Project Dozen – 20 – Więc tak o mnie myślisz

— Lubisz ten kawałek? — Jules spytał, kiedy już wjeżdżali na drogę stanową na wchód. Było jeszcze jasno, ale słońce chyliło się coraz bliżej ku zachodowi, mieli je więc prawie że za plecami. Bawiło to trochę kierowcę, bo w duchu miał wrażenie, że wiezie Erika ku ciemności. Że zabiera go do siebie do domu, kiedy nie ma względem niego krystalicznie czystych intencji.
Jego współlokator siedział wygodnie obok, przy odrobinę uchylonym oknie i popatrywał głównie na krajobraz za oknem. Co raz jednak odwracał do niego głowę, gdy rozmawiali. Jego torba spoczywała w bagażniku.
— Tak, jest w porządku. Póki co wszystko, czego słuchałeś jakoś mi odpowiadało poza tą grupą… Hm, raz ich puściłeś, nie pamiętam nazwy. Ci mężczyźni na szpilkach?
— Kazaky. Lepiej tańczą niż śpiewają to fakt. Ale teledyski mają całkiem seksowne — Jules podrażnił się trochę z Erikiem, też zerkając na niego. Krótko, bo prowadził, ale stanówka była całkiem pusta i jak to droga tej klasy idealnie prosta.
— Ale nie kręcą cię faceci w takich butach, hm…? — Eric upewnił się z delikatnie zmrużonymi powiekami.
— Nie, wolę inny typ. Inny nawet niż ja, mniej… hm, widoczny, że tak powiem. Jak ktoś ma zbierać światła reflektorów, to tylko ja — odparł wpierw poważnie, a na koniec prześmiewczo względem siebie.
— Foxy… Rządny władzy. Ale czasem potrafi mnie to zaskoczyć, gdy siedzisz na łóżku skupiony na książce czy zadaniach. Masz poważną minę, czasem nawet robi ci się tu zmarszczka — Eric odpowiedział, dotykając swojej nasady nosa. — Wyglądasz na wyciszonego i jestem skłonny wierzyć, że lubisz spokojnie spędzać czas, gdzieś właśnie z dala od reflektorów.
— Z tobą? — Jules spytał, nim pomyślał. Bo tak, lubił tak spokojnie wyciszyć się przy Eriku i dopiero niedawno to zauważył, kiedy go zabrakło. Z drugiej strony jego pytanie mogło być nie na miejscu w kontekście tej rozmowy.
Eric chyba też to trochę wyczuł, bo zamilkł na ułamek sekundy. Potem jednak przytaknął i odwrócił wzrok na suchy, tym razem mało drzewiasty krajobraz za oknem.
— Przykładowo. Ale tylko przy mnie taki jesteś?
— Też przy rodzicach. Mimo pozorów, sam wiesz, że nie mam wielu dobrych przyjaciół. Mam wielu znajomych, ale to coś innego — Jules odparł poważniej. Nie chciał, aby Eric czuł się przy nim źle, a nie daj Boże osaczony.
— Ostatnio widziałem cię z tym Tomasem, z którym byłeś — Eric powiedział po chwili zamyślenia. Był jedyną osobą, która wiedziała o tym chwilowym związku Julesa z blondynem, bo Tomas nie był out i w sumie Jules obiecał nikomu nie mówić. — Nie zapowiada się między wami na nic znowu?
Jules skrzywił się. Nie dlatego, że źle wspominał romans z Tomasem, ale dlatego, że zauważył, że znowu jego umysł kieruje się do osoby, z którą w żaden sposób nie mógłby być tak po prostu parą. Do kogoś, kto ma w poważaniu opinię innych. Ale sam w końcu przed chwilą mówił, że nie lubi i nie kręcą go osoby jak on sam, więc przeczył samemu sobie.
— Nie, raczej nie. Było miło, ale nie dogadywaliśmy się we wszystkim. Ba, nawet w większości. Nie rozumiałem go czasami, a on mnie. A czemu o niego pytasz?
— Mówisz, że nie masz wielu prawdziwych przyjaciół, więc sprawdzam, kim są ci prawdziwi. Człowiek potrzebuje bliskich ludzi. Choć oczywiście zawsze możesz na mnie liczyć — Eric dodał na koniec, odwracając do niego głowę. Nigdy Jules nie zawiódł się na jego słownym wsparciu i chłopak jakoś nie miał problemów, by tak się do niego zwracać. Choć masa nastolatków wstydziła tak okazywać uczucia, tym bardziej, że mogło to być takie „gejowskie”, gdy mówiło się do drugiego faceta. A Eric o to akurat nie musiał się martwić. W końcu cokolwiek by nie robił, to i tak było mniej gejowskie niż to, co robił jego współlokator. Zresztą, miał nadzieję, że mają czystą sytuację.
— Dzięki. Dużo to dla mnie znaczy. Tym bardziej po ostatnich… wydarzeniach. A przyjaciół, nie licząc ciebie, to jeszcze mam w domu. Tam inaczej żyję niż w szkole.
— Poznam któregoś, czy spędzamy weekend sami? I z twoim psem, na którego poznanie liczę — Eric dodał poważnie, bo póki co widział charta Julesa tylko na filmach, które ten robił w domu na wakacjach.
— Możemy się z kimś spotkać jutro wieczorem, jeśli byś chciał — Jules odparł z uśmiechem.
— Chętnie. — Eric uśmiechnął się do niego i znowu zapatrzył się na krajobraz. — Cieszę się, że wyjeżdżamy na ten weekend. Ten rok szkolny dziwnie się zaczął…
— Masz coś konkretnego na myśli? Poza tą flagą i naszym nieistniejącym romansem?
— Głównie to mam na myśli. Choć podobnie zabarwione zęby Patricka, Cody Solt, który więcej dziwnych rzeczy publikuje w gazetce, dzisiaj ten chłopak na rolkach… Dyrektor Moss na wiele pozwala w tym roku.
— Nie wszystko przewidzi, a i przypuszczam, że tego chłopaka spotkają konsekwencje — Jules stwierdził stanowczo, chociaż wątpił w swoje słowa. Faktycznie dyrektorowi zapowiadał się ciężki rok.
— Zapewne… — Eric przytaknął, odetchnął i sięgnął po telefon, bo nagle się rozdzwonił. Była to jego matka, więc chwilę z nią rozmawiał, relacjonując ostatni tydzień w szkole i drogę „w odwiedziny do przyjaciela”. Jules więc tylko zasłuchał się w jego głos, prowadząc w ciszy, aby dotrzeć do domu wieczorem.

