Fire Dragon Tattoo Studio – 204 – Na złość

— No i mam zdjęcia, więc możecie zobaczyć. — Charlie właśnie sięgnął do kieszeni w spodniach, w poszukiwaniu telefonu i po chwili ponad stolikiem wyciągnął do rodziców ekran, na którym widniał Rush w swoim nowym szlafroku asasyna. — Super, nie? — Co prawda dzisiaj przybyli do rodziców Charliego z okazji jego własnych urodzin, ale ta okazja przypomniała chłopakowi, że nie chwalił się Brendzie i Ethanowi, jak seksownie i przystojnie wygląda jego kochanek w swoim urodzinowym prezencie.
Ojciec chłopaka zerknął na wyświetlacz, potem na żonę, a dopiero na końcu na syna. Cmoknął, jakby coś utkwiło mu między zębami. Mogło tak zresztą być, byli w trakcie kolacji.
— Tak… bardzo — odparł Charliemu bez entuzjazmu i upewnił się zerknięciem na drzwi, czy Rush sobie radzi w łazience. Jakoś czuł potrzebę, aby ten wrócił, bo wtedy jego własny syn nie pokazywał mu półnagich zdjęć partnera. Przy nim było to nietaktowne.
Tatuażysta jęknął, widząc mały entuzjazm ojca, a potem spojrzał na matkę z nadzieją.
— No powiedz, że ciacho. W ogóle mieliśmy fuksa, że taki znaleźliśmy.
— Nie mnie, kochanie, to oceniać, ale też nie mogę zaprzeczyć, że jest atrakcyjny — kobieta odparła ze spokojnym, łagodnym uśmiechem.
— Kto jest atrakcyjny? — do rozmowy wtrącił się Rush, który nagle wrócił do stołu z łazienki.
— Ryan. Gadaliśmy, że wyrósł na niezłe ciacho — Charlie odpowiedział jak najbardziej naturalnym tonem i nabił na widelec kawałek kaczki, którą dzisiaj podała jego matka.
Ethan przewrócił oczami, jak zwykle nie rozumiejąc swojego syna i jego swobodnego mówienia o męskich walorach, ale nauczył się już to zwyczajnie ignorować.
Rush uniósł wyżej brwi i zasiadł do stołu obok kochanka, po tym jak cmoknął go w policzek, mijając jego krzesło.
— Właśnie, państwo chyba nieźle go znali? — zainteresował się, nie czując wizualnej zazdrości. Przez to Charlie aż na niego spojrzał z zawodem i przeżuwał z mniejszym entuzjazmem. Mógł się chociaż skrzywić…
— Tak, bywał u nas bardzo często. Bardzo miły chłopak, ale strasznie wygadany. Chociaż miało to swoje plusy, był otwarty i nie było trudno z nim nawiązać kontaktu — przytaknęła Brenda. — Nałożyć ci jeszcze sałatki, Rush?
— Jeśli byłaby pani taka miła. Jest pyszna. Tak samo jak kaczka. Bardzo soczysta — Rush pochwalił, a Ethan nie powstrzymał się przed przewróceniem oczami.
— A potem poszedł do więzienia — mruknął pod nosem, ale i tak w chwili ciszy każdy go usłyszał.
— Na szczęście Rushowi to nie grozi — mruknął Charlie, patrząc to na ojca, to na matkę, która z radością nakładała sałatkę na talerz chłopakowi jej syna. — Nieźle się rozwija ich firma i wszystko jest legalne. Ryan zresztą też już uczciwie pracuje.
— Właśnie! Co u niego? — Brenda zagadała z radością, chętna towarzyskich, niegroźnych ploteczek.
Jej małżonek w tym czasie oglądał większy fragment ziemniaczanej sałatki.
— Wszystko okej. Pracuje w siłowni, niedawno w ogóle urodził mu się siostrzeniec.
— Ooooch… Naprawdę? Chłopczyk czy dziewczynka?
— Chłopiec — wyjaśnił Charlie. — Scott.
— Oooch… mały szkrab… — Brenda rozmarzyła się. — Musi być cudowny, pamiętam, że siostra Ryana była bardzo ładna. Gdy po niego przyjeżdżała czasem, widzieliśmy ją — mówiła przy okazji trochę do Rusha. — Śliczna dziewczyna. Ryan zresztą też był bardzo przystojny.
— Ale to bycie przystojnym wcale nie pomogło mu znaleźć lepszej pracy niż na siłowni — Ethan wtrącił się, ale zaraz dodał: — Chociaż to i tak lepsze niż nic nie robienie, czy kradzieże.
— W ogóle jak wy się miewacie? — Charlie w końcu zmienił temat. Zawsze, kiedy samemu obchodził urodziny, myślał też o rodzicach, którzy coraz bardziej się starzeli i w sumie teraz już zmierzali do emerytury. — Jak tak, mamo, cię urzekają „małe szkraby” jak Scotty, to czemu sobie szczeniaka nie sprawicie? — palnął.
— Bo ją urzekają dzieciaczki, które można potem oddać rodzicom, a nie psy — Ethan odparł za małżonkę, patrząc na Charliego jak na małego chłopca, który pyta, czemu mleko jest białe.
— Ale tego pierwszego za bardzo mieć nie może, więc… psy też są słodkie, tato.
— Więc planujecie mieć psa, zamiast dziecka?
— Eee…
Brenda pokręciła głową z dezaprobatą i stuknęła Ethana w łokieć.
— Przestań go nękać. Mówisz, jakby adopcja dzieci nie była możliwa w tych czasach dla par gejów!
— Jeszcze nie jest na Florydzie, ale w Oklahomie przykładowo już jest — Rush wtrącił się do tej rozmowy, do tej pory zabierając głos tylko, kiedy czuł wyraźną potrzebę.
Tym razem Charlie popatrzył na niego czujniej, w duchu się zastanawiając, czy Rush mówi poważnie. To znaczy, czy to naprawdę rozważa, nawet jeśli na przyszłość.
— Właśnie, w Oklahomie. To wcale nie jest tak daleko. Jak się chce, to wszystko da się obejść — podjęła Brenda. — Ethan, tobie nie marzy się mały, słodki chłopczyk?
— Mamo, to jakoś dziwnie zabrzmiało… — mruknął Charlie z niesmakiem.
Ethan za to aż pobladł.
— W jakim sensie… dziwnie? — spytał z trwogą, a jakby jeszcze jadł, to kęs utknąłby mu w gardle.
— No… nie mów, że dziwnie ci się nie skojarzyło… — Charlie zaczął, ale w miarę jak rodzice i kochanek patrzyli na niego coraz bardziej bez zrozumienia, zaczął się czuć zażenowany swoim niezdrowym, pedofilskim skojarzeniem. — Em… Dobra, nieważne… Po prostu tak personalnie do taty powiedziałaś… i to „mały, słodki chłopiec” i… Mogę więcej sałatki? — zapytał w końcu gorączkowo.
— Ee… tak, tak, oczywiście — matka chłopaka odparła i podała synowi miskę z sałatką, bo ten już był za daleko. Siedział naprzeciwko ojca, po przekątnej od niej.
— Tak, ale pies to też fajny kompan. Kiedy byłem mały, bardzo chciałem psa — Rush zmienił temat, aby kolacyjna rozmowa nie stanęła w martwym i wyjątkowo mrocznym punkcie. Tym bardziej po dziwnym komentarzu Charliego. Na szczęście Rush w swojej pracy nauczył się płynnej konwersacji oraz odpowiedniego manipulowania rozmową, co z jego urokiem osobistym idealnie współgrało i umiał sobie zaskarbić każdego. Nawet marudnego ojca swojego kochanka.

