Love Interest – 5 – Szukanie sposobów na szczęście

John obudził się bardzo wcześnie rano. Nie mógł spać niemalże całą noc, myśląc o tym, co zrobić z Kapranem. O dziwo, ostatnia noc z tym mężczyzną i to masturbowanie się siedząc obok, wcale dobrze na niego nie zadziałały. Oczywiście w tamtym momencie było mu wspaniale, gdy znowu mógł zrobić z Percym coś… cielesnego. Jednak teraz znowu uderzyła go świadomość, że tak naprawdę nie powinien przekraczać kolejnej granicy. Nie chciał zniszczyć najważniejszego dla siebie podwładnego.
Rano, gdy tylko otworzył oczy, jakoś jaśniej i dosadniej to spostrzegł. Im bardziej chciał Percy’ego, tym trudniej było mu na niego patrzeć. Z myślą, że musi go oddać, walczył cały ranek. Każdy w domu na pewno widział, jaki jest zamyślony i skonfundowany, ale nikt nie komentował. Na szczęście. Mógłby zareagować przesadnie, gdyby ktoś zwrócił mu na to uwagę.
O dziesiątej, kiedy większość jego podopiecznych zjadła już śniadanie i zabrała się do swoich obowiązków, on zszedł na parter, by wydać rozkaz jednej z dziewczyn zajmujących się sprzątaniem. Kazał jej spakować rzeczy Kaprana, a jego samego zawołać do pokoju gościnnego. Sam usadowił się na bordowej kanapie, założył nogę na nogę i obciągnął mankiety koszuli. Na twarz przybrał minę bez wyrazu i czekał na swój zakazany owoc.
Było cicho. Aby się nie rozpraszać, nie puścił żadnej muzyki, słyszał więc, że ktoś nadbiega do pokoju. Potem nagle się zatrzymuje i… nic się nie dzieje. Dopiero po dobrej minucie usłyszał krótkie i słabe pukanie do drzwi.
— Proszę — powiedział swoim naturalnie poważnym i spokojnym głosem. Jego nerwowość zdradzały jedynie długie, szczupłe palce poruszające się w przód i w tył na podłokietniku kanapy.
Drzwi otworzyły się, a do środka wsunął się nie kto inny, a Percy. Miał spuszczoną głowę i wzrok, chociaż policzki były lekko zarumienione. Przybiegł tu, gdy tylko dostał wiadomość i zobaczył, że pokojówka zbiera do torby jego skromny dobytek.
— Jestem, proszę pana.
— Dzień dobry, Percy — odpowiedział John i miał wrażenie, że głos mu się załamał. Mocniej zacisnął palce na kanapie i spróbował zmusić się do zachowania spokoju. Tak naprawdę chciał zwyczajnie poprosić go, by się zbliżył, dotknąć go, sprawić, by było mu dobrze… a zamierzał go po prostu oddać. Pomagała mu w tym jedynie myśl, że wszędzie indziej temu mężczyźnie będzie lepiej. — Rozmawiałem dziś rano z Claudią Hobb. Jest to moja dobra znajoma pracująca w kancelarii prawniczej. Wiem, że ostatnio szukała osób potrafiących zajmować się rachunkami… — zaczął.
Percy nic nie powiedział, nie przerwał swojemu panu, chociaż wyraźnie drgnął i na moment zatkał sobie usta dłonią. Szybko ją jednak zabrał i z trudem skinął głową. Wiedział, że do tego dojdzie. Nie przypuszczał jednak, że tak szybko i że John jeszcze będzie z nim przy tym rozmawiał, a nie tylko wystawi za drzwi. Odeśle bez słowa, aby nie musieć go widzieć. I aby Kapran nie musiał słyszeć jego głosu.
— Ta… tak jest. Co tylko… pan sobie… życzy — wydusił. Każde słowo mówił z trudem, aby w międzyczasie móc brać głębszy oddech dla uspokojenia.
Johnowi bardzo trudno było na niego teraz patrzeć. Zamiast wyjaśnić mu dalej, na czym teraz będzie polegała jego praca, gdzie będzie mieszkał, wyrzucił z siebie suchym tonem:
— Tam ci będzie lepiej, Percy. Nie będziesz miał napalonego na siebie opiekuna, tylko zdrowe relacje, dobry dom i komfort psychiczny.
Jego podopieczny znowu chwilę milczał, aż w końcu spojrzał na swojego pana. Miał dość czerwone oczy, ale zacięty wyraz twarzy.
— Jestem chory, nigdzie nie będę miał swojego domu. Proszę więc już mnie wyrzucić, tak, jak trzeba było zrobić dużo wcześniej — wydusił trzęsącym się głosem. Był rozbity. Ale co innego miał teraz robić? Prosić, błagać? John zdecydował, więc mógł mu jedynie ułatwić.
Starszy mężczyzna zacisnął zęby, choć jego twarz wyglądała na nieporuszoną. Każda kolejna sekunda tej rozmowy sprawiała, że nasilał się w nim ból i wiedział, że jeszcze kilka słów z ust Percy’ego, a porzuci swoją decyzję. A przecież musiał go oddać!
Wstał i powoli zbliżył się do podopiecznego. Wyciągnął do niego szczupłą dłoń, ale zatrzymał ją kilka milimetrów od jego policzka.
— Twoje rzeczy będą w bagażniku w samochodzie przed budynkiem. Jeśli chcesz się pożegnać z innymi, masz tyle czasu, ile potrzebujesz — powiedział, cofając dłoń. Potem zawahał się i w końcu dodał głucho: — Żegnaj, Percy.
Młodszy mężczyzna zacisnął mocno usta, potem znowu zakrył je dłonią, lekko pochylając głowę. Nie chciał być, bardzo nie chciał być wyrzucany jak zbędna rzecz, ale najwyraźniej faktycznie był dla Johna zbyt kłopotliwy. Nienadający się. Znowu go rozczarowujący.
Nic nie powiedział, tylko odwrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami. Nigdy dotychczas niczego takiego nie zrobił. Nie okazał swojemu, już byłemu, panu takiej arogancji, braku szacunku, po tym jak ten dał mu drugą szansę. Teraz jednak był zbędnym utrapieniem. Balastem, którego John Brown właśnie się pozbył.

