Fire Dragon Tattoo Studio – 205 – Kłopotliwe wybory życiowe

Wczesnym rankiem dostał telefon od matki, że ta wręcz domaga się, aby się w końcu u niej pojawił. Lenny nie miał wyboru, musiał się zgodzić. Jednocześnie jednak wiedział, że Ryan nie będzie szczególnie zadowolony z informacji, że wróci do domu dopiero kolejnego dnia. Matka była absorbująca, a on miał dwie noce pod rząd. Znowu czuł tę przemożną potrzebę zmienienia pracy na coś bardziej dla ludzi. Niby płaca nie była taka zła, za nocki w końcu dostawało się więcej, ale przez to często chodził niewyspany i miał ograniczony kontakt ze swoim facetem. To nie było dobre ani dla jego zdrowia, ani dla ich związku.
Ale tym mógł się pomartwić później, bo teraz musiał jakoś poinformować swojego chłopaka o zmianie planów. Podjął się tego niebezpiecznego przedsięwzięcia, już jadąc samochodem. Musiał się dopytać, czy ma go zostawić, czy Ryan jakoś sobie poradzi bez niego. Z telefonem na głośnomówiącym czekał, aż połączenie zostanie odebrane.
— Hej — usłyszał głos kochanka po niedługiej chwili. — Wyczucie czasu masz idealne, bo właśnie dotarłem do swojego plecaka. Przerwa w pracy.
— Tyle dobrze. — Lenny skrzywił się sam do siebie, chwilę skupiając większą uwagę na pojazdach na skrzyżowaniu niż na rozmowie. — Bo dzwonię w sprawie.
— Z reguły ludzie kończą tego typu zdania już wyjaśnieniem, czym jest ta sprawa… Ale z reguły ludzie nie nazywają się Lenny Tunder i nie mają nawyku ograniczania swoich wypowiedzi o niezbędnego minimum.
— Przezabawne — Lenny mruknął, po czym od razu podjął: — Dzwoniła matka, jadę do niej, a jutro mam też noc, więc zobaczymy się najwcześniej jutro. Ale mam samochód, odstawić go pod dom, czy jakoś bez niego się obędziesz?
— Och, no tak, naszedł jeden z tych momentów, kiedy musisz odwalić swoją rolę jako syn — Ryan odpowiedział takim tonem, że Lenny już był pewien, że nie cieszy się z rozłąki, która będzie ich czekać. — Ale nie martw się, swoim prezentem na moje urodziny sprawiłeś, że brak samochodu na kilka dni nie jest dla mnie już takim koszmarem jak kiedyś. Jutro mogę tak jak dzisiaj pojechać do pracy rowerem.
— To dobrze. Dzięki — Lenny odparł zwięźle, już planując, że będzie mógł zrobić normalne duże zakupy, a nie tachać siaty autobusem. — I w ogóle, spotkaj się z tym twoim kochaniem czy coś, jak mnie nie ma. Ucieszy się — dodał, bo wciąż czuł lekkie wyrzuty sumienia po tym ostatnim wyskoku. Wiedział, że spieprzył i że swoim zachowaniem wcale nie stara się przekonać do siebie przyjaciela swojego chłopaka. Chociaż, jego skromnym zdaniem, Charlie też nie robił specjalnie wiele w kierunku pojednania.
— Skoro nie mogę liczyć na twoje towarzystwo, to może rzeczywiście się z nim spotkam, chociaż… jak już ty się spełniasz rodzinnie, to może ja podjadę do Rose, żebym przypadkiem nie zapomniał jak wygląda mój drogi siostrzeniec. I mam nadzieję, że tym razem nie trafię na ojca.
— Też mam taką nadzieję. Typ jest nieobliczalny. Ale to jak wszystko, będę spadać. Jak coś to dzwoń.
— Jasne. To do usłyszenia lub zobaczenia — Ryan pożegnał się z nim.
Lenny rozłączył się i już skierował się bezpośrednio do dzielnicy, w której mieszkała jego matka. Cały dzień z nią po nocy w pracy… Już czuł, jaki będzie wypoczęty wieczorem. Cholera.
Niecałe cztery godziny później, kiedy już był po dużych zakupach i przepakował wszystko do lodówki i szafek, zabrał się za skoszenie trawnika w ogródku, kiedy jego matka kroiła przy stoliku ogrodowym owoce na kawałki. Obserwowała syna, który z kolei miał wrażenie, że Donna wygląda dobrze. Nie była taka zmęczona i obolała, jak często się zdarzało. Wyglądała na wyspaną i zrelaksowaną, a przez to miała też lepszy humor niż zwykle. To się ceniło, bo nie narzekała tyle, że go nie ma i że w niczym jej nie pomaga.
— Mógłbyś w któryś dzień zrobić mi tu chodniczek, wiesz? — rzuciła do syna, który próbował odtamować kosiarkę, bo dziwnie rzęziła. — Tutaj, przy płocie, takie duże, kwadratowe płyty.
Lenny spojrzał na kobietę z twarzą bez wyraźnych emocji.
— Chodniczek? Po co ci taki? — spytał z zatroskaniem, nie odmawiając jej jeszcze, ale będąc ciekawym, czemu miałby ten służyć.
— Żebym tej trawy tak brzydko nie wydeptywała. Zobacz, jak to wygląda! A ostatnio Osbourn mówił, że może pomoże mi tu taką małą, uroczą altankę ustawić, to byłoby do niej idealne dojście. Wyobraź sobie, jak mogłoby się zrobić przyjemnie. A matka chyba ma jeszcze prawo do drobnych przyjemności! — na koniec swojej wypowiedzi Donna dodała tym swoim żywym, trochę despotycznym tonem i sięgnęła po kolejne mango. Robiła sałatkę owocową.
