Bonus sylwestrowy 2 – Hałas

I jeszcze jeden kąsek dla Was dzisiaj :)

*****

Jak zwykle petardy zaczynały być słyszalne bardzo wcześnie. Zamiast wybuchnąć dopiero o północy, kiedy faktycznie zacznie się Nowy Rok, to jacyś debile prali nimi, ile wlezie, już gdy zaczął się wieczór. Mason nie ogarniał. Do tego słyszał to aż nader dobrze, bo musiał przejechać przez samo centrum Nowego Jorku z racji jakiejś głupiej konferencji, na której musiał być. Sprawy zdrowych, do których żaden chory nie miał wejścia, a które i tak dotyczyły właściwie całej populacji. Był też John, więc przynajmniej miał z kim usiąść i mętnie pogapić się na jakiegoś fagasa przemawiającego przy mównicy na temat wzrastającej siły korporacji, która przeprowadzała jakieś badania genetyczne, aby móc zapewnić zdrowych, że ich potomstwo nie będzie narażone na wirusa. Jakby go to w ogóle obchodziło…
Zanim wszedł do swojej rezydencji około ósmej wieczór, obejrzał się jeszcze i zobaczył w oddali fajerwerki, a po okolicy rozległ się kolejny grzmot.
— Dobry wieczór, panie Awordz. Podać panu kolację? — Robert powitał go jak na lokaja przystało już od progu i wyciągnął ręce po jego kurtkę.
— Możesz zaparzyć mi kawy — Mason odpowiedział, nie powitawszy się ze służącym, tyko podał mu kurtkę. To w końcu było jego obowiązkiem, zbędna kurtuazja nie była konieczna.
— Tak jest. Przynieść do pana sypialni, czy salonu? — Robert dopytał, ruszając z kurtką do wnęki w przedpokoju z wieszakami.
— A gdzie jest Josh? — Mason spytał, od tego postanawiając uzależnić swoją odpowiedź. Niby mógł zwyczajnie mu kazać do niego dołączyć, ale było mu to obojętne, więc czemu nie w ten sposób tego rozwiązać?
— Nie wiem, proszę pana. Nie widziałem go jakiś czas. Może Anna wie, bo sprzątała na piętrze, gdzie jest pana sypialnia.
Mason spojrzał na lokaja jak na śmiecia. Jak mógł nie wiedzieć?
— W takim razie zanieś do salonu — rozkazał i odszedł bez słowa pouczenia. Ale tego nie potrzebował Robert, wiedział, że schrzanił.
W salonie było włączone radio i jak na Sylwestra przystało, leciała z niego dość… imprezowa muzyka. Mason do tego usłyszał śmiech Anny i Eliota z kuchni. Może oni już się dobrze bawili, ale on do tego potrzebował Josha i kawy. Może nie dokładnie w tej kolejności, ale miał dość dnia. Chciał się odprężyć.
Wparował bez pukania do kuchni. Anna opierała się plecami o lodówkę, a Eliot opierał się o nią obok jej głowy i mówił coś ze śmiechem. Oboje wyglądali na radosnych i ewidentnie ze sobą flirtujących, ale gdy tylko ujrzeli pana domu, spoważnieli. Do tego Eliot odchrząknął i odsunął się od dziewczyny.
— Dobry wieczór — powiedział, a Anna się dołączyła.
— Dobry wieczór, proszę pana. Coś mogę panu podać? Jak minęła konferencja?
— Gdzie jest Josh? — Mason zamiast odpowiedzieć, czy się przywitać, stanął przed nimi z marsową miną i pytaniem, na które, jak po sekundzie widział po ich twarzach, ci nie umieli odpowiedzieć.
— Ee… Ja go widziałem rano w siłowni tylko — odpowiedział Eliot i sięgnął po jabłko z misy z owocami.
— Ja… dawno go nie widziałam, byłam zajęta cały dzień — dodała Anna, znacznie ciszej. Zaczęła przy tym miętosić skraj białego fartuszka.
— A co takiego niby robiłaś? Albo ty? — Mason w końcu niemalże warknął na Eliota. — Robert też go nie widział, więc gdzie on jest? — spytał, już się irytując, nawet jeśli przypuszczał, że Josh zwyczajnie śpi u niego w sypialni albo na poddaszu. Albo coś psoci.
— Już go poszukam, przepraszam — Anna pisnęła i wymknęła się pomiędzy nimi szybko.
Eliot za to spojrzał z konsternacją za swoją dziewczyną, a potem westchnął i dodał do Masona:
— Pewnie siedzi na poddaszu i gapi się na fajerwerki. Kręci go to chyba, a jak zwykle nikomu nic nie mówi.
Mason wskazał go palcem, ale nic nie powiedział. Jakby niemo mówił „obyś miał rację, bo to na ciebie spadnie wina”, po czym wyszedł z kuchni, aby samemu to sprawdzić. Swoją sypialnię też.
Niestety nie tylko sypialnia była pusta, ale również jego łazienka i dwa pokoje na tym samym piętrze. Co prawda widział buty Josha rzucone byle jak na podłodze, więc podejrzewał, że nigdzie nie wyszedł… Chyba. Ale zdecydowanie nie miał pojęcia, gdzie może być. Tym bardziej, że kiedy Anna szybko zbiegła na piętro, powiedziała, że strych był taki, jak ją zostawiła. Czysty i pusty.
Mason zaklął i zwrócił się nieuprzejmie do Anny.
