Love Interest – 6 – Pełna władza

Kolejny tydzień nie różnił się dla Johna od poprzedniego. Był nieznośnie długi, niesatysfakcjonujący i znowu poświęcony myślom o tym, o kim nie powinien myśleć. Fizycznie go to męczyło, nawet kiedy lądował w łóżku z jednym ze swoich chłopców. Nie raz z kilkoma na raz. Jego podopieczni czuli, że coś jest nie tak i starali się go zadowolić. Jakkolwiek to doceniał, tak nie umiał się w pełni zrelaksować, poddać chwili i zapomnieć o Percym. Miał wrażenie, że nie zniesie tego dłużej, a jednak co ranek budził się i wstawał po to, by przeżyć dzień, zarobić, spędzić wieczór z którymś z chłopców i znowu pójść spać. Wszystko przestawało mieć sens, a Kapran przestał towarzyszyć mu tylko w myślach za dnia. Coraz częściej mu się śnił, a John budził się w środku nocy i nie mógł dłużej spać. Miał wrażenie, że reaguje jak nastolatek, jak jakiś tragiczny bohater ze sztuk pełnych emfazy dramaturgów. A on zwyczajnie tęsknił.
W jedno z piątkowych popołudni uznał, że nie będzie się pogrążał i drugi raz dzwonił do Claudii, aby podpytać, co u jego byłego podopiecznego i dopiero na spotkaniu, niby to niechcący, do tego nawiąże. Zwyczajnie więc postanowił zaprosić kobietę na lunch i udawać, że spotkanie z nią jest jego jedyną intencją.
Skierował się w stronę swoich apartamentów, aby zadzwonić i się umówić, kiedy na jednym z korytarzy niemalże wpadł na niego lokaj, pan Kelly.
— Proszę pana! Proszę pana, dzwoni pani Claudia Hobb.
John uniósł brwi i uśmiechnął się blado.
— Nie będę miał więc okazji, by pokazać, że to mnie zależało na spotkaniu — rzucił i wziął od niego telefon. — Możesz odejść — zwrócił się do mężczyzny, po czym przyłożywszy do ucha słuchawkę, pokierował się dalej. — Dzień dobry, Claudio.
— Dzień dobry, John. Chociaż — kobieta zaśmiała się sztucznie i trochę nerwowo. — Mógłby być dużo lepszy.
— Coś się stało? — zapytał poważniej i otworzył masywne drzwi swojego apartamentu.
— Pamiętasz, jak mnie prosiłeś, abym dała znać, jak coś będzie nie tak z Percym?
— Tak…
— Więc wiedz, że właśnie dziś się okazało, że od czasu przyjazdu nas wszystkich, a mnie przede wszystkim, oszukiwał. Dziś bowiem Daisy przyłapała go na wyprowadzaniu z domu strzykawek. Po jego reakcji śmiem sądzić, że tych, których sobie nie wstrzykiwał.
John zatrzymał się na środku posadzki w swoim salonie i poczuł, jakby coś go zmroziło. Jak to sobie nie wstrzykiwał…?! Co on zamierzał? Zdziczeć? Jaki to miało cel?
— Co z nim zrobiłaś? Narobił ci szkód? — zapytał szybko, okręcając się na pięcie i wychodząc pospiesznie z salonu.
— Leży w swoim pokoju. Moi ludzie go ogłuszyli, kiedy stracił nad sobą panowanie i zaczął się awanturować. Podali mu też dwie dodatkowe dawki. I nie, nie narobił szkód. Tylko dużo krzyczał i wystraszył kilka dziewczyn. Chyba jednak się myliłam, John, nie czuł się tu dobrze. Zbierał pieniądze, aby się wynieść — westchnęła ciężko na koniec.
John zatrzymał się w długim i pustym korytarzu, który teraz dziwnie kojarzył mu się z tunelem zakopanym głęboko pod ziemią. Dusił się wręcz.
Przytknął czoło do ściany i odetchnął kilka razy.
— Przyjadę po niego, Claudio. Dziękuję, że zadzwoniłaś. Będę do pół godziny, jeśli korki mnie nie zatrzymają.
— Nie musisz, John, poradzę sobie. Będziemy go bardziej pilnować i taka sytuacja się nie powtórzy. Przyzwyczai się z czasem. To moja wina, że zbagatelizowałam sprawę. Zachowywał się z początku tak dobrze, że nie przypuszczałam, że coś takiego zrobi.
— Claudio… proszę cię, pozwól mi go zabrać — odpowiedział z naciskiem, ale też… z jakimś dziwnym błaganiem. To, co mu opowiedziała, znaczyło dosadnie, że Percy czuł się tam źle. Chciał uciec od czegoś tak dobrego. Nie znajdzie przecież nic lepszego, więc co zamierzał? Musiał go stamtąd wziąć, zanim będzie za późno. Zanim zdziczeje przez własną głupotę. — Nie powinienem był go wyrzucać. Może nie tego potrzebuje. I zapewniam, wynagrodzę ci to w każdy możliwy sposób — mówił dalej, dość gorączkowo, już ruszając do windy, by szybko znaleźć się w samochodzie.
Kobieta zawahała się. Musiało być jej dziwnie słyszeć tak pobudzony głos swojego przyjaciela, który zwykle mówił wręcz flegmatycznie. Z wielką powagą i spokojem.
— John… Nie oszukam cię, że nie wiem, czemu się go pozbyłeś. Pomyśl o tym jeszcze, nie rób nic impulsywnie.
— Myślę o tym od czasu, kiedy ci go oddałem. Nie chcę być egoistą… Robiłem to, bo nie chcę nim być. Ale po tym, co mi powiedziałaś… Może on mnie potrzebuje — odpowiedział z bólem, masując nasadę nosa, kiedy wreszcie skierował się windą w dół. — Nie wiem, co myśleć, Claudio.
Kobieta westchnęła głęboko.
— Nie jesteś egoistą, John. Wręcz przeciwnie. Martwisz się o niego nawet bardziej niż powinieneś. Powinien ci być niezwykle wdzięczny. Zamiast tego sam sobie szkodzi swoim zachowaniem. Ale jeśli naprawdę myślisz, że oddanie go było błędem, to nie mogę cię zatrzymywać. Tym bardziej, że musiałabym go ukarać za takie zachowanie, a nie mam na tę chwilę żadnego dobrego pomysłu.