*

Była już czwarta popołudniu, kiedy do domostwa Johna zawitał Mason, aby odebrać swojego pupila. Lokaj wprowadził gościa do pokoju gościnnego i podał mu kawę, a John zszedł tam pięć minut później. Wyciągnął dłoń i uścisnął rękę swojego znajomego, nim sam zajął miejsce na fotelu obok.
— Dobrze cię znowu widzieć, Mason. Josh zejdzie do nas za kwadrans. Był na dole, na basenie z moimi chłopcami — poinformował do razu.
— Z twoimi chłopcami. To brzmi bardzo podejrzanie — zaśmiał się gość, wracając do swojej kawy postawionej na niskim stoliczku. — Robił ci jakieś problemy? — spytał, szybko zmieniając temat.
— Nie. Nie doszło też między nim a… — w tym momencie głos Johna nieco się załamał, więc mężczyzna musiał cicho odchrząknąć. — A Percym do żadnych spięć. Chociaż nie spodziewałem się, że to taki żywiołowy i impulsywny chłopak. Rano niezbyt mu się podobało czytanie w bibliotece, więc wysłałem go na bardziej ruchowe zajęcia.
Mason skinął głową i uśmiechnął się pod nosem.
— Wiesz, że jest dość dziki, nie usiedzi na miejscu. To tak, jakbyś szczeniakowi kazał warować — zaśmiał się krótko.
John lekko zmrużył oczy, a kąciki ust uniósł delikatnie. Nie był to jednak radosny uśmiech. Od kiedy oddał Percy’ego, był wyjątkowo przybity i wygaszony. Nie potrafił się powstrzymać przed myśleniem, co mężczyzna teraz robi, jak się czuje, czy dostał ładny pokój i czy… znajdzie w nowej pracy partnerkę. Ale w tym wszystkim też było mu wyjątkowo żal, że rozstali się w takich nastrojach. Że Kapran swoim wyjściem przekazał mu, że czuje się odrzucony i zdradzony. A przecież zrobił to dla jego dobra.
— Naprawdę traktujesz go jak pupila. Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że uczysz go sztuczek?
Mason znowu się uśmiechnął, chociaż widział, że jego rozmówca dziwnie się zachowuje.
— Nie nazwałbym tego tak. Chyba że mówisz o sztuczkach w sypialni. Tych uczy się wyjątkowo… biegle.
Tym razem John zamilknął na nieco dłużej. Jego ciemne spojrzenie nabrało czujności, a palce poruszyły się na jego kolanie.
— Możesz to odrobinę rozwinąć? Pokazujesz mu jakieś tajniki seksu czy… przekonujesz do nowości?
Mason dopił kawę i obsunął się niżej na kanapie.
— Bardziej przystosowuję. On nadal jest bardziej dzikim, więc niejednokrotnie działa bardziej jak zwierzę, niż człowiek. A sam wiesz przecież, że napalony pies będzie ocierał się nawet o nogę od krzesła — prychnął, po czym skinął na rozmówcę głową. — A czemu tak dopytujesz? Nie pożyczę ci go, masz swoje zabawki.
— Nie mam nawet ochoty na te zabawki — odpowiedział John i odetchnął ciężej. Przymknął oczy i przez chwilę patrzył w ciemność, nim ponownie obdarzył gościa ciężkim spojrzeniem. — Moja ulubiona… „zabawka”, choć nie tak powinienem go nazywać, została dzisiaj przeze mnie odesłana. Pytam z ciekawości, bo przypomniało mi się, że nie tylko ty preferujesz tresurę, a dużo się o tym słyszy w mediach. Wydawało mi się to jednak mocno niewiarygodne.
— Odesłałeś tego całego Kaprana? Czy wywaliłeś go, bo znowu coś odjebał? Jeśli to drugie, to Josh wie? Bo ciekaw jestem, czy znowu będzie się ekscytował jak głupi.
— Nie wie… — odparł John dość grobowym tonem, nie potrafiąc inaczej, kiedy w ogóle usłyszał nick Percy’ego. Pragnął go z powrotem.
— To będę miał kartę przetargową. A co do tej całej tresury… — Mason przeczesał palcami włosy, odgarniając je do tyłu. Były długie, ciemne i nadawały mu swoistej zadziorności. — Pewnie zależy, na kogo działa i jak działa. Ale na Joshu się nawet sprawdza. Na znacznie chorych też. Reagują bardziej instynktownie. Jeśli samemu przynosi się im jedzenie, kojarzą cię pozytywniej. Ale nie zmienia to faktu, że ciężko ich ujarzmić. Ostatnio ksiądz Frank, taki znajomy duchowny, podrzucił mi czwórkę swoich chorych. Dziewczyna miała przez wirus tak wzmożoną chuć, że prawie non stop się o coś ocierała. Ale nie wiem, jak na twoich może działać tresura. Zwykle, z tego co wiem, bierzesz jak najzdrowszych, więc moje sztuczki z kijem i marchewką mogą być tu niezbyt pomocne.
John słuchał Masona z dużym skupieniem, analizując wszystkie jego spostrzeżenia. Rzeczywiście, zazwyczaj sam brał jak najzdrowszych, chociaż Kapran do tych najspokojniejszych nigdy nie należał. Ale jeśli na kogoś działało, to może i wszyscy chorzy mogli taką naukę przyswajać, ale w różnym stopniu. Ta idea na tyle zdominowała jego myśli, że zupełnie zapomniał o tym, że nie ma już Percy’ego pod własnymi skrzydłami i nawet nie może teraz sprawdzić na nim tej teorii. Ale jeśli by się dało…
— I mówisz, że w łóżku to działa? — zapytał. — Że Josh nauczył się i przekonał do czegoś, czego nie lubił lub nie chciał?
— Mhm. Ogólnie przekonał się do wielu rzeczy, których nie chciał, bo nie miał wyboru, ale teraz w seksie ładnie piszczy, kiedy jest przywiązany albo na kolanach, mimo że wcześniej twierdził, że niczego takiego nie zrobi. I że jestem skurwysynem. Tylko do tego trzeba czasu i nieustępliwości — dodał Mason z naciskiem. Widząc jednak, że gospodarz zachowuje się inaczej niż zwykle, rzucił: — Ale zauważyłem, że to głównie działa jeśli chodzi o sposób myślenia. Nie wiem, czy da się wytresować w stu procentach ich ciało.
— Myślisz, że Percy… — John uciął w połowie, bo naraz rozległo się pukanie do drzwi. Kiedy gospodarz pozwolił wejść, lokaj wprowadził do salonu Josha.
Chłopak miał rozburzone, jeszcze wilgotne na końcówkach włosy, a czerwony podkoszulek też był miejscami mokry, jakby zarzucił go na nie całkiem wysuszone ciało. Na widok swojego pana uśmiechnął się całą twarzą z radości i szybko pokonał dzielącą ich odległość.
— Cześć! — rzucił z wręcz drżącym z zadowolenia głosem i mocno przytulił Masona, z rozmachem siadając tuż przy nim na kanapie.
Ten objął go ramieniem, przyciągając do siebie i pozwalając mu schować nos w zgięciu między szyją, a barkiem. Jednocześnie popatrzył na Johna wymownie.
— Czyż nie jak szczeniak? — spytał, głaszcząc swojego podopiecznego po karku.
Josh zerknął na niego pytająco, ale się nie odsunął. Jakby nie widzieli się wieki, a nie zaledwie dobę. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że John jakoś uważniej go obserwuje. Jak patrzy na jego gestykulację i całe zachowanie.
— Rzeczywiście — przyznał gospodarz. — Percy jednak nie był tak długo bez leków jak twój Josh. Chociaż… może na zasadzie, jak mówiłeś, kojarzenia, jakieś zachowania lub skłonności dałoby się w nim wyszkolić, tak jak ty ostrzejszy seks z Joshem.
Chłopak przytulony do Masona zaczerwienił się nagle, z większym skupieniem przysłuchując się rozmowie. Mówili o seksie? O nim?
Mason mruknął na potwierdzenie, po czym odwrócił głowę do swojego pupila i pocałował go lekko w policzek.
— Bądź grzeczny, dobrze? Nie chcesz przecież mnie rozzłościć, tylko dostać nagrodę, prawda? — spytał go wprost do ucha, po czym przeciwległą ręką chwycił go za kolano, zakładając mu nogę na swoje udo. Tak, że Josh siedział w większym rozkroku niż dotychczas.
John zmrużył oczy, patrząc na nich, a chłopak momentalnie spłonił się na twarzy jeszcze mocniej niż chwilę temu. Nie spojrzał na gospodarza tylko dlatego, że było mu przed nim wstyd. Za to wobec Masona poczuł znowu to dziwne, perwersyjne podniecenie. Nie chciał go złościć, za to wiedział, że jak był uległy, co zresztą sam lubił coraz bardziej, to Mason będzie zadowolony i spędzą… bardzo przyjemnie czas.