— Znajdź Eliota i Roberta i powiedz im, że nie ma Josha. Macie go znaleźć — rozkazał i sam ruszył na obszukiwanie domu. Oraz na dół, aby sprawdzić tylnie drzwi, czy są zaryglowane i czy Josh nie wymknął się tamtędy albo w jakiś inny sposób.
Coraz częściej rozlegały się dźwięki petard, robiło się coraz później, a Josha nikt nie widział. Mason zauważył, że tylnych drzwi nikt nie ruszał. Nawet jego służba już zaczęła się niepokoić. Anna, mimo że sprzątała cały dzień, by wieczorem móc przebrać się ładnie i miło spędzić Sylwestra, zamiast się malować, wciąż przetrząsała każdy zakamarek, a Robert w końcu podszedł do pana domu i delikatnie zasugerował:
— Panie Awordz, może warto by było zgłosić zaginięcie lub poszukać go gdzieś poza domem?
— A uważasz, że mogłeś nie zauważyć, jak ci wychodzi frontowymi drzwiami? — Mason spytał oskarżycielsko.
Robert zapowietrzył się i zesztywniał. Splótł ręce za plecami i pokręcił głową.
— Nie, proszę pana, oczywiście, że nie. Ale… przecież sam pan wie. To Josh. Mógł nawet przez okno wyjść…
— Dlatego też kazałem wam je sprawdzić. Nie zamknął okna z zewnątrz — Mason odparł chłodno, potęgując w Robercie uczucie odpowiedzialności za brak Josha.
— Sprawdzę jeszcze raz… — Robert odpowiedział szybko, ewidentnie się stresując i próbując znaleźć pretekst, by być gdzieś, gdzie nie ma wkurzonego Masona. Skłonił się więc i pospiesznie ruszył w stronę schodów na wyższe piętra.
Pan domu odprowadził go poirytowanym spojrzeniem. Zaklął ponownie i ruszył znowu w poszukiwania Josha w domu. Wiedział, że ten gdzieś jest, ale nie wiedział, po co i gdzie się schował.
— JOSH! — wrzasnął, wchodząc na piętro.
Nic. Kompletnie nic nie było słychać, poza dźwiękami petard zewsząd i muzyki imprezowej z salonu, której nikt nie wyłączył.
Gdy Mason tak chodził w tę i z powrotem, Anna niemal wpadła na niego, właśnie zbiegając ze schodów.
— Nigdzie go nie ma! — jęknęła. — Nie sprawdzałam jeszcze tylko siłowni, ale przecież nie ćwiczy cały dzień…
— Sprawdzałem już siłownię. Nie ma go tam — Mason burknął, irytując się. Nagle jednak przepchnął Annę na bok i szybkim krokiem pomaszerował do sypialni. Tam dopadł jednej z szuflad i zaczął ją pospiesznie przetrząsać. Szukał czegoś, czego nie używał… od momentu, kiedy to kupił.
— Panie Awordz…? — Anna niespokojnie weszła za nim do sypialni. Była zdenerwowana tak jak cała reszta. Wiedziała, że Mason zabiłby ich wszystkich, jakby coś się stało Joshowi.
— W końcu się przyda — Mason mruknął, kiedy w końcu wyjął z szuflady z pudełko. W środku był ekran, wyglądający jak tablet, ale z klawiaturą numeryczną na dole i lampkami na górze. Mężczyzna włączył urządzenie, a to poprosiło go o podanie numeru i hasła. Wszystko wpisał z pamięci.
— Co… to, proszę pana? — Anna zaciekawiła się, nie poznając tego urządzenia.
— Rząd nam to sprezentował, tak samo jak wam nadajniki podczas ostatniego szczepienia.
— Co…? — wydusiła z przerażeniem i odruchowo dotknęła się w ramię. — Nadajniki…? Mamy w ciele nadajniki?
— Niewielki, nie musisz się nim przejmować — Mason wyjaśnił bardzo oszczędnie i w sumie zlewczo. Zaraz po tym postukał w ekran. Ten wyglądał jak sonar i widniała na nim kropka. — Jest w domu, mały gnojek — syknął.
Anna dopiero teraz się otrząsnęła i znów pogniotła i tak już pomięty fartuszek.
— Tylko… niech pan uważa, widziałam jego strzykawkę w zapasach. Nie wziął dzisiaj leku — uprzedziła cicho, równocześnie zerkając mu ciekawsko przez ramię, czy kropeczka dotycząca jej nadajnika też tam jest. Nie widziała jej. Musiało to oznaczać, że ten numer, jaki Mason wpisywał na początku, oznacza osobę, której szuka. Każdy z nich w końcu miał poza imieniem i nazwiskiem swój numer. I kartę przynależności do właściciela.
— Dobrze, że go przypilnowaliście — Mason mruknął z ironią i kierował się w stronę sygnału. Ten jednak nie określał wysokości, więc i tak mieli dużo czasu na poszukiwania.
Znowu się rozdzielili i wznowili poszukiwania. Robert znów sprawdził strych, Eliot i Anna piętro, a Mason po raz kolejny zszedł na dół, by zajrzeć do pomieszczeń w piwnicach. Kropka jednak nie poprowadziła go do siłowni, a do magazynków. Ze ściągniętymi brwiami wkroczył do wyjątkowo wąskiego korytarzyka i otworzył wąskie drzwi, za którymi trzymali wszystko to, co swego czasu Eliot opróżniał z jednego z pokoju na piętrze. Były więc tu jakieś alkohole, poduchy, stare krzesła, szkatułki, lustra i masa bibelotów. I Josh. Siedział z podkulonymi nogami przy krzywo postawionej komodzie, w ciemnościach i teraz tylko jego zielone, duże oczy uniosły się na Masona, gdy ten wszedł i wprowadził za sobą odrobinę światła.
