Project Dozen – 22 – Walka o życie

Przez cały wrzesień wydawało mu się, że o nim zapomnieli. Że z jakiegoś powodu został wyeliminowany z projektu, że nawet nie chcieli go o tym informować, uważając go za zbędny element. W końcu tyle czasu nie dostał wiadomości na pagera. Ale wreszcie, ósmego października coś się pojawiło. Po zajęciach z kosza musiał przeszukać szufladę trenera i znaleźć kopertę z treścią zadania. Już to wydawało mu się koszmarnie wymagające, bo obawiał się Knoppera jak nikogo innego. Co z tego, że facet był sympatyczny, jak dziwnie na niego patrzył? Jakby chciał z nim robić niecne rzeczy albo przynajmniej chciał zobaczyć go nagiego. Kevinem aż wstrząsało na samą myśl, co by było, gdyby ten przyłapał go na szperaniu w jego rzeczach.
Ale zebrał się w sobie i po dodatkowych zajęciach z koszykówki we wtorek zakradł się do gabinetu i z duszą na ramieniu przeszukał biurko. A gdy tylko spojrzał na treść koperty, zamarł. Miał… wypić czyjąś krew? Zupełnie zapomniał o tym, że jest niechcianym gościem w pustym gabinecie wuefistów. Jak, do cholery, miał wypić czyjąś krew?!
Rozłożył ramiona z głupim uśmiechem, jakby spodziewał się, że zaraz ktoś mu to wyjaśni, ale nagle przyszło mu coś do głowy. Gdy ostatnio rozmawiał z Tylerem na temat ich rywali, uznali Sena Nakano za najbardziej kłopotliwego z nich. W tej chwili jednak był dla Kevina nadzieją. Bo gdzie indziej znajdzie chętnego dawcę krwi, jak nie na kółku spirytystycznym, na które uczęszczał Sen? Problemem mogło być to, że te zajęcia odbywały się dopiero jutro, ale przecież zawartość koperty informowała go, że ma na to aż 48 godzin. To była jego nadzieja…