*

Gdy dojechali na miejsce, było już ciemno. Eric więc wiedział, że całokształt domu rodzinnego Julesa będzie mógł podziwiać dopiero jutro, gdy zwleką się z łóżek. Chociaż musiał przyznać, że nawet to, co teraz ujrzał, było imponujące. Od razu dało się dostrzec, że rodzice Julesa dobrze zarabiali. Ogród był spory, garaż na dwa samochody, a dom… co najmniej jak na rodzinę z trójką dzieci.
Obejrzał się pytająco na swojego przyjaciela, kiedy zatrzymali się na podjeździe, bo miejsca w garażu już nie było. Poprawił torbę ze swoimi rzeczami na ramieniu i podążył z nim przez garaż, do drzwi łączących go z domem. Zwykle był wyprostowany i poważny, ale dzisiaj jakoś wyglądał na jeszcze sztywniejszego.
Jules nie pukał, ani nie wyciągał kluczy. Wszedł przez otwarte drzwi na przedpokój, gdzie stała szafa na kurtki, regał na buty i wieszak na parasole. Po lewo były schody do piwnicy, a dalej, na wprost wejścia, widać było przestronny, wysoki salon i skraj wyspy kuchennej.
— Hej, jesteśmy! — Jules krzyknął w głąb domu, a po chwili usłyszeli zamiast odpowiedzi skrobanie pazurów po podłodze. W mniej niż sekundę był przy nich wysoki, smukły chart witający się z gośćmi z pełnią szczęścia na pysku.
Eric od razu się uśmiechnął, zaskoczony i jakoś zadowolony, że to pies wita ich pierwszy.
— Hej… Jak się masz? — przywitał się z czworonogiem, odkładając torbę i kucając przy nim, aby dać się obwąchać. To był błąd, bo pies swoim długim, smukłym pyskiem trącił go w twarz i okulary o mało u nie spadły. — Ou, ou, uwaga! — Zaśmiał się, z każdą sekundą się rozluźniając i wręcz zerknął z taką miną na Julesa z dołu.
Ten właśnie zdejmował buty i patrzył z ciepłym uśmiechem na Erika i swojego charta. Pies miał jasną, kremową sierść, trochę jaśniejszą na łapach i brzuchu. Jego chude ciało było za to gorące i wiło się, łase dotyku.
— Ace nie jest wstydliwym psem — właściciel zwierzaka skomentował zachowanie swojego pupila i sam pochylił się, aby odciągnąć charta od gościa oraz przywitać się z nim.
O dziwo ten dużo nie szczekał, ale łaknął kontaktu fizycznego. Został więc mocno wypieszczony przez Julesa, co Eric wykorzystał na zdjęcie butów. Przy tym szybko się rozejrzał po domu, już ciekaw, jak wygląda pokój Julesa. Co prawda przedsmak tego miał w internacie, ale tam musieli dzielić się przestrzenią, więc tutaj mogło to wyglądać całkiem inaczej.
— Jest bardzo ładny, choć nie wiem czemu, sądziłem, że trochę większy — odpowiedział, znowu wyciągając rękę do psa.
— W sensie, że wyższy czy że szerszy? — Jules spytał i skinąwszy na gościa, ruszył w głąb mieszkania.
Po prawej minęli jeszcze drzwi do jakiegoś pokoju, a po lewej dodatkową małą łazienkę, a raczej samą toaletę. Obok niej była szafa oraz spiżarnia. Na końcu przedpokoju, gdzie już z wejścia widzieli wyspę kuchenną, była kuchnia, jadalnia i jeszcze stolik śniadaniowy. Dalej był salon z kominkiem, kanapami, ładną kompozycją kwiatową na stole i obrazami oraz zdjęciami na ścianach. Z fotela z salonu wstał mężczyzna, a z głębi domu wyszła kobieta. Oboje już na pierwszy rzut oka podobni do Julesa.
— Cześć, mamo, tato. To Eric, poznajcie się. Myślałem w ogóle, że będziecie już u siebie. Jutro masz chyba pracę na rano? — Jules ostatnie zdanie zwrócił do ojca.
— Z synem się chciałem przywitać! — ten odpowiedział z udawanym oburzeniem i uścisnął Julesa po męsku, a jego żona już dotarła do Erika, przyglądając mu się ciekawsko. Dlatego to do niej pierwsze Eric się zwrócił i uśmiechnął się oszczędnie, grzecznie.
— Dobry wieczór. Eric Turner, miło mi państwa poznać. Przepraszam za późną porę przyjazdu, to z winy mojego planu zajęć — wytłumaczył od razu, starając się patrzeć na obu rodziców Julesa, aby z każdym nawiązać kontakt.
— Z winy mil do przejechania, a nie z winy twojego planu — Jules poprawił go, pochylając się i głaszcząc po głowie psa, który się do niego nadal łasił.
— Nie szkodzi, kochanie, nie masz za co przepraszać — matka współlokatora Erika odpowiedziała jako pierwsza, podając mu dłoń. — Jestem Barbara, a to Adam, będzie nam bardzo miło gościć przyjaciela naszego syna. — Uśmiechnęła się ciepło do chłopaka. Była bardzo zadbaną kobietą, która, co by nie mówić, wyglądała na dużo młodszą od męża. Mogła być to jednak wyłącznie zasługa kosmetyków, dobrze dobranych, modnych ubrań i pasującej fryzury. Nie bufiastej, a całkiem prostej, z grzywką i lekkimi pasemkami, na prostych, spływających jej po ramionach włosach.
Eric dostrzegł jeszcze uważne, sondujące spojrzenie, jakie Adam im rzucił przy słowie „przyjaciela”. Nie poświęcił jednak temu wiele uwagi, bo ojciec Julesa od razu zabrał głos.
— Barbara już wam przygotowała posłanie w pokoju Julesa. Kupiliśmy ostatnio nowy materac, będziesz miał okazję wypróbować.
Eric skinął głową mężczyźnie.
— Dziękuję bardzo.
— Chyba że tak jak mówiłem, w gościnnym — Jules dodał na uspokojenie Erika. Naprawdę nie chciał go zmuszać do spania ze sobą w jednym pokoju w jego domu. Mógł zwyczajnie czuć się skrępowany, mimo że dzieli pokój cały rok szkolny.
— Nie, nie, wszystko w porządku, możemy spać razem — Eric zapewnił go od razu, a rodzice Julesa rzucili sobie porozumiewawcze, szybkie spojrzenia, których współlokator ich syna na szczęście nie zauważył.
Co innego Jules, który już wiedział, że będzie musiał rozmówić się z rodzicami, kiedy Eric pójdzie się myć albo następnego ranka.
— To skoro wszyscy się poznaliśmy, możecie iść spać. My zrobimy sobie coś do jedzenia, a ja sobie poradzę ze wszystkim. Tak, mamo, poradzę — Jules podkreślił, kiedy kobieta już otwierała usta, aby zaproponować, że to ona coś im zrobi.
Zamknęła więc ostatecznie usta i uśmiechnęła się do nich. Życzyła jeszcze im z mężem miłej nocy, przypomniała synowi, aby pokazał Ericowi, gdzie są ręczniki i dopiero pociągnęła Adama do sypialni.
Eric odetchnął cicho i gdy został sam z Julesem i psem, skomentował:
— Wydają się mili.
— I faktycznie są, ale czasami zachowują się… mało rodzicielsko. Ale można przywyknąć. Chodź, pokażę ci pokój, a potem coś zrobimy sobie do jedzenia, pasuje? — Jules spytał, mając na uwadze rzeczy Erika, aby mógł je odłożyć.
— Mhm — Eric zgodził się, rozglądając się i już po drodze rozpinając prostą, grafitową bluzę, która dodatkowo go ocieplała w ten raczej chłodny dzień. Pod nią miał podkoszulek, który z racji niegdysiejszej porady Julesa opinał jego ciało bardziej, niż robiły to zwykle wybierane przez nastolatków bluzki.
Gospodarz, na chwilę aż zerknął na niego, ale aby się nie gapić z czystej przyjemności, dodał:
— Mówiłem, że będziesz tak lepiej wyglądać.
Otworzył drzwi so swojego pokoju. Po drodze minęli jeszcze jeden pokój, połączony z salonem łukiem, gdzie znowu była kanapa, posłanie psa oraz telewizor. W dalszej części domu mijali już tylko kolejne drzwi. Za jednymi był pokój gościnny, za kolejnymi sypialnia nastolatka, a za ostatnimi w rogu domu, gabinet Adama.