— Mhm — mruknął więc bardzo cicho, delikatnie ocierając się kostką o jego łydkę i siedząc grzecznie w tej dość dwuznacznej pozycji. Rumieńce na jego twarzy nie były jedynie wynikiem skrępowania.
Mason znowu pocałował go w policzek, po czym bez skrępowania sięgnął pod bluzkę chłopaka. Odsłonił jego brzuch i szepnął mu do ucha.
— Potrzymaj, aby się nie zsunęła — rozkazał i spojrzał krótko na Johna. — I powiedz, czy się wstydzisz?
Gospodarz przyglądał się temu spektaklowi spokojnie, zainteresowany tym bardziej, niż niejednym erotycznym występem swoich chłopców. Josh za to, dosłownie na ułamek sekundy, zerknął na Johna, a potem na swojego pana, najwyraźniej zupełnie nie wiedząc, czemu to się dzieje. Mimo to, posłusznie przytrzymał bluzkę, ukazując swój lekko napięty brzuch.
— Nie… — mruknął cicho, z wyrzutem, że w ogóle Mason każe mu się do czegoś takiego przyznawać przy niemal obcym mężczyźnie. — Trochę… — dodał ciszej, nerwowo kurcząc palce u stóp.
Mason pogładził go po karku, zadowolony, że chłopak się słucha.
— Josh, pamiętaj, że jesteś mój. I że nie chcesz mnie złościć — ostrzegł go jeszcze, po czym położył mu dłoń na kroczu i delikatnie pomasował. — Nie robiłeś nigdy czegoś takiego, prawda? Nie lubisz, jak ktokolwiek widzi, powiedz nam.
Josh stęknął, jego powieki mocniej się rozszerzyły, a on niemalże przylepił się plecami i bokiem ciała do swojego pana. John to wszystko obserwował, a on dawał się macać i… i wiedział, że nie może odmówić, że nie chce rozwścieczyć Masona. Miał ochotę ścisnąć uda, ale jedną nogę wciąż miał zarzuconą na udo swojego pana. Podniecał go taki… władczy.
— Nie robiłem, bo… bo nie miałem nigdy takiego… związku jak z tobą i tylko z tobą chcę — wyrzucił z siebie bardzo szybko. — Wolę, jak tylko ty widzisz — odpowiedział na ostatnie zdanie z większym naciskiem, bo wiedział, że Mason był tego świadom. — Jak… jak robimy to sami. To czemu teraz… tu, no…?
— Bo chciałem pokazać mojemu przyjacielowi, jakiego mam słodkiego i posłusznego pupila, który uroczo się rumieni i jest grzeczny, kiedy mu każę. Bo jesteś grzeczny, kiedy ci każę, Josh? — spytał Mason niskim głosem, masując krocze chłopaka i zerkając na Johna, aby pokazać mu, jaki pakuneczek zawiązał się w spodniach chłopaka.
John zresztą od razu, kiedy Mason go tam złapał, zauważył, że penis Josha bynajmniej miękki nie jest. Ciekawiło go to. Jeśli ten chłopak wcześniej nie był nastawiony na takie zagrywki, a teraz reagował na nie tak szybko, to była to rzecz warta głębszej obserwacji.
— Jestem! — Josh z zapałem potwierdził słowa swojego pana, oddychając nierówno i ciężko. Zewnętrzną nogę lekko uniósł i otarł udo o dłoń na swoim kroczu.
— Rozumiem, Josh, że wcześniej nie preferowałeś takich uległych zachowań? — John odezwał się do niego delikatnie, choć i z wyraźnym zaintrygowaniem, a może wręcz nadzieją w głosie.
Josh jeszcze spojrzał na Masona pytająco, czy ma odpowiedzieć i pokręcił głową.
— Nie lubiłem takich… podziałów na role wcześniej — odpowiedział ze skrępowaniem.
— A teraz jesteś całkowicie mój — Mason przyciągnął chłopaka za szyję i pocałował go mocno, ale krótko w usta. — Ale teraz idź na dół, do samochodu. I nic nie rób sam, bo kierowca czeka za kierownicą. Może cię usłyszeć.
Josh stęknął cicho, ale pokiwał głową i wstał z kanapy. Był cały gorący na policzkach, a w spodniach miał trochę sztywno.
— Dziękuję i do widzenia — zwrócił się jeszcze do Johna, po czym szybko wyszedł z salonu. Wręcz wybiegł.
— Naprawdę niczym wytresowane szczenię — skomentował gospodarz, kiedy drzwi za chłopakiem się zamknęły.
— Długo to zajęło, ale jak widzisz, teraz jest całkowicie uroczy. I posłuszny. Tylko że, John… — Mason oderwał plecy od oparcia kanapy i pochylił się do przodu, opierając łokcie o kolana. — Po co ci w ogóle ta wiedza? Ludzie dla ciebie pracują, są dość zdrowi, aby wiedzieć, co do nich należy. A tego Kaprana się pozbyłeś, co uważam za dobrą decyzję.
— Pozbyłem się go, bo nie mogę na niego patrzeć w zwyczajny sposób, nie pragnąc przy tym uprawiać z nim seksu. Popełnił błąd, zdradził mnie i dostał za to karę. Wszyscy popełniają błędy. Może ja też go popełniłem, zadurzając się w nim, ale nie mam na to wpływu. Możliwe, że dobrze zrobiłem… ale to nie zmienia faktu, że wciąż go chcę — John mówił spokojnie, chociaż jego oblicze było dużo bardziej ponure niż zazwyczaj. Jakby przyszedł z pogrzebu. — Jak ty byś się czuł, oddając Josha pod opiekę kogoś innego, z jakąś świadomością, że mu tam lepiej?
Mason westchnął ciężko i uśmiechnął się pocieszająco do gospodarza.
— John, nie ma we mnie krztyny takiego altruizmu. Nie oddałbym Josha, nawet jeśli nadal miałbym trzymać go na strychu i w zamknięciu.
Gospodarz uśmiechnął się lekko i skinął głową. Spojrzał na swoje dłonie, na swoje ponad czterdziestoletnie ciało skryte pod garniturem. Był zadbanym mężczyzną, ale… wciąż był mężczyzną. Josh przynajmniej był gejem, chociaż John uważał, że Mason i tak osiągnął duży sukces, w ten sposób wytresowując swojego podopiecznego.
— Może powinienem był wziąć z ciebie przykład. Trzymać go uparcie, dopóki nie znalazłbym sposobu, żeby go do siebie przekonać.
— Może. Nie jesteś jednak mną, a ten cały Kapran nie jest Joshem. Masz innych chłopców. Albo sprowadź sobie jakiegoś nowego. Może bardziej dzikiego, jeśli chcesz go dostosować pod siebie, tylko że wtedy zagwarantujesz sobie też więcej pracy — poradził Mason i wstał ze swojego miejsca. — A teraz, jeśli pozwolisz, pójdę już. Mały, podniecony szczeniak czeka na mnie w samochodzie.
— Dobrze ci się wiedzie, Mason — John również wstał i uścisnął jego dłoń. — W razie potrzeby, możesz znowu przysłać chłopaka do mnie. Mam ich tak wiele, że jeszcze jeden więcej nie robi różnicy.
— Jeśli będzie to konieczne, to chętnie skorzystam z twojej propozycji. Jesteś bardzo dobrym opiekunem. Twojemu nowemu pupilowi, jak już go sobie znajdziesz, będzie dobrze w twoim łóżku — uśmiechnął się pod nosem, odpowiadając na uścisk.
John również wymusił uśmiech, chociaż nie napawało go optymizmem słowo „nowy”. Wystarczyłby mu homoseksualny Percy Thornton…
— Miejmy nadzieję. Do zobaczenia. Rzeczy Josha powinny być już w samochodzie — dodał, odprowadzając gościa do drzwi, a kiedy te się za nim zamknęły, mężczyzna odetchnął ciężko. Cała ta rozmowa wywołała w nim dziwne odczucia. Z jednej strony dość ponure, ale z drugiej… czuł się, jakby trafił na coś… dużego.
Kiedy za rogiem mignął mu lokaj, szybko do niego podszedł i nakazał poważnie:
— Panie Kelly, do godziny chcę mieć u siebie elektronicznie bądź w formie papierowej jak najwięcej publikacji o tresurze i sposobach uczenia chorych i dzikich.
— Tak jest, proszę pana — odpowiedział mężczyzna uprzejmie i szybko zawrócił, aby wykonać rozkaz.
John za to pokierował się do części budynku przeznaczonej na basen, saunę i pomieszczenia łazienkowe. Potrzebował masażu. I jak niewielu podopiecznym pokazywał swoje naznaczone bliznami ciało, tak lubił czuć sprawne palce Jose na swoich plecach. Zamierzał teraz z tego skorzystać.

