Bonus – Danse Macabre

Długi czas Layne był samotny. A nie był kimś, kto dobrze znosi samotność. Mihai nie pojawiał się już długie lata, a Layne znał go na tyle dobrze, że spodziewał się jeszcze kilku bez obecności swojego ojca. Jego własne dzieci też nie kwapiły się do odwiedzenia swego stwórcy, prowadząc gdzieś na świecie swoje własne interesy. Z początku więc Layne próbował znaleźć sobie towarzystwo w jakimś żywicielu, który w ludzkiej postaci towarzyszyłby mu przez kilka lat. Ostatecznie jednak uznał, że to nie za tym mu tęskno. Potrzebował towarzystwa… rodziny.
Kilka długich nocy myślał o tym, kogo stworzyć swoim nowym dzieckiem. Czy kobietę? Czy mężczyznę? Czy nastolatka, czy dorosłego? Koniecznie Anglika, czy tym razem podążyć za tym gdzieś w świat? Włochy? Norwegia? Było tam wiele blondynów, a blondyna jako dziecko jeszcze nie miał. A może… nie, Słowian nie lubił. Może więc Francja?
I gdy tak myślał, naraz do głowy przyszła mu osoba, będąca jego rodziną, do której dotarcie było znacznie łatwiejsze niż do jego dzieci czy ojca. Jego brat — Constantin de La Rocque…

*

Gdy rozległo się pukanie do drzwi, Constantin, zapatrzony w ogień pięknie buchający w kominku, nawet nie odwrócił głowy w kierunku wejścia. Rzucił tylko tym swoim niskim, wibrującym głosem:
— Wejdź, Rupercie.
Do komnaty wkroczył lokaj i skłonił się nisko z jedną dłonią w białej rękawiczce za plecami, a drugą w pasie. Plecy miał proste jak od linijki, a na jego eleganckim stroju próżno było szukać jakiegokolwiek zagubionego farfocla.
— Nadjeżdża pana brat. Pani Rousseau zobaczyła karawan z wieżyczki.
— Doskonale… — odmruknął Constantin, jeszcze chwilę mrużąc oczy i podziwiając skaczące iskierki. Wreszcie jednak wstał i dopiął guziki swojej ciemnobrązowej marynarki. Kasztanowe włosy odrzucił na plecy i ruszył do drzwi. — Przygotowałeś dla niego sypialnię?
Lokaj podążył krok w krok za nim, podziwiając posturę swojego pana i dumę, która odbijała się w każdym jego ruchu.
— Tak jest, panie de La Rocque. Wszystko jest przygotowane. Kolacja również.
Constantin już nie odpowiedział. Przeszedł przez długi korytarz, a echo jego kroków odbijało się o kamienne, zimne ściany. Próżno było tu szukać elektrycznego oświetlenia. Gospodarz miał słabość do naturalnego światła i właściwie był pewien, że większość jego wydatków idzie właśnie na świece i drewno do kominków.
Wyszli przez główne drzwi, a następnie podążyli po szerokich, kamiennych schodkach. Na widok zbliżającego się karawanu Constantin pozwolił sobie na cień uśmiechu. Dawno nie widział swojego brata. Był zaskoczony, że ten zapragnął go odwiedzić, szczególnie że miał odwiedzić go sam, bez Mihaia.
