Love Interest – 13 – Żadnej kobiety

Zrobiło się naprawdę późno, gdy Percy i John wrócili z kolacji do rezydencji. Co prawda znajdowało się w niej jeszcze trochę klientów, którzy uprawiali seks z pracownikami w odpowiednich pokojach, a kilka dziewcząt i chłopców wychodziło, żeby pojechać do klientów na noc. Ale mimo to w rezydencji było znacznie ciszej i spokojniej niż w ciągu dnia. John i Percy dotarli więc do sypialni tego drugiego niezaczepieni przez nikogo.
— Pozwolisz, że tu zawieszę płaszcz? — zwrócił się do mężczyzny John, kiedy weszli do pokoju i pan domu zbliżył się do fotela przy biurku, by użyć oparcia jako wieszaka.
— Oczywiście, nie ma problemu. Rozgość się — odparł Kapran, patrząc co rusz na mężczyznę. Wypili całą butelkę wina, która bynajmniej ich nie upiła, ale miło zrelaksowała. Przez to Percy bardziej czuł ekscytację niż zdenerwowanie, że pan tego domu gości w jego pokoju. Tak mniejszym od jego własnych apartamentów.
— Dziękuję. — John pozbył się wierzchniego odzienia oraz butów i rozejrzał się po pomieszczeniu. Uśmiechnął się lekko na widok małego stosiku książek na szafce nocnej Percy’ego. — Ashley chwaliła mi się, że pożycza od ciebie książki. Teraz wiem dlaczego. A obawiałem się, że pozbawia cię tym samym czegokolwiek do czytania.
— Na szczęście nie. Tym bardziej teraz, kiedy mam większy wpływ na comiesięczne zamówienia książek do biblioteki. Co prawda nie ja komponuję listę, ale zamówienie ostatecznie trafia do nas, aby uregulować należności — odpowiedział Percy, rozbierając się powoli z marynarki, a następnie z koszuli.
John skinął na znak zrozumienia i pozbawił się krawata, a następnie zaczął rozpinać kolejne guziki w swojej śnieżnobiałej koszuli. Nie powiedział już nic, tylko patrzył przy tym na drugiego mężczyznę.
— Wiesz, czego żałuję? — spytał Percy, kiedy już odwiesił górę swojego ubrania. Był tylko w dobrze na nim leżących spodniach, pod którymi rzeczywiście delikatnie odznaczał się skraj bokserek, ale w tej chwili Johna to tylko bardziej podniecało.
— Co takiego?
— Że nie mam nawet realnej możliwości zrewanżować się za tę kolację.
John od razu spojrzał mu w oczy i gdy odrzucił swoją koszulę, również zostając w samych spodniach, zbliżył się do niego.
— W jaki sposób chciałbyś to zrobić? — zapytał, obejmując go w pasie.
— Wypadem w jakieś inne miejsce. Ale jedyne co mogę zrobić, to dowiedzieć się, czy można urządzić pokaz tenisa.
— To będzie doskonały rewanż, jeśli rzeczywiście zaprosiłbyś mnie na jakiś swój mecz — zapewnił John, głaszcząc go niespiesznie po nagich plecach i czasem przesuwając palcami pod paskiem spodni.
— Mimo wszystko przywykłem do czegoś innego, ale jeśli to też cię ucieszy, to już mi lżej. — Percy wykonał lustrzany gest Johna.
— Bardzo. I nie zobaczysz mnie raczej z pomponami, ale na pewno będę ci wewnętrznie kibicował. — Starszy mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i pocałował go. Bynajmniej nie skończyło się na cmoknięciu, bo pieszczota znacznie się przedłużyła.
Percy stęknął w usta mężczyzny, mocniej chwytając się jego pleców. Jedna jego dłoń też zawędrowała w górę na włosy pana domu.
— John… John Brown z pomponami lub chorągiewkami to byłby… niezapomniany widok — zakpił i odwrócił ich, sadzając swojego pana na łóżku.
Przy tym dłonie Johna zsunęły się z jego pasa na biodra, a ciemne oczy spojrzały w górę.
— Mogłyby się nie skomponować z moimi garniturami…
— Nie? — spytał drwiąco Percy i przesunął palcami we włosach mężczyzny. — Miewasz erotyczne sny?
— Jak każdy… — John przymknął na moment oczy i niespiesznie zaczął rozpinać mu spodnie.
— I o czym śnisz? — pytał dalej Kapran, nie przestając masować głowy mężczyzny. Mówił też ciszej niż na początku, kiedy wrócili z kolacji.
— O orgiach w opuszczonych budynkach, w których w moich snach nie wiem czemu nigdy sam nie biorę udziału. O zupełnie wyciemnionych pokojach, w których kocham się z moim przyjacielem z Włoch, z tobą czy z kimś, kogo nawet nie mogę zidentyfikować. O kochaniu się na płynącym po jeziorze łóżku — wyliczał niespiesznie John, obsuwając w końcu jego spodnie w dół i wyciągając penisa z bielizny.
— Ciekawe masz sny, John… Bardzo, mam wrażenie, emocjonalne. Lubisz któryś szczególnie? — spytał Percy, pochylając się do siedzącego mężczyzny i pocałował go w skroń.
— Kiedyś śniłem o tym, że prosisz mnie o więcej — opowiedział John z zamyśleniem, ale też pewną zmysłowością w głosie. Poruszył przy tym dłonią po penisie drugiego mężczyzny. — To był dziwny sen, bo nie pamiętam zbyt wiele fizycznych rzeczy, żadnej penetracji, całowania, ale dużo szeptałeś, poruszałeś się na pościeli bardzo czarująco i wydawałeś wiele podniecających dźwięków.
Percy poczuł, jak po ciele przechodzą mu dreszcze, kiedy John to mówił. Wręcz czuł, jak jego słowa go elektryzują i… zawstydzają.
— Nie wiem, czy powinienem tego słuchać, bo może się okazać, że wykorzystam twoje fantazje, aby cię zmanipulować — zasugerował, chcąc jakoś przedstawić się w gorszym świetle.
— Jeśli tak miałbyś mną manipulować… pozwalałbym ci na to bardzo często — wyszeptał John, pochylając się do jego podbrzusza i mokro je całując.
— Cóż za odważna deklaracja — odparł Percy, ale bez głębokiego zastanowienia nad swoimi słowami, bo właśnie cała jego uwaga skupiała się na ustach Johna tak blisko jego penisa.
— A czego mogę więcej pragnąć? Skoro to moje fantazje… — mówił dalej cichym głosem John, sunąc swoim ostro zakończonym nosem po jego ciepłej skórze, aż na członek. Musnął go kilka razy wargami, co spowodowało głębokie zapadniecie się klatki piersiowej Percy’ego, kiedy ten wypuścił powietrze. Zacisnął trochę mocniej palce na włosach mężczyzny i oblizał usta.