*

— Ja bym chyba stchórzył… — powiedział z przejęciem Francisco, dosłownie wisząc nad ramieniem Sebastiana, kiedy ten wieczorem w odpowiednim programie na swoim laptopie przygotowywał plakat promujący bezpieczny seks i przestrzegający o HIV, które jutro mieli rozwiesić w szkole w ramach… oficjalnie właśnie kampanii o HIV, nieoficjalnie w celu zamieszania w projekcie i zaniepokojenia Kevina Blare’a.
— Tak? — Sebastian obejrzał się na współlokatora, zauważając, jak ten jest niemożliwie blisko dopiero w tej chwili. Odwrócił szybko twarz znowu do monitora. — Zależy z kogo chce pić. Niektórzy nawet nie mieli seksu, a skąd mają wiedzieć, skąd brać narkotyki, więc w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach są pewniakami, że są czyści.
— Si, si, ale jest ten jeden procent szansy, że to właśnie ta chora krew — odpowiedział z emocjami Francisco. Miał mokre na końcówkach włosy, bo chwilę temu wyszedł spod prysznica. Oczywiście nie kłopotał się nadmiernym ubieraniem i beztrosko łaził po pokoju w samych slipach. Obaj starali się zapomnieć o tamtym pocałunku, który pijany Argentyńczyk złożył na ustach współlokatora, ale Francisco chyba wziął sobie mocno do serca to zapominanie, bo starał się czuć tak swobodnie jak zawsze, więc nie oszczędzał Sebastianowi widoków swojego ciała.
— I byś wolał przegrać niż zaryzykować? — spytał Sebastian, przestawiając litery i to zwiększając, to zmniejszając napis na plakacie. Nie patrzył na współlokatora, aby jego wzrok nie uciekł gdzieś, gdzie nie powinien. Do tego nie pojmował, jak Francisco może tak luźno się zachowywać po tym, co się wydarzyło. Kiedy on pilnował się na każdym kroku. Wyglądało na to, że ten starał się żyć w całkowitym zaprzeczeniu.
— Sam nie wiem, chłopie, no, tu chodzi o życie. Nie wiem, nie wiem. — Francisco westchnął ciężko i w końcu dosunął sobie drugie krzesło, żeby usiąść zaraz obok kolegi. — A może by tak dodać gdzieś tu statystyki umieralności? — dodał mrocznym tonem.
— Z czachą? — spytał przebiegle Sebastian. Spodobał mu się ten pomysł i aż uśmiechnął się, domyślając się, jaką będzie miał minę Kevin, kiedy to zobaczy. — Ale w ogóle, kurde, szkoda, że Colinowi tak szybko i łatwo poszło. Sam tam, cholera, byłem. Nie spodziewałem się, że mu się uda — dodał, po chwili wyszukując już wspomniane statystyki.
— Jest sprytnym lisem. Bo on dużo gra, a gry uczą przebiegołości — wyjaśnił mu z pewnością w głosie Francisco, przekręcając słowa w swoim stylu. — Kreatywności też. Ale szkoda, że tam nie byłem, bo jak opowiadałeś, to bardziej jego zdobywanie koperty było super niż jazda na rolkach! — Zaśmiał się i oparł podbródek na złożonych na biurku przedramionach. Przy tym kilka kosmyków opadło mu na czoło i grube brwi.
— No, wpadli tam jak burza. Istny szał. Widziałem to kiedyś, ale nie tak bezpośrednio, że jakiś tym zaczyna w ciebie rzucać jakimś proszkiem i odprawiać egzorcyzmy.
Francisco roześmiał się głośno i opadł czołem na ręce, zakrywając twarz i wciąż się śmiejąc. Wyobraził to sobie z dodatkową zszokowaną miną Sebastiana.
— Napraaawdę żałuję, że nie widziałem — powiedział i znowu spojrzał na ekran laptopa, aby obserwować artystyczne poczynania Sebastiana. — Dużo tego wydrukujemy? Bo musimy być pewni, że Kevin przeczyta, nie?
— Myślę, że z dwadzieścia, trzydzieści wystarczy — stwierdził Sebastian, wpisując dane i ozdabiając je czaszkami, aby bardziej przemówiły do wyobraźni odbiorców. Przy okazji zerkał na rozbawionego Argentyńczyka. Podnosiło go na duchu, kiedy tak się zachowywał.
— Si, amigo. Porozwieszamy je tam, gdzie ma zajęcia najczęściej. I pewnie przy boisku, bo tam bywa często — zasugerował Francisco, popatrując również to na powstający projekt plakatu, jak i na rozmówcę. — Ale to nie tylko narkomani i geje mają, nie? — dopytał dla pewności.
Sebastian ściągnął brwi, zaskoczony pytaniem.
— Pytasz, bo tak słyszałeś, a teraz widzisz, że to trochę nie ima się prawdy?
Francisco podrapał się po włosach z lekkim skrępowaniem i skinął głową.
— Si… Trochę tak.
— Więc widzisz, że to nie tyczy się tylko narkomanów i gejów. Zabezpieczać musi się każdy, bo to może spotkać każdego z nas.
To nie spodobało się Argentyńczykowi. Jego twarz zrobiła się bardziej poważna niż zwykle, a ten zadumał się, oglądając plakat.
— Chyba bym stchórzył… — powtórzył w końcu swoje słowa ciężkim głosem i ponownie podpadł podbródek na śniadych przedramionach.
— To napawa mnie nadzieją, że Kevin też stchórzy. — Sebastian uśmiechnął się przebiegle.
— A jak nie, to wyjdzie ze mnie sierota! — Francisco roześmiał się z dużym dystansem do siebie.
— Bez przesady. Wyjdzie z ciebie ostrożny facet. Gorzej, jak boisz się pić krew, a seks bez gum już ci nie przeszkadza — zauważył Sebastian, zaczepnie zerkając na współlokatora.
— Żebym ja jeszcze miał seks… — Francisco westchnął cierpiętniczo, również na niego spozierając. Uśmiechnął się lekko. — To kiedy idziemy na dziewczyny?
Sebastian odchylił się do tyłu na krześle i potarł twarz dłońmi.
— Mmmm… nie wiem. Kiedy masz wolne?
— No, nie wiem… Weekend na przykład?
Syn dyrektora szkoły sięgnął po swoją komórkę, aby upewnić się, czy nie zapisał tam jakiegoś spotkania.
— Hmm… chyba będzie najlepiej. Ale sobota czy piątek? — spytał, mając na myśli wieczór.
— Może sobota, nie? Bo po lekcjach to w sumie umieram. Poszalejemy. Może jakaś ładna się trafi, z dużymi cyckami, nie? — zagadał Francisco zupełnie tak, jakby mieli mieć jedną laskę na ich dwóch.
— Lubisz duże?
— Chyba tak. Nie wiem sam, bo wiesz, nie miałem ich wiele… No, ładne są jak duże. — Argentyńczyk trochę się zamotał, nie umiejąc do końca sprecyzować swojego gustu. Znowu przy tym opadł głową na biurko obok Sebastiana.
— Małe też mogą być fajne. Duże nie zawsze są jak z porno, tam często mają sztuczne. — Sebastian patrzył na szczerą twarz współlokatora. Jak temat zszedł tak szybko na pornosy, nie wiedział.
— Tak? A macałeś sztuczne? To jak czuć różnicę? — dopytywał się ciekawsko Francisco, aż się do niego dosuwając na krześle.
— Nie, nie macałem — odprychnął drugi chłopak. — Jak na razie za mało macałem, ale widać czasami, jak są sztuczne. Inaczej wyglądają.
— Nie chcę sztucznych. Wolę kogoś normalnego, wiesz… neutralnego — odpowiedział jego rozmówca z pewnością i brakiem świadomości, że znów użył złego słowa.