Eric spojrzał po sobie i pogładził swój brzuch.
— Skoro tak mówisz. I tak żadnej dziewczyna na to na razie nie złapałem. Nie mam takiego sześciopaka jak ty — odpowiedział, już rozglądając się z zaciekawieniem. Na ślepo tylko położył torbę za drzwiami pokoju Julesa i rozejrzał się po wnętrzu.
Ten był przestrony, z dużym oknem wychodzącym na ogród i, jeśli Eric dobrze widział, basen. Ściany miały kremowe kolory, a jedna z nich obwieszona była plakatami, zdjęciami, biletami z koncertów czy innych wyjść. Obok, po lewej od wejścia, stało podwójne łóżko z granatowo-białą pościelą, a tuż przy nim znajdowała się szafka z lampką. Na podłodze był rozłożony materac z pościelą dla Erika. Po przeciwnej stronie pokoju stało biurko, regał z książkami, telewizor i konsola z grami. Dużo rzeczy jednak było spakowanych w pudełka i stało na regałach albo podłodze. Każde podpisane, aby można było wszystko szybko znaleźć, ale też aby rzeczy, pod nieobecność Julesa w domu, aż tak się nie kurzyły.
— Nie musisz mieć sześciopaka. Wiem, co mówię.
— Mam wrażenie tylko, że łatwiej poderwać dziewczynę na sześciopak niż inteligencję — Eric odpowiedział, pozwalając sobie wejść głębiej i przyjrzeć się ścianom oraz zawartości regałów. W sumie nie wyglądał na zaskoczonego tym, co ujrzał. Wszystko było bardzo w guście Julesa. — Masz tu dużo miejsca. Musisz się czuć ciasno ze mną w pokoju, bo nasz jest przecież mniejszy, a jesteśmy we dwójkę — dodał, już odwracając się do przyjaciela.
— Jest okej, jak wiesz, nie marudzę — Jules odparł, wsuwając dłonie do kieszeni i patrząc, jak Eric ogląda jego rzeczy. — Nie ruszasz mi rzeczy jak moja mama. — Zaśmiał się na koniec. Barbara nie umiała się nauczyć, że jej syn był już duży i nie chciał, aby grzebała mu w rzeczach. Czy sprzątała je, jak ona to nazywała.
— Rusza, naprawdę? Nie natknęła się nigdy na jakieś dziwne gazetki czy zabawki? — Eric zapytał z delikatnym rozbawieniem, równocześnie wyglądając za okno. Rzeczywiście Jules miał basen. Był pod wrażeniem.
— Natknęła! — nastolatek odparł ze śmiechem i lekkim zakłopotaniem. Nie dlatego, że się wstydził, ale dlatego, że mówił to Erikowi. Nie był pewien, co ten sobie pomyśli. — Ale poza dziwnymi komentarzami były głównie śmiechy z ojcem. I „jak to dzisiejsza młodzież szybko dorasta”.
— Naprawdę? — Eric uniósł lekko brwi i oparł się bokiem ciała o ścianę przy oknie. Dzięki temu z odległości kilku kroków Jules mógł przyjrzeć się mu w całej okazałości. Odrobinę wyższy niż on, ale smuklejszy, ubierający się w ciemniejsze kolory, poważny i tak specyficznie spokojny, że swoim sposobem bycia relaksował wszystkich wokół. — Moi rodzice byli w wielkim szoku, kiedy mama znalazła przy praniu spodni kondom. Nic nie dało przekonanie, że to na wszelki wypadek i że wcale nie miałem okazji skorzystać.
Jules zaśmiał się, aż na moment pochylając głowę i o kilka kroków pochodząc do Erika. Nadal trzymał dłonie w kieszeniach i zachowywał się beztrosko, chociaż mając w pokoju tego chłopaka, czuł się specyficznie spięty.
— Uwierz, to lepsze i tak niż żarcik ojca, czy nie mam może pożyczyć kondomów, bo idzie z mamą na „pięterko”.
Eric zakrył twarz dłonią w wymownym geście, a Jules dostrzegł zza niej uśmiech.
— Więc używacie takich samych? — dopytał z rozbawieniem, znowu patrząc na Julesa, który dobrze wiedział, że Eric w sumie nie zna się na kondomach, bo wciąż był prawiczkiem.
Gospodarz niespodziewanie się zarumienił.
— Nie wiem, to był chyba żart. Nie dałem mu przecież — jęknął i aż potrząsnął głową i ramionami, jakby otrzepywał się z zimnej wody bądź niemiłych myśli. — Koszmar. Wolę o tym nie myśleć.
Eric zaśmiał się krótko z jego miny.
— To co? Jaki mamy teraz plan? Zjemy coś?
— Mhm, myślę, że dobrze by było coś zjeść, a potem się zobaczy — Jules chętnie podchwycił i odsunął się w stronę drzwi. — Zostaw tu bluzę, jest ciepło w domu — zachęcił, już wychodząc przez drzwi.
Jak po chwili zobaczył, gdy Eric do niego dołączył, ten podążył za jego sugestią, bo był już tylko w podkoszulce.
— Co ty na to, by zjeść w łóżku? Pooglądamy coś na youtube na laptopie? Trochę mnie wymęczył ten dzień w szkole — Eric poprosił, sugerując mu sposób, w jaki czasem zdarzało im się spędzać wieczory, gdy żaden z nich nie miał co robić, a byli padnięci. Komentowanie głupich filmików na YT albo oglądanie filmów to była jedna z ich lepszych, wspólnych rozrywek, mimo że wiele ich nie mieli z racji nawału obowiązków.
— Jestem w stu procentach za — Jules podchwycił i po raz kolejny dzisiejszego dnia zafundował sobie mentalny zimny prysznic. Wspólne łóżko, jego łóżko i te pełne nadziei spojrzenia rodziców, że może to w końcu ten chłopak, którego Jules będzie chciał im przedstawić. Czuł się dziwnie z samym sobą, odkąd dopuścił przez tę aferę z początku roku możliwość bycia z Erikiem parą. — Jak chcesz, możesz też się przed tym umyć, a ja zrobię jedzenie albo poczekam na ciebie i sam coś sobie wybierzesz z lodówki.
— Mm… — Eric zagryzł wargę, wsuwając dłonie w kieszenie spodni i unosząc ramiona w zamyśleniu. — Ale nie potrzebujesz pomocy przy tym robieniu jedzenia? — dopytał, a Jules kolejny raz mógł zauważyć, że jednak wciąż jest trochę skrępowany swoim pobytem tu i chce jakoś pomóc.
— Nie, mogę zrobić sam, ale pytam, czy nie chcesz sam zobaczyć, co jest. Albo o — Jules klepnął go w ramię, kiedy już wchodzili do kuchni — wybierz co chcesz, ja zrobię, a potem jeszcze zrobisz nam coś do picia, kiedy ja skoczę do łazienki. Pasuje? — spytał, patrząc kątem oka na Erika i uśmiechając się tak, aby i on się rozluźnił.
— Oczywiście. To co tam masz? — chłopak odpowiedział na uśmiech i zbliżył się do dużej, naprawdę dużej lodówki w tej przestronnej kuchni. Chyba też przepych w tym domu dodatkowo działał na jego poczucie skrępowania, niż sam fakt goszczenia u swojego przyjaciela.
— Zaraz się okaże — Jules odparł i popędził go, aby otworzył lodówkę. Obaj do niej zajrzeli, widząc od razu to, że gospodyni lubiła zakupy. Nie tylko odzieżowe, ale i spożywcze. — No, to mamuśka poszalała — Jules skomentował, rozglądając się po wnętrzu w poszukiwaniu pomysłu, co by chciał.
Zajrzał do dolnej szuflady, upewniając się, czy jest chleb. Był. Tak samo jak bułki i jakieś słodkie rogale. W lodówce były też warzywa, owoce, sery, wędliny i w sumie co tylko można było chcieć. Były też krewetki, batony i wiele słoiczków z sosami.
Jak się okazało, duży wybór nie zawsze był plusem, bo sporą chwilę spędzili na zdecydowaniu, co by chcieli. Ale udało się. Dlatego w końcu Eric mógł pójść się umyć.