Przystanął przed schodami z rękami splecionymi za plecami i czekał, aż karawan znajdzie się tuż przed nim. Za plecami miał Ruperta i był pewien, że pojedyncze twarze służby wychylają się za okienka zameczku, by ujrzeć, kto odwiedza ich pana.
Wakacyjna siedziba Constantina znajdowała się na lekkim wzgórzu, z którego piękny widok rozpościerał się na równiny poniżej. Przez kilka ostatnich nocy padało, a niebo spowite było szarymi chmurami. Nawet tutaj, pod zamkiem, nad ziemią unosiła się specyficzna mgiełka. Rozproszyła się koliście, gdy kierowca karawanu wysiadł. Zdjął okrągły kapelusik w geście powitania gospodarza i bez słowa podążył na tyły samochodu. Otworzył drzwi, wysunął na szynach elegancką, czarną trumnę, a następnie ją tworzył.
Leżąca w środku postać delikatnie się skrzywiła i przekręciła karkiem, gdy tylko została uwolniona. Krucze, proste włosy opadły jej na ramiona, gdy się uniosła, a śladowy uśmiech zagościł na jej przystojnej twarzy, gdy ujrzała ten niewielki komitet powitalny.
— Constantin, witaj — Layne przywitał się swoim angielskim akcentem, ale o dziwo po francusku.
Gospodarz docenił to i zbliżył się. Gdy jego gość wyszedł z trumny i stanął przed nim w gustownym fraku, uścisnął mu dłoń.
— Dobry wieczór, bracie — odpowiedział również w swoim języku, lecz potem przeszedł na angielski. — Cieszę się z twoich odwiedzin. Chodź, musisz być zmęczony po podróży. Rupert zajmie się twoim bagażem.
— Dziękuję. Zaskoczyło mnie, że nie gościsz w Paryżu. Cieszę się, że mimo to udało nam się skontaktować. Twoje wakacyjne miejsce na odpoczynek wygląda na całkiem oddalone od świata — Layne skomentował, unosząc wzrok w górę, gdy podążali schodkami do wejścia.
Rzeczywiście ten całkiem spory, masywny zameczek, którego szare, kamienne ściany obrośnięte były bluszczem, zresztą niektóre okienka również, znajdował się w oddaleniu od większych miast. Ogród przynależący do niego był pełen zadbanych roślin i przystrzyżonych w ciekawe wzory krzewów, ale poza nim rozpościerał się już dziki las.
— Zajmuję się polityką, Layne. To wymaga od czasu do czasu odpoczynku.
— A co rozumiesz „od czasu do czasu”?
— Raz na dekadę. — Constantin uśmiechnął się do niego delikatnie i wszedł do holu. Wskazał bratu schody wiodące na piętro. — Tam są sypialnie, później wskażę ci twoją. Ale jestem pewien, że najpierw pragniesz się pożywić.
Anglik przytaknął, więc gospodarz poprowadził go na lewo, do jadalni, w której na ciężkich, starych krzesłach siedziała kolacja. Niczym na szwedzkim stole, młode i starsze, kobiety i mężczyźni. Była Azjatka, czarnoskóra, biały i nawet Indianin. Layne nigdy nie jadł Indianina.
— Egotycznie — skomentował z przebijającym się w głosie podziwem.
— Pomyślałem, że przybycie mojego brata jest doskonałą okazją do spróbowania czegoś nowego. Zapraszam.
Layne skinął uprzejmie głową i podążył wraz z bratem do „stołu”.

