Bonus Sylwestrowy 1 – Ciężki wybór

Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim! :) Dziękujemy Wam, że z nami byliście przez 2014 rok i mamy nadzieję, że będziecie w 2015! Na pewno postaramy się Was tu zatrzymać :) A tymczasem przedstawiamy Wam bonus sylwestrowy – miał być romans… i postarałyśmy się, żeby miało trochę melodramatu w sobie XD Sami poczytajcie. A i niespodzianka dla Was, że bonusik dzisiejszej nocy będzie jeszcze jeden… :) Mniejszy, ale mamy nadzieję, że się Wam spodoba :)

*****

Dali mu warunek. Jeżeli do końca roku nie uczyni krzywdy żadnemu z pobratymców, będzie mu dane pozostać w stadzie na równych zasadach. Żyć wśród sfory, polować z nimi, dzielić kwaterę i spędzać posiłki. Były jednak dwa minusy tego całego układu danego przez Alfę. Po pierwsze… ostatnią noc tego roku miała być pełnia, a on wiedział, że w formie wilkołaka powstrzymanie swoich morderczych żądzy jest stokroć trudniejsze. Po drugie… nie był pewien, czy mu zależy. Kiedy rozmawiał o tym z Alfą, kiedy widział w jego oczach łaskę, nadzieję i sympatię, chciał to zrobić dla niego. Pokazać, że jest w stanie być w jego stadzie. Że na to zasługuje. Ale poza nim nie miał innej motywacji. Większości wilkołaków zwyczajnie nie trawił, a na czele tej znienawidzonej grupy była Arline. Wszyscy aroganccy, podchodzący do niego jak do wyrzutka. Czy nie lepiej byłoby mu samemu? Wiedział jednak, że jeśli nie zawalczy o swoje stado, o miejsce w jego szeregach, nigdy nie będzie bezpieczny, zawsze narażony na niebezpieczeństwo. Sam. Tak prawdziwie sam. Tego bał się jak niczego innego.
Ziewnął, przetarł powieki i szedł dalej przez las na skraju miasteczka, a dokładnej terenów swojej wilczej sfory. Lubił to miejsce, bo było tu spokojnie, ludzie też się tu nie zapuszczali, a nieopodal był nawet mały stawik. Cisza, spokój, nikogo innego wokół. Tylko on i jego myśli.
Kiedy usiadł pod jednym z drzew, w cieniu, dopiero zauważył, że po przeciwnej stronie stawiku coś jest. Najpierw leżące ciało pomylił z jakimś konarem, ale po chwili zobaczył, że kształt ma ewidentnie wilczy ogon, którego końcówka moczyła się w wodzie stawiku. Reszta szarego wilczego ciała leżała, wygrzewając się na słońcu.
Ściągnął brwi i wpatrzył się w zwierzę. Intuicja mówiła mu, że to nie był żaden członek ich stada. A to mogło oznaczać tylko jedno: wilk należał do jednej z dwóch sfor, które z nimi graniczyły. Niestety… żadna nie była wobec nich przyjacielska.
Bardzo cicho podniósł się z ziemi i spokojnie sięgnął do paska pod koszulą, przy którym miał schowany nóż. Co prawda ciuchy, które obecnie miał na sobie, nie były zbyt dobrze przystosowane do walki. Koszula chyba trochę za mocno opinała mu się na ramionach, bo ostatnio więcej ćwiczył. No i białe jeansy, które hamowały wiele ruchów. Mimo to aż szkoda było nie wykorzystać okazji. Zaczął więc powoli obchodzić stawik i skradać się do wilka.
Ten wyglądał, jakby spał, ale kiedy człowiek zbliżył się dość blisko, uniósł łeb, postawił uszy i spojrzał na niego pytająco złotymi oczami. Jakby pytał, co ten tu robi w takie ładne popołudnie.
Liam zastygł. Przez myśl mu przeszło, dlaczego ten wilk patrzy na niego tak łagodnie. Musiał wyczuć w nim wilkołaka. Musiał.
Dłuższą chwilę mierzyli się spojrzeniami, aż w końcu Liam zrezygnował z bojowej postawy i wyprostował się. Również nóż wyciągnął zza pleców i trzymał go teraz luźno, wzdłuż ciała, ale na pewno na widoku.
Złote oczy spojrzały na ostrze i dopiero wtedy wilk podniósł się ze swojej leżącej pozycji. Jego wzrok nie spuszczał ostrza z widoku. Łeb się pochylił, a szary wilk cofnął się o dwa kroki w obliczu wrogiej postawy niespodziewanego gościa na tej zielonej polanie.
Nie chce walki… — wywarczał nisko, ale i ustępując pola mężczyźnie z nożem.
— Nie chcesz walki? Jesteś wilkiem, a ja jestem wrogim ci samcem — Liam odpowiedział i ostrożnie zbliżył się do niego o krok.
Nie… bo walka nic nie rozwiąże. — Wilk o lśniącej jak srebrne ostrze sierści znowu się cofnął, ale jego zęby i tak ostrzegawczo się obnażyły.
— Będzie o jednego z nas mniej — Liam zauważył, mocniej ściskając rękojeść, zginając delikatnie kolana i podążając naprzód.
I co to da? — Wilk znowu spytał, ale już nie cofnął się, tylko zatrzymał, mocniej strosząc futro i napinając się w gotowości na ewentualny atak. Był gotów do obrony własnego życia.
— Któraś z naszych sfor zyska pewną przewagę — Liam wyjaśnił spokojnie, po czym westchnął, opuścił nóż i rozłożył ramiona z rezygnacją. — Naprawdę muszę takie rzeczy tłumaczyć takiemu dużemu psiakowi? Nie uczą was tego w przedszkolu?
Obcy wilkołak przekręcił głowę pytająco, czy na pewno jego przeciwnik odpuszcza. A uznał, że najwyraźniej tak, bo jego postawa znacznie się rozluźniła. Otrzepał się nawet bardzo psio i usiadł na miękkiej trawie, przyjemnie rozgrzanej przez ostre słońce. Ta sielankowa sceneria wydawała się wpływać na załagodzenie agresywnych pobudek. Jakby tylko śpiew ptaków, delikatne pluskanie wody, gdy jakaś żabka wzburzyła wodę i szum wiatru między drzewami usilnie chciały sprawić, by tak właśnie pozostało, by ta dwójka nieznanych sobie istot pozostała wobec siebie pokojowa.
Uczą… ale czemu mam się z tym zgadzać? — zapytał wilk.
— Bo zasady twojej sfory powinny być twoimi zasadami…
Ty zgadzasz się z każdą zasadą swojej sfory? — Wilk wyśmiał go delikatnie i wstał. Zaczął obchodzić tego jasnowłosego mężczyznę o specyficznie znużonym, choć czujnym spojrzeniu. — Zresztą, czy tak bardzo znasz moją sforę jak ja?
Liam stał w miejscu, prawie nieruchomo, bo oglądał się za Conallem, coraz bardziej zaintrygowany. To nie był szczeniak, oj nie. Ewidentnie młody wilk, ale już na tyle dojrzały, by rozumieć, co się wokół działo. Musiał być świadom walk pomiędzy ich sforami, sporów o teren, mordów, jakie co raz któraś ze stron uskuteczniała i ilości przelanej krwi na tej pięknej, walczącej o swoją niewinność ziemi. A jednak było w nim coś… niewinnego. Zupełnie tak, jak w otaczającej ich naturze.
