonizować Ziemię.
— I jeszcze tego nie zrobili?
— Nie, operacja dalej trwa, zbierają dane… — Tomas wciągnął się w opowiadanie, ale nagle zamarł i z trochę zmieszaną miną zerknął na drugiego chłopaka. — Em… nie musisz tego brać całkiem serio. Ja tak z Colinem gadam i wiem, że to głupoty trochę…
— A nie mówisz mi teraz, że to głupoty, abym sobie dziwnie o tobie nie pomyślał? — spytał poważnie Woody i lekko potarł kciukiem o wierzch dłoni blondyna. Chciał wiedzieć, w co się pakuje, dlatego jak najlepiej chciał poznać, co ten myśli, a nie tylko polecieć na jego wygląd i całuśne usta.
— No… trochę też. Bo ja się jaram takimi rzeczami, fajne są. Ale nie chcę ci przynudzać, wiesz… — Chłopak pochylił się i cmoknął usta Woody’ego. — Może ty mi coś powiedz, co myślisz o Obcych?
Miał nadzieję, że nawet jeśli Woody w nich nie wierzy, to przynajmniej poprowadzą miłą dyskusję. Lubił to robić na przyjaznej płaszczyźnie i wcale mu nie przeszkadzało, gdy ktoś myślał inaczej niż on. Wiedział, że ludzie nie wierzą w wiele rzeczy, a on po prostu lubił o tym gadać. Choć teraz czuł się z dala od wszelkich innych ludzi i istot pozaziemskich nie tylko dlatego, że niebo spowite było chmurami, ale sama obecność Woody’ego sprawiała, że myślał tylko o nim.
Woody na wstępie wzruszył ramionami, a dopiero po tym podjął temat, idąc blisko Tomasa. Miło mu przez to było.
— Hmm… niektóre filmy o Obcych są dobre, ale wiele moim zadaniem jest schrzanionych po całości. I nie ogarniam, czemu zawsze atakują Stany… — zaczął, od razu nie przechodząc do sprawy, czy wierzy, czy nie wierzy w Obcych. Uważał, że marnotrawstwem miejsca byłoby, jakby ludzie byli jedynymi myślącymi istotami we wszechświecie, ale ciężko było mu uwierzyć, że ci porywali kolesia z Kentucky, aby na nim badać ludzką populację.
Wymieniali się swoimi wrażeniami i porównywali filmy czy podania o Obcych, o których słyszeli. Robili przy tym kółko wokół polany, na której stanęli. Miło było pogadać nawet o tak bzdurnym temacie. W końcu jak inaczej mieli się poznać, jak nie zwyczajnie spędzając ze sobą czas?

*

Sebastian miał wrażenie, że nawet jakby był trzeźwy, Francisco i tak wirowałby mu przed oczami. Tańczył tak żywo, radośnie i co chwilę był gdzie indziej, że nie sposób było go na dłużej śledzić spojrzeniem. Był może nawet trochę pod wrażeniem tego, jak jego kumpel z wymiany się ruszał. Jego biodra bujały się energicznie do skocznej muzyki, w rękach co raz okręcał inną dziewczynę, a twarz miał roześmianą jak jeszcze nigdy dotąd. Zdecydowanie Francisco upijał się na wesoło.
A jak już o samym upijaniu była mowa, obaj mieli więcej szczęścia niż rozumu. Przed klubem, do którego chcieli wejść i nie byli wcale pewni, czy wejdą, zgadali się z grupą, która bywała tam regularnie. Ochroniarz nawet nie sprawdził im dowodów, których nawet nie mieli. Znaczy Sebastian miał swój podrobiony dowód, ale… jeśli nie musiał go używać, to było nawet lepiej. Nie chciał wyobrażać sobie, jak ojciec byłby na niego wściekły, gdyby się o tym dowiedział.
Na szczęście tutaj nikt ich nie znał, bo bynajmniej nie pojechali do Newcastle. Byli w miejscowości dalej, weseli i beztroscy. Szczególnie teraz, kiedy noc robiła się coraz późniejsza, a oni byli już wystarczająco znieczuleni, by nie krępować się wbijaniem pomiędzy tańczące dziewczyny i „przypadkowym” ocieraniem się o nie.
— Widziałeś tamtą blondynę?! Widziałeś?! Każdy koleś się tu na nią gapi! — wykrzyczał mu do ucha ze śmiechem Francisco, kiedy pojawił się tuż obok. Mówił po hiszpańsku, bo tak było mu łatwiej, kiedy już i tak język mu się plątał.
Sebastian także odpowiadał mu w swoim języku, chyba że czasami wspominał coś także po hiszpańsku, kiedy wolał, aby mniej niż wszyscy go rozumieli.
— To co? Wyzwanie? — odparł ze śmiechem, ale też tonem mówiącym, że jego współlokator i tak nie da rady.
Ciemne oczy Argentyńczyka zabłysnęły radośnie, chociaż i tak były już wilgotne od alkoholu.
— Si, amigo! Zobaczymy, kogo wybierze! — odpowiedział chrapliwie, głośno i wesoło.
Zaczął się przepychać w stronę wspomnianej dziewczyny pomiędzy tańczącymi, młodymi ludźmi. Musiał co raz mrużyć oczy, kiedy z kuli zwisającej z sufitu błyskało jasne, oślepiające światło.
Sebastian zaśmiał się głośno i ruszył śladem kumpla, aby być świadkiem jego amorów, a może nawet samemu wpaść w oko blondynce. Chociaż w tej chwili jego wzrok przyciągały dużo ciemniejsze włosy.
Ich ofiara właśnie położyła swojej koleżance dłoń na ramieniu, powiedziała coś i pokierowała się do baru. Rzeczywiście była wyjątkowo ładna. Niewysoka, szczupła, z jasnymi, gęstymi i trochę falującymi włosami. Jej duże oczy były optycznie powiększone przez ciemny makijaż, twarz miała okrągłą, a ubrana była w niebieski, błyszczący top i podkreślające jej szczupłe nogi leginsy.
— Witaj, piękna! — rzucił do niej bez skrępowania po hiszpańsku Francisco i stanął obok przy barze, opierając się łokciem o blat. Dziewczyna właśnie odbierała od barmana swojego drinka, a kiedy popatrzyła na chłopaka pytająco, ten dodał już po angielsku: — Chciałem zdążyć z postawieniem drinka, ale przeklęty barman był szybszy. Dobrze się bawisz?
Dziewczyna zerknęła na swoją koleżankę znajdującą się tuż obok i dopiero odpowiedziała chłopakowi.
— Całkiem nieźle. Na tyle, że nie narzekam. A ty? — spytała, przekręcając lekko głowę na bok.
— Ekstra! Jestem z przyjacielem i właśnie rozmawialiśmy o tobie, że jesteś tu jak perła w oceanie — odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem i skinął na kumpla, by się zbliżył. — Ja jestem Francisco, a to Sebastian.
— Siema. — Sebastian także się do niej uśmiechnął, ale mniej nachalnie niż jego kumpel.
Dziewczyna jednak i tak obejrzała go czujnymi oczami.
— Cześć. Ja też jestem z koleżanką. To Sally, a ja Emily. Skąd jesteście?
— Ja z Buenos Aires, ale mieszkamy teraz w Newcastle — przejął od razu głos Francisco. Bujał się na boki, widocznie rozluźniony przez alkohol. — Wpadliśmy dzisiaj zagłębić się w inne obszary niż nasze i spróbować się rozjechać — powiedział z myślą o rozerwaniu, ale alkohol i niedoskonały angielski pomieszały mu słowa.
— Rozjechać? To ostatni wieczór w Ameryce? — dopytała zaciekawiona Emily, popijając przy tym alkohol.
— Chodziło mu o rozerwanie się. Jeszcze pracujemy nad angielskim — wtrącił się Sebastian i lekko poklepał kumpla po ramieniu.
Ten za to zamrugał i zaczerwienił się. Już wiedział, że coś złego palnął.
— Si, Sebastian jeszcze mi pomaga w angielskim, a ja jemu w hiszpańskim. Uczymy się wzajemnie języków. A wy skąd jesteście?
— Stąd, ale planujemy się za jakiś czas wyrwać. To małe miasto jak dla nas — odpowiedziała znowu blondynka za nie obie. Tym razem jednak obejrzała się na swoją, także jasnowłosą, koleżankę. Ta była trochę niższa i miała widoczne piegi na nosie i policzkach. Pokiwała tylko głową, że się zgadza z prowodyrką rozmowy.
— Super, jest wiele cudownych miejsc do zobaczenia. Na przykład w Argentynie… — mówił dalej Francisco, połowę po hiszpańsku, połowę po angielsku, więc ich rozmówczynie nie wszystko rozumiały, ale Emily dała się porwać do tańca, kiedy ten zaproponował jej nauczenie kilku kroków jego tańca regionalnego.
Ciężko było to zrobić w tłumie ludzi z niepasującą do tego muzyką, ale przynajmniej było dużo śmiechu.