*

Może było to podłe z jego strony… ale nie miał wyrzutów sumienia.
Ludzie mieli te swoje sposoby na walkę z impotencją, pobudzenie zdolności seksualnych i wzbudzenie w partnerce pożądania. Według Constantina najbardziej prymitywnym sposobem był ten przesławny sildenafil, powszechnie znany jako viagra. Przecież olbrzymia paleta produktów do jedzenia, po jakie ludzie tylko mogli sięgnąć, pełna była naturalnych, naprawdę działających sposobów. Gdy był człowiekiem, wiedział, po co sięgnąć, aby seks był długi, dobry i niezapomniany. Zostanie wampirem odebrało mu te produkty, chociaż nigdy nie narzekał na swoją witalność, ochotę i możliwości w łóżku. Jednak wzbogacanie życia erotycznego zawsze miało coś w sobie. Dlatego gdy tylko odkrył, że nawet jako wampir może po coś takiego sięgnąć… czuł się niemożliwie zadowolony.
Kto by powiedział, że krew czerwonoskórych działa lepiej niż ta przeklęta viagra? Gdy tylko Mihai swego czasu wspomniał mu o tym, trochę w to nie wierzył. Krew różniła się smakiem i rzeczywiście różnie działała na wampira, w zależności od nastroju żywiciela, jego nałogów, stylu życia czy płci. Jednak była to po prostu krew. Okazja, która miała udowodnić tezę Mihaia, nadeszła kilka dziesięcioleci temu, gdy Constantin ujrzał turystę z Ameryki o czerwonej skórze, czarnych włosach i indiańskich rysach twarzy. Nie wahał się. Wypił go całego w paryskim zaułku, a potem przez tydzień nie wychodził z łóżka. Zadowolił w tym czasie przeszło trzydziestu partnerów i jeszcze nigdy nie czuł się tak cudownie, jak najlepszy samiec i najlepsza dupa na świecie. Cieszył się, że nie mieszka w Ameryce. Przez piękno krwi jej rodowitych mieszkańców stałby się dla nich większą plagą niż swego czasu obecni Amerykanie.
Tak, był podły. Patrzył, jak jego niczego nieświadomy młodszy brat spija krew z indiańskiego chłopaka i jak w jego eleganckich spodniach rośnie wzwód. To był wyjątkowo seksowny widok. Czy istniało lepsze połączenie niż jedzenie, seks i przystojny mężczyzna? Właściwie to tak — buchający w kominku ogień. I właśnie blisko takiego otoczenia Constantin postanowił znaleźć się z bratem.
— Smakowało ci? — zapytał, zbliżając się do Layne’a, który właśnie odsunął usta od Indianina, słabo polegującego na krześle.
Anglik kciukiem starł krew z kącika ust i spojrzał w oczy brata. Był podniecony i równocześnie tym zaskoczony, bo jeszcze nigdy jedzenie nie działało na niego w ten sposób. Nie mogło się to stać przez smak, bo owszem, krew tego chłopaka była smaczna, ale jadał lepsze.
Przytaknął i uniósł się.
— Dziękuję za kolację. Postaram się odwdzięczyć z równą hojnością, gdy tylko odwiedzisz mnie w Anglii.
Constantin podziękował gestem i wskazał Layne’owi wyjście.
— Chodź. Noc jeszcze młoda, mamy czas, by przed odpoczynkiem spędzić trochę czasu razem. Wreszcie mam kogoś, z kim mogę porozmawiać o rodzinnych sprawach.
Przeszli przez hol i podążyli kamiennymi schodami na piętro, gdzie znajdowały się sypialnie, ale też całkiem spory salon. Layne nie zaskoczył się przepychem, jaki tu ujrzał. Podczas odwiedzin w Paryżu wiele lat temu zauważył, że Constantin ma zamiłowanie do luksusów. I to w całkiem dobrym guście.
Gdy gospodarz zbliżył się do masywnego kominka i zaczął dorzucać drewno do już palącego się tam ogniska, Layne przeszedł się po pomieszczeniu, by obejrzeć całe wyposażenie. Przy tym wszystkim jednak znacznie przeszkadzała mu erekcja i coraz szybciej rozgrzewające się ciało. Zwykle byli zimni i bladzi i stawali się cieplejsi jedynie po jedzeniu. Tak było i tym razem, ale Layne czuł pewną różnicę. Jego ciało nie robiło się ciepłe. Robiło się gorące, a policzki stawały się rumiane, jak dostrzegł w odbiciu wysokiego, lekko przechylonego, stojącego lustra. Nawet we własnych oczach dostrzegł niewypowiedziane pragnienie mówiące „chcę się pieprzyć”.
Dyskretnie przełknął ślinę z resztkami posmaku indiańskiej krwi i podążył do stojącego na samym końcu długiego salonu, tuż pod oknem, pięknego fortepianu. Dotknął klapy swoimi szczupłymi, długimi palcami.
— Nie znam się na działaniu instrumentów, ale słyszałem, że niektóre francuskie fortepiany strojone były o pół tonu niżej niż te innego pochodzenia. To prawda?
— Tak — odparł Constantin swoim głębokim głosem, poprawiając za pomocą pogrzebacza palenka. — Obecnie niewiele ich można dostać. Ten jest jednym ze starszych.
— Wygląda dostojnie.
