Fire Dragon Tattoo Studio – 202 – Słodki żart

— Ryan? — mruknął Mulat, siedząc na kanapie i gapiąc się na telewizor. Jay leżał mu na miednicy, rozłożony jak król na włościach.
— Słucham? — odparł chłopak, stawiając na stoliku jedną puszkę piwa, z drugą siadając na fotelu obok kanapy.
— Lubisz ptasie mleczko?
— Lubię co? — Zerknął na niego.
Mężczyzna spojrzał na niego i po chwili uśmiechnął się kącikiem ust, świadom, że chłopak nie wie, o czym mówi. W jakiś sposób mu się to podobało, bo po pierwsze, mógł się z nim trochę podroczyć, a po drugie, jakoś mu było zawsze przyjemniej, kiedy mógł go czegoś nauczyć. Choć z tego ostatniego, najbardziej uszczęśliwiające dla niego było nauczenie go brania w tyłek.
— Ptasie mleczko — powtórzył.
Ryan zmarszczył się nieco, mając głupie skojarzenia, ale mina Lenny’ego wcale nie świadczyła o tym, aby mówił o czymś świńskim. Chociaż kto go tam wiedział…?
— Nie wiem, o czym mówisz — mruknął obronnie i dossał się na chwilę do piwa. — Jakie ptasie mleczko?
— No… takie białe, a z zewnątrz czarne. No, brązowe. Ale niektórzy lubią najbardziej to białe.
Ryan popił piwo, myśląc chwilę z zadumaną miną, czy Lenny sobie z niego nie kpi.
— Dlaczego najbardziej to białe? — spytał wreszcie.
— Bo jest smaczne. — Lenny wzruszył beztrosko ramionami. — I szkoda tylko, że nie rozpływa się w ustach jak biała czekolada. — Westchnął i spojrzał na kochanka. — A białą czekoladę lubisz? Czy bardziej czarną?
— Biała jest za słodka. — Ryan uśmiechnął się do niego wymownie. — Chociaż w pierdlu żadnej nie było, to wtedy bym nawet białą zjadł. Ale co z tym ptasim mleczkiem? — wrócił do tematu, bo ten nie dawał mu spokoju.
— Mogę kiedyś dać ci spróbować.
Ryan spojrzał na niego tak, jakby chciał go przeniknąć.
— Hm… i to nie jest jakiś twój wyszukany żart?
Lenny spojrzał na niego niewinnie.
— Nie rozumiem.
— Lenny. — Ryan uśmiechnął się do niego uprzejmie, ale po swoich kolejnych słowach wydawał się odrobinę speszyć. — Ptasie mleczko. Białe w środku, a brązowe z zewnątrz. A ty jesteś… no…
— Brązowy? — mężczyzna spytał poważnie i przechylił się bliżej chłopaka.
— Nie nabijaj się ze mnie, proszę — odparł Ryan z lekko zmarszczonymi brwiami i, nieświadomie wydętymi ustami.
Lenny aż westchnął ciężej i lekko go pocałował w te usteczka.
— Jesteś słodki, a ja lubię białą czekoladę.
— Cieszę się — mruknął Ryan. — Ptasie mleczko… też wymyśliłeś — prychnął, patrząc mu w te zielone ślepia z lekkim wyrzutem.
— Nie wymyśliłem. — Lenny uśmiechnął się jeszcze szerzej i przekręcił bardzie w stronę Ryana, żeby móc położyć mu dłoń na udzie. — Naprawdę nigdy nie jadłeś?
— Nie — odparł chłopak, woląc nie dodawać nic więcej, bo wciąż nie miał pojęcia, o co chodzi.
Lenny pocałował go jeszcze raz w usta.
— A chciałbyś?
— Hm… ale nie chodzi ci o twojego chuja? — Ryan spytał wreszcie dosłownie, patrząc na niego wojowniczo.
— Jego już próbowałeś — Lenny prychnął, obejmując go za kark.
Ryan milczał chwilę, po czym przysiadł się bliżej i położył mu wolną dłoń na kolanie.
— W takim razie co to? Jakieś ciasto?
— Nie. To taka pianka w mlecznej czekoladzie — wyjaśnił i cmoknął lekko szyję Ryana. Nie mógł go przecież za długo dręczyć.
— Och, ale oczywiście nie mogłeś wyjaśnić tego od razu — jego chłopak nie docenił jednak jego kapitulacji. Odsunął się nawet i stuknął go pięścią w ramię.
— Powiedziałem, że takie białe coś w brązowej otoczce. — Lenny zaśmiał się. — To ty masz takie myśli — zamruczał seksownie, przyciągając go bardziej do siebie za szyję.
— Nie, to nie ja mam takie myśli, tylko ty specjalnie je wydobywasz głupimi aluzjami — wyparł się Ryan, zapierając się dłonią o jego udo.
— Ale i tak lubisz te aluzje. — Lenny śmiał się dalej i puścił go w końcu, ponownie rozwalając się na swojej stronie kanapy.
— Bardzo. Szczególnie jak robisz ze mnie idiotę. Możesz mi powiedzieć, kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby nazwać jakiś słodycz „ptasim mleczkiem”…? — Ryan wręcz pokręcił głową z niedowierzaniem. Według niego to był albo sprośny żart twórcy, albo jego głupota, jeśli nie skojarzył tego jak nie ze spermą to chociaż z typowymi, ptasimi, białymi odchodami.
Lenny wzruszył ramionami.
— Polacy? Nie wiem, Berckoski przyniósł ostatnio do roboty pudełko.
— Hm… To jak u nas tego nie ma, to jak chcesz dać mi spróbować?
— Bo zabrałem pudełko — prychnął. — Dobre to. Mam w plecaku w samochodzie.
— To przynieś? — spytał Ryan, wyraźnie chcąc już rozwiać wizję, jaka mu się ukazywała pod nazwą „ptasie mleczko” i przekonać się, że to rzeczywiście coś słodkiego.
— Nie chce mi się wstać. — Lenny wystawił chłopakowi język.
— No tak, czego ja się mogłem spodziewać? — Ryan uśmiechnął się krzywo i rzucił do kota leżącego na Lennym. — Jay, podrap go. — I zaraz potem wstał, żeby samemu pójść do samochodu.
Lenny spojrzał za nim i pogłaskał kota między uszami.