*

— O matko! — Sebastian pierwszy wpadł do pokoju motelowego, który wynajęli na noc. Był niedaleko klubu, gdzie wypili alkohol, chociaż nie mieli do tego prawa i jakby ktoś ich przyłapał, nie skończyłoby się to dobrze. Teraz zresztą przez to nie mogli wrócić do akademika. — Jesteś szalony! — Zaśmiał się, odwracając się i patrząc na Francisco, który wtoczył się za nim do środka. Byli zmęczeni, spoceni i szczęśliwi. Wybawili się jak szaleni.
— Dałbyś w ogóle wiarę, że będzie tam karzeł?! I jaką on miał krzepę w dłoni! — Argentyńczyk, który wyzwał na pojedynek na rękę gościa w klubie mierzącego nie więcej niż metr dwadzieścia, rechotał głośno.
Zatrzasnął za sobą drzwi i oparł się o nie tyłem głowy. Ta właściwie była otoczona burzą absolutnie pochłoniętych chaosem włosów. Sweter już dawno zdjął i chyba gdzieś zgubił, a teraz paradował w bezrękawniku, mimo że na zewnątrz była niska temperatura. Jemu było upalnie. Zresztą za tymi odsłoniętymi ramionami kilka dziewczyn się oglądało. Ba, ze dwie, kiedy przepychali się w tłumie w klubie, go po nich pomacało. Francisco o każdym takim incydencie chwalił się kumplowi, więc teraz Sebastian o wszystkim wiedział. Nawet nie musiał widzieć, że Francisco ma powodzenie. Na szczęście jego nie wpędzało to w dołek, bo sam całkiem nieźle łapał kontakty i przyciągał spojrzenia. Jedyne, co go tylko niepokoiło, to że wszystkie dziewczyny były tak bardzo od nich starsze. I on to widział.
— Weź, dobrze, że się nie założyłeś z nim o kasę. Bo teraz byśmy spali w wozie.
— Wszystko przez to, że tyle wypiłem, chłopie, poza tym dałem mu fory — wytłumaczył od razu Francisco i podjął próbę ruszenia się spod drzwi, które tak bezpiecznie osłaniały jego plecy przez atakiem podłogi.
Pokój motelowy był bardzo mały. W rogu, na niskim, starym stołeczku stał nieduży telewizor, łóżka były ustawione blisko siebie, ściany drewniane, a podłoga wzbogacona w stary, wytarty dywanik. Było jednak ciepło i przytulnie.
— O Chryste, ale karuzela! — Zaśmiał się i opadł ciężko na skraj łóżka.
— Aż tak? — spytał Sebastian, siadając obok kumpla, aby w razie czego… coś zrobić. Nieważne, usiadł obok niego, bo chciał. Nikt nie powinien mieć przecież z tym problemów, on sam zresztą też nie. Bo niczego dziwnego nie było w tym, że kiedy Francisco zbyt dużo czasu zaczął spędzać z jedną dziewczyną, odciągnął go z błahego powodu. Zwyczajnie, nie chciał zostać sam na lodzie, to musiało być to.
— Nie no, spoko, nie tak źle. Po prostu… — Francisco znowu roześmiał się bez powodu i popatrzył na jego twarz z bliska. Na równie rumianą jak jego. — Jest fantastycznie! — przeszedł na hiszpański. — Wybawiłem się jak dawno! Ale patrz! Będzie siniak od tego stuknięcia się biodrami! — dodał niby z urazą, choć uśmiech na twarzy mówił sam za siebie. Przy tym chłopak podwinął bezrękawnik i obsunął niżej spodnie, które i tak wisiały koszmarnie nisko. I tam, na ciemnej skórze, rzeczywiście zaczęło być widać coś, co jutro mogło zamienić się w obszernego siniaka.
— Było się tak nie stukać. Będziesz miał pamiątkę — odparł Sebastian spokojnym tonem, ale z szerokim uśmiechem na twarzy. Miał bardzo mocno zmrużone przez to oczy, którymi z bliska i w dobrym świetle oglądał Francisco. — Będziesz mógł mówić, że to siniak po takiej a takiej lasce.
— Noo, wysokiej, krótkowłosej, z zajebistym uśmiechem, ciałem takim, że uuu, z którą potem pojechałem spędzić noc do motelu — podchwycił Francisco, gapiąc się na niego i trochę bujając się na boki.
Sebastian wybuchnął śmiechem i pochylił się do przodu, nadal chichocząc.
— Tak? Uuu, to ostro z nią pobalowałeś chyba?
— Jak się obijaliśmy biodrami, to chyba musiało być ostro! — Argentyńczyk pokiwał głową z przekonaniem, a część jego włosów wylądowała mu na czole. Wyciągnął więc rękę, by je odsunąć, ale że Sebastian był teraz bardzo blisko, przypadkiem uderzył go od spodu w szczękę. Od razu zrobił przestraszoną i przepraszającą minę i chwycił jego twarz w obie dłonie. — O Chryste, Sebastian, przepraszam, boli?!
Jego współlokator jednak nie odpowiedział. Patrzył na te jego ciemne oczy, które w tej chwili były tak szczere, jak to może wydobyć wyłącznie alkohol. I naprawdę, nie pomyślał, co na Boga robi, ale… wychylił się cały do przodu, pokonał opór trzymających jego głowę dłoni i cmoknął swojego argentyńskiego chłopaka z wymiany w usta. Albo w ich okolice.
Zobaczył, jak te brązowe, szkliste oczy zrobiły się wielkie jak spodki, a sam Francisco wydał z siebie zduszony okrzyk. Jego dłonie odsunęły się od twarzy Sebastiana na kilka milimetrów, zastygły tak, a potem znowu ujęły policzki chłopaka. I od razu Argentyńczyk wychylił się, by pożreć jego usta w znacznie bardziej żarliwym, nagłym i chaotycznym pocałunku.
Sebastian teraz, dla równowagi, także na moment odsunął swoje usta. Spojrzał pytająco w oczy przed sobą. I jedynie to, bo jakby miał złożyć w zdanie swoje wątpliwości, to wyszłoby milczenie albo monolog. Znowu pocałował albo raczej dał się pocałować przez Francisco. Nie wierzył, że to znowu się działo. Ale czy cały wieczór do tego nie zmierzał?