*

Ryan przeciągnął się i dopił swoje piwo z puszki. Uśmiechnął się do Charliego i usiadł wygodniej na fotelu.
— Ach, właśnie… wspominałeś swojemu księciu, że dzisiaj spędzasz wieczór ze swoim starym, dobrym kumplem, do którego on pała taką wielką sympatią? — zapytał z typowym sobie uśmiechem. Sam czuł wewnętrzną potrzebę, by więcej posiedzieć z przyjacielem, bo ostatnio znowu to zaniedbał.
— Oczywiście, że powiedziałem. Chciał też przyjechać, ale że mi ufa, to w końcu sobie odpuścił.
— Tobie na pewno ufa, gorzej ze mną, kochanie — odparł Ryan z ironicznym uśmiechem i wychylił się do niego. — Pewnie się teraz zastanawia, czy się do ciebie nie dobieram.
Charlie prychnął.
— Możliwe, ale się nie dobierasz. Lepiej ty mi powiedz, co z tym twoim brutalem. Nadal taki popaprany?
— Hm… — Ryan udał, że się zastanawia — jest niebezpieczny i nieprzewidywalny. Tak, popaprany pasuje. I za niedługo tu będzie — dodał z wymownym uśmiechem, doskonale zdając sobie sprawę, jak to „cieszy” Charliego. Znosił Lenny’ego w końcu tylko z konieczności.
Ten idealnie wpasowując się w przypuszczenia kumpla, skrzywił się mimowolnie.
— Będzie?
— Tak, kochanie, przyjedzie po mnie, bo wyobraź sobie, że przez zaledwie dwa piwa — Ryan wskazał na dwie puste puszki — pewnie uznałby, że nie powinienem wsiadać do samochodu. — Uśmiechnął się kpiąco, uważając, że spokojnie by sobie poradził.
Charlie też nie wyglądał na zadowolonego, że chłopak sam nie poprowadzi… mimo że prowadzenie po alkoholu nie było czymś takim super. Ale w jego głowie wydawało się znacznie bardziej bezpieczne niż przyjmowanie pod swój dom mordercy,
— A nie możesz wrócić taksówką?
— Hm… chcesz, żeby twój kumpel płacił za taksówkę, mimo że może wrócić za friko przywieziony przez swojego kochanka… — zastanowił się Ryan. — Aż tak się go boisz? — Pokręcił głową i przetrzepał mu włosy palcami.
— Ja mógłbym zapłacić — jęknął gospodarz, strzepując jego rękę. — I nie, nie boję się go — skłamał odruchowo. — Ale on cię nawet nie szanuje.
— A mówisz tak, booo…? — Ryan spojrzał na niego poważniej, może nawet trochę groźnie.
— Bo się o ciebie martwię…
Ryan zmarszczył brwi.
— W takim razie proponuję, żebyś zwrócił swoje obawy na twojego wyśnionego księcia z bajki, który z tego co słyszałem, swego czasu przeleciał połowę ładnych dziewczyn z Miami, jak już jesteśmy przy wytykaniu wad swoich facetów — powiedział nieprzyjemnym tonem. — Bo o mojego „psychola”, jak to ładnie ująłeś, martwić się, kochanie, nie powinieneś. Ja jestem dużym chłopcem, wiesz?
Charlie spochmurniał trochę na wspomnienie starych czasów.
— Nie mów tak. A poza tym… Taki jesteś pewien, że on cię nie zdradza?
— Kochanie ty moje, jak się od jego rzekomego braku szacunku odczepiłeś, to nagle na wierność ci się zebrało? Mylę się, czy usiłujesz za wszelką cenę wmówić mi, że Lenny jest nie dla mnie? — spytał Ryan, unosząc brwi wymownie. Wiedział, że takie tematy same się tworzyły po piwie i z reguły na drugi dzień zupełnie się ich nie pamiętało, a już na pewno nie brało tego na poważnie, ale w tej chwili ta mała sprzeczka wydawała mu się dość mocno męcząca.
— No, ale nie myślisz, że zasługujesz na kogoś lepszego? I sam mówiłeś, że tak znika czasami. Może ma kogoś na boku.
— Wiesz, mam niesamowicie świetny pomysł! Jeśli tak jesteś ciekawy… i chciałbym uprzejmie zauważyć, że bardziej niż ja… kupię ci lornetkę, kostiumik, który zamaskuje cię w otoczeniu i będziesz mógł go śledzić i zaspokoić swoją ciekawość. Co ty na to? Ach… zapomniałbym wspomnieć… Gdyby wtedy jednak Lenny cię przyłapał, naprawdę miałbyś się czego bać.
Charlie aż nieco się wzdrygnął i roześmiał się.
— Weź, chyba by mnie poćwiartował…
Ryan też pozwolił sobie uśmiech rozbawienia.
— Kochanie ty moje… ale ty głupi jesteś. — Pokręcił głową i cmoknął go w czoło, ponownie psując mu przy tym fryzurę.
— No eeej, bo tak gadasz. Zero w ogóle w tobie szczerości.
Ryan uniósł brwi zdziwiony.
— Zero we mnie szczerości? We mnie? Z tego co sobie przypominam, ani razu ci jeszcze nie skłamałem — zauważył.
— Ale nie odpowiadasz też na pytania.
— Odpowiadam na swój sposób. Nie mów, że przez te kilka lat, jak się znamy, jeszcze do tego nie przywykłeś.
— No… ale nie powiedziałeś, czy kiedykolwiek się nie zastanawiałeś, czy cię zdradza. Bo wypomniałeś mi Rusha i… no… — Charlie skończył płasko.
— Wypominałem ci Rusha, ponieważ jest mu co wypominać, kochanie. Ale skoro jesteś już tak strasznie zainteresowany moimi podejrzeniami i przylepiłeś się tematu jak guma do podeszwy, to niech już ci będzie. Zastanawiałem się i brałem to pod uwagę — Ryan odparł szczerze, sięgając po puszkę, ale zapomniał, że już jest pusta.
Zaciekawiony Charlie uniósł brwi.
— I?
— I co? Nie wiem, Charlie, może jak tak znikał, to kogoś sobie tam ruchał. Teraz już tak nie znika, więc nawet jeśli to robił, to już tego nie robi — odparł Ryan z uprzejmym uśmiechem, nie mając zamiaru się za bardzo otwierać.
Charlie wyraźnie zgasł.
— Czyli… nie chcesz o tym myśleć?
— Kochanie… może ci po piwo skoczyć? Jesteś dzisiaj tak zainteresowany moją osobą, że aż czuję się zawstydzony. Piwo skutecznie odwróciłoby twoje myśli.
Charlie już miał odpowiedzieć, żeby się walił, ale akurat usłyszeli dzwonek do drzwi.
— Przyjechał twój nocny koszmar, otworzysz mu? — Ryan uśmiechnął się do Charliego.
Ten spojrzał na niego w swoim mniemaniu groźnie i wstał. Minął bajzel na biurku, czyli masę papierów ze szkicami i porozwalane ołówki, aż dotarł do drzwi. I po chwili do salonu ponownie wszedł Charlie. Z duszą na ramieniu i diabłem za plecami.
— Hej — Ryan rzucił do Lenny’ego, ale wstawać mu się jakoś nie chciało.
Charlie tymczasem z grymasem na ustach zaczął zbierać puste puszki, bo była to całkiem niezła wymówka, by zmyć się do kuchni. Mulat za to podszedł do kochanka swoim rozbujanym krokiem, przy którym jego rozpuszczone dredy obijały się o seksownie zbudowane ramiona. Oparł się z tyłu o oparcie fotela, na którym siedział jego chłopak.
— No siema. Co tam, dziewczynki plotkują? — zakpił z wrednym uśmiechem.
Ryan naraz uznał, że jednak wstanie było dobrym pomysłem, więc to zrobił.
— Świetnie byś zrobił, gdybyś wyszedł, wszedł ponownie, ale tym razem z innymi słowami — syknął i wziął ostatnie dwie puszki. Na szczęście Charlie zdążył się już zmyć.
Lenny przewrócił oczami.
— Można bez części „wychodzę i wchodzę”? Nie chce mi się.
— Niech będzie — zgodził się Ryan, podał Charliemu puszki, gdy ten wrócił, a potem popatrzył na Lenny’ego, oczekując ponownego, poprawionego powitania.
— No siema. Co tam, z dziewczynką plotkujesz? — rzucił mężczyzna z rozbrajającym uśmiechem, nadal oparty łokciami o fotel.
Ryan westchnął, ale na to się już ewentualnie mógł zgodzić.
— Powiedziałbym raczej, że z Charliem rozmawiałem, ale mów, jak chcesz.
Chłopak właśnie wrócił z kuchni i popatrzył po nich lekko skonsternowany. Lenny za to wzruszył ramionami.
— To o czym gadaliście?
— Przed chwilą? O niczym konkretnym właściwie, tylko Charlie zasugerował, że sypiasz z kimś za moimi plecami — wyjaśnił Ryan, uwalając się z powrotem na fotel i złapał Lenny’ego za jednego z jego długich dredów. Lubił się nimi bawić, a ten wręcz się o to prosił, gdy tak opadł obok jego głowy.
— Eee… — Charlie popatrzył na kumpla z wyrzutem. Ryan nie powinien mówić tego głośno, do cholery. Byli kumplami i mówił szczerze, co myślał, a ten zupełnie beztrosko to wykorzystał. To nie było fair.
— Tak? — Lenny spytał gospodarza. — Skąd taki pomysł? — jego głos brzmiał na pozór beztrosko. Dawał równocześnie kochankowi bawić się swoimi włosami, bo było to i dla niego całkiem przyjemne. Wyglądali razem niemalże sielankowo.
