Project Dozen – 24 – Akademia

Lekcje były w ten piątek odwołane z racji akademii mającej odbyć się na auli. Jude Wagner rozpocznie solowym występem, chórek dołączy do niego w następnym utworze… Tak, potem przemówienie dyrektora oczywiście. Następnie uczniowie z samorządu szkolnego przedstawią osiągnięcia z zeszłego roku, podziękowania dla starego składu. I na sam koniec ogłoszenie wyników wyborów. Tak, powinno się skończyć w trakcie godziny. Maksimum półtorej.
Po przejrzeniu planu akademii, Mark Moss ponownie wstał zza biurka i podszedł do szafy. Trzymał tutaj część swoich eleganckich ubrań, żeby w razie czego móc się nagle przebrać. A teraz miał straszny problem z doborem krawata. Wszystko przez ten przeklęty garnitur, do którego żaden nie pasował. Najpierw sięgnął po taki w kolorze ciemnej czekolady, bo wydawało mu się, że przynajmniej do oczu mu pasuje. Tak zawsze mówiła mu jego świętej pamięci żona. By podkreślał swoje oczy, bo były cudowne. Mark teraz w to wątpił, bo gdy patrzył na swoje odbicie w wąskim lustrze zawieszonym od wewnątrz na drzwiach szafy, widział tylko zmęczonego, samotnego faceta z kurzymi łapkami przy oczach, o ponurym wyrazie twarzy. Chudego, wysokiego, na którym wisiała marynarka. Cholera, naprawdę musiał ostatnio stracić parę kilo, bo wcześniej tak nie wyglądała. Zdecydowanie wybrał na dziś zły garnitur.
W końcu wiedziony desperacją wziął trzy krawaty, wyszedł z gabinetu i podążył do biura psychologa szkolnego po radę. Kiedy zapukał, usłyszał zza drzwi pogodne i zapraszające „wejść”. Aż odetchnął z ulgą, że Foster Craig jest u siebie.
Nacisnął klamkę i wszedł do środka. Szkolny psycholog stał przy regale z książkami i właśnie coś w jednej sprawdzał. Kiedy odkręcił głowę, aby zobaczyć, kto przyszedł, jego przyjemny na co dzień wyraz twarzy rozjaśnił jeszcze miękki uśmiech.
— Pan dyrektor. Myślałem, że zobaczymy się dopiero na akademii.
— Też tak myślałem, do czasu aż nie przyszło mi zmierzyć się z krawatami… — mruknął Mark z rezygnacją i zamknął za sobą drzwi, a następnie dopasował wszystkie trzy do swojej szyi. — Pomóż mi… — dodał żałośnie.
Foster zaśmiał się krótko pod nosem, a jego szczere, ciemne oczy patrzyły na drugiego mężczyznę z ciepłą nutą politowania.
— Mówiłem, abyś przychodził do mnie z problemami, ale to… — zawiesił głos, podchodząc bliżej i zabierając mu z dłoni krawaty. Sam zaczął przykładać kolejne do jego szyi, aż w końcu wybrał ten złoty, z fakturą i nie oddał go dyrektorowi, a sam podniósł mu kołnierzyk i zawiązał na szyi.
— Poprosiłbym o pomoc Sebastiana, gdybym tylko był go w stanie teraz znaleźć. Pewnie sam się przebiera — wytłumaczył dyrektor, dając się obsługiwać nieznacznie od siebie wyższemu mężczyźnie. Zadarł przy tym trochę brodę, by mu to ułatwić. — Nie przeszkodziłem ci w czymś ważnym? — dopytał z troską.
— Nie, sprawdzałem tylko jedną definicję, bo pisałem opinię o uczniu. Lepiej sprawdzać trzy razy, niż się pomylić — odparł czarnoskóry mężczyzna i kiedy już skończył wiązać krawat, poprawił jeszcze ubranie dyrektora. — Nie schudłeś ostatnio?
— Cholera, jak nie tylko ja to widzę, to już jest źle. — Mark zaśmiał się i potarł się po krótkich, ciemnych włosach. — Nie jadam ostatnio zbyt dobrze. Pełny, ciepły posiłek miałem ostatnio z Sebastianem. Ale nie przyszedłem się teraz skarżyć. — Załagodził swoje słowa lekkim uśmiechem. — Właściwie… gdy tu szedłem… naszła mnie myśl, czy masz już dostęp do Dzienniczków w tym bzdurnym projekcie?
— Tak, już mi go odblokowali, ale nie mogę ci pokazać wpisów Sebastiana — powiedział psycholog, od razu cofając się i siadając na brzegu biurka. Domyślał się, czemu dyrektor o to pytał i nie zamierzał nawet dać mu pola manewru w tej kwestii. — Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Lepiej pomyśl, kiedy chcesz iść ze mną na kolację, skoro to jedyna możliwość, abyś lepiej się odżywiał.
Mark zrobił kwaśną minę, a jego kąciki ust powędrowały w dół.
— Foster… powiedz mi chociaż, czy mam się o co martwić, to dam ci możliwość wybrania knajpy — odpowiedział z nadzieją.
— Nie masz się o co martwić. Już ci nie raz mówiłem, że masz rozsądnego syna — skłamał delikatnie, bo wszystkie wpisy uczniów go martwiły. Konkurencja, ich stosunki między sobą. Ale może wynikało to z jego, czasami naiwnej, nadziei, że młodzi ludzie dopiero wraz z pierwszą pracą starają się tak bardzo walczyć między sobą.
— Tak, Sebastian na szczęście nie jest kłopotliwym nastolatkiem — przyznał Mark z ulgą i oparł się delikatnie tyłkiem i dłońmi o szafkę, którą miał za plecami. — I naprawdę mówisz z tą kolacją? Powiedz mi właściwie, czy dalej nikogo nie znalazłeś? — przeszedł na trochę lżejszy temat, których co prawda unikali w murach szkolnych, ale rzadko widywali się poza nimi, więc chciał chociaż trochę nadrobić.
Foster uśmiechnął się kątem swoich pełnych, ciemnych ust.
— Nadal nikogo. Ale to nie przeszkadza, abym nie mógł zaprosić na przyjacielską kolację do domu. Dorośli ludzie nie muszą chadzać na takie tylko w czteroosobowych zestawach do klubów golfowych.
— W takim razie nie będę się dłużej dawał namawiać. I mnie, i tobie przyda się trochę rozrywki.
— Więc jesteśmy umówieni. Proponuję najbliższy wtorek. Z tego co pamiętam, masz całkiem luźny plan, więc nie próbuj przekładać tego na nie wiadomo kiedy. — Uśmiechnął się pokrzepiająco.
— Stawiasz sprawę jasno! — Mark zaśmiał się i zerknął na zegarek na dłoni. — Dobrze, więc jesteśmy w kontakcie. Wracam do siebie. I… dziękuję za te krawaty. Jesteś nieoceniony — dodał, wyciągając dłoń, by poklepać psychologa po ramieniu. Ścisnął go tam nawet lekko i dopiero zabrał pozostałe dwa krawaty.
— Do zobaczenia, Mark, zawsze do usług — odparł ciepło czarnoskóry mężczyzna, patrząc uważnie na dyrektora.
Ten również odpowiedział uśmiechem, po czym, będąc już myślami na akademii, podążył w stronę swojego gabinetu.

