Fanfic by Desire – Revenge

Było już sporo po północy, kiedy młody mężczyzna wszedł w końcu do mieszkania. Uwielbiał swoją pracę, ale nie znaczyło to, że nie czuł już zmęczenia codzienną służbą. Był tylko człowiekiem i też czasem potrzebował odpoczynku.
Westchnął ciężko i zdjął swoją ulubioną, czarną kurtkę oraz buty. Od razu skierował się w stronę sypialni, ponieważ to stamtąd słyszał ciche odgłosy, więc tam właśnie powinien znajdować się jego partner. Nie marzył teraz o niczym więcej, jak odprężającym prysznicu i położeniem się do łóżka razem ze swoim chłopakiem. Chciał go do siebie przytulić i nareszcie się trochę zrelaksować.
Zatrzymał się jednak w pół kroku, kiedy usłyszał dziwne, przytłumione dźwięki. Zmarszczył brwi i wyjął swój rewolwer, z którym nigdy się nie rozstawał i zawsze ze sobą nosił przy pasku. Po cichu podszedł bliżej sypialni, ale niepokojące pomruki nie zniknęły tylko, wręcz przeciwnie, coraz bardziej przybierały na sile. Mężczyzna dłużej już się nie zastanawiał i pchnął drzwi, wpadając do środka. Tam stanął jak wryty, widząc jaka scena rozgrywa się przed jego oczami, a ręka z pistoletem opadła w dół.
Na łóżku nagi, związany i zakneblowany leżał jego partner. Wyglądał na otumanionego, albo odurzonego jakimiś narkotykami. Nad nim pochylał się właściciel pobliskiego zoo, z którym jakiś czas temu sam miał małą, erotyczną przygodę. Mężczyzna również był nagi i, co nie uszło uwadze Jeffersona, jego członek był już w pełnym wzwodzie. W ręce trzymał skórzany bicz, którym musiał wcześniej uderzać w bezbronne ciało Williama. Teraz tylko stał pochylony nad blondynem z błądzącym mu po ustach uśmieszkiem satysfakcji. Musiał nie zauważyć zjawienia się czarnowłosego mężczyzny, bo klęknął obok na łóżku i nieśpiesznie ujął swojego sztywnego penisa w dłoń zaczynając się masturbować nad ogłuszonym lekarzem.
— Co jest, kurwa?— krzyknął wojskowy i w dwóch krokach pokonał odległość dzielącą go od łóżka.
Intruz natychmiast odwrócił się w jego stronę i uśmiechnął jeszcze szerzej. Wyciągnął bicz w stronę wyższego mężczyzny, a skórzane paseczki opadły na bok. Oczom Jeffersona ukazał się nóż, który był dotychczas schowany w rączce łóżkowej zabawki.
— Nie radzę— zaśmiał się ochryple Malvin.
Black momentalnie zatrzymał się w miejscu. Zaklął szpetnie pod nosem i wciąż czujnie obserwował Malvina Berry— swoją jedno nocną przygodę. Zdążył już zapomnieć o tym człowieku, a ten teraz niespodziewanie pojawił się w ich życiu.
— Czego chcesz?— warknął wojskowy.
Niby znał różne chwyty, którymi mógłby teraz bez problemu obezwładnić nieproszonego gościa, ale nie miał pojęcia co ten typek ma jeszcze w zanadrzu. Przecież nie mógł pozwolić, żeby lekarzowi stała się krzywda!
— Zemsty? Nie wiem. Nazywaj to jak chcesz— powiedział.— Ale masz cierpieć tak jak ja cierpiałem po tym co mi zrobiłeś!— krzyknął na koniec starszy mężczyzna.
Jefferson spojrzał na niego bez zrozumienia. Był do cholery wojskowym! Co takiego mógłby mu zrobić, skoro był praworządnym obywatelem?
— Do cholery! To był tylko seks, co ci niby takiego zrobiłem?!— wrzasnął wzburzony.
Spojrzał przy tym na swojego chłopaka skrępowanego na łóżku. Najchętniej to wyjąłby mu ten knebel, rozwiązał i przykrył go czymś, aby nikt więcej nie miał nigdy dostępu do jego ciała. Tylko Jeff Black mógł go dotykać, a nieświadomość tego co robił z nim Malvin doprowadzała go do szału. Czuł jak wewnętrznie skręca go z wściekłości. Zrobił mały krok w stronę łóżka i już chciał się pochylić, kiedy drugi mężczyzna złapał go za nadgarstek i mocno pociągnął.