— To jeśli byś chciała, myślę, że znalazłbym trochę czasu — Lenny odparł, ulegając jej i wracając do koszenia. Kiedy było głośniej, matka przynajmniej nie starała się przekrzyczeć maszyny. Ale ogródek był mały, koszenie nie mogło trwać wiecznie.
Jedyne, co w tym było przyjemne, to pogoda. Słońce grzało, ale było od czasu do czasu przesłaniane chmurami, więc się nie smażył. Wiatr też był miło łagodzący. W sumie doszedł do wniosku, że taka praca jest lepsza niż praca w porcie, chociaż z drugiej strony matka potrafiła dać mu w kość bardziej niż szef.
Po kilkunastu minutach, w sumie dopiero kiedy wyłączył głośną maszynę, spostrzegł, że jego matka z kimś rozmawia. Obejrzał się i zobaczył ją przy płocie po drugiej stronie. Tym graniczącym z sąsiednim domem. Właśnie przy nim stał jakiś starszy, ciemnoskóry facet z bródką i serdecznym uśmiechem. Konwersował z Donną, trzymając miseczkę sałatki owocowej, a kobieta śmiała się rubasznie z jakiegoś żartu.
Lenny otrzepał dłonie o spodnie i podszedł do rozmawiającej dwójki.
— Dobry — przywitał się, jednak niespecjalnie wylewnie.
— O, Lenny. Poznajcie się, to jest Osbourn Glenn. Osbourn, to jest mój syn, Lenny — Donna szybko przedstawiła ich sobie, a ciemnoskóry mężczyzna chwycił miseczkę w jedną dłoń i wyciągnął rękę do Lenny’ego.
— Dobry, dobry! Miło wreszcie poznać! Twoja piękna matka często o tobie mówiła i wreszcie mogę cię poznać. Dobrze, że jej pomagasz. Chciałem jej z pięć razy już to trawisko skosić, ale mówiła, że syn przyjdzie pomóc — powiedział z niskim, ale całkiem miłym śmiechem, co raz spozierając na Donnę.
— I w końcu jestem — Lenny odparł z dystansem, jaki zawsze odczuwał do obcych. A teraz ten wzmocnił się dodatkowo przez fakt, że jego matka właśnie flirtowała z tym facetem. Co gorsza, on z nią również.
Wyglądali na podobnych wiekiem, chociaż Lenny miał przeczucie, że Osbourn jest starszy. Miał świadomość, że matka wyglądała na starszą niż była, bo wiele w życiu przeszła i częściowo ją ono zniszczyło. Teraz jednak wyglądała na naprawdę radosną, a może nawet podekscytowaną. Osbourn za to wyglądał na typowego przedstawiciela średniej klasy z tym białym podkoszulkiem i szelkami napinającymi się na jego wydatnym brzuchu.
— Lenny, zrób sobie przerwę, na stoliku masz w miseczce sałatkę. Pomożesz mi potem w czymś jeszcze — Donna zwróciła się do niego, najwyraźniej chcąc jeszcze porozmawiać ze swoim sąsiadem.
Lenny zmierzył jedno i drugie oceniającym wzrokiem, czując się jak pięcioletnie dziecko odseparowane na bok, żeby nie przeszkadzało w rozmowie dorosłych. Nie miał zamiaru się kłócić, więc dodał do matki:
— Dobrze. — I odsunął się, wracając do stolika.
Wyciągnął z kieszeni telefon i napisał smsa do Ryana: „Właśnie widzę flirt mojej matki z sąsiadem. Za co?”.
Czekając na odpowiedź, jedząc, co by nie było pyszną, sałatkę, patrzył, jak Donna opowiada o czymś Osbournowi. Chyba coś na temat jakiegoś wyjazdu sprzed laty, kiedy jeszcze on siedział, a ona dała się namówić koleżance na dłuższy wypad. Osbourn słuchał z zainteresowaniem i co raz komentował jej słowa żarcikiem, na który kobieta odpowiadała wesołym śmiechem.
„Uuu… poważnie? Czyżby kroiło się coś większego? Nie pragniesz ojczyma?” — Ryan w końcu odpisał.
„Nie bardzo. I nie wiem, po co tu w takim razie jestem.” — Lenny odpisał szybko z pełnymi ustami. Przy tym patrzył podejrzliwie na rozmawiającą dwójkę. Jeśli chcieli spędzić wspólnie czas, to po co matka go ściągała? Albo chociaż mógłby się przespać…
Niestety ostatecznie okazało się, że miała dla niego jeszcze wiele planów, bo gdy tylko skończyła rozmawiać z sąsiadem, wyznaczyła mu kilka kolejnych punktów do spełnienia, które nie mogły czekać na jego następne odwiedziny.
— Ale najpierw, powiedz mi, co u ciebie. Są jakieś zmiany? — zapytała, sięgając po szklany dzban z oranżadą i nalewając sobie i synowi. Lenny wiedział, że ściągała go tu nie tylko po to, by wykorzystać go do prac domowych, ale zwyczajnie tęskniła za jedynym członkiem jej rodziny, który jeszcze chodził po tym świecie.
— Dzięki — Lenny wpierw podziękował za napój, po czym, mając wrażenie, że telefon w kieszeni dziwnie mu ciąży, odpowiedział: — Nie, nic specjalnego. Poza tym, że jak widziałaś, już mam samochód. Ale nadal ta sama praca. Dziś na noc znowu do niej idę, więc nie posiedzę długo.
