No Exit – 21 – Na tropie

Na dzisiejszej próbie Marvin ćwiczył już w szpilkach. Białych, z równie białymi tasiemkami oplecionymi wokół łydek. Uważał, że kluczową rolę zawsze miały buty. W każdych poruszało się inaczej i jak cała reszta stroju była tradycyjna, przeznaczona do treningów, tak zawsze starał się ćwiczyć w tych butach, w jakich będzie tańczył na scenie już podczas właściwego występu. Dlatego teraz poruszał się płynnie w białych szpilkach, które na szczęście znalazł w magazynku.
Starał się oddychać równomiernie, by nie męczyć się i by każdy ruch był idealny. Był profesjonalistą, wiedział też, jak się poruszać, by zatuszować chociażby jakąś mniejszą kontuzję. Teraz na szczęście żadnej nie miał i z łatwością z podrzutu wykonanego przez Jaza upadł do szpagatu, by po chwili „odczołgać” się dalej, niby w ucieczce przed człowiekiem chcącym go pochwycić.
Jaz, go grający, starał się przywołać na twarz surową minę i robić wszystko jak należy. Nie było źle, ale musieli jedną scenę z jego złością dwa razy powtórzyć, bo nie udało mu się powstrzymać i roześmiał się w połowie.
— Wybacz, jak robisz taką minę, to nie mogę! — Zaśmiał się, znowu przecierając rękawem spocone czoło.
Dean tradycyjnie się im przyglądał, nie słuchając już ich muzyki, bo, jak to określił, „rzygał przez nią już piórkami przez aureolę do celu”. Teraz więc miał słuchawki na uszach i siedział opatulony w rudy szalik oraz męski, zielono-szary kardigan. Aby jeszcze bardziej podkreślić swoją indywidualność, założył krótkie spodnie i rajstopy oraz swoje ukochane buty z klamrami.
Marvin zatrzymał się w połowie ruchu, gdy już miał unieść się na równe nogi, ale skoro przerwali, zrezygnował i położył się plackiem na scenie.
— I znowu od nowa. — Westchnął, przymykając oczy. Na chwilę, bo był już nieźle zmęczony i nie przejmował się, że leży teraz z rozłożonymi rękami i nogami, w szpilkach, na środku sceny, a przez klub co raz ktoś przechodzi, to sprzątaczki, to Ethan, uzupełniając zasoby barku.
— Oj, jeszcze raz czy dwa i na dziś skończymy. Dobrze już to wychodzi, co nie, De… — Jasper zaczął, ale widząc, że Dean ich w ogóle nie słucha, darował sobie. Ten kiwał głową w rytm muzyki, mając przymknięte oczy. — Zafascynowany jest tym występem strasznie.
Marvin przekręcił głowę, by spojrzeć na kumpla i uśmiechnął się pod nosem.
— Bardzo — prychnął, po czym podparł się na łokciach i skierował kuszące spojrzenie na kochanka. Zgiął jedną nogę w kolanie powoli i obciągnąwszy stopę, poruszył nią lekko po parkiecie. — A ty? Jak ci się podoba polowanie na anioła? — rzucił półszeptem w stronę Jaza.
— Coś strasznie nie mogę go złapać — odparł ten z półuśmiechem, podchodząc do Marvina i skinął dłonią, aby ten uniósł nogę. Kiedy starszy mężczyzna to zrobił, Jasper złapał go za kostkę jedną ręką, a drugą przesunął palcami po jego łydce. — Mam ochotę na zimne piwo i papierosa.
— A myślałem, że na mnie… — zamruczał Marvin, patrząc na niego z dołu. Ciasny, czarny bezrękawnik ukazywał, jak sprężyste było jego ciało.
— O tym to nawet nie trzeba chyba mówić. To norma. — Jaz zaśmiał się i pochylił się do mężczyzny, gdy tylko położył sobie jego kostkę na biodrze. Wyciągnął do niego rękę i stopą zatrzymał jego stopę na podłodze, aby ta się nie przesunęła, kiedy go poderwie z leżenia.
Marvin zagryzł dolną wargę, patrząc mu prosto w oczy, po czym dał się podciągnąć i na koniec oplótł ramionami szyję kochanka. Łydką przesunął przy tym po pośladku i udzie drugiego tancerza, wciąż zmysłowo obciągając stopę. Nie przejmował się tym, jak kobieco wyglądał. Stojąc przy kochanku w szpilkach, z zahaczoną o jego biodro nogą i przylegającymi do ciała ubraniami. Brakowało mu tylko mocno czerwonej szminki.
— Czyli przerwa na piwo, mm?
— Jeśli tylko masz o… — Jaz urwał, bo przez wciąż płynącą z głośników muzykę przebił się dzwonek telefonu.
Marvin skierował spojrzenie na ich komórki leżące obok radia. Cmoknął jeszcze kochanka w usta i wyswobodziwszy się z jego objęć, podszedł do nich. Na wyświetlaczu jego telefonu było napisane „Patsy”, więc odebrał bez wahania.
— Masz coś? — rzucił na powitanie.
— Jak tak zaczynasz, czuję się dziwnie. Ale tak — odparł chłopak po drugiej stronie połączenia, wzdychając teatralnie, jakby bardzo się zmęczył uzyskaniem informacji.
— I czego się dowiedziałeś? — dopytał się Marvin, mając nadzieję, że Patsy nie będzie nadmiernie krył Orvela. W końcu i jemu ponoć zależało na tym, by ten przestał ich szantażować. Był jednak wyczulony na punkcie tego, czy chłopak nie będzie chciał zataić jakiejś ważnej informacji. Byłoby bardzo źle, jakby dodatkowo ich wkręcał.
— Ma na imię Sike, mieszka z rodzicami, więc rzadko widują się z Orvelem, mimo że niedaleko mieszkają. I jest licealistą, bardzo dobrze się uczy, ale nie jest zbyt popularny w szkole. Ot, tyle, nic więcej ciekawego nie powiedział.
— Czyli mieszka w Dakocie? To jedyny siostrzeniec, który mógłby być „tym” siostrzeńcem? — drążył Marvin, chodząc powoli w szpilkach po scenie.
