Love Interest – 4 – Pozbędzie się mnie

Przez zasłony, ukryta za gabinetem sypialnia, nie była w pełni tak jasna, jak mogłaby być o ósmej rano. Mimo to, John obudził się przez swój „wewnętrzny budzik”, który sprawiał, że bez pomocy zrywał się o tej porze z łóżka. A teraz, widząc przy sobie śpiącego Kaprana, jakoś nie miał ochoty wstawać.
Wiedział jednak, że obaj mają obowiązki. On sam musiał zająć się biurokracją i organizacją całego domu publicznego. No i umówił się na kawę na mieście z Masonem Awordzem. Ale to dopiero po południu. Teraz musiał zjeść swoje odżywcze śniadanie, a potem przyjąć sanitariusza, który codziennie przychodził pobierać od niego krew.
Zsunął się z łóżka i cicho podszedł do swoich ubrań.
Mężczyzna na łóżku dalej spał. Na boku, z rękoma wyciągniętymi do ciała, które właśnie go opuściło. Zamruczał nisko i przekręcił się na brzuch, a następnie w stronę zapachu, który został na poduszce.
John zatrzymał się z koszulą w dłoni i zapatrzył na jego ciało. Tak go… kusiło. Nieznośnie i nieprzyjemnie, bo wiedział, że nie jest dostępne. Właściwie mógłby je sobie wziąć, ale był na tyle moralnym człowiekiem, że po prostu nie mógł. Nie powstrzymał się jednak przed zbliżeniem do łóżka i delikatnym położeniem ciepłej dłoni na nagim pośladku Percy’ego. Ten nawet się nie zakręcił pod jego dłonią, pogrążony w głębokim śnie. Ciemność i otaczający go zapach uspokajały go.
Delikatny uśmiech pojawił się na wąskich ustach Johna. Mężczyzna ścisnął tę krągłą połóweczkę, a potem przesunął palcem pomiędzy pośladkami. Przypomniało mu się nagle, jak Kapran wyglądał w lateksie, kiedy pierwszy raz nakazał mu to na siebie założyć jako karę. Był taki speszony, zażenowany i najpewniej chcący zniknąć. A wszyscy się na niego patrzyli. John za to… John za to czuł się dotknięty. Ufał mu. Ale teraz miał wrażenie, że Percy znacznie się zmienił. Że nabrał pokory i… chęci do towarzyszenia mu.
Zrezygnował z wyjścia z sypialni, ale ubrał się do końca, nim wreszcie rozchylił zasłony, wpuszczając do pomieszczenia więcej światła. Następnie usiadł bokiem na łóżku i odsunął z czoła podopiecznego kosmyki włosów.
Ten stęknął i wcisnął twarz w poduszkę. Słońce było jasne i skutecznie budziło niechętnego ku temu mężczyznę.
Powiercił się chwilę, potem pociągnął nosem i dopiero otworzył oczy. Uśmiechnął się lekko.
— Dzień dobry, proszę pana.
— Dzień dobry, Percy — ciemne oczy Johna skierowały się na jego twarz i usta. — Jak ci się spało?
— Dobrze, dziękuję. A panu, proszę pana? — spytał i stęknął, powstrzymując się od niegrzecznego ziewania.
— Też. Kaloryfery są zbędne, kiedy się tak przyciskasz — zauważył John, ale nie brzmiał, jakby miał o to pretensje. Mówił swoim typowym, spokojnym i poważnym głosem.
Kapran uśmiechnął się lekko i uniósł, podpierając z boku łokciem.
— To prawda. Jesteśmy… cieplejsi. Ja szczególnie rano i przed południem, proszę pana — odparł, już nie dodając, że właśnie na mniej więcej dwunastą, pierwszą miał wyznaczony czas brania leków.
John nie odpowiedział, tylko zniżył się do niego, ujął go z boku twarzy i pocałował subtelnie w usta.
— Masz zaplanowaną jakąś klientkę? — zapytał, nie odsuwając się za bardzo.
— Na dziś nie, proszę pana — odparł Percy, przełykając ślinę w miarę dyskretnie. Czuł się specyficznie w takiej sytuacji ze swoim panem… ale nie niedogodnie.
John tylko skinął głową, ale już go nie pocałował. Uniósł się tylko z łóżka i sięgnął po zegarek pozostawiony na szafce nocnej. Zaczął zakładać go na rękę.
Percy popatrzył za nim, przygryzając wnętrze policzka. Nie odzywał się przez chwilę.
— Czy w takim razie mam zrobić coś innego? Życzy pan sobie czegoś, proszę pana? — spytał, siadając na łóżku. Nie zakrywał się starannie. Tyle co, aby nie było widać jego krocza.
— Tak. Odwiedzisz Petera w szpitalu i zaniesiesz mu szarlotkę, którą dzisiaj rano miała zrobić Tracy — odpowiedział John, któremu nie można było odmówić dbania o swoich podopiecznych. Peter, którego podczas spaceru zaatakował dziki, wylądował w szpitalu i musiał przejść operację. — Ja mam dzisiaj wiele spraw do załatwienia oraz spotkanie, więc niestety nie mam dla ciebie w ciągu dnia czasu.
— Rozumiem, proszę pana. Będzie tak, jak pan sobie życzy — odparł Percy, poprawiając palcami włosy. Lubił takie spokojniejsze, nienerwowe dni.
John skończył zapinać zegarek i dopiął jeszcze mankiety koszuli. Skinął głową swojemu podopiecznemu.
— Zatem miłego dnia, Percy. Do zobaczenia — powiedział i ruszył do wyjścia z sypialni. Liczył na to, że Percy poradzi sobie i pościeli łóżko, nim wyjdzie.
Ten jeszcze odpowiedział „do widzenia”, po czym, kiedy drzwi zamknęły się za jego panem, uśmiechnął się do siebie. Przeciągnął się leniwie i jeszcze na chwilę upadł plecami na pościel. Przekręcił się w niej, wciskając twarz w poduszki i wąchając je. Spał w jednym łóżku ze swoim panem. I nie mieli seksu! Czuł się dziwnie szczęśliwy z tego powodu. Tylko nie wiedział z czego bardziej.
Pomościł się jeszcze chwilę i dopiero wstał, by zająć się i sobą i odwiedzinami w szpitalu.