Niewiele myśląc, wyciągnął rękę, by końcówkami palców dotknąć puszystego futra wilka, a ten, kiedy tylko to poczuł, zatrzymał się. Spojrzał na blondyna w białych spodniach i znowu usiadł.
Jak się nazywasz? — spytał, jakby gest był najzwyklejszą rzeczą na świecie.
— Liam…
Ja jestem Conall. Miło mi cię poznać, Liam. — Uśmiechnął się oczami, a jego ogon poruszył się na boki jak u zadowolonego psa.
Liam przez to uniósł wyżej brwi. Czy naprawdę rozmawiał z wrogiem?
— Co tu robiłeś? — zapytał, żeby poukładać to sobie w głowie.
Brałem kąpiel, a potem suszyłem futro na słońcu. A ty? Chciałeś pozwiedzać peryferia, czy zaniedbujesz zadania strażnika? — Łeb o złotych oczach przekręcił się na bok.
— Spacerowałem — mężczyzna wyjaśnił i kucnął przed wilkiem. Nóż trzymał w pogotowiu, ale chciał spojrzeć bliżej w oczy Conalla. Były takie specyficzne. — Nie jesteś tu jakąś przynętą…? — zapytał i rozejrzał się.
Wilk zaśmiał się szczekliwie i zaprzeczył.
Nie. Urwałem się, aby trochę odpocząć. Jak ty, najwyraźniej — wyjaśnił, siedząc cały czas w miejscu. Oblizał krótko nos, którym zaraz zaczął obwąchiwać Liama.
Mężczyzna za to kucał sztywno i patrzył na niego. Sam wyciągnął głowę, by wciągnąć jego zapach prosto z futra. Był bardzo przyjemny, rześki i wciąż pachniał wodą ze stawu, w której wcześniej wilk musiał się kąpać.
Naraz poczuł mokry język na policzku, a zaraz po tym młody wilk odskoczył i stanął w pozycji gotowej do zabawy.
Liam podniósł się powoli i schował nóż do pokrowca przy pasku. Nie był pewien, w jakiej sytuacji się znalazł, ale już widział na sobie karcące spojrzenie Alfy, któremu nie spodobałoby się, że zamiast zabić wroga, przygląda mu się i obwąchuje go. Wciąż też wydawało mu się, że ten niewinny wilk został tu wysłany jako przynęta, a za chwilę zza drzew wyskoczy cała sfora, aby rozerwać go na strzępy zębami.
— Czego chcesz? — spytał niby lekceważąco, jakby nie wiedział, że Conall chce się bawić.
Poznać cię — ten odparł od razu i stanął prosto, aby znowu zaraz pochylić się do przodu i zachęcić go do zabawy. — Nie zmienisz się?
— Nie mogę. Mam zakaz używania wilczej formy poza pełnią księżyca.
Czemu? — Conall przekrzywił głowę pytająco, zbliżając się ostrożnie do blondyna.
— Nie twoja sprawa — Liam odpowiedział z większym dystansem. To nie był interes tego wilka, zresztą jego sfora mogłaby wykorzystać wszelkie informacje, gdyby coś zdradził. A może właśnie po to był tu ten psiak? Na tę myśl Liam ściągnął brwi, szybko wyszarpnął nóż z pokrowca i rzuciwszy się na wilka, przygniótł go swoim ciałem do ziemi, a nóż przystawił mu do szyi. — Kim jesteś w swoim stadzie? — syknął.
Conall pisnął, szarpnął się pod nim i ze strachem w złotych oczach spojrzał na ściągniętą w napięciu twarz mężczyzny.
Co? Czemu o to pytasz? Zejdź ze mnie!
— Jesteś szpiegiem? Informatorem? Umiesz się w ogóle bić? — Liam zmarszczył się bardzo nieprzyjemnie. Nie mogli ot tak pozwalać temu gówniarzowi chodzić na granicę, skoro był takim łatwym celem, na jaki wyglądał!
Umiem, ale nie lubię! Zejdź ze mnie! Nikomu nie powiem, że cię widziałem przecież, zejdź! Proszę! — Conall pisnął, starając się wyrwać, ale Liam trzymał go mocno. Był nisko pochylony nad wilkiem, patrzył na jego pysk z bliska i wręcz zapatrywał się w te złote oczy.
— To co ty tu robisz? Machasz ogonem, szczerzysz się… Nie boisz się? Znalazłoby się wielu z mojej sfory, którzy zwyczajnie by cię tu zagryźli.
Conall zawahał się i widać to było w jego oczach. Moment tylko oddychał i patrzył na napastnika.
Umiem się obronić, ale nie lubię walki. Nie chcę jej, jeśli nie jest konieczna. A teraz nie jest konieczna.
— Sugerujesz, że nie jestem w stanie wbić ci noża w krtań…? — Liam pochylił się jeszcze niżej, niemal stykając się nosem z jego mokrym.
Jesteś… ale nie chcesz — Conall zaryzykował i wyciągnął język, liżąc nim nos mężczyzny od spodu.
Wywołał tym bardzo specyficzne ciarki na ciele Liama. Przyjemne jak łaskotanie ciepłego wiatru na nagiej skórze. Adrenalina też jakoś mocniej zadziałała w jego ciele. Odetchnął głęboko i zerknął pytająco w oczy wilka. Po czym podążył za potrzebą, pochylił się niżej i przesunął twarzą po jego futrzastej szyi.
Conall zapiszczał prosząco, a jego pazurki przesunęły się po trawie, kiedy wyciągnął się pod przygniatającym go mężczyzną.
Nie chcę cię skrzywdzić… Ty… też nie, prawda?
Najpierw usłyszał głośniejsze westchnienie, potem poczuł, że nóż odsuwa się od jego ciała, a wilk nad nim przesuwa nosem po jego futrze.
— Nie wydajesz się zasługiwać na śmierć.
Nie? — młodszy wilkołak spytał, a Liam poczuł, że jego ciało pod nim się zmienia. Powoli traci futro, w które tak chętnie wsuwał palce. Zamieniał się w człowieka.
A kiedy przed oczami Liama pokazał się chłopak, śliczny, bo śliczny, ale chłopak, mężczyzna stracił rezon. Wydawało mu się bardziej naturalne, kiedy dotykał wilka, wąchał go, ale nagiego młodzieńca… już chyba nie. Chyba. Bo z drugiej strony w środku czuł, że tego jego ciało pragnie. Umysł w sumie też…
— Chyba nie — odpowiedział niby spokojnie, nie zabierając dłoni z jego boku.
Conall, który leżał pod nim, zmierzył go spojrzeniem. Nadal miał tak łagodne, złote oczy jak w wilczej postaci, ale teraz jego twarz otaczała burza ciemnych włosów.
— Chciałbym cię poznać, abyś nie musiał się wahać…
Liam odetchnął cicho i delikatnie przesunął palcami po jego żebrach. Co się z nim działo?! Czuł, jakby Conall przyciągał go do siebie niewidzialną siłą. Tonął w jego złocistych oczach.
— Bądź tu jutro w nocy — szepnął, wycofując się. — Będzie więcej czasu i swobody.
Conall zamruczał potakująco, nadal leżąc na trawie. Był nagi i lekko uśmiechnięty, kiedy z nadzieją patrzył na Liama.
— Będę czekać — zapewnił, a jego klatka piersiowa unosiła się głęboko i szybko. Był lekko zarumieniony.
Kiedy mężczyzna uniósł się i spojrzał na niego z góry, wszystko w środku chciało pchnąć go z powrotem na tego chłopaka. By go dotknąć i poczuć każdym zmysłem. Ale był środek dnia. Wolał spotkać się pod ukryciem z granatowego, nocnego nieba.
Nie powiedział już nic. Wymienił tylko jedno spojrzenie z tym nieznanym, wrogim wilkołakiem i zniknął między drzewami.