— Rozumiem. W takim razie oczekuj mnie, będę niebawem. Poproś kogoś, by spakował jego ubrania. Zabiorę go od razu — odpowiedział, w tym momencie żałując, że kobieta mieszka daleko. Podróż samochodem może mu chwilę zająć. — Dziękuję, że mnie poinformowałaś.
— Nie ma sprawy, w końcu o to mnie prosiłeś. W zamian oczekuję zaproszenia na jakąś dobrą kolację.
— Oczywiście — odpowiedział z bladym uśmiechem i po krótkim pożegnaniu rozłączył się.
Przez całą drogę na miejsce myślał o Kapranie leżącym na łóżku, nieprzytomnym… Myślał, co planował zrobić z pieniędzmi, jak żyć… Czy to, że nie brał ich regularnie, coś w nim zmieniło? Jak w ogóle na niego zareaguje? Jak wygląda, jak się czuje…? Chciał być na miejscu, już! Nie pospieszał jednak kierowcy, bo na ulicy było dość tłoczno i nie życzył sobie żadnego wypadku ani zatrzymania przez patrol wojskowych. Dojechał więc dopiero po czterdziestu minutach. Kierowca zatrzymał się na dużym parkingu przy piętrowej kamienicy, a John kazał mu poczekać. Sam wysiadł, dopiął swoją szarą marynarkę, poprawił ciemne włosy i zadzwonił do drzwi budynku.
Te niemalże od razu zostały mu otworzone przez jednego z ludzi Claudii.
— Dzień dobry, panie Brown. Zapraszamy do środka. Pani już czeka — elegancko ubrany mężczyzna wpuścił go do środka, do prostego, nowoczesnego lobby.
John znał drogę, więc podążył dalej. Nie zdążył jednak dotrzeć do pokoi swojej przyjaciółki, bo natknął się na nią już na schodach na piętro.
— Jesteś! Szybko przyjechałeś — Claudia uśmiechnęła się do niego ciepło. Była elegancką kobietą w średnim wieku, z długimi, zawsze rozpuszczonymi i prostymi włosami. Odejmowało jej to lat, tym bardziej, że miała bardzo zdrowe włosy.
— Liczyłem, że będę prędzej — przyznał i pocałował delikatnie wierzch jej dłoni. — Jak zawsze wyglądasz doskonale i nie powiedziałbym, że jesteś tak zaniepokojona, jak brzmiałaś przez telefon.
— Dziś panuję nad sobą chyba lepiej niż ty, mimo że to u mnie w domu się wszystko wydarzyło. Rozumiem, że od razu chcesz go zabrać? Nie dasz namówić się na herbatę? — spytała Claudia i ruszyła na piętro, gdzie znajdowały się pokoje jej służby.
— Dziękuję. Ale odpokutuję to w najbliższą sobotę, jeśli tylko możesz i zjemy wspólnie doskonały lunch w naszej ulubionej restauracji — odpowiedział uprzejmie, z typową sobie formalnością, choć wewnętrznie czuł się bardziej podenerwowany niż powinien być. Znał ten dom i lubił jego przytulny wystrój, nawet jeśli preferował większe przestrzenie.
— W takim razie pozwól, że cię do niego zaprowadzę. Nie wiem, czy dalej jest nieprzytomny, czy już się ocknął. Dostał środek usypiający, bo jak wiesz, nie przepadam za tą promowaną bronią z gumowymi pociskami, czy innymi tego typu rzeczami.
— Ja również, więc cieszę się, że nie użyłaś tych radykalnych środków — odpowiedział, krocząc pół kroku za nią. Był od niej znacznie wyższy. — Mogłabyś kogoś poprosić, by zniósł rzeczy Percy’ego na dół? Mój kierowca tam czeka.
— Oczywiście — kobieta uśmiechnęła się delikatnie, po czym zatrzymała się na chwilę na rozwidleniu korytarzy. Chwilę się zastanowiła, po czym podeszła do jednych z drzwi. Zapukała i zajrzała do środka. John nie podsłuchiwał, ale i tak usłyszał, że prosi niejakiego Rona, aby poszedł z nią i pomógł coś przenieść. Po chwili dołączył do nich szczupły, zielonooki blondyn.
John odpowiedział na jego powitanie skinieniem głowy. Nigdy nie wiedział, ilu dokładnie podwładnych ma Claudia, ale wiedział, że są to ilości bardziej zbliżone służbie Masona Awordza niż jego. On sam miał kilkanaście dziewcząt i prawie dwa tuziny chłopców. Utrzymywał ich dzięki temu, że jego biznes naprawdę owocnie się kręcił. Kobieta natomiast preferowała zachowanie jak najbardziej swojego starego stylu życia. Ale i tak była znana za swój wkład w życie miasta.
Nie rozmawiając, udali się do pokoju, który musiał należeć do Percy’ego, bo Claudia kazała chłopakowi otworzyć drzwi.
— Jest okej, śpi — usłyszeli i dopiero weszli, a John od razu zauważył na materacu dużego łóżka leżącego na boku mężczyznę.
Miał podkulone nogi i związane na plecach, w nadgarstkach, dłonie. Był nieprzytomny albo, jak powiedział Ron, spał.
John poczuł uścisk w klatce piersiowej, kiedy tylko go zobaczył. Miał wrażenie, że jest tak… daleko. Że Percy jest jakiś nieobecny.
Chwilę milczał, tylko patrząc na niego, po czym zapytał Claudii.
— Sądzisz, że udałoby się go obudzić?
— Możesz spróbować albo zawołam jeszcze kogoś, aby pomógł Ronowi znieść go do samochodu.
— Spróbuję. Moglibyście zostawić mnie z nim sam na sam? — zapytał cicho.
— Oczywiście — Claudia wycofała się jako pierwsza i pociągnęła za łokieć Rona.
John podziękował im gestem i kiedy drzwi się zamknęły, rozejrzał się po pokoju. Było tu bardzo czysto i schludnie. Niczego nie brakowało. Przez uchylone okno dochodziło świeże powietrze, łóżko miało czystą, miękką pościel, a przestrzeń nie była klaustrofobiczna. Dlaczego Percy chciał to wszystko odrzucić?
John zbliżył się do łóżka i przysiadł tuż przy mężczyźnie. Sięgnął dłonią do jego ciała i przesunął nią po nim od biodra, aż po ramię. Cudem powstrzymał głośniejsze westchnienie. Nie tylko Percy potrzebował jego. To on potrzebował Percy’ego.