— Naturalnego. — Sebastian odruchowo go poprawił, ale bez złośliwości. — I rozumiem. Nastolatki jednak zwykle mają własne cycki. No, chyba że jesteś za MILF-ami? — Chłopak zaśmiał się, ruszając zabawnie brwiami.
— Nieee… Wiesz, no, raz mi się trafiła taka mamuśka, w sumie pierwsza była moja — odpowiedział Francisco tym razem o dziwo z wyraźnym skrępowaniem. Nawet śmiesznie wsunął palce we włosy, jakby chciał je naciągnąć na twarz i zakryć się nimi. — No, ale tak to bym chciał w swoim wieku.
Sebastian ściągnął brwi pytająco, jednocześnie uśmiechając się z zaciekawieniem.
— Oo… dowiaduję się jakichś smaczków. Mów więcej — zachęcił go, obracając się do Argentyńczyka bardziej przodem. Laptop teraz stanął na drugim miejscu.
— Eee, to głupia historia. Na wakacje raz pojechaliśmy do rodziny do wioski i tam… trochę dorabiałem na plantacji i ona tam była gospodarzową, nie? A ja tak w słońcu bez koszulki zawsze, chyba się najarała! — Francisco roześmiał się. Rzeczywiście, jak pomyślało się, jak wyglądał w pełnym słońcu na polu, rozgrzany, spocony, pracujący i co by nie mówić, seksownie zbudowany, nie było się co dziwić, że ktoś zawiesił na nim wzrok. — Raz mnie zaprosiła na wyciskany sok i potem mnie przytrzasnęła do ściany. I skończyliśmy na podłodze w kuchni.
Sebastian cudem się nie zaśmiał. Prychnął tylko z rozbawienia i stuknął nogą kumpla w łydkę.
— No, zaszalałeś! — skomentował z szerokim uśmiechem, przez który mocno mrużył oczy. — Ale to był jednorazowy epizod, czy potem częściej… zapraszała cię na sok?
— Kilka razy, ale może dwa albo trzy. Bo potem jeszcze dwóch chłopaków ze mną pracowało i nie dało się. A ty? — zagadał szybko Francisco, prostując się i prezentując swoją fryzurą koszmarny nieład przez to, co przed chwilą wyczyniał z włosami. — Lubisz MILF?
— Niespecjalnie. Ale pewnie jakbym został zaproszony na sok, to możliwe, że też bym spróbował. Chociaż zależy, jak babka by wyglądała. Z drugiej strony, odmówić też trudno. — Skrzywił się na koniec, cały czas patrząc na chłopaka naprzeciwko. — Nękała ci włosy?
— Włosy? Nie. — Francisco popatrzył w górę i podrapał się po czuprynie. — A co?
— Bo ty non stop je dotykasz. Zresztą, aż same się proszą. Takie sprężynki — dodał i wyciągnął dłoń do kosmyka włosów, prezentując, o czym mówi, kiedy pociągnął za jego włosy, a te wróciły do swojej wcześniejszej formy.
— No, trochę sprężynki — powtórzył jego określenie ze śmiechem, jakby pierwszy raz je słyszał. — Raz je ścinałem, ale wyglądałem jak kretyn.
— Laskom powinny się podobać. Nadają ci fajnego charakteru. Wyróżniasz się — Sebastian podbudował go, ponownie rozprostowując jeden z pukli włosów.
— Mówisz? A ty co o nich myślisz? — zapytał Argentyńczyk szybciej, niż pomyślał, wpatrując się w wąskie, brązowe oczy swojego współlokatora, z którym powinien tworzyć plakat, a nie rozmawiać o własnych walorach i seksie.
— Że są śmieszne. I że zabawnie się nimi bawisz — odparł ten od razu. — Tylko musiałbyś cholernie dziwnie wyglądać z prostymi. Jak są mokre, od razu się kręcą?
— Si, od razu. Chyba że tak dopiero co wychodzę z wody, to jak jeszcze ścieka woda, to są oklapłe. Ale kręcą się szybko. Mój brat też ma takie, ale je ścina.
— A masz w ogóle jakieś zdjęcia rodzinne? Aż jestem ciekaw, jak wyglądacie.
— Mam na kompie! — Francisco zapalił się do tego i szybko „odjechał” na krześle do swojego łóżka, na którym leżał jego laptop. „Przyjechał” z nim z powrotem i postawił obok komputera Sebastiana. Otworzył i zaczął szukać w folderach. — Ale chyba tylko z bratem, rodziców tu nie mam… Chyba — mówił, szukając, aż w końcu pokazał Sebastianowi zdjęcie z Argentyny, na prostej ulicy z bardzo kolorowymi domkami w tle. Miały maleńkie okienka, wyglądały na proste, ale kolory ścian były naprawdę zabawnie żywe. Przed nimi stał zdecydowanie młodszy Francisco u boku starszego, poważnego chłopaka w białej koszuli i okularach. Podobieństwo było od razu zauważalne, chociaż młodszy z braci zdecydowanie wyglądał bardziej… barbarzyńsko. Miał nawet podarte miejscami ciuchy. — To mój brat, jak kiedyś przyjechał w trakcie dłuższego wolnego na studiach.
— Ile jest od ciebie starszy? — spytał Sebastian, opierając się łokciem o blat biurka, aby być bliżej i lepiej widzieć. Ich plany na tę chwilę zostały odsunięte na bok. Nie było to niczym dziwnym. Zwykle podczas nauki też odpływało się myślami gdzieś indziej. A kiedy zbliżały się ważne testy, dekoncentrować mogło dosłownie wszystko.
— Cztery lata. Jest fajny, ale studia go upoważniły. Teraz się tak nie wygłupia jak kiedyś. Wiesz… pewnie też się taki stanę, jak pójdę gdzieś na studia albo coś, nie? — Francisco posmutniał nagle, jakby zmiany w jego bracie były wyrocznią dla niego. — Będziemy dorośli i sztywni…
— Od razu czarno to widzisz. Zawsze można robić coś, co daje nie tylko kasę, ale też frajdę. Chociaż — Sebastian skrzywił się — może i tak. Nie chciałbym być za bardzo jak ojciec.
— Myślałem, że go lubisz. — Francisco zaśmiał się. — Ale i tak jesteś często taki, no… — Zrobił poważną i zamyśloną minę, pozorując zwykły sposób bycia Sebastiana. — Taki sztywniejszy.
Za to zarobił kuksańca, ale też i został obdarowany szerokim uśmiechem współlokatora.
— Ktoś musi pilnować takiej zakręconej głowy.
Argentyńczyk prychnął z uśmiechem i wpierw chciał odpowiedzieć na kuksańca, ale przypomniał sobie, jak ostatnio ich przepychanka na łóżku się skończyła. Zaczerwienił się więc na samo wspomnienie i szybko przewinął następne zdjęcie.
— O, a tu mój ojciec jednak jest. Podobny do nas, nie? Przynajmniej wiadomo, że mama była wierna — palnął z wymuszonym śmiechem, bo wewnętrznie jakoś bardzo, bardzo chciał nawiązać z Sebastianem jakikolwiek kontakt fizyczny, ale już nie wiedział, co było w porządku, a co nie.
Współlokator roześmiał się, słysząc uwagę o mamie Francisco.
— Bardzo podobny, a masz gdzieś zdjęcie mamy? — zapytał po chwili, razem komentując kolejne zdjęcia.
Dopytywał się o miejsca, skąd są, jak żyją. Był zainteresowany tym, co pokazywał mu współlokator. Długi czas spędzili na oglądaniu zdjęć. Siedzieli przy tym blisko siebie. Sebastian trzymał szeroko rozsunięte nogi, a bokiem, między nimi, siedział Francisco. Był przodem do laptopa i czuł, jak współlokator nad nim wisi i przekręca się, aby widzieć dobrze monitor. Praca nad plakatem poszła w odstawkę, a obietnica Sebastiana, że kiedyś odwiedzi w Argentynie współlokatora, wcześniej czy później musiała paść.