*

Conall miał fatalny humor. Siedział w swojej wilczej postaci nad wodą, przy której spotykali się z Liamem po kryjomu już jakiś czas. Patrzył na swoje oblicze z niesmakiem i zastanawiał się, co ma ze sobą zrobić. Ze sobą i swoim związkiem z wilkiem z wrogiego stada. Dziś jego matka obwieściła mu, że będzie musiał związać się z jedną z samic, aby w końcu były szczenięta w stadzie. Że potrzebują, aby było liczniejsze, nawet jeśli nie będą to młode pary alfy. Chcieli zdobyć większe wpływy, nieważne jakimi sposobami. Conall się z nimi nie zgadzał. Wolał żyć zgodnie z własną naturą, a nie naturą jego stada, która zresztą była bardzo zachłanna. Niezgodna z tym, co czuł, gdzie pchał go wilczy i ludzki zew.
Słyszał ponure pohukiwanie spomiędzy drzew i co raz głośniejszy szelest, gdy ptaki przelatywały między liśćmi. W nocy wszystko było takie bardziej intensywne… A seks z Liamem w lesie? Och! Czy było coś lepszego? Może tylko długie wylegiwanie się po nim na tej trawie, wpatrywanie w nocne niebo i niekończące się rozmowy.
— Co jest, psiaku? — usłyszał jego melancholijny, często zabawnie przymulony głos.
Gdy się obejrzał, zobaczył go idącego w jego stronę niespiesznie, z rękami w kieszeniach lnianych spodni. Jak zwykle dziwnie zaspany, ze zmrużonymi powiekami i niekiedy ciętym językiem.
Od razu się podniósł i podbiegł do niego. Nie bacząc na to, czy jego już kochanek będzie zły, czy nie, skoczył na niego. Przewalił go na plecy na ziemię. I dopiero kiedy dwa razy liznął go po twarzy, zaczął zmieniać się w człowieka. A kiedy już miał ramiona, które mogły objąć blondyna za szyję, zrobił to, wtulając się.
Liam za to zrobił zaskoczoną minę i chwilę trwał nieruchomo. W końcu jednak objął chłopaka i pogłaskał delikatnie po nagich, ciepłych plecach.
— No… nie powiem, miło by było, gdybyś codziennie mnie tak uroczo witał… ale trochę mnie jednak niepokoisz.
— Zostań ze mną… — Conall poprosił, łasząc się do blondyna. — Nie wracajmy już do stada.
— Co…? Conall… czy coś się stało? — Liam zaniepokoił się jeszcze bardziej i spróbował cofnąć głowę, żeby móc spojrzeć na jego twarz.
Młodszy wilkołak zamruczał z niezadowoleniem.
— Chcą mi sprawić sukę. Ja nie chcę, nie jestem taki — jęknął z początku, ale ostatnie słowa już wywarczał.
— Sukę… — usłyszał powtórzone jakby bezmyślnie. Potem do jego uszu znów dobiegały tylko dźwięki ptactwa. Ale w końcu mężczyzna odsunął jego twarz i popatrzył mu w oczy. — Nie.
Conall przełknął ślinę i pokiwał głową.
— Też nie chcę, Liam.
— Tylko, Conall… Ja nie mogę odejść od swojej sfory…
— Czemu?
— Bo nie mogę. Po pierwsze, to mój dom. Wychowali mnie, żyję według ich zasad i nie byłby sobą, nie będąc w stadzie. Po drugie… Conall, wilki samotnie nie żyją — Liam dodał łagodniej i przesunął dłonią po jego plecach i pośladkach. Ślicznych, słodkich i takich, w których było mu często wyjątkowo wspaniale.
— Nie bylibyśmy samotni… — Conall zmarszczył brwi z pretensją. — I co ja mam zrobić w takim razie? Liam, nie pomagasz mi — obruszył się, unosząc się na rękach.
— Staram się. Przyjdź do naszej sfory. Jeżeli Alfa się zgodzi, moglibyśmy być szczęśliwi — zasugerował, chociaż cały czas ukrywał, że sam też nie miał pewnego bytu w stadzie. Że został tydzień do końca roku, a wraz z pełnią księżyca jego zew krwi może skutecznie zadziałać na rzecz wygnania.
— Jeśli. A jeśli nie, to mnie zagryzie. Nie zaryzykuję, Liam, jeśli nie dasz mi chociaż swojego słowa, że będę dla ciebie ważniejszy niż twój alfa.
— Conall… nie możesz stawiać mnie w tej pozycji…
— A w jakiej mam cię stawiać? Liam, co ja mam zrobić? Ja nie dam rady, a to, że wolę ciebie od samicy, wyjdzie od razu na jaw! — jęknął i zszedł z niego, zaraz potem siadając obok nagim tyłkiem na chłodnej ziemi. Czy tylko mu się wydawało, czy nagle zrobiło się chłodniej? Nawet ptactwo ucichło.
Liam też podniósł się i usiadł. Przesunął palcami po swoich jaśniutkich włosach, zgarniając je na chwilę do tyłu. Były proste, a nie takie pofalowane jak Conalla.
— Mogę cię ukryć… Nie żyję w kwaterze, mogę cię przetrzymać w domu.
Conall spojrzał na niego z nadzieją i pytaniem w oczach.
— A jak to odkryją?
— Nie powinni. Nie jestem lubianym wilkiem w stadzie. Nikt nie przychodzi w odwiedziny… — Liam odpowiedział, ale na raz zastygł, bo wydawało mu się, zresztą nie tylko jemu, że spomiędzy drzew rozległ się dziwny szelest.
Spojrzeli z Conallem w tamtym kierunku, ale poza ciemnością nie dostrzegli nic. Tylko drzewa i cienie. Chwilę nasłuchiwali, ale gdy dźwięk się nie powtórzył, mężczyzna podjął:
— U mnie będziesz bezpieczny.
Conall chwilę się wahał, po czym jednak zbliżył się do mężczyzny i pocałował go w usta. On nie musiał wybierać. Wiedział, że Liam był dla niego ważniejszy niż cała sfora. Był pewniejszy tego, czego chce i co czuje niż ten niby poważniejszy i dojrzalszy mężczyzna.
— Dobrze — zgodził się, idąc na tę propozycję, chociaż wolał zwyczajnie odejść z terenów, gdzie oba stada żyły.
Liam uśmiechnął się do niego i przyciągnął go bliżej siebie.
— Spokojnie, wszystko będzie dobrze, mój mały psiaku — zapewnił, głaszcząc go po nagim boku i cmokając po twarzy.
Conall przymknął oczy, znowu kiwając głową. Co raz też przekręcał ją i łapał jego usta w delikatnych pocałunkach, to dotykając, to poddając się dotykowi. Z początku subtelnemu, a potem coraz bardziej namiętnemu, gorącemu i przepełnionego nienasyconą żądzą. Pragnęli siebie jak nic na świecie i w tę noc mogli utonąć we własnych ramionach. I chociaż na chwilę zapomnieć o problemach, jakie mieli w stadach. Stadach, które wzajemnie się nienawidziły.