— Jeszcze ma dziesięcioletniego siostrzeńca Tse, ale wątpię, aby o niego mogło chodzić.
Marvin mruknął coś na potwierdzenie, mrużąc oczy w zamyśleniu.
— Możesz mi wysłać adres do tego Sike?
— Nie mam — Patsy odpowiedział od razu. — Ale ilu może być takich w stanie? Licealistów? — prychnął z mocnym akcentem.
— Chociaż nazwisko? Takie jak Orvela? — Marvin wolał, by nie było utrudnień. Może i mieli Deana, ale nie był on raczej hakerem, więc wolał dowiedzieć się, jak najwięcej się dało.
— Mmm… Chyba tak. Nie wnikałem za bardzo, bo i tak był zdziwiony, że chcę, aby opowiedział mi o swojej rodzinie.
— „Chyba” niewiele nam pomaga, ale dzięki. — Marvin jeszcze spojrzał w kierunku kochanka, potem na wciąż słuchającego swoją muzykę Deana i dopytał: — Jak długo… będziesz jeszcze symulował?
— Ze dwa dni. Bo już chce mnie zabrać do lekarza. Nie mogę przeciągać.
Marvin zanotował to w pamięci. Pojutrze mieli występ. Nie zdążą pojechać do tego czasu do siostrzeńca Orvela, jeśli ten mieszkał gdzieś, gdzie trzeba jechać kilka godzin. Liczył więc, że Orvel nie zadzwoni do niego od razu, gdy tylko Patsy przestanie „chorować”.
— Dzięki. Jakbyś dowiedział się czegoś jeszcze, daj znać.
— Jasne. Powodzenia i nie zróbcie czegoś głupiego — rozmówca pouczył mężczyznę, jakby to nie on był zaczątkiem jego problemów, po czym rozłączył się bez zbędnej gadaniny.
Marvin odłożył telefon obok radia i zgrabnie podszedł do Jaza. Oplótł się jego rękami w pasie i pocałował go.
— Sike, licealista, mieszka niedaleko. Powiem Deanowi, żeby poszperał, a my jeszcze potrenujemy, mm? — zamruczał, przesuwając dłonią po włosach kochanka. Musiał jeszcze potańczyć, to mu pozwalało się wyładować, a chociaż nowe informacje natchnęły go nadzieją, to i tak sam temat sprawiał, że potrzebował relaksu.
Jasper spojrzał nad ramieniem partnera na Deana, który wyglądał, jakby spał. Ruszał się jednak, więc chyba tak nie było. Był tylko całkiem wyłączony.
— Jasne. Ale, cholera, aby skurwiel dzieciaka w to mieszał? — rzucił ze zdegustowaniem. — To chore jest. Myślisz, że go znajdzie?
— Mam nadzieję. Gorzej by było, gdyby był zwykłym białym o imieniu John Smith, ale nastoletnich Sike Arroyo na pewno nie ma w Stanach na pęczki — odpowiedział Marvin, nie dodając, że najlepiej by było, gdyby znaleźli tego chłopaka do występu.
— I jak podobno mieszka niedaleko, to też dużo — dodał Jaz z otuchą. Cmoknął kochanka w usta. Miał nadzieję, że intuicja go nie zawodzi i rzeczywiście zbliżają się do rozwiązania problemu. Nie mógł już znieść tego stresu, który sam czuł i który widział na twarzy ukochanego. Bo ten mógł próbować to ukryć, ale Jasper nie był głupi i widział, jaki był napięty za każdym razem, gdy rozbrzmiewał dźwięk jego telefonu.
Marvin przytaknął i jeszcze pogłaskał go po boku szyi, nim wycofał się, by zejść ze sceny.
— Przewiń do początku — rzucił przez ramię, po czym podszedł zgrabnie do Deana. Nie czekając, aż ten wyczuje jego obecność i zdejmie słuchawki, usiadł mu okrakiem na kolanach i sam mu je wyjął z uszu. — Masz zadanie, mistrzu.
Ten otworzył oczy i mruknął leniwie.
— Co jest?
— Patsy oddzwonił. Mam imię, nazwisko, przybliżony wiek. Wystarczy ci?
— Stan?
— Na pewno nie drugi koniec naszego pięknego kraju. Gdzieś blisko, ale bez konkretów. Sike Arroyo, uczeń liceum — Marvin przekazał mu wszystko, co powiedział Patsy. Cieszył się przynajmniej, że był tylko jeden siostrzeniec. Gorzej by było, gdyby dorwali jednego z kilku, który akurat nie miałby ze sprawą nic wspólnego.
— To ujdzie — odparł Dean i z zaskoczenia cmoknął Marvina w usta. — Ćwiczcie, a ja spadam poszukać gnojka. I tak się nudzę.
Młodszy mężczyzna zerknął na jego szyję owiniętą fikuśnym szalikiem jakby nigdy nic i delikatnie wsunął pod niego palec. Uśmiechnął porozumiewawczo na widok czerwonych śladów na skórze.
— Nie umawiałeś się znowu z Panem Potworem? — zapytał, zanim zdecydował się zejść z jego kolan.
— Kiedy?
— Na dzisiaj? Nie chcę zmuszać cię do szukania czegoś na naszego pasożyta, jeśli masz w planach mocne ruchanie.
Dean przewrócił oczami i poklepał przyjaciela po udzie.
— Teraz to przeginasz. Przyjechałem ci pomóc, a nie dla kutasa. Jest duży, ale nie czyni go to wyjątkowym — aż tak bardzo, dodał w myślach. — Spadaj, idę szukać tego gnojka, a wy dopracujcie ten układ.
— Baw się dobrze, jakbyś coś znalazł zachwycającego, odezwij się. I nie baw się z ogniem niepotrzebnie, mistrzu — zamruczał Marvin i wreszcie wstał z jego kolan, by ponownie wejść na scenę. Musiał się rozruszać.
— Spoko, nie zjaram mu włosów, jak go znajdę! — odparł Dean i machnął jeszcze Jasperowi na do widzenia.
Ten odmachał mu i poczekał, aż Marvin się do niego dołączy, aby wrócić do treningu. Gdy tylko muzyka znowu popłynęła, zaczęli od nowa ćwiczyć występ, oddalając tym samym od siebie myśli o tym, jak może się skończyć cała afera związana z Orvelem Arroyo.