— Taki jest. Odzyskałem go z Rosji. Nie podobało im się, że każdy instrument muszą stroić pod ten fortepian.
Gospodarz w końcu wstał i otrzepał dłonie. Ruszył w stronę brata, patrząc na niego już inaczej niż przy służbie czy jedzeniu. Teraz to on zjadał spojrzeniem Layne’a, tak drapieżnym i pełnym żądzy, że Anglik poczuł, jak delikatny materiał jego bielizny nasiąka kropelką z czubka penisa.
— Zagrać ci coś? — zapytał Constantin, gdy zbliżył się do niego. Layne był pewien, że jego głos zawibrował mu w uszach. Tym bardziej, że mężczyzna zniżył go do seksownego szeptu.
— Tak, proszę. Nie sądziłem, że potrafisz.
— Jestem człowiekiem wielu talentów, Layne. — Francuz uśmiechnął się słabo, rozpiął guzik marynarki i zasiadł na niskim foteliku fortepianowym.
Anglik stojący za jego plecami złapał się na tym, że zapatrzył się na jego lśniące, długie włosy i szerokie ramiona. Potem podążył wzrokiem na dłonie — męskie, duże i zapewne silne — które spoczęły na klawiaturze o specyficznie krótkich klawiszach.
— Zagram ci coś Saints-Saënsa, co pewnie znasz. Nazywa się „Danse macabre” — Constantin powiedział i zaczął grać.
Z początku wolne, po chwili dźwięki zaczęły przyspieszać, a palce Francuza szybko poruszały się po klawiaturze. Layne nie wiedział, czy to jego zdolności, czy doskonała akustyka, ale melodia wzbudzała w nim ciarki. Włoski na jego skórze stawały dęba, nie mówiąc już o penisie, który zrobił się taki twardy, jakby zaraz miał przebić materiał spodni.
Constantin grał dalej. Wyraz twarzy miał skupiony, a spojrzenie równie ostre co dźwięki, które wydobywały się spod klapy instrumentu. Layne miał wrażenie, że nawet swoją postawą przy graniu mężczyzna przekazuje sens utworu. Im dźwięki były mocniejsze, tym Layne był coraz bardziej rozgrzany. W pewnym momencie położył dłoń na ramieniu Constantina i ścisnął je, a ten dalej grał. Anglik wręcz zaczął oddychać, choć tego nie potrzebował. Chłonął to, co słyszał i czuł, a wraz z ostatnim uderzeniem palców Francuza o klawisze, Layne jęknął, lekko się zgiął i niespodziewanie doszedł we własne spodnie.
Constantin obejrzał się bez słowa, spojrzał na jego odzienie, a potem na twarz. Jego nozdrza się poruszyły, a on naraz wstał, ujął Layne’a w talii i przycisnął mocno do swojego ciała.
— Gdyby grały ze mną skrzypce, doszedłbyś w połowie — zapewnił niskim głosem i wcałował się w jego usta drapieżnie.
Anglik zacisnął dłoń na jego marynarce i stęknął cicho w ten zwierzęcy pocałunek, który sprawił, że znów zaczął się podniecać. Wydawało mu się, jakby ostatnie dźwięki, które Constantin wydobył z instrumentu, wciąż pobrzmiewały mu w głowie.
— Constantin… — wydyszał, patrząc ogniście na jego twarz. Twarz samca o dużym, zakrzywionym nosie, bordowych oczach i mocnej szczęce. Długie, lśniące włosy i elegancki garnitur dodawały mu dostojności, ale i tak był pewien, że pod tym wszystkim kryje się bestia.
— Słucham, bracie? — Francus zamruczał i ścisnął jego pośladki. — Chcesz się dymać?
— Rozbierz się, nie pytaj — Layne odpowiedział od razu, bez zastanowienia, a Constantin zmarszczył nos i zerwał z niego frak.
Gdy Anglik jęknął, znowu dorwał się do jego ust, niemal je zjadając i przy tym sam zrzucał z siebie ubrania. Ruszyli w stronę szerokiej kanapy, a w trakcie tej wędrówki zostawiali za sobą kolejne części garderoby. Krawat, muchę, marynarkę, spinki do mankietów, koszule, buty czy poplamione spermą spodnie.
Upadając już nago na kanapę i splatając się w kolejnym żarliwym pocałunku, wyglądali niemal jak te dzieła sztuki w zdobionych ramach wiszące na ciemnych ścianach tego salonu. Różnili się budową ciała znacząco, choć obaj mieli jakiś wspólny pierwiastek. Layne był smukły, o wąskich biodrach, długich palcach i jasnych sutkach. Miał ostre rysy twarzy i wąski podbródek. Constantin z kolei był szeroki w barkach, umięśniony, a nawet jego pośladki były większe i wyjątkowo mięsiste. Skóra, mimo typowej wampirom bladości, zachowała ślad swojego śniadego koloru z czasów śmiertelności. Teraz ich ciała z jednej strony oświetlane były ciepłym światłem od kominka, który był jedynym źródłem oświetlenia w salonie.
Layne zapatrzył się na ogniste iskierki odbijające się w oczach brata, gdy ten zawisnął nad nim i podparł się na silnych rękach po bokach jego głowy.
— Tęskniłeś, bracie? — zapytał drapieżnie i wciąż nad nim wisząc, obniżył biodra i zaczął ocierać się o jego krocze własnym. Miał większego penisa niż Layne i nawet trochę grubszego. Otaczały go włoski, a jądra już miały ściągniętą postać.