Sięgnął do twarzy mężczyzny i wierzchami palców pogładził go po policzku.
— Percy… — szepnął prosto do jego ucha, kiedy się pochylił.
Nieprzytomny mężczyzna nie ruszył się jednak. Leżał tak dalej, związany, z rozburzonymi włosami, czarną koszulą opinającą jego ramiona i w spodniach w tym samym kolorze.
John sięgnął za jego plecy i rozwiązał mu ręce. Jeśli dostał uspokajające środki i podwójną dawkę leków, nie mógł stanowić zagrożenia. Odrzucił więzy i znowu dotknął twarzy mężczyzny.
— Percy, zbudź się — powiedział głośniej.
Po chwili usłyszał, jak ten nisko stęknął i dopiero po kolejnym razie, kiedy John powtórzył jego imię, otworzył oczy.
Starszy mężczyzna spojrzał w nie i na moment wstrzymał oddech, mimo że jego twarz wyglądała spokojnie.
— Dzień dobry, Percy — szepnął, dotykając kciukiem jego policzka.
Kapran ściągnął brwi, potem stęknął ciężko i przekręcił się, starając się bezskutecznie wyciągnąć ręce do przodu. Miał je całkowicie zdrętwiałe. Stęknął z bólem i spojrzał dość nieobecnym wzrokiem na Johna.
— Pan… nie…
— Wracasz do domu — odpowiedział mężczyzna.
— Nie…. pan mnie nie chce — Percy znowu jęknął, przekręcił się zupełnie na brzuch i w końcu wydostał dłonie. Podparł się nimi, bezskutecznie starając się odepchnąć od pościeli.
— Poczekaj. Pomogę ci wstać — John uniósł się i zaoferował mu ramię. — Wracamy razem. Nie powinienem był cię oddawać.
Percy jeszcze raz na niego spojrzał. Nic nie mówił, ale patrzył z wyraźnym niedowierzaniem na twarz na Johna.
Mężczyzna po tej długiej chwili pochylił się znowu i pocałował go przy oku.
— Przepraszam, że cię oddałem — powiedział, mimo że nigdy nie zdarzyło mu się przepraszać swoich podopiecznych. To on był tym, który o wszystkim decydował, nie mylił się, był ich bogiem. Ale teraz, widząc Kaprana w tym stanie, z takim spojrzeniem, czuł, że to był naprawdę duży błąd. Gdyby ten mężczyzna zdziczał, nigdy by sobie nie wybaczył.
Percy potrząsnął głową i położył się na boku łóżka. Potarł twarz dłonią, chociaż nadal czuł w niej silne mrowienie. Nie patrzył na mężczyznę.
— Nie wiem, kim jesteś… Co mi dali, ale… To przejdzie.
— Percy, nie wygłupiaj się. Chcę cię wziąć do domu. Bądź posłuszny, wstań. Odpoczniesz w swoim pokoju — odpowiedział cierpliwie mężczyzna, wciąż stojąc przed łóżkiem.
Mężczyzna spojrzał na przybysza nieobecnym wzrokiem, ale w końcu podniósł się i zsunął nogi z łóżka, aby wstać. To jednak skończyło się tym, że upadł na podłogę. Burknął coś pod nosem, po czym oparł się plecami o łóżko, znowu zakrywając twarz dłońmi. Był przyćpany środkami nasennymi, bo nie dość, że nie mówił wyraźnie, to jeszcze jego koordynacja ruchowa była zaburzona.
— Nie chcę tu… być. Czemu on… Tak bardzo mnie nie chciał…?
John patrzył na niego z góry z szokiem i niepewnością. Czy naprawdę wyrządził mu tym odrzuceniem taką krzywdę? Jak to możliwe, że ten mężczyzna, który kiedyś nie mógł patrzeć na gejowski seks bez pogardy i obrzydzenia w oczach, tak bardzo chciał być blisko homoseksualisty?
Kucnął przed Percym i mocno go do siebie przytulił, kładąc mu dłoń na włosach.
Percy najpierw drgnął, potem bardzo raptownie, ale też niezgrabnie przylgnął do obejmującego go mężczyzny. Chwilę tylko tak trwał, aż w końcu pociągnął nosem i rozpłakał się, dając upust emocjom. Nadal był otumaniony, nie był pewny, czy naprawdę widzi swojego pana, czy tylko ma omamy. Nie chciał jednak dłużej walczyć. Czuł się źle. Ręce, a w szczególności nadgarstki go bolały. Było mu niedobrze na żołądku i zwyczajnie chciał przylgnąć do tego ciepła, które go w tej chwili obejmowało.
Czuł, że trzymają go pewne ręce, ale też wyraźnie odczuwał mocno i szybko bijące serce drugiego ciała. Ale ten zapach… był bardzo znajomy. Wzrok mógł go mylić, ale przecież nie węch, dodatkowo wyczulony przez wirus. Tak na pewno pachniał John Brown.
— Już… Wracamy do domu, Percy — usłyszał dziwnie miękki głos swojego pana, tuż przy uchu. — Wracamy do domu.
Zaciągnął się jeszcze raz tym znajomym zapachem i dopiero upewniwszy się, że dobrze czuje, że nie jest zwodzony, pokiwał gorliwie głową.
John ucieszył się na ten objaw porozumienia. Kciukiem starł mu łzy z policzków, pocałował go w czoło i uniósł się. Pomógł wstać drugiemu mężczyźnie i przytrzymał go mocno i pewnie w pasie. Widział, że jego podopieczny ma problemy z równowagą.
— Powoli. Wesprzyj się na mnie — poradził, powoli prowadząc go do wyjścia.
Percy nic już nie powiedział, tylko mocno trzymając się swojego pana, który go odrzucił na całe dwa tygodnie, dał się prowadzić.
Claudia czekała na nich kawałek dalej na końcu korytarza, rozmawiając z Ronem. John skinął jej głową i powoli podszedł do niej z Percym, by wrócić z nim do domu. Czuł się tak… dobrze, trzymając go przy sobie. Nie odda go już nigdy. Sprawi, że ten mężczyzna go pokocha. Nie wiedział jak, ale miał już jakiś zamysł. Czy się uda… Okaże się. Ale cokolwiek by się nie wydarzyło, już nigdy nie wypuści go spod swoich skrzydeł.

