Fire Dragon Tattoo Studio – 206 – Doceniać to, co się ma

Joe wynajmował niedawno wyremontowane mieszkanie. Było całkiem obszerne, ale wciąż dość puste. Widać też było, że mieszka tu od niedawna albo zwyczajnie był uporządkowany i ascetyczny. Jason dziwnie w to wątpił, więc zakładał, że za jakiś czas będzie tu większy nieporządek. Póki co jednymi oznakami życia były ślady po kubkach z kawą na blatach, leżące gdzieniegdzie teczki ze zdjęciami, buty w przedpokoju i… w sumie tyle.
— Jasne ściany — zauważył Jason, gdy półtorej godziny po spotkaniu wszedł do środka, pozbył się butów i oglądał mieszkanie.
Ściany były białe i w dużej mierze puste. Ale czego nie można było odmówić Joe, to dobre oświetlenie domu.
— Nie zdążyłem przemalować — wyjaśnił fotograf, wrócił się do niego, bo na chwilę zniknął z pola widzenia i cyknął mu znienacka zdjęcie.
Jason ściągnął brwi.
— Szybko bierzesz się do meritum. Z facetami też tak robisz? — zażartował, wchodząc głębiej i ignorując sprzęt, który gospodarz dzierżył w dłoni.
— Czasem.
— Więc jesteś gejem.
— Tak — odpowiedział prosto Joe i znowu zrobił zdjęcie, a potem powiesił aparat na szyi. — Napijesz się czegoś?
— Coś zimnego masz?
— Naleję ci soku z lodówki.
Gospodarz podążył do kuchni, która otwarta była na salon. Zabawne, że sam salon był naprawdę spory za to kuchnia maleńka. Jason się tam nie pchał, bo czuł, że we dwójkę by się nie zmieścili. Przystanął więc przed jasnym blatem z szaro-czarnego marmuru i obserwował Joe’ego.
— Tamten przyjaciel, dla którego robiłeś tatuaż. To twój były?
— Tak.
— Okej. Mam nie wnikać?
Joe odwrócił się do niego ze szklanką z sokiem i postawił ją przed nim. Po tym cofnął się dwa kroki, opierając o drzwi lodówki i zrobił pijącemu Jasonowi kolejne zdjęcie.
— To nie jest tajemnica. Nie jesteśmy już razem, bo jest chory. Był żołnierzem, po powrocie z Iraku skończył w szpitalu psychiatrycznym. Nie zawsze mnie poznaje.
Jason skrzywił się i odstawił szklankę. Chyba jednak nie powinien wnikać. Ale teraz bardziej rozumiał przesłanie orła, którego Joe miał na plecach. Takie tatuaże lubił. Mające historię, tworzące swego rodzaju dzieło pamięci.
— Więc zrobiłeś to bardziej dla siebie, by go upamiętnić? — zapytał, sięgając po paczkę papierosów do kieszeni, ale wpierw zapytał spojrzeniem, czy w ogóle może. Joe skinął na zgodę, więc zapalił.
— Trochę. Ale traktuję to bardziej jako obrazowe epitafium.
— Uuu… nie skreślaj go tak. Dalej żyje, mogło być gorzej — mruknął Jason z papierosem w ustach, chociaż nie był pewien, co sam by wolał. Być martwym, czy siedzieć w szpitalu dla czubków. Chyba to pierwsze.
Joe nie odpowiedział. Zrobił tylko kilka kolejnych zdjęć. I to całkiem sporo. Chyba uznał palącego Jasona za coś godnego uwiecznienia na zdjęciach. Niespodziewanie jednak podjął temat kilkanaście minut później, kiedy przenieśli się do innego pomieszczenia, przeznaczonego na sesje fotograficzne, a Jason zmienił ubrania na bardziej luźne i wzbogacone o ćwieki.
— Mówiłeś, że ty też masz kogoś, tak?
— Mhm — przytaknął Jason, przysiadając na krzesełku barowym. W tle miał białą ścianę, przed sobą wielkie lampy, białe parasole i wiatrak, który na szczęście był wyłączony. W innym wypadku już kompletnie by zwątpił w to, co robi, gdyby coś dmuchało mu w twarz, aby rozwiać mu włosy.
— Powiedz coś o nim — zachęcił go Joe, ustawiając aparat i zaczynając robić zdjęcia.
Jason, który naprawdę luźno się przy nim czuł, nie siedział sztywno, tylko przekręcał się co raz i zmienił pozycję.
— Nazywa się Alex, jest Anglikiem, mieszkamy razem. Młodsza dupa — dodał z ochrypłym śmiechem, przy czym od razu został sfotografowany.
— Czym się zajmuje?
— Nieruchomości. Prowadzi firmę z bratem.
— Kochasz go?
— Jasne.
— Więc wolałbyś go w szpitalu psychiatrycznym czy w grobie?
Słowa wypowiedziane takim tonem, jak poprzednie pytania, spokojnym, wyważonym, mimo to wywołały u Jasona uczucie, jakby dostał wielkim młotem prosto w brzuch. Cmoknął kilka razy między zębami. Joe w tym czasie zmienił swoją pozycję i sfotografował go od drugiej strony.
— Wolałbym go w swoim łóżku, zdrowego i żywego — mruknął w końcu tatuażysta.
— To nie jest odpowiedź.
— Kurwa, Joe, nie wiem. Wiesz, że to jedno z tych pytań w stylu „wybierz jedno z trzech: miłość, zdrowie, pieniądze”. Nie mam pojęcia. Jakby skończył w szpitalu, byłaby jeszcze jakaś nadzieja. Martwych wskrzeszać się jeszcze nie da — odpowiedział w końcu ciężkim tonem, bo wcale mu się nie podobały te rozważania. Alex w psychiatryku, niewiedzący, kim jest jego kochanek. Zamknięty jeszcze bardziej niż wtedy, jaki był, gdy się poznali. Tego by nie umiał pokonać.
— Masz rację. — Joe wyprostował się i zaczął zmieniać coś w aparacie. — Ale zwykle ta nadzieja jest złudna. Dla nas byłoby to jednak bardziej zadowalające niż śmierć partnera. Ale jak myślisz, co on by wolał?
Jason zaśmiał się sucho.
— Pewnie umrzeć.
— Hunter pewnie też wolałby umrzeć — odpowiedział Joe i wrócił do fotografowania. — Więc egoistyczne z mojej strony byłoby cieszenie się, że jednak żyje, mimo że w taki sposób. Wiem, że wolałby inaczej skończyć, a i tak uśmiecham się za każdym razem, gdy znowu go widzę. Czasem wydaje mi się, że to podłe z mojej strony.
Tatuażysta ściągnął brwi, po czym przesunął dłonią po włosach i wstał z krzesełka.
— Daj spokój, nie może być podłe to, że cieszysz się na widok kolesia, którego kochasz — prychnął, uśmiechając się lekko, ale czując też lekki uraz do Joe, że zmusił go do wyobrażenia sobie Alexa w pokoju bez klamek. Cholera, w takich momentach przekonywał się, że miał więcej, niż czasem doceniał. Już wiedział, że dzisiaj zrobi swojemu facetowi dobrze za wszystkie czasy. Nie wypuści go z łóżka jutro do południa. — A teraz przerwa. Odwróć się, zobaczymy twoje plecy. Ma być cacy, żeby Hunter miał się czym jarać, jak wydobrzeje.
Joe chwilę patrzył mu w oczy, jakby zastanawiając się, czy jest to dobry moment, ale w końcu skinął głową i poszedł odłożyć aparat. Zostało jeszcze sporo zdjęć do zrobienia, ale wiedział, że lepiej być do tego rozluźnionym, co temat rozmowy dość mocno nadszarpnął. Choć według fotografa, Jason Rebel w każdym stanie był genialnym obiektem…

