Fire Dragon Tattoo Studio – 209 – Kusiciele

Mike wychodził w piątkowy wieczór z pracy, a myślami był daleko poza nią. Myślał o domu, o aromatycznej kawie, ewentualnie o szklaneczce dobrego alkoholu i może umówieniu się z Ryanem czy Charliem na sobotę.
Szedł parkingiem do swojego Mustanga, kiedy nagle zza innego, większego wozu pojawił się Ryan.
— Hej, Mikey! — zawołał, a sekundę później powitany tak niespodziewanie mężczyzna miał już czarny kaptur na głowie i nie miał teczki w ręku. Ręka swoją drogą była trzymana za nadgarstek przez jeszcze jedną osobę.
Otworzył szeroko oczy i krzyknął przez kaptur:
— Ryan?! Co ty, kurwa, odwalasz?!
A gdy tylko poczuł, że ktoś gdzieś go ciągnie, usłyszał odpowiedź swojego przyjaciela.
— Myślę, że już powoli się domyślasz, nasz przyszły mężusiu.
Mike ściągnął brwi, czując się dziwnie tak prowadzony i niewiedzący, gdzie idzie. Mimo że widział kumpla, był podenerwowany. Nawet sobie nie wyobrażał, jakiego zawału by dostał, gdyby Ryan mu się nie pokazał.
— Czekaj? To dziś…? — wydusił w końcu w kaptur, czując, że już mu świta, o co może chodzić. Takie szalone akcje mogły mieć miejsce tylko z jednego powodu.
— O tak. — Usłyszał tylko i został wpakowany do jakiegoś samochodu.
Chwilę później już ruszyli z parkingu w nieznanym mu kierunku. Nikt nie oświecił go, co go czeka na wieczorze kawalerskim, ale nie miał zbyt pozytywnych wyobrażeń, znając swoich kumpli. Liczył, że jeżeli Alex brał udział w tym wszystkim, jakoś ich utemperował i zwyczajnie zawiozą go do restauracji czy… coś.
Nie. To na pewno nie było możliwe.
Jechali dłuższy czas. Mike czuł, że obok niego siedzi ktoś, ale że się nie odzywał, ciężko było mu stwierdzić, kto był wspólnikiem jego porywacza. Ale nawet nie to było niepokojące, a fakt, że Ryan też mało mówił.
Najpierw próbował ocenić czas, przez jaki jechali, by wiedzieć mniej więcej, jak daleko go wywieźli. Ale było to jednak zbyt trudne, więc się poddał. Już nawet chciał zadać pytanie, czy może chociaż poinformować Marg, że nie wróci prosto do domu, kiedy zatrzymali się. Silnik zgasł, a on został wyciągnięty z samochodu. Czuł wiatr na ciele i specyficzny zapach oceanu, więc podejrzewał, że są blisko plaży. Potem jednak znaleźli się w jakimś pomieszczeniu, bo zarówno temperatura się zmieniła, jak i dźwięki z zewnątrz ucichły.
Usłyszał trzask drzwi, a gdzieś z boku poczuł zapach papierosów. Słyszał też muzykę, ale nadal był oślepiony.
— Macie go, wszystko okej? — Jason, niewątpliwe to był on, bo Mike w sekundę rozpoznał jego ochrypnięty głos, zwrócił się najpewniej do Ryana, a z głowy kawalera i gościa honorowego dzisiejszej imprezy został ściągnięty kaptur.
Najpierw musiał zmrużyć oczy, bo światło było ostre, choć niespecjalnie jasne. Spostrzegł, że znajdował się w jakiejś… sali klubowej. Była całkiem spora, ale w niej wcale nie tak dużo osób, więc domyślił się, że jego kumple ją wynajęli. Byli w końcu tylko bracia Grey, ich faceci, Ryan i Lenny, którzy go… porwali oraz Juan. Kilka stolików było zsuniętych na środku pomieszczenia, a na nich przekąski i alkohol. Całość też była udekorowana dość… landrynkowo. Były balony, były tekturowe, nagie kobiety oraz takie w strojach króliczka playboya. Były różowe, wielkie serduszka, a na niektórych krzesłach siedziały… dmuchane lalki prosto z sex-shopu.
— Serio…? — wydusił, gapiąc się na to wszystko z oszołomieniem.
— Niestety tak, Micheal. — Alex, który siedział na jednej z kanap z nogą na nodze i wyglądał już na znudzonego, ale nie tak przerażonego jak Juan, odezwał się jako pierwszy. — I uwierz mi, to jeszcze nie koniec.
— Jak ty to mówisz, to boję się najgorszego… — jęknął Mike i obejrzał się na Ryana, jakby to on był temu winien.
Ten uśmiechnął się do niego czarująco i pchnął go lekko w plecy, żeby się nie krępował i wszedł dalej. I jak Mike zauważył, był nieźle odstrzelony. Właściwie to… dawno go takiego nie widział. Biała, dobrze dopasowana koszula i czarny, wąski krawat.
— Mikey, kilka kieliszków sprawi, że „najgorsze” będzie ci się wydawać „najlepszym”. Dlatego zanim zaczniemy się bawić, proponuję wznieść toast za twoje dziewictwo… ah, nie, to nie te czasy, kiedy czekało się do ślubu — sprostował na koniec i podążył do stołu, by otworzyć butelkę.
Jason zaśmiał się i pokręcił głową.
— Mike prawie stracił swoje na oba sposoby — zażartował, jednocześnie zwracając uwagę Mike’a na siebie.
On też wyglądał zupełnie inaczej niż zwykle. Wąskie spodnie, które musiały być zwężane, pasujący do lśniących butów pasek, a na górze koszula w kolorze kości słoniowej z podwiniętymi rękawami, odsłaniająca tym samym jego tatuaże i jakieś bransoletki, których zwykle Jason nie nosił. Całość była uzupełniona dopasowaną kamizelką z grubego, szarego materiału, muchą i szelkami. Jason wyglądał schludnie, ale nadal inaczej niż chociażby jego ubrany klasycznie w stylu angielskim kochanek. Zresztą, nie on jeden i Ryan byli wystrojeni. Nawet Lenny miał włosy mocno spięte z tyłu, proste spodnie i buty do garnituru, a na górze czarną koszulę z lekko rozpiętymi guzikami pod szyją.
Mike uniósł brwi, obserwując ich wszystkich i jak rzadko, czując się znacznie mniej reprezentatywny.
— Wow… Postaraliście się. Jason, a ty wstrzymaj się z tymi żarcikami — mruknął, powoli do nich ruszając, mimo oszołomienia. — W ogóle jak ty wyglądasz…
Jason skrzywił się i uśmiechnął specyficznie. Wciąż pamiętał „karę” Alexa za sesję zdjęciową. Najpierw spodziewał się, że będzie to jakiś seks, w którym rolę całkowicie przejmie jego kochanek… ale były to zakupy. Wolał sobie nawet nie przypominać, ile czasu na tym spędzili i jak straszne było mierzenie tego wszystkiego, dopasowywanie i szukanie odpowiednich zestawów. W kilku sklepach. W różnych częściach Miami. Nigdy więcej.
— Siadaj, szefuńciu, a nie pierdol. Dzisiaj wszystkie chwyty dozwolone. — Zaśmiał się chrapliwie i podstawił Ryanowi kieliszki na toast.
Juan pomagał mu z zapałem, uznając, że jak pierwsza kolejka mogła iść od nich, tak potem on się będzie miał się czym zająć. Alkoholu było bowiem ogromna ilość, a dzięki temu, że to z Rushem poszedł go organizować, ten też kupił jakieś dodatki, dzięki którym mogli więcej poeksperymentować.
— To co? Mam rozumieć, że dziś pijemy do upadłego? — spytał Mike z nadzieją, że tylko to planują kumple.
— Między innymi — odpowiedział Charlie groźnie i tajemniczo, podając mu kieliszek. On też się odstrzelił, a Mike widział w tym rękę Rusha, bo przecież Charlie nie posiadał czegoś takiego jak eleganckie ciuchy. Dlatego na pewno nie wygrzebał z szafy tej beżowej, przedłużanej marynarki z dużymi guzikami, czarnej koszuli i ciemnych, modnych jeansów z widocznym paskiem. Buty też miał nowe.
— Nie bój się, Mikey, cokolwiek się wydarzy… na pewno zapomnisz — pocieszył go Ryan, unosząc kieliszek, a gdy każdy już miał swój, dodał: — Pozwolę sobie zabrać głos jako osoba, która zna tego stojącego z nami kawalera najdłużej. I nie, spokojnie, nie będzie to też najdłuższa przemowa, jaką słyszeliście. Tę zachowam na ślub — powiedział z uroczym uśmiechem. — Dzisiaj pijemy i bawimy się za młodość tego nieszczęśnika, którą ten utraci wraz z założeniem kajdanów… tfu, obrączki na dłoń. Ale znając ducha Mikey’ego, podsycanego przez nas tu wszystkich zebranych, liczę, że namiastka tej młodości pozostanie w nim nadal po tym nieszczęsnym dniu, w którym Mikey zwiąże się ze swoją wybranką. I będziemy jeszcze wiele takich wieczorów spędzać na wspólnej zabawie. Chociaż… liczę, że ten będzie wyjątkowo niezapomniany. Zdrowie Mikey’ego!
Przyszły mąż zaśmiał się, bo nic innego nie mógł zrobić i patrzył, jak wszyscy wznoszą kieliszki, aby wypić za jego zdrowie. Alex, Rush, Lenny, Juan i Jason, a nie tylko jego dwaj najlepsi kumple stoją i uśmiechają się do niego, życząc mu szczęścia na nowej drodze życia. Był wzruszony, co tu dużo nie mówić. I tylko czuł, że tego wieczora to będzie ostatni moment na wzruszanie się, bo potem będą się działy rzeczy, jakich jeszcze nie przeżył i wcale nie jest pewny, czy tak bardzo chce przeżyć. Ale przecież od czego był wieczór kawalerski?
— No to co? Świętujemy moje resztki wolności? — spytał, na co usłyszał mniej lub bardziej entuzjastyczne „tak!” z ust zgromadzonych kumpli.
— Ah, Mike i żebyś nie czuł się gorzej — Rush zaśmiał się, przynosząc chłopakowi wieszak ze świeżą koszulą i marynarką — zakradłem się do twojej szafy za pozwoleniem Marg.
— Wow, dzięki. Czyli ona wie, tak? — upewnił się Mike, by nie tylko potem móc wyrzucić Marg, że go nie ostrzegła, ale i nie martwić się, że siedzi w domu i na niego czeka.
— Wie, wie. To idź się przebrać, my tu zaczekamy — popędził go Charlie, popatrując po reszcie porozumiewawczo. Mieli plan i musiał być w całości zrealizowany.
Kiedy więc przyszłego pana młodego nie było w sali, Charlie razem z Jasonem wyciągnęli wielkie pudło, które do tej pory było schowane za kanapami. Był to wspólny prezent od nich wszystkich, chociaż w pomieszczeniu byli i tacy, którzy chętnie by się do tego nie przyznawali.
Juan zaczął robić im drinki, nie szczędząc alkoholu, bo znał plan na resztę wieczoru i sam chciał się znieczulić.
— Stawiasz, że Mikey ucieknie od razu prosto do drzwi, czy będzie próbował po cichu wyjść przez okno w łazience? — zagadał Lenny’ego Ryan, siedząc obok niego przy stoliku i popatrując, jak pudło jest ustawiane przed krzesłem Mike’a.
— Nie zmieści się oknem — odparł Mulat, patrząc na to wszystko z lekkim rozbawieniem. Znając plany na wieczór, pośrednio go one bawiły, a pośrednio był zadowolony, że on nie będzie mieć wieczorku kawalerskiego. — Ale myślałem, że zajdziesz go od tyłu, aby go trochę wystraszyć.
— Wydarłby się, ktoś by przybiegł i trzeba by było zdjąć mu kaptur i każdemu tłumaczyć, że to przecież tylko zabawa i nie pragniemy go porwać i zgwałcić.
— Ta, nie jesteśmy ani twoim kochaniem, ani Jasonem — podsumował Lenny, pośrednio przyznając rację kochankowi.
Po chwili do pomieszczenia wrócił Mike. Ubrany już tak, że równał się klasą z innymi. I już miał otworzyć usta, by coś powiedzieć, ale jego wzrok padł na duże pudło zapakowane jak prezent. Niemo zapytał, czy oni wszyscy tak serio i że nie trzeba było, ale Jason zaśmiał się z jego miny i rzucił:
— Lepiej nie dziękuj zawczasu. Zobacz najpierw, co tam jest.
— Twój ton nie świadczy o niczym dobrym — podsumował Mike i podszedł do krzesła przed pudłem. Najpierw je obmacał, jakby była tam jakaś pinezka czy klej. Krzesło było jednak czyste. A kiedy przysiadł, do ręki trafił mu drink.
— Pij, bez tego się nie obędzie — zachęcił go Juan i wrócił do tyłu, aby reszcie rozdać alkohol.
Wszyscy patrzyli na Mike’a z uśmieszkami. Właściwie prawie wszyscy, bo Alex zachowywał swoją kamienną twarz. Byli ciekawi reakcji kawalera, kiedy ten otwierał swój prezent pełen „niezbędnych” przedmiotów. Charlie nie mógł powstrzymać się przed śmiechem, kiedy Mike z kwaśną miną wyciągnął rękawiczki z penisami zamiast palców. Ale… zamiast skarcić swoich kumpli założył jedną i pstryknął „penisem” Charliego w policzek.
— Dzięki, nie wyobrażałem sobie życia po ślubie bez tego — powiedział ze śmiechem, a jego „zbrukany” przyjaciel nie potrafił nic odpowiedzieć, bo zaatakowała go kolejna salwa śmiechu.
Kolejne prezenty nie były grzeczniejsze. Mike z początku nie poznał baloników, które zajmowały część pudła. Kiedy jednak im się przyjrzał, odkrył, że są nadmuchanymi prezerwatywami.
— Nudziło wam się? — spytał już z coraz większym rozbawieniem na twarzy.
— Palacze dostali zadanie dmuchania — wyjaśnił Charlie, wskazując na Jasona i Juana. Ten pierwszy uśmiechnął się, a ten drugi zaczerwienił. Jedyne, co go w tym pocieszało, to że Lenny im towarzyszył i też nadmuchał kilka.
Mike pokręcił głową, a Jason cmoknął do niego w powietrzu.
— Mam nadzieję, że się za bardzo nie zmęczyłeś przy tym — rzucił do tatuażysty i znowu sięgnął do paczki.
Jak na razie wszystko, co w niej znajdował, miało podtekst seksualny. Fartuszek ze zdjęciem nagiego kolesia z kutasem zrobionym w photoshopie, aż do kolan, też był nieprzyzwoity. Śmiejąc się z niego jak głupi, w kieszonce znalazł dodatkowo prezerwatywę extra large. Musiał przyznać, że alkohol faktycznie był potrzebny, bo coraz bardziej się bał kolejnych prezentów.
— Kto zamawiał to wszystko? — spytał, tym razem znajdując kolekcjonerski zestaw… filmów porno z czasów, kiedy dopiero były ich początki.
— Każdy po trochę — odpowiedział Juan, popijając drinka w granatowym kolorze. — My z Jasonem gumki, Ryan i Lenny skoczyli do sex-shopu, Rush poszukał filmów… Każdy miał swój wkład w wyposażenie cię na przyszłość.
— W ten… zapas kondomów też? — spytał Mike, wyciągając chyba dwumetrową taśmę prezerwatyw.
— Nie mów, że się nie przyda. — Jason zaśmiał się chrapliwie, a kiedy Mike wyjął… żel analny, przeraził się jeszcze bardziej po komentarzu Ryana.
— To też wiem, że ci się przyda i nie próbuj nawet zaprzeczać, Mikey… Nic się przed nami nie ukryje.
Mike zarumienił się zdrowo. Napił się dużego łyka, a konkretnie wychylił całą zawartość szklanki i przelał ją w gardło.
— Cholera, Ryan, nie mów mi, że wy…?
— My…? — odpowiedział ten niewinnie, z ręką na ramieniu Lenny’ego, szerokim uśmiechem i alkoholem w dłoni.
Gwiazda wieczoru skrzywiła się i pokręciła głową.
— Dobra, nie. Nie chcę wiedzieć — uznał i poszukał po stole alkoholu. Wstał. — Komu dolewki?
Od razu znalazło się wielu chętnych. Ci niechętni, tacy jak Alex, i tak zostali obsłużeni przez ich kochanków. Juan w tym czasie podążył jeszcze do sprzętów na tyłach barku, żeby muzyka głośniej rozbrzmiała. Zrobiło się żywiej też z racji tego, że już nikt nie milczał, wpatrując się w odpakowywanie prezentu, ale rozmawiał ze sobą. Jak zwykle nie mieli problemów z rozluźnieniem się. A kiedy Ryan i Charlie przytaczali jedną z licznych sytuacji szkolnych, które zapadają w pamięć i stawiają jednego z ich członków, w tym Mike’a, w roli ofiary, Jason zbliżył się do Rusha i zapytał półgłosem:
— Masz dla nich jakichś znak, kiedy mają wejść?
— Mam im napisać smsa. Są ponoć już w klubie — odparł, patrząc, jak Charlie ubierany jest przez Mike’a w fartuszek z torsem nagiego faceta.
— Trzeba znaleźć odpowiedni moment, żeby go zaskoczyć.
Rush ściągnął brwi.
— Czyli jaki? — spytał, mając ochotę uwolnić Charliego, ale wiedział z drugiej strony, że ten już nie patrzy na przyjaciela tak jak kiedyś. — I w ogóle widziałeś ich?
— Nie. Chociaż laski mnie nie interesują. Ale ciekaw jestem tej dwójki… Mam nadzieję, że ładnie umieją wywijać dupciami, bo to ostatni moment, by przeciągnąć naszego szefuńcia na tęczową stronę — odpowiedział ze śmiechem Jason i wlał do gardła reszki ze swojej szklanki.
— Marne na to szanse, ale może. Są… oj, zobaczysz. — Rush zaśmiał się, bo tak naprawdę to on z Charliem i o dziwo Alexem organizowali główną atrakcję wieczoru. Aż nie mógł uwierzyć, że jego brat się w to zaangażował.
Jason skinął głową, czując, że to nie tylko dla Mike’a będzie niespodzianka, ale i dla tych, którzy o tym nie wiedzą.
Kiedy Charlie w fartuszku zwalił się na kolana Rusha, Jason wrócił do Alexa i wtrącił się w rozmowę na temat filmów, w których przewijał się motyw wieczoru kawalerskiego.
Mike nawet rozmarzył się o tym, jak chciałby, aby wyglądała jego noc poślubna, ale poza Juanem, który go słuchał, reszta szybko zmieniła temat na taki, z kim, jakby mógł, spróbował ostatni raz na wolności. Od słowa do słowa, od kieliszka do kieliszka atmosfera się rozluźniała, aż w pewnym momencie usłyszeli pukanie do drzwi. Rush poderwał się z miejsca, aby otworzyć.
Reszta też obejrzała się w tamtą stronę, jedni bardziej zamroczonym przez alkohol spojrzeniem, inni mniej. Charlie akurat udawał, że tańczy z Ryanem, a Jason od niechcenia odbijał z Lennym ponad stołem kondomowego balonika, ale gdy ujrzeli, kto wszedł, każdy zastygł.
Na pierwszy ogień pojawiła się śliczna… prawie naga kobieta. Była szczupła, ale miała krągłe, apetyczne biodra i jędrne piersi, których brodawki były ciemne i sztywne. Miała tylko cieniutkie majteczki, przez materiał których i tak widać było co nieco. Do tego pofalowane, jasne włosy spływające jej na ramiona i ten chód… rozbujany, niemal hipnotyzujący, kiedy w wysokich szpilkach ruszyła do kawalera.
Za nią weszły jeszcze dwie osoby. Pierwsza także szła na absurdalnie wysokich szpilkach, które sprawiały, że postać była wzrostu Jasona. Lekko pomalowane tuszem, jaśniutkie oczy, blada, piegowata twarz i platynowe, długie włosy, splecione na górze w warkocz, a dalej rozpuszczone. Wyglądało tak, jakby tworzyły małego irokeza. Postać była ubrana w krótkie spodenki i… tyle. I chociaż wyglądała trochę kobieco przez długie, zgrabne nogi i niezłą talię, to była kompletnie płaska.
Mike, gdy tylko przesunął błogie spojrzenie ze ślicznej blondynki na… ślicznego blondyna, zbladł. Z paniką wręcz popatrzył na ostatnią postać, której już jednak nijak nie dało się pomylić z kobietą. Ten cholernie przystojny, może nawet bardziej niż Ryan czy Rush, facet miał kilkudniowy zarost, ciemne włosy, przeszywające spojrzenie zielonych oczu i ciało młodego boga. Gładkie, ale umięśnione, poruszające się na czarnych szpilkach z tasiemkami związanymi wokół łydek, jakby się w nich urodził.
— O kurwa… — Jason siedzący obok Alexa oberwał powoli frunącym balonikiem lecącym z góry prosto w czoło, gdy zapatrzył się na te trzy półnagie cuda.
Alex także obserwował ich wszystkich w lekkim szoku. Sam niby z nimi rozmawiał i opłacał ich z bratem, ale… nie spodziewał się, że męskie nogi w obcasach mogą tak dobrze wyglądać.
Rush w tym czasie zamknął drzwi i uśmiechnął się do Mike’a. Objąwszy w pasie bruneta i dziewczynę, kiedy cała trójka stanęła przed kawalerem w półokręgu, wychylił się pomiędzy nich.
— Nie mogło, Mike, tego zabraknąć, przecież wiesz.
— Ale… czemu z chromosomami XY…? — jęknął już mocno podchmielony Mike.
Odpowiedzi udzielił mu brunet, który pochylił się do przodu, oparł dłonią o jego kolano i przesunął palcem wskazującym po jego szyi, jabłku Adama, aż przez podbródek, wpatrując mu się w oczy przeszywająco. Musiał być świadom, że teraz jego wypięte pośladki w stringach są źródłem lustracji większości zebranych.
— Może dlatego, że to twój wieczór kawalerski i musisz mieć co wspominać, robiąc coś, czego zwykle byś nie robił…. — wymruczał nisko.
Mike poczuł, jak po plecach przebiegają mu dreszcze. Facet przed nim pachniał bardzo… męsko, był niesamowicie umięśniony, a jednocześnie zachowywał się jak największa klubowa kokietka. To połączenie było… otumaniające.
— Więc, przystojniaku? Musisz zaliczyć trzy tańce — odezwała się dziewczyna, zmysłowo wypychając biodro na boczek. — Kto pierwszy?
Mike przełknął ślinę i obejrzał się na kumpli, chcąc zabić ich spojrzeniem.
— A może się podzielimy…? Nie chcę być zachłanny czy coś…
— Kuszące, Mikey, uwierz mi — odpowiedział mu Ryan, który też chętnie, jak reszta, oglądał przybyłą trójkę. — Ale obawiam się, że to ty jesteś dzisiaj championem i musisz zaliczyć każde z nich.
Blondyn w krótkich spodenkach spojrzał na Ryana i uśmiechnął się, po czym oblizał górną wargę rozdwojonym językiem.
— Jako pierwszy — zamruczał, puszczając mu oczko.
Ryan odpowiedział uśmiechem, a Charlie w końcu stuknął Mike’a w ramię, bo akurat za nim siedział. I też się gapił.
— No, dajesz. Masz jeszcze na rozluźnienie. — Podał mu napełnioną szklankę.
W tym czasie brunet na szpilkach cmoknął Rusha w policzek, uwolnił się z jego objęć i podążył do wieży stereo, żeby podkręcić muzykę. Bujał przy tym biodrami na boki.
Mike opróżnił szklankę za jednym razem i obejrzał się na pośladki tancerza. Cholera, były jak z gazety. W życiu nie widział tak seksownego męskiego tyłka.
Jego jasnowłosy towarzysz w tym czasie zaklaskał w dłonie.
— To panowie, zapraszam na kanapy — obwieścił, samemu podchodząc do ściany, aby ściemnić trochę światło po bokach i aby tylko Mike siedzący teraz na środku był najlepiej oświetlony.
Dziewczyna stała za nim i masowała go po ramionach, a jej piersi co chwilę dotykały jego głowy.
— Marg by nas za to zabiła — szepnął Lenny do Ryana, patrząc to na „gości”, to na swojego faceta. Cieszył się, że nie wykupili żadnego czarnego ani nawet czarnej laski. Chyba by tu spokojnie nie wysiedział, gdyby Ryan się na jakiegoś jeszcze bardziej gapił niż teraz.
— Dlatego jej słodkie uszka mają się o niczym nie dowiedzieć… — odpowiedział Ryan i obserwował, jak Mike co raz zerka w górę na biust kobiety, to przed siebie, na wysokiego, smukłego faceta. — Widziałeś jego język? Bo zastanawiam się, czy to wina procentów, czy widziałem dwa…
— Widziałeś dwa — potwierdził Lenny. — Jest skubaniec wysoki jak cholera. Wyglądałbym z nim jak knypel z płaska laską.
— To lepiej nie wstawaj, chociaż, bez urazy, ale przy Jasonie też tak wyglądasz. Chociaż Jason na szczęście kobiety nie przypomina…
— No i tu jest ta różnica — rzucił znowu Lenny do kochanka, a w tym czasie Mike patrzył, jak obaj mężczyźni w szpilkach na moment przystają obok siebie, aby chwycić się za pośladki, poobmacywać i pocałować na koniec, z kuszącym spojrzeniem na przyszłego męża.
Ten chyba nie wiedział, na czym się skupić, bo jego dłonie zdradziecko starały się sięgnąć do tyłu, do tej pięknej blondynki, a oczy patrzyły w szoku na to widowisko. Dwóch facetów, cholera, a jednak niesamowicie hipnotyzujących.
W końcu tancerze wymienili ze sobą krótkie komentarze i po chwili wyminęli się, a przed kawalerem pojawił się ten wysoki blondyn. Uśmiechnął się szeroko i zakrył swoje brodawki dłońmi. A potem Mike, jak i cała reszta, zobaczyli coś, czego żaden z nich ani nie umiał zrobić, ani nie widział nigdy w klubie. Jego ciało poruszyło się jak węża, jak tancerki egzotycznej. Jego biodra bujały się na boki, a Mike po pięciu sekundach zdał sobie sprawę, że wgapia się w to jasne ciało jak urzeczony. A może taki też był.
Nawet nie zareagował wzdrygnięciem, kiedy dziewczyna za jego plecami delikatnie ujęła jego nadgarstki i położyła mu dłonie na biodrach mężczyzny, który tańczył bardzo, bardzo blisko niego.
Jason z tyłu zagwizdał i z uśmiechem samego szatana sięgnął po telefon, by nakręcić to, co się działo.
Gdy tylko Mike dotknął nagiego ciała blondyna, teraz stojącego nad jego kolanami w rozkroku, ten wił się nad nim jeszcze chwilę, patrząc mu przez chwilę w oczy i tańcząc, jakby go ujeżdżał do muzyki. Gdy drugi tancerz dotknął go lekko w bok i zauważył, że jeden z gości go nagrywa, jego ciało wygięło się do tyłu jak do mostka, a palce powędrowały do ust, aby oblizać je rozdwojonym językiem.
Nawet Juan, który głównie patrzył na tancerkę, nie mógł przez moment oderwać wzroku od jasnowłosego mężczyzny. To było naprawdę dobre i miał wrażenie, że ten ma ciało równie gładkie i przyjemne w dotyku jak stojąca za plecami Mike’a laska.
— Myślisz, że już stanął Mikey’emu? — szepnął Ryan z lekkim uśmiechem do swojego faceta.
— Nie wiem, ale mi by stanął, chociaż koleś jest kompletnie nie w moim guście — odparł Lenny, a jego dłoń, co Ryan od razu poczuł, przesunęła się po jego udzie, aż bliżej krocza, jakby upewniając się, czy chłopak się tym podnieca. A ten był już… delikatnie twardy. Tak samo jak twardy był kolczyk, o który Lenny musnął palcem przez spodnie.
Ryan przełknął ślinę, choć nie spojrzał tam.
— Uwierz mi, Lenny, gdybym siedział teraz na miejscu Mikey’ego, to też miałbym z tym problem… chociaż gdybym siedział na miejscu Mikey’ego, to pewnie ten postarałby się o to, by przede mną tańczyła laska, a nie facet.
— Na laskę też mu przyjdzie czas — odparł Lenny trochę nieobecnym tonem, po czym upewniwszy się, że Juan nie patrzy, sięgnął do szczęki kochanka, odwrócił jego twarz i krótko pocałował. — Mam nadzieję, że mają tu zamykane kible.
Ryan odetchnął nisko i oblizał wargi ze smaku kochanka.
— Hm… chyba trzeba będzie sprawdzić… — szepnął.
A w tym czasie tancerz nad gościem honorowym odwrócił się do niego tyłem, chwilę kusił go swoim ciałem, kiedy dziewczyna za plecami siedzącego kawalera masowała go po klatce piersiowej i powili rozpinała mu koszulę.
Mike najpierw popatrzył na jej palce, a potem uniósł spojrzenie na tancerza, przy którym pojawił się ten przystojny brunet. Zrobił wielkie oczy, kiedy ci zaczęli się lizać, a rozdwojony język blondyna błądził po wargach drugiego tancerza. Potem ten przejął miejsce wcześniejszego i uśmiechnął się drapieżnie do Mike’a. Przemknął dłonią po jego odkrytej klatce piersiowej, przez krocze, a potem dotknął własnego i podążył palcami w górę. Usiadł na kolanach Mike’a na chwilę i zaczął poruszać górną połową ciała, prężąc swój brzuch.
— Rusza się jak rasowa dziwka — wyszeptał siedzący obok Jasona i Alexa Juan. Był w szoku i było to widać.
— Za to kazał sobie płacić — podsumował chłodno Alex, a do nich właśnie zbliżył się ten blondyn, który był szczupły, ale pod jego jasną skórą widać było silne mięśnie. Nie napompowane, a zwyczajnie mocne. Co nie dziwiło po tym, jak potrafi ruszać swoim ciałem.
— To co, kociaki? Są tu jacyś zainteresowani?
— Nie wiem… kociaku. Zależy, co oferujesz. — Jason pozwolił sobie odpowiedzieć, bo wiedział, że skoro Alex siedział obok, to jeśli czegoś nie będzie sobie życzył, to powie. A sam w tym czasie zlustrował całego mężczyznę, zastanawiając się, czy jakby wstał, to byłby od niego wyższy.
— Przyjemne towarzystwo i… to — rzucił tancerz, wskazując swoje ciało oraz dotykając się już po brzuchu, zaraz nad guziczkiem spodenek, który musiał rozpiąć, tańcząc dla Mike’a.
Jason spojrzał tam i uśmiechnął się pod nosem. Co prawda nie był tak pijany jak reszta, bo miał na to zwyczajnie za mocną głowę, ale i tak przyciągnął tancerza za spodenki i cmoknął go w miejsce, w które ten się dotknął. Tancerz zamruczał nisko i objął go dłonią za kark. Długimi palcami przesunął w dół kręgosłupa Jasona, wsuwając je pod kamizelkę, ale nie pod koszulę, bo tam się nie mieściły. Przy tym spojrzał kusząco na Alexa, który siedział obok. Oblizał usta, pokazując, co może zrobić z językiem. Starszy Grey napiął się, ale dalej tylko patrzył, nie wykonawszy żadnego gestu. Jak jakiś posąg, którego myśli bardzo trudno odczytać.
— Chłodny — zamruczał tancerz, czując, jak jego ciało jest wyginane i ustępuje pod ręką tatuażysty.
Jason w końcu sprowadził go sobie na kolana i położył mu dłoń na udzie, a Juan obok zapatrzył się na nich z żywo czerwonymi rumieńcami na policzkach.
— Jakiś pseudonim artystyczny czy normalne imię? — zapytał Jason, dotykając jego sprężystego uda, a w tym czasie Mike wpatrywał się w okrągłe, jędrne pośladki drugiego tancerza, którymi ten seksownie trząsł do żywej muzyki. I przy tym nie wierzył, że jest częściowo podniecony. Starał sobie wyjaśnić to faktem, że te wszystkie ruchy, mimo że wykonywane przez mężczyznę, były dość… kobiece.
— Możesz mnie nazywać, jak chcesz albo zwyczajnie Dean — odparł blondyn na kolanach Jasona i tym razem mrugnął do Juana, który nie tak jak Alex, oblał się rumieńcem.
— Dean… Robiłeś w Miami ten język? — zapytał Jason, zerkając na jego usta. Jemu jeszcze nie zdarzyło się nikomu przecinać języka, mimo że czasem bawił się w piercing.
— Nie, chociaż byłaby to miła pamiątka z Miami. — Tancerz poruszył biodrami w górę i w dół. Przez pozycję i to, jak sprawnie, jakby bez wysiłku, to robił, Jasonowi skojarzył się z Alexem, który zawsze zadziwiał go swoją wytrzymałością podczas ujeżdżania. — Jaki macie tu podział homo, hetero? Hmm?
— Hetero mamy tylko naszego kawalera i tego Latino obok — wyjaśnił Jason, dalej go sobie obmacując. — I może razem z banknotem wsunę ci tu wizytówkę do nas do studia, to zrobisz sobie jakąś pamiątkę. Bo malinka to chyba za mało… — dodał z uśmieszkiem, pochylił się do jego torsu i zassał się tuż obok sutka.
Dean zamruczał potakująco i wyciągnął się znowu do tyłu, eksponując i oddając Jasonowi swój brzuch do dyspozycji. Przy okazji miał możliwość spojrzeć, jak drugi tancerz sobie radzi i czy już zamienił się z dziewczyną.
Właśnie to robił. Ta stanęła teraz za jego plecami, popisowo strzeliła jego gumką od stringów i teraz ona zaczęła tańczyć przed całkowicie zapatrzonym kawalerem. Tancerz za to wyminął go i podążył do reszty gości. Po drodze jednak pozwolił sobie sięgnąć po jeden z pełnych kieliszków, które stały na stoliku samotnie i dopiero znalazł się przy Rushu i Charliem. Usiadł na stoliku przed nimi, założył nogę na nogę, podparł się z tyłu dłonią i napił się alkoholu.
— Mmm… czyżby się podobało? — zapytał seksownie niskim głosem, a jego stopa w szpilce spoczęła na znacznie uwypuklonym kroczu tatuażysty…

29 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 209 – Kusiciele

  1. Basia pisze:

    Witam,
    och porwanie Mike, wieczór kawalerski, prezzent… och a potem ta swójka tancerzy… pierwsza myśl Marvin i Deran tak, tak…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Shivunia pisze:

    Kaczuch_A >> Hahaha, też uważam że Alex ma dobry gust, no ale chyba Jason nie pójdzie za twoją radą (a szkoda). A Deana zauważyłam, ze łatwo rozpoznać. Cóż, nie mamy dużo postaci jak on. Jednak większość jest mniej albo mniej standardowa ;p
    Wieczór kawalerski był na tyle seksy że sama bym chętnie na ten jeden wieczór była facetem aby tam z nimi pogapić się na seksowne męskie nóżki ;p Alex… no Alex to Alex. Jak Rynna to Rynna XD Każdy żyje trochę w swojej bajce hehehe. I dziekuuuuuuuujemy :D

  3. kaczuch_A pisze:

    Alex kocham twój gust chłopie~! Jason jełopie chodź tak ubrany na co dzień, jestem w raju. Faceci w koszulach, dużo seksownych facetów w koszulach. Deana rozpoznałam od razu xD Marvin sory, ale nie rzuciłeś mi się w oczy :P Jestem ciekawa co będzie w następnym rozdziale, ale wieczór kawalerski udany, nie powiem. I że tak Jason może takie rzeczy przed królową wyrabiać, oj niegrzeczny. Alex weź się ogarnij, pokaż trochę zazdrości w sumie. Rynna żyje w swoim świecie i to jest piękne. Zajebisty ten rozdział, winszuję~!

  4. Katka pisze:

    Eterna, Mhm, może Alexik się zrelaksował i uznał, że jeden raz może coś takiego przepuścić. A może kumuluje w sobie irytację i wybuchnie w najmniej odpowiednim momencie XD To Alex, nikt go nie przejrzy. No i fajnie, że imprezka się podoba :D W następnym rozdziale dalszy jej ciąg :D Dzięki za wenę!

  5. Ete rna pisze:

    Dziwne , że Aleks nie zareagował ;) Choć może dał sobie na luz i te tańce też na niego podziałały. Faceci na szpilkach ;) Czy Rush będzie zazdrosny o swojego kochasia, w końcu co jak co ale występ bardzo mu się spodobał. Impreza kawalerska nieźle mnie zaskoczyła ;) Rozdział jak zawsze fantastyczny.
    Dużo weny

  6. damiannluntekurbus17 pisze:

    Mozna do Was cos wyslac? W sensie obrazek? Bo tak patrze, szukam gmaila, ale nie moge go znalezc :(
    Narysowalem takie gunwo w sumie no ale to moi kochani bohaterowie <3

    Damiann

  7. Katka pisze:

    Mati, niekoniecznie się czepiasz, równie dobrze faktycznie tym razem Alex postanowił mieć bardziej wyjebane XD

    Saki, jaki piękny, wielki komentarz! :D Łączyć opowiadania lubimy, choć chyba i tak robimy to stosunkowo rzadko… Był Shane tutaj, był teraz Marvin i Dean… Mason i Josh w LI. Choc nie wiem, czy side story tez podchodzą pod łączenie opowiadań. No ale, ale, co by nie mówić, to fajny zabieg czasami :) No i tak, Deana trudno nie poznać XD Z Marvinem gorzej. „ I że Alex pozwolił na to wszystko… Aż się teraz zastanawiam, czy zezwolił na wszystko, co zaplanowali, czy część atrakcji wyeliminował, żeby zabawa była w granicach dobrego rozsądku…” – haha, właśnie! Kto wie, czy w planach nie było czegoś znacznie gorszego? Takiego niewybaczalnego? Dobrze mieć w paczce kogoś z rozsądkiem, serio. Bez tego do ślubu jeszcze by nie doszło, jakby Marg dowiedziała się o jakimś gang bangu XD Nie no, żarcik, ale jak najbardziej się zgadzam, że Alex tu sporo kwestionował. „A mi nie daje spokoju, czy ten żel jest zarezerwowany dla dupci szefuncia czy jego ślicznej narzeczonej.” – może kiedyś ta tajemnica ujrzy światło dzienne XD Albo będzie to wieczne niedopowiedzenie ku zgrozie czytelników, buahahaa! Nie no, zobaczymy XD I dzięki za te kilka słów odnośnie jeszcze poprzednich rozdziałów :) Fajnie, ze się podobały i co do tego gdybania, to serio można by wiele tego wysunąć i pogdybać, bo to jak domino. Ważne, że w odpowiednim czasie i miejscu znaleźli się rodzice każdego z bohaterów, żeby ich spłodzić XD

    SilencedUnknown, biedni ludzie wokół Ciebie, mam nadzieję, że nie pomyśleli sobie jednak, że coś z Tobą nie tak, kiedy obserwowali zmiany na Twojej twarzy podczas czytania XD „ Jak ludzie mogą być tak koszmarnie odporni na ludzkie radości? ^^” – bo ludzie wolą się cieszyć z cudzych nieszczęść niż radości :( To akurat smutna prawda. O Boże, Pierwsza Miłość, nie chcę nawet o tym serialu myśleć XD Nie jestem fanką, oj nie i mam jednak nadzieję, że wiele wspólnego nasz rozdział z nim nie miał XD Tfu tfu! Ale co do strojów na seksownych facetach – taaak, tak ślicznie „udekorowani” aż się proszą o obejrzenie (co najmniej!), więc też bym nie pogardziła :) A na czekoladce to już w ogóle om nom nom XD Dzięki za komentarzyk :D I też pozdrawiamy cieplutko!

    Alexa, co do Alexa, to jeszcze się może dla Jasona skończyć tak jak z tą sesją, czyli w trakcie jest spoko, a potem musi to wszystko odpracować XD Może Alex ma takie sposoby. Hehe i oczywiście zachęcam do No Exit ;) Jeśli tutaj postacie Cię zaciekawiły, to może w swoim opowiadaniu też przypadną Ci do gustu ;)

    Damiann, taaa, rozdwojony język jak najbardziej możliwy. Choć jak ja o tym myśle, to aż mnie mój własny boli XD No ale, ale, sexy sprawa. A Jasonowi teeeeeeeż współczuję, zakupy to zło! I domyślam się, że udział w tym, w czym jest Mike, to jednak smutna sprawa dla partnera/partnerki XD Ale oj, co on może na to poradzić? To wszystko wina jego kumpli XD Toż nie wyjdzie ot tak z własnego wieczoru kawalerskiego, co by ludzie powiedzieli? XD

  8. damiannluntekurbus17 pisze:

    Fajnie, ze polaczylyscie dwa opowiadania. Dean i Marvin z No Exit w FDTS :D Czytam o tym rozdwojinym jezyku i takie wtf, az nagle sobie przypomnialem, ze przeciez mozna zrobic cos takiego xD
    Wspolczuje Jasonowi tych zakupow. Sam ich nienawidze zwlaszcza, kiedy idzie z kims. Wejsc, wyjsc, kupic, znowu wejsc pare razy do tego samego sklepu D: Koszmar.
    Mam nadzieje, ze nic glupiego sie nie stanie, a Mike mimo wszystko nadal bedzie hetero. I oj nie, gdybym byl kobieta – zabilbym swojego faceta w udziale w czyms takim xDD

  9. Alexa pisze:

    Uuuu….. ale rozdzialik *-*-
    Strasznie fajny, już nie mogę doczekać się dalszej części tego wieczoru kawalerskiego. I ten Alex chwilowo taki opanowany ale coś czuje że ciągle taki spokojny nie będzie :D

    W komentarzach widziałam ciągle „O Dean i Marvin” a ja takie WTF? Kim oni są?
    Potem ogarnęłam że oni z waszego opowiadania No Exit :P
    Muszę przyznać że zaintrygował mnie ten Dean i jego rozdwojony języczek, aż się chyba skuszę na to opowiadanie :D

  10. SilencedUnknown pisze:

    Hahaha ^^ Dżinialne! ^^
    Uśmiałam się jak głupia i to po raz kolejny na szkolnym korytarzu. Jak to łatwo z poker face’a przejść do zarumienionej parskającej śmiechem mentalnej dziesięciolatki! ^^
    Och i oczywiście, gdy wkroczyli nasi czarujący tancerze/tancerka, i gdy tylko przeczytałam, że wysoki blondyn miał rozdwojony język, pierwsze co przyszło mi na myśl to: „Ale by było, gdyby to był Dean” i, o ludziska, to serio on ^^ I ta mina mojej koleżanki, gdy taka podekscytowana opowiedziałam jej, że Dean jest w Fire Dragon, a ogólnie jest z innego opowiadani, mówiąca nie mniej jak „Lecz się póki nie jest za późno”. Jak ludzie mogą być tak koszmarnie odporni na ludzkie radości? ^^
    No ale pomijając żenującą część czytania przeze mnie tego rozdziału, przejdę do, może nie za bardzo konkretnych, ale nadal konkretów ^^
    Początek, jak nic przypomniał mi moją historię z oglądaniem serialu „Pierwszej Miłości”, tam zrobili komuś taką „napaść” na wieczór kawalerski.. tak mi się przynajmniej kojarzy, mogę się mylić bo jednak, moja przygoda z serialem zaczęła się szybko i tak też się skończyła :P
    Kolejny raz powiem, że z chęcią i uczestniczyłabym w takim wieczorze. Faceci na których aż przyjemnie patrzeć, plus wyjątkowo formalne stroje, i ta kara Jasona ^^ Och, boże.. i Lenny.. tak ubrany… Zdecydowanie mam słabość, do ciemnej karnacji, do czekolady i to jeszcze gustownie udekorowanej dredami i „odświętnym” strojem :D
    No i jak tu nie chcieć być częścią imprezy, gdzie wkoło tańczą piękne, zgrabne, krąglutkie, mięciutkie.. itd. pośladki? Nie ważne już czyje. Płeć nie ma znaczenia. Pośladki mają znaczenie ^^
    Miał być koniec żartów, ale chyba nie potrafię, nieźle nastroił mnie ten rozdział ^^
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, by dowiedzieć się jak to będzie z Deanem, Alexem i Jasonem oraz z Charliem, Rusem i Marvienem (hm.. jego zdecydowanie nie rozpoznałam^^). No i oczywiście jak to będzie z naszym heteryckim Mikey’em ^^
    Pozdrawiam ;)

  11. saki2709 pisze:

    Dean! Nie wierzę. Skąd on się tu wziął? I Marvin. Jak tak czytam, to z każdym kolejnym szczegółem w wyglądzie miałam skojarzenia właśnie z Deanem z NE. Ale nie sądziłam, że to naprawdę on. Prawie zapomniałam, że czasem lubicie łączyć opowiadania i dopiero jak Dean podał swoje imię, nabrałam pewności, że to on. Aż krzyknęłam w myślach DEAN (tylko w myślach. Rodzice w pokoju obok powstrzymali mnie przed wyrażeniem mojej ekscytacji na głos XD). Mój mózg zaskoczył, że drugi tancerz to Marvin dopiero na końcówce rozdziału. Aż wstyd się przyznać, że od razu ich nie poznałam. Pal sześć Marvina, jego trochę trudniej poznać, ale jak nie mogłam mojego Deana skojarzyć od razu. Mój mózg się chyba wyłączył. Albo chłopcy tak mnie zahipnotyzowali swoim tańcem, że kompletnie mi się myślenie wyłączyło. Tak, to chyba to. Zwyczajnie kompletnie odpłynęłam. Ewentualnie wmawiam to sobie, a w rzeczywistości zwyczajnie wolno łapię. Nie ważne zresztą.
    Chłopcy się postarali XD Wiedziałam, że będzie ciekawie i ani trochę się nie zawiodłam. Oni to mają fantazję XD A jak Mike przeglądał zawartość pudła, to prawie z krzesła spadłam. I że Alex pozwolił na to wszystko… Aż się teraz zastanawiam, czy zezwolił na wszystko, co zaplanowali, czy część atrakcji wyeliminował, żeby zabawa była w granicach dobrego rozsądku…
    Jak Dean przysiadł na kolanku Jaya, to myślałam, że królowa jakoś zareaguje… okaże choć trochę zazdrości, ale nie, zimny Alex siedzi niewzruszony i się przygląda całej sytuacji. A może tylko udawał, że go to nie rusza, a w rzeczywistości kipiał z zazdrości? W końcu jest dobry w ukrywaniu swoich uczuć… Może się wyjaśni w następnym rozdziale. Zastanawia mnie też, czy Jason zrobił to, żeby wzbudzić w kochanku zazdrość, czy po prostu, bo miał na to akurat ochotę. Obstaję raczej przy pierwszej opcji, chociaż, kto go tam wie.
    Rynna jak zwykle niewyżyta XD Oni to chyba mogą zawsze i wszędzie XD
    Żel analny, hehe. Mike burak. Uwielbiam tą jego reakcję na widok tego skromnego podarku XD A mi nie daje spokoju, czy ten żel jest zarezerwowany dla dupci szefuncia czy jego ślicznej narzeczonej.
    Mam nadzieję, że w następnym rozdziale kontynuacja wieczoru.
    A co do sesji zajęciowej, której nie skomentowałam, było gorąco, i już myślałam, że ich poniesie, ale się opanowali. Aż bym chciała zobaczyć efekty tej sesji. Pan fotograf profesjonalista. Ciekawe co by zrobił Alex, gdyby wiedział, co ten sobie myśli skrycie o jego kochanku.
    I jeszcze co do poprzedniego rozdziału, takie przyjemne wspominki i dumanie, co by było gdyby… To aż nie do pomyślenia, że gdyby nie niewinne marzenie Charliego o założeniu własnego studia i pomoc jego przyjaciela w zrealizowaniu go, nie byłoby tego wszystkiego. Możliwe, że żaden z nich by się że sobą nie zszedł. No, nie wiem jak z Rynną, oni nic wspólnego że studiem nie mają i oni ewentualnie… Ale gdyby Ryana nie zamknęli w więzieniu, to już inna sprawa. Takiego gdybania mogłoby być od groma. Ale na szczęście wszystko potoczyło się właśnie tak, a nie inaczej, wszyscy są w szczęśliwych związkach, Mike się hajta i tylko patrzeć, jak będą z tego dzieci… I zdecydowanie nie wyobrażam sobie, żeby któryś z chłopców byłby z kimś innym.
    To chyba tyle. Mam nadzieję, że nie zanudziłam. Teraz czekam na ślub. Aż się boję przemówienia Ryana XD
    Pozdrawiam i życzę weny

  12. Katka pisze:

    Yaoistka, wszyscy już chyba widzą oczami wyobraźni trójkąt. A tu my Was zaskoczymy i będzie orgia XD Buahahaha!

    O., hahaha, nooo, ciągnięcie za krawat jest mega hot XD Nie wiem, czemu Jason tak często nie wykorzystuje na Alexie tego chwytu XD A czy kupili coś w sex-shopie – jak znam ich brak sympatii do zabawek, to pewnie nie. Chyba że koreczek ;)

    Mati, super, że się podobał! :D A Alex może jest tylko pozornie obojętny? Jest w tym dobry w końcu XD

    Shanae, zjadło komentarz, bo użyłaś znaku „<”, a one sprawiają, że tekst pomiędzy nim a przeciwnym zostaje automatycznie skasowany. Dlatego lepiej ich nie używać. A co do komentarza, hehe, domyślałam się, że antyfani Marvinka uznają rozdział za gorszy, ale oj tam, oj tam, przynajmniej początek Ci podszedł XD I jaki pojazd odnośnie Marvina z Orvelem! XD Ja nie przeczę, bo jasne, mogłoby tak być. Ale chyba Orvel lubi napawać się tym, że robi coś wbrew woli swojej ofiary…

  13. Shanae pisze:

    A już było tak ładnie T.T
    Początek rozdziału bardzo się mi podobał, porwanie, ubrania chłopaków, prezenty, ach ach (serduszko) Cacy, póki na scenę nie weszli Oni. Pomysł cudny, ale Marvin niestety odrzuca mnie w takim stopniu, że resztę rozdziału tylko przeleciałam wzrokiem, żeby się mniej-więcej zorientować, co to tam się działo xD Komentarz przez to bardzo ogólnikowy, bo cały pomysł strasznie się mi podoba, tylko nie z tym tancerzem ^^”
    Czekam na kolejne rozdziały, no xD

    ***
    Notabene, ja wiem, że nie to opowiadanie, ale naszła mnie taka myśl, że, cholera, gdyby nie ten cały szantaż, Marvin nadstawił by się Indianinowi szybciej niż ten skończyłby mówić „Zerżnąć cię?” (Żeby nie było, nie chcę nikogo obrazić, ale… tak właśnie to widzę XD)

    Ścięło mi komentarz, więc wstawiam drugi raz XD

  14. Mati pisze:

    Wow, kolejny świetny rozdział :-)
    Ale doznałem szoku…Alex taki…obojętny :-) Ale i tak było suuper :-)

  15. O. pisze:

    Haha moze i się boje, a moze bym przezyla xD wgl.. Moj mentalny penis mi stanal na mysl jak to Lenny ciagnie Ryana za krawat do siebie xD albo buerze go od tylu i znowu przydusza <33333333 oni sa seksowni <3333 ciekawe czy kupili i sobie cos w sex shopie xD haha i będą kochajaca sie rodzina z sasiadem matki xD
    A moze Marvin-Mike-Dean xD

  16. Yaoistka^^ pisze:

    MEGA ZBOCZUSZKI <3 JEJ… na razie tylko mam pytanie "kto z kim, kiedy gdzie?" xD i Alexa który… no to zostawię dla siebie. xD ///./// ale piękna wizja…. Jason za tą "prowokację" nieźle dostanie xD

  17. Katka pisze:

    Sachan, oj tam, oj tam, Marvin wybacza XD Ma chyba mniej charakterystycznych elementów niż Dean XD Chociaż tutaj mamy przewagę produkcji filmowych… Jakby to było w serialu, to od razu z otwarciem drzwi by się ujrzało i „ooooo, No Exit przybyło”. Smuteczek.

    Tigram, ta intuicja XD Ceni się, ceni. Ciekawe, czy więcej czytelników od razu tak się połapało. W ogóle ciekawe, jakby było, jakby zebrać czytelników w jednym pomieszczeniu i by zaczęli czytać równocześnie, to który z nich pierwszy wykrzyknąłby „Dean!” „Marvin!” XD

    Agata, więęęęcej ciałek, zgadzam się. Chłopaki powinny przyprowadzić więcej tancerzy, a nie tylko trójkę, no aaaale. W ogóle fajnie by było być tą tancerką i tak pomiędzy tymi wszystkimi facetami… :) Bardzo się cieszymy, że się podoba, hehe, jak widać każdy w dość innej roli występuje.

    Porebula, obawiam się, że w niebie to tak nie wygląda, chociaż kto wie… XD Wszystko jest możliwe. Aczkolwiek porównanie do Jezusa specyficzne. Przemilczę je XD A co do „ta dziwka” to wybaczamy, Marvin sam się prosił swoim zachowaniem o takie określenie i chyba nawet w pewnym momencie połapał się, że coś w tym jest. Biedna dupcia, musi zmienić swój styl życia, bo łatka od niego przylgnie (o ile już nie przylgnęła). No i Lenniak faktycznie kłamał, chociaż zwykle tego nie robi aaaaalbo właśnie teraz skłamał i jednak chciałby się hajtnąć XD No i uroczo w ogóle, że rozdział tak Ci podszedł do gustu ;)

    Ewciak, dokładnie, „gorąco” to dobre określenie, w końcu takie było zadanie tej dwójki, aby rozgrzać naszych panów, a przede wszystkim kawalera. A nawet nie wiedzą, że rozgrzali jeszcze trochę czytelników przed ekranami komputerów XD

    Liv, „Mike, blagam, zgej sie. Blagam.” – hahaha, jakie pragnienie! Chociaż mam wrażenie, że Jason i Charlie mieliby mega ból dupy, jakby po tym wszystkim Mike faktycznie zrobił coś z którymś z tancerzy XD Boże, aż to widzę, jakiego mają wkurwa, że im się nie udało, a tu puf XD Mieliby kolejny wspólny problem. Łączenie opowiadań zawsze jest specyficzne, bo tez nigdy nie wiadomo, czy się spodoba, ale też śmiesznie się z tym bawi. Pewnie jeszcze kiedyś pokombinujemy :) Haha, „miodem i spermą płynący” – taa, dodałabym jeszcze tylko alkohol XD Dzięki, bardzo fajnie, że się podobało i spoko, nas też możesz kalać swoją głupotą XD Zdrowa głupota nie jest zła.

    O., uuu, biedna O., już trójkątów się boi XD A co, jeśli padnie na Rynnę?! No ale, może się równie dobrze skończyć na Mike-Marvin-Laska… Albo Laska-Dean-Juan XD Tyle konfiguracji! To kto pierwszy pisze fika? XD Lenniak i ślub faktycznie, nigdy nie mów nigdy. Jeszcze się okaże, że jest pięknie i mamusia pokocha Ryan jak własną cór… tfu, syna i udzieli im błogosławieństwa.

    Dante, na szpilkach ładnie nóżki wyglądają XD I od razu biedny Mike! Jak dla mnie to mu za dobrze! XD

  18. Dante pisze:

    Ja tam nie widzę nic seksownego w facetach na szpilkach xD, ale rozdział fajny :). Biedny Mike.. ;p

  19. O. pisze:

    Jak dobrze, że Rynna potrafi zająć się sobą <333333 teraz tylko ciekawe która z pozostałych par zaliczy trójkąt xD jakoś do JA dodałbym Marvina, ale Dean pasuje wygladowo xD Alex i dwa "potworniaki" <333333 A Mike i Juan mogą się tancerka podzielić xD
    A Lenny niech nie mówi hop ze ślubem xD
    Już by się kolejny rozdział chcialo *.*
    I słodko jak opowiadania łączcie <333333333333

  20. Liv pisze:

    Podpisuje sie rekami i nogami, glupi zaciesz z twarzy nie chce mi zejsc… *.*
    Mike, blagam, zgej sie. Blagam.
    No co jak co, ale FDTS i NE wyszly genialnie razem, to bylo bardzo bardzo mrrr. I chce zobaczyc Deana w tancu, kurwamaaaac… Ten rozdwojony jezyczek lizacy Marvina (ktorego nie lubie, ale jest seksowny:)…
    I tez sie zdziwilam, ze Alex nie zareagowal, jak Jason zrobil malinke innemu facetowi. Az tak wstawieni chyba nie byli jeszcze.
    Dobra, pisze nieskladnie i okropnie, bo komorki nie sa wygodne i ostatnio sie lenilam, ale ten rozdzial no musialam pochwalic, byl normalnie mlekiem i sperma plynacy… (co.)

  21. Ewciak pisze:

    Uuuuuu ale gorąco aż parzy mmmmm i na ta chwile nie jestem nic więcej napisać sensownego idę oprzeć ślinę z brody i zetrzeć uśmiech z twarzy!
    Mogę prosić tylko o jedno więcej!!!
    Dzięki za ten rozdział.

  22. porebula pisze:

    *dramatyczna chwila* Boże! To ty jednak istniejesz?! Czy umarłam i trafiłam do nieba w którym jest Dean?! I Marvin?! I to wszystko w FDTS?? Jeżeli tak jest wniebie to się nawróce! Do kościoła zaczę chodzić!!*konisc wzruszającej przmowy*
    Umarłam. Umarłam i zmartwychwstałam, żeby znowu umrzeć i tak cały rozdział! Jueszcze bardziej czuje sie Jezusem niż wcześniej… Bo ja mam dowody na moje bycie Jesusem! Przygarniam zagubione pedalskie duszycki do siebie i nazywam swoimi dziećmi! (To jest przerażające)
    Dean był!! Marvin był!! Alex mnie denerwuje i niech już umrze!! WSZYSCY SIE CIESZĄ! (oprócz ludzi którzy dzisiaj w szkole będą mnie słuchać!)
    Porwali go buahahahaha xD Podobnie jak Orvel sie budzi a tam Dean, Marvin i Jaz! Tyle NE!! Czuje siłe! I mam teraz na sumieniu tłumaczeniu znajomej króry to Marvin… „Ta dziwka…” Przepraszam i błagam o wybaczenie xD
    I JAKTO LENNY ŚLUBU NIE CHCE BRAĆ? I KŁAMAŁ MATCE ŻE TO RYAN NIE CHCE… Nie ładnie… I tak go kocham. A Majki to myślał, że żel sam se poszedł? Sory, ale to tak nie działa… Po prostu miesiąc bez seksu to za długo… Kocham ten rozdział tak bardzo jak 153 i „Poczuj moc”. Jak wy to robicie?

  23. Agata pisze:

    Ojeju. Chce wiecej. Ciałka. Masa cialek. Ryan który jest cicho. Mike któremu podobają się owe ciałka xd męskie xd Jason który na oczach Alexa.. Cóż ;_; Alex który ma na to wywalone. Niesamowicie mi sie podoba, chce więcej

  24. Sachan pisze:

    Deana poznałam od razu, ale dopiero później skapnęłam się, że ten drugi to MOJE Marviniątko. powinnam spłonąć w piekle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s