*

Nie rozmawiali wiele w samochodzie. John był niezwykle milczący i jedyne co robił, to obejmował ramieniem swojego podopiecznego. Droga powrotna na szczęście zajęła im mniej czasu, niż kiedy John jechał do Claudii. Niecałe pół godziny później byli więc w rezydencji, a John polecił lokajowi przygotować kolację dla nich obu oraz przynieść ją do jego apartamentu.
— Jak się czujesz? — John zwrócił się do Kaprana dopiero w windzie, kiedy już jechali na najwyższe piętro.
Ten nadal był mocno zmulony, więc też mało rozmowny. Nie czuł się dobrze, ale nie śmiał się wtrącać, kiedy jego pan, który pozbył się go na jakiś czas, rozkazywał innemu choremu.
— Lepiej. Dziękuję za troskę, proszę pana — odparł formalnie, coraz wyraźniej czując, gdzie jest. Węch nie oszukiwał go tak, jak wzrok zaraz po ocknięciu się, więc bardziej zawierzał jemu.
— Dostaniesz kąpiel, zjemy kolację i pójdziesz spać. Środki nasenne, które musieli ci podać, nie zawsze współpracują z lekami na wirusa. Odpoczynek dobrze ci zrobi — odpowiedział John, stojąc prosto obok, patrząc na drzwi windy, ale i tak kontrolował, czy młodszy mężczyzna się nie chwieje.
Percy skinął głową, starając się już nie obciążać swoim ciężarem Johna Browna, tak jak to robił jeszcze w rezydencji Claudii Hobb.
— Tak jest…
Ciemne oczy jego pana tylko krótko go zlustrowały, a chwilę później winda otworzyła się. Percy dostrzegł, że znaleźli się przy apartamencie Johna. Ten poprowadził go do środka i pozapalał lampki naścienne. Potem zabrał go do łazienki.
Była naprawdę wielka. John miał dużo pieniędzy i śmiało z tego korzystał. Na samym środku znajdowało się podwyższenie z marmurową posadzką, które prowadziło do obszernej wanny z hydromasażem. Była na tyle duża, że cztery osoby mogłyby się w niej spokojnie zmieścić. W rogu tuż przy niej spoczywały równiutko ułożone białe ręczniki, a po przeciwległej stronie znajdowała się szklana wnęka na świece, które również były tam ułożone. Po prawej i lewej stronie widać było kremowe szafki z umywalkami, a nad nimi wisiały długie, wielkie lustra, optycznie powiększające pomieszczenie. Jakby tego było mało, z sufitu nad wanną zwisał kryształowy żyrandol. Nie brakowało też dekoracji w formie kilku doniczkowych kwiatów i złoto-brązowych zasłon.
— Usiądź. Natoczę wodę — polecił John, wskazując mu marmurowe podwyższenie, a sam zbliżył się do wanny.
Percy wykonał polecenie bez zbędnych słów. Było mu dziwnie. Najpierw w takich relacjach ze swoim panem, potem widząc, jak ten się męczy i w końcu, kiedy go oddał. Wtedy myślał, że w ogóle się nie nadaje. Że powinien się wyrwać z tego schematu zdrowych, chorych. Że nawet jeśli mu się nie powiedzie i zostanie gdzieś zastrzelony na ulicach miasta, to John Brown odczuje z tego powodu ulgę.
Ale teraz… Teraz siedział w jego apartamencie, w jego łazience i znowu należał do tego mężczyzny. Jednak nic poza tym się nie zmieniło. Nadal był dla niego bezużyteczny, niezdolny spełnić jego oczekiwania. Więc jaki to miało sens?
— Przepraszam za trzaśniecie drzwiami — wydusił po jakiejś chwili, odnosząc się do ich „pożegnania”.
John jednak tego nie skojarzył. Odkręcając wodę nawet obejrzał się na drzwi, które zostawił uchylone, by słyszeć nadejście lokaja z kolacją.
— Jakie trzaśnięcie? — dopytał i ustawił odpowiednią temperaturę wody.
— Kiedy pan mnie… odprawił. Nie miałem prawa dać się ponieść emocjom. Przepraszam za moje zachowanie.
John tylko skinął głową, chociaż ucieszyła go taka postawa Percy’ego. Był posłuszny, jak zawsze. Nawet jeśli miał mu za złe to, że go odrzucił, zachowywał się odpowiednio. John miał tylko nadzieję, że przez to nie tłumi w sobie negatywnych emocji. Teraz, kiedy wziął go z powrotem do siebie, zamierzał sprawić, by wszystko było dobrze. By ten mężczyzna czuł się tu odpowiednio, a on musiał zapewnić go, że już nigdy nie zostanie odesłany.
— Rozbierz się — polecił, samemu podchodząc do szafki, by wyciągnąć nowe mydło i gąbkę.
Percy spojrzał na sporo starszego od siebie mężczyznę, ale nie sprzeciwił się w żaden sposób. Potaknął i podniósł się, by się rozebrać. Patrzył przy tym na posadzkę, na której stał.
John nie patrzył na niego w tym czasie, tylko przygotowywał mu kąpiel. Dopiero kiedy ta była gotowa, a Percy nagi, zawiesił na nim na dłużej wzrok. Jego spojrzenie wciąż było poważne, skupione, ale na ustach pojawił się blady uśmiech.
— Od dzisiaj twoja praca dla mnie i życie pod moimi skrzydłami będzie wyglądało inaczej — powiedział i wskazał mu wannę. — Wejdź.
Percy spojrzał pytająco na drugiego mężczyznę i ostrożnie, bo nadal czuł lekkie zawroty w głowie, wszedł do wanny, jak mu nakazano.
— Czy mogę już wiedzieć, jak inaczej? — spytał, kiedy usiadł i podciągnął bliżej siebie nogi.
John za to usiadł na skraju marmurowego podwyższenia, by móc obserwować jego twarz i nie tylko. Kapran miał naprawdę doskonałe ciało i był bardzo przystojny. John przez te dwa tygodnie myślał o nim non stop, ale teraz, widząc go, mając go obok siebie namacalnie, czuł się o niebo lepiej. Nie miał tylko pojęcia, czy to, co planował, w ogóle miało sens i będzie skuteczne. Obawiał się, że wyrządzi tym mu więcej krzywdy, ale liczył głęboko, że tak się nie stanie.
— Po pierwsze, nie będziesz już pełnił roli mężczyzny do towarzystwa.
Percy z jawnym zdziwieniem spojrzał na twarz pana.
— Nie? To jak będę dla pana zarabiać? — spytał z obawą w sercu, na szczęście, nie w głosie. Bo co on miał niby robić? John nie mógł mu zaufać i dać mu wcześniejszej pracy, przez którą tak splamił jego imię.
— Będziesz robił to, co wcześniej, czyli siedział w księgowości — jakie było więc jego zaskoczenie, kiedy ten właśnie tak odpowiedział. — Jednak tym razem nie sam, a z Susan, która dotąd się tym zajmowała — John nie mógł dać mu absolutnego przebaczenia, bo jakkolwiek miał słabość do tego mężczyzny, to wiedział, że musi trzymać dyscyplinę i posłuch. Nie mógł pozwolić, żeby jego podopieczni poczuli się zbyt pewnie.
Percy patrzył dłuższą chwilę w zupełnym szoku na swojego pana.
— Jak to… Ja nie mogę. Znaczy… Dla pana, może to być niekorzystne. Nawet jeśli Susan będzie mnie pilnować, to ktoś z personelu może podważyć słuszność pana decyzji. Ja… — zgubił się na moment wzrokiem. — Ja mogę sprzątać, jeśli pan nie chce, abym był do towarzystwa klientek, proszę pana.