Siedzieli tuż przy sobie, stykając się udami i wykręcając w swoją stronę. Czuli niemożliwe gorąco własnych ciał i zapach klubu. Francisco słyszał szumienie w uszach, a na wargach czuł żar. Miał wrażenie, że karuzela sprzed chwili była niczym w porównaniu do tego wirowania, jakiego teraz doznawał. Zupełnie jakby porównać ziarenko piasku do gwiazdy.
Przekręcił głowę, łapczywie wdychając powietrze nosem i wzmocnił pocałunek, wdzierając się językiem w usta Sebastiana, który stęknął nisko i złapał kumpla za ramię, nieznacznie go stopując. Musiał złapać oddech. A kiedy w końcu mu się to udało, przekręcił Francisco nieznacznie i pchnął na materac. Zaraz po tym sam się do niego pochylił, wracając do pocałunków.
Argentyńczyk nic nie mówił, ale stęknął, gdy upadł na plecy i poddał się chwili. Oczy zamknął zupełnie i tylko rozchylał usta do pocałunków, kosztował języka Sebastiana, chłonął jego zapach… Odpływał zupełnie. Dotykał szyi drugiego chłopaka, włosów, ramion… Było mu nieziemsko!
A Sebastian jeszcze moment nie myślał. Pozwolił sobie na to, aż w końcu jego dłoń puściła ramię Francisco, a jego usta odsunęły się. Niedaleko, ale kawałek, aby oczy lepiej widziały twarz na materacu. Swoje własne palce, które właśnie przesuwają się w kręconych włosach.
— Francisco… — zaczął. — My… znowu — wydusił, nie wiedząc, czemu po hiszpańsku.
Leżący chłopak dyszał ciężko przez rozchylone, wilgotne i czerwone wargi. Wzrok miał trochę nieprzytomny. Odzyskiwał jednak rezon, im dłużej patrzył na twarz przed sobą.
— Si… Bo… Nie wiem… Cudownie całujesz — powiedział bardzo cichym, zachrypniętym głosem.
Sebastian od razu przełknął ślinę, a zaraz po tym oblizał usta, jakby sobie przypomniał, że w ogóle istnieją.
— O… oh. Ale tylko… to? Znaczy, tylko dlatego to… wszystko teraz?
— Sebastian… ja nie wiem, po prostu… Lubię być z tobą blisko. — Francisco jak zawsze, gdy był podenerwowany, mówił dużo i szybko. Sebastian więc musiał się bardzo skupiać, by dobrze go rozumieć, bo ten mówił w swoim języku. — Jest mi zawsze wtedy tak strasznie ciepło. Tutaj — położył dłoń w miejscu serca — szczególnie. Ja nie wiem, ale… tak… jakoś wychodzi.
Sebastian miał chwilę zawahania, czy dobrze rozumie Argentyńczyka. Ale nie, nie mógł się mylić. Nie tylko jego słowa, ale i gesty go szokowały. Aż czuł to na twarzy w postaci mocnego rumieńca.
— O… oh — wydusił i znowu spojrzał na usta drugiego chłopaka. — Jak bardzo jesteś pijany? — spytał, bo chciał znowu go pocałować, ale nie był pewien, czy współlokator nie wytrzeźwiał i czy dalej będą mogli to wszystko zwalić na procenty. W końcu tak byłoby łatwiej.
Francisco jednak inaczej odczytał jego słowa, spłoszył się i widząc, że jest osaczony, przycisnął głowę bardziej do poduszek.
— Ale ja mówię prawdę, nie bredzę, Sebastian…
— Ale tak serio? Wiesz… no, wiesz jak to brzmi? — Sebastian także wydawał się zdenerwowany. Przecież jak on to sobie potem ułoży w głowie?
Jego współlokator za to czuł się dalej atakowany. Czerwieniał z zażenowania, nie wiedział, jak się poruszyć i co powiedzieć. W głowie szumiało mu od emocji i alkoholu, a Sebastian nad nim wirował. Miał nawet cztery pary oczu, co było na swój sposób fantastyczne, bo przecież były takie śliczne.
— To nie słuchaj! — jęknął, przyciągnął chłopaka za koszulkę i znowu wcałował się w jego usta.
Sebastian stęknął i… podał się temu. Myśleć może będzie później. Na razie było tak inaczej, a zarazem tak okej.
Oparł się mocniej na leżącym Francisco i wsunął palce w jego kręcone włosy. Dobrze, może wariował, ale jego współlokator przyciągał jak magnes. Na tyle, że prawie leżąc na nim, zachłannie przesunął dłonią po jego boku. Jego gorącym, szczupłym boku… boku, którego skórę chciał poczuć. I nie trudno o to było, bo koszulka Francisco podwinęła się przy tym obmacywaniu. Wyczuł więc, jaka gorąca jest naga skóra drugiego chłopaka. Tak samo jak dłonie Francisco, które z kolei dotykały jego szerokich ramion, pleców i szyi. A do tego te gibkie w tańcu, argentyńskie biodra uniosły się i zaczęły ocierać się o krocze Sebastiana.
Ten znowu stęknął. Odsunął na moment twarz, aby spojrzeć w oczy Francisco. Po tym zaklął i znów go pocałował, przerzucając nogę nad biodrami drugiego chłopaka, aby nie być tak niewygodnie wygiętym. Oh, już czuł, jak będzie tego żałował, a jednak poddawał się chwili, momentowi, który był tak abstrakcyjny, że wierzył, że śpi. Upity wrócił z klubu, padł i teraz śpi. I śni to. Łatwiej było przekonywać świadomość do takiego scenariusza i czerpać z tego, co robili, niż podchodzić do tego racjonalnie. Nie miał pojęcia, co będzie jutro. Ważne, że teraz było nieziemsko. Dotykali się i całowali namiętnie. Tak, zdecydowanie słowo „namiętnie” było idealne, jeśli chciało się opisać całowanie w wykonaniu Francisco. Był w tym taki gorący, pełen pasji i ochoty. Jego język odważnie zagłębiał się między wargi Sebastiana, szukał drugiego języka. Sam Francisco oddychał ciężko i co raz stękał, gdy jego sztywniejący penis mocniej otarł się o ciało drugiego chłopaka.
