No Exit – 22 – Wyszczekany szczeniak z ambicjami

„Będziesz jutro?” — głosił sms od Harleya, o czwartej nad ranem, gdy Dean już leżał na kanapie, ale jeszcze nie spał. To „jutro” zapewne miało oznaczać piątek, kiedy było przesłuchanie na posadę nowego tancerza. W końcu była czwarta. „Dzisiaj” więc był już czwartek.
„Jeśli pytasz o piątek, to tak. Chyba. Nie śpisz?” — odpisał, zadając standardowe, głupie pytanie, ale krótsze niż „Czemu jeszcze nie śpisz?”.
„Dopiero wróciłem z klubu. A ty bawisz się z chłopakami?”
Dean uśmiechnął się na wspomnienie wieczoru. Po tym jak doszedł, a Marvin i Jaz znowu zaczęli się ze sobą migdalić, poszedł wyjeść im lodówkę. Potem pooglądali razem w salonie film, aż nie zrobiła się trzecia i gospodarze się wrócili do sypialni.
„W tej chwili nie. Byłoby dziwnie, jakbym to robił i z tobą pisał.”
„Prawie czworokąt. Masz jakieś życzenia, co robimy po przesłuchaniach?”
Dean zastanowił się nad tym, przeciągając się na kanapie. Wystawał z niej, ale w więzieniu przyzwyczaił się do niewygód, więc nie miał wygórowanych wymogów.
„Nie, ale nie chcę donatów. Dziś za dużo ich zjadłem.” — odpisał i przypomniał sobie, że miał wytrzasnąć jakąś seksowną bieliznę. Nie miał pojęcia jaką.
„Okej. To pokażę ci sklep, w którym kupujemy dekoracje i ciuchy dla tancerzy. Powinno ci się spodobać.”
„Spoko. Będę miał indywidualną wycieczkę po mieście.” — Dean odpisał z uśmiechem, przekręcając się na bok na kanapie i dopisał: — „Dużo osób masz zapisanych na te próby?”
„Piątkę z najlepszymi papierami wybrałem. Każdy ma kwadrans, więcej niż 2h nie posiedzimy.”
„Mhm. I o której?”
„Jedenasta. Pasuje?”
„Mhm, chyba nie mam wyboru. Postaram się nie spóźnić. Ale… napisz mi, co robisz. Teraz.” — napisał, a przez myśl mu przeszło, czy jakby teraz wyszedł, a nie dopiero rano, to Jaz i Marvin w ogóle by to zauważyli.
Zamiast odpowiedzi tekstowej jego telefon nagle zadzwonił, a na ekranie wyświetliło się „Harley manager monstrum”.
Dean zdziwił się i zanim odebrał, zakrył się kołdrą, aby mniej było słychać.
— Hmm? — spytał na wstępie półgłosem.
— Leżysz? — padło pytanie. Niskim, przyjemnym głosem managera, którego ton czasem wydawał się nieco suchy, ale to z reguły były tylko pozory.
— Taa… Pod kołdrą na kanapie — odparł Dean cicho, nie dodając już, że jest w swojej kochanej pidżamce. Cóż, nie była to na pewno seksowna bielizna.
— Mhm… To wsuń rękę pod kołdrę — mężczyzna zamruczał w odpowiedzi.
— Cały jestem pod kołdrą. Sprecyzuj, gdzie mam ją wsunąć — odparł Dean ze stłumionym śmiechem. Nie mógł być za głośno, aby nie obudzić gospodarzy.
— Na dół… Tam gdzie masz jajka, żmijo — zaburczał Harley.
Dean wykonał polecenie, kładąc swoją szczupłą dłoń na jądrach.
— Mm… no i? — spytał z rozbawieniem w głosie. — I pytałem, co ty robisz, a nie jak się ułożyć na za małej kanapie.
— Siedzę przed kominkiem na fotelu z butelką piwa i czekam, aż zaczniesz masować swojego chuja i dyszeć.
— Dyszeć mogę już teraz. — Zaśmiał się, ale powoli zaczął dotykać się tak, jak najbardziej lubił. — Kręci cię seks przez telefon?
— Inaczej bym nie dzwonił. Zsuń palce trochę w dół. Pomasuj pod jajkami — polecił mu Harley niskim głosem. — I mów, jak się czujesz.
— Toż to świntuszenie. Niegrzeczny — wymruczał niby karcącym tonem, ale pomasował się w miejscu, gdzie Harley mu kazał. — Mmm… gładko, ciepło. Uciskam tak, jak najbardziej lubię, a jajeczka mi się zaczynają ściągać.
— Dobry chłopiec — pochwalił go manager. — Pomyśl o moich. O tym jak będziesz klęczał i miał nimi wypchane policzki, a moja wielka pała będzie leżeć na twojej twarzy.
Dean aż wypuścił głośno powietrze, co w telefonie musiało być słyszalne.
— Nie będę mógł z taką pełną paszczą świntuszyć… ale zabawię się z nimi języczkiem. Possę je, aż ci się zagotują.
— Tak właśnie zrobisz. I myśl o tym, jak mlaszczesz na nich i jak wypełniają ci usta, a przy okazji przesuń palce niżej. Pomacaj dziurę.
— Och, jak zawsze skupia się to na dziurze — zamruczał nisko i trochę kpiąco, ale i tak zamlaskał, jakby co najmniej ssał mu pałę. — Mmm… Muszę mocno rozchylić nogi, aby sobie tam sięgnąć… i um… mała jest. Nadal. Nadal jej nie rozjebałeś do końca.
— Jeszcze będę miał okazję. I jak będziesz wyjeżdżał do tej swojej Montany, to wciąż mnie będziesz czuł — zapewnił go Harley, którego głos też już nabrał niższej barwy. — Pomasuj się tam porządnie.
— Och licz… o kur… — jęknął, kiedy mocniej nacisnął na swój zwieracz. Miał go jeszcze bardzo wrażliwego. Dyszał chwilę, nim podjął dalej: — Mm… liczę na to, olbrzymie. Będę musiał potem na pamiątkę kupić sobie wielkie dildo. A dziura… zaciska się i ściska moje opuszki palców.
Po drugiej stronie telefonu rozległo się głośniejsze mruknięcie.
— Lubisz, jak się napina i rozwiera, co? Jak coś ci ją rozpycha… Uszczypnij się w sutek.
— Mmm… chwila, muszę ułożyć telefon. — Dean westchnął głęboko, układając się w taki sposób, aby słyszeć mężczyznę i mieć dwie, dłonie wolne. Kiedy mu się udało, ścisnął swój sutek i syknął. — Znęcasz się nade mną moimi własnymi rękoma. Skurczybyk… byk. Tak. — Zaśmiał się krótko na takie skojarzenie.
