Fire Dragon Tattoo Studio – 200 – Wszystko na swoim miejscu

— Panie przodem… Alladynie — zachęcił, chociaż to on dzisiaj grał księżniczkę, ale nie było co tego wykorzystywać. Chociaż po wejściu za Marg już czujnie się rozejrzał, licząc, że usłyszy skądś jakiś szmer.
Nic takiego jednak się nie stało. Słychać było tylko muzykę i chyba odgłosy z przeciwnej strony domu, kiedy kolejna drużyna weszła innymi drzwiami. Tuż obok wejścia były kartki gotowe do przeczytania i znalezienia odpowiedzi, gdzie znajdują się księżniczki.
— Ooo, to pewnie pisał Mike — Marg rozpoznała pismo swojego narzeczonego, gdy podeszła do wsuniętej za futrynę drzwi kopertę z napisem „zagadka”. Obejrzała się na Jasona z radością i wyciągnęła ją.
Tatuażysta też znalazł zadanie i po chwili już miał kwaśną minę. Chłopaki postarali się z tymi zagadkami. Prawdopodobne jeden schował się na strychu, a drugi w piwnicy, ale jeśli mieli szukać ich wedle wskazówek, to mogło zająć im to sporo czasu. Bo jak na razie Jason nie miał pojęcia, gdzie ma szukać.
I nie był sam w tym problemie. Na dole w piwnicy także trwało usilne główkowanie. Właściwie to Juan i Ryan główkowali, a Alex myślał, jak opóźnić samego siebie.
— Potrzebujecie może pomocy? — spytał uprzejmie, bo swoją zagadkę już rozwiązał i wiedział, że kolejna na niego czekała w zamrażarce w kuchni.
— Dziękuję, Alex, ale myślę, że sobie poradzę, mimo że w więzieniu nie puszczali nam Króla Lwa — Ryan odpowiedział, otwierając kolejną szufladkę obok starych butelek. Niestety pustych, bo by wypił. W szufladce za to był kubeczek. Zamknięty. Na zamknięciu z dzióbkiem do picia, jak dla dziecka, napisane było „wypij mnie”. Uśmiechnął się do siebie, bo było za darmo i jeszcze prosiło się, by je wypić. Przechylił więc napój do ust i… cudem nie wypluł!
— Co jest?! — Juan szybko się na niego obejrzał, a Ryan zakaszlał i desperacko spróbował palcami zebrać z języka smak.
— Płynny cukier, kurwa. Powinni napisać dodatkowo coś w stylu „jestem esencją Charliego i Rusha”, to mógłbym się mentalnie przygotować — odpowiedział z krzywą miną.
— Ale to co? To zadanie? Nie pijesz? — Juan spytał, a Alex po chwili zastanowienia usiadł sobie na jednej z plastikowych skrzyń, po tym jak upewnił się, że wytrzyma i nie zarwie się pod nim. W środku były książki i było je widać, bo zapełniały skrzynie aż po brzegi. Nie spieszył się.
— Muszę wypić, jest napisane, a niestety z racji tego, że są kamery… — Ryan rozejrzał się wokół z uroczym uśmiechem — nie przejdzie wylanie. — Po tym odetchnął, zamknął nos i wyobrażając sobie, że przełyka piwo, zaczął pić.
Płyn był gęsty i słodki. Smakował trochę gumą balonową i szczęściem w drobinkach. Było pewne, że po takiej ilości cukru będzie miał skok energii za kilka chwil. Udało mu się jednak opróżnić kubeczek, a kiedy otworzył jego zamknięcie, ujrzał na dnie napis informujący go, gdzie ma iść i gdzie znajduje się kolejna zagadka.
— Jedno jest pewne. Nie ma tutaj ani blond księ… żniczki, ani naszego drugiego solenizanta. Niestety siedmiu krasnoludków, których można by przekupić za jakieś informacje, też nie, więc sugeruję podążać dalej.
— Ja jeszcze muszę ogarnąć, gdzie mam pierwszą wskazówkę — Juan odparł ze smutkiem. Nie dlatego, że bał się, że ktoś go uprzedzi w pocałowaniu księżniczki, ale że przegrywał. Zawsze wolał wygrywać, jak chyba każdy facet.
— To powodzenia, szukaj dzielnie, a ja idę dalej, bo na pewno usteczka Mike’a są już gotowe na mojego buziaka — Ryan odpowiedział z uśmiechem i rozbawieniem, a potem zerknął na Alexa, który starał się być tłem. — Alex, niestety bardziej uboga forma Kopciuszka mogłaby sprawić, że bym cię tu nie zauważył, ale niestety błyszczysz jak Kopciuszek przed północą, więc aż chce się założyć ci pantofelek. Chodź, poszukamy dalej.
Blondyn westchnął ciężko. Wewnętrznie, bo po sobie nic nie pokazał.
— Nie musisz mnie pospieszać. Znam swoje tempo — odparł i zostawił Juana samego w piwnicy, kiedy z Ryanem wyszedł na piętro. Tam się rozdzielili. On poszedł po swoją kolejną zagadkę do lodówki, co uważał za mało śmieszny żart, że królową lodu kierują do zamrażarki, a Ryan w swoją.
Jego kolejna zagadka znajdowała się w spiżarce i jakkolwiek logiczne było, że spoczywała tu w słoiku, tak cieszył się, że to jego tu pokierowali, bo… dziewczyny mogłyby się wystraszyć. On za to miał ochotę wrócić się do domu po małego Jaya, kiedy po otwarciu szafki na słoiki dosłownie pomknęło ku niemu kilka myszek. Nieprawdziwych, ale jakby nie było, szybkich i małych. Mimowolnie więc odskoczył, nim zorientował się, że to zabawki, które po pociągnięciu w tył i puszczeniu, wyskakują na przód. Musiały być jakoś zgrabnie połączone z drzwiczkami, że tak go zaatakowały.
Kucnął przy jednej i chwycił ją w dłoń, uważając, że naprawdę miał dobre przebranie, do którego rudy Jay by pasował. Niestety nie pomyślał o tym zawczasu. Na razie musiał skupić się na zagadkach, więc zostawił myszkę i zaczął szperać w słoikach.
— Jak idzie? — z poszukiwań wyrwał go zachrypnięty głos Jasona, który także dotarł już do tej części mieszkania. I przy tym wyglądał dość… dziwnie. Poza swoim strojem cały był w brokacie. — Nie widziałeś Alexa?
Ryan już miał odpowiedzieć, ale zastygł, gdy tylko obejrzał się na Jasona. Zlustrował go z góry na dół i uśmiechnął się.
— Jay, nie sądziłem, że Arielka kąpała się w gołąbkowych odchodach. Byłem przekonany, że w oceanie — skomentował, unosząc się ze zwycięskim słoikiem.
— To brokat. W domu są ukryte petardy z brokatem. Zła odpowiedź i wyglądasz jak ja. Alex zabije brata, jak go czymś takim obsypie. — Jason rozejrzał się. — Więc wiesz, gdzie jest?
— Alex czy któraś księżniczka? Bo jeśli chodzi o to pierwsze, to podążył do kuchni w poszukiwaniu zagadki, a raczej miejsca, w którym się ukryje i będzie udawał, że szuka celu. A jeśli chodzi o to drugie… może magiczny słój mi powie.
— To gadaj ze słojem, ja idę dalej. I spiesz się. Charlie wygląda na zdesperowanego, aby ukraść księżniczce coś więcej niż pocałunek — Jason zachrypiał z rozbawieniem i udał się we wskazanym kierunku, aby znaleźć swojego faceta i ostrzec go przed brokatem.
Ryan za to wrócił do zabawy, a słój doprowadził go… na zewnątrz. Był trochę zaskoczony, kiedy musiał iść przez wąski chodniczek za domem, usłany tym razem płatkami róż. Na samym końcu powitały go drzwi do garażu, na których wisiał wieniec w kształcie serduszka. Przeczucie mówiło mu, że jest blisko, ale w środku musiał jeszcze odpowiedzieć na jedną zagadkę. Udało mu się, a to tylko dlatego, że ostatnio naprawdę nic nie było w telewizji i oglądali z Lennym „Mulan”… Nie mieli przy tym świadków, więc olali dumę, a teraz wiedza z bajki przydała mu się do tego, aby dowiedzieć się, że jedna z księżniczek… znajduje się na górze.