— Wcale nie zasugerowałem, tylko zapytałem, czy Ryan się nad tym nie zastanawiał — Charlie zaprzeczył z grymasem. — Bo tak znikasz, to podsunąłem pomysł, cholera no. Nie oskarżam cię — mruknął, nie wiedząc, czy ma usiąść, czy stać dalej jak debil. Nie podobało mu się takie zakończenie przyjemnego wieczoru z przyjacielem.
Lenny mruknął coś o tym, że rozumie i spojrzał na kochanka.
— No?
Ryan uniósł na niego spojrzenie.
— „No” to bardzo krótka wypowiedź, Lenny, nawet jak na ciebie. „No” co?
— No, zastanawiałeś się nad tym?
— Och, chyba mi nie powiecie, że będziemy wałkować ten jakże zajmujący temat po raz drugi? — spytał Ryan ironicznie.
Lenny spojrzał więc na Charliego, od niego oczekując odpowiedzi.
— No… zastanawiał się wcześniej chyba —chłopak odpowiedział, bo groźne spojrzenie Ryana w tym momencie niestety nie przebijało groźnego Lenny’ego w jego wyobraźni.
Mężczyzna pacnął palcem czoło kochanka.
— I do jakich wniosków doszedłeś?
— Ja pierdolę, nie dacie mi spokoju? Nie, bo przecież tak fajnie wyciskać takie pierdoły z Ryana — burknął, wstając i osamotniając głaskanego wcześniej dreda, który smutno zwisł na oparcie fotela. — Idę do łazienki.
Lenny spojrzał za chłopakiem i kiedy ten zniknął, zwrócił się do Charliego.
— I nic więcej nie mówił?
— Mówił tak pokrętnie, że nawet nie wiem, czy serio się zastanawiał, czy tylko odpowiedział tak, jak chciałbym go usłyszeć — prychnął Charlie.
Lenny skinął głową i bez słowa ruszył w stronę łazienki, a tatuażysta zagapił się na niego bez zrozumienia. A kiedy Lenny wszedł do łazienki, Ryan akurat zapinał spodnie. Mulat zamknął za sobą drzwi, opierając się o nie plecami. Nie czuł wyrzutów moralnych, że wchodzi do zajmowanej łazienki, a i jakoś miał ochotę zrobić Charliemu w pewien sposób… na złość za te swoje głupie komentarze.
— Czyli myślisz, że dymałem innych na boku? — rzucił.
Ryan spojrzał na niego i podszedł do umywalki, żeby umyć ręce.
— A miałem podstawy, żeby tak myśleć?
Lenny wzruszył ramionami.
— No, nie było mnie. Nie byliśmy razem… Może.
Ryan skinął głową, umył ręce i wytarł o ręcznik wiszący obok.
— Hm… a teraz dymasz kogoś na boku?
— Nie — Lenny odparł po prostu. — I nie zbywaj moich pytań swoimi pytaniami. Tak łatwo nie ma.
— A co byś chciał wiedzieć? — spytał Ryan z uprzejmym uśmiechem, opierając się tyłkiem o umywalkę. Wiedział, ale nie chciał dać mu tak łatwo poruszać się po tym temacie i wyciągać z niego niechcianych myśli. Chociaż sam fakt małej przestrzeni w tej łazience i to spojrzenie kochanka, takie pewne i sondujące, nie dawał mu dużej swobody.
— Czy myślisz, że posuwałem innych poza tobą?
— Jeśli mam być szczery… a zakładam, że mam, to tak, przeszło mi to przez myśl raz czy dwa.
Lenny zbliżył się do niego powoli i stanął tak, że stykali się ze sobą biodrami.
— I?
— Sprecyzuj pytanie, proszę — odparł Ryan, patrząc mu w oczy z góry.
Mulat westchnął niecierpliwie.
— I jak się z tym czujesz? Zazdrosny? — spytał jednak delikatnie, przesuwając palcami po ramieniu kochanka.
— A mam o co być zazdrosny? — odparł odruchowo Ryan, ale zaraz uśmiechnął się wymownie i dodał: — No tak, mam nie zbywać. Hm… cóż, niezbyt przyjemna byłaby myśl, że byłem tylko jedną z twoich zabaweczek.
Lenny mimowolnie się uśmiechnął i wyciągnął szyję, żeby pocałować chłopaka.
— Na pewno nie zabaweczek — zamruczał niskim głosem, a jego dłoń z ramienia chłopaka przesunęła się niżej.
— No nie gadaj, że byłem czymś więcej na początku… — Ryan uśmiechnął się sceptycznie, nie oponując bynajmniej na dotyk. Nic nie mówił, ale poczuł ulgę, słysząc wcześniejsze zapewnienie mężczyzny, że go teraz nie zdradza. Skądś miał też pewność, że mężczyzna nie kłamie. Obaj kręcili, ale zwykle nie kłamali. Chociaż to niedopowiedzenie, czy wcześniej tego nie robił, zostawiało lekki cień.
Lenny przekręcił na bok głowę, myśląc chwilę, a Ryan korzystał i oglądał jego przystojną twarz.
— W sumie. Ale to nieistotne. Ciekawi mnie teraz coś innego.
— Jestem niemal równie ciekawy, co to takiego jest — odparł Ryan, a Lenny cmoknął go ponownie w usta.
— Jakbym jednak cię zdradzał, to bardziej miałbyś ochotę poderżnąć gardło mi czy jemu?
— Hm… — Ryan zamyślił się, nie spuszczając z niego czujnego spojrzenia. — Teoretycznie wam obu, ale ostatecznie myślę, że to on mógłby bardziej boleśnie ucierpieć.
Lenny westchnął, uśmiechając się bezczelnie.
— Och… czyli wybaczyłbyś mi grzechy z przeszłości?
— Jeżeli kiedyś, jak jeszcze nie byliśmy razem, ruchałeś sobie kogoś tam na boku, to bez względu na to, jak bardzo jest to dla mnie nieprzyjemne, to to oleję, bo nie byliśmy związani. Nie mogę się fochać jak „dziewczynka” — Ryan uśmiechnął się wymownie, w dosadny sposób odnosząc się do wcześniejszego określenia, jakim uraczył go mężczyzna.
Lenny aż zamruczał z zadowolenia jak duży kot.
— Kurwa, naprawdę mnie kochasz. — Zaśmiał się i ścisnął pośladek kochanka, dociskając jego krocze do swoich bioder.
— Nie zaprzeczę… — Ryan uśmiechnął się lekko, chociaż równocześnie odetchnął cicho przez ten dotyk. — Ale nie uważasz, że Charlie może się zastanawiać, co tak długo robimy w łazience? Albo co gorsza, sam musi skorzystać?
Lenny naparł jeszcze bardziej na Ryana, mając w poważaniu, czy Charliemu się chce lać, czy nie.
— Wydaje mi się, że możemy dać mu powody do zastanawiania się, co tak długo tu robimy… chyba że chcesz na szybko?
Ryan zamrugał i spojrzał na niego czujnie.
— Ty poważnie myślisz, żeby się tu pieprzyć — bardziej stwierdził niż spytał.
Lenny w odpowiedzi tylko ścisnął go mocniej za pośladki jedną ręką, a drugą przyciągnął chłopaka za kark do mocnego pocałunku.
— Nnn… — Ryan jęknął w pocałunek, czując jak serce mu od razu przyspiesza i robi się gorąco. Wyrwał się po chwili. — Lenny — syknął cicho. — Nie dam ci dupy, jak za drzwiami jest mój kumpel!
— Nie? — mężczyzna spytał retorycznie, bo dłonie już wsuwał za pasek jego spodni. — I nie radzę krzyczeć, bo usłyszy.
Ryan patrzył na niego chwilę, bijąc się z myślami. Kurwa… Już jak czuł mężczyznę tak blisko i ten jego zapach go otumaniał, aż mu krew zaczynała szybciej płynąć. Coraz bardziej myślał chujem niż mózgiem.
— Przekręć klucz, Lenny, proszę — powiedział z naciskiem.
— Muszę? — ten zakpił, a jego palec wsunął się między pośladki kochanka.
— Ach! Skoro tak powiedziałem, to tak — syknął Ryan, odsuwając go od siebie stanowczo. — Zamknij!
Lenny przewrócił oczami i zamknął drzwi.
— Panikujesz. Nie wszedłby przecież. Chyba że byś się darł, żebym z ciebie zszedł… albo że boli… albo że „pomocy, on mnie zabija”. — Zachichotał, widząc już oczami wyobraźni minę Charliego i aż coś go ścisnęło, by właśnie taką scenę zainicjować. Jak mógł zrobić na złość temu małemu panikarzowi, to niby czemu miał sobie darować?
— Sądzę, że jak długo nie będziemy wychodzić, to sam dojdzie do takich wniosków i bez mojego krzyku — stwierdził Ryan i przyciągnął go do siebie za kark, od razu całując mocno i agresywnie. Wsunął mu język w usta, a Lenny zassał się na nim. Jego dłoń w tym samym czasie masowała zarówno tyłek kochanka, jak i jego dziureczkę.
Ryan zmarszczył brwi, spinając odruchowo pośladki. Miał nadzieję, że Lenny nie był taki głupi, żeby teraz robić to tak, jak zwykle to robią — czyli ostro i agresywnie. Bo wtedy na pewno nie uniknęliby większych dźwięków, a on nie zamierzał robić z siebie panienki do wydymania w domu własnego kumpla.
Przesunął mocno dłonią po plecach mężczyzny, czując coraz szybciej napływające podniecenie, a Lenny w końcu chwycił drugą dłonią za jego pasek, sprawnie go rozpinając. Zsunął mu szybko spodnie i nim chłopak się zorientował, był już odwrócony tyłem do mężczyzny, który klęczał i przygryzał zębami jego pośladki.