Harley zaburczał z zadowoleniem, nie mając świadomości, że bawi się z „króliczkiem”. Sam już zapewne się masturbował, wyobrażając sobie to, co mu rozkazywał. Dean oczami wyobraźni niemal ujrzał, jak zaciska dłoń na swoim grubym, mięsistym członku i przesuwa nią w górę i w dół, sprawiając, że ten jeszcze bardziej rósł i twardniał.
— Tylko trochę. I to tak, jak lubisz. Ruszaj paluszkami. A nogi rozłóż szeroko. Tak, jakbym tam był i musiał znaleźć między nimi miejsce.
— Kanapa jest na to trochę za mała. Nie wiem, czy by się nie zarwała, jakbyś mnie na niej ruchał — blondyn odpowiedział uszczypliwie w stosunku do mebla, na którym spał i może trochę w stosunku do Harleya, jaki ten był wielki. Jednocześnie skupił się i z głośnym, długim stęknięciem wsunął w siebie palec.
— Więc podciągnąłby cię do samego skraju, oparł twój tyłek o podłokietnik i stanął za nim, rżnąc cię i patrząc z góry, jak kwilisz z wypiętą dupą — odpowiedział nisko mężczyzna i sam sapnął głośniej.
— Rozerwałbyś mnie — Dean odparł drżącym głosem i znowu syknął, kiedy wsunął głębiej palce. — Ale… — zaśmiał się krótko — Straszny zjeb ci się trafił — dodał, mrucząc nisko i podszczypując swoje sutki. — Bo już mam twardą pałkę.
— Na myśl o tym, jak rozerwałbym ci tyłek? Było tego blisko w biurze. Widziałeś, jakiego mam chuja, a i tak się wypiąłeś jak klaczka czekająca na ogiera.
— Raz się żyje… A w klubie były same pizdy albo tchórze — wydyszał, pojękując głośno i poruszając się na kanapie w swojej króliczo-tygrysiej piżamce. — Mmm… ale nie… och, kurwa… nie zrozum mnie źle, nie lubię broczyć krwią jak kobieta w czasie okresu…
— Nie kręci mnie to. Bardziej to, co robisz teraz ze swoim tyłkiem. Wolisz dawać dupy, niż pieprzyć, co? — kontynuował Harley, posapując co raz do słuchawki.
— Pół na pół… Tylko takiego wielkiego… oo… chłopa musiałbym o wszystko prosić — wydyszał Dean i zgiął palce w swoim tyłku, bez problemu znajdując prostatę. Nie był z tych, co tylko sobie trzepią. — O… tak, jest dobrze. Czuję, jak się zaciskam na własnych paluchach.
— Mógłbyś się tak pozaciskać na moim chuju — odmruczał Harley. — Ruchaj się nimi. I stękaj mi do tego telefonu, żmijo, chcę słyszeć, jak ci dobrze. Tylko nie pobudź lokatorów.
— Mmm… sprzeczne sygnały… oo… mi wysyłasz — odparł i zaczął mocniej poruszać palcami, dokładając trzeci po pewnym czasie. Jęczał przy tym do telefonu trochę na wyrost, ale w końcu taka była idea seksu przez telefon. A jemu było dobrze.
Harley też okazywał głośniej swoje zadowolenie i przez chwilę Dean tylko słyszał jego posapywanie.
— Jak twój kutas? Bo mój jest właśnie w swojej najlepszej formie.
— A… nie pytasz o dziurę? — Dean zamruczał nisko i sięgnął dłonią do penisa. Pociągnął go w dół, a ten wrócił na swoje miejsce. — Sprężysty. Nie… umm… nie miałbym nic przeciwko, aby coś go objęło.
— To złap go w tą swoją chudą dłoń i trzep. Ale na równi z jebaniem się palcami. Przyjemność z dwóch stron. I co z tą dziurą? Zmieściłaby mnie teraz?
Dean zamruczał i sprawdził małym palcem.
— Nn… na ścisk. Mocno na ścisk. Mógłbyś mnie najpierw napompowaaa… oo, mmm… — jęknął, zapominając myśli, kiedy zaczął pieścić główkę, masując ją okrężnymi ruchami. — Cie… ciekawe, czy schowałbyś go całego w łapie.
— Sugerujesz, że wszystko mam ponad rozmiar? Nie jara cię to, jak cię przytłaczam? — wysapał Harley, najwyraźniej zbliżając się do finiszu.
— Co? — Dean jęknął trochę za głośno, nie łapiąc kontekstu. Rozmowa na chwilę przed orgazmem była już mocno utrudniona.
Harley zaśmiał się głucho.
— Nic, żmijko. Jęcz, daj mi usłyszeć, jak dochodzisz — wydyszał.
Dean akurat z tym nie miał problemu. Przytulił policzek bardziej do telefonu i pieszcząc się z dwóch stron, z nogą zarzuconą na oparcie kanapy, jęczał i dyszał, zbliżając się do końca. Kiedy trysnął, zasyczał głośno i jękliwie, wzywając kilku bożków przy okazji.
Po drugiej stronie telefonu długo nie słyszał odpowiedzi. Chyba że liczyć głośne dyszenie i wreszcie ostrzejsze syknięcie, gdy Harley najpewniej również osiągnął spełnienie.
I dyszał jeszcze chwilę, po czym rzucił do telefonu:
— Czuj się wyruchany na odległość.
— Jebnął mnie zaszczyt — Dean odparł ciężkim głosem i przytknął do ust swoją dłoń, na której miał spermę. — Mmm, jak cukierek — zamruczał, oblizując z charakterystycznym cmokaniem palce.
Harley zaśmiał się krótko, wciąż nieco dysząc.
— Nie wolno jeść na dobranoc. Ale nie wyglądasz na grzecznego, przestrzegającego norm chłopca.
— Nie? — w głosie Deana było słychać wyraźnie sztuczną skruchę.
— Nie. Ale dzisiaj ci wybaczam. I… do piątku, żmijko. Pamiętaj o bieliźnie — odpowiedział Harley i nie dając mu chwili na odpowiedź, rozłączył się.
Dean wygiął usta w smutnej mince i jeszcze spojrzał na wyświetlacz telefonu, gdzie miał zdjęcie ognia. Uśmiechnął się. Wytarł ślinę z palców o swój tors i przekręcił się na bok. Zamknął oczy, aby usnąć, tak wyjątkowo przyjemnie utulony. Jadąc tu do Marvina, nie spodziewał się, że będzie go czekało tyle ekstatycznej rozrywki…