Aby się do niej dostać musiał wpierw znaleźć posążek smoka, który znajdował się w ogrodzie. Pod nim była wskazówka, gdzie ma się dalej udać. Przez chwilę nie wiedział, jak niby ma dostać się na górę, ale w końcu w suficie zobaczył klapę. Do niej przyczepiony był sznurek, który po pociągnięciu otwierał wejście na górę i zsuwał drabinkę. Po niej Ryan wszedł na ciasny stryszek nad garażem. Nie było tam jednak ciemno, bo od razu zobaczył światło z komórki. Ta leżała na podłodze, obok materaca, na którym leżał… Rush. Miał zamknięte oczy i udawał, że śpi, ale wiadome było, że niewygaszona komórka była sekundę temu używana.
O dziwo tutaj też płynęła romantyczna, przesłodzona muzyczka disneyowa, wszędzie leżały płatki róż, a nad materacem, z sufitu wisiały skrawki przezroczystego materiału, w który powciskane były małe kwiatuszki. Ryan naprawdę czuł się, jakby dostał się do komnaty w wieży. Ale… w duchu liczył, że jego księżniczką będzie Mike. Miałby większą świadomość, że jest to zabawa, mogliby to wszystko obrócić w żart, a z Rushem… miał zawsze specyficzny kontakt.
Rozejrzał się, aby przynajmniej wiedzieć, gdzie jest kamera, ale nigdzie jej nie zobaczył. Podejrzewał też, że Rush nie jest świadom, kto tu wszedł, bo musiał udawać śpiącego. Uśmiechnął się do siebie krzywo na tę myśl i powoli zbliżył się do posłania. Deski skrzypiały pod jego nogami, a on nic nie mówił.
Gdy przystanął przy materacu, klęknął, już stąd czując ten specyficzny zapach cholernie drogich perfum Rusha, za których buteleczkę mógłby pewnie kupić benzynę na trzy miesiące.
Oblizał wargi, wpatrując się w przystojną, choć nie w jego typie twarz. Wyciągnął dłoń i odsunął Rushowi mocniej zlokowany pukiel z czoła i odetchnął cicho. Nie wierząc, że powie to, co zwykle mówił mu Lenny, z gorzko-prześmiewczym wyrazem twarzy szepnął:
— Wstawaj, księżniczko. — Po czym pochylił się niżej i pocałował Rusha.
Kiedy ich usta się zetknęły, ten otworzył swoje jasne oczy i spojrzał w górę z zaskoczeniem. Nie wiedział czemu, ale nie spodziewał się, że akurat jego znajdzie Ryan. Nie widział go w ogóle zaoferowanego w tę zabawę. Ale kiedy złapał jego wzrok, uśmiechnął się w jego usta.
Ryan automatycznie też się uśmiechnął. Zabawa zdecydowanie była śmieszna, a pokonywanie drogi do śpiącej księżniczki trudne i bardziej skomplikowane, niż mógłby się spodziewać. Szkoda więc by było szybko to zakończyć, bo w jakiś sposób usta słodkiej księżniczki miały być dla niego nagrodą za trudy, wiedzę i spryt. Postanowił więc w to wejść, trochę to wykorzystać i chwyciwszy Rusha z boku twarzy, dominująco pogłębił pocałunek, napierając językiem na jego wargi.
Blondyn był zaskoczony tą inicjatywą Ryana. Pozwalał mu więc chwilę się całować, patrząc z dziwnie bliska na jego twarz, aż w końcu delikatnie odsunął go od siebie za ramię.
— Chyba już się obudziłem… — Zaśmiał się.
Ryan spojrzał w jego jasne ślepia, które były tak inne od tych Lenny’ego. Te patrzyły na niego z dziwnym rozbawieniem, wesołe, szczęśliwe, a te Lenny’ego były takie… dzikie, pociągające, groźne. Zdecydowanie wolał to drugie spojrzenie. Było w nim wszystko, co kochał.
— Ciekawe, czy jakbym się pospieszył, miałbym szansę obudzić kolejną księżniczkę — odpowiedział, cofając się i rozglądając wymownie po wnętrzu. — Sam to ozdabiałeś?
— Tak. Wygląda urzekająco? Co nie? — Rush znowu posłał mu oszałamiający uśmiech, podnosząc się z materaca. — I czekaj, napiszę do Mike’a, może faktycznie masz szansę jeszcze jego poszukać — dodał, sięgając po telefon, który już zgasł, kiedy się całowali.
— Uuu, cała nagroda dla mnie… Napisz, napisz, niech się stresuje, że jeszcze mogę go dopaść — Ryan podchwycił, choć nie był tym już tak zaaferowany. Zwyciężył.
Rush znowu się do niego uśmiechnął, kiedy pisał smsa do kolejnej księżniczki.
— A nie widziałeś Charliego? Jak mija zabawa?
— Charlie jest… uuu, nie, nie wiem, czy ci to zdradzać — Ryan obejrzał się na niego, przysiadając przy zejściu po drabince. — Chyba lepiej będzie, jak sam zobaczysz swojego chłopaka… o ile go poznasz. A sama zabawa jest bardzo ciekawa i muszę złożyć gratulacje waszej wyobraźni. Ujrzenie Jasona w brokacie było bardzo interesującym doznaniem, bo już myślałem, że bardziej kolorowy być nie może.
— Jego obsypało? — Rush zaciekawił się i także wstał ze swojego materaca. — W ogóle muszę poczekać tutaj, aż i Mike’a znajdą. A Charlie czemu nie do poznania? Aż tak inaczej wygląda?
— Można powiedzieć, że zmienił kolorystykę na tyle, że nie da się go poznać tak szybko. Ale spokojnie, przygrucha do ciebie szybko, by wypytać, kto skradł twe serce.
— Pocałunek, Ryan. On już skradł me serce — Rush odparł akurat w momencie, kiedy doszedł do niego sms. — Mike zaraz chyba też będzie wolny. Ale nie wie dzięki komu.
— Miejmy nadzieję, że nie dzięki Katy, bo jestem pewien, że ona nie podarowałaby sobie jeszcze położenia ręki tam, gdzie zwykle kładzie ją Marg — Ryan odpowiedział wymownie, również sięgając po telefon, aby dowiedzieć się, jak z kolei idzie Lenny’emu.
Tymczasem Charlie, Kate i Lenny się rozdzielili. Każdy dostał zagadkę prowadzącą w inne miejsce, więc ostatecznie Charlie krążył sam po parterze, szukając kuferka z serduszkowym żłobieniem. Nie pamiętał takiego! Już nawet tracił wiarę, że jakiekolwiek znajdzie, kiedy natknął się na Alexa. Ten siedział w kuchni, czytając z lekkim znużeniem karteczkę. Kiedy zobaczył Charliego, uniósł brwi z zaciekawieniem większym niż dla swojej zagadki.
— Szukasz czegoś? — spytał, a kiedy Charlie wytłumaczył mu, czego poszukuje, wskazał mu kierunek. Po tym, jak chłopak z lekką niepewnością co do szczerości jego intencji się oddalił, mężczyzna zobaczył wchodzącego do kuchni Jasona. Był cały w brokacie.
— Czemu masz brokat na sobie? — Alex spytał z lekką odrazą w głosie, którą niewielu było w stanie wychwycić.
— Popełniłem błąd, odgadując jedną zagadkę — wyjaśnił i ściągnął brwi. — Nie szukasz ich?
— A wyglądam, jakbym szukał?
Jason zmarszczył się na taką zlewczą odpowiedź.
— To po co ja ciebie szukałem, aby ostrzec przed brokatem? — spytał, na co Alex wstał i podszedł do niego. Strzepał mu z włosów część brokatu.
— Nie wiem, ale dziękuję. Idź, baw się dalej. Wystarczy, że ja psuję zabawę.
Jason westchnął i wychylił się po buziaka.
— Nie psujesz, ale przynajmniej udawaj, że jesteś zaangażowany. — Wskazał wymownie na sufit. — Kamery.
Alex także spojrzał w tym kierunku.
— Myślisz, że będą później sprawdzać i robić nam wyrzuty, kto się bawił, a kto nie? Jason, proszę, zachowuj się poważnie — zgasił go i sam wychylił się po pocałunek.
