No Exit – 24 – Kolorowo, fikuśnie i zmysłowo

— Jesteś samochodem? — Dean usłyszał głos Harleya, który po kilku minutach zszedł z góry i ruszył w jego stronę już w cieplejszej marynarce, z szalikiem pod szyją.
— Mhm. Stety albo niestety — odparł, prostując się i odwracając do postawnego mężczyzny.
Ten spojrzał na zegarek. Było już po pierwszej.
— Jeśli planujesz wrócić tu na występ kumpli, to możemy pojechać jednym samochodem, a potem razem tu wrócimy — zaproponował, bo sam też miał ze sobą samochód, a nie było sensu według niego jechać dwoma.
— Mi pasuje — Dean zgodził się z nim, wstając. — To idziemy? I ujdzie to, co wymacałeś, czy dotyk jest za mało wiarygodnym źródłem?
Harley uśmiechnął się bokiem ust i bez skrępowania objął go w pasie, po czym zsunął swoje duże dłonie w dół i ścisnął go za pośladki.
— Ujdzie. I będzie jeszcze lepiej, jak mi powiesz, jak bardzo ci się wrzynają w tyłek — powiedział nisko.
Dean zaśmiał się, przez co dobrze było widać jego zaostrzone zęby.
— Bardzo. Chyba mi się przytyło, bo są ciaśniejsze niż pamiętam — odparł zgodnie z prawdą. Chociaż, jak się na niego patrzyło, to miało się obawy co do tego „przytycia”, skoro w tej chwili był bardzo szczupły i wręcz żylasty.
— To bardzo dobrze. Odpowiednio ci podrażni dziurkę — Harley zamruczał nisko i pocałował go krótko, nim wreszcie się odsunął. — Jedziemy moim — dodał i skinął na niego głową, kierując się w stronę wyjścia z klubu.
Dean obejrzał się jeszcze raz na scenę i wyszedł za mężczyzną, dopinając kamizelkę. Naprawdę powinien pomyśleć o jakiejś kurtce, ale żadna nie podobała mu się wystarczająco, aby ją nosić zamiast swojego ukochanego, pomarańczowego, puchowego okrycia. Z decyzji o wyborze samochodu też był zadowolony. Jego Chevrolet Impala… cóż, nie był za bardzo wyjściowy. Za to czarny Wrangler Harleya, mimo że nie najczystszy, bo ostatnio sporo padało i błoto osadziło się na samochodzie, i tak dużo bardziej przykuwał wzrok niż auto Deana.
Manager otworzył auto i gestem zaprosił piromana do środka. Gdy sam obszedł swojego Wranglera i odpalił, zwrócił się do niego:
— Jak ci się będzie nudzić, wal. To że ustalam plan spotkania, nie znaczy, że musimy zrealizować wszystkie punkty.
Dean skinął głową, zapinając pasy i rozglądając się po wnętrzu nowego modelu samochodu. Widać było, że jest albo prawie że dziewiczy, albo bardzo zadbany. Poczuł się w tej chwili jakoś mniej pewnie, wiedząc, że swój samochód kupił w promocji.
— Spoko, spoko, bez stresu… — rzucił, nie mogąc się powstrzymać i oglądając prawie wszystkie schowki, jakimi dysponował samochód.
Harley tylko zerknął na niego bokiem i ruszył w kierunku sklepu, o którym wspominał Deanowi i w którym zwykle kupowali wszystkie gadżety i ubrania na występy.
— Powinienem zrobić szyfr? — rzucił, widząc, jak mężczyzna szpera mu po samochodzie.
Dean natychmiast cofnął dłonie i oparł się plecami sztywno o siedzenie.
— Wybacz. — Zaśmiał się, a mężczyzna mógł bez problemu zauważyć, że jak do tej pory tego nie uświadczył, tak teraz ten specyficzny jegomość wydaje się zestresowany. — Tak… sporo tu schowków. I jest mapka — dodał, wskazując na GPS.
Harley potaknął i zwolnił nieco, po czym otworzył jeden ze schowków i wyciągnął jakieś nieco pogniecione zdjęcie. Podał Deanowi i przyspieszył.
— Sammy, mój syn, jeśli cię interesuje — wyjaśnił, a piroman zobaczył na zdjęciu nastoletniego, ciemnowłosego chłopaka trzymającego rękawice bokserskie i uśmiechającego się do aparatu. Miał podobny kształt twarzy oraz oczu do Harleya, chociaż kolor tęczówek był bardzo jasny, no i miał pełniejsze usta. — Podobny?
Dean uśmiechnął się.
— Bardzo — przyznał, z zaciekawieniem porównując ojca z synem. To było nietypowe doświadczenie, a wyobrażenia, jak Harley wyglądał jako nastolatek, same przychodziły mu do głowy. — Będzie z niego niezły przystojniak. I te rękawice… To stąd ten pomysł z tą legendą, że boksowałeś?
— Chyba tak. Zamówiłem je na święta dla syna i przyszły do klubu. Wiesz, spędzam tam więcej czasu, więc było większe prawdopodobieństwo, że tam mnie kurier zastanie, a nie w domu. Rozniosła się plotka najwyraźniej. Ale nie wszystkie, jak widać, są prawdziwe — odpowiedział manager, uśmiechając się do niego bokiem i pijąc do tej plotki o jego wielkim chuju, która akurat okazała się prawdą.
— Czyli jesteś łagodnym olbrzymem albo już prędzej, bez przeszkolenia, aby rozkwaszać komuś twarze. — Dean był zadowolony z tej rozmowy, bo odciągała ona jego umysł od samochodu. Nie lubił czuć się gorszy.
— Bez? — Harley uśmiechnął się do niego znowu. — No, nie wiem…
Dean ściągnął brwi, mając nadzieję, że nie rozumie.
— Znaczy…
— Myślisz, że od zawsze byłem managerem klubu?
— Umm… Nie?
— Nie. Pracowałem na ochronie — wyjaśnił Harley, skręcając na zachód i już powoli dojeżdżając na miejsce. — Dopiero po rozwodzie przejąłem No Exit.
— Ochronie jako na bramce-ochronie, czy jako… ochronie, prywatnej-ochronie?
— Różnie bywało. Nigdy nie zagrzałem nigdzie miejsca na więcej niż kilka miesięcy — odpowiedział manager i wjechał na obszerny parking przed dość dużym sklepem z logiem, którego przesadnie fikuśna forma utrudniała przeczytanie nazwy. — Jesteśmy.
Dean skinął głową i wysiadł z samochodu, kiedy ten się zatrzymał.
— Ciekawe miejsce — rzucił na wstępie, widząc bardzo kolorową wystawę sklepu „Stage”. Samo logo zresztą było chyba we wszystkich możliwych odcieniach różu i fioletu. — Macie już kartę stałego klienta? — zapytał z rozbawieniem w głosie.
— Raczej częste rabaty, jak kupujemy coś w większej ilości. Zaraz zobaczysz, są nie tylko ciuchy, ale też niezłe rekwizyty — odpowiedział Harley, zamykając samochód i kierując się z Deanem do wejścia. Nawet ono nie było zwykłymi drzwiami, a przeszklonymi, z pomalowaną na jasnofioletowo futryną. Jej rogi, dodatkowo zdobiły ciemniejsze o ton serduszka z wypukłego drewna. — Myślałem, że ci się spodoba, bo sam się nosisz niecodziennie — dodał, lustrując go niemalże drapieżnie.
Dean spojrzał na siebie w dół i prychnął pod nosem.
— Kupione w zwykłym sklepie — odparł, jakby się tłumaczył.
Harley jeszcze dwie sekundy na niego popatrzył, w duchu zastanawiając się, czy mu się tylko wydawało, czy Dean faktycznie był skrępowany. Nie wiedział w sumie, co mogłoby być tego powodem. Na kolacji u niego nie wyglądał na zestresowanego.
Gdy weszli do sklepu, Dean przekonał się, że ten jest piętrowy. Na środku parteru znajdowały się metalowe schodki prowadzące na górę. Tam była część odzieżowa, za to dół skupiał się na ozdobach, dodatkach i innych mniejszych akcesoriach. Wokół było wyjątkowo kolorowo. Wysoka, jasnowłosa kobieta w firmowym czepku pomachała z uśmiechem do Harleya. Ten odpowiedział tym samym i ruszył z Deanem bardziej w głąb sklepu. Gdzieś zauważyli wielkie, anielskie skrzydła, gdzieś buty przypominające gadzie stopy ze szponami, dalej błyszczące zasłony z łusek… Naprawdę była tutaj nader różnorodna paleta dziwnych motywów.
— Tobie by takich nie trzeba — rzucił Harley z lekkim uśmiechem, biorąc z półeczki sztuczne kły.