— Tęskniłem — Layne odpowiedział mocnym brytyjskim i przemknął dłonią po jego silnej piersi.
— Za mną? Za Francją? Za rodziną? — Constantin wymieniał, z każdym słowem mocniej trąc. Może nawet trochę boleśnie, ale tak nieziemsko seksownie. — Za dobrym dymaniem?
Anglik jęknął, sięgnął dłonią w górę i ściągnął mężczyznę za kark do namiętnego pocałunku. Constantin warknął, inwazyjnie wsunął mu język między wargi, a swoim sporym łapskiem złapał go za udo i zarzucił je sobie na biodro. Widział i czuł, że jego młodszy brat płonie z pożądania za sprawą indiańskiej krwi i jego zagrywek. Ścisnął blade udo i pragnął już znaleźć się głębiej między nimi. Były seksowne, otwarte i chętne.
Krucze włosy Layne’a skołtuniły się na kanapie, gdy Constantin poruszał nim po niej, ocierając się o niego i całując go tak zwierzęco, jak jeszcze nigdy nie był całowany. Sam nie wiedział, gdzie podziać dłonie, bo w tym momencie wszystko w mężczyźnie go pociągało. Chciał poczuć siłę jego mięśni, jego mocne ramiona, miękkie włosy, twarde pośladki. I naraz wbił mocniej paznokcie w skórę brata, gdy ten wcisnął w niego dwa obślinione palce.
Nie zdawał sobie sprawy, jak mocno chwycił Constantina, ale ten dosadnie to poczuł, gdy paznokcie Layne’a przebiły mu skórę. Warknął z nagłej rządzy i zakręcił palcami w ciasnym tyłku. Tak jak się spodziewał, wydobył tym z gardła Layne’a kolejny głośny jęk. Odsunął się więc na wyprostowanej ręce, żeby spojrzeć na swoje dzieło. Momentalnie uśmiechnął się drapieżnie, eksponując kły, gdy zobaczył, jak rozpalony na twarzy jest młodszy wampir, jak czerwone są jego usta i… w sumie dopiero teraz spostrzegł, że musiał mu nadgryźć w tym wszystkim język, bo dostrzegł ślady krwi na jego zębach i wardze. Podnieciło go to porównywalnie z tym, jak musiała na Anglika zadziałać indiańska krew. Nie mógł dłużej zwlekać i wierzył, że jeśli sprawi mu ból, przyjemność szybko go przesłoni.
Pochylił się, ujął go za szczękę, pocałował i wyszeptał nisko w jego wargi:
— Wsadzę ci teraz i jeśli mnie odepchniesz, nie licz na litość.
Layne odetchnął nisko i odpowiedział głębokim spojrzeniem. Nigdy nie przepadał za takim seksem, nie lubił bólu i w łóżku był bardziej delikatnym kochankiem. Ale coś musiało być w tej krwi albo w tej hipnotyzującej melodii czy nawet w tym przeklętym spojrzeniu Constantina, że jedyna odpowiedź, jaką chciał wystosować, to rozłożenie nóg i wpuszczenie go pomiędzy nie.
Francuz zerknął w dół, a widząc otwartość swojego brata, uśmiechnął się do siebie zwierzęco. Zadarł mu nogę bardziej, nakierował się czubkiem swojego niemożliwie twardego penisa i pchnął.
— Aaaaach! — Layne wygiął się jak struna na miękkiej kanapie, wyciągnął głowę do tyłu, a jego usta rozchyliły się szeroko w pełnym rozkoszy jęku.
Gdy jego jasna, szczupła szyja wyeksponowała się przy tym, a żyły pełne świeżej krwi zapulsowały, Constantin nie mógł się opanować. Zaczął mocno w niego wchodzić, jakby teraz nie było nic ważniejszego niż mocne wyruchanie brata, a do tego w wampirzym, niewidocznym dla ludzkiego oka tempie dopadł do jego szyi i wgryzł się w nią z warknięciem godnym wygłodniałego, agresywnego zwierza.
Materiał kanapy zaczął nasiąkać ciemną posoką. Layne falował pod pieprzącym go mężczyzną, łaknął jego dotyku i coraz bardziej miał wrażenie, że zatapia się w tych wszystkich doznaniach.
— Grzejesz, Layne… grzejesz jak ogień — Constantin wydyszał w jego skórę i całym językiem przesunął po jego szyi, aż po policzek i skroń. — Nie chcę przestawać cię dymać. Za dobrze mi w tobie.
— Póki będę dochodzić, nie musisz przestawać — Layne odpowiedział już nie swoim flegmatycznym głosem, ale wręcz ochrypłym z podniecenia.
Znów równie niespodziewanie, tak jak przy fortepianie, nagle doszedł, a jego świadomość zupełnie oderwała się od tego miejsca. Jego żyły niemal zapaliły się żywym ogniem, a on jęknął z rozkoszy. I jęknął jeszcze raz, gdy urzeczony i podniecony tym widokiem Constantin ścisnął go od dołu za pośladki i wbił się w niego z całej swojej wampirze siły.
— Skoro tego chcesz… — zamruczał mu do ucha, chwilę się nie ruszając, gdy Layne dochodził do siebie — to będziemy kontynuować. — I znów narzucił szybkie, mocne tempo, a Anglik uczepił się jedną ręką skraju kanapy, zacisnął powieki i pozwolił napływać do swojego ciała kolejnej, kumulującej się i gotowej do wybuchu rozkoszy.