Ryan opadł przedramionami na umywalkę, wypinając się bardziej i zagryzając wargę, żeby nie wydawać głośniejszych dźwięków. Jego tyłek drgał za każdym razem, gdy Lenny przygryzał skórę. W końcu poczuł, jak Mulat rozchyla mu pośladki, a następnie spluwa na szparkę, żeby po chwili rozsmarować własną ślinę wokół wejścia.
Penis chłopaka stał już sztywno, a na metalowym kolczyku wsuniętym w jego czubek, widniała wilgoć. Obejrzał się na Lenny’ego, zwilżając wargi językiem. Usłyszał dźwięk suwaka, ale rimming serwowany przez kochanka jeszcze się nie skończył.
— Mmm… — stęknął cicho, odwracając z powrotem głowę i pochylił się bardziej, wypinając tyłek do tych sprawnych ust, które teraz niemal uchylały mu nieba. — Tak…
— Powiedz, jak lubisz — usłyszał za sobą, a po chwili ciepły, sztywny język rozwarł delikatnie jego mięśnie. Ryan jęknął, a przez jego ciało przeszedł przyjemny prąd.
— Jak ją drażnisz z zewnątrz — sapnął, podniecony i trochę zawstydzony. — Nn… a potem ruszasz językiem… och… i jeszcze z palcem…
Lenny aż się uśmiechnął do tyłeczka kochanka. O tak, ta część jego ciała wyjątkowo go uszczęśliwiała.
Obślinił palec i bez specjalnych uprzednich formalności wsunął go w niego. Oblizał też sztywnym języczkiem zaciskające się na nim mięśnie, a Ryan w ostatniej chwili zagryzł wargę, żeby nie jęknąć głośno. Jego szparka już pulsowała na palcu, czekając na więcej, a cały zarumieniony chłopak obejrzał się na Lenny’ego.
Lenny niespodziewanie trzasnął go dłonią w pośladek. Może był głupi, ale chciał, żeby Charlie ich, a konkretnie Ryana, usłyszał. Było to bardzo prawdopodobne, bo Ryan krzyknął, zupełnie się tego nie spodziewając tak mocnego i bolesnego uderzenia. Jego penis drgnął, ale chłopak spojrzał na kochanka, już całkowicie czerwony ze wstydu.
— Lenny! Noż, kurwa…
— Co, słoneczko? — zakpił mężczyzna i przesunął dłonią między jego nogami, przysuwając do siebie jego jąderka. Liznął je z niewinną miną.
— Aah… — Ryan przymknął błogo powieki. — Nie trzaskaj mnie, proszę, bo będę za głośno.
Lenny westchnął, podnosząc się.
— Och… mam nie trzaskać? — Wyjął swojego penisa ze spodni i nawilżył go kremem z dozownikiem stojącym nieopodal.
— Bo Charlie usłyszy — sapnął Ryan, rzucając krótkie spojrzenie na jego dużego kutasa. Spiął tyłek na sam ten widok i przełknął ślinę. — Kurwa…
Lenny rozsunął mu bardziej nogi stanowczo, żeby chłopak był ciut niższy.
— Hmm? — zamruczał mu przy uchu.
— Może… daj mi coś, czym się uciszę? — Ryan poprosił niepewnie, ocierając się o niego plecami, a palce mocno zaciskając na bokach umywalki.
Lenny uśmiechnął się tylko wrednie, wciąż mając w głowie minę zszokowanego i przerażonego Charliego. Rozsunął Ryanowi pośladki i nim chłopak zdążył cokolwiek zrobić, wbił się w niego w całości, na raz, po same jądra.
— Aaa, kurwaaa! — chłopak krzyknął niepohamowanie i zaczerwienił się cały, zaciskając się gwałtownie na tym twardym kutasie, który przepchał go niczym tłusty kot próbujący wyjść wąską rurą. Żeby tego było mało, opadł bardziej na umywalkę i zrzucił z niej przy tym plastikowy kubeczek ze szczoteczką do zębów, który uderzył głośno o kafelki.
Mulat zamruczał, czując tę błogosławioną ciasnotę, a wrzask, który rozległ się po łazience i na pewno nie tylko po niej, wzbudził w nim jeszcze większą żądzę. Pogładził uspokajająco kochanka po plecach, ale nie zwlekał długo. Zaczął go od razu mocno posuwać, tak jak lubił i tak, jak wiedział, że lubi i jego chłopak. Jego penis idealnie masował prostatę Ryana.
— Nie… Ręcznik mi… Ach, ja pierdolę! … daj… — wyjęczał chłopak niemal błagalnie i aż nim zarzucało. Bolało i było tak cudownie mocno, ale… kurwa… Charlie!
Lenny tylko chwycił go za włosy, przyciągając sobie bliżej jego twarz. Pocałował go w policzek.
— Uwielbiam cię — zamruczał i na moment zwolnił, żeby znowu mocno przyspieszyć. Tak, niech ten młokos słucha.
Ryan pokrzykiwał zupełnie niepohamowanie i nie starał się już nawet nic mówić, bo każde pchnięcie bioder Lenny’ego wyciskało z niego kolejny jęk. Palce, które zaciskał mocno na umywalce, aż zbielały, a policzki miał całe czerwone ze wstydu i podniecenia. Lenny tak dobrze robił jego dupci, tak głęboko i mocno.
Po kolejnych kilkunastu mocnych pchnięciach poczuł, że Mulat dochodzi w nim obficie. Niemal równocześnie sam wystrzelił na kafelki w łazience Charliego, dysząc ciężko i pochylając się nisko nad umywalką. Miał zaciśnięte powieki i wilgotne usta.
Czuł, jak Lenny powoli się z niego wysuwa, a z jego dziurki troszkę wypływa. Mężczyzna otarł się jeszcze penisem o jego pośladki, głaszcząc go równocześnie uspokajająco po plecach.
Ryan zacisnął zęby, co prawda zaspokojony, ale zły. Wyprostował się gwałtownie. Chyba zbyt gwałtownie, bo kolana się pod nim ugięły i upadł na tyłek na kafelki.
— Kurwa! — syknął.
Lenny kucnął szybko obok niego.
— Ej, okej? Nie obiłeś się? Po chuj tak się podrywałeś? Hmm? — spytał z troską, głaszcząc kochanka po włosach, ale Ryan odtrącił jego rękę i spojrzał mu w oczy z wściekłością i czymś jeszcze. Czuł się poniżony.
— Jak mogłeś?! — syknął, wciąż dysząc ciężko, ale teraz raczej ze zdenerwowania niż zmęczenia. — Słyszał mnie!
Lenny westchnął ciężko.
— Przecież było dobrze. Co się nim przejmujesz?
— To może pornosa ze mną nakręć i pokaż światu. Też będzie dobrze! — Ryan aż trząsł się ze zdenerwowania. Kurwa! Co za porażka. Jak jakaś dziwka!
Lenny miał go ochotę przytulić, ale wiedział, że to się może chłopakowi nie spodobać w tym momencie.
— Charlie raczej sobie do tego nie trzepał. I co najwyżej słyszał, a nie widział — burknął. Nie miał zamiaru nigdy dzielić się Ryanem. Chwalić tak, ale nie dzielić.
— Och, tak, to mnie na duchu podnosi — Ryan syknął ironicznie i wsunął palce obu dłoni we włosy. Kurwa, kurwa, kurwa… Może i było to przesadą z jego strony, ale nie cierpiał być brany za kogoś postawionego na niższej pozycji. Szczególnie, cholera, jęczącej kurwy. — Cieknie ze mnie, daj ręcznik, proszę — dodał, wykrzywiając usta.
Lenny od razu podniósł się i podał mu ręcznik. Usiadł przy tym obok kochanka, patrząc na niego. Zastanawiał się, co mogłoby mu poprawić jakoś nastrój.
Ryan wytarł się szybko i podciągnął spodnie, wciąż na siedząco. Zapiął pasek i wyciągnął się jeszcze do wytarcia własnej spermy z podłogi. Potem wrzucił ręcznik do kosza z brudami.
— Najwyższy czas, żeby się zmywać. Żeby Charlie nie pomyślał, że dostanie bis. — Uśmiechnął się ironicznie i wstał ciężko.
Lenny zatrzymał go, nim wyszedł z łazienki. Pocałował go czule w usta.
— Jeśli by się pytał, możesz powiedzieć, że ci tylko obciągałem — zaproponował, mimo że było to dość niedorzeczne jak na takie okrzyki Ryana.
— Genialne… — Ryan pokiwał głową, ale bez swojego ironicznego uśmiechu. Był zbyt zawstydzony. Odetchnął ciężko i wyszedł. Niestety rumieńców z policzków się pozbyć nie mógł.
Na kanapie w salonie siedział Charlie, wyraźnie skonsternowany i popatrzył na nich niepewnie. Lenny rzucił mu groźne spojrzenie zza pleców kochanka, przykładając najpierw palec do ust, a następnie przejeżdżając nim po szyi.
Charlie aż poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła. Siedział jak skamieniały, zupełnie jakby zobaczył ducha… chociaż w tej chwili chyba właśnie ducha wolałby oglądać niż tego mordercę.
Ryan tymczasem podszedł do niego i przetrzepał mu włosy od niechcenia.
— Wybacz, że tyle czasu… — Uśmiechnął się wymuszenie. — Spadamy — dodał i szybko ruszył do wyjścia.
— Aa… No, na razie… — wydusił Charlie, rzucając nerwowe spojrzenie Lenny’emu.