— Jesteś słodki! — krzyknął za kochankiem z przesadną słodyczą.
— Nie jestem! — zaprzeczył Ryan i wyszedł z mieszkania. Podszedł do stojącego na podjeździe samochodu i znalazł plecak Lenny’ego. Swoją droga jego kochanek dzisiaj musiał być naprawdę wyjątkowo rozleniwiony, skoro nawet nie chciało mu się wziąć do domu plecaka. Jeśli była tam czekolada, to jutro, w dzień, na pełnym słońcu na pewno zmieniłaby się w coś płynnego.
Wziął cały plecak, zamknął auto i wrócił do salonu. Po drodze już otwierał plecak.
— To to? — spytał, wyciągając jakieś pudełko. Było czerwone, na górze miało granatowy kawałek z białym napisem E. Wedel, a na środku był duży kremowy napis „Ptasie Mleczko”, chociaż nie bardzo umiał to przeczytać. Wolał nawet nie próbować.
— Mhm. To to. Dużo nie zostało, resztę zeżarli.
Ryan odrzucił plecak niedbale na stertę ciuchów walających się po pokoju i usiadł obok Lenny’ego, otwierając pudełko. Wyciągnął jedno brązowe ptasie mleczko i przełamał na pół. Białe w środku. Takiego kształtu się nie spodziewał. Do tego było strasznie leciutkie i miękkie. Wbrew nazwie, wyglądem zachęcało.
— Bardzo śmieszne były te twoje aluzje, naprawdę — rzucił do Lenny’ego ironicznie i spróbował. Mmm. Dobre.
— Nie rozumiem. Co miałeś do nich? — Mulat zaśmiał się i sięgnął sobie też po jedne. Zamiast jednak włożyć je do ust, zębami zaczął obgryzać czekoladę wokoło.
— Och, nic takiego. Tylko to, że dziwnie w twoich ustach brzmiały słowa „mogę dać ci kiedyś spróbować”, kiedy sądziłem, że myślę o czymś innym — odparł Ryan, obserwując poczynania mężczyzny, który w końcu obrał całe ptasie mleczno i wsunął je sobie do ust.
— Przecież „śmietanki” już próbowałeś. Nic we mnie więcej białego nie ma do próbowania. — Zaśmiał się i ponownie włożył białą piankę do ust.
Ryan zjadł drugą połowę swojego przełamanego ptasiego mleczka i zauważył, że na palcach ma stopioną czekoladę.
— I tak mi myśli uciekły — mruknął i zlizał czekoladę, patrząc wciąż na usta Lenny’ego. Trochę go zahipnotyzowały i w sumie to, o czym rozmawiali, samo nasunęło mu myśli, że nie miałby teraz nic przeciwko tym ustom na swoim kutasie.
— Bo często ci uciekają.
— Wydaje ci się — odparł i sięgnął po kolejne ptasie mleczko. Smakowało mu.
— A mi się wydaje, że nie — mężczyzna zamruczał, ssąc nadal w ustach biała piankę. Naprawdę żałował, że się nie rozpływa. Wolał czekoladę. Białą czekoladę.
Ryan spojrzał znowu na jego usta. I jeszcze mruczał tak, drań…
— Jak zwykle pewny siebie. — Pokręcił głową, a Jay postanowił zainteresować się tym, co Lenny jadł, bo wyprostował się na łapkach i sięgnął pazurkiem do dłoni trzymającej piankę.
Lenny spojrzał na kota wrogim wzrokiem.
— Co chcesz, pchlarzu? — mruknął i pacnął palcem nosek zwierzaka. — Moje. — I włożył piankę do ust.
Ryan zaśmiał się, kiedy Jay miauknął z wyrzutem, patrząc, jak Lenny zjada piankę.
— Poczęstowałbyś go, egoisto.
Mulat spojrzał na kochanka z wyrzutem.
— To nie dla zwierząt. Będzie tłusty.
— Lenny, to kot. Może być tłusty. — Ryan wzruszył ramionami, pochylił się, opierając łokciem na kanapie i pogłaskał Jaya po grzbiecie. Ten zamruczał, nadstawiając się do jego ręki.
— Może być tłusty od swojego żarcia, a nie od słodyczy.
— Hm… coś mi mówi, że jego tłuszcz nie będzie inny, jak powstanie od słodyczy — odparł Ryan, gładząc rude futerko, a niezadowolony Lenny pokręcił głową. Nawet on wiedział, że jedno jedzenie jest mniej zdrowe od innego.
— Ryan. Zwierząt nie karmi się słodyczami.
— Dlaczego według ciebie nie karmi się zwierząt słodyczami? — Chłopak spojrzał na niego w górę, marszcząc lekko brwi. — Im też smakują.
Lenny złapał kocura i przyciągnął go do siebie. Położył go na plecach na swoim torsie i zaczął go gładzić po brzuszku. Już stracił te opory, które kiedyś powstrzymywały go przed okazywaniem temu kocurowi czułości.
— Nie jestem weterynarzem, ale zwierzątkom nie daje się słodyczy. I tak dość, że dostaje czasami nasze żarcie.
Ryan wyprostował się, opierając o oparcie i pożarł kolejne ptasie mleczko.
— A spróbuj jeść codziennie Whiskasa, Lenny. Można Jaya czasem rozpieścić, nic mu się nie stanie od kawałka czekolady.
Lenny przewrócił oczami i puścił Jaya.
— Twój kot. Ty będziesz z nim latał po weterynarzach jakby co.
— Strasznie wyolbrzymiasz — zauważył Ryan, patrząc, jak rudzielec zeskakuje z Lenny’ego i umyka do przedpokoju. — Chcesz jeszcze? — wyciągnął do Mulata pudełko.
— Nie, jedz. — Machnął ręką, wstając z kanapy.
Chłopak spojrzał za nim i rozłożył się na kanapie na plecach, jedząc dalej ptasie mleczko. Lenny spojrzał jeszcze na niego i wyszedł z mieszkania. Miał ochotę na czekoladę. Ryan zastygł na chwilę, słysząc zamknięcie drzwi. Skrzywił się ironicznie do siebie. Lenny jak zwykle wyszedł totalnie bez wyjaśnienia. Co prawda przyzwyczaił się już do tego, ale i tak… Na szczęście zostało mu jeszcze ptasie mleczko na osłodę.