— Pozwól, Percy, że ja będę decydował, do czego wykorzystam atrybuty swoich podopiecznych — odpowiedział John i sięgnął po gąbkę. Wylał na nią sporo oleistego, złotawego żelu i podał ją mężczyźnie. — Umyj się.
Percy szybko zabrał ofiarowany mu przedmiot i spuścił wzrok, zaczynając się pospiesznie myć.
— Proszę o wybaczenie. Nie powinienem, przepraszam, proszę pana.
John w milczeniu obserwował chwilę jego przystojną twarz i patrzył, jak gorączkowo ten przesuwa gąbką po swoim ciele.
— Nie spiesz się. Kolacji jeszcze nie ma — powiedział, bo nie słyszał, aby lokaj wchodził do apartamentu. — To jednak nie jest jedyna zmiana, która nastanie od dziś.
Percy przełknął ślinę, ale zwolnił mycie się, jak mu kazano.
— Rozumiem… ale… — zaciął się wyraźnie. — Czy mogę o coś spytać, proszę pana?
— Oczywiście.
— Czy… Czy ta kolejna zmiana będzie ponownie wiązała się z oddaniem mnie, jeśli jej nie sprostam?
John ściągnął brwi, przez co jego i tak ostra twarz wyglądała na bardziej surową. Usiadł bliżej mężczyzny i dotknął jego policzka.
— Nie. Cokolwiek się wydarzy, będziesz tutaj.
Percy odetchnął głębiej i przymknął na moment oczy. Niejednokrotnie się w życiu oszukiwał, bo co by nie myślał, chciał żyć. A życie w tym świecie równało się z byciem pod skrzydłami tego mężczyzny.
— W takim razie zrobię wszystko, aby pan nie żałował swoich słów.
John cofnął dłoń i przytaknął. Usłyszał równocześnie, że drzwi do jego apartamentu się otwierają, więc wstał z marmurowego podwyższenia.
— Umyj się. Porozmawiamy przy kolacji — powiedział, wyciągając jeszcze z szafki czysty, kremowy szlafrok i położył go na blacie. — Ubierz się i jak będziesz gotowy, przyjdź do salonu — dodał, ruszając do wyjścia.
— Tak jest — Percy wrócił do mycia swojego ciała. Patrząc na nadgarstki, widział, jakie są zaczerwienione. Musieli go związać po tym, jak wybuchł w domu Claudii. Nie winił ich.
Kiedy się umył, ubrał i wyszedł, nie zauważył w apartamencie Johna nikogo poza nim. Lokaj musiał się już ulotnić, za to ciężki, kwadratowy stolik pełen był jedzenia. Dwa talerze stały naprzeciwko siebie, a półmiski były pełne grillowanych produktów. Zresztą, wyczuł ich zapach już w łazience. Do tego chrupiące pieczywo, sok w wysokim dzbanku i talerzyk z herbatnikami w czekoladzie. John właśnie nakładał sobie kawałek grillowanego łososia, który wyglądał na zrobiony tak, aby mógł go jeść zdrowy ze swoją dietą.
— Wciąż jesteś słaby? — zapytał Kaprana, siadając ponownie, kiedy odłożył półmisek z rybą.
— Trochę, proszę pana, jednak nie śmiem narzekać — odparł Percy i podszedł krok bliżej stołu. Nie wiedział, czy może już usiąść, więc zerkał pytająco na mężczyznę. Czuł się dziwnie. Tak trochę nie na miejscu. Dodatkowo nie wiedział, co jeszcze będzie robił.
— Usiądź. Zjemy razem i wyjaśnię ci nowe zasady — zachęcił go John, wskazując mu fotel naprzeciwko. Sam sięgnął jeszcze po sałatkę, żeby sobie nałożyć. — Nałóż sobie, co chcesz.
Młodszy mężczyzna, mimo że nadal nie miał za dużej ochoty na jedzenie, nie odmówił i usiadł na wskazanym miejscu. Nałożył sobie na talerz kawałek dobrze wypieczonego mięsa, sałatkę i puree ziemniaczane.
— Najpierw jednak powiedz mi, dlaczego chciałeś uciec od Claudii — usłyszał głos swojego pana, kiedy zaczęli jeść. Był spokojny, poważny i wyważony. Czyli taki, jak zawsze. John prezentował sobą elegancję i swoistą władzę, siedząc naprzeciwko niego w idealnie skrojonym garniturze, z ciemnymi włosami zaczesanymi w tył i surowym wyrazem twarzy. Różnica wieku, jaka ich dzieliła, też dopełniała tego wrażenia.
Percy przełknął ciężko kęs, który miał w ustach. Trudno mu było logicznie wytłumaczyć swoje powody i nie brzmieć jak każdy inny dziki, który zwyczajnie nie chce się podporządkować.
— Nie czułem się jej potrzebny, raczej zbędny. Tym bardziej po tym, jak taki okazałem się dla pana, proszę pana. Niepasujący do pełnionej roli, tak jak wtedy, kiedy pana zdradziłem, lecz z zupełnie innych powodów.
— Było ci tam źle?
— Byłem tam bez własnego celu, proszę pana. Psu nie jest dobrze nawet w najwygodniejszym miejscu, jeśli czuje, że nie tam jest jego miejsce — odparł dość hardo w porównaniu do tego, jaki uległy był do tej pory.
— Więc czujesz, że twoje miejsce jest tutaj? — drążył John, zaczynając jeść swojego łososia i sałatkę.
— Szczerze?
— Oczywiście.
— Więc myślę, że moje jest tam, gdzie byłem, zanim zaczęła się apokalipsa. Teraz jednak chcę, aby moje miejsce było tam, gdzie nie jestem kolejnym psem, bo nim się nie czuję. A raczej nie chcę nim być. Jakkolwiek będę szczekał, podawał łapę, tak tu pan mnie nie wyrzucił, kiedy popełniłem błąd. Nie potraktował jak uszkodzoną jednostkę, złego psa, tylko uwierzył, że mam mózg i umiem się nim posługiwać. Pan dał mi drugą szansę, potraktował jak myślącego człowieka. Nie mógłbym tego zapomnieć i zwyczajnie klękać przed kimś innym.
John słuchał go spokojnie, chociaż wewnętrznie te słowa bardzo go poruszyły. Przez te dwa tygodnie czytał wiele publikacji na temat wyszkolenia u chorych pewnych zachowań i w każdej powtarzał się jeden warunek: chory musi czuć przynależność do swojego właściciela, musi wiązać z nim pozytywne emocje, postrzegać go jako swojego obrońcę. Jeśli w ten sposób Kapran na niego patrzył, prawdopodobieństwo, że uda im się coś razem zbudować, było bardzo duże.
— Wszyscy tutaj jesteście dla mnie ważni — odezwał się w końcu, sięgając po szklankę pełną soku. — Staram się patrzeć na was nie jak na inwestycję, czy zabawki. Gdyby tak było, po swojej zdradzie skończyłbyś na bruku. Cieszę się, że tak na to patrzysz.
— Dziękuję, że tym razem tak też się nie stało. Jestem wdzięczny, że moje życie należy do kogoś z takim podejściem — dodał Percy i skinął mu głową w geście uznania i podziękowania. Jakkolwiek chciałby być wolnym człowiekiem i panem swojego losu, tak cieszył się, że nie skończył gorzej, mimo tylu popełnionych błędów.
John uśmiechnął się ledwo dostrzegalnie i wrócił do jedzenia. Po kilku kęsach, kiedy siedzieli w ciszy, delektując się grillowaną kolacją, wytarł usta chusteczką i uniósł się. Percy, skupiony na swoim mięsie, ujrzał, jak mężczyzna podchodzi do jakiejś metalowej skrzynki i z nią wraca do stolika. Postawił ją na kanapie obok i położył dłoń na wierzchu.