Ten uśmiechnął się do niego tak, że każdy psychicznie zdrowy człowiek zamknąłby drzwi na wszystkie możliwe zamki.
— No siema, Charlie. — Pomachał mu i jeszcze raz przyłożył palec do ust, idąc za kochankiem jak skradająca się pantera.
Mina Charliego wyrażała tylko tyle, że jeśli dotychczas bał się Lenny’ego, to teraz ten strach wzrósł kilkukrotnie.
Ryan już za to wyszedł z mieszkania i ruszył do samochodu, odruchowo od strony kierowcy. Lenny jednak go zatrzymał, stukając go w ramię.
— Ja prowadzę.
Ryan zmarszczył brwi, ale wsiadł na miejsce pasażera, kiedy Lenny już otworzył auto. Po chwili ruszyli z podjazdu… z piskiem opon. Ryan miał rzadko okazję widzieć, jak Lenny prowadzi. I szczerze mówiąc… nie należał on do bezpiecznych kierowców. To jednak Ryanowi w żadnym stopniu nie przeszkadzało. Sam nie jeździł specjalnie ostrożnie, a teraz, kiedy jeszcze otworzył okno, przyjemny powiew chłodził jego czerwoną z zażenowania twarz. No i przestał się trząść, wreszcie trochę uspokojony. I tak powinien się uciszyć tym pierdolonym ręcznikiem!
Lenny spojrzał na któryś światłach na chłopaka.
— Ej, nic mi nie powiesz?
— A co? Chociaż nie, poczekaj… taki byłeś wcześniej zainteresowany, jak się czuję… pomińmy, że w trakcie totalnie zignorowałeś, że proszę o cholerny knebel… ale jeśli dalej jesteś zainteresowany, to mogę powiedzieć. Hm… chociaż właściwie powinieneś móc sobie wyobrazić, co czuję, jak najpierw Charlie mi mówi, że mnie zdradzasz i nie szanujesz, a potem słyszy, jak mnie jebiesz w jego własnej łazience! — wyrzucił z siebie z gromami w oczach. Aż znowu zaczął lekko drżeć.
Lenny przełknął ślinę i spojrzał na światła. Zielone. Ruszył.
— Przecież wiesz, że to bzdura z tym zdradzaniem — zaczął, po czym zjechał na jakiś przydrożny parking i odwrócił się do Ryana. Było tu w miarę pusto, więc nawet jak się pożrą, to może nikt nie będzie się na nich dziwnie patrzył. — Do tego skąd pomysł, że cię nie szanuję? Co on może o tym wiedzieć? — prychnął, rozeźlony.
— Wiesz, chuj mnie to obchodzi, bo i tak miał okazję wyrobić sobie dzisiaj dostatecznie mój obraz. Jako jakiejś, kurwa, twojej szmaty — parsknął Ryan, opierając łokieć na otwartym oknie i gapiąc się w czarne niebo.
Lenny zmarszczył brwi.
— Czemu szmaty? Mieliśmy seks i tyle. Nie upodlaj się bez powodu.
Ryan wydął wargi, milcząc chwilę. Doskonale wiedział, jak to musiało wyglądać.
— Czemu stoimy? — spytał.
— Bo rozmawiamy — Lenny wyjaśnił spokojnie. — Jak para, kiedy jest jakiś problem. — Sam musiał przyznać przed sobą, że zachował się dość podle tym razem.
Ryan aż odwrócił się do niego.
— I ty to mówisz… Jestem pod wrażeniem.
Lenny pociągnął go za policzek jak dziecko.
— Nie drwij. Następnym razem dostaniesz kasę na powrót, jeśli tak nie chcesz, żebym pokazywał się Charliemu na oczy.
— Dziękuję, jesteś taki hojny. Chcę, żebyś przyjeżdżał. Tylko żebyś nie odpierdalał takich rzeczy — burknął Ryan i jakoś tak z potrzeby wysunął się bardziej do niego.
Mulat spojrzał na niego dość ciepło jak na siebie. Wyciągnął do niego rękę, obejmując i przyciągając bliżej.
— Nikt cię nie przegada, więc wciśnij Charliemu po prostu jakiś kit i się nie przejmuj. On sypia z kolesiem, który chodzi do kosmetyczki, to chyba większy wstyd niż bycie moim kochankiem, co?
Ryan mimowolnie się zaśmiał i przytulił bokiem do Lenny’ego.
— Nie wstydzę się, że jestem twoim kochankiem — sprostował, aż lekko zdziwiony, że Lenny tak pomyślał. — Hm… nie prawię ci często komplementów, ale jesteś cudowny, Lenny. Wiesz… za coś cię chyba kocham, nie uważasz?
Mulat pocałował go w czoło.
— Mówię o tym, że zapewne wolałbyś ty wyskoczyć z takim pomysłem i zaszaleć przed kumplem, że masz takiego chętnego, głośnego kurdupla — rzucił ironicznie. Miał do siebie duży dystans, więc nie czuł, że aż tak bardzo się chłosta, jak mogłoby się wydawać.
— Hm… może — odparł Ryan z zamyśleniem. Cóż, rzeczywiście by to było niezłe, ale co na to mógł poradzić, że lubił, jak sam był dole i Lenny ruchał go właśnie tak, jak w łazience u Charliego. — Na moje cudowne szczęście jednak złożyło się, że ty masz chętnego, głośnego faceta. — Uśmiechnął się na swój sposób, przesuwając dłonią po brzuchu kierowcy.
Ten zamruczał jak wielki kocur i pocałował te swoje ukochane, soczyste usteczka.
— Mmmm — zamruczał, głaszcząc jednocześnie skórę głowy Ryana.
Chłopak odpowiedział na pocałunek, obejmując go bardziej w pasie. Mężczyzna był taki gorący, sprężysty.
— Mmm, czekolada — mruknął Ryan, zsuwając się ustami na jego szyję. Najwyraźniej już się trochę uspokoił, mając w głowie plan wciśnięcia Charliemu jakiegoś kitu albo chociaż takiego pokierowania rozmową, żeby chłopak nie wiedział w końcu, co słyszał, a co nie.
— Mleczna? — zagadnął Mulat, odchylając szyję. A co, niech się chłopak pocieszy. Zasłużył na to.
— Mhm — wymruczał Ryan, całując i liżąc lekko jego skórę. — Hm… chociaż trochę słona jak na czekoladę.
Lenny zaśmiał się cicho.
— Z pistacjami.
Ryan pogładził go po brzuchu, wracając ustami na jego wargi i po długim pocałunku zagadał:
— Jedziemy do domu?
Lenny wyprostował się i odgarnął włosy do tyłu.
— Mhm. — Skinął głową i ruszył. — Ale muszę ci przyznać, że wolę się sam upijać — rzucił ni stad nie zowąd.
— Hm? — Ryan spojrzał na niego czujnie, nie rozumiejąc, co tak Lenny z tym wyskoczył.
— No wolę, jak ty robisz za szofera. — Zaśmiał się, przyspieszając i przejeżdżając na żółtym.
— To całkiem dobrze się składa, bo ja wolę robić za szofera niż siedzieć tu — odparł Ryan i dodał z uprzejmym uśmiechem: — I coś mi mówi, że mógłbym prowadzić też teraz, gdybyś się nie uparł.
— Nie mamy zbędnej kasy na mandaty.
— Jeśli założyć, że by nas zatrzymali.
Lenny zaśmiał się pod nosem.
— Z naszym stylem prowadzenia? Jesteśmy pierwsi do odstrzału.
— Z naszą kartoteką tym bardziej — dodał chłopak, uśmiechając się kątem ust.
— Nie wspominaj nawet — prychnął Lenny. Kartoteka Ryana była niczym w porównaniu do jego.
— Dobrze. Cieszmy się wolnością. I poprosiłbym cię, żebyś wcisnął trochę bardziej do gazu, ale pewnie byłoby to bezskuteczne, hm?
Akurat byli na dłuższej prostej. Lenny spojrzał na kochanka i przycisnął bardziej pedał gazu, a Ryan od razu uśmiechnął się szerzej i przymknął oczy do otwartego okna. Tak, to lubił. Szybką jazdę przez nocne Miami.
— Mm… rozpieszczasz mnie, Lenny.
Niespodziewanie Mulat przyhamował, a pasy napięły się mocniej. Ktoś właśnie zaczął ich wyprzedzać. Zatrąbił jeszcze i pokazał im środkowy palec, mijając ich. Ryan spojrzał za nim z lekko zmarszczonymi brwiami i zerknął na Lenny’ego. Ten psyknął między zębami.
— Jedź — rzucił Ryan, siadając wygodniej. Sam by za tamtym kolesiem pojechał i jeśli by przyjął wyzwanie, mógłby się ścigać. No, na pewno by to zrobił w przeszłości, teraz może by dłużej pomyślał.
Lenny rzucił mu tylko krótkie spojrzenie i durnie się uśmiechnął, jadąc dalej. Kiedy byli już blisko mieszkanka, Ryan zaskoczył i spytał:
— Nakarmiłeś Jaya? — Jego cały dzień nie było w domu.
— Ta. Ale spójrz — Lenny rzucił, wskazując dalej ulicę, którą jechali, nim skręcili. Kilkanaście metrów dalej Ryan zobaczył ten sam samochód, który ich wyprzedzał, stojący obok radiowozu. Zmrużył oczy, patrząc na samochody i uśmiechnął się lekko.
— Hm… czyżby go psy zatrzymały?
— Czyżby tak. — Lenny zaśmiał się i skręcił w stronę ich domku.
Ryan uśmiechnął się z satysfakcją i klepnął Lenny’ego w kolano. Kiedy się zatrzymali, wysiadł pierwszy i ruszył do domu chwiejnie, bynajmniej nie z powodu wypitego piwa. Lenny wysiadł za nim, zlustrował wzrokiem te jego obolałe pośladki i oblizał się. Chciał dzisiaj jeszcze raz…

