Love Interest – 2 – Zakupy

John niespiesznie szedł przez szeroki korytarz centrum handlowego, pilnowanego przez niezliczoną ilość wojskowych. Nie czuł się tym skrępowany czy zaniepokojony. To była norma. Podobnie jak fakt, że w jego towarzystwie znajdowała się cała szóstka chłopców z jego luksusowego domu publicznego. Wczoraj wszyscy pracowali ponad zwykły grafik, bo mieli spory ruch, więc postanowił im to wynagrodzić zakupami. Lubił otaczać się atrakcyjnymi ludźmi. A jego pracownicy zdecydowanie byli atrakcyjni.
Teraz szedł powoli z dłońmi w kieszeniach garniturowych spodni, patrząc po witrynach sklepowych i udając, że nie słyszy entuzjastycznych rozmów swoich podopiecznych, którzy komentowali nowe wystawy i atrakcyjne promocje. Nie zawieszał też specjalnie wzroku na jednym z tej szóstki, Percym. Starał się traktować wszystkich na równi i sprawiedliwie. Przynajmniej publicznie.
Mimo że Percy zachowywał się normalnie, rozmawiał z resztą pracowników Johna Browna, to jednak nadal gdzieś w powszechnej świadomości była jego „kara”, jaką musiał odbyć. I jak dziewczyny szybciej o tym zapomniały, głównie dzięki nieodpartemu urokowi Kaprana i temu, że obdarowywał je prezentami, jakie dostawał od klientek, tak chłopcy nadal uważali to za zabawny epizod, który był godny sporadycznych żartów. Chociażby takich jak ten:
— Och, może, tu wejdziemy, co Percy? — Steve wskazał wystawę jednego z mijanych sklepów. Manekin kobiety był ubrany w lateks, obróżki i puszki. Do tego na wystawie było trochę innych erotycznych ciuszków.
— Jeśli szukasz czegoś dla siebie i pan się zgodzi, to ja nie mam nic przeciwko — Percy, już przyzwyczajony do takich zaczepek, znowu zgrabnie zripostował. Na szczęście celnie, bo kolejnych trzech chłopaków się roześmiało. Jeden pozostał bezstronny.
John w takich sytuacjach się nie wtrącał. Uważał, że Percy zasłużył sobie na taką karę, która i tak była łagodna w porównaniu do tego, co naprawdę John mógł mu zrobić. Z jej skutkami Percy musiał radzić sobie sam. To była część jego pokuty i jeśli rzeczywiście będzie chciał się poprawić i wydobyć z tego, co sam sobie nagrabił, to sobie z tym poradzi.
— A może byśmy weszli do tego jajcarskiego sklepu ze śmieszną bielizną? — zaproponował najstarszy z podopiecznych Johna Browna, wyjątkowo wysoki Louis. — Wiecie, te bokserki w różne wzorki — obejrzał się przy tym pytająco na Johna, a ten uniósł dłoń w przyzwalającym geście.
— To wasze zakupy, Louis. Prowadźcie, gdzie chcecie.
— To zdecydowane. Chodźmy! — postanowił za resztę i jeszcze szturchnął w ramię swojego kolegę, Kevina. Uśmiechnął się przy tym szeroko z błyszczącymi oczami.
Percy ściągnął brwi, starając się przeanalizować gesty, które ci do siebie kierowali. Miał wrażenie, że widzi je teraz dużo częściej niż kiedyś. Były dwie opcje: albo miał omamy, albo zwyczajnie wzrosła jego świadomość.
— Hmm… co tam, Percy? — jego minę zauważył chłopak, który wcześniej zarówno nie stanął po stronie Steve’a, jak i nie roześmiał się.
— Co tam? Nic, chyba. Nie mam pomysłu na to, co chcę kupić. A nie wiem, czy mamy czas na dobranie jakiejś koszuli czy butów.
— Pan Brown mówił, że całe popołudnie — odparł pogodnie Clay. Miał długie do ramion włosy, zwykle zaczesane w tył, a teraz jeszcze utrzymane w tej pozycji za pomocą pomarańczowej chustki. Ubrany był dość luźno i jego zadaniem, podobnie jak Percy’ego, było zadowalanie kobiet. — A chcesz coś bardziej eleganckiego?
— Tak myślałem. Ale na tę chwilę mam chyba dość ubrań. Dlatego nie przeszkadza mi naginanie się do reszty. Chociaż ciekawi mnie, czy w tym sklepie, do którego teraz idziemy, znajdę chociaż jedną parę normalnej bielizny. Panie poza jocksami nie reflektują za specjalnymi udziwnieniami. Kaczuszki czy słoniki rzadko je kręcą — prychnął pod nosem i przeczesał palcami włosy do tyłu. Był tym elegantszym typem niż Clay. Chociaż jeszcze nie tym najbardziej sztywniackim i wykształconym. Nie był „profesorem”, ale za to wyglądał lepiej od niego, dlatego też więcej kobiet go chciało.
— Może pójdziemy też do normalnego, ale też wiesz… mamy życie poza burdelem, Percy. Nie tylko dla pań się przyszliśmy tu stroić. No… chyba, że masz jakąś poza murami, to wiesz… — Clay uśmiechnął się kącikiem ust, idąc luźno u jego boku. Z przodu reszta mężczyzn już weszła do sklepu ze śmiesznymi gadżetami i bielizną, a John obserwował ich sobie z samego tyłu.
— Nie mam żadnej poza pracą ani też w domu naszego pana — odparł sucho. Nawet nie przeszło mu przez myśl, aby mieć kogoś. Nie miał nawet czasu szukać. Do tego zawsze mogło coś pójść nie tak, nie miał gwarancji na przyszłość.
— Ale tak serio, to czemu? Wiesz, że pan Brown nas w tym nie ogranicza — Clay wszedł z Kapranem do sklepu, z lekkim politowaniem patrząc, jak pozostali chłopcy rechoczą, przeglądając bokserki w różne idiotyczne wzorki. Zaczynając od komiksowych cycków, na bananach z jądrami skończywszy.
— Bo nie jestem dobrą partią — odparł Kapran, także od niechcenia rozglądając się po sklepie. Przy okazji, obejrzał się, co zamierzał zrobić ich pan. Czy też będzie się rozglądał po sklepie, czy tylko poczeka na nich przy kasie.
John Brown zdecydowanie nie pasował do tego sklepu, ale nie wyglądał na zniesmaczonego wyborem swoich podopiecznych. Podszedł do kasy, wymienił kilka słów ze sprzedawcą i podał mu coś. Potem skierował się do wyjścia, ale po drodze zatrzymał się przy najbliższym chłopaku i położył mu dłoń na ramieniu.