Mężczyzna od razu warknął pod nosem i szybko przecisnął się do chłopaka.
— Co ty tu, u diabła, robisz?! — syknął, zły na sytuację, nie bezpośrednio na Josha. Dobrze, na niego też, ale głównie na to, że musiał go szukać jak kretyn.
Josh zadrżał… a właściwie to cały czas drżał. Kiedy Mason znalazł się bliżej, zobaczył, że ten trzęsie się i kurczowo zaciska palce na kolanach.
— Mason… — wydusił tylko.
Mężczyzna ściągnął brwi srogo i jeszcze zerknął na drzwi, którymi tu wszedł. Kucnął, na ile mógł. Tyłkiem zahaczył o jakieś pudło. I już czuł, że jest brudny.
— Co? Josh, co tu robisz? — spytał w miarę łagodnie jak na siebie i pogładził go po boku głowy.
Chłopak przełknął ślinę, a zaraz potem drgnął nagle, jakby coś usłyszał. Jego oczy zrobiły się większe, a on podsunął się niezgrabnie, choć dość desperacko w stronę Masona i przyczepił się do niego.
— Strasznie głośno jest — wydusił drżącym głosem.
— Głośno? — mężczyzna spytał, nie rozumiejąc i obejmując go ramieniem. — Nie brałeś leku.
— Zapomniałem — Josh odpowiedział i niemalże wlazł na niego. Trzymał się go ciasno. — Ale nie słyszysz…? — zapytał i rozejrzał się wokół, mimo że otaczały ich tylko rupiecie i kurz. — Jakby jakiś nalot był… Bomby czy coś… — I znowu drgnął, równocześnie wczepiając się w mężczyznę, a ten poczuł, jak szybko bije mu serce. Jakby właśnie był w trakcie wielkiego wysiłku fizycznego.
Mason objął go, ale chwilę nie mógł skojarzyć, o czym chłopak mówi. W końcu cmoknął go w czoło.
— Josh, wiesz, że dziś jest Sylwester?
— Co? — Chłopak zerknął na niego nerwowo i zacisnął palce na jego bluzce. — Tak? No… Wiem, wiem… Ale te bomby, ja pieprzę… — jęknął. Przycisnął się do niego jeszcze mocniej, o ile było to możliwe i szepnął: — Mason, boję się.
Mężczyzna wziął głęboki oddech. Przytulił chłopaka mocno do siebie, aby ten słyszał bardziej jego serce niż fajerwerki.
— To nie bomby, Josh, to petardy.
— Ale zaczęło już popołudniu — chłopak odpowiedział tak drżącym głosem, że nie było wątpliwości co do tego, że rzeczywiście był przerażony. — Nie lubię wojska… jest wszędzie, a teraz to…
— To nie wojsko, Josh, obiecuję. — Mason znowu westchnął, głaszcząc go powoli. — Wyjdź stąd. Dam ci leki, może trochę pomoże.
— Wyjść stąd…? — Josh popatrzył na jego twarz, jakby Mason kazał mu właśnie wskoczyć do wulkanu. — Tu jest bezpiecznie, Mason, nie możemy stąd wyjść — jęknął, wysuwając się z jego objęć i próbując wycofać się do swojego wcześniejszego kąta.
— Panie Awordz! — usłyszeli nagle głos Roberta z korytarza. — Jest tu pan?! Josha nie ma na piętrach!
— Już go znalazłem! — Mason odwarknął do Roberta. — Przynieść jego leki, ale już! — krzyknął władczo do lokaja.
— Tak jest! — usłyszał głos tym razem pełen ulgi, a Robert najpewniej podążył pospiesznie na piętro.
Josh za to patrzył w stronę wejścia szeroko otwartymi oczami. Potem znowu drgnął, jęknął i niemalże wcisnął się w róg magazynku.
Mason odetchnął, ale już gdzieś na skraju jego oddechu słychać było drżenie zniecierpliwienia.
— Josh, szukamy cię cały dzień. Wyjdź. To petardy, dam ci coś na uspokojenie, jeśli się boisz.
— Nie chcę wychodzić, tu jest dobrze — Josh odszczeknął głosem, który miewał tylko wtedy, kiedy był dłuższy czas bez leków. Nerwowo, szczekliwie i z nutą agresji.
— Nawet jeśli ja stąd wyjdę? — Mason spytał, bo już tracił cierpliwość.
Tym razem w zielonych, spłoszonych oczach Josha dało się dojrzeć cień wątpliwości.
— Nie zostawiaj mnie tu… — jęknął błagalnie.
— To chodź ze mną.
Josh jęknął i walczył ze sobą jeszcze chwilę. Rozejrzał się, a potem mocno zadrżał, gdy z zewnątrz rozległ się grzmot petard. Momentalnie odsunął się od ściany i znów dopadł do Masona.
— Tylko nie zamykaj mnie nigdzie samego, Mason, obiecaj — poprosił, trzymając się go i niemal włażąc na niego, jak wystraszony, popiskujący szczeniak próbujący wpakować się całym ciałem na kolana właściciela. A że Josh nie był małą, puchatą kulką, pan domu aż musiał podeprzeć się ręką o ścianę.
— Nie zamknę cię. Chodź stąd tylko, bo mam dość tego pieprzonego kurzu — burknął i chwycił chłopaka za rękę, ciągnąc do wyjścia. — Też se znalazłeś dziurę…