*

Którejś nocy podczas pobytu w wakacyjnym zameczku Constantina, Layne postanowił wybrać się do ogrodów. Wcześniej był szczególnie pochłonięty samym zamkiem, w którym było więcej pomieszczeń, niż na pierwszy rzut oka można było przypuszczać. Wiele czasu spędził z gospodarzem w biblioteczce, bo ten miał tam wiele ciekawych zbiorów, a i dogadzał przy tym swojemu gościowi dzięki wynajętemu kwartetowi smyczkowemu. Layne znalazł wiele przyjemności w popalaniu fajki w towarzystwie brata przy dobrej lekturze.
Ucieszył się, gdy Constantin postanowił towarzyszyć mu w przechadzce po ogrodach. Gdy Layne tu przyjechał, nie widział, jak bardzo są rozległe, bo znajdowały się na tyłach zameczku. Od lasu ograniczone były wysokim żywopłotem. Zastanawiające było, czy cały czas ktoś tu pomieszkiwał i pilnował, aby nic zanadto nie zarosło, skoro Constantin przybywał tu co dekadę. Kamienne dróżki wiodły w różne strony. Do fontanny, do altanek, pod sadzawkę i zasadzone w jakimś skomplikowanym wzorze kwiaty.
— Oświetlenie robi swoje — Constantin odezwał się, gdy właśnie je mijali i wskazał na poustawiane co kilkanaście kroków kamienne piecyki z palenkami. — Ale gdy jeszcze są resztki dziennego światła, lepiej widać kolor.
Rzeczywiście, teraz, gdy wybrali się do ogrodów dosłownie na chwilę po zachodzie słońca, gdy jeszcze było całkiem jasno i śmiertelnicy nie mieliby problemu, by poruszać się bez lamp czy pochodni po tym ogrodzie, można było dostrzec kolor kwiatów, niezmącony przez ciepłe światło ognia.
— Mój ogród nie jest tak imponujący jak twój, ale też mam tam wiele kwiatów — Layne odpowiedział, nie patrząc na brata kroczącego u jego boku, lecz na wszystkie rośliny. — Mimo bycia… nocnym stworzeniem, chciałem zobaczyć ogród za dnia, więc skusiłem na wykorzystanie tych dziwnych nowości technologicznych i wynająłem kamerzystę, który zrobił dla mnie cały film ukazujący moje tereny za dnia.
— Dla chcącego nic trudnego — Constantin odpowiedział z uznaniem i delikatnym uśmiechem. Trzymał dłonie w spodniach garniturowych, idąc niespiesznie noga za nogą. — Ale dlaczego nazywasz się stworzeniem? To brzmi poniżająco. Jesteśmy na szczycie łańcucha pokarmowego, najsilniejszymi drapieżnikami.
Layne spojrzał na jego twarz, dostrzegając na niej znów ten pewny wyraz i wzrok świadczący o świadomości tego wampira, że jest kimś ponad innymi.
— „Istota” zabrzmiało zbyt eterycznie w mojej głowie, a nocne stworzenie w pewnym sensie można odebrać w przenośni. Nazwijmy Mihaia nocą i stwórcą i to, co powiedziałem, nabiera sensu — odpowiedział spokojnie, z przekonaniem i skręcił za bratem do okrągłego placyku stworzonego z małych, płaskich kamyczków, z ławeczkami i niewielką fontanną na samym środku. Jak zauważył, pomnik na niej przedstawiał kopulującego z łanią jelenia. Z jakiegoś powodu bardzo pasowało to do Constantina.
— Gdyby ten słodki szaleniec to słyszał, wziąłby to niewątpliwie za doskonałe pochlebstwo. — Francuz znów uśmiechnął się do niego oszczędnie, ale drapieżnie i przystanął przed fontanną. Sięgnął w dół, by zamoczyć koniuszki palców w chłodnej wodzie. — Ciekawi mnie, które ze swoich dzieci teraz męczy.
— Może też być gdzieś sam. Nie jest taki jak ja.
Francuz uniósł na niego spojrzenie i zbliżył się.
— A jaki ty jesteś?
— Lubię towarzystwo, choć może nie wyglądam na takiego. Samotność mi ciąży — przyznał Layne i z racji tego, że Constantin znajdował się bardzo blisko, położył mu dłoń w pasie i pod marynarką przesunął ją na jego plecy.
— Nie masz służby? — starszy wampir pytał dalej, skupiony na rozmowie i dotyku. Sam wychylił się i pocałował szyję brata, a jego długie włosy spłynęły mu z ramion do przodu.
— Mam, od czasu do czasu, ale to nie jest towarzystwo, którego potrzebuję.
— Więc potrzebujesz kogoś bliższego swemu sercu. Poradziłbym ci stworzenie wampira, którego weźmiesz sobie za partnera a nie dziecko, ale masz za ojca Mihaia. To mogłoby się skończyć tragiczną miłością — Constantin mimo delektowania się ciałem przed sobą, mówił poważnie.
Layne za to ściągnął delikatnie brwi i przytulił mężczyznę, by ten był bliżej.
— Mówisz to z własnego doświadczenia?
— Mówię to, bo znam tego psychola. Choć gdy wiedział, że się zakochałem, nie targnął się na życie mojego wybranka. Może zostawił go w spokoju, bo wiedział, że było to dla mnie ważne, ale równie dobrze powodem nieruszania mojego kochanka mógł być fakt, że ten był człowiekiem. Mihai nie widzi w nich szczególnego zagrożenia. Wiedział, że w końcu umrze, a kilkanaście czy kilkadziesiąt lat to dla niego nic.
Anglik pomasował go po plecach i przez chwilę tylko myślał o tym, co usłyszał. Miał wrażenie, że nie słyszy w głosie Constantina nic poza tym typowym mu, formalnym i poważnym tonem, jednak z drugiej strony coś podpowiadało mu, że w tych słowach było jednak więcej uczucia. Jednak trudnego do wychwycenia.
— Trudno zrozumieć Mihaia i przewidzieć jego motywy. Bywa bezwzględny — powiedział w końcu.
Francuz w końcu odsunął się od jego szyi i spojrzał mu głęboko w oczy. Bez słowa pocałował go, z początku delikatnie, ale z każdą kolejną sekundą pocałunek zaczynał nabierać na sile i namiętności. A gdy Constantin w końcu go przerwał, puścił też jego bok i delikatnie się skłonił.
— W razie tęsknoty zawsze możesz zawitać do mnie, bracie.
Layne przytaknął w podzięce i podążył dalej, okrążając kamienną, kopulującą parę, aby zwiedzić dalsze zakątki tego pięknego ogrodu.