*

Lenny trzasnął drzwiami, wchodząc do mieszkania. Rzucił kurtkę na wieszak i idąc do kuchni, zaczął szarpać się ze swoimi włosami. Ryan akurat wygrzebywał z puszki jedzenie do miski Jaya. Kot krążył wokół niego niecierpliwie, usiłując już wepchnąć pyszczek do naczynia.
Lenny ominął ich i w końcu z szarpnięciem puścił zaplątaną w jego włosy gumkę. Mruknął jeszcze coś pod nosem i jak tylko wyjął puszkę piwa z lodówki, poszedł do salonu, zupełnie olewając Ryana. Nie był bynajmniej na niego zły, ale nie chciał wyżywać się na nim za swój zły dzień. Nie rozumiał, jak ludzie mogą być tak tępi. Dwóch kolesi, którzy mieli im dziś dodatkowo pomagać… przyszli na zadanie nawaleni, śmierdziało od nich z daleka browarem, a jeden ledwo trzymał się na nogach. Kłótni, użerania się z nimi, zawracania dupy było już co nie miara, a do tego wszystko musieli zrobić w mniejszym składzie. Miał dość.
Ryan uniósł brwi, widząc zachowanie kochanka. Wypakował resztki jedzenia dla kota.
— Na zdrowie, Jay — mruknął do niego i wstał.
Wyrzucił puszkę do przepełnionego kosza. Obok na szafce stał wielki, pięciokilogramowy słój z Nutellą, którą Lenny dostał dwa dni temu na trzydzieste urodziny. Oczywiście już się do niej dorwał, ale na szczęście wielkość zawartości sprawiała, że nie było widać ubytków.
Wszedł do salonu w poszukiwaniu swojego kochanka. Lenny siedział na kanapie, gapiąc się w niewłączony telewizor i popijał piwo. Włosy śmiesznie sterczały mu na bok, potargane przez szarpanie.
— Co jest? — zapytał Ryan, podchodząc i siadając obok niego na kanapie. Trochę się obawiał, że to przez ostatnie spotkanie z matką albo jakiś kryzys, że dwójkę na początku zastąpiła trójka.
Lenny napił się jeszcze łyka, potem zgniótł puszkę w dłoni.
— Kontroluję się, kurwa — syknął, biorąc głębszy oddech, aby swoje słowa wcielić w życie.
— I powiesz mi, co się stało, czy masz ochotę rozgnieść coś większego? — spytał Ryan, patrząc wymownie na puszkę.
Lenny spojrzał na niego zielonymi ślepiami, jakby miał ochotę kogoś zabić.
— Coś większego. Najlepiej, kurwa, czyjąś jebaną czaszkę. — Był w naprawdę podłym nastroju. Dawno jego praca tak go nie wkurwiła i może trochę przesadzał, ale jego nastrój był skrajnie zły. Najgorsze, że kolesie pyskowali co nie miara, a on zwyczajnie miał ochotę ich tam pobić. Wiedział, że nie może, bo jeszcze jakiś debil wezwałby gliny i wróciłby do pierdla.
Ryan zmarszczył brwi, widząc, że coś naprawdę musiało jego kochanka zirytować, a on sam wiedział, że wtedy ciężko było do niego trafić. Ale, kurwa, był jego chłopakiem! Chciał mieć wgląd w jego życie i móc go jakoś wspierać.
— To co się stało?
Lenny warknął coś pod nosem i zbył to machnięciem ręki, wstając.
— Jest coś do żarcia?
— Zimna pizza w lodówce — odparł Ryan, patrząc za nim. — I może nie zauważyłeś, ale dalej nie powiedziałeś mi, skąd masz takie urocze samopoczucie.
— Co cię to? — usłyszał w odpowiedzi, a zaraz potem rozległ dźwięk głośno zamykanej lodówki. Mulat naprawę cenił sobie towarzystwo Ryana… tylko nie umiał pojąć, czemu chłopak nie może czasem odpuścić.
— Uuu, jesteś coraz milszy — rzucił ten w stronę kuchni, marszcząc brwi i podkulił jedną nogę na kanapie sięgając po pilota. Był w samych jeansach, boso, więc widać było na jego ciele ostatnio zrobione przez mężczyznę malinki. Noc, kiedy Lenny miał urodziny, świętowali bardzo… namiętnie, jakby Lenny chciał udowodnić, że wciąż tyle w nim wigoru ile w nastolatkach. Ryan nie dość, że zrobił mu długiego i całkiem dobrego jak na swoje możliwości lodzika, to później został mocno przeruchany. Dwa razy. Z licznymi pocałunkami i ugryzieniami.
— Tak, jak zawsze — padła odpowiedź, a na stoliku przed kanapą pojawiło się pudełko po pizzy. Lenny usiadł obok, przeżuwając jeden z kawałków.
— Mam nadzieję, że nie zabiłeś Jaya po drodze — odparł Ryan z ironicznym uśmiechem i włączył stację sportową, a Lenny przewrócił oczami.
— Nie. Jest cały i zdrowy i kończył wylizywać miskę po tej brei — mruknął. Sam nie pogardziłby czymś ciepłym, ale i tak po ciężkiej pracy chciał zjeść. Cokolwiek zjadliwego. A pizza była zjadliwa i całkiem smaczna, mimo że zimna.
Ryan zaśmiał się i odparł:
— To jeszcze ty pochłoń pizzę i będą dwa najedzone, zadowolone kocury.
Lenny spojrzał na chłopaka z politowaniem.
— Naprawdę myślisz, że zimna pizza złagodzi moje nerwy?
— Hm… to sobie podgrzej? — odparł Ryan z kpiącym uśmiechem. — Albo powiedz, co to by takiego musiało być, żeby załagodzić twoje zdenerwowanie… chciałbym uprzejmie przypomnieć… nie wiem czym.
Lenny spojrzał na niego jeszcze raz, w końcu jednak skapitulował i uśmiechnął się drwiąco pod nosem. Rzucił końcówkę pizzy na pudełko i nim Ryan zdążył zareagować, naparł na niego, łapiąc za włosy.
— Chyba za każdym tylko jedna rzecz jest w stanie mi poprawić humor, księżniczko — rzucił z pewnym uśmiechem. Uwielbiał tak nazywać Ryana. I jakoś po spotkaniach z matką miał zarówno ochotę mówić mu to jeszcze częściej, jak i miał wyrzuty sumienia w stosunku do kobiety. Ale z racji urodzin już u niej był, więc miał kilka dni „wolnego”, aż do kolejnego telefonu.