*

Mike’a Jason widział rano. Wpadł i wypadł ze studia, porywając przy okazji segregatory z dokumentacją. Jeszcze upewnił się, że będzie mógł je dziś odstawić i zniknął. Jason więc nie miał okazji z nim sobie porozmawiać. Z Charliem zresztą też nie bardzo, bo ten dziś chodził z głową w chmurach i opowiadał o seksie niespodziance w wykonaniu Rusha z samego rana. Kate była jak zawsze sobą i podtrzymywała entuzjazm młodszego tatuażysty, wypytując go o szczegóły. Jason więc już nasłuchał się o najlepszym rimmingu na świecie w takich superlatywach, że miał ochotę zasugerować, żeby Rush przyjechał jemu też taki jebnąć. Miał tego po dziurki w nosie, chociaż może zwyczajnie by się wyłączył albo olał sprawę, gdyby nie lekki niepokój o Alexa. Ten był wciąż chory, przynajmniej tak mu się wydawało. Wpierw nie poprawiało mu się do weekendu, potem trochę odżył, ale zdaniem Jasona niewystarczająco, aby iść do pracy. A uparł się i tak do niej pójść, bo uznał, że na większą ilość czasu nic nierobienia nie może sobie pozwolić. Jason jedyne co na nim wymógł, to że zawiezie go i odbierze z pracy. Dlatego tym razem pod studiem tatuażu stał biały Bentley zamiast Triumpha. Oczywiście i o tym musiał poopowiadać Kate, która nie mogła uwierzyć, że Alex jest chory. Była dziwnie ciekawa, jak wygląda taki zakatarzony. Na szczęście skończyła pracę po piątej, więc do ósmej wieczór Jason pracował jedynie w towarzystwie Charliego. Obaj zamknęli studio, a potem rozjechali się w swoje strony. Jason do dzielnicy Downtown, aby po kilkunastu minutach zaparkować pod Grey Tower.
Miał już pisać do kochanka, że na niego czeka i kilka minut siedzieć samemu w samochodzie, ale w nagłym olśnieniu zdał sobie sprawę, że jeszcze nie był u Alexa w pracy. Zamknął więc samochód i udał się na piętro, gdzie nad kwiaciarnią mieściło się biuro braci Grey.
Rozglądał się ciekawie, mając w poważaniu to, że nie pasuje tutaj zupełnie. Jak zwykle był ubrany w czarne ciuchy — tym razem bezrękawnik z obszernym kapturem i klamrami na boku, wąskie spodnie i ciężkie, wysokie buty.
Kiedy zobaczył blondwłosą niewiastę za recepcją, uśmiechnął się do siebie głupio. Już chyba wiedział, kim ta laska jest.
— Siema, Charlie — przywitał się, gdy do niej podszedł.
Dziewczyna uniosła na niego spojrzenie teraz dużych oczu.
— Dzień dobry… Mogę w czymś pomóc? Bo, przepraszam, ale chyba się nie znamy — zaryzykowała, przybierając na twarz całkiem profesjonalny uśmiech.
— Jason Rebel, przyszedłem do starszego blond cuda — odpowiedział, patrząc na nią z góry i… cóż, nie dziwiąc się zazdrości Charliego. Laska była ładna, miała zdrowe włosy i cerę, świetny gust co do ciuchów i niezłe kształty. Jakby Rush mu powiedział, że nigdy nie zagapił się na jej cycki, to by go wyśmiał. — Mam nadzieję, że już jest w przedbiegach do schowania lapa, bo nie chce mi się czekać — mruknął ni to do niej, ni to do siebie.
Sekretarka ściągnęła brwi na moment, bardzo delikatnie, jakby starała się nie pokazać po sobie za bardzo reakcji na to, o czym mówi do niej ten specyficzny jegomość.
— Przepraszam, mówi pan o panu Greyu? Byli panowie umówieni na spotkanie?
— Nie, nie ma mnie w grafiku. Pewnie najchętniej by mnie tu nie widział. Zabieram go do domu, na pewno będzie wiedział, jak mu powiesz, że czeka Jason — tatuażysta odpowiedział, mało wyjaśniając, a przy okazji z obojętnością rozglądając się po całym pomieszczeniu.
Ścianki działowe pomiędzy kącikami pracowników, drzwi wiodące do gabinetów szefostwa, jeszcze jedne na toaletę. Wszystko eleganckie, proste i schludne. Nie w jego guście.
Charlie skinęła głową i wzięła telefon do ręki. Niby była sekretarką Rusha, ale też na swoim miała połączenie do starszego z braci.
— Panie Grey, mam nadzieję, że nie przeszkadzam…? Tak, rozumiem, ale właśnie czeka na pana niejaki Jason Rebel… Och, dobrze. Przekażę — skończyła, podziękowała i znowu spojrzała na gościa. — Pan Grey mówi, że zaraz do pana zejdzie i czy może pan poczekać na zewnątrz?
— Nie — odpowiedział z bezczelnym uśmiechem, choć w duchu wywrócił oczami. Nie zamierzał się nudzić w samochodzie „chwilę”, która mogła potrwać tyle, ile wypełnienie kolejnej umowy. A czuł, że jego czekanie tutaj bardziej pociśnie Alexa, by szybciej wyjść.