*

Kevin nie miał zajęć w środę, ale miał masę prac domowych. Cholernie żałował, że nie wybrał zaciszu własnego pokoju na ich odrabianie, bo nie doświadczyłby tego wszystkiego, co tego dnia działo się w szkole. Niestety los zmusił go do pójścia do biblioteki i… ujrzał plakaty. Zatrzymał się jak wmurowany, kiedy dostrzegł całą kampanię ostrzegającą o HIV. Przemknął spojrzeniem po plakacie i był święcie przekonany, że zamiarem twórców było… uderzenie odbiorcy młotem w głowę. Przepełniony był w końcu głównie drastycznymi treściami, jak przebieg i objawy wirusa, tabelą śmiertelności, a nawet zdjęciami ludzi w ostatnich stadiach życia. A on… już miał zaplanowany sposób wykonania zadania!
— Ej, Kev, kurwa, rusz się, też chcę zobaczyć! — Jeden z kumpli pchnął go lekko w ramię, gdy tak stał jak kołek przed jedną ze ścian, na których wisiał plakat.
— Sorry, sorry — odmruknął i podążył dalej korytarzem, mając wrażenie, że zmierza do nikąd. Ale przecież profesorowie prowadzący projekt nie naraziliby ich na coś takiego, prawda? Zadaniem było wypicie czyjejś krwi, ale przecież… przecież jakby to było tak niebezpieczne, to by tego nie zrobili…
Rozsądek podpowiadał jedno, wyobraźnia drugie. I cały dzień męczył się z tymi myślami, nim nadszedł moment, kiedy powinien zadziałać. Nadszedł czas rozpoczęcia kółka spirytystycznego.
Przed czwartą trzydzieści podążył na miejsce, w którym odbywały się te zajęcia. Zawahał się przed wejściem, bo już widział, że drzwi są otwarte i odetchnął głęboko, by dodać sobie odwagi. W końcu jednak wszedł do niedużej sali i uśmiechnął się z wymuszeniem do dziwaków w sali.
— Yo…
Niektórzy zmierzyli go takim spojrzeniem, jakby sam był nie lada dziwakiem.
— Siema, wchodź! — zawołał chyba przewodniczący. W tłumie zobaczył też Sena Nakano, innego członka projektu. Nie zdziwił się, że go tu widzi. A nawet, że ten komponuje jakiś ołtarzyk z kadzideł. — Pierwszy raz, co nie? Co cię skłoniło? Nawiedził cię we śnie jakiś duch? To często się zdarza — mówił z taką pewnością siebie i zapałem chłopak, który go przywitał, jakby komentował ostatnie wydarzenia sportowe.
Kevin z dłońmi w kieszeniach obszernej, wiszącej na nim bluzy wszedł głębiej, rozglądając się z wewnętrznym przestrachem. Spodziewał się, że będzie tu mniej ludzi, a kilkunastu na pewno było. Każdy kolejny dziwniejszy od poprzedniego.
— No… trochę tak. Z jakimś pogiętym poleceniem — odpowiedział, próbując jak najszybciej załatwić to, po co tu przyszedł.
— Czyli masz misję? Niewypełniona wola? — spytała z przejęciem kolejna osoba . Tym razem szczupły i blady blondynek. Sam wyglądał jak duch.
Kevin znowu rzucił spojrzenie na Sena, zastanawiając się, czy ten przypadkiem nie będzie za bardzo podejrzliwy i nie połapie się, że to zadanie, a nie prawdziwe nawiedzenie. Cholera. Musiał uważać.
Pochylił się bardziej do przewodniczącego i szepnął:
— No, chyba tak… Ale nie wiem, o co w tym chodzi. Kazał mi tylko upić czyjejś krwi.
Chłopak zrobił większe oczy i zaskoczoną, przesadnie zaskoczoną minę.
— To się nadaje na egzorcyzmy! — podekscytował się. — Słyszeliście?! Duch krwiopijcy go nawiedził — zakomunikował wszystkim, a w sali nastała wrzawa.
— Nie mamy kurzych kości, aby nimi rzucać? — wtrącił się w to wszystko Sen, wstając znad swojego jeszcze nie odpalonego ołtarzyka. — Niech mnie ktoś poprawi, ale czy w kulturach afrykańskich nie było utaczania krwi? Coby wojownikom dać siłę? Ale myślałem, że to antylopom, a nie ludziom?
Kevin popatrzył na niego jak na debila nie pierwszy raz w swoim życiu. Nie zrozumiał ani słowa z tego, co powiedział ten kosmita, więc nawet na chwilę się zaciął. Dopiero kiedy jakiś długowłosy, rudy chłopak wtrącił się do dyskusji z pomocą w postaci Internetu w telefonie, Kevin zaskoczył i rozłożył wymownie ramiona.
— Cokolwiek to nie było, to dało mi do zrozumienia, że muszę to zrobić, to, kurna, lepiej spróbować niż się narazić na jakieś, ten… opętania, nie?
— Chyba że tym przypieczętujesz swoją więź z duchem? Że on tego potrzebuje do zasiedlenia — usłyszał znowu z ust Azjaty, który przekrzywił głowę, mówiąc to. Sam pewnie dla niektórych zakrawał na osobę opętaną.
Zrobiło się wokół nich kółeczko pełne rozemocjonowanych uczestników kółka spirytystycznego, a jeden z nich już nawet zaczął zasuwać rolety w oknach, żeby zrobiło się ciemniej. Zresztą gdzieniegdzie dało się zobaczyć przedmioty, które tu przynosili na spotkania kółka i były nimi nie tylko różańce i świece, ale i jakieś podejrzane kryształowe kule, posążki bożków i księgi.
Spojrzenie wąskich, ciemnych oczu Azjaty skrzyżowało się z butnym wzrokiem czarnoskórego chłopaka, który nie zamierzał odpuścić.
— No nie wiem, ten ktoś nie wyglądał we śnie jak ktoś zły, więc może nie będzie to złe opętanie — odpowiedział, nie mając pojęcia, o czym mówi.
— Może, te czasem mogą faktycznie być pomocne. Chociaż… nie, zresztą nieważne. — Sen pokręcił na koniec głową i odsunął się, aby pozapalać kadzidła.
— Chodźmy wszyscy do koła, trzeba wesprzeć naszego nowego kolegę w kontakcie z jego duchem! — zawołał przewodniczący kółka do reszty, kiedy na podłodze zostały rozłożone koce, a światło zastąpiły świece. W pomieszczeniu zaczął unosić się duszący zapach kadzideł.
Zrobiło się naprawdę klimatycznie i sam Kevin poczuł się dziwnie zestresowany i napięty. Odłożył powoli plecak obok biurka i podążył za jakimś drobnym chłopaczkiem, który pociągnął go do środka. Uczniowie zaczęli siadać w kółko, a przewodniczący zarzucił sobie na szyję jakieś wisiorki. Kevin nie znał się na tym, ale miał wrażenie, że nie pochodzą z jednej religii.
— Ee… — mruknął, siadając pomiędzy tamtym rudzielcem a przewodniczącym. — I co teraz?