Ryan sapnął i spojrzał na niego ze złością. Miał wrażenie, że kiedy Lenny był wściekły i zwracał się do niego tym określeniem, robił to złośliwie, po to, by się na nim odbić i go poniżyć. Jak już nie przeszkadzało mu nazywanie tak w łóżku, kiedy byli wobec siebie czuli, tak gdy Lenny był zły, nie znosił tego. Wcale nie łagodziło tego to, że teraz Lenny miał na szyi nieśmiertelnik, który od niego dostał przedwczoraj i na którego metalowym zapięciu w kształcie krzyżyka na karku widniał napis „od księżniczki”.
— Nie mów tak do mnie, proszę — syknął.
Mulat prychnął pod nosem i mocnym ruchem odchylił głowę Ryana do tyłu, następnie zasysając się na jego szyi.
— Znowu mnie nie słuchasz — wycedził Ryan, napierając dłońmi na jego ramiona i patrząc w sufit. Aż mu się goręcej zrobiło.
Lenny tylko zaśmiał się pod nosem i przejechał językiem od mostku chłopaka, przez jego szyję, aż do jego brody. Jak ona mu smakowała. I całe to ciało pod nim odganiało jego złe myśli.
Chłopak zadrżał po tym, co poczuł.
— Tak, to takie zabawne — zakpił na wydechu. — „Coś tam Ryan mówi, ale chyba oleję”, tak? — Spróbował odepchnąć go za ramiona, mimo uścisku na włosach.
— Lubię, jak mówisz, ale wolę inaczej wykorzystać usta, niż odpowiadając — odparł mężczyzna i jakby na udowodnienie tego pocałował go mocno. Usiadł Ryanowi przy tym na biodrach, bynajmniej nie puszczając jego włosów.
Ryan jęknął w jego usta, ale po chwili sam odpowiedział agresywnie na pocałunek, napierając na niego. W pewnym momencie Mulat ugryzł go dość mocno w wargi i odsunął się.
— Kurwa, jesteś lepszy niż narkotyk.
Chłopak przytknął dłoń do ust z lekkim grymasem, oddychając płytko.
— Już złość odpłynęła?
Lenny zaśmiał się z szatańskim uśmieszkiem.
— Jeszcze niezupełnie. Wstawaj — zażądał, puszczając jego włosy i podnosząc się z niego.
Przy okazji ściągnął przez głowę koszulkę. Jego mięśnie brzucha były na moment wystawione na spojrzenie ciemnych oczu Ryana. A kiedy już był bez górnej części garderoby, lepiej było widać jego prezent na szyi. Ale to nie nieśmiertelnika dotknęły ciemne palce, a krzyżyka z grawerką na karku.
Ryan spojrzał za nim, na moment zerknął na prezent i przeczesał włosy do tyłu palcami.
— Bardzo to uprzejmie z twojej strony, że wciąż mi nie powiedziałeś, z jakiego powodu tym razem muszę być lekarstwem na twoją złość — mruknął, unosząc się i łapiąc w dłoń jeden z jego dredów. Wkurzało go czasami, że Lenny nic mu nie mówił.
— Jak Jay — prychnął Mulat, znowu nie odpowiadając na pytanie.
— Ja ci ich nie gryzę. — Ryan złapał go mocno za bok twarzy i przyssał się do jego ust.
Lenny mruknął mu w wargi, rękoma od razu przesuwając wzdłuż jego nagich boków. Gdy tylko przerwał na moment pocałunek, skubnął go zębami w wargę.
— Przezabawne — wydusił w końcu w jego usta. — I wkurwiłem się pracą, pijanymi kutasami i narastającymi problemami, których nie mogłem rozwiązać inaczej niż pokojowo. Ale… — zawiesił głos, aby jeszcze raz skosztować ust chłopaka. — Podnoś się z tej kanapy i do sypialni. Chyba że wolisz na podłodze.
— Bardzo kuszące, ale chyba wolę na miękkim — mruknął Ryan i uniósł się, ciągnąc go za rękę w górę. Od razu poczuł się przyjemniej, kiedy mężczyzna podzielił się z nim tym, co go gryzło, choć równocześnie był zirytowany tym, jak długo to wyciąganie informacji trwało. Czy naprawdę tak trudno było to wydusić?
Lenny zaśmiał się, idąc za nim tym swoim kocim ruchem i wiążąc włosy rzemykiem, który wyjął ze spodni. Kiedy byli już w sypialni, Ryan obejrzał się na niego i odwrócił przodem, sięgając do jego bioder, żeby je podotykać. Mulat niemal wyzywająco patrzył zielonymi oczami w oczy Ryana, a ten uśmiechnął się kątem ust i od razu sięgnął do jego spodni, następnie rozpinając mu je. Pochylił się przy tym i wcałował się w skórę tuż za uchem mężczyzny, aż jego dredy posmyrały go po twarzy.
Lenny napiął swój szczupły, umięśniony brzuch, zakładając dłonie za głowę.
— No, dalej.
Ryan zamruczał nisko przy jego szyi i wsadził mu dłonie za spodnie na tyłku, zahaczając o nie kciukiem. Zsunął je w dół razem z bielizną. Wreszcie to jego czekoladowe ciało całe nagie przed nim.
Lenny obserwował go spokojnie, a Ryan pchnął go, aż ten opadł na plecy na materac. Zaraz potem sam ściągnął mu do końca spodnie i pochylił do niego, całując żarłocznie. Lenny zamruczał w jego usta i przejechał paznokciami po ramionach chłopaka. Ten drgnął i otarł się kroczem o udo mężczyzny. Oderwał się od pocałunku i uśmiechnął się.
— Nakręcony? — zamruczał z pewnym uśmieszkiem na ustach leżący pod nim Mulat.
— Mhm… cały golutki pode mną — odparł Ryan, przesuwając dłonią po jego czekoladowej, gorącej skórze aż na biodro. Ścisnął je, nie przestając się o niego ocierać. Podobało mu się, kiedy mężczyzna był pod nim i dawał mu szanse na dominację.
Rozbawiony Lenny prychnął pod nosem.
— To może ich też się pozbędziesz? — spytał, klepiąc chłopaka po spodniach.
Ryan skinął głową i sięgnął do paska. Rozpiął go i po chwili zsunął jeansy ze swoich opalonych bioder. Odrzucił je gdzieś za siebie na stertę innych rzeczy, a Lenny’emu od razu ukazał się jego penis, już pobudzony.