*

John czuł się dziwnie wypoczęty. Nawet po oddaniu krwi i zjedzeniu tego niespecjalnie dobrego obiadu, który miał zawarty w diecie, nie był słaby i zmęczony. Może powodem tego był postęp w jego relacjach z Percym? Sam nie wiedział, jednak szedł na spotkanie z Masonem w dobrym humorze.
Umówił się z nim w jednej z drogich kawiarenek, na które stać było jedynie zdrowych. Była usytuowana w samym centrum Manhattanu, a do tego pilnie strzeżona przez dodatkowy patrol wojskowych.
John podjechał na miejsce limuzyną i na chodniku dopiął guzik swojej grafitowej marynarki. Następnie wszedł do kawiarni i podał nazwisko Masona, bo ten na siebie zamówił im stolik.
Mężczyznę nie trudno było znaleźć. Niby nie otaczał się wianuszkiem świty, nie był też jakoś specjalnie wyróżniający się z tłumu, ale miał tę specyficzną aurę, przez którą nie dało się go nie zauważyć. Tylko że jednak coś nie pasowało. Mason nie był sam.
John od razu poznał jego „pupila”, jak zwykł Josha McMillana nazywać Mason. W końcu byli u niego swego czasu, by ujrzeć, jaka kara spotkała Kaprana. Nie spodziewał się, że go zabierze. Josh chyba również nie był do końca pewien, co tu robi, bo bawił się słomką, którą miał w soku i rozglądał niezbyt pewnym wzrokiem wokoło. Najwyraźniej nie czuł się bezpiecznie w miejscu, w którym byli sami zdrowi, a do tego z dodatkową ochroną żołnierzy.
— Witaj, Mason — John oszczędnie uśmiechnął się do swojego znajomego i wyciągnął do niego dłoń ponad stolikiem.
— Witaj, John — Mason też podał mu swoją, ale nie wstał. Ba, nawet dobrze się nie wyprostował. — Od razu zacznę od mało przyjemnej rzeczy — zaczął mówić, nim John jeszcze usiadł.
Starszy mężczyzna westchnął i jeszcze skinął głową na powitanie Joshowi, który był chyba jego widokiem równie zaskoczony co John.
— Nie pozwolisz mi nawet zamówić kawy? — zapytał, widząc, że kelner nieopodal już czatuje na moment, kiedy zostanie przywołany.
— Jeśli Josh ci nie przeszkadza, to pozwolę — Mason jako pierwszy skinął na obsługę, samemu też czując przyjemne podekscytowanie na myśl o kawie, a nie kolejnej wodzie.
Jak zwykle wyglądał na pewnego siebie. Czarne ubrania, zarost i spięte włosy dodawały mu animuszu, chociaż najwięcej jego władczego „ja” dało się wyczytać z oczu.
— Skądże, jestem tylko zaskoczony — odpowiedział John, a gdy wysoki i kościsty kelner przystanął obok, zwrócił się do niego. — Ja poproszę podwójne espresso i jedno z tych orzechowych ciast, które widziałem na wystawie. Bo rozumiem, że skoro je tutaj macie, znaczy, że wpasowują się w naszą dietę?
— Tak, proszę pana. Są dozwolone, jednak maksymalnie dwa na osobę. Nie są słodzone cukrem, a składniki są odpowiednio dopasowane. A do kawy czego sobie pan życzy? Odtłuszczona śmietanka, słodzik? — spytał, a Mason aż się skrzywił, słuchając tego.
— Tak, niech będzie — odpowiedział John z lekkim zrezygnowaniem w głosie. Był już do tego przyzwyczajony, ale nie zamierzał sobie darować wyrażenia niezadowolenia. — Ciasta wystarczy mi jeden kawałek, jeśli nie oszczędzacie na wielkości.
— Mamy nadzieję, że pana zadowoli. A pan, proszę pana? — kelner zwrócił się do Masona.
— Dużą kawę z prawdziwą śmietanką i cukrem. I nie wmawiaj mi, że nie macie. Trzcinowy musi być — zagroził kelnerowi.
— Tak jest, proszę pana, mamy. Życzy sobie pan również któreś z ciast?
— Na razie nie. Tę wyjątkową rzecz zachowam sobie na później, skoro tak bardzo was tu pilnują z tymi ograniczeniami — mruknął i odprawił go gestem.
Kiedy kelner odszedł, Josh siorbnął soku, wciąż się nie odzywając. Siedział blisko Masona. Musiał sobie wcześniej dosunąć do niego krzesło. Kontrastował kolorem swoich ubrań ze swym panem i rzeczywiście wyglądał przy nim na jakiegoś szczeniaka.
John poprawił się na wygodnym, sosnowym krześle, które obite było złotawym materiałem i zwrócił się do Masona.
— W porządku, to co to za zła wiadomość? Rząd znowu szykuje coś, o czym nie wiem?
— Nie. Nie wiem nic więcej niż ty, jednak muszę poprosić cię o przysługę — zaczął i nawet nie spojrzał na swojego chorego. — Dziś mamy dość duże zamieszanie w domu. Na tyle duże, że ciężko byłoby mi samodzielnie wszystkiego przypilnować. Chciałbym więc, abyś do jutra przetrzymał mi Josha.
— Co?! — Josh zareagował jako pierwszy, wbijając spojrzenie wielkich oczu w swojego pana. O mało nie rozlał przy tym soku. — Mason! Ale po co chcesz mnie wyrzucać, przecież nie będę przeszkadzać!
John za to tylko uśmiechnął się bokiem ust, czekając, aż Mason uspokoi swojego pupila, by móc coś powiedzieć.
Młodszy ze zdrowych potarł nasadę nosa. Wiedział, że tak będzie.
— Nie mam czasu cię pilnować, a ty sam nie umiesz się pilnować. Więc będzie tak, jak powiedziałem. Oczywiście, jeśli John się zgodzi — spojrzał na koniec na niego, gestem nakazując Joshowi milczenie.
Chłopak zacisnął usta, żeby nie odszczeknąć i tylko obserwował to swojego pana z jawnym wyrzutem, to Johna z nadzieją, że ten się nie zgodzi. Niestety, jego mina już świadczyła o tym, że nie będzie problemu.
— Mam duży dom i na pewno znajdę dla Josha łóżko i jedzenie. Rozumiem, że mam go zabrać po naszym spotkaniu?
— Możesz też teraz. Niech się tu nie nudzi i nie siorbie. Będziemy mogli spokojniej porozmawiać — Mason, ku rozczarowaniu Josha, po raz kolejny okazał się człowiekiem bez serca.
— Mason, ale ja mogę posiedzieć sam na strychu nawet… — spróbował jeszcze Josh wpatrując się w swojego pana świdrująco.
Mason znowu przewrócił oczami i przeprosiwszy Johna, zwrócił się do swojego pupila.
— Nie możesz. W ogóle nikogo nie może być w domu. Robert będzie ze mną, będzie pomagał, a Anna z Eliotem najpierw spędzają dzień na zakupach i sprawach, o które ich prosiłem, a potem też idą na noc do schroniska — wyjaśnił swojemu pupilowi. Mówiąc „schronisko”, miał na myśli swego rodzaju hotel, w którym żaden zdrowy nigdy by nie nocował. W większości były średniej klasy obiektami z kratami w oknach, ale Josh domyślał się, że Mason nie pośle ich do takiego złego. Pokoju w hotelu jednak też im najwidoczniej nie zamierzał opłacać.
Chłopak fuknął pod nosem i zakręcił się niecierpliwie na krzesełku.
— A kiedy po mnie wrócisz? — zapytał, już chyba godząc się na swój los, ale patrząc na Masona co najmniej takim wzrokiem, jakby był szczeniakiem, którego pan chce oddać na całe życie do schroniska dla bezdomnych psów.
— Jutro popołudniu. Nie powinieneś być u Johna dłużej niż 24 godziny, więc zachowuj się — Mason pogroził jeszcze chłopakowi palcem, ale widząc jego minę, nie mógł się powstrzymać przed poczochraniem mu włosów.
Josh pokiwał smętnie głową, a John wreszcie zabrał głos.
— Moja limuzyna stoi przed kawiarnią. Jest tam TV, więc nie krępuj się przed skorzystaniem — odłożył przy tym komórkę na stolik. Pisał właśnie do kierowcy, że pewien chory zaraz tam przyjdzie.
— Mhm… Okej — Josh wypił szybko swój sok i spojrzał jeszcze pytająco na swojego pana, czy ma iść.
Ten skinął głową, ale nim Josh się odsunął, przyciągnął go do siebie i pocałował soczyście w usta, a następnie okręcił mu głowę i przyssał mu się do szyi, poprawiając malinkę z ostatniej nocy.
— No, idź. I nie zrób mi kłopotów.
Josh jęknął z wyrzutem, równocześnie czerwieniejąc na twarzy. Ale nie dodał już nic, żeby nie robić Masonowi wstydu w miejscu publicznym i wyszedł z kawiarenki.
Akurat w tym momencie do stolika podszedł kelner z zamówieniem. Postawił przed gośćmi filiżanki z kawą, a przed Johnem dodatkowo talerzyk z ciastem orzechowym. Gdy odszedł, John zwrócił się do Masona:
— O której godzinie podać Joshowi lekarstwo?
— Wieczorem. Nie ma dokładnej godziny, ale wieczorna. Siódma, zwykle wtedy jest najbardziej pobudzony. Ale jeśli by się dziwnie zachowywał, to daj mu dwie dawki. Czasami potrzebuje — wyjaśnił Mason, biorąc dużą szklankę z grubego szkła ze swoją kawą.
— Musiałeś go późno zabrać — zauważył John. On sam nie miał wśród swoich podopiecznych takich osób, które nawet nie biorąc leków przez trzydzieści godzin, nie okazywały nadmiernie skutków działania wirusa. — Powinienem zważać na jakieś niepożądane zachowania?