— Zrobisz to?
John rzucił mu z dołu długie spojrzenie, ale nie odpowiedział werbalnie. Ujął za to nasadę penisa Kaprana, aby ten znajdował się w odpowiedniej pozycji i delikatnie naciągnął napletek. Gdy tylko ukazała się główka członka, mężczyzna dmuchnął na nią leciutko i pocałował jej szczyt.
Percy aż zadrżał i napiął mięśnie, w tym pośladków. Nie mógł oderwać wzroku od tego mężczyzny robiącego mu oralnie dobrze. Wręcz nie wyobrażał sobie, aby ten mógł posunąć się do czegoś takiego, aby mógł mu obciągać.
Wyglądało na to, że jest do tego bardzo przekonany. Jego dłonie nie drżały. Jedna pewnie trzymała mu penisa, a druga niespiesznie głaskała po boku i pośladku. Usta Johna za to dawały Kapranowi coraz więcej doznań. Szczególnie kiedy wargi objęły czubek penisa, ten wsunął się nieco głębiej w tę wilgoć i ciepło i został dość mocno zassany.
Młodszy mężczyzna jęknął i oparł się drugą dłonią o ramię swojego pana. Było mu z każdą chwilą coraz bardziej gorąco, a kolana chciały mu się ugiąć.
Nie miał pojęcia, jak często John robił komukolwiek loda albo jak dawno temu zdarzyło mu się to ostatni raz, ale na pewno potrafił to zrobić. Bynajmniej nie był gorszy od dziewczyn, które kiedyś mu ciągnęły. Brał go odpowiednio głęboko, poruszał głową w doskonałym rytmie i zaciskał wargi, aby mocniej go tym stymulować. Przy tym jego włosy, zawsze gładko zaczesane, odrobinę się rozburzyły, a ciemne oczy były zupełnie zamknięte. Nozdrza poruszały się, gdy rytmicznie oddychał przez nos.
Percy dyszał głośniej i głośniej, w końcu zsunął dłoń z włosów mężczyzny na jego policzek. Zadrżał, czując, jak do ust mężczyzny wsuwa się jego penis.
— Chodź na łóżko…
Kiedy John wysunął jego członek z ust, rozległo się przy tym głośne mlaśnięcie. Mężczyzna otarł wilgotne wargi i spojrzał na Percy’ego. Przytaknął i uniósł się, aby zdjąć spodnie i bieliznę. Przyglądały mu się przy tym czujne, iskrzące oczy jego podwładnego.
John, jak się okazało po rozebraniu się, miał już spory wzwód. Usiadł głębiej na łóżku i przemknął spojrzeniem po ciele młodszego mężczyzny. Ten dopiero teraz sam się rozebrał. Był lepiej zbudowany niż jego pan. Mięśnie opinała zdrowa skóra, a na niej rosły włoski. Nie za dużo, nie za mało. Był seksowny, taki nagi, z wilgotnym od śliny, sztywnym penisem, kiedy wszedł na łóżko, a następnie na Johna i pocałował go w usta.
Od razu dłoń jego pana spoczęła na jego boku i powoli przesunęła się na pośladek. Pomasowała go, a usta mężczyzny odpowiadały na pocałunek, rozchylając się i raz pozwalając się penetrować językiem, a raz samemu to robiąc.
— Zwykle robisz to u siebie? — spytał Percy, ocierając się o ciało pod sobą, nie tylko członkiem, ale też klatką piersiową. Jego usta zaraz po zadaniu pytania zsunęły się na szyję swojego pana. Były bardzo blisko jego licznych blizn, z których największa przechodziła przez sutek Johna.
— Zwykle tak, choć nie tylko. Nigdy jednak w pokojach chłopców — odpowiedział John, lekko odchylając głowę i przymykając oczy. Inicjatywa tego mężczyzny bardzo mu się podobała. Sam przy tym gładził jego plecy, włosy i pośladki.
Kapran uśmiechnął się do siebie. Lubił słuchać, że coś go odróżnia od innych tu mieszkających. Że robi z Johnem coś chociaż odrobinę innego niż te rzeczy, do których mężczyzna przywykł podczas spotkań z chłopcami.
— A tu ci się podoba? — wyszeptał, kiedy z nieznacznie przymkniętymi oczami obcałowywał ciało starszego mężczyzny.
— Tak. Mimo że nie jestem chory, tutaj dobrze czuję twój zapach. Choć pewnie nie da się tego porównać do tego, jak ty czujesz mój na górze — odpowiedział, obrysowując palcami wokół jego szparkę.
Percy wziął głębszy oddech, czując palce mężczyzny w tym miejscu. Zawsze tak było, chociaż miał wrażenie, że powoli malało to na intensywności.
— Masz rację. Ale jeśli chorzy są odrobinę jak zwierzęta, to pewniej czują się w znanych sobie zapachem miejscach — odpowiedział i polizał sutek mężczyzny. Był niby podobny do kobiecego, ale jednocześnie taki inny. Pod nim nie było przyjemnej miękkości, co jednak nie przeszkodziło Percy’emu w skubnięciu go zębami.
Odrobinę zaskoczony tym John sapnął cicho, cały czas obserwując podopiecznego. Jeszcze niedawno wzdrygałby się przed zbliżeniem do mężczyzny, a teraz sam go całował i pieścił.
John nic nie odpowiedział, tylko ostrożnie zagłębił opuszek palca w odbycie swojego sporo młodszego kochanka i zakręcił nim, naciągając pomarszczoną skórę.
Percy stęknął, nagle podrywając górę swojego ciała. Wziął kilka głębszych oddechów i dopiero spojrzał na mężczyznę leżącego w jego pościeli, na jego łóżku, w jego pokoju.
Przełknął głośno ślinę.
— Nie… nie uprawiam tu seksu… nie wiem więc… czy… coś mam…
— Oliwka lub krem? — zapytał John, domyślając się jednak, że niewielu mężczyzn miało więcej niż kilka podstawowych kosmetyków. Nie zamierzał naciskać. Mogli to zrobić inaczej, ale nie zaszkodziło zapytać.
Percy zamyślił się przez chwilę. Zupełnie tego nie przemyślał. Pokręcił głową, ale niemal w tym samym momencie coś mu się przypomniało. Nie wiedział tylko, gdzie to może dokładnie być.
— Jak… dużo tego powinno być?
— Trochę, żeby był poślizg. Nie musi być dużo — odpowiedział John, masując jego ciało rozluźniająco.
— To mam… balsam do ust. Muszę go tylko znaleźć. Nada się myślisz? — spytał ze średnim przekonaniem. Dodatkowo miał wrażenie, jakby szukając jakiegoś nawilżenia, na siłę sam dopraszał się seksu z mężczyzną.