Uśmiechnął się ciepło do chłopaka. Przesunął ciepłą dłonią po jego policzku i szyi, a już w następnej sekundzie pociągnął go w dół łóżka. Sam wysunął się spod niego i przyszpilił go do materaca brzuchem, siadając mu na biodrach. Wykręcił mu jedną rękę mocno i brutalnie na plecach.
Ryan gwałtownie złapał powietrze i napiął się cały z zaskoczenia i bólu. Nawet nie zauważył, kiedy znalazł się w tej pozycji! Do tego poczuł się wręcz… podle oszukany. Liczył, że tym razem dostanie kochanka na dole, a tak go skurczybyk podpuścił!
— Lenny…! — sapnął, usiłując spojrzeć na niego i wyrwać rękę.
Mulat tylko bardziej wygiął mu ją na plecach.
— Co?
— Nn! — jęknął Ryan, wciskając się bardziej w poduszki i napinając plecy. Poczerwieniał na twarzy. — Puść mnie, już. Nie chcę tak.
— Nie? — spytał przekornie Lenny, wsuwając drugą rękę pod jego biodra i masując jego penisa. — A ja myślę, że jednak tak.
Sfrustrowany chłopak zawiercił się pod nim. Marszcząc mocno brwi, spróbował wyrwać rękę z uścisku. Bolała.
Lenny otaksował jego ciało wzrokiem. Lubił to, co widział. Napinające się mięśnie, te szerokie, opalone plecy i chłopaka pod jego władzą. Jarało go to jak cholera.
Po chwili zastanowienia wyjął spod niego rękę i już spokojniej zdjął z włosów gruby rzemień, którym wiązał włosy i zaczął nim okręcać nadgarstek Ryana. Chłopak aż zerknął za siebie na tyle, na ile mógł.
— Znowu mnie ignorujesz. Po raz drugi dzisiaj! — warknął i szarpnął ręką, nie pomagając Lenny’emu.
— Nie ignoruję cię, piękny, tylko dbam o twoje niewypowiedziane pragnienia — odmruknął, ściskając mocniej nadgarstek, żeby się mu nie szarpał.
Chłopak dyszał ciężko pod nim, cały rozgrzany. Nie odpowiedział chwilowo, bo nie wiedział co. Lenny miał sporo racji. Jego penis był już w pełnym wzwodzie, a ciężar Mulata na sobie strasznie go kręcił. Co nie zmieniało faktu, że liczył na bycie na górze tym razem i znowu skończyło się fiaskiem.
Lenny w końcu zawiązał mu rzemień na nadgarstku, podciągnął go jeszcze wyżej i przełożył go przez szyję, ponownie zawiązując na nadgarstku. Stworzył tym samym swoistą pętlę. Ryan spiął się cały i zacisnął dłoń wolnej ręki na pościeli.
— Co chcesz zrobić…? — sapnął, nie szarpiąc ręką tylko dlatego, że kiedy to robił, zaciskał rzemień na swojej szyi.
Lenny cmoknął krótko jego związaną dłoń, po czym zaczął masować pośladki.
— A jak myślisz, księżniczko?
Ryan zaczerwienił się gwałtownie na policzkach i szarpnął, ale od razu stężał.
— Skurwysyn. Nie mów tak do mnie, do cholery! — warknął, zaciskając swoje kształtne pośladki, a Lenny z lubością otarł się o nie sztywnym penisem. Gdy się ściskały, jeszcze bardziej prosiły się o zerżnięcie.
— Chcesz tak na mocno, że się tak zaciskasz?
— Skurwysyn — powtórzył chłopak, przytulając twarz do poduszki. Nie mogąc się powstrzymać, otarł się na ile mógł penisem o pościel.
Lenny od razu chwycił go mocno za biodra, unosząc w górę na kolana, aby Ryan nie mógł nic sam zrobić. Chłopak stęknął z wyrzutem. Włosy lepiły mu się do czoła i skroni. Lenny otarł się o niego jeszcze kilka razy, po czym odsunął się i wstał z łóżka. Ryan powiódł za nim spojrzeniem, aż ten zniknął w łazience.
Nie miał pojęcia, po co mężczyzna tam poszedł, ale korzystając z tego, ponownie opadł na materac i przekręcił się ostrożnie na bok. Rzemień na jego szyi trochę się zacisnął, a Ryan odsapnął, cały zarumieniony.
Po jakimś czasie Mulat wrócił do pokoju z jeszcze kilkoma swoimi rzemieniami do włosów. Jego długie, czarne dredy opadały mu po bokach ciała.
— Przekręciłeś się. Jak miło. — Zaśmiał się, klękając przed Ryanem.
Ten spojrzał najpierw na rzemienie, a potem w zielone oczy mężczyzny.
— Chyba nie masz zamiaru związać mnie jak kurczaka — burknął, przełykając ślinę. Aż cofnął się trochę na łóżku. Nie było to jednak zbyt łatwe przez podduszający go rzemień.
Lenny pokręcił głową.
— Nie jak kurczaka. Jak prosiaczka. — Zaśmiał się, łapiąc jego penisa w dłoń i zaczynając go okręcać.
— Ah, kurwa… — sapnął Ryan, patrząc w dół na swoje krocze i odruchowo szarpnął biodrami. Jego penis był cały sztywny, ale teraz już wiedział, że szybko nie dojdzie. Lenny nie dość, że nie chciał mu się oddać, to jeszcze chciał go dzisiaj wziąć wyjątkowo brutalnie. — Ale dasz mi się dotykać… — rzucił wybitnie niepewnie jak na siebie.
Lenny spojrzał tylko na niego i… uśmiechnął się wrednie, kończąc wiązać jego penisa i jądra. Po tym przewrócił go ponownie na brzuch, nie bacząc na ucisk. Ryan odetchnął głęboko, starając się tak ustawić rękę, żeby się nie dusić, ale cały drżał.
— Rozwiąż ją! — jęknął pomiędzy gwałtownymi oddechami.
Lenny cmoknął go w policzek.
— Już nie piszcz, śliczny — zamruczał, chwytając drugą jego rękę i związując ją identycznie jak pierwszą. To była jego odpowiedź na prośbę sprzed chwili.
— Ja nie „piszczę”! — warknął na niego Ryan, aż dysząc ciężej ze zdenerwowania. — Nie jestem, kurwa, kobietą!
— Nie tylko kobiety piszczą — odmruknął już bardziej burkliwie Lenny, widząc, że Ryan znowu będzie marudził. Strzelił go mocno w tyłek, po czym polizał jego pośladek.
Chłopak jęknął, wtulając twarz w poduszkę. Ręce mu już drętwiały, a przynajmniej ta, która była związana dłużej. Poruszył się niespokojnie na łóżku.