— Zaczekam na zewnątrz, Kevin. Zakupy macie już opłacone — powiadomił go i wyszedł ze sklepu, nie oglądając się na resztę.
Percy tylko dojrzał, że wychodzi do lodziarni naprzeciwko sklepu. Westchnął do siebie i odwrócił się do wystawionego towaru. Może jednak wybierze sobie coś na poprawę humoru. Tylko co?
— Nadal nie rozumiem koncepcji tego miejsca. Po co by mi miały być bokserki z drzwiczkami na kroczu? To naprawdę może rozbawić? Albo ta… popielniczka-penis.
Clay roześmiał się głośno i klepnął go w plecy.
— To wszystko tutaj o dupę rozbić, ale pojarać się tym przez parę sekund można. Ale patrz, taka bielizna z doczepionym pawim ogonem… — spróbował zachować powagę, wskazując na jakąś typowo pierzastą konstrukcję, ale nie wytrzymał i znowu zarechotał. — Dobra, nie wiem, kto to nosi. Ale kup sobie chociaż opaskę na oczy do spania z jakimś głupawym napisem.
— „Śpiąca królewna” — Percy przeczytał pierwszą, jaką znalazł i spojrzał na Clay’a ze zblazowaną miną. — Już jeżyk-podstawka na kondomy jest zabawniejszy — mruknął, zgaszony. Nawet nie miał pomysłu, co John Brown uważałby za śmieszne. Chociaż z drugiej strony, po co miałby go rozbawiać?
— Nie marudź, jest świetne. Ja biorę! — zdecydował Clay, zdejmując różową, puchatą z zewnątrz opaskę na oczy i podążył do kasy.
Percy za to miał jakieś dziwne wrażenie bycia obserwowanym. I na pewno nie było to za sprawą któregoś z chłopaków, bo ci byli zajęci wybieraniem bielizny. A kiedy odwrócił się w stronę wyjścia, dopiero spostrzegł, że to John wpatruje się w niego od stolika w lodziarni, przy którym jadł jakieś ciasto. Jego ciemne oczy dosłownie wwiercały się w Percy’ego.
A ten od razu poczuł, jak robi mu się gorąco. Jak specyficznie ściska go w trzewiach i… jak sam gapi się na mężczyznę jak wmurowany. Z transu wyrwał go śmiech Louisa. Aż miał ochotę mu za to podziękować.
Rozejrzał się jeszcze po sklepie i w końcu zabrał parę czarnych, obcisłych bokserek z odciskami dłoni na pośladkach oraz… faktycznie opaskę do snu na oczy. A raczej zestaw dwóch w komplecie. Jedną z napisem „dzisiaj TAK, kochanie”, drugą natomiast z „dzisiaj NIE, kochanie”.
Stanęli całą szóstką przy kasie ze swoimi zakupami i rzeczywiście, John już zadbał o to, żeby wszystko było zapłacone. Chłopcy mieli niezły ubaw i widać było, że taki wypad do centrum handlowego dobrze na nich działał. A kiedy wyszli ze sklepu, Kevin jeszcze podbiegł do Johna i wskazał mu duży sklep z muzyką i grami, pytając, czy mogą tam pójść. John zgodził się z cieniem uśmiechu, a chłopak pociągnął za sobą kolegów. John za to wciąż delektował się swoją szarlotką na ciepło, nie zważając na to, co działo się wokół.
Percy popatrzył za znikającą grupą kolegów z pracy, ale nie poszedł za nimi. Stanął przed ich panem z jedną dłonią w kieszeni. Szybko ją jednak wyjął, aby nie wyglądać niekulturalnie.
— Przepraszam, proszę pana, czy będziemy mogli potem pójść jeszcze na parter do jednego sklepu? Jeśli nie byłoby to za dużo, chciałbym kupić… normalniejszą bieliznę i koszulkę.
John uniósł na niego spojrzenie i oblizał łyżeczkę.
— Jeśli tylko chcesz. To wasze zakupy. Możesz pójść teraz, jak nie chcesz nic z gier i muzyki — odpowiedział, chociaż chętnie usłyszałby, że Percy poczeka i dotrzyma mu towarzystwa przy ciastku.
— Nie. Jeśli pan, proszę pana pozwoli, to pójdę jeszcze zobaczyć, czy jest jedna płyta… i bym do pana wrócił. Nie chcę wprowadzać zamieszania, a chętnie później usłyszałbym opinię w kwestii doboru koszuli — poprosił uprzejmie, mając nadzieję, że reszta towarzystwa nie będzie marudzić, że chce iść do „nudnego” sklepu.
— Dobrze. Idź, zamówię ci w tym czasie szarlotkę — John bardziej zdecydował, niż zaproponował. Skoro miał mieć tu towarzystwo Percy’ego, to zamierzał skorzystać i chociaż popatrzeć, jak ten będzie wsadzał łyżeczkę do ust i zlizywał ciepłą masę czy lody, które podawali do szarlotki.
Percy usłużnie skinął głową.
— Dziękuję, proszę pana. Zaraz będę, proszę pana — po tych słowach oddalił się na chwilę, aby sprawdzić, czy wyszła nowa płyta grupy, której lubił słuchać i jeszcze nigdy go nie zawiodła. Nie wiedział. Nie był na bieżąco.
Po wejściu do sklepu już widział, że kolegom z pracy przejrzenie asortymentu tego miejsca zajmie dużo więcej czasu niż poprzednio. Percy pokierował się od razu do personelu, spytał o poszukiwaną rzecz, a kiedy dowiedział, że niestety nie mają jej na składzie, wyszedł, aby wrócić do swojego pana. Już jakoś serce mocniej mu zabiło. Może ze zdenerwowania, a może z ekscytacji, że zje z nim szarlotkę.
Kiedy doszedł do stolika i usiadł naprzeciwko Johna, podeszła do niego kelnerka w bordowym fartuszku i postawiła przed nim talerzyk z szarlotką na ciepło i gałką lodów. Pachniała wybornie. Widział znaczną różnicę pomiędzy swoim ciastem a tym, które jadł John. Ciasto miało jaśniejszy kolor, była do tego posypka z cukru pudru, a lody wyglądały na kremowe, a nie bardziej wodniste, jak te dla zdrowych. Zapewne też w smaku ta jego była słodsza.
Sama lodziarnia była bardzo przyjemnie urządzona. Budka miała pastelowe kolory, za szklanymi szybkami widać było smakowite ciasta i lody, a okrągłe stoliczki i nieco fikuśne, turkusowe krzesełka dodawały klimatu.
John już kończył swoje ciasto, chociaż jadł je naprawdę małymi kęsami. Nie spieszył się.