Czas tego wieczoru jakoś szybko im umykał przez te przygotowania. Byli więc w dużym szoku, jak późno się zrobiło, kiedy wreszcie z jedzeniem znaleźli się w pokoju Julesa i odpalili laptopa. Eric był już odziany tylko w trochę bardziej przylegające do ciała, granatowe bokserki, kiedy położył się na brzuchu na łóżku i zaczął czyścić okulary w specjalną chusteczkę.
Jules w tym czasie szukał w pudłach stoliczka do łóżka. Mieli wysokie szklanki z gazowanym piciem, a aby było im wygodniej, chciał je postawić na łóżku. Do tego jednak potrzebował czegoś twardego i stabilnego, aby nie zalać swojego szerokiego łóżka.
— Mam — pochwalił się i wrócił do Erika, który był już na łóżku tak samo jak laptop oraz miska krewetek z sosem koktajlowym i tosty na ciepło z masłem orzechowym.
— Okej, to chodź — Eric odpowiedział, czyszcząc szybko drugie szkiełko. — Krewetki… Naprawdę, Jules, jeszcze kawior, kwartet skrzypcowy i tajny pokój klubu dla dżentelmenów. Masz ładny, duży dom — pochwalił.
— Weź, te krewetki to żadna przesada. Są takie… no, z siatki. Do tego czasem można. Mają dużo białka, będziesz miał co przetwarzać na sześciopak. — Zaśmiał się, stawiając stoliczek za laptopem i przestawiając szklanki właśnie na niego. Zaraz po tym ostrożnie położył się na brzuchu zaraz obok Erika. Kiedy się wygodnie układał, trącił łokciem jego tak samo nagi. Aż odetchnął i przełknął ślinę, błagając los, aby w sposób w miarę dyskretny. Byli obaj w łóżku, obaj ubrani mniej niż bardziej. Bo Jules też poza bielizną do spania nie miał na sobie nic.
Co gorsza, kiedy dosunął laptopa, Eric podsunął się trochę bliżej, aby lepiej widzieć, więc zetknął się z nim udem. Był ciepły i dobrze pachniał, jak zwykle. A teraz sięgnął po jedną krewetkę, zamaczał w sosie i skosztował, oblizując wargi.
— Dobra, dobra — pochwalił jedzenie i poprosił: — Zobacz najpierw Facebooka, czy ktoś już zdążył wrzucić coś o tym chłopaku na rolkach, hm?
Jules także sięgnął po krewetkę i włożył ją między wargi, na razie nie zjadając jej w całości. Skupił też uwagę na ekranie laptopa, aby za bardzo nie myśleć o towarzyszu na łóżku. Aż żałował, że Eric aż tak swobodnie się przy nim czuje.
Wpisał hasło na portal, nie bojąc się, że kolega je przyuważy i jakoś wykorzysta.
— Mm… chyba jest, pacz — wymruczał, wyjmując ogonek krewetki i pokazując film, jaki ktoś zamieścił.
Gdy go puścili, dało się dostrzec, że to ktoś z trybun na boisku kręcił. Musiała to więc być już akcja po tym, jak Colin wyjechał ze szkoły na zewnątrz. I… bardzo mu się spieszyło, bo pędził na złamanie karku w stronę parku. Powód pojawił się chwilę później, gdy kamerzysta nakierował obiektyw ponownie na szkołę, a stamtąd wybiegł jakiś niski, nieznany Julesowi i Erikowi nauczyciel, drąc się za uczniem. Oczywiście przy tym rozległy się krzyki i śmiechy, a sam filmik miał tytuł „Trey Swift vs Rolkowy Koleś. KO. Swift defeated.”. Ktoś najwyraźniej ogarniał, że Trey Swift jest tu cichą gwiazdką skateparku i tym razem wyczyn nieznanego chłopaka na rolkach był bardziej widowiskowy niż jego triki.
— Dostanie naganę, było widać twarz — Eric skomentował, pojadając chętnie. Musiał być głodny.
— Pewnie tak — Jules zgodził się, chociaż wątpił, by faktycznie tak się stało. Jeśli to było zadanie do projektu, to dyrektor Moss mógł jedynie postraszyć bądź dać nieoficjalną karę. Tym w sumie mógł w bardzo łatwy i szybko sposób rozpuścić szkolną gawiedź, która będzie robiła wiele, nie czując obawy przed ewentualną karą.
Eric nie odpowiedział od razu, bo czytał komentarze pod filmikiem. Większość aprobowała ten wyczyn, ale były też głosy mówiące o tym, że jeździec jest debilem, że ucierpi cała szkoła, że będą większe restrykcje i tak dalej. Sam Eric nie wyglądał na specjalnie tym przejętego. Nigdy w nic się za bardzo nie wtrącał. Zawsze pozostawał tylko szarym obserwatorem.
— Zupełnie zapomnieli już o naszym romansie. Atrakcja goni atrakcję — podsumował.
Jules uśmiechnął się i położył głowę na dłoni, patrząc w bok na współlokatora, a teraz gościa w jego pokoju. Pozwolił sobie na krótką lustrację jego poważnej twarzy.
— Chyba się cieszysz, hm? Bardzo nie chciałeś być moim chłopakiem — zadrwił trochę na koniec.
— Wiesz, że chodziło o to, że… to się komplikowało, że drwili ze mnie, a ja nie lubię być w centrum uwagi. Nie przepadam za tłumem, a każdy wtedy skupiał się na mnie — Eric odpowiedział, zapatrując się na tost, po który właśnie sięgnął. Potem jednak zerknął na Julesa i uśmiechnął się lekko. — Nie jestem tobą.
— Wiem — drugi chłopak odparł od razu, a na jego usta wypłynął bardzo łagodny uśmiech. — Dlatego tak dobrze mi się z tobą spędza czas. Ale — zaczął i sięgnął po krewetkę, aby oderwać wzrok od oczu kolegi — musisz przyznać, że nie tylko tłum cię drażnił. Wizja, w jakiej cię widziała szkoła, też ci nie pasowała.
— W byciu twoim chłopakiem? — Eric uśmiechnął się, ugryzł tosta i znowu spojrzał na facebooka. — Jesteśmy przyjaciółmi, nie parą. Błędnie na to patrzyli, bo nic nas nie łączy.
Jules aż fizycznie poczuł ten cios, jakim było ostatnie zdanie Erika. Niemalże jakby ten uderzył go w krocze. Tylko po części stłumił skrzywienie.
— Uuu, okrutne. Nic? — spytał, starając się przedstawić to jako żart. Jakby słowa, jakie usłyszał, spłynęły po nim jak woda po kaczce.
Jego współlokator znowu zerknął na niego z delikatnym uśmiechem i zapewne chciał odpowiedzieć w tym samym tonie, ale… okazało się, że zna Julesa lepiej, niż ten mógłby przypuszczać. Bo naraz zastygł, zaciął się i odrobinę zarumienił. Zrobiło się jakby trochę gęściej przez jego reakcję.
— Ty… Chyba nie bywałeś nigdy z kimś takim jak… ja — w końcu powiedział dość płasko, ale ze słyszalnym podenerwowaniem w tle. A może zażenowaniem? Skrępowaniem? Ciężko było określić, co się kryło za tymi szkłami okularów.
— Jak ty? Czyli? — Jules spytał, także już poważniej i z ciężej bijącym sercem. Patrzył uważnie, badająco na twarz współlokatora, zapominając na tę chwilę o krewetkach, o ciepłych tostach z masłem orzechowym, o facebooku, o rodzicach, którzy zapewne założyli się, czy do czegoś dziś dojdzie.
— Niechodzącym na siłownię, kiepskim na WF-ie, potrzebującym porad w ubieraniu się… Cichym, spokojnym… szarym… nieciekawym… — Eric wymieniał, odpowiadając na spojrzenie, ale i tak wyraźnie nie bardzo rozumiejącym sytuację, w jakiej się znalazł. Na tyle, że nawet się nie ruszył, nie odsunął i zapomniał, że ich zetknięte ciała mogą tę rozmowę jeszcze bardziej wprowadzać w intymną sferę.
— Uprzejmym, uroczym, miłym, wyższym ode mnie, a do tego rozumiejącym mnie lepiej niż ktokolwiek inny, mimo tylu różnic? — Jules pociągnął tę wyliczankę Erika, zagalopowując się i zauważając to dopiero pod koniec. Nie uciekł jednak, ale skończył z przepraszającym spojrzeniem. — Nie. Nigdy nie byłem z kimś takim.