— Proszę pana, nie mogę pana zmusić, ale będę nalegać. Jeśli panowie są prywatnie umówieni, to powinien pan zrozumieć — Charlie przybrała pewniejszy ton osoby, która nie dawała się wytrącić z równowagi, ale też nie dawała sobie wejść na głowę.
— Poczekam na kanapie dla gości — odmruknął Jason, wsuwając dłonie do kieszeni. — I niech Alex się pospieszy — dodał i ignorując jej minę, ruszył do prostej, długiej, szarej kanapy pod ścianą nieopodal, przy której oczywiście znajdował się stoliczek z gazetami biznesowymi.
— Skoro pan nalega — Charlie odparła, uznając, że będzie interweniować dopiero, kiedy mężczyzna będzie przeszkadzał. Wróciła do swojej pracy.
Jason za to tylko siedział, bawił się telefonem i walczył z chęcią sięgnięcia po papierosa. Gdy minuty mijały, w końcu zacmokał do siebie i zawołał do sekretarki.
— Można tu palić?
Charlie odwróciła do niego głowę i założyła pasemko włosów za ucho.
— Nie, proszę pana. Jeśli pan potrzebuje, można zapalić na zewnątrz — dodała, znowu podsuwając mu myśl, aby wyszedł, tak jak zażyczył sobie Alexander Grey.
— Poczekam. — Jason westchnął ciężko i skrzyżował wyprostowane nogi w kostkach.
Zdążył jeszcze popisać kilka smsów z Lennym na temat ostatnich debilnych popisów młodej paczki na boisku i umówić się z nim na następny mecz. W końcu sam zadzwonił do Alexa, denerwując się już tym czekaniem. Nawet usłyszał dźwięk jego telefonu zza drzwi, ale też zauważył, że kochanek odrzucił połączenie. Chwilę panowała cisza, aż w końcu drzwi, na które teraz tatuażysta patrzył jak na wroga publicznego numer jeden, otworzyły się.
Alex stanął w nich, nie puszczając klamki.
— Czy tak trudno poczekać ci kilka dodatkowych minut? — spytał Jasona, bo w międzyczasie Charlie dała znać jednemu ze swoich szefów, że gość czeka w biurze, a nie na dole.
— Czekam już ich osiemnaście — mruknął Jason ze ściągniętymi brwiami, lustrując jego twarz.
Ta wyglądała całkiem przeciętnie. Tatuażysta widział Alexa w dużo gorszej formie i nawet nie myślał teraz o przeziębieniu. Mężczyzna po prostu był nieznacznie bledszy niż czasami, ale poza tym nawet nie miał sinych oczu. Brakowało mu wyłącznie kofeiny.
— To poczekasz jeszcze dziesięć, aż nie skończę swojej pracy. Umawialiśmy się na godzinę. Jesteś przed czasem.
Wszystkiemu przysłuchiwała się sekretarka, która jednak udawała, że nie dociera do niej żadne słowo. Była „zajęta” dokumentami na ladzie.
— Nie widzę tutaj żadnych gości — Jason zauważył sceptycznie, rozglądając się po pustoszejącym o tej porze pomieszczeniu. — Chyba nic się nie stanie, jak skończysz dziś trochę wcześniej.
— A czy ty kończysz trochę wcześniej swoją pracę, kiedy jesteś w jej trakcie? — Alex odparł sucho. Czasami, głównie w takich momentach, miał wrażenie, że jego kochanek by chciał, aby przestał pracować, jak pracuje i robił… sam nie wiedział co.
Jason zmierzył go groźnym spojrzeniem i w końcu skapitulował.
— Mogę chociaż u ciebie zapalić?
— Nie, Jason. Nie palimy tutaj, możesz wyjść na zewnątrz, jak ci wcześniej zasugerowałem. Niedługo do ciebie zejdę. A jak ci się tak nudzi, idź do kawiarni niedaleko i kup nam kawę.
Tatuażysta skrzywił się, ale podniósł się z kanapy i zupełnie bez słowa podążył do schodów. Jak zwykle garbiąc się przy tym. Zostawił za sobą kochanka i trochę oniemiałą sekretarkę, która kątem oka zerknęła na brata swojego szefa. Ten odprowadził gościa spojrzeniem, a kiedy natknął się na pytające spojrzenie Charlie, rzucił:
— Niedługo wychodzę. Też powinnaś kończyć. — Po czym zamknął się znów w swoim gabinecie.
Dziesięć minut później Jason stał już oparty plecami o białego Bentleya z dwoma kubkami z kawą w rękach. Były duże, wciąż gorące i przyjemnie pachniały. Z jednego mężczyzna powoli popijał. Zdążył już zapalić papierosa, a teraz tylko czekał, wpatrując się w szklane drzwi biurowca, gdzie niebawem miał ujrzeć swojego zapracowanego kochanka.
Okazało się, że spacer po kawę był dobrym pomysłem, bo zajął dość czasu, aby czekanie się nie przedłużało. Alexa zobaczył po chwili razem z Charlie, jak wychodzą jako ostatni z biura. Blondyn jeszcze pożegnał się z kobietą, a ta rzuciła Jasonowi ostatnie spojrzenie i udała się w swoją stronę.
Tatuażysta popatrzył za nią. Na szpilkach, w eleganckiej spódnicy i żakiecie. Wyglądałaby jak jakaś przeklęta siostra Greyów, gdyby nie jej amerykański akcent.