21 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 204 – Na złość

  1. Katka pisze:

    Basia, sam Charlie na pewno ma schizy i po nocach mu się Lenny śni XD Cóż, w żadnej paczce nigdy wszystko nie jest idealne XD Też pozdrawiamy! :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    oj Lenny, Lenny jeszcze większy strach zasiałeś u Charliego, ciekawe co sobie myślał sam Charlie…
    Dużo weny życzę Wam dziewczyny…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Shivunia pisze:

    O. >> Lenny nie że nie umie kłamać, on nie lubi kłamać. Uważa, że są lepsze metody. W końcu pfff to Lenny. I tak, też jest 100% monogamistą. Pomijam więzienie bo nie były w żaden sposób związki co tam się działo, a wyłącznie kopulacja ;p I bądź spokojna. Kutasik Lennego (taki haha mały że musi być zdrabniany) jest wierny dupci Ryana tak samo jak cała reszta czekoladowego ciała Lenniaka :)

  4. O. pisze:

    Z rozdziału 84:
    „Lenny oddał spojrzenie. Nie był jak inni, którzy ulegali tej czarnej głębi oczu Ryana.
    — Chcesz, żebym jutro został u ciebie na noc? — spytał poważnie, zamiast odpowiedzieć. Wewnątrz uśmiechał się do siebie, rozbrojony tym, jaki chłopak był uroczy. Naprawdę chyba zasługiwał na bycie jego księżniczką.
    Tego pytania Ryan się nie spodziewał.
    — Nie wiem, czy mam prawo prosić. Jeszcze jakiś zazdrosny chłopaczek podpali mi dom za to, że mu cię zabrałem — odparł z ironicznym uśmiechem.
    Lenny tym razem nie umiał zachować poważnej miny. Zaśmiał się, aż na chwilę spuszczając wzrok. Pokręcił głową.
    — Mogę ci zaręczyć, że nie miałby kto ci podpalić domu. Więc jak?
    Ryan spojrzał mu czujnie w oczy. Więc Lenny nie miał nikogo poza nim? Nie chciało mu się w to wierzyć… Mimo to odpowiedział na pozór obojętnie.
    — Mógłbyś zostać. Ja sam całego ciasta i lodów nie skończę, a szkoda by było wyrzucać.”
    Czyli od tamtej pory była już w Ryanie ta niepewność co do zdradzania.. Jednak w obu rozdziałach Lenny zaręcza, że nikogo nie ma i to bzdura. Dodatkowo, oni nie potrafią kłamać.. Więc jakoś spokojniej się czuję ;D <3333

  5. Katka pisze:

    Whisper, haha, cieszę się, że Tobie były potrzebne i pewnie niektórych osóbkom, które preferują tę parkę, także, ale jakoś zawsze to jest przyćmione, kiedy jednak ta druga strona w większości się odzywa i sygnały negatywne przewyższają XD No i przyznam, że jako że same mamy na Rynnę zawsze spore ciśnienie, to nam się wydawało, że przesadzamy. Niemniej w FDTS z racji jego długości fizycznie nie da się iść równym rytmem, więc raz jest coś dla kogoś lepsze, raz dla kogoś innego. Kolczyk na pewno jeszcze zostanie zauważony, nie martw się ;)

  6. Whisper pisze:

    W końcu zabieram się za rozdział, którego treści się tak bardzo domagałam. Na początku przepraszam, że tak późno, ale do rzeczy . . .
    W kilku poprzednich komentarzach przeczytałam, że seksy poromyczków były „niepotrzebne”. Otóż jest to nieprawdziwą nieprawdą?!?!?! One były MI potrzebne, wręcz niezbędne. Miałam tylko nadzieje na jakąś łuższą zabawe, no i chyba czas zacząć się domagać większego zainteresowania kolczykiem ze strony Lennego . . . Dlatego teraz życze wam weny Drogie Autorki i zostawie wam moje poprzednie zdanie do przmyślenia. ^^

  7. Katka pisze:

    Kaczuch_A, nooo, gówniarze z nich wszystkich! XD Chociaż ważna jest wewnętrzna dojrzałość, taki Alex w końcu w porównaniu do Lena wydaje się kolesiem znacznie starszym, a jednak jest odwrotnie. Wiek to pojęcie względne. Ja się czuję na 28, mam 24, a ponoć wyglądam na nastkę. A co do Lena i Charliego — może im tez by się przydał taki mentor. Jason jest w tym dobry, powinien zadziałać.

  8. kaczuch_A pisze:

    Katka, oj pomaga pomaga, takie wyżywanie. Wiem, że 23 to niby nic wielkiego, sama tyle mam i stwierdzam, że czasem (a może częściej) ze mnie dziecko. Kurczaczek dopiero mi uświadomiłaś, że cała ekipa to taka młoda jest xDDD Nie mówię i nawet nie chce by siedzieli na herbatce przy plotkach, ale powinni zauważyć, że dla Ryana takie zachowanie może być ciężkie. Dwie ważne osoby w jego życiu drą ze sobą koty (nie nie Jay’a). I powinni to zrozumieć, dla niego tak mi się wydaje. No ale poczytamy, zobaczymy ;)

  9. Katka pisze:

    Kaczuch_A, hehe, nienawiść ma wielką moc XD Nie no, może nienawiści między nimi nie ma, bo wydaje mi się, że jednak to uczucie ma zwykle jakieś bardzo personalne podstawy, ale cóż… lubić to się panowie nie lubią. A że zachowują się jak dzieci — to faceci, oni często tak mają XD No i Charlie ma dopiero 23 lata, nie jest specjalnie dojrzały. Lenny też się popisał jak widzisz. Ale może gdzieś tam daleko na końcu drogi czeka ich dobra przyszłość… A i znowu plus za zauważenie, że w tym ich konflikcie, pośrodku stoi… Ryan. Lenny to jego facet, a Charlie to najlepszy kumpel. Nie jest w zbyt dobrym położeniu :( Ach i współczuję sesji. Jak wyżywanie się w komciach pomaga, to dajesz, bierzemy na klatę XD

  10. kaczuch_A pisze:

    Moje ostatnie pokłady tolerancji dla gołąbków chyba się wyczerpały. Charlie mógłby coś odwalić i Rush mógłby go zostawić, albo coś. Niech sobie w końcu wyhoduje kręgosłup. I nie rozumiem jak można mieć AŻ TAKĄ awersje do drugiego człowieka, to już przechodzi ludzkie pojęcia jak on widzi Lenny’ego. I vice-versa. Ja rozumiem, że wszystkich się nie lubi, ale to już przechodzi ludzkie pojęcia. Zachowują się jak dzieci , przecież nie mają zostać przyjaciółmi na całe życie, mogą się przecież ignorować, i mieć w głębokim poważaniu, a nie podburzać jeden drugiego i co najważniejsze Ryana. Mogliby to załatwić jak mężczyźni, a nie wróć Charlie nie da sobie rady. Ehhh…ptaszyno chyba Cię przestałam lubić.