— Nie było płyty?
Percy postawił swoje wcześniejsze zakupy na ziemi, koło nogi krzesła.
— Niestety nie, proszę pana. Pytałem, ale nie mieli na składzie. I jeszcze raz bardzo dziękuję panu za ciasto. Pachnie wybornie — uśmiechnął się do ciasta jabłkowego.
— Smacznego — John skinął mu głową i wskazał łyżeczką na jego torbę. — Ale widzę, że i tak udało ci się coś nabyć.
Percy spojrzał na siatkę i trochę się zakłopotał. Kupując opaski na oczy, jego pan przeszedł mu chociaż raz przez myśli.
— Tak, proszę pana. W tym sklepie z zabawnymi i bezużytecznymi rzeczami. Jedną parę bielizny i maskę na oczy do snu, proszę pana.
— Pozwolisz? — John wyciągnął dłoń, chcąc zobaczyć zakupy, a pytanie było tylko dla zachowania pozorów.
Percy struchlał trochę, już z łyżeczką w dłoni. Ocknął się na szczęście szybko.
— Oczywiście, proszę pana. Tak jak i ja, to przecież też należy do pana, proszę pana.
John skinął głową i kiedy Percy zabrał się już za swoje ciastko, obejrzał sobie jego zakupy. Gdy rozłożył czarne bokserki z dłońmi w miejscach pośladków, spojrzał na Kaprana jakoś bardziej intensywnie. Ten, nawet widząc jego wzrok, nie miał co powiedzieć. Dłonie nie były jednoznacznie męskie, bo dość małe.
John nie skomentował tego. Schował bieliznę ponownie do reklamówki i jeszcze obejrzał sobie dwie maski na oczy.
— Ciekawe gadżety są w tym sklepie. Kupiłeś dla zasady, czy lubisz sypiać z opaskami na oczach? — zapytał, gdy już schował całe zakupy swojego podopiecznego.
— Nie przepadam, ale czasami się przydają, proszę pana. Tym bardziej, kiedy dopiero rankiem wracam od klientki, proszę pana — odparł zgodnie z prawdą. Ogólnie te gadżety uważał za bezużyteczne, ale mógł chociaż kupić takie, które były minimalnie praktyczne.
John słuchał tego i w duchu był zadowolony. Lubił podejście Percy’ego do wielu spraw. Dlatego właśnie niegdyś to jego wybrał do papierkowej roboty. Kapran nawet miał swoje nieduże biuro, własnego laptopa i ogarniał wszelkie finanse i inne sprawy dla Johna. Do czasu, aż nie zaczął wykorzystywać komputera do niecnych celów. Opisując zdrowych, a tym samym i Johna jako wyzyskiwaczy, podburzając innych chorych do drobnych rebelii i tak dalej… Dlatego teraz jedynie pracował jako męska dziwka.
— Męczy cię twoja praca? — rzucił po dłuższej chwili, spokojnie obserwując podwładnego.
Kapran, który akurat przełykał kęs ciastka, aż zakrztusił się, słysząc pytanie. Od razu jedzenie zaklinowało się w jego gardle, tak samo jak panika.
— Słucham? — spytał z nagle mocniej bijącym sercem. Takie pytania nie mogły wróżyć nic dobrego. — Przepraszam, proszę pana. Chciałem powiedzieć, że nie. Nie męczy mnie moja praca. To dobra, uczciwa praca, za którą jestem panu, proszę pana, bardzo wdzięczny — dodał, już czując, że może wylądować na ulicy. Nadal pluł sobie w brodę, że kiedyś był taki nierozsądny i lekkomyślny. Jakby wszystko było mu wolno. Przeliczył się i mocno zderzył z rzeczywistością. Ocuciło go to jednak skutecznie.
— Nie bój się, Percy. Nie dążę do niczego. Widzę, że to doceniasz, dlatego, mimo swojej zdrady, znowu jesteś w moich łaskach — John mówił spokojnie i właśnie odłożył łyżeczkę na pusty talerzyk. — Pracujesz na swoje życie. Domyślam się, że masz z tego satysfakcję, nawet jeśli pracujesz ciałem — dodał, pod stołem delikatnie rozsuwając na boki jego nogi, przez co młodszy mężczyzna aż poczuł skurcz w podbrzuszu. Przecież nic nie było w tym ciastku. Prawda?
— Tak… proszę pana. Oddaję się temu, jak mogę. Nawet jeśli klientka nie pragnie współżyć. Służę zawsze towarzystwem… Każdego rodzaju i dla każdego, kto tego chce, proszę pana — dodał z bijącym sercem i dopiero nabrał na łyżeczkę lodów.
Zostało to uważnie zaobserwowane przez Johna. Od nabrania lodów, po zniknięcie ich w ustach Percy’ego. Oblizanie łyżeczki też John obejrzał sobie dokładnie.
— Na pewno wiesz, że Theo zniknął w zeszłym tygodniu — rzucił starszy mężczyzna, przypominając Kapranowi sytuację sprzed kilku dni. Kiedy rzeczywiście była mała afera na temat zniknięcia jednego z jego podwładnych. Okazało się, że ten nie został zaatakowany ani nic takiego, jak podejrzewali na początku, a zwyczajnie… uciekł. Jego ostatnia klientka przyznała, że Theo zwierzał się jej z planów ucieczki. — Nie wiem tylko czy wiesz, że dzisiaj rano odnaleziono jego ciało nad Harlem River. Prawie całe nagie i pogryzione. Wiesz, do czego dążę?
Kapran znowu ciężko przełknął kawałek ciasta. Jakoś miał na nie coraz mniejszą ochotę, odkąd zaczęli rozmawiać. Albo ściskało go ze zdenerwowania, albo ze strachu.
— Obawiam się, że się domyślam, proszę pana. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć już nic więcej poza tym, co już obiecałem, proszę pana.
— Nie chodzi o to, że ci grożę, czy cię straszę, Percy. Musisz wiedzieć, że jesteś bezpieczny w moim domu i dla własnego dobra powinieneś się starać. Wszyscy to robicie. Nie dla mnie, mimo że bezustannie to mówicie, by mnie zadowolić — John uśmiechnął się delikatnie i założył nogę na nogę.
Młodszy mężczyzna miał pewne wątpliwości co do tego, czy faktycznie nie był straszony. Nie śmiał jednak tego powiedzieć głośno.
— Za pozwoleniem, proszę pana, ale pana zadowolenie jest jednoznaczne z naszym bezpieczeństwem, więc naprawę robimy to dla pana.
John chwilę milczał, patrząc na Kaprana uważnie.