— Myślę, że tak — przyznał John, nie wiedząc za bardzo, w jakiej formie i ile tego ma Kapran, ale postanowił dać temu szansę. Pocałował go przy tym i odsunął dłonie. — Poszukaj.
— Pomyśl, co robić, jak nie znajdę — odparł szybko Percy, zsuwając się z łóżka i tymi słowami usprawiedliwiając się przed porażką.
John nic nie odpowiedział, tylko sięgnął do swojego penisa, by chwilę się masturbować. Obserwował przy tym ciało Percy’ego, gdy ten poruszał się po pokoju w poszukiwaniu balsamu. Patrzył na jego szersze od swoich plecy, na jego dłonie, pośladki, uda… Zwilżył wargi językiem, kiedy właśnie tam się zapatrzył. Coś mu przyszło do głowy.
Młody mężczyzna przeprosił go jeszcze i zaczął intensywniej przeszukiwać swoją kosmetyczkę w jednej z szuflad. W końcu odwrócił się, mając w dłoni malutki, metalowy i płaski słoiczek. Był niebieski i tylko tyle z daleka mógł zobaczyć John.
— Jest dość miękki, trochę jak krem, ale tłustszy.
Pan domu zmrużył powieki i wyciągnął dłoń.
— Pokaż — poprosił, bo z daleka wydawało mu się, że jest tego bardzo mało i nie był pewien, czy wystarczy na seks pomiędzy udami, o którym pomyślał chwilę temu.
Percy podał mu opakowanie. Było faktycznie niebieskie. Na wieczku był napis, że wspomniany balsam faktycznie jest masłem do ust, bezzapachowym i bezsmakowym. Dodatkowy napis podkreślał, że jest dla mężczyzn.
John odkręcił słoiczek i dotknął mazi opuszką palca wskazującego. Konsystencja była odpowiednia, ale uznał, że może nie wystarczyć i obtarłby boleśnie uda Percy’ego. Do seksu analnego za to na pewno wystarczy.
— Jest idealny — powiedział i pociągnął na łóżko drugiego mężczyznę. — Połóż się.
Percy skinął głową i wszedł na posłanie bez słowa. Jak już przywykł do… ogólnie przywykł do Johna i tego erotyzmu, jaki wkradał się między nich co jakiś czas, tak ogarniały go wątpliwości, czy jest na właściwym miejscu, kiedy jego pan kazał mu się kłaść, trzymając pojemniczek nawilżenia w dłoni.
John popatrzył na niego z góry i poczuł rosnące podniecenie, ale też coś innego. Zawahał się, skupiając wzrok na jego wyrazie twarzy i w końcu zawisnął nad nim.
Uznał, że najwyżej przerwą, ale postanowił zrobić to powoli i delikatnie. Nasmarował więc najpierw swojego penisa, a potem Percy nagle poczuł śliską od balsamu dłoń Johna pomiędzy swoimi udami. Smarowała je odpowiednio, co raz przypadkiem trącając jego jądra.
Odetchnął głęboko, zamykając oczy. Chciał się odprężyć i skupić na przyjemności. Wiedział, że tak się dało i wystarczyło odpowiednie nastawienie. Miał jednak pewne opory, które ciężko było mu przełamać. Przez to czuł się czasem jak nieśmiała, głupiutka dziewczyna, która jest zmuszana do seksu przez swojego męża, za którego została wydana przez rodziców. A przecież ani nie był zmuszany, ani nie był głupiutką dziewczyną.
Rozsunął bardziej nogi i objął jedną ręką ramiona mężczyzny.
John nic nie mówił, bo w takiej chwili jednak nie bardzo wiedział co. Nie chciał go płoszyć, ale domyślał się, że raczej żadne słowa go nie uspokoją. Starał się więc rozluźnić go bardziej dotykiem.
Pocałował go kilka razy w szyję, a potem przewrócił go bardziej na bok i położył się za jego plecami.
— Ściśnij uda — szepnął mu do ucha.
Percy ściągnął brwi i spojrzał na mężczyznę pytająco. Nie rozumiał, co ten zamierza, ale nie wiedział też, jak ma o to spytać.
John odpowiedział pewnym spojrzeniem i sam złączył jego nogi. Potem przytknął penisa do jego ud i wsunął go pomiędzy nie. Na razie było ślisko, a i dodatkowo poczuł przyjemny dreszcz, kiery trącił czubkiem jądra swojego podopiecznego.
— Jakby cię bolało od tarcia, powiedz — rzucił i objął go w pasie, po czym złapał jego członek. To była do tego idealna pozycja. Mógł go przy tym masturbować.
Kapran stęknął, czując gorąco penisa pomiędzy swoimi nogami. Dosłownie między nimi. Jak to przesuwało się, ocierając o jego krocze i jądra.
— Zu… zużyłeś wszystko na teraz? — spytał, podpierając się z przodu dłonią, aby zachować wygodną pozycję.
— Tak… Było dość mało, więc będzie ostrożnie — odpowiedział John, powoli poruszając dłonią po całej długości penisa Percy’ego. Całował go przy tym po karku i ramionach, z lubością wyczuwając, jak jego uda się ściskają. Oczywiście w jego odbycie byłoby mu dużo ciaśniej, ale sam fakt, że robią coś innego, bardzo go nakręcał.
Kapran już nie odpowiedział, tylko kiwnął głową na znak, że rozumie. A kiedy po chwili John trochę zwolnił ruchy swojej dłoni na jego penisie, sam poruszył biodrami. Na razie było dobrze, nic go nie obcierało, chociaż… było dziwnie. Na szczęście mógł przed samym sobą przyznać, że najprzyjemniejsze w tym były ruchy dłoni na penisie i John przylegający do jego pleców. Co raz go całujący albo dyszący mu w skórę.
Zdał sobie też sprawę, że coraz bardziej czuje jego zapach. Im mocniej podniecony był John, tym więcej go wydzielał. Dodatkowym plusem był fakt, że i jego dłoń zrobiła się dużo cieplejsza i dawała mu sporo przyjemności, kiedy go masturbowała.
Sam John czerpał z tego stosunku multum rozkoszy. Jeszcze kilka miesięcy temu tylko marzył o tym, aby pieprzyć tego mężczyznę. Młodszego od niego o ponad piętnaście lat, przystojnego, inteligentnego, seksownego… A teraz wsuwał członek pomiędzy jego uda, mając go w swoich ramionach. Tylko dla siebie.
— Żadnej kobiety — sapnął mu niespodziewanie prosto do ucha, trochę przyspieszając.
Percy odwrócił głowę na ile mógł, aby chociaż trochę zobaczyć twarz swojego pana.
— Co…? — wydusił, nie łapiąc kontekstu. Czyżby John coś wcześniej powiedział, czego nie usłyszał albo nie zapamiętał?