*

Nie miał pojęcia, dlaczego Alfa dzisiaj go wezwał. Do końca roku zostało jeszcze pięć dni. Czyżby chciał mu przypomnieć wagę tego sprawdzianu? A może wykazać się łaską i zapewnić, że ma szansę zostać u nich bez względu na wszystko. Że jest tu akceptowany, że go chcą.
Ubrał się bardziej formalnie na to spotkanie. W beżową marynarkę, podobne spodnie, a do tego zaczesał włosy na bok. Conall, który od wczoraj mieszkał u niego w domu, powiedział, że wygląda bardzo dobrze, choć najlepiej by pewnie wyglądał w postaci wilczej. Liam był innego zdania. Nie lubił w niej przebywać. Co prawda ogarniała go wtedy jakaś wolność, wilczy zew i poczucie zgodności z samym sobą, ale lata, przez które wpajano mu, że w takiej postaci jest źle odbierany i niechciany, sprawiły, że unikał tego jak ognia.
Wszedł na piętro i poprowadzony przez jednego ze starszych, dotarł do komnaty, w której rezydował Alfa. Zapukał i po pozwoleniu wszedł do środka. Wnętrze było tak bardzo przepełnione zapachem Alfy, że dawało Liamowi momentalnie poczucie znalezienia się w domu. Był tu ciepło, przyjemnie i swojsko. Niestety… tego dnia nie czuł się wcale pewnie, wchodząc tu, bo nie miał pojęcia, czego się spodziewać, a obawa nie miała nic wspólnego z typowym napięciem, które przyjemnie przepełniało jego ciało na myśl, że ujrzy głównego członka ich stada.
Wilk o czarnej sierści, która stanowiła element podziwu Liama, siedział w towarzystwie rudej kobiety, która stała obok. Nie była to jego towarzyszka życia, samica Alfa, a Arline. Członkini stada jak sam Liam, choć oczywiście bardziej lubiana z racji tego, że… nie zabijała pobratymców w wilczej formie.
Wejdź, Liam, musimy pomówić — Alfa zaprosił go nieznoszącym sprzeciwu głosem.
Ten ton wywołał nieprzyjemne ciarki na plecach Liama, a sam fakt, że była tu Arline, wilczyca, z którą wyjątkowo się nie dogadywał, nie wróżył niczego dobrego. I dopiero teraz coś do niego dotarło… Czyżby wiedzieli o Conallu?
Nie pokazując po twarzy niepokoju, podszedł o kilka kroków i stanął sztywno. Nic nie powiedział.
Liam, wiesz, że darzę cię sympatią, której większość stada nie podziela, ale doszły mnie słuchy, że robisz coś, z czym nawet ja nie mogę się pogodzić — Alfa zaczął mówić, patrząc na blondyna swoimi czarnymi jak noc oczami.
— Co takiego? — Liam zapytał spokojnie, chociaż teraz był niemal pewien odpowiedzi. Czyżby to spawka Arline? Szpiegowała go? Nie miała niczego lepszego do roboty?!
Spotykasz się z naszym wrogiem, Liam — odpowiedź była mocna, nie agresywna, ale dobijała jak silne uderzenie w kręgosłup. Sprawiła, że mężczyzna zadrżał i zacisnął pięści.
Spojrzał w oczy wilka, którego szanował całym sobą i pod którym chciał służyć. Dla którego chciał w ogóle być w tej sforze.
— Alfo… On nie jest wrogiem.
Arline, uniosła wysoko brwi i zaśmiała się pod nosem. Ucichła jednak, kiedy ich przywódca skarcił ją spojrzeniem.
Liam — podjął już do jasnego wilka. — Czy jest z wrogiego nam stada? Jeśli tak, to jest wrogiem.
— Już nie jest — Liam w tym zobaczył nadzieję. — Odszedł od nich, by ze mną być.
— A niby jaką masz pewność, że to nie podstęp? — Arline wyrwała się z odpowiedzią, ale zaraz po tym pisnęła, kiedy Alfa zawarczał na nią, aby się nie wtrącała.
Liam miał ochotę kazać tej suce zamknąć się, ale pozwolił sobie tylko na mordercze spojrzenie. Potem znowu spojrzał na Alfę i zrobił krok w przód.
— Proszę… On jest dobry. Nie zabija, nie chce mojej i waszej śmierci. Nie jest wrogiem.
Liam, nie możesz tego wiedzieć. A my nie możemy ryzykować. Do tego złamałeś wszystkie nasze reguły. — Alfa wydawał się być zarówno zły, jak i niepocieszony. — Nie możemy na to pozwolić, cokolwiek byś o nim dobrego nie mówił.
— Co więc mnie czeka? — Liam zapytał głucho, starając się nie patrzeć na triumfalną minę Arline. Czuł się jak zamrożony. Alfa mógł mu zrobić wszystko. A on? On przecież musiał mu się poddać.
Masz dwie opcje. Czuję, że żadna ci się nie spodoba, jednak nie dajesz mi innych możliwości. A jednak chcę okazać ci jakąś łaskę — Alfa mówił, wstając jednocześnie i zbliżając się do mężczyzny. — Pierwsza… to odejdziesz ze stada. Zostaniesz wygnany. Druga opcja to okazja dla twojej agresywnej strony. Zabijesz go i przetrwasz z nami w spokoju Nowy Rok, aby znowu być pełnoprawnym członkiem stada.
Jeśli chwilę temu Liam czuł się zamrożony, teraz dosłownie wszystko w nim wydawało się przestać działać. Serce, płuca, nawet mózg. Zastygł w jakiejś międzyprzestrzeni i teraz tylko na przemian widział w głowie złote ślepia Conalla i ciemne oczy Alfy.
Gdy znów mógł odetchnąć, zrobił to długo i powoli. Spojrzał na twarz swojego przywódcy i zapytał cicho, wręcz z cieniem niedowierzania:
— Wygnasz mnie… porzucisz za to, że… kocham wilka z innego stada?
Złamałeś nasze zasady, Liam. Ukrywałeś swoją znajomość, jednałeś się z wrogiem. Nie mogę ci tego wybaczyć. Musisz sam zmyć to z siebie albo odejść — głos czarnego wilka odbijał się mocnym tonem po głowie mężczyzny.
— Dobrze — ten odpowiedział szybko i spojrzał w oczy Alfy. — Dobrze. Zabiję go dla ciebie.
Czarny wilk chwilę myślał o tym, co usłyszał, aż w końcu skinął łbem.
Dobrze, zrób to. Najpóźniej do pełni — rozkazał, po czym odwrócił się, aby odejść. — Nie zawiedź nas znów, Liam.
Słowo „znów” Liam odczuł jako mocny cios w żołądek. Cudem powstrzymał się przed skrzywieniem się. Przytaknął jedynie formalnie.
— Tak jest — powiedział i nie spojrzawszy na Arline, wyszedł.
Nie chciał widzieć odwróconych pleców Alfy i uśmiechu tej przeklętej wilczycy już nigdy więcej.