Josh dał się pociągnąć, a wychodząc za nim, trzymał się go kurczowo. I zdążyli tylko wyjść z magazynku na korytarz, gdy Robert podszedł do nich ze strzykawką i… spojrzeniem pełnym wyrzutu do Josha. Jakby mówił mu „znowu przez ciebie wszyscy omal nie dostali zawału”.
— Mam, proszę pana — powiedział, podając Masonowi to, co przyniósł.
Ten zabrał mu strzykawkę, pociągnął Josha do siebie, podwinął mu rękawek i wbił mu igłę bez ostrzeżenia w ciało. Josh jęknął cicho, ale się nie wyrwał. Trzymał się tylko blisko Masona, cały zakurzony, blady i skulony. Robert za to patrzył na niego z politowaniem, ale widocznym tylko w oczach. Jego twarz miała bardzo profesjonalną minę.
— W czymś jeszcze mogę pomóc? — zapytał Masona, zabierając od niego pustą strzykawkę.
— Przynieś mi nową kawę do sypialni. Będę jeszcze potrzebował stoperów, leków uspokajających i kilku dodatkowych kołder — Mason poinformował go, patrząc jednak na Josha i na ślepo oddając lokajowi strzykawkę.
Robert za to wyglądał na skonfundowanego. Na pewno nie miał pojęcia, dlaczego Josh się schował. Pokiwał jednak głową profesjonalnie i zniknął im z pola widzenia.
— I gdzie idziemy…? Nie na zewnątrz, nie? — Josh zapytał cicho, stojąc tak blisko Masona, że niemal właził mu na stopy własnymi.
— Nie. Idziemy do sypialni. Zasłonię okna i coś ci dam — Mason odparł, starając się być cierpliwym. Nie był w tym najlepszy.
Pociągnął za ramię Josha w stronę schodów. Gdy przechodzili przez salon, idąc korytarzem do schodów, obaj usłyszeli rozmowę Robert i Anny. Chyba już obaj domyślili się, o co mogło chodzić.
— Przed chwilą mówili w radiu… że wielu dzikich na Bronxie powariowało — to był głos Anny. — Mówią, że fajerwerki źle działają na tych bardziej… chorych.
— To by wiele tłumaczyło. Josh był kiedyś prawie dziki — odpowiedział jej Robert.
Josh za to zacisnął szczęki i zerknął pytająco na Masona. Wyglądał, jakby pytał, czy to serio jemu odwala i czy nie zachowuje się głupio. Ale… naprawdę się bał. Nic nie mógł poradzić na to, że te dźwięki były koszmarnie głośne, a każdy sprawiał, że serce było mu mocniej.
Mason zawołał do służby:
— Zajmijcie się swoimi sprawami! To, o co prosiłem, jest już na górze?! — spytał ostro, a oni już wiedzieli, że jakby nie było, to ponieśliby srogie konsekwencje.
— Tak, tak, proszę pana! — Robert szybko zjawił się w otwartych drzwiach salonu i skłonił się przepraszająco. — Dwie pigułki na uspokojenie, stopery i kołdra.
— Kołdry — Mason poprawił go i ruszył bez słowa do sypialni, ciągnąc Josha za rękę jak za smycz psa.
Bez dodatkowego słowa dotarli do sypialni, a Josh nie przestawał się trząść, choć jego serce rzeczywiście trochę zwolniło, od kiedy dostał zastrzyk. Nic nie powiedział, ale przytrzymał się koszuli Masona. Kurz drażnił go w nos, więc marszczył go często.
Jego pan zaprowadził go do łazienki. Tam bez słowa postawił przed sobą i zaczął rozbierać. Josh nie oponował, ale też nie koncentrował na nim nadmiernej uwagi. Właśnie skupił się na oknie, zza którego dobiegały grzmot i błyski.
— Kurwa… Jak to się tłucze, Mason… Zostaw, chodźmy do łóżka — poprosił niecierpliwie, gdy mężczyzna już obsuwał mu bieliznę.
— Umyjesz się. Śmierdzisz kurzem — jego pan postanowił twardo i wepchnął Josha do kabiny prysznicowej. Wiedział, że chłopak do niego w łóżku przylgnie, a naprawdę śmierdział kurzem.
Josh tylko popatrzył na niego z wyrzutem i stanął pod ścianką w kabinie. Na jego penisie znajdował się kolczyk, a na kolczyku medalik. Jak nie chip w jego ciele, tak medalik zawsze mógł być czymś, co sprowadziłoby Josha do domu, jeśli zgubiłby się gdzieś na ulicach Nowego Jorku.
— Umyj się. Czym szybciej, tym prędzej pójdziesz do łóżka — Mason ponaglił go, samemu zaczynając zdejmować wierzchnie ubrania, aby wejść do chłopaka i samemu się też obmyć.
Josh jęknął, ale załączył wodę i wszedł pod jej ciepły strumień. I… odkrył, że cudownie zagłusza wszelkie inne dźwięki. Zamknął więc oczy i przesunął się tak, by woda z słuchawki spływała prosto na jego głowę. Odetchnął głęboko.
Po chwili poczuł, jak za jego plecami pojawia się jego pan. Obejmuje go w pasie i masuje po brzuchu i boku.
— Lepiej?
Josh obejrzał się na niego i zamrugał kilka razy, by pozbyć się wody z powiek. Uśmiechnął się lekko.
— Nie możemy tu zostać…? — zapytał i przylgnął plecami do swojego pana. Tak przyjemnie szumiało.
— Wiesz, że po pewnym czasie będzie niewygodnie już tak stać?