*

Percy siedział na łóżku w swoim nowym pokoju. Już drugi dzień był u nowej opiekunki i drugi dzień znowu powtarzała się ta sama sytuacja. Był sam na sam z dzienną dawką leku i jedyne co z nią robił, to trzymał ją w palcach, aby potem wstać i schować strzykawkę na dno nadal nierozpakowanej torby. Był rozgoryczony tym, gdzie się znalazł i nie do końca umiał to wyjaśnić.
John naprawdę zadbał o to, aby było mu wygodnie, a przynajmniej jeśli chodzi o materialne dobra. Pokój miał spory, z bardzo dużym oknem, które wychodziło na park. Nie było tu głośno, bo jego pokój znajdował się na drugim piętrze. Wcześniej też musiał tu mieszkać mężczyzna albo chłopak, bo całość była urządzona po męsku. Ściany granatowe, meble poszarzałe, a na ścianie nad niskim łóżkiem wisiał olbrzymi plakat w antyramie przedstawiający drużynę futbolową w akcji. Percy miał nawet swój komputer, żeby móc na nim pracować, wysoką szafę na ubrania i lustro zajmujące przestrzeń od podłogi aż po sufit. I jak gdy został tu przyprowadzony i z uśmiechem podziękował za tak ładne lokum, tak nie czuł się w nim w ogóle dobrze. Może był głupi, ale tęsknił za swoim poprzednim pokojem, za całą wielką rezydencją Johna Browna i… co by nie mówić, za nim samym. Ten jednak go wyrzucił. Bo nie był taki, jaki powinien być, do tego sprawiał mu problemy samą swoją osobą.
Czuł się głupi, że w ogóle myślał, że jest w stanie żyć inaczej. Że może być posłuszny, podążając za nowym porządkiem świata, że może być wierny jednemu panu. Teraz wiedział, że to nie ma sensu. Że musi spróbować inaczej. A początkiem tego była próba zdobycia pieniędzy. Z racji tego, że mu nie płacono, postanowił, że ograniczy ilość przyjmowanych zastrzyków, a następnie będzie je sprzedawał. Potem znowu spróbuje żyć na własny rachunek. Skoro tylko dla siebie był ważny, a dla kogoś innego zbędny…