Potem bez słowa wyciągnął do kochanka kawę, ze swojej się napił i dopiero zapytał:
— Jak się czujesz?
Alex podziękował, napił się i odpowiedział:
— Dobrze. Jeszcze czasami, jak się pochylam, zatyka mi nos, ale tylko wtedy. Więc nie masz się o co martwić, a tą kawą mnie ratujesz.
Jason uśmiechnął się i znowu się napił.
— Dużo roboty? — spytał niezobowiązująco, jakby wcale nie chciał mu w niej przeszkodzić.
— Bardzo dużo. Richard jednak, mimo instrukcji, nie zawsze robi wszystko tak, jak to zaplanowałem. Do tego ma własną pracę, więc kilka spraw musiałem nadrobić — Alex wyjaśnił i spojrzał na drzwi, o które opierał się kochanek. — Jedziemy?
— Ta… — Jason przeszedł na stronę kierowcy i wsiadł do środka. Postawił swój kubeczek z kawą w odpowiednim miejscu, zapiął pasy i gdy jego kochanek zajął miejsce, ruszył z podjazdu. — Niezła laska z tej Charlie.
— Zwracasz uwagę na kobiece walory? — Alex spytał spokojnie, siedząc i relaksując się powrotem do domu przy smacznej kawie.
— No, chyba zacznę. Blondi, niebieskie oczy, całkiem wysoka… Może jak se wyobrażę kutasa pod jej spódnicą, to mi nawet stanie?
Alex skrzywił się lekko.
— Dziwne masz upodobania i aż boję się w nie wnikać.
Jason westchnął.
— Żartuję, Alex. — Skręcił na główną drogę, trochę przyspieszył i zerknął na niego. Uśmiechnął się do siebie. — To tobie powinni dawać kontrakty na sesje zdjęciowe. Nawet wymęczony wyglądasz zajebiście.
— Na tyle, że zaraz nie usłyszę, że powinienem zostać w łóżku? — Alex odparł z naturalnym dla siebie chłodem. Był on jednak z tych, o które Jason nie musiał się martwić.
— Powinieneś. Ale i tak mnie nie posłuchasz.
— Więc nie ma tematu.
— Cholerny despota. Pod dywan mnie zamieciesz — skomentował Jason, prowadząc spokojnie. — Ale wracając do tematu, gdyby to był Rush, a nie ty, siedzący tak do późna z tą laską, to na miejscu Charliego też bym się martwił. Nie aż tak, ale jednak.
Alex spojrzał na kochana z zaskoczeniem w oczach, chociaż nie na twarzy.
— Naprawdę?
— Ona serio jest ładna. Chwała, że lecisz na kutasy. — Jason uśmiechnął się do niego półgębkiem.
— Jeane też była ładna — Alex zauważył, jakoś zastanawiając się, co w tej chwili robi jego była narzeczona. — Dlatego tym bardziej nie masz się co martwić. W widoczny sposób ciągnie mnie do czegoś innego.
— A co u Jeane? Nie ma nowego nadzianego narzeczonego? — Jason zmienił temat, woląc nie myśleć teraz o kutasach i seksie. Alex był chory, nie miał więc na nic szans.
— Nic mi o tym nie pisała. Wspominała tylko, że zrobiła sobie ostatnio krótki wypad na Rodos, aby odpocząć od ojca. Nie dziwi mnie to szczególnie.
— Musisz mi kiedyś pokazać zdjęcia twojego starego. Nie mam pojęcia, jak wygląda mój wróg numer jeden — tatuażysta uśmiechnął się lekko, odrobinę przyspieszając. Byli blisko, a Bentley Alexa jechał tak cicho i płynnie, że aż szkoda było go nie wykorzystać. I jeśli zdecydowanie wolał swój motor, tak nie dziwił się Ryanowi, że jarał się, jakie ten samochód miał przyspieszenie i moc.
— Nazywasz go tak, jakbyś jakbyśmy z Richardem byli jakimiś bohaterami, a on arcywrogiem. A Martin jest zwyczajnie trudnym partnerem w interesach. I potencjalnym przykładem, jak mogę wyglądać za kilka lat. I tu bardziej kierunkuję powody twojego nim zaciekawienia.
Jason uśmiechnął się pod nosem, widząc, że został przejrzany.
— Dobra, masz mnie. Nie mów, że nie chciałbyś zobaczyć zdjęcia mojego ojca.
— Sam nie wiem. W jakimś stopniu jestem w stanie wyobrazić sobie, jak będziesz wyglądał za kilkanaście lat. I nie, nie jako otyły, rudy brodacz — Alex wysilił się na żart tuż przed tym, jak zwolnili, aby zatrzymać się przed domem.
Jason zarechotał przez to, a potem odpiął pasy i wziął swoją już chłodną kawę.
— Otyłość mi nie grozi, na pewno — zapewnił Alexa, zamykając jego samochód. Potem wskazał kochanka ponad nim, zanim ruszyli do domu. — Poszukaj lepiej tych zdjęć. Serio chcę zobaczyć.
— To może nie być takie proste, ale będę miał to na uwadze — Alex zapewnił, zabierając swoje rzeczy, kubek po kawie i biodrem zamknął drzwi.
Spojrzenie Jasona od razu spoczęło na jego pośladkach, delikatnie opiętych spodniami garniturowymi. Aż się uśmiechnął do swojej myśli, że może i Alex nie patrzył na wdzięki Charlie, ale ona na bank zawiesiła wzrok na jego królowej…

