Project Dozen – 19 – Niziołek w akcji

Zatroskana mina widniała na twarzy Tomasa, idącego powoli przez korytarz i gapiącego się na telefon. Woody napisał mu o dzisiejszym wydarzeniu z jakimś zdjęciem, które odbiło się na Treyu. I jak cała sytuacja zaniepokoiła blondyna, to jednak ucieszył się, że Woody nie oberwał.
Odpisywał właśnie, żeby był czujny i miał oczy dookoła głowy, aż nie wpadł głową na kant wystającej, przeszklonej tablicy ogłoszeń.
— Aaaauć, szlag! — jęknął, pomasował się, burząc przy okazji swoją jasną grzywkę i uniósł wzrok. Korytarz był pełen uczniów z racji przerwy na lunch, ale przed sobą miał znajomą osobę. Z Senem chodził na angielski i przecież obaj byli w projekcie. — O, siema, Leibniz — rzucił żartobliwie, nazywając Azjatę nazwiskiem mężczyzny, który zakładał, że świat jest zbudowany z duszy, a rzeczy materialne są ich odmianą. Uczył się o tym na któryś zajęciach i zapamiętał tylko dlatego, że kojarzyło mu się to właśnie z Senem i jego kółkiem spirytystycznym.
Sen spojrzał na kolegę z góry. Dla wielu uczniów było niepojęte, jak ten może być aż tak wysoki przy swoim pochodzeniu.
— Ten od bezokiennych Monad?
Tomas podchwycił z zapałem i pokiwał głową, przy okazji wsuwając telefon do kieszeni jeansów.
— No! Co tam? Angielski za godzinę, nie? — zagadał niezobowiązująco, jak zwykle przyjaźnie podchodząc do innych uczniów. Nawet do tego Azjaty, od którego wielu trzymało się z daleka.
— Jeśli czas jest nadal taki sam, to tak. Za godzinę, którą mogę poświecić na swoją kampanię — Sen wyjaśnił i pochylił się, zabierając ze swojej torby plakat i kolorowe pineski w kształcie kwiatków i listków.
— Ee… Kampanię? Jak w Age of Empires? A… nie, na przewodniczącego… — Tomas dopiero po chwili zobaczył, co widniało na plakatach Sena. Ale coś mu nie pasowało. Jak to kampanię? Przecież wszyscy kandydaci już przedstawiali swoje plany na ostatniej akademii, a do samych wyborów pozostał zaledwie tydzień! — Ale to ten… kiedy ty zacząłeś startować?
— Dziś. Daję ludowi igrzysk, a nie jak wszyscy chleba.
Drugiemu chłopakowi ten żart wybitnie się spodobał, bo roześmiał się głośno.
— Nooo, fajnie! Tylko nie sądzę, żeby coś z tego ci wyszło. Mało czasu zostało. A co masz w programie? Wejściówki do łazienki Jęczącej Marty? — znowu zażartował przyjaźnie i zbliżył się bardziej do Sena, aby przez ramię popatrzeć, co to ten powypisywał na swoich plakatach.
Ten konkretny, na który patrzył, wyglądał iście jak ukradziony dziesięciolatce. Był wydrukowany na jasnoróżowym papierze. Napisy były niebieskie bądź ciemnoróżowe. Zawierał jednak treść kampanii. Po wczytaniu się, Tomas nie był pewien, czy Sen tak do końca żartował, mówiąc, że szykuje igrzyska. W programie były zawody dla grupy uczniów, w których w ciągu roku miał zostać wybrany ten najlepszy. Sen nazwał to „Igrzyskami Sławy” i zapewne odnosił się w swojej nazwie do filmu „Igrzyska śmierci”, co można było poznać po rysunku ptaka tuż przy nazwie.
— O ja cię, głosuję na ciebie! — Tomas wykrzyknął, otwierając szerzej oczy. Podobał mu się ten pomysł! Mógłby wziąć udział, wymyśleć sobie jakiś strój, a może nawet ksywkę!
Sen uśmiechnął się tajemniczo.
— Mówiłem, kto szuka prawdy, nie powinien liczyć głosów — zacytował Leibniza, po czym dodał już od siebie: — Nie o czas tu chodzi, a o to, co naprawdę chce szkoła. Nie prawdasz, mój mały, kudłaty przyjacielu?
— Nie jestem mały i kudłaty… — Tomas wydął swoje wydatne wargi, ściągnął brwi i szarpnął lekko troczki od swojej bluzy.
Sen zmierzył go spojrzeniem.
— Może i nie, ale uroczy na pewno jesteś. Że jakiś cwany lis się jeszcze nie zainteresował takim niewinnym bytem…
Tomas wręcz sam spojrzał po sobie, nie bardzo wiedząc, co Sen ma na myśli. Chodziło mu o jakieś spirytystyczne eksperymenty? A może z nim flirtował? Na nowych i starych bogów, chyba nie!
— No ten, mam kogoś, jeśli o tym mówisz — mruknął z mniejszym animuszem. Mówił jednak cicho, by żaden przechodzący obok uczeń, których była cała masa, bo szli do stołówki na lunch, nie podchwycił i nie zaczął dopytywać. Wolał unikać rozmawiania o Woodym.
— Och… — Sen przyłożył szczupłą dłoń do ust w bardzo teatralny sposób. — Więc wielkie rzeczy szykują się u naszego słodkiego cherubinka. Tylko uważaj, nie mów nikomu, kto ugodził cię w serce, bo jeszcze ktoś z moich igrzysk albo tajniejszych igrzysk, będzie chciał to wykorzystać.