*

Ostatnie noce były dla niego udręką. Uciekał myślami do wielu wyobrażeń. Śniło mu się, że jest sam na zamglonej polanie. Słyszy tam wycie wilków, ale gdy biegnie w ich kierunku, te cichną i nie może ich znaleźć. Krążył, miotał się, był sam. Innym razem we śnie objawiły mu się rozszarpane, wilcze zwłoki Conalla, którego oczy wydawały się pytać… „dlaczego mi to zrobiłeś?”. Budził się zlany potem, nie mogąc złapać oddechu.
Dlaczego musiał wybierać? Dlaczego Alfa nie mógł tego zrozumieć? Przecież przyjmował do stada samotne wilki? Co Conalla od nich różniło? Nie… Wiedział, że to dlatego, że to on, Liam, ten członek stada, który zabijał swoich, zakochał się w nim. Wszystko to było jego winą. A jednak wciąż chciał być częścią stada. Chciał być częścią życia Conalla. Co miał wybrać?
Odebranie życia jako takiego nie było dla niego trudne. Robił to wiele razy. Ale gdy budząc się w nocy, patrzył na prawo i widział spokojnie śpiącego chłopaka, wiedział, że odebranie życia właśnie jemu nie będzie proste.
Postanowił poczekać do pełni, do tej ostatniej nocy, która miała wszystko przesądzić. Koniec roku, koniec jakiejś części jego życia. Wtedy, gdy zwierzęca natura całkowicie go zdominuje, podda się jej i pozwoli wybrać jej najgłębszemu pragnieniu. Zadziała instynktownie i to, co wybierze jego wilcze wnętrze, nastanie.

*

Conall czuł się dziwnie, odkąd zamieszkał z Liamem. Tęsknił za rodziną, ale znosił to, bo miał kogoś, przy kim było mu dobrze. Szybko wyczuł, że Liam był inny. Nie pasował do swojego stada, tak jak on nie pasował do swojego. Różnili się poglądami, ale dzięki temu dogadywali się. Więcej. Pokochali się, więc to jemu chciał oddać swoje serce i życie. Wiedział, że mężczyzna mu wystarcza, a do tego dobrze mu się z nim mieszkało. Mógł przebywać w wilczej postaci, ile chciał. Seks był cudowny, a Liam był na swój własny, indywidualny sposób uroczy. Aż czuł się wzniesiony na duchu, kiedy wiedział, że zaraz go zobaczy, kiedy wróci z wieczornego treningu, wejdzie do domu i będzie mógł się przytulić.
Ale gdy tylko przekroczył próg jego mieszkania, wyczuł, że Liama nie było. Zawsze przecież ten tak intensywnie pachniał, gdy był w okolicy. Teraz jednak w mieszkaniu było cicho i pusto. Przeszedł się po nim, węsząc lub szukając jakiejś wiadomości. I o dziwo ją znalazł. Na lodówce przyklejona była karteczka.

Spotkajmy się nad stawem, gdzie się poznaliśmy.
Kocham cię, psiaku. I mam nadzieję, że będę mógł ci to jeszcze kiedyś powiedzieć.
Liam