*

— Dziękuję, Rupercie — Constantin przyjął od lokaja teczkę i pozwolił mu odejść.
Mocniej przepasał się paskiem lśniącego, fioletowego szlafroka i boso wyszedł na balkon. Pozwolił sobie na delikatny uśmiech na widok nagiego ciała swojego młodszego brata, który siedział gołymi pośladkami na zimnej, kamiennej ławie i patrzył na nocne niebo, niestety spowite chmurami. Wiał dość silny wiatr, który poruszał ciężkimi kotarami przy otwartych drzwiach balkonowych, podobnie jak włosami gospodarza, gdy ten zbliżył się do Layne’a. Usiadł obok jego i podał mu teczkę.
— Mówiłeś, że ci się podobało. To mój prezent, z którego mam nadzieję zrobisz pożytek po naszym rozstaniu i gdy znów się spotkamy, razem „zatańczymy”.
Layne zerknął na jego twarz spokojnie i przyjął teczkę. Otworzył ją i wyciągnął plik kartek z nutami. Uśmiechnął się delikatnie.
— „Danse macabre”?
— Na fortepian. Jeśli nigdy nie grałeś, to jest łatwiejszy instrument niż skrzypce. Jestem pewien, że stać cię na dobrego nauczyciela. Masz wiele lat, by opanować tę sztukę.
Nuty wyglądały na skomplikowane, ale wierzył, że to z powodu jego braku wiedzy o muzyce w sposób czynny. Słuchał jej wiele, ale nie grywał. I tak, jak mówił Constantin… jako istoty nieśmiertelne mieli wiele czasu, by dopracować każdą zdolność do perfekcji.
Schował nuty z powrotem do teczki i znów spojrzał na brata.
— Dziękuję. Ocenisz moje postępy, gdy znów się zobaczymy. Ale…
— Ale…?
— Ale zanim wyjadę, chciałbym jeszcze coś usłyszeć spod twoich palców.
Constantin przytaknął, jednak też uśmiechnął się przy tym drapieżnie i położył dłoń na nagim udzie młodszego wampira.
— Powiedziałeś to w tak erotyczny sposób, że niemal zamiast „usłyszeć” usłyszałem „poczuć”…
Layne zerknął na jego dłoń i przesunął po jego kostkach opuszkami swoich znacznie delikatniejszych palców. Subtelnie oblizał dolną wargę i odpowiedział spokojnie, poważnie i wręcz flegmatycznie:
— Na szczęście jedno nie wyklucza drugiego. Muzyka i seks w twoim towarzystwie to wspaniałe atrybuty twojej gościny.
Constantin uśmiechnął się, pochylił i liznął jego usta.
— Zatem zapewniam cię, że gdy skończę cię gościć i odjedziesz, zostanę w twoich wspomnieniach najlepszym gospodarzem, u którego miałeś przyjemność i rozkosz przebywać…

9 thoughts on “Bonus – Danse Macabre

  1. Katka pisze:

    Basia, hehe, NM ma specyficzny klimat, czasem lubiany, czasem nie. Ale fajnie, że się podobało :D Jakby Mihaś wpadł, byłoby ciekawie, ale chyba dobrze, że się tak nie stało XD

  2. Basia pisze:

    Witam,
    bosko, uwielbiam to opowiadanie za ten cały klimat, Layne zatęsknił za towarzystwem i odwiedził swojego brata, ciekawe co by było jak by Mihai wpadł do nich nagle…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Desire, hehe, tak, warto jednak czasem przypomnieć dawne opowiadania, szczególnie, że w NM nie było Constantina tak wiele jak Layne’a. Dostał więc troszkę więcej tekstu tym razem :) Zgadzam się, Saint-Saens tworzył cudną muzykę i fajnie, że doceniasz :D Constantin pochwala XD I tak, Layne faktycznie otworzył się na braciszka, no ale ten chyba po prostu ma naturalne zdolności do zdobywania XD Więc no, Layne nie umiał się tym razem postawić. Bardzo, bardzo nam miło, że bonusik się spodobał :D