— Nie ruszaj się!— rozkazał mu nieznoszącym sprzeciwu głosem.— Przeleciałeś mnie i tak po prostu zostawiłeś!— wytknął mu.— Teraz za to zapłacisz.
— Kurwa, no! Wiedziałeś, że to tylko zwykłe rżnięcie!— krzyknął już coraz bliższy wybuchu Jefferson.— Po cholerę ci Will skoro to na mnie chcesz się mścić?!
Właściciel zoo spojrzał na niego z jawnym pobłażaniem i zaśmiał się głośno. Z nożem w dłoni i śmiechem psychopaty wyglądał jak prawdziwy szaleniec i chyba było to najtrafniejsze określenie jakie przychodziło czarnowłosemu do głowy. Patrząc na niego miał wrażenie, że stoi przed nim uciekinier zamkniętego oddziału psychiatrycznego.
— Obserwowałem cię— zaczął wyjaśniać już spokojniejszym głosem.— Nie trudno było zauważyć, że ten, pożal się boże, lekarzyna jest dla ciebie kimś ważnym. Idiota by to dostrzegł.
Black zacisnął tylko ręce w pięści. Aż go świerzbiło, żeby przywalić temu niezrównoważonemu mężczyźnie i chyba tylko ostatkiem siły woli powstrzymał się przed tym ruchem. Miał dość i chciał już skończyć tą całą farsę, ale jednocześnie musiał się dowiedzieć co ten facet zamierza. Musiał potem znaleźć dogodny moment, żeby go unieszkodliwić. W teorii jednak wydawało mu się to o wiele prostsze niż w praktyce. Musiał to zrobić tak, żeby nikt nie ucierpiał.
— Co w związku z tym?— warknął wojskowy.
Dostrzegał już czemu to jego partner był tutaj ofiarą. Miało go to bardziej zaboleć, miał patrzeć jak William jest krzywdzony i nie móc nic z tym zrobić. Skrzywił się nieładnie, kiedy zdał sobie sprawę, że to akurat mu się udało. Na tą chwilę był bezsilny i nienawidził siebie za tą słabość.
— Chyba już wiesz, co?— zaśmiał się wrednie.— Ten twój chłopaczek jest wyjątkowo łatwym celem, zwłaszcza, kiedy nie ma ciebie w pobliżu— stwierdził bardzo pewnie i otaksował wzrokiem nagie ciało nieprzytomnego mężczyzny.— Kto by się w końcu spodziewał, że przychodzę do doktorka w innej sprawie niż moje zdrowie, co?— zaśmiał się histerycznie.— A miałem co do tego już wiele okazji.
Jefferson zmarszczył groźnie brwi i spojrzał podejrzliwie na mężczyznę. Zaczynał coraz mniej z tego rozumieć.
— O czym ty pieprzysz?— warknął ponaglająco, kiedy Berry zamilkł i tylko oglądał sobie jego partnera.
— Oh, taak— zamruczał nagle niższym głosem.— Pieprzyłem go i to nie raz. Na pewno wiesz jak słodko piszczy, kiedy się go rucha— zaśmiał się głośno i spojrzał wyzywająco w oczy Jeffersona.
Tego Black już nie mógł wytrzymać i po prostu zwiniętą w pięść ręką, zamachnął się na mężczyznę i przyłożył mu prosto w szczękę. Ten zachwiał się lekko, ale ustał na nogach i wyprowadził szybki cios nożem, ale Jeff w porę odskoczył i udało mu się uniknąć dźgnięcia nożem. Poczuł jednak jak jego klatka piersiowa została rozcięta głęboko, a krew zaczęła moczyć koszulę.
— Skurwysynie!— krzyknął wojskowy i znowu zamierzył się na niego, ale ten pchnął go mocno, tak że czarnowłosy upadł na łóżko tuż obok swojego chłopaka, który teraz patrzył mu proso w oczy.
Malvin szybko usiadł mu na biodrach i unieruchomił go swoim ciałem. Jefferson nie mógł się ruszyć, ale kątem okaz zaobserwował, że William nie jest już wcale związany i teraz sam wyjmuje sobie knebel, który dokładnie wyciera jakąś szmatką.
— Co jest, kurwa?— warknął ponownie. Mieszały się w nim rożne uczucia, ale wściekłość i zdezorientowanie wyraźniej przebijały przez resztę.