Dean roześmiał się i wyjął mu je z dłoni.
— Bym wyglądał jak rekin, jakby dało się je zamontować przed moimi! — Zarechotał, po czym oddał je i sięgnął po jedno z opakowań z soczewkami koloryzującymi. — Jakie by mi pasowały? — spytał, samemu akurat oglądając takie, dzięki którym tęczówki były białe.
— W czerwonych byś wyglądał strasznie… Rzucałyby się w oczy przy twojej jasnej cerze — stwierdził Harley, przeglądając stojące pudełeczka z soczewkami. — Zobacz te — sięgnął po kolejne, które przykuły jego wzrok. Były zielono-żółte, z wąską źrenicą. — Jak oczy węża.
— By pasowały mi do tej żmii, jaką mnie ochrzciłeś. — Dean uśmiechnął się, patrząc na Harleya, mimo że z góry, to jednak nie z wyższością. W sumie dotąd nikt go w ten sposób nie przezywał, co mogło być zaskakujące, biorąc pod uwagę jego rozdwojony język.
— Bardzo — przyznał manager, a przez myśl mu przeszło, że gdyby go tak odpowiednio przebrać i postawić na scenie, to wiele spojrzeń z widowni wlepiłoby się w niego jak zahipnotyzowane. Na razie odsunął tę myśl i wskazał na półeczki podwieszone na ścianie. — Widzisz tę złotą farbę do ciała? Kupujemy ją często i dużo. Podobnie jak tamte… — Wskazał z kolei na kufry ze skórzaną bielizną i szelkami. — Zależy od motywu imprezy.
— To powinniście jeszcze kiedyś ogolić któregoś chętnego na łyso, ubrać tylko w slipy, pomalować na złoto i zrobić z niego Oscara. By mógł być potem taką seksowną nagrodą — Dean zasugerował ze śmiechem, idąc dalej pomiędzy półkami i oglądając coraz to fajniejsze rzeczy. Umysł pracował mu na najwyższych obrotach. Z tym dało się zrobić tyle świetnych rzeczy! Czuł się jak Alicja w Krainie Czarów. — O, i nawet stary, dobry motyw gangsterski! — ucieszył się, widząc kapelusze z białą taśmą nad rondem.
— Mhm… Niezły pomysł na jakiś występ — odparł Harley, nie uściślając, o którym mówi. Przeszli właśnie obok naprawdę olbrzymiej kolekcji przeróżnych peruk. — Masz jakąś wizję, co by się nadało na pierwszy występ Karla i tego Halla, którego typowałeś?
— Hmm… Karl jest giętki… może — roześmiał się — Aladyn. — Odwrócił się do Harleya twarzą, idąc tyłem między półkami. — Ale taki mniej Disney’owski. Mamy ciemną jaskinię, skąd razem z lampą wychodzi pokiereszowany Alladyn. Nie wygląda dobrze, ale jest zdeterminowany, że jak już to przetrwał, to będzie miał wszystko dzięki dżinowi, jakiego zdobył. Więc porwanie księżniczki i dużo dymu imitującego zaklęcia. Mrocznie trochę, magiczne i bardzo ruchome. Trochę bollywoodzkich bajerów, to się poruszają po scenie, a i masę kręcenia biodrami i ruszania brzuchem. Coś świeżego.
Harley ściągnął brwi, przypatrując mu się uważniej. To, co mówił Dean, brzmiało dobrze. Nawet bardzo dobrze.
— Nie byłeś swego czasu jakimś bardziej znanym tancerzem? — palnął, zastanawiając się, czy może dlatego kojarzy jego nazwisko.
Dean znowu się uśmiechnął i pokręcił głową.
— Nie, czasami gdzieś się występowało, ale to nie tak jak teraz, że taniec promuje się w telewizji i… Ooo, patrz! — Zaśmiał się, urywając myśl i pokazując mu obcisłą, mocno przylegającą do manekina bluzkę z długim rękawem i golfem, całą pokrytą diamencikami. — Mam chyba gdzieś identyczne.
— I co, jak w tym podskakiwałeś na scenie, to wszystko ładnie brzęczało? — Harley przyglądał mu się z ciekawością. W duchu był zadowolony, że najwyraźniej podoba się tu Deanowi. Obawiał się, że znowu ocieranie się o jego pracę może źle wypaść.
— Nie, one są przyczepione do stroju tylko tak, aby błyszczały. To do latino się nosi razem z takimi mega obcisłymi spodniami na tyłku i luźnymi w nogawkach — wytłumaczył, wspominając dawne czasy, kiedy był nastolatkiem, tańczył, co się dało. Potem dopiero poszedł bardziej w nowoczesne style.
Harley pokiwał głową ze zrozumieniem.
— Znasz się na rzeczy. Wiesz, ja nie mam pojęcia, jak wykorzystać trzy czwarte tego, co tu jest. Pete tu przyjeżdża głównie z zamówieniami czy chłopcy, jak mają wizję.
— I tak macie fajnie, że wszystko da się tu przymierzyć, zobaczyć i nie jest to na drugim końcu stanu. Fajnie — Dean podkreślił z głębokim westchnięciem i znowu zerknął na swojego towarzysza. — Idziemy na piętro?
— Jasne — odparł mężczyzna, ruszając za blondynem do schodów, po drodze jeszcze mijając spory dział z maskami i dodatkami do włosów.
Gdy weszli na piętro, ukazała im się masa wieszaków ze strojami do tańca i poprzebieranych manekinów. Ten przy schodach wyglądał na toreadora, a jeden damski manekin dalej jak króliczek z biało-czarnym gorsetem z muszką.
Dean na widok tego ostatniego uśmiechnął się pod nosem i zerknął z ukosa na Harleya. Jakby ten wiedział, jaką ma piżamę, to chyba by się załamał.
— Lubisz Halloween? — spytał, oglądając stroje, ale sukcesywnie zbliżając się też do ciuchów mniej dla przebierańców, a bardziej dla tancerzy.
— Lubię. Mamy wtedy duże zyski — odpowiedział mężczyzna, idąc za nim z rękami w kieszeniach. — Bardzo skoczył mój poziom pracoholizmu?
Dean uśmiechnął się do niego całą twarzą. Jak dziecko w sklepie z zabawkami.
— Bardzo — zamruczał, zabawnie marszcząc nos. — Żona cię za to nie goniła?
— Gdy z nią byłem, pracowałem jeszcze w ochronie. I miałem czemu się oddać. Dopiero po rozwodzie praca stanęła na wyższym szczeblu w mojej hierarchii wartości — odpowiedział Harley, omijając dział damski, bo tutaj nie mieli czego szukać, mimo że był wręcz przytłaczający i wiele zjawiskowych sukni można było w nim znaleźć.
— Na najwyższym? — Dean spytał, zerkając na niego z dołu, kiedy kucnął przy regale z butami.
— Zapomniałeś, że mam syna. To zabrzmi źle, ale on i klub są na pierwszym. Ale tylko dlatego, że syna mam na dwa weekendy w miesiącu, a w klubie siedzę cały czas — odparł Harley i skinął na buty. — Podobają ci się jakieś?
— Nooo! — wyrwało się Deanowi z trochę za dużym entuzjazmem, ale przygasił go, kiedy zobaczył cenę jednej z par. — Fajne rzeczy. Jeszcze zobaczymy spodnie? — spytał z nadzieją, wstając. — A co do syna, to jednak dla przyzwoitości powinien być na pierwszym. I te dwa razy to z sądku, czy tak wynegocjowaliście z żoną?
— Sąd — odparł krótko Harley i skinął na niego, ruszając w kierunku spodni, a gdy Dean się z nim zrównał, dodał: — Ale, panie żmijo, teraz jakiś twój sekret poproszę.
Dean zwolnił i spojrzał na Harleya swoimi aż niespotykanie jasnymi oczami.
— Mój? A to, że taki dziwak jak ja sadzi roślinki w parku miejskim, nie wystarczy?
— Nie — odparł po prostu manager, nie dając się zbyć. Nadal patrzył na niego wyczekująco.
— To… Jakieś pytanie pomocnicze?
— Jak mowa o moich związkach, to może coś o twoich. Najbliższa dla ciebie osoba?
Dean odetchnął ciężko i potarł kark ręką.
— Ja sam? Nie mam stricte swojej rodziny, a i jakichś sentymentalnych związków za sobą też nie. Znaczy, wiesz, dużo nas rodzeństwa było w domu, to nie każdy dostawał tyle uwagi, ile powinien, więc… Nie przywiązywałem się za bardzo i po prostu byłem kolejnym, którego wypuszczono z gniazda, by w sumie… no, radził sobie sam. Teraz jest spoko między nami, ale dupy nie urywa. Z Marvinem się przyjaźnię, ale też nie tak, że codziennie musimy się wymienić ploteczkami. Mocno się rozlazło, odkąd każdy zamieszkał gdzie indziej.