Ten zresztą z przerażeniem odkrywał, że sam jest coraz bardziej nakręcony. Że całowanie w usta, po policzkach, szczęce Francisco, czucie jego ciała pod sobą jest nie do opisania. Nie do racjonalnego opisania.
Stęknął głośniej, kiedy jego współlokator mocniej pchnął biodrami w górę, a on bez cienia wątpliwości poczuł penisa uderzającego w jego własny. Dzielił je materiał spodni i bielizny, a i tak Sebastian miał wrażenie, jakby pomiędzy nimi był tylko cieniuśki pergamin.
Dłonie Argentyńczyka coraz chaotyczniej go dotykały. Masowały jego szyję, ramiona, aż znów sięgnęły do policzków, gdy Francisco wyciągnął głowę i wcałował się w jego usta jeszcze bardziej zażarcie, łakomie, jakby miał tylko jedną okazję, by to zrobić i chciał zapamiętać jak najwięcej. W tym samym czasie jego krocze mocniej otarło się o przód spodni Sebastiana, a z penisa ściśniętego w jeansach wytrysnęła sperma, brudząc materiał.
— Ooooo…. mmmmmjezu! — wystękał Francisco w usta drugiego chłopaka chrapliwie, jakby wypalił chwilę temu paczkę papierosów.
Sebastian zerknął w dół i zlustrował całe ciało współlokatora. Lekko drżące i rozognione. Po tym znowu chwycił jego usta w pocałunku. Oh, wiedział już, że będzie tego żałował. Że jego wyrzuty sumienia, rozsądek, wszystko będzie rano wariować dużo dotkliwiej niż żołądek czy głowa. Mimo tego znowu całował tego gorącego chłopaka, wiedząc, że to na nim dzisiaj jego wzrok częściej się zatrzymywał niż na kimkolwiek w klubie.
Francisco z zamkniętymi powiekami odpowiadał na pocałunki, obejmował Sebastiana i wydawał niskie, ciche pomruki. Jego policzki były mocno czerwone, włosy niemożliwie rozburzone, a on miał wrażenie, że cały paruje. Że jest pod Sebastianem jak żarzący się węgiel, wciąż emitujący masę ciepła.
Drugi chłopak jeszcze moment go całował, aż obaj nie poczuli zmęczenia. Przyjemnego rozleniwienia połączonego z chęcią uśnięcia.
— Doszedłeś… — zakomunikował dość oczywiste Sebastian. Sam czuł, że jest podniecony, ale nie był w pełni sztywny. Może to i lepiej.
Francisco uchylił powieki i popatrzył na niego.
— Si… A ty nie — wydusił, nie wiedząc, gdzie podziać wzrok po tej… informacji.
— Widocznie… no, jestem wolniejszy. — Sebastian spojrzał pomiędzy nich, aby wizualnie ocenić swój wzwód. Był widoczny w spodniach. — Uh… w ogóle… ty tak… — zaciął się, przełknął znowu ślinę i oblizał usta. Czuł, że tym razem czerwienieje z zażenowania, a nie podniecenia jak sekundę wcześniej. — To tak jak zrozumiałem, wcześniej o tym myślałeś?
— Nie! Nie myślałem… Nie myślałem, że chcę tak, myślałem tylko, że jest mi dobrze, gdy spędzamy razem czas… Przyjemnie tak — odmruknął Francisco, nie wiedząc, gdzie podziać wzrok. — Nigdy wcześniej tego nie robiłem z chłopakiem!
— Oh…— mruknął Sebastian i zszedł ze współlokatora, ale nie odsunął się, bo, cóż, obawiał się, że Francisco się zestresuje jeszcze bardziej i ucieknie albo coś podobnego. — Więc to tak… — zaczął, ale urwał. Zatrzymał chłopaka dłonią, aby nic dodatkowo nie mówił. — Nieważne. Jesteśmy jeszcze obaj… trochę nie do końca.
Francisco pokiwał głową na potwierdzenie jego słów i przekręcił się na bok. Jego podwinięta koszulka ukazywała śniade, odrobinę owłosione ciało, a na spodniach widać było plamę.
— To może jutro pogadamy…? Skoczę się umyć pierwszy, pójdziemy spać i… no, okej?
Sebastian skinął głową, ale znowu widząc takiego zakłopotanego Francisco, miękło mu serce. Chwycił go na wysokości łokcia i zatrzymał, nim ten wstał.
— Ej… no, ale tak na luzie. Bardzo — oblizał usta — nieźle całujesz.
— Tak? — Argentyńczyk popatrzył na niego żywiej, z nadzieją. Potem nawet nieśmiało się uśmiechnął i odsunął z twarzy kosmyk włosów. — Dzięki… To dlatego, że tak dobrze sam to robisz. Jest… taka praca zespołowa. — Zaśmiał się cicho ze skrępowaniem.
Sebastian także odpowiedział śmiechem.
— Może… ale wiesz… jeszcze o tym pogadamy. Tak na… no, trzeźwiej, nie?
— Si, si. Pogadamy — zapewnił go Francisco, który już poczuł lekką ulgę po wcześniejszych słowach przyjaciela. Nie chciał, żeby było między nimi… dziwnie. Ale tym razem to Sebastian wyszedł z inicjatywą, też czegoś… chciał. Nie wiedział jeszcze, co z tego będzie, ale… teraz nie kończyli tego w kłótni, więc czuł się spokojniejszy, wstając z łóżka i ruszając do małej, przylegającej do pokoju łazienki. Obejrzał się jeszcze na chłopaka i w duchu znowu coś go ścisnęło z pożądania, gdy ujrzał, jak przystojny jest Sebastian, jakie ma czerwone, odznaczające się usta i te cudne oczy… — Spróbuję szybko się ogarnąć — zapewnił.
— Okej — odparł automatycznie drugi chłopak.
Patrzył za nim, siedząc sztywno na łóżku. Próbował siedzieć prosto, bo czuł, że nadal kręci mu się w głowie od alkoholu, że jest rozgrzany od środka, a do tego usta… Piekły go specyficznie, ale przyjemnie. Był zagubiony po dzisiejszym wieczorze. I tylko tyle dobrze, że wiedział, że szybko uśnie przez zmęczenie, bo inaczej analizowałby to wszystko w kółko i w kółko. Obaj coś… coś robili, co prowadziło do jednego wielkiego znaku zapytania.