Żaden z nich mu nie odpowiedział za to Berry pochylił się do niego niżej i pocałował mocno i dominująco. Black otworzył szerzej oczy w szoku i zaczął mu się wyrywać, ale był unieruchomiony i nie mógł się ruszyć. Poczuł jak jego nadgarstki są związywane grubymi linkami, a zaraz potem to samo stało się z jego nogami. Nie mógł po prostu w to uwierzyć.
Malvin dopiero po dłuższej chwili oderwał się od jego ust dysząc głośniej. Spojrzał na niego z tryumfem w oczach i przyciągnął do siebie za kark Williama, który z chęcią pocałował starszego mężczyznę.
— Co ty odpierdalasz, Will?— warknął z niedowierzaniem.
Ale nie uzyskał odpowiedzi. W zamian za to na jego usta został przez lekarza założony knebel. Mężczyzna jęknął w proteście, ale nic nie mógł zrobić. Ta sytuacja była dla niego beznadziejna i był całkowicie skołowany. Co tu się działo?
— Will— mruknął Malvin.— Pozbawiłeś mnie możliwości całowania go— powiedział z pretensją w głosie.— I jak on nam teraz obciągnie?!
— To by była dla niego nagroda— odpowiedział poważnie William.— Za bardzo to lubi, żeby zrobić z tego karę.
Młody wojskowy zaczerwienił się wściekle na tą uwagę i zaczął się rzucać pod nimi. Nie miał jednak żadnych szans— skrępowany i zdany na ich łaskę.
Malvin mruknął na zgodę i zbliżył się twarzą do pobudzonego członka lekarza.
— Chociaż dajmy mu popatrzeć— zaśmiał się wrednie mężczyzna i wziął do ust twardego penisa.
William jęknął cicho i wplótł palce we włosy swojego gościa. Mężczyzna obciągał mu z zaangażowaniem, a młody lekarz patrzył poważnym wzrokiem w oczy Jeffersona.
— Zdradziłeś mnie z Malvinem— zarzucił mu.— Teraz sam się przekonaj jakie to uczucie— westchnął błogo i poruszył biodrami.
Berry zamruczał z aprobatą i dalej zajmował się jego członkiem, ręką podążając do chętnego tyłeczka lekarza. Chwilę masował jego wejście, a później włożył w niego dwa palce, dając mu dodatkową stymulację. Will westchnął ciężko na to przyjemne uczucie rozciągania i z chęcią oddał się w sprawne ręce Malvina.
Najstarszy mężczyzna czuł, że lekarz już niedługo dojdzie, dlatego odsunął się do jego członka i wyjął palce z jego wnętrza. Lockberie jęknął na to w proteście, ale nic nie powiedział, kiedy otrzymał mocnego klapsa w pośladek. Rzucił wojskowemu wyzywające spojrzenie i odwrócił się tyłem do pieszczącego go mężczyzny.
Ten szybko skorzystał z zaproszenia lekarza i masując się jeszcze chwilę po twardym penisie, przyłożył go do wejścia blondyna. Pchnął mocno biodrami wprzód, a mężczyzna pod nim zajęczał głośno z rozkoszy. Nie planowali się hamować, więc Berry od razu zaczął się szybko poruszać w ciasnym wnętrzu lekarza, który co chwilę jęczał i sapał z przyjemności.
Jefferson chciał się szybko zerwać z posłania, ale nie mógł. Coś go przygniatało na wysokości klatki piersiowej. Spojrzał w dół i zobaczył Williama, który spał przytulony do jego torsu.
Było jeszcze sporo czasu do wschodu słońca. Oficer i Pigment stali kawałek dalej najpewniej śpiąc.
Texas Ranger westchnął ciężko i podłożył sobie rękę pod głowę i poprawił przy okazji siodło, o które się opierał. Cieszył się, że się obudził.
Sen jaki miał był przerażająco realny, ale niemożliwy. Widział w nim dziwne przedmioty, których nie znał, wiedział, że byli dziwnie ubrani. I te wydarzenia… Wolał o tym nie myśleć.
Domyślał się, że to jego podświadomość chciała dać mu nauczkę za tą przygodę, którą miał w Frankforcie. Chyba czuł się winny tego jak zranił Williama. Nie wiedział jak na razie co do niego czuł, ale miał świadomość swojego przywiązania i przyzwyczajenia do obecności lekarza. Wiedział, że nie chciałby go już nigdy więcej skrzywdzić. A ta świadomość dawała mu pewność, że już nigdy więcej nie popełni takiego błędu.