— Jedynie nadmierne zdenerwowanie czy pobudzenie. Często się stresuje albo… właśnie tak jak przed chwilą, nie słucha się. Jeśli to nie problem, to nie każ go za bardzo za niemówienie do ciebie z tą twoją ukochaną, pełną otoczką — poprosił Mason, mimo że jego ton nie był też za bardzo proszący. Taki już był.
— W porządku — John zgodził się bez oporów. W końcu to był pupil Masona, nie mógł więc przeszkadzać mu w takim wychowaniu, jakie ten uskuteczniał. Zabierając się za ciasto, dodał: — Ale rozumiem, że nie będzie ci przeszkadzać, jeśli umieszczę go z którymś z moich chłopców lub dziewcząt?
— Nie mam specjalnie wyboru. Gdzieś musiałem go dać, a wiem, że ty najlepiej go przypilnujesz. Po tym co widział, jak urządziłeś tego swojego… tego — pstryknął palcami, nie mogąc sobie od razu przypomnieć. — Tego Kaprana, boi się ciebie, więc nie będzie ci się sprzeciwiać. W razie problemów zagroź mu, że zatrzymasz go sobie albo że ci go oddam, jeśli dalej będzie się źle zachowywał.
— Pan do rany przyłóż — John uśmiechnął się specyficznie, kosztując wreszcie swoje ciasto. Było dobre, chociaż wyraźnie czuł, że na słodkości oszczędzano, no i na pewno nie było na zwykłej mące. Smakowało specyficznie, ale czasami musiał zadowalać się takimi namiastkami, skoro nie mogli nic innego. — A jak twoje życie, Mason? Masz kogoś nowego w domu?
— Nie, jest bez zmian. Nie myślę o nikim nowym, radzimy sobie. Chyba że ktoś się trafi. Ale nie lubię użerać się z nowymi i uczyć ich zasad. Nie mam twojej cierpliwości. A ty? Co z twoimi chłopcami i dziewczynkami? Co w końcu zrobiłeś z tym zdrajcą?
John uśmiechnął się trochę wymuszenie. Domyślał się, że Mason nie zrozumie.
Dał sobie czas i wsadził do ust kolejną porcję ciasta. Rozejrzał się przy tym po kawiarence. Każdy stolik miał swoją prywatną przestrzeń. Liczne donice z kwiatami oddzielały poszczególne miejsca, a ściany wzbogacone były w duże lustra w zdobionych ramach. Dzięki temu John ujrzał swoje oblicze. Poważne, nawet lekko wyniosłe. Nie było po nim aż tak widać, że miał już prawie czterdzieści pięć lat. Był szczupły, wysoki, a ze skórą nigdy nie miał problemów. Do tego ciemne włosy zaczesane w tył, długi, wąski nos i smukłe policzki.
— Wciąż go utrzymuję. Hm… powiedzmy, że awansował z roli podnóżka. Choć, nie powiesz mi, Mason, że nie zdarzyło ci się więcej niż raz wybaczyć swojemu pupilowi jakiś wybryk. Z tego, co mówisz, to bardziej niepokorny typ — odpowiedział w końcu, kierując ciemne oczy na Masona.
Ten skrzywił się znad kawy, którą pił. Czuł się, jakby John wypomniał mu błędy.
— Więcej niż raz. Tak, dobrze to ująłeś. Ale też w swojej spostrzegawczości zauważyłeś, że nie traktuję go jak każdego innego swojego pracownika. A z tego co pamiętam, twój podnóżek był księgowym czy czymś takim.
— Zajmował się finansami, tak. Teraz, po odbyciu swojej kary, pracuje w doli towarzystwa dla kobiet, choć komputera na oczy już nie widzi. No, może przechodząc obok gabinetu — John znowu się uśmiechnął i napił kawy. — Teraz zarabia na swoje utrzymanie wyłącznie ciałem.
— Czyli zwyczajnie jest dziwką — podsumował Mason. — A nie myślałeś o tym, żeby go sprzedać? Czy aż takie masz z niego pieniądze?
— Tak, myślałem o tym, by go sprzedać i wciąż mam to gdzieś na krańcach podświadomości… Ale jest problem, Mason, natury erotycznej. Pociąga mnie — odpowiedział, na razie nie wnikając w złożoność tego, co czuł do Percy’ego Thorntona.
Młodszy mężczyzna uniósł brwi w wyrazie zaciekawienia i zaintrygowania.
— Pociąga cię? Kto by pomyślał. Więc to też z tego wynika ta twoja… łaskawość do jego zdrady? — zaciekawił się, wiedząc, że jakby John Brown naprawdę był zły, to mógłby potraktować zdrajcę jeszcze gorzej.
— To możliwe. Na pewno kara była łagodniejsza, niż mogła być, choć wymierzając ją starałem się hamować swoje uczucia. Myślę, że i tak była dość dobrą nauczką, bo przyznam ci… że teraz jest bardzo posłuszny i grzeczny. Pytanie, czy z szacunku, czy ze strachu.
— Nie chcę zawodzić twoich nadziei… ale przypuszczam, że ze strachu. Najczęściej to najlepiej działa. Ale… — machnął ręką. — To nieważne. Jak już jest posłuszny, to na pewno masz z nim więcej frajdy. Dobry jest w łóżku?
— Jest hetero — John wykrzywił swoje wąskie usta i otarł je serwetką, gdy skończył ciasto. Przysunął sobie filiżankę z kawą. — Miałem go raz, pod wpływem narkotyku. Był nieziemski. Ale nie mogę go faszerować za każdym razem. Uzależni się.
Mason prychnął pod nosem.
— Jesteś dziwny, John. Niby taki srogi pan i władca burdelu, a jednak martwisz się bardziej o zdrajcę niż o własne potrzeby. Nie możesz go zwyczajnie zmusić? Skoro jest teraz taki posłuszny, nie zaprotestuje, a z czasem się przyzwyczai.
— Najwyraźniej mam do niego słabość — skwitował John z pobłażliwym wobec siebie uśmiechem. — Jak było z twoim pupilem? Rzeczywiście go zmuszałeś i przyzwyczaił się?
Mason psyknął między zębami.
— Nie były to dla niego zbyt łatwe początki. Zresztą, nie mogłem być dla niego za bardzo delikatny. Był prawie dziki, i tak dużo ryzykowałem, zamykając go u siebie na strychu.
— Ale miałeś łatwiej pod jednym względem. Jest homo. Bo jest, rozumiem? — upewnił się John, patrząc ponad filiżanką kawy w czarne oczy drugiego mężczyzny.
— Tak… — mruknął pod nosem Mason. — Mieliśmy nawet okazję spotkać się przed apokalipsą. Ale naprawdę aż tak potrzebujesz jego podniecenia do szczęścia?
— Tak jest lepiej. Przyjemniej. Ale nie wyrzekam się całkowicie bliskości z nim. Wydaje się chętny, by próbować. Wczoraj robiliśmy sobie dobrze ręką i… mimo orientacji, wyglądał na spełnionego. Mason, to naprawdę dobry widok, gdy ktoś, do kogo czujesz coś więcej, dochodzi za twoją sprawą.
— Wiem… — westchnął młodszy mężczyzna i dopił kawę do końca. I tak długo ją sączył. — Ale nie wiem, co ci poradzić. Trochę narkotyków mu nie zaszkodzi… albo uzależnienie swojego spełnienia od ciebie — dodał i uśmiechnął się dość podle.
— Uwielbiam twoje podejście, Mason — John uśmiechnął się znowu i odstawił swoją filiżankę. — Uwierz, spać mi to nie daje, ale może jakiś sposób w końcu znajdę. Na razie… pozwól, że zapłacę. A ty zapewne masz sporo na głowie, skoro oddajesz mi swojego szczeniaka.
— Niestety tak. Ale mówię poważnie. Jeśli jest dziwką, to mu to ukróć albo zakaż. Chyba jeszcze cię na to stać. Jeśli dodatkowo jeszcze nie będzie mógł se trzepać przez pas cnoty, do którego będziesz miał dostęp tylko ty, dużo chętniej będzie po to do ciebie przychodził.
John westchnął i potarł nasadę nosa. Mason ewidentnie podchodził do chorych pod kątem tresury. I jak wiedział, że to działa, bo nie raz od początku apokalipsy naukowcy dowiedli, że system nagród i kar i faktycznie tresura, w jakiś sposób daje efekty, to nie był przekonany. Nie miał w końcu pojęcia, czy nie wywoła to jakichś negatywnych skutków.
— Mogłoby to coś dać. Ale to nie decyzja na już. Muszę to przemyśleć. Chociaż, dziękuję ci za podsunięcie pomysłu. Może w jakiś sposób go wykorzystam — odpowiedział w końcu i położył na stoliku banknot. Potem uniósł się i wyciągnął dłoń do Masona. — A teraz pozwól, pójdę zająć się twoim podwładnym — dodał ze specyficznym uśmiechem, delikatnie drażniąc się z Masonem. — I mam go nie dotykać, jak rozumiem…?
Mason fuknął pod nosem.
— Wolałbym, abyś się ograniczył i tego nie robił. Masz dość dziwek, aby jeszcze mojego psiaka tykać. A i gwarantuje, że i ty nie chciałbyś mieć do czynienia z jego rozhisteryzowaną osobą — odparł surowo, wierząc jednak, że John tego nie zrobi. Był to w końcu mężczyzna ceniący sobie zasady.
John zgodził się skinieniem głowy i uścisnął mu dłoń. Potem wyprostował się i jeszcze przejrzał w lustrze, czy odpowiednio wygląda.
— Jakby co, będę do ciebie dzwonił. Twój podopieczny będzie u mnie bezpieczny. W takim razie do jutra, Mason.
— Do jutra, John. I dzięki — ten skinął mu głową, nim obaj wyszli z restauracji.
John skierował się do swojej lśniącej limuzyny, a Mason mógł jeszcze ujrzeć w oknie swojego pupila, który wpatrywał się w niego posępnie i intensywnie.
Mason uśmiechnął się do niego lekko, stojąc chwilę na ulicy. Puścił mu oczko, po czym pogroził palcem, aby się nie mazał. W końcu nie mógł być za miękki.
Poczekał jeszcze, aż limuzyna odjedzie i dopiero udał się do siebie. Czekał go ciężki dzień.