22 thoughts on “Project Dozen – 25 – Przełom cielesny

  1. TigramIngrow pisze:

    Nooo… Na to się czekało! Scenka w lesie bardzo przyjemna, ale Franio i Sebcio…. Uuuuu. Gorące! I to jak Franio doszedł w ubraniu. Aj, aj. Aż mnie ścisnęło w wiadomym miejscu, bo mnie to swojego czasu bardzo jaralo. W ogóle młodzi chłopcy są niesamowicie gorący w tym swoim rozpaleniu czy też niepewności. Cudeńko. Mniam. Patrzylabym. I troszkę się boję, co może być jutro. W sensie, w kolejnym rozdziale.

  2. Katka pisze:

    Basia, widzę, że czytasz początki naszych chłopaczków. Takie niewinne związki się rodzą! :D Mam nadzieję, że rozwój wydarzeń przypadnie Ci do gustu :)

  3. Basia pisze:

    Witam,
    piękny i przyjemny rozdzialik, Thomas i Woody może im się uda być razem, Sebastian tak, tak często w klubie zerkał na Francisco, no cóż bardzo bym chciała aby byli razem, to między nimi piękne…
    Dużo weny życzę Wam dziewczyny…
    Pozdrawiam serdecznie

  4. Bebok pisze:

    Związek Woody’ego z Thomasem kwitnie ^^ Zawsze mnie rozczula jak niepewni są siebie nawzajem, sprawdzają swoje reakcje. To urocze :D Nieco mniej urocza jest rozmowa o obcych po stosunku tudzież wspólnej masturbacji ale co tam xd widać taki urok spotykania się z Thomasem ;D W sumie, te jego nerdowskie teksty w większości mnie bawią chociaż na dłuższą metę niewtajemniczonych mogłoby to męczyć. Mnie też zdarza się palnąć takim czymś w średnio odpowiednim momencie więc po części go rozumiem. Tak po prostu się ma xD
    Zdecydowanie zbyt wiele postaci zasługuje na miano „uroczy” lub „słodki” muszę chyba poczytać słownik synonimów bo coś ubogo ze słownictwem ostatnio xd

    Ochooo, się podziało! Kacycho moralne się szykuje, wyjątkowo im alkohol ułatwia zbliżenia :D Co nie zmienia faktu że było gorąco! Ciekawe kiedy zaczną się miziać na trzeźwo bo jednak póki alkohol jest w grze to jest na co zwalić winę.

  5. Katka pisze:

    Justusia, przełom, to się czeka, ale wreeeeszcie nadszedł! Jako taki przynajmniej. Ale po kolei. Tomas może faktycznie pokazuje różne strony swojej osobowości, bo tak jak o nim piszecie, to jest faktycznie słodki, naiwny, trochę niewinny i trochę klucha, ale jednak wygląda i czuje się całkiem męskim kolesiem i ma swoje opiekuńcze czy dominujące zapędy. Może dlatego takie wrażenie masz, bo są to dość przeciwne cechy i nie pokazują się łącznie, tylko jedna wychodzi w jednej sytuacji, a inni w innej. A Sebcio i Franio… rozpalony Franio to oczywiście, że seksowny i gorący kąsek, nie ma co zaprzeczać :D Myślę, że Sebcio to w nim lubi i no jak widzisz, nie można się mu długo opierać XD Zresztą, w fiku sama to fajnie pokazałaś, hehe. „A ja już bym chciała więcej, już bym chciała dużo dotyku i pikantne szczególiki.” – haha, mam wrażenie, że mocno Wam to dozujemy XD Ale to, że wiecie, że to się pojawi, mam nadzieję, że wzmaga apetyt ;) I luz, będą w następnym rozdziale akurat :) Dzięki wielkie za komentarz! Pozdrowionka ;)

  6. justusia7850 (@justusia7850) pisze:

    Hej!
    Jak ja długo czekałam na ten rozdział! Uwielbiam Sebastiana i Francisco, i tak strasznie żałuję, że akurat to opowiadanie ukazuje się najrzadziej. Ale o nich zaraz. Najpierw Thomas i Woody. O ile na swój sposób lubię tego pierwszego, z jego wszystkimi dziwactwami, to jednak tak bardzo nie pasuje on mi do Woody’ego. Nie powiem, Thomas jest swego rodzaju zagadką, z jednej strony jest taką jakąś kluchą, a przynajmniej tak skojarzył mi się na początku, a z drugiej w każdym kolejnym rozdziale dodajecie coś takiego, że mam wrażenie, że Thomas składa się z dwóch różnych osobowości… No i jakoś widzę Woody’ego z Treyem. Te jego pytania ostatnio. Z całą pewnością w końcu będzie chciał spróbować, a czy coś z tego wyjdzie zależeć będzie pewnie od postawy Thomasa. Eh, osiemnaście dni pomiędzy rozdziałami to zdecydowanie zbyt dużo.
    I, oh! Sebastian pocałował Francisco. Sam. Pierwszy. I dlatego, że chciał. Co prawda był pijany, ale nieważne. Po moim ff napisałyście, że Was wyprzedzam:) Nie sądziłam, że aż tak ładnie się wpasuję. Aż jestem z siebie dumna.
    Taki rozpalony Francisco wydaje się być naprawdę gorący i wcale się nie dziwię Sebastianowi, że wreszcie się skusił. Bo, że patrzył, a jego podświadomość robiła swoje, było oczywiste. Szkoda, że tylko Latynos skończył, bo istnieje szansa (mała, ale jednak) na to, że Sebastian jakoś sobie całą sytuację zracjonalizuje. I znowu zastopuje całą akcję. A ja już bym chciała więcej, już bym chciała dużo dotyku i pikantne szczególiki. Wątpliwości też mogą być, ale pewnie w następnym rozdziale tej parki nie uświadczę…
    No nic, dziękuję za rozdział, z niecierpliwością czekam na następny i serdecznie pozdrawiam.
    Justa

  7. Katka pisze:

    Porebula, taaak, Sebcio jeszcze trochę w stanie zaprzeczenia XD Niby coś tam czuje, ale nie bardzo zdaje sobie sprawę z tego co. Ale już niedługo… XD Ale nie wal kolanem w regały, bo biedne są, zgwałcone XD i to kolanem. Daj im spokój XD I taaak, masz się bać, bo nie wiadomo, co się w ich nastoletnich głowach tworzy :)