*

Minął tydzień, od kiedy John Brown oddał Percy’ego pod opiekę swojej znajomej, Claudii Hobb. Każdego dnia brakowało mu widoku twarzy swojego byłego podopiecznego. Codziennie przy wspólnej kolacji patrzył na miejsce, które ten zawsze zajmował i za każdym razem bolało tak samo. Kiedy inni chłopcy czy dziewczyny wspominali imię Percy’ego, coś ściskało mężczyznę za serce. Nie miał pojęcia, że rozstanie będzie go tak boleć. Myślał, że najtrudniejszy będzie właśnie ten moment pożegnania… a tak naprawdę każdy kolejny poranek był coraz gorszy. Po siedmiu już nie wytrzymał i musiał dowiedzieć się, co słychać u mężczyzny. Nie konkretnie od niego, bo nie chciał bardziej napinać sytuacji i sprawiać, że będzie jeszcze bardziej bolesna. Więc kiedy upewnił się, że nikt mu nie przeszkodzi, usiadł z telefonem na łóżku w swoim wielkim apartamencie i zadzwonił do Claudii.
— Dzień dobry — przywitał się z nią, gdy ta odebrała. — Jak zdrowie i praca, Claudio?
— Och witaj, John, miło, że dzwonisz! — w słuchawce usłyszał jej lekko nosowy, ale przyjemny dla ucha głos. — Zdrowie jak zwykle dopisuje, nie śmiałabym powiedzieć inaczej, a praca… Też dobrze. Twój były pracownik się sprawdza. Nawet — dodała po krótkiej pauzie.
— Nawet? — John wychwycił zmianę w jej głosie i z lekkim niepokojem ściągnął swoje ciemne brwi. Jego twarz o ostrych rysach, długim nosie i wklęsłych policzkach ściągnęła się w napięciu. — Co masz na myśli?
— Jest bardziej nerwowy niż kiedy do mnie przyjechał, ale może to sprawa aklimatyzacji. Wywiązuje się i tak ze wszystkich swoich zadań, nie marudzi i jest posłuszny. Wydaje mi się, że dogaduje się z resztą moich podopiecznych, mimo swojego zamknięcia w sobie, ale zaręczam cię, John, wszystko jest pod kontrolą. Oddałeś go w dobre ręce.
— Wierzę w to. Dbasz o swoich podwładnych i jesteś w gronie moich najbardziej zaufanych przyjaciół — przyznał John. Nie oddałby Percy’ego w żadne inne ręce. To musiał być ktoś pewny. Ktoś, kto nie skrzywdziłby jego podopiecznego. Claudia Hobb była właśnie taką osobą. Jako zdrowa nie musiała wcale tak dużo pracować, wkładać tyle czasu, nerwów i serca w kancelarię broniącą nie tylko spraw innych zdrowych, ale i chorych, a i tak to robiła. Miała więc wszystkie przymioty, które stawiały ją w pozycji idealnej dla nowej pani Percy’ego. Jednak coś zaniepokoiło Johna albo zwyczajnie był przewrażliwiony. — Tylko martwi mnie to, co mówisz o jego nerwowości. Był bardzo spokojny i opanowany, nawet w ekstremalnych sytuacjach. Mam nadzieję, że to rzeczywiście sprawa aklimatyzacji.
— Nie widzę innej opcji, mój drogi. Codziennie dostaje lekki. Ma własny pokój, dostęp do siłowni, może wychodzić, więc nie brak mu atrakcji. Ma co robić, nie tylko przy komputerze dla mnie, ale też kiedy ma czas wolny. Jak mi o nim opowiadałeś, muszę ci szczerze przyznać, że obawiałam się, że będzie podrywał moje dziewczyny, ale nie mam z tym w ogóle problemu — wyjaśniła kobieta i na koniec lekko się zaśmiała.
John, nie wiedzieć, czemu poczuł dziwną ulgę. Percy nikogo nie podrywał? A myślał, że to będzie pierwsza rzecz, którą zrobi. W końcu nie ma pana za plecami, którego pociąga i który jest w stanie go zastopować. A jednak… nie robił nic?
— To dobrze. Cieszę się, że nie sprawia ci problemów. A jak spędza u ciebie swój czas wolny?
— Głównie siedzi w pokoju, czyta albo wychodzi na miasto.
— Dobrze. Jeśli sprawiałby ci jakieś problemy, bardzo cię proszę, byś dała mi znać. Wiem, że jest już twoim podopiecznym, ale znam go dobrze, więc w razie czego będę mógł pomóc.
Kobieta po drugiej stronie połączenia zaśmiała się ciepło.
— Och, John, za bardzo się martwisz. Już podjąłeś decyzję. Oczywiście zwróciłabym ci go, jeśli naprawdę byś tego chciał, ale jest mu tu dobrze. Masz wielu podopiecznych, którymi możesz się zająć.
John miał wrażenie, że każdy mu to powtarzał, a on wciąż nie myślał o innych podopiecznych, a o tym jednym, którego mu brakowało. Nie pomagało nic. Ani luksusowa pościel, na której właśnie siedział, nienagannie sprawująca się służba, dużo pieniędzy, rozkręcający się biznes… Brakowało mu tylko jednego. Percy’ego.
— Wiem, Claudio, wiem. I jeszcze raz dziękuję. Liczę, że dasz się zaprosić na lunch w któryś weekend. A teraz nie będę cię dłużej niepokoił. Oboje mamy zajmującą pracę.
— Nie niepokoisz mnie, mój drogi. Na rozmowę z przyjacielem zawsze znajdę czas. Odezwę się, jeśli będzie się coś działo, obiecuję. Chociaż przypuszczam, że z tak ułożonym mężczyzną jak Percy nie będzie żadnych problemów.
— Na to liczę. Powodzenia zatem i do usłyszenia — odpowiedział John, poczekał, aż kobieta odpowie i dopiero się rozłączył. Potem odłożył telefon na szafkę nocną i opadł na plecy na satynową, zieloną pościel. — Niech cię szlag, Percy… — szepnął i zakrył twarz przedramieniem.

22 thoughts on “Love Interest – 5 – Szukanie sposobów na szczęście

  1. Katka pisze:

    Basia, niestety John poszedł zasadą „to dla jego dobra”, chociaż wygląda na to, że oddanie Percy’ego nie jest dla niczyjego dobra… Bo nic dobrego z tego wyjść nie może. Niemniej, bardzo nas cieszy, że rozdział poruszył. Emocje przy czytaniu to podstawa!

  2. Basia pisze:

    Hej,
    buuu rozpłaczę się chyba, czemu Jonhy oddał Perciego, czy mu tam będzie lepiej, raczej nie… i tak jest bardzo rozgoryczony i ogranicza leki, a to może później spowodować wielkie szkody…. i ta scena przepiękna…
    Dużo weny życzę Wam dziewczyny…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Shivunia pisze:

    O. >> Jakby John chciał dobrać się do Josha, to Mason w swoich ładnych słowach kazałby mu spierdalać. I tak szczerze, czytałam kilka opini jaki to Mason be i niedobry. To oczywiste, że jest niedobry, to jego natura. A jego największą rozrywką jest onieśmielanie swojego szczeniaczka. Podjudzanie go, straszenie, że go weźmie publicznie, to super zabawa wg niego. Ale z drugiej strony Josh jest jego i tylko jego, więc maaaaaaaało prawdopodobne, aby ktoś mógł więcej niż posłuchać przez ścianę, czy zobaczył coś więcej niż grę wstępną. To tyle w kwestii Masona. W końcu on wyznaje zasadę „połamie ci ręce i nogi, abyś był bezpieczny i nie wychodził z domu gdzie możesz zginąć”, czyli „opowiem wszystkim jak cie pieprzę abyś się słodko speszył, ale kutasa urwę temu który coś ci spróbuje zrobić”. Mason jest dupkiem i chamem, ale bez przesady, nie dzieli się swoimi… zabawkami XD

  4. O. pisze:

    A co jeśli Mason pokazując jak pieprzy Josha na oczach Johna, temu by stanął i chciałby zapiąć Josha od przodu? Albo żeby nasz Psiaczek ręką mu pomógł? Mason dalej by taki skory był do pokazywania jak to można wytresować Chorych? ;ooo
    Ale przynajmniej John i Percy mogą za sobą zatęsknić, choć w przypadku Percy’ego powinien być chyba użyty cudzysłów?