*

Dean siedział w samochodzie niedaleko szkoły i objadał się donatami. Na siedzeniu znajdowało się trochę odłamków z kolorowej posypki i okruszków.
Obserwował młodzież i zastanawiał się, jak szybko ktoś pomyśli, że jest pedofilem i wyśle policję, aby go sprawdzili. O ile w ogóle ktoś zauważył, że jakiś podejrzany koleś w starym samochodzie czatuje tu kilka godzin.
Co prawda zadanie, które dostał, nie było specjalnie pasjonujące, bo chłopaka w kilka chwil wyszukał na facebooku, ale nic więcej nie udało mu się o nim znaleźć. Cieszył się tylko z tego, że ten, jak większość, miał napisane w informacjach, kiedy ma urodziny, swoje motto życiowe i gdzie chodzi do szkoły. Teraz wystarczyło go tylko wypatrzeć i upewnić się, czy to ten gnojek jest w tym szantażu od brudnej roboty.
Niestety ciężko było powiedzieć, kiedy wyjdzie ze szkoły. Dzieciaki miały zwykle sporo zajęć pozalekcyjnych i jeśli Sike na nie uczęszczał, Dean mógł spędzić tu kilka kolejnych godzin, a i tak tyłek już bolał go od siedzenia. Nie było to tak przyjemne uczucie jak to rozluźnienie po wizycie monstrum w jego dupie. Wyglądało na to, że jeszcze dłuższe czekanie jest bardzo możliwe, gdy wraz z pierwszą i drugą falą wychodzących ze szkoły dzieciaków nie zauważył żadnego osobnika o indiańskich korzeniach, który przypominałby zdjęcie Sike z facebooka.
Dopiero około czwartej popołudniu Dean wreszcie zobaczył jakiegoś chłopaka, który miał identyczne, czarne, krótko obcięte włosy oraz okulary połówki jak na zdjęciu profilowym. Do tego jeszcze czerwony sweter. Może i wyglądał jak typowy kujon, ale przy tym był bardzo przystojny i już z dala było widać, że emanował pewnością siebie. Właśnie szedł z plecakiem na ramieniu oraz torbą na laptopa w ręce, kierując się na parking, najpewniej do swojego samochodu.
Dean dojadł do końca swojego ostatniego donata, oblizał palce i wiedząc, że zaczepianie go na szkolnym parkingu jest kiepskim pomysłem, postanowił go śledzić.
Chłopak wsiadł do nowiutkiego, niebieskiego BMW Mini Coopera i wyjechał z terenu szkoły, od razu kierując się w stronę głównej drogi. Nie zauważył śledzącego go samochodu Deana. Po kilku chwilach jazdy nie zatrzymał się jednak pod swoim domem. Gdy Sike wysiadł, Dean zobaczył, że razem ze swoją torbą na laptopa wchodzi do sklepu komputerowego. Mężczyźnie się to nie uśmiechało, bo zapowiadało się kolejne czekanie na dzieciaka. Zaparkował niedaleko, pod innym sklepem. O ironio, znowu ze słodyczami.
Sike spędził w sklepie komputerowym prawie pół godziny. Wyszedł z siatką z logiem firmy i znowu ruszył dalej samochodem. Tym razem już do domu, a przynajmniej tak wywnioskował Dean, gdy zajechał pod nowy budynek i zaparkował w garażu obok srebrnego jeepa. Potem ze wszystkim wszedł po schodkach do głównego wejścia i w nim zniknął.
Mężczyzna pojechał oczywiście dalej, aby nie zwracać na siebie uwagi. Musiał pogadać z Marvinem, by się dowiedzieć, co ten chce, aby zrobił.