*

Tymczasem w innym budynku, ale na tym samym kampusie, w pokoju numer 161 na pierwszym piętrze Eric poprawiał Julesowi kołnierzyk koszuli.
— Widziałeś plakaty Sena Nakano? Najgorsze jest to, że słyszałem, że sporo osób chciało na niego zagłosować dla samej „beki” — powiedział swoim stonowanym głosem i cofnął dłonie. Sam był już gotów do wyjścia, choć zamierzał jeszcze zjeść wyciągnięty chwilę temu z lodówki jogurt. Był głodny.
— Jeśli tak będzie i on wygra wybory, będzie nie lada zamieszanie w szkole. Już nawet wolałbym, aby przewodniczącym znowu był kurdupel niż ten wariat — odparł Jules i kiedy Eric chciał się odsunąć, na sekundę chwycił go za dłoń. Potarł po niej kciukiem, nim ją puścił. — Dzięki.
Drugi chłopak zerknął na niego zza szkieł okularów i uśmiechnął się delikatnie.
— Proszę — odpowiedział i dopiero sięgnął po swój jogurt stracciatella. Musiał uważać, żeby się nie pobrudzić, bo na czarnej koszuli biały ślad dobrze nie będzie wyglądał. — A Sen, nawet jeśli nie wygra wyborów, to jeśli otrzyma dużą liczbę głosów, będzie mógł zasiąść w samorządzie.
Jules usiadł przed swoim biurkiem i sprawdził stan naładowania swojej kamery.
— Cóż, to też będzie interesujące. Może nawet dałoby się z nim coś wynegocjować za garść cukierków.
— Nie wiem, jakie ma plany. Wydaje się nieprzewidywalny — odpowiedział Eric, przysiadając na skraju swojego biurka i jedząc biały jogurt z kawałkami czekolady. — Mi odpowiadał stary skład samorządu. Nikt na niego nie narzekał.
— Teraz wiele osób narzeka na Patricka po tym, jak się ośmieszył — zauważył Jules, przyglądając się dyskretnie, jak współlokator oblizuje łyżeczkę.
Eric, jako że nie miał nic wspólnego z gejowskim światkiem Julesa i ogólnie był zielony, jeśli chodziło o to, co inny facet może widzieć w drugim, oblizywał ją wręcz z naiwną niewinnością. Kilka razy nawet przytrzymał ją między wargami, myśląc nad omawianym tematem.
— Myślę, że większość nie wzięła tego na poważnie. Mówiąc o czymś, co mogłoby go zdyskwalifikować. Ale zmieniając temat… wciąż inni wypominają ci całowanie Jude’a?
— Hm? — Jules prawie się zawiesił, ale szybko udało mu się to ukryć. — Trochę, ale Jude unika mnie jak ognia, więc chodzą teorie, że się rozeszliśmy albo że Jude się wstydzi. Jedna i druga teoria jest na moją korzyść.
— Mhm. Więc teraz oficjalnie jesteś sam. Nie masz żadnych anonimowych listów miłosnych od fanów? — Eric uśmiechnął się lekko. Nie przyznałby tego głośno, ale ostatnio jakoś uważniej czytał komentarze pod filmikami Julesa, jak i na jego stronie poświęconej fitnessowi. Zaskoczyło go, jak wielu ma obserwatorów, nie tylko wśród uczniów w szkole, ale też ludzi spoza Wyoming, a nawet dorosłych gejów.
— Jakieś są, ale jak mówisz, anonimowe albo gdzieś spoza stanu. A przecież nie będę jechał nie wiadomo gdzie, aby poznać jakiegoś kolesia. Oni też się nie kwapią, aby tu przyjechać… Chociaż nie. To im odmawiam — wytłumaczył ze spokojem Foxy, w tej chwili nawet nie myśląc o jakichś romansach, kiedy Eric miał się zastanowić nad ich relacjami.
— Odmawiasz? — powtórzył jego współlokator, patrząc na niego uważniej. Przy tym już kończył swój jogurt, wyjadając ostatnie resztki ze ścianek pojemniczka.
— Wystarczy, że jestem symbolem gejów w tej szkole, nie mam ochoty być też symbolem rozwiązłości, kiedy kilku uczniów zobaczy mnie z co raz innym facetem.
— Jules… — Eric przybrał trochę poważniejszą minę. Wrzucił kubeczek do kosza pod biurkiem, razem z plastikową łyżeczką. — Czy nie dlatego się rozpadło między tobą a Tomasem? On nie chciał być out, jak ty. Ja też nigdy taki nie będę…
Jules westchnął ciężej i machnął ręką.
— To jeden z powodów. Trochę go do tego sprowadzam, bo nie jest krzywdzący dla żadnej ze stron. Przecież żaden z nas nie będzie mówił, że jego wkurzało moje aktorstwo, a mnie jego nerdowskie teksty, których nie załapałem. Z początku było to słodkie, ale nie na dłuższą metę. Uwierz, porównanie do fikcyjnej postaci po seksie jest średnie.
Eric mimowolnie się zaśmiał i w końcu wyprostował.
— Rozumiem i jestem w stanie to sobie wyobrazić. Chodź — powiedział, a po drodze do drzwi przesunął dłonią po włosach siedzącego przy biurku przyjaciela. — Musimy zająć odpowiednie miejsca, żebyś miał punkt do filmowania.
Jules od razu się uśmiechnął. Właśnie za to cenił Erika i w tej chwili jeszcze wyraźniej to widział niż do tej pory. Zatrzymał go za dłoń i cmoknął w policzek.
— Wiem, że masz czas, aby pomyśleć, ale… ja już wiem, że ty czegoś takiego głupiego nie powiesz, a bardziej zatroszczysz się o moje filmy — dodał, dając chłopakowi pole do przemyślenia także kwestii seksu. Cóż, to była część bycia razem, jakby nie patrzeć.
Jego współlokator lekko się zarumienił, ale zachował zimną krew. Przytaknął i zabrał klucze z wieszaczka. Przed wyjściem z pokoju jeszcze zerknął na twarz Julesa, nie wiedzieć czemu zaśmiał się cicho i dopiero otworzył drzwi. Mimo że miał do przemyślenia naprawdę poważną sprawę, jaką było spróbowanie związku z innym chłopakiem, Jules swoim swobodnym sposobem bycia jakoś sprawiał, że nie wydawało mu się to takie straszne. Nie czuł się naciskany, choć te wszystkie buziaki, muskanie i dotyk jednoznacznie wskazywały, że Jules ma nadzieję na pozytywną odpowiedź. One też jednak nikły, kiedy przekraczali granice ich pokoju albo innego ustronnego miejsca. Jules umiał być dwiema zupełnie różnymi osobami i jednocześnie te dwie zupełnie różne osoby doskonale łączyć w jednym ciele.
Zjechali windą z innymi uczniami na dół. Jules już po drodze filmował jakieś pojedyncze sceny do montażu i spokojnie dotarli do budynku szkoły. Tutaj jednak spotkała ich niespodzianka. Po wejściu do korytarza i pokierowaniu się w stronę auli, w morzu setek uczniów jakimś cudem dojrzały ich szare ślepia redaktora szkolnej gazetki.
— Hej, Foxy! Jak tam dzień? Wyczekujesz występu swojego chłopaka? — wypalił szybko Cody, ale wyraźnie i podsunął mu dyktafon pod usta, uśmiechając się.
Eric stojący w cieniu Julesa i idący za nim przed siebie, w duchu skrzywił się odrobinę, ale nie wtrącił się. Widział przy tym wyraźnie, jak jego współlokator przybiera od razu maskę Foxy’ego, a nie Julesa. Uśmiechnął się szczerze i kiedy tylko się odezwał, znowu modulował głos.
— No, oczywiście. Jakbym nie mógł się nie doczekać. Potajemnie, kochaniutki, powiem ci — dotknął ramieniem Cody’ego tak, że ten bardzo szybko miał ochotę nagle skończyć ten wywiad — że rozmawialiśmy o tym występie. Oh, aż drżę z niecierpliwości. Tak mnie na niego napalił — skłamał gładko, świergocząc do mikrofonu.
— Proszę, proszę! Więc już wiemy, że występ będzie zjawiskowy! Zdradź mi, Foxy, czy coś mu obiecałeś, żeby go zmotywować? — pytał dalej Cody, Eric szedł za Julesem, a gdzieś z tłumu rozlegało się co raz „ruszcie się, kurwa!”, „ej, chcę dobre miejsca, ma być rockowo!”, „Jezu, powywiadzisz se potem, Solt”.
— Oh, a to już nasza słodka tajemnica, słodziaku! — Foxy zaśmiał się i cmoknął najpierw do mikrofonu, a potem, mając już dość tego wywiadu, cmoknął niższego od siebie chłopaka w policzek.
Tym razem z tłumu zmierzającego do auli rozległy się gwizdy, gdy ktoś to zauważył, a Eric nawet nie zdążył się rozejrzeć, a Cody’ego już przy nich nie było.
— Chodź — mruknął tylko do Julesa i znalazłszy lukę między grupką uczniów, podążył szybciej do bocznego wejścia.