*

Marvin popijał colę z butelki, siedząc na tylnym siedzeniu samochodu kumpla. Czuł, jak wszystkie mięśnie ma przyjemnie zmęczone po treningu. Przećwiczyli cały układ cztery razy i za ostatnim wyszło bez ani jednego niedociągnięcia. Jeśli tak im się uda na jutrzejszym występie, będzie można to poczytać za spore osiągnięcie. Próba jednak była męcząca, nie robili przerw, by wcześniej skończyć i móc pojechać do Sike Arroyo. Cieszył się więc, że droga zajęła im dwie godziny, bo przynajmniej odpoczął w aucie.
Już dawno minęła pora lunchu, gdy powoli dojeżdżali na miejsce. Z radia w samochodzie płynęła przyjemna muzyka, a o szyby obijały się krople deszczu. Na szczęście jedynie mżyło, ale droga była przez to śliska, więc jechali wolniej.
Po dotarciu na miejsce Dean zaparkował niedaleko domu chłopaka, ale nie w bezpośrednim sąsiedztwie, tylko przy kwiaciarni kawałek dalej.
— Idziecie sami czy wam towarzyszyć? — spytał jeszcze, znając już odpowiedź. Gorzej, jakby mieli rozmawiać z rodzicami chłopaka. Ci zapewne nie wpuściliby go do domu.
— Idziesz — zdecydował Marvin, odkładając na siedzenie butelkę i odpiął pasy. Nim wysiadł, zarzucił na głowę kaptur szarej bluzy, którą miał pod skórzaną kurtką.
— Skąd wiedziałem? — Dean mruknął do siebie, wysiadając ostatni. Opatulił się szczelnie w dwie bluzy i standardowo kamizelkę.
— W ogóle mamy jakiś plan? — spytał Jasper, mając wrażenie, że od wczoraj nadal go nie usłyszał.
— Zobaczymy, czy da się ustalić, czy chłopak jest w domu. Jak jest, to zadzwonimy. Jak otworzą rodzice to… powiemy, że pomyłka. Jak chłopak, pogadamy z nim o problemie. Dean, włącz nagrywanie na telefonie — odparł Marvin.
— A może rzucimy mu czymś w okno? I dopiero zadzwonimy? — zasugerował najstarszy mężczyzna, wyciągając już telefon.
— Dynamitem, mistrzu? — Marvin popatrzył na niego z zarówno powątpiewaniem, jak i lekkim uśmiechem.
— Miałem na myśli kamyk albo szyszkę — blondyn odparł ze zdegustowaną miną.
— Możemy — odpowiedział Marvin i rozejrzał się po dość bogatej okolicy. Markowe sklepy, gdzieś dalej przeszklony biurowiec i zadbane kamienice oraz jednorodzinne domy. Samochody stojące przy drodze też nie należały do najtańszych. Obrazka dopełniała kobieta w garsonce i płaszczyku, z wysokim, smukłym chartem, który chyba dopiero był wyczesany, bo jego jasna sierść lśniła niczym wypolerowane na błysk szkło. — Który to dom?
— Tamten. I któryś z was idzie do drzwi. Ja zajmę się oknem — odparł Dean, po drodze rozglądając się za czymś, czym mógł zwrócić uwagę chłopaka. I tylko chłopaka. Gdyby przypadkiem policja zauważyła, że trójka podejrzanych mężczyzn rzuca czymś w okno bogatego dzieciaka, mogliby mieć problemy.
Marvin poszedł w kierunku wejścia, z rękami w kieszeniach i kapturem na głowie. Wciąż mżyło i nie było specjalnie ciepło.
Stanął pod drzwiami i czekał, a Dean w tym czasie zaczął obchodzić dom w poszukiwaniu odpowiedniego okna. Zza płotu nie było to łatwe, ale w końcu znalazł takie, gdzie świeciło się jak od komputera. Na ścianie wisiały też jakieś plakaty.
Rzucił w okno małym kamykiem. Najwyraźniej Sike, o ile usłyszał stuknięcie, uznał to za większą kroplę deszczu bądź coś niewartego odsuwania się od ekranu. Dean westchnął i pozostawił w takim razie plan na etapie wymyślonym przez Marvina. Wrócił do niego i Jaspera.
— Jest twój.
Marvin spojrzał po dwójce towarzyszy, a potem na drzwi. Nowe, z nazwiskiem mieszkającej tu rodziny, które wyjątkowo źle na niego działało. Zadzwonił do nich i czekali wszyscy w napięciu, mając nadzieję, że to chłopak otworzy. Na szczęście tak się właśnie stało. Ujrzeli nastoletniego chłopaka w wąskich okularach, zaczesanych włosach i zielono-niebieskim swetrze w kratkę.
— Dzień dobry, w czym mogę pomóc? — zapytał uprzejmie.
— Dzień dobry. Sike Arroyo? — zapytał Marvin, a kiedy chłopak potaknął, dodał: — Chcieliśmy porozmawiać w pewnej sprawie zdjęć i filmu homo-seksu, które przetrzymujesz na swoim komputerze. I jeśli nie chcesz rozmawiać o tym na środku ulicy bądź z twoimi rodzicami, proponuję, byś nas wpuścił albo poszedł z nami do jakiejś knajpy gdzieś w okolicy.
Chłopak zrobił większe oczy i zatkał sobie usta. Odetchnął, obejrzał się do wnętrza domu i syknął na Marvina niemalże groźnie:
— Skąd o tym wiecie?! — Dopiero po chwili ściągnął mocniej brwi i przyjrzał się im uważniej. — To wy jesteście na tym filmiku i tych zdjęciach.