*

Wraz z otwarciem drzwi do mieszkania Jaspera usłyszał specyficzne skrzypienie łóżka i głośne jęki dochodzące od strony sypialni.
— O kurwa… Jaz….! — rozległo się głośno i jękliwie z ust najpewniej Marvina.
— Miło — Dean mruknął do siebie, bynajmniej nie czując się skrępowanym. Tylko że znowu będzie musiał czekać. Cały dzień to dziś robił!
Rozebrał się na razie i poszedł wstawić sobie wodę na kawę. Kiedy już ta się zagotowała, zalał zmielone ziarna i sparzył sobie usta i język, próbując. Olał więc picie na tę chwilę i poszedł do sypialni nadal pieprzącej się pary. Puknął raz i wszedł.
Zobaczył swoich gospodarzy na łóżku, całkowicie nagich i kochających się w pozycji na pieska. Marvin podpierał się rękami o materac, pojękując i ściągając brwi w wyraźnej przyjemności, jaką odczuwał dzięki wchodzącemu w niego penisowi Jaza. Pościel była skołtuniona i częściowo leżała na podłodze, w towarzystwie jednej poduszki. Również znajdowała się tam porzucona buteleczka lubrykantu.
Gdy usłyszeli kroki, spojrzeli szybko w kierunku wejścia, a Marvin sapnął głośniej i rzucił:
— Powinieneś wpierw… usłyszeć „proszę”… nim wejdziesz.
Jasper za to zatrzymał się, przybierając na twarzy kolory jeszcze bardziej zbliżone do tych, jakie miał ugotowany homar.
— Jasna cholera…! — jęknął, nie wiedząc do końca, co ze sobą zrobić. Z jednej strony to był tylko Dean i nie chciał się wysuwać, bo było mu przyjemnie ciasno i ciepło w seksownym tyłku Marvina, a z drugiej to był w ogóle ktokolwiek i wparował do ich sypialni w samym środku seksu!
— Sorry. Nie chciało mi się cię przekrzykiwać — odparł intruz. — Znalazłem gówniarza, mam adres, czekam na rozkazy, o panie pieprzony. — Skłonił się dwornie z lekkim, prześmiewczym uśmieszkiem.
Marvin znowu odetchnął głębiej i przetarł spoconą twarz dłonią. To mimo wszystko była dziwna sytuacja. Klęczał z członkiem w dupie, mając swojego całkowicie sztywnego i ciemnego, klatkę piersiową zaróżowioną oraz głęboko się poruszającą, a teraz musiał odpowiedzieć coś Deanowi, żeby pozwolił im się dalej pieprzyć.
— Powinniśmy mu złożyć wizytę. Chyba że masz inny pomysł, jak… nnn, Jaz, nie ruszaj w ogóle — stęknął, bo był już tak mocno podniecony, że nawet drgnięcie kochanka i tym samym jego penisa sprawiało mu ogromną przyjemność, która teraz przeszkadzała w skupieniu. — Chyba że masz lepszy pomysł, jak dowiedzieć się, czy ma te zdjęcia i film.
— Niespecjalnie. Ale nie wiem, czy jesteś na tyle…
— A mógłbyś się chociaż odwrócić, nie wiem?! — przerwał mu Jaz, czując się w tej chwili bardziej niż dziwnie.
Dean uśmiechnął się kątem ust i zamiast wykonać jego prośbę, podszedł do łóżka. Wziąwszy po drodze czyjąś koszulkę z podłogi, zakrył nią pośladki Jaspera. Sam usiadł na skraju łóżka, tuż przy głowie Marvina, zakładając nogę na nogę.
— To jak mówiłem — podjął rzeczowo. — Chcecie się do niego włamać czy napaść go, jak będzie wychodził z domu po mleko?
Marvin ściągnął brwi, myśląc chwilę. Oblizał przy tym zaczerwienione usta.
— Mogą mieć alarm, czy jakieś dodatkowe sposoby zabezpieczania, skoro ten młody pomaga Orvelowi… komputerowo. Trzeba go gdzieś na mieście dorwać… A gdzie on w ogóle mieszka? — wysapał, starając się nawet nie drgnąć. Nie powstrzymał się jednak przed złapaniem swojego penisa i ściśnięciem go lekko.
— Niestety nie w waszym słodkim miasteczku, ale dwie godzinki i jesteśmy na miejscu — Dean mówił spokojnie, jakby się nie spieszył, a Jaz oparł głowę o ramię kochanka.
— Czy możemy skończyć tę rozmowę… później? Tych kilkanaście minut was nie zbawi — jęknął żałośnie.
Marvin poparł słowa kochanka i spojrzał lekko wilgotnymi oczami na kumpla.
— Zaraz skończymy. Poczekaj — rzucił, marszcząc nos. Bliska obecność, zapach i penis Jaspera nie pomagały mu w skoncentrowaniu się na tej rozmowie.
— Spoko — odparł Dean… i nie ruszył się z miejsca. Kiedy Jasper rzucił mu pośpieszające go spojrzenie, ten uśmiechnął się swoimi ostrymi zębami wymownie.
— Kurwa — najmłodszy z mężczyzn już tylko warknął. Nie miał siły się z nim użerać, chciał się kochać! Ruszył się znowu w Marvinie, całując go po szyi i uchu.
Marvin od razu jęknął głośniej i zacisnął dłonie na pościeli bardzo mocno. Cały tyłek mu pulsował wokół penisa kochanka. Kochali się już bardzo długo i czuł, że przez to całe ciało ma strasznie wrażliwe. Wygiął bardziej kręgosłup, nadstawiając się, gdy penis jeszcze mocniej go popieścił.
— Trochę… trochę bardziej do góry… — poprosił kochanka o subtelną zmianę kąta, starając się opanować drżenie ud.
Jasper wykonał prośbę, ale spojrzał z nieznaczną pretensją na Deana. Znowu ktoś się gapił, jak się kochają. I to tak z bardzo, bardzo bliska! Przez to czuł się jak obserwowane podczas kopulacji zwierzątko.
Gdy tylko zmienił odrobinę pozycję, Marvin opadł twarzą na poduszki, wypinając do niego tyłek i stękając w pościel. Był cały rozgrzany i już bardzo bliski końca.
Wymamrotał głuche „tak, tak, tygrysie, pieprz mnie”, po czym złapał się za chyboczącego się pomiędzy nogami penisa i zaczął sobie szybko trzepać.
Jaz, widząc, że kochanek jest blisko spełnienia, zamknął oczy, starając się skupić na nim. Wyłącznie za nim, aby nie zostać za bardzo w tyle. Dean strasznie go rozpraszał… chociaż nie aż tak, jak powinien. Sama świadomość, że ten patrzy się na nich tymi swoimi jasnymi ślepiami, była dziwnie elektryzująca. Czuł się inaczej, niż kiedy byli u Karla i ten trzepał sobie podczas oglądania. Sam nie wiedział, czego to była wina, ale wzrok Deana nie mierźwił go tak bardzo.
Zupełnie nagle poczuł, jak miękkie, ciepłe ścianki wnętrza Marvina spazmatycznie ściskają jego penisa, gdy ten nagle doszedł, tłumiąc głośny jęk zaciśnięciem zębów na pościeli. Sam więc zawarczał i mocniej wbił się w kochanka kilka razy, aby też finiszować. Było dziwnie, ale zarazem dobrze.