*

John zastanawiał się, gdzie może umieścić Josha i przyszedł mu do głowy bardzo zły pomysł. W końcu nie był pewien, jak się to może skończyć, ale dlaczego miałby sobie nie podarować chociaż chwili rozrywki? A może nie tylko rozrywki, ale możliwości zaobserwowania zmiany poglądów swojego najważniejszego podopiecznego.
Josh był u niego w domu już kilka godzin. Siedział głównie z jego podopiecznymi w pokoju rozrywkowym, grając na PlayStation. Potem zjadł kolację, a teraz John polecił podać mu lekarstwa.
— Kiedy je dostanie, przyprowadź go do mnie na górę. I jeśli Percy już wrócił ze szpitala, niech również przyjdzie — rozkazał lokajowi przez telefon w swojej obszernej sypialni i nie czekając na odpowiedź, rozłączył się.
Potem nalał sobie wina do kieliszka i usiadł na kanapie w oczekiwaniu na gości. Chwilę to trwało, aż w końcu usłyszał pukanie. Kiedy minęły już grzecznościowe farmazony, stał przed nim Percy.
Mężczyzna nie miał pojęcia, co tu robi, skoro ponoć miał dziś nie widzieć się z panem. Coś się zmieniło, ale nie planował narzekać. Ubrany był w dobrze, nawet za dobrze dopasowane, aby nie były nieznośnie kuszące, jeansy i koszulę z podwiniętymi rękawami oraz rozpiętymi dwoma górnymi guzikami.
Niedługo później znowu nastąpiło pukanie. Kiedy John pozwolił wejść, lokaj wprowadził do sypialni Josha, po czym ulotnił się.
— Już się poznaliście, więc daruję sobie przypominanie wam, kim jesteście — powiedział John.
Josh, kiedy tylko zobaczył Kaprana, zacisnął szczęki i nie podszedł w jego stronę, a stał wciąż w odpowiedniej odległości. Nie dość, że obawiał się Johna, wiedząc, że ten naprawdę potrafi poniżająco karać niesubordynację, to jeszcze teraz Kapran… Czuł się tu źle, niepewnie i… nie miał pojęcia, dlaczego został tu przyprowadzony.
Percy także nie wyglądał pewnie, widząc Josha — osobę, która go podkablowała i przez którą tak długo był poniżany. Nie. Karany za to, na co zasłużył.
Nie ruszył się ze swojego miejsca, tylko po krótkiej lustracji intruza wbił spojrzenie w swojego pana.
— Percy, dzisiaj Josh jest naszym gościem. Jutro jego pan po niego wróci, ale muszę zapewnić mu gdzieś wygodne posłanie. A że Tony, z którym kiedyś dzieliłeś sypialnię, już tu nie pracuje i nie mieszka u nas, prosiłbym cię, byś zajął się Joshem i przygotował mu posłanie w swojej sypialni — oznajmił John, patrząc pewnie na Kaprana. Chciał dowiedzieć się teraz naocznie, jak ten zareaguje. Czy bunt wciąż w nim siedzi?
— Ale… Ja może gdzieś… No, dlaczego akurat z nim? — odezwał się niepewnie Josh. Nie chciał być z tym kolesiem w jednym pomieszczeniu na noc! A co, jak ten będzie chciał się zemścić?!
— Jestem pewien, że Percy zapewni ci komfortowe warunku — odpowiedział John tonem nieznoszącym sprzeciwu. — Prawda, Percy?
Ten spojrzał na Josha, a potem znowu na swojego właściciela. Skinął głową.
— Tak, oczywiście, proszę pana. Będzie tak, jak pan sobie tego życzy, proszę pana — odpowiedział służalczo, wcale nie chcąc dzielić sypialni z tym chłopakiem. Kimś kto… nie miał nawet określeń. Kiedyś powiedziałby, że nie chce z nim dzielić pokoju, bo ten jest zwykłą męską kurwą i pedałem… Ale w czym Josh był teraz gorszy od niego? Był tylko i wyłącznie powodem jego poniżenia, ale i też poważnej życiowej lekcji.
— Możecie więc odejść. Percy, zabierz ze sobą Josha — polecił John, obserwując Kaprana uważnie. Czy okaże niesmak, zniecierpliwienie, irytację… Był ciekaw. I sam nie wiedział, czy decydując się na to, nie chciał w pewien sposób wzbudzić w Percym złości. By czuł do niego wyrzut, by to okazał. Aby potem móc bez większych wyrzutów sumienia zadziałać jakoś w jego sprawie. Albo oddając go komuś innemu, albo poddając temu, co poradził mu Mason.
Percy znowu skinął głową tak formalnie i bezemocjonalnie, że John nie miał żadnej możliwości, by ujrzeć na niej jakieś negatywne odczucia.
— Tak, proszę pana — rzucił i skinął na Josha. Oblizał krótko usta, starając się nie zachowywać niepoprawnie. Jakoś znowu uderzyło w niego poniżenie, jakie czuł, kiedy widział go pierwszy i ostatni raz. — Chodź, przygotujemy twoje miejsce.
Josh jeszcze chwilę stał w miejscu, analizując, czy jest sens się sprzeciwiać, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że lepiej tego nie robić. Mruknął więc tylko coś do Johna, po czym pierwszy wyszedł z jego sypialni na długi, wąski korytarz.
Na tym piętrze, jak już spostrzegł, mieszkał tylko John. Była tu jego sypialnia, salonik i łazienka. Pomieszczenia całej reszty znajdowały się na niższych piętrach, salon i jadalnia na parterze, a w piwnicy pokoje rozrywkowe. Budynek był na tyle duży, że Josh miał nadzieję nie spotkać tu Kaprana. Najwyraźniej się nie dało.
— To gdzie masz ten pokój? — mruknął wrogim tonem do starszego mężczyzny, kiedy ten zamknął za sobą drzwi.
— Piętro niżej. Pojedziemy windą — wyjaśnił Percy bez emocji. Starał się nie patrzeć na chłopaka. Wezwał tylko windę, stojąc z jedną dłonią w kieszeni. Był naprawdę przystojnym facetem i nawet Josh to widział.
— Już nie chodzisz w lateksie — zauważył, również wciskając dłonie w kieszenie jeansów, by też wyglądać luźno, a nie na spiętego i gotowego do ewentualnej obrony. Stanął przy tym po prawej stronie mężczyzny, żeby nie było widać malinki na szyi, którą niecnie zrobił mu Mason. Niestety było zbyt ciepło na golf i miał na sobie jedynie zielony, luźny t-shirt, który nie zakrywał śladów. Miał tylko nadzieję, że każdy pokój miał swoją łazienkę. Nie przeżyłby, jakby musiał myć się we wspólnej. W końcu miał na penisie ten przeklęty kolczyk i medalik.
— Nie. Jak zresztą widać. Odbyłem swoją karę, a przez kłócenie się z tobą nie zamierzam dostać też kolejnej — Percy pewnie spojrzał na chłopaka i wszedł do windy, kiedy ta przyjechała.
Josh też wszedł do środka i kiedy ta się zamknęła, poczuł się mniej pewien. Oczywiście wiedział, że sam przez swoje codzienne ćwiczenia na siłowni miał sporo siły. Jego brzuch był ładnie wyrzeźbiony, choć wirus skutecznie hamował rozrost mięśni. Ale nie czuł się słaby. Niemniej, obawiał się czegoś ze strony Kaprana.
— To najlepiej trzymaj się w stosownej odległości — mruknął, samemu stojąc przy barierce obok lustra.
— Nic ci nie zrobię i liczę, że ty mi też nie. Nie chcę konfliktu — Percy oparł się o lustro, patrząc przenikliwie na Josha. On naprawdę lubił być pupilem swojego pana? Lubił taki seks? Czuł się ignorantem, że nie jest w stanie tego zrozumieć.
— Ja też nie. Więc tylko pokaż mi łóżko, łazienkę i… a masz może telefon? — wypalił Josh, odwracając się bardziej do Kaprana, by spojrzeć mu w oczy swoimi zielonymi ślepiami. Może mógłby zadzwonić do Masona?
— Ja niestety nie. Mam zakaz zbliżania się do telefonów i komputerów. Jednak jeśli poprosisz pana Browna, może pozwoli ci skorzystać z tego znajdującego się na piętrze — odparł, a winda się zatrzymała i mogli wysiąść.