Eric za to przełknął cicho ślinę, a koloryt jego twarzy wskazywał na to, że zrobiło mu się gorąco. Popatrzył na nadgryzionego tosta i odetchnął powoli.
— Chciałbyś?
— Jeśli tylko byłoby to możliwe — Jules odparł, zapominając na chwilę nawet o tym, żeby spokojnie oddychać. Zresztą, słowa wychodziły mu z ust, zostawiając zdrowy rozsądek gdzieś za drzwiami sypialni.
— O Boże… — Eric szepnął, potem odłożył tosta na talerz i wstał powoli z łóżka. Nie podrywał się, nie reagował gwałtownie, a i tak Jules ślepy nie był i widział, jak wiele emocji nim targa. Szczególnie teraz, kiedy ten podszedł do okna, stanął przy nim i spojrzał przez nie, choć zapewne i tak nic tam nie widział. — Więc tak o mnie myślisz.
Jules odetchnął ciężko i usiadł na łóżku. Nie było po co podchodzić do drugiego chłopaka. Atmosfera była i tak wystarczająco ciężka, że nie było co zrzucać na jego barki ciężaru swojej bliskości.
— Przepraszam. To samo się stało. Ale proszę… Eric — Jules jęknął na koniec, chcąc na moment zwrócić na siebie uwagę współlokatora z akademika. — Nie wyprowadzaj się znowu.
Dałby głowę, że czas się zatrzymał, że wskazówki we wszystkich zegarach na świecie przestały na chwilę chodzić. Na chwilę, w której Eric milczał, wciąż patrząc przez okno. Gdy znów spojrzał na Julesa, pokręcił głową i potarł dłonią swoje ramię.
— Nie wyprowadzę się. Ale Jules… Kiedy? Kiedy to się stało?
Chłopak znany w Internecie jako Foxy wzruszył ramionami. To było trudne pytanie, bo nie dało się jednoznacznie na nie odpowiedzieć.
— Nie wiem. — Westchnął. — Znaczy… zawsze cię lubiłem, ale w ten sposób chyba zacząłem myśleć w tym samym czasie, kiedy… wszyscy. Przepraszam, Eric — powtórzył znowu, czując się w obowiązku to robić.
— Nie… W porządku — drugi chłopak szepnął, odwracając wzrok do okna. Wyglądał na zagubionego. — Ja ciebie też lubię.
— Ale nie tak — Jules przypomniał mu z pobłażliwym uśmiechem. — Teraz nie musisz być miły, wiesz?
— Nie rozumiem… — Eric ściągnął brwi. — Dlaczego mam nie być miły?
Jules trochę stracił grunt pod nogami, nie takiej odpowiedzi się spodziewając.
— A nie jesteś zły za to, jak na ciebie patrzę?
— Nie jestem zły. Jestem… rozdarty — chłopak odpowiedział, powoli podchodząc do łóżka. Usiadł tuż przy swoim współlokatorze i zerknął mu w oczy. — Nie wiem, jak się powinienem zachować. Nie chcę cię… odpychać. Ale wiesz, że nigdy nie byłem z chłopakiem. Z dziewczyną też nie — dodał jeszcze na koniec z gorzkim uśmiechem.
Jules odetchnął ciężej. Patrzył na tę szczupłą twarz, znajdującą się kilka centymetrów wyżej niż jego.
— Eric… — jęknął trochę z pretensją. — Odpychaj mnie, bo jeśli tego nie zrobisz, to jeszcze bardziej będę chciał cię pocałować.
Drugi chłopak otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć. Zamknął je ponownie i przełknął ślinę. Przemknął spojrzeniem po twarzy Julesa i znowu rozchylił wargi.
— Nie umiem cię odepchnąć — wydusił w końcu.
Jules zacisnął usta i wręcz ze strachem spojrzał po twarzy wyższego od siebie chłopaka. Patrzył długo w jego oczy za okularami.
— Eric… proszę, nie chcę niszczyć naszej przyjaźni. Zapomnijmy o tym…
— Jak zapomnijmy? Jak, skoro nie możesz nic poradzić na to, jak na mnie patrzysz? — Eric odpowiedział pytaniem, ale wydawał się wręcz nie dowierzać, że Foxy rzeczywiście mógł tak się czuć w stosunku do niego. Wydawał się sobie taki nie w jego typie…
Jules zacisnął oczy i nagle pochylił się do przodu, chowając twarz w dłoniach. Zaklął krótko, trąc twarz. Nim się znowu wyprostował, przesunął mocno palcami po swoich włosach, a w kolejnej chwili, wychylił się do Erika, złapał go za kark i przysunął do siebie, delikatnie całując go w wargi.
Powieki drugiego chłopaka rozchyliły się szeroko i patrzyły na Julesa z jawnym, przepełnionym szokiem „co się dzieje?”. Nie odsunął się. Nie poderwał się. Nie zareagował gwałtownie, za to jego myśli wydawały się szaleć.
Chyba nie wiedział, co powiedzieć, jak powinien zareagować, ale Jules niespodziewanie poczuł bardzo słabiutki ruch jego warg. Wręcz nieśmiały. A sam Eric siedział sztywno z galopującym sercem.
Jules chwilę patrzył mu z bardzo bliska w oczy. Dotykali się nosami, aż Foxy uśmiechnął się z pobłażaniem dla samego siebie. Odsunął się i podciągnął nogę pod swoją klatkę piersiową, obejmując ją jednym ramieniem.
— Wyglądasz… — Zawiesił się, patrząc na rumianą, oszołomioną twarz Erika. — Aż ciężko oderwać wzrok.
Do tego od gorąca ciała chłopaka okulary delikatnie zaczęły parować na skrajach, a sam Eric przełknął ślinę.
— Nie wiem, co powiedzieć — wydusił w końcu. — Nie wiem jak… Jules, ja… Boże…
— Spokojnie. Nigdzie się nie wybieram. Pomyślisz, ułożysz sobie to w głowie, ja nigdzie się nie wybieram — powtórzył i sięgnął do jego twarzy, aby ją dotknąć. Pierwszy raz w taki sposób. — Jedyne czego nie chcę, to abyśmy tracili kontakt. Zależy mi na przyjaźni z tobą.
Tym razem Eric wolniej wciągnął powietrze do płuc i przymknął oczy. Zdjął też okulary i jakoś tak delikatnie przekręcił głowę do jego dłoni.
— To bardzo wiele do układania — odniósł się do jego słów. — Ale i mi na tobie zależy. Wiesz o tym, prawda?
— Mhm. Inaczej już wtedy byś się wyprowadził, a teraz kazał albo się odwieść do szkoły, albo przenosiłbyś rzeczy do gościnnego.
Eric uśmiechnął się słabo i pokręcił głową.
— Jestem cierpliwy. Niełatwo mnie zdenerwować i niełatwo mnie zranić. Ale jak widzisz, łatwo mnie zaskoczyć. Muszę to przemyśleć, Jules…
Ten skinął głową i odsunął ręce od niego.
— Jasne. Nie będę pospieszać. Domyślam się, jak się czujesz. Ale na razie może to odłożymy i skończymy grzanki i krewetki? Może jakiś film? Mamy weekend, czas się zrelaksować.
— Mhm, może być film. Zobaczymy, co masz na dysku? — Eric zasugerował, zerkając mu w oczy z powoli wracającym do niego spokojem.
— Jasne — Jules szybko podchwycił, widząc nadzieję, aby na moment odsunąć od nich problem jego zauroczenia Erikiem. Szybko więc odwrócił się do komputera, aby zamknąć facebooka, a otworzyć folder z filmami.
Ten moment wykorzystał Eric, aby popatrzeć na jego ciało, które i tak widział wiele razy. Ba, Foxy nawet na filmikach występował półnago. Ale teraz sytuacja diametralnie się zmieniła. Jules już nie był jego współlokatorem-gejem, mającym masę romansów poza ich pokojem, poza ich kontaktami. Teraz Eric był w to jakoś bardziej wciągnięty.
W końcu położył się tuż przy Julesie i spróbował wybrać z nim jakiś odpowiedni na ten wieczór film. Jedli przy tym zimne już tosty i rzeczywiście pozornie zapomnieli o krępującej sytuacji sprzed chwili. Ale przecież czekał ich cały wspólny weekend… Jeszcze wiele mogło się wydarzyć. O co obawiał się zarówno Jules, jak i Eric, ale obaj w swoim własnym kontekście.

