Love Interest – 3 – A może… pozbyć się pokusy?

Dzień mijał wyjątkowo powoli i leniwie. Percy zobaczył swojego właściciela dopiero o szóstej wieczorem, kiedy podawano kolację. Czasem John jadał wraz z nimi, w głównej jadalni. Tym razem, gdy przy stole siedziała większość jego podopiecznych, John siedział kawałek dalej przy stoliczku kawowym, sącząc espresso. Widział, że część dziewczyn zajęła fotele po drugiej stronie, jedynie racząc się jakimiś dietetycznymi sałatkami. Ktoś też siedział na szerokim parapecie czytając książkę i pojadając panierowane kurczaki, kiedy przypomniał sobie o ich istnieniu. Stół był w całości okupowany, a to i tak nie byli wszyscy. Niektórzy byli u klientów, zarabiając na swoje życie i fortunę Johna Browna, a część obsługiwała gości w sypialniach przeznaczonych do seksu.
Percy siedział tak, że dokładnie widział ze swojego miejsca Johna. Jadł z lekkim znużeniem makaron z serem i warzywami. Nie miał ochoty na mięso. I… czuł, że czym więcej myśli o swoim panu, tym bardziej popada w jakąś paranoję. Non stop myślał o tych wszystkich gejowskich seksach, przy których niejednokrotnie musiał asystować, kiedy odbywał swoją karę.
Nie skończył jeść, odstawił talerz i wstał od stołu. Nie było to niczym niezwykłym. Nie było nakazu wspólnego kończenia posiłków. Każdy jednak musiał po sobie odnieść talerz. Percy, kiedy tylko to zrobił, podszedł do siedzącego przy resztkach kawy pana tego domu.
— Przepraszam pana, proszę pana, czy ma pan plany na dzisiejszy wieczór? — spytał dyskretnie, aby tylko mężczyzna go słyszał.
John uniósł na niego swoje ciemne oczy i odstawił filiżankę na talerzyk, który trzymał na kolanie.
— Nic mi o nich nie wiadomo — odpowiedział, nie dodając nic więcej i tylko patrząc z zaciekawieniem na Kaprana.
— Mógłbym więc dziś pana odwiedzić, czy też zobaczyć się z panem w innym miejscu, proszę pana? — spytał młodszy mężczyzna nadal oficjalnym tonem, starając się być spokojnym.
John chwilę tylko przyglądał się jego twarzy, nim w końcu przytaknął i odpowiedział:
— Przyjdź za dwie godziny do gabinetu na poddaszu.
Percy skinął głową usłużnie.
— Tak jest, proszę pana.
Został odprawiony gestem, więc, chcąc nie chcąc, musiał odejść. John zresztą opuścił salon niedługo później, aby przebrać się w coś luźniejszego, zająć się przez godzinę sprawami formalnymi swojego biznesu, aż w końcu sam udał się do gabinetu.
Był duży. Naprawdę duży. Pod jego ścianami ze wszystkich stron stały wysokie regały z książkami. Środek podłogi zajmował stary, zdobiony dywan, a na nim były kanapy, stoliczek oraz szafki pełne alkoholu, a nawet cygar.
Przez kilka minut miał czas, aby powspominać dawne czasy spędzone w bardzo podobnym pokoju, ale w innym miejscu na świecie, nim usłyszał pukanie do drzwi. Uniósł wzrok znad książki i odłożył ją. Założył nogę na nogę, po czym dopiero zawołał:
— Proszę.
Percy od razu wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. Był ubrany w czarne, proste spodnie i białą koszulę z podwiniętymi rękawami. Od kiedy John sam mu dziś tak je podwinął, jakoś odruchowo poczuł potrzebę, aby też tak zrobić.
— Dobry wieczór, proszę pana — uśmiechnął się lekko do mężczyzny i podszedł w jego stronę. Serce biło mu ciężko i mocno w klatce piersiowej.
— Dobry wieczór, Percy. Usiądź. Masz ochotę na odrobinę szkockiej? — zaproponował John, obserwując go. Podobało mu się to, jak mężczyzna się ubrał.
— Jeśli bym mógł, to poproszę — zgodził się, ale bynajmniej nie pozwolił swojemu panu wstawać. Sam podszedł do barku. — Pan też sobie życzy, proszę pana? — spytał, oglądając się na niego i starając się wypracować jakiś plan wieczoru.
— Tak, jeśli byłbyś tak miły, poproszę — John uśmiechnął się lekko do siebie. Cieszył się, że Percy nauczył się takiej pokory i posłuszeństwa. Że wyraźnie zależało mu na jego opinii i na tym, by spełnić jego oczekiwania. — Jak ci minęła dalsza część dnia?
Percy sprawnie przygotował im po szklaneczce alkoholu. Podał pierwszą swojemu panu i ze swoją usiadł tuż obok niego na kanapie.
— Dziękuję, dobrze, proszę pana. Dużo się zastanawiałem, korzystając z okazji, proszę pana — dodał i popatrzył w oczy mężczyzny, nim napił się małego łyka złotego alkoholu.
— Doszedłeś do jakichś wniosków, którymi chciałeś się ze mną podzielić? — zapytał spokojnie John i sam zamoczył usta w szkockiej. Nie spuszczał przy tym wzroku ze swojego podopiecznego.
— Nie wiem czy wniosków, proszę pana, jednak leżąc na łóżku zastanawiałem się, gdzie chciałbym czuć pana ręce — odparł i znowu się napił. Tym razem większego łyka. Potrzebował rozluźnienia, bo same słowa, które wypowiadał, ściskały mu gardło. — I jaki będzie pana kolejny krok w przysposabianiu mnie — dodał, nabierając więcej powietrza w płuca. Nic nie mógł poradzić na to ekscytujące podenerwowanie.
Ciemne spojrzenie Johna przesunęło się po jego ciele, a jego dłoń spoczęła na nagim przedramieniu Kaprana. Palce delikatnie je pogładziły.
— I gdzie byś chciał je czuć…? — głos mężczyzny nieco się wyciszył.
— Chociażby tu, gdzie teraz. I wyżej. Na ramieniu… szyi… proszę pana — Kapran także ściszył głos i odetchnął ciężej. Już czuł przechodzące dreszcze po ciele i… nieodpartą chęć pocałowania tych wąskich warg, przez które wydobywał się ten niski i poważny głos jego pana.