— Nie, chyba za bardzo nie chcę z nim obcować — odmruknął Josh i wyszedł za swoim przewodnikiem, rozglądając się wokół.
Budynek wydawał mu się większy niż rezydencja Masona. Nie dziwił się więc, że tyle osób mogło tu mieszkać. Chociaż Mason, gdyby chciał, mógłby ulokować w wolnych pokojach sporo pracowników. Więc może to wrażenie było tylko dlatego, że był tu pierwszy raz. W końcu ostatnio siedzieli tylko w salonie na dole.
— Jak uważasz, nie zamierzam namawiać, abyś go niepotrzebnie zajmował. Jest dość zajętym człowiekiem — Percy poprowadził go do swojego pokoju. Wszystkie były otwarte, więc od razu do niego wszedł. Poczekał na Josha i dopiero zamknął za nim drzwi. — Rozgość się.
Zachęcił jeszcze gestem, samemu wchodząc w głąb. Pomieszczenie nie było specjalnie wystrojone. Dwa łóżka oddzielone od siebie szafką nocną, okna wychodzące na ulicę, dwie oddzielne szafy, podwójny kredens i jedno lustro wiszące na ścianie, a drugie przy toaletce. Na szczęście była jeszcze jedna para drzwi, co mogło świadczyć o tym, że jest tu łazienka.
Kolory też były przyjemne, a Josh od razu domyślił się, że nie jest to pokój, w którym klienci uprawiali seks z tutejszymi dziwkami. Do tego musiały służyć inne pomieszczenia.
Podszedł do okna i tęsknie wyjrzał na zewnątrz. Chciał już wrócić do Masona. Nie czuł się bezpiecznie bez niego.
— W ogóle, czemu tak bronisz pana Johna? — zapytał, oglądając się podejrzliwie na Kaprana. Sam użył „pana” przed imieniem gospodarza, bo ilekroć przy Masonie mówił samo „John”, ten go poprawiał. Weszło mu to już w krew jak wiele innych rzeczy, jakie wpajał mu Mason. Czasami, gdy poddawał to głębszym rozważaniom, zauważał, jak łatwiej i wręcz mimowolnie przyswajał różne nawyki niczym pies uczący się komend. Zdawał sobie sprawę, że jest to jeden ze skutków wirusa, a Mason nagminnie to wykorzystywał. — Ostro cię ukarał…
Percy patrzył na Josha, wyjmując z dolnych szuflad szafy świeżą pościel dla gościa.
— Bo jest moim panem. Dzięki niemu mam gdzie spać i co jeść. O lekach już nie wspominając. I nie próbuj mi nawet wypominać tego, co pisałem wcześniej — mruknął, odnosząc się do czata, na którym „poznał” Josha.
— Nie wypominam — fuknął chłopak, odwracając się tyłem do okna i opierając o nie plecami. — Tylko pokorny się stałeś, a takim… bojowym i wrogo nastawionym facetem do zdrowych się wydawałeś.
— Dzięki tobie poczułem, jak bardzo może palić mi się ogon i w jak złej sytuacji mogę być. Nie wykluczam przy tym, że chorzy sami mogą sobie radzić, ale ja nie mam już takiej możliwości.
Josh pokiwał głową i popatrzył na pościel.
— To ja… pójdę się umyć, jak już to ogarniasz — rzucił, samemu nie wiedząc, jak się odnosić do Kaprana. Strasznie wkurzało go swego czasu to, jak ten wyskoczył na niego za samo bycie gejem. Jak z niego kpił przez czat. A potem przez niego Josh miał problemy z Masonem. Ale teraz nie chciał go prowokować. Poza tym, Kapran wydawał się jakiś dziwny, mniej wrogi.
— Poczekaj, pokażę ci, gdzie są ręczniki — Percy zostawił nawlekanie poduszki i pierwszy podszedł do łazienki. — Jakbyś potrzebował czegoś, co zapewnia ci twój pan, to mów. Postaram się w miarę moich możliwości.
— Tylko żel do mycia i tyle… Mason lubi, jak śpię nago, ale ubiorę bokserki — Josh zaśmiał się szczekliwie, wchodząc do niewielkiej łazienki.
Kapran ściągnął brwi, a dziwne myśli znowu zaatakowały jego głowę. Czy Johnowi też by się podobało, jakby spał nago i… czemu ten chłopak miał tak specyficzny śmiech?
— Brałeś leki? — spytał, starając się rozwiązać chociaż jedną zagadkę.
Jego dzisiejszy gość ściągnął brwi, nie rozumiejąc tego nagłego pytania.
— Tak, z pół godziny temu wasz lokaj mi podał. A co? — zapytał podejrzliwie, przystając przy umywalce i zrzucając przez głowę podkoszulek.
Percy’emu od razu rzuciły się w oczy malinki na ciele chłopaka.
— Nic. Pytam, bo masz bardzo… szczekliwy śmiech. I widzę, że też dość… dziko współżyjesz ze swoim panem, jak mniemam.
Josh momentalnie nabrał mocnych rumieńców na twarzy i aż miał ochotę zakryć się koszulką. Nie zrobił tego, żeby nie wyglądać na jeszcze bardziej zawstydzonego.
— Bo jestem półdziki i możesz się bać, że rzucę się na ciebie w nocy — odfuknął, zaciskając pięść na materiale.
Percy westchnął ciężko.
— Wolałbym, abyś tego nie robił. Nasi właściciele mogliby być niezadowoleni.
— A na czacie tak się irytowałeś, jak mówiłem o Masonie jako o moim panu… — zauważył Josh i zdjął jeszcze spodnie i skarpetki, ale nie pozbył się bielizny. Nie miał zamiaru rozbierać się do końca przy Kapranie. Jeszcze rzuciłby jakimś kąśliwym komentarzem na temat jego kolczyka.
— Jak zapewne zauważyłeś, trochę zmieniłem nastawienie. Do wielu kwestii — Percy oparł się o ścianę, jeszcze nie wychodząc z łazienki. — Nadal jednak nie rozumiem wkradania się przez łóżko w łaski swojego pana.
— Co…? — Josh nie zrozumiał jego ostatniej uwagi. — Jakiego wkradania się?
Percy już chciał coś powiedzieć, ale darował sobie.
— Nieważne. Umyj się — rzucił i wyszedł z łazienki, zamykając ją za sobą.
Josh jednak, jak to on, podążył za nim, nie zważając na to, że był w samych bokserkach.
— Jak piłeś do mnie, to nie wiem, skąd taki wniosek. Nie wkradałem się do łask Masona przez łóżko, jak to on w pierwszej kolejności chciał, żebym był od tego! — odszczekał za Kapranem, patrząc na niego wojowniczo.
Ten zatrzymał się.
— Teraz jednak jesteś jego ulubionym pupilem. Bo zaspokajasz jego potrzeby.
— Nie tylko. Ja też to lubię, więc weź nie patrz na to tak bezuczuciowo. Jakbym to robił, żeby coś zyskać… — fuknął Josh, irytując się samym tonem Percy’ego. — Dobrze nam obu, więc to żadne wkradanie się.
Percy zmrużył oczy.
— Hm… — zamruczał pod nosem, zagłębiając się w swoich myślach. On tego nie lubił, więc… może faktycznie wkradał się w łaski Johna. Tylko czy jeśli by teraz odpuścił, to ten by go nie odesłał?
Josh jeszcze chwilę czekał na głębszą reakcję. Miał nadzieję, że Kapran nie wyciągnie na wierzch tego, co sam pisał na czacie. Jak się żalił, że Mason nie wypuszcza go na zewnątrz, że każe Eliotowi go pilnować i w ogóle… Teraz było inaczej. Teraz było mu z Masonem dobrze.
— No? Masz coś jeszcze do mnie? — mruknął, mając teraz Masonowi bardzo za złe, że akurat tutaj wysłał go na noc. Albo dlaczego nie mógł tu przyjść razem z nim? Nie chciał tu być sam na sam z tym porypanym homofobem.
Percy, dopiero słysząc głos chłopaka, spojrzał na niego. Pokręcił głową.
— Nie. Przypuszczam tylko, że skoro nadal go bronisz, to wasze relacje się nie pogorszyły.
— Nie. Są dobre. Nie zmieniłbym go na innego pana — odpowiedział Josh, patrząc mu twardo w oczy. I dopiero po kolejnych dwóch sekundach zreflektował i odetchnął. — No… Ale ja się miałem iść umyć — mruknął i szybko wrócił się do łazienki, żeby to wreszcie zrobić. Miał nadzieję, że ta noc szybko minie.