Tatuażysta więc chętnie ujął go za policzek i na chwilę złączył z nim wargi. O tak, lubił się z nim całować.
— Mm, okej, to liczmy na to, że szybko księżniczki się znajdą. Potem już tylko tort i whisky. U Mike’a jest zawsze dobra — zapewnił, widząc, że Alex rzeczywiście się nudzi.
Blondyn mruknął na potwierdzenie, po czym się odsunął.
— Na razie ty idź. Może znajdziesz którąś księżniczkę. Nawet może uda ci się sprawdzić, czy mój brat lepiej całuje.
— Już sprawdzałem. Opowiadałem ci. Kiedyś na łodzi się z nim lizałem — Jason przypomniał mu z wrednym uśmieszkiem. — Ale może na Mikey’ego będę miał szansę… Mmm, heteryckie usteczka — zamruczał, ruszając powoli w kierunku drzwi. Tak naprawdę niezobowiązująco nie pogardziłby takim buziakiem.
Alex pokręcił już głową.
— To się spiesz.
Wychodząc, Jason zobaczył Charliego przemykającego z jednego pokoju do drugiego. Wybitnie bawiły go teraz te blond kosmyki. Jakoś podejrzewał, że Charlie bardziej przypomina Charlie-sekretarkę. Olał jednak tę sprawę na rzecz poszukania kolejnej zagadki.
Tymczasem Charlie odnalazł przejście do piwnicy, a raczej wskazówka powiedziała mu, że tam ma się udać. Nie miał pojęcia, ile ich jeszcze będzie, ale był podjarany tą zabawą. Zbiegł więc po schodkach w dół, zapalił światło i zaczął szukać. Zagadka kazała mu odnaleźć odpowiednio ponumerowane butelki, a pod nimi ujrzeć literki. I kiedy znajdował kolejne wina, podnosił je i odczytywał szyfr ze spodu, ostatecznie ułożył się on w słowo „SZAFA”. Momentalnie okręcił się w miejscu, a jego wzrok padł na starą, wielką szafę do garderoby, którą rodzice Mike’a tu trzymali, bo nigdzie się nie mieściła, kiedy zrobili remont w sypialniach. Podszedł tam powoli, czując wzrastające napięcie i delikatnie otworzył drzwi, jakby spodziewał się za nimi ujrzeć Narnię.
Zamiast niej zobaczył siedzącego na dnie szafy Mike’a. Ten udawał, jak było w zasadzie gry, że śpi. Miał tu na szczęście dość miejsca i poduszek, aby było mu w miarę wygodnie.
Charlie nie wiedział czemu, ale był pewien, że ujrzy Rusha. Zamiast niego była tu jego pierwsza miłość. Poczuł się tym mocno skonfundowany i popatrzył w górę i w dół, spodziewając się jakiegoś głośniczka, który powie, że przeprasza za pomyłkę i Rush leży tam i tam.
— O cholera — wydusił cicho, wpatrując się w naprawdę seksownego dziś Mike’a. Ciuchy pseudo Śnieżki były genialnie dopasowane.
Odetchnął jeszcze raz i uklęknął przy kumplu. Widział, że są kamery i musi to zrobić. Ba! Chciał to zrobić! Oblizał wargi, ale potem szybko je otarł, nie chcąc, by Mike się jakoś zniesmaczył. W końcu wychylił się, a jego długie, blond włosy dotknęły policzków Mike’a, gdy go pocałował. Delikatnie, niespiesznie, ale nie było to małe cmoknięcie.
Mike chwilę nie otwierał oczu, dając się całować. Kiedy to zrobił, od razu też Charlie zauważył jego zaskoczenie.
— Charlie? — aż spytał. — Jak… jak ty wyglądasz, jaka zmiana! — Zaśmiał się i wyglądał, jakby całkiem długi pocałunek, jaki miał go zbudzić, w ogóle nie zrobił na nim wrażenia. Jakby było to jakąś normą.
Charlie uśmiechnął się mimowolnie i sam nie wiedział, z jakiego powodu bardziej. Ale zarówno uśmiech Mike’a to sprawił, jak i jego podejście i cóż, sam pocałunek. Odsunął się, trochę bardziej kucając niż klęcząc i dotknął swoich włosów.
— No, chujowo żółte wyszły, nie? — Zaśmiał się, popatrując na kumpla zza zielonych soczewek.
Mike poprawił się na swoim miejscu w szafie i też sięgnął do jego włosów. Przesunął po nich palcami.
— Nie. Fajnie wyszły. Ładnie nawet. Wyglądasz wręcz uroczo. I… masz soczewki? Nieźle się postarałeś. — Uśmiechnął się szerzej. — Jestem zaszczycony.
— No wiesz, książę musi być godny księżniczki — Charlie odpowiedział ze śmiechem, popatrując po całej jego postawie. Naprawdę Mike wyglądał dzisiaj niezwykle. — W ogóle! Wszystkiego najlepszego! Będziemy potem interweniować z prezentami i ciastem, ale i tak jeszcze nie miałem okazji — dodał i mocno przytulił kumpla.
Mike także go uścisnął i nawet lekko cmoknął w policzek.
— Dzięki. To mega miłe. Ale teraz chodź, idziemy na górę, trzeba wszystkich znaleźć i dowiedzieć się, kto się skusił na usta twojej księżniczki. — Zaśmiał się, wstając i pisząc Rushowi smsa, że już on też został znaleziony.
— Oo, to już wiesz, że ktoś go całował? — Charlie zapytał z zaciekawieniem, ale i lekkim niepokojem, głównie z myślą o Lennym. Miał nadzieję, że to nie on znalazł Rusha…
Przy tym wstał i otrzepał ciuchy z kurzu, którego tutaj, w piwnicy, nie brakowało.
— Tak. I wiem też kto. Ale to się przekonasz na górze.
Tym razem „Roszpunka” rzuciła mu spojrzenie pełne wyrzutu, ale nie marudziła. Wrócili do salonu na parter, gdzie już zbierała się reszta, powiadomiona okrzykami, że zabawa się skończyła. Kate nawet dopadła do telewizora i zaczęła coś przy nim kombinować, najpewniej żeby podłączyć obraz z kamerek i zobaczyć te dwa kluczowe, całuśne momenty.
— No i? Kto całował kogo? — Juan, który wszedł akurat za Charliem do salonu, zapytał z zaciekawieniem. Nie bez ulgi, bo ucieszył się, że sam nie musi nikogo całować.
— Charlie mnie — Mike odparł jako pierwszy, zauważając, że już wszyscy zebrali się w salonie. Skinął na Rusha.
— A mnie z wiecznego snu oswobodziła Dżasmina — ten odparł żartobliwie, zerkając na Ryana, ale przy tym dodał: — Ty Mike miałeś więcej szczęścia do księżniczki z bajki. Bez urazy, Ryan.
— Nie ma sprawy, książę — Ryan odpowiedział z uśmiechem, siedząc już obok swojego faceta na kanapie, z ręką zarzuconą na oparcie.
Charlie też chciał już być blisko swojego księcia, więc przemknął między wszystkimi i usiadł mu na kolanach, żeby nie zabierać żadnego miejsca. W końcu było ich tu sporo. I oczywiście od razu doświadczył obmacania i dogłębnego zlustrowania, kiedy zszokowany jego zmianą kolorystyczną Rush oglądał go z wszystkich stron.
— Cicho, cicho, zobaczymy, czy się spisali! — Kate pomachała na nich i z pilotem wycofała się dalej, bo telewizor był duży i chciała lepiej widzieć. — Pierwszy był Ryan, braaaawo! Zobaczmy, jak to było… — zamruczała już do siebie, przeskakując po okienkach, by odnaleźć nagranie.
— Będziemy to oglądać? — Juan wyraził swoją wątpliwość względem podziwiania tych niby ważnych momentów i względem ekscytacji swojej dziewczyny. Od niej zresztą zarobił kuksańca.
— Będzie fajnie! — Uśmiechnęła się, rzucając krótkie spojrzenie Ryanowi i Lenny’emu. Ten ostatni przychylił się do ucha kochanka.
— Wczułeś się?
— Hm… Nie wiem, czy to jest dobre słowo, ale pocałunek nie trwał dłużej niż zwykłe nasze — Ryan odpowiedział, bo rzeczywiście, gdy całował się z Lennym, zazwyczaj trochę to trwało. Nie mogli się od siebie oderwać. — Zaraz zobaczysz.