    I to co Lenny odwalił w łazience też nie było za rewelacyjne. Dorosły, ba dojrzały facet, a takie cuda odwala. Niezły minus sobie doprawił. Wiem, że kociak ma spaczone morale, ale tu definitywnie przegiął.

    Matko, stwierdzam hejty i bulwersy z mojej strony, bo sesja~!

    Wyżywam się w komentarzach~! xD

  11. Katka pisze:

    Saki, lubię Twoje komenty-monstra XD bardzo nam miło, że podjęła się wysiłku skomentowania też zaległych akcji. Doceniamy to :) Akcja łazienkowa i schiza Charliego wg mnie jest powodem winy obu stron – Charlie faktycznie schizuje zazwyczaj niepotrzebnie i dorabia sobie filozofię do dziejów, ale sama widzisz, że Lenny też nie wkłada z siebie nic, żeby to naprawić. Ryan z kolei często traktuje kumpla protekcjonalnie i jakoś nie umie mu tego porządnie wytłumaczyć. No cóż, niezła draka z tego jest i ciężko idzie, żeby to zmienić XD
    Wątek kariery Jasona jak widzisz idzie powoli, bo ten z jednej strony wzbrania się jak może przed tym wszystkim, a równocześnie nie odpuszcza do końca, bo widzi, jakie mogą być z tego profity. Trudno mu jest udawać kogoś, kim nie jest, jednak ten przeklęty dom i w ogóle… Ach, pieniądze.
    Hahaha, a ptasie mleczko i skojarzenia – no wieeeesz? I to jeszcze Polka, która dobrze wie, co to jest ptasie mleczko, a skojarzenia ma?! Ryan to przynajmniej usprawiedliwiony jest, bo to ciemnota ze Stanów XD
    I też nie wiem, jak on wytrzymuje nocki, ale tak, to zapewne kwestia przyzwyczajenia. A jeśli Ty się musisz z tym męczyć, to szczerze współczuję.
    Dzięki za duży komentarz :D Mamy nadzieję, że do rychłego usłyszenia :)

  12. saki2709 pisze:

    Jejku, jak ja dawno nie komentowałam FDTS. Aż się z tym źle czuję, bo kocham to opowiadanie. Mam nadzieję, że się nie gniewacie. Ostatnio nie mam nawet czasu na pisanie swojego opka i to niemal cud, że znajduje go na czytanie Waszych. Może po sesji trochę się ogarnę. Bo póki co, muszę ogarniać notatki, żeby się mieć z czego uczyć. Ale nie o tym miałam. Co do rozdziału…
    Lenny przesadził, choć Ryan też niewiniątkiem nie jest. Mógł się nie zgodzić. Tymczasem Charlie przeszedł mały zawał. Biedna ptaszynka. Chociaż on też się prosił. Mógłby w końcu zaakceptować Lena, spróbować go poznać, a nie patrzeć na niego tylko poprzez pryzmat jego kartoteki, która bynajmniej czysta nie jest, ale skoro jego przyjaciel go kocha, powinien chociaż spróbować. Bo chociaż się nie wcinać. Ryan mu się nie pcha w życie uczuciowe i nie wypomina grzeszków blond księcia. Ten wieczór się nie liczy. To było coś w stylu reakcji obronnej. Także ten… Charlie, ogarnij się, bo fajny facet jesteś, ale te twoje schizy działają na twoją niekorzyść. Ok, wiem, że Lenny mu nie ułatwia i sam mógłby się postarać chociażby o to, żeby nie zniechęcać go do siebie jeszcze bardziej. Przez tą akcję w jego łazience, biedny będzie miał koszmary.
    A co do poprzednich rozdziałów w mega skrócie.
    Chory Alex to tak abstrakcyjny widok, że jakbym nie przeczytała tego, to bym nie uwierzyła. To by było dziwne, jakby chorował tak jak każdy człowiek, ale żeby nawet chory pracować? Pod tym względem się chyba nigdy nie zmieni.
    Ta sala, którą malował Jason… aż bym chciała ją zobaczyć na własne oczy.
    Ciekawa jestem, jak się rozwinie wątek kariery Jay’a jako modela. Widać, że nie bardzo go to kręci i sto razy bardziej woli dziarać niż pozować do zdjęć, udając kogoś, kim nie jest, ale można n tym zrobić niezłą kasę i tylko to jest powód, przez który jeszcze rozważa bycie modelem. Ale skoro nie przyjął tamtej oferty, to znaczy, że jednak wszystkiego nie zrobi dla kasy i ważniejsze jest dla niego bycie sobą niż udawanie kogoś innego. Inna sprawa, jakby się zrobił sławny, jego życie prywatne z pewnością nie byłoby już takie prywatne i świat dowiedziałby się o jego związku z Alexem, z czego ten, nie mogę powiedzieć, że byłby zadowolony.
    Co do rozdziału z oglądaniem domu. Muszę przyznać, że supi ten domek, a skoro tak dokładnie był opisany, to Marg i Mike pewnie go kupią. Czekam na parapetówę. No i się nie mogę doczekać, jak „zobaczę” nowy dom Jay’a i Alexa. I Jay nie musi się aż tak spinać. Jak chce pół na pół płacić i by mu zabrakło, mógłby oddać Alexowi różnicę, jak zarobi, a nie zmuszać się do czegoś, czego nawet nie lubi. Jak się uprze, to Alex na pewno się zgodzi.
    Co by tu jeszcze, co nie skomentowałam, a powinnam… wiem. Wizyta Jay’a w Grey Tower. Mina Szarlotki musiała być bezcenna. Takie wtf XD. Przychodzi taki kosmita i chce się z szefem widzieć. A potem takie zdziwko, że się jednak znają i są w bliższych relacjach, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.
    Małże to zło XD Biedny Lenny. Ja bym chyba nigdy nie wzięła tego do ust. Na sam widok coś mi się robi.
    Ptasie mleczko… powiecie mi, czemu, mimo to, że wiedziałam, co to jest, kojarzyło mi się to z kutasem Lena, zanim jeszcze Ryan zaczął mieć swoje? Ja to jednak zryty mózg mam XD Już nic mi chyba nie pomoże XD
    To chyba tyle. Sorki za ten mały chaos, co się wkradł. Pisałam, co mi się akurat przypomniało. Postaram się komentować na bieżąco. Muszę się nauczyć gospodarować moim czasem, bo inaczej zginę marnie.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    Ps. Jak Lenny wytrzymuje te nocki? Ja mam raz w tygodniu i ledwo żyję. A o wyspaniu się nawet mowy nie ma. Nie ważne, o której się obudzę, do końca dnia mi się chce spać. A może to kwestia przyzwyczajenia? Nie ważne. Lenny, zmień pracę. Nocki to zuuuo.

  13. Katka pisze:

    Porebula, najwyraźniej Lenny i Ryan lubią łazienki… XD A tak na serio, to jak gdzieś się da, to czemu nie? XD Był już też w końcu samochód. Może zrobią to kiedyś na szczycie wieży Eiffla XD A co do Charliego, jak widać wcale tak łatwo w jego oczach nie jest wybielić fakt, że się kogoś zabiło XD Osobiście uważam, że to na swój sposób rozsądne z jego strony, bo ewidentnie wskazuje na to, że facet jego przyjaciela jest zdolny zabić, więc de facto jest się czego bać… no ale też racja, że mógłby dać mu szansę… Hehehe i dzięki za aprobatę porównania XD

  14. porebula pisze:

    Dobrałam sie do laptopa, Rynna była, więc trzeba skomentować :)
    Już 2 raz! 2 raz w czyjejś łazience! I to 2 raz w łazience kumpla Ryana… Biedny Charlie :( traume będzie miał xD Ale Rynna była, więc niech Charlie sie pozbiera, bo w sumie już raz słyszał, więc nie rozumiem o co mu chodzi… Sie boi Lennego jak… no nie wiem czego… jakby mu matke zgwałcił… Dobra, zabił kogoś i co z tego… Nie znał tej osoby, Ryanowi nic nie robi… Jakby mu nie powiedzieli, że był w więzieniu to by nawet sie nie domyślił…. Ni rozumiem go ostatnio… Najpierw sie o Charlie wkurza, teraz o Ryana sie boi… nie chce wnikać…
    „zaciskając się gwałtownie na tym twardym kutasie, który przepchał go niczym tłusty kot próbujący wyjść wąską rurą” Gratuluje, umarłam XD. Te porównanie dorównuje prawie ty od Clare :D

  15. Katka pisze:

    Ash, Rynny dawno nie było, więc najwyższy czas :) A Lenny… oj, tam od razu na złość… Po prostu lubi podkreślać swoje miejsce w stadzie XD I podkreśla je na tym mocno, że nie wiem, czy kiedyś Charliemu przejdzie XD A modelowy wątek już niebawem ;)

    Liv, hehehehe, dzięki XD Szczerze mówiąc wymyślanie porównań często przy pisaniu jest jedną z większych frajd.