— Teraz spróbujemy przywołać twojego ducha, a jak się nie uda, to spełnimy jego prośbę i spróbujemy jeszcze raz. Ale wcześniej może wskaże nam, czyja to ma być krew. Duchy potrafią być wybredne — odparł brunet po jego prawej.
— Potrafią wiedzieć więcej niż inni. Co ja mówię, wiedzą więcej niż inni. Wnikają w nas, wiedzą to, czego nikt inny nie wie i kierują naszym życiem! — dodał jeszcze inny chłopak z naprzeciwka.
Sen, na którego Kevin zwracał uwagę, bo był jedynym dziwnym, lecz jako tako znanym elementem, właśnie kiwał się na boki z zamkniętymi oczami. Według niego nie musieli nic przywoływać, bo na pewno w Senie siedział już przynajmniej tuzin duchów i jeden gorszy od drugiego. Nie przyznałby tego głośno, ale obawiał się trochę tego Azjaty. Nie był normalny.
— No, dobra, to działacie — mruknął do stałych członków klubu i był zmuszony podać im dłonie, bo wszyscy nagle zaczęli je łączyć. Nie wierzył, że bierze udział w tej szopce… Ale niby jak inaczej miał zdobyć krew? To był najprostszy sposób.
Jak jeszcze chwilę temu było dziwnie, to po momencie było już abstrakcyjnie. Ktoś zaczął nucić jakąś melodię, kolejne cztery osoby mamrotały sentencje, a po chwili Sen wyciągnął woreczek. Chwilę coś do niego mówił, mieląc dłonią rzeczy, które w nim były, aż w końcu wyrzucił na środek ich koła… kości. Kevin nie wiedział, skąd ten je miał, ale wszystkie wyglądały jak kości kurczaka. Była nawet mała czaszka jakiegoś ptaka.
Skrzywił się z odrazą, mając ochotę zapytać, czy zajebał to ze szkolnej stołówki, ale udało mu się powstrzymać. Każdy tutaj wyglądał, jakby było to dla nich normalne, więc się nie wtrącał. Przyszedł tu po krew, więc musiał chyba znieść całą tę otoczkę.
Sen jeszcze chwilę bujał się nad kośćmi, reszta, która ani nie nuciła, ani nie śpiewała dziwnych słów, wpatrywała się w nie także z niepokojem.
— Duch nie przyjdzie, lecz wskazuje mi, kto ma być naszym barankiem — wymamrotał Azjata i zabrał jedną kość. Długą i idealnie białą. Złamał ją, a kiedy mała część spadła na ziemię, jej ostra zadra wskazywała na niego. Wszyscy nagle zamilkli, jakby wydarzyło się coś znaczącego. Tylko Kevin nie wiedział co.
Zrobił wielkie oczy, a raczej miał wielkie oczy przez cały ten czas, teraz będąc w jeszcze większym osłupieniu. Z każdą sekundą zadawał sobie kolejny raz pytanie, co on tu do diabła robi?!
— Eee… to kto jest barankiem? — wydusił, mając wrażenie, że jego głos jest dziwnie niepasujący do tej całej otoczki. Dopiero teraz się połapał, że w sumie każdy mówił półszeptem.
— Szaman — odpowiedziało kilka osób jednocześnie przyciszonymi, pełnymi napięcia głosami. Sen w tym czasie spojrzał wprost na Kevina.
— Przyszedłeś po krew, to będzie ci dana — wymamrotał dziwnie niskim, wręcz nienaturalnie niskim głosem i skinął na jednego z chłopaków. — Kielich!
Ten poderwał się jak poparzony i zza swoich pleców wziął płócienną torbę, w którą starannie zawinięty był kielich, zapewne kupiony w jakimś tematycznym sklepie lub przez Internet. Kevin już zupełnie przestał oddychać. Nie wiedział, czy się ewakuować, dzwonić po księdza, lekarza czy policję.
Sen w tym czasie zaczął podwijać rękawy swojej koszulki. Na skrzyżowanych nogach położył sobie złamaną kość i czekał, aż kielich zostanie przed nim postawiony. Po tym chwycił magiczny artefakt ze złamanej kości i jej ostrym końcem dotknął swojego nadgarstka tuż nad pucharem. Zaraz po tym w kręgu znowu rozległo się mruczenie w nieznanym czarnoskóremu chłopakowi języku.
— Ej! Co ty robisz?! — Tylko Kevin zareagował jakoś na przystawienie ostrego przedmiotu do ciała Azjaty. — Chcesz se żyły podciąć, popierdoliło cię koleś?!
— A jak inaczej krew ma trafić do pucharu? — spytał go przewodniczący siedzący obok Kevina, a Sen nie odpowiedział, cały czas będąc jakby w transie.
— A po co puchar? Nie może se czegoś… nakłuć? — zasugerował Kevin, nie spodziewając się takiego przedstawienia.
— Bo duch tego wymaga. Nawiedził cię chciwy duch.
— Zajebiście… — podsumował szeptem i znowu popatrzył na Azjatę.
Sen zachowywał się jak potłuczony i… dlaczego to właśnie jego krew miał wypić? Czemu nie mógł to być ten mały koleś obok, który pewnie nie zanurzył jeszcze kutasa w żadnej pochwie? A Sen pewnie nie dość, że pieprzył Azjatki z Newcastle, to pewnie jeszcze sam brał w dupę i co wieczór szprycował się haszem, heroiną i jakimiś innymi zdobytymi w jakiejś spelunie na zapleczu chińskiej dzielnicy grzybkami.
Przewodniczący kółka ścisnął jego dłoń oraz dłoń kogoś po swojej drugiej stronie, a reszta przestała mamrotać. To był ten moment… a Kevin momentalnie oderwał swoje ręce i wstał, jakby ktoś nagle podrzucił mu pod tyłek rozżarzone węgle.
— Nie no, bez jaj! Nie wypiję twojej krwi! — wydarł się na Sena.
— Ale duch tak chciał. — Sen spojrzał na niego z osłupieniem na twarzy. Pytanie czy szczerym, czy idealnie wyreżyserowanym. Zresztą, nie było to ważne, w obliczu kilku innych par oczu patrzących na Kevina bez zrozumienia.
— Chuj! Chuj mnie to! A co, jak to jakiś jebany duch HIV, który chce, bym się od ciebie zaraził?! — warknął Kevin i szybko poszedł po swój plecak. Nie, zdecydowanie nie miał zamiaru ryzykować swojego zdrowia i życia, żeby wygrać w debilnym projekcie. — Pierdolę to! — dodał na koniec, ruszając do drzwi i trzaskając nimi za sobą. Nie miał zamiaru mieć nic wspólnego z tymi ludźmi. Nigdy. A o Senie najchętniej porozmawiałby ze szkolnym psychologiem.
W tej chwili nie żałował, że swoim działaniem zawalił zadanie z projektu, bo po tym, co przeżył, jak zostawił za drzwiami tę bandę dziwaków, miał wrażenie, że uratował swoje życie. W końcu kto normalny wierzył w duchy i chciał spuszczać sobie krew, podcinając żyły suchą kością? Kevin nie wiedział i nie chciał wiedzieć. Nie chciał też już nigdy widzieć członków koła spirytystycznego.