Dean nie odzywał się, ale cały czas się patrzył. Jasper więc schował twarz w zgięciu między szyją a ramieniem Marvina, kiedy sam w końcu szczytował.
Chwilę jeszcze głośno oddychali, powoli dochodząc do siebie, a gdy tylko Jaz wyciągnął z Marvina penisa i zdjął gumkę, starszy mężczyzna opadł całkiem na pościel i mruknął do Deana:
— Mm… Perwers.
— Oj, od razu perwers. Czekałem tylko. — Jasnowłosy mężczyzna zaśmiał się, a leżąc połową ciała na kochanku Jasper rzucił mu karcące spojrzenie.
— Mogłeś w salonie — jęknął z cieniem irytacji w głosie. — Dobra, jebać — dodał, przewracając oczyma i zlewając to. Nie miał siły na sprzeczki, tym bardziej, że tak naprawdę nie był wcale zły
Marvin tylko uśmiechnął się lekko. Objął się w pasie jedną ręką kochanka, odwracając się bardziej na bok, przodem do Deana, a plecami do torsu Jaspera.
— Macie pomysł, kiedy możemy pojechać do tego dzieciaka? Jutro w południe mamy ostateczną próbę, więc albo popołudniu, albo w piątek rano, bo wieczorem jest występ. — Marvin nie wiedział, że w piątek rano miały mieć miejsce przesłuchania, na które Harley zaprosił Deana.
— Lepiej popołudniu. Dzieciak będzie w domu, to z nim pogadamy, a rano to w szkole, to co najwyżej włam — skwitował najstarszy mężczyzna, nie dodając, że chciał pójść na tę próbę. Był ciekaw Harleya w pracy. Musiał przyznać przed sobą, że kręciło go to, jak z jednej strony był poważnym, formalnym panem managerem, a w łóżku zwierzem obdarzonym olbrzymim monstrum.
— Mhm… Wcześniej pójdziemy do klubu, by zatańczyć to jeszcze raz, czy dwa i potem w drogę, mm? — Marvin obejrzał się na Jaza, równocześnie splatając z nim palce.
— Może być. Byle jakieś gówno z tego nie wyszło — jęknął Jasper, zaborczo przytulając do siebie kochanka. — I oby to był ten gnojek, bo jak najdziemy jakiegoś niczemu winnego dzieciaka, to będzie niezła siara.
Marvin zgodził się z nim niskim pomrukiem.
— Zobaczymy. Byłoby też kiepsko, jeśli podkablowałby Orvelowi. Trzeba go jakoś podejść.
— Jakieś pomysły? — Jaz spojrzał na Deana z lekką nadzieją.
— Nie preferujecie podsmażania, co? — rzucił pół żartem, pół serio, a Marvin wyciągnął dłoń i dźgnął go palcami w żebra.
— Nie, mistrzu, nie będzie podpalania. Ale dobrze by było uzmysłowić chłopakowi, że pójdzie siedzieć, jeśli nie będzie współpracował.
— Ja nie będę na niego szukał ustaw! — Zastrzegł od razu blondyn, a Jasper przewrócił oczami.
— Dobra, chłopak to chłopak. Ale mieszka ze starszymi. Jakieś sugestie, aby ci nie zadzwonili po gliny, że im dziecko atakujemy?
— Możemy równie dobrze pogadać z jego starszymi — Marvin zaproponował pierwszą opcję. — Albo poczekaj, aż szczeniak gdzieś wyjdzie i pogadać z nim na ulicy.
— Byle nie był to ten typ, co wraca do domu i tam siedzi, aż następnego dnia nie musi iść znowu do budy — wtrącił Jasper, odnosząc się trochę do własnego doświadczenia z czasów szkolnych.
— Najwyżej spróbujemy w weekend — stwierdził Marvin, choć w duchu miał nadzieję, że jednak uda się to załatwić jutro. W piątek Patsy miał przestać symulować, a on nie chciał znowu odbierać telefonu od Orvela, który mógłby od razu chcieć wykorzystać nieobecność swojego chłopaka, żeby mu wsadzić. — Nie spieszy ci się do domu, Dean, nie?
— Nie — odparł zapytany, nie dodając nic a propos swoje pracy. — Milusio się z wami siedzi. — Zaśmiał się.
— Porno na żywo, mm? Nic ci tam nie urosło? — Marvin wyciągnął do krocza kumpla rękę, którą nie trzymał dłoni kochanka. Lekko ścisnął go przez spodnie. Wyraźnie poczuł, że jest tam więcej niż zwykle.
Dean uśmiechnął się do niego z rozbawieniem.
— Ciężko, aby nie. Takie dwa ciasteczka…
Marvin odpowiedział kuszącym uśmiechem i sięgnął palcem do guzika.
— Pomóc?
— Jeśli masz ochotę?
Marvin w odpowiedzi jedynie rozpiął mu spodnie i zamek, po czym wyciągnął już nie tak miękkiego penisa. Zaczął go pieścić dłonią, równocześnie obejmując się ciaśniej ramieniem kochanka. Ten przytrzymał go przy sobie, nie pozwalając mu się zbliżyć do penisa Deana bardziej niż dotychczas. Kiedy nieproszony gość w sypialni westchnął ciężej z przyjemności, Jasper zaczął obcałowywać kochanka po ramieniu i boku twarzy.
Marvin zamruczał aprobująco i wpasował się bardziej pośladkami w krocze i podbrzusze Jaspera. Uwielbiał czuć jego silne, duże ciało za plecami. Gdy obejmowało go tak władczo i zaborczo. Wiedział, że jest jego i nie miał nic przeciwko. Chciał być jego. A to, że teraz trzepał Deanowi, powoli doprowadzając go do orgazmu po tym, jak ten oglądał ich w trakcie seksu, niczego nie zmieniało. Kochał tego faceta, który właśnie go przytulał. Nawet kiedy jeszcze pieprzył się z innymi i tak jego serce już należało do Jaza. Nawet jeśli ten czuł to samo, a dodatkowo potrzebę posiadania ciała Marvina na własność, teraz nie miał nic przeciwko temu, aby Dean trochę skorzystał z ręcznej roboty Marvina. Sam nawet się temu z ciekawością przyglądał. Jak blondyn pręży się i oddycha ciężko, co jakiś czas pojękując.
Dłoń Marvina sprawnie przesuwała się po jego penisie, przyspieszając, kiedy ten zaczął mocniej pulsować. Wreszcie wystrzelił, a Marvin jeszcze przesunął kciukiem po główce i starł resztki nasienia.
— Piękny strzał — zamruczał z lekkim uśmiechem.
— Taki jaki być powinien! — Dean zaśmiał się, głęboko i urywanie oddychając. Był uroczo zarumieniony na jasnych policzkach.
Jasper w tym czasie sięgnął do twarzy kochanka i odwrócił ją tak, aby móc go pocałować.
Marvin spojrzał w jego oczy przez seksownie zmrużone powieki i odpowiedział na pocałunek. Długo, leniwie i namiętnie. Nawet przekręcił się w jego ramionach, by jeszcze bardziej się z nim spleść i przedłużyć pieszczotę.
Dean uśmiechnął się pod nosem, czując maleńkie ukłucie zazdrości. Nie jakieś znaczące czy niezwykłe. Było tylko dziwnie być tego tak blisko, a jednak tak obok. Chociaż… z drugiej strony przyjemnie było popatrzeć. I z tego nie zamierzał rezygnować.