Josh wykrzywił wargi i pokiwał głową.
— To chwilę…
— Dobrze, chwilę — Mason zgodził się, opierając się wręcz o Josha, kiedy położył mu brodę na ramieniu i objął go a pasie. Czuł, że chłopak powoli się rozluźnia, że nie słyszy tego hałasu z zewnątrz. Oddychał spokojnie i wystawiał twarz do strumienia wody, która spływała po jego młodym, apetycznym ciele.
— Przepraszam — Josh szepnął po chwili.
— Masz za co. Nie mogliśmy cię znaleźć — Mason mruknął tuż do jego ucha.
— Tam było ciszej… — Josh szepnął i przytulił się bardziej do pleców Masona, a potem przekręcił się i objął go za szyję. — Głupie te petardy…
— Pomaga ci trochę lek? — ten spytał, nie puszczając go z objęć i mając w głębokim poważaniu, jak dużo ciepłej wody właśnie zużywają.
— Trochę. Ale jak masz te uspokajające, to chcę wziąć. — Josh zaśmiał się szczekliwie i krótko, spuszczając wzrok z zakłopotaniem. Chyba zaczął zdawać sobie sprawę z tego, jak głupio się zachował.
Mason nie odpowiedział, ale cmoknął go i zakręcił wodę.
— To chodź — nakazał i wyprowadził Josha z kabiny.
Ten zaraz usłyszał pierwsze petardy, a zaraz potem poczuł ręcznik na ramionach. Mason wytarł go, ale nie ubierając ani siebie, ani jego, wyprowadził z łazienki do sypialni, gdzie na stoliku nocnym były leki uspokajające i jego kawa. Na łóżku piętrzyły się za to kołdry.
Chłopak nie był spokojny, gdy weszli do sypialni, a dźwięki zza okna nasilały się. Właściwie to nawet nie miał pojęcia, czy już jest po północy, czy jeszcze nie. Wszedł na łóżku, skulony i wodzący spojrzeniem wokół, a gdy zobaczył pigułki na szafce nocnej, sięgnął po nie i połknął szybko.
Mason podał mu jeszcze picie i sam położył się na łóżku. Nieważne było, jaka jest dokładnie godzina. I tak wierzył, że usłyszą ją za oknami. Na tę chwilę chciał, aby Josh trochę się uspokoił. Martwił się, że uciekł, że go stracił, kiedy tak go szukali, więc teraz miał do niego więcej cierpliwości.
Josh, gdy tylko się napił, odstawił szklankę, obejrzał się i widząc, że Mason leży na łóżku, szybko do niego dołączył. Pospiesznie zarzucił na nich kołdry, jedną naciągając dodatkowo na uszy, żeby jakoś zagłuszyć inne dźwięki i przylgnął do ciała swojego pana.
— Jak mnie znalazłeś? — szepnął.
— Mam specjalny sposób, aby cię znaleźć. Nie lubię, jak uciekasz, więc musiałem się zabezpieczyć.
— Czyli jak? — Josh zerknął na niego, opierając podbródek na jego klatce piersiowej.
— Nie musisz wiedzieć. Ważne, że w końcu zawsze mogę cię namierzyć. Leż. I się uspokój. — Mason przycisnął jego głowę do siebie i sam się wygodniej ułożył.
— Ale nie wsadziłeś mi żadnego nadajnika w tyłek razem z ostatnim dildem? — Josh zaśmiał się cicho, faktycznie przylegając do niego, jak tylko się dało i starając się uspokoić przy jego ciele. W sumie… Mason działał na niego jeszcze lepiej niż prysznic.
— Nie. Nie ja.
— Nikt inny nie wsadzał mi dilda…
— No ja myślę. — Mason zaśmiał się, ale w jego głosie była i tak wyczuwana groźba. — Masz nadajnik pod skórą. Lekarze ci wszczepili na wszelki wypadek. Każdy chory ma.
Josh zrobił większe oczy i popatrzył na niego tak, jakby sprawdzał, czy Mason przypadkiem nie żartuje. Zdarzały mu się równie okrutne żarty. Teraz jednak zauważył, że to całkowita prawda. Zwilżył nerwowo wargi językiem i przytulił policzek do jego piersi. Czuł się nagle dziwnie ospały, więc chyba proszki zaczęły działać.
— To dobrze… Jakby coś się stało, to mnie znajdziesz…
— Tak jak dziś? — Mason spytał z lekkim wyrzutem.
— Przepraszam… — Josh jęknął i potarł udem o jego udo, przez to Mason też poczuł wyraźnie jego penisa i medalik. — Bałem się, no…
— Mogłeś powiedzieć o tym komuś, a nie się chować.
Josh zacisnął wargi, wiedząc, że zachował się nieodpowiedzialnie i nie miał na to już żadnego argumentu. Patrzył tylko na Masona z wyrzutem za to, że… ten robi mu wyrzuty, że wystraszył się jak szczeniak.
Nie spodziewał się przy tym całusa, jaki dostał w czoło.
— Zrelaksuj się i nie myśl. Niedługo to minie.
Josh tylko pokiwał głową i przytulił się do niego. Zamknął oczy i wsłuchał się w dźwięk bicia serca Masona. To go uspokajało, chociaż jego zapach chyba odwalał jeszcze lepszą robotę. Zaciągnął się nim błogo, tonąc w tych odmętach kołdry i bliskości swojego pana. Już wiedział, że nie lubił Sylwestra tak jak kiedyś, ale na pewno lubił wkraczanie w nowy rok u boku tego mężczyzny…