  5. Katka pisze:

    Tess, „Jakby Johnowi naprawdę zależało na Percym to by znalazł jakieś inne, mniej krzywdzące sposoby.” – z jednej strony się zgadzam, bo podjęcie tresury to trochę jednak podporządkowanie całkowicie pod siebie z równoczesnym zignorowaniem naturalnych odruchów drugiej osoby, ale z drugiej de facto John nie ma innego wyboru niż właśnie jakieś wyuczenie w Percym tego pragnienia bliskości. Nie no, właściwie mógłby nic mu nie robić, ale wtedy by chyba usychał za każdym razem, jakby patrzył na niego i wiedział, że nawet nie może go dotknąć. A w tym momencie to jest jedna z najbardziej skutecznych metod. Ale, ale, zobaczymy, może uda się to zrobić całkiem inaczej… Nigdy nie wiadomo, jak się potoczą kolejne wypadki. Hehe, a Mason zrobił pokaz, faktycznie i Josh jest całym sercem z Tobą, że woli takie rzeczy robić tylko w obecności Masona (ile to razy ubolewał nad tym, że może ich słyszeć Robert albo Anna nagle wejdzie). No ale John sam się prosił i Mason chciał mu udowodnić, że się da.

    Desire, oj zdecydowanie John nie jest za torturowaniem. Użycie siły w ogóle nie wchodzi tu w grę. Nie ma zamiaru skrzywdzić Percy’ego. No i też trzeba wziąć poprawkę na to, że rada Masona wcale nie musi mieć dobrego przełożenia na Percy’ego, mimo że na Joshu jego metody sprawdzają się idealnie. Każdy człowiek jest w końcu inny. Och i John też chciałby, żeby Percy był całkiem oddanym i grzecznym chłopcem…

  6. Desire pisze:

    Jej, no robi się coraz ciekawiej…
    Ciekawe czy John zastosuje rady Masona, w sumie to mogłoby wyjść bardzo fajnie, ale nie sądzę, żeby posunął się do bardzo brutalnych metod. On chyba woli upokarzać niż torturować :D
    Ale mam nadzieję, że się szybko sprawa wyjaśni i nasz Kapran będzie już grzecznym chłopcem i całkowice oddanym Johnowi ;)

  7. Tess pisze:

    Jest późno, więc się streszczę.
    Niby rozumiem tę dobrą wolę Johna, ale i tak mnie to wkurza. Wybrał najłatwiejszą drogę. Cierpliwość by go nie zabiła… Chyba ;)
    Dopiero po przeczytaniu komentarzy zwróciłam uwagę na to, że jak Percy nie bierze leków, to rzeczywiście może stać się dzikszy i jego instynkt weźmie górę, no i wiecie… Może już tak nie zwracać uwagi na płeć, kiedy będzie bardziej pobudzony.

    Najbardziej to mi się ta cała tresura nie podoba. Jakby Johnowi naprawdę zależało na Percym to by znalazł jakieś inne, mniej krzywdzące sposoby.
    Tresura nie kojarzy mi się niestety z niczym dobrym, więc mam nadzieję, że jednak John ma trochę rozumu we łbie.

    No i popieram SilencedUnknown.
    Mason zachował się okropnie w stosunku do Josha. Lubię tę parę, ich seks, nawet ich relacje, ale teraz przegięła się pałka, że tak powiem.
    Poniżanie jest fajne (jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało), ale tylko jeśli są we dwójkę. Takie chamskie zachowanie przy innych jest mocno nie na miejscu.
    Skojarzyło mi się to niestety z typowym „kozaczeniem” xD

    No cóż, chyba jak wszyscy nie mogę doczekać się następnego rozdziału! Zobaczymy co z tego wyniknie ;)

  8. Katka pisze:

    Agata, taki pojazd dzisiaj po Johnie! A on chciał dobrze… Tak, wiem, nigdy nie wychodzi dobrze, jak się chce dobrze. Smutno, smutno, no nie wiadomo, co z tego przedsięwzięcia wyjdzie… :(

    Xyz, masz rację co do Percy’ego – ostatnio wydawało się, że chciał spróbować, nauczyć się być z Johnem, ale niestety to wszystko działo się w jego głowie i mimo jego działań John nie wiedział tego wszystkiego. Cały czas był przekonany, że Percy się przy nim zwyczajnie męczy. Więc wpadł na najprostszy sposób, żeby go przed sobą uchronić – oddać go. Bo wie, że jakby trzymał go w domu, to nie mógłby się opanować. Czy to egoizm, czy nie, nie mnie oceniać. Ale zdecydowanie się „sypie” :( I bardzo mnie cieszy, że komentarz emocjonalny! Miło nam, że rozdział poruszył.

    SilencedUnknown, myślę, że przez to, że czytając Savage Virus i Love Interest, wchodzimy w ten świat i wszystkie zasady jakie się tam potworzyły przyjmujemy za dobrą monetę, czasem nie widać tego, jak zachowanie zdrowych (dzikich zresztą czasem też) odchodzi od wszelkich norm moralnych czy ludzkich odruchów i zachowań. A widzisz, Ty jednak zwróciłaś uwagę na to, że to nie było za bardzo fair. W jakimś stopniu oczywiście się zgadzam, bo Mason wykorzystuje jak może tę swoją władzę (co w sumie jest sexy XD) i nie zawsze w porządku wobec Josha (dobra, bądźmy szczerzy, większość tego wykorzystywania była BARDZO nie w porządku wobec Josha XD), ale Josh z kolei wniknął już w te zasady i dla niego jest to raczej naturalne. Więc to słodkie, że denerwujesz się za niego XD Mam wrażenie, że moja wypowiedź jest mega chaotyczna… no ale zwalam na porę. Och, a co do Johna, może i będzie bardziej rozsądny z czasem… ale teraz nawet nie bardzo może coś zrobić z Percym, bo ten nie jest już jego :( Pożyjemy, zobaczymy… Pozdrawiam również cieplutko!