    Sachan, to bardzo specyficzny klimacik, więc nie dziwię się, że ma swoich zwolenników i przeciwników. Francuzi zdecydowanie mają to do siebie, że wydają się wymuskani XD No ale, ale, to graj w Unity, jeszcze może zapragniesz więcej francuszczyzny XD

    O., Mihai upity krwią Indian… to musi być genialny widok. Chciałabym go w sumie zobaczyć, bo jak Layne i Constantin jakoś mam wrażenie swoimi wyważonymi charakterami mogą hamować jakieś bardziej impulsywne zachowania, to pewnie Mihai się nie kryguje i pieprzyłby, aż by się kurzyło XD

    Liv, za bardzo kapryśny na fortepian – coś w tym może być. Może by się szybko tym znudził. Choć jestem ciekawa, czy jakby wiedział, że Layne i Constantin takie igraszki sobie uskuteczniali pod jego nieobecność, to by był zazdrosny… A w Ameryce… wiesz, nie jest powiedziane, że wtedy w ogóle na tamtym kontynencie były wampiry… ale o tym kiedy indziej XD A co do walentynek – nie będzie na nie czytadła niestety, ale jeszcze jeden bonus w tym miesiącu przewidujemy – będzie 25 lutego i mamy nadzieję, że się Wam spodoba :D Też będzie gorący seksik XD Haha i dopiero teraz, jak to napisałaś, połapałam się, że faktycznie Orvel i Sike byliby towarem deficytowym dla Constantina… XD Oj, ten to by ich chętnie trzymał w piwnicy XD Brzmi jak dobry materiał na fika albo horror wyreżyserowany przez Marvina i mający tytuł „Słodka zemsta” XD

  4. Liv pisze:

    Ale cudowny bonus, jak ja tęskniłam za NM! I nawet się cieszę, że nie było Mihaia, choć go uwielbiam. Ale zepsułby klimat, zwłaszcza przy takiej przepięknej muzyce. Jest za bardzo kapryśny na fortepian ^^
    Śmiesznie z tą krwią… To w Ameryce w czasach wolnych dla Indian wszystkim wampirom niezmiennie stały? Ale fajnie xd
    Constantin zachowuje się w łóżku trochę jak Lenny. Taki zwierzęcy i groźny, tylko ma więcej gracji.. :)
    Świetny bonus, taki idealny ^^ Ja już się nie mogę doczekać tego czegoś na walentynki… <3 Jestem tak ciekawa, że chyba będę cały dzień odświeżać stronę. Co to mówi o moim życiu? :) Ale fajnie!
    Dobra, nie miałam ostatnio komputera i nie skomentowałam NE, ale rozdział był śliczny jak zawsze. Hehe, wyszczekany szczeniak z ambicjami – Indianin – krew… Przydałby się małemu gnojowi Constantin. O. Dobra, buźki :*

  5. O. pisze:

    Aj, aj, aj! Wyobrażam sobie upitego krwią Indianina Mihai’a i Layn’a <33333 Oj tak! <3
    Haha też pamiętam jak na początku Layn nie chciał dać Conci <3 A teraz sam mu się podał xD

  6. Sachan pisze:

    cóż, a mi z kolei nie podoba się relacja LaynexConstantin, co kto lubi ;) francuzi są zbyt… wymuskani (powiedziała ta, która marnuje życie grając w Unity…XD)

  7. Desire pisze:

    Oww, muszę przyznać, że bardzo brakowało mi tego opowiadania, a już zwłaszcza Constantina. Mam do niego słabość (a zazwyczaj nie trawię Francuzów xD )
    „Danse macabre” mmm, uwielbiam! Ogólnie Saints-Saënsa ma genialne utwory i np. „The Swan” czy „Aquarium” są cudowne, ale „Danse macabre” przebija wszystko, także dobór muzyki mi się bardzo spodobał no i jest mega klimatyczny ;)
    Szczerze, to myślałam, że Layn będzie szukał Mihaia, ale bardzo pozytywnie się zaskoczyłam jego wizytą u swego brata we Francji. Brakowało mi interakcji pomiędzy nimi!
    Cały ten bonus był gorący! Ojjj tak, a Layn coś stał się bardzo chętny na dawanie przy de La Rocque. Strasznie mi się to spodobało^^
    Takie bonusy to ja bym mogła codziennie u Was czytać :D Jeśli jeszcze w najbliższym czasie byłby bonus do SV to bym umarła ze szczęścia :3
    Pozdrawiam ciepło!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s