16 thoughts on “No Exit – 21 – Na tropie

  1. Katka pisze:

    Basia, to trzymam kciuki, byś przez ten czas jak najwięcej nadrobiła :) No i teraz ciśniesz No Exit. Super :D Chłopcy lubią być czytani XD

  2. Basia pisze:

    Witam,
    tak, tak brnę do przodu zawzięcie…. trochę teraz przyspieszyłam bo mam dostęp do komputera więc mogę czytać… no cóż prawdopodobnie do niedzieli, ale coś podgonię… ;]
    coś się w końcu ruszyło, nie mógł poczekać w salonie, a tak co znów siedział na tyłku…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. kaczuch_A pisze:

    Katka, wiem, że to oni ich charaktery, ale moje serduszko wrażliwe na czułości się wtedy smuci xD Jak będą mieli taki silny, na niezłych fundamentach związek, jak będą mogli dla siebie zrobić dużo i więcej, jak będą pewni tego co jest między nimi to później mogą szaleć. Niech dojdą do czegoś we dwójkę, a potem niech urozmaicają swoje życie erotyczne o~! :D

  4. Katka pisze:

    Kaczuch_A, zgadzam się z tym, co mówisz, ogólnie kwestia intymności powinna być pomiędzy dwóją osób. Niemniej trzeba też na nich spojrzeć obiektywnie (choć może nie trzeba, w końcu jesteście czytelnikami i odbieracie jak chcecie XD), w takim świecie żyją, Marvin ma taką mentalność od wczesnych lat swojego życia, Dean również, a Jasper wpakował się w to wszystko i zaczyna tym przesiąkać mimo innej natury. Dla nich więc to jest trochę bardziej naturalne, co się dzieje, niż np. dla nas. Ale, ale na koniec napisałaś bardzo mądrze „ich związek jest na tyle kruchy, że może się wszystko między nimi kolokwialnie mówiąc spierdolić.” Dopiero wyszli na jakąś prostą, a i tak jest to bardzo niepewna droga, więc wszystko może tak naprawdę wziąć w łeb…

  5. kaczuch_A pisze:

    Marvin mnie wkurwia, nie lubię jogo podejścia do życia, puszczalstwa i chęci na trójkąciki. Mógłby dupę ogarnąć, albo niech Jaz się wkurwi i faktycznie go zostawi, tak jak w ficu było. Jaz jest jak dla mnie za dobrym facetem dla Marva. A Dean mnie w tym rozdziale wybitnie podirytował. Niech spada do Harley’a po co włazi w tą dwójkę. Nie lubię trójkątów, widzów etc. Jestem może i staromodna/staroświecka, ale uczucie i seksy tylko między dwiema osobami powinny się odbywać tak myślę. Kij, że podniecające, etc. różne gusta itd. no ale po prostu nie. Jaz i Marv – ich związek jest na tyle kruchy, że może się wszystko między nimi kolokwialnie mówiąc spierdolić.