  9. SilencedUnknown pisze:

    Przyznam, że serducho zabolało jak go wywalił… nie spodziewałam się tego za nic w świecie… Znowu nie mam pomysłu jak to wszystko się potoczy..^^
    Ech i ta sytuacja z Joshem i Masonem… Cóż… Chyba nie powinnam się do tego odnosić, bo czuję, że natrafiłyście na mój czuły punkt… Ale i tak to zrobię :P Bardzo nie podobało mi się jak Mason się zachował. Miałam realną ochotę wejść tam do ich świata i mu przyłożyć. Nie lubię takiego obscenicznego zachowania i pokazywania jakiej to nie ma się władzy, kosztem uczuć drugiego człowieka. I nawet jeśli tamten się podniecił, to nie podoba mi się taka prezentacja swojej „pozycji” czy cokolwiek.
    Nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić jak wiele uczuć tym we mnie wzbudziłyście, a komentarz do tej sytuacji piszę już trzeci raz. I ja wiem, że przecież Josh nie jest taki do końca… „człowieczy” i w ogóle.. ale normalnie tak mną ta sytuacja.. wstrząsnęła (?), że koszmar… Może to kwestia mojego złego nastroju dzisiaj?
    I niech no tylko John spróbuje tak robić z Percym to chyba mu flaki wypruje(oczywiście nie bierzcie sobie tego do serca.. tasak w mojej dłoni wcale a wcale nie świadczy o mojej jawnej wrogości do tego pomysłu). A tak serio to przecież, nie moje opko, więc jako przykładny czytelnik, wpieram was w kontynuacji i niemalże obgryzam paznokcie i liczę jednak na aktywność rozumu Johna, który znajdzie rozsądniejszy sposób na „oswojenie” Percy’ego.
    Ale to wszystko powyżej nie zmienia faktu, że jak Tigram, gdybym tylko mogła to bym użyła bonu, żeby móc przeczytać kolejny rozdział.. albo i następne kilkanaście :P
    Ech.. tyle emocji :D
    Pozdrawiam! ;)

  10. Xyz pisze:

    Witam,
    Po przerwie i przeczytaniu 3 ostatnich rozdziałów na raz nie mogę wprost uwierzyć w to co się stało… Bardzo smutny rozdział. Samo zachowanie Percego ostatnim razem jak byli w łóżku wydawało się tak jednoznaczne, że chce próbować, że dobrze mu w tym domu, że chce się uczyć i że bardzo chce zostać. A ty wszystko się sypie, w moich oczach za sprawą egoizmu Johna, który nie pytał się o zdanie tylko sam stwierdził ‚Ja Pan decyduje, że tak Tobie dobrze będzie’. Sam też się z tym źle czuje, ale niczym Konrad z ‚Dziadów’ „cierpi za miliony”- sam sobie przypisał tą funkcję, a Percy’mu wartość. I niech cierpi, ma za swoje. Tylko szkoda, że to odbija się na innych.
    Strasznie dziwny i emocjonalny wyszedł mi ten komentarz. Może jak emocje opadną napisze coś bardziej konstruktywnego, ale muszę dać sobie czas.
    Pozdrawiam

  11. Agata pisze:

    Ale to był smutny rozdział! :c Jestem cholernie zła na Johna, jak on mógł go oddać? Szlag by go trafił! T.T Boję się, że drama niezła z tego wyjdzie i Percy’emu coś się złego stanie. A John potem będzie się obwiniać. A niech się obwinia, bezmózg jeden! :c

  12. Katka pisze:

    Kaczuch_A, haha, mam nadzieję, że rozdział Ci się spodoba i nie pożałujesz, że zamówiłaś go wcześniej. „Wydaje mi się, że to tylko jego chwilowe załamanie po prostu” – jak najbardziej jest to możliwe. Myślę, że widać było, jaki był tym sfrustrowany i przytłoczony, więc chyba mu się nagromadziło i po prostu zdecydował trochę zbyt raptownie.

    Liv, wszystko się rozchodzi o brak szczerej rozmowy… Taaa, coś zdecydowanie ich łączy, choć wciąż uważam, że Ryan i Lenny plus Nick i Maverick to mistrze w braku komunikacji. Ale tutaj też by jej nie zaszkodziło, przyznaję. Czasem nawet lepiej coś wykrzyczeć niż chować w sobie. No i jak to dobrze, że Josh zrównoważył cały dołujący nastrój XD

  13. Liv pisze:

    To ich zamotanie ze sobą i uczuciami do siebie aż przypomniało mi parę Mavericka i Nicholasa z ATCL. Też wszystko dlatego, że nie potrafią normalnie szczerze rozmawiać. I nie mam na myśli godziny spędzonej na wyznawaniu sobie uczyć, tylko zwyczajne „Tak, chcę tak”, „Nie, tego nie chcę”. Uwaga, mądrość: choćby nie wiem jak ktoś kogoś kochał, w myślach czytać nie potrafi ^^
    Jasne, wiem że Percy ma niższą pozycję i należał :’c do Johna, ale teraz przez te kiełkujące, buzujące uczucia jest jeszcze bardziej zraniony…
    Ale kminy mi wyszły, oj bo ten rozdział zwyczajnie był dramatyczny i gdyby nie wstawka Josha (aaiiigghgdhfghds*o*), to byłoby chyba aż za źle wszystkim.
    :)

  14. kaczuch_A pisze:

    O matkomatkomatko~! <3 Jestem w raju~! Zobaczymy gdzie będę jak przeczytam xD Nie da się Johna potępić za to co zrobił. Na dobrą sprawę mógł już się go dawno pozbyć, ale tego nie zrobił i się męczył. To tylko pokazuje jaką silną miał wolę. Wydaje mi się, że to tylko jego chwilowe załamanie po prostu, ale ale nie gdybam biorę się za czytanie~! I oj taaak bardzo się nakręcam~!

  15. Katka pisze:

    Illita, tak jak pomysł Johna, żeby go oddać, był kiepski, tak pomysł Percy’ego, żeby nie brać leku jeszcze gorszy. Oni obaj mają problemy z właściwą oceną sytuacji. „I chyba to jest najgorsze, że po prostu odsunął od siebie problem zamiast coś z nim robić.” – racja, to zawsze jest najgorsze, bo de facto nic nie zmienia, a człowiek i tak tłamsi w sobie emocje związane z tym problemem. Na dobre im to raczej nie wyjdzie. Hehe, a Joshek jest od tego, by być słodkim XD

    Kaczuch_A, jasne, że możesz wykorzystać, to Twoja nagroda! Jak najbardziej :) Wyślę Ci go zatem na maila, którego tu masz wpisanego :) A co do Johna i jego postępku – fajnie, że mimo wszystko wydaje się Wam to zrozumiałe (sama nie wiem, jak bym na jego miejscu postąpiła, ale na pewno jego pomysł przyszedłby mi do głowy). To najprostsze rozwiązanie, ale jak widzisz, nie zostało odebrane przez Kaprana tak, jak powinno. Och, och, i bardzo się cieszę, że opowiadanie coraz bardziej nakręca! :D

  16. kaczuch_A pisze:

    Shivunia, Katka mam sprawę przy ostatnim konkursie fanartowym za swoją „grzeszną tęsknotę” otrzymałam od Was kupon na 9 dni wyprzedzenia, czy mogę go zrealizować przy LI~? *.*

    Normalnie łezka się w oku zakręciła, normalnie smuteczek na cały dzień, matko, jak John mógł Percy’ego wyrzucić. Chociaż z jednej strony go rozumiem, ale boję się że z tego wyjdzie jeszcze coś gorszego. Percy może zdziczeć i nie będzie happy endu. A poza tym Percy na pewno do Johna będzie miał żal, ogromny żal o to, że go wyrzucił. I jak go przygarnie z powrotem to będzie drama. Z rozdziału na rozdział coraz bardziej popadam w zachwyt nad tym opowiadaniem. Chcę więcej~!