— Tak naprawdę możesz mówić tylko za siebie, Percy. Co jest w ich głowach… — zrobił gest ręką, wskazując na sklep, w którym zniknęła pozostała piątka. — Nigdy nie wiesz.
Percy także tam spojrzał. Ciekawiło go, co John by zrobił z kimkolwiek innym, jakby zawiódł go tak samo jak on. Dziwił się Johnowi, że w ogóle może darzyć go jakimkolwiek zaufaniem po tym wszystkim. Że może tak z nim rozmawiać.
— Ma pan rację, proszę pana. Ja… nie chcę skończyć jak Theo.
— I ja nie chcę, by kiedyś przyniesiono mi twoje ciało w takim stanie. Wolę, byś sam do mnie przychodził. Z w pełni zdrowym, nieuszkodzonym ciałem. Jedynie nagość jest dozwolona, jeśli chodzi o porównania do Theo — odpowiedział John i uśmiechnął się lekko do kogoś ponad ramieniem Kaprana.
Ten po kilku sekundach zauważył, że uśmiechnął się tak do Claya, bo ten samą ekspresją swojej twarzy wywoływał uśmiech. Był cały podjarany i promieniujący.
— Panie Brown, wpuścili nowe Need For Speed, byśmy z chłopakami chcieli, jak pan pozwoli! Zawody w rozrywkowym salonie wieczorem byśmy sobie zrobili! Proszę? — na koniec wyszczerzył się prosząco, a John westchnął i podał mu kartę z wnętrza marynarki.
— Mam nadzieję, że to jest tego warte — powiedział przy tym.
Percy przyglądał się całej scenie z twarzą bez specjalnego wyrazu. Jakoś sam nie czuł potrzeby na takie drobiazgi. Tak naprawdę jedyne, czego mu brakowało, to dostępu do Internetu i możliwości czytania wiadomości ze świata. Czy… już wyjątkowo zakazanych for. Nie śmiał nawet próbować namawiać swojego pana do tego. Musiał nauczyć się z tym żyć, tak samo jak z chorobą i codziennym przyjmowaniem zastrzyków.
— Jest warte! Chłopaki ucieszą się strasznie, dziękujemy panu! — Clay wyszczerzył się znowu pełen entuzjazmu.
— Proszę bardzo — odpowiedział John i odprowadził Claya spojrzeniem, gdy ten niemalże pobiegł do sklepu z grami.
Percy westchnął delikatnie i wrócił do swojego ciasta. Już prawie je kończył. I był zadowolony z tego pojawienia się współpracownika. Przynajmniej temat jego nagości i przychodzenia do Johna trochę się odsunął. Przynajmniej miał taką nadzieję. Bo… dziwnie się czuł, kiedy to nie on sugerował dwuznaczności drugiej stronie. Już starał się wypierać z myśli fakt, że prowadzi taką rozmowę z mężczyzną, a nie kobietą.
John w tym czasie tylko na niego patrzył. Domyślał się, jak dziwnie musiał się czuć Percy, rozmawiając z nim w ten sposób. A jak dziwniej musiał się czuć, gdy dotykali się, całowali…
Wewnętrznie John wciąż nie wiedział, jak ugryźć tę sprawę. Pożądał go jak żadnego ze swoich podopiecznych. Był gotów jeszcze jakiś czas temu zupełnie dać sobie z nim spokój, niczego nie insynuować, nie inicjować. Ale miał ostatnio wrażenie, że Percy… sam w pewien sposób to prowokuje. Że sam w jakiś sposób… chce. I jak miał to zignorować? Był mężczyzną. Miał potrzeby, a od jakiegoś czasu były skoncentrowane na tym konkretnym mężczyźnie siedzącym naprzeciwko.
— Wychodzą, więc udamy się teraz na parter — John w końcu poinformował Percy’ego, a swoim chłopcom wskazał gestem, żeby skierowali się do ruchomych schodów.
Kapran skinął głową i podziękował uprzejmie za deser. Kiedy już wstał i zabrał poprzednie zakupy, na chwilę się zawahał. I znowu wprowadził Johna w przeświadczenie, że nie tylko on myśli o tym, co się między nimi wydarzyło tych kilka dni temu.
— Przepraszam, proszę pana… Pamiętam, co pan mówił, jednak zastanawiam się, czy uważa pan za prawidłowe, abym ze swojej strony… robił cokolwiek. Nie chcę pana, proszę pana, urazić swoim niewłaściwym zachowaniem, dlatego za przyzwoleniem, chciałbym spytać, jakie jest pana zdanie w tej kwestii.
John delikatnie zmrużył powieki, chyba nie spodziewając się tego pytania w środku centrum handlowego w uroczej lodziarni. Uniósł się, poprawił swoją szarą, prążkowaną marynarkę i odpowiedział:
— Twoja inicjatywa mnie podnieca, Percy. Ale mówiłem ci, że chodzi mi o szczerość. Rób to, co czujesz, że chcesz.
Kapran skinął głową na znak, że rozumie i akceptuje. Czuł się trochę nieuczciwy w stosunku do Johna, że to na nim eksperymentuje, jak daleko może się posunąć w kontaktach męsko-męskich… ale to przecież właśnie jego pan był na tyle wyjątkowy, że chciał chociaż poeksperymentować.
— Dobrze, proszę pana. Będę o tym pamiętać, proszę pana. I proszę z góry o wybaczenie, jeśli będę zachowywał się nieudolnie. Nie mam doświadczenia — dodał, jakby John nie wiedział.
Starszy mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i obszedł stolik, po czym subtelnie pocałował go w policzek, przytrzymując przy tym lekko jego głowę z boku.
— Po to jestem, żeby cię nauczyć. Chodźmy — dodał na koniec już swoim normalnym tonem i ruszył w ślad za resztą swoich podopiecznych.
Percy sekundę patrzył na jego plecy, wmurowany tym pocałunkiem. W takim miejscu, gdzie każdy mógł zobaczyć. Szybko jednak ruszył za swoim właścicielem. Kiedy go mijał, delikatnie trącił jego dłoń swoją. Czuć było wyraźnie w tym geście, że nie było to zrobione niechcący.
— Tak jest, proszę pana — odpowiedział na rozkaz i przez dobrą chwilę patrzył w oczy mężczyzny, nim w końcu grzecznie skinął głową i wyprzedził go, idąc szybciej do schodów na dół. Potrzebował chociaż odrobiny czasu, aby uspokoić kołatanie w sercu. Czuł się, jakby biegł przez zamarznięte jezioro o bardzo cienkim lodzie, ale na którego drugim brzegu było coś… co chciał zobaczyć.