— Pan Zagadka — skomentował Harley, nie naciskając.
Dean skrzywił się lekko i trącił go swoim ramieniem w jego.
— To nie tak. Tylko no… — Wypuścił powietrze głośno. — No, nie ma o czym mówić. Jak byłem mały, to chodziłem na zajęcia taneczne poza lekcjami, a że zajebisty nie byłem, to też oceny nie były jakieś szalone. Potem jakaś praca, z jeszcze dwoma kumplami wynajmowałem mieszkanie, jeszcze wtedy tańczyłem, a potem się trochę pojebało i… to w sumie cała historia.
— Hej, spoko — odparł od razu manager i poklepał go po ramieniu. — Jesteśmy kumplami do łóżka i to jedynie na czas, jak tu jesteś. Nie muszę znać twojej biografii. Pytam z ciekawości, bez nacisku.
Dean uśmiechnął się samymi wargami, nie pokazując zębów.
— Spoko. A i myślę, że… — Zawahał się, bo w sumie dopiero teraz o tym jakoś pomyślał. — W niedzielę będę się zbierać — skończył płasko. Sprawa, w jakiej tu przyjechał, była zamknięta, nie było sensu dłużej zajmować kanapy Jasperowi.
Harley pokiwał głową ze zrozumieniem i oparł się o jakąś półkę z obcisłymi golfami. Poczuł dziwne ukłucie żalu na tę wieść, ale nie pokazał tego po sobie.
— Czyli to nasze ostatnie spotkanie.
— Jest jeszcze sobota, ale no… — Dean pokiwał głową, przeglądając spodnie podobne w stylu do tych, które akurat miał na sobie. — Chyba na to wygląda. Będziesz musiał to, potworze, dobrze wykorzystać.
— Mhm. Jutro syn przyjeżdża, więc dzisiaj ostatnie. To oglądaj i spadamy, bo muszę się zająć twoją dupą, żeby mnie w niedzielę, jak będziesz w Montanie, jeszcze pamiętała — odmruczał Harley.
Dean aż poczuł ciarki i obejrzał się na niego.
— Dwa dni? Uch… — Wyraźnie przełknął ślinę. — To będzie… intensywne — przyznał i odsunął się od ubrań trochę tęsknie. — To chodź.
— Już się doczekać nie możesz, co? — odpowiedział Harley, przekręcając nieco głowę, by zerknąć na jego tyłek i dopiero ruszył w kierunku schodów, a potem w dół, przez sklep do wyjścia.
Skinął jeszcze na pożegnanie znajomej ekspedientce i wyszedł z Deanem na parking.
Ten, gdy tylko wyszli ze sklepu, odwrócił się do mężczyzny przodem, idąc tyłem do samochodu. Dłonie trzymał w kieszeniach kamizelki, aby mu nie zmarzły.
— Głupie pytanie, wiesz? Od rana, jak założyłem te gacie, myślę tylko o tym, aby ktoś w końcu je zdjął.
Harley uśmiechnął się bokiem ust, pożerając go wzrokiem.
— Zaraz cię ich pozbawimy. Choć musisz też mi trochę dać się napatrzeć, jak ci ściskają jajka.
— Mmm… Myślę, że da się załatwić. Nawet… A nich stracę, zrobię ci striptiz. Pasuje, czy znowu za bardzo zalatuje pracą? — Zaśmiał się, stając obok samochodu mężczyzny.
Ten stanął bardzo blisko niego, aż Dean poczuł wypukłość jego spodni.
— Nie, bardzo mi się to podoba — odparł nisko i wychyliwszy się bardziej, pocałował go tuż przy uchu. — Jedziemy do mnie, jest po drodze.
Dean zamruczał potakująco, już czując te znajome ciarki na plecach, świadczące zarówno o skrajnej ekscytacji, jak i zdenerwowaniu. Trochę jak przed jakimś występem, który mógł być niesamowitym sukcesem, jak i koszmarną klęską. Seks z Harleyem był bardzo do tego podobny. Mogło być cholernie dobrze, jak i nieznośnie boleśnie. Pchał się jednak w to bez zastanowienia.
Manager jeszcze raz go pocałował, tym razem w kącik ust, nim odsunął się od niego i obszedł swój samochód. Gdy tylko wsiedli, zapięli pasy, ruszył w kierunku swojego loftu, myślami będąc już w rejonach rowka Deana i jego penisa, który musiał być nieźle ściśnięty przez ciasny materiał.
Dean siedział obok niego w samochodzie i jeszcze zadzwonił do Marvina, aby z Jazem nie zaspali. Napisał im też smsa, że na pewno będzie w klubie na ich występie.
Przez ten czas zdążyli dojechać do mieszkania Harleya. Zaparkowali, a manager podążył przodem i otworzył wielkie, metalowe drzwi, wpuszczając do środka gościa.
— Jesteś głodny? — zapytał.
— Szczerze, nie pogardziłbym czymś. Trochę zaspałem, więc… — Dean zaśmiał się. — Jakoś od rana nic nie jadłem. A skoro proponujesz… — Znowu się uśmiechnął, rozbierając z butów i kamizelki. Bluzę jeszcze zostawił.
Harley pokiwał głową i odwiesiwszy wierzchnią marynarkę i szalik oraz zdjąwszy buty, podążył do kuchni otwartej na resztę mieszkania. Zajrzał do lodówki, w której w foliowym opakowaniu znalazł hamburgery. Wyciągnął je i pomachał Deanowi.
— Mogą być?
— Cokolwiek. Może być — odparł gość, wchodząc w głąb mieszkania i znowu się po nim rozglądając. Podszedł do wysokich okien wychodzących na ulicę, aby zobaczyć widok. — Dobrze ci się wiedzie — rzucił trochę do siebie tak, że jeśli Harley był czymś zajęty, mógł nie usłyszeć.
Wkładał właśnie hamburgery do mikrofali, by trochę je podgrzać.
— Hm? — rzucił pytająco do gościa.
— Nic, nic. Ładny widok! — odkrzyknął Dean i odwrócił się do niego. — Tu chyba nie mieszkałeś wcześniej. Lubisz otwarte przestrzenie?
— Ta… I mieszkam sam, nie muszę mieć większej prywatności niż w postaci parawanów. — Harley wskazał na te oddzielające część sypialną od reszty pomieszczenia oraz zabudowanej łazienki i wyciągnął dwa talerzyki.
— Łazisz nago po salonie? — Dean uśmiechnął się kącikiem ust, podchodząc po jedzenie.
— A mam się czym krępować? — Harley odpowiedział żartobliwie, podsuwając mu talerzyk i sam usiadł ze swoim na wysokim, barowym krzesełku przy blacie. — Smacznego.
Dean nie siadał, tylko oparł się biodrem o wyspę kuchenną i zaczął jeść.
— Nnn… Dzięki — wyseplenił z pełnymi ustami, pierwszej uwagi nie komentując. Mężczyzna nie miał się czego wstydzić, ale on sam zaczynał być coraz bardziej ciekaw, czy ten lekki paraliż ma od dziecka, czy przyszedł mu z czasem. Nie dopytywał, aby jednak nie być przesadnie nieuprzejmym. Zresztą, spotykali się na seks, a takie pytanie brzmiałoby, jakby chciał wiedzieć coś więcej o mężczyźnie.
Harley chwilę mu się przyglądał, jedząc burgera i kiedy już kończył, rzucił:
— Muszę puścić jakąś muzykę, co? Żebyś miał się do czego rozbierać.
— Jeśli masz możliwość podłączenia empetrójki, to mam muzykę w kamizelce — odparł blondyn, oblizując palce między kolejnymi kęsami. Sam był ledwo w połowie posiłku.
— Mam, zaraz podłączymy. I ta fryzura też jest wynikiem zaspania? — zapytał, bo wcześniej widział go w warkoczu.
Dean przewrócił oczami i skinął głową, bo miał pełne usta. Harley tylko na niego popatrzył i zjadł do końca burgera. Potem bez słowa wyszedł do części sypialnej, by odwiesić tam marynarkę, koszulę i krawat, by się nie pogniotły. Wrócił w samych spodniach od garnituru i podszedł do dużej wieży stereo z wysokimi głośnikami, by ją włączyć.
— Daj ten twój sprzęcik — rzucił do gościa.
Dean znowu tylko mruknął i pokiwał głową. Podbiegł do swojej kamizelki i wyciągnął z niej empetrójkę z wyjściem USB.
— Mam nadzieję, że zadziała.
— Zobaczymy.
Harley wstał i wychylił się za wieżę, by do tyłu podpiąć sprzęcik Deana. Potem sięgnął po pilot i gdy coś przełączył, z głośników popłynęła pierwsza piosenka z playlisty.