Jego pan odpowiedział zdominowanym przez żądzę spojrzeniem, a jego penis co raz uderzał w genitalia młodszego mężczyzny.
— Nie chcę, żebyś miał jakąkolwiek kobietę — powtórzył wciąż nieco zachrypniętym, cichym głosem, ale brzmiał pewnie i nawet odrobinę zaborczo.
— Już… oh… już to mówiłeś. I… przecież nie mam — wydusił Percy i od razu przechylił się do przodu, ściskając nagle mocniej uda i pośladki kiedy silniejszy dreszcz przeszył jego ciało.
— Dobrze — podkreślił John, wsuwając nos w jego szyję, a w jego podświadomości odbiło się dodatkowo „nigdy”. Tego jednak nie powiedział głośno, tylko przycisnął mężczyznę do siebie, aby na całej klatce piersiowej poczuć jego plecy. Poruszył biodrami jeszcze kilka razy, nie wstrzymując się, aby nie zabrakło poślizgu. Dlatego dość szybko spryskał do tyłu jądra Percy’ego swoim nasieniem.
Ten poczuł to od razu, tak samo jak dreszcz, jaki przeszedł mu w górę kręgosłupa. Czuł, jak klei się między nogami. Rozsunął je, zerkając w dół.
Jego krocze było białawe od spermy, a czubek penisa Johna jeszcze chwilę poruszał się w przód i w tył na jego udzie. Sam mężczyzna odetchnął głębiej na kark swojego aktualnego kochanka i wznowił jego masturbację. Cieszyło go, że czuje sztywność pod palcami.
Kapran jeszcze moment patrzył się w dół, aż w końcu rosnąca przyjemność zamknęła mu oczy. Stęknął głośno, odchylając się do tyłu na ciało starszego mężczyzny. Drżał od zbliżającego się orgazmu.
Kiedy wreszcie dłoń Johna doprowadziła go do finiszu i zmoczył spermą pościel, mężczyzna za nim tylko objął go w pasie i mocniej przytulił od tyłu. Kochał tego mężczyznę. A może kochał jego ciało, a z umysłem czuł bardzo silne połączenie? Nie wiedział. To uczucie wydawało mu się bardzo skomplikowane, ale tak, chyba była to po prostu skomplikowana miłość.
Na szczęście nie musiał nic teraz mówić, niczego tłumaczyć, bo Percy nie wymagał tego. Tym bardziej teraz, kiedy tylko leżał w jego ramionach, uspokajając się.
— Boli cię? — usłyszał po chwili szept swojego pana, który powoli zsunął dłoń w dół, aby dotknąć jego uda.
— Nnn… Tylko trochę piecze. Ale ten balsam jest ponoć nawilżający, więc nie powinien zaszkodzić nawet na podrażnioną skórę — odparł Percy z lekkim rozbawieniem na koniec.
— Mam nadzieję. Nie chcę cię skrzywdzić. Co by Susan powiedziała, jakbyś krzywo szedł przez wasz gabinet?
— Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć — stwierdził i dopiero obejrzał się na Johna. — Odsuniesz się? Przekręciłbym się na plecy.
John przytaknął i puścił go, aby mężczyzna mógł to zrobić. Sam po prostu opadł głową na poduszkę, przyjemnie zmęczony.
— Jeśli będziesz chciał tu częściej przychodzić, to muszę wziąć kilka rzeczy z magazynów — kontynuował Percy, kiedy tylko się ułożył. Miał na myśli magazyn, w którym trzymali całe zapotrzebowanie dla burdelu Johna Browna. To erotyczne też.
— Zdecydowanie. Na balsamie do ust długo nie pojedziemy — odpowiedział John, sięgając po porzucone opakowanie na pościeli. Uniósł je w gorę i przekręcił kilka razy. — Tym bardziej, że jest już puste.
— I tak do zimy nie będzie mi potrzebne.
— Więc używasz go w zimę. Teraz rozumiem, dlaczego nie mogłeś go znaleźć.
Percy przeciągnął się. Powoli czuł, jak wilgoć na jego ciele robi się coraz chłodniejsza i mniej przyjemna.
— Usta wysychają mi zimą, a nie mogłem pokazywać się klientkom z popękanymi wargami.
— Teraz wyglądają bardzo dobrze… — John skierował spojrzenie na jego wargi i przesunął po dolnej kciukiem. Potem okręcił głowę mężczyzny do siebie i pocałował delikatnie. — Dziękuję ci za miło spędzony wieczór.
Percy odpowiedział ciepłym spojrzeniem i skinieniem głowy.
— I nawzajem.
Po tym John uniósł się i podszedł do swoich ubrań.
— Zostawię cię już. Jutro czeka mnie ostatnie spotkanie z właścicielem galerii, w której ma być moja wystawa. Z samego rana. Dobrze by było, gdybym się wyspał.
Percy uniósł się, patrząc za mężczyzną.
— Dobrze, jeszcze raz dziękuję za wieczór — odparł, mimo że miło byłoby mu, gdyby jego pan został z nim jeszcze trochę. Jego argumenty były jednak logiczne, nie było więc sensu go zatrzymywać.
— Cała przyjemność po mojej stronie. Bez ciebie kolacja w tej restauracji byłaby znacznie gorsza — odpowiedział John, który już zakładał na siebie ubrania. — I chciałbym, żebyś pojawił się na wystawie. Mógłbyś? — dodał, przy zarzucaniu płaszcza przez ramię patrząc na swojego podopiecznego. Wciąż nagiego i tak przyciągającego.
— Jeśli będzie odbywała się w godzinach popołudniowych czy też wieczornych, a pan K nie da mi żadnych innych zadań, to nie widzę problemu. Tym bardziej, że i tak ty, John, całkowicie dysponujesz moim czasem.
— Twoje chęci jednak są nadal w twoim władaniu — zauważył mężczyzna, już podchodząc do drzwi i na moment się przy nich zatrzymując.
— W takim razie nie pytaj, czy mógłbym, tylko czy chciałbym. I tak, chciałbym — odpowiedział Percy z zadziornym uśmiechem w kąciku ust.
John wewnętrznie uśmiechnął się szerzej. Podobała mu się to w Kapranie. Widział, że im swobodniej się czuł, tym na więcej sobie pozwalał… i było to przyciągające. Lubił uległość wśród swoich chłopców i ich, kolokwialnie mówiąc, lizanie mu dupy, ale to, jak zachowywał się Percy… Był zupełnie inny i tym samym przyciągał Johna. Tak, zdecydowanie to było coś, w czym można się było zakochać.
— Dobranoc, Percy — odpowiedział tylko, jeszcze raz lustrując spojrzeniem całe jego ciało, aby zatrzymać ten obraz w głowie przynajmniej do czasu, aż sam nie zaśnie.
— Dobranoc, John — odparł Percy i to było ostatnim, co usłyszał pan domu, nim zamknął za sobą drzwi.