Conall ściągnął brwi, czując niepokój w żołądku. Dziś była pełnia. Z tego co wiedział, Liam jej nie lubił, a dziś miał być jego wielki test, czy zapanuje nad swoją agresją podczas niej. Osobiście radził mu, aby został w domu, przeczekał pełnię i nie patrzył na księżyc, który był czynnikiem zapalnym ich przemiany. W większości przypadków. Byli też tacy, którzy mogli uzyskać swoją wilkołaczą postać bez niego… a także w czasie pełni nie tracili swoich ludzkich kształtów. Byli to ci najbardziej uzdolnieni oraz zazwyczaj alfy każdego stada. Inni albo nie panowali nad swoją przeminą, albo pozostawali w swojej wilczej postaci. Tych było najwięcej, bo każdy wilk z wiekiem zdobywał doświadczenie i uczył się tej sztuki.
Conall zgniótł kartkę w dłoni, szybko się rozebrał i nago wyszedł z mieszkania. Zamknął je, schował klucz pod wycieraczkę i w biegu zmienił postać na wilczą. Spieszył się. Był złej myśli.
Ta noc była wyjątkowo jasna. Niebo nie było spowite ani jedną chmurą, a księżyc powoli wznosił się w górę. Conall w trakcie swojej szaleńczej drogi do stawu usłyszał kilka razy wycie. Wiedział, że był na cudzym terenie, że gdyby przed dotarciem do stawu wataha wilkołaków zaatakowała go, mógłby mieć problem i może sam nigdy by nie zobaczył Liama. Miał jednak szczęście i dotarł do stawu.
Stanął i rozejrzał się panicznie w poszukiwaniu kochanka. Serce biło mu szybko w szarej, wilczej piersi, a wszystko wydawało się stać w miejscu. Żadnego wiatru, toń stawu nieruchoma… Czuł napięcie w całym ciele. I naraz wszystko się zmieniło, kiedy usłyszał głośnie warknięcie.
Zdążył jedynie odwrócić się, nim został zaatakowany przez wielkiego, groźnego, białego wilkołaka. Wystarczyło jedno pociągnięcie nosem, by wyczuć niemożliwe pokłady agresji, nawet jak na wilkołaka. Ten przeturlał się z nim, trzymając go w łapach, a raczej wbijając mu pazury w ciało i wpadł z nim na brzeg stawu.
Conall zawył, a jego ciało od razu zaczęło się bronić. Ugryzł przeciwnika, chociaż już teraz mimo strachu mózg podsyłał mu sygnały, kim ta biała bestia jest.
Jego ciało zaczęło się szybko zmieniać. Rosło w oczach, aż w końcu wielkością zrównało się z przeciwnikiem. Długie łapy zakończone ostrymi pazurami, kołnierz z gęstej, szarej sierści, szerokie ramiona i obnażone zęby w silnej szczęce. Zawarczał i nogami odepchnął od siebie drugiego wilkołaka. Ten przeleciał dwa metry i znów upadł na płytką wodę. Zawył, gdy uderzył w jakiś wystający kamień, ale potem poderwał się, aż woda mocno się rozburzyła. Fale popłynęły głębiej, do centrum stawu, a biały wilkołak wpatrzył się w pysk przeciwnika. Jego brązowe oczy były tak znane Conallowi… A teraz była w nich tylko złość. Nos marszczył groźnie, zęby obnażał i… znowu skoczył na Conalla.
Ten zawarczał i odskoczył na bok. Panował nad sobą. Nigdy nie mówił tego Liamowi, ani w sumie nikomu, że pełnia dla niego nie była tym co dla starszych wilkołaków. Zyskiwał dzięki niej siły, ale nie tracił zmysłów.
— Liam! — krzyknął ludzkim głosem. Niskim, chropowatym, ale ludzkim.
Biały wilkołak drgnął, skulił się, upadł na kolana w płytkiej wodzie i zawył żałośnie do księżyca.
Conall spojrzał złotymi oczami na księżyc, stojąc na ugiętych łapach. Jego długie ramiona były lekko zgięte, uszy postawione, a nos poruszał się, gdy węszył. Powoli i ostrożnie oparł na przednich łapach swoje wielkie ciało i zbliżył się do wilkołaka w wodzie.
— Liam… to ja, Conall. Poznajesz mnie, prawda?
Ujrzał w tych brązowych ślepiach nić zrozumienia. Ujrzał w nich swojego Liama. Widział, że wiele w nim walczyło. Wiele emocji, wiele pragnień i obaw.
— Tak… — wilkołak wycharczał i uderzył potężną pięścią w płytkie dno. Warknął, zarzucił łbem i znów spojrzał na Conalla. — Kazał mi… wybrać…
Szary wilkołak powoli podszedł do swojego białego kochanka. Bardzo ostrożnie. Wiedział, że ich natura mogła być wybuchowa podczas pełni. Mogli nad sobą nie panować, nie wiedzieć nawet, co robią.
— Kto? — spytał, ostrożnie dotykając jego pyska swoim.
— Alfa… Wygnanie lub twoja śmierć…
Conall poczuł znowu to ukucie bólu, jakie pierwszy raz dziś poczuł, czytając notatkę od Liama. To uczucie, że wszystko jest przeciwko nim. Odczuwał to jako złośliwość losu, bo przecież inni nic nie zyskaliby na tym, że oni nie byliby ze sobą, a i tak robili wszystko, aby ich odsunąć od siebie. Czy to było jakieś fatum, czy brak sprawiedliwości…? Dlaczego tak po prostu nie mogli być szczęśliwi?
Nie zareagował agresywnie, a samym końcem języka polizał białe futro na policzku kochanka.
— Nie zrobisz mi krzywdy. Kocham cię.
— Nie chcę cię krzywdzić — Liam niemal zawył żałośnie i zacisnął szpony na swoich zgiętych kolanach. Widać było, że cały się trzęsie, jakby starał się zahamować to, co wyrywało go do rzucenia się na drugiego wilkołaka. — Ale nie chcę żyć bez stada…
— Możemy stworzyć nowe — zaproponował łagodnie drugi wilkołak i sięgnął uzbrojoną w ostre szpony łapą do tej Liama. Nie chciał, aby się krzywdził, chociaż bał się, że ten potraktuje to jako atak i straci te resztki samokontroli, przy których się trzymał.
I niestety tak się stało. Liam warknął, poderwał się i zarył łapą po pysku Conalla, aż ten wpadł całym swoim wielkim cielskiem w wodę. Ta rozchlapała się na boki, a kilka ptaków z okolicznych drzew wzniosło się w powietrze w popłochu.
Liam za to popatrzył na wilkołaka szeroko otwartymi oczami i odskoczył na polanę przy stawie. Zawył z szeroko rozłożonymi ramionami.
— Boję się… Conall, nie mogę być bez mojej watahy… Nie mogę być bez… ciebie… — warczał charcząco, walcząc ze wszystkimi sprzecznymi instynktami, które chciały go zniszczyć od środka. — Dlaczego kazał mi wybrać…? Nie potrafię! — krzyknął na koniec, dysząc głośno, aż w końcu, znajdując jedyne rozwiązanie, jakie teraz, w tej postaci, przy tak złych emocjach wydawało mu się najlepsze, wbił własne pazury w swój brzuch i upadł na trawę.
Conall błyskawicznie się poderwał z wody i ruszył pędem do Liama. Bał się o niego, bardziej niż o siebie, więc kiedy pokonywał tę niby niewielką przestrzeń między nimi, ich ciało zmieniło się. W najbardziej niegroźne, jakim dysponowali przez całe swoje życie. Miał nadzieję, że dzięki temu Liam nie poczuje się zagrożony i nie zrobi czegoś, czym mógłby sobie albo jemu zaszkodzić. Że nie spróbuje się bronić przed jego rękoma.
Zobaczył ból na twarzy Liama, kiedy ten upadł na plecy, a z jego ciała płynęła krew. Potężny, owłosiony organizm zaczął się zmieniać, tracił futro, malał… Aż w końcu przed Conallem leżał nagi mężczyzna, na którego czole i skroniach widać było kropelki potu. Powieki miał przymrużone.
— Co… nall…
Chłopak szybko chwycił go w ramiona, naciskając dłonią na jego ranę, aby zatrzymać albo spowolnić krwotok.
— Nie, nie, nie, Liam, czemu to zrobiłeś? — zaskomlił jak pies z przerażeniem i zdenerwowaniem. Nie wiedział, co robić, bał się, że straci Liama.
— Kim… ja jestem… bez stada? I kim będę… gdy mnie zostawisz…? — mężczyzna wydusił słabo.
— Nie zostawię cię, ty też nie możesz mnie zostawić. Liam, proszę, trzymaj się — chłopak zapiszczał i pocałował go desperacko w czoło i policzek. Co on miał robić? Jak mu pomóc?
Blondyn uchylił powieki i popatrzył w złote ślepia Conalla. Uśmiechnął się słabo, wyciągnął dłoń i dotknął nią jego policzka, zostawiając na nim ślady własnej krwi.
— Kocham cię — szepnął.
Conall czuł już, jak po policzku spływają mu łzy. Czemu wszyscy im to robili?
Pocałował kochanka, opierając się na moment czołem o jego klatkę piersiową, po czym wzniósł głowę do nieba i zawył do księżyca. Jego ciało znowu zaczęło rosnąć, nabierać futra. Zmieniał się na oczach umierającego mu w ramionach ukochanego.
Liam obserwował go jak przez mgłę. Nie widział wiele. Wiedział jednak, że to co widzi, jest niesamowite. Conall nigdy mu nie mówił, że w takim stopniu nad tym panuje. A teraz, na tle jasnego księżyca w pełni wyglądał tak pięknie…
Po chwili został przyciśnięty do szerokiej, puszystej klatki piersiowej, która pachniała w stu procentach jego Conallem, jego psiakiem. Ten polizał go jeszcze wielkim językiem po twarzy, a następnie bardzo delikatnie po ranie, jaką sam sobie zrobił.
— Nie umieraj — zaburczał niskim głosem i trącił go nadspodziewanie delikatnie nosem w policzek.
Liam poczuł, jak słone łzy zbierają mu się w kącikach oczu.
— Obiecaj, że… że mnie nie odrzucisz jak on…
— Nigdy cię nie zostawię — Conall obiecał mu jeszcze raz i mocno przycisnął jego w tej chwili małe ciało w porównaniu do wielkiego ciała wilkołaka. Po tym ruszył biegiem w stronę najbliższej wilczej watahy, gdzie mógł uzyskać jakakolwiek pomoc. I nawet jeśli jej nie będą chcieli udzielić, to ich do tego zmusi.
To było teraz jego jedyne wyjście. Bo co on teraz tak naprawdę miał poza Liamem…? Nic.