22 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 202 – Słodki żart

  1. Katka pisze:

    Basia, hehe, widać, że zbereźne są nie tylko myśli Ryana, ale i czytelników XD A ptasie mleczko takie niewinne. Chwała dwuznacznością, nadają życiu pazura XD Dziękujemy za wenę i za komcia oczywiście :D Pozdrowionka :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    ha to pytanie Lennego Rayana czy chciałby kiedyś spróbować ptasie mleczka, mi też przez moment skojarzyło się z czymś innym niż tą słodką rzeczą ;] no ja także najpierw zjadam czekoladę ;) to w biurze było rewelacyjne, ciekawe co pomyślała Charlie…
    Multum weny życzę Wam dziewczyny…
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko

  3. Katka pisze:

    Whisper, a jakże, że się podobał! Rzadko słyszymy, że to tej parki jest za mało, bo z reguły było jej ponoć za dużo XD Więc naprawdę miło, że jest na nich ciśnienie i jak mówiłam, seksik na pewno będzie i będzie dobry, hehehehe, ale nie dziś. Oby w następnym ;) A co do dobierania się Ryana do Lena, to tak, od święta to jest fajne, ale Lenny chyba wolałby w ogóle, żeby nie było XD Niemniej, czasem chłopak też musi sobie powkładać, noooo… Och i podziw, że chciało Ci się tyle męczyć z przytaczaniem w którym rozdziale co XD Ale tak serio, to wręcz nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tak dawno był ich seks… No tak, trzeba to nadrobić :)

  4. Whisper pisze:

    Katka, mam nadzieje, że komentarz z postulatem się podobał. Pół godziny go pisałam, bo sprawdzałam, czy dobrze pamiętałam bieg wydarzeń.
    Jeśli chodzi o chęci Ryana do dobierania się do czekoladowego tyłeczka, to stety/niestety podzielam zdanie Lennego. Od święta fajnie się to przeczyta, ale co za dużo to niezdrowo. XD
    Co do matki Lennego, to „lata” mi czy ją poznam czy nie. Chociaż mam przeczucie, że jak już się pojawi to narobi w „pip” problemów.