21 thoughts on “Project Dozen – 20 – Więc tak o mnie myślisz

  1. TigramIngrow pisze:

    „… to z racji małej sympatii do akurat tej dwójki. ” – Kat, wspominałam wcześniej, że ich nie lubię? Bo jakoś nie kojarzę, a wcale tak nie jest. Bardziej nie mogę znieść Patricka, Sena i chyba kogoś tam jeszcze. Jak wspominałam – lubię to napięcie, początki bliskości i tym podobne sytuacje, dlatego ciągnie mnie do PD, a jednocześnie jest w tym opowiadaniu coś, co sprawia, że nie umiem się tak totalnie w to zagłębić.

  2. Katka pisze:

    Basia, fajnie mieć takich rodziców jak Jules. Na pewno to, że są tacy luźni, miało wpływ na jego bycie otwartym gejem i brak oporów w tej kwestii. Pozazdrościć, hehe. Dzięki za wenę :D

  3. Basia pisze:

    Witam,
    rewelacja, rodzice Julesa świetni, Erick właśnie nie zareagował gwałtownie na te informacje, więc może…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  4. Katka pisze:

    Tigram, myślę, że akcja z pocałunkiem nabrałaby znacznie głębszego znaczenia i zrobiłaby większe wrażenie, gdybyś jednak poczytała dokładniej i pozwoliła, by napięcie chłopaków przeszło na Ciebie, ale rozumiem, że to z racji małej sympatii do akurat tej dwójki. A co do pierwszego gejowskiego zbliżenia, serio powinnyśmy robić zakłady XD bo możliwości kto z kim pierwszy jest wiele.

  5. TigramIngrow pisze:

    Wybaczcie, przeleciałam wszystko wzrokiem i skupiłam się tylko na tej akcja z pocałunkiem. Bardzo prawilny, ładnie się to rozwija.
    Lubię dotyk, to jak się zbliżają i boją. Oby więcej takich sytuacji między nimi. Czekam na pierwsze gejowskie zbliżenie i mam nadzieję, że to będzie Tomcio i Jolene.

  6. Katka pisze:

    Liv, jakkolwiek byście błagali o szybsze PD, niestety nie jesteśmy w stanie go wrzucić ;) Wiem, że czekanie jest bolesne, ale i tak pewnie szybko minie, tym bardziej, że święta idą, to będziecie tak zajęci, że nie będziecie myśleć o oczekiwaniu. Chooociaż, nie powiem, podoba się nam to Wasze ciśnienie XD A że PD jest raczej dłuższe, na pewno będzie okazja lepiej poznać Erika ;)

  7. Liv pisze:

    Ooch, wiem że nie powinnam, ale chyba zacznę błagać i żebrać o kolejny rozdział PRZED styczniem… Co mam zrobić, żeby PD było tak odrobinkę częściej? Tak odrobinkę, każdy dzień się liczy. W każdym dniu bez nowej, choćby najkrótszej wzmianki o Ericu i Julesie moje serce krwawi… Dobra, może przesadzam trochę, ale już trzeci raz komentuję ten rozdział tylko po to, żeby nie przyjmować do wiadomości, że już definitywnie go skończyłam xd Nie wiem, co ta para w sobie ma, ale jestem zupełnie i nieodwracalnie (przynajmniej na razie^^) urzeczona. Gdyby tylko Eric był tak rozwiniętą postacią jak skarby w FDTS. Niech to opowiadanie się nie kończy, proszę *^*

  8. Katka pisze:

    Another, z tymi postaciami może być taka kwestia, że przy takiej ilości osób trudno jest skupić się całokształcie postaci, dlatego na razie, póki nie znacie ich dobrze, mogą się wydawać płaskie. Zawsze w końcu wychodzi z człowieka prawda, kiedy stawia się go w różnych sytuacjach. Tutaj nie ma póki co takiego manewru, ale z drugiej strony to opko z tych dłuższych, więc może to kwestia czasu. Ale w ogóle mega się cieszymy, że coś się w Tobie poruszyło po tym rozdziale! Oby tak dalej :)

    Porebula, hehe, dokształcaj się, dokształcaj, ale potem nie chwal się, że znalazłaś tę wiedzę na stronie z gejowskimi porno-opkami Xd

    Liv, słodko! :D Hehe, sama uważam, że ma swój urok, taki inny niż większość rozdziałów w tym opku ;)

    Kaczuch_A, w ogóle PD ma chyba fazy i wiele różnych opinii. Mam wrażenie, że duże znaczenie tutaj ma nawał postaci. Chyba już zawsze opko będzie miało swoich zwolenników i antagonistów, aaaaale i tak liczę, że część się chociaż przekona o czasie i obyś była wśród tych osóbek Ty ;) Są nadzieje, skoro rozdział bardziej się spodobał niż dotychczas! ;)

    Saki, „ Jaram się jak Dean ogniskiem” – Lol, rozgromiłaś system XD Mam brechta, dobre porównanie XD w ogóle jak wszyscy piszecie, że czuliscie emocje i napiecie, to nam serce rośnie :D Fajnie, że było to wyczuwalne, bo chłopcy mega się stresowali, a to zawsze dobrze, jak czytelnik to widzi. Więc super :D Haha i to zdziwienie, że Jules się na niego nie rzucił XD Oj, czuję, że bardzo chciał, ale na szczęście mózg mówił mu, że nie może tak nagle, bo się chłopak speszy i ucieknie. A rodzice Julesa to tak, to taki typ, który albo chciałoby się mieć za rodziców, albo myśli się tylko o tym, jak wiele siary mogliby przyprawić XD Dziwni są, to pewne. Do nastepnego rozdziału szybko zleci ;) Dzięki za komentarz! :D

    Ash, znaczy wiesz, w szkole na pewno ma jakichś tam kumpli, samotny bynajmniej nie jest, ale nie są to mu najbliższe osoby. Dlatego też może tak bardzo ceni Erika, bo ten jest tam taką jedną z nielicznych osób, którym na serio ufa. A rodziców Julesa to pozazdrościć. Och, och, fajni są.
    Spoko, z tym przeskakiwaniem rozumiem, zawsze jest w końcu ryzyko, że pominie się coś ważnego. Więc nie dziwię się zastopowaniu w czytaniu. A opisy na gadu zajebiste! XD wybrałaś całkiem dobre teksty XD

  9. Ash Alex Sugar pisze:

    Oooooch cały rozdział o Foxym i Ericku <3
    Cała ta wycieczka do Julesa zapowiadała się uroczo, ale ne wiedziałam, że aż tak!

    Hm, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że Jules nie ma przyjaciół w szkole. Nie wiem, może powinnam wpaść na to wcześniej, ale nie myślałam o tym, do twej jego wypowiedzi. I dużo bardziej przez to polubiłam jego postać /Nie no, db, nie o to mi chodzi xD Wcześniej uważałam go za postać w porządku, ale neutralną, natomiast teraz zapałałam do niego sympatią (i trochę współczuciem), to jak traktuje Ericka jest cudownee <33

    "— Eric… — jęknął trochę z pretensją. — Odpychaj mnie, bo jeśli tego nie zrobisz, to jeszcze bardziej będę chciał cię pocałować.
    (…)
    — Nie umiem cię odepchnąć — wydusił w końcu."
    *Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa sialalalala!*
    Och, ten tekst był cudowny! <33
    No cóż, ne spodziewałam się, że się pocałują tak szybko xD
    To była miła niespodzianka, rzecz jasna xD
    Och, czekam aż im się ułoży <3