— Brawo, geniuszu — burknął Jasper i sięgnął do środka, łapiąc za brzeg drzwi, aby chłopak się nie cofnął i im nie uciekł. — Musimy pogadać na osobności, chyba że wolisz dodatkową dyskusję z twoimi rodzicami o tym, że tak dobrze kumplujesz się z wujkiem.
Sike wykrzywił kształtne usta w niesmaku i rzuciwszy każdemu z trójki nieufne spojrzenie, sięgnął po buty.
— Moment — mruknął, ubierając się. — Mamo! To kumple, będę potem! — zawołał w głąb domu bardzo głośno, a gdzieś z piętra, mocno stłumiony, kobiecy głos odpowiedział „Okej!”.
Sike więc ubrał jeszcze kurtkę z futerkiem w kapturze i wyszedł.
— Tam — mruknął, wskazując na kawiarenkę na rogu.
Jasper skinął głową na zgodę, a Dean podziękował bogom pod nosem. Zaczął już marznąć, no i nie lubił deszczu, a ten był coraz mocniejszy.
Przeszli przez ulicę, nic do siebie nie mówiąc. Sike prowadził, zupełnie się nie garbiąc, mimo że najpewniej masę czasu spędzał przed książkami i komputerem.
Weszli do kawiarenki i przeszli na jej tyły, gdzie każdy stolik był odgrodzony dużymi, doniczkowymi kwiatami, które zapewniały nieco prywatności.
— Najpierw zamówienie — mruknął chłopak do całej trójki, gdy zaczęli pozbywać się wierzchnich ubrań. Powiesili je na zgrabnym wieszaku, który stał tuż obok stolika.
Całe pomieszczenie było utrzymane w ciemnozielonych i szarych kolorach. Stoliki były postarzane, a krzesła miały powyginane nóżki. Coś im mówiło, że w menu nie znajdą cen podobnych do tych, do jakich byli przyzwyczajeni. Od razu widać było, że to nie najtańsza kawiarnia w okolicy.
— Dają tu kakao? — wypalił Dean, patrząc na chłopaka bez kpiny, a ten od razu zauważył jego zęby, kiedy mężczyzna przygryzł dolną wargę z podekscytowania.
Jasper przewrócił oczami. I to był ten profesjonalizm, tak?
Sike spojrzał na Deana z powątpiewaniem i przytaknął.
— Nazywają to tu gorącą czekoladą, ale tak. Dają — odmruknął i usiadł.
Gdy reszta też to zrobiła, od razu, w mgnieniu oka, zjawiła się przy nich kelnerka. Chłopak pierwszy poprosił o mocne espresso, a Marvin tylko szklankę wody z cytryną i lodem. Dean zażyczył sobie właśnie tę gorącą czekoladę z bitą śmietaną, a Jasper darował sobie cokolwiek. Chciał po prostu zrobić to, po co przyszli i wrócić do domu.
Kiedy tylko kobieta się oddaliła, Marvin skierował swoje przenikliwe oczy na chłopaka.
— Ile masz z tego profitu, dzieciaku? I czy w ogóle wiesz, że to średnio legalne, co robisz?
Sike possał z zamyśleniem swoją dolną wargę i wzruszył ramionami.
— Skąd w ogóle wiecie, że to ja? Wujek wam raczej nie powiedział — rzucił, zamiast odpowiedzieć na pytanie.
— Tym, że wiesz, o czym mowa, też bynajmniej sobie nie pomagasz — wtrącił się Jaz. — I tak naprawdę możesz dostać tyle samo co twój wujek, plus zupełnie zjebaną przyszłość.
— Albo, jak nie będziesz współpracować, to spalimy ci dom — dodał Dean mimochodem, przeglądając menu. — Znaczy ja, oni o tym nic nie będą wiedzieć.
Jasper spojrzał na piromana i pokręcił głową z lekkim niedowierzaniem. Sike za to ściągnął brwi w lekkiej konsternacji.
— Spalić? I kto tu mówi o dostawaniu ileś tam za jakieś tam wykroczenie? Za sfajczenie mojego domu to byście z paki nie wyszli — mruknął poważnie. Cały czas obserwował ich z dużym dystansem, ale i swoistą pewnością siebie osoby, która wierzy we własne możliwości i wie, jak negocjować.
Wcześniej beztroskie spojrzenie Deana po tych słowach nabrało surowej powagi.
— Słodki, wiem ile bym dostał za spalenie twojego domu, samochodu twoich starych i twojego. Plus, jakbym miał iść siedzieć, to łatwiej sobie tam poradzę niż ty w poprawczaku z taką ładna buzią. — Uśmiechnął się podle, po czym zlustrował go niejednoznacznym spojrzeniem. I gdyby tego było mało, Sike poczuł pod stolikiem na łydce jego stopę.
Cofnął szybko nogę i poprawił okulary.
— Nie dotykaj mnie, ostrozębna poczwaro, bo zgłoszę na policję zarówno to, że mi grozisz, jak i że mnie molestujesz. A przy okazji zdjęcia twoich kumpli wyjdą na jaw i masa tłustych, samotnych pedałów będzie sobie zwalać na ich wydrukowane fotki, oglądając to marne porno, jakie z nimi kumpel wujka nakręcił.
Po całej tej przemowie Marvin był aż w szoku, że dzieciak jest taki wyszczekany. Przesunął się na kanapie w jego stronę, złapał go za krocze i ścisnął boleśnie, równocześnie szepcząc mu do ucha:
— Jeszcze raz zagrozisz mojemu kumplowi, a stracisz jajka. Eunuchów w poprawczaku zapewne traktują podobnie jak cweli w pierdlu.
Sike zakwilił krótko i wbił w Marvina pełne złości spojrzenie.
— Puść — syknął cicho.
— Rączki przy sobie — odparł Marvin, cofając dłonie i pokazując je chłopakowi, jakby chciał udowodnić, że nie trzyma w nich wyrwanych mu jąder, po czym wrócił na swoje miejsce.
Dean już miał coś powiedzieć, ale na horyzoncie pojawiła się kelnerka z ich zamówieniem. Aż się uśmiechnął, a ona się zawahała. Podeszła jednak i rozstawiła zamówienia na stoliku. Dean od razu zabrał się za wyjadanie bitej śmietany.
— No, dobra, a tak serio… — mruknął, kiedy w końcu zostali sami. — Każdy pokazał, jak jest silny, bla, bla, bla… Mm, niezłe to — skomentował gorącą czekoladę. — Ale co ty z tego w ogóle masz? Płaci ci za sprzęt komputerowy?
Sike zamieszał swoją kawę, gdy już nasypał do niej cukru i odpowiedział:
— Między innymi tak. Ale to nie twój interes, co z tego mam. Mam i już. Wokół tego się świat kręci. Każdy robi na siebie, jak może — wygłosił z pewnością w głosie.
— Cudzym kosztem. Zjebaniem innym życia? — Marvin popatrzył na niego z niechęcią.
— Mm… — Sike oblizał łyżeczkę i odpowiedział spojrzeniem. — Selekcja naturalna?
— Och, to pewnie dlatego najliczniejszą nacją teraz w Stanach są Indianie — Dean zakpił z pochodzenia chłopaka, a on ściągnął brwi i wycelował w niego łyżeczką.
— Pieprz się.
— Z chęcią, ale nie z tobą, jesteś za młody. Jeszcze by mnie oskarżyli o jakąś pedofilię. I wiesz, wolę duuuuże. — Zaśmiał się na koniec, mrużąc oczy.
Jasper postanowił przejąć rozmowę, bo zaczęła przypominać według niego przepychanki na szkolnym korytarzu.
— Ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, że to jest karalne? A jeśli nawet cię to nie rusza, bo jesteś lepszy od policji, to co? Twoich rodziców nie obejdzie, że masz na komputerze czyjeś filmy porno? Że współpracujesz ze swoim wujkiem, którego, z tego co wiemy, nie za bardzo lubią?
— Nie uwierzą wam. Zdjęcia i film mam zabezpieczone w takim miejscu, że mi tego nie udowodnicie.
— Czyli dla bezpieczeństwa, masz to tylko u siebie? — dopytał się Marvin.
— I wujek jeszcze ma — odparł Sike i napił się kawy, a mężczyzna zanotował, że w takim razie filmik i zdjęcia znajdowały się tylko na dwóch komputerach. Jeśli udałoby się im pozbyć przez Patsy’ego tych od Orvela, to wystarczyłoby skasować te Sike.
— Och, a na Internecie? Wiesz, chcemy wiedzieć, gdzie chowasz pierścień — dodał Dean, siorbiąc swoją czekoladę.
— Pierścień? — Jaz zerknął na niego pytająco.
— Oj, sugestia do Władcy Pierścienia i tego, że trzeba go zniszczyć. Co wy tu oglądacie, że takich rzeczy nie kojarzysz? — fuknął ze sztucznym oburzeniem.
— W Internecie łatwiej ulec atakowi hakerów. Więc mam to… No, nawet nie na kompie, na dysku osobnym — wyjaśnił Sike, ignorując ich krótką wymianę zdań.
Marvin napił się swojej wody, obserwując go i starając się znaleźć w nim jakiś słaby punkt. I miał nadzieję, że nagrywanie na komórce Deana było włączone.
— I pewnie wszystko tak pozabezpieczane hasłami, że nie da się znaleźć dziury w całym i na przykład połączyć ciebie z Orvelem? — Jaz pytał dalej.
— Aha. Przesłana od niego wiadomość z tymi zdjęciami i filmem już nie istnieje. Mam to osobno, więc… No, nic na mnie nie macie. — Sike uśmiechnął się do nich swoim ładnym uśmiechem z prostymi, białymi zębami, a Marvin miał mu je ochotę wybić. Mógł się założyć, że podobnie jak Orvel, ten dzieciak potrafił grać porządnego, miłego człowieka, a w środku był zdegenerowany do cna. Przez to aż zaczął dopatrywać się w nim podobieństw wizualnych.
— Powiedz mi, Sike, gdzie się wybierasz na studia? Pewnie jakaś niezła uczelnia? — rzucił znad szklanki wody.
— Harvard… Yale…? — Sike wzruszył ramionami, nie widząc związku tego pytania z ich dotychczasowym tematem rozmowy.
— I pewnie tam są te całe rozmowy wstępne. — Dean idealnie zagrał głupka, natychmiast podłapując, do czego zmierza przyjaciel.
Jasper prychnął pod nosem, idąc śladem towarzyszy.
— Wszędzie na te dobre uczelnie są. I jeszcze prześwietlają człowieka, czy pasuje do kanonu. A taki Indianin pewnie bardzo ładnie by im pasował.
— Chyba że by się okazało, że sam się wyśpiewał, że ma na komputerze pliki, którymi szantażuje niewinnych niczemu tancerzy z gejowskiego klubu — Dean nadal luźnym tonem mówił, jakby do siebie, mieszając czekoladę.