*

— Hej! — Ostatni chłopak wpadł na zaplecze za sceną. Cała reszta chórku już ta była.
— Nareszcie! — Główny wokalista, Jude, wyraził swoje zadowolenie i zarazem ulgę, bo już myślał, że Bill się spóźni. — Co tak długo?
— Utknąłem na korytarzu przez gazeciarza i geja.
— Pewnie szukali miejsca, by cię lepiej widzieć — wtrącił się jeszcze jeden z chłopaków, Nathan, o najwyższym głosie, wyglądający zresztą tak, jakby jeszcze wczoraj był dziewczyną. — Solt, by zrobić foty na okładkę, a Foxy, żeby do ciebie pomrugać.
Jude od razu skrzywił się z pełnym uczuciem obrzydzenia, że akurat Foxy do niego przylgnął. Twierdził, że jest biseksualny, aby mieć zagorzałych fanów nawet w męskiej szkole, ale… czemu akurat Foxy?
— Będzie miał okazję.
Przebierali się dalej w odpowiednie do występu ciuchy. Jak zwykle te, w których przyszli, rzucali byle gdzie, z czym zawsze po wszystkim był problem, bo nikt nie wiedział, gdzie co jest.
— Hej, nie ma tu wstępu! — zawołał naraz Nathan do jakiegoś chłopaka, który zza kurtyny się na nich zwyczajnie gapił, a raczej gapił się na Jude’a. Czmychnął na szczęście szybko, a chłopak szturchnął gwiazdę chórkową w żebra. — Masz chyba więcej adoratorów, niż byś chciał.
Jude uśmiechnął się chociaż nie było mu do śmiechu. Miał czasami wrażenie, że niektórzy chcieliby zobaczyć nagie fotki jego i Julesa. I byłaby to największa sensacja w życiu szkoły.
— Cóż, pracowało się na to jakiś czas. — Zaśmiał się, aby rozluźnić atmosferę. Szybko jednak zmienił temat. — W ogóle, wszyscy gotowi, zaraz wychodzimy.
— Noo, stary Moss już daje znać, że mamy minutę! — powiadomił swoich kolegów z chórku Bill, który zdążył się błyskawicznie przebrać i teraz patrzył chyłkiem za kurtynę w stronę pierwszego rzędu. — Słyszycie? Już się cicho robi — dodał półszeptem. To od razu świadczyło o tym, że nauczyciele uciszali uczniów, więc akademia miała lada moment się rozpocząć.
Jude jeszcze pokazał kilkoma gestami, kto gdzie ma iść. Nauczyciel muzyki był z nimi, ale często oddawał przywództwo właśnie jemu. Był dumny z tego, jak to wszystko wygląda.
Kiedy wszyscy się ustawili, słysząc, jak zza kotary dyrektor kończy przedstawianie chórku, akademia się rozpoczęła.

*

Wiedział, że to Jude Wagner jest na scenie. Że to on zbiera teraz wszystkie spojrzenia, że to on jest w świetle reflektorów. A i tak to Kevin miał wrażenie, że każdy patrzy tylko na niego. Że widzą, że wtopił pierwsze zadanie w debilnym projekcie, że został z niego wywalony, że teraz została jedenastka radosnych uczniów, którzy spisali się lepiej niż on i nie stchórzyli. Co z tego, że siedział w ostatnim rzędzie, skulony i udający, że nie istnieje? Pewnie każdy tylko szukał pretekstu, aby się obejrzeć i go zobaczyć. Wyśmiać.
Nieświadomie swoim zachowaniem Kevin właściwie prosił się, by się nim zainteresować. Zrobił to jednak jedynie Francisco, który dostrzegł go przypadkiem, kiedy siadał z Sebastianem niedaleko jego ojca, bo trzy rzędy dalej. Miał dobry wzrok, więc Kevin rzucił mu się w oczy.
— Nudy… — szepnął cicho do Sebastiana, zjeżdżając nisko na fotelu i zakładając ręce na szczupłej klatce piersiowej, ukrytej pod pomiętą koszulą. — Wagner ładnie śpiewa, ale pospałbym… — Ziewnął. — Będzie następny po Kevinie, mówię ci, chłopie.
— Tak obstawiasz? — szepnął do niego Sebastian, chcąc nie chcąc przechylając się do niego, aby go słyszał.
— Si, si. Wagner się zajmuje tylko tym śpiewaniem. Ze mną na wf-ie nawet nie próbuje gadać, z Patrickiem też nie. Ma gdzieś wszystko — podzielił się swoimi spostrzeżeniami Francisco, również trochę przechylając głowę. Nie tylko ją zresztą. Miał luzacko rozłożone nogi, z których jedna co raz stukała kolano Sebastiana do rytmu muzyki.
— A może zwyczajnie nie nawiązuje sojuszy, tak pewny siebie? — podpowiedział Sebastian, zachowując powagę, ale też myśląc od razu, jak tu trochę Jude’a wyciągnąć przed szereg.
— Jeśli tak, musimy mu jakoś pokazać, że nie może być niczego pewny — stwierdził Argentyńczyk, popatrując na śpiewającego solówkę chłopaka. Czarne włosy, całkiem przystojny, dobrze zbudowany. — Podobno jest bi, to prawda? — dodał jeszcze ciszej, kierując tym razem swoje brązowe oczy na twarz Sebastiana. Tak blisko.
Ten patrzył wciąż na scenę, ignorując to, że czuł spojrzenie na sobie.
— Podobno. Nie miał oficjalnej dziewczyny ani chłopaka. Mi się wydaje, że to trochę pod publikę, bo jakby serio coś z facetami kręcił, to by tak nie unikał Foxa. Chociaż… Fox jest zbyt ekspresyjny, aby ktokolwiek wytrzymał z nim i z jego ego w jednym pomieszczeniu.
— Ekspresyjny…? — powtórzył Francisco z brakiem zrozumienia wypisanym na skonfundowanej twarzy. — Że lubi dużo kawy?
— Nie. — Sebastian w końcu na niego spojrzał i uśmiechnął się wąskimi oczami. — Że bardzo mocno pokazuje emocje. Głównie pozytywne w jego przypadku.
— Aaa, no tak, ekspresyjny — powtórzył Francisco, by zapamiętać, a ktoś rząd przed nimi obejrzał się na niego i syknął „zamknij mordę, cwelu”. Argentyńczyk się naburmuszył, ale nie odpyskował. — Ale fajnie, jak ktoś jest pozytywny — dodał do Sebastiana jeszcze ciszej.
— Ja jestem dość pozytywny? Czy neutralny? — spytał Sebastian, chociaż aż czuł podskórnie, że w końcu ktoś znowu zwróci im uwagę za gadanie.
— Ty jesteś super — odpowiedział Francisco odruchowo i w pełni szczerze. — Ogólnie jesteś pozytywny, ale też skup… iony i taki mądry. Patrick jest straszny, bo się puszy jak dmuchawiec.
Sebastian zaśmiał się pod nosem, zasłaniając nawet usta i nos dłonią. Uwaga o dmuchawcu zwaliła go z nóg. Na szczęście w tym samym momencie występ chórku się skończył, więc jego śmiech zagłuszyły brawa. W tym brawa jego ojca, który od razu wstał, aby przedstawić dawny samorząd, który miał mieć teraz krótkie przemówienie.
— Twój papa jest chudy. Wydawało mi się wcześniej, że nie tak jak teraz — rzucił Francisco szeptem do Sebastiana, odprowadzając wzrokiem Marka Mossa, który zszedł ze sceny, aby ustąpić miejsca Patrickowi i jego zgrai.
Sebastian uspokoił się i spoważniał, patrząc teraz na swojego ojca.
— Może… — Zamyślił się. — W ogóle, czasami mam wrażenie, że on nadal przeżywa mamę. A ja mu nawet nie pomogę, bo jej nie pamiętam. — Wzruszył lekko ramionami, bo nie umiał się ustosunkować do tego, co tym razem mogło gryźć ojca.
— To już długo chyba przeżywa… — mruknął Francisco, bo wiedział, że mama Sebastiana zmarła wiele lat temu.
Porzucił te rozmyślania i popatrzył na Patricka na scenie, który teraz oddał głos komuś od spraw sportowych, kto w zeszłym roku wprowadził zmiany, o których Argentyńczyk nie miał pojęcia. Dla niego było to wszystko nudne, więc gapiąc się na chłopaka, rozmyślał sobie o seksie.
Tymczasem Woody siedzący obok dwójki kumpli z matmy, gapiący się bez zainteresowania na scenę, poczuł wibracje w kieszeni. Podwójne. A kiedy spojrzał na ekran, ujrzał wiadomości od Treya i Tomasa. Tomas, który siedział dwa rzędy dalej, napisał — „Uważaj, bo kolesie za tobą czają się z gumą na twoje włosy!”. Trey za to pisał — „Żyjesz tam jeszcze? Hehe pierwszy raz się cieszę z mojego zawieszenia.”.
Woody wpierw się odwrócił, aby sprawdzić, czy ktoś naprawdę jest takim śmieszkiem i planuje mu wrzucić gumę we włosy. Jeden z uczniów, brunet z roku niżej, żuł jakąś i kiedy na niego spojrzał, o mało się nią nie zadławił, kiedy nagle ją przełknął, nie spodziewając się, że zostanie przyłapany.
Po tym Woody mógł spokojnie usiąść i odpisać na oba smsy.
„Mówiłem, jeszcze będziesz miał chwilę radochy z tego. A co robisz?” — spytał współlokatora, a Tomasowi odpisał: — „Dzięki :* Nudzisz się, że się przyglądasz?”.
Wyliczanie osiągnięć samorządu było tak nużące, że nawet oczekiwanie na odpowiedzi kumpli dłużyły się strasznie.
„No weź, wszyscy wiedzą, co niby samorząd zrobił. Nudy, gram w pacmana i się na ciebie gapię :D Trey dalej w pokoju?” — odpisał Tomas, a zaraz za nim współlokator Woody’ego.
„Oglądam galerię z dziarami jakiegoś spox kolesia. Na twoim łóżku i na twoim kompie :P”
„Może jeszcze w mojej bieliźnie?”. — Woody nie powstrzymał się, aby nie odpisać Treyowi, bo jego sms wyjątkowo go rozbawił. Czasami aż zastanawiał się, jakby żyło mu się z kumplem, jakby ten nie wiedział o nim prawie wszystkiego i nie był aż tak bezproblemowy. A tak, nawet jakby znalazł jego folder z porno, to nic by się nie stało.
„Tak, dalej ma zawiasy, więc możesz pomarzyć. Po akademii możemy gdzieś się wybrać jednak.” — odpisał też Tomasowi, zadowolony, że ma czym się zająć zamiast słuchać.
„Mam większego, twoja za ciasna.” — odpisał mu Trey, nawet nie pytając, czy wyniki wyborów zostały już ogłoszone. Miał je w głębokim poważaniu.
„O, super! :D Możemy połazić po mieście albo coś :D”. — Brzmiała wiadomość od Tomasa.
„Masz coś konkretnego na myśli, czy bardziej wyjdzie w trakcie?” — spytał Woody blondyna, nawet nie wiedząc jak przebić komentarz Trey’a.
„W trakcie chyba, bo szamani mówili, że ma padać, to zobaczymy :)” — odpisał mu Tomas, a w tym samym czasie ze sceny zaczął schodzić samorząd, aby jego miejsce ponownie zajął dyrektor Moss wraz z jakąś nauczycielką mającą mu pomóc w przedstawieniu wyników.
„Szamani ;p OK, w razie czego gdzieś może pojedziemy, jak będzie nudno.” — zaproponował Woody, tylko jednym uchem słuchając, co mówią na scenie. Przy tym zastanawiał się, czy Tomas miałby faktycznie ochotę gdzieś z nim wybyć, skoro mieli wolne. Zakładał, że pewnie by miał.
„Noo, gdzie tylko chcesz :D Ostatnio ja to kino i basen wybierałem, to teraz masz wolną rękę :D” — odpisał Tomas, a Moss zaczął mówić.
— Wreszcie naszedł ten moment, kiedy możemy ogłosić wyniki. Ale najpierw proszę was jeszcze raz o gorące brawa dla starego składu samorządu. Przez cały rok spisywali się doskonale i tak jak ja jestem z nich dumny, tak i wy powinniście, a może nawet bardziej, bo to w waszej sprawie i w waszym imieniu działał samorząd. — W tym momencie dyrektor zrobił pauzę, a uczniowie bardziej i mniej chętnie wznieśli oklaski. Gdy te ustały, Mark podjął: — Teraz razem z panią Truman odczytamy wam dzisiaj podliczoną liczbę głosów i zwycięzcę, który zostanie przewodniczącym samorządu. Przypominam, że kandydaci, którzy będą mieli również spore poparcie, otrzymają miejsca w samorządzie. Ale funkcje już omówicie między sobą, moi drodzy, na pierwszym spotkaniu, które będziecie mieli w przyszłym tygodniu.
Nauczycielka dołączyła do dyrektora wraz z zalakowaną kopertą, aby podnieść prestiż wydarzenia. Dyrektor przełamał zabezpieczenie i wyjął kopertę z listą wszystkich kandydatów ułożonych od tego z największą ilością głosów, po tego z najmniejszą.
— Teraz przeczytam wyniki — zakomunikował i powoli zaczął na zmianę z kobietą wymieniać nazwiska. Czytał tylko tych, którzy przekroczyli pewien próg i jak po każdym nazwisku były mało entuzjastyczne brawa, tak po „Sen Nakano” na sali aż zawrzało. Od entuzjazmu, zdziwienia, po niedowierzanie. Nawet Woody olał odpisywanie do Tomasa i szybko wystukał do Treya — „Sen Nakano będzie w samorządzie.”.
Gdy Moss czytał dalej, Trey odpisał Woody’emu krótko, ale treściwie. „Ja pierdolę…”
— A stołek przewodniczącego ponownie, bo już na drugą kadencję, przejmuje… choć powinienem powiedzieć „zachowuje” Patrick Bright! — zakomunikował głośno Mark, a po sali przemknął aplauz. Ze strony starego samorządu najgłośniejszy, choć również masa nauczycieli wyraziła entuzjastycznie swoją aprobatę.
Sam Patrick uśmiechnął się szeroko, nie martwiąc się tym razem o kolor swoich zębów, bo umył je dzisiaj bardzo, bardzo dokładnie. Gdy tylko dyrektor dał mu znak, by podszedł, uniósł się z krzesełka i wpierw odwrócił do sali, kłaniając się nisko. Przy tym z manierą przytrzymał krawat, żeby nie zawisł. Dopiero po tym ruszył pełen dumy na scenę.
Jedni się cieszyli, inni przewracali oczami, a pozostali uważali, że wyszło dobrze, ale jakby ktoś inny zajął miejsce Patricka, też tragedia by się nie stała. Tym bardziej, jakby umiał pełnić swoje obowiązki i był im przychylny.
W tym czasie Sen Nakano właśnie szturchał któryś raz Noela siedzącego obok. Ten miał już dość ciągłego i nieustającego „Widzisz, mówiłem. Widzisz, mówiłem.”.
— No i co? Dadzą ci funkcję kolesia od parzenia herbaty. Czym ty się jarasz? — Chłopak z rudymi, długimi włosami wywrócił oczami i zjechał niżej na fotelu. Miał ochotę już wyjść z tej szopki.
Sen zaśmiał się i jeszcze bardziej pochylił do kolegi.
— Serio? Wypiłbyś zaparzoną przeze mnie herbatę? — spytał szeptem, a jego mina poddawała w wątpliwość, czy herbata w jego wykonaniu byłaby w stu procentach herbatą.
Noel zmrużył powieki, mierząc go długim spojrzeniem i w końcu prychnął pod nosem.
— Musieliby wlewać mi ją na siłę przez odbyt. To co, chcesz się w to bawić na poważnie?
Azjata wzruszył ramionami, nadal się uśmiechając i ekscytując. Lubił takie małe szaleństwa od czasu do czasu.
— Nie wiem, czy na poważnie, ale tak. No weeeź, będzie jazda. Jak król pszczół.
— No dobra, przyznam, że to może być ciekawe. Ale nie wiem, czy pan przewodniczący będzie ci pozwalał na zbyt wiele… — Rudowłosy chłopak wpatrzył się w Patricka na scenie, który pełen samozadowolenia właśnie przemawiał do uczniów, dziękując za zaufanie, zapewniając o swoim oddaniu i tak dalej. — Cwaniaczek dużo punktów na studia zarobi.
— Myślisz o tych punktach? — Sen zdziwił się, opierając się bez pozwolenia o rudzielca. Sam nie myślał wiele o przyszłości. A przynajmniej nie tak jak inni uczniowie.
— Nooo, trochę. Będzie do przodu. Dziwne, że dyro nie cisnął syna, żeby startował, jak on z Patrickiem we wszystkim podobno konkuruje. A ty co? Tylko dla zwały to robisz? — Noel zerknął na Sena z uśmieszkiem.
— Może tak, może nie. Wiesz, to moja słodka tajemnica. Tak samo jak moją słodką tajemnicą jest to, jak zarywam więcej lasek niż ty. — Zaśmiał się, mrużąc mocno swoje skośne oczy.
— Bo laski myślą, że jak jesteś Azjatą, to jesteś mądry… W tym tkwi twój sekret, Sen, ty pało. — Noel również się zaśmiał, ale szybko ucichł, bo nauczycielka stojąca nieopodal przy bocznych drzwiach i pilnująca spokoju zmierzyła go ostrym spojrzeniem.
Sen także na nią spojrzał i pomachał jej dłonią. Zaraz po tym szepnął do chłopaka obok.
— Bo jestem mądry. One to wyczuwają jak psy myśliwskie trop.
— A może liczą, że trzymasz w szafie tentakle?
— Albo w spodniach — dodał, ruszając wymownie brwiami.
W tym czasie Patrick skończył swoje przemówienie. Połowa uczniów odetchnęła z ulgą, nawet jeśli byli wśród nich ci, którzy głosowali na byłego i obecnego przewodniczącego.
Na koniec jeszcze dyrektor Moss wyszedł na scenę, żeby dodać kilka słów od siebie, a gdy tylko padły słowa „możecie się spokojnie rozejść”, zaczął się rumor i hałas. Oczywiście nikt nie rozchodził się „spokojnie”, tylko każdy chciał się jak najszybciej dostać do wyjścia i skorzystać z reszty wolnego dnia. W tym Francisco, którego olśniło zaraz po uniesieniu się z krzesła.
— Ej, jedziemy na laski! — rzucił do Sebastiana z uśmiechem.
Ten spojrzał na niego, jakby na moment zapomniał, po czym jednak uśmiechnął się szczerze.
— Ale może pojedziemy dalej niż do Newcastle? — zasugerował, idąc tuż za Argentyńczykiem do wyjścia i przekrzykując harmider.
— O, dobra! Ale to co, twój papa nas nie zabije, że uciekamy dalej? — Francisco roześmiał się, w ciągu kilku sekund podekscytowany dzisiejszym wieczorem.
— Nie, nie musi wiedzieć. — Sebastian nie rozwijał się bardziej, bo nie mieli na to czasu. I było za głośno.
Udało im się jakoś przebrnąć do wyjścia ze szkoły i dopiero na zewnątrz zrobiło się trochę luźniej. Co prawda większość uczniów też ruszała do internatu, ale tutaj była większa przestrzeń. Zgodnie uznali, że muszą się przebrać z tych trochę sztywniackich ciuchów, zabrać jakieś drobne i dopiero wyjadą.
W holu w internacie jednak znowu zrobiło się tłoczno. Tym razem każdy zwyczajnie chciał się dostać do windy, więc i tutaj musieli mocno się przepychać. I w tym momencie Francisco wpadł na pomysł.
— Cody! — zawołał do niewysokiego chłopaka starającego się chronić swój aparat przed zgnieceniem.
Uniósł głowę, słysząc swoje imię, ale nie rozpoznając głosu.
— Mogłeś zrobić więcej upokarzających zdjęć, to by było luźniej na sali, a nie tylko brak Trey’a Swifta! — dodał Francisco, widząc, że w tłumie było kilku członów projektu, więc… kto miał usłyszeć, to na pewno usłyszy.
Cody zbladł, gapiąc się na niego jak na zjawę, Tomas kawałek dalej z wielkimi oczami już pisał do Woody’ego smsa, a Francisco w końcu przepchnął się za Sebastianem. Ten zresztą też rzucił szkolnemu reporterowi krótkie spojrzenie i słowa „niezłe ujęcie tak w ogóle”, po czym razem z współlokatorem i gronem kilku uczniów, którzy ze sobą gadali bądź pisali smsy, wszedł do windy. Dopiero kiedy byli na górze, w swoim pokoju, młody Moss spojrzał na kumpla z wymiany z dziwną miną. Dość zaskoczoną, ale też pełną zaimponowania.
— Proszę, proszę, robisz sobie kolejnych wrogów? — Zaśmiał się, przez co ten mógł zauważyć, że nie jest zły.
Francisco też zaśmiał się krótko tym swoim chrapliwym głosem i zaczął się rozbierać.
— Nie no… Pomyślałem, że trochę namieszam, bo akurat widziałem kilku rywalizatorów. To trochę nasza rola, prawda?
— Rywali — poprawił go odruchowo Sebastian. — I dobrze robisz, takie nasze zadanie, ale będziesz musiał uważać teraz też na Cody’ego.
— Dam sobie radę — zapewnił solennie Argentyńczyk. Coraz bardziej przyzwyczajał się do tej rywalizacji. Na początku trochę go to przytłoczyło, na co też wpływ miało przebywanie w nowej szkole i w nieznanym sobie kraju. Ale teraz czuł się swobodniej i pewniej. Też chciał działać.
Rzucił koszulę i spodnie byle gdzie, a potem w samych slipkach zbliżył się do swojej szafy, żeby znaleźć coś godnego wypadu na dziewczyny.
— Może ubiorę jasne jeansy i czarno-biały sweter? Ten cienki? Ty co ubierasz? Będę przy tobie jak kundel pewnie wyglądał — rzucił po chwili ze śmiechem.
— Prędzej jak uroczy kundelek. Z tymi oczami i włosami to równie dobrze mógłbyś iść tak, jak jesteś. — Sebastian zaśmiał się, samemu najpierw szykując sobie ubrania, nim się rozebrał. Przy okazji zerknął na współlokatora. To, co powiedział, było w sumie czystą prawdą. Francisco miał bardzo dobre ciało.
Temu zrobiło się jakoś dziwnie ciepło i przyjemnie po słowach Sebastiana. Lubił, kiedy go doceniał i mówił mu takie miłe rzeczy.
— To ja mogę łapać na włosy i oczy, bo ty i tak jesteś tym przystojniejszym — odpowiedział, śmiejąc się pod nosem i wyciągając ciuchy, o których mówił.
Sebastian zdecydował się na ciemne spodnie, a do tego koszulkę z długim rękawem rozpinaną na kilka guzików pod szyją. W tej chwili jednak zainteresowały go bardziej słowa współlokatora.
— Tak myślisz?
Francisco, który szybko wciągał na tyłek spodnie, aż się na niego obejrzał, jakby zdziwiony jego reakcją.
— A nie? No, popatrz na siebie. — Wskazał go ręką ze śmiechem. — Mało tu przystojniejszych chłopaków jest!
Sebastian aż sam na siebie spojrzał. To było miłe.
— Z takim podejściem i szczerością, jak będziesz mówił do dziewczyn, to każda jest twoja.
— Tak sądzisz? — Francisco uśmiechnął się szerzej i sięgnął po sweterek. — Jak na to lecą, to fajnie. Nie lubię tak… jak wy to mówicie… eeem… baje… ro… wać — wypowiedział powoli. — Znaczy wiesz, wymyślać głupie komplementy, jak coś nie jest prawdziwe.
— Chyba nie trzeba bajerować, jak się laska serio podoba. Chyba że chcesz koniecznie coś zdobyć, a żadna ci się nie rzuci w oczy, wtedy to już będzie wyższa konieczność — dodał, zabierając jeszcze skórzaną, cienką kurtkę i zakładając buty. — Spadamy?
— Si, amigo! Na podbój! — odpowiedział radośnie Francisco i tylko przez moment przemknęła mu myśl, że wcale nie takie gorsze byłoby zostanie w pokoju z Sebastianem, położenie się razem na łóżku i obejrzenie filmu.

15 thoughts on “Project Dozen – 24 – Akademia

  1. Katka pisze:

    Basia, psycholog i dyrektor… nie wiem, nie wiem XD Czytaj, czytaj, tekst odkryje przed Tobą wszelkie tajemnice! XD Pozdrawiamy!

  2. Basia pisze:

    Witam,
    no i wiemy, kto jest w samorządzie, dyrektor i psycholoog czyżby coś się tutaj kroiło? Francisco trochę zamieszania wprowadził i na podbój…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Bebok pisze:

    Walczę z zaległościami jak widać :D a żywo brnę bo jestem ciekawa co jeszcze mnie ominęło ;D często wychodzą notki u was więc mam co czytać <3 <3
    Czytam dalej skoro szykuje się przełom! Do północy powinnam być na szczęście na bieżąco :D Bo z tego co widzę w nocy wyjdzie akurat kolejny rozdział PD ^^ nie ma to jak wyczucie czasu ;D

  4. Katka pisze:

    Bebok, widzę, że nadrabiasz kolejne opowiadanie :D Żywo brniesz przed siebie. Hehe, i chyba jesteś kolejną osóbką która uważa, że Eric jest przede wszystkim słodki XD Seeerio, taki poważny chłopiec, a mam wrażenie, że Was wszystkich rozczula. Z Julesem na czele XD No i tak, nie musi mieć swojej zwariowanej części osobowości, bo tę lukę wypełnia Jules XD Zatem… cóż, uzupełniają się.
    Braku znajomości wszystkich bohaterów wstydzić się nie musisz, bo na pewno jest jeszcze sporo osob, którego ich nie ogarniają XD No ale jak widzisz, nie musisz być tym zawiedziona, skoro Kevin odpadł. Jednak równocześnie zapewniam, że to jeszcze nie koniec jego wkładu w projekt…
    Psycholog i dyrektor mają faktycznie specyficzne relacje. Na pewno sporo wyjaśnia tutaj fakt, że znają się już kilka długich lat i tyle samo się przyjaźnią. Więc można u nich na pewno zaobserwować większą bliskość niż przy naszych nastoletnich parkach ;)
    A wypad na laski będzie dość przełomowy, ale o tym już możesz poczytać, bo w rozdziałach jest :D I oczywiście dzięki za komentarze!

  5. Bebok pisze:

    Szkolny psycholog i dyro mają dość bliską relację ^^ Krawaty są genialne! Wspólna kolacja się szykuje. Zalatuje randką chociaż chyba nie powinno ;p
    Szkolne akademie zawsze są nudne…. „zamknij mordę, cwelu”? Serio? Biedny Franek xdd Z tego co pamiętam z czasów szkolnych u nas każdy miałby w dupie to czy ktoś rozmawia w trakcie akademii czy nie ;D Auu.. guma w dredach nie byłaby fajna ;/ Tommy uratował dredzioszki ^^ Kocham rozmowy Treya i Woody’ego xd
    Sen w samorządzie :D to może być interesujące ^^
    Ciekawe co wyjdzie z wypadu „na laski” ;D

  6. Shivunia pisze:

    Kaczuch_A >> hahaha, jakie porównania Ericka XD Widzę, że chłopak kusi aby go pociućkać. Julesa pewnie też hehehehe. (ten dziękuje za wsparcie jak za łapki w górze pod filmikami ;)) „Sen jest pojebem, nie ogarniam go” – pisze go. też go nie ogarniam. To tak dla pocieszenia ;p
    A Bohaterów się nauczysz :D Kiedyś robiłam sobie np notatki w książce, kto jest kto. Bo poza imieniami np nie byli w ogóle opisani ;p Tylko trzeba było kojarzyć kto jest czyją żoną XD Notatki to dobra sprawa ;D

  7. kaczuch_A pisze:

    Ha, wiedziałam, ze dyro będzie z psychologiem kręcił, czułam to po prostu xD I tak niech się przyciągną za krawat i pocałują. Eric to taki karmelek, toffi z orzeszkami i w ogóle sama słodycz. Na miejscu Foxy’ego nie mogłabym się powstrzymać, kibicuję im. Sen jest pojebem, nie ogarniam go. I niech się coś zdarzy pomiędzy Franem, a Sebciem. Pasują do siebie, tak uważam. Nadal rozdziały PD muszę czytać kilkukrotnie, bo bohaterów nie ogarniam xD

  8. Katka pisze:

    Saki, no widzisz, to miałaś dobre przeczucie odnośnie pana dyrektora i pana psychologa :D I to w sumie zabawne, jak urocza może być scenka po prostu wiązania krawata… XD Tak, myślę, że cały ten szkolny eksperyment dość mocno wpływa na zmiany u Marka i jego gorsze samopoczucie. A głównie fakt, że w tym eksperymencie bierze udział jego syn. Chyba zdał sobie sprawę, jak poważne jest to wszystko i że może to nie wyjść na dobre ani jemu, ani Sebastianowi. Może faktycznie Foster coś na to zaradzi… I tak, w następnym rozdziale będzie dalej Franio i Sebastian :) Jak się potoczy, sama zobaczysz, ale mam nadzieję, że cokolwiek się stanie, nie będziesz zawiedziona. Wydaje nam się, że rozdziały PD będą częściej od maja… Tak sądzę. Więc już niebawem :) Zleci szybciutko ;) Haha i chyba scena z jogurtem zrobiła taką samą furorę jak porównanie do dmuchawca XD Słodko. Też uważam, że było rozkosznie, no ale nie chcę być nieskromna. Zresztą, Jules i Eric chyba mają to do siebie, że są wobec siebie słodcy. Wiem co mówię, wczoraj ich pisałyśmy XD Dzięki za komentarz i wenę :D pozdrawiamy cieplutko :)

  9. saki2709 pisze:

    Shipuję dyrcia i psychologa hardo już od tamtego rozdziału, w którym pierwszy raz byli razem. W ogóle kiedy Moss tak się męczył z tym wyborem krawata, to sobie wyobraziłam scenkę, jak prosi Fostera o pomoc przy wyborze, a potem tego drugiego, jak mu wybiera ten krawat, a potem własnoręcznie mu go zawiązuje. Serio nie spodziewałam się, że to się stanie naprawdę. Kocham tą scenę <333 I nie mogę się doczekać tej kolacji (ewentualnie relacji z niej). Trochę się martwię o dyrektora. Może jego przyjaciel coś z tym zrobi, żeby wyglądał lepiej czy lepiej się poczuł. Może się za bardzo denerwuje tym projektem i dlatego tak chudnie. Bo skoro nawet Franio zauważył, że Moss mizernie wygląda, to coś tu jest nie tak.
    A skoro już przy Franiu jestem… Uwielbiam jego teksty. A to porównanie do dmuchawca mnie rozwaliło XD I widzę, że się wczuwa w rolę szczurka. Cody ma przechlapane u Woody'ego. Coś czuję, że jeśli będzie miał okazję, zemści się za przyjaciela.
    Mam rozumieć, że w następnym rozdziale Franio i Sebcio będą wyrywali laski. A miałam cichą nadzieję, że jednak zostaną w tym łóżku XD Ale takie rozwiązanie też na pewno będzie ciekawe. Oczyma wyobraźni widzę, jak wyrywają jakieś lasie, idą razem do KFC czy coś w tym stylu, a potem zamiast poświęcać uwagę swoim zdobyczom, skrycie gapią się na siebie… Różnie może być i jestem ciekawa, co takiego wymyśliłyście. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Ciekawa jestem, co Woody wymyśli, jeśli chodzi o jego randkę z Tommym. Chyba że pójdą na spontana i pójdą tam, gdzie ich nogi poniosą. Tej randki też się doczekać nie mogę. W ogóle mam nadzieję, że już niedługo rozdziały będą wychodzić częściej, bo 18 dni to za dużo na taką ilość bohaterów. Zwłaszcza że lubię większość z nich i niecierpliwie czekam na każdego z nich.
    Eric jest taki słodki i niewinny, że podziwiam Julesa za samokontrolę. Loffam scenę z jogurtem. Nie mogę się doczekać tego, aż się w końcu zdecyduje, czy chce chodzić z Julesem. Wydaje mi się, czy on jest zazdrosny? I to było takie kochane, jak mu koszulę poprawiał.
    Zapomniałabym. Brawo, Sen za dostanie się do samorządu. Mogę się założyć, że większość głosowała na niego dla beki, ale może ktoś chciał, żeby został przewodniczącym. Poczytałabym jeszcze więcej o nim i jego współlokatorze. Ciekawa jestem ich relacji.
    A co do Jude'a, zastanawiam się, czy mówi, że jest bi tylko dla popularności, czy może chociaż trochę kręcą go męskie tyłki.
    To chyba tyle, co chciałam powiedzieć.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny

  10. Katka pisze:

    Liv, Franio się wczuwa coraz bardziej, Psorkowie mogą być dumni. Pytanie tylko, czy Woody coś z tym zrobi, ale chyba sam fakt, że wie, że Cody za tym stoi, już sprawia, że w razie czego Woody nie zlituje się nad nim. Bardzo słodkie to, co napisałaś, że seks nie jest konieczny, by było ciekawie ;) To dobrze, że nie tylko w porno jesteśmy zjadliwe XD
    Foxy i jego zawieszanie się na widok Erika… mam wrażenie, że „słodki” na dobre przylgnęło do tego drugiego XD A to taki spokojny, wyważony, mądry chłopiec…
    Haha, psycholog i dyrektor – kto wie? Ale jak tak bardzo chcecie za wszystkich trzymać kciuki, to się zrobi jedna wielka gejowska utopia XD I spokojnie, niebawem PD będzie częściej ;)
    PS. Co do drugiego komcia – tak, to taka kwintesencja chyba każdego nastolatka XD W trakcie całej akademii na bank przez głowę każdego z uczniów przemknęło „seks, seks, chcę się pieprzyć”. No ale dobra, nie generalizujmy… XD I też pozdrawiamy ;)

    Susan, Sen nie został przewodniczącym, bo najwyraźniej jest w szkole więcej rozsądnych uczniów i jednak głosowali z głową XD Ale jest też w samorządzie, więc na pewno coś swojego przeforsuje ;) Eric i Woody… ciekawy dobór ulubieńców i czuję się fajnie z tym, że wybrałaś jedną postać moją i jedną Shiv XD A i spokojnie, PD będzie niebawem częściej, tylko jeszcze o odrobinkę cierpliwości prosimy :)

    Omega, nie ma nic piękniejszego niż naturalne, niewymuszone, seksowne gesty, więc też się nie dziwię, że Foxy się zaciął XD Nieświadomość Erika w tym wszystkim działa mocno na jego korzyść. „Fran i Sebcio wybierają się na podryw… Mam nadzieję, że im nie wyjdzie” – jak źle im życzysz! Biedactwa, nikt nie chce, żeby byli spełnionymi heterykami… Ich życie byłoby tak bardzo łatwiejsze! XD A co do Noela i Sena – ja nie lubię spoilerów, więc nic nie mogę powiedzieć. Ale może Noel tez nie należy do przeciętnych uczniów, więc w towarzystwie Sena czuje się dobrze. Szaleńcy jednak przyciągają ;)

    O., Eric managerem Julesa… Ciekawa wizja, nie powiem, nawet o tym nie pomyślałam. Chociaż nie wiem, czy Eric się widzi w show biznesie. Nie lubi „reflektorów”. Ale kto wie, jak się to potoczy.
    Zgadzam się z tym, że od przyjaźni do miłości to dobra droga ;) Chociaż nasi starsi bohaterowie chyba nie są w ogóle świadomi tego, co Wy sobie wyobrażacie XD No ale, z krawatem to faktycznie jak w dobrym małżeństwie :D
    Dużym plusem Frania jest ta dotykalskość. Posuwa ich kontakty do przodu w znacznym stopniu. Sebastian jest tym chyba wręcz przytłoczony, ale oj, przyzwyczai się XD

  11. O. pisze:

    Awwww Eric mógłby w przyszłości zostać menadżerem Julesa<33333333 u niektórych par w show biznesie to dziala na długą metę <33333 fajnie by było jakby i im tak pykło, trzymam za to kciuki <3333333
    Dyrektor i psycholog.. Od przyjaźni do milości krótka droga a to pomaga stworzyć silny związek (Eric i Jules go go! <333) haha ta pomoc przy krawacie jak mąż i żona xD
    Sebcio i Franio <333 czyżby podryw dziewczyn skończył się wzajemnym podrywem? <3333 podoba mi się jak Franio niweluje dystans cielesny i Dotyka Sebcia.. Mowa ciała mówi sama za siebie.. Tylko czytać te sygnały <3333
    Haha Azjata wierzący w duchy w radzie to nic dobrego i monotonnego nie zwiastuje xD

  12. Liv pisze:

    „Dla niego było to wszystko nudne, więc gapiąc się na chłopaka, rozmyślał sobie o seksie.” Dlaczego mam wrażenie, jakby to zdanie opisywało całą szkolną egzystencję młodzieży… Siedzi, patrzy przed siebie, a w środku wio! ^^

  13. Omega pisze:

    „Eric, jako że nie miał nic wspólnego z gejowskim światkiem Julesa i ogólnie był zielony, jeśli chodziło o to, co inny facet może widzieć w drugim, oblizywał ją wręcz z naiwną niewinnością.” – Tego komentować nie muszę, ale to dobrze, że wyobraźnia Foxy’ego pracuje ;) Nie dziwię mu się, że się zawiesił, jak przyglądał się tak łakomie ustom Erica :3
    „Uwierz, porównanie do fikcyjnej postaci po seksie jest średnie.” – Ciekawe jakby zareagował Woody na takie porównanie xD (nie mogę się doczekać)
    „Patrick jest straszny, bo się puszy jak dmuchawiec.” – mnie też ta uwaga zwaliła z nóg xD *pjona Sebciu*
    Eric jest widocznie zazdrosny o współlokatora i bardzo dobrze :3
    Fran i Sebcio wybierają się na podryw… Mam nadzieję, że im nie wyjdzie i zajmą się sobą nawzajem zamiast dziewczyn sobie szukać :3 (tu też wyczekuję zbliżenia)
    Sen dostał się do samorządu xD ciekawe czy się chociaż postara… Noel to tylko jego przyjaciel czy będzie z tego coś więcej? (w sumie niesamowite, że jako jeden z nielicznych tak długo wytrwał przy Senie, biorąc pod uwagę jego charakter xD)

  14. Susan pisze:

    Nieeee… w takim momencie serio?? :C I Sen nie został przewodniczącym?? :C Rozdział dobry, nawet bardzo (jak to w projekcie bywa), szipuje Dyrektora z psychologiem <3 i słodki pudelek jest fajny :) Ale i tak moimi ulubionymi postaciami są Eric i Woody… tak tak całkowicie inne osoby, ale takie zrównoważone. Naprawdę fajne :3 Nie mogę się doczekać kiedy Projekt zacznie wychodzić częściej niż te cholerne 18 dni :C no, ale i tak fajnie, że coś takiego wychodzi c:

  15. Liv pisze:

    OOUU TAK, głosowałam na Sena. I świetne posunięcie Fran, spodobało mi się to strasznie. Wczuwa się w rolę szczurka :) Jego rozmowa z Sebą była cudowna, słodka i wg taka jak zawsze – każdy moment był odpowiedni na pocałunek. Tak to z nimi jest ^^ Teraz Woody się dowie, może będzie chciał pomścić porażkę przyjaciela… Akcja się dzieje, naprawdę fajnie. Powiem bluźnierstwo: chyba nawet seksy nie są potrzebne, żeby to opowiadanie wciągało ;)
    I jestem ciekawa, czy Sen z tym Noelem coś tam ten… może.. Ale Sen chyba nie z takich. Chociaż jest uroczy i chyba trochę chory psychicznie. Jebać ^^
    Ja już poproszę randkę Woody’ego i Tomasa.
    No i – to co musiało nadejść z mojej strony: Eric jest taaaki słooodki. Ja już to widzę w wyobraźni, jak oblizywał tę łyżeczkę i cały czas coś tam mówił, a Foxy w ogóle go nie słuchał tylko wgapiał się w jego języczek ^^ Nic dziwnego, że się zawiesił. Foxy mnie trochę irytuje z tym outem i graniem przed każdym. Przerażający ekstrawertyk… No ale Eric zbiera moją sympatię w tym związku, więc kibicuję! :)
    A… czyżby… miało do czegoś dojść pomiędzy ojcem Sebastiana a psychologiem? Bo jeśli tak… To ja trzymam kciuki :) Niech tam, trzymam kciuki za wszystkich, bierzcie i jedzcie. I jak ślicznie poproszę o częstsze PD, to raczej nic nie zmieni, co nie? Ale no cóż, liczcie się z tym, że jak piszecie super „serialowe” opowiadania, to wszystko chce się mieć natychmiast xd
    Rozpisałam się. Papa :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s