— Voila. — Uśmiechnął się do Deana.
— Zajebiście! — Dean odpowiedział uśmiechem i wepchnął sobie do policzka ostatni kęs jedzenia. — Ustawisz na… czwartym utworze i zatrzymasz?
Harley przytaknął i ustawił za pomocą pilota to, o co prosił gość, po czym usiadł ciężko na fotelu. Był naprawdę mocno owłosiony na ciele, a od pępka w dół, znikając za paskiem spodni, widniał gęstszy paseczek włosów.
Dean spojrzał na niego, oblizał palce, aby potem mu się nie kleiły i uśmiechnął się lekko. Dawno nie tańczył przed kimkolwiek, ale kiedyś robił to na tyle często, że nie był zestresowany. Wiedział, co potrafi i że umie ruszać się bardzo kusząco.
Oblizał wargi, zamknął oczy i skinął na Harleya, aby włączył kawałek. Po chwili usłyszał powoli płynące, pierwsze nuty dość stonowanego, wolnego kawałka oraz niski pomruk aprobaty ze strony fotela.
Przymknął oczy, powoli pochylając się z prawa na lewo. Był w tym bardzo giętki. Jego dłonie przesunęły się najpierw po brzuchu, po czym po ramionach w górę, aż na twarz. Zachwiał się, jakby miał upaść, ale to było tylko idealnie zgranym z muzyką ruchem. Dean został w pochylonej postawie, podpierając się na wysuniętej do przodu nodze. Rozchylił wtedy dłonie i otworzył oczy, patrząc na twarz Harleya. Wraz z uderzeniem w muzyce odwrócił wzrok. Robił cały spektakl, a nie tylko zrzucał z siebie ciuchy.
Później było jeszcze bardziej zmysłowo, bo przez muzykę zwolnione, płynne ruchy blondyna i subtelne wodzenie dłońmi po ciele miało się wrażenie, jakby ogromny loft był co najmniej małym, prywatnym, zamkniętym pomieszczeniem w barze ze striptizem, w którym tancerka mogła zajść z klientem dalej niż tylko pokazywanie ciała.
Dean bardzo zmysłowo uginał ciało, pokazując, jaki jest giętki. Nic nie było na siłę, nawet to, że co chwilę zbliżał się coraz bliżej siedzącego mężczyzny, podciągał w górę bluzę, przechylał się do tyłu, napinając swój brzuch, a potem lekko nim falował razem z biodrami, kiedy materiał upadł na podłogę kawałek dalej.
Harley przez cały ten czas nie spuszczał z niego wzroku. Przesuwał nim po tych miejscach na ciele Deana, które akurat mocniej i bardziej zmysłowo się poruszały. Nie sięgał też do swojego krocza, tylko oddawał się podziwianiu. Nie spodziewał się, że dostanie prywatny spektakl, a nie szybki striptiz. Tak samo zaskoczony był tym, że ten mężczyzna, w tym wieku i, jak twierdził, po przerwie w tańczeniu, potrafi się tak ruszać.
Dean poruszał się naprawdę zmysłowo. Kiedy prawie opadł na Harleya, zatrzymując się dłonią o oparcie, kilka centymetrów nad jego twarzą, podciągnął opiętą koszulkę, którą miał na sobie.
Gdy wokalista mocniej zaintonował nutę, Dean wygiął się do tyłu, jak uderzony. Jego ciało jednak znowu wróciło na wyciągniecie ręki Harleya, jak pociągnięte za sznurek, a ich oczy na sekundę się spotkały. Dean zaraz po tym znowu się odsunął, by powoli zacząć zdejmować spodnie. Atmosfera była bardzo intymna, chociaż nie brakowało atrakcji. Wyjątkowo spektakularny był moment, kiedy Dean chwycił wyciągniętą za siebie dłonią nogawkę z nogi zadartej od tyłu i ściągnął ją z niej. Spodnie same spadły z drugiej, szczupłej nogi, kiedy chude palce puściły materiał.
Były tancerz skopał na bok ubranie i znowu, zbliżając się do Harleya w samej bieliźnie, zdjął po drodze skarpetki, przydeptując je. Jego umięśnione uda napinały się, kiedy tylko tego chciał. Kawałek zwalniał i cichł, kiedy znowu oparł się dłońmi o oparcie fotela.
Manager wypuścił głośniej powietrze i wychyliwszy głowę, przesunął ustami po jego klatce piersiowej. Po sutkach i skórze wokoło, nie dotykając go jeszcze dłońmi.
— Nie wiem, czy mnie bardziej podniecasz, czy intrygujesz… — szepnął nisko.
Dean uśmiechnął się pod nosem, a z odtwarzacza poleciał kolejny utwór. Już żywszy, ale trochę przypominający mix reggae z czymś.
— Miało być podniecająco, więc sam nie wiem, czy to „intrygujesz” to dobrze — odparł, patrząc na niego z góry i wsuwając kolano między jego nogi, aby było mu wygodniej.
Harley zaburczał tylko i wreszcie skierował jedną dłoń na przód opinającej krocze Deana bielizny. Była przymała, czarna, prosta, ale wciąż kusząca. Nacisnął na nią kilka razy delikatnie.
— Już tak długo uwięziony, co…?
— Mmmm… — Dean odparł niskim mruczeniem.
Harley przesunął dłoń do tyłu, dosłownie z namaszczeniem pogłaskał jego pośladek i przesunął palcem po paseczku stringów wrzynających się w rowek mężczyzny.
— Już wiem, po kim Marvin ma ten talent — zamruczał i znowu go pocałował w tors, po czym odciągnął paseczek i strzelił nim lekko.
Dean syknął krótko, czując, że cały dzień noszenia tych gaci naprawdę daje mu się we znaki.
— On… to naturalny diament… tylko go doszlifowałem.
— A ciebie kto doszlifował? — zapytał Harley, znowu wracając do pieszczenia jego pośladków i całowania oraz ssania sutka. Bardzo lubił stringi, bo dawały możliwość dostania się do pośladków bez konieczności zdejmowania ich.
— Czas… Chciałbyś coś jeszcze ekstra, skoro to ostatni raz?
Harley pokręcił głową i tylko przesunął nosem po jego szyi oraz spodzie podbródka. Tylko na tyle starczał, kiedy blondyn nad nim klęczał, a on bynajmniej nie był wyższy od niego.
— Jedynie, żebyś mi najpierw possał jajka. Mówiłem ci, że wypełnię nimi twoje usta… A potem chcę cię na łóżku.
Dean skinął głową, zgadzając się na to bez problemu. Sam się też schylił do ucha mężczyzny i delikatnie possał jego płatek, nim zaczął zsuwać się ustami w dół po jego szyi. Manager odchylił ją zachęcająco i tylko sięgnął do swoich spodni, by odpiąć guzik. Resztę zostawił swojemu intrygującemu tancerzowi.
— Dasz się obsłużyć? — rzucił Dean, obcałowując już obojczyki mężczyzny i jego szerokie ramię. Jedną dłonią przesunął po jego owłosionym przedramieniu.
— Zdecydowanie — odparł Harley niskim głosem, przyglądając mu się niemal takim samym wzrokiem, jak podczas wcześniejszego striptizu. Rozsunął też nogi bardziej zachęcająco.
Dean prychnął prześmiewczo, ale na pewno nie miał nic złego na myśli. Pomasował ciało mężczyzny i językiem, a raczej jego połówkami, przesunął po najpierw jednym, potem drugim sutku Harleya. Ten aż zasyczał i lekko uniósł się na fotelu, a potem znowu na niego opadł. Penis drgnął mu w spodniach na to uczucie.
Dean uśmiechnął się, spojrzał na mężczyznę w górę swoimi jasnymi oczami i bardzo ostrożnie chwycił zębami sutek, a dopiero po tym znowu go polizał.
Harley zmarszczył mocno nos i pogładził gościa po łopatkach.
— Wiedziałem, że można upatrywać dużo potencjału w tych twoich modyfikacjach.
— Miło, że ktoś poza mną je docenia — odparł Dean i jeszcze raz polizał go po sutku, nim razem z krótkimi pocałunkami zsunął się niżej, aż na podbrzusze mężczyzny. Nie umiał określić, co dokładnie myśli o tak dużej ilości owłosienia pod palcami, czy wargami, ale na pewno podczas już samego pieprzenia nie przeszkadzała mu w ogóle.