Lenny w tym czasie zaczął obcałowywać jego pośladki i podgryzać je co jakiś czas. Obślinionymi palcami drażnił też jego szpareczkę. Mięśnie na plecach Ryana napinały się, a chłopak stękał, znowu ocierając się kroczem o pościel. Chciał się dotknąć, a sprawę utrudniały nie tylko związane ręce, ale i penis.
Lenny wsunął w niego dwa palce, by rozmasować kochanka od środka. Ten odruchowo wypiął do niego tyłek, dysząc ciężko.
— Kurwa, szybciej — sapnął.
— Co szybciej? — zamruczał mężczyzna, w ogóle się nie spiesząc.
Ryan zacisnął powieki. Nie chciał się znowu dopraszać jak jakaś panienka niemogąca się doczekać kutasa. Ale już nie mógł, był cały rozpalony.
— Wiesz co, nie drażnij się… proszę — wydyszał.
Lenny liznął go po tyłeczku, po czym obiema rękami rozchylił jego pośladki i przesunął gorącym językiem po szpareczce Ryana.
— Ooh…! Tak… — wymknęło się chłopakowi, który momentalnie wyprężył się na materacu i aż zacisnął rzemień na swojej szyi.
Mulat uśmiechnął się do siebie. Lubił słyszeć kochanka. Usztywnił język i wsunął mu jego czubek między mięśnie jego wejścia. Szparka aż zapulsowała, a Ryan jęknął głośniej, wypinając do niego tyłek niemal prosząco o więcej. To było takie dobre… Tym bardziej, że Lenny umiał to robić.
— Głośniej. — usłyszał w pewnym momencie Ryan przez swój głośny oddech.
— Po… podnieca cię to? — wysapał, prężąc się pod nim z uniesionym tyłkiem i pojękując co chwilę. Nic na to nie mógł poradzić, uwielbiał rimming.
— Co? — spytał Lenny, wysuwając język i gryząc jego pośladek na tyle mocno, że aż został czerwony ślad.
Ryan zadrżał i otarł się mocniej o pościel.
— Jak jestem głoo… śny — wydyszał.
Lenny uśmiechnął się do siebie.
— Tak. Uwielbiam, jak się drzesz — mruknął i ścisnął mocno pośladek Ryana, jednocześnie przysuwając się kroczem do jego pośladków i ocierając się z niskim pomrukiem.
— Bezczelny — warknął rozgrzany Ryan. Jezu, już chciał! JUŻ!
Wypiął się do jego penisa, a Lenny prychnął pod nosem.
— Zawsze — mruknął, resztkami woli powstrzymując się, żeby jeszcze się w niego nie wsunąć. Ocierał się o niego, przedłużając i wiedząc, że chłopak nie dojdzie bez niego.
— Lenny… No już… — wydyszał Ryan.
— Już go chcesz?
— T… tak… — sapnął, czując się pokonany.
Lenny cmoknął go jeszcze w plecy, po czym zgiął się wygodniej i przytrzymując sobie Ryana za biodra, wsunął się w niego jednym, płynnym, głębokim ruchem aż po jaja.
Ryan krzyknął gwałtownie, ale zaraz jego krzyk został tłumiony przez rzemień, który zacisnął mu się na szyi. Zacharczał, cały się trzęsąc. Kurwa, bolało.
Lenny zaczął się w nim ostro poruszać. Ryan jeszcze poczuł kilka szybkich pocałunków na plecach, po czym dłonie Mulata z jego bioder przeniosły się na szyję chłopaka, wyginając go w pałąk do tyłu. Zajęczał, cały drgając. Zupełnie już nad sobą nie panował. Na jego twarzy wymalowana była mieszanka bólu i przyjemności.
— Doo… dotnij go — wyjęczał niemal błagalnie.
Lenny zmarszczył brwi, jeszcze przyspieszając. Jedną rękę odsunął od szyi chłopaka, wsunął pod jego miednicę i zaczął go pocierać po penisie mimo zawiązanych na nim rzemieni. Ten był już cały nabrzmiały i wyraźnie pulsował, a w oczach Ryana aż stanęły świeczki przez te brutalne ruchy bioder.
Lenny zawarczał mu nad uchem, wykręcając go do tyłu za brodę. Zdjął pospiesznie więzy z penisa chłopaka, samemu czując, jak pulsuje podnieceniem we wnętrzu kochanka.
— Oooh — sapnął chłopak, łasząc się kroczem do jego dłoni. — Zwal mi! — wycharczał.
Lenny warknął jakieś przekleństwo w jego kark, poruszając szybko ręką i jednocześnie mocno pieprząc chłopaka w jego szparkę. Wystarczyło kilka ruchów jego dłoni, a Ryan doszedł, jęcząc zupełnie niekontrolowanie i spinając mocno tyłek. Lenny tylko dlatego się wstrzymywał i kiedy poczuł tę cudowną, aż wysysającą z niego życie ciasnotę, także doszedł. Zawarczał coś z tej okazji z zadowoleniem.
Ryan łapał gwałtowne oddechy, zaciskając dłonie w pięści.
— Rozwiąż — wydyszał z trudem. Dusił się.
Lenny wysunął się z niego pospiesznie i przewrócił go na bok, aby chłopak nie miał tak napiętych więzów. Podszedł do jednej z szuflad, by wyjąć z niej nóż. Szybko rozciął rzemienie opinające szyję Ryana. Ten aż jęknął z ulgą, łapiąc głęboki haust powietrza. Spojrzał wilgotnymi oczami na Lenny’ego. Ten usiadł obok niego po turecku, bawiąc się nożem.
— Jeszcze ręce, Lenny — rzucił Ryan zmęczonym głosem.
Lenny prychnął pod nosem, okręcając jego wymęczone ciało bardziej na brzuch i zdejmując z jego nadgarstków już i tak pocięte rzemienie. Będzie musiał kupić sobie nowe.
Ryan wyprostował ręce. Był cały zdrętwiały, lecz mimo to sięgnął do mężczyzny, by ściągnąć go do siebie. Po takim seksie potrzebował choć trochę czułości. Mulat uśmiechnął się do niego i pocałował delikatnie w usta. Jedną ręką przy tym się podparł, a drugą pogłaskał włosy kochanka. Wiedział, że nawet jak Ryan się z początku wkurzał, to po dobrym ruchaniu całkowicie odpuszczał. Zadziałało i tym razem.
— Śliczny… — szepnął.
Ryan uśmiechnął się lekko, patrząc na niego wymęczonym wzrokiem. Nie był w stanie zdobyć się na nic innego. Chciał leżeć.