*

— A przepraszam, mógłbym jeszcze przymierzyć tę? — Percy poprosił ekspedientkę, a ta odpowiedziała uśmiechem i zgodziwszy się, podała mu odpowiedni rozmiar, chociaż trochę innego kroju, ciemnogranatowej koszuli.
Byli w sklepie na dole i zajmowali cały personel pracujący w sklepie. Niby z początku reszta nie była tak zainteresowana kupowaniem eleganckich koszul, ale kiedy zauważyli, że w sklepie są też inne niż w kolorze białym, niebieskim i czarnym, znacznie się ożywili. Każdy postanowił dobrać coś dla siebie, a pracownice musiały uwijać się jak w ukropie. Panowała jednak bardzo miła atmosfera, bo po kupnie gry, chłopcy Johna Browna byli niezwykle pozytywnie nastawieni do życia.
Sam właściciel luksusowego domu publicznego tym razem znajdował się również w sklepie, a nie tak jak ostatnio, gdy czekał na zewnątrz. Co raz doradzał któremuś ze swoich podopiecznych w doborze fasonu, aż w końcu stanął przy przymierzalni Kaprana i popatrzył na niego zza jego pleców.
— Granatowy ci pasuje.
Kapran odwrócił się do niego, zapinając akurat ostatnie guziki pod szyją.
— Dziękuję panu bardzo. Nie wiem jednak, na który krój się zdecydować. Ten drugi ma węższe rękawy i szerszy kołnierzyk — dodał i znowu spojrzał na siebie w lustrze, dopinając się pod szyję. Wziął z wieszaka krawat i na chwilę go przymierzył, po czym znowu rozpiął górny guzik, oglądając się. Nie mógł się zdecydować.
John podszedł do niego i bez słowa zaczął rozpinać mu koszulę. Zsunął mu ją z ramion, po czym rozłożył tę wcześniejszą i gdy Percy ją ubrał, znowu zaczął mu dopinać guziki, stojąc przy tym za jego plecami. Obejmował go przez to od tyłu. Potem perfekcyjnie zawiązał mu krawat, ale rękawy podwinął. Przez to Kapran wyglądał elegancko, ale nie sztywniacko.
— Zasugerowałbym ci tę, choć to musi być twój wybór.
Młodszy mężczyzna odwrócił głowę tak, że ich twarze były strasznie blisko. Aż czuł na swojej oddech Johna. Przełknął ślinę.
— Więc ta.
John skinął głową i powstrzymał się przed sięgnięciem do jego ciała, dotknięciem go, czy pocałowaniem. Cofnął się tylko z zamiarem wyjścia z przymierzalni.
— Zanieś ją w takim razie do kasy. Wszystko jest już opłacone.
Percy obejrzał się za nim i przełknął ślinę. Co on wyprawiał?
— Dobrze, proszę pana — skinął głową usłużnie, znowu się rozbierając i w końcu idąc do kasy z trzema koszulami: dwiema standardowymi, białymi i tą granatową, zdecydowanie lepszej jakości. Nieczęsto była okazja na zakupy, więc postanowił ją wykorzystać.
W kolejce przy kasie już była trójka jego współpracowników, a dwóch jeszcze przymierzało ubrania. John też podszedł do ekspedientki, żeby wybrać sobie jakiś krawat. Skończył akurat w momencie, kiedy i pozostali się zdecydowali. Dlatego też kilka minut później już wychodzili ze sklepu.
John zapytał, czy chcą gdzieś jeszcze pójść, ale większość stwierdziła, że woli już wrócić, żeby wypróbować nową grę. John nie miał nic przeciwko, więc udali się przed centrum handlowe, żeby zasiąść w dużej limuzynie i wrócić do domu.
Większość zachwycała się zakupami i licytowała o to, kto pierwszy będzie grać. Ogólnie atmosfera była sympatyczna. Nawet Percy wydawał się bardziej rozluźniony, że nie tylko pochodził za resztą po sklepach, ale sam też dostał coś od Johna Browna.
Podróż do domu minęła im szybko, a gdy tylko weszli z powrotem do rezydencji, chłopcy wpierw popędzili do swoich pokoi. Oczywistym jednak było, że tylko po to, by zanieść tam zakupy, a w mniej niż pięć minut znajdą się w pokoju rozrywkowym, gdzie było PlayStation. John jedynie odprowadził ich wzrokiem, po czym rzucił do lokaja, który powitał ich od progu, żeby podgrzał pomieszczenie z jego prywatnym, niedużym basenikiem w podziemiach.
— Zejdę tam do pół godziny — dodał jeszcze, nim skierował się do windy.
Percy popatrzył za nim, samemu idąc do schodów i do swojego pokoju. Trochę nie miał pojęcia, co ma zrobić z resztą swojego dnia. Gdyby John był jedną z jego klientek, zakradłby się na dół do basenu, aby zaskoczyć go tam. Złapać w talii, przyciągając do siebie i poświntuszyć mu do ucha. Jego pan jednak nijak nie przypominał mu roztrzepanej, napalonej kobiety, ani tym bardziej kogoś, kto czegoś takiego by chciał. I jak on niby miał się do niego przyzwyczajać?