    /I fakt, że Eric nazywa go Foxy jest uroczy ;3/

    Hahahah zapomniałabym! Rodzice Julesa są świetni, rozwalają system xDD

    Katko, co do przeskakiwana rozdziałów, to robię to czasem, ale ne lubię tego ;c
    Mam wrażenie, że coś mnie ominie, wolę czytać akapit pięć razy niż ominąć jakieś zdanie xD However, w końcu przeczytam xD
    Och no trudno, w każdym razie też kocham ten cytat! <3

    Ach, mój opis na gg, tak dla waszej ciekawostki:
    "- I jak się czujesz?
    – Łyso."
    "- Gdzie moja kawa?
    – Gotowa na zapleczu. Musisz tylko nasypać, zagotować wodę, zalać, dodać cukru i mleczka i zamieszać."
    Team Jason! xD <3

    Pozdrawiam ;*

  10. saki2709 pisze:

    Tak! Tak! Tak! Jaram się jak Dean ogniskiem XD Czekam na pożar XDD A teraz na poważnie. Nie spodziewałam się, że tak szybko zacznie się coś między nimi dziać (choć nie ukrywam, że liczyłam na coś, co mogłoby podwyższyć level ich relacji z przyjacielskiego na bardziej uczuciowy właśnie podczas tej wizyty u starszych Foxa). Cieszę się, że Eric go nie odtrącił i że to wszystko wyszło tak naturalnie podczas rozmowy. Normalnie aż czułam to napięcie i presję, które nimi targały. Tą niepewność Jules’a i zagubienie Erica. To było super mega słodkie, Eric jest uroczy, taki normalnie do schrupania i się aż dziwię Julesowi, że się na niego nie rzucił. Ale na szczęście ma więcej samokontroli, niż sądziłam i chwała mu za to. Gdyby był gwałtowniejszy i nie potrafił się opanować, Eric mógłby się wystraszyć i wszystko, co mogłoby być między nimi, poszłoby się pierdolić. A tak, jest nadzieja, że coś z tego będzie. W ogóle, jak Eric zapytał, „Chciałbyś?” to aż mi serce mocniej zabiło i zaczęła w nim kwitnąć nadzieja. A w głowie setki scenariuszy, jak to wszystko się dalej potoczy.
    Rodzice Jules’a wydają się spoko. Ale żeby się zakładali, czy ich syn będzie miał seksy… troszku to dziwne, ale co kto lubi. W ogóle tekst z materacem zabrzmiał dla mnie, jakby nie koniecznie mieli na myśli spania XD Ale może to tylko dla mnie tak zabrzmiało. Ja prawie wszędzie widzę podteksty.
    Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału. Mam nadzieję, że będzie w nim ciąg dalszy dzisiejszego rozdziału, nie wiem, jak wytrzymam to 18 dni do następnego. Wystwiacie moją cierpliwość na ciężką próbę. A chciałabym zaznaczyć, że cierpliwość to cnota, z którą u mnie dosyć krucho. No cóż. Nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać.
    Weny, moje drogie i czasu. Dużo czasu.
    Pozdrawiam :)

  11. kaczuch_A pisze:

    O, jest poruszenia, pojawia się zainteresowanie PD z mojej strony, nikłe jak na razie, ale jest. Bardzo dobrze ujęła to Another69, ten rozdział tez coś we mnie poruszył, może dlatego, ze jest tak spokojnie właśnie, że nie ma tego nawału postaci. Nie wiem od czego to zależy, ale to pierwszy rozdział PD, na który faktycznie zwróciłam uwagę i który wzbudził moją sympatię. To nagromadzenie emocji, te podchody Julesa, ta niepewność Erica bardzo mi się spodobały. Powoli, powoli może się do tego opowiadania przekonam, poczytamy zobaczymy. Do moich fejwów nie należy, ale może niezmierzona miłość przyjdzie w trakcie.

  12. Liv pisze:

    W ogóle przeczytałam ten rozdział jeszcze parę razy i doszłam do wniosku, że jest to zdecydowanie mój ulubiony w PD i jeden z ulubionych na całej stronie ^^

  13. porebula pisze:

    Shiv, jednak nie zrobie wszystkiego… 10000 to dużo… Ja sie jaram, że skarpetki po przecnie kupiłam a wy chcecie 20000… Jaka poliandria, no oni nie istnieją przecierz, więc sie nie liczy :) Mósiałąm w necie sprawdzać słowo… Dokształcacie mnie, czuje się mądra, chociaż już go nie pamiętam… Sen tem jest?? :o to ja ide sie japońskiego uczyć, a nie… Pfff co tam właski, którego miałam sie uczyć… Idziemy japońskiego! Sena poznać trzeba!

  14. Another69 pisze:

    Muszę przyznać, że to opowiadanie w ogóle mnie nie interesowało wcześniej, może przez nawał postaci, to, że nie wiedziałam, który jest który, miałam problem z wyobrażeniem ich sobie. Przez to jakoś nie czekałam na kolejne rozdziały i tak czytałam, żeby przeczytać. Wydaje mu się, że to jest taki pierwszy rozdział, który coś we mnie „poruszył ” xd nie chodzi mi o wielkie wzruszenie, ale po prostu mnie zainteresował, postacie wydają mi się bardziej realne i plastyczne. Bo dziwne by było, jakby dziewczyny, które stworzyły dosłownie żywą ekipę FDTS, w której postacie juz chyba żyją własnym życiem, nie umiały dobrze ukazać postaci w innym opku xd ale widzę, że jednak jest ok, tylko po czasie trochę. Fajnie jakby Ci chłopcy byli razem, jakby jeszcze poznali się lepiej z rodziną Foxa itp. xD na razie najciekawszy wątek, chociaż nie powiem, chłopak z dredami i jego nerd też mają w sobie coś fajnego xd mam nadzieje, że jakoś fajnie to rozwiniecie :) i nie powiem, już myślę, jakby wyglądał seks tego prawiczka i dobrze doświadczonego Foxa xd

  15. Shivunia pisze:

    porebula >> Nie, nie chcemy abyś umarła, ale niestety nic nie da się zrobić… no może da się wpłacić po 10 tysięcy na nasze konta, wtedy nie będziemy musiały pracować i będziemy mogły pisać i opłacać z tego rachunki i jedzenie ;p całkiem spoko pomysł na życie, nie uważasz? Ale do rzeczy.
    Widzę dużo miłości do postaci, normalnie poliandria jeśli chcesz się z nimi żenić ;) Co do Sena, myślę że w Azji, masz szanse jednego takiego Sena sobie znaleźć. Trochę ich tam jest wiec są jakieś szanse :D Nie daje gwarancji ale a nóż, mamy połączenie bezpośrednie z czyimś mózgiem i faktycznie jest tam gdzieś na świecie taki ktoś dokładnie jak Sen Nakano. W ogóle dzięki bardzo, ze tak wysoko klasyfikujesz ten rozdział :D Też go lubimy. Takie podchody są słodkie :D I mam dziwne wrażenie, ze rodzice Julesa, także uznali by, że są słodkie. Jak sama mówiłaś, fajni rodzice, ale maja dwie strony medalu. Jak wszystko.
    Dzięki bardzo za komentarzyk ;)

    Liv >> Hahaha, nie tylko ty podziewasz samokontrole Julesa, według mnie on sam siebie podziwia. I nie rozumie jak wcześniej mógł tego nie widzieć jaki Erick jest uroczy. Takie „miałem skarb pod nosem a go nie widziałem! Jak?” No, ale jakby tonie było nagminne to powiedzenie „najciemniej pod latarnią” nie było by takie popularne. Ale taaak, był kiss hihihi, Julesowi się pofarciło. Tym bardziej, że może ma szanse na coś więcej niż kiss. Chociaż wszystko poza strefą cielesną już w sumie trochę ma z Erickiem. Tak jak pisałaś już są dobrymi przyjaciółmi, więc tak jakby tkwią we friendzonie ale na swój sposób to też jest jakiś związek. Oh, ok, naciągał fabułę. Co do domu Julesa to też taki bym chciała. Głownie basen i ciepły klimat. Wtedy miała bym jak spalać zjedzone żarcie z lodówki hahaha
    Dzięki za komentarz i za życzenia dla chłopców. ;)