Najpierw dłonią pomasował krocze mężczyzny i jeszcze raz zerknął mu w oczy, nim ostrymi zębami chwycił skraj bielizny, ciągnąc ją w dół. Penis dosłownie odskoczył, gdy gumka wypuściła czubek. Był już sztywny, choć jeszcze nie w swojej najlepszej formie. Harley złapał go i przesunął czubkiem po policzku Deana i piegach pod jego oczami.
Dean wyciągnął język prawie na brodę i aż lekko nim wstrząsnęło na zapach mężczyzny i wielkość jego członka, która z takiego bliska robiła olbrzymie wrażenie.
Manager przesunął główką po jego twarzy, potem górnej wardze i języku, ale nie wprowadził mu penisa do ust. Chwycił za swoje jądra, łapiąc między palec wskazujący i kciuk i położył je na języku Deana. A potem lekko nacisnął na jego głowę, by ten je possał.
Blondyn sam już sięgnął palcami pod mosznę mężczyzny, drugą dłonią łapiąc jego penisa. Ustami najpierw obcałował jądra, potem polizał i dopiero wziął pomiędzy wargi, aby possać. Cały czas uważał przy tym na swoje zęby, a językiem przesuwał z prawa na lewo, starając się myśleć bardziej o cieple skóry niż włoskach ją pokrywających.
Harley odchylił głowę na oparcie fotela i na moment zamknął oczy. To, co Dean robił z tym językiem, było takie sensacyjne i genialne. Nie czuł jeszcze nigdy takich pieszczot, a przecież miał już te trzydzieści pięć lat.
Po chwili zerknął w dół i z lekkim uśmiechem położył swojego jeszcze większego niż chwilę temu penisa na jego twarzy. Dean nie zaprotestował, tylko zaburczał na jego jądrach, ssąc je trochę mocniej i mlaszcząc. Patrzył przy tym to na krocze mężczyzny, to w górę na jego twarz.
Harley wyglądał teraz jak pan i władca. Albo raczej jak ktoś, kto okiełznał tę ruchliwą, giętką, seksowną żmiję, która właśnie ssała jego jajka i sprawiała, że było mu cholernie gorąco.
— Uciska ci jeszcze bardziej? — rzucił, bo był ciekaw, czy to, co Dean robił, podniecało go na tyle, że bielizna była mocniej opięta.
— Mmmm… — usłyszał z dołu, bo Dean nie wypuścił jego jąder z coraz bardziej różowych warg. Sięgnął też do swojej bielizny dłonią i lekko ją pomasował. Stęknął seksowne.
Harley zaburczał, poklepał kilka razy penisem po jego twarzy i pochylił się.
— Chcę cię na łóżku. Już, jak będziesz kwilił i błagał o więcej. Tak, żebyś zapamiętał największą pałę, jaką miałeś w swojej szparze — wyszeptał zachrypniętym głosem.
Dean stęknął, czując, jak jego ciało przebiega znajomy dreszcz. Trochę strachu też w tym było, bo nie był głupi i wiedział, że Harley ma za wielkiego penisa jak na jego standardy. Ale czuł też silną ekscytację, bo, mimo tych drobnych niedogodności, do tej pory było cholernie dobrze. Inaczej niż kiedykolwiek z kimkolwiek próbował, a to już było znaczące osiągnięcie.
Otworzył usta i odsunął się od jąder mężczyzny. Wylizał je jeszcze na koniec. Gdy się uniósł, manager również wstał z fotela i rozebrał się do końca, ale zanim skierował się z Deanem do części sypialnianej, klęknął przed nim na jedno kolano i powoli, bardzo powoli zaczął zdejmować mu obcisłe stringi. Aż się uśmiechnął na widok lekkiego śladu od paseczków na skórze Deana. Blondyn stęknął przy tym, kręcąc biodrami. Jego penis bez problemu wyśliznął się spod materiału, a na skórze, na pachwinach, zostały małe odgniecenia.
— I co? — spytał, przygryzając dolną wargę. — Zdałem z tą seksowną bielizną czy będę musiał jakoś odpracować? — spytał kusząco.
Harley spojrzał na niego w górę i pomasował jego penisa.
— Może być. Fakt, że latałeś z tym na tyłku tyle czasu, mi się podoba — odparł i uniósł się, gdy już pozbawił go całkiem bielizny. Potem klepnął go mocno w tyłek i wskazał na parawany. — Zapraszam.
Dean spojrzał na niego i pomaszerował przodem do sypialni. Aż poczuł się jakoś wyróżniony. Sypialnia… Jak do tej pory było biurko i podłoga.
— Częściej masz tu facetów czy w biurze? — spytał, nie mogąc się powstrzymać. Chyba jak każdy, czasami lubił poczuć się lepszy.
— Głównie biuro — odparł Harley, wchodząc za nim za parawany.
Tam znajdowało się niskie, ale bardzo szerokie łóżko. Było dość ciemne, a pościel zielonkawa. Przy nim stała szafka nocna, a kawałek dalej duża, dwudrzwiowa szafa, o której drzwiczki zaczepiony był wieszak z garniturem. Podłoga wyłożona za to była złoto-brązowym dywanem, a na zdobionym karniszu wisiały zasłony. Teraz na szczęście zasunięte.
— Przytulnie, ze smakiem — skomentował Dean, okręcając się do mężczyzny przodem. Przesunął palcami po jego jądrach i spodzie penisa. Czubek złapał między palec wskazujący a kciuk, po czym schylił się, cmoknął go i puścił. Usiadł na łóżku, od razu szeroko rozsuwając nogi. — Mam nadzieję, że chociaż trochę pasuję tu do wystroju. — Zaśmiał się kusząco.
— To twój tyłek ma pasować do mojego chuja — odparł Harley z półuśmiechem, lustrując go wzrokiem, nim podszedł do szafki przy łóżku i wyciągnął z niej gumki. — Podsuń się do wezgłowia — poprosił Deana, gdy zakładał kondom.
— Jak na razie nieźle pasował — odparł piroman, wykonując prośbę mężczyzny. — Na pleckach? — Jeszcze się upewnił, bawiąc się w międzyczasie swoim penisem i zastanawiając się, jak bardzo dosłownie Harley chce potraktować to, aby go czuł aż do niedzieli.
— A jak wolisz? Miałeś go już od tyłu i przodu. — Manager spojrzał na niego z ukosa, gdy jeszcze nawilżał sobie penisa dużą ilością lubrykantu. Sposób, w jaki przesuwał swoją szeroką, śliską dłonią po członku, był niemalże hipnotyzujący. Tym bardziej, że i po jądrach się przy tym macał.
Dean przełknął ślinę i oblizał usta.
— Od tyłu — wyznał zgodnie z prawda. Łatwiej było mu w takiej pozycji samemu się dotykać i odprężyć. O kneblowaniu pościelą nie wspominał.
Nie czekając na przyzwolenie, okręcił się na brzuch. Na kolanach klęknął, a górę ciała położył nisko na poduszkach.
Harley popatrzył na niego, a głównie na pośladki, które teraz były tak mocno wyeksponowane, a dziurka między nimi wydawała się błagać o zerżnięcie. I to też manager zamierzał uczynić.
Wszedł na łóżko i klęknął za Deanem. Przesunął jeszcze wilgotną dłonią po jego rowku, nawilżył z zewnątrz zwieracz i… przytknął do niej żołądź.
— Nie bój się. Będzie bardzo powoli — powiedział miękko, głaszcząc dla rozluźnienia jego tyłeczek i delikatnie napierając.
Dean co do tego wcale nie był taki pewien. Odetchnął jednak głęboko i zamruczał potakująco, już gryząc pościel przed sobą. Nie było opcji, aby na początku przy takiej wielkości członka nie bolało.
Harley nie zamierzał mu zrobić nadmiernej krzywdy. Chciał tylko sprawić, żeby Dean naprawdę go pamiętał i czuł, jak będzie jechał do domu. Naciskał przez dłuższą chwilę na zwieracz, nie wchodząc głębiej. Gdy ten zaczął mocniej reagować, wreszcie rozciągnął go główką swojego penisa, która weszła z oporem, ale w końcu została ogarnięta dziurką Deana. Zasyczał przy tym i odetchnął.
Dean był przy tym bardzo cichy. Oddychał tylko głęboko i szybko na pościel. Do tego dłonią pieścił swojego penisa, aby ten nie zmalał. Na tę chwilę nie chciał nawet myśleć, czy jest mu dobrze czy wręcz przeciwnie.
— Dean… — usłyszał swoje imię wysapane przez Harleya, który poruszył się zaledwie na dwa centymetry, trzymając go za biodra.