    Porebula, mam nadzieje,że ponownie się ze mną zgodzisz. Najpierw dajcie rajanowo – lennowskie seksy, a późnie róbta, co chceta! Ciekawi mnie blizna marudy, ale jak nie dowiem się o szczegółach jej powstania w najbliższym czasie to przeżyje. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o igraszkach naszych promyczków, bo już usycham z tęsknoty. :C ;_;

    Po napisaniu tego komentarza i przeczytaniu go przed opublikowaniem odnosze lekkie wrażenie, że zachowuje się jak stary perwers: „Nic mnie nie obchodzi, dajcie mi tu seksy!!!!!!”. Hmmmm. . . :/
    Na swoje usprawiedliwienie mam, że to naprawde urocza parka. ^^

  5. porebula pisze:

    Popieram! Chemy Ryana i Lennego! I chcemy też wiedzieć jak Ryan zarobił od ojca blizne na biodrze!

  6. Katka pisze:

    Whisper, och… XD aż jestem zaskoczona Twoim postulatem XD Ogólnie zawsze i wszędzie było parcie na Jasona i Alexa i ich rzekome małe ilości w tekście, więc pisząc dalej brałyśmy pod uwagę tę opinię i starałyśmy się częściej właśnie ich pisać. Może dlatego Ryan i Lenny pojawili się w tle. Ogólnie to mega trudne, by utrzymać harmonię w tak długim i wielowątkowym opowiadaniu. Jak się zaczyna zwracać uwagę na jedno, to drugie blaknie i odwrotnie. Z tego co wiem, w tym rozdziale, który będzie teraz, nie ma zbliżenia tej dwójki, ale pamiętam, że blisko po tym był. Nie mogę zagwarantowąć, że w następnym, bo jeszcze nie ogarnęłam, ale jest to możliwe. Jak nie, to postaramy się coś z tym zrobić :)

  7. Whisper pisze:

    Najdroższe Autorki musze się wystosować pewien postulat.

    CHCEMY SEKSÓW LENNEGO I RYANA!!!!!!*

    Ja wiem, że poza odcinkami ich „życie” też się toczy i na pewno nie raz dochodzi do intymnych zbliżeń. Jednakże Drogie Panie śmiem twierdzić, że przeważającej części fanów waszej twórczości coraz bardziej zaostrza się apetyt na małe bara bara w wykonaniu wcześniej wymienionej dwójki. Dlatego bardzo proszę też o jakieś „publiczne” akcje. Do mojego postulatu chciałam dołączyć pewne niepodważalne fakty.

    Ostatnie seksy (nie liczę tutaj ręcznych robótek z „Małże”) naszych dwóch promyczków mogliśmy przeczytać w „Pochwycony drapieżnik”[11.08.14] (Ryan w końcu dopadł Lennego). Ryan ostatnio był przydybany w „Wyjątkowy pierwszy raz” [18.06.14] podczas zakończenia jego kolczykowego celibatu. Co do samego kolczyka, to z tego, co pamiętam był on tylko raz w użyciu i było to opisane przy okazji zniecierpliwienia chłopców brakiem łóżkowych (i nie tylko ^^) igraszek („Rozgrzewka”[13.05.14]), które de facto były ograniczone przez sam kolczyk.

    Dziewczęta już od prawie siedmiu miesięcy czekam na ryanowskie krzyki i mam wielką nadzieje, że w niedalekiej przyszłości je „usłysze”.

    Wasza pokorna czytelniczka

    *mam nadzieję, że inni czytelnicy i czytelniczki się zgodzą, choć są małe szanse, że ktoś to jeszcze przeczyta

  8. Katka pisze:

    Bebok, hehe, lubisz sielankę, co? A gadka o ptasim mleczku to faktycznie żadna drama XD Ale niestety na nie też przyjdzie czas, nie może być za spokojnie zbyt długo! A Charlie ktoś powinien sfotografować, hehehe.

  9. Bebok pisze:

    Lenny <3 Ptasie mleczko jest spoko :D Choć nie jestem aż taką fanką jak niektórzy ^^ Kociaki są słodziachne! Fajnie że dalej jest sielankowo ;P Oby jak najdłużej :)
    Jason w biurze Alexa mnie zabił xd Ta rozmowa była rozbrajająca! Mina Charlie z pewnością bezcenna! :D

  10. O. pisze:

    ;oooooo w Auhanie też jest dobry baton marcepanowy… Duży, gruby… ;ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo

  11. Katka pisze:

    O., om nom nom, ptasie mleczko :D Nie wszystkie są dobre, ale jak już się odpowiednio trafi, to rozkosz w gębie. Ale z Bounty też prawda, Lenny w końcu pachnie kokosowo, do tego jest czarny… Więc jak najbardziej :D I oczywiście, że to Ryan jest jego białaskiem <3 Co prawda mega opalonym jak na białe, ale i tak. A Alex i fetysze… cóż, może coś tam ukrytego ma i jeszcze kiedyś zaskoczy…