— Jest tam coś, co będziesz od dzisiaj nosił — powiedział, patrząc w oczy podopiecznego. — Będziesz mógł to zdjąć jedynie w dwóch przypadkach. Po pierwsze, kiedy będziesz się mył. Wtedy przyjdziesz do mnie, a ci to zdejmę.
Percy na moment przestał jeść. Chwilę czekał, aż jego pan będzie kontynuował, ale kiedy ten moment ciszy się przedłużał, spytał.
— A drugi przypadek? Proszę pana?
Tym razem szczupłe palce Johna skierowały się do małej zasuwki przy wieczku skrzyni. Mężczyzna otworzył ją i kiedy uniósł pokrywę, oczom Kaprana ukazał się leżący na granatowym materiale męski pas cnoty. Wielkością wyglądał na dopasowany do jego penisa; John musiał go wybierać z pamięci. U góry miał maleńką kłódkę, a obok leżał do niej kluczyk.
— Drugi przypadek, to kiedy będziesz potrzebował spełnienia i przyjdziesz do mnie, bym ci je dał — wyjaśnił spokojnie John.
Percy przełknął ślinę. Jakby miał w tej chwili coś innego w ustach, zapewne miałby problem, aby to połknąć. Było tak, jak myślał.
— Dlatego też mam już nie spotykać się z klientkami, proszę pana? — upewnił się.
— Tak. Będziesz mógł osiągać orgazm, ale tylko przy mnie. Tylko, kiedy mnie o to poprosisz. Założysz go po jedzeniu.
Młodszy mężczyzna lekko się zarumienił. Czyli miał stać się mu w pełni posłuszny, w pełni od niego zależny. Czy cokolwiek miało zostać tylko dla niego?
— Tak jest — wydusił i wrócił do jedzenia. Nie okłamując siebie, mógł z ręką na sercu powiedzieć, że tętno znacząco skoczyło mu ze zdenerwowania.
John wrócił do jedzenia, obserwując jego reakcję i musiał znowu przed sobą przyznać, że bardzo mu się podobał taki rumiany Percy. Był ciekaw, ile czasu będzie potrzebował, żeby przyjść w desperacji i poprosić o orgazm. Jak wtedy będzie czerwony. I jak się poczuje, kiedy dojdzie za jego pomocą.
— Na tę chwilę to tyle, jeśli chodzi o zmiany. Wciąż jesteś pewien, że jesteś gotów zrobić to wszystko, bylebym cię nie wyrzucił?
Percy popatrzył ciemnymi oczami na swojego pana.
— Nie chcę kończyć na bruku. A… — zaciął się. — A dla pana byłem… zarówno teraz, jak i nim oddał mnie pan pani Claudii.
— Więc będziesz mi posłuszny. Doceniam to, Percy — odpowiedział John, który teraz już był pewien, że oddanie podopiecznego było złym pomysłem. Nie spróbował przecież jeszcze wszystkich sposobów przekonania go do siebie. Poddał się i wyrządził tym krzywdę zarówno sobie, jak i jemu. Ale to się mogło zmienić.
— Dziękuje, proszę pana — młodszy mężczyzna jeszcze chwilę jadł. Kiedy skończył, podziękował grzecznie i odsunął się od stołu. — Mam się rozebrać?
— Tak — przytaknął starszy mężczyzna, który również skończył posiłek i właśnie sięgał do pasa cnoty. — I zbliż się do mnie.
Percy miał ochotę schować twarz w dłoniach, ale przecież… Już zbliżał się do tego mężczyzny. Na jego oczach się masturbował. Nagość też nie była mu obca.
Rozebrał się i odłożył ubrania na oparcie krzesła. Podszedł z miękkim penisem do swojego pana, ale i tak wyglądał bardzo pociągająco i zachęcająco do dotknięcia.
John zresztą nie musiał widzieć go nago, żeby mieć takie pragnienia. Chociaż musiał przed sobą przyznać, że widok Percy’ego w pełnym negliżu był jak zakazany owoc, po który zamierzał sięgnąć.
Położył mu dłoń na biodrze i przysunął go jeszcze odrobinę bliżej siebie. Nic nie mówił, kiedy ujął jego członek i powoli, wręcz z namaszczeniem, wsunął na niego plastikowy przedmiot. Jądra też przełożył przez odpowiednią obręcz i zatrzasnął kłódkę. Teraz miał w pełni władzy zadowolenie seksualne tego mężczyzny.
Percy oddychał podczas całego przedsięwzięcia głęboko i szybko. Był trochę przerażony, że nie będzie mógł się dotknąć samemu, a tym bardziej dojść. Że będzie czuł ból i ucisk, kiedy się przypadkowo podnieci. I że codziennie jego pan będzie musiał wyjmować jego penisa z tej klatki, aby mógł się odpowiednio umyć.
Rumienił się coraz bardziej z każda myślą, a John w końcu cofnął dłonie i wstał. Pocałował go w czoło.
— Rozumiesz warunki? — upewnił się jeszcze, nie mogąc przestać patrzeć na jego czerwoną twarz.
— Jeśli z jakiegokolwiek powodu będę potrzebował klucza, mam przyjść do pana, proszę pana.
— Tak. Teraz możesz odpocząć. Jutro po śniadaniu Susan przekaże ci część obowiązków, które ci wyznaczę — dodał John, sięgając po kluczyk ze skrzynki i wrzucił go do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki. Musiał go schować w bezpieczne miejsce, ale to później. Teraz chciał pozwolić Percy’emu odpocząć, a sam musiał zająć się swoimi zadaniami. — Połóż się w moim łóżku. Twój pokój jeszcze nie jest przygotowany.
Percy początkowo chciał zanegować ten pomysł, poprosić o inne lokum, ale przypomniał sobie swoje oszołomienie, kiedy ocknął się po tym, jak został ogłuszony. Jak długo nie wiedział, ani gdzie jest, ani kto do niego mówi. Dopiero zapach tego mężczyzny trochę go otrzeźwił i uspokoił. Rozsądne więc wydało mu się, odpocząć gdzieś, gdzie będzie mógł go czuć.
— Dobrze, proszę pana. Tylko chciałbym spytać… Czy pościel w pańskim łóżku była zmieniana?
John zdziwił się tym pytaniem i pokręcił głową.
— Nie. Spałem w niej od poniedziałku. Wolisz świeżą?
— Nie… — wydusił Percy, czując, jak nagle mu głupio, że w ogóle zapytał. Postarał się jednak zachować twarz i tylko uciekł spojrzeniem.
John obserwował go czujnie przez moment, ale w końcu odpuścił.
— W takim razie zostawię cię teraz i idę zająć się swoimi powinnościami. Odpocznij — dodał na koniec nieco bardziej miękko, bo nie potrafił w tym momencie inaczej, kiedy ten mężczyzna tak reagował. Dotknął jeszcze jego boku i ruszył do wyjścia z apartamentu.
Percy odprowadził go wzrokiem, po czym spojrzał w dół swojego nagiego ciała, na penisa uwiezionego w plastikowym wiezieniu. Był skazany na swojego pana. Mimo jego słów, stał się jego zabawką. Nie, stał się jego całkowitą własnością. Jego wolność, ciało, a teraz i żądza należały do Johna Browna. Czy jego serce też stanie się jego? Nie wiedział. Jednak ten mężczyzna był jego życiem, jego zapach go uspokajał, a jego podejście nie wywoływało nieprzyjemnych dreszczy.
Mógł spróbować, w końcu i tak nie miał gdzie teraz iść, a jeśli faktycznie John zawładnie nim całkowicie, to póki się nim nie znudzi, Percy będzie miał swój cel. A nawet jeśli nie sprosta, to czuł, że zawsze będzie mógł zawrócić. W końcu to była tylko nakładka na jego penisa. Nic nie zostało mu wycięte ani wstrzyknięte.
Mógł spróbować i zacząć od przyzwyczajania się do łóżka tego mężczyzny.