Rzeczywiście, na ekranie pojawił się widok z dwóch miejsc. Jedna kamera musiała stać gdzieś na wysokości materaca, a druga była ustawiona bardziej z góry, po skosie. Widać więc było, jak Ryan powoli podchodzi do Rusha, rozgląda się i klęka przed nim. Kate i Jason zaklaskali z podziwem, gdy było widać, jak Ryan ujmuje Rusha z boku twarzy i całuje z języczkiem.
Lenny w tym czasie zaśmiał się lekko, aż kręcąc głową. Patrzył, jak ten pocałunek jest przedłużany i aż musiał spojrzeć na Ryana, który siedział obok niego.
— A jednak trochę się wczułeś.
— Tylko trochę. Chyba nie boisz się o to, że przerzucę się na blond cuda, skoro mam ciebie? — Ryan odpowiedział cicho, uśmiechając się do niego lekko.
— Już blond cuda? — Lenny nadal był rozbawiony. — I nie, nie boję się, ale będę musiał odzyskać znowu te usta.
— Jestem pewien, że znajdzie się na to czas.
Ich rozmowa była zagłuszona ogólnymi komentarzami odnośnie ujrzanego filmiku. Na szczęście Charlie nie był zazdrosny o ten pocałunek i śmiał się z tego. Potem jednak zamilkł, kiedy na ekranie pojawił się on sam, idący przez piwnicę do szafy z Mikiem.
— Tam byłeś, szefuńciu? Cholera, mogłem to być ja! — Jason zarechotał, patrząc, jak Charlie pochyla się i całuje Mike’a.
Marg zerknęła na swojego chłopaka i cmoknęła go w policzek.
— Biedaku, że musiałeś tam siedzieć.
— Daliśmy radę, komórki to zbawienie — ten odpowiedział z uśmiechem i już chciał objąć dziewczynę, ale ta szybko mu się wywinęła, by poprosić wszystkich o ustawienie się do zdjęcia. Była pewna, że tak jak ostatnio na imprezie z przebraniami każdy powoli zacznie się pozbywać mniej wygodnych elementów garderoby.
Zrobiło się zamieszanie, ale cyknęli w końcu kilka zdjęć na różnym tle, bo przecież cały dom był odpowiednio ubogacony. Ostatecznie każdy się ucieszył, mogąc usiąść i zdjąć chociażby udziwnione trzewiczki. Potem Ryan z Jasonem poszli do samochodu Charliego po prezenty. W końcu tam wszystko spoczywało.
Młodszy tatuażysta został w domu, gdzie po chwili zaatakowała go Kate, która objęła go za szyję.
— I jak się podobało? — Zaśmiała się do jego ucha, zerkając mu na twarz z chochlikami w oczach.
Charlie odruchowo zerknął w stronę Mike’a, który pomagał rozstawić talerzyki na tort, aby każdy mógł siedzieć.
— Cicho — szepnął, nie chcąc, żeby Mike słyszał jego relację. Po tym jednak uśmiechnął się lekko. — No, spoko było. Sama widziałaś, pozwolił trochę dłużej.
— Właśnie widziałam. Rush jeszcze nic nie mówił? Albo Ryan? Dawno chyba nie miałeś okazji, co? — cieszyła się, na koniec wbijając mu palec pod żebra.
Znowu otrzymała spojrzenie pełne wyrzutu, ale Charlie i tak się uśmiechnął.
— Nie no, weź, ja o Mike’u już tak nie myślę, ale spoko było. Ryan nic nie mówił, ale pewnie powie. Nie wiem, co by się miało stać, żeby czegoś nie skomentował. A Rush też jeszcze nic, nie było okazji na razie gadać sam na sam.
— A wolałeś Mike’a znaleźć czy Rusha?
Charlie zapowietrzył się i założył ręce na piersi, tym samym mimowolnie wyglądając jak naburmuszona księżniczka.
— Nie będę odpowiadał na to pytanie — burknął, na swoje szczęście akurat w momencie, kiedy do salonu wkroczył Jason i Ryan z dużymi pudełkami ozdobnymi. Na każdym wielkimi literami było napisane, do kogo należy prezent.
— Hoł, hoł, hoł… A, to nie te święta. Ale sto lat, panowie! — Jason uśmiechnął się do solenizantów.
— Brakuje ci brody, Jay! — Kate krzyknęła, puszczając Charliego, aby podejść do chłopaków.
W tym czasie zrobiła to też reszta, aby złożyć wspólnie prezenty na ręce solenizantów. Na pierwszy ogień poszedł Mike. Aż stęknął, kiedy dostał pudełko.
— Co to? Mały zestaw „zbuduj sobie dom”? Jest ciężkie! — Zaśmiał się, stawiając pudło na podłodze.
— Ciężkie? Przyzwyczajaj się — Ryan skomentował krótko, wiedząc, że główny ciężar stanowiły ciężarki.
Po minie kumpla przekonał się, że prezent mu się spodobał, bo tych iskierek w oczach z niczym nie dało się pomylić.
— O cholera, dzięki! Nie będę skazany na twoje towarzystwo — powiedział do Ryana ze śmiechem, wyciągając po kolei zawartość swojego pudełka.
— I to chyba też w jakiś sposób prezent dla mnie — dodała Marg, zadowolona, że jej narzeczony będzie jeszcze bardziej seksowny.
Kiedy Mike już schował wszystkie rzeczy do sportowej torby, jaką dostał, przyszła kolej na Rusha. Jego prezent był dużo lżejszy, ale nie rozczarowujący.
— O matko! Gdzieście taki znaleźli? — Zaśmiał się, szczerze ucieszony, oglądając szlafrok. Zaraz też go przymierzył na cały swój strój księżniczki. — Czadowy!
— No… — Marg powtórzyła głupio, zagapiając się, aż Mike musiał jej przypomnieć, że to on powinien być jej obiektem westchnień.
— Będę miał swojego asasyna! — Charlie zaśmiał się, a po chwili Rush jeszcze zauważył, że ma w kopercie wejściówki na konwent, o którym nawet nie wiedział. Ogólnie widać było wyraźne zadowolenie z prezentów, więc wszyscy, którzy się na nie zrzucali, mogli odetchnąć z ulgą.
Rush jeszcze chwilę wygłupiał się w szlafroku z Marg, zrobili sobie kilka zdjęć, po czym przeszli do części imprezy bardziej odpowiadającej Alexowi. Czy chociażby Lenny’emu. Mike razem z Marg poszli do kuchni po przekąski i ciasto. Nie bawili się już w świeczki czy tym podobne rzeczy. Uznali, że zjedzą wspólnie coś słodkiego, a potem do zamówionych z cateringu przystawek wypiją alkohol i pogadają.
Gdy już każdy znalazł sobie miejsce, a tematów rozmów zrobiło się kilka, więc automatycznie potworzyły się grupki dyskutujące na jedne z nich, Charlie usiadł z butelką piwa pomiędzy Mikiem a Jasonem i zwrócił się do tego pierwszego.
— Mike… tak mnie w sumie dzisiaj naszło… Ty pamiętasz, jak kiedyś dostałeś te czekoladki i kartkę, którą się chwaliłeś nam? Jeszcze jak Ryan nie siedział — przypomniał mu, okręcając butelkę w palcach i uśmiechając się pod nosem.
— Tę na urodziny? — Mike spytał, lekko się krzywiąc, bo wysilał się, aby sobie przypomnieć. To było dość dawno z perspektywy czasu i nie był pewien, czy były to urodziny, czy walentynki.
— Tak, na urodziny, chyba twoje siedemnaste albo coś. Tę w kształcie serca kartkę, gdzie ci laska narysowała tulące się ludziki — Charlie podał więcej szczegółów, bo w sumie znał je dobrze. Męczył się z tym mocno.
— Coś mi świta. Ale, Charlie, czemu ty tak dobrze to pamiętasz? — spytał podejrzliwie. Jason nie wtrącał się, przysłuchując się jednak z zaciekawieniem.
— Bo… Bo to było ode mnie — Charlie wyznał w końcu z głupim uśmiechem, ale i specyficznym napięciem. O tak, znacznie łatwiej było to powiedzieć teraz niż wtedy, ale i tak było to trochę stresujące. Wiedział, jak głupia była ta zagrywka, ale mimo wszystko miło wspominał tamte czasy. Nawet mimo to, że jego miłość była niespełniona.
— Uuuu! — Jason zaśmiał się, pierwszy reagując na słowa młodszego kolegi po fachu.