Percy zdążył zaścielić łóżko dla swojego dzisiejszego gościa, kiedy ten wyszedł z łazienki. Odświeżony, w samej bieliźnie i spokojniejszy. Co prawda obrzucił Kaprana dość podejrzliwym spojrzeniem, ale widząc łóżko, powiedział:
— Dzięki.
— Nie ma sprawy. Jesteś w końcu naszym gościem — odparł starszy mężczyzna, odsuwając się od łóżka. — Czegoś jeszcze potrzebujesz?
Joshowi przeszło przez myśl „surowy kotlet”, ale podarował sobie mówienie tego głośno. Pokręcił tylko głową i wlazł na łóżko. Od razu zakopał się w ciepłej pościeli. Pachniała, chociaż brakowało mu na niej zapachu Masona. Tęsknił.
— Jest okej. W ogóle… duży macie dom — rzucił niezobowiązująco.
— Dużo osób tu mieszka, więc jest to na swój sposób konieczne — odpowiedział Percy siadając na drugim łóżku. — Jeśli byś chciał iść wcześniej spać, to możesz mi powiedzieć. Wyjdę.
— Nie chcę, spoko… A co w ogóle teraz robisz? W sensie, jak zarabiasz na siebie? — pytał dalej Josh z cieniem zaciekawienia w głosie, mimo że wciąż dało się od niego odczuć dystans.
— Spotykam się z klientkami. Towarzyszę im w wypadach na miasto, do kina, teatru czy na kolację. A jeśli sobie tego zażyczą, jak zwykle też bywa, także w sypialni. Innymi słowy, jestem kolejną dziwką pana Browna — odparł Percy ze spokojem. Jedną nogę miał założoną na drugą, a dłonie splecione na kolanie.
Josh odetchnął cicho, jakoś tak automatycznie myśląc o tym, kim sam był i jak na siebie zarabiał. Też był dziwką, ale tylko Masona. Nie lądował z nikim innym w łóżku i wydawało mu się to dużo lepsze niż to, co miał Kapran. Mimo że pewnie Kapran mógł sam częściej wychodzić i może nawet miał swoje pieniądze…
— Ale jemu też dajesz? — rzucił czujnie.
Percy już miał nawet odpowiedzieć, ale zawahał się, jak to ująć. Oficjalnie nie „dawał” panu.
— Pan szanuje moją heteroseksualność.
— Ale on sam jest homo, nie?
— Tak.
Josh oblizał usta i zakopał się głębiej w pościeli, podpierając przy tym głowę na dłoni.
— To… to jak ty go szanujesz, skoro jesteś homofobem? A pana trzeba szanować — dodał wymownie.
Percy lekko się skrzywił. Jak on miał mu to wszystko wyjaśnić? Zresztą, czy musiał?
— Ciężko to wytłumaczyć. A do tego wiele się zmieniło.
— Pokrętnie mówisz — Josh skrzywił się lekko. Niczego konkretnego się nie dowiedział i w sumie widział, że Kapran w ogóle nie chciał z nim rozmawiać, więc może lepiej było pójść wcześniej spać? Przynajmniej czas szybciej mu zleci i szybciej wróci do swojego domu.
— Bo ciężko to wyjaśnić osobie niebędącej w mojej sytuacji. Spróbuj postawić się na moim miejscu. Masz panią, która cię trzyma, bo jej się podobasz, a jednocześnie masz u niej dług. Sytuacja się ciągnie i komplikuje, a twoja pani myśli o tym, aby się ciebie pozbyć, jak słodyczy z lodówki — wytłumaczył, wiedząc, że jak każdy zdrowy, Mason też musiał nienajlepiej reagować na słodycze. Coś, co było zakazane, zawsze wywoływało złość.
Josh ściągnął brwi, myśląc szybko o tym, co powiedział Kapran.
— Jakby chciała się mnie pozbyć, to bym próbował przekonać ją, żeby tego nie robiła.
— Jak?
— No… Musiałbym ją znać. Wiesz, wiedzieć, czego oczekuje albo co by się jej podobało. Mason na przykład lubi, jak klękam mu przy kolanach i się łaszę — palnął z lekkim uśmiechem i zarumienił się dopiero, gdy zdał sobie sprawę z tego, że to może nie wyglądać godnie w cudzych oczach, a już na pewno w oczach Kaprana.
Percy jednak się tym nie przejął. Za bardzo był zafrasowany swoim problemem. Bo przecież nie będzie się łasił do Johna. Ten nawet by tego nie pochwalił. A czego ten chciał? Wiedział, ale niby jak miałby mu to dać?
Pochylił się i rozmasował twarz dłońmi.
— Pozbędzie się mnie…
Josh zamrugał i nie bardzo wiedział, jak zareagować. Normalnie powinien pocieszyć kogoś w takim nastroju… ale to był Kapran. Ten, który go tak obrażał i sprawił mu tyle nerwów.
— Ale… czemu tak nagle mówisz? No, nie pozbył się ciebie po zdradzie, to czemu miałby teraz? — zapytał, bo chyba nie bardzo rozumiał tę sytuację.
— Bo się ze mną męczy. Nie daję mu tego, czego by chciał… Nie umiem — westchnął ciężko i spojrzał zmęczonym wzrokiem na Josha. — Zresztą, nieważne. Na pewno cię to nie interesuje. To nie są twoje problemy. Wybacz.
— To… spróbuj się nagiąć? Nie wiem, czego on dokładnie od ciebie chce, ale wiesz… no, czasem można próbować, nawet jak się coś wydaje złe… Jak się kocha i szanuje swojego pana, to się da — odpowiedział Josh, choć nie miał pojęcia, czy w ogóle daje dobre rady. Wydawało mu się, że są w zupełnie innym położeniu.
— Nagiąć? — Percy prychnął pod nosem, kiedy już wstał z łóżka. Jakoś miał wrażenie, że powinien gdzieś pójść. Zrobić cokolwiek, a nie siedzieć tu w zamknięciu z tym chłopakiem. — Nie mam pojęcia, jak się nagiąć i oszukać swoje podniecenie. Sypiam za pieniądze, problemem nie jest, że mi się podoba czy też nie. Problemem jest, że to mężczyzna.
Josh skrzywił się. Musiał przyznać, że jeśli o to chodziło, to Kapran był w patowej sytuacji. Bo przecież jak zmienić orientację? Gdyby tak się dało, to masa ludzi nienawidzących siebie za to, kim są i co ich pociąga, już dawno by to zrobiła.
— To jak ci zależy na tym, by tu być? Pan John oczekuje, że się przy nim podniecisz, czy po prostu na to pozwolisz? Bo wiesz… zawsze możesz mu dać tak… po prostu… Chyba, że cię to brzydzi…
Percy spojrzał na chłopaka swoimi ciemnymi oczami. Czuł, że los z niego zakpił, że rozmawia akurat z Joshem McMillanem o swoich problemach dotyczących seksu homoseksualnego.
— Nie brzydzi. Mówiłem, sypiam za pieniądze, w sumie nie umiem już odczuwać obrzydzenia, a wirus pomaga w kochaniu się z każdym. Tylko że nie mam namiociku na myśl o penisie mojego pana, tak jak ty — fuknął na koniec, wyżywając się na Joshu przez swoje sfrustrowanie. Nie zrobił tego jednak intencjonalnie. — Wybacz.
Josh zagryzł wargę i podkulił kolano, siedząc dalej na miękkiej pościeli. Była przyjemna w dotyku, ale brakowało mu na niej zapachu Masona. Ciekaw był, czy Kapran, mimo że nie podniecał się Johnem, też lubił jego zapach.
— Może się nauczysz… — rzucił, nie wiedząc do końca, co odpowiedzieć. Sam chyba nigdy nie umiałby współżyć z kobietą. Chociaż… jak swego czasu Mason przyprowadził do domu podopiecznych księdza Franka, a on spędzał poranki z jednym z nich, temu nie robiło różnicy, z kim się kochał. Wcześniej podobno był heteroseksualny, ale chuć wywołana wirusem trochę to zatarła. Może więc i dla Percy’ego była szansa?
Starszy mężczyzna spojrzał na swojego gościa z twarzą bez wyrazu. Trochę zobojętniałą, trochę zmęczoną, a trochę zwyczajnie nieobecną. Wyglądał, jakby nie znał już słów, jakie są w stanie opisać jego obawy. Milczał więc tylko i w końcu poszedł bez słowa się umyć. Musiał pomyśleć, co robić.