*

Wielkie okna dające doskonałe światło. Jasne, gładkie ściany. Wysoki sufit. Obrazy i fotografie powieszone w całej galerii prezentowały się w tym otoczeniu idealnie. Pełne włoskich krajobrazów, zupełnie innej kultury, pełne żywych barw i ciepła. Ludzi też było o dziwo bardzo wielu. Każdy spacerował wzdłuż ścian, oglądał dzieła, a w drugiej części przestronnego pomieszczenia mógł napić się lampki wina i zakosztować drobnych przekąsek. Można było tu kluczyć pomiędzy ściankami dodatkowo rozstawionymi w strategicznych miejscach na przestrzeni przeznaczonej na wystawę. Wszystko było bardzo dobrze rozplanowane.
Gdy tylko Ashley, ubrana w kremową, wąską sukienkę i wysokie szpilki, ujrzała wchodzącego przez dwuskrzydłowe drzwi Percy’ego, uśmiechnęła się i szybko do niego podeszła.
— Przyjechałeś — powitała go z sympatią w swoich jasnych oczach.
— Mhm, przyjechałem. Jakbym miał coś innego w planach — odparł przybyły, rozejrzawszy się naprędce i dopiero objął ją ramieniem, by całować w policzek. — Pięknie wyglądasz. Bardzo zdrowo.
— Szkoda, że to tylko pozory — odpowiedziała z nieśmiałym uśmiechem i obejrzała go z góry na dół. — Ty też wyglądasz niczego sobie.
Kapran odpowiedział miłym i ciepłym uśmiechem, aż samemu na siebie zerkając. Miał być kilka minut wcześniej, ale zmieniał ubrania więcej niż raz. Teraz był już w prostej, ciemnoszarej marynarce, wąskich, czarnych spodniach zaprasowanych w kant, które jednak estetycznie opinały jego nogi i pośladki. Pod marynarką miał jeszcze kamizelkę o ton ciemniejszą, a pod tym wszystkim białą koszulę oraz czarny krawat. Wyglądał elegancko.
— Przyszło więcej ludzi niż się spodziewałam — podjęła Ashley pełnym ekscytacji głosem. — Chodź, zobaczysz obrazy. John jest na razie zajęty, bo rozmawia z jakąś śmietanką towarzyską.
— Dobrze. — Percy uśmiechnął się do dziewczyny jeszcze raz, skinąwszy jej głową i zaoferował jej swoje ramię. — Jak w ogóle przebiega wystawa? Spokojnie? Pan Brown jest zadowolony?
— Tak, jest bardzo zadowolony. Poza tym… — Dziewczyna wstrzymała oddech na chwilę, kiedy podążali pomiędzy ściankami, na których zawieszone były obrazy. — Słyszałam, jak przy wystawie obrazów mojego ojca rozmawiał z jakimś jegomościem o kupnie. Kwota była duża, ale wciąż negocjowali — skończyła z przejęciem.
— Czyli jeszcze ta wystawa dodatkowo pójdzie na korzyść dla finansów domu. Chociaż sama organizacja kosztowała krocie — zauważył.
— Tak, domyślam się. Widzę po tym całym wyposażeniu, przekąskach lepszych niż niejedno najlepsze danie, jakie jadłam w życiu — odpowiedziała z uśmiechem, powoli krocząc z nim dalej. — Ale John obiecał, że ze sprzedanych obrazów pewien procent pójdzie dla moich rodziców. Jest kochany.
— W końcu to twoja rodzina jest po części autorami tych dzieł. Myślę, że nie było to aż tak „kochane” jak przyzwoite. — Percy starał się patrzeć na sprawę praktycznie, chociaż i tak myślał podobnie jak dziewczyna.
— Wiem, wiem… Cieszę się bardzo, że to zorganizowano — przyznała z westchnieniem.
Mijali po drodze wielu elegancko ubranych ludzi, zapewne głównie zdrowych. Stali w parach lub większych grupach przy obrazach i komentowali je. Głównie słychać było pochlebne opinie.
W końcu, po minięciu serii tematycznych obrazów z krajobrazami Sycylii, Percy i Ashley zobaczyli Johna. Ubrany w czarny garnitur z wąskimi mankietami, białą koszulę i również czarny krawat. Wyglądał bardzo dostojnie, teraz rozmawiając z dwójką mężczyzn prawdopodobnie mniej więcej w jego wieku.
Percy zlustrował go wzrokiem. Nie pojmował, jak taki elegancki mężczyzna, zdrowy i bogaty, interesował się kimś chorym, kto już go swego czasu zdradził. Mimo wszystko, pochlebiało mu to.
— Nie będziemy chyba im przeszkadzać — zwrócił się do Ashley, nieznacznie pochylając się do jej ucha. — Pan Brown przekazywał ci jakieś obowiązki, w których mógłbym ci pomóc?
— Mam zabawiać gości i opowiadać im o obrazach. Coś o tym wiem dzięki rodzicom. Nie wiem więc, w czym mógłbyś pomóc… — zamyśliła się. — Znasz się na sztuce? — zapytała, odwracając wzrok od swojego ojca chrzestnego.
— Trochę. Niespecjalnie na malarstwie, ale trochę na sztuce ogólnie się znam. Mogę więc ci towarzyszyć, jeśli byś chciała.
— Bardzo chętnie — zgodziła się i na chwilę przylgnęła do jego boku, nim poprowadziła go dalej, aby zagadać któregoś z gości.