    Dante >> Dzięki. Też czułyśmy fajne ciśnienie kiedy to pisałyśmy. Niezły problem emocjonalny sobie Jules strzelił, to jest pewniak. A było tak prościej jak nie brał Ericka w ogóle w szeregi obiektów zainteresowania. No a tu bums, i teraz macie to „coś” hehehe. Rodzice… są specyficzni, ale coś Jules też nie jest aż takim standardem w 100% więc musiał być chociaż trochę do nich podobny. Chociaż nie robi zakładów ;p
    Dzięki za miłe słowa ;)

    Bebok >> Coż, Erick nie jest taki zwyczajny a Jules też podchodzi do tego trochę inaczej niż inni. Chociaż może wyszło w rozmowie też dlatego, że w gestach mogło by być niezauważalne, albo mogło być molestowaniem XD Niemniej fajnie, ze byłaś tym zaskoczona. To w sumie o to chodzi w pisaniu, aby zaskakiwać i aby porwały dzieje bohaterów ;) Ale sobie kadzę hehehe
    W ogóle jak wspomniałaś że Erick używa mózgu to miałam taką myśl, że z Julesa w sumie trochę wychodzi taki typ co to go kreci czyjś intelekt. Chociaż chyba trochę przesadzam, bo Erick aż takim kujonkiem nie jest ;p Ale spostrzegawczy jest, wiec jak już wie na co ma patrzeć to pewnie teraz będzie bardziej widział Julesa i to jak ten na niego patrzy. Takie „karty zostały odkryte” więc nie można oszukiwać przy stole.
    Co do rodziców, to fakt, są całkiem spoko, ale to też zależy jacy byli jak Jules był młodszy. Eh, chyba w sumie dość podobni. Ale całkiem nieźle i tak sobie poradzili. Moim skromnym zdaniem.
    I co do p.s.’a , to spoko. Każdemu trafia się gorszy czas (mój jest cały czas bo jestem leniwą bułą ;p)
    Pozdrawiamy serdecznie :*

    O. >> Biedna szkaradna dziewczyna. Obiekt eksperymentów. Nie lubię osobiście doświadczeń na żywych organizmach ;p Ale mógłby po podglądać jakieś dziewczyny i zauważyć, że jednak bardziej podoba mu się podglądanie współlokatora. O, to jest dobry plan ;p I Jules podziela twoje pragnienia :D Mogę się o to spokojnie założyć :D

    Laurel >> Oj oj, daleko to kwestia perspektywy. I cóż, Jules wykorzystał okazje… że był na swoim terytorium. Jakkolwiek głupio to co napisałam, nie zabrzmiało ;p

  16. Laurel pisze:

    Rozdział świetny. Nie myślałam, że tak szybko Jules się odkryje. Dlaczego do następnego rozdziału tak daleko??? :-)

  17. O. pisze:

    !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Teraz mam nadzieję, że Eric poukłada sobie wszystko w głowie, bo przez to, że nie był z nikim na pewno jest mu ciężko nazywać swoje emocje, które odczuwa przy Julesie. Niech pocałuje jakąś szkaradną dziewczynę i niech się okaże, że to drobne muśnięcie z Przyjacielem było o niebo lepsze! <3333 Tak bym chciała żeby im się udało :D <3333333333

  18. Bebok pisze:

    Uwaa…. sądziłam że Jules zdradzi się czynami a nie w zwykłej rozmowie :d Ale mimo wszystko, reakcja Erika zaskakująco zwyczajna. W sumie zawsze reakcje są jakieś skrajne, albo ludzie odskakują od siebie jak poparzeni albo okazuje się że to była miłość od zawsze i lecą w ślinę a tu było tak… normalnie, bez paniki i przesadyzmu. Erik po prostu jest zagubiony i widać że sytuacja go zaskoczyła, ale wciąż ma mózg i go używa, podszedł do tego dość racjonalnie ;D Wydaje mi się trochę nieporadny w takich kontaktach międzyludzkich a to w jego przypadku jest wyjątkowo urocze. Jules będzie miał teraz ciężki okres bo już nie jest tajemnicą że coś do Erika czuje i zwykłe żarty czy drobne gesty nabiorą innego znaczenia, no i pokusa na pewno jest ogromna tym bardziej że śpią razem! Ciekawa jestem jak się to będzie rozwijać. Rodzice są mega ;d Lubię takich wyluzowanych rodziców, mam wrażenie że jak relacja dziecko-rodzic nie jest zbyt sztywna tylko polega na takim koleżeństwie to wychodzi z tego o wiele więcej dobrego. Nie ma spiny, czuje się to wsparcie i wgl… tak fajnie jest ^^ Czekam na więcej! Ja zawsze ;P
    Btw. sorry za ostatni brak komentarzy ale nadeszły mroczne czasy i uczelnia pochłania duuuużo czasu :(

  19. Dante pisze:

    Zbieram szczękę z podłogi, i zęby też zbieram. To było meeeega xD, brakowało mi czegoś takiego w tym opowiadaniu, a i to przeładowanie emocjami :33. No jaram się noo, a ja rzadko się jaram. Rodzice Julesa są genialni xD, lubie taki luz w niektórych ludziach :P, no i ta sytuacja w stylu że cokolwiek się nie powie oni i tak będą wiedzieć swoje i robić zakłady xD. Brakowało mi tego opowiadania;)

  20. Liv pisze:

    Omnomnoom, caly rozdzial z Erickiem i Julesem… Byl cudowny, Erick jest tak uroczy, ze normalnie podziwiam samokontrole Julesa. W ogole zachowal sie bardzo w porzadku w stosunku do Ericka. I moze cos z tego bedzie :))) E no ba, musi byc.. Byl kiss, strasznie sie ciesze! I Erick ma chyba jednak troche watpliwa te orientacje, albo po prostu tak bardzo lubi Julesa, ze nawet nie zauwazyl, ze tak naprawde go kocha xd
    Zazdroszcze Julesowi domu. Tez chce mieszkac w takim luksusie… Basen, pokoj goscinny i jeedzeeniee *-*
    A wracajac do przyszlej milosci naszych slicznych chlopcow, ja tez chce wiecej… Nie wiem jak wytrzymam tyyle dni do nastepnego rozdzialu, ktory przeciez nawet wcale nie musi byc o tej parze. :x
    No nic, pozostaje mi odtwarzanie w myslach tej rozmowy w pokoju. Jules ma duzego +, Erick jeszcze wiekszego (em, xd). I fajnie, bo jak wreszcie (wierze, ze to sie stanie jak najszybciej) zostana para, to beda tez przy okazji dobrymi przyjaciolmi. Ja mowie, ze ten zwiazek ma przyszlosc. :3

  21. porebula pisze:

    Co mam zrobić zeby móc przeczytać dalej? ;-; Nie chcecie żebym umarła, nie? Jak skłamie że mam raka dacie mi przeczytać dalej?? Tak bardzo to kocham :c Chce więcej tego :( Eric! Jules! Kocham was! Wyjdźcie za mnie! I nerdziątko, i Trey, i Jezus, i Sebcia, i Fran! Was tez kocham! I Sen! Załatwicie mi Sena? Mam książki ^^ To jest chyba najlepszy rozdział, napewno jeden z tych na górze. Eric!! Kocham cie! Będe cie kochać przez wieki, chyba że mnie zaczniesz irytować, co jest możliwe i to bardzo… Ale narazie go kocham. Jules ma takich fajnych rodziców :D I życzą im miłej nocy… Czy oni coś myślą?? I mówią synowi jak sie pieprzyć idą i wyłudzają od niego gumki… No może nie do końca fajni… Mówiłam juz że kocham ten rozdział i ich wszystkich i cale Dozen?i nie było dyra i psychologa! I Sebcia obiecałyście :c ide płakać, że nie ma nowego rozdziału… Oddam am moje bazgroly Jasona z wszystkich zeszytow? ^^ Co wy na to? Zrobie wszystko…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s