24 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 206 – Doceniać to, co się ma

  1. Shivunia pisze:

    Erwina Smith >> Uuuu, udało się wzruszyć. To dobrze, chociaż współczuje zaczerwienionych oczu. Wiem, że to nic fajnego. Ale jeśli na tych 206 rozdziałów się raz udało to chyba i tak nie tak źle. Można je przeboleć.
    Joe to w ogóle taki… „projekt” odgrzebany z dalekiej przeszłości. Nie mogę zdradzić jednak czy coś z nim więcej będzie czy nie. Ale teraz jak już się pojawił to należy do tego świata, więc nigdy nic nie wiadomo ;) Może się pojawi. Niemniej jego historia jest warta zapamiętania, bo faktycznie warto doceniać to co się ma.
    Co do kolejnej części nie wiem jak długa będzie, ale jak uda nam się zakrzywić czasoprzestrzeń aby mieć czas na pisanie to postaramy się aby była jak najdłuższa. W końcu zawsze dobrze się ich pisało, więc czemu nie XD
    „Zaraz będę mogła zacząć kolejne wasze opowiadanie.jaka radocha.” – ten luksus kiedy jeszcze masz sporo tekstu do końca :D
    Dzięki za komentarz i do usłyszenia :*

  2. Erwina Smith pisze:

    Ale się poryczałam jak czytałam tę rozmowę Joe i Jasona.Udało się wyszłam z pokoju przed wielkim rykiem.Jej.Ale raz na 206 rozdziałów to nie źle.
    Kiedyś o fotografie i jego chłopaku przeczytała.Chętnie.Nawet w dalekiej przyszłości.
    ‚Normalne’ spotkanie kiedy Hunter ma się lepiej.Albo super hiper szczęśliwe zakończenie ze zdrowym facetem, który wróci do domu.W końcu to opowiadanie.*ściera łezkę, której już nie ma* zostało tylko zaczerwienienie od chusteczek.
    Co do całego opowiadania(jestem prawie rok po ostatnim komentarzu) łał.
    To liczę, że druga część będzie tak długa jak pierwsza, albo i dłuższa.Miałam przerwę około setnego rozdziału.A teraz nie potrafiłabym rozstać się z ekipą FDTS i ich znajomymi.Ale przede wszystkim z trzema głównymi parami.Jeszcze trochę rozdziałów, ale opinia się nie zmieni przez te kilka rozdziałów.Nie ma szans.
    I liczę na to, że nie machnęłam się i u fotografa do końca opo będzie jak do tej pory(Albo lepiej) taa.
    Pieką mnie oczy ;-; (jak bardzo ta ‘buźka’ teraz pasuje)
    Zaraz będę mogła zacząć kolejne wasze opowiadanie.jaka radocha.

  3. Katka pisze:

    Basia, niestety ogólnie w tej parze porozumienie i rozmowa wciąż są na poziomie raczkującym, więc zanim zrozumieją, co jest serio normalne, a co nie, to sporo czasu jeszcze może minąć… Ale super, że seks się podobał :D I dzięki za zdawanie raportów z postępów czytania :)

  4. Basia pisze:

    Witam,
    no czy Lenny nie może zrozumieć, ze pytania co sie stało, to w związku normalna rzecz, och tak seks cudownie opisany ;[
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  5. Katka pisze:

    O., na razie u Lena chyba tylko z tym jest problem, ale też Ryan nie za bardzo ma możliwość coś inicjować, więc może rzeczywiście Len tez ma jakieś inne granice.

  6. O. pisze:

    Ale to i w drugą stronę..Czy Ryan będzie chcieć czegoś na Lenny nie będzie gotowy..Prócz dania dupy <3

  7. Katka pisze:

    O., to jest bardzo dobre pytanie! Bo niby Lenny tak dobrze wie, co jest dobre dla Ryana, ale bądźmy szczerzy – nawet on nie jest w stanie do końca przewidzieć, czy w końcu coś, co zrobi, nie będzie dla Ryana zbyt ostre. Może się kiedyś okaże… zooobaczymy.

  8. O. pisze:

    ” Wiedział, że nawet jak Ryan się z początku wkurzał, to po dobrym ruchaniu całkowicie odpuszczał. Zadziałało i tym razem.”
    Racja, ale ale.. Gdy nie było klientów to sobie o Rynnie rozmyślałam (zawsze o nich myślę<3) o tym, gdzie jest ich granica jeśli idzie o urozmaicanie seksu.. I który pierwszy na nią natrafi. Nie mam tu na myśli tyłka Lenny'ego, idzie mi właśnie o te wiązanie, przyduszanie (przy "więcej smaku" było też). Wiem, że oni lubią na ostro i Lenny wie jak zrobić by im obu było dobrze, ale jestem ciekawa ich zgrzytu pod tym kątem, Czy w ogóle jakiś będą mieć i co nowego dojdzie xD

  9. Katka pisze:

    Bebok, nooo, szkoda by chyba była każdego, bo taka historia nie jest fajna i na pewno Joe ma złamane serce. Smutno. Haha i ogólnie większość z Was pozwala Joe tylko na wzbudzenie zazdrości u Alexa. A może on chce więcej? XD Hehehehe. „Jak zwykle Lenn wziął sobie Ryanową dupcię tak jak mu się podobało xd” – taaaa, takie „Lenny, czemu to robisz?!” „Bo mogę”. Dzięki za komentarz! :)

  10. Bebok pisze:

    Trochę szkoda mi Joego… nie żebym pałała jakąś wielgachną sympatią ale lubię go nawet a tu takie nieszczęście go spotkało :(
    Mam nadzieje że nie będzie nic mieszał u Jasona i Alexa… oni są nietykalni xd nie można im nic zrobić… nie i już xd ewentualnie lekkie wzbudzenia zazdrości u Alexa ale nic ponadto!
    Jak zwykle Lenn wziął sobie Ryanową dupcię tak jak mu się podobało xd zdenerwowana kicia to groźna kicia ;P Ryan jest słodziachny <3

  11. Katka pisze:

    Saki, „Lenny coraz śmielej sobie poczyna XD a Ryan ne wygląda, jakby mu się to nie podobało.” hehehe… oczywiście będzie obstawał przy tym, jak to niefajnie się Lenny do niego zabiera i jak w tym wszystkim nie okazuje szacunku, ale… bądźmy szczerzy, jara go to. Lubi tę jego dominację i agresję.
    Jak czytam Twoje cierpienia związane z nockami, to naprawdę współczuję. Ale widzisz, przynajmniej wiesz, z czym Lenny boryka się na co dzień. Możesz się z nim wręcz utożsamić. Boleeeeśnie.
    A może właśnie przez to, że mamusia sama jest zakochana, to jakoś lżej podejdzie do tego, że Lenny ma za swoją księżniczkę faceta? Ale może to okłamywanie też mu wybaczy, bo zrozumie, że ten miał podstawy, by to jednak ukrywać. No ale tu wszystko jest możliwe, kwestia jest otwarta.
    Co do kwestii roślinek, ja osobiście uważam, że jednak lepiej by było umrzeć, no ale… Joe się cieszy, jak go widzi, ale chyba gdzieś w głębi sam nie jest pewien, co jest tak naprawdę lepsze. W takiej sytuacji chyba nie ma pozytywnego wyjścia.
    Ślub już naprawdę bardzo niedługo! ;) Ogólnie gratulujemy pokonania sesji. Wreszcie wolność, co nie? ATCL jeszcze nie wiemy kiedy, dużo pisania ogólnie mamy, a czasu jak zwykle bardzo mało. Jak będziemy znać jakąś przybliżoną datę, to na pewno damy znać ;)