Czas mijał, a przez galerię przewijało się sporo nowych osób. John dokonał kilka transakcji i widząc po ilości gości, wiedział, że koszta zorganizowania wystawy zwrócą się. Był z tego bardzo rad. A jeszcze bardziej, kiedy ujrzał Percy’ego pomiędzy tymi ludźmi, właśnie sięgającego po przekąskę z długiego stołu z białym obrusem. Skierował się tam więc i na sekundę położył mu dłoń na plecach w pasie, gdy stanął tuż obok.
— Miło mi, że się pojawiłeś.
Percy od razu się odwrócił i dopiero kiedy poznał, że to John, uspokoił się i odetchnął z ulgą.
— Chciał pan, abym się pojawił. Nie mogłem odmówić, poza tym jestem bardzo rad, że mogę być tu obecny. Wystawa robi wrażenie i cieszy się powodzeniem.
— Myślę, że trochę słońca z Włoch na tych obrazach przyniosło pewne ukojenie dla mieszkańców tego miasta — stwierdził starszy mężczyzna i sięgnął po nadziewaną papryczkę. — Doskonale wyglądasz — dodał, nim wsadził ją do ust.
— Dziękuje, pan… — Percy zawiesił głos i zerknął za siebie, czy nikt nie podsłuchuje. — Ty również.
John uśmiechnął się do niego oszczędnie i obejrzał się na gości spacerujących po galerii.
— Za godzinę będzie zamknięcie. Mam nadzieję, że nie nudzisz się zanadto. Widziałem, że towarzyszyłeś Ashley.
— Pomagałem jej w czasie rozmów o Włoszech i o sztuce. Bardzo dobrze sobie radziła, jest wyjątkowo urokliwą osobą, która wręcz przyciąga do siebie kolejne osoby — odpowiedział Percy z miękkim i zamyślonym uśmiechem.
John przez to czujniej mu się przyjrzał, ale nie zdradził swojego niepokoju. Zapytał jedynie swoim zwykłym tonem:
— Więc podzielasz moją decyzję o przeznaczeniu dla niej części udziałów w tym domu po moim odejściu? Wzbudza zaufanie.
Percy sięgnął po bardzo słabe wino i napił się łyka.
— Jedyne, co do czego miałem wątpliwości to moja osoba. A jej nie znałem, teraz jednak uważam, że naprawdę dobrze robisz — pozwoli sobie na poufałość, czując, że nikt ich nie podsłuchuje.
— Podoba ci się? — zapytał nagle John wprost, patrząc w jego ciemne oczy.
— Co?
— Ashley.
Percy ściągnął brwi i odwrócił się przodem do Johna. Jeszcze zerknął krótko i badawczo na otaczający ich tłum.
— To nawet nie ma znaczenia, więc po co pytasz? — spytał, pochylając się do swojego pana, aby ten go słyszał mimo ściszonego głosu.
— Pytam, bo chcę wiedzieć. Jestem ciekaw — odpowiedział John poważnym tonem, sięgając po kolejną papryczkę. Oczywiście wszystko tutaj było przygotowane dla zdrowych, więc nie miało w sobie zbyt wielu przypraw, a szczególnie pozbawione było soli, ale te konkretne papryczki bardzo mu smakowały.
Percy oblizał usta i wziął głębszy oddech.
— Jest atrakcyjną kobietą. I za taką ją uważam, jednak nie patrzę na nią w kryteriach „podoba mi się, nie podoba mi się”. Sam chyba nie chciałeś, abym to robił.
— Wiem jednak po sobie, że ciężko jest oprzeć się własnym wewnętrznym pragnieniom…
Percy zacisnął usta. Obejrzał się wokół siebie. Czuł niespodziewaną złość, która w nim wzbierała i nie umiał jej wytłumaczyć.
W końcu zbliżył się jeszcze bardziej do swojego pana i wyszeptał, aby tylko on go słyszał:
— To najwidoczniej jestem silniejszy niż ty. I przestań mi insynuować takie rzeczy, bo naprawdę zaprzątną mi myśli.
John delikatnie ściągnął brwi i przełknął papryczkę. Chwilę tylko patrzył na twarz swojego podopiecznego, który najwyraźniej na tyle rozluźnił się już w jego towarzystwie, że zaczął sobie pozwalać. To było… interesujące i pociągające.
— Wybacz mi — odpowiedział, lekko skinąwszy głową.
Percy patrzył na Johna chwilę, po czym odsunął się i wziął głębszy oddech.
— To ja przepraszam. Nie chciałem tego aż tak wyrażać.
— Spokojnie. — John położył mu dłoń na ramieniu w geście pojednania i gdy cofnął ją, obejrzał się w stronę głównej sali. — Pozwól, że wrócę do gości. Jeśli do godziny się nie znudzisz, wrócimy razem po zamknięciu.
— Będę czekać, proszę pana — odparł Percy z uprzejmym skinieniem głową, bo akurat ktoś podszedł do szwedzkiego stołu.
— Zatem do zobaczenia. — John obdarzył go jeszcze jednym, długim spojrzeniem i dopiero oddalił się w stronę gości w galerii. Kątem oka uchwycił postać swojej chrześnicy i mimowolnie przyjrzał się jej kształtom. Tak, Ashley zdecydowanie była atrakcyjna i w duchu liczył, że Percy go nie okłamywał…