John tym razem jednak nie odpowiedział. Powoli przesunął palcami najpierw po przedramieniu podopiecznego, a potem na jego dłoń. Wybadał kostki opuszkami palców, a potem znowu skierował dłoń wyżej. Aż pod skraj koszuli mężczyzny, by dotknąć nagiej skóry na jego brzuchu. Pomasował go powoli, wręcz leniwie.
Percy widocznie przełknął ślinę, ale od razu napił się ze swojej szklanki. Może trochę, aby dodać sobie odwagi, a może, aby się rozluźnić albo zasmakować zdenerwowanie.
— Przepraszam, proszę pana, ale… czy także mogę jakoś pana dotknąć, proszę pana? — spytał i lekko pochylił się do mężczyzny, przesuwając wzrokiem po jego twarzy, od samej brody, przez kości policzkowe, aż nawet na włosy. Wciągnął przy tym dyskretnie jego zapach.
John najpierw dopił swój alkohol i odstawił szklaneczkę na stolik, nim ponownie spojrzał na swojego podwładnego. Przesunął dłonią po jego brzuchu aż na bok i przyciągnął go nagle i dość gwałtownie bliżej siebie, aż Kapran niemal wpadł na niego całym swoim ciałem.
— Dotykaj — powiedział John w jego usta.
Percy westchnął głęboko, odwrócił głowę na bok i wypił na raz alkohol ze szklanki. Odstawił ją, po czym od razu położył dłoń z boku twarzy swojego pana i pocałował go gwałtownie, mocno i soczyście. Namiętnie mrucząc i napierając na swojego właściciela. Szybko jednak się cofnął, patrząc pytająco w ciemne oczy Johna. Czy tak też może? Żadne słowa nie chciały mu się przecisnąć przez zaciśnięte stresem gardło.
Jedyną odpowiedzią jego właściciela było mocniejsze przyciągnięcie go do siebie. Tak, że Kapran znowu wylądował w tej pozycji, z której się wycofał. Czuł przez to ciepło Johna na sobie i jego dłoń, która teraz objęła go w pasie. A do tego wszystkiego usta, całujące go sprawnie, namiętnie i gorąco.
Aż musiał w nie westchnąć. Trochę z ulgą, trochę z ekscytacji, że robi to z osobą, której się tak bardzo boi i którą tak respektuje.
— Pan… — westchnął między kolejnymi pocałunkami i spróbował sięgnąć do ciała mężczyzny. Dotknąć go. Zawahał się jednak, zamykając znowu dłoń i cofając ją. Powtórzył to jeszcze ze dwa razy, aż w końcu wyłącznie położył otwartą dłoń na ramieniu Johna.
— Wahasz się — szepnął starszy mężczyzna w jego usta, obserwując ekspresję na jego twarzy i wciąż trzymając go przy sobie. Ciało Percy’ego było podniecające, seksowne i teraz wybitnie czuł jego gorąco. Wiedział, że ten był podekscytowany, co i na niego działało w dobry sposób.
— Bo… bo nadal nie wiem, co mogę, a co nie skończy się dla mnie źle, proszę pana — odparł i jeszcze przesunął rozbieganym wzrokiem po twarzy swojego pana. — Pamiętam na razie wyłącznie, abym nie wsuwał dłoni pod ubranie, proszę pana.
— Tak, na razie to twój jedyny zakaz. Musisz mi pokazywać, czego pragniesz, to będę mógł ci pokazać, co możesz — odpowiedział John, samemu przesuwając palcami po jego skórze pod koszulą. Wzdłuż kręgosłupa i po bokach, masując ją przyjemnie.
Młodszy mężczyzna westchnął, wyprężając się w ramionach swojego pana dzięki temu przyjemnemu mrowieniu na skórze, które serwował mu John.
— Tak… tak, proszę pana — zgodził się i znowu mocniej zacisnął dłoń na ramieniu mężczyzny, nim go pocałował. Jego palce nie ustały jednak długo we wcześniej obranym miejscu. Przesunęły się na szyję Johna, a sam Kapran przekręcił się bardziej przodem do tego, z którym się całował.
John skorzystał z tego i wyciągnął szyję, by pogłębić pocałunek. Przy tym wysunął dłoń spod jego koszuli i zaczął mu ją od dołu rozpinać. Nie mógł i nie chciał się z tym hamować. Nawet, jakby Percy teraz nie chciał, to i tak zdjąłby mu to ubranie. Musiał go zobaczyć.
Percy na jego szczęście nie zaprotestował. Wsunął mu za to palce we włosy i niesamowicie przyjemnie zaczął masować skórę głowy. Jeszcze raz przy tym wsunął język w usta Johna, chwilę pieszcząc się z nim w ten sposób, nim nagle przesunął wargi na policzki, na szczękę i w końcu na szyję mężczyzny.
Gospodarz przymknął oczy, w duchu zadziwiony inicjatywą Percy’ego. Podobała mu się, poza tym w jakiś dziwny sposób czuł, jakby ten był bardziej… męski od niektórych jego chłopców. Pewnie to przez to, że był ukierunkowany na kobiety. Tak przynajmniej mu się wydawało.
Poddając się tym pocałunkom, rozpiął mu do końca koszulę i zsunął ją z ramion. Percy mruknął coś pod nosem i na chwilę odsunął dłonie od ciała swojego pana, wykręcając je za siebie i zrzucając górę ubrania. W tym czasie jego nos przesunął się po szyi swojego właściciela, aż do płatka ucha.
— Bardzo dobrze pan… proszę pana, pachnie.
— Czujesz mocniej? Brałeś już dzisiaj lekarstwo? — spytał John, głaszcząc jego dobrze zbudowane ciało swoimi szczupłymi dłońmi. Uszczypnął go delikatnie w sutek.
Percy syknął cicho, po czym spojrzał w oczy Johna i skinął głową.
— Tak, proszę pana. Brałem leki. Ale zawsze czujemy lepiej. Niektórzy mocniej, niektórzy mniej, ale z reguły poprawia nam się chociaż jeden ze zmysłów.
— A co, jeśli chodzi o twoje libido? — John kontynuował przesłuchanie, równocześnie bawiąc się jego ciałem. Delektując się nim wręcz, gdy powoli przesuwał palcami po zagłębieniach w skórze.
Percy przełknął ślinę w miarę dyskretnie. Nie udało mu się to jednak perfekcyjnie.
— Przypuszczam, że jest mocniejsze, proszę pana. Jednak odczuwam to najbardziej przed podaniem leków, proszę pana.