20 thoughts on “Love Interest – 2 – Zakupy

  1. Katka pisze:

    Basia, Percy pokorny to coś co John lubi najbardziej, haha. Och, Mason pewnie też by chciał takiego posłuchu XD A czy zejdzie do Johna… może, może. Coś chyba ich do siebie przyciąga, ale biedni jeszcze muszą pokonać wszystkie przeciwności. Miłego dalszego czytania życzę :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    Katka masz rację to jest jakiś plus, zawsze jak coś mnie bardzo zainteresuje, mogę iść czytać kolejny rozdział bez problemów ;]
    och jak widzę to Percy jest taki bardzo pokorny, och podoba mi się i to bardzo… może jednak zejdzie na dół do Johna….
    Multum weny życzę Wam..
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Illita, no właśnie, niby nic się nie dzieje, co nie? Bo to takie sytuacje z życia codziennego, tak prozaiczne, jak tylko się da. A jednak napięcie jest. Da się wykrzesać coś z niczego XD Chociaż i tak muszę powiedzieć, że w tym opowiadaniu nie będzie tylko tak „obyczajowo”, a dodatkowe emocje na pewno się pojawią :)

  4. Illita pisze:

    Woah, pasjonuje mnie to opowiadanie! Niby nic się nie dzieje a jednak tak dużo! Szarlotka, ten pocałunek, muśnięcie dłoni, rozpinanie koszuli… Wincyj panie wincyj! Nie mogę się też doczekać żeby zobaczyć czy Percy wykorzysta swoje zakupy :3 I wizja zakradnięcia się do Johna w basenie … Oh borze szumiący *Q*

  5. Katka pisze:

    Alka, ;)

    Dante, hehe, dobrze jednak pamiętać, jak oni zarabiają XD Ale, ale, sielanka też czasem potrzebna w obliczu takiej rzeczywistości. Chociaż nie wiem, czy to była dla Percy’ego taka sielanka, bo on jednak troszku zestresowany przy Johnie bywa XD

  6. Dante pisze:

    Słodki ten rozdział xD, Te zakupy :3, taka sielanka, że prawie człowiek zapomina jak oni zarabiają :P. Czekam na więcej <3

  7. Katka pisze:

    Xyz, myślę, że jeszcze będzie wiele sytuacji, w których Percy pokaże się od innej strony, tak jak właśnie w tej kawiarni. Wcześniej, gdy był jedynie bonus z jego udziałem, gdy w SV pojawił się na chwilkę i był przedstawiony oczami Josha, mieliśmy faktycznie mały zarys jego postaci. Teraz, kiedy nasz mały buntownik ma swoje własne opowiadanie, dowiecie się o nim więcej i mam nadzieje, że wiele razy Was jeszcze zaskoczy :) I oczywiście masz rację – mały błąd może kosztować wiele. Tym bardziej, kiedy ma się do czynienia z osobą, która ma nad tym drugim absolutną władzę. Bo próżno tu szukać czegoś, czego John nie może Percy’emu zrobić. Super, że napięcie jest odczuwalne, bo przynajmniej masz chętkę na więcej, hehe. Dzięki za komentarz! Trzymam kciuki, by coraz bardziej się podobało.