— Tego ostatniego nie musiałeś dodawać — jęknął za to Jasper.
— Ale to dość istotne — wtrącił się Sike z pewnym siebie, łudząco przypominającym ten Orvela, uśmiechem. — Bo kto prędzej uwierzy trójce pedałów z jakiegoś wypizdowa, zamiast wzorowemu uczniowi ze stolicy stanu, który jeszcze nigdy nie dostał upomnienia czy mandatu za złe parkowanie?
— Myślę, że ten, kto będzie widział, że mają dowód — dodał Marvin i skinął Deanowi głową. — Nagrało się?
Mężczyzna sięgnął pod stolik, gdzie, jak się okazało, na kolanie trzymał telefon.
— Mhm. Wszystko. I nawet bateria mi nie padła — zakomunikował ze szczerym, radosnym uśmiechem. — A i nie martw się, mam stały kontakt z lekarzem, więc moje groźby nie są w pełni wiarygodne. Wiesz, objaw, z którym wciąż walczę. — Pokiwał głową z udawanym smutkiem.
Sike otworzył szeroko oczy, a Marvin dodał:
— Szkoda by było, gdyby to nagranie wpadło w ręce władz uniwersytetów, na jakie się wybierasz…
— Nawet się nie ważcie! Zniszczycie mi życie! — Sike podniósł głos oraz tyłek z siedzenia.
Jasper spojrzał na kochanka.
— Jakoś dziwnie znajomo mi to teraz brzmi. Nie słyszałeś tego kiedyś? — spytał z kpiną w głosie i zwrócił się do chłopaka: — Jakoś przed chwilą tobie nie przeszkadzało, że nam zniszczysz życie.
— Nie ja, tylko wujek. Ja na tym tylko zarabiam! — syknął chłopak i znowu usiadł, po czym spojrzał w oczy Deana. — Skasuj to.
Ten prychnął pod nosem.
— Raczysz żartować, już mmsik poleciał fruuu, jest bezpieczny pliczek. — Znowu przymilnie i sztucznie się uśmiechnął. — Mamusia z tatusiem będą dumni z syncia.
Sike pobladł gwałtownie, a Marvin już czuł, że wygrali. No, chyba że chłopak był desperatem. Najwyraźniej jednak miał mózg, bo odpowiedział z wyraźną niechęcią:
— Dobra. Znajdźmy jakieś porozumienie. Ja skasuję co mam na was, wy to, co macie na mnie.
Dean spojrzał na Marvina krótko.
— Jak myślisz?
Nim ten odpowiedział, wtrącił się Jasper.
— A ja mam pomysł taki… Ty skasujesz to, co masz na nas, a my sobie to zachowamy, na wszelki wypadek, jakbyś kiedyś jeszcze planował jakieś debilizmy, przez które sam na własne życzenie rozjebiesz sobie życie i dobrą przyszłość.
— Chuje — burknął Sike, najpewniej czując, że i tak nie ma wiele do gadania.
— Ach, i jeszcze jedno. Nie mów przypadkiem wujkowi, że to skasowałeś. Jeszcze gotów zrobić sobie kopię, a musimy jeszcze nim się zająć. Dlatego nagranie nam się przyda, na wszelki wypadek — dodał Marvin. — A teraz idziemy kasować. Chcę to widzieć.
Sike zerknął szybko na zegarek na ręce.
— Mama wychodzi za kwadrans. Dopiero wtedy możemy — rzucił, patrząc po nich z wyraźną irytacją, wywołaną przegranym pojedynkiem. Wyglądał zupełnie jakby stoczył partię szachów, a nie rozmawiali o szantażu i innych nielegalnych postępkach.
— To nawet dobrze. Możesz postawić nam jeszcze jedną, gorącą czekoladę. Była pyszna — wtrącił Dean, skrobiąc łyżeczką po pustym dnie. — I opowiedzieć, o co chodziło z tym całym… jak to było? „Jak nie wpiszę hasła, to sam się wyśle”. To co? On ma to na necie?
— Mówiłem wam. Nie trzymamy tego na necie, bo zbyt łatwo się do tego dostać taką drogą. Bezpieczniej oddzielnie — mruknął Sike, dopijając do końca kawę.
Marvin miał jeszcze pół szklanki wody, którą podsunął pytająco do Jaspera, ale ten podziękował, że nie chce.
— Czyli co? — Jaz zaciekawił się tym tematem. — Koleś blefował, że to samo wypłynie, jeśli tego nie zatrzyma?
— Nie mam pojęcia, co wam mówił. Wyglądam na wieszcza? Zawsze to trzyma na dysku, tak jak ja.
Marvin odetchnął z ulgą. Zatem wystarczyło pocisnąć Patsy’ego. Już wiedział, że zadzwoni do tego przegiętego ciotka, kiedy tylko zobaczą, jak materiały znikają z dysku Sike.
— Mamy nadzieję, że nie blefujesz, bo jeśli tak, to czeka cię jednak praca wieszcza… w jakimś parku narodowym. Będziesz dzieci straszył indiańskimi legendami — wtrącił Dean i zamówił sobie kolejną, ciepłą czekoladę.
Sike rzucił mu pełne niechęci spojrzenie. Najwyraźniej wiedział, kiedy ma przestać iść w zaparte. Marvin więc ostatecznie uważał, że dobrze, że trafili na chłopaka z głową, a nie idiotę, który będzie kozakował do końca i narobi jeszcze więcej chaosu niż już był.
Spojrzał na Jaspera i mimowolnie uśmiechnął się do niego. Czuł, jak połowa ciężaru spada mu z serca.