*

Długo otaczała go przyjemna pustka. Ciemność. Cisza. Przestrzeń, w której czuł się spokojnie, w której nikt niczego od niego nie wymagał, a on nie musiał walczyć z własną naturą. Było mu dobrze… a równocześnie czegoś mu brakowało. Dopiero podświadomość pokazała mu złote ślepia. Wiedział, że to ich potrzebuje. Otworzył więc nagle oczy i poderwał się, ale ból pod żebrami przycisnął go z powrotem do posłania. Ale ujrzał te oczy. Mimo bólu więc uśmiechnął się na ich widok.
Conall także się do niego uśmiechnął. Radośnie i z wielką ulgą, która malowała mu się na całej twarzy. Nie wyglądał jednak dobrze. Na ustach miał zastygłą ranę przypominającą podwójną, pionową szramę. Jego oczy były podkrążone, ale i tak szczęśliwe. Pochylił się i pocałował w bok głowy blondyna.
— Liam — prawie zapłakał, kiedy przytulił jego głowę i ramiona. — Obudziłeś się.
Liam jęknął i odetchnął zapachem Conalla.
— Gdzie jestem…?
— U ciebie — chłopak odpowiedział, jednak w jego głosie słychać było zmartwienie, a nie radość, co Liam od razu wyczuł.
Uniósł się odrobinę, aby móc na siebie spojrzeć. Był nagi, ale obandażowany w połowie ciała. Rzeczywiście rozpoznał swój dom.
— Co się stało…?
— Poraniłeś się podczas pełni. Wykrwawiałeś się. Nie wiedziałem, co robić — Conall mówił, a jego głos był coraz bardziej roztrzęsiony i smutny. — Myślałem, że umrzesz, Liam… że mnie zostawisz — jęknął na koniec.
Blondyn sięgnął dłonią do jego twarzy i pogłaskał go słabo po policzku.
— Przepraszam… Przepraszam, Conall. Nigdy więcej — obiecał.
Ten pokręcił głową i w końcu chwycił jego dłoń, aby pocałować jej wnętrze.
— Ja też przepraszam, Liam. Naprawdę mocno krwawiłeś — jęknął, tuląc twarz do jego twarzy.
Dopiero teraz mężczyzna stał się bardziej czujny.
— I co zrobiłeś…?
— Zaniosłem cię… do twojego Alfy — wyjaśnił i spuścił głowę, a Liam widział, jak jego wilcza postać kuli uszy i podwija pod siebie ogon w pełnej skruchy postawie.
— Co…? — Liam otworzył szerzej oczy i spiął się. — Co zrobił?
— Pomógł ci… ale dał… dał czas tylko, abyś wyzdrowiał i kazał nam odejść…
Liam poczuł, jakby ktoś po raz kolejny wbił mu szpony w trzewia. Aż zrobiło mu się niedobrze. Opadł z powrotem na posłanie i zamknął twarz w dłoni.
Conall pisnął nieszczęśliwie i przytulił twarz do jego szyi.
— Liam… proszę… — jęknął, nękany wyrzutami sumienia. — Nie miałem wyboru…
— Wiem — szepnął mężczyzna i pogłaskał do po karku. — Wiedziałem, że tak się skończy. Ale… mam ciebie. Obiecałeś, że mnie nie opuścisz. Więc chyba jestem na ciebie skazany… co, psiaku?
Conall spojrzał mu w oczy swoimi złotymi i łagodnymi.
— Absolutnie i po całości — zapewnił z przekonaniem, jakie pielęgnował w sercu od tych kilku dni, kiedy Liam był nieprzytomny. — Kocham cię.
— Ja ciebie też, psiaku — zapewnił go blondyn i uśmiechnął się słabo.
Nie, nie był teraz samotnym wilkiem. Był z Conallem, mogli zadbać o siebie nawzajem, wyżywić się, znaleźć schronienie. Nie byli porzuceni na śmierć. Miał swojego psiaka, z którym przetrwa wszystko. Teraz to wiedział. Bo czy ta ufność i wierność, które dostrzegał w tych pięknych jak słońce oczach, nie były prawdziwe?
— To teraz daj mi coś do jedzenia, bo jestem głodny jak wilk, a przecież musimy pomyśleć, gdzie się udamy — powiedział na tyle pogodnie, na ile pozwalała mu forma.
Conall od razu uśmiechnął się szerzej i syknął, bo rana na ustach go zabolała. W tym wszystkim, co wydarzyło się podczas pełni, nie zauważył nawet, że Liam go skaleczył w pysk. Dopiero kiedy ten już był pod opieką Alfy jego, już byłego stada, poczuł, jak krew ścieka mu do ust. Zajął się tym wtedy i odkrył dwie pionowe szramy na wardze po prawej stronie.
— Już. Co chcesz? — spytał z podekscytowaniem, że jego ukochany jest już z nim, rozmawia z nim, nie jest na niego zły i nie odtrąca go za to, że przez niego nie ma już stada.
— Mięso… Och, o niczym innym… no, może poza twoją dupcią, nie marzę.
Conall zaśmiał się mimo zmęczenia i tylko pocałował delikatnie usta blondyna.
— Na to za wcześnie. Rozszarpałeś sobie cały brzuch, długo nie pocieszysz się seksem — zapewnił go i dopiero wstał, aby przygotować im jedzenie. Czuł się znacznie lepiej, kiedy Liam już był przytomny. Widział w tym szanse na szczęśliwe zakończenie dla nich dwojga.
Musieli jeszcze wiele przejść, ale wiedział, że wiele pokonają. Nie byli pierwszymi wygnanymi wilkami, a on wierzył, że mogą zbudować coś bardzo trwałego. Ważne, że się kochali. Czego więcej trzeba im było?

18 thoughts on “Bonus Sylwestrowy 1 – Ciężki wybór

  1. Katka pisze:

    Basia, ooo, wilczki czytałaś :) Fajniutko, że się podobało. I nie ma co walczyć z tym stwierdzeniem – zdecydowanie kochają się baaardzo mocno :) Wilczki dobre na taką pogodę :) Pozdrawiamy również!

  2. Basia pisze:

    Hejka,
    pięknie, pięknie, uwielbiam ich, Liam i Conall, ich spotkanie nad tym stawem, jak widać bardzo się kochają, Liam próbował się opanować, choć szkoda, że nie powiedział alfie, że odejdzie….
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko

  3. Shivunia pisze:

    O. >> No troszkę inaczej potraktowaliśmy ich historię. Taka mała odskocznia od tego co zwykle cieszy się największą popularnością. I cóż, jak dzięki nim zostałaś to możemy im tylko pogratulować ;)

  4. O. pisze:

    Ależ mi serce wzrosło!! <333333333333333
    To dzięki nim Was pokochałam i zostałam <333333333333 Rynna to inna historia xD
    Tak się cieszę, że nie odeszli w zapomnienie <3333333333

  5. Katka pisze:

    SilencedUnknown, taaaa, ile razy w życiu trzeba wybierać pomiędzy złem a mniejszym złem. Nie da się tak, żeby mieć wszystko :( Zawsze pod górę, a Liam odczuł to aż za bardzo. Na szczęście ma swojego psiaka więc nie będzie cierpiał sam XD Ale ogólnie fajnie, że miniaturka się podobała. Zachęcam do całego Outsidera ;) Oby też się spodobał! :D