  8. porebula pisze:

    Co tu sie dziej :o Mi sie nie chce czytać (spanie jest ważne czasem) a tu Fran i Seba :o Mój Fran :o i Seba :o wow
    Mówiłam, że ich kocham, nie? XD Najlepsi są ^^ Pieprzyć Woodiego i Tomasa… Seba taki słodki był *o* takie ” nie no, ja? Niby ze coś czuje? Że niby zazdrosny? Nieeee, gdzie tam, ja po prostu nie chce zostać tam sam… na pewno…. yhym to napeno to…” Chce następny i wiecej Seby i Frana… kupa z tym, że było ich dużo tutaj xD I Seba pocałował Frana! Buahahhaha! Jaram sie tym xD Fran rozumeim problemy z językiem… nwm czy za dużo angielskiego, czy co, ale jak sie nakręce to przechodzena angielski i nawet o tym nie wiem… albo źle mówie końcówki jak coś mówie bo w myślach tak jakby gadam po angielsku i zmieniam na polski… kto wymyślił tę kupe? Rombana odmiana… na co komu tyle tego… No… Ten… Moge was pozwać? Ostatnio jak czytałam rozdzial walłam kolanem w regał i sobie rozciełam! Podstęp jakiś? Chcecie nas powybijać poprzes pedalskie opowiadania?xD Plan zagłady ludzkości xD A Seba i Fran za dużo myślą… mogą mi troche oddać, przyda się… Rano bedzie strasznie u nich… Mam się bać? Znaczy boje ale…

  9. Katka pisze:

    Kaczuch_A, jeśli się nie mylę (a mogę), to w następnym rozdziale Franio i Sebcio też będą w następnym rozdziale, więc mam nadzieję, że się ucieszysz :) A Tomas spoko, bierze na klatę XD Nie każdego da się lubić, jakkolwiek by się chciało, hehe.

  10. kaczuch_A pisze:

    Uroczo, bardzo uroczo Seba i Fran, moi faworyci w tym rozdziale <3 I aż jestem ciekawa jaka rozmowa się odbędzie między nimi jak się obudzą, czy zaczną dzień od buziaka, kurczaczek oni pasują do siebie. Thomasa nie do końca lubię, nie wiem czemu, ale i tak im kibicuje, jeżeli tylko chłopaczki będą tego chcieli xD

  11. Shivunia pisze:

    linerivaillen >> Ojtam ojtam, idąc tym tokiem myślenia dało by się u nas jeszcze kilka podobnych par znaleźć. Ale nie twierdzę też, że nie ma jakiś tam podobieństw ;)

    Aeneryss>> Stara dobra zasada „myślenie szkodzi” znowu się sprawdza. Cóż, w końcu skądś się pojawiło twierdzenie, że czym człowiek jest głupszy tym jest szczęśliwszy. A niestety albo stety Sebcio nie jest aż tak głupi aby nie myśleć. Eh, w sumie masz racje, powinien podać się chwili. Ale to takie jak „yeeey, chce skoczyć ze spadochronem” a już w samolocie ” o mój boże, co ja robię?”. Czym pragnienie jest dalej, tym jest bardziej pragnieniem a nie wyzwaniem. Złapał mnie filozoficzny ton. Wybacz.
    Zgadzam się w pełni ze Franio jest uroczy. Jest takim słodziakiem, że czasami tylko go wytargać za te włosiska. I tak, wypad do klubu był dość oczywisty, ale nie możemy was non stop zaskakiwać. I ojoj, jak słodko słyszeć, że Woody podpasował od samego początku. To słodkie :D Co do Treya to się nie martw, jedna rzecz raczej na wieki ich nie skłóci.A Cody, nooo, mroHczny ,miałaś plan, a na pewno taki był wg Tomasa i jego byciem w szafie. Biedaczysko by był.
    I Gratuluje rozpoznawania imion. Na pocieszenie ci powiem ze imiona jak Cody i Coli… to jednak za dużo takich samych imion nawet jak dla mnie i czasami machnę się pisząc ;p

    vivitcorde >> HAHHAHAHA, tez dobrze ;) też tak może być. Ale może nie na czole. Możesz druknąć i schować go pod poduszkę ;p

    saki >> Taaa, czasami uda nam się zrobić dobrą niespodziankę :) I, że tak się wyrażę, zadowolić, więcej niż jedną osobę. W ogóle widzę, ze porównanie do gołąbków jest coraz powszechniejsze. Ale miło czytać, że sa różne poziomy słodyczy. To znaczy, że nie jesteśmy kute na jedno kopyto i umiemy robić rzeczy w różny sposób ;p W ogóle mam wrażenie ze nowe określenie się pojawiło „korki z matmy”. Cóż, nie kojarzą mi się te jakoś dobrze, ale im pewnie będą lepiej. Nie zapeszając, może jakimś cudem Tomas będzie na tyle dobry z matmy, że korków nie będzie potrzebował błahaha. Jestem złą kobietą ;p A Tomas jest faktycznie bardziej… zdesperowany do bycia topem. Ale powtórzę się, „nie uprzedzajmy faktów” ;)
    Szczurki widzę, że cieszą się dużą popularnością :D To słodkie. A to jak o tym piszesz jeszcze bardziej. Przydałby mu się taki mały „podpowiadacz” na ramieniu, który byłby tą nierozsądną stroną w jego toku myślenia, który pchałby go do Frania i pokazywał jak prawda na prawdę wygląda XD (Shiv, mistrz zdań z ładem i sensem) Co do alkoholu, to cóż, jest zawsze jakimś tam wyzwoleniem. Tak jak dla niektórych łatwiej gada się przez internet, bo np nie widzą swoich twarzy. Po Alko wszystko ci jedno, więc dlatego też tak często się pojawia w zbliżeniach i momentach przełomowych.Tak czy inaczej, czy następne zbliżenie będzie to się okaże ;) Kto też będzie się zbliżał do kogo też. Hahaha, jestem taka enigmatyczna, ale gorąco pozdrawiam i ściskam ;)