— A jak twoja dziewczyna? Kiedy ją poznam? — Donna zapytała akurat w momencie, kiedy rozległ się dźwięk nadchodzącej wiadomości.
Lenny miał nadzieję, że matka go zignoruje.
— Nie wiem. Nie wiem, czy to dobry pomysł, abyś ją poznawała — zaryzykował, wiedząc już, że w ogóle temat jego „dziewczyny” jest tym, którego zawsze się obawia, kiedy jest u matki.
Tak jak się spodziewał, taka odpowiedź nie ucieszyła kobiety. Donna wręcz zmarszczyła się groźnie i pochyliła do syna nad stolikiem, przytłaczając go swoją postawą.
— Czy ty żartujesz? Matka nie może poznać dziewczyny własnego syna?! Nawet nie chcę tego słuchać!
Lenny skwaśniał. Wiedział, że tak będzie.
— To nie tak. Zwyczajnie martwię się, że się nie polubicie.
— Och, może pozostawisz to jej i mnie? — Donna dalej go atakowała, zirytowana jego podejściem, a on się temu w sumie nie dziwił. Ale co miał zrobić? Przyprowadzić Ryana i powiedzieć „Hej, mamo… no, to to jest właśnie moja dziewczyna.”? Nie dość, że kobieta chyba dostałaby zawału, to jeszcze Ryan zrobiłby mu piekło za takie sformułowanie. — Jak się poślubicie, też nie będę mogła jej poznać? Na ślub matki nie zaprosisz?!
— Właśnie o to chodzi, ona nie chce ślubu… — Lenny starał się jakoś rozmawiać z matką, ale ona była tym wszystkim, czego obawiał się w kobietach. Jednocześnie słabą płcią, której nie można skrzywdzić, jak i kimś, kto zawsze musi postawić na swoim.
— Jak to nie chce ślubu? — Donna coraz bardziej się denerwowała. Przy tym sięgnęła do resztek owoców w dużej misce, ale spojrzenie jej ciemnych oczu ani razu nie odsunęło się od Lenny’ego. — To z kim ty się wiążesz?! Jest przynajmniej czarna?
Lenny miał ochotę wyjść. I jakby nie to, że przed nim była jego rodzicielka, to właśnie by to zrobił.
— Właśnie, nie…
Kobieta fuknęła i pokręciła głową, unosząc się.
— To ja już wiem, z kim ty się zadajesz. Z jakąś młodą, umalowaną pindzią, która myśli, że jak się pokaże z czarnym facetem, który umie się bić, to cały świat u jej stóp! — mówiła, zbierając naczynia, bo owady zaczynały coraz bardziej lgnąć się do tego, co stało na stoliku, a ona przez swoje gwałtowne zdenerwowanie najwyraźniej nie mogła tego zdzierżyć. — A jak się jej nagle znudzi, to znajdzie sobie innego i tyle będziesz z tego miał. A ja cię znam, Lenny, za dobry czasem dla nich jesteś, to cię taka wykorzysta i będziesz wspominał słowa matki, jak ci serce złamie.
Lenny odetchnął cicho. Na tyle, by kobieta zajęta mówieniem, go nie usłyszała. Może taka wersja była lepsza dla ich relacji? Coś mu mówiło, że na pewno lepsza niż prawda.
— Dlatego mówiłem, że byś jej nie polubiła. Chociaż ja jej ufam.
— I tak chcę ją poznać, Lenny. Nie uchowasz się przed tym, a tym bardziej, jak dłużej ze sobą będziecie. Chcę ją poznać — powiedziała z naciskiem, patrząc z góry na syna i wcisnęła mu w ręce naczynia, które pozbierała. — A teraz chodź z tym do domu. Musisz mi pomóc wynieść część rzeczy z piwniczki.
— Przecież sama mówiłaś, że ci się już nie podoba… — Lenny starał się odwieść matkę od planu poznania jego księżniczki. I aż nie wiedział, czy życiowym błędem nie było przyznanie się, że w ogóle kogoś ma. Ale z drugiej strony matka jeszcze bardziej by na niego naciskała, żeby w końcu sobie kogoś znalazł, czy wręcz, co gorsze, próbowała go zeswatać z córką jakiejś swojej koleżanki.
— Tym bardziej chcę ją poznać, by się przekonać na własne oczy. Może jest jeszcze gorzej niż mówisz — Donna odpowiedziała twardo, idąc przed niosącym naczynia synem. — Ale powiedz mi, co ty myślisz o Osbournie — szybko zmieniła zarówno temat, jak i ton głosu. Teraz był zdecydowanie lżejszy, niemal świergoczący.
Lenny poczuł się dziwnie oszukany. Jego wybory życiowe były złe już z założenia, a on nie miał przecież opcji powiedzieć czegoś nieprzychylnego o sąsiedzie, którego matka ewidentnie lubiła.
— Wydaje się spoko. Spotykacie się? — spytał, wchodząc do mieszkania.
Było jak zwykle zagracone, ale mimo to wszystko wydawało się mieć swoje miejsce. No i panował tu ten specyficzny zapach, który bardzo kojarzył mu się z dzieciństwem. Nigdy nie umiał go określić i nie wiedział, czy to przez jakieś chemikalia, których matka używała przy sprzątaniu, czy używane przez nią przyprawy, czy jakieś jej perfumy… Poznałby go na pewno wszędzie.
— Och, daj spokój. Jesteśmy przyjaciółmi! — Donna odpowiedziała tak, że Lenny musiałby być debilem, by nie wyczuć, że pomiędzy nimi kroi się coś więcej.