  12. saki2709 pisze:

    Miała być Rynna, tam na początku komentarza. Głupia autokorekta. Kocham wszystkie Wasze parki, ale Rynna rządzi, jeśli chodzi o FDTS <3333
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Koniec egzaminów (mam nadzieję, że zaliczyłam ten dzisiejszy), więc powinnam komentować już w miarę na bieżąco.
    Wiecie co? Już się stęskniłam za Jeffem i Willem. Kiedy następny sezon ATCL?

  13. saki2709 pisze:

    Ryana <3333333 Kocham ich, serio. Lenny coraz śmielej sobie poczyna XD a Ryan ne wygląda, jakby mu się to nie podobało. Był rim uvu uwielbiam. Ale jak to? Nie było opisane o urodzinach Lenny'ego? Trochę szkoda, zwłaszcza tego lodzika…ale cóż, było mniej więcej streszczone, więc jest ok. Mogło być tylko wspomniane, że były. Nieśmiertelnik "od księżniczki" <333 Aż oczami wyobraźni widzę uśmiech Lena, jak to czyta.
    Nocki to zło. I chyba nie da się do tego przyzwyczaić, bo nawet Lenny, który już dłuższy czas tak pracuje, chodzi często niewyspany. Ja po mojej ostatniej nocce byłam tak padnięta, że masakra. O 10.00 miałam egzamin, który jakimś cudem zdałam na 4,5, cały dzień chodziłam jak zombie i jak padłam po 19., tak obudziłam się dopiero o 10. następnego dnia. Ale dosyć o mnie, nie wiem, po co ja to w ogóle piszę. Len, zmień pracę, jak tylko będziesz mógł, bo NOCKI TO ZŁO.
    Ale ale, co ja czytam? Mama Lena zakochana? Może mówić co chce, ale na pierwszy rzut oka widać, że pan sąsiad nie jest tylko sąsiadem.
    Chętnie bym popatrzyła na Leniaka koszącego trawnik. I jestem ciekawa, jak jego matka zareagowałaby na to, że wybranka serca jej syna jest stuprocentowym facetem. Tak naciska na to, żeby Lenny przedstawił swoją księżniczkę, a Lenny boi się ją rozczarować. Ale czy okłamywanie ją nie jest dla niego gorsze? Oto jest pytanie. Prędzej czy później i tak się dowie. Chyba że Lenny ma zamiar trzymać to w tajemnicy do usranej śmierci. Co mu raczej na dobre nie wyjdzie, bo mamuśka może się poważnie obrazić. A może Lenny myśli nad tym, jak ją na to przygotować? Nie wiem, jego trudno ogarnąć, bo nawet w myślach nie jest zbyt wylewny.
    Wracając do rozdziału… Miałam taką smutałkę, jak Jay rozmawiał z Joe o roślinkach. Nie zazdroszczę Joemu, nikt nie chciałby być na jego miejscu. I nikt nie chciałby musieć odpowiadać na pytanie, czy wolałby, żeby jego ukochany/na umarł, czy leżał bez jakiejkolwiek szansy na wyleczenie. Jay powiedział, że póki żyje, jest nadzieja, ale czy aby na pewno? Czy Hunter po takich przeżyciach, jakich doświadczył na wojnie ma szansę w pełni odzyskać zmysły? Nadzieja jest, ale nikła. I nie wiem, czy sam Hunter nie wolałby umrzeć, niż w kółko przeżywać wojnę… Ciężki temat, biedny Joe, który zapewne nadal kocha swojego byłego faceta i nie jest w stanie mu w żaden sposób pomóc, i biedny Hunter, którego nie miałam okazji poznać, a który jest w tak ciężkim stanie psychiczny, że nawet nie poznaje swojego ukochanego.
    Alex pozna Joego? Już się nie mogę doczekać.
    Kiedy ślub? Wyczekuję z wielką niecierpliwością, tak jak i wieczoru kawalerskiego.
    Pozdrawiam i życzę weny

  14. Katka pisze:

    Eterna, hehe, w Lenniaku ta dominacja jest najlepsza. Ryanek też ją uwielbia. Bardzo, bardzo fajnie, że rozdział się spodobał :D

    Matsuyuki, to dobrze wiedzieć, że czytasz na bieżąco :D To mega fajne, jak ktoś jest z nami tak długo. Hehe i widzę, że ogólnie rozdzialik zdobył wysokie noty XD Dzięki :) Też cieplutko pozdrawiamy!

    O., za młoda jesteś na zawał XD Ale cieszę się, że Rynna uderzyła Cię prosto w serduszko XD Na szczęście na nieśmiertelniku było tylko „od księżniczki”, a nie jakiś męski dopisek. To ona by wtedy zeszła na zawał XD Mmm i na pewno nieśmiertelnik wywołał ciepełko w serduszku Lenniaczka. Nie dało się inaczej. Toż to jasny znak tego, że jego księżniczka go kocha. Oj a lodziki, mimo że są od święta, na pewno jeszcze będą ;)

  15. O. pisze:

    !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Mam zawał!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 To było najlepsze!!! Aż odpuszczam nie dodanych urodzin Lenny'ego!!
    Haha ciekawe co jego matka na nieśmiertelnik, czy widziała od kogo ! I mrrrr Ryan wie jak się podlizać, pewnie ten napis wywołał cieplusie uczucie w środku Lenniaka <333333333333333333333333333333333333 Uwielbiam te ich czułostki po ostrym seksie jak i rimming, którego tak pragnie Ryan! Choć tak jak on myślałam, że uda mu się zdominować! Ale lodzika Wam nie odpuszczę, jak mogłyście go nie opisać? ;((( Przecież to od świeta jest ;oooo
    Ale i tak jest mraśnie <33333333333333333333333333333333333333

  16. Matsuyuki pisze:

    Już dawno nie komentowałam choć czytam wszystko na bieżąco ale….oh.
    ” Więc wolałbyś go w szpitalu psychiatrycznym czy w grobie?” to było 10/10.
    Plus Lenny i Ryan…oh. Drugie 10/10!