    Desire >> Uuuu, to już nieźle. Coraz wyżej na pudle ;) Bardzo nas to cieszy, znaczy że da się wkręcić w to opowiadanie, mimo że ma tylu bohaterów i w ogóle jest go mniej niz innych. I w ogóle ;p Niemniej, fajnie że rozdzialik się podobał. Widzę po komentarzach, że zyskał w waszych oczach, bo tyle komentarzy :D Super super super. Chyba lubicie przełomy ;p Cóż, same lubimy takie zbliżanie się do siebie par ;) To ekscytujące więc całkiem rozumiem. „Tomas i Woody to taka mega urocza para, że jeśli oni nie będą razem to ja się chyba załamie.” nie załamuj się, na razie dobrze im idzie więc można być pełnym nadziei. Pytanie jak na ich bycie razem wpłynie projekt. W końcu może wiele zniszczyć, ale nie wprowadzam tu zamieszania. Zresztą, takie problemy tyczą się wszystkich bohaterów tutaj. Projekt może pokrzyżować im plany nawet najlepsze a nas będziecie wieszać na suchej gałęzi ;p
    Hahaha, oo to super jak sa ulubieni :D Nie mogę nic zdradzić jak się potoczy akcja, bo spoilery to zło, ale będzie ciekawie :D To mogę obiecać. Będzie dość… mam nadzieje, oryginalnie. Uh, nie obiecuje, bo będzie, że inaczej to odbierzecie i będzie, że Shiv naobiecywała gruszek na wierzbie ;p
    także ściskamy, byle nie za mocno, aby nic nie uszkodzić :*

    Flea >> Zawsze coś w zastępstwie co nie? Nie może być zresztą tak źle jak chłopię jest gorące. Ale ale, Patrick nie umarł, więc jakoś tam powinno sie wyrównać :*

  12. Flea pisze:

    EH.
    Czuję, że moja teoria Patrick x Sebastian umarła.
    No cóż.
    Mam w zamian gorące, latynoskie chłopię!

  13. Desire pisze:

    Wow! Wiecie co? Z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej lubię to opowiadanie, a że w moim własnym rankingu Waszych opowiadań jest na 3.miejscu to już naprawdę wysoko!
    Co tam się dzisiaj zadziało! Wow…
    Tomas i Woody to taka mega urocza para, że jeśli oni nie będą razem to ja się chyba załamie. Na serio, kibicuję im bardzo gorąco!
    Ta scenka w samochodzie była naprawdę świetnie napisana i zawsze tu u Was urzeka mnie to, że uczucia chłopaków są bardzo przejrzysto opisane. Chwali się :D
    A Fran i Seba to moja ukochana para z tego opowiadania, więc wyobraźcie sobie proszę mój zaciesz w trakcie czytania scen z pokoju w motelu :3
    Było tak gorąco jak tylko mogło być na tym etapie ich, już i tak nie zbyt klarownej, znajomości. I na serio wow! Kocham ich i mam nadzieję, że nie będą zaprzeczać za bardzo. Chociaż mam wrażenie, że to Sebastian będzie starał się to jakoś zbyć i przeanalizować jakoś w samotności, że zacznie się izolować. Ale mam nadzieję, że tak się nie stanie i wszystko sobie wyjaśnią!
    W ogóle, wyznanie Francisco było meeegaaa urocze!
    Kocham Was za to :D
    Pozdrawiam i ściskam ;)

  14. saki2709 pisze:

    Kocham ten rozdział <333333 Myślałam, że będzie tylko jedna para, a na drugą będę musiała czekać 17 dni, a tu taka niespodzianka.
    Woody i Thomas są taaaacy słodcy, ale inaczej niż gołąbki. Nie przyprawiają o mdłości w swej słodkości. Coraz śmiejej sobie poczynają, i podoba mi się to. Nie przeszkadza mi to, że stopniują swoje zbliżenie. Są razem i to się liczy. Na korki z matmy jeszcze przyjdzie czas XD Ważniejsze jest to, żeby od "lubię" przeszli do "kocham". A jeśli chodzi o to, kto będzie na górze przy ich pierwszym razie… nie mam pojęcia. Obaj wydają mi się uniwersalni i raczej będą się wymieniać rolami, ale ktoś musi być pierwszy… Obstawiam, że to jednak będzie Tommy. Już od jakiegoś czasu mu się marzy, żeby się dobrać do dupci Woody'ego.
    A co do moich szczurków kochanych <33333333333333333333333
    Seba, uwielbiam cię za ten pocałunek. Cieszę się, że tym razem to on wyszedł z inicjatywą. Teraz nie będzie mógł zwalić winy na alkohol.
    Ja wiedziałam, że chłopcy będą zwracać większą uwagę na siebie nawzajem, niż na płeć piękną. Niby czemu Sebastian odciągał Frania od jakieś lasi, jeśli według niego za długo z nią przebywał? Że niby nie chciał zostać w tyle? Czemu on się tak oszukuje? Zwyczajnie był zazdrosny. Ok, wiem. To dla niego nowa sytuacja i w pewnym sensie boi się tego o czym myśli i pragnie. Dlatego najlepiej mu zwalić na alkohol. Właśnie. Alkohol. Czemu zbliżają się do siebie tylko wtedy, kiedy im w głowie szumi od procentów? Może dlatego, że przez procenty mniej myślą, a więcej kierują się instynktem. Ale tak jakoś… Chciałbym, żeby ich następne zbliżenie nie było spowodowane alkoholem tylko tym, że oboje tego szczerze i świadomie pragną. Seba zdecydowanie za dużo myśli. Jak tak będzie wszystko szczegółowo analizować, to w życiu się do siebie nie zbliżą. Albo tylko wtedy, kiedy znowu się upiją, o ile Seba nie postanowi być ostrożny i nie będzie pił z Franiem… Jak ją chcę, żeby ten jego chłopak z wymiany stał się jego prawdziwym chłopakiem. Mam nadzieję, że rano sobie szczerze pogadają o tym, co się między nimi dzieje. Ciągnie ich do siebie nawzajem i jest to niezaprzeczalny fakt. Muszą coś z tym zrobić, a najlepiej spróbować być razem. Uwielbiam ich pocałunki. Są takie gorące… A Franio musiał się strasznie napalić, skoro doszedł od samych pocałunków i macanek.
    Jeszcze tylko Eric. Niech on w końcu postanowi spróbować z Foxym. Byliby taką kochaną parką…
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  15. vivitcorde pisze:

    Chciałabym powiedzieć to jakoś inaczej, ale…TAK, TAK, TAKTAKTAKTAAAAAAK!!!! JESJESJES! ZAPISZĘ SOBIE NUMER TEGO ROZDZIAŁU NA CZOLE