34 thoughts on “Bonus sylwestrowy 2 – Hałas

  1. Katka pisze:

    Basia, och jak dobrze czasem przy pomocy komentarzy wrócić do dawnych rozdziałów :D Lubię ten bonus XD Jest taki psi. No Mason się wystraszył, bo on zawsze ma tę potrzebę ABSOLUTNEJ kontroli Josha. Musi wiedzieć, gdzie jest, co robi i w ogóle. Mam nadzieję, ze bonus się spodobał :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    no Mason bardzo się przejął tym, że jego Josh zniknął… i tak nadajnik, myśl Josha gdzie on się znajduje boska.. ale to całkiem zrozumiałe, bał się hałasu, więc szukał najbardziej cichego pomieszczenia….
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Omega pisze:

    pewnie tak będzie, bo w końcu to pierwsze opowiadanie z tej strony i wywarło na mnie naprawdę dobre wrażenie :) pewnie kiedyś je jeszcze raz przeczytam, ale najpierw się wezmę za resztę :)

  4. Katka pisze:

    Omega, chyba że pupilek Masona gdzieś zwieje i narobi bałaganu, wtedy będzie władze będzie interesował, ale póki Mason trzyma go na krótkiej smyczy, jest dobrze XD Bardzo fajnie, że podobają Ci się też inne opowiadania, choć podejrzewam, że jak to zwykle bywa, do SV będziesz mieć specyficzny sentyment. A przynajmniej mam nadzieję XD

  5. Omega pisze:

    jeśli tylko Pan/właściciel zakażonych, czyli w tym wypadku Mason mógłby ich namierzyć to nie widzę w tym problemu. A raczej władz nie interesuje zbytnio gdzie znajduje się pupilek Masona, więc mi osobiście to nie przeszkadza :)
    Smuteczek jest, bo pierwsze opowiadanie z tej strony się zakończyło i nieziemsko mi się podobało :) Czytam też LI (bo w końcu Percy też jest pupilkiem swojego pana, choć jest znacznie mniej zwierzęcy od Josha), Project Dozen też czytam i zostały mi dwa rozdziały, aby być na bieżąco (z jednej strony dobrze, a z drugiej źle, bo czekanie na kolejne rozdziały zwykle trwa długo, gdy się człowiekowi coś spodoba)
    życzę wam weny i więcej pomysłów :)

  6. Katka pisze:

    Omega, no to bonusy za Tobą, smuteczek, co nie? XD Chociaż myślę, że kiedyś jeszcze jakiś powstanie :) No i brawo, fajnie, że połapałaś się, że to o hałas chodzi :D Josh zdecydowanie jest jak zwierzak, inaczej więc być nie mogło. Ale w ogóle zaskakuje mnie, że NIKT nie zwrócił uwagi na to, że oni mają chamskie chipy XD Bo np. wg mnie to jest nie fair wobec nich, a Josh nawet o tym nie wie XD I zgadzam się, Mason troszczący się o Josha jest kochaaany :D

  7. Omega pisze:

    I ostatni bonus za mną (choć nie pogardziłabym kolejnym) :) Nie było dzikich seksów i było spokojniej, ale to opowiadanie również jest świetne. (znowu Mason martwiący się o Josha!!! <3) Na początku było wspomniane, że jest sylwester, więc gdy padło "Josh zniknął" to pierwsza myśl "schował się przed hukiem" – bo w końcu Josh jest jak zwierzak i to by było logiczne :)
    Szkoda że nie doszło do zbliżenia, ale Mason, który się troszczy o Josha mi to wynagradza :) (to jest takie urocze *o* )

  8. Katka pisze:

    Tigram, myślę, że jestem w stanie XD I bardzo mnie to cieszy, hehehe. Mam wrażenie ogólnie, że wejście LI odświeżyło stronę :D I liczę, że jest trochę tych ludków, którzy jarają się nim tak jak Ty.

  9. TigramIngrow pisze:

    Noooo… ja też mam taką nadzieję. Obecnie w moje gusta najbardziej się wpasowuje LI. W FDTS ostatnio coś mi nie wystarcza, chociaż nadal czyta się to bardzo dobrze, do PD też sięgam wybiórczo. Ale na LI to mam taką chcicę, że sobie nie wyobrażasz… Chociaż nie, znasz mnie osobiście to w sumie wyobrazić sobie możesz XD

  10. Katka pisze:

    Tigram, bidny jamnik… :( Dzięki, cieszę się, że tak to zadziałało na wyobraźnię :D Starałam się XD A LI… hehhe, ach te emocje XD Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz!

  11. TigramIngrow pisze:

    Kat, mój jamnik cholernie się bał jak gasło światło na klatce i nie chciał iść. Trzeba go było brać na ręce i faktycznie wtedy też tak przywierał mocno, wbijał się pazurkami i serce mu waliło. Dlatego doceniam to, że w bardzo dobry sposób opisałaś to czuł Josh. Lubię takie jasne, szczegółowe opisy które pozwalają sobie wszystko wyklarować w głowie i dobrze odczuć nastrój. Aż chce się więcej. Ale teraz cholernie chcę LI! Bardzo, bardzo, bardzo!

  12. Katka pisze:

    Tigram, hehehe, taaak, bo z własnego doświadczenia wiem, jak wystraszone zwierzęta mają skłonności do wchodzenia na drugą osobę tak, że ta traci równowagę XD Zresztą, bliskość uspokaja i Josh akurat szukał bezpieczeństwa w postaci Masona… bardzo kontaktowo XD

  13. TigramIngrow pisze:

    „Jego oczy zrobiły się większe, a on podsunął się niezgrabnie, choć dość desperacko w stronę Masona i przyczepił się do niego.”
    „(…)niemalże wlazł na niego. Trzymał się go ciasno.”
    „Chłopak zerknął na niego nerwowo i zacisnął palce na jego bluzce.”
    ” (…) trzymając się go i niemal włażąc na niego, jak wystraszony, popiskujący szczeniak próbujący wpakować się całym ciałem na kolana właściciela. A że Josh nie był małą, puchatą kulką, pan domu aż musiał podeprzeć się ręką o ścianę.”
    ” Josh zapytał cicho, stojąc tak blisko Masona, że niemal właził mu na stopy własnymi.”
    O te opisy podobają mi się najbardziej. Pokazują najbardziej zwierzęcą stronę Josha, upodabniając go do szczeniaka. Bardzo plastyczne i obrazowe. Niezwykle ułatwiają postawienie się w jego skórze i tak bardzo – przynajmniej mnie – chwytają za serce, bo naprawdę dobrze pokazują strach Josha.