14 thoughts on “Love Interest – 13 – Żadnej kobiety

  1. Basia pisze:

    Witam,
    świetnie, Josh goszczący w pokoju Perciego, no właśnie miałam wrażenie że doprasza się, a potem ta wystawa…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Bebok pisze:

    Ohoho. Percy pokazuje pazurki ^^ Trochę sobie chłopak zaczyna pozwalać, ciekawe czy mu się tym odbije ;p Fajnie, w końcu jego postać nabiera charakteru!
    John z pomponami… wyobraźnia podsuwa mi obrazy które mogą mnie prześladować do końca życia xd

  3. Illita pisze:

    Oj było gorąco… i to w dwojaki sposób! To jak Percy się praktycznie dopraszał o zbliżenie… A akurat mam słoiczek balsamu do ust pod ręką, jakoś dziwnie mi teraz z nim XD I w sumie zazdrosny John, ahh, miód na moje serce! Mam tak niewypowiedzianą radochę czytając każdy rozdział że czasem muszę aż zrobić przerwę w czytaniu żeby się wypiszczeć i móc czytać w spokoju dalej XD

  4. Katka pisze:

    Kaczuch_A, charakterki mają specyficzne, takie dwa chłody bym powiedziała, ale dobrze, że mimo tego (bo nie zawsze połączenie takich samych ogniw jest okej) czyta się ich fajnie. I spooooooooko, godzina Cię usprawiedliwia, a nawet jeśli nie byłoby tak późno, to i tak mamy zaciesz z każdego komenta! :D

  5. kaczuch_A pisze:

    Rozdział gorący i można wyczytać, że Panowie zbliżają się do siebie. Podobają mi się charaktery naszych głównych bohaterów i to sprawia, że opowiadanie jest ciekawe. Więcej, więcej~! :3

    PS.: O tak barbarzyńskiej godzinie nie stać mnie na lepszy komentarz xD

  6. Katka pisze:

    Omega, a to akurat było zabawne, bo jak przyszło co do czego, to wspólnie dumałyśmy, czego kurde mogą użyć jako nawilżenie, bo przecież faceci aż tak nie używają kremów czy jakichś innych cudów jak kobiety. No ale koniec końców padło na balsam do ust i jeśli dobrze pamiętam, było to chyba olśnienie Shiv.