— Och… — odparł i tak niby z zaskoczeniem. — Bo wygląda, że się lubicie. Że on cię lubi — Lenny mówił, aby temat nie daj Boże nie wrócił do niego. Przy okazji, kiedy mógł już się odsunąć i oprzeć o regał, zerknął na telefon.
Była tam odpowiedź Ryana na jego wcześniejszego smsa. „Może chciała cię po prostu zobaczyć. Poprosiłbym, żebyś ją pozdrowił, ale chyba by tego nie przyjęła. Ja jadę do Rose, więc pogadamy jutro. Do zobaczenia, kocham cię :)”.
— Tak, myślę, że tak. Dobrze się dogadujemy. Stara się pomagać, a ja ostatnio zajmowałam się jego wnukami. Jest po rozwodzie. Rozkoszne dzieci, mała prawie jak Dalia — Donna mówiła o sąsiedzie, przy okazji myjąc naczynia, które Lenny postawił obok.
— To dobrze, że się nie nudzisz i masz pod ręką wsparcie — mężczyzna odparł dość nieobecnym tonem, bo właśnie uśmiechał się do telefonu, odpisując: „Ty możesz pozdrowić Rose.”.
— Mam, mam. Osbourn jest nieoceniony. Planuje zaprosić mnie na kolację. Znaczy oczywiście już to zrobił, ale mówił, żebyśmy poczekali, aż jakiś jego znajomy kucharz wróci z urlopu. Doskonale gotuje podobno — Donna mówiła dalej, sięgając po kolejne naczynia, dlatego nie zauważyła zmiany na twarzy syna. — Pamiętasz, żeby mnie ojciec twój kiedyś tak rozpieszczał? Na kolację zaprosił mnie raz, jak jeszcze się dobrze nie znaliśmy. A do tego zamiast zapłacić, wyciągnął mnie po prostu z lokalu po jedzeniu i trzy przecznice musieliśmy przebiec, by uciec!
— Wolałbym nie wspominać ojca — Lenny prawie jej przerwał, kiedy chciała jeszcze coś dodać o tym mężczyźnie. — Lepiej powiedz, co Osbourn robi.
— Prowadzi firmę budowlaną. Wraz z wspólnikiem, ale z tego co zrozumiałam, ma dużo udziałów. Popatrz na jego dom, to mówi samo za siebie. Jestem pewna, że ta altanka będzie cudowna. Kiedyś moglibyśmy zrobić grilla, mógłbyś zaprosić swoją dziewczynę, a Osbourn pewnie wziąłby swoje wnuki. Jak mówiłeś, że ta twoja ma na imię? — Donna zerknęła na niego, pochylając się do szmatki, by wytrzeć ręce.
— Rose — Lenny odpowiedział automatycznie, mając nadzieję, że nigdy wcześniej nie podał innego imienia, a to było ostatnim kobiecym, jakie zostało mu w głowie. — I, mamo, nie planuj jeszcze tak wszystkiego. Dużo może się zmienić.
— Tak, tak, ja wiem, ty zawsze byś chciał o niczym nie mówić, niczego nie planować… Czasami mam wrażenie, że najchętniej byś do mnie w ogóle nie przychodził — kobieta skończyła z troską na twarzy, gdy już wyprostowała się i popatrzyła na niego.
—Wiesz, że to nieprawda. Ale nie chcę cię martwić, a ty lubisz się martwić. Nie umiem znieść, że byłabyś zawiedziona — Lenny jęknął, czując ciężar tego, jak jego życie nie jest idealne w oczach matki.
Wyraz twarzy Donny od razu się zmienił. Ściągnęła brwi, podeszła do niego i położyła mu dłonie na policzkach.
— Nie jestem zawiedziona. Kiedyś tak, że zostawiłeś mnie na tyle lat, ale jesteś wszystkim, co mi zostało — powiedziała twardo i pocałowała go w czoło.
Lenny uśmiechnął się słabo.
— Ja po prostu czuję, że to jest ta właściwa osoba, a i ktoś, kogo nigdy ty byś dla mnie nie wybrała. Nie chcę nienawiści między wami, dlatego nie chcę spotkania.
— Za wiele się martwisz. Jeśli ona rzeczywiście jest tą właściwą, to powinnyśmy mieć ze sobą jedną, wspólną rzecz. Czyli pragnienie, żebyś ty był szczęśliwy — Donna powiedziała zarówno miękko, jak i pewnie. Przytuliła jeszcze syna i pomasowała jego plecy. — Mam nadzieję, że kiedyś dasz nam szansę się poznać.
Lenny ostatnim czego chciał, to ich spotkania, ale i tak pod presją matki skinął głową.
— W swoim czasie… dobrze?
— Niech będzie. Ale nie odpuszczę ci — Donna uprzedziła go jeszcze twardo i dopiero się odsunęła. — A teraz chodź. Trzeba ogarnąć piwniczkę, jak już tu jesteś!
— Dobrze — Lenny zgodził się od razu. Wolał sprzątać niż rozmawiać o spotkaniach rodzinnych, jego dziewczynie, która była facetem i o czymkolwiek takim, co doprowadziłoby Donnę do mentalnego zawału serca.
Podążył więc za nią całkiem chętnie, wiedząc, że w nagrodę wieczorem czekać go będzie kolacja i pewnie kanapki do pracy. Pomagał więc matce bez ociągania i marudzenia. Roboty było dużo, czasem wręcz myślał, że gdy odwiedza matkę, ta wykorzystuje go na wszystkie sposoby, jakie się da, jeśli chodzi o zajmowanie się domem, ale gdy pojawiał się tu następnym razem, ta znowu odnajdywała kolejne rzeczy do zrobienia. Nie miał pojęcia, jak ona to robi…