13 thoughts on “Love Interest – 4 – Pozbędzie się mnie

  1. Katka pisze:

    Basia, hehe, oczywiście, ze nie chce, by ktoś tykał jego pupilka. Jest tyyyylko jego :D A zabawa ze wrzucaniem postaci z jednych opowiadań do drugich zawsze była fajną frajdą, więc to na pewno nie ostatni raz :D Też pozdrawiamy!

  2. Basia pisze:

    Witam,
    cieszę się bardzo, że pojawił się Josh ;] Mason nie chce aby ktoś tykał jego pupilka, haha to świetne umieścił Kaprana i Josha w jednym pokoju, może się w końcu przełamie….
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Tess, hehe, to było chyba dość przewidywalne, że nie opanujemy się przed wrzuceniem Masona i Josha w to opoko, jak już są w tym samym mieście :D A co do tego, czy Percy się nagnie, czy Masona pomysł wejdzie w życie – a może obie rzeczy się staną? A może żadna… Tak wiele wyjaśniam XD Ale masz rację, to co John z nim będzie robić, to faktycznie jest delikatna sprawa i wszystko się może za przeproszeniem spierdolić… I oczywiście dzięki wielkie za komentarzyk, miło usłyszeć od Ciebie kilka słów :)

  4. Tess pisze:

    Jaki zaciesz!
    Super, że pojawili się Mason i Josh. I niezły pomysł, by tego drugiego umieszczono w przybytku Johna, na dodatek w pokoju Percy’ego. Fajnie, że sobie chłopaki pogadali ;)
    Jestem tylko ciekawa, czy Percy zdecyduje się „nagiąć”, czy jednak w użytek pójdzie rada Masona. Mam nadzieję, że to pierwsze. Gdyby John chciał w jakiś sposób przymusić swojego „lubego”, to zapewne miałoby to odwrotny skutek i zraziłby do siebie Percy’ego.
    W każdym razie nie mogę się doczekać następnego rozdziału!

  5. Katka pisze:

    O., bo Josh nie jest kurwą Masona, ale pewnie jakby ktoś ich zapytał oficjalnie, co on robi, to Mason by powiedział że jest jego własnością, a Josh… Josh pewnie sam by nie wiedział XD No ale oczywiście że Josh znaczy dla Masona więcej niż… więcej niż cokolwiek innego. Oj a czy się wymknie… hehe, Josh chyba mu aaaaż tak nie zagraża ;)

    SilencedUnknown, spoko, mniej więcej wiem, o co Ci chodzi. Percy ogólnie całe życie uważał siebie za heteryka, a do tego miał niezbyt dobre poglądy na temat homo, więc kiedy teraz został postawiony w takiej sytuacji, to cokolwiek by faktycznie nie czuł do Johna i cokolwiek by go do niego ciągnęło, to wciąż ma zakodowane, że homo jest złe, że nie powinien taki być, więc opory rodzą się same. Jego mózg walczy XD Ale John stara się przebić przez te przekonania i jak widać, właśnie taki mamy tego efekt – istny chaos w głowie Percy’ego, który już w sytuacji, w której jest w bliskości z innym facetem, chce i próbuje, a jak jest z dala i myśli na trzeźwo, to schizuje, co to on wyrabia.

    Neko-chan, Savage Virus po raz kolejny? Czytaj, czytaj, na zdrowie XD Też często do tego wracam :) W ogóle zrobiłaś niezłe combo w komentarzu, każdego opka po trochę. Co do czekolady i kotów – mam nadzieję, że Jay jest tak jak Twój kot, bo jeszcze faktycznie Ryan będzie chciał go czekoladą nakarmić, a i pewnie nutella nie raz stała u nich w kuchni otwarta, więc droga do utycia przed Jayem otwarta. Haha i wybacz, ale odrobinkę bawi mnie ta trauma po NBTS XD I w sumie dobry jest taki skutek, że wciąż jesteśmy dla Was trochę nieprzewidywalne i nie ma takiego pewniaka, że „ooo, główny bohater, to na pewno nie zginie”, jak w wielu filmach czy serialach. Tak, wiem, dla Was to kiepskie pocieszenie XD A kubeczków będzie więcej, to może jak nie teraz, to kiedyś trafi Ci się okazja do nabycia ;) Pozdrawiamy również bardzo cieplutko!

  6. Neko-chan pisze:

    Kiedy był ten „wysoki i kościsty” kelner… moja pierwsza myśl to: „Jason?!” xD Co się ze mną dzieje xD
    Taaak, coraz bardziej lubię to opowiadanie. I Mason i Josh, czekałam na nich ^^ Aż od nowa zaczęłam czytać Savage Virus, co z tego, że już któryś raz? :D Ach, stęskniłam się za nimi.
    Percy i Josh ładnie się dogadali, jak widzę xD Nie było źle.
    I jakoś mam wrażenie, że to źle się skończy ;-; mam nadzieję, że tylko mi się tak wydaje… Muszę przyznać, iż pomyślałam, że John jednak wyrzuci Percego ;-; Ale nieeee, to niemożliwe… Prawda?
    A korzystając z okazji powiem tutaj o FDTS, bo nie skomentowałam. „Słodki żart” Lennego jak najbardziej udany xD Świetny fragment z Rynną, coś mi się wydaje, że niedługo skoczą na moją listę ulubionych par. Pomyśleć, że kiedys ich nie lubiłam. A co do częstowania kota czekoladą – sama mam kota i mój tata nieraz chciał dac mu czekoladę. Nie posmakowała mu xD Ale aż nabralam ochoty na ptasie mleczko ;-; I Ryan wie co dobre! Jak można nie lubić ptasiego mleczka? Tóż to niebo!
    No to teraz czas na JA. Czekałam na spokanie Jasona z Charlie i się doczekałam xD Było cudowne. Jason bezczelny jak zwykle, taki już jego urok ^^ Po prostu jego rozmowa z Charlie, to jego zachowanie – no po prostu to rządzi. A kiedy jechał z Alexem to był jeden moment, w którym przypomniało mi się NBTS, a dokładniej końcówka i aż się przeraziłam. Dokładnie moment, w którym Jason przyśpiesza. Jakoś ta „trauma” po NBTS krąży nade mną, odruchowo o tym pomyślałam. Mam jednak wielką nadzieję, że już żadne opowiadanie się tak nie skończy ;-;
    No i sklepik – serce mówi „kup kubek z Alexem!”, lecz rozum „Nie masz pieniędzy, odpuść” ;-; Ale może jednak mi się uda kupić… rany, mam taki dylemat xD Zbieram na coś, więc każda kasa się liczy, ale ten kubek, rany, ja go pragnę. „Alex is coming” jest po prostu zbyt piękne ;-; Chociaż kubek Jasona też niezły… i Lennego. Raaaaany, nie wytrzymam xD Dobra, będę musiała się grubo nad tym zastanowić. Co do książki, a konkretnie pierwszego tomu – z bólem serca nie kupię, a przynajmniej 1 tomu, a to z dwóch powodów: brak kasy, którą zbieram *nie mam pieniędzy, ale zbieram xD* oraz te pierwsze rozdziały mi się nie podobają ;-; wolę już taką… dalszą akcję xD A dokładniej odkąd pojawia się Alex.
    A teraz jeszcze krótko o Project Dozen:
    Błagam, niech Jules i Eric będą razem ;-; Kocham ich, Eric jest po prostu taaak uroczy. I rodzice Julesa są fajni :D Chcę więcej~!
    i nie mogę się doczekać „zabawowego czegoś” oraz „czytadeł” :D
    Pozdrawiam~

  7. SilencedUnknown pisze:

    Katka, dokładniej to chodziło mi o to, że przy Johnie jego instynkty, czy zmysły są wyjątkowo górą, nie myśli tak dużo o tym, że jest przecież hetero, że to jest facet, że jest be i w ogóle. Czasem odnosiłam wrażenie, że jest bi, tylko nie do końca wie jak to ugryźć, ale tutaj po jego słowach – „Nie mam pojęcia, jak się nagiąć i oszukać swoje podniecenie. Sypiam za pieniądze, problemem nie jest, że mi się podoba czy też nie. Problemem jest, że to mężczyzna.” – wydaje mi się to dość… ciężkie, chyba, że to kwestia psychicznej zapory, która, że tak się wyrażę, wysyła mu alarmowe sygnały, „bo to mężczyzna” i tylko ze względu na to. A nie robi tego, gdy patrzy na niego jak na CZŁOWIEKA, który mógłby mu się podobać. (Nie wiem czy jest zrozumiałe to co piszę… :p )
    Chodzi mi o to, że jemu zwyczajnie psychicznie nie podoba się relacja „mężczyzna-mężczyzna”, czy może czuje się niekomfortowo z myślą o takiej relacji. Taki opór tylko przez ideę, nie konkretny przypadek emocjonalno-fizyczny.
    Oookej. Wymiękam. Nie potrafię opisać swoich myśli :P
    I powiem Ci, że ciekawe studia muszą to być. Tak serio, serio. ^^
    I owszem, zgadzam się. Ludzie pod tym względem potrafią być niezwykle… elastyczni ^^
    Dzięki wielkie ;) A napisałam już teraz, bo oczywiście z moją pamięcią, jeśli chodzi o takie rzeczy, bywa krucho, także wolę dmuchać na zimne ;)