21 thoughts on “Love Interest – 6 – Pełna władza

  1. Katka pisze:

    Basia, widzę, że brniesz dalej :D Super :D No i widzisz, Percy wraca. John zdecydowanie chce go przy sobie, mimo że radośnie nie jest… no ale walczą z problemami i może jaaakoś dojdą do szczęścia.

  2. Basia pisze:

    Witam,
    no Percy wraca do Johna, no, no chciał uciec i żyć na własną rękę, a ten pas robi się tutaj coraz bardziej interesująco.
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. kaczuch_A pisze:

    Katka, kumam kumam konkursy to nie taka prosta sprawa, a randomowe arty są zawsze spoko, a że tempo mi trochu zwolniło to może, może :D

  4. Katka pisze:

    Kaczuch_A, własnie dlatego nie chciałyśmy takiego motywu walnąć w obyczajówce, bo byłoby to już mocno naciągane, a tutaj wiele może wyjaśnić świat i wirus. Poza tym, jakby w obyczajówce do takiego Percy’ego dowalił się taki John, to taki Percy nie miałby problemów, by Johna spławić. A tutaj John ma nad nim wielką władzę. Och, a konkursik by się przydał, ja wiem, ale obecnie jest to dla nas kiepski moment, bo to też trzeba ogarnąć, trzymać rękę na pulsie, wymyśleć warunki i przede wszystkim nagrodę, a obecnie ogarnianie czegokolwiek jest raczej naszą słabą stroną XD Konkursy jednak lubimy, więc na pewno się jakiś pojawi w odpowiednim czasie. A póki co bardzo chętnie będziemy przyjmować randomowe fanarty XD

    Omega, też mi się podoba pas cnoty XD Wszystko dzięki pomysłowi Masona. Ten to ma głowę do takich rzeczy. Bardzo nas cieszy, że opowiadanie przypadło Ci do gustu :)

  5. Omega pisze:

    I kolejne opowiadanie, które mi się podoba :) Cieszę, się że Percy dostał pas cnoty i że jest zdany na Johna. Nie mogę się do czekać aż podniecony będzie dopraszał się orgazmu :)

  6. kaczuch_A pisze:

    Myślę, że przy takich kreacjach bohaterów obyczajówka też byłaby dobra. Jednak nie dało by się tam w normalny sposób wyjaśnić tego traktowania Percy’ego, i całej tej otoczki pracy i usługiwania John’owi w taki, a nie inny sposób. Jakby charaktery się nie zmieniły to i obyczajówka była dobra. Ale, ale nasz Percy, właśnie przez wirus jest taki, a nie inny, więc przy obyczajówce dużo by było niedopowiedzeń i jakieś odrealnienia, a tam nie myślę i tak juch uwielbiam. A co do konkursów, to w sumie to co piszę, to mi się nie podoba i nigdy nie wysyłam, tak niech żyje wyrośnięta samokrytyka i tylko tworzę arty jak szalona, tak ASP zobowiązuje xD ale może na jakąś okazje Wam ciekawy konkursik wpadnie do głowy. Zawsze można zobaczyć jaki będzie odzew, czy ludzie przy sesji żyją w ogóle xD

  7. Katka pisze:

    Kaczuch_A, mmm, miło, że LI jest takie lubiane :D W ogóle jakby to była obyczajówka, to nie wiem, czy śledzenie losów tej dwójki byłoby takie ciekawe i intrygujące, ale widzę, że ta otoczka wiele zmienia. Fajnie, że postacie niby takie „nudne” potrafią jednak jarać, hehe. A konkursiki jakie byś chciała? :)

  8. kaczuch_A pisze:

    To opko klasyfikuje się bardzo wysoko w moim rankingu zajebistości. John jest poważnym, nudnym panem, ale przy tym tak kręci i nęci, że uff aż gorąco się robi. Percy, to Percy nie ma co więcej pisać jest świetny. Te charaktery bohaterów są bardzo trafione i to docieranie ich będzie bardzo interesujące. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Może jakieś konkursiki~? :D

  9. Shivunia pisze:

    Illita >> Ah ta moc czytanie na urządzeniach mobilnych. Ale dobrze, że komentujesz ;) Czasami niewygodnie jest pisać na telefonie komentarza. Ale nie o tym. Fajnie napisałaś z tym, że źle się skończyło ale w sumie dobrze. To takie, nie tak miało być ale dobrze wyszło ;p Percy znów pod skrzydłami Johna. Pytanie jak bardzo będzie się cieszył, że John aż tak chce go pod nie wcisnąć, że codziennie będzie pilnował jego higieny ;p No nic, zobaczy się ;) dzięki za komcia :D

  10. Illita pisze:

    Ooooh Percy, wiadomo było że to się źle skończy… Chociaż w sumie właśnie dobrze się skończyło : D Ta radość że John tak bardzo się przejął, natychmiast przyjechał żeby go zabrać <3 I to jak Percy się popłakał kiedy wyczuł Johna… dobrze że nie zaczęłam piszczeć XD A druga część hooot, widzę że John nie marnuje czasu z wprowadzaniem swojego planu :D Nie mogę się doczekać żeby zobaczyć co z tego wyniknie! Dobrze że prawię w ogóle się nie rumienię, mogę czytać wszędzie muahahah : D!

  11. Katka pisze:

    SilencedUnknow, w zatłoczonym autobusie wydaje się to jeszcze bardziej niebezpieczne, tym bardziej jak się ma obok jakąś babcię XD Ale oj, może pani emerytka jednak zainteresuje się naszymi opowiadaniami i też zacznie czytać XD „Aż normalnie nie mogę się doczekać, by zobaczyć czego jeszcze z tej desperacji wypróbuje… choć z drugiej strony już się boję… ^^” – hehehe XD Nie no, chyba nie będzie tak źle XD

  12. SilencedUnknown pisze:

    Katka, och, mam nadzieję, że zrobi coś takiego, bo zwyczajnie oszaleję… I jak tak możesz? Ja przeżywam załamanie, to nie jest słodkie. Nie kiedy ludzie patrzą na mnie jakbym oglądała nagie zdjęcia koleżanek/kolegów, albo czytała o sztukach sadomaso… w zatłoczonym autobusie. To niemalże tortura… a i tak się oderwać nie mogę, no bo jak to tak przerwać w połowie?
    I staram się, by ludzie nie widzieli, jestem prawie wiecznie czujna. Choć przyznam, że zabawnie jest jak czyta się takie oto… „egzotyczne” fragmenty, a obok, jakaś wyjątkowo ciekawska „starsza pani” zagląda ci w telefon. Mam ochotę zacząć jej czytać na głos. Ale zapewne wyszłabym na tym gorzej. Nie dość, że dostałabym torebką po głowie, to jeszcze sama spaliłabym się ze wstydu…
    Aż normalnie nie mogę się doczekać, by zobaczyć czego jeszcze z tej desperacji wypróbuje… choć z drugiej strony już się boję… ^^

  13. Katka pisze:

    O., fetysz zapachowy? XD To na razie tylko Josh.