*

Z Joe umówił się w Panther Coffee. W sumie nigdy tu nie był, ale Joe wybierał miejsce spotkania, więc nie marudził. Nie znał się na dobrych kawiarniach, a już zauważył, że fotograf miał słabość do kawy. Liczył, że dobrze wybrał.
Gdy tylko zaparkował blisko umówionego miejsca i spojrzał na logo, pomyślał, że kiedyś dla zgrywy mógłby zabrać tu Lenny’ego, chociażby na jego zbliżające się powoli, trzydzieste urodziny. Na brązowych ścianach budynku było widoczne duże logo, a na słowie Panther leżała pantera z podwiniętym w górę ogonem. Skojarzenia nachodziły same, bo już nie raz nasłuchał się, jak Ryan mówił o Lennym jako o swojej dzikiej panterze. Czasami bawiły go te wszystkie ksywki, które na dobre do nich przylgnęły.
Rozejrzał się i zobaczył fotografa. Siedział przy jednym ze stoliczków na zewnątrz kawiarni. Najbardziej na uboczu, jak się dało. Miał już kawę, więc Jason zanim do niego doszedł, wstąpił do środka i zamówił sobie małe latte. Dopiero potem dołączył do mężczyzny, siadając naprzeciwko.
— Hej — rzucił, wyciągając rękę ponad stołem, a Joe od razu ją uścisnął.
Jak zwykle fotografa nie opuszczała postrzępiona, pomarańczowa chustka pod szyją, którą Jason zaczynał odczytywać jako symbol Joe, bez którego ten nie wyglądałby już tak samo. No, jeszcze ten zarost i przydługie, poszarpane włosy też były dość specyficzne, ale chustka przodowała. Oczami wyobraźni niemalże widział go w niej pod prysznicem, na kiblu i w czasie seksu.
— Hej.
— Nie korzystasz z pogody na zdjęcia? — Jason zagadał, bo już zauważył, że z tym facetem trzeba było jednak samemu więcej mówić, bo nic by się w zamian nie usłyszało. Zastanawiał się czasem, czy to kwestia lenistwa, nieśmiałości czy Joe po prostu nie lubił dużo mówić. Jakby poznać go z Ryanem, Jason był pewien, że byłoby to na zasadzie monologu z jednej strony i to większego, niż zwykle doświadczało się przy Ryanie.
— Tutaj pogoda jest prawie zawsze.
— Mm, racja. — Napił się kawy i skinął na mężczyznę. — Sorry, że zawracam głowę z tym portfolio.
— Nie zawracasz. Sam się do ciebie zgłosiłem. Cieszę się, że mi ufasz. Lubię z tobą pracować — Joe zapewnił Jasona, na dłużej utrzymując jego spojrzenie.
— No, to nie powiem, miło mi. To kiedy mógłbym wbić się w twój grafik i cyknąć parę fotek dla tamtej lali?
— Możemy się umówić na weekend, bo nie masz wtedy pracy. Ja też mam wolne. Nie byłeś jeszcze u mnie, więc dam ci adres.
— W domu masz studio fotograficzne? Szybko się ustawiłeś w Miami — Jason zauważył z podziwem i sięgnął po komórkę do kieszeni swoich wąskich spodni, żeby podać ją Joe. — Cholera, to wszystko jakieś chore jest… — mruknął z zamyśleniem, kiedy mężczyzna już pisał adres.
Jason spokojnie mógłby wymienić kilkoro ludzi z ich obecnego otoczenia, którzy bardziej według niego nadawaliby się do modelingu niż on. Chociażby tamta laska, która stała przy samochodzie z telefonem w ręce i coś na nim pisała. Zgrabna, opalona, ze zdrowymi włosami i całkiem ładnymi kośćmi policzkowymi oraz delikatnie wystającym podbródkiem. Albo ten facet, który właśnie wyszedł z kawiarni i całkiem seksownie zmrużył oczy w obronie przed ostrymi promieniami słonecznymi.
Dopiero gdy znowu się rozejrzał, zauważył, że Joe na niego patrzy. Dotychczas w milczeniu, ale gdy ich wzrok się skrzyżował, fotograf zabrał głos:
— Teraz trendy nie kierują się tylko na schematycznie przystojnych mężczyzn. Na czasie jest inność, dziwność, a ty wpisujesz się w to idealnie. Jesteś wysoki, szczupły, blady i wytatuowany. Do tego piercing, twój zawód i, wybacz mi, jeśli cię urażę, lekceważący sposób bycia „bad boya”.
— Wiesz, może zgodziłbym się, że to kręci jakichś tam wybrańców… ale daj spokój, nie masy.
— Niekoniecznie musi kręcić. To dobre do reklamy i sztuki.
Jason westchnął i odchylił się na krześle z kawą w dłoni. Nie pojmował tego, ale nie chciał się już w to zagłębiać. Miał wrażenie, że wszystko to, co robi, jest śmieszne i groteskowe. Zamiast myślenia o tym skupił się więc na rozmówcy i na niego skierował temat.
— A jak orzełek na plecach? Nie trzeba poprawiać?
— Nie, ma się świetnie, ale mam go na plecach, więc możesz rzucić okiem. Ja nie widzę go codziennie.
— Mmm, będziesz mi się tu teraz negliżował? — Jason uśmiechnął się kątem ust.
— Nie, wolę zrobić to u mnie w domu.
— Brzmi jak zaproszenie — drażnił się z nim dalej, bo to jakoś szybciej odsuwało mu myśli od tego, w co się zaplątał. — Ale spoko, rzucę okiem, czy gdzieś nie trzeba czegoś domazać. Podobało się przyjacielowi…? Bo to chyba miało być dla kogoś, jeśli dobrze pamiętam.
W sumie wiele nie kojarzył, bo tamtego dnia na konwencie, kiedy tatuował Joe, dużo się działo, a on sam już na tyle dużo tatuaży wykonał, że czasem się gubił, które miały jakie źródła. Chociaż musiał przyznać, że to, co Joe miał na plecach, było raczej specyficzne, a i łatwiej zapamiętywało się większe wzory.
— Tak. Zrobiłeś go wyjątkowo.
— To ktoś ci też powinien jebnąć jakąś sesyjkę z tymi plecami.
— Może kiedyś. Jak chcesz, możemy teraz pojechać do mnie i zrobić zdjęcia.
— Twoich plecków?
— Ciebie, do portfolio.
Jason westchnął i pokręcił głową, aż strzyknęło mu w karku. Cholera, był trochę połamany po dzisiejszym graniu z Lennym rano w kosza.
— Musielibyśmy wstąpić do mnie po ciuchy. Laska mówiła, że muszą być w różnych ciuchach.
— To wpadnij do mnie za godzinę z ubraniami. Ja wszystko przygotuję — Joe zasugerował, dopijając do końca swoją kawę.
Jason nie miał powodów, żeby spierać się z tym planem. Może to i dobrze, że Joe chciał to zrobić teraz. Nie będzie musiał debilnie tłumaczyć Alexowi, że umówił się z nim na sesję zdjęciową. Po prostu oznajmi mu dzisiaj wieczorem, że ma już to za sobą i na tym pewnie jego przygoda z zarabianiem na własnym ciele się skończy.