  8. O. pisze:

    A myślałam, że jasne już jest iż Josh nie jest tylko kurwą dla Masona ;oo Albo ja sobie coś ubzdurałam xD
    Ciekawe, czy Percy wymknie się w nocy do sypialni Johna xD Coby nie być w jednym pokoju z Joshem xD

  9. Katka pisze:

    SilencedUnknown, ooch, tęsknota za Willem i Jeffem, słodko :D Niestety 3 część nie zaczęła się jeszcze pisać, bo do tego potrzebujemy mega plan (przy ATCL bez planu dopieszczonego w każdym szczególe się nie obejdzie), ale zdradzę, że coś niecoś z nimi przed pojawieniem się 3 części będzie można poczytać ;) A co do innych myśli Percy’ego przy Johnie i przy Joshu… nie wiem, co dokładnie masz na myśli, niemniej zawsze człowiek jak jest w różnych sytuacjach, to trochę inaczej ogarnia, podobnie jak w przypadku tego, że zachowuje się również inaczej przy innych osobach lub przy pełnieniu innych ról społecznych (studia mnie spaczyły). Więc Twoje spostrzeżenie może być jak najbardziej słuszne. Hehe i Tobie też życzymy Wesołych Świąt :) Choć na to pewnie jeszcze znajdzie się czas :)

  10. SilencedUnknown pisze:

    Jestem pod wrażeniem kultury, z jaką Josh i Kapran się porozumiewali ^^
    I normalnie zatęskniłam za SV :p (A odchodząc od tematu, za każdym razem jak czytam rozdział czegokolwiek na Waszym blogu, zdaję sobie sprawę jak bardzo tęsknię za Willem i Jeffersonem… nie sądziłam, że to opowiadanie aż tak mnie od siebie uzależni..).
    Podobał mi się początek rozdziału, co raczej oczywiste ^^ Końcówka natomiast po raz kolejny napawa mnie zgrozą. Nie mam pojęcia co macie zamiar zrobić z tym „przeklętym” hetero i właściwie to mocno się tego obawiam :P
    Dodatkowo mam wrażenie, choć nie wiem czy słuszne, że Percy ma inne myśli, gdy jest przy Johnie, a inne, gdy już go przy nim nie ma. To jest wybitnie frustrujące…
    I kolejny raz taki tytuł… Ech… ^^
    Pozdrawiam i oczywiście Wesołych! ;)

  11. Katka pisze:

    Tigram, no widzisz, jak się chłopak uczy, nawet swojego „największego wroga” nie obdarzył ciętymi komentarzami. Josh musiał mieć niezłego mindfucka, bo bynajmniej od takiej strony nie zna Kaprana. Był pewien, że zaatakuje go masa homofobicznych komentarzy. A co do rozmowy – zawsze jak się powie coś na głos, to wydaje się to brzmieć bardziej zrozumiale czy logicznie. Bo zapewne w głowie Percy’ego dzieje się niezły chaos. Haha, a Mason zawsze wymyśli coś zajebistego… tylko z drugiej strony ja się czasem boję jego pomysłów, bywają dość drastyczne. Ale kto wie, może to jest właśnie sposób na chorych? W końcu Mason ma wprawę w ekhm przystosowywaniu ich…

    Liv, uroooczo Twój komentarz zdominował Mason i Josh XD Tak właśnie myślałam, że to będzie nie lada gratka dla tych, którzy ubóstwiają tę parkę ;) A przecież kiedy się da połączyć opowiadania, to czemu tego nie zrobić, co nie? Jakoś szczególnie nam się to podoba… i w sumie jeszcze będziecie mieli okazję coś takiego poczytać. Ale, ale, co do komentarza. Obawy Percy’ego są różne, ale jeśli chodzi o to wyrzucenie, jest troszkę przewrażliwiony, bo już John mu dał jasny sygnał, że jeśli zdradzi go ponownie, to nie będzie przebaczenia. Myślę, że Percy też jako tę zdradę również widzi niesprostanie oczekiwaniom Johna. Jasne, trochę jest pod tym względem przewrażliwiony, niemniej strach pozostaje i troszkę nie może nic na to poradzić.
    Och, och, bardzo mi miło, że Joshek z kalendarza się podoba! :) Właśnie taki miał wyjść, troszkę niewinny, ale jednak zabrakło mi w nim tego niesfornego błysku. Może przy następnym portrecie ;) Nie wszystko wychodzi od razu. Ale co do scen z nimi, pamiętaj, że są tu raczej „gościnnie” a nie w „głównej obsadzie”, więc nie będziemy się na nich skupiać, niemniej na pewno w następnym rozdziale będzie można o nich poczytać ;)

  12. Liv pisze:

    Och tak, Mason i Josh! :)
    Super rozdzial, ale musze przyznac, ze, jak juz zaczal mi sie podobac Percy, tak teraz mniej go lubie… Po prostu gdy mam jego i Josha w jednym pokoju, doslownie, tak dla porownania, to wybor „teamu” jest oczywisty xd
    I nie wszystkie z tych obaw Percy’ego rozumiem. To jasne, ze sie martwi i w ogole czuje nieswojo, ale chyba jest troche przewrazliwiony. Toz John mowil mu dobitnie, ze zalezy mu na szczerosci i przyjemnosci dla ich obydwu. A Percy sie boi wyrzucenia…I jakos naprawde dziwnie musi czuc sie przy Joshu, bo zachowywal sie inaczej. W sumie tak jakby Josh byl ucielesnieniem jego koszmarow i jednoczesnie pradnien, ech xd
    Ale wracajac, Mason i Josh! Chlone namietnie kazda nowa rzecz z nimi, na marginesie Josh w kalendarzu jest niesamowicie uroczy i chlopiecy. A Mason zrobil mu malinke w kawiarni. W kawiarni… Juz sie nie moge doczekac powrotu Josha do domu. To takie fajne i strasznie slodkie, ze teski za zapachem Masona. I seksowne c; Jest szansa na to, ze przeczytamy jak Josh bedzie wyrzucal Masonowi to oddanie go pod opieke? :3 Bo takie wyrzucanie moze sie fajnie skonczyc, jesli chodzi o Masona…
    Przepraszam, zdalam sobie sprawe, ze tak naprawde na pierwszy plan wysunelam teraz Masona i Josha… To nie to opowiadanie, wiem, ale ja ich tak uwielbiam, ze nie mam na to wplywu. Byloby super, gdyby Josh znowu czyms wkurzyl pana i Mason pokazalby sie od bardziej sadystycznej strony. Bo az tesknie do tego uroczego brania sila… A to takie mrrr *-*
    Lece juz, trzymam kciuki (a zaszaleje, wszystkie palce) za Percy’ego i Johna. Za duzo tam niedopowiedzien chyba…

  13. TigramIngrow pisze:

    Wrrrr! Mało mi! Chociaż i tak rozdział wydaje się być przyjemnie długi. Sporo się dzieje, fajne sytuacje, mało tych dreszczotwórczych, ale nie zawsze można mieć wszystko.
    Przyjemna pobudka, ciekawa koncepcja z podrzuceniem Josha do jaskini lwa. I jestem naprawdę dumna z Percy’ego odnośnie tego jak zwracał się do chłopaka. Wow!
    Chyba potrzebował takiej rozmowy, żeby sobie uporządkować pewne sprawy lub by spojrzeć na nie z innej perspektywy.
    A pomysł Masona odnośnie uzależnienia od spełnienia – mega! Podoba mi się to i popieram oraz kibicuję abo został on zrealizowany. A już w ogóle będzie niezłe połączenie jak John się zainspiruje radami Masona, a Percy Josha, W ogóle to mógłby go podpytać o różne triki jak robić dobrze facetowi i tym podobne!
    Och, chcę już kolejny rozdział!
    Teraz, zaraz, natentychmiast!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s