— Mmmm?
— Ściskasz tak mocno… — wydyszał Harley, marszcząc brwi i nos. Oddychał głośno i głęboko, czując, jak mężczyzna aż go zasysa i podnieca go tą swoją wypiętą pozycją.
— Bo… jesteś… wielki… — Dean wydusił z trudem, czując, że płonie na twarzy. Starał się jak najbardziej rozluźnić, bo jak tylko leciutko spinał mięśnie, to go dosłownie rwało. Był idiotą, że sam się o to prosił. Ewentualnie masochistą. Jak zwał, tak zwał, chodziło o to samo.
— Mhm — odparł Harley z cieniem dumy w głosie i pogłaskał go po pośladkach, aż w końcu nieco mocniej się pochylił, żeby odsunąć jego dłoń od penisa i samemu go złapać. Jego własna była dużo większa niż ta Deana, a do tego gorąca i pewna. I teraz zaczęła go przyjemnie pieścić, gdy mężczyzna wsuwał w niego kolejne centymetry. Bardzo, bardzo powoli i ostrożnie, nie wpychając na siłę. Dość, że raz przypadkiem uszkodził tak jakiegoś mniej doświadczonego chłopaka.
Dean nie zaprotestował na jego dłoń na penisie. Sam co prawda wiedział lepiej, gdzie i jak się dotykać, ale tak też mogło być. Teraz miał dwie dłonie, aby lepiej się móc zaprzeć, kiedy Harley się w niego wsuwał. Cholera, może powinien poprosić o palcówę? Zamiast tego tylko mocniej zacisnął zęby na pościeli. Przed oczami widniały mu mroczki od mocnego zaciskania powiek, a w sobie miał dopiero połowę tego wielkiego członka.
Harley nie zamierzał od razu, za jednym razem wejść w niego w całości. Zaczął więc powoli i ostrożnie pieprzyć go, wsuwając się tylko do połowy. Sięgał przy tym spokojnie do prostaty Deana, a jemu samo zaciskanie zwieracza dawało aż upajająco dużo rozkoszy. Posapywał i powarkiwał nad Deanem, pieszcząc go i masując pośladek.
Kiedy Harley zaczął się ruszać, blondyn stękał przy każdym pchnięciu i kołysał się z nim. Po kilki minutach takich ruchów wyczuł, jak wsuwa się w niego więcej centymetrów. Chwilę znowu Harley pieprzył go na tej długości i znowu wszedł głębiej. To powtarzało się kilka razy, aż w końcu manager z krótkim jękiem, zduszonym zaciśnięciem zębów wsunął się cały. Od razu znieruchomiał i objął w pasie Deana, przyciskając się do jego pleców. Chciał wyczuć, czy ten drży tak, jak nie powinien. Czyli z nieznośnego, niedającego się wytrzymać bólu. Gotów byłby wtedy wysunąć się i skończyć ręką.
Jedyne co wyczuł, to pojedyncze dreszcze, kropelki potu na ciele szczupłego mężczyzny i to, jak jego klatka piersiowa powiększała się szybko, aby zaraz opaść. Dean oddychał płytko i był rozpalony, ale też z zaciśniętymi zębami na pościeli wydawał się tym wszystkim dziwnie otępiały. I kiedy już Harley miał zamiar coś zrobić, spytać, ruszyć się, Dean stęknął i sięgnął drżącą dłonią do jego nadgarstka. Zacisnął na nim szczupłe palce i sam poruszył swoim ciałem jak wąż, biodra zostawiając jednak nieruchome.
Harley zasyczał z podniecenia i ukąsił go w szyję.
— Jesteś nieziemski — wyburczał mu do ucha. — Nie tylko ta twoja dupa, która chyba chce wyssać ze mnie wszystko, co mam. Cały jesteś seksowny jak cholera — dodał, na próbę kręcąc nieco biodrami.
Dean jęknął nisko, po czym zamruczał z aprobatą na takie słowa. Było mu milej, kiedy je słyszał, mimo że głównie jego tyłek był chwalony. Ale nie tylko on i to było przyjemne.
Sam zakręcił biodrami, dając mężczyźnie znak, że może kontynuować i pieprzyć go z siłą jakiegoś herosa walczącego z mitologiczną bestią. On sam czuł się teraz jak okiełznana żmija. Hydra, której nie da się uciąć łba, ale można ją wymęczyć, poskromić, zniewolić. Czuł, że może się dostosować, poddać temu wielkiemu facetowi, nawet jeśli na razie nie był w stanie wydusić słowa.
Harley nagle poczuł się bardzo rozczarowany, że Dean już w niedzielę wyjeżdżał. Obserwując go całego, jego reakcje, chęć do seksu z nim i ogólnie to, jak się zachowywał i nęcił, przez myśl mu przechodziło, że chciałby się z nim jeszcze pieprzyć nie raz, nie dwa, a dużo częściej. Rzadko mu się trafiał taki seksowny partner, a już na pewno nie taki zagadkowy.
Odsunął myśli o jego wyjeździe i skupił się na poruszaniu. Powolnym, płynnym, niegwałtownym. Pieścił ścianki wnętrza Deana i jego penisa dłonią, mając dziwny brak poczucia czasu. Nie umiał nawet stwierdzić, jak długo go posuwał.
W końcu udało mu się wydobyć z niego głośniejszy jęk, a po pierwszym kolejny i kolejny. Dean, czym dłużej się kochali, tym częściej stękał i jęczał.
— Oo… Boże…! — wydyszał w końcu, puszczając spomiędzy zębów obślinioną pościel. Jego ciało też zaczęło się bardziej ruszać, a nie tylko się wystawiać. Sam mężczyzna w tej chwili nic nie myślał. Może poza tym, że gotuje się od środka, a tyłek pali go przyjemnym gorącem.
W pewnym momencie poczuł, jak duża dłoń Harleya przesuwa mu się od podbrzusza przez klatkę piersiową, szyję, aż na szczękę. Jak łapie go za nią pewnie i unosi w górę. Tak, że teraz klęczał wyprostowany, a manager trzymał go przy sobie mocno za szczękę. I wykręciwszy jego głowę, pocałował zwierzęco i namiętnie oraz pchnął mocniej biodrami.
Dean syknął, łapiąc się dłońmi za jego przedramiona, aby nie polecieć do przodu na pysk. Harley całował go i pieprzył jeszcze kilka długich minut, czerpiąc z tego seksu, ile się dało. Było bardzo intensywnie i gorąco.
Wreszcie jego penis zaczął mocniej pulsować i wystrzelił obficie w gumkę. Harley zawarczał przy tym i szybko przyspieszył ruchy na penisie Deana, który jęczał mu w ramionach, już się nie powstrzymując. Sięgnął ręką do tyłu, łapiąc gospodarza wykręconą dłonią za tył głowy. Wił się, samemu nadziewając na penisa, aby w końcu z głośnym „kurwa!” trysnąć na pościel.
Harley niemal od razu opadł z Deanem z powrotem na pościel, dysząc głośno. Również rzucił jakimś mało elokwentnym epitetem określającym jak cudowny był ten seks. Sam był rozgrzany jak piec.
Sięgnął w dół i delikatnie wysunął penisa z tyłka Deana, po czym cmoknął go w łopatkę.
— Żyjesz…? — szepnął, bo był mocno wyczerpany, choć domyślał się, że drugi mężczyzna bardziej.
— Nn… — Dean, leżąc płasko na łóżku, tylko wydusił, czując się jakiś o połowę chudszy, mniejszy i pusty jak wydmuszka, kiedy Harley się z niego wysunął. Tyle czasu wciskał mu tam tego wielkiego penisa, aby teraz ot tak go wyjąć. Co za strata…
Harley uśmiechnął się mimowolnie i delikatnie odwrócił do siebie jego twarz.
— To co powiesz na drzemkę przed wyjściem? — rzucił, wpatrując się w jego mocno zaczerwienioną twarz.
— Jestem bardziej niż na tak — odparł słabym, mocno zachrypniętym głosem, dając się obracać jak szmaciana lalka. — Tylko nastaw… coś, bo ja nie wstanę — poprosił, oddychając głęboko, ale już wolno. Był nieziemsko wycieńczony.
Harley odmruknął, że nastawi i gdy tylko pozbył się gumki z penisa, nastawił budzik, by zapikał za półtorej godziny. Po tym ponownie położył się na łóżku i nawet nie kłopotał się nasuwaniem na nich pościeli. Obaj byli mocno rozgrzani i na tyle zmęczeni, że długo nie potrwało, gdy niewiele znający się mężczyźni mający właśnie cudowny seks, zasnęli obok siebie na łóżku.