  7. Omega pisze:

    Balsam do ust… tego się nie spodziewałam, ale najważniejsze, że zadziałało :) (Przyznawać się, która z was wpadła na ten pomysł xD) Nareszcie Percy i John ruszyli do przodu i nawet nie wiecie jak tego wyczekiwałam xD.

  8. Katka pisze:

    Liv, nooo emocje rosną i pokazuje się ich coraz więcej. Wszystko dzięki temu, że wychodzą z ról właściciel-sługa i dzięki temu poszerzają granice. Cieszymy się, że fajnie się to obserwuje. Ale niestety co do Twojego pytania, muszę Cię zmartwić, bo z Masonem i Joshem w LI już nic nie będzie. Jedyne, co mogę powiedzieć na pocieszenie, że pewnie jeszcze kiedyś pojawi się z nimi jakiś bonus, bo dobrze się ich pisze i można z nimi wykorzystywać wiele motywów, które innym parom nie pasują. I super, że przetrwałaś Outsidera! Jak widzę, nie jest to Twoim ulubionym opkiem, haha, ale to bez znaczenia. Fajnie, że się za niego po prostu zabrałaś i masz wszystko „odhaczone” :D I wiadomo, gusta są różne, więc nie dziwię się, że Ci nie podeszły ;) Luzik ;)

    O., jasne, że Percy mógłby wymagać. Pytanie tylko, czy już uważa, że mu można. W końcu długi czas był baaaardzo poddańczy i posłuszny, więc jego przełamywanie się musi też zajść w jego granicach „co mogę, a co nie”. Ale może zawalcz o swoje.

    Desire, wyłączność u tych panów byłaby słodka, więc może faktycznie do tego dojdzie. Dotąd jednak obaj walczyli z innymi problemami niż to (przekonanie heteryka do kontaktu z mężczyzną, pokonanie obaw itp.). Ale jak widzisz, już zaborczość zaczyna grać ważną rolę ;) Hehe, no i fajnie, że widać, że Percy już nieźle sobie radzi z takim kontaktem. Się uczy chłopak XD I bardzo, bardzo fajnie, że opowiadanie się podoba – ogólnie chyba świat Savage Virus przypadł Wam do gustu :D Pozdrawiamy cieplutko!

    Linerivaillen, najbardziej autentyczna para? Hm, może dlatego, ze staramy się zachować realizm mimo takiej a nie innej rzeczywistości i się to bardziej rzuca w oczy? Nie wiem, niemniej to miłe, co mówisz ;)

  9. linerivaillen pisze:

    Jak zawsze, cudowne <3 Uwielbiam Johna i Percy'ego. Nie wiem czemu, ale uważam ich za najbardziej autentyczną Waszą parę – mimo tej całej nadnaturalnej otoczki postapokaliptycznego uniwersum. I ta scena <3 mrrrrr… Chociaż John mógł zostać. Tak byłoby lepiej.

  10. Liv pisze:

    Właśnie, zapomniałam zapytać… Czy w najbliższych rozdziałach przewidziane są wzmianki o Masonie i Joshu? ^^ Uwielbiam LI, ale SV też uwielbiam i z każdym rozdziałem jeszcze bardziej wkręcam się w to uniwersum i strasznie tęsknię.. :)
    I w ogóle chcę się pochwalić. Przeczytałam Outsidera! Wprawdzie mój stosunek do wilkołaków się nie zmienił, ale Conall jest słodki, a Lian całkiem może być i jest bardzo „prawdziwy”. :) No i chociaż nie połknęłam historii w całości, a raczej pod koniec się przymuszałam (wybaczcie!), mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że przeczytałam wszystkie wasze opowiadania ^.^ Zresztą to nie wina tekstu, który jak zwykle świetny, tylko tych brudnych bestii bez klasy. Wilki są zajebiste, ale no nie mogę, coś mnie blokuje przed wilkołakami.. No, ale przeczytałam no :)

  11. Desire pisze:

    Percy się w końcu zaczyna rozkręcać i podoba mi się to nie mniej niż Johnowi :D
    A co do Browna to robi się zaborczy, znaczy zaczyna to w końcu wyrażać i mam nadzieję, że wyłączność jest im pisana ;) Postawa Kaprana w stosunku do Ashley mi się podobała, chociaż wydaje mi się, że dziewczyna może liczyć na coś więcej, albo po prostu ulega niewątpliwemu urokowi mężczyzny.
    Widać, że Percy już się w miarę przełamał co do kontaktów seksualnych z tym konkretnym mężczyzną skoro sam zainicjował takie zakończenie wieczoru… bardzo miłe zakończenie udanego spotkania :D
    Niesamowicie podoba mi się to opowiadanie, chociaż nie czuć tu już takich wyraźnych podziałów jak to jest w SV, które jednak nadal pozostaje na pierwszym miejscu (Mason+Josh=<3)
    Pozdrawiam gorąco i niecierpliwie czekam na dalszy ciąg

  12. O. pisze:

    Podobało mi się <333 ej jak John ponownie "zakazuje" Percyemu kobiet to ten też mógłby "wymagać " wyłączności xD ok wiem to sługa jakby nie patrzeć ale mógłby zwalić to na chwile uniesienia xD

  13. Liv pisze:

    Już nigdy tak samo nie spojrzę na Niveę ._.
    A rozdział cudowny, nadużywam tego przymiotnika u was, ale tak bardzo pasuje ^^ Percy się ogarnia i, o kurwa!, coraz więcej emocji… Od irytacji po wstyd, proszę proszę, już jestem pewna że mam do czynienia z ludźmi, w dodatku żaden z nich nie był dzisiaj nudny :) Ja dam Percy’emu Ashley… Ale nie wiem, czemu nie mógł wprost odpowiedzieć, ze mu się podoba. Toż to normalne, że John zapytał, a hetero (mhm…;) facet nie może się „znajomić” z heteo kobietą? No.
    Dobranoc ^.^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s