15 thoughts on “No Exit – 22 – Wyszczekany szczeniak z ambicjami

  1. Katka pisze:

    Basia, jakby Harley zareagował… może się niebawem dowiesz, hehehe ;) Swoją drogą fajnie widzieć komentarz pod NE :D Ach wspomnienia. Pozdrowionka!

  2. Basia pisze:

    Witam,
    sex telefon, mmm ciekawe jak Harley zareagował by na widok jego „seksownej” piżamki, no i coś wskórali, szkoda, że nie odpowiedzieli mu tym samym „selekcja naturalna”….
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Saki, trzymamy za słowo, będziemy czekać na arcika :D Fajnie w ogóle, że Cię aż tak zainspirowało, że zapragnęłaś rysować :D To mega miłe. I trzymam kciuki za Twoje dotrwanie, ale jak nie, to rozdzialik będzie czekał ;)

  4. saki2709 pisze:

    Shivunia, jutro go Wam wyślę, jak nie zapomnę (ale raczej będę pamiętać), bo dzisiaj nie mam jak zdjęcia zrobić, a Wy już ocenicie, czy nadaje się do publicznego pokazania. Nie mogłam się powstrzymać i po prostu musiałam go narysować. A jak to wyszło, to już inna sprawa.
    Super, że będzie ten casting. Już się nie mogę doczekać.
    A macanko jasna sprawa, że lepsze, ale jak nie możliwe do zrealizowania, to telefon też dobry :)
    Jeszcze godzina do PD. Ciekawe czy dotrwam…

  5. Shivunia pisze:

    Saki >> POKAŻ, jak nie chcesz pokazywać wszystkim, to pokaż chociaż nam! Możemy nie wstawiać na bloga jak nie chcesz :D Ale ja chcę zobaczyć :D
    A co do komentarza, nie ważne kiedy, ważne że jest, to się dla nas najbardziej liczy. Też uważam, że seks telefon był hot. Ogólnie wole macanko, ale to wyszło zaskakująco fajnie (ah bycie skromnym). Casting… będzie. Nie powinnam chyba tego mówić, ale w końcu nie powiedziałam co się na nim wydarzy, więc czuje się usprawiedliwiona. Co do sprawy z Orvelem… to wszystko już niedługo się okaże. Ale co by podtrzymać napięcie nie puszcze pary z ust :D I dzięki za takie ciepłe uczucia do Deana :D :D :D Cieszy mnie i jego ta przychylność :D
    Dzięki za komcia :*

  6. saki2709 pisze:

    Komentarz z opóźnieniem, ale cóż, chyba się zdążyłyście przyzwyczaić, że ją tak często mam.
    Ten seks-telefon był gorący.
    Nie mogę się doczekać tego kastingu. Mam nadzieję, że nie zostanie pominięty.
    Nareszcie coś ruszyło w sprawie Marvina i Jaza. Wszystko jest na dobrej drodze ku zamknięciu tej nieciekawej sprawy. Gówniarz wkurzający i jego szczęście, że odpuścił. Jeszcze tylko Patsy’ego trzeba namówić, żeby usunął zdjęcia i filmik z kompa swojego kochasia i będzie cacy. Chyba że gowniarz ściemniał i serio filmik jest ustawiony na dodanie. Niczego nie można być do końca pewnym.
    A Dean’a uwielbiam w każdej sytuacji (wyłączając te, w których się pcha do łóżka Marvinowi i Jazowi; mam wtedy mieszane uczucia).
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Pozdrawiam i życzę weny :)
    Ps. Narysowałam Dean’a, ale się wstydzę go wysłać, bo mi brzydko wyszedł…

  7. Katka pisze:

    Porebula, hehe, to dobrze, że Marvin i Jaz się wyrobili wg Ciebie. Ale zapewniam, że jeszcze się u nich podzieje ;)

  8. porebula pisze:

    Katka, ja jednak nie przez rozdzily nie mysle tylko przez mala ilosc tlenu w pokoju… glupi komin… A Jaz i Marvin teraz sa spoko… tylko wtedy jak Marvin sie puszczał na prawo i lewo a Jasper nic z tym nie robil mnie wkurzali… A ja i tak wiem ze Dean zostanie i chyba nawet wiem jak ! Jak z ukrytą prawdą!