14 thoughts on “No Exit – 24 – Kolorowo, fikuśnie i zmysłowo

  1. Katka pisze:

    Basia, Harleyowi na pewno byłoby bardzo smutno gdyby Dean wyjechał… za dobrze mu się z nim spędza czas. Ale zobaczymy. Fajnie że cisniesz też NE :) i że lubisz te parke. Też mamy do niej słabość.

  2. Basia pisze:

    piknie aż chce się więcej i więcej… uwielbiam ta parkę i mam nadzieję, że jednak coś tutaj będzie…
    och niech Dean nie wyjeżdza, Harley bardzo zle poczół sięz tą myślą…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Bebok pisze:

    Kocham, kocham, kocham <3<3<3<3<3 <3<3<3
    Przesłuchania, zakupy, burgery, prywatny striptiz i dobry seks… Nie ma to jak świetna randka ^^ To było gorące <3 Mam nadzieję że jednak Dean nie wyjedzie! Ciekawe kiedy Harley odkryje jakieś fakty z życia Deana… i jak na nie zareaguje.

  4. Katka pisze:

    Saki, mam wrażenie, że już przez wiele rozdziałów trzymamy Was w niepewności co do tego, czy Dean wyjedzie, czy nie XD Harley rzeczywiście mógłby coś w tym kierunku zadziałać, no ale… nie wiadomo, jak to wyjdzie, na razie obaj są przekonani, że czas żmijki dobiega tu końca. Ale co do angażowania się, to też coś w tym jest, bo Dean jest trochę jak Marvin ciężko mu z jednym facetem XD A Harley, jeśli już, to jest raczej typem zaborczym… XD Syna Harleya poznacie, to mogę zapewnić ;) Ciekawa jestem, czy się Wam spodoba. Ja osobiście go lubię XD Ale opinię oczywiście pozostawię Wam. Dzięki wielkie za komentarz :D

  5. saki2709 pisze:

    Komentuję z opóźnieniem, ale to chyba nic dziwnego. Mimo że niedługo następny rozdział, nie mogłam tego zostawić bez komentarza. Uwielbiam tą parkę i nie wyobrażam sobie, żeby nie byli razem. Przez cały rozdział błagałam Harley’a w myślach, żeby powiedział dwa słowa, a mianowicie – „nie wyjeżdżaj”, ewentualnie jedno – „zostań”. To się jednak nie stało, ale Dean jeszcze nie wyjechał, więc jeszcze ma szansę, żeby go zatrzymać. Jak Dean wyjedzie, to będę bardzo niepocieszona. Wiem, że jego misja się skończyła i po jej wykonaniu miał wrócić, ale no… miałam nadzieję, że postanowi jednak zostać na dłużej. Źle mu z Harley’em? Nie sądzę. Chyba że się boi angażować, wtedy to inna sprawa. Ale czy nie zazdrościł Marvinowi, że ma Jaza?
    Striptiz genialny. Aż zazdroszczę Harley’owi, że sobie mógł popatrzeć na te kocie (a może wężowe? Toż to żmijka przecie jest XD) ruchy.
    Dobrze zrozumiałam, że przyjeżdża syn Harley’a? Poznamy go? Jestem ciekawa, jaki jest i jakie ma relacje z ojcem.
    A jeszcze wracając do Deana, to skoro nie chce zajmować kanapy Jasperowi, to może się zainstalować u pana menedżera. Albo gdziekolwiek indziej. Choć jestem za pierwszą opcją.
    Czekam na ten występ Marvina i Jaza.
    To chyba tyle. Mam nadzieję, że nie nawypisywałam bzdur. Trochę padnięta jestem.
    Pozdrawiam i życzę weny

  6. Katka pisze:

    Liv, wiesz, każdy ma swoje spojrzenie, a tym bardziej przez to, że od strony samego Patsy’ego wiele się nie działo, to można sobie bardzo wiele wyobrażać i snuć różne teorie. I ja nie wykluczam ich w żadnym wypadku, więc jak najbardziej możesz całkiem dobrze go rozumieć :D I tak, jego głównym motywem było zabezpieczenie swojego związku z Orvelem, szczęścia i spokoju, więc no… to, że kłóciło się to z interesami Marvina i Jaspera to już inna sprawa, więc obiektywna ocena jego złego/dobrego charakteru to trudna sprawa.

  7. Liv pisze:

    Ale potem pomógł wszystko odkręcić… Według mnie to już bardziej jest jak Mihai. Taki chaotycznie neutralny (neverwinter..:) Jest (oby jak najkrócej) zauroczony Orvelem, więc wszystko co robił, miało koniec końców stworzyć szczęśliwy związek z tą cyniczną indiańską rurą. Musiał po prostu jakoś zapewnić im spokój, więc pomógł drużynie Marvina, ale nie wydawało się, żeby uczuciowo się w cokolwiek angażował, oprócz Orvela.. No ^^

  8. Katka pisze:

    Liv, hehehe, Harlean ładnie brzmi, normalnie jak imię dla jakiejś laski XD Tajemnica Deana jest faktycznie… tajemnicza i na pewno sprawia, że Dean jest oryginalnym facetem. Ale nie jestem pewna, czy każdy by chciał, by jego randka była piromanem XD No cóż, się okaże, jak na to zareaguje, jeśli się dowie. Dean jednak uważa, że dla jego dobra lepiej, żeby się nie dowiedział. A czy będzie Jaz i Marvin w następnym rozdziale, to nie powiem XD Ale tak, ogólnie nie ma tu podziału na „część 1 – Marvin i Jaz; część 2 – Dean i Harley”, więc o drugiej parce też cały czas coś będzie. Niestety bądź stety dla niektórych :) Och, a Patsy jako czarny charakter… no co by nie mówić, nie świecił heroizmem XD Jest co prawda bardziej szary niż czarny, ale jakby nie patrzeć, to on pokazał Orvelowi zdjęcia i filmik z Marvinem i Jasperem, więc od niego pośrednio wszystko się zaczęło…

  9. Liv pisze:

    Och och, taak… Dean i Harley.. Harlean? Roboczo ujdzie. Nie pozwolę na to, żeby Dean wyjechał i zostawił peni.. Harleya. ^.^
    A może jak Harley się dowie o tajemnicy Deana to uzna go za jeszcze bardziej.. tajemniczego? Powalająca logika, ale on nie wydaje się takim, co ocenia innych na podstawie przeszłości. :) Oby.. Dean jest słodki i choleraaa chcę zobaczyć ten striptiz. Kusząco i fikuśnie i zmysłowo, ale nie wiem, dlaczego kolorowo.. a, sklepik :)
    Rozumiem, że po tym Harleanowym (co ja uczyniłam.) bonusie, wrócimy do Marvina i Jaspera? No rozumiem… Ja wiem, że nie powalam entuzjazmem, ale wolę dzisiejszą parkę. :) No ale Jasvin (>.<) też ma fajny seks. ^^
    Ogólnie to był świetny rozdział NE, był Dean, Harley, powiedzmy że szczera rozmowa i seksy z tanecznym striptizem. NO CUDO :)
    Ale… tęsknię za Patsym. I ciągle nie mogę przeboleć, że umieściłyście go w tych czarnych charakterach podczas robienia ankiety o całym blogu… Chyba jej nie skomentowałam, bo nie miałam na to netu, ale odrobiłam oczywiście ^^ I tak mi się przypomniało.. No to przecież jest mój koteczek. :C
    Ale poza brakiem koteczka cudnie, żeby nie było! :)

  10. Katka pisze:

    Porebula, tak, chyba dobrze, że ten rozdział był zdominowany przez Deana. Jest odskocznia od Marvinka w FDTS, chociaż przecież tam Deaniątko też było XD No ale, ale, teraz i tak będziecie musieli o Marvinie poczytać w FDTS XD Haha, no Dean sławny, ale to raczej zła sława, ktorą nie uśmiecha mu się chwalić XD A czy wróci czy nie, to przecież nie od nas zależy! Jego decyzja XD Więc straszenie nas nic nie da!

    Linerivaillen, narysuj, narysuj :D A Harley na razie spędza z tym skarbkiem miło czas i jest przekonany, że Dean wraca do siebie. Zobaczymy, jak się to potoczy, ale tak, skarbek jest blisko wymknięcia się z jego dużych łapek…

    O., Marvin z Jasperem jest słodki, Mavin z innymi kolesiami wkurza – to chyba wniosek XD Cóż, taki jego „urok”, choć wielu by się kłóciło, czy to aby można tak nazwać XD Harley nic nie podejrzewa, więc nie główkuje, niestety. Może nie będzie musiał, może samo wyjdzie…

  11. O. pisze:

    Haha tez uwazam, ze dobrze iz Marvina nie bylo xD choc samego z Jazem bylby do zniesienia xD
    Harley glowkuj! Albo googluj xD
    No i ciekawe jak Ci obcy sobie ludzie przywitaja sie, gdy obudzi ich budzik xD

  12. porebula pisze:

    Dean! Tyle Deana! I jeszcze w fdts! Kłaniam się! Striptiz ^^ Pomińmy to, że pomyślałam o NBTS… i o tym, że zdychli, a nawet jeśli nie zdychli to mieki wyladek… Ale nie było Marvina i chwała wam za to, bo po tym jak zwyzywałam biednego Marvina podczas fdts czuje, że na razie go wystarczy xD Depresja na korytażu w szkole i błagania, żebym nie musiała czytać znowu trójkątu z Marviem… No ale teraz jest NE i Dean!! Głupi Harley… Dean był przecież sławny! Może nie jako tancerz, ale był! Bahahaha a ja i tak wiem, że zostanie frajer. Albo wróci. Ale ma bhć z Harleyem, bo jak nie to gniew mój popamiętacie! Nwm jeszcze jak, ale… Albo wiem! Każe wam przeczytać książke o Marcinie i złej świni, która jest jego ojcem, ale marcin odetnie mu skrzydła! Bójcie sie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s