  6. SilencedUnknown pisze:

    Co prawda nie czytałam Outsidera (co oczywiście muszę kiedyś nadrobić…) ale miniaturka mi się podobała ^^
    Ciężka sprawa z wyborem, wręcz kurewsko niefajne zagranie ze strony Alfy, ale jest to dobry przykład tego, jak działa życie. Spieprzyłeś – to za to zapłać albo wara od dotychczasowego życia. Choć to też można różnie interpretować.
    Bo niby tu jest pokazana ta bardziej zwierzęca strona, ale jednak w społeczeństwie tym, z założenia, „myślącym” też tak bywa, patrząc chociażby na sławetne grupki uczniaków tak bardzo widoczne w tych różnych hamerykańskich filmach (mam tu na myśli te mniej lub bardziej ambitne typu 12+ ^^)
    Ach, i oczywiście full romantik końcówka, i fabuła niczym z Romeo i Julii, no genialne po prostu! :D
    Alee okej. Dosyć rozkminy. Biorę się za dalsze nadrabianie ;)

  7. Katka pisze:

    Bebok, duuuużo dużo miłości, bo kto jak kto, ale ta dwójeczka jest sobie całkowicie oddana i słodziaśna XD A co do Ridleya i Alberta, oni serio się pojawią XD Kiedyś XD Ale luz, pamiętamy o nich, więc nie ma się co martwić.

  8. Bebok pisze:

    Nie spodziewałam się wilczków ;d W sumie ostatnio fantasy nieco mniej mnie kręci niż jeszcze z pół roku temu więc bardziej ucieszyłabym się z innej pary, nie mniej jednak było świetnie. Odrobinka dramy i dużo miłości <3
    Wciąż będę skamleć o Ridleya i Albercika :D BŁAGAAAAM!!!

  9. Katka pisze:

    Illita, to ciekawe zacząć od bonusów i opowiadanie zostawić na koniec XD Spoko, może to też kwestia weny, bo ona nie tylko do pisania jest potrzebna, ale też do czytania czegoś konkretnego. Mam nadzieję, że jak się za to zabierzesz, to się spodoba ;) Och i dzięki za życzenia! :DDD

    Floo, oooch, lubię, jak się tak wzruszacie! XD Ale spoko, jak widzisz, poszłyśmy za tym, że Outsider sam w sobie dobrze się skończył, to nie będziemy im robić nadmiernej krzywdy w bonusie XD A seksie, uznałyśmy, że skoro było go dużo (ba, był w sumie kluczowy XD) w pozostałych świątecznych bonusach, to tutaj go nie będzie XD I dzięki za weny XD

    Porebula, dzięki za to sto lat, mam nadzieję tylko że w tym wieku będziemy jeszcze w stanie pisać XD A co do Romeo i Julii, to może się większości wydawać „przereklamowane” i zbyt patetyczne, ale ja osobiście uwielbiam :D Polecam więc jednak poczytać ;)

    Yumi chan, taaa, melodramacik nam wyszedł, ale tak jakoś no… XD Fajnie, że się podobało! A Conallek słodki, Liam rozumie to skradnięcie serca XD

  10. porebula pisze:

    Bonus z Outsidera *o* Smutny bardzo… I zloze życzsnia na nowy rok, chociaż nie rozumiem czemu sie sklada zyczenia, wiec… Sto lat, sto lat! Mówiłam już że nie umiem skladać zýczeń? Sto lat jest ok i pasuje na kazda okazje, cho iaz mozna wiecej lat by dac i dluzej opowiadania czytac… nieskonczonosc lat! Tylko z wyglodu sie nie starzejcie i zeby sie wam wena po drodze nie skonczyla! A samobójstwo jest zue… no nie zawsze, bo*spoiler* w percym bylo ok* koniec spiolera ktory nie do konca jest spoilerem bo przewidsialam to w polowie ksiazki* Romeo i Julia… To zle ze tego nie lubie i jedyna wersja jaka znam jest bajka na podstawie z fokami w rolach glównych…?! Ale bonus i tak zajebisty i z outsidera! Jaram sje nim ^^

  11. Flooloo pisze:

    Poryczałam się. Wy mnie chcecie wykończyć! Przestraszyłam się że naprawdę któregoś uśmiercicie! Ciesze się że jednak tak się nie stało. I bardzo się cieszę, że znowu napisałyście coś do Outsider’a. Ja po prostu kocham to opowiadanie i żałuję że nie ma go więcej :D, ale w sumie dzięki temu mogę często do niego wracać. I chyba znowu sobie poczytam ;)
    Tylko jednej rzeczy mi brakowało… gdzie jakiś gorący seks moich ulubieńców?! Tak ich tu mało i jeszcze mi poskąpiłyście, nieładnie :(

    No to życzę wam duuuużo Wenów w tym nowym roku :D. I lecę czytać dalej!

  12. Yumi chan pisze:

    Conall jak zwykle skradł moje serce, uwielbiam go <3

    Bonus świetny, taki bardziej melodramatyczny, ale ja lubię takie klimaty to jestem mega szczęśliwa z takiego prezentu na Nowy Rok :D
    Naszła mnie ochota na przeczytanie n-ty raz Outsidera xD

  13. Illita pisze:

    Bonusik przezacny, chociaż trochę smutny :c Ale zakończenie takie napawające optymizmem <3 I nie wiem czemu, ale mimo że lubię takie klimaty jeszcze nie przeczytałam całego opowiadania, tylko bonusy… Chyba najwyższy czas nadrobić :D Oby ten rok był wspaniały! Jeszcze więcej świetnych pomysłów, spełnienia marzeń i obyście nam pisały jeszcze długo długo :D!

  14. Katka pisze:

    1

    Liv, hehe, fajnie, że się skusiłaś mimo wszystko, chociaż każdy ma swoje upodobania, więc nie wszystko się musi podobać ;) Ooooch i słodko, że Sylwka z nami spędziłaś! :D Zawsze to jakaś frajda, choć mało imprezowa XD „ Jej, stanowicie ważną część mojego życia…” – <3 Słodko! Hahah i tak, też mamy nadzieje, że dopiero się rozkręcamy XD Jeszcze wiele cudnych lat tu nas czeka! :)

    Tigram, a mi się wydaje, że pójście za śladem najbardziej romantycznego tworu jaki wg mnie istnieje, czyli Romeo i Julia, gdzie też były dwie skłócone rodziny i zakazana miłość, to jak najbardziej romans XD A seks był w dwóch pozostałych bonusach świątecznych (a żeby to jeden!), więc nie zaszkodzi trochę fabuły ;) Od czego jest gaytube XD

  15. Liv pisze:

    Uważam, że trzeba poszerzać horyzonty, więc przeczytałam ^^
    Choć wilkołaki niestety są naprawdę nie dla mnie :(
    No cóż, bonus był uroczy i na pewno mnóstwo osób forum należycie doceni :)
    A ja tymczasem, jako że nie mam nic do roboty, sylwester spędzam czytając waszego bloga, życzę szczęścia i w ogóle spełnienia marzeń i celów! w nowym roku. Jej, stanowicie ważną część mojego życia… ▲.°
    Oby 2015 był lepszy, a przynajmniej nie gorszy, od 2014 xd
    No to buźki, w ogóle mam nadzieję, że z tym blogiem to dopiero się rozkręcacie ♡v♡

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s