  17. Illita pisze:

    Tak mi teraz… smutno :( Jak on mógł go tak po prostu oddać… Zranił Percego i to widocznie mocno… Wyczuwam duże problemy z tym pomysłem o sprzedawaniu leków, oj Percy, to taki zły pomysł D: John, nie przemyślałeś tego, poszedłeś na łatwiznę. I chyba to jest najgorsze, że po prostu odsunął od siebie problem zamiast coś z nim robić. I będzie to miało opłakane skutki… Ale za to scena z Joshem była taka słodka, taki malutki, uległy szczeniaczek <3 "Mały, podniecony szczeniak czeka na mnie w samochodzie." Oh oh oh! Prawie zaczęłam piszczeć <3 Uwielbiam ich tak bardzo!

  18. Katka pisze:

    Liv, tak, jakby Mason kazał i jakoś odpowiednio… dyplomatycznie to rozegrał, to pewnie Josh dałby się przelecieć na oczach Johna, chociaż wydaje mi się, że to już mocno przekraczałoby jego granice, więc pewnie Mason musiałby częściowo użyć siły. Ale cóż, wiadomo, że ma duży wpływ na Josha. Ach, ta fizyczna perswazja…
    Taaa… uszczęśliwianie na siłę. John widział w tym plusy i wydaje mu się, że mimo początkowego cierpienia to im obu wyjdzie na dobre. A już szczególnie Percy’emu, który teraz nie będzie się musiał z nim „męczyć”.
    Hehe, a porównanie Josha do dziecka ma coś w sobie. Hierarchia tu odgrywa bardzo dużą rolę i trudno by mu było zachowywać się na równo z Masonem i Johnem. Już ma wbite do głowy, że jest kimś na niższym szczeblu i że ci wyżej mają nad nim władzę, więc wstyd i obawa w nim siedzą.

    Tigram, tak, w takich chwilach chyba najbardziej boli oczekiwanie na następny rozdział XD I oczywiście prawda, jeśli Percy dłużej będzie bez leku, wirus zacznie dominować i odciskać swoje piętno na jego ciele. Wielu chyba na miejscu Percy’ego by się też poczuło tak jak on :( John niewiele wyjaśnił, choć z drugiej strony starał się, a może zwyczajnie miał nadzieję, że ten zrozumie, że robi to dla niego. Ale to nigdy nie wychodzi tak, jakby się chciało… i motywy często są odebrane pokrętnie.

  19. TigramIngrow pisze:

    Ale z drugiej strony jak Percy się wypości i zdziczeje to John będzie miał pole do popisu w kwestii tresury. Ale normalnie aż mnie telepie z tej głupoty Johna, co jednak rozumiem, co nie zmienia faktu że nie zgadzam się totalnie! To się nie godzi tak robić! Strasznie mnie to zabolało. Kurde -.-
    Percy całkiem słusznie się poczuł zdradzony i wyrzucony. Też bym to tak odebrała.

  20. Liv pisze:

    Po pierwsze, no muszę… Josh i Mason! :>
    Przez chwilę myślałam, że naprawdę Josh da się przelecieć na oczach Johna. W sumie pewnie dałby, gdyby Mason mu kazał.. To niesamowite, jak ślicznie dał się wytresować, co nie? ^^ Ale aż troszkę tęsknię do tego dzikiego, wyszczekanego Josha, tamte seksy, mrrr c:
    A z Percy’m robi się coraz ciekawiej, aż serduszko mi ścisnęło, gdy wyszedł trzaskając drzwiami od Johna.. Teraz nie ma już nikogo i trochę dziwię się Johnowi. Rozumiem jego altruizm, ale miłość aż tak ściskała go za serce i usta, żeby nawet nie mógł wyjaśnić Percy’emu, że wcale nie został wyrzucony, że niczym sobie na to nie zasłużył i że jest z niego dumny? No i uwielbiam, kiedy ludzie uszczęśliwiają innych na siłę. Toż John mógł zapytać, fuuck. W sumie pewnie siebie też chciał „uszczęśliwić”, bo powinno być łatwiej, co nie? Bez Percy’ego. Ale z drugiej strony, taka rozłąka dobrze im może zrobi. Ogarną się jakoś, a Percy zobaczy, ile tak naprawdę John dla niego znaczy. I że się nie podnieca na widok lasek u Claudii, która polubiłam nawiasem mówiąc. ^^
    Dramatycznie…
    W ogóle Mason to taki bad boy nawet przy Johnie, który wydawałoby się zupełnie nie pasuje na jego przyjaciela. Starszy, poważny, schludny, w garniturze… A on nawet rozważa jego rady w tresurze podopiecznych. Mogę tylko napisać, że zazdroszczę Masonowi pewności siebie, charyzmy i perswazji (hihi).
    A Josh mi się skojarzył troszkę z takim małym czymś, co wiecie, mama woła to to do salonu, są goście, a to to staje w progu, gapi się, wsuwa kciuk do buzi i chowa się za mamą. Mama „No to to, przywitaj się grzecznie. Jesteś przecież grzecznym dzieckiem, tak?” No to to to wyskakuje zza matczynej spódnicy, „Dzień bobry!”, i z powrotem. A potem wyłania się głowa i palcami szarpie mamę za rękę, bo się to to wstydzi. No a teraz zmieniam sobie to to na Josha, matkę na Masona, gości na Johna, a powiedzenie ładnego „Dzień dobry!” na obsceniczny rumieniec i twardy zakolczykowany chuj, ale wszystko pod rozkaz Masona. :3
    No tak.
    Mam nadzieję, że John się ogarnie, bo Percy tam uschnie bez niego.

  21. TigramIngrow pisze:

    Ale po chuju fest… Ja pierdzielę, ale się pokiełbasiło i w ogóle…! Borze szumiący, aż szkoda że nie mam bonu na kolejny rozdział bo jak nic bym go wykorzystała w tym momencie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s