John skinął głową i położył mu dłoń na policzku, by skierować jego spojrzenie na swoje oczy.
— Powiedz mi, Percy, czy kiedykolwiek któraś z twoich klientek cię zdominowała?
Młodszy mężczyzna oblizał krótko usta, znowu czując lekki niepokój. Musiał jednak być szczery. Wiedział, że to najrozsądniejsza droga do zdobycia zaufania Johna, nawet jeśli na nie nie zasługuje.
— Nie, proszę pana. Żadna też tego nie wymagała, proszę pana.
— Więc nie wiesz, jak to jest poddać się w łóżku. Oddać kontrolę. Bardziej podnieca cię przejmowanie jej? — John zsunął dłoń na jego szyję, a potem przez obojczyki w dół, aż ścisnął jego krocze.
Kapran stęknął dość głośno. Był zaskoczony, że tak szybko jego pan przeszedł z obmacywaniem go w te rejony. Serce gwałtowniej uderzyło mu w piersi, a w głowie pojawiło to natrętne pytanie, co właśnie wyrabia.
— Nie… proszę pana. I… zawsze ją przejmowałem… Czuję się w tym naturalniej proszę pana.
— Przeciwnie do tego, co teraz robimy? Czujesz ekscytację, ale też obrzydzenie… — John zawiesił koniec zdania, jakby nie był pewien, czy spytać, czy stwierdzić. Tak naprawdę chciał po prostu ujrzeć reakcję na te słowa. Wyczuć, co siedziało w Kapranie, a przy tym masował i ściskał jego krocze.
Percy od razu spojrzał z większym niepokojem na twarz swojego pana. Czy znowu robił coś, co mu nie odpowiadało? Czy za mało się starał? Aż przestał w ogóle zwracać uwagę na dłonie na swoim ciele.
— Nie… nie, proszę pana. Nie nazwałbym tak tego… to… to po prostu dla mnie nieznane.
John chwilę analizował jego twarz, aż w końcu zabrał dłonie i uniósł się z kanapy.
— Chodź ze mną — polecił i nie czekając na Percy’ego, podszedł do drzwi schowanych pomiędzy wysokimi regałami. Otworzył je i wszedł do sąsiedniej sypialni.
Ta była urządzona w jaśniejszych kolorach niż ta Johna na samej górze budynku. Pościel tutaj była kremowa, ozdabiana złotą nicią. Meble jasne i lśniące, podobnie jak wysokie lustro ze wzorzystą ramą. Dywan był beżowy, a sama lampa musiała kosztować majątek. A do tego świeciła teraz bardzo jasno, kiedy John właśnie oświetlił nią pomieszczenie.
Percy zajrzał do środka i widząc, gdzie wchodzi, wziął głębszy oddech, aby dodać sobie otuchy. Był, do cholery, facetem do towarzystwa, pieprzył się już z niejedną osobą, nie miał skrupułów i nie powinien ich mieć. Zresztą, dużo się nauczył podczas swojej kary i już sam seks dwóch facetów nie wydawał mu się czymś tak obleśnym jak jeszcze kiedyś. Przywykł do tego. Teraz tylko musiał coś wymyślić, aby mieć wzwód i wyglądać na bardziej podekscytowanego, a nie przestraszonego, aby John Brown nie był na niego zły czy nim rozczarowany.
— Rozbierz się do końca — otrzymał kolejne polecenie, a John zamknął za nim drzwi od sypialni. — I nie obawiaj się. Nie zrobię nic ponad to, na co zechcesz się zgodzić.
— Tak jest, proszę pana — Percy znowu skinął głową i bez oporów zaczął się rozbierać. Nie wstydził się swojego ciała. Nie, kiedy było nagie, a nie przyozdobione w lateks czy obcisłe, wrzynające się paseczki.
Jego właściciel przyjrzał się jego biodrom, kształtnemu penisowi, udom i nawet obszedł go wokół, by móc spojrzeć na plecy i pośladki. A po tej krótkiej analizie, wskazał mu łóżko w zapraszającym geście.
— Połóż się.
Percy oblizał usta i zbliżywszy się do tego luksusowego, niskiego łóżka, wszedł na nie. Położył się na razie na boku, całym swoim ciałem czując, jak miękka jest pościel i jak cudownie świeżo pachnie.
— Przekręcić się jakoś, proszę pana? — spytał, starając się jak najmniej myśleć.
— Nie, możesz być tak, jak jesteś — odpowiedział John i sam zdjął z siebie marynarkę. Pod nią miał jedynie koszulę.
Wszedł na łóżko tuż obok Percy’ego i przesunął dłonią po jego boku, aż na pośladek i udo. Ścisnął te miejsca stymulująco.
Percy odetchnął głębiej i położył głowę na pościeli, przymykając oczy i czekając na rozwój wydarzeń. Dotyk co prawda nie był nieprzyjemny, ale specyficzny. Taki… Sam nie umiał określić. Było mu od niego ciężej, ale nie wywoływał… Nie. Sam nie wiedział, jaki jest. Aż miał ochotę poprosić swojego pana, aby dał mu narkotyk i aby to się już wydarzyło. Bo wiedział, że nie będzie miał przez to jakichś zaburzeń tożsamości albo nie poczuje się przez to źle we własnej skórze.
John czuł pod dłońmi, jak Percy się spinał. W takich chwilach nie był pewien, czy to los tak z niego kpił, czy to jakaś kara za dotychczasowe życie… Sam nie wiedział, jednak przeklinał wszystko, co tylko mógł, że ten mężczyzna nie był homoseksualny.
— Nie otwieraj oczu — powiedział cicho, błądząc dłonią po jego ciele i szukając wrażliwszych miejsc. Docierał też do penisa, by popieścić go odpowiednio.
Percy zassał dolną wargę, faktycznie nie rozchylając powiek. Chwilę poddawał się takim pieszczotom, po czym jednak, kiedy miał wrażenie, że sytuacja przedłuża się w nieskończoność, a on nie jest nawet odrobinę bardziej podniecony, tak leżąc na boku, zignorował nakaz swojego pana.
Uniósł się z materaca, spojrzał na Johna, na jego zaskoczoną twarz, po czym, pchnął go dość lekko w ramię, przewracając na plecy. Przełożył nogę przez jego biodra, siadając mu bardzo wysoko na udach. Od razu też pochylił się i wpił się w jego usta w mocnym pocałunku. Tak, niewątpliwie to go najbardziej podniecało na tę chwilę. Usta tego mężczyzny i ich smak.
John od razu położył mu dłonie na udach i ścisnął je, gdy tylko pozwolił mu na ten pocałunek. Sam odpowiedział na niego, zachęcając do takich zagrań. Były jasnym dowodem tego, że Kapran chciał próbować. To podniecało Johna i sprawiało, że miał ochotę dotykać całe jego ciało. Zawłaszczyć je sobie, zdobyć, nauczyć go, że tak też jest dobrze.
Wsunął mu język do ust, a dłońmi ugniatał jego ciało. Podniecał się przy tym, ale nie zajmował się swoim penisem. Czerpał z tego dotykania się i całowania.
Percy stęknął w usta starszego mężczyzny i w końcu spojrzał mu w oczy, odsuwając się na tyle, aby móc zadać pytanie.
— Mam… nadzieję, że to też zalicza się do pozwolenia odnośnie mojej… inicjatywy… proszę pana… — westchnął, patrząc w ciemne oczy mężczyzny pod sobą. Pod sobą. Aż go ścisnęło wewnętrznie, kiedy zdał sobie sprawę, że to on siedzi nad swoim panem. W ogóle, w jakikolwiek sposób.
— Powiedziałbym ci, gdyby się nie zaliczało — odpowiedział John i lekko ściągnął go do siebie za kark. — Nie musimy dążyć do orgazmu — dodał, widząc, że Kapran woli się dotykać i pieścić, niż posuwać dalej.
Młodszy mężczyzna skinął znowu lekko i mruknął potakująco.
— Tak, proszę pana — zgodził się i zupełnie nagle pochylił się jeszcze bardziej, aż w końcu z sekundowym zawahaniem położył na Johnie. Przymknął oczy i wciągnął głęboko powietrze, czując zarówno ciepło mężczyzny, jak i jego zapach.
Poczuł dłoń z boku twarzy, a potem palce wsuwające mu się we włosy. Delikatne ruchy palców Johna dowodziły, że mężczyzna rzeczywiście nie był zdesperowany, że pasowała mu obecna sytuacja. A w jego ciemnych oczach nie widać było irytacji, a ten specyficzny spokój, powagę i coś jeszcze, czego Percy nie potrafił do końca określić. Ale nie przypomniał sobie, żeby John Brown tak samo patrzył na innych chłopców.
John czuł jego penisa na sobie, jego klatkę piersiową i cały ten ciężar ciała. To było… dobre. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek ten mężczyzna, niegdyś jeszcze zapalony homofob, zechce tak na nim polegiwać.
— Gdybyś mógł wybrać, gdzie chciałbyś pracować? Nie tylko w burdelach utrzymują się chorzy — rzucił po dłuższej chwili, nie zabierając dłoni z jego głowy, tylko wciąż go po niej masując.
Percy lekko wzruszył ramionami. Przy okazji dłonią zaczął głaskać ramię mężczyzny.
— Nie bardzo mam jak wybierać, proszę pana. A podsycanie marzeń czy pragnień nie jest przyjemne w obecnej sytuacji, z racji, że te zawsze tak samo się kończą. Fiaskiem — odparł, zapominając się przez pozycję, w jakiej byli, o grzecznościowym „proszę pana” na koniec.
— Więc pozostajesz w przeświadczeniu, że tutaj jest twoje miejsce? Nie śnisz chociaż o tym, gdzie mógłbyś być, gdybyś nie był uzależniony ode mnie? — kontynuował John, odpowiadając na te delikatne pieszczoty.
— Prawdopodobnie byłbym już spalony po tym, jak zabiłoby mnie wojsko, proszę pana. Albo służyłbym w innym domu czy też w fabrykach do momentu, aż miałbym siłę do pracy, proszę pana.
John długą chwilę nie odpowiadał, bo myślał o czymś, o czym tak naprawdę nie chciał myśleć, jednak… prześladowało go coś. Żeby oddać Percy’ego w dobre ręce. Do kogoś, kto prowadzi jakąś firmę, u kogo nie trzeba zarabiać ciałem, ale da się odpowiednio wyżyć. Percy był zdolny w finansach i niby mógłby przydzielić mu znowu podobną pracę, ale zbyt wiele czynników działało przeciwko temu. Jednak oddanie go któremuś z dobrych znajomych… może rozwiązałoby jego problem. Może nie myślałby tyle o nim, nie mając go u swojego boku…?
Percy także dość długo milczał, aż w końcu podniósł się i spojrzał na twarz mężczyzny. Oblizał wargi i lekko go pocałował.
— Chce pan, proszę pana, to zrobić? — spytał i sięgnął między ich ciała, by dotknąć krocza mężczyzny. Czuł się, jakby co chwilę po jego ciele przebiegała gęsia skórka. Ale… przecież co w tym było aż tak odstręczającego? Już to zrobili, przeżył, nie czuł się aż tak gorszy, a do tego wierzył, że jego pan go nie skrzywdzi.
John ściągnął brwi i spojrzał najpierw w dół, na dłoń, a potem na jego twarz.
— Nie musimy dążyć do orgazmu, Percy, już ci mówiłem. Chciałeś przejść przez to stopniowo.
— Tak… jednak nie jestem też głupi, proszę pana. Mimo że zapewne tak byłoby dla mnie samego łatwiej — Kapran przełknął ślinę i pocałował mężczyznę — Chcę coś… dla pana zrobić.
John milczał przez dłuższą chwilę, analizując sytuację, ale w końcu uniósł się i powoli zaczął rozpinać sobie spodnie.
— Usiądź po turecku naprzeciwko. Zrobimy to równocześnie — zarządził i wyciągnął z bielizny swojego półsztywnego penisa. Wzajemna masturbacja mogła być jakimś krokiem, a i sama idea wydawała mu się podniecająca. Nie był tylko pewien, jak Percy będzie reagował, dotykając cudzego członka.
Percy skinął głową i zsunął się z ud mężczyzny, by usiąść tak, jak ten mu kazał.
— Tak jest, proszę pana — dodał ulegle, od razu wbijając wzrok w penisa Johna. Przez myśl przeszły mu dwie rzeczy. Ile osób już go widziało i dotykało i… że mieli sobie zrobić dobrze trochę jak nastolatki z niektórych pornosów.
John usiadł naprzeciwko niego, stykając się z nim kolanami, żeby było im łatwiej. Spojrzał na twarz Kaprana, która była wręcz niezdrowo w jego guście i przyciągnąwszy go do siebie za kark, pocałował go. I dopiero po tej długiej pieszczocie sięgnął do jego penisa, by zacząć go powoli pobudzać.
Percy był bardzo wdzięczny za ten pocałunek. Zaczynał to coraz bardziej lubić. Aż sam przysunął się bardziej wysuwając język, aby popieścić się z mężczyzną. Bez oporów psychicznych też sięgnął do członka swojego pana. W końcu to też był penis, podobny do jego i… kiedy go chwycił, zadrżał. Nie spodziewał się tego, że ten będzie… taki. Nie raz przecież się masturbował, a jednak to było coś innego.
Trochę zgłupiał i odsunął się od pocałunku. Spojrzał w dół dużymi oczami i obiema dłońmi chwycił członek drugiego mężczyzny. Z mocno bijącym sercem badał go i dotykał, zupełnie wyłączony z rzeczywistości.
John nie przeszkadzał mu w tym, a wręcz z zaciekawieniem obserwował jego reakcje. I to nie tylko z zaciekawieniem. Na sam entuzjazm i odzew Percy’ego poczuł mocniejszą żądzę, co widać było na jego członku, który stwardniał w dłoniach drugiego mężczyzny. Ten na pewno to poczuł, bo penis aż drgnął.
Percy zrobił większe oczy, zafascynowany i oszołomiony. Wiedział, czym, do diabła, jest penis, widział setki pornosów, nawet na żywo gejowski seks, więcej niż raz… A jednak teraz…
Przełknął ślinę i pomasował penisa w swoich dłoniach. Kciukiem kilka razy zsunął i nasunął napletek na główkę, czując na opuszkach drugiej dłoni, jak trzon pulsuje od krwi. I jaki jest… zachęcający do dotyku.
Przy tym nie słyszał od swojego pana żadnych słów, żadnego popędzenia, czy czegokolwiek innego. Ten po prostu pozwalał mu poznawać swojego penisa. Poznawać, jak to jest dotykać innego mężczyznę i sprawiać, że temu było dobrze. A przy tym wszystkim John niespiesznie dotykał i jego członka, masturbując go z dużym wyczuciem.
Za to Kapran dalej patrzył na jego i dotykał go, pocierając, gładząc główkę palcem wskazującym. Wyczuwał pod opuszką dziurkę na jego czubku albo fałdki skórki pod główką. I… coraz bardziej myślał o dotknięciu go bardziej. Spróbowaniu. Czy jest taki ciepły, że nie tylko w palce będzie go przyjemnie parzyć, ale też w usta i język. Czy będzie gorzki, słony… jaki? Był ciekawy i dziwnie zafascynowany. Jakby dotykał rzeczy całkiem mu nieznanej. Psychiczny opór jednak powstrzymał go przed polizaniem Johna Browna. Za to ekscytacja nowym odkryciem połączona ze stymulacją dłonią coraz bardziej go nakręcała.
Rozbieganym wzrokiem spojrzał na twarz swojego pana i wyciągnął zaczerwienioną twarz, a głównie usta, do pocałunku. John uśmiechnął się do niego lekko i wolną dłonią złapał go za podbródek, a potem pozwolił mu na pocałunek. Pogłębił go nawet, a pieszczota z każdą sekundą była coraz bardziej namiętna i gorąca. Tak, jak ich dłonie przesuwające się po penisach, pieszczące je i wprowadzające w stan maksymalnej erekcji.
Percy stęknął i kiedy sam poczuł potrzebę mocniejszej stymulacji, zamiast poprosić, odruchowo zacisnął dłoń nieznacznie mocniej na członku swojego pana oraz potarł główkę. I znowu, będąc już mocno nakręconym, bardziej napierał na Johna.
Obserwując tak te wszystkie reakcje Kaprana, John nie był pewien, jaka jest jego granica. Teraz wydawał mu się… gotowy na więcej. Na kolejne lekcje, na wejście głębiej w tajniki męsko-męskiego seksu. Z kolei w innych sytuacjach John był niemal pewien, że jest to niemożliwe, że dąży do czegoś, co nigdy się nie zdarzy i że najłatwiej byłoby pozbyć się pokusy. Ale teraz… teraz widział wyraźnie, że Percy chciał. I niemożliwie go to podniecało.
W odpowiedzi na jego niemą prośbę, szybciej i mocniej poruszył dłonią po jego członku, by dać mu więcej przyjemności i doprowadzić do orgazmu. Nie był pewien, czy takie sprawienie, że Percy dojdzie znowu za sprawą innego mężczyzny, coś może mu na stałe zmienić w środku, bardziej go otworzyć, ale miał nadzieję. Bo bardzo nie chciał go oddawać, ale obawiał się, że w końcu będzie musiał.
Niepokojące było, że dając sobie teraz tyle pokus, jeszcze bardziej napalał się na tego młodego mężczyznę. Czy nie powinien tego ukrócić u samej podstawy, a nie dawać się teraz tak kusić…? Ale ta pokusa była tak duża! Tym bardziej teraz, kiedy Kapran puścił jego usta i oparł bok głowy o jego ramię, wciskając mu twarz w szyję. Podskubywał ją, a w końcu stęknął głośno, zajęczał i spuścił się w dłoń mężczyzny i na pościel. Jednocześnie wykazał duży profesjonalizm, bo nie zaprzestał na dłużej niż chwilę masturbacji swojego pana.
To było godne pochwały, więc John przytulił go do siebie za kark i pocałował w bok głowy. Potem już całkiem poddał się pieszczotom i nie hamując się specjalnie, osiągnął spełnienie niedługo później. Zbrudził przy tym spermą dłoń swojego podopiecznego i puścił go.
— Spisałeś się — pochwalił i oblizał usta.
Percy odetchnął i wyciągnął szyję do mężczyzny. Liznął jego wargi i znowu je pocałował, mrucząc nisko i przymykając oczy.
— Proszę… proszę nie myśleć o innej pracy dla mnie — wydyszał cicho, nadal lekko oparty o Johna. — Nie ma u pana… innej pracy dla mnie po tym… co zrobiłem. A… ja bardzo nie chciałbym być odsprzedany, proszę pana — wyszeptał dość cicho.
Może i był dziwką, męską prostytutką, co z tego? Przed epidemią studiował, potem przez jakiś czas prowadził rodzinną firmę, ale to wszystko szybko się skończyło. Zbyt pewnie się czuł, był zbyt głupi w tym, jak bardzo wydawało mu się, że umie każdego przechytrzyć. Ale przynajmniej nadal miał sprawną głowę i umiał dochodzić do wniosków.
John ściągnął nieznacznie brwi, zaskoczony tym, jak Percy wbił mu się ze swoimi słowami w przemyślenia, których mu nie zdradzał. Potem jednak westchnął i pogłaskał go kciukiem po karku.
— Byłoby ci wygodniej i lepiej w innym miejscu — odpowiedział dość miękko jak na siebie, ale nie bez swojego nieodłącznie poważnego, biznesowego tonu.
Percy uniósł trochę wzrok, aby lepiej widzieć twarz Johna.
— Panu też, proszę pana? Jakby mnie tu nie było? — spytał zamiast odpowiedzieć. Jednocześnie, mówiąc to, czuł się jakiś odepchnięty. Niepotrzebny. Że po nic się starał, skoro i tak nie był chciany. A może zwyczajnie John nie miał do niego cierpliwości. Nie zdziwiłby się, jakby tak było.
— Nie jest tajemnicą, że cię pragnę, Percy — odpowiedział John mało precyzyjnie i jeszcze poprawił mu włosy, nim usiadł prosto. — Powiedz mi, że było ci teraz dobrze i komfortowo, a dasz mi nadzieję, że rzeczywiście tu jest twoje miejsce.
Percy oblizał usta, także się prostując i poprawiając. Miał wrażenie, że znowu jest sprawdzany, że musi tak, a nie inaczej odpowiedzieć, aby tu zostać. A chciał zostać, mimo tych wszystkich wątpliwości, jakie czuł do osoby swojego pana. Na pewno nie chciałby nigdy więcej go nie zobaczyć.
— Na tyle, że pragnę teraz ułożyć się z panem, proszę pana i zasnąć razem — odparł, mając nadzieję, że John nigdy nie wypytywał jego klientek o teksty, jakie im mówi, bo… przez chaos w głowie był w stanie zaczerpnąć odpowiedź tylko z repertuaru tekstów, jakie czasami mówił po seksie z klientkami. Nie było w tym jednak nic nieszczerego. Z chęcią by poleżał tak tylko ze swoim panem i… i tyle.
John przymknął na moment oczy i skinął głową.
— Połóż się zatem — odpowiedział, ale sam wstał z łóżka.
Zbliżył się najpierw do długich, ciężkich zasłon w kolorze jasnego brązu i zasłonił nimi okna. Potem podszedł do włącznika i zgasił światło. I dopiero, kiedy pomieszczenie ogarnął niemalże całkowity mrok, zaczął w ciszy rozbierać się ze swojego odzienia.
Percy skopał przy okazji cienkie prześcieradło, które było ubrudzone ich nasieniem. Ale zanim wytarł w nie dłoń, także korzystając z ciemności, powąchał resztki spermy, po czym z nerwowym ściskiem w gardle spróbował jej końcem języka. Była słono-gorzka.
John, gdyby wiedział, że Kapran to zrobił, na pewno chciałby to zobaczyć. Niestety, nie widział, więc tylko rozebrał się do naga i wszedł na łóżko, by ułożyć się na nim. Oczywiście było duże, dwuosobowe i wyjątkowo miękkie. Już nie wspominając o tym, jak świeżo pachniała pościel.
Percy, czując uginanie się materaca, wytarł szybko do końca dłoń i zbliżył się do źródła ciepła. Położył się na pościeli, okrywając przy okazji i przysunął, szukając w ciemnościach mężczyzny dłonią. Pomógł mu w tym John, łapiąc go delikatnie za rękę i kierując ją do swojego ciała. Kapran wyczuł przy tym liczne nierówności na jego skórze. Wypukłe i od razu przywodzące na myśl blizny. Tym razem John pozwolił mu się dotknąć, może dlatego, że panowała ciemność. Sam również sięgnął do ciała swojego podopiecznego i przyciągnął go do siebie.
Percy westchnął głęboko i także się przysunął. Najpierw przesunął nosem po szyi mężczyzny, potem ułożył twarz tak, aby czołem dotykać brody swojego pana. Najchętniej objąłby drugie ciało dominująco, jak kobiece, które do niego przylegało, ale w tej sytuacji musiał się dostosować. Przymknął leniwie powieki, przesuwając dłonią z ciekawością i przyjemnym rozedrganiem po boku Johna Browna.
Ten za to jedynie głaskał go po włosach, karku i ramieniu, pozwalając mu na takie zbliżenie. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek do tego dojdzie, że Percy z własnej woli, świadomie tak do niego przylgnie. I było to przyjemne. Wydawało mu się co prawda nierealne… ale chętnie zatrzymałby czas. Miał tylko nadzieję, że Kapran już go nie zdradzi. Jego zaufania i tej drugiej szansy. Tym razem by mu nie wybaczył.
Percy znowu westchnął i przysunął się jeszcze bliżej do ciała mężczyzny. Obaj stykali się ze sobą mocno, aż trochę niewygodnie. Znowu stęknął. Był tak zależny od tego człowieka, ten mógł z nim zrobić wszystko, a jednak był w stanie dać mu drugą szansę, pragnąć go i opiekować się nim w większym, bądź mniejszym stopniu. Dosłownie, bądź mniej, dając mu pracę.
— Dobrze mi tak, proszę pana — wyznał szeptem, czując się przeraźliwie bezpieczny. Że w tej chwili nikt nie zapuka, nie wejdzie, nie każe mu iść na spotkanie z klientką, nie zakłóci mu tego przyjemnego odpoczynku. Do tego John… naprawdę dobrze pachniał. Może powinien sprawdzić, czy nie potrzebuje zwiększenia dawki albo dodatkowych leków, bo ten zapach aż go atakował i otumaniał.
— Cieszę się, Percy — odpowiedział John, nie dodając nic więcej. W odpowiedzi zawarł w końcu to, co naprawdę w tej chwili czuł. Cieszył się z tego, co usłyszał i że ten mężczyzna jest w stanie czuć się dobrze w takiej pozycji i w takiej sytuacji. Dlatego pozwolił mu tak leżeć blisko siebie, na tę chwilę ufając mu i dając to specyficzne poczucie bezpieczeństwa. Trochę władzy i przynależności też, ale przede wszystkim bezpieczeństwa.

16 thoughts on “Love Interest – 3 – A może… pozbyć się pokusy?

  1. Basia pisze:

    Witam,
    wspaniały, Percy bardzo się stara i to jego zafascynowanie ach…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Katka pisze:

    Porebula, Percy się bardziej nauczył skruchy, pokory i posłuszeństwa, ale spoko XD Bycia stoliczkiem pewnie też XD Oj i tam od razu jak w Boga… zaciekawiony był po prostu XD To penis Johna, jego pana, który de facto pozwala mu przetrwać w tym świecie. Jego penis przecież musi być doceniony, jak cały John XD Dobra, zaczynam pierdolić… XD

  3. porebula pisze:

    Ufff… mądra ja stwierdziłe, że jednak przeczyta rozdział… Hurra!
    „dużo się nauczył podczas swojej kary” Tak, Precy… Robienie za stolik jest bardzo pouczającą czynnością, na pewno ci sie przyda… Napiszesz w CV i każda praca od razu twoja! Widzicie, gejowskie porno uczy! Ja sie nowych słów dowiaduje, a Percy też korzysta! Same plusy! Czytajmy w szkole na lekcjach! Wprowadze to kiedyś do podstawy programowej, mam znajomości! (nie mam, ale będe mieć!). I Percy sie przysnał, że gejowskie porno ogląda, buahahahaha. I ta końcówka, taka… no wiecie… taka, że aż… :3 no ten właśnie… Tylko to takie… Percy… Nie chce, 5 minut później… Chce! Jak baba… i Tak troche dziwne to było jak sie tak gapił w jego penisa jak w boga… O! Jak Charlie w Jasona! No… Jak maluje… Bo oni sie pieprzyli… No… Bez narkotyków, no… To tak szybko, że chyba za szybko mi sie wydaje… A zresztą nie ogarniam, ale jest morał! Porno uczy!

  4. Katka pisze:

    SilencedUnknown, hehe, oj nie warto walczyć, John jest dobry taki, jaki jest XD A Kapran jak dziecko… w sumie całkiem dobre porównanie. Bardziej działa na zasadzie ciekawości, wewnętrznego pragnienia, by poznać coś bliżej. Choć to też trochę takie intuicyjne, na co staramy się zwracać uwagę, bo jest tu zasługa/wina wirusa. Och, a coś niedobrego musi być, by emocje były! XD Ale co, nie powiem XD Pozdrawiamy również ;)

  5. SilencedUnknown pisze:

    Już nawet sam tytuł jest intrygujący, nie mówiąc o treści ^^
    Końcówka mnie totalnie rozczuliła i przyznam, że rzeczywiście nie warto walczyć z obrazem Johna w mojej głowie ^^
    Nie mogę się jeszcze oprzeć wrażeniu, że Kapran, jest jak dziecko poznające nową „zabawkę”. Nie mówię tu w żadnym wypadku o przedmiotowym traktowaniu Johna, tylko o tej jego dziecięcej ciekawości. ^^
    Ech… podskórnie jednak czuję, że zdarzy się coś… niekoniecznie pozytywnego. Mam nadzieję, że się jednak mylę. ^^
    Pozdrawiam! ;)

  6. Katka pisze:

    Bebok, ooch, byłoby bardzo fajnie, jakbyś się kiedys przekonała! ;) Ale i tak miło nam, że mimo oporów to czytasz ;) Stoickość Johna, haha, taaa, faktycznie tych, którzy wolą żywiołowe postacie, może wkurzać, bo facet jest mistrzem jeśli o to chodzi. Ma dużą dozę opanowania. Ale myślę, że w tym też tkwi trochę jego urok. Ale niestety, w czym muszę Cię zmartwić – Love Interest jest krótkim opowiadaniem i nie ma wielu wątków, jak No Exit. Ale i tak trzymam kciuki, by w ogólnym rozrachunku wypadło w Twoich oczach pozytywnie :)

  7. Bebok pisze:

    Okeeej, blizny wciąż mnie intrygują.
    Dalej nie jestem przekonana do ich relacji, ale przynajmniej Percy ma chwile zawahania a nie oddaje się ot tak bez żadnego (minimalnego choćby) oporu. W sumie to John i jego opanowanie trochę mnie irytują xd wolę bardziej porywcze postaci. A tutaj Jonh i jego stoicki spokój a z drugiej strony płaszczący się Percy. Mimo wszystko jestem ciekawa co się dalej wydarzy. Może kiedyś się przekonam ;p NE w sumie na początku też nie było moim spełnieniem marzeń ale od kiedy pojawił się Dean zdecydowanie podniosła się moja ocena ;D

  8. Katka pisze:

    Psychedelic smiles, mhm, rozkręca się pomalutku, panowie się do siebie zbliżają i fajnie, że są w tym uroczy XD W ogóle docieranie się i początki związków zawsze wydają mi się być urocze i mają to coś :D Dzięki za komentarzyk :)

  9. Psychedelic smiles pisze:

    Jej… slodki jest ten rozdzial^^
    Uwielbiam Johna I Percyego sa tacy uroczy
    Ciagle nie jest zbyt wiele wyjasnione, ale chyba powoli sie zaczyna rozkrecac to opowiadanie :3
    Jestem bardzo ciekawa co bedzie dalej

  10. Katka pisze:

    Tigram, ciekawa jestem, co to mogło być, co zgrzytało. Może tempo, bo chłopcy faktycznie nie stoją w miejscu, ale też sądzę, że jeśli szłoby za wolno, to opowiadanko miałoby dużo więcej rozdziałów, a zależało nam, by nie przedłużać ;) Fajnie, że pragniesz więcej, hehe, zapewniam, że emocje będą :D

    Dante, a nie ma za co XD Jak mówiłam gdzieś tam, staramy się nie kategoryzować i nie szufladkować ludzi, więc trudno nawet nam powiedzieć, co jest z orientacją Percy’ego, ale tak, coś musi mieć do facetów, hehehe. Johnek stara się z niego to wydobyć XD

    O., och tak, szczególnie zimowe wieczory nastrajają do zakopania się w kołdrze (Shiv Kołdrolubna chyba zgadza się z Tobą w 200%). Haha, a branie do buzi… XD Cóż, przez myśl mu to trochę przeszło, ale pewnie nie zdaje sobie z tego sprawy chłopina ;)

    Sachan, telefony to zło, jeśli chodzi o komentarze. Gdzieś w radiu czy TV ostatnio słyszałam, że zadawali pytanie, w czym jeszcze mógłby być lepszy smartfon. I dochodze do wniosku, że ulepszenie opcji komentowania byłaby najzajebistsza! Hehe, a wyparcie w przypadku Percy’ego to zabawna rzecz, bo z jednej strony on sam wie, że dla niego lepiej by było, gdyby faktycznie leciał na facetów, a z drugiej uważa, że na nich nie leci. Więc niby się hamuje, a niby się stara i tak jakoś wychodzi dziwnie… Ale mózgi są skomplikowane, człowiek czasem nie ogarnie XD Ale domysły są fajne, a najlepsze jak są najbardziej absurdalne! XD

    Kaczuch_A, właśnie jakoś starałyśmy się pisać, żeby coś się działo, chociaż to czasem jest trudne, bo równocześnie zawsze hamujemy się przed wpływaniem na decyzje bohaterów. Znacznie płynniej się pisze, kiedy oni działają „po swojemu”, ale tutaj, w przypadku tej dwójki, łatwiej było ich rozwinąć, kiedy się dawało po prostu okazję do zrobienia kroku naprzód, a oni faktycznie coś próbowali osiągnąć. Fajnie, że uważasz takie wypośrodkowanie za ok :D A co do blizn, widzę, że wzbudzają one w Was dużo emocji, hehe :D Cóż, mają swoją historię i zapewniam, że ją poznacie :)

  11. kaczuch_A pisze:

    Rozdział bardzo przyjemny, uroczy i podoba mi się, że tak niby powoli, ale jednak coś się dzieje. Jestem ciekawa co takiego John wspominał to bardzo podobne, ale w innym miejscu na świecie i pochodzenia jego blizn, bardzo oj bardzo jestem tego ciekawa. Co to będzie, czy będzie miało wpływ na Percy’ego, czy John mu o tym opowie. I cholera naprawdę jaram się tym opowiadaniem. Chociaż ten tekst do klientki, mógł się pokusić o coś nowego, ale i tak cudaśne. I jak John powiedział „Dotykaj” to miałam ciary i chciałam krzyknąć „mój ci on”, ale nie jest xD

    Przyjemnie, cały czas przyjemnie, jestem ciekawa, w którym momencie się to spierdoli xD

  12. Sachan pisze:

    napisałam taki ładny komentarz i mój telefon go zjadł :3 także wersja skrócona: albo mi się wydaje, albo Percy jest kolejnym przypadkiem wyparcia. „ja, gejem? niieee, no skądże, podobają mi się laski, a to, że staje mi z facetem i czuję się przy nim bezpiecznie to dlatego, że to mój pan”.
    jestem ciekawa pochodzenia blizn Johna, ale nie będę wysnuwała swoich teorii spiskowych, bo sama patrzę na siebie z politowaniem.
    waiting for next chapter^_^

  13. O. pisze:

    Zacznę od końca bo końcówka jest mega przymilaśna <3333333333333333 Aż by się chciała z kimś zakopać pod kołdrą, szczególnie w te zimne wieczory!
    Ciekawe jak to będzie o poranku, czy ktoś, kogoś będzie czymś "dźgał" czy może ktoś obudzi się samemu? ;o Wolę pierwszą opcję!
    I ah! Percy był gotowy praktycznie by wziąć do buzi, brawo chłopcze! Oby tak dalej :D

  14. Dante pisze:

    Mi tam póki co to nic nie zgrzyta ;). Rozdział miodzio;P, Facet na bank jest bi tylko o tym nie wie xD. Niby chce a niby nie chce a jednak ciekawość robi swoje. Dziękuje za miły poranek :3

  15. TigramIngrow pisze:

    Nooo… nie wiem do końca co myśleć. Mam mieszane uczucia. Czegoś mi brakuje, może ciut za szybko to poszło? Nie wiem.
    Oczywiście całość bardzo zgrabna, do schrupania, ale jednak coś mi zgrzyta. Może jak przeczytam kilka kolejnych razy to sobie uświadomię co to mogło być.
    Pragnę więcej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s