  9. Katka pisze:

    O., widzisz, tym razem nie było rozłamu u Rynny, jest wręcz u nich bardzo dobrze. Także progres jest. A Dean fizycznie nie chciał wystraszyć siostrzeńca, bo chyba uznał, że jednak bardziej wystraszy się groźby podpalenia XD Też niestety trudno było zdziałać coś innego w miejscu publicznym. Ale ważne, że zadziałało. Ale spokojnie, Dean i Harley jeszcze na pewno się spotkają :)

  10. O. pisze:

    Ou, zazwyczaj w okresie urodzinowym jest FDTS ale miła odskocznia jest xD (zazwyczaj Rynna jakiś „upadek” przechodziła ;((( )
    I jakże mi miło, że w moje urodziny nie było jakiejś trójkątowej akcji! Dean dziękuję, że jak Tygryski się kiziały Ty poszedłeś jeść, super prezent <3333 Serce me spokojne było xD
    Szkoda, że Dean jakoś fizycznie nie chciał siostrzeńca wystraszyć, np zmolestować xD Dom niech w ostateczności podpala :D
    I rozmowa była kochana ;D Choć liczyłam, że Dean jakoś dotrze do Harley'a ;D

  11. Katka pisze:

    Bebok, yey, fajnie, że Dean i Harley zdobywają przychylność, hehe. I dokładnie tak, połowa kłopotu z głowy. Teraz to się tylko wziąć za problem główny i może wreszcie będą wolni :)

    Kaczuch_A, znajomość rozwija się w sumie w szybkim tempie, bo panowie dopiero się poznali, ale widzę, że Wam to nie przeszkadza. Dobrze, dobrze XD A Deanek i Montana… no cóż, nie ma po co wracać, ale też nie ma do końca po co zostać. Chociaż… zobaczymy, czy to się zmieni. I widzę, że Sike wzbudził w Tobie mordercze zapędy XD W ogóle mi się wydaje, że w No Exit sporo jest takich postaci… Wielu z Was podobnie się wypowiadało o Orvelu, Patsym czy Karlu. Normalnie same wredne mendy XD Hahaha, czcij Deana, czcij, na pewno nie będzie miał nic przeciwko XD porąbani ludzie przyciągają.

  12. kaczuch_A pisze:

    Co mogę powiedzieć na temat tego rozdziału to: Dean i Harley~! Brawo za rozwijającą się znajomość, bardzo mi się to podoba. I Dean, nie wróci do Montany, na taki obrót spraw kategorycznie się nie zgodzę, nie ma mowy. Reszta rozdziału wzbudza we mnie promyki nadziei, że wreszcie całe to indiańskie wpierdzielanie się w pożycie seksualne zbyt seksownych samców się zakończy. Temu łebkowi miałam ochotę rozwalić głowę o beton, albo baseballem mniejsza czym, nie lubię takich bogatych cwaniaczków, któremu to nikt nie może podskoczyć. Mam smaka na gorącą czekoladę~! Dean jesteś tak porąbanym facetem, że chyba popadam w uwielbienie na twoją cześć~! xDDD

  13. Bebok pisze:

    O ja cie! Ale dawno nie miałam czasu…
    Dean i Harley <3<3<3 Nie mogę doczekać się ich kolejnego spotkania ;D
    Połowę kłopotu chłopcy mają prawie z głowy ;d Nareszcie coś się rusza w tej sprawie ;)

  14. Katka pisze:

    Porebula, oj tam, chłopak jest mądry, ale nie przemyślał sytuacji do końca XD A Dean chyba dla dość sporej liczby czytelników jest taką dobrą alternatywą, gdy nie przepadają za główną parą. Ale niestety jego też nie możemy Ci oddać XD Ale to chyba niezbyt dobrze, że Twój mózg nie działa po naszych rozdziałach, tak być nie powinno. Ba, powinnyśmy pobudzać Twoją wyobraźnię i takie tam… no ale mówi się trudno XD

  15. porebula pisze:

    Łuu siusiek to debil! Myślałam że mądrzejszy będzie… W tej rodzinie to sami idioci czy co…? Ok… Sena mi nie oddacie to może Deana? Hę? ^^ Dean jest jak Pszemek… ( głos w mojej głowie który pomaga…) Ostatnio coś czytałam i sie dre:
    „Boze kochasz mnie?”
    „Nie”
    „Pieprz sie”
    „Chętnie”
    I to wcale nie jest dzinie ze moje myśli nazwałam Pszemek i wyobrazam go sobie jako murzyna… wcale…
    ” Miałem na myśli kamyk albo szyszkę” przeczytałam szynke… a potem wyobrazilam sobie Deana rzucajacymi szynkami w okno… Nie czytam was więcej w nocy… Nie. I mówiłam, że kocham Deana? Bo przed nim to bylo coś w stylu ” Dziwka, Dziwka, Głupi Jaz, Dziwka, Hurra razem, Więkasz Dziwka, och umrzycie” a potem przyszedł Dean!! I kocham go, no! No…
    „— Albo, jak nie będziesz współpracować, to spalimy ci dom — dodał Dean mimochodem, przeglądając menu. — Znaczy ja, oni o tym nic nie będą wiedzieć.”
    To jest piękne :) a… bo wiess oglądałem wcsorqj pogode i mówili ze zimno bedzie to moze spale ci dom, co? Moj mózg już chyba nie działa… zawsze po waszych rozdziałach mi nie działa… albo nigdy nie działa, a po was idzie to po prostu odczuć… jestem debilem, sory…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s