  16. Aeneryss pisze:

    Oni zadużo myślą! Szczególnie Sebastian. Jakie to wszystko byłoby piękne, gdyby Sebastian przestał myśleć i po prostu się poddał temu, co chce. Oni byliby taką cudowną parą! Ogólnie szczerość Frania jest taka… urocza ^^ A ta podświadoma zadrość Sebastiana perfekcyjnie do niego pasuje. No i te jego reakcje na zakłopotanego frania… No normalnie sie rozpływam <3 Ale to chyba było do przewidzenia, że ten wypad do klubu sie tak skończy. Ale dosc o nich, w końcu w rozdziale byli jeszcze Woody i Tomas. Oni też są super. W sensie… Woody ma w sobie coś takiego, że polubiłam go od razu jak sie pojawił (przez wasze opowiadania zaczynam mieć słabosc do ludzi w dredach), a Tomas jest po prostu uroczy ^^ Szkoda tylko, że Trey obraził sie na Woddy'ego, bo ich relacja też była perfekcyjna. Wszystko wina Cody'ego. I dyrektora, który niezbyt umiał to wszystko rozegrać. A jak już jestem przy Codym… W momencie, w któym na ofiare wybrał Woody'ego, cicho liczyłam na to, że uchwyci na zdjęciu jego pocałunek z Tomasem albo jeszcze lepiej, ten eksperymentalny z Trey'em. To nie jest tak, ze ja mam coś przeciwko parze Woody-Thomas, bo oni są perfekcyjni, ale takie zdjęcia by cudownie namieszały c:
    Właśnie sobie uświadomiłam, że powoli (baaaardzo powoli, ale jednak) przestają mi się mylić imiona bohaterów. Ponad 12 osób to jednak dla mnie za dużo do ogarnięcia xD

  17. Katka pisze:

    O., w tym nieprzyspieszaniu niczego Woody i Tomas są dość oryginalni, a chciałyśmy, żeby ciekawie było i każdy przebieg tego poznawania siebie i nastoletnich pierwszych miłości był jednak zróżnicowany, więc fajnie, że to się wydaje słodkie ;) Nooo i to tym razem Sebcio się wykazał, wooow. Tak jak Alex, powinien się częściej upijać XD I faktycznie mógłby przystopować sumienie, chłopak zdecydowanie za dużo myśli XD

    Liv, hehe, znów zacytowałaś jakieś perełki XD Pomyślałam o tekście na kubek, ale raczej nikt nie chciałby pić z kubka z napisem „Podoba ci się mój penis?” XD Nooo i teoretycznie tylko Eric został. Zobaczymy, czy z nim też tyle trzeba będzie czekać. Jakby nie patrzeć, mamy już 25 rozdział, a chłopcy dopiero się rozkręcają XD Coś powoli im idzie to przekonywanie swoich umysłów, że chcą kręcić z chłopakami XD „Zastanawiam się, kto komu będzie wkładał przy ich pierwszym razie ^^” – hehe, wielka zagadka, która może niebawem się rozwiąże. A co do klubów się ogólnie zgadzam, też nie przepadam. Dzięki za komenta! ;)

    Omega, hehe, lubię, gdy rozdziały pozytywnie nastrajają na cały dzień. Takie mission completed. Woody i Tomas naprawdę nieźle się trzymają, ale jak widać już im ciśnienie rośnie, więc trudno im z tym walczyć XD To tak jak mieć całą tabliczkę najlepszej czekolady i wmawiać sobie, że codziennie będzie się jadło tylko kosteczkę… Niewykonalne XD Jak wytrzeźwieją to rzeczywiście różnie może być. Mogą podejść do tego jako do przełomu i przyznania się, że faktycznie COŚ jest na rzeczy, a równie dobrze mogą się tego wystraszyć i udawać, że nic się nie stało. Opcji jest wiele, więc podoba mi się, że wysnuwacie swoje podejrzenia :D Ooooch i seksy będą, spokojnie :D Wiem, że tutaj nieźle dozujemy Wam zbliżenia, ale rośnie napięcie i już niemal wszystkie pary coś tam zaczynają w tym kontekście ;)

    Linerivaillen, fajnie, że scenki się podobały i tak, można się było domyślić, jak to się skończy XD Oj, a Woody i Tomas jak gołąbki? Hm, myślę, że chłopcy będą mieli więcej zawirowań niż Rush i Charlie ;)

  18. linerivaillen pisze:

    Aż słyszałam to „!Hola, Guapa!” w wykonaniu Francisco xD Szkoda, że Guapa, nie Guapo xD pinkne sceny. Obie. Ja po prostu wiedziałam, że tak to się skończy. A Woody i Tomas zaczynają podejrzanie przypominać mi gołąbki…

  19. Omega pisze:

    Jestem naprawdę zadowolona po tym rozdziale i będę miała dobry humor przez cały dzień :D (chyba został jeszcze tylko postęp Erica z Julesem, no chyba, że rudowłosy przyjaciel Sena, również będzie miał swoje chwile sławy xD) Jestem zdziwiona, że Woody i Tomas dopiero teraz się za siebie zabrali, ale to urocze jak oboje się powstrzymywali do tego momentu i jak im zależy na sobie i na tym, jak wypadną w oczach swojej drugiej połówki. :3
    Sebcio i Franio <3 Myślałam, że Franio ponownie wyskoczy z inicjatywą, ale Sebastian mnie tutaj mile zaskoczył :3 Alkohol działa cuda ^.^ Pewnie jak wytrzeźwieją, to będzie między nimi taka dziwna niezręczność, ale mam nadzieję, że nie zwalą swojego zachowania na alkohol i nie puszczą tego w zapomnienie, bo bym chyba wam tego nie wybaczyła :) Cóż… życzę weny i oby z czasem przybyło seksów :D (chociaż rozdziały bez nich również są interesujące, ale jednak moja zboczona natura woli zbliżenia fizyczne :3)

  20. Liv pisze:

    „Podoba ci się mój… penis?” <3
    "Miał nawet cztery pary oczu, co było na swój sposób fantastyczne, bo przecież były takie śliczne." <3
    No. No. O jezuu, czuję się spełniona. A w sumie to jednak nie do końca, bo czekam na taki sam przełom, tylko z Erickiem. Ale było cudownie, Fran był taki słodki i gorący, że sama się topię. Dobra, nie. Ale był cudowny, Seba też, wreszcie sam zainicjował, nie może mieć pretensji. A Tomas i Woody obydwoje byli uroczy. Zastanawiam się, kto komu będzie wkładał przy ich pierwszym razie ^^
    Nie wyobrażam sobie Fran wyrywającego w klubie, jakoś nie podoba mi się to. Nie że zarezerwowałam go dla Seby, tylko takich gównianych klubów nie lubię. :) Ale potem wszystko zostało wynagrodzone :3
    Super i seksownie, no.

  21. O. pisze:

    Woody i Thomas! Ale oni jakos nie opanowali tego rozdziału:) ale słodkie było jak obaj nie chcą niczego przyspieszać i czekają na wiecej na odpowiedni czas.. Ale dłonie! Lubie jak pary trzymają sie ze rece <3
    !! Sebcio! Myślałam że to prędzej Franio wyjdzie z inicjatywą a tu taka miła niespodzianka!! <333 haha i ta zazdrość podswiadoma <33333 to mi sie w nich podoba ogl w tym opowiadaniu ze czytamy o takich pierwszych pierwszych uczuciach <3 i Franio i ta jego szczerość nie tylko werbalna ale i cielesna <3333 mam przeogromna nadzieje,ze obudza się objęci xD i że dadzą radę to na spokojnie ogarnąć a Sebcio przystopuje swoje sumienie xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s