    Pozdrawiam! <3

  17. Eterna pisze:

    Tak myślałam, że Joe ma właśnie faceta i coś takiego z nim jest.
    Uwielbiam Lenniego i tą jego dominacje…Mruu.
    Rozdział jak zwykle świetny

  18. Katka pisze:

    Liv, rozumiem, że rozdział nie wszedł równo o północy? Nie wiem, przyznam, bo już wtedy smacznie spałam, ale na wordpressie ustawiłam na północ. Więc może to faktycznie wina Twojego zegarka, albo wordpress zrobił psikus.
    Jak są rozdziały z dwiema parkami, to chyba zawsze jest jakoś fajniej, bo więcej Was jest zadowolonych XD Chociaż to się przekłada też na ilość każdej z parek, ale tam szczegóły. Taaa, wymarzona drama. W końcu ktoś w FDTS nie ma tęczowego, radosnego życia XD Single też są potrzebne, a i obawiam się, że były Joe nie jest w stanie wydobrzeć :( Haha, zgadzam się, że Len jest „mrrrr” jak się złości XD Niebezpieczny drapieżnik, taki pewny siebie i dominujący. Ryan lubi to (co by nie mówił XD). Haha i tak, myślę, że w takim ostrym seksie spala się znacznie więcej kalorii niż w zwykłym XD Więc mimo że chłopaki często jedzą niezdrowe żarełko, to ich zabawy łóżkowe znacznie to rekompensują. I tak, Alex pozna Joe’ego ;)

    Porebula, jak Joe wygląda… kilka razy było zdaje się wspomniane, ale jeśli Cię to męczy, to mogę zapewnić, ze w następnym rozdziale będzie jeszcze jeden dodatkowy opis, więc wtedy sobie ogarniesz ;) Bo właśnie poprawiałam nowy rozdział, także mogę zapewnić. Och, no i widzisz, David lepszy martwy niż roślinka… chyba wielu by się z tym zgodziło. Ze mną włącznie.
    30-ste urodziny Lena pominięte niestety, tak, wiem, ze to bolesne, ale za dużo urodzin ostatnio XD w sensie, ja wiem, że one czasowo są rozłożone, ale nie możemy też co kilka rozdziałów opisywać każde urodziny, bo to takie średnie w sumie. Może w następnym ich roku pominiemy urodziny Ryana czy Rusha i Mike’a i w zamian będą tego Charliego i Lena ;) Co by różnorodnie było. No i tak, już u nich październik, więc i ślub Mike’a i Marg zbliża się wielkimi krokami. Do świąt jednak troszkę zostało.

    Agata, hahaha, cieszymy się XD Dobry seksik nie jest zły XD

    Ash, taaa, Jason i Alex to jednak para, której nie powinno się rozdzielać, chociaż wiadomo, jakieś małe dramy tu i tam by mogły być. A zazdrość… zobaczymy, jak to będzie, Joe na razie spełnia się jedynie w roli kolesia, który wyciąga z aparycji Jasona to, co najlepsze ;)
    Ryan może pozna mamusię, ale na razie Lenny broni się przed tym rękami i nogami. Nie chce apokalipsy XD Ryana zresztą jak widzisz też do tego specjalnie nie ciągnie… Nie jest mimo wszystko rodzinnym człowiekiem XD Dzięki za wenę :D I tez cieplutko pozdrawiamy!

  19. Ash pisze:

    Hej,
    Joe i Jason…nadal wolę Alexa i Jasona jako parę :)
    Joe może tylko pomóc obudzić w Alexie zazdrość o Jaya <3

    Lenny i Ryan są tacy uroczy i kochani :3
    Liczę na to że Ryan pozna matkę Lennego :3

    Wracając do Alexa i Jaya to liczę na rozwój wydarzeń i coś czuje że Joe Jason się podoba i to chyba dosyć mocno.
    Czekam na kolejny rozdział i życzę weny

    Ash

  20. porebula pisze:

    Łał… u nich już koniec października… moje jrodziny byly wedlug ich czasu, hura… To może serio Lenny do domu na święta zabierze?

  21. porebula pisze:

    Biedny Hunter :c Biedny Joe :( Alex zdychaj. Tylko jeszcze nie teraz… Teraz Joe ma problemy, zdechnij jak sie troche pardziej oozbiera, ok? Mój Joe. Jak on wygląda…? Bo ogarniam tylkoże kawa i tatuaż… I jak tak gadali o śmierci to aż mi sie przypomnialo NBTS i „martwy David lepszy niż David roślinka” czy coś w tym stylu… Smutno mi sie zrobilo…
    I w sumie nie wiem co myśleć, bo nie rozumiem jak można było 30 urodziny Lennego pominąć i jego matke, ale Rynna była, ale taka Rynna z początków Rynny. I za to zdanie by mnie matka zabila chyba… Rynna 3 razy w jednym zdaniu… No i nie do końca wiem co mam myśleć, bo nie wiem czy mi sie to podobało czy nie… To irytujące… Ale i tak lepiej niz w LI gdzie nie jestem za tresurą, ale w końcu przyszedł i nie wiem co myśleć… I ci pijani robotnicy brzmią dość znajomo… I w sumie nic o tym rozdziale jakoś specjqlnego nie myśle tylko mi Joego (nie umiem odmieniac chyba…) szkoda :( i niech Alex zdycha…

  22. Liv pisze:

    Ale mi się podobało, dwie super pary. Tak, wiem że nie powinnam, ale troszkę shipowałam Jasona i Joego… No ale tak swobodnie i fajnie się razem zachowują. Ale pomyślałam i doszłam do wniosku, że tak naprawdę chcę tylko, żeby Joe z kimś był. Błagam, niech jego były wyzdrowieje. Albo nie. Jest moja wymarzona drama, niech umrze, tak! :) A Joe strzeli sobie jeszcze jeden tatuaż, po czym popełni romantyczne samobójstwo. Ej, a może Joe będzie „stałym” bohaterem? Fajnie by było.
    A poważnie, to tragedia z tym związkiem Joego. Nie wiem jak to jest, więc nie próbuję nawet sobie wyobrazić, ale porównanie do chorego/martwego Alexa dało mi do myślenia.
    No i Rynna… :3 Te seksy były niesamowite, wspaniałe. Ryan jest tak słodki, że nie mam słów, a Lenny jest strasznie mrrr jak się złości. Ej, a taki ostry seks musi chyba spalać dużo kalorii, co nie? Bo tak mi się wydaje, zwłaszcza jakoś Ryan się tak cały spina… Dobra, najlepiej się zamknę :)
    Dziękuję ślicznie za ten rozdział.
    O, a Alex pozna Joego? Jak wielki spojler to nie mówcie, ale jestem ciekawa. Łaknę jego zazdrości ^^

  23. Liv pisze:

    O jezu, ale się bałam. Czy to mój zegarek? Jeśli nie, to nieźle mnie nastraszyłyście ^^
    Dobrze, idę czytać :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s