  16. Liv pisze:

    Przeczytałam jeszcze raz i dopiero zwróciłam uwagę na ” zaciskając się gwałtownie na tym twardym kutasie, który przepchał go niczym tłusty kot próbujący wyjść wąską rurą”. No nie co, ciekawe porównanie, uwielbiam was ^^

  17. Ash pisze:

    Tak myślałam że będzie Lenny i Ryan <3
    To było takie dziecinne ale też urocze XD
    Lenny tak bardzo lubi robić ludziom na złość XD
    Charlie to już lekka przesada…
    Może bać się Lennego ale no…

    Mam nadzieję że mu kiedyś przyjedzie XD

    Czekam na kontynuację akcji z Jason em i Alexem i modelami :3

  18. Katka pisze:

    Tigram, teeeeż uważam, że to był wybitnie głupi pomysł. Lenny dał popis tego, jak potrafi być czasem niedojrzały XD Ryan poczuł się bardzo źle i chyba na początku zgadzając się na ten numerek, nie był świadom, jaki dokładnie będzie i czym się skończy. Lenny zaskoczył nie tylko Charliego, ale też Ryana. Hehe, Ryan czasami jest jak baba, ale widać, że w tym wypadku jednak foch szybciej go opuścił niż by było w przypadku płci pięknej…

    O., z drugiej strony trudno też mówić o czymś do wybaczenia, bo Ryan, jakby nie patrzeć, sam się częściowo na to zgodził. Zwyczajnie nie podejrzewał, że zrobi to z nim tak, by było jak najgłośniej. Mhm i zgadzam się, że w tym całym kumpelskim podejściu do siebie czasem przebijają się takie smaczki, które definiują ich bardziej romantycznie ;) Ale Ryan przyznający się, jak lubi, to raczej prędko nie nastanie XD Podejrzewam, że prędzej wprowadzą w Polsce małżeństwa jednopłciowe. Trzymamy mooocno kciuki za Twoje przetrwanie tego tygodnia!

    Liv, „Wprawdzie problem był troszkę śmieszny, ale ktoś tu pomału chyba staje się odpowiedzialny.” – kto by pomyślał, co nie? XD Lenny próbuje rozmawiać, wow. I tak jak mówisz, Ryana związek zmienił, ale Lenny’ego jak widać również. Chłopcy ewoluują jak pokemony.
    Ach, Charlie, Charlie… jest troszkę przewrażliwiony, ale Lenny tez mu nie ułatwia gestami, sugerującymi, że poderżnie mu gardło… XD Ta dwójka chyba nie ma przed sobą tęczowej przyszłości XD „Niemal słyszałam łomotanie serca Charliego, a przecież Miami i Warszawę trochę dzieli.” – hahaha, nieźle przerażony był, nie? XD No i słodka konkluzja odnośnie gołąbków. Charlie to faktycznie taka wolna dusza i zgaaadzam się, odnalazłby się w jakiejś małej orgietce czy trójkącie. Jak najbardziej. Zaś Rush oczywiście jest inteligentnym facetem i przy każdym innym człowieku jest bardziej stonowany. Charlie za to tak bardzo go rozczula i daje mu tyle swobody, że przy nim nie czuje potrzeby być tym panem odpowiedzialnym. Zamienia się trochę w rozpieszczonego kociaka. „Niestety, bo razem są dla mnie jednak za słodcy.” – hehe, spoko, to jest dość powszechne XD Taki ich urok XD
    Dzięki za długi komentarz :D

  19. Liv pisze:

    Mrrr, liczyłam na Rynnę ^^
    Dobra, dla mnie też ten seks nie był konieczny i w ogóle to taki przykład typowo z opowiadania, co nie? Bo wyobraźcie sobie parę uprawiającą głośny seks w kiblu u kupla? Toż jak z porno. Nie. :) Ale było gorąco i hej! „Bo rozmawiamy. Jak para, kiedy jest jakiś problem.” Wprawdzie problem był troszkę śmieszny, ale ktoś tu pomału chyba staje się odpowiedzialny. Pogratulować ^^
    A poza tym, gdyby Ryan naprawdę nie chciał, to by wyszedł.. <: I rzeczywiście odpuścił dość szybko jak na swoją urażoną dumę, ale widać, że związek (wcale nie seks) z Lennym go trochę zmienił. Każdy się zmienia.. ech.*nostalgia nad FDTS*
    A Charlie bardziej mnie tu zirytował. Ok, sama dziwiłam się wcześniej, że tylko on się martwi o Ryana, ale już chyba wystarczająco dużo razy Lenny udowodnił mu, że nie rzuca się z siekierą na każdego za krzywe spojrzenie w jego stronę… I co innego troska o przyjaciela, a co innego wpieprzanie się w jego związek i próby zasiania w nim nieufności i podejrzeń.. No :)
    A gest Lenny'ego kiedy wychodzili – genialny. Niemal słyszałam łomotanie serca Charliego, a przecież Miami i Warszawę trochę dzieli.
    I szkoda, że nie załapaliśmy się na powtórkę w domu, już prawidłową i jak należy, bo wtedy Ryan dopiero rozkwita..
    Ale ostatnio jakoś polubiłam Charliego i Rusha, ODDZIELNIE. Charlie jest trochę infantylny i jakoś strasznie łatwo mi jest wyobrazić go sobie w seksie grupowym albo trójkącie. Taki "lekki", uśmiechnięty i seksowny. A Rush jest sprytny i dopiero przypomniało mi się, że wcale nie głupi. Zna kilka języków, potrafi cholera nazwać gwiazdy na niebie.. Nawet jeśli uczył się tego wszystkiego z konieczności, to wie dużo i potrafi to wykorzystywać. To Charlie go ogłupia! :) Chyba nie zanosi się na kolejny kryzys u gołąbków. Niestety, bo razem są dla mnie jednak za słodcy. ^^ Bobra, buźka, bo zacznę się rozwodzić nad ich psychologią, a to będzie za długie już. Cmok

  20. O. pisze:

    Ja też chcę jeszcze raz!!
    Niby czułam wkurzenie, bo jak tak można w łazience u kumpla… Nie wiem czy byłabym w stanie komuś to wybaczyć…
    „Jak para, kiedy jest jakiś problem” wiem, że ich znakiem rozpoznawczym jest kumpelskość w związku to jednak takie zwroty i zachowania jakoś ścieśniają ich więź.. Mam nadzieję, że Charlie nie będzie drążył tego tematu, chyba że ujrzymy cud nad Miami i Ryan przyzna się w jakiej to pozycji najbardziej uwielbia się kochać xD To by było urocze, haha <3
    Dobra lecę spać, jutro czeka mnie dwunastka w pracy, gdy wrócę projekt a w sobotę zaliczenie i do pracy.. Oddajcie mi część mózgu Alexa tą odpowiedzialną za organizację czasu ;o

  21. TigramIngrow pisze:

    „Z duszą na ramieniu i diabłem za plecami.” – hue hue hue
    To co zrobił Lenny było cholernie nie w porządku, chociaż jestem w stanie wyobrazić sobie co nim kierowało i to zrozumieć. On może i lubi jak Ryan jest głośny i Ryanowi to też nie przeszkadza, ale… no kurde, nie u kogoś ;/
    Seks dobry, mocny i gorący, ale według mnie zbędny. W sensie, że dobrze się czytało, ale uważam, że to był głupi pomysł ze strony Lenny’ego.
    Ryan musiał się poczuć po prostu źle, szczególnie że ma tę swoją dumę i musiało mu być ciężko. Wcześniej Charlie widział te malinki, potem słyszał go Jason i Alex, teraz Charlie. No…
    Ale miłość wszystko wybacza, ja bym się trochę dłużej dąsała, ale co facet to nie kobietka. Niech im tam…
    Chcę LI.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s