    Tess, taa, pierwsza część taka urocza, słodka i rozczulająca, a potem takie mentalne JEB, co nie? John szuka sposobów i zobaczymy, czy ten z pasem cnoty jest lepszy od oddania Percy’ego…

    SilencedUnknown, bo John jest tak naprawdę już mocno zdesperowany. Szuka coraz to nowych sposobów trochę na zasadzie prób i blędów, co jest oczywiście wielkim ryzykiem, kiedy tym obiektem eksperymentów jest drugi człowiek. W końcu nie wiadomo, jak źle czy dobre zadziała na niego kolejna próba. Ale, haha, bardzo nas cieszy, że nie chcesz przestać czytać, a takie małe uzależnienie nie jest złe XD Chooociaż może jak czytasz publicznie, to staraj się robić to tak, żeby nikt niepowołany nie widział XD Mam nadzieję, że kiedyś John zrobi coś, co jednak rozleje ulgę na Twoje rozdarte tymi emocjami serce XD A to „Co do wstydu za Johna, ja się potrafię przez to realnie rumienić, jakbym normalnie sama robiła coś niemoralnego…” jest mega słodkie! :D

  14. SilencedUnknown pisze:

    A ja znowu się czuję, jakbyście wjeżdżały mi na psychikę i miażdżyły ją, moje poczucie i potrzebę wolności i swobody. Jest mi bardzo źle, że przeliczyłam się co do… rozsądku Johna. Jak dla mnie, uzależnianie od siebie człowieka, w sposób fizyczny, psychiczny, jest po prostu najprymitywniejszą formą przywiązywania go do siebie, stwarzania sobie „podłoża” emocjonalnego. Co więcej, zajeżdża mi to syndromem Sztokholmskim jak ja pierdziele. ^^
    Choć wiadomo, fabuła musi być:D
    Ale wiecie co jest najgorsze? Choćbym czuła największy wstyd za Johna, choćbym odczuwała strach i dezorientację Percy’ego dziesięciokrotnie mocniej niż on sam, czy nie wiem jak bała się następnego rozdziału, żeby jeszcze bardziej nie walnął mi w tą część mózgu, która odpowiada za emocje, nie będzie takiej opcji żebym przestała czytać to opowiadanie. ^^
    I kolejny raz stwierdzam, że jestem uzależniona. Tym razem już nie tylko od samego czytania, ale od czytania tekstów, które są tak wybitnie ryjące banię i nasz obraz rzeczywistości, że aż mi jest zwyczajnie wstyd. ^^

    Pozdrawiam (i normalnie prawie nienawidzę, za ten uścisk w żołądku który miałam, podczas konsumowania tego rozdziału) ;)

    PS
    Co do wstydu za Johna, ja się potrafię przez to realnie rumienić, jakbym normalnie sama robiła coś niemoralnego… To wcale nie pomaga, gdy czytam w miejscu publicznym.. ;_;

  15. Tess pisze:

    Jaka urocza była pierwsza część rozdziału. Tyle emocji, no i Percy taki słodki…
    Tym bardziej więc się zdziwiłam, kiedy przeczytałam o pasie cnoty. Trochę się cykam, ale może być ok, bo po tytule następnego rozdziału śmiem twierdzić, że to ustrojstwo się jednak na coś przydało :D

  16. Katka pisze:

    Tigram, ciężkie czasy dla Percy’ego nadeszły… XD Miał swój pokój, dobrą pracę, spokój… a tak mu się wracać chciało, to teraz ma znowu napalonego na siebie pana i pas cnoty. No, ale, ale chyba i tak woli to niż pracę u Claudii. Hehe, a scenka wybudzania faktycznie dość emocjonalna i jak zwykle węch nie zawodzi :)

    Liv, jakoś spodobało mi się Twoje określenie Johna jako nudnego XD Bo coś w tym jest. Ma tak stonowany i wręcz flegmatyczny charakter, że może się wydawać nudny, ale na szczęście (mam nadzieję) akcja nie jest flegmatyczna i się nie nudzicie, czytając XD Twoje pytanie o fika mnie troszku zbiło z tropu, hehe. Hm… bo trudno mi powiedzieć, czy to dla nas frajda, czy nie. Dla mnie osobiście mniejsza niż pisanie autorskich opowiadań, bo kiedy piszemy fika, to postacie są już wykreowane i jeśli się ich dobrze nie zna, to dużo wysiłku i stresu przynosi ich pisanie. Jest więc mniejsza wolność w pisaniu, a i przyznam, że bardzo często fiki po prostu nie wychodzą XD Ten do AC III faktycznie był fajny, ale był w sumie jednym z naszych najlepszych fików, bo zdarzało nam się upadać XD Jak coś jeszcze napiszemy i wyjdzie, to się podzielimy :) Ale nie liczyłabym na to za szybko, bo ja osobiście jestem do nich zawsze oporna XD

    Agata, może, spokojnie XD Pasy cnoty mają dziureczki, żeby się dało :)

  17. TigramIngrow pisze:

    Takie pasy mają specjalną konstrukcję. Jest też otwór, więc skoro nie jest napisane, że zasłania cewkę, to domyślam się, że problemu z sikaniem mieć nie powinien. Nie wiem za to jak będzie z zachowaniem higieny po, jeśli mu jakaś kropelka zbłądzi. Ale zawsze będzie mógł się umyć, John raczej często jest w domu, więc nie powinno być problemu. Ja się nie mogę doczekać momentu gdy zacznie mu to sprawiać dyskomfort jeśli się za bardzo podnieci. Mrrr…. Pragnę więcej.

  18. Agata pisze:

    To jak Percy będzie siusiał? John tej opcji nie wymienił D: biedny Percy, nie może siusiać :c

  19. Liv pisze:

    Wreszcie wszystko wróciło do normy.. Prawie, bo jest jeszcze lepiej. ^^
    W sumie zakończenie tej całej sprawy z oddaniem Percy’ego było dość przewidywalne, ale to nie znaczy, że nie zajebiste :) Było super, John jest aż za dobry… Sama nie wiem, czy ja ich lubię czy nie bardzo. Johna podziwiam i darzę szacunkiem, ale jest też troszkę nudny, co nie? A Percy jest uroczy, ale Josh! No zobaczymy, jak to się potoczy, bo teraz na 100pro będą normalne seksy <: Prędzej czy później.
    Ten moment kiedy Percy zapytał o pościel… *asdfghjkl* Uwielbiam to w chorych, jak reagują na zapachy.
    A mogłabym się zapytać tak trochę nie na temat… Myślałyście kiedykolwiek o napisaniu jakiegoś jeszcze fanfika (wszystko jedno z czego, gry, anime, książki, filmy, zespoły, YouTube, blabla)? Tylko nie bijcie za mocno proszę… Wiecie, po prostu uwielbiam jak kreujecie takie nowe, własne charaktery i zaczęłam się aż zastanawiać, jak by to było znowu z już zrobionymi postaciami. Bo do AC III było baardzo fajne :* Ale też nie wiem, czy to też zabawa dla was, więc… no tak się pytam ^^ Bo jeśli tak, to niebo. A jeśli nie to też, bo już za trzy dni… NE! <3
    Pozdro i buźka, szczęśliwego i wyjątkowego 19tego stycznia ^^ (lekko z dupy, ale dlaczego nie..)

  20. TigramIngrow pisze:

    No! Jak ja lubię jak się dzieje po mojej myśli!
    Jakie to cudowne i ciepłe i w ogóle mraśne, że tak tęsknili, że bez siebie było im tak źle.
    I teraz się zacznie tresura Percy’ego, nie mogę się doczekać przypadkowego podniecenia i dyskomfortu związanego z pasem cnoty. I tego jak mężczyzna będzie się łasił i prosił o orgazm. No coś wspaniałego.
    Cholernie się jaram, mimo że zabijam wzrokiem końcówkę tekstu. Za mało! Wciąż za mało!
    W ogóle scena wybudzania, to jak John głaskał Percy’ego po policzku, to jak ten był naćpany, że płakał, że go wywęszył..! Ach, ach!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s