    Tigram, hehe, już niedługo ;)

  8. Xyz pisze:

    Muszę przyznać, że o wiele bardziej podoba mi się ten rozdział od poprzedniego. Rozmowa w centrum handlowym pokazała, jakie (mimo swojego młodego wieku) Percy ma dojrzałe poglądy w przeciwieństwie do reszty grupy.
    I ta rozmowa w kawiarni. Na miejscu Percy’ego miałabym po niej ambiwalentne odczucia. Ciężko ocenić, jak się zachować, gdy z jednej strony John pyta o stosunek do pracy, później mówi o byłym pracowniku, aby na koniec dać wolną rękę w zabieganiu o jego względy. Idealnie zobrazowały to zdanie o cienkim lodzie. Mały błąd, a konsekwencje mogą być ogromne.
    Co do wizji podkradania się do basenu mówie stanowcze nie na tym etapie znajomości. Nie chcę nawet wiedzieć jak potoczyła by się sytuacja, gdyby Percy zobaczył skrywane przez Johna blizny… Dlatego mam wielką nadzieje, że jednak nie będzie próbował takich podchodów.
    Intymność stworzona tymi małymi gestami jak: dotknięcie dłoni, buziak czy zapinanie koszuli tworzy napięcie. Aż ma się co raz większą ochotę na dalsze rozdziały.
    Pozdrawiam

  9. Shivunia pisze:

    SilencedUnknown >> Mnie też osobiście zabija brak czasu. Chciała bym go mieć tak DUŻO, a on wredny mija tak szybko i tak nieubłaganie. Eh. Ale Kat znowu powie, ze marudzę. Ale ale…
    Taka niepewność jest fajna. Chociaż tu i tak macie, mały zestaw bohaterów. Tylko własnie, pytanie co się z nimi wydarzy. Mam nadzieje, ze ta niepewność będzie długo w was tlić się, bo na pewno jest… zachęcająca. Co do samego Johna. Nie wydaje mi się abyś specjalnie musiała walczyć z jego wizją. On już nie jest nastką. To dojrzały facet, może trochę siwieć, a tym bardziej w tak stresującym świecie. Ma w końcu już 44 lata ;)
    Także pozdrawiamy cieplutko ;*

    Tess >> Ja pewnie też bym puściła go z torbami, chociaż z drugiej strony może oni troszkę bardziej szanują kasę Johna skoro z niej żyją tak samo jak on. Plus, jeśli to nie jest wypad raz na chiński rok, to może nie mają takiego ciśnienia. Ah, gdybanie ;p I jak już o ciśnieniu, to nieźle ciśniecie aby Percy się pozakradał do Johna. Obaj może by chcieli, ale to czasami łatwiej chcieć, mówić, niż zrobić. Bo co jeśli to, albo tamto, albo jeszcze owamto? Percy, musi dobrze to przemyśleć.

    Liv >> Co nie? Jak inaczej inni podchodzą do Johna? Ale z drugiej strony, oni tak nie podpadli jak on. Plus ten ma trochę więcej… ehem, taktu. I jest bardziej… sztywny, może dlatego reszta jest bardziej „gówniarska”.
    Co do sceny w kawiarni. Mam wrażenie, że była dziwnie intymna, mimo że wszystko działo się tak publicznie. Do tego Percy biedny się trochę zestresował. I pewnie przez to był dla Johna słodszy niż jego ciastko dla zdrowego. Eh, oni mają przejebane z tym jedzeniem.
    Co do sceny z Wiedzmina, to ja nie czytałam, ale Kat mi opowiedziała taką jedną z palcami. Brutalna. Wolała bym aby Percy nie tracił palców… chociaż bawiąc się w głębokie metafory to coś podobnego może się stać co zdarzyło się w książce. Ale to bardzo GŁĘBOKIE metafory. Tak czy inaczej, dziękuje serdecznie za słowo uznania odnośnie zdania :D
    Współczuje komentarza. Szkoda, że ci się nie chce, ale rozumiem. Kilka razy też mi się zdarzyło, że komputer albo nawet Chrom odmówił mi posłuszeństwa w najmniej odpowiednim momencie. Człowieka wtedy szlag trafia. Takie zrezygnowanie. Eh, ściskam ciepło w wyrazach współczucia.
    Czy PD będzie częściej… hm, na razie nie zapowiada się, ale w końcu wszystko kiedyś się zaczyna ale i też kończy ;)

  10. Liv pisze:

    No uwielbiam ten rozdział. Na początku się aż dziwiłam, jak luźno w porównaniu z Percym jego koledzy podchodzą do Johna. Takie: „ale.. jak to? Przecież to ich pan..”, ale teraz tym bardziej podoba mi się ta uległość Kaprana. Reszta zachowywała się jak takie małe gówniaże na zakupach z mamą, tylko jęczą i miągwią (Mason, nigdy mi się to nie znudzi <3) o więcej. Ale to na swój sposób urocze. Ale Percy jest bardziej uroczy ^^
    Scenka w kawiarni była.. słoodziutka jak szarlotka z lodami na ciepło. Aż zatęskniłam za taką, ale nieprędko jej spróbuję :). A to przymierzanie koszul też było fajne, jakoś zawsze uważałam za seksowne, jak jeden facet zapina koszulę drugiemu, albo wiąże mu krawat, a potem ten drugi się odwraca i tak się patrzą na siebie.. Takie ubieranie może być gorętsze niż rozbieranie xd
    "Czuł się, jakby biegł przez zamarznięte jezioro o bardzo cienkim lodzie, ale na którego drugim brzegu było coś… co chciał zobaczyć." Bardzo mi się podoba to zdanie. Tak wyjęte z kontekstu średnio pasuje do tego rozdziału hihi, ale tak pasuje do oddania przemyśleń Percy'ego. I nie wiem czemu, stanęła mi przed oczami scena z Wiedźmina, jak Ciri jechała po zamarzniętym jeziorze.. Wiem, że tak trochę z dupy, ale no. Zdanie jest fajne ^^
    A Johna coraz bardziej lubię. Miło się czytało te drobniutkie sugestie, a to MUŚNIĘCIE ręki Johna było cudne. Ogólnie świetnie, dziękuję ślicznie :)
    Aha i jeszcze coś. Wczoraj napisałam super-koma pod FDTS 200, ale net odmówił współpracy i mi do zjadł. Wkurzyłam się i przepraszam, ale już nie mam serca ani siły tego powtarzać. Żeby nie było wątpliwości – rozdział był super, choć już troszkę wcześniej znałam treść ;)
    Nie mogę się doczekać następnego PD, czepiam się nadziei, że może będzie częściej..? :) Papa i dobranoc