24 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 205 – Kłopotliwe wybory życiowe

  1. Katka pisze:

    Basia, jakby zareagowała matka, to chyba wielka zagadka FDTS XD Moze się kiedyś dowie… No i super, że tak daleko w czytaniu zaszłaś :D

  2. Basia pisze:

    Witam,
    ciekawe czy kiedyś jego matka pozna tą „wybrankę”, no i w zasadzie jak by zareagowała jak by to okazał się chłopak… jakiś flirt się szykuje…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Yaoistka^^ pisze:

    A tak Jason może mieć pecha. XD juz się nie umiem doczekać aż smoczek coś przeskrobie xD

  4. Katka pisze:

    Yaoiska, oj czemu od razu nie wyjdzie, jakby chciał? A może jednak się uda, zarobi kokosy na kilku fociach i będzie happy XD

  5. Yaoistka^^ pisze:

    Ojej oj. .. coś to Jason owi nie wyjdzie jakby chciał. A Alex go wybroni. ♡♡♡ hehe

    Weny dziewczyny ^^

  6. Katka pisze:

    Porebula, też fakt, okłamanie matki mogłoby być również tym czynnikiem zapalnym do kłótni. Hehe, a niekochanych dzieci faktycznie sporo, ale oj, tak wyszło XD Charliego rodzice przynajmniej już go w stu procentach akceptują :) No, może Ethan w 95, ale jest okej.

  7. porebula pisze:

    Katka, a ja mam wrażenie, że bardziej by sie obraziła że ją okłamał… Lenny… Okłamał… Straszne… On nie kłamie… I cytat Lennego sie zajdzie w dzienniku chyba i mówiłaś, że matka będzie… No ale ostatnio nie męczyłam tak bardzo o matke Lennego. O! To teraz mogę męczyć o matke Rusha i Alexa ^^ Chce wiedzieć o co z nią chodzi po tym telefonie. I za dużo tu nie kochanych dzieci! Ale tego to już sie raczej nie zmieni

  8. Katka pisze:

    Kaczuch_A, mmmm… tak mi mów XD Dzięki :) Wiem, że FDTS nie idzie równomiernie z poziomem adrenaliny i mam nadzieję, że to jednak czasem wychodzi na plus. Tak jak mówisz, wolimy, by działo się czasem tak jak w szarej, nudnej rzeczywistości. Też z racji tego, że ja nie przepadam za dużym przewijaniem czasowym (wiem, że to jest czasem konieczne, ale unikam), więc chcąc jednak iść jednolicie, czasem trzeba ponudzić z bardziej przyziemnymi scenami :) Jeszcze raz dzięki wielkie, że doceniasz i jesteś nam wierna :)