  14. Katka pisze:

    SilendedUnknown, mnie się zawsze to wydaje mega urocze, kiedy taki twardy i brutalny ktoś jak Mason pokazuje swoją wrażliwą stronę i mięknie :D Bardzo nam miło, że bonus tak na ostatni moment napisany się spodobał ;)

  15. SilencedUnknown pisze:

    Pierwsze co mi przeszło przez myśl to to, że ta scena była niebywale słodka ^^
    Niby Masom taki wielki zły pan, a jak widać słabość do swojego szczeniaka ma.
    Świetny bonus wam wyszedł, naprawdę :P
    Nie pozostaje mi nic innego jak wierzyć, że będzie więcej takich! :D

  16. Katka pisze:

    Bebok, Josh jest tam z nich wszystkich najdzikszy (ba! Kiedy Mason go wziął do siebie de facto był dziki), więc wiele aspektów działania wirusa odbija się na nim mocniej niż na reszcie, dlatego niestety często reaguje tak zwierzęco. A Mason by ich wszystkich chyba powiesił gdyby jego ukochany pupilek krzywdę sobie zrobił.

  17. Bebok pisze:

    Bonus numer 2! Jeeej <3<3<3
    Josh… bombardowanie petardami? xd serio… biedny, serio musi mieć wyczulony słuch. Mason chyba faktycznie by wszystkich w domu pozabijał jakby Joshowi coś się stało… Noworoczne bzykanko byłoby mile widziane, ale takie masonowe martwienie się o Josha, wkurw na służbę i wspólny prysznic jak najbardziej mnie zadowoliły <3 Chyba przeczytam SV po raz kolejny xd Nabrałam na nich ochoty przez ten bonus.

  18. Katka pisze:

    Ash, dzięki wielkie! Chęci i wena są (choć to drugie często zdradliwe), więc myślę, że 2015 też będzie dobry :)

  19. Ash pisze:

    Bardzo miły bonusik :3
    Mi się bardzo podobał bo tyle czułości , troski i takiego miłego ciepła :D

    Życzę wszystkiego dobrego w nowym roku ! :)
    Dużo weny oraz chęci do pisania :3 !~

  20. Katka pisze:

    Tess, czasami jak jest fabuła zamiast seksu to jest fajnie, nie? XD Mason troskliwy, to Mason słodki :) I oczywiście, że służbie się należało! To nie Josha wina, że się bał i się schował :(

    Shin, mam nadzieję, że to znaczy, że się podobało :)

  21. Tess pisze:

    Tak właśnie miałam nadzieję, że bonus będzie z SV :D I się nie zawiodłam.
    To było mega słodkie. Nawet cieszę się, że nie było seksu (SZOK) i w zamian za to mogłam przeczytać o tym, jak Mason bardzo troszczy się o Josha. Uwielbiam te momenty ^^

    Tak jeszcze z innej beczki. Dobrze, że Mason opierdzielił służbę, co jak co, ale tym razem to im się należało. Nawet nie za to, że nie dopilnowali Josha, a za to, że go wrednie obgadywali! O!

  22. Katka pisze:

    Porebula, oooj, biedna, też się boisz? Ale przyznam, że pewnie mi też by serce do gardła podeszło, jakby ktoś wystrzelił petardę obok mnie. Jednak wolę oglądać je z dala. No i jak to miło, że doceniasz nadmiar tego pisadła, jakim Was zarzuciłyśmy XD „w ogole meczenie zwierzat jest okrutne…” – Amen. A Robert faktycznie, mądry się znalazł, a przypilnować psa… tfu, Josha nie umiał. Oj, coś czuję, że na służbę Mason był bardziej zły niż na samego Josha… XD

  23. porebula pisze:

    Josh był :o To jest jednakmlepsze od bonusu do outsidera… Mówilam, ze ich kocham? Ale ja wiekszosc od was kocham… nawet w zniszcz ten dziennik znalazlam miejsce dla Alexa. Jezu… kocham was… tyle dobra tworzycie dla marnych szarych ludzi… biedny Josh :( Petardy są złe, a przez komentarze czuje sie jak pies… Identycznie reaguje na petardy… Ale jak wczoraj uniknelam bo jechalam do kuzyna na sylwestra, tak dzisiaj mi dziadek taka duza zycil pare metrow odemnie… poryczalam sie prawie… Josh taki i zierzaki biedne :( to jest okrótne…w ogole meczenie zwierzat jest okrutne… np kawior… to mord masowy jes… i chyba tematem odbieglam… mialam napisac ze rozumiem Josha i mu sie nie dziwie, a Mason jest genialny :D Ale mnie wkurzyla reszta… No domu sprawdzic nie umieja i potem sie z politowaniem na niego gapil… Niech on sie odwali, Josh to pies, szczeniak, ma prawo sie bac i poszli Josha obgadywac jeszcze, Josh jest moj niech sobie idom kocham go. Tyle dobra w tak krotkim czasie… klaniam sie