  11. Tess pisze:

    Och, te zakupy… Ja na miejscu chłopaków puściłabym Johna z torbami, a co! Oni zaś kupili pierdółki. Może im głupio było :D
    Co do tego skołowania Percy’ego na końcu rozdziału…
    A niechże się zakrada! Myślę, że Johnowi, by to nie przeszkadzało, tym bardziej, jak powiedział, że inicjatywa ze strony Percy’ego go kręci.

  12. SilencedUnknown pisze:

    Zabija mnie brak czasu na czytanie, ale jak już to zrobię to czuję, że normalnie życie nabiera sensu :P
    Naprawdę genialnie jest poczytać coś tak… specyficznego i oczywiście fajnego.
    Ta niepewność… te podchody ^^
    Lubię to ;)
    I mimo, że miałam jeszcze za czasów SV wątpliwości co do moich pozytywnych odczuć względem Johna, tak teraz widzę go w innym świetle.
    Choć muszę też przyznać, że za każdym razem jak czytam fragment opisujący go, widzę wysokiego, szczupłego, ale… no cóż, troszkę starszego faceta. Nie chodzi mi o staruszka, tylko takiego młodo-siwiejącego. I za cholerę nie wiem skąd to się wzięło… Staram się jednak z tym walczyć :P
    Pozdrawiam! ;)

  13. Katka pisze:

    Sachan, z jednej strony w 100% się zgadzam, że to by było interesujące i sexy. Ale z drugiej, John jest od Percy’ego wyższy, więc dziwnie by to chyba jednak wyglądało XD Mogłoby być dla Percy’ego dość niewygodne, biedactwo XD

    Tigram, mrał, John bardzo chętnie rozebrałby krok po kroczku, jak otwieranie cukiereczka :D Hehe, spoko, więcej takich sytuacji na pewno będzie :D

    DaughterOfWind, niestety na chwilę obecną nie ma możliwości kupienia, więc musisz uzbroić się cierpliwość ;( Niemniej planujemy kiedyś zrobić z tego wersję papierową (jest na to odpowiednio krótkie), ale podejrzewam, że nastąpi to dopiero po tym, jak już się całość na stronie pojawi. Ale, ale, oczekiwanie wzmaga apetyty! I strasznie nas cieszy, że tak Ci się podoba :D

    O., hehe, chyba takie zakradanie się już prędzej w pozycji poziomej XD wiesz, John sobie leży, a Percy powolutku przychodzi, pochyla się nad nim od tyłu i szepcze mu coś świńskiego do uszka XD

    Kaczuch_A, nooo, chyba własnie te podchody sprawiają, że jest takie napięcie. Bo John niby mógłby sobie go zwyczajnie wziąć, ale rozgrywa to inaczej, szuka odpowiedniej drogi, testuje Kaprana, więc to podnosi emocje na wyższy poziom. I chwała tej ciekawości Percy’ego! Bez niej szłoby jeszcze bardziej opornie! Jesteśmy ogólnie przyjemnie zaskoczone, jak się Wam na razie podoba, mrrrrr!

  14. kaczuch_A pisze:

    Na prawdę zapowiada się cudownie~! John i Percy, to co się dzieje między nimi, to jest niesamowite. Te całe podchody są nabuzowane emocjami, i to mi się niesamowicie podoba. Chociaż patrząc na tytuły rozdziałów można podejrzewać, że John będzie miał chwile słabości i będzie chciał sobie heteryka odpuścić. Ale ta ciekawość Percy’ego jest urocza i miejscami bardzo seksowna. Kurczaczek, strasznie się cieszę na to opowiadanie i będę usychać z ciekawości do kolejnego rozdziału. Uwielbiam~!

    I idź Percy za Johnem do basenu, świntusz mu do ucha, to jest seksowne~!
    I koszula~!

    Uwielbiam~!

  15. O. pisze:

    Ejejejeje a jeśli właśnie złapania w talii i świntuszenia chce John? ;o Percy zakradaj się! Taką okazję zmarnować to byłby wstyd!

  16. DaughterOfWind pisze:

    Tak mi straaaasznie mało tego opowiadania. Szalenie mi się podoba ♡ Będzie można je w jakiś sposób kupić? Bo jak się będzie pojawiało tak często jak dotychczas to umrę z ciekawości ;p

  17. TigramIngrow pisze:

    Jakoś się spodziewałam, że może w tej kawiarni John dotknie Percy’ego w nogę, muśnie po kroczu czy coś w tym rodzaju. To by mogło być sympatyczne i nastrojowe. I też to otarcie się dłoni… Bardzo przyjemne. Oby więcej.
    I wiadomo – zdejmowanie i zakładanie koszuli. Się nie mogę doczekać, jak John znów to zrobi, tym razem w swojej sypialni, rozbierając powoli Percy;ego i dając mu czas na reakcję. Mrrr…
    Chcę tak.
    Uwielbiam.

  18. Sachan pisze:

    a przepraszam, co stoi na przeszkodzie, coby złapać Johna w talii, przyciągając do siebie i poświntuszyć mu do ucha? w wykonaniu Percy’ego to by było… interesujące? XD
    kochamkochamkocham :3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s