*****

Wpisów do dzienniczka dokonali:

Kevin Blare – 9.10
Francisco Moreno – 9.10
Sen Nakano – 9.10

24 thoughts on “Project Dozen – 22 – Walka o życie

  1. Katka pisze:

    Basia, może, może… PD skrywa wiele intryg XD A przynajmniej o to się staramy… :) Super, ze czytasz dalej! :) Pozdrowienia dla Ciebie również!

  2. Basia pisze:

    Witam,
    ach no i co? Stchórzył, namieszali, a może Sean też brał w tym udział…
    Dużo weny życzę Wam..
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Bebok pisze:

    Picie krwi… obleśne. Brrrr!
    Kampania o HIV xd Niezły plan żeby nastraszyć biednego Kevina :D (Szczerze mówiąc… nawet nie kojarzę gościa… trochę smutne ale jednak dalej nie pamiętam wszystkich postaci ^^) Chociaż bardziej odstraszył by mnie fakt że to po prostu obrzydliwe jest niż fakt że ktoś w szkole może mieć HIV… małe prawdopodobieństwo.
    Kółko spirytystyczne <3 Sen jest zdrowo popieprzony ale co by nie mówić… uwielbiam nieco psychiczne postacie xd Chociaż dla mnie to ciągle jest człowiek zagadka.
    Męska rozmowa o cyckach… Franek mnie na zmianę przeraża i bawi xd Nie ogarniam go kompletnie ale fajnie jakby się coś podziało między nim i Sebą ;D

  4. Katka pisze:

    Saki, czy Sen coś bierze ukradkiem, czy nie, tego nikt nie wie XD Pewne jest jednak, ze nie jest normalny. I za to, jak widzę, go lubicie XD Dooobrze. No i widzisz, rozumiesz Kevina, choć pewnie wielu innych czytelników uważa, że niepotrzebnie spitrał. Ale każdy ma inną wrażliwość i dla niego to po prostu było zbyt wiele. I masz rację, zadania są w pewnym stopniu podwójne, bo zawsze jest ten problem, żeby w ogóle dostać się do koperty. Colin też przecież nie miał łatwo, żeby ją zdobyć. Takie zamierzone utrudnienie chłopakom życia. Muszą się postarać ;) Hehe i tak, między Sebciem i Franiem coraz więcej ciśnienia XD Pytanie, co z tym ciśnieniem zrobią i który pierwszy wybuchnie XD Dzięki za komentarz, wenę i życzenia pomysłów :D Pozdrowionka ;)

  5. saki2709 pisze:

    Miałam komentować na bieżąco… Jak widać u mnie to niemożliwe, nawet jak mam wolne. Jak nie skomentuję od razu po przeczytaniu, to potem mi się to w nieskończoność odwleka…
    Sen <333 Kocham gościa normalnie. Wiedziałam, że się skapnie, bo może i jest porządnie jebnięty, ale coś jednak pod tą kopułą ma. zastanawia mnie, czy coś bierze, czy on sam z siebie taki jest. Bo szczerze, to jak się na niego patrzy, to on wygląda, jakby chodził na wiecznym haju XD Ale nieważne. Właśnie to w nim kocham. Że jest takim jedynym w swoim rodzaju indywiduum.
    Co do Kevina, nie dziwię się, że spietrał. Ja na jego miejscu od razu bym zrezygnowała. Nie jestem wampirem, a na widok krwi mnie mdli. Raz nawet prawie zemdlałam przy pobieraniu. Brrrrr. I czy mi się wydaje, czy organizatorzy byli aż tak perfidni i wykorzystali informację, którą Kevin sam im podał, że boi się wuefisty i prosi o to, by nie dawać mu zadań z nim związanych? W sumie zadanie jako takie nie miało z nim nic wspólnego, ale samo zdobycie treści, które jak dla mnie podchodzi pod zadanie. Tak jakby było podzielone na dwa etapy.
    Sebcio i Franio <33333333333333333333 Kocham, wielbię, chcę więcej. Franio ma coraz więcej dziwnych myśli i pragnień, Sebcio też zwraca coraz większą uwagę na swojego chłopaka z wymiany (btw, mówiłam już, że kocham to określenie?). Już się nie mogę doczekać więcej. Aż jestem ciekawa, czy dojdzie do tego ich wypady na laski, a jeśli tak, to jak się potoczy.
    Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału i straszenie się cieszę, że PD będzie wychodzić częściej.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo, dużo weny, czasu i multum pomysłów

  6. Katka pisze:

    Vivitcorde, hehehe, to zawsze zabawne, jak każdy coś innego ma ulubionego i potem przy pisaniu jest pewność, że to co akurat piszemy KOMUŚ na pewno się spodoba XD Czasem jest to mniejsza liczba, czasem większa, ale zawsze ktoś. Fajnie, bardzo się cieszymy, że pomysł na PD Ci się podoba :) Oby tak dalej :D

  7. vivitcorde pisze:

    Ja osobiście to właśnie PD czytam z największym zapałem, strasznie mi się podoba pomysł na to opowiadanie, bo uwielbiam tego typu tematykę. :’D A co do Sena to mam mieszane uczucia na jego temat. XD

  8. Katka pisze:

    Desire, hahaha, dokładnie tak, nigdy nie wiadomo, co tam Sen bierze XD Na miejscu dyrektora zrobiłabym inspekcję jego pokoju. A Franio jest gorącokrwistym Latynosem, oczywiście, że go nosi! Chyba jednak nie zdaje sobie sprawy jeszcze, w którym kierunku. Dzięki za miłe słowa, fajnie, że PD ma zwolenników i mamy nadzieję, że faktycznie częstsze wychodzenie wyjdzie na dobre :) Pozdrawiamy cieplutko!

  9. Desire pisze:

    Szkoda mi trochę Kevina. Tak go nastraszyły nasze szczurki xD ale dobrze, że nie wypił tej krwi Sena. Uwielbiam go, ale nadal uważam, że jest mega dziwny. Nigdy nie wiadomo co on tam bierze xD
    Co do Francisco i Sebcia to mam nadzieję, że szybko coś się między nimi zadzieje, bo Frania już chyba nosi^^ oj, podotykałby ciała Mossa :P
    Strasznie się cieszę, że to opowiadanie będzie wychodzić częściej! Jest świetnie przemyślane :3
    Uwielbiam tych chłopców^^
    Pozdrawiam gorąco i wysyłam dużo chęci do pisania^^

  10. Katka pisze:

    SilencedUnknown, o widzisz, jak to nasze teksty jednak potrafią być czymś więcej niż pisanym pornosem i coś z tego wynosicie XD Będziesz mogła gdzieś zabłysnąć dzięki wiedzy osiągniętej u nas! (tylko nie chwal się, gdzie ją zdobyłaś XD) Kevin jak widzisz miał pełne prawo wziąć to wszystko na poważnie i spitrać, chociaż prawdopodobieństwo, że ktoś z nich faktycznie miał HIV było bardzo niskie XD A co dalej z Sebciem i Franiem…? By wiedzieć, trzeba poczytać, hehe, spokojnie, wiele się u nich dzieje w momencie, który piszemy :) Pozdrawiamy!

  11. SilencedUnknown pisze:

    Hah, widzę, że nie ja jedna nie ogarnęłam na początku kto to Kevin ^^
    Normalnie już myślałam, że mogę się zacząć za siebie wstydzić. Ale ok, nie jestem sama ^^
    I ugh.. dziewczyny, ale miałam przez was zagwozdkę. Normalnie przez cały czas czytania rozdziału, a było to wczoraj wieczorem i aż do dziś, co chwilę zastanawiałam się, czy HIV można się zarazić połykając krew potencjalnego nosiciela. Toczyłam zażartą dyskusję sama ze sobą. Głównie głowiłam się nad tym, że skoro jest to wirus, to czy nie zostałby on strawiony przez nasze urocze soki żołądkowe? Przecież w końcu, chyba z tego powodu szczepionki to zastrzyki, a nie tabletki czy syrop(to zapewne byłoby wybitnie niesmaczne…). Aż w końcu zasięgnęłam opinii u koleżanki. Wspólnie ustaliłyśmy, że jest to raczej możliwe, nawet jeśli już nie w samym żołądku, to przecież po drodze do niego. Przeca w ustach ludzie mają sporo ranek, od chociażby szczoteczki do zębów, nie licząc już różnych innych sytuacji. I ech. Wygrałyście :P
    A ja choć rozdział czytałam z nadzieją na wypoczynek to miałam niezłą rozkminę ^^
    Widzicie jak ludzi zmuszacie do myślenia? ^^
    I co do rozdziału ogólnie, to przyznam, że zdziwiłam się na jego kapitulację. Tak się dać podpuścić? Ciekawe co z nim będzie ^^
    I te niezręczności między Sebastianem i Francisco. Co dalej z nimi? ^^
    Tylee pytań. :D
    Pozdrawiam! :)

  12. Omega pisze:

    Na mnie nie wzbudza, bo go polubiłam :D (Choć całej reszcie wcale się nie dziwię :P) Jak mam być szczera, to też jakoś sobie tej parki nie wyobrażam, (bo co? spotykaliby się w składziku i odprawiali egzorcyzmy?) ale mogłoby być ciekawie xD

  13. Katka pisze:

    Omega, no Sen głupi nie jest, a to jednak było wręcz oczywiste, że to zadanie – w końcu od razu widać po Kevinie, że nie jest fanem takich specyficznych spotkań jak te kółka spirytystycznego. Swoją drogą parka Sen i Kevin mogłaby być ciekawa. Ni cholery tego nie widzę, ale poczytałabym fika XD A i na pewno nie tylko Kevin stara się trzymać od Sena z daleka, bo podejrzewam, że ten koleś ogólnie wzbudza ciarki na plecach XD

  14. Katka pisze:

    Porebula, niestety Sena nie mamy za bardzo jak pożyczyć, bo jednak bilety z Wyoming do Polski są dość drogie, a i chłopak jest w trakcie roku szkolnego, więc nawet nie ma za bardzo jak się wyrwać XD

  15. Omega pisze:

    Cóż… Żegnamy Kevina :) Kompletnie o nim zapomniałam, więc jakoś nie odczuwam tej straty. Sen – znowu się w nim zakochałam <3 (taki słodziak) Od razu wiedziałam, że przejrzy Kevina, choć miałam nadzieję, że jednak niedoszły krwiopijca się przełamie. Ale co poradzić, moja ulubiona parka (Sebcio i Franek :P ) w końcu skutecznie go odciągnęła od tego pomysłu :D Liczyłam że będzie pairing Sen x Kevin, ale chyba Kevin będzie się trzymał jak najdalej od mistrza tęczowej flagi przynajmniej przez jakiś czas xD

  16. porebula pisze:

    Katka, czyli nie ma szans że mi Sena pożyczycie? Tak ani troszke? I dodam ze shipuje Patricka i Judea. Bo moge btw to dobrze imiona napisalam? Chociaz Judea nie lubie… Taki co jak mysli ze powie ze jest bi to mu fejm urośnie…

  17. Katka pisze:

    Liv, Kevin nie wypił, bo spitrał, a Sebastian i Francisco mogą sobie z tego powodu przybić piątkę XD A czy Sen jest ładniutki… nie było nic o tym napisane, ale to jest kwestia gustu, bo wg mnie jest całkiem słodki jak na Azjatę. Może przy okazji jakoś podkreślimy dokładniej jego wygląd :) I teeeeeeż nie wiem, jakim cudem Sebastian się na Frania nie rzucił! Toż to widok wart grzechu XD Ma chłopak samokontrolę XD Haha no i to cudne podsumowanie, że projekt mógłby coś u kogoś zepsuć, byle nie u tego, tego, tego i u tego i jeszcze tego też nie i… w sumie nikt nie zostaje XD No ale dramy na pewno nadejdą, więc spooooko :) A nad zadaniami pomyśl, pomyśl, zachęcamy :D

  18. Liv pisze:

    Muszę przyznać, że Kevin mnie rozczarował, a nawet go polubiłam. Choć nie pamiętałam jego imienia.. xd Dlaczego nie wypił krwi, którą dostał dobrowolnie? Nie rozumiem.
    Ale. Było coś tam, że Kevin myślał, że Sen się pieprzy ze wszystkimi.. o: „A Sen pewnie nie dość, że pieprzył Azjatki z Newcastle, to pewnie jeszcze sam brał w dupę”. Czy to znaczy, że Sen jest ładniutki i atrakcyjny, bo wcześniej chyba przegapiłam? ^^
    A fragment z Fran i Sebciem,.. Wyobrażam sobie półnagiego Fran z rumieńcami i wilgotnymi, kręconymi włosami po prysznicu i nie rozumiem, jakim cudem Seba nie podszedł i nie zaczął go normalnie dotykać. Przecież to musiało go kusić, nie ma innej opcji w ogóle!
    I hehe, rozmowa coś podejrzanie łatwo schodzi im na seks… ^^ hm? HMMM?
    Akcja według mnie nie dzieje się ani za szybko ani za wolno chyba.. Ale już nie mogę się doczekać, kiedy te zadania wpłyną na ich związki i kogo poświęcą. Bo mam nadzieję, że któraś przyszła para tego nie zniesie. Tylko oby nie Jules i Erik. I nie Woody i Tomas. W sumie Fran i Seba też powinni żyć długo i szczęśliwie… To powodzenia dziewczyny ^^
    I jak fajnie, że możemy wpływać na zadania! :) Pomylę sobie nad tym, papa

  19. Katka pisze:

    CaramelVincent, tak, Kevin jest z tych postaci, o których wiele poczytać nie mieliście okazji. Ale jak widzisz, idzie do przodu i teraz będzie trudniej. Ale, haha, wydawało mi się, że to się Wam bardziej ciągnie, więc zaskoczyłaś mnie, że mówisz, że szybko. Chociaż to może chodzić o odpadnięcie jednego uczestnika. Teraz chłopcy wiedzą, że jednak trzeba się starać, bo każde potknięcie to zakopanie sobie szans na nagrodę. I podoba mi się porównanie Sena do Kapelusznika! Tak, to bardzo pasuje! Jest trochę creepy, miesza i nikt go nie rozumie. Dzięki za komentarz :D

    Porebula, biedny Kevin zanim w ogóle podjął się zadania został zaatakowany tymi wszystkimi plakatami, więc nasze szczurki zasponsorowały mu niezłe pranie mózgu. Miał się więc prawo chłopak wystraszyć, chociaż faktycznie, spanikował mocno. Ale księdza gapiącego się na cycki współczuję XD Celibat ssie. A sztywny Franio to faktycznie rzecz nie do wyobrażenia, no… chyba że sztywny inaczej. Ale co do kości dla Sena, to spokojnie, on sobie je na pewno umie skołować ;) Mam wrażenie, że dla tego kolesia nie ma rzeczy niemożliwych. Pomyśl jak ich pomęczyć, pomyśl, chłopcy spróbują sprostać ;)

    O., hehehe no szczurki czynnie szkodzą XD Jak widać dobrze zaplanowali akcję. A jakby się Franio ubierał od stóp do głów, to pewnie miałby większy spokój ducha. Ale oj, takie widoki, to aż żal zakrywać!

  20. O. pisze:

    ” A co, jak to jakiś jebany duch HIV”
    To chłopcy mają zwycięstwo xD
    Sebastian niech korzysta i ogląda do woli Frania, ciekawe jakby się czuł, gdyby Argentyńczyk ubierał się od stóp do głów ;D I fajna ta ich bliskość xD

  21. porebula pisze:

    Czytanie Dozen tgle razy sie opłaciło xD Ogarniam postacie xD I Kevin przesadza z tą krwią… No krew… i co? Nie powiedzieli mu ile ma tego wypić w końcu… No może to ze piłam już czyją ķrew ma coś wspólnego z tym że uważam go za ciote teraz… No w sumie to piłam krew 2 osób… mało pare kropli… i swoją… bo krew to całkiem nieźle smakuje… E tam wuefista ktory patrzy na ciebie jakby chcial cie wyruchac… gorzej ksiądz… Nasz sie tak gapi na wszystko co ma cycki… co ja… no… Fran był ;D dżizas, mówiłam, ze go kocham? Doszłam nawet do szokującej dla mnie wiadomości że „Moja miłość do niego jest porcjonalna do chęci by Alex umarł” Przeraża mnie to nieco…I uświadomiłyście mnie że też męcze swoje włosy… I że wszyscy inni męczą mone włosy jak są rozpuszczone… Dziękuje. Te plakaty o HIV xD piękne. Prawie sie popłakałam jak Kevin sie na ten plakat gapił ;) Ale to niesprawiedliwe, bo gazete sprawdzają, a oni sobie wieszają plakaty z prawie martwymi ludzmi, za dużo myśle, za dużo Dozen, ale to serio jest genialne i cały dzień dzisiaj chodziłam i sie w myślach jaram, bo dzisiaj Dozen :P Ale sztywny Fran… Nie umiem, sory.
    „Zawsze można robić coś, co daje nie tylko kasę, ale też frajdę. ” Właśnie, drzebanie w martwych flakach to frajda! Pomyślała ja-plany na przyszłość… I sory Fran ale wizja spoconego faceta na polu kojarzy mi się tylko i wyłącznie z oncem mojej sąsiadki… gruby, spocony, czerony, pół nagi, stary facet w traktorze, któremu zawozisz wode, bo sam nigdy jej nie bierze… No… Nie, dzięki Fran, ale i tak cie kocham. U!! Moge załatwić Senowi więcej czaszek i kości!! Ale to latem jak wujkowi niewyklute gołąbki pozdychają, albo jak jego koty będą się rzucać na dorosłe gołębie! I zakopalam na ogrodzie zdechłą wiewiórke!! Moge ją wykopać!! I będzie dyżo rozpłaszczonych żab i węży na drodze!! To co? Pożyczycue mi Sena? ^^ Którego niech Kevin nie odraża, bo i tak już go nie lubie… I Fran myślał o Sebciu :3 postęp. I czemu na opowiadania co mi sie tak pofobają trzeba tyle czekać.. Echo, to, to dziwne coś po angielsku co jest ta zajebiste i smutne, że sie na liście samobójczym prawie w szkole popłakałam i w którym jeden z bohaterów jest wkurzający tak bardzo, że chce sie go z mostu zepchnąć, ale dalej go lubie i nie wiem czemu to pisze chyba tylko dlatego, że znajoma mnie chyba ignoruje, a ja musze sie wyżalić bo chce nowy rozdział… no… ale Dozen będzie częściej i moge teraz wymyślać jak ich męczyć i się ciesze. Jezu jak się rozpisałam :o

  22. CaramellVincent pisze:

    Pierwsza myśl – who the fuck is Kevin? Zbyt mało go było i serio nie skojarzyłam gościa XD rozdział spoko i z jednej strony fajnie że zadania trudniejsze i że ktoś już odpadł, z drugiej strony coś za wcześnie chyba jednak. No ale bywa… Więcej Sena! Jest epicki <3 to taki szalony kapelusznik tej historii, a nie znam nikogo kto by go nie lubił (kapelusznika)
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział i mam nadzieję że faktycznie będą częściej wychodzić

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s