4 thoughts on “Fanfic by Desire – Revenge

  1. Shivunia pisze:

    OMG, jakie to było genialnie zryte. Cóż, ja jestem z tych którzy uważają, że to dobrze, że to jednak był sen. Może dlatego, że cóż jakoś tam Malvina lubię (ale nie uprzedzając faktów nie będę się zdradzać czemu). Tak czy inaczej, coś mi zaczęło śmierdzieć, kiedy niby się uchylił a został ranny. Wszystko było tak płynie opisane, a potem nagle Jeff jest związany…. eee. Wszystko się wyjaśniło, że to jego poczucie winny go tak załatwiało, ale i tak, super to było poprowadzone. Takie zwroty, hm, akcji, były niespodziewane i mocne. Tak jak Kat mówiła (jestem taka oryginalna) tekst Willa o obciąganiu był mistrzowski. Złaaa podświadomość, zdradza cię Jeff. Nawet już w śnie wiesz, że luuuubisz to ;p Biedaczek. Skomentuje to pewnym filmikiem z youtuba za który Jefferson by mnie zabił XD (wstawię link poniżej, a wpierw podziękuje)
    DZIĘKUJE za dobre zakończenie! Jeffko się nauczył nie dymać innych facetów (a William nie gwałcić swojego faceta po prochach)

  2. Liv pisze:

    A ja aż żałuję, że to okazało się snem… :) Chciałabym zobaczyć minę Jeffa, kiedy na jego oczach ktoś pieprzy Willa „w nagrodę” za ten wyskok z Malvinem. Wprawdzie Will potem i tak nieźle się zemścił wykorzystując Jeffa, a temat zdrady utonął gdzieś w tym wszystkim. Dlatego świetnie mi się czytało, stęskniłam się za nimi.. ^^

  3. Katka pisze:

    Boże, jak dobrze, że to jednak był sen! Odetchnęłam z taką samą ulgą jak Jefferson XD Choć zabawne było to, że miał sen w realiach, których nie zna. Ale ma nauczkę, teraz wie, że ma być grzecznym facetem dla swojego faceta. Mrrrr. Z Malvina zrobiłaś tu niezłego drania, a do tego nawet William okazał się szują! XD I ten tekst, że dla Jeffa nagrodą byłoby obciąganie XD Taki cios poniżej pasa. Ogólnie zaskakujące pod koniec (na szczęście) i słodkie. Lubię szczęśliwe zakończenia XD A i słodko Jeff myślał o Willu w tym śnie, jak tak chciał o niego zadbać i się bał. Cuuuuute :D Dzięki za fika! :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s