    Eterna, nooo, może jak mamusia zobaczy, jak „słodziutko” się Lenny odnosi do swojej „dziewczyny” i zobaczy, że naprawdę go kocha, to nie będzie większego focha? Szkoda by było, żeby Lenniaczek stracił ostatnią osobę z rodziny przez taką rzecz. „Twoje opowiadanie jest pełne miłości” – hehe, jak jest tyle parek i przyjaciół, to się nie da nie przekazywać tej miłości :D Dzięki wielkie! A i piszę opko wspólnie z Shiv, więc to twór dwóch osób i obie bardzo się cieszymy, że Ci się podoba :D i za wenę i wytrwałość też dziękujemy, zawsze się przydaje!

    Safira, jak będą silni, to wszystko przetrwają, więc nie ma się co bać XD A tak serio to bum wywołujące dreszcze jest jak najbardziej potrzebne w odpowiednim czasie. Postaramy się o to, by Wam ciśnienie skoczyło, hehe ;)

    Porebula, mówiłam, że będzie matka Lenny’ego? Mówiłam XD No i właśnie tu jest ta różnica między ojcem Ryana a matką Lena — ona kocha syna. No ale zobaczymy, nie wiadomo jak zareaguje, a i Lenny przecież powinien dobrze znać matkę, wiec skoro spodziewa się, ze nie będzie zadowolona, to może mieć całkiem dużo racji… Ale Jason nie chce, by Alex zdychał, oj nie… jeszcze by zaczął więcej palić i sam by się w dym zamienił… A zdrada… uuu, ale mu pojechałaś XD Mózgu faceta nie okiełznasz XD

    O., taka podwójna randka mogłaby się okazać wielkim fiaskiem, jakby mamusia i pan sąsiad już ogarniali grilla, wszystko pięknie, ładnie, aż nagle zjawia się synek i przyprowadza… faceta. Jeszcze ktoś by się poparzył stekiem czy wpadł w węgielki i co by to było… A ślub, haha, Lenny chyba ma coraz mniej zadowoloną minę XD Boże, nawet nie wiesz, jakbym ja na takie koszenie trawy popatrzyła. Dawałabym mu kasę za nadgodziny, by kosił dalej, nawet jakby już wyrwał wszystkie korzonki.

    Aquina, haha, jakie straszne myśli. Nie, nawet jakby Lenniak zasnął, to mamusia nie dobrałaby mu się do telefonu, chyba aż taka podła nie jest XD

  9. Aquina pisze:

    Czytając cały czas miałam nadzieję, że Lenny zaśnie, a jego matka dobierze się do jego telefonu.. A tu bum, Jason.. ._.

  10. O. pisze:

    <333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333

    Mama Lenny'ego! Kwtinąca mama Lenny'ego, która marzy chyba o podwójnej randce xDDD Oj Lenny! Powinien się wzruszyć, gdy powiedziała, że ona i jego "dziewczyna" chcą by był szczęśliwy <3333 Przecież ślub może być, w jakimś tam stanie, ale może być xD Będzie miał Lenny bukiet, który trafi do rąk Donny xD Sąsiad już sąsiadem nie będzie xD
    Koszenie Lenny'ego trawy chętnie bym obejrzała, pewnie nie tylko ja xD Ryan też chyba popatrzyłby na pracę mięśni xD
    Ale mam nadzieję, że nie wkręci Rose w bycie swoją dziewczyną ;oooo Ale zwała by była xD

    Co z tym Joe? Co to za połączenie opowiadań? ;oooooooooo

  11. porebula pisze:

    Lenny, głupi Lenny… No bo czego on sie właściwie boi? Że go matka wywali z domu i zacznie wyzywać jak ojciec Ryana? No mu powiedziała, że go kocha przecierz i wgl… Ale matka Lennego była! Marzenia się spełniają! Matka Lennego jest fajna ^^ i teraz tylko czekać aż ją Ryanowi przedstawi :) … Zaczynam mieć chore plany trgo jak to się stanie… I pierwszym o czym pomyślałam to wypadek… a potem że Alex mógłby a nim zdechnąć, bo mnie strasznie irytuje… Niech Alex zdycha, a Jason będzie z Joe! Plan idealny!
    Ps
    „Oczami wyobraźni niemalże widział go w niej pod prysznicem, na kiblu i w czasie seksu.” To jest zdrada Jason

  12. Eterna pisze:

    Uwielbiam to opowiadanie. Wszystkich bohaterów na równi lubię, choć zachowanie Lenniego jest słodziutkie w stosunku do partnera. Mam nadzieje, że jak jego matka się dowie to nie wyprze się jedynaka a może jej sąsiad pomoże jej zaakceptować ,,inność” syna :)
    Uwielbiam tą otwartość w związku Rusha i Charliego :) Cudowna para z tych dwóch gołąbeczków.
    Twoje opowiadanie jest pełne miłości (przynajmniej ja tak to odbieram) a nie tylko sam seks czy problemy.
    Życzę dużo weny i wytrwałości :)

  13. kaczuch_A pisze:

    Katka, przeca to jest aż nazbyt oczywiste, że w każdym rozdziale nie może się dziać COŚ, takie BUM. Czytelnicy by nie ogarniali, a Wy byście miały problemy z pisaniem takich scen, no bo w końcu ile można. I właśnie, właśnie u nich tak jak w życiu raz jest spokój i cisza wszystko jest ok, a później istne szaleństwo. I w sumie to jest fajne, bo nigdy nie wiesz co dalej w rozdziale się pojawi, co się będzie działo, można tylko snuć domysły i tworzyć własne historie. I przetrwam, o to nie macie się co obawiać, a jakby co zawsze wrócę xD

  14. Katka pisze:

    Tigram, podejrzewam, że nie tylko Tobie może zgrzytać. W naszym planie obecnie macie do czynienia z losami paczki a’la „nie zawsze się przecież pierdoli”. Jak to w życiu, co chwilę nie dzieją się przełomy i dziwne wydarzenia, więc z racji tego, że opowiadanie jest długie (czy za długie, pozostawiam do własnej opinii), wiele faktycznie scen z życia postaci śledzicie i zwyczajnie nie może co chwilę coś wow się dziać (ja wiem, że to postacie fikcyjne, ale nawet one nie są tak zajebiste, szczególnie w obyczajówkach, żeby co chwilę los chciał się na nich odgrywać, a wierzę, że większość niż mniejszość dni typowego człowieka to nudna rutyna. Pole do popisu przy ciągłych akcjach jest raczej w innego typu opowiadaniach). Nie martw się, dążymy do pewnego punktu i mamy plany na to, co może się, kolokwialnie mówiąc, zjebać i zacznie się akcja. Ale koniecznie PO tym punkcie (chyba wiesz, co mam na myśli). Póki co musisz przetrwać ;) No, ewentualnie olać czytanie FDTS do pożądanego momentu :)

    Kaczuch_A, dokładnie, marzenie ściętej głowy. Jak jeszcze mamusia może gdzieś mieć nadzieję, że to, co Len mówi o swojej dziewczynie, to jednak jest do przeżycia i laska jest fajna, tak Lenny wie, że nie ma szans i zwyczajnie tak łatwo nie będzie. I jak pisałam Tigram powyżej, duże plany na przełomy u naszych postaci są. Ale musicie przetrwać obecny okres.

    Ewciak, poznanie Ryana przez mamę Lenny’ego to faktycznie historyczny moment, normalnie koniec jakiejś ery. A Len aż się boi, że ery, w której matka go jeszcze akceptuje mimo bycia mordercą. Hehe i cóż za wiara w Jasona. Zobaczymy, zobaczymy.

    Ash, tak, wiem, scena stricte o Lennym i to jeszcze od jego strony to rzadkość XD Mam nadzieję, że się podobało ;) Ja osobiście uważam, że Donna jest dość straszna… no, ale fajna w sumie tez, choć bym się jej bała. A zazdrość u Alexa to chyba jeden z bardziej pożądanych momentów w opku XD

  15. Ash pisze:

    P.s jest sielanka i to całkiem miła …ale myślę że teraz przydało by się takie coś BUM! No wiecie takie coś niespodziewanego !

  16. Ash pisze:

    Było tak dużo Lennego !
    To niespotykane wręcz XD
    Jego matka to dopiero fajna kobieta :3
    Już ja lubie tylko ciekawa jestem jak zareaguje na Ryana ! :D

    A co do Jasona to …WOW akcja się rozkręca ! Hura! Ale się cieszę!
    Nadal cicho liczę na to że Jason jednak się sprawdzi w modelingu ! :D oraz na TRUE zazdrość w wykonaniu Alexa ! <3

  17. Ewciak pisze:

    Juz nie mogę się doczekać kiedy Księżniczka pozna mamę Lennego to będzie historyczne spotkanie. A co do sesji Jasona to mi się wydaje ze na tej jednej się nie skończy i będzi ich wiele a my będziemy mieć możliwość przeczytania o nich :D

  18. kaczuch_A pisze:

    Dlaczego ja pod kopułą czuję, że Joe ma chrapkę na Jasona i może go wyrywać?

    I trochę przykro mi się robi, że matka Lenny’ego nie pozna Ryana, ani on jego mamy. To by było takie miłe, jakby ich razem zaakceptowała, ale haha marzenie ściętej głowy. Kurczaczek fajnie jakby się w opku ktoś pojawił na przykład Joe, albo jakiś inny bohater, coś innego, jakaś odskocznia. Bo u wszystkich jest miło, cudownie etc. (swoją drogą nie wiem, skąd tyle postaci na prawdę ma kasę by a to dom, a to samochód, a to rower zakupić) i albo będzie tak do nieskończoności, albo coś zacznie się zdrowo pierdolić.

    Znowu przestój, tak dawno mnie tu nie było, muszę nadrobić, ale jestem zombiakiem, bo sesyja~!

    Weny drogie panie~!

  19. TigramIngrow pisze:

    No zdecydowanie coś mi tu zgrzyta.
    Nie tylko ta dziwna sytuacja z Joe, którego pamiętam z opowiadań Kohaku, ale i z fabułą. Może faktycznie opowiadanie jest za długie już? Ale z drugiej strony ciekawa jestem jak im się życie potoczy jeszcze.
    Nie wiem, jakoś ostatnio nie ma nic co by mocno przykuło moją uwagę.
    Za to na maksa pragnę LI…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s