— Serio? — Mike zdziwił się, ale też i uśmiechnął. — To słodkie, chociaż wiesz, że cieszę się już, że masz Rusha, nie? I Ryan wiedział?
Charlie najpierw uderzył Jasona w żebra łokciem, nawet się do niego nie odwracając, ale odpowiedział Mike’owi.
— Nie wiedział, nikt nie wiedział. Nawet na pocztę się wstydziłem iść to wysłać… I wiem, że się cieszysz, ja też się cieszę. I właśnie dlatego, że jest już między nami okej, to łatwiej o tym powiedzieć.
— No, niestety nic by z tego nie było, nawet jakbyś mi powiedział… Roszpunko. — Mike założył kumplowi włosy za ucho. — Ale nie powiem, zawsze miło było dostać takie serduszko. Chociaż potem zachodziłem w głowę, od kogo mogło być.
— Noo, pamiętam, jak snułeś teorie, czy to nie od tej laski z drugiej klasy, takiej blondi właśnie. Fajnie się tym jarałeś.
— Dosłownie tajemniczy wielbiciel — Jason skomentował całą sytuację, wychylając się trochę i opierając łokcie o kolana. — I bez urazy, szefuńciu, ale jakoś wydaje mi się, że drugi solenizant dostawał w swoim życiu znacznie więcej takich liścików. — Jakoś mu do Rusha pasowały zastępy listów w skrzynce na walentynki.
— Aż warto byłoby się go spytać — Mike podchwycił i wypatrzył Rusha z nie z kim innym a z Marg. Rozmawiali o grach i konwencie. Czasami niesamowicie dziwiło go, że ktoś taki jak Rush był jednocześnie takim amorem i poważnym facetem zajmującym dyrektorskie stanowisko we własnej firmie oraz fanem gier. A może to on łączył w sobie za mało sprzeczności? — Rush! Marg! Chodźcie tu na moment!
Zawołani obejrzeli się na nich i wzięli swoje talerzyki z ciastem, które chętnie pochłaniali.
— Co tam, kochanie? — Marg zapytała i usiadła na kolanach Mike’a, bo innego miejsca nie było. Rush zresztą musiał usiąść na skraju stolika, który stał przed kanapą.
— Zastanawiamy się nad tym, jak dużo bardziej czarującym młodzieńcem był Rush ode mnie.
— A konkretnie, jak więcej lasek spławił, a może bardziej, ile miłosnych liścików dostał od tajemniczych nieznajomych — Jason dodał i uśmiechnął się zadziornie do blondyna. — Bo na razie okazało się, że Mike jedyny jaki dostał to od Charliego.
— Dawno temu — Charlie dodał szybko do swojego kochanka.
— Wysyłałeś Mike’owi liściki? — Rush zaciekawił się, patrząc na Charliego z uśmiechem.
— Jeden wysłał — Mike uściślił, trochę broniąc kumpla, ale też i jakoś siebie.
— Okej. A ja? — Rush wzruszył ramionami. — Trochę tego faktycznie było. Ale to nie tak, że nie wiedziałem, od kogo są. Zwykle potem się okazywało i coś się z tym działo albo nie. Miałem jakąś tam popularność. — Zaśmiał się lekko.
— Noo, pewnie laski szalały, a kolesie zazdrościli. — Charlie z dumą patrzył na swojego kochanka, który dzisiaj szczególnie wyglądał jak książę. — A właśnie, od jakiegoś chłopaka też dostałeś kiedyś?
— A wiesz, że nie wiem? Nie od takiego, który by się przyznał bynajmniej. Faceci chyba zwykle na innych zasadach działają. Inaczej się zbierają do podrywu niż przez kartki z serduszkami.
Charlie trochę się skrzywił, bo sam wysłał Mike’owi kartkę z serduszkiem. Nawet Jason zaśmiał się wymownie i szturchnął go, ale nikt nie zdążył nic powiedzieć, bo telefon Rusha się rozdzwonił, a kiedy ten na niego spojrzał po odłożeniu talerzyka z ciastem, zobaczył na wyświetlaczu… „mama”.
Zdziwienie na jego twarzy wywołało nawet pytanie, kto dzwoni.
— Mama… — wydusił, wstając. — Przepraszam — dodał, szybko wychodząc z salonu w cichsze miejsce, aby odebrać. — Witaj, mamo? — spytał na powitanie, nie rozumiejąc, czemu jego rodzicielka dzwoni. Jakby to, że miał urodziny, nie było wystarczające.
— Dzień dobry, Richard — usłyszał jej wysublimowany, pozbawiony emocji głos. Zupełnie, jakby słyszał Alexa w formie żeńskiej. — Jak się czujesz?
— Dobrze. Właśnie jestem na spotkaniu z przyjaciółmi. Świętujemy urodziny moje i kolegi. Mamy tego samego dnia — odparł nadal z niepewnością w głosie, jakby szukał podstępu w tym telefonie. Był… bardzo niespodziewany.
— Tak? To ciekawe… Mam nadzieję, że nie przeszkadzam ci zanadto. To nie będzie długo trwało — zapewniła go formalnie, jakby prowadziła z nim rozmowę o interesach, a przecież był to jej pierwszy telefon od czasu ich coming outu. — Dzwonię z racji twoich urodzin. Chciałam życzyć ci sto lat. Za ojca nie będę mówić. To życzenia ode mnie.
— Och, dziękuję. Miło, że pamiętałaś. — Rush uśmiechnął się, starając się brzmieć na ucieszonego, chociaż ta rozmowa była bardzo niezręczna.
— Oczywiście… Więc… Hm, może zanim wrócisz do przyjaciół, powiedz mi, co słychać u ciebie i u Alexandra?
Rush czuł się coraz dziwniej z każdym kolejnym wysublimowanym pytaniem, które nie brzmiało, jakby zadawala je jego matka, pomijając fakt, że zgadzał się głos i maniera.
— Dobrze. Dobrze nam się wiedzie. Alex aktualnie szuka większego mieszkania. W pracy też… dobrze.
— Więc dobrze ogólnie. Dobrze — jego matka powtórzyła za nim. — Nie cierpicie na żadne choroby, pomijając… — urwała, odetchnęła cicho i zmieniła formę: — Nie chorujecie więc?
Rush aż spojrzał w stronę salonu, który niedawno opuścił.
— Eee… nie — odparł mało elokwentnie, zastanawiając się, czy jego matka wie o czymś, o czym on nie wie. Co by było zresztą dość przerażające.
— Dobrze. W takim razie życzę ci udanej imprezy. Przekaż ode mnie pozdrowienia bratu.
— Dobrze… A — urwał na chwilę — mamo. Dzwoniłaś tylko po to, by złożyć mi życzenia?
— Tylko? Masz urodziny, a ja jestem twoją matką. Mimo wszystko. Dlaczego się dziwisz?
— Nie wiem, może dlatego, że nie byłaś zbyt zainteresowana odzywaniem się do nas od… ostatniego razu. Ale i tak bardzo się cieszę, że zadzwoniłaś, mamo.
— Mhm… — Olivia Grey odmruknęła, zastanowiła się chwilę i w końcu pożegnała się z nim. — Do usłyszenia, Richardzie, przy następnej okazji.
— Do usłyszenia, mamo — Rush pożegnał się, starając się zawrzeć uśmiech w swoim głosie. Po tym połączenie zostało przerwane, a on został z komórką w dłoni i skonfundowaną miną.
Z salonu słyszał radosne rozmowy, muzykę, na szczęście już nie disneyowską i ogólnie rzecz biorąc — radość. Tego nie słyszał w głosie matki, choć wciąż zaskakujące było, że się do niego odezwała. W sumie jedyną osobą, po której jeszcze bardziej by się tego nie spodziewał, był ojciec.
Wrócił do salonu, obszedł Charliego od tyłu na kanapie i cmoknął w policzek.
— Już jestem. Coś mnie ominęło?
— Nie, w sumie nie. Gadaliśmy o pracy Jasona u tego Tony’ego — Charlie odpowiedział, wykręcając się w jego stronę i wpatrując się czujnie w jego oczy. — Co chciała?
Rush zapatrzył się w przestrzeń salonu, szukając wzrokiem swojego brata. Kiedy go namierzył, dopiero odparł:
— W sumie nic. Życzyła mi wszystkiego najlepszego — wyjaśnił, nie zagłębiając się bardziej w tę dziwną i krótką rozmowę
— O… Tak? To chyba, no… fajnie, nie?
— Chyba tak. — Rush wzruszył ramionami i znowu cmoknął kochanka. — Ślicznie wyglądasz, ale poczekaj chwilę, pójdę do Alexa na moment.
— Mhm.
Alex spędzał chwilowo czas w towarzystwie o dziwo Lenny’ego i Ryana, bo okazało się, że prowadzą rozmowę na temat samochodów, a konkretniej wysłuchują doświadczeń Alexa w zakresie różnicy w ruchu w Anglii, a w Stanach. W końcu Bentley Alexa miał kierownicę po „właściwej” stronie, więc byli ciekawi, jak szybko się przyzwyczaił i że w sumie musiał go kupić bardzo niedawno, bo w Stanach zaraz po przyjeździe.
— Hej, Alex — Rush przerwał im w rozmowie, z początku chwilkę tylko podsłuchując. — Jak tam?
Starszy z braci spojrzał na Rusha i nawet zdobył się na lekki uśmiech.
— Całkiem dobrze, dziękuję. Coś się stało, że opuściłeś Charliego?
— I zostawiłeś go z Mikiem, który pewnie wciąż czuje smak jego słodkich usteczek? — Ryan wtrącił się z uroczym uśmiechem, trochę podpuszczając Rusha. Przy tym oczywiście jadł, jako że jedzenie było z zamówionego przez solenizantów cateringu. Mieli więc z Lennym na kolanach talerzyki pełne dziwnych koreczków i małych przekąsek.
— I który nadal jest w tym samym pomieszczeniu co ja, Ryan. A jak już nawiązujesz, to ty nie czujesz posmaku czyichś ust? — Rush odparł zaczepnie, ale zamiast Ryana odpowiedział jego ciemnoskóry towarzysz.
— Już nie.
Rush uniósł brwi wyżej i uśmiechnął się do nich szeroko, a Ryan zerknął na Lenny’ego i zupełnie mimowolnie się oblizał, nim wrócił do pojadania przysmaków.
Rush już nic nie dodał, tylko zwrócił się do brata.
— Możemy na chwilę? — spytał, wskazując mu pusty róg pokoju.
Alex spojrzał na niego chłodno, ale wstał i przemieścił się z bratem pod okno.
— Dzwoniła mama — Rush poinformował go.
— Po co? — Rush miał wrażenie, że to pytanie jest bez odpowiedzi, chociaż właśnie na nie odpowiadał.
— Aby złożyć mi życzenia urodzinowe.
Alex zlustrował uważnie brata wyglądającego za okno ze skupieniem.
— Nie zdarzało jej się, aby pamiętała o naszych urodzinach, a nawet jeśli, to dziwne, że samemu dzwoniła. Mówiła coś jeszcze?
Rush odetchnął i wzruszył ramionami, wsuwając dłonie do kieszeni.
— No, właśnie tak. Znaczy pytała, jak u nas i brzmiała, jakby bardzo nieudolnie chciała zachowywać się jak nasza matka. Martwię się, to do niej niepodobne, nawet jeśli wspomniała, że dzwoni z samej siebie i że te życzenia są od niej, a nie od ojca.
Przez ostatnie lata w dniu urodzin dostawali dodatkowy przelew na konto i oczywiście kartki urodzinowe od rodziców, ale nigdy nie było z tej okazji uroczystej kolacji czy obiadu, nikt ich nie ściskał… Trudno więc było odebrać to jako zwyczajny gest ze strony matki, chociaż musieli też wziąć poprawkę na to, że sytuacja znacznie się zmieniła.
Alex jednak także nie wyglądał, jakby rozumiał to zajście.
— Przypuszczam, że jeśli nawet coś było za tym ukryte, to jeszcze to wyjdzie i nie musisz dzisiejszego wieczoru o tym myśleć — odpowiedział bratu i pokrzepiająco dotknął go w ramię. — Zacznij martwić się dopiero, kiedy zadzwoni ojciec.
— To dopiero by było dziwne… — Rush zaśmiał się wymuszenie i odetchnął. — Bo wy dalej tylko mailujecie w sprawach firmy? Nic prywatnego?
— Nic prywatnego. Zachowuje się, jakbym był obcym człowiekiem — Alex wyjaśnił zgodnie z prawdą i tak uważając, że ojciec mocno się nagina, kontaktując się z nim.
— Ech, nie żeby kiedykolwiek było normalnie, ale takie relacje też są koszmarnie dziwne. Ale cóż… — Rush przeczesał palcami włosy. — Nie ma co nad tym myśleć. Może faktycznie z czasem się okaże, o co mamie chodziło tak naprawdę.
Zanim Alex odpowiedział, poczuł szczupłe ramiona obejmujące go w talii. Jason pochylił się trochę, przytulając się do jego pleców i pocałował go w ramię.
— Co tam, księżniczki? Rozmawiacie o jakimś złym smoku, że takie miny?
— Jeśli nawet, to na pewno nie o tobie — Alex zgasił go swoją naturalną suchością. Nie odsunął go jednak od siebie, tylko dał dalej się obejmować. Był to naprawdę zaskakujący widok dla osób postronnych, a szczególnie dla Rusha, który znał Alexa i wiedział, jaki ten był całe życie niedotykalski. Zawsze reagował niechęcią na takie gesty.
— Szkoda, szkoda, myślałem, że trochę mi urosła sława. To jaki niby smok jest straszniejszy?
— Kontrola skarbowa — Alex znowu odparł chłodno, tym razem dodatkowo omijając ich temat rozmowy.
Rush zaśmiał się z tej odpowiedzi.
— Oj tak, sorry, Jay, ale nie ma gorszego smoka niż skarbówka. I jak już o smokach, to mam wrażenie, że Alex naprawdę jest treserem smoków, bo i kontroli się nie boi i ciebie też nie.
Jason uśmiechnął się i pogłaskał kochanka po brzuchu.
— Ja i tak jestem niegroźny.
— Przeważnie — Alex odparł i dodał do brata: — Na razie, jak mówiłem, nie masz co o tym myśleć.
— Może masz rację… — Rush westchnął ciężko i spojrzał na kanapę, gdzie Charlie został sam z Mikiem. — Wracam do mojej złotowłosej.
Kiedy odszedł, Jason puścił Alexa i stanął obok niego, oparty tyłkiem o barek, w którym Mike trzymał alkoholowe cuda.
— To o co chodziło?
— O nic istotnego na tę chwilę — Alex zapewnił spokojnie i skinął głową Jasonowi, aby dodać powagi swoim słowo.
Ten zrobił dość sceptyczną minę, ale nie naciskał.
— Dobra, niech będzie, że ci wierzę. Jak się bawisz?
— Lepiej — Alex przyznał szczerze i samemu, delikatnie i czule dotknął partnera po dłoni. — Atmosfera jest przyjemna, przed chwilą rozmawiałem z Ryanem i Lennym o samochodach. A ty jak się bawisz?
— Spoko. Jakoś spokojniej jest niż zwykle, może Katy się zmęczyła szukaniem księżniczek, bo nie szaleje z pomysłami w stylu „nakręćmy porno”.
— Juanowi udało się ją zdekoncentrować — Alex zauważył, wskazując brodą kochankowi Kate i Latynosa, którzy właśnie stali przy barku, a chłopak pokazywał dziewczynie, jak kroić arbuza, aby zarówno ładnie wyglądał, jak i aby można było z niego wygrzebać trochę miąższu na drinki.
— Dzielny chłopak — Jason skomentował i uśmiechnął się do Alexa. — W sumie Rush nie jest od ciebie tak młodszy, jak się wydaje. Jest z sierpnia, ty z grudnia, to właściwie półtorej roku różnicy. A zachowuje się jak nastolatek… — dodał, zerkając na gruchające gołąbki. I co by nie mówić, to było przyjemne. Znowu widzieć ich w takich relacjach.
Po problemach z wyimaginowaną zdradą Rusha, wszyscy patrzyli znowu na ich zaloty jak na coś upragnionego, a nie przesłodzonego. Ich szczęście i pozytywne nastawienie do siebie było niemalże jak wyznacznik normalności. Tak samo jak chłodne oblicze Alexa, wręcz kumpelskie podejście do siebie Lenny’ego i Ryana, pełne czułości kontakty Marg i Mike’a czy despotyczne zachowanie Kate w stosunku do Juana. Wszystko było na swoim miejscu.

17 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 200 – Wszystko na swoim miejscu

  1. Katka pisze:

    Basia, oj spokojnie, jak się potem znajdzie trochę wolnego, to dalej nadrobisz. Poza tym to chyba jakiś plus, że zawsze masz coś do czytania, haha. Niektórzy już połknęli wszystko i teraz tylko mogą czekać ;) Szukanie księżniczek było szalone XD Zdecydowanie nie klimaty Alexa, więc biedak musiał znaleźć jakieś wyjście z sytuacji XD I dzięki za komenta oczywiście :D

  2. Basia pisze:

    Witam,
    tak, tak nadrabiam żywo… chociaż nie wiem ile uda mi się nadrobić teraz…. to jest przerażające jestem w listopadzie prawie w grudniu…
    spokojny, wspaniale wyglądałol to szukanie księżniczek, tak Alex wolał się zaszyć w kuchni i czekać na rozwój wydarzeń… Charlie obudził Mikea, a Rayan Rusha ;]
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Bebok, spoko, pewnie kiedyś Wam i tak pokażemy ten bonusik ;) Nic się nie zmarnuje, a nasza „szuflada” jest pełna skarbów, więc na pewno coś fajnego poczytacie ;) Alex i brokat – to by się skończyło katastrofą, a Rush by do końca życia żałował, że zaprosił brata na imprezę urodzinową XD no a jako że to 200 rozdział, to musiało być miło i przyjemnie, hehe :D

  4. Bebok pisze:

    i nie trafiłam ;d Szkoda mi tego maleństwa z Ridleyem… może pomyślicie o nagrodzie pocieszenia? ;D
    Alex chyba serio źle się bawił na początku :D Fajnie że schowali mu w zamrażalniku podpowiedź xd Jason w brokacie, ale jaki troskliwy miś, poszedł ostrzec swego lubego przed niebezpieczeństwem ;D Alex faktycznie mógłby się nie ucieszyć z takiej niespodzianki.
    Scena Pocałunku Ryana i Rusha była cudna ;D choć myślałam że wyjdzie z tego większe zamieszanie, w końcu się nie znosili na początku. Potem pytanie Lenniaka czy Ryan się wczuł mnie rozbawiło ;d Charlie też miał trochę frajdy z pocałunku ;P
    Ogólnie fajny rozdział, sielankowo przyjemny. Choć telefon od Greyowej mamusi może wprowadzić trochę dramy w przyszłości.

  5. Katka pisze:

    Kaczuch_A, okej, to jest sensowny powód, dla którego można nie znosić brokatu XD Niemniej szkoda, to taki wdzięczny rekwizyt do niektórych sytuacji. A Sakimichan też lubię! :D Cudaśne twory! <3

    Yaoistka, hehe, jasna sprawa ;)

  6. Yaoistka^^ pisze:

    Katko no co mogę? :) Każdy ma swoje „cudo” i w większości je dopinguje ;)

  7. kaczuch_A pisze:

    Katka zasmuciłaś mnie normalnie xD ale niech będzie, wewnętrznie czuję się zwycięzcą. To jest niesamowite jak się bohaterowie pozmieniali, z Alexa jestem dumna. A uraz: kolega robił projekt i kleił różowe, brokatowe sutki na rysunku xD Stało to tak na korytarzu i świeciło, a brokat był wszędzie na wydziale i mi się przylepił do świeżo powerniksowanego obiektu, który konserwowałam i musiałam na nowo oczyszczać etc. więc mam uraz. Jest kolorowy, świeci się, ale mam uraz xD
    Kocham Disney’a, Arielka jest urocza, ale Jason Ariel to seksowna rybka~! I ta cała impreza, te przebrania, tak wybitnie mi się kojarzą z pracami genderbendami Sakimichan, z Dinsey’a~! A to jest takie moje wielkie love~! <3

  8. Katka pisze:

    Kaczuch_A, niestety nie możemy tego uznać za wygraną, ale i tak dobrze, że przynajmniej jakoś zwycięzcę trafiłaś XD I w sumie masz rację, uroczo dość było, a chyba tak się każdemu słodkość udziela, jak się świętuje coś razem. Od razu się robi większa zażyłość. Bardziej widać, jak się postacie do siebie zbliżyły ;) Oj a czemu uraz do brokatu? Normalnie sam seks, tym bardziej, jak Jasonek przy tym za Arielkę był przebrany!

  9. kaczuch_A pisze:

    Przy Rush’u obstawiłam Ryana~! Możemy to uznać za wygrną~? xD Tak bardzo liczyłam na bonusa z Albertem i Ridleyem. Zatapiam się w czarnej rozpaczy xD
    I taki uroczy był ten rozdział, to jak Jason Alexa przytulił <3 jak Mike sobie z Charliem pogadał, te buziaki <3 Nawet książe i Ryan ten pocałunek mi się podobał. Chociaż miło by było jakby Rush trochę zazdrości okazał.

    I brokat na Jasonie zapewne wyglądał seksownie, ale mam uraz do brokatu xD

  10. Katka pisze:

    Rehab-e, to z Twoją intuicją jest wszystko w porządku! XD A co do matki, to tak, to było dziwne i zapewniam, że kobitka jeszcze raczy się pojawić. Zresztą, to opowiadanie jest tak wielkie i złożone, że same nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co będzie za następne 50 rozdziałów. Równie dobrze Chris może zrobić wielki come back. A Ryan zawsze powali jakimś tekstem XD Mistrz języka (choć Lenny by się kłócił…)

    Porebula, a co do mamusi Lena to zabawnie, bo przedwczoraj pisałyśmy akurat z nią scenkę ;) Więc na pewno się pojawi.

  11. porebula pisze:

    Katka, ale… jesteś pewna że nikt go nie gwałcił?? Tak na 100 procent? Jakto by sie wszystkim tortu odechcialo? Lenny i Ryan z żarcia za darmo by nie skoezystali?
    Po co ta baba dzwoniła… Jeszcze do Miami wbije… Jak już o matkach… Dajcie mi matke Lennyego!! Dajcie mi matke Lennyego!! Dajcie mi matke Lennego i Ryana!! Matke Lennyego i Lennyego i Ryana!! W jednym pomieszczeniu!!

  12. rehab-e pisze:

    Trafiłam Ryana, ha! Tylko obstawiałam, że to Jason znajdzie Mike’a, choć po głowie chodził mi też Charlie, ale strzeliłam i jak zwykle źle xDD
    To był naprawdę świetny rozdział, a przede wszystkim zaskakujący, no bo telefon od matki? O.O To było dla mnie takie: WTF?! I sama się zastanawiam, jakie jest drugie dno, bo wątpię, żeby stuknięta mamuśka braci dzwoniła tylko po to, żeby złożyć Rushowi życzenia… W ogóle pierwsze o czym pomyślałam, jak tak czytałam ten przebieg ich rozmowy telefonicznej to… może ona jest chora? Chociaż sama nie wiem…
    Poza tym Jason w brokacie <33 Chciałabym takiego Alexa, hahhahaha, już sb wyobrażam jego minę xDD
    Chyba tekst rozdziału:
    „— Płynny cukier, kurwa. Powinni napisać dodatkowo coś w stylu „jestem esencją Charliego i Rusha”, to mógłbym się mentalnie przygotować — odpowiedział z krzywą miną.”
    Ryan <3

  13. Katka pisze:

    Porebula, a widzisz, tak bardzo już się ksywki w tej radosnej paczce utarły, że nawet Alex myśli o sobie jako o królowej! Jeszcze tylko Ryan musi myśleć o sobie jako o księżniczce i już w ogóle będzie pełna akceptacja otrzymanych ról XD I masz rację, jakby Charlie znalazł Rusha, to kotłowanie się na łóżku księżniczkowym trwałoby znacznie dłużej. Chłopcy mogliby się zapomnieć. Ale seksu raczej by nie było. Pewne tylko, że torcik nie byłby już potrzebny, bo zapanowałoby ogólne przesłodzenie XD I nie, nikt nie gwałcił Alexa, jak był mały… XD

    Yaoistka, wszyscy byli czadowi, ale „uch… Alex <3” XD Ach ta faworyzacja.

    Laurel, hehehe, ustrojony Jasonek to taka chodząca choinka XD Też bym nie pogardziła takim widokiem. No i niestety nietrafione zgadywanie. Głównym błędem przy obstawianiu Lenny’ego na zwycięzcę Rushowych usteczek było chyba naiwne wrażenie, że Lenny się będzie w ogóle starał wygrać XD Bo mam wrażenie, że on, Alex i Juan byli najmniej chętni do odnalezienia księżniczek.

    O., przepraszajacy Ryan faktycznie bylby spoko, ale obaj wiedzą, ze to tylko zabawa i głupie byłoby robienie wyrzutów. Może jedynie za to, że pocałunek był dłuższy niż powinien XD A mamusia… no cóż, jak widać nie chce być całkowicie zapomniana przez synów, więc kto wie, czy jeszcze czegoś nie zdziała…

  14. O. pisze:

    Łohohoho Ryan i Rush uśmiechający się sobie w usta ;ooo No, no, no xD
    Dobrze, że Lenny wybaczył, choć chętnie ujrzałabym przepraszającego Ryana <33333
    Aj! Charlie mógł spełnić swoje marzenie :D A przyznanie się do obdarowania serduszkową kartką przeurocze ;D
    I mama nawet się pojawiła tj zadzwoniła, miły gest. Ciekawe czy coś więcej będzie się starała czynić, czy tylko telefonować z życzeniami.

  15. Laurel pisze:

    Rozdział fajny. Pomysł z brokatem zabawny. Chciałabym zobaczyć Jasona tak ustrojonego :-) Tych myszek w piwnicy pewnie też bym się wystraszyła. Dwa pudła przy obstawiany kto pocałuje księżniczki. Ktoś trafił?

  16. Yaoistka^^ pisze:

    … Uwielbiam to dzieło! <3 Uch… Alex! <3 Jejku wszyscy byli czasowi <3 Weny dziewczyny ^^

  17. porebula pisze:

    Nie będzie nagrody :( i Juan nikogo nie całował :( I w sumie to mi ta nagroda zwisa, bo nie doczytałam jeszcze… IOI jest męczące… dziwne aż… Ale byłoby fajnie jakby Juan Mike’a ^^ Dwóch hetero :P A rozdział fajny, miły, aż spadłąm z łóżka ;D kogo ja oszukuje ja ie mam łóżka…
    „— Płynny cukier, kurwa. Powinni napisać dodatkowo coś w stylu „jestem esencją Charliego i Rusha”, to mógłbym się mentalnie przygotować — odpowiedział z krzywą miną.” Mentalne przygotowanie jest bardzo ważne! Mnie nie uprzedzili i sie nie przygotowałam na czytanie o gwałcie ogórkiem…
    „On poszedł po swoją kolejną zagadkę do lodówki, co uważał za mało śmieszny żart, że królową lodu kierują do zamrażarki” Alex tak sam o sobie jako o królowej lodu myśli ^^ Sie Alex wykręcał od grania :c mógł sie z Huanem zmówić i by razem unikali wskazówek
    „oglądali z Lennym „Mulan”” Lenny i Ryan oglądają film o transie… Lubiłam tego smoka, fajny był…
    „Nie wierząc, że powie to, co zwykle mówił mu Lenny, z gorzko-prześmiewczym wyrazem twarzy szepnął:— Wstawaj, księżniczko.” Teraz Ryan też ma swoją księżniczke!
    „— Będziemy to oglądać? — Juan wyraził swoją wątpliwość względem podziwiania tych niby ważnych momentów i względem ekscytacji swojej dziewczyny.” Oooo… Huan… Jakby to Charli znalazł Rusha to dość prawdopodobnym by był, że to porno obejrzelibyście nie pocałunki!
    „— Hoł, hoł, hoł… A, to nie te święta. Ale sto lat, panowie! — Jason uśmiechnął się do solenizantów.” Jason… w przebraniu mikołaja… i brodą i brzuchem! Nie no… bez brzucha… z brzuchem sie nie da…
    „Faceci chyba zwykle na innych zasadach działają. Inaczej się zbierają do podrywu niż przez kartki z serduszkami.” Czy on coś ma do Charliego?? Do mojego ArtySty przez duże S??
    „— Eee… nie — odparł mało elokwentnie, zastanawiając się, czy jego matka wie o czymś, o czym on nie wie. Co by było zresztą dość przerażające.” Sie boi, że HIVa mają… Bo okazał się, że ojciec przychodził i gwałcił Alexa w dzieciństwie… Więc teraz matka dzwoni czy Alex ma i czy tylko jego gwałcił!
    Kocham ten rozdział :P Taki powrót do normalności :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s