Love Interest – 9 – Nie jestem zabawką

Dwójka chłopców ubrana była jedynie w kąpielówki, choć i tak jeden z nich wyciągnął już z nich swojego penisa i powoli się tam pieścił.
Siedzieli razem z Johnem na długiej, miękkiej kanapie i oglądali film porno, w którym sami występowali. Film był całkiem długi, a John z zaciekawieniem i, musiał przyznać, niezłym podnieceniem mu się przyglądał. Nie spodziewał się, że jego podopieczni coś takiego wymyślą. Był zadowolony, że włożyli w to tyle wysiłku, ale był też pewien, że sami mieli z tym niezły ubaw.
— Ooo, hahaha, tu musieliśmy urwać scenę i kręcić od nowa, bo Rob kopnął w lampę! — rzucił Sam, ze śmiechem wskazując ręką na ekran, a John pocałował go wilgotno w szyję, trzymając blisko siebie. — I widzi pan, jakiego ma dalej buraka na twarzy?
— Widzę. To bardzo urocze — przyznał pan domu, uśmiechając się lekko i pozwalając drugiemu chłopakowi dotykać się po udzie.
Ten po chwili swoją dłoń przesunął aż na krocze pana domu i pytająco zerknął na jego twarz, już dobierając się do wydobycia na wierzch penisa mężczyzny.
Pan domu skierował na niego swoje spojrzenie i uwagę. Popatrzył na jego penisa, który był na zewnątrz kąpielówek i wskazywał na duże podniecenie chłopaka. John więc przyzwalająco przycisnął jego dłoń do własnego krocza i mocno pocałował chłopaka. Ten uśmiechnął się w jego usta i nie zaprzestając gorączkowego pocałunku, wydobył penisa spomiędzy materiału togi i teraz przesuwał po nim dłonią.
John oderwał się od pocałunku po dłuższej chwili, by śledzić akcję na ekranie dużego telewizora. Rob właśnie dostawał kilka ładunków na twarz, więc John przyjrzał się czujniej jego ekspresji i sam przesunął dłonią w dół po plecach chłopaka przy sobie.
Peter, bo tak ten miał na imię, nie przejął się tym, że przestali się całować. Wręcz przeciwnie. Zsunął się głową niżej i polizał po główce penisa, którego do tej pory tylko trzymał i masował. Film, który oglądali, znał prawie na pamięć, bo nie dość że go nagrywał, to jeszcze montował, aby nie było właśnie takich scen ze spadającą lampą.
Jego czyny zostały nagrodzone niskim pomrukiem aprobaty ze strony Johna. Mężczyzna obserwował, jak chłopak zajmuje się jego sztywnym penisem, a sam w tym czasie głaskał Sama po włosach i karku. Reszta chłopaków z filmiku aż za dobrze zabalowała na imprezie walentynkowej, więc teraz pewnie głośno chrapali w swoich łóżkach. Sam i Peter jednak przybyli do Johna, co go bardzo cieszyło. Takie zwieńczenie imprezy zdecydowanie mu się podobało.
— Possij jądra, Peter — rzucił John ciężkim, cichym głosem.
Chłopak od razu ujął lepiej penisa, odsunął go trochę i najpierw pocałował jądra, nim w końcu wziął je do ust, wykonując bez szemrania, a nawet z zadowoleniem polecenie. Na ekranie telewizora właśnie Sam, którego John głaskał, także dostawał taki serwis. I nie tylko, bo inny chłopak lizał go po rowku.
Wszystko byłoby idealnie i intymnie, gdyby niespodziewanie wszyscy nie usłyszeli krótkiego pukania do drzwi wejściowych do apartamentu. John ściągnął brwi, bo wyraźnie mówił lokajowi, że nie życzy sobie przeszkadzania dzisiejszego wieczoru.
— Sam, mógłbyś zobaczyć kto to?
Chłopak lekko się skrzywił, ale w końcu skinął głową i podszedł do drzwi. Uchylił je i zobaczył przed sobą Percy’ego. Dawniej pogromcę kobiecych serc, a teraz księgowego.
Ten zmierzył go wzrokiem, zerknął za jego plecy i z niezmąconym spokojem na twarzy spytał.
— Przepraszam, że wam przeszkadzam, jednak czy mógłbyś poprosić pana Johna o kluczyk? Będzie wiedział, o co chodzi. Jeśli się nie zgodzi, to jeszcze raz bardzo przepraszam.
Sam uniósł brwi, patrząc na niego jak na obłąkanego, ale mruknął na zgodę i wrócił się do Johna. Pochylił się nad nim przez oparcie kanapy.
— Proszę pana, Percy pyta o jakiś kluczyk.
Pan domu od razu obejrzał się w stronę uchylonych drzwi. Odetchnął i odsunął włosy z czoła Petera.
— Poczekaj — rzucił i kiedy chłopak odsunął się od jego krocza, John wstał. Przewiązał się w pasie pasem togi i poszedł w stronę drzwi.
Za nimi, z dłońmi splecionymi za plecami, stał Kapran. Już przebrany w długie, czarne, dresowe spodnie, podkoszulkę i bluzę.
— Najmocniej przepraszam, że przeszkadzam. Widzę, że jest pan zajęty, ale chciałbym się umyć.
John sam nie wiedział, dlaczego poczuł dziwny zawód. Kiedy usłyszał od Sama, że Percy prosi o kolczyk, nagle ogarnęła go nadzieja, że potrzebuje go do czegoś innego. Że znowu pragnie spełnienia.
— Wejdź — odpowiedział tylko, otwierając szerzej drzwi.
Sam musiał zastopować film, by Johnowi nic nie umknęło, bo na ekranie nieruchomo stał jeden chłopak, trzymając na rękach drugiego, który właśnie opuszczał się na jego penisa.
Percy, chcąc nie chcąc, chociaż dużo bardziej nie chcąc, wszedł do środka. Jakoś nie mógł patrzeć ani na Petera i Sama, ani na ten cały film. Bo przecież po cholerę był Johnowi, skoro ten miał na pęczki chętnych chłopców?
Peter pomachał do niego z uśmiechem, a John poprosił Percy’ego, żeby podążył za nim do sypialni. Przeszli więc razem przez duży łuk do niej wiodący i tam John podszedł do łóżka i szafki przy nim.
— Dobrze się bawiłeś?
Percy zacisnął usta w wąską linię i wziął głębszy oddech. Długo tu nie zaglądał, bo wypił o kilka kubeczków ponczu za dużo. Potem pomagał ze sprzątaniem, aby ochłodzić swoją głowę, ale, jak teraz czuł, na niewiele się to zdało.
— Tak… Znaczy nie, proszę pana. To przecież jednak nic nie zmienia. I jeszcze raz przepraszam, że przerwałem zabawę z chłopcami.
John obejrzał się na niego już z kluczykiem w dłoni i podszedł do niego powoli. Dotknął jego ciepłego od alkoholu policzka.
— Co cię dręczy? — zapytał. Musiało być coś. Wszyscy wyglądali na dobrze się bawiących, a ten mężczyzna wydawał się Johnowi cały czas czymś strapiony.
— Nic… — odparł od razu Percy, odsuwając się o krok. — Przepraszam, proszę pana — zreflektował jednak i wrócił na swoje miejsce. — Przepraszam też, że odrywam pana od prezentu i dobrej zabawy. Pójdę się tu umyć, odłożę kluczyk na szafkę i wyjdę. Nie chcę robić panu problemów, proszę pana.
— Nie robisz problemów… — odparł John, cofając dłoń. Czuł, że coś jest nie tak, ale nie wiedział co. Na razie jednak to zostawił i podał mu kluczyk. — Pójdź się umyć.
— Tak jest, proszę pana — odparł posłusznie Percy, zabrał kluczyk i udał się do łazienki, z której ostatnimi czasy zmuszony był korzystać regularnie.
Trochę żałował, że dziś nie darował sobie prysznica i nie poszedł spać taki spocony i pachnący chlorem. Albo że nie obmył się zwyczajnie, zostawiając penisa w pasie cnoty. Jeśli dobrze by go osuszył ręcznikiem, pewnie nic by się nie stało. Przyszedł tu jednak, pchany nie tylko rutyną, ale też chęcią przekonania się na własne oczy, czy John faktycznie weźmie sobie kilku chłopców na nocne igraszki. I kiedy tylko zobaczył Sama w drzwiach, aż się zdziwił, że wcześniej taka sytuacja już mu się nie przytrafiła. Przecież każdy chciał Johna Browna. Nawet Susan, która nie miała u niego szans, bo była kobietą. Więc po co on był temu mężczyźnie?
Te rozmyślania dręczyły go przez cały czas brania prysznica. Łazienka zaparowała, a świeży zapach towarzyszył mu, kiedy wychodził z pomieszczenia. W salonie jednak nie zobaczył już Sama i Petera, a telewizor był zgaszony. Za to na kanapie siedział John, a w dłoni trzymał kieliszek z białym winem. Kiedy zobaczył Percy’ego, rzucił do niego.
— Podejdź do mnie.
Percy, który znowu ubrany był już w swoje dresy, rozejrzał się po salonie i powoli zbliżył się do swojego pana.
— Nie ma już Sama i Petera, proszę pana?
— Nie. Odprawiłem ich, gdy film się skończył — odpowiedział John i dotknął jego uda, kiedy Percy stanął już przed nim. — Powiedz mi, co cię dręczy.
Percy spojrzał na dłoń, a potem na twarz mężczyzny.
— Nic, o co powinien się pan martwić, proszę pana.
— Percy… A jest to coś, na co mam wpływ?
— Przypuszczam, że nie, proszę pana.
John ściągnął brwi i uniósł się. Odłożył kieliszek na stolik obok kanapy, za to wziął z niej coś innego — maleńką buteleczkę z napisanym na etykietce „bullet”. Odkręcił ją i zaciągnął się jej wonią, przytykając ją szczelnie do nosa. Potem wyciągnął ją do Percy’ego bez słowa.
Ten spojrzał na niego pytająco, ale rozumiejąc to nieme polecenie, zrobił dokładnie to samo co jego pan.
John skinął głową i kiedy już Kapran mocno się zaciągnął, zakręcił buteleczkę. Odstawił ją na stolik i w tym momencie nie zważając na to, że Percy wcale o to nie prosił, zdjął mu bluzę.
Młodszy mężczyzna zrobił większe oczy, ale nic poza tym. Nie odsunął się, tylko wpatrzył w twarz swojego pana. Naraz też poczuł dziwne gorąco w całym ciele. John też szybko czuł działanie poppera. Od razu robiło mu się lżej i ogarniała go specyficzna euforia.
Bez słowa objął swojego podopiecznego w pasie i przyciągnąwszy go do siebie, stanowczo pocałował. Ten stęknął w jego usta, łapiąc się ramion wyższego i starszego mężczyzny. Serce biło mu znacznie szybciej niż przed chwilą, a do tego czuł, jakby się wewnętrznie gotował.
— Oh…
— Powiedz mi, co cię dręczy albo na pocałunku nie staniemy — rzucił niemalże groźnie John, poddając się dziwnej chwili i pragnieniu, by po pierwsze znowu posiąść tego mężczyznę, a po drugiej dowiedzieć się o powodach jego złego samopoczucia.
— Pan… Mmm… Nie przestanie, nawet jak powiem… proszę pana — Percy coraz bardziej rumienił się na twarzy. Było mu przy tym niemożliwie gorąco, więc tylko marzył, aby John zdjął z niego coś poza bluzą.
— Masz rację — przyznał mężczyzna, sięgając do jego dłoni i wyciągając mu z niej kluczyk. Pocałował go znowu i znowu, po czym podciągnął mu koszulkę i zdjął ją.
Percy przywitał to z błogim westchnieniem. Nie spuszczał przy tym wzroku ze starszego mężczyzny, zastanawiając się mimowolnie, czy ten nie zażył też poppera, bo był zmęczony po wcześniejszym seksie z Peterem i Samem. Mogło tak być, ale jeśli tak, to zadziałało odpowiednio. Teraz wszak John był bardzo rozgrzany, jego dłonie niemal parzyły, a usta szukały czułych punktów na szyi Percy’ego, który, czy by chciał, czy też nie, poddawał się temu. Był w końcu własnością tego mężczyzny. Nieważne co czuł. Był zwyczajnie jego. I jego woli miał być posłuszny, a nie swoim wątpliwościom, czy rozterkom.
John sam nie wiedział, dlaczego to kontynuuje. Oczywiście było to spowodowane jego nieprzerwanym pożądaniem do tego mężczyzny, pragnieniem jeszcze większego zawłaszczenia go sobie, ale przecież do tej pory działał… W miarę rozsądnie. Po to był ten układ z pasem cnoty — by Percy przyszedł do niego sam, sam tego chciał. A on teraz zwyczajnie go sobie przywłaszczał.
Działanie poppera nie pozwoliło jego rozsądkowi wygrać, a wręcz uciszało go, zgniatało jak podeszwa ciężkiego buta zabija dogorywającego robaka. John poddawał się chwili i pożądaniu, wreszcie spychając Percy’ego na kanapę, a ten, kiedy na nią upadł, powiódł dłonią po jej jasnym materiale, jakby chciał się upewnić, czy ten jest jeszcze ciepły po tym, jak przed chwilą siedzieli na nim Peter i Sam. Był jednak na tyle rozgrzany, że wszystko wokół było chłodne. Niestety nie uspokoiło to jego myśli.
— Jak… Jak pan mnie chce? — spytał, czując nagłe, bolesne ściśniecie serca, kiedy nie tylko szybko płynąca krew w jego żyłach je napędzała, ale też nerwy.
— Tak, jak miałem cię tego jednego razu, który ledwie pamiętasz — odpowiedział John, pochylając się nad nim i wcałowując się w jego szyję. Przy tym już zsuwał mu w dół spodnie od dresu, aby wreszcie mieć tego mężczyznę nagiego.
Percy zadrżał na całym ciele i przymknął oczy, wsłuchując się w bicie własnego serca i wczuwając w gorąco, jakiego doznawał przy każdym dotyku jego ciała. Rozsunął też nogi, domyślając się, że tego będzie chciał jego pan.
W Johna uderzyła kolejna fala żądzy. Gdzieś w tle jego podświadomości zamigotała myśl, jak było szkoda, że Kapran tak chętnie nie robił tego z własnej woli dużo częściej.
Klęknął przed kanapą i otworzył kłódkę przy pasie cnoty, aby na nowo uwolnić penisa mężczyzny. Kiedy to zrobił i odrzucił wszystko na bok, dosłownie szarpnął go ku sobie, złapawszy go w talii. Namiętnie wcałował się w jego usta.
Percy stęknął z zaskoczenia na impulsywność drugiego mężczyzny i znowu chwycił go za przedramiona. Miał teraz swojego pana między rozsuniętymi na boki nogami i czuł się wybitnie rozgrzany, ale też i zażenowany.
— Boisz się tego? — usłyszał przy uchu szept, a dłonie Johna powoli podążyły w dół, aż do jego pośladków.
Percy oblizał usta, patrząc kątem oka na jego głowę.
— Nie… Nie chcę pana rozczarować…
— John. Miało być po imieniu — przypomniał mu pan domu, głaszcząc jego ciało zachłannie, ale starał się jakoś opanować, mimo że działanie poppera pchało go do tego, aby całkiem się poddać chwili.
— Przepraszam, pro… — Percy urwał w połowie słowa, bo chciał automatycznie dodać formalne „proszę pana”.
John nic nie odpowiedział, czując, że i to wymagało czasu. W końcu Percy przyzwyczajony był do czegoś innego.
Wyciągnął się do stoliczka, na którym stała buteleczka z lubrykantem, którego użył z Samem. Cieszył się, że tu była, bo za nic nie chciał odsuwać się od Percy’ego, a nie chciał, żeby go bolało.
— Będzie ci dobrze, Percy — zapewnił, rozsmarowując żel na palcach.
Młodszy mężczyzna spojrzał mu w oczy i pokiwał głową, chociaż nie był do tego w stu procentach przekonany. Jego pan jednak tego chciał, a on jak i inni byli tu po to, aby mu służyć.
John cały czas obserwował jego twarz, ale nie umiał powstrzymać swojego podniecenia, które skłaniało go do obcałowywania co chwilę jego szyi i klatki piersiowej. Musiał jednak baczyć na jego reakcje, kiedy wsunął dłoń pomiędzy ich ciała i wymacał wilgotnymi palcami maleńką szparkę.
Kapran, czując tam dłoń, wziął głębszy oddech i przymknął na moment oczy. Mentalnie się uspakajał, tłumacząc sobie, że jego pan na pewno nie zrobi mu krzywdy i że naprawdę będzie mu dobrze, tak jak obiecywał. Chociaż wszystkie jego zatęchłe przekonania krzyczały, że jednak tak nie będzie i że powinien stąd uciec. Ale im dłużej z tym zwlekał, tym bardziej był świadom, że na to za późno. Palce Johna już po chwili nie tylko masowały z zewnątrz jego otworek, ale jeden już wsuwał się w niego. On, Percy, był penetrowany przez innego mężczyznę i niemo się na to zgadzał. Na pewno nie był tą samą osobą, która niegdyś czatowała z Joshem McMillanem. Od tego czasu przekonał się aż za dobrze, że jego opinia, światopogląd w tych czasach są nic niewarte i ma możliwość albo się dostosować, albo umrzeć gdzieś na nowojorskich ulicach. A jednak większą niechęć czuł do śmierci niż do Johna Browna, nawet kiedy ten właśnie wsuwał i wysuwał z niego palce.
— Spróbuj się rozluźnić — usłyszał jego miękki głos, bo najwyraźniej John czuł na palcach, że jego dziurka mocno się zaciska, podobnie jak wnętrze.
Percy posłusznie pokiwał głową, przymykając znowu oczy. Odetchnął głęboko kilka razy, nadal jednak trzymając się mocno mężczyzny. Po chwili trochę się rozluźnił, ale nie tak, jak umieli chociażby Sam czy Peter albo inni chłopcy, jakich John gościł w swoim łóżku.
Pan domu jednak nie zamierzał go za to karcić. To był prawdopodobnie dopiero drugi stosunek analny tego mężczyzny w życiu, więc nie chciał go pospieszać. Powoli i coraz głębiej wsuwał palce w jego odbyt, głaszcząc go przy tym po udzie. Szukał wrażliwego miejsca, chcąc mu pokazać, że może to być przyjemne jeszcze przed tym, jak wsunie w niego penisa.
Percy nic przy tym nie mówił. Był spokojny i dość cichy. Oddychał głęboko z zamkniętymi oczami. Starał się wczuć, być taki, aby John był z niego chociaż częściowo zadowolony.
Po chwili trwania palcówki w końcu jęknął przez zamknięte usta. Jego pan, który już pieścił go w środku trzema palcami, od razu to wychwycił i sam głębiej odetchnął. Sprawianie fizycznej przyjemności temu mężczyźnie było czymś wyjątkowo podniecającym. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że z którymś z podopiecznych mu gejów byłoby mu łatwiej, ale on jak na nieszczęście miał słabość właśnie do Percy’ego. I z jednej strony oddałby wiele, aby Percy był homoseksualny, ale nie mógł ukryć, że to, że taki nie jest, trochę go nakręcało. Było to bowiem jak sięganie po zakazany owoc. Owoc, po który tylko on może sięgnąć i nikt inny. Bo nie było wątpliwości, że on jest jedynym mężczyzną, który dotyka Percy’ego w taki sposób.
Starał się przygotować go na tyle dokładnie i ostrożnie, że zajęło to dość dużo czasu, po którym działanie popperów powoli zaczęło łagodnieć. Zdrowy rozsądek wracał do głowy Johna, ale bynajmniej nie zamierzał się teraz wycofywać.
Wyciągnął palce z tyłka Kaprana i uniósł się.
— Chodź na łóżko, Percy — poprosił, zabierając jeszcze buteleczkę z lubrykantem.
Młodszy mężczyzna przełknął ślinę. Miał teraz wstać i gdzieś iść? Nie był pewny, czy będzie w stanie to zrobić.
— Tak… jest — odparł jednak, powoli podnosząc się z kanapy.
John ujął go w pasie, na wszelki wypadek i pocałował go przy tym w szyję. Nic nie dodał, tylko poprowadził go do części sypialnej, nie mogąc odwrócić wzroku do jego nagiego ciała. Nagle jakoś przypomniało mu się, jak Percy wyglądał w lateksowych stringach, w męskim gorsecie i tym wszystkim, co musiał nosić podczas swojej kary. Może to był właśnie błąd Johna? Że ukarał go w taki sposób, narażając tym samym samego siebie na taki widok Percy’ego. Podjudzało go to.
Teraz jednak był zadowolony, że mężczyzna był zupełnie nagi. Pomógł mu położyć się na łóżku i odsunąwszy poły togi, nasmarował lubrykantem swój członek.
Percy położył się na plecach głębiej na miękkiej pościeli, ale podpierał się łokciami i odruchowo nieznacznie zsunął nogi. Nie ze strachu, ale bynajmniej nie wyzywająco, jak chłopcy, którzy aż sami nastawiali się do przelecenia.
— Jak… mam się położyć?
— Zostań tak — odpowiedział John, wchodząc na łóżko i stanowczym, choć spokojnym gestem rozsunął mu nogi. Gdy znalazł się pomiędzy nimi, ujął Percy’ego z boku twarzy i pocałował czule. — Jak się czujesz? — zapytał, śliską dłonią pieszcząc jego penisa.
Percy odetchnął głębiej, patrząc na chwilę w dół na dłoń swojego pana.
— Gotowy… — odparł, przymykając znowu oczy i biorąc głębszy oddech. Denerwował się, ale starał się to ukryć. W końcu John był dobrym kochankiem. Jak do tej pory nie było mu źle w jego ramionach, nieważne w jaki stan go nie wprowadzał.
Mężczyzna przytaknął i dopiero chwycił swojego penisa. O swoje podniecenie i odpowiednią sztywność się nie martwił. Może na początku, bo po wyjściu Percy’ego z łazienki był dopiero co po spełnieniu z Samem i Peterem. Ale przekonał się, że Percy potrafiłby go jedynie swoją obecnością wprowadzić w rozgorączkowany stan. Miał w sobie dziwny magnetyzm, który go do niego ciągnął, tak jak teraz John miał wrażenie, że jego dziurka wręcz go wciąga, że wnętrze zasysa, kiedy wsuwał się w niego ostrożnie.
Percy wypuścił wstrzymywane do tej pory powietrze. Dreszcze przeszły jego ciało, ale nie tylko te przyjemne. Czuł się dziwnie, trochę nie na miejscu, trochę przytłoczony tym, co się dzieje. Ale i tak akceptował to i starał jak najlepiej przyjąć swojego pana.
Czuł, jak jego penis się w niego wsuwa, ale nie w całości. Najpierw odrobina i w ten sposób John się poruszał. Potem wprowadził w niego następne centymetry. Na szczęście miał raczej przeciętnej wielkości i grubości penisa, a nie jakiegoś wielkiego, więc uczucie nie było bolesne. A kiedy znalazł się w nim w całości, przytulił do siebie Kaprana, jedną dłonią trzymając jego udo na swoim biodrze.
— Percy… — szepnął.
Kapran oderwał jedną rękę od materaca i chwycił swojego pana w ramionach. Nie był w stanie nic wydusić, ale chciał mu pokazać, że tu jest i go słucha. Nawet jeśli to, co czuł, nie sprawiało mu tak wielkiej przyjemności jak Johnowi. Chociaż… Było mu coraz cieplej.
John też już nic nie mówił. Głównie dlatego, że czuł się winny tego, co robił. Ale podniecenie i żądza pozwalały mu odsuwać to na dalszy plan, więc zaczął poruszać biodrami i czerpać z tego, jak ciasne ścianki otaczały jego penisa. Przy tym jednak sięgnął do krocza Percy’ego, aby pieścić go w trakcie. Cały czas myślał przy tym, a może raczej czekał z nadzieją na to, by usłyszeć swoje imię z ust tego mężczyzny.
Percy na razie jednak tylko pojękiwał. Czasami głośniej, czasami ciszej, ale widać było, że nie jest całkiem swobodny, jak zdarzało mu się już podczas zwykłej masturbacji. Najwidoczniej fakt, że był posuwany w tyłek, go blokował. Na szczęście Johna nie na tyle, aby w ogóle nie dawać w ten sposób mężczyźnie przyjemności.
Ciało pana domu ogarniały coraz częstsze i przyjemniejsze dreszcze. Co prawda był wciąż ubrany, więc nie czuł skóry Percy’ego na swojej, ale wszelkie jego reakcje, gorąco jego ciała, zapach… Wszystko to dawało mu dużo rozkoszy.
Przyspieszył nagle, chociaż wolałby trwać w tym stanie jeszcze długi czas. Nie chciał jednak, by Percy zbyt długo się męczył. Dlatego na równi ze swoją przyjemnością dbał też o stan jego penisa, chociaż domyślał się, że będzie musiał go skończyć już po osiągnięciu własnego spełnienia.
Kapran, czując to przyspieszenie, znowu przymknął oczy, ale teraz też złapał obiema rękoma Johna w ramionach. Przylgnął też do niego twarzą, głośniej i rytmiczniej postękując za każdym pchnięciem. Czuł dziwne, przyjemne mrowienie, kiedy penis jego pana wsuwał się w niego i ocierał się o bardzo przyjemne miejsce. To było takie… Niecodzienne, nieznane mu.
John chętnie zagarnął go do siebie i pozwolił sobie na szybkie spełnienie, więc dosłownie chwilę później we wnętrzu Percy’ego rozlała się jego sperma. Przy tym biodra pana domu mocno docisnęły się do jego pośladków, a John odetchnął gorącym powietrzem na jego ramię.
Poczuł, jak Kapran się na nim zaciska. Nie tylko na jego penisie, ale też mocniej ściska go w swoich ramionach, drętwiejąc przy tym na kilka sekund. Uczucie wypełnienia było dla niego nadal bardzo nietypowe.
John na szczęście szybko wysunął się z niego i delikatnie odsunąwszy jego dłonie od siebie, położył się obok. Tak było mu łatwiej sięgnąć zarówno pomiędzy jego pośladki, żeby wsunąć w dziurkę palce, jak i do penisa, aby doprowadzić go do orgazmu.
Percy nadal oddychał szybko i tak naprawdę nie był pewny, co się z nim teraz dzieje i co czuje. Wciąż miał zamknięte oczy i miał nadzieję, że jego pan teraz nie patrzy na niego z zawodem, czy irytacją, że znowu był tylko niekooperującym z nim ciałem. Bał się to zobaczyć, więc nadal trwał w ciemności, wczuwając się jak najbardziej w ruchy na swoim penisie, aby szybko dojść i nie męczyć dodatkowo swojego pana.
Ten bynajmniej nie był zirytowany jego zachowaniem, a jedynie zmartwiony, bo czuł doskonale, jak spięty był Percy. Nie chciał jednak kolejny raz podawać mu tamtego narkotyku, dzięki któremu za pierwszym razem spędził z nim noc. Nie chciał psuć mu zdrowia, narażać go na skutki uboczne, czy uzależnienie. Chciał, żeby ten mężczyzna nauczył się z nim być, cieleśnie i psychicznie, w swobodnym stanie. Ale do tego była najwyraźniej jeszcze długa droga, o ile w ogóle miała dobre zakończenie.
Całował go niespiesznie po szyi i ramieniu, kiedy masował jego prostatę i penisa. Robił wszystko z wyczuciem i dużym doświadczeniem.
Po, na szczęście dla Johna, niedługiej chwili, Kapran w końcu zaczął się żywiej wić w jego ramionach, sam poruszać biodrami, aż ze zduszonym, gardłowym stęknięciem doszedł, zaciskając się przy tym mocno na palcach swojego pana. John wysunął je z niego i wyciągnął się do szafki przy łóżku, na której miał pudełko z chusteczkami. Spokojnie wyciągnął kilka i zaczął wycierać swojego penisa i palce, a potem brzuch drugiego mężczyzny.
— Nie wstawaj. Zostaniesz na noc — powiadomił go przy tym.
Percy otworzył oczy i pokiwał pokornie głową. Nie śmiał się sprzeciwiać.
John uniósł się i poszedł pogasić światła. Gdy tylko to zrobił i ogarnęły ich zupełnie ciemności, zrzucił z siebie togę i wszedł na łóżko. Jego ciało było spełnione, ale on wciąż nie był pewien tego, czy dobrze robi. Szczególnie teraz, kiedy Percy był taki milczący i spięty.
Sięgnął po skraj kołdry i przykrył siebie i drugiego mężczyznę.
— Czy to, co cię dręczy, to obrzydzenie do mnie? — zapytał nagle, przebijając ciszę swoim niskim, poważnym, ale teraz też dość cichym głosem.
Kapran uznał to pytanie za dziwne, bo coś takiego już dość dawno nie przeszło mu przez myśl.
— Nie… To nie to — odparł, cały czas analizując, czy teraz też ma zwracać się do niego bez „pan”. — Takie kontakty nie dręczą mnie już tak, jak kiedyś. I naprawdę przepraszam, że sprawiam, że się pan przeze mnie irytuje.
— Skąd ci to przyszło do głowy? Nie irytuję się przez ciebie. Jedynie mnie martwi to, jak wycofany i spięty jesteś ostatnio, a jedynym wyjaśnieniem, które wydaje mi się logiczne, to to… Co ci robię — odpowiedział ciężko John, próbując przebić wzrokiem ciemność, by dostrzec jego ekspresję.
Percy spuścił wzrok, układając się wygodniej na boku na łóżku.
— Nie… To nie to. Znaczy… Jeszcze całkiem do tego nie przywykłem i nie spełniam zapewne wszystkich pana oczekiwań… Dręczy mnie jednak coś innego. Bo… — przełknął ślinę, nadal czując, że ma dziwnie rozepchany tyłek i że zapach, jaki unosił się w sypialni, był tylko Johna, a nie tak jak w salonie, także Sama i Petera. — Po co ja panu jestem?
To pytanie odbiło się echem w głowie Johna. Miał na to zarówno jasną odpowiedź, jak i uzupełnioną o wiele innych, powiązanych z tym pragnień.
— Powinieneś zapytać mnie: „Kim dla pana jestem”. Twoja forma uprzedmiotawia ciebie samego, Percy, a nie jesteś mi potrzebny po coś, więc w domyśle do jakiejś czynności czy poczucia, a jesteś mi potrzebny jako osoba.
Percy pokiwał znowu głową, ale i tak znowu zapytał.
— Więc, do czego ja, jako osoba jestem panu potrzebny? Czemu nie ma tu Sama i Petera? W domu jest wielu, którzy chcieliby spędzić z panem walentynkową noc. I nie tylko.
— Mnie nie chodzi tylko o noc, ani tylko o seks. Wiem, że tym, co robię, twoim pasem cnoty i tym, co dziś zrobiliśmy, wykazuję duży nacisk na cielesną bliskość, bo… Bo pożądam cię, Percy. Ale gdyby tylko o to chodziło, byłbym głupcem, narażając siebie i ciebie na psychiczne męki, skoro mogę mieć kogoś innego — John mówił spokojnie i powoli, przedstawiając mu swój tok myślenia. Był wyćwiczony przez pracę i doświadczenia życiowe w negocjowaniu, czytelnym przedstawianiu myśli, ale mimo to teraz czuł większą adrenalinę, emocje i dozę nerwowości. Może dlatego, że na dobrym porozumieniu się z Percym zależało mu bardziej niż na jakiejś umowie, czy sprzedaży usług domu publicznego. — Cenię twoją osobowość, przyciąga mnie ona i gdybym mógł, w jakiejś rzeczywistości chciałbym mieć takiego partnera jak ty.
Percy z każdym wypowiadanym przez pana słowem czuł się dziwniej i chyba bardziej skołowany niż do tej pory.
— Partnera…? Proszę pana… ale… Czyli nie mam być dla pana egzotyczną zachcianką? Pragnieniem do spełnienia, na co i tak się godziłem i godzę?
— Nie… Oczywiście, że nie — odpowiedział John z delikatnie ściągniętymi brwiami, dopiero teraz tak naprawdę odczuwając, jak Percy mógł to wszystko odbierać. Rzeczywiście nie rozmawiali głębiej o tym, do czego to wszystko dąży, a on naiwnie myślał, że Kapran odczyta z jego zachowania, czego naprawdę pragnie. — Muszę cię przeprosić, że tak to wyglądało. Chcę tylko, żebyś był mi bliski, niekoniecznie w łóżku.
— Więc… Nie mam być pana kolejnym chłopcem… — Percy powtórzył do siebie, a John bez problemu usłyszał w jego głosie ulgę.
— Nie, nie masz być — zapewnił go, nie sięgając dłonią do jego ciała, by nie rozpraszać teraz jego myśli. Musiał mu pozwolić to sobie przyswoić.
Percy znowu odetchnął głęboko. Położył głowę na poduszkach i zaciągnął się zapachem, jaki panował w sypialni. Ulżyło mu. Nie chciał być jednym z tych chłopców, nie chciał być zabawką. Zwyczajnie, nie chciał zostać wykorzystany tylko ku rozrywce, nie chciał upaść jeszcze niżej w swoim człowieczeństwie.
John za to nie był jeszcze pewien, w jaki sposób zatrzeć formalność, która panowała pomiędzy nimi, bo wiedział, że była głównym powodem poczucia przynależności u Percy’ego i jego wrażenia, że jest tutaj przedmiotem. Musiał więc wymyślić coś, co pozwoli mu pokazać temu mężczyźnie, że chce od niego czegoś innego, bardziej skomplikowanego w swoich relacjach niż to, na co pozwalał innym swoim podopiecznym. Najwyraźniej więc musiał pogrzebać w przeszłości Percy’ego, aby lepiej go poznać…
Teraz jednak mógł popatrzeć przez ciemność na już bardziej rozluźnioną twarz i całą postać Kaprana, który leżał w jego łóżku dosłownie na wyciągniecie ręki. Tym razem więc się nie powstrzymał i przysunąwszy się bliżej, przytulił go do siebie. Pamiętał jednak o jego dominujących zapędach chociażby podczas obejmowania, więc tak właściwie jedynie przełożył mu rękę w pasie i pocałował go w skroń.
Percy spojrzał na niego, uchylając jedną powiekę. Nie był kolejnym chłopcem, którego trzeba było naprostować. Nie był. I tak powtarzał sobie cały czas, aż w końcu także objął jedną ręką starszego mężczyznę. Nie przejmując się, że czuje pod palcami blizny, pogładził go po boku i plecach. I ze ściśniętym do granic możliwości gardłem i żołądkiem wydusił szeptem:
— Dobranoc… John.
Chwilę temu przymknięte powieki jego pana naraz się rozchyliły, a przyjemne ciepło rozlało się po całym ciele Johna. Dopiero po chwili delektowania się tym, co usłyszał, niemal podobnie jak Percy przeświadczeniem, że nie jest zabawką, odpowiedział:
— Dobranoc, Percy.

*

Pan K, jak nazywali go podopieczni Johna, a dokładniej Foster Kelly, został wezwany do gabinetu pana Browna na dość ważną dla tego drugiego rozmowę. Od dwóch dni miał za zadanie dowiedzieć się o wcześniejszych zatrudnieniach Percy’ego, o jego studiach i czasach szkolnych. Miał też dowiedzieć się szczegółów o jego rodzinie. John co prawda znał o swoim podopiecznym podstawowe informacje, ale chciał wiedzieć więcej. Na szczęście zadanie było o tyle ułatwione, że nie wziął Percy’ego z ulicy, jak niektórych chłopców czy dziewczyny, a za pomocą biura stanowiącego pośrednictwo pomiędzy zdrowymi, a chorymi, szukające tym drugim zatrudnienia. Z każdym miesiącem rozwijało się coraz bardziej i właśnie tam John znalazł Percy’ego. Pan K mógł więc właśnie tam udać się po dokładniejszą dokumentację.
— Usiądź — John wskazał lokajowi fotel przed swoim masywnym biurkiem. — Czego się dowiedziałeś?
— Standardowych informacji, proszę pana. Miejsce jego zamieszkania, kiedy jeszcze ubiegał się o pracę, jego wykształcenie, doświadczenie. Wszystko, co było potrzebne podczas rejestracji — wyjaśnił lokaj, zasiadając na wskazanym miejscu. Był już starszym mężczyzną o siwiejących, zaczesanych do tyłu włosach i z zadbanym wąsikiem. Twarz miał poznaczoną zmarszczkami mimicznymi, chociaż teraz ciężko było powiedzieć, jak ich nabył, bo nie zaszczycił swojego pana żadną miną.
— Od razu po studiach zaczął pracować w tej… firmie handlującej antykami? — John dopytał spokojnie, przypominając sobie to, co wie o Percym. Popijał przy tym czarną kawę z małej filiżanki.
— Tak jest, proszę pana. Była ona założona na niego i jego ojca, który był współwłaścicielem. Początkowo, z tego co się dowiedziałem, faktycznie zajmowali się ogólnie antykami, potem jednak wyspecjalizowali się w starych zegarkach. Sprowadzali je z Europy i z Azji. I w takim stanie firma ta przetrwała do połowy 2012, kiedy to rynek zbytu był już na tyle mały, że ogłosili bankructwo.
— I już wtedy Percy miał początkowe objawy wirusa? Jego rodzina też była chora?
— Cała jego rodzina była chora, z tego co wiem, jednak nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy pojawiły się objawy. Śmiem przypuszczać, że u niego wcześniej niż u rodziców, bo ci nie byli zarejestrowani w placówce.
John poczuł, że teraz wkracza na dość grząski grunt. Temat rodziny zawsze był delikatny, w przypadku każdego jego podopiecznego. Niektórzy z nich kontaktowali się ze swoimi rodzinami, John pozwalał im jeździć do nich na weekendy i dawał im wtedy lekarstwa. Niektórzy korespondowali z rodzicami czy rodzeństwem. Była to jednak nieduża liczba osób, bo często było tak, że wirus faktycznie atakował całe rodziny i nie zawsze wszyscy członkowie byli w stanie to przeżyć. Co innego, jeśli w rodzinie jedno z dzieci choruje, a co innego, gdy rodzice i całe potomstwo. Wtedy zwyczajnie nie da się każdego uratować. Dlatego John miał u siebie w większości sieroty.
Jeśli chodziło o Percy’ego, wiedział, że z nikim się dotychczas nie kontaktował, nie prosił o żadne wyjazdy i nie wysyłał paczek czy listów. Domyślał się więc, że nie ma już rodziny.
— Jego rodzice żyją? — zapytał w końcu, patrząc uważnie w poważne, starcze oczy przed sobą.
Lokaj zawahał się przez chwilę, ale nie objawiło się to niczym więcej niż dłuższą ciszą.
— Przypuszczam, że nie. Nie są to sprawdzone informacje, udało mi się znaleźć tylko ludzi o tym samym nazwisku, którzy zamieszkiwali tę samą dzielnicę miasta. Może się więc okazać, że nie o nich chodzi, jednak jeśli byli to rodzice Percy’ego Thorntona, to zginęli dość tragicznie, zjedzeni przez swoich współlokatorów. Albo służbę, jak podają inne źródła. Jedna z gazet opisywała ich, aby przestrzec chorych przed fanatycznymi obrońcami praw człowieka.
John postanowił, że to jeszcze dokładniej sprawdzi. Nie chciał pytać o to bezpośrednio Percy’ego, a na pewno nie teraz. Wolał wpierw wybadać grunt.
— Jakieś rodzeństwo? — pytał dalej.
— Według dokumentów, dwoje. Brat Francis i siostra Lorena. Nie wiem jednak, jaki jest ich obecny stan.
— Rozumiem. Napisz mi tutaj jego wcześniejszy adres… — John podał mu elegancki długopis i notes. — I niech kierowca będzie gotowy za pół godziny.
— Tak jest, proszę pana — lokaj przyjął długopis i kartkę i spisał z pamięci adres wcześniejszego zamieszkania Percy’ego.
— Jest jeszcze coś istotnego na jego temat, czego się dowiedziałeś? — zapytał jeszcze na koniec John, kiedy przyjął kartkę z adresem. Nie kojarzył tego miejsca. Na pewno nie bywał na tej ulicy.
— Skończył dobrą uczelnię, mogę dla pana zdobyć odpis jego dyplomu. W swojej firmie samodzielnie prowadził księgowość, bywał zagranicą, zna też hiszpański z tego co zapisał na karcie osiągnięć. W rubryce „dodatkowe zainteresowania” umieścił drobną elektronikę i gadżety oraz tenis, krzyżówki i sudoku.
Spojrzenie ciemnych oczu Johna od razu stało się bardziej czujne i pełne zainteresowania. Tenis? Dlaczego Percy nigdy mu o tym nie wspominał? Kiedyś przecież mówił wszystkim swoim podopiecznym, aby w razie potrzeby przychodzili do niego z prośbami o umożliwienie kontynuowania jakichś kursów czy zajęć, które były ich rutyną w „poprzednim życiu”. Chyba że Percy traktował zainteresowanie tenisem biernie, a więc jedynie oglądając rozgrywki, a nie czynnie biorąc w tym udział.
— Dobrze. Dziękuję, panie Kelly.
— Proszę, proszę pana. Samochód będzie podstawiony za pół godziny — poinformował go jeszcze lokaj, skłonił się i dochowawszy wszelkich konwenansów, opuścił pomieszczenie.
John chwilę jeszcze spędził na dopijaniu kawy i myśleniu nad tym, co zaczynało się rozwijać pomiędzy nim, a Percym. Wiedział, że znacznie wykraczało to poza ramy związku, jak i również poza zwykły kontakt szefa z pracownikiem. Właściwie w żaden sposób nie potrafił tego zdefiniować. Na szczęście wcale nie musiał tego robić, a jedynie spróbować zacieśnić tę więź, aby Percy przestał czuć się w jego towarzystwie skrępowany, a on aby miał więcej cielesności i duchowej bliskości z tym mężczyzną.

*

Jechał na parter windą. Na razie był zadowolony z tego, czego się dowiedział, jednak chciał wiedzieć więcej. Dlatego liczył na dowiedzenie się czegoś w starym miejscu zamieszkania swojego podopiecznego.
Obejrzał się na lustro znajdujące się na ścianie windy. Chwilę mógł patrzeć na swoje oblicze, którym nie oczarowałby zapewne tak wiele kobiet jak Percy. A kiedy winda się zatrzymała, drzwi otworzyły, zobaczył przed sobą właśnie tego mężczyznę, o którym myślał.
— Dzień dobry, proszę pana — Percy powitał go, gdy tylko go zobaczył.
— Dzień dobry, Percy — odpowiedział John, wychodząc z windy. Zapytał kurtuazyjnie, dopinając guzik prążkowanej kamizelki: — Jak ci mija dzień?
— Dobrze, dziękuję. Wychodzi pan? — spytał z lekkim wahaniem Percy.
— Owszem. Kierowca powinien już na mnie czekać. Potrzebujesz czegoś?
— Nie, niekoniecznie w tej chwili. Wraca pan na noc? — spytał jeszcze Kapran, a uwaga Johna skupiła się wbrew jemu bardziej na ustach podopiecznego, niż na tym, co te wypowiadały.
— Tak — odpowiedział rzeczowo, przyglądając mu się uważniej. Chętnie zbliżyłby się do niego, ujął go w talii i pocałował.
— W takim razie… — Percy odwrócił się za siebie, sprawdzając, czy nikogo nie ma w pobliżu. — Czy jeśli nie będzie pan, proszę pana, zajęty innymi obowiązkami, mógłbym przyjść z wizytą?
— Naturalnie — John poczuł wzrastające, przyjemne ciepło i płaszcz, o którym chwilę temu myślał, wydał mu się nagle mniej potrzebny do wyjścia na zewnątrz. — Będę cię oczekiwał.
Percy skinął głową w podzięce.
— Dziękuję, proszę pana. Miłej podróży, proszę pana.
— Dziękuję, Percy. Do zobaczenia — John spojrzał jeszcze raz w jego ciemne oczy i dopiero podążył spokojnym krokiem wzdłuż korytarza, aby ubrać się w wierzchnie odzienie.
Gdy wreszcie zasiadł na tylnym siedzeniu krótkiej limuzyny, kierowca ruszył w stronę dawnego miejsca zamieszkania Percy’ego Thorntona.

13 thoughts on “Love Interest – 9 – Nie jestem zabawką

  1. Katka pisze:

    Basia, oczywiście, że nie jest zabawką :D Za motywami Johna zdecydowani kryją się uczucia. Bardzo, bardzo mocne uczucia :) No i już 9 rozdział LI, brawo! Tak blisko końca!

  2. Basia pisze:

    Witam,
    ciekawe czego się dowie, to było wręcz cudowne, i tak w końcu dowiedział się, ze nie jest zabawką, filmik się podobał ;]
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    O., taaaak, wina po obu stronach. Percy wciąż się boi mówić na głos o tym, co myśli (i w sumie mu się nie dziwię, jest na łasce Johna i nie chce go zawieść, ani znów dostać po dupie) i przez to też John nie wie do końca, jak z nim postępować. Ach, jak zwykle te problemy z komunikacją XD Choć John też mógłby się domyślić… Cóż, często faceci nie myślą XD Wszystko mogło się inaczej potoczyć gdyby byli ze sobą bardziej szczerzy… Ale spokojnie, ich „związek” jest coraz lepszy, muszą się po prostu nauczyć ze sobą funkcjonować.

  4. O. pisze:

    Smutno… Niby John leci nie tylko fizycznie na Percy’ego.. Ale gdy ten bierze u niego prysznic, to nie ma problemu, by ktoś inny zrobił mu dobrze i dojść. Fajnie, że taki prezent dostał (film) i że podopieczni chcieli go z nim obejrzeć i również jak Kapran czują do niego wdzięczność i okazują jak mogą. Ale on mógł inaczej to zakończyć, podniecić się filmem i wleźć pod prysznic do Kaprana xD Bo ten stosunek odebrałam tak: „muszę mu dać, bo inni to robią i mogę pójść w kąt”. Choć Percy od razu przed prysznicem mógł się przyznać jednak do zazdrości, czy zasugerować, że kanapowi goście mu nie pasują. Tak więc jakby wina jest po ich obu stronach. Ciekawe z jakimi myślami się obudzą.

  5. Katka pisze:

    Miyak, w sumie masz rację, Percy kalkuluje i to właśnie chyba na tej kalkulacji na samym początku najbardziej opierało się jego uznanie, że powinien „rozłożyć nogi” przed Johnem. Tzn. Percy nie jest moją postacią, a Shiv, więc nie chcę też za bardzo tłumaczyć, ale mnie się wydaje, że on faktycznie do tego w jakimś stopniu tak podchodzi. Ale myślę też, że do tego dołącza się jeszcze parę innych rzeczy: szacunek – co mam nadzieję, że widać, bo Percy jak gardził Joshem za bycie gejem i bycie poddanym, tak o Johnie nie myśli źle i uważa go za dobrego pana; dochodzi wdzięczność za to, że dał mu szansę i go nie wywalił, że daje mu życie i jednak stara się, by było mu dobrze; no i myślę też, że krok po kroku sympatia do Johna się w nim budzi, czego jednak na tym etapie może faktycznie aż tak bardzo nie widać. Więc mimo że ma podejście o którym mówisz, że faktycznie będzie lepiej, jak rozłoży nogi, to towarzyszą temu emocje pozytywne (tak, niestety w towarzystwie oporów, których dotąd się nie do końca pozbył). To tyle o Percym, bo jedyne co mogłam zrobić, to skonfrontować swoje spojrzenie z Twoim XD A co do Johna – haha, tak, tu się zgadzam, podświadomie stara się zdominować Percy’ego, bo takie ma preferencję i, co by nie mówić, tak chce. To faktycznie nie brzmi fair, ale nigdy nie twierdziłam, że John jest fair XD Ale jeśli tak chce być z Percym na równi, może kiedyś to jakoś… pokaże… :)
    Btw lubię dyskusje XD Fajnie, że jest wiele spojrzeń na sprawę, więc dzięki :D

    Tigram, spooooko, nie dziwię się temu zgrzytowi, bo mi tez podczas pisania cały czas było żal Percy’ego XD Niby chciałoby się go nauczyć tego wszystkiego, co John dla niego chce, ale jednak to, jak to wszystko przebiega i ile jest w tym potknięć i ciężkich emocji, może być dobijające. Cóż, zwyczajnie chce się dla nich dobrze. Ale Percy chyba zdaje sobie sprawę, że musi przez to przejść, żeby wyjść na prostą i dobrze czuć się z Johnem. Dlatego pozwala na to wszystko i próbuje. Heh, no i tak jak myślałam, początkowo tytułu mogły mówić coś więcej, ale w toku trwania akcji jednak zmieniają swoje znaczenie XD

  6. TigramIngrow pisze:

    Kat, no to jest właśnie bardzo realne. Do tego stopnia właśnie, że aż mi zgrzytało w duszy. Bo tak po prawdzie to pasuje w rozwoju akcji. Fakt, że zbytni entuzjazm byłby naciągany. Ale to i tak nie zmienia faktu, że… no, smutno mi za Percy’ego. Tytuł następnego odcinka w kontekście tego co było teraz mało mi mówi, weryfikuje moje dotychczasowe gdybanie i nie wiem już czego mogę się spodziewać.

  7. Miyak pisze:

    Mam podobne odczucia co Tigram. Percy tak naprawdę nie ma pola do manewrowania. Niby John muchy by nie zabił ale jednak jest o szczebel wyżej – przez cały czas nawet jak mówił że chce związku. Dla mnie po prostu Percy kalkuluje co lepiej – rozłożyć nogi i jakoś się zmusić do związku z Johnem albo wrócić do starej sytuacji zwykłego pracownika. Pierwsza opcja daje więcej przywilejów wiec Percy podąża za instynktem zwierzaka. Myślę ze gdyby wynaleziono lek na tego wirusa to Johnnie miałby baaardzo ciężko i ze wszystkich grzeszków by się spowiadał.
    A i jeszcze coś – serio John sobie dołek kopie i właściwie widać że próbuje Percego zdominować chociaż chce „związku”. Ja bym ukatrupiła jakby ktoś mi zaczął grzebać w przeszłości – takie rzeczy powinno się mówić samemu gdy się zaufa.

  8. Katka pisze:

    Tigram, jak to się mówi, nic od razu XD By zachować realizm (mimo że świat jest alternatywny), nie może iść Johnowi za łatwo, a myślę, że gdyby Percy teraz całym sobą emanował, ja bardzo pragnie seksu z Johnem, to jednak nie byłoby to samo. Musi się tego nauczyć i przekonać się do tego, że tego chce. John dąży do tego i to jest jego ostatecznym celem, więc będzie można w trakcie toczenia się akcji zaobserwować, czy mu się to udaje. Ale nie, gwałtem to nie było ;) Ba, myślę, że mimo jakichś oporów Percy tego chciał, bo jednak naprawdę w duszy chce się przekonać do Johna. Zresztą, czym by było opowiadanie, gdyby nie małe dramy? XD Widzę, że nie będzie ten rozdział należeć do Twoich ulubionych, ale niestety jest etap, przez który trzeba przejść, by było milej. Chcemy, by to opowiadanie z racji konwencji Savage Virus było słodko-gorzkie, nie tylko słodkie. Ale masz racje, gdyby ta rozmowa przebiegła wcześniej, to ten stosunek mógłby wyglądać trochę inaczej, zdecydowanie. Oby przebieg dalszych wydarzeń Ci się spodobał ;)

    Liv, haha i tera Percy jest tym nudnym XD Ja myślę, że oni jakby byli w podobnym wieku, mogliby być w ogóle do siebie podobni. W tym przypadku zdecydowanie nie ma „przeciwieństwa się przyciągają”, a raczej oparcie przyciągania na tym, co ich łączy. John jednak by nie przetrwał z rozrywkowym facetem XD Och, a śmiech u Percy’ego? Hm… myślę, że jest bardzo stonowanym facetem i to pewnie wynika z jego charakteru. John zresztą też nie rzuca żarcikami, by się było z czego śmiać XD Ale nie no, rozumiem Cię, wiem, co masz na myśli. I tak, to chyba kwestia charakteru i trochę też realiów, w które został wciśnięty.
    Ogólnie fajnie, że wątek emocji jest bardziej przyciągający i interesujący. Niby dość statyczny, ale jednak dużo się na tym polu rozgrywa przez kolejne sposoby Johna i inne sytuacje. Fajnie, że zwracasz na to uwagę, my w sumie tez na to bardziej nacisk kładłyśmy, bo mimo że pożądanie do Percy’ego przez Johna było jakimś czynnikiem zapalnym tego wszystkiego, to on, jak już się okazało, chce, żeby byli partnerami, a nie tylko by miał dziwkę, której najbardziej pożąda.
    W sumie o tym wcześniej nie pomyślałam i faktycznie romans pomiędzy chorymi byłby rozkoszny! Aż bym poczytała! Tak, poczytała, bo jednak mamy obecnie za dużo projektów, by same to pisać XD Moooże kiedyś, a jeśli nie, to bym chętnie dała przyzwolenie jakiejś osóbce, by coś takiego stworzyła w tym świecie XD

    Eterna, tak, wreszcie zostało wyjaśnione, czego tak naprawdę chce John. Chyba nie spodziewał się, że Percy tego wszystkiego nie wie, więc dobrze wyszło, że zostało to powiedziane. Percy na pewno lepiej się z tym czuje. „ Widać, że oboje mają do siebie słabość.” – Mhm, bo Percy też jednak zaczyna coś czuć, czego może nie rozumieć do końca, ale… John o wszystko zadba XD Dzięki za wenę i komentarz! :D

    Linerivaillen, o tak, porównanie scen akurat z No Exit i tych z Love Interest to jak woda i ogień. Ale tak, chyba zwidów nie masz, bo zdecydowanie LI jest inne w tych scenach głównie przez Percy’ego. Nie da się inaczej, chyba po prostu tu mamy do czynienia z zupełnie innymi emocjami ;) Także dobra dygresja ;)

  9. linerivaillen pisze:

    Mrrr… Lubię to. Percy się wyrabia. Zaczęłam wczoraj czytać No Exit i widzę teraz cudowny kontrast pomiędzy wiadomymi scenami w obu opowiadaniach. Tutaj jest tak delikatnie, nie tak wyuzdanie i teatralnie. W ogóle na tle waszych opowiadań tutaj jest tak… No inaczej xd nie wiem, jak to opisać. Może się za bardzo wczułam i mam teraz zwidy xD

  10. Eterna pisze:

    Rozdział był na prawdę ciekawy. W końcu John zamierza tworzyć z nim związek i wyjaśnili kilka wątpliwości, jakie dręczyły Percego. Dziwie się, że dość szybko zaakceptował swoją sytuację, jednak w pewnym sensie to nawet urocze, taki poddańczy Percy. Osoba Percego jest bardzo ciekawa i podoba mi się jego charakter w końcu to heteryk, który robi za homo. Widać, że oboje mają do siebie słabość. Ciekawi mnie czego dowie się John.
    Dużo weny :)

  11. Liv pisze:

    O, teraz przeczytałam pierwszy komentarz… :) Rzeczywiście, o to mi chodziło. Jak dobrze że ja na szczęście lubię dramy, to mi się podoba ;)

  12. Liv pisze:

    Na początek moja perełka: „zgniatało jak podeszwa ciężkiego buta zabija dogorywającego robaka.” ^^
    Percy to takie homo-niewiadomo. Wolę jednak Johna, po tym rozdziale to Percy dla odmiany wydaje mi się nudny.. :) Taki wyprany trochę. I taki troszkę ograniczony? Jest słodki i w ogóle, ale 1. Josha mu nigdy nie wybaczę, 2. on jest ciągle smutny. Normalnie nie pamiętam momentu w tym opowiadaniu, jeśli był, kiedy Percy się śmiał. Zawsze taki był czy chodzi o jego rodzinę? No ale nie on jeden jest po traumach i w dość przykrym… friendzonie, choć nie do końca. Ja rozumiem, że być może ten toksyczny powiedzmy-że-związek troszkę go onieśmiela i niszczy, ale w takim razie, co go trzyma przy życiu? W tym momencie podziwiam Johna i jego cierpliwość, bo szczerze mówiąc, poza ładną buźką nie widzę w Percym nic ciekawego, poza niedostępnością (dobra dobra) i niezłym talentem do dołowania się i nierozumienia ludzi dookoła. Kuźwa, dorosłe dziecko tumblra :)
    No, po wyrzuceniu z siebie irytacji, bardzo fajny rozdział! ^^ „Fabuła” jest coraz lepsza, chociaż może bardziej wątek psychologiczny. Bo jeśli chodzi o seksy, to kiedy jedna osoba nie potrafi swobodnie mówić drugiej po imieniu, to nie bardzo poruszające doznanie… Jakoś w tym opowiadaniu seks jest dla mnie jakby jednym z wspierających aspektów głównego wątku, tych całych podchodów. I nie mówię, że to źle! :) Ciekawie się o nich czyta, mimo że, jak zawsze naturalnie wyobrażałam sobie każdą parę w realu, tutaj to nie przejdzie. No nie kiedy jeden zachowuje się jak robot w wojsku, bez podtekstu. I nie żeby Percy zbierał ode mnie jakieś srogie cięgi, tak tylko sobie kminię. Chętnie pooglądam i pokibicuję Johnowi, przyda mu się jakiś doping…
    A w ogóle, scena przy tym porno była taaaka urocza c: Chłopcy się tak miło garną do pana, żeby zasłużyć na jego dumę, jak dzieci do taty! (kurwa.) A John jest taki przyjemny przy nich.. Fajna byłaby jakaś para między dwoma chorymi. Tak właśnie jak u Johna na przykład, oboje muszą zadowalać innych, ale są ze sobą. To by się ciekawie czytało. :)
    Dobra, buźka i przepraszam za taki długi i odrobinkę chaotyczny komentarz, za fajny rozdział -.^

  13. TigramIngrow pisze:

    Hmmm… coś mi mocno zajechało gwałtem. To jak Percy się temu wszystkiemu poddał – z taką rezygnacją, z myśleniem, że skoro John to jego pan to po prostu tak musi być. Dziwnie. Jakoś tak ciężko to wyszło, przyznam że budzi to we mnie mieszane uczucia, jednak bardziej w stronę na nie.Myślę, że ta rozmowa o tym kim Percy ma być dla Johna jakby odbyła się przed stosunkiem to zrobiłaby dużo więcej dobrego. Naprawdę mam wrażenie, że Percy mimo tego że doszedł, spełnienia nie osiągnął. Aż mi jest przykro, bo spodziewałam się jakiejś kłótni, może otwartego okazania zazdrości, a nie takiej bierności. W sumie jest to zrozumiałe, w końcu Percy’emu zależy na tym, by John był zadowolony, ale i tak… Źle mi z tym co tu się rozegrało. Jakoś mi psychicznie jest po prostu źle. Wiadomo, napisane dobrze, nie mam do tego żadnych uwag, ale fabularnie… Czuję się podminowana i zasmucona po tym wydarzeniu. Zgrzyta mi coś wewnętrznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s