  6. Katka pisze:

    Another, chyba tyle samo zwolenników trójkątów co ich przeciwników XD Fajnie, że jesteś za (Dean też nie narzeka XD). U tej trójki faktycznie emocje są rozłożone dość fair, nawet Jasper nie widzi w tym większego problemu, więc nikt nie jest na szczęście pomijany. Też tak wolę, inaczej jest dość przybijająco. Och, a Dean i jego oryginalność… hehe, chyba fajnie, jak takie postacie pojawiają się znienacka i zdobywają serca czytelników :) Haha, Lenny na dole kiedyś będzie, po prostu ciężko się do tego zabrać XD

  7. Another69 pisze:

    A ja uwielbiam trójkąty, chociaż zależy jak są opisane… Jeśli ktoś jest w takim trójkącie nieszczęśliwy i pominięty, to mnie to smuci. Ale jeśliby od strony Deana nie było żadnych większych uczuć tylko chęć zaspokojenia siebie i kolegów to… mi to pasi :P W ogóle Dean mi pasi, bardzo. Uwielbiam go, to taki Jason 2 jak dla mnie. Nie chodzi mi o to, że jest podobny, tylko tak jak Jay przyszedł jako postać drugoplanowa i swoją oryginalnością skradł moje serce xd
    Chce żeby Dean spał u Pana Wielkiego i był ubrany w swoją wspaniałą piżamę…
    A w ogóle, chce Lennego na dole, miał być już dawno ;_; Ryan, bierz go!

  8. O. pisze:

    To teraz trzeba mieć nadzieję, że Dean nie za późno dowie się jak to z chłopakami było…

  9. Katka pisze:

    Porebula, nie mam pojęcia, dlaczego ten pies skojarzył Ci się z Jasperem, naprawdę XD Ale może dlatego, że Jaz przez Deana chciał jak najszybciej skończyć, a nie mógł, bo się krępował, a tamten pies też chciał i nie mógł… Hm… Ale, ale, co do polowania na siostrzeńca – robią to, bo Orvel swego czasu palnął, że siostrzeniec pomógł mu w ustawieniu na kompie takiego myku, żeby filmik się wrzucił w neta, jak tylko go nie zatrzyma, więc chcą spotkać się z dzieciakiem i dowiedzieć się, czy to w ogóle blef, czy nie i czy mogą coś z tym zrobić. I uwierz, mnie też przeraża, jak często są tu nowe rozdziały. Jestem w szoku, że jeszcze zapas nam się nie skończył, bo bynajmniej nie zawsze przez te trzy dni napiszemy tyle lub więcej niż wrzucamy na stronę.

    Liv, jednych wkurza to, że z Marvina taka kurewka, z innych, jak widzę, kręci :D hehe, słodko. Jego wyuzdanie też wg mnie jest sexy. A z Deanem i poparzeniem to tak jest, że jak się czegoś nie spodziewasz, to jest to zaskoczenie i człowiek inaczej reaguje, a jak się spodziewa i wie, że coś nastąpi, to jest przygotowany, zwarty i gotowy XD I tak, gdyby to był ktoś inny niż Dean, to pewnie Jasper by się bardzo wkurzył, ale… to był Dean XD Wie, że to kumpel Marvina i jakoś nie czuje od niego niebezpieczeństwa. Na razie więc ich friendship ma się dobrze :)

    Saki, ach, Patsy, Patsy… Może właśnie to jego bycie materialistyczną suką sprawia, że się go lubi? XD Wszystko jest możliwe. I widzisz, chyba odbierasz ten trójką tak, jak Jasper – wydaje się to być na zdrowych zasadach, znają się i w sumie wiedzą, że jakby co, mogą powiedzieć „nie”. Może dlatego ten trójkąt wydaje się zjadliwy. Ale czy zajdzie do dalej… wiesz, niby apetyt rośnie w miarę jedzenia… Ale też nie wiadomo, co z powrotem Deana do domu albo chociażby jego kręceniem z Harleyem. Jasper tez może zareagować groźniej, gdy zaszłoby to już za daleko (choć też wiemy, że on na wiele pozwala Marvinowi). Hehe i słodko, że przesłuchanie nowych tancerzy wyzwala domysły. O tak, lubię to. Zapewniam, że będzie ciekawie! :) Dzięki za komentarz! :D

    O., na razie w tym wszystkim jedyne, co Jaspera wkurzyło, to to, że Dean w ogóle wszedł do nich do sypialni, kiedy się pieprzyli, więc póki co nie wydaje mu się, że może się na tym przejechać. Ale jak to będzie… zobaczymy. A to wtranżalanie się Deana… robi to dość odruchowo, może dlatego, że wie, jaki jest Marvin i że z nim może na takie rzeczy sobie pozwalać. Nie jest chyba do końca świadom, przez co chłopcy przeszli i jak to puszczalstwo Marvina o mało ich nie rozdzieliło. A zazdrość Deana… hehe, tak, chyba troszeńkę go zakłuło, że Marvin ma takiego swojego-swojego kochanego faceta, a on nie ;)

    Sachan, hehe, jeszcze trochę, a zabraknie skali, która będzie mogła pokazać stopień Twojej nienawiści do Deana XD

  10. O. pisze:

    Jestem ciekawa kiedy Jaz przejedzie się na pozwalaniu Marvinowi na pieszczoty z Deanem.. Iga z jego naturą, ale ze swoją również.
    Dziwię się Deanowi, że tak się „wtranżala” w nich. Co jeśli następnym razem będzie chcieć się dołączyć? Albo wygra przesłuchanie i uzna, że sobie z nimi zamieszka? To co zdołali wytworzyć między sobą Jaz i Marin może ulec zachwianiu.. No mam nadzieję, że w takiej sytuacji to on by sobie u Harleya zamieszkał, albo swoje mieszkanko wynajął i nikt by nie wpadł na pomysł czworokąta. Mając dalej w głowie Jaza z mojego fika mam jakiś dziwny ścisk w sercu.. Może to lepiej, że to ja a nie on xD

    Zawsze może się okazać, że ani ten ani ten siostrzeniec nie pomagają Orvelowi i ten tylko blefował. To by było chamskie. xD

    Ah i zazdrość Deana ma się do tego, że też chciałby związkować z kimś, czy wepchnąć się do Kiziałków?
    Lepiej to pierwsze!

  11. saki2709 pisze:

    Co by tu… Znaleźli gówniarza, super. Żeby teraz się nie okazał fałszywym tropem. Chociaż ten laptop, z którym łaził napawa nadzieją.
    Co do Patsy’ego, może i jest z niego materialistyczna suka, ale jakoś nie mogę go znielubić. Niby z niego straszny pustak, ale jednak coś tam pod kopułą ma.
    Dean rozwalił system. Serio. Po tej akcji chyba już nic mnie nie zaskoczy
    Co do tego pseudo trójkąta… Nie przeszkadza mi to tak, jak się spodziewałam, że będzie. Z reguły nie lubię trójkątów, ale u nich jakoś jestem w stanie to znieść. Ale myślę, że to kwestia tego, że chłopakom to nie przeszkadza i nie przekraczają pewnej granicy. Pocałunki, robótki ręczne czy oral… to jeszcze jestem w stanie znieść. Ale jak posuną się dalej, to zacznę się poważnie zastanawiać nad istotą tego związku. Nie powinni przekraczać tej strefy intymności. Dean jak się chce gapić, niech się gapi, ale żeby nie przyszło mu do głowy, żeby próbować z nimi coś więcej, niż do tej pory. Najlepiej niech się panem potworem zajmie, a chłopaków zostawi w spokoju. A tak btw. ciekawa jestem tego przesłuchania. Mam nadzieję, że będzie w następnym rozdziale, bo się nie mogę doczekać. Coś mi mówi, że skoro to ma dotyczyć partnera do tańca dla Karla, ten będzie w nim uczestniczył. A skoro Dean też tam będzie i obowiązkowo pan menago, węszę dramę. Znając Karla, pewnie walnie tekstem typu „co tu robi ten piroman psychopata?” albo coś podobnego, a pan Potwór dozna olśnienia, gdzie słyszał to nazwisko. A potem jadowite spojrzenie Deana na Karla i błagalne na Harleya…
    Dobra, kończę, bo zaczynam zmyślać. Pora spać, bo już późno, a mi się chce spać.
    Mam nadzieję, że nie popisałam bzdur.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  12. Liv pisze:

    Ale kurewka z Marvina ^^ Był strasznie sexy w tym rozdziale, tak że normalnie… och och.
    I był Patsy <3 Patsy, Patsy, Patsy!
    Nie mogę się doczekać tej akcji z siostrzeńcem Orvela, jak będzie "wychodził z domu po mleko" xd Na razie mi się podoba, zobaczymy czy tak zostanie, jak otworzy usta. :)
    A w ogóle Dean poparzył się gorącą kawą, jak wcześniej zgasił sobie w ustach zapałkę? Hihi ^^ Uwielbiam go i jego pojebany organizm.
    I już nie mogę się doczekać jego kolejnego spotkania z Harleyem, ale to chyba każdy, bo są razem świetni..
    A jak Dean wlazł i patrzył… coś pięknego, tak bardzo w jego stylu. Fajnie, że "pomoc" Marvina nie zirytowała Jaza, w ogóle fajnie że sama obecność Deana nie rozjuszyła go tak, jak by mogła :) Trzymam kciuki za ich friendship, bo już wyobrażam sobie Jaza i Marvina jago druhny na ślubie Deana i Harleya.. ^^
    I wiem, że lekko chaotycznie, ale tak jakoś… ten :*

  13. porebula pisze:

    „Cieszył się tylko z tego, że ten, jak większość, miał napisane w informacjach, kiedy ma urodziny, swoje motto życiowe i gdzie chodzi do szkoły.” Życiowe motto? Ale tak serio? Niech Dean sie cieszy że nie miał ustawione „Szlachta nie pracuje”… Biedny Jasper… Czuje sie jak zwjerzątko… Aż mi sie przypomniał pies taki wielki co u nas na wakacjach próbowal wyruchać wszystkie małe psy ze wsi… Tylko one były za małe na niego i nie miał jak i on prubuje a pies mniejszy sobie odchodził…. i naprawde nie wiem czemu podczas pisania tego wyobraziłam sobie to, tylko zamiast psów byli Marvin i Jaz… Moja psychika biedna… Ale ja mam ważniejsze problemy… Po co on na niego polują… Wiem tylko że to ważne i coś z Orvelem, ale nie pamiętam o co chodzi… przeczytam to od początku… znowu… I Dean pedofil ^^ Nie to by było straszne… I jeszcze pączki żre… zgrubnie…I mu nie dali podpalić go :c Jak Dean chce coś podpalić to niech mu dadzą obiad zrobić ;) Same korzyści (chyba że im mieszkanie podpali) ale to nie ładnie tak komuś podczas seksu wchodzić do pokoju, niegrzeczy Dean… no… ten… no fajne to bylo… ale i tak nieładnie…Wgl to mnie przeraża jak często rozdziały nowe u was są… Bo co 3 dni rozdział… Poprzedniego nie zdąże skomentować, a tu już nowy… Kłaniam siel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s