  12. O. pisze:

    <33333333333333333333333333333333 a wiecie, że w Auhanie i w Tesco jest promocja na ptasie mleczko? Rajskie najlepsze!!!!!!!!!!!!!!!! xD A mi to zawsze z Lennym Bounty się kojarzyło ;o zaraz po myśli o nim przychodził mi Ryan i ich seks nie mój xD Co by zdrowo było xD Hhahahaahah <3 jestem ciekawa miny Ryana gdy Lenny wróci z białą czekoladą xD Oburzyłabym się na jego miejscu! Toż to on jest jego białaskiem <33333333333
    Szkoda ich szans na lodzika xDDDDDDDDDDD

    A Alex wiąż Alexowy xD Mnie to dziwi że on jakiś fetyszów nie ma! Dalej mam ochotę na Jasona w obroży przy nim xDD

  13. Katka pisze:

    Nate, to ciekawe z tymi Irlandczykami. Ostatnio jakoś oglądałyśmy filmik gdzieś na youtube, gdzie chyba Amerykanie kosztowali słodyczy z innych państw. I bardzo często byli tacy „fuuuuj, wtf?”, więc coś, co dla nas wydaje się om nom nom, dla innych faktycznie może nie być. I zakładam, że czasem nie jest to jedynie kwestia smaku, a konsystencji, czy kształtu czy cholera wie czego. Och, och i pozostaje mi życzyć wszystkiego najlepszego, sto lat, spełnienia marzeń, mnóstwo homo-radości i tira pełnego ptasiego mleczka!

    Porebula, matka Lena nadejdzie, spokojnie ;) Nawet, jak nie będziesz nam przypominać XD Oj, a do ptasiego mleczka jak do Ryana… cóż, i to słodkie i to słodkie, więc co za różnica XD A czy Charlie się dowie, kim jest dla Alexa Jay… cóż, może, ale raczej nie od Rusha. Rush jest świadom tego, jak bolesna byłaby śmierć z rąk Alexa, gdyby się wygadał.

    Ewciak, dooookładnie, nikt by się nie oparł, a już w ogóle jakbyśmy mieli wszyscy takiego szefa jak Alex, to ja nie wiem, jakbyśmy się skupili w pracy. Chyba że motywacją byłoby spojrzenie królowej pełne aprobaty (bo na uśmiech raczej nie ma co liczyć XD).

  14. Ewciak pisze:

    No szczerze a kto by się oparł zlustrowaniu pośladków Królowej no kto bo ja na pewno nie;) mmmm rozdział słodki jak wyżej wspomniane ptasie mleczko w mleczne czekoladzie żeby nie było;) juz bym chciała zobaczyć minę panny Charli kiedy się dowie kim dla Alexa jest Jason >:)

  15. porebula pisze:

    Rynna forever!
    Powiesze sobie taki napis na ścianie! Jak dawno ich nie było! No naczy byli (chyba) ale nie tak! Dajcie mi matke Lennego! (jestem upierdliwa nie?) W ogóle Ptasie Mleczko xD Będe miała przez was skojarzenia… Już wystarczało żeby mi sie z gównem kojarzyło. „Jay, podrap go” to takie słodkie jest :3 2 kotki przeciwko sobie? Ryan ma racje! Tuczcie Jaya, bo jak Lenny mówił że gruby będzie to mi sie koty Chrisa przypomninały… „— Co chcesz, pchlarzu? — mruknął i pacnął palcem nosek zwierzaka. — Moje. — I włożył piankę do ust.” Te pianki to czyste zlo! Chce nimi Ryana zastąpić! Już zaczyna do nich mówić, tak jak do niego! Give me more Rynna! And give me Lenny’s mother!
    Charlie, zamienia się w Marcina, wszystkim o seksie opowiada… Sory… ale za długo rozdziału nie ma i chyba w paranoje popadne…
    Jason! Jason wbija, Charlie nie ogarnia… On coś dalej gada, ona dalej nie ogarnia! Teraz pójdzie do Rusha poplotkować i dowiedzieć się, kim Jason jest i jakim cudem Alex zadaje sie z takim ludziem! btw to jak od Grey tower zapierze sie r to wychodzi Gey tower! Alex próbuje żartować :3 cute. I o co ten JAson Charlie podejrzewa! Toż z Charlie kobieta porządna jest, gdzież by ona śmiala na taki dostojny tyłek patrzeć! Chociaż pewnie Jason ma racje… No to żeby wkurwiającym akcentem zakończyć komentarz – Dajcie mi matke Lennego!

  16. Nate. pisze:

    Mmmm… Ptasie mleeeeczko :D swoja droga, ciekawie wpleciony polski wątek
    ;) taka anegdota, Irlandczycy z którymi pracuję nie przepadają za ptasim mleczkiem, co jest dla mnie totalnie niewyobrażalne, bo jak można nie lubić tego słodkiego kawałka nieba w pysznej czekoladzie?! No, ale najważniejsze, ze Ryan wie, co dobre ;)
    Szkoda, ze tak króciutko, ale i tak się cieszę, bo dwie ulubione pary były, a dzisiaj mam urodziny, także fajniutki prezent :D
    Weny życzę i czasu, bo to w okresie świątecznym dosyć ważne, żeby znaleźć czas na chwilę przyjemności ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s