  24. Katka pisze:

    Yumi chan, hehehe, taaa, już widzę, ze dobrze znacie Josha, skoro było to do przewidzenia XD Dziwne zatem, że Mason się nie domyślił! Och i oczywiście, że nawet największy badass zmięknie pod takim spojrzeniem :D

  25. Yumi chan pisze:

    „Josh zniknął” – moja pierwsza myśl: Chowa się gdzieś gdzie gorzej słychać huk petard, pewnie w jakimś składziku…
    Poczułam się jak jasnowidz :D

    Mason taki badass, a wystarczyły przestraszone oczka Josha i od razu z niego wkurw na pupila zszedł…
    Mięknie xD *przynajmniej na chwilę xD*

  26. Katka pisze:

    Illita, noooo, zwierzaczki są mega biedne na Sylwestra, więc jak tu się nad nimi nie zlitować? Nawet Mason mięknie. I też to lubię, hehe, jak zwykle jest takim złym misiem, a czasem potrafi nieźle słodki się zrobić w stosunku do Josha :)

  27. Illita pisze:

    Jaki przesłodki bonusik <3 Strasznie szkoda mi zwierzaków w sylwestra, mój kot zawsze strasznie świruje… No i on niestety nie ma żadnego Masona na pocieszenie :D Ale zawsze tak przyjemnie się czyta jak Mason mięknie w stosunku do Josha, to jest takie urocze! Milusio się czytało <3

  28. Katka pisze:

    Tigram, w ogóle właśnie byłam ciekawa, czy w trakcie tych poszukiwań Josha ktoś się skapnął, co też mogło być powodem jego zniknięcia :D Jak widać, było to do przewidzenia, hehe. A i często starałyśmy się robić nacisk na to, że dzicy są trochę jak zwierzęta, więc podobnie odczuwają wiele rzeczy… i jak widać hałas jest jedną z nich :) Super, że bonus się podobał :D Jakoś swoim fikiem sprawiłaś, że ciśnienie na Masona i Josha skoczyło, więc ten bonus powstał hahahah wczoraj, skończyłyśmy pisać o jakiejś 23:15 XD

    Liv, nooo, należało się Joshowi, ale chyba Mason nie miał serca, żeby go takiego wystraszonego jeszcze dodatkowo łajać czy karać. Toż te oczka były pełne strachu! Chociaż kto wie, czy na drugi dzień nie zdecydował się jakoś dać Joshowi bardziej do zrozumienia, żeby się to nie powtórzyło… Haha i to „Mason jest taki fajny”… Och, bad boye mają wzięcie XD

    Matyś, nooo, dzisiaj wybitnie rozpieszczamy. Chyba nigdy nie było dwóch bonusów w tak krótkim odstępie czasu XD Bardzo nam miło, że się spodobały :)

    Aoi, nom, zauważyłyśmy, że parcie na Josha i Masona jest niezłe ostatnio przez Tigram. Więc no, tak sobie postanowiłyśmy jebnąć bonus XD Taaa, psy mają przesrane w taką noc, zresztą sama pamiętam jak moje 52-kilowe psisko właziło na nas całym swoim cielskiem, próbując jak największą częścią siebie znaleźć się na naszych kolanach. I ten podkulony ogon i złożone uszy… Biedne psiaki, biedny Joshek XD Tobie też szczęśliwego Nowego Roku! ;)

  29. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    Dziękuję bardzo za świetny noworoczny bonusik :D. Czytając bonus nr1 tak sobie pomyślałam że fajnie by było jak by bonus 2 był o Masonie i Joshu, no i proszę moje marzenie sie spełniło. *_*
    Ogólnie lekko sie rozbawiłam na to że biedny Josh ukrył się gdzieś w magazynach bojąc się petard ale później spojrzałam na mojego psa na tabletkach uspokajających siedzącego pod stołem, no i strasznie zrobiło mi się żal biednego Josha. Ehhhhh. Szczęśliwego Nowego Roku wam życzę moje drogie no i mam nadzieje że jeszcze nie raz pojawi się jakiś bonusik z tymi panami. Pozdrawiam gorąco :*.

  30. matyś pisze:

    Huraaa! Jest długo mój wyczekiwany Mason i Josh! Dzięki :))) Outsider też fantastyczny – rozpieszczacie nas Kochane!

  31. Liv pisze:

    A w ogóle mój pies też się boi i serio wariuje przy fajerwerkach, dlatego jestem całym sercem przeciw, a po tym bonusie jeszcze bardziej ^^
    Więc zachowanie Josha tym słodsze, cud że wylazł stamtąd… No ale Mason :3

  32. Liv pisze:

    Och deeejm… mmm…
    „Mason spojrzał na lokaja jak na śmiecia. Jak mógł nie wiedzieć?” – just ♡.
    Josh był tak uroczy, że wciąż nie mogę się pozbierać. Dziwne że nie bał się „dwa lata temu”, ale może coś przegapiłam ^^
    Choć trochę szkoda, że Mason nie spuścił mu za ten cały cyrk wpierdolu, bo się należało… Wcale nie tylko Josh się tu oswoił :)
    Ach, jak mi ich brakuje… A właściwie seksów, bo Mason jest taki fajny.
    Nie będę powtarzać życzeń, więc po prostu dobrej nocy xd

  33. TigramIngrow pisze:

    Oooooo. To jest fantastyczne! I skojarzyło mi się z tym, że zwierzęta boją się tego huku, więc najpierw pomyślałam, że to właśnie stąd ten lęk – jako że Josh takim szczeniakiem jest, ale skoro wszyscy dzicy tak mają… w sumie logiczne.
    Rewelacyjny bonus, strasznie mi się spodobał!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s