Od razu słowa „tajniejszych igrzysk” pobrzmiały w głowie Tomasa jak „project dozen”. Rozejrzał się więc automatycznie, jakby za rogiem miał stać Cody z aparatem, przy szafkach Foxy z kamerą, a dalej Kevin i Tyler dyskutujący nad planem pozbycia się rywala.
— Nikt się nie dowie, to ściśle tajne. A ty? Masz jakąś pannę, która będzie pierwszą damą po twoim zwycięstwie w różowej kampanii? — odwrócił szybko temat od siebie i postukał z lekkim uśmiechem w różowy plakat z programem kampanii.
Azjata także na niego spojrzał, zatroskał się i nagle klęknął na jedno kolano.
— Tomasie Eng, czy zechcesz pełnić tę zaszczytną rolę? — spytał, jednocześnie łapiąc chłopaka na za dłoń na środku korytarza.
Tomas zarumienił się jak piwonia, a większość uczniów, którzy przechodzili korytarzem, naraz się zatrzymała. Rozległy się śmiechy, żartobliwie oklaski i gwizdy, a blondyn wyrwał dłoń z reki Sena i szarpnął go za ciuchy w górę.
— Wstawaj, co ty robisz?! Sen no, kurde…! Bez jaj! Znaczy obaj mamy! Cztery jądra, zero przyciągania! Jak ten, jak magnesy, ty jesteś plus, ja jestem plus, odpychanie i w ogóle, żadne tam Ying i Yang! — spanikował trochę i zaczął pleść głupoty. — Opanuj się! — syknął na koniec do kolegi z angielskiego.
Sen zrobił także zlęknioną minę. Nie dlatego, że zdał sobie sprawę, co zrobił, a dlatego, że właśnie został odrzucony.
— Och, ja nieszczęsny, odtrącony tak niecnie! Me serce krwawić będzie na tę ziemię, aż całkiem je wchłonie — zadeklamował niczym cytat z romansu na scenie. Robił przestawienie. Kilku uczniów roześmiało się, inni kręcili głowami z niedowierzania, jaki czubek uczęszcza do ich szkoły.
— Powinieneś grać u nas w kółku filmowym — Tomas szepnął do Azjaty, a do reszty uśmiechnął się głupio i próbował zamienić to w żart. — Haha, wiecie, ćwiczy na casting.
— Nie tłumacz się, Romeo! — ktoś krzyknął z tłumku uczniów, na to tym razem i Azjata, który wciągnął Tomasa w tę scenę, się roześmiał.
— Bez spiny, Anakinie, nikt nie wie, że jesteś Waderem.
Tomas jęknął i jeszcze machnął na innych uczniów, żeby przestali się gapić.
— Sen, jesteś bardziej popaprany niż ja… Idę na lunch i ten… weź, nie odwalaj takich rzeczy, bo normalnie pomyślą, że jesteśmy jak Jude i Jules czy co… — wyburczał, znowu ciągnąc troczki i obchodząc Azjatę, by się oddalić.
Ten zaśmiał się i pozdrowił go gestem.
— Nie martw się, jestem wierny swojej muzie! — rzucił jeszcze za chłopakiem, nie precyzując, o kim mówi.
Tomas jednak obejrzał się na niego trochę ciekawsko, ale potem przyspieszył i już w drodze na stołówkę szybko ponownie sięgnął po telefon. Wystukał smsa do Woody’ego: „Ej, idziesz na lunch? Spotkamy się? Prooooszę :*”.
Po chwili dostał zwrotnego smsa. „Możemy, ale nie w bufecie. Może na auli albo boisku?”
„O, może być aula. Będę za sceną :D” — odpisał z entuzjazmem i zamiast skręcić na stołówkę, gdzie zmierzała większość uczniów, wybrał prawy korytarz. To mu się bardziej podobało. Będą sami! O tej porze w końcu na auli nic się nie odbywało. Podążył więc tam i już chwilę później wchodził po niskich schodkach na scenę, aby następnie wyjść za kotary.
Była tam niewielka garderoba, wieszaczki, na których wisiało kilka łachów oraz ławeczki z przestrzenią na buty. Właśnie na jednej z tych ławeczek usiadł, uprzednio zapaliwszy tu światło. Plecak rzucił na bok i odruchowo poprawił włosy, by ładnie wyglądać.
Na Woody’ego trochę czekał, ale okazało się, że ten przyszedł z jedzeniem.
— Niezła miejscówka, nie? — zagadał na wstępie i zaraz zlustrował blondyna. — Nic nie masz do żarcia?
Tomas zerknął na jego jedzenie i odruchowo pokręcił przecząco głową. Potem jednak go olśniło i rzucił:
— Mam batona w plecaku, ale nie chce mi się jeść. — Po tym wstał, uśmiechnął się nieśmiało do Woody’ego i złapał go w talii. — Mogę? — dopytał, ale i tak przyciągnął go do siebie.
Woody zaśmiał się krótko i zamiast odpowiedzieć, sam złapał go za policzek i cmoknął.
— Możesz — odparł i wskazał na miejsce, z którego wstał drugi chłopak. — Usiądziemy?
— Mhm, spoko wodza! — Tomas puścił go i poczekał, aż Woody usiądzie, nim sam to zrobił, przysiadając obok. — A co tam masz do żarcia? — zagadał przyjaźnie, troszkę się przysuwając. Chciał być bliżej. Woody coraz bardziej na niego działał, a do tej pory tylko się całowali! To wszystko podsycało tylko jego chęci na więcej. Takie spotykanie się po kryjomu.
Woody otworzył papierową torbę i wyjął z niej opakowanie opiekanych ziemniaczków oraz zawiniętego burgera.
— Częstuj się frytkami — zachęcił chłopaka i uśmiechnął się do niego, mrużąc wąskie oczy. — Wiesz, że byłem na dywaniku u starego Mossa?
— Nooo, pisałeś mi, masakra! — Tomas podchwycił temat, najpierw odpowiadając spojrzeniem zgoła większych oczu, które właśnie wyraziły jego oburzenie tą sprawą. Przy tym jednak nie zapomniał sięgnąć po zaoferowaną frytkę. — Ale dobrze, że nic się nie stało. Wiesz, kto wam tę super tajną fotę strzelił?
— Obstawiam, że pierwszy fotograf szkoły albo jakiś jego kumpel. Zdjęcie było całkiem dobre, niezrobione z komórki, więc raczej to ktoś, kto ma aparat. I zakładam, że z projektu. Inni nie mają zwykle powodów, aby komuś uprzykrzać życie. A wrogów też z Treyem nie mamy — Woody mówił, odkładając na kolana jedzenie i związując włosy. Po tym zabrał się za zdejmowanie papierka z burgera.
— To mogło być albo zadanie, albo ktoś chciał po prostu ci zaszkodzić, co nie? A jak Trey? Teraz ma bardzo przesrane? — Tomas zainteresował się, bo Woody w smsach napisał mu tylko, że odbiło się to na jego kumplu, a nie na nim.
— Mhm. I jest trochę na mnie wkurzony. Nie dziwię mu się, bardzo nierówno Moss rozłożył tę karę — Woody mówił między kolejnymi kęsami. Siedział przy tym trochę bokiem, aby widzieć blondyna. Podobał mu się. Był też całkiem miły i uroczy, dlatego nie wadziło mu spędzanie z nim czasu i takie randkowanie.
— Pewnie spitrał, że psorowie mu się dobiorą do dupy, jak cię zawiesi. Ale fajnie, przynajmniej Solt, jak to on, nic na tym nie ugrał — Tomas mówił z pozytywnym nastawieniem, podjadając frytki i mimochodem głaszcząc drugiego chłopaka po kolanie.
— Ciekawe, czy zaliczyli mu zadanie. I jakie było — Woody dodał. Miło było z kimś pogadać o projekcie i zawsze żałował, że z Treyem nie może się podzielić wrażeniami albo chociaż, jak teraz, w pełni wyjaśnić mu sytuację, przez którą jest pokrzywdzony.
— Noo, bo nie oberwałeś, ale kto wie, nie? Tylko trzeba czaić, widzisz? Niebezpiecznie jest, jak inni nas atakują. Trzeba się trzymać razem — Tomas podsumował i dodał szybko jako ciekawostkę: — A Sen Nakano mi się oświadczył na korytarzu!
Woody uniósł wysoko brwi i tylko w ten sposób spytał „jak to?”, bo usta miał pełne jedzenia. Tomas więc opowiedział mu całe wydarzenie, wyrażając to z pełną ekspresją i oburzeniem. Z tego tematu przeszło na wybory przewodniczącego i tak spędzili większość przerwy. Pilnowali czasu, aby zdążyć na swoje zajęcia.
— A w ogóle, kiedy mi zrobisz korki z matmy? — Blondyn zapytał, gdy zostało im już tylko kilka minut. Uśmiechnął się przy tym szerzej do drugiego chłopaka i pocałował go nisko w policzek. Miał takie mięciutkie wargi, wręcz zaskakująco miękkie.
Woody zwijał papierki po jedzeniu do torby, w jakiej je tu przyniósł.
— Hmm… może jeszcze w tym tygodniu, jakby był czas. Mogę ci napisać albo wyślij mi swój plan, to ci powiem, kiedy by mi pasowało z twoim wolnym.
— Nom, okej. Ale u ciebie… nie?
— Tak, dlatego chcę ustalić tak, aby Treya nie było — drugi nastolatek odparł, już nie dodając, że wolałby ustalić te korki z Treyem, aby ten o nich wiedział, ale teraz było dziwnie między nimi przez tę karę.
Ta wiadomość na Tomasa zadziałała tak, jakby powiedział „Tak, dlatego chcę znaleźć czas, kiedy będziemy sami i nikt nie będzie nam przeszkadzał w kochaniu się do upadłego.”. Uśmiechnął się więc i z rozpędu cmoknął chłopaka w usta.
— To dam ci znać jak najszybciej! Zobaczymy, czy mnie czegoś nauczysz. — Roześmiał się.
— Od tego są w końcu korki — Woody odparł z zaczepnym uśmiechem i wstał. — A na razie spadam, wolę się nie spóźnić. Trzymaj się — dodał na koniec i po dosłownie sekundzie wątpliwości zepsuł fryzurę Tomasa, czochrając go. Tak, poza ustami miał też mięciutkie włosy.
Blondyn jęknął, ale nie miał o to pretensji. Szybko poprawił sobie fryzurę i pomachał drugiemu chłopakowi.
— To do zobaczenia albo napisania. I uważaj na Solta — dodał jeszcze, samemu sięgając po swój plecak, ale planując wyjść trochę po Woodym. Tak na wszelki wypadek.
Ten jeszcze puścił mu oczko i zniknął z pola widzenia jego niebieskich oczu. Tomas więc chwilę odczekał i sam ruszył na zajęcia, postanawiając mieć oczy szeroko otwarte. A może zwyczajnie nie zaszkodziłoby nawiązanie przyjaznych stosunków z innymi rywalami? Zdecydowanie wolał taką taktykę niż niecne podrzucanie obciążających zdjęć nauczycielom.

*

Nie miał pojęcia, dlaczego to sobie robi, ale poszedł do szkoły we czwartek przed południem, mimo że miał w ten dzień zajęcia dopiero po porze lunchu. Ale było tyle nauki, że nie mógł nawet odrobić zadań w pokoju, tylko musiał pofatygować się do biblioteki szkolnej! To było trochę dołujące, ale Tomas chciał mieć dobre oceny, chciał, by rodzice byli z niego dumni i żeby nie wychodził na totalnego głąba, jak się zdarzało, gdy się za bardzo lenił. Musiał więc olać czytanie komiksów i skupić się na pracy na psychologię.
— To co, widzimy się na zajęciach RPG, nie? — rzucił do Colina, z którym spotkał się na przerwie pomiędzy jego zajęciami. W tym dniu nie mieli nic razem właśnie poza dodatkowymi zajęciami pozalekcyjnymi.
Colin skrzywił się.
— „Zajęcia” to taka zła nazwa dla… — urwał, bo poczuł w kieszeni mocne brzęczenie. A jedyne co tam trzymał to pager, który informował o zadaniach z projektu.
— Hmm? — Tomas popędził go do skończenia myśli. Opierał się ramieniem o ścianę korytarza. Miał jakąś specyficzną satysfakcję, że ci liczni uczniowie wokół zaraz idą na kolejne lekcje, a on może w spokoju, bez stresu powłóczyć się. Żałował tylko, że Woody też ma dużo nauki, bo obaj mieli wolne przedpołudnia czwartkowe i mogliby się wybrać na ten obiecany, wspólny basen. Ech, nauka…
Colin wsunął dłoń w kieszeń, ale nie wyjął pagera. Niby on i Tomas wiedzieli, że obaj są w projekcie, ale przecież nie wiedział, co będzie musiał zrobić, a czuł, że woli, aby jednak mniej niż więcej osób wiedziało, że teraz jego kolej.
— A, że „zajęcia” to zła nazwa dla RPG-ów. Zajęcia masz z matmy, bo musisz, a to jest coś innego. W końcu na matmie nie masz takiego fanu jak na grach, nie?
— No jak nie? Aż się chce fapać do mierzenia objętości figur geometrycznych — Tomas zażartował, śmiejąc się. — Ale mam nadzieję, że tym razem będziemy wszyscy, bo będzie w terenie. To fajniej, jak nas sporo, nie?
— Znacznie lepiej. Nie trzeba zmieniać planu — Colin przytaknął z błyskiem w oku, który mówił, że nie tylko liczy, że wszyscy się stawią, ale i że będzie zły, jak ktoś tego nie zrobi. — A ty? Co teraz planujesz?
Blondyn jęknął cierpiętniczo i delikatnie uderzył czołem o ścianę, a grzywka przy tym trochę mu się rozburzyła.
— Idę do biblioteki, bo potrzebuję książek na pracę z psychologii. O bahe… baho… ee… — Skrzywił się, skupił i skończył: — Behawioryzmie chyba. Jakoś tak. Muszę to napisać do poniedziałku. A potem lunch, hiszpański, psychologia i wreszcie RPG.
— I tak masz mega leniwy dzień dziś. Zazdroszczę. Ale nic, to do potem, ja spadam, bo muszę jeszcze ogarnąć życie — niższy chłopak jęknął, najwidoczniej nie mając wcale ochoty ogarniać życia, a konkretnie realnego życia. Bo te w grach z chęcią by w tej chwili poogarniał.
— Dobra, to na razie. Oszczędzaj ki, przyda ci się na RPG — Tomas uprzedził go jeszcze żartobliwie, choć w pełni poważnym tonie mówiąc o energii rodem z Dragon Balla. Skinął jeszcze Colinowi i zostawił go, udając się do biblioteki.
Colin w końcu mógł spojrzeć na swojego pagera. „1# urna z głosami, koperta różowa” — tak brzmiała wiadomość, więc domyślił się, że już samo znalezienie koperty z treścią zadania jest wyzwaniem. Słyszał ostatnio, że Patrick Bright bardzo intensywnie czuwa nad tym, aby nikt nie mieszał głosów na przewodniczącego, przez cały czas zbieranych do urny.
Colin nie mógł przez to pozbyć się wrażenia, że będzie musiał zrealizować scenę niczm z Harry’ego Pottera, gdzie tylko będzie musiał wyjąć kartkę z czary ognia, zamiast ją tam dorzucić. A Patrick będzie niczym zaklęcie ochronne, które jeszcze nie wiedział jak obejdzie. W tej chwili chciał umieć użyć zaklęcia Petrificus Totalus na przewodniczącym, niczym Hermiona na Nevillu. Niestety nie miał takiej mocy, więc musiał wymyślić coś innego. Na pagerze nie było podane, ile czasu ma na realizację, ale teraz i tak nie mógł się udać po zadanie, bo miał lekcje, podczas których mógł pogłówkować nad planem, jak mistrz w grze RPG.

*

Los chciał, że kółko polityczne miało miejsce w tym samym czasie, co zajęcia RPG. Co gorsza kółko polityczne odbywało się w sali, w której przechowywana była urna z głosami. Colin więc wiedział, że będzie tam zarówno Patrick, jak i inni, nadambitni uczniowie, którzy debatowali na temat zmian politycznych w kraju, wyższości partii republikańskiej nad demokratyczną i odwrotnie oraz sensu prowadzenia wojen z krajami wschodnimi. O dziwo tych uczniów nie było wcale tak mało, więc urna była wręcz strzeżona przez wielką armię. I to podsunęło Colinowi pewien pomysł, aby wykorzystać zarówno skarb, jakim jest urna i strażników, jakimi byli członkowie kółka politycznego, do zabawy i realizacji swojego celu. Bo w końcu czemu sam miał się męczyć i tylko na siebie zrzucać podejrzenia?
Tomas nie był niczego świadomy, ale podobało mu się krążenie po szkole w przebraniach. Nauczyciele byli im przychylni, więc nie mieli problemu, aby w potarganych „szatach”, z dziwnymi rekwizytami przemieszczać się po szkole. Tomas nawet umorusał sobie włosy specjalną farbą, bo dzisiaj grał złego czarownika, więc oczywistym było, że nie może wyglądać jak złoty chłopiec. Wczuwał się bardzo, gdy podążał na czele swojej grupy i zaklinał każdy mijany kosz na śmieci, symbolizujący strażników na drodze do skarbu.
Colin nie był dziś Mistrzem Gry, ale Joshua chętnie podchwycił jego pomysł na dzisiejszą grę. Chłopak więc nie tylko czuł się odciążony z odpowiedzialności, ale także świetnie się bawił, wcielając się w niziołka i jako pierwszy podchodząc do każdych drzwi oraz sprawdzając, czy jest w stanie razem z grupą włamać się do kolejnego pomieszczenia. I chociaż czasem drzwi były otwarte, to oni i tak nie mogli wejść do środka, bo te były zabezpieczone silnym zaklęciem. I nawet ich mag, jakiego grał jeden z pierwszoroczniaków, nie był w stanie złamać zaklęcia.
Kiedy dotarli pod drzwi sali, w której odbywały się zajęcia kółka politycznego, słyszeli zza nich ożywioną dyskusję. Nikt nie rozumiał, o co tak uczniowie mogli się spierać, bo używali dziwnych nazw i określeń. Jeden z kolegów Colina skomentował to zresztą słowami, że w środku musi być nieznane plemię posługujące się szamańskim językiem, więc muszą zaatakować szybko i zdecydowanie.
Colin jak za każdym razem sprawdził drzwi. Potem chwilę przy nich stał, rozbrajając pułapkę, którą wykrył. Wszyscy stali wokół, jakby naprawdę obserwowali wymagające skupienia działanie kolegi, a nie tylko patrzyli, jak ten udaje, że znajduje tajny przycisk, na ścianie. W tym czasie ich magik przygotowywał zaklęcie oszołomienia, aby móc błyskawicznie je rzucić, kiedy jeden z chłopców grający pół-orka wywarzy drzwi i wpadną całą grupą do sali.
Uczniowie z kółka politycznego wrzasnęli ze strachu i zaskoczenia, kiedy przebrana zgraja wpadła do pomieszczenia, zaczęła rzucać zaklęcia, drzeć się i biegać wokół. Sam Patrick poderwał się na krześle, przypadkiem zrzucając plastikowy kubeczek z długopisami. Jego osłupienie trwało jednak tylko chwilę i szybko zaczął podejmować próby wyrzucenia przebierańców.
— Hej, do cholery, co wy wyprawiacie?! To nie jest arena cyrkowa! Wynocha! Poważne rzeczy tu się odbywają, a marnować czas możecie w przedszkolu! Aaa! — krzyknął naraz, gdy „ork” wydarł mu się prosto w twarz, buchając na niego piekielnym powietrzem. Czyli wzbogaconym dużą ilością czosnku dla wzmocnienia efektu. — Boże! Ohyda! Wynocha!
Ktoś z grupy rzucił jakimś proszkiem, ktoś znowu szeptał zaklęcie, a Colin, mając wrażenie, że idealnie nadaje się do tej roli, zakradł się, aby zdobyć nagrodę dla grupy, czyli globus, ale także dla siebie, czyli różową kopertę z urny.
— Zostałem zamrożony, zostałem zamrożony! — zaczął krzyczeć w pewnym momencie jeden z uczestników gry, kiedy już położył się na ziemi, po tym jak Patrick szturchnął go w klatkę piersiową, wyganiając z klasy coraz bardziej zirytowany.
— Ratować Rufusa Popielatego! — rozległo się z ust kolejnego, a zamieszanie robiło się coraz większe.
Colin, miał wrażenie, że naprawdę jest mistrzem złodziejstwa, bo nikt nawet na niego nie spojrzał, kiedy grzebał w urnie wyborczej.
Zaraz po tym, już z resztą grupy, pośród której był „zamrożony” chłopak, którego wynosili koledzy, wybiegł z sali w akompaniamencie pogróżek grupy politycznej. W kieszeni chował swoje trofeum, a dłoni globus.

*

Eric był tego dnia dziwnie podenerwowany. Nawet nie spodziewał się, że w taki sposób będzie reagował na swoje pierwsze odwiedziny u Julesa w domu rodzinnym. W końcu już drugi rok mieszkali ze sobą w pokoju, a rodziców współlokatora widział kilka razy, gdy ten rozmawiał z nimi przez kamerkę. Było to jednak czymś nowym, a on był ciekaw, jak jego przyjaciel mieszka.
Mimo że Jules kończył w piątki lekcje przed lunchem, to musieli wyjechać później, bo Eric miał jeszcze socjologię do trzeciej popołudniu. A że nie mieli jak dokładnie tego omówić przez nawał obowiązków, Eric napisał do Julesa po pierwszej lekcji, że wpadnie na następnej przerwie pod jego salę biologii, żeby pogadać. Tak też zrobił.
Ubrany jak zwykle w ciemne kolory, schludnie i raczej formalnie, przemierzył korytarz z tą swoją typową, spokojną miną osoby, która nie rzuca się w oczy, ale od razu wydaje się ułożona i grzeczna. Zaczął szukać Julesa wśród innych uczniów, przepraszając co raz kogoś, by przejść dalej.
Swojego współlokatora znalazł opierającego się o szafki, tuż przy schodach na wyższe piętro. Rozmawiał z jakimś chłopakiem i wyglądał, jakby właśnie kokietował młodą, naiwną dziewczynę. To było dość ciekawym spostrzeżeniem dla Erika, bo mimo znania kolegi już tak długo, cały czas widział w nim nowe cechy. Począwszy od osoby zachowującej się w stu procentach jak modna nastolatka, po kogoś bardzo poważnego i stonowanego.
Nie miał pojęcia, czy mu nie przerwie w jakimś flircie, który mógł się skończyć tak, jak Jules by sobie zamarzył, ale przecież pisał mu, że się pojawi. Miał więc nadzieję, że ten nie będzie miał mu za złe wtrącenia się.
Rozejrzał się jeszcze, przeszedł obok trójki chłopaków dyskutujących nad zadaniem domowym i podszedł do współlokatora.
— Cześć, Jules, przeszkadzam ci? — przywitał się, zerkając na niego zza szkieł prostokątnych okularów.
Szkolny gwiazdor od razu spojrzał na niego i szerzej się uśmiechnął.
— Nie, jasne, że nie — odparł z głębokim przekonaniem w głosie, po czym zwrócił się do swojego rozmówcy. — To do zobaczenia w przyszłym tygodniu na zajęciach? Wiesz co robić? — spytał się, a ten zerknął jeszcze na Erika, a potem na Julesa.
— Tak, ogarnę trochę to zadanie i wyślę ci mailem — odparł, po czym pożegnał się z oboma chłopakami i odszedł.
Jules już więc całkiem mógł skupić się na swoim współlokatorze.
— Dzięki, że jesteś. Jak dzień?
— Dobrze. Nie dali nam żadnych zajęć na weekend na razie, więc nie będę siedział w książkach u ciebie — Eric odpowiedział z lekkim uśmiechem. Wyglądał obok ubranego bardziej sportowo współlokatora tak bardzo inaczej. — Słuchaj, jedziemy twoim samochodem?
— Tak, myślałem, że tak będzie najrozsądniej — Jules odparł z pewnością, wsuwając dłoń do kieszeni dobrze dobranych spodni. Ubierał się lepiej niż większość uczniów. I z tego co Eric wiedział, wydawał na ubrania krocie. — A co do zadań, to widziałeś, ja dostałem, ale udało mi się trochę je przełożyć — dodał na koniec szeroki, ciepły uśmiech. Lubił patrzeć na Erika z tak bliska i niezwykle się cieszył, że zabierze go do domu na weekend. A teraz dodatkowo widział, że i on się cieszył, bo na jego twarzy widniał ten specyficzny, spokojny, zrelaksowany wyraz, wzbogacony o delikatny uśmiech i odrobinę zmrużone oczy.
— Fajnie, szkoda by było zmarnować czas. To… mogę cię prosić, byś wziął z pokoju moją torbę? Spakowałem się na ten weekend, jest na łóżku. Bo nie chcę nas opóźniać… Po mojej socjologii moglibyśmy się spotkać na parkingu, co ty na to?
— Na ciebie zawsze mogę liczyć, że przemyślisz wszystko zawczasu — Jules rozpromienił się i skinął jeszcze na kolegę, patrząc mu szczerze i bezpośrednio w oczy za okularami. — Ale też nie masz co się stresować tym opóźnianiem. Powiedziałem rodzicom, że będziemy późno. Nie spieszy się nam. A i kuchnia jest cały dzień otwarta, więc nie musimy być na obiad. — Zaśmiał się, puszczając rozmówcy oczko.
Eric uśmiechnął się szerzej i odetchnął.
— Jasne. Och, ale nie brałem żadnego śpiwora. Rozmawiałeś jakoś z rodzicami, gdzie mógłbym spać?
— Rozmawiałem. Nie masz się o co martwić ze spaniem. Możesz spać albo w pokoju gościnnym, albo ze mną w pokoju. — Jules zaśmiał się krótko. — Jak do tej pory. Mamy całkiem przyzwoitej wielkości dom, więc się pomieścimy na spokojnie. O ciuchy też nie masz co się martwić, w razie czego pożyczę ci jakieś ubrania. Nie masz co dużo brać, to w końcu też tylko weekend.
— Tak, wiem, nie wprowadzam się do ciebie, ale… rozumiesz mnie, nie chcę sprawiać dużych problemów — Eric odpowiedział poważnie i poprawił okulary, bo odrobinę mu zjechały.
— Nie będziesz sprawiał żadnych problemów. Nie ty — Jules podkreślił ostatnie słowa, dodatkowo pochylając się do kumpla. Cały czas był mocno rozpromieniony i pogodny.
Eric lubił go takiego. Chyba dlatego bardzo dobrze dogadywał się z Julesem. Sam był zrównoważonym, spokojnym chłopakiem, więc miał poczucie, że Jules jakoś dopełnia jego rzeczywistość. Wprowadzał trochę beztroski do jego ułożonego świata, ale nie tak krzykliwie. Wręcz w odpowiednim natężeniu.
— To dobrze, uspokoiłeś mnie. To zobaczymy się na parkingu za kilka godzin, tak?
— Dokładnie tak. I wrzuć trochę na luz, będzie fajnie. Znaczy, mam nadzieję, że ci się spodoba. Może zrobimy sobie jakiś wypad czy… — urwał, bo nagle usłyszał narastające gwizdy, śmiech i odgłosy ogólnego zamieszania.
Kiedy odwrócił wzrok w stronę, skąd dobiegały, zobaczył jakiegoś chłopaka na schodach, w rolkach. Nie znał go prywatnie, to było pewne, ale potem rozpoznał go jako jednego z uczestników projektu. Colin, bo chyba tak ten miał na imię, jeśli Julesa nie myliła pamięć, właśnie starał się zjechać na rolkach po schodach. Wszyscy wokół śmiali się albo zagrzewali go do tej szalonej przejażdżki. Chłopak też zachowywał się, jakby miał z tego niezły ubaw, chociaż niekoniecznie tak mogło być. Nie poddał się jednak na dole schodów, tylko przejechał między kolejnymi rozradowanymi, zdziwionymi uczniami, w stronę wyjścia na boisko. Gwoli ścisłości owe wyjście znajdowało się po drugiej stronie korytarza niż ta, w jakiej znajdował się Colin. Na drodze więc stało mu sporo uczniów, w tym Jules i Eric. Kiedy więc Colin jechał, wszyscy szybko się odsuwali, głośno gwiżdżąc, a Eric momentalnie przylgnął do ściany obok Julesa i do ramienia jego samego, bo było tu bardzo ciasno. Jules więc mógł dobrze poczuć jego zapach i od razu ocenić, że ten mył rano włosy.
— Po co…? — Eric tylko tyle wydusił w większym zaskoczeniu i brakiem zrozumienia niż w radości jak większość uczniów.
Jego współlokator domyślał się po co, ale odpowiedział inaczej, nie zdradzając Erikowi tajemnicy tej szkoły.
— Albo dla poklasku, albo dlatego, że jest debilem? — rzucił, samemu nie odsuwając się od drugiego chłopaka. Najchętniej by go objął i pocałował w szyję, ale wiedział, że jedyne co może, to stać z nim tak blisko i patrzeć na jego profil, zamiast, jak reszta uczniów, za Colinem na rolkach.
Przez chwilę mógł obserwować, jak Eric podąża tym swoim bystrym wzrokiem za znikającym przy wejściu Colinem, jak delikatnie kręci głową… a potem odwraca ją do niego i patrzy mu w oczy.
— Nie wierzę, że jeszcze nie wyciągnąłeś kamery — rzucił lekko żartobliwie.
Jules za to nagle się spiął, jakby właśnie zostało mu wytknięte jakieś ogromne potknięcie. I Eric był w tej chwili tak blisko… Zupełnie zapomniał dla niego o relacjonowaniu wydarzeń ze szkoły!
— Bo… bo to nie tyczyło się mnie. Niech Cody też coś ma z życia. — Zaśmiał się, nie poznając siebie i swojego skrępowania, jakie niespodziewanie poczuł.
— Dorastasz mi… — Eric wciąż mówił żartobliwie, choć teraz jego głos w uszach Julesa zabrzmiał wręcz jak zamruczenie. Po tym jednak jego współlokator położył mu dłoń na ramieniu i odsunął się. — Ja idę na lekcje, ty też masz swoje. Do zobaczenia niedługo.
— Do zobaczenia niedługo — Jules powtórzył jak mantrę. Był dziwnie otumaniony i zagubiony w tym, co czuł i chciał czuć. Nie powinien tak się zachowywać w stosunku do współlokatora, ale czasami… nie potrafił inaczej.
Na szczęście nikt nie zauważył jego mglistego spojrzenia, bo wielu uczniów pobiegło do drzwi, aby zobaczyć, gdzie umyka rolkowy jeździec. Sam Eric za to również zniknął po chwili i zostawił Julesa. Na kilka godzin, po których mieli spędzić ze sobą jeszcze więcej czasu niż zwykle…

*****

Dziś wpisów do dzienniczka dokonali:

Colin Cross – 3.10

Sen Nakano – 1.10

Jules Fox – 3.10

17 thoughts on “Project Dozen – 19 – Niziołek w akcji

  1. TigramIngrow pisze:

    Jak ten Sen jest głupi… i w ogóle to wie chyba więcej niż się przyznaje. Mówiłam już, że nie lubię azjatów? Wy skutecznie mnie w tej antypatii utwierdzacie (patrz: Hibiko z ATCL i Sen z PD)

  2. Katka pisze:

    Basia, widzę, że żywo nadrabiasz :D Hehe, no a pierwsza część trudna, kto powiedział, że podchodzenie do zadań to pestka, hehe. Niech mają pod górę XD

  3. Basia pisze:

    Witam,
    czyżby to miało być zadanie Collina? Nbo tak pierwsza część była dość trudna…
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie

  4. Katka pisze:

    Saki, hehe, Sen na razie jest szczęśliwy jako wolny ptaszek. W ogole mam wrażenie, że jego priorytety są inne niż reszty nastolatków, ale to pewnie dlatego, że nie jest specjalnie normalny XD No i Cody rzeczywiście dobrze zapolował, chociaż pewnie spodziewał się większych problemów dla Woody’ego, a ten z kolei chyba uważa, ze i tak mocno mu się oberwało – ale nie pod względem kary od dyra, a własnie tych problemów z Treyem. Na pewno nie chce, żeby jego udział w projekcie odbił się źle na ich przyjaźni ;( A co do Colina, haha, weź, sama miałam niesamowity ubaw właśnie z tego znajdowania koperty. Shiv świadkiem, że śmiałam się z tego jak głupia XD Taka debilna scenka wyszła, hehe, fajnie, że Tobie też się podobało ;) No i tak, niestety nie da się do każdego rozdziału wszystkich wrzucić, więc cierpliwość jest tu nieoceniona, ale jak widac w każdym wątku się rozkręca, więc wierzę, że będzie ciekawie ;) Dziękujemy bardzo za życzenia czasu i weny! Dwie najpotrzebniejsze rzeczy do tworzenia opowiadań :D

  5. saki2709 pisze:

    Wiem, jestem okropna, że komentuję dopiero teraz, ale nic na to nie poradzę. Kocham ten rozdział, normalnie. A Sena uwielbiam. Szkoda, że jest tak rzadko, ale to, że kiedy się już pojawi, to z takim efektem, że rekompensuje to tak długą jego nieobecność. Oswiadczyny na korytarzu mnie totalnie rozwaliły. Sen dostał kosza XD Ale to dobrze, bo Tommy może być tylko z Woody’m. Sen musi sobie poszukać kogoś innego. Tylko kto wytrzyma z tak jebniętym gościem jak on? Jedyną osobą, którą spędza z nim stosunkowo dużo czasu, jest jego współlokator. Ale o nim było jeszcze mniej niż o Senie. Tak poza tym nikt mi nie przychodzi do głowy.
    Tak poza tym, nie mogę się doczekać korków z mamy. Coś mi się wydaje, że żaden z nich nie ma zamiaru przerabiać tego przedmiotu. Ta scenka za sceną była supi, tak jak wszystkie, w których występują razem. A skoro jestem już przy tej scence… ja po prostu czułam, że Cody jest be i cyknie focię któremuś z moich ulubionych bohaterów. Na szczęście Woody nie poniósł większych konsekwencji. Szkoda tylko trochę, że Trey’owi się oberwało. Mam nadzieję, że to nieszczęsne wydarzenie nie popsuje przyjacielskich relacji, które łączą jego i Woody’ego. Byłoby bardzo niefajnie.
    Co do zdania Colina… XDDDDDDD Nie mogę {płacze ze śmiechu} Samo zdobywanie koperty było nawet lepsze od zadania. Chociaż ta jazda na rolkach też wymiata. I to nawiązanie do HP XD Aż mi się przypomniała scen z komnatą tajemnic kilka rozdziałów wstecz, jak szczurki urządzały sobie popijawę. A tak btw, już się zdążyłam za nimi stęsknić.
    Foxy i Eric <333 shipuję ich hardo i chcem, by byli razem. Byliby słodką parką. Tak idealnie do siebie pasują. Już nie chcę, żeby Jules był z Judem. Nie mogę się doczekać tego wypadu do rodziców Foxa. Ale też tych korków z mamy i nie wiem w sumie czego bardziej. Najlepiej, jakby było to w jednym rozdziale, ale wiem, że tak się nie da. Więc będę zmuszona poczekać. Ale cokolwiek z tych dwóch się pojawi, będę happy. Ale jak będzie co innego, to będę smutać, chyba że będą moje kochane szczurki.
    A jeszcze co poprzedniego rozdziału… nagi tyłek Frania i reakcja Sebcia XDDD Śmiechłam. Uwielbiam tą scenkę. I czekam na chwilę, kiedy Sebcio będzie chciał oglądać te połóweczki.
    To chyba tyle. Mam nadzieję, że nie zanudziłam. Postaram się częściej komentować.
    Pozdrawiam i życzę weny i dużo czasu, żeby moc ją wykorzystać na pisanie :)

  6. Katka pisze:

    Bebok, nooo, pełne bohaterowe combo, co nie? Dla każdego coś dobrego. Sen bywa rzadko, ale czasem ma swoje pięć minut. Oj ale na pewno jest coś złego, co mógłby zrobić i co by Cię do niego wrogo nastawiło. Zawsze coś takiego jest. Ale jest też pewne, że on nie ma czysto złych intencji, jest po prostu jebnięty, więc może nic takiego się nie stanie XD

  7. Bebok pisze:

    O mateńko xd Ilu bohaterów w jednym rozdziale! SZOK!
    Sen mnie zniszczył <3 Kocham Azjatów! Tak już mam, nic na to nie poradzę. Nawet jeśli sen jest kompletnym świrem, nawet jeśli zrobi coś niefajnego… wciąż będzie Japończykiem ;D Może liczyć na moją wierność xd W sumie nie wiem co musiałoby się stać żebym go znielubiła. No… może jakby poważnie Woody'emu zagroził to bym mogła się troszkę dąsać.
    Akcja ze zdobywaniem koperty genialna xd zresztą jazda na rolkach też całkiem ciekawa ;D
    No i był Erik <3<3<3 i Woody! No nic tylko się porozpływać ;D Moje słoneczka zebrane do kupy ;D Niech im się wiedzie ;D

  8. Katka pisze:

    Neko-chan, wygląda na to, że to Sen Cię tutaj najbardziej urzekł XD Jego ogólnie w tym opowiadaniu dużo nie ma, ale czuję, że jak już się pojawia, to ciężko go nie zauważyć. Taki szalony typ, co to rzuca się w oczy od razu. No ale niestety nie jest w guście Tomasa, więc musi obejść się smakiem XD I faktycznie, jesteś na pewno jedną z nielicznych, którzy lubią Patricka. Kiedyś trzeba zrobić ranking, jak plasuje się sympatia wobec różnych bohaterów. Mnie osobiście Patrick bardziej bawi niż irytuje, ale nie dziwi mnie, że większość się na niego wkurza. Tym bardziej, jak jest ukazany okiem Sebastiana, który go nie trawi.

  9. Neko-chan pisze:

    Seeeeeeen <3 Tyle na niego czekałam~! Uwielbiam go :D
    Hm, co mogę napisac oprócz tego, że to wspaniały rozdział? Oświadczyny Sena mnie powaliły, a zwłaszcza odpowiedź Tomasa na nie xD Ogólnie, blondynek jest taki uroczy, bardzo go lubię, a zwłaszcza jak jest z Woodym.
    Mam nadzieję, że już niedługo coś więcej będzie pomiędzy Ericiem a Julesem ^^ Oraz Sebastianem i Franiem, których tak bardzo uwielbiam.
    Rozdział jest baaardzo fajny, chyba przede wszystkim za scenę z Senem i Tomasem xD I za zadanie Colina i to jak je wykonał. Czekam na kolejne zadania :D Pewnie następny, hm, etap będzie trudniejszy, ale chłopcy sobie poradzą. Muszą sobie poradzić :D ale przede wszystkim czekam na korki z matmy Woodyego oraz Tomasa i na weekend Erica z Julesem. Coś czuję, że to będzie wspaniałe.
    Tak sobie czytam komentarze i doszłam do pewnego wniosku – jestem jedną z bardzo niewielu osób, które lubią Patricka xD Może i to dziwne, ale naprawdę go polubiłam, chociaż do ulubionych postaci z PD nie należy. Hm… ciekawe czy będzie kogoś miał i kto to będzie :D
    A teraz lecę skomentować Love Interest, nie wiem czemu nadal tego nie zrobiłam xD

  10. Katka pisze:

    Desire, witaj! :D Miło nam Cię poznać i powitać na naszej stronie :) Bardzo, bardzo nas cieszy, że podoba Ci się PD i oby tak dalej było. Rozumiem, że to Twoje pierwsze opowiadanie, które u nas przeczytałaś? Jakoś uwielbiam obserwować, jak różne opowiadania na pierwszy ogień biorą nowi czytelnicy i zawsze mnie zastanawia co sama bym wybrała. Hehe, Eric czy coś w sobie odkryje, to nie mogę zdradzić, ale na pewno jest to mokre marzenie Julesa XD A co do Sena – skoro jesteś do niego podobna, to się Ciebie boję XD Jest psychiczny, ehehehe. No i cóż… powodzenia z czytaniem FDTS! Trzymam kciuki, żeby Ci się podobało i byś została z nami na dłużej. I oczywiście skusiła się na inne nasze twory ;) Dzięki wielkie za miły komentarz! Też się cieszymy, że do nas trafiłaś :D

    Laurel, mmm, fajnie, że wciąga i też wydaje mi się, że to raczej stopniowo wychodzi. Początek jest dość chaotyczny przez nawał postaci, który z kolei wymógł dłuższe zarysowanie otoczenia, więc same zadania i akcja pojawiły się potem, ale ważne, że czytasz i się podoba. Zadania faktycznie nie są teraz mega trudne, ale chłopcy na razie mają przedsmak i zapewniam, że potem będzie… cóż, więcej wyzwać. Zobaczymy, czy podołają! :)

  11. Laurel pisze:

    W weekend wreszcie udało mi się zabrać za to opowiadanie. Co tu dużo ukrywać. Bardzo przypadło mi do gustu. Przyjemnie się czyta i z rozdziału na rozdział coraz bardziej wciąga. Podoba mi się pomysł z tymi zadaniami. Choć nie są one hardcorowe, to powodują straszne zamieszanie i całą lawinę nieprzyjemnych i nieoczekiwanych zdarzeń. Pomysł z flagą był dotąd najlepszy.

    Rozdział fajny. Odniesienia do Harry’ego Pottera bardzo na miejscu. Z niecierpliwością czekam na rozwój relacji Tomasa i Woody’a oraz Erica i Julesa.

  12. Desire pisze:

    Och Jezu! Chciałam powiedzieć, że jestem nowa i właśnie przeczytałam wszystkie opublikowane rozdziały Projektu Dozen i to jest tak genialny i oryginalny pomysł na opowiadanie, że nie mogę! Wykonanie jest jeszcze lepsze :)
    Strasznie mi się podoba. Te wszystkie intrygi i rywalizacja, a przy tym romanse… Mrrrau^^
    Chłopaki są genialni, wszyscy na raz i każdy z osobna. Uwielbiam ich!
    Rzadko mi się raczej zdarza, że jakieś opowiadanie tak bardzo mnie wciąga, ale od tego nie mogłam oderwać wzroku. Po prostu świetne
    Mam nadzieję, że Jules na wyjeździe coś zadziała i Ericowi się to zacznie podobać, no może chociaż jakieś ukryte pragnienia się w nim obudzą, albo wątpliwości co do swojej orientacji? W każdym razie trzymam kciuki, że będzie gorąco ;)
    Seba i Fran są zajebiści! Ogólnie wszyscy bohaterowie podbili moje serce ♥
    Thomas czemu odrzucasz zaręczyny?? Dlaczego? Pogódź się z tym- BĘDZIESZ JEGO!
    Sen… on to jest jak taka męska wersja mnie. Też jestem tak trzepnięta jak on, więc oczywiście przedstawienie jego postaci mi się ogromnie podoba!
    Całe ta historia tak strasznie przypadła mi do gustu, że teraz będę się skręcać z ciekawości- co będzie dalej?
    Przepraszam, że komentarz taki bez ładu i składu, ale za bardzo rozemocjonowałam się tym opowiadaniem^^
    Teraz lecę czytać najdłuższe tutaj opowiadanie. Wow… jak to się stało, że ono ma 199 rozdziałów i jest nie skończone? To brzmi jak raj dla mnie :D
    Gratuluję i bardzo dziękuję za założenie tak genialnego bloga^^ (tak strasznie się cieszę, że tu trafiłam!)

  13. Katka pisze:

    Tigram, oni też woleliby nie od razu i na całość, ale… no cóż, to nastolatki, więc CZEGOŚ na pewno można się spodziewać XD

    Liv, uuu, zawsze to takie rozkoszne, jak w trakcie wychodzenia rozdziałów komuś coś się zmienia, dostrzega inne smaczki i nagle jakaś nieoczekiwana parka zdobywa pierwsze miejsce w rankingu. Eric w sumie pojawił się od czapy i pytanie, czy faktycznie coś z tego może być. Ale trzymanie kciuków na pewno się przyda XD Oj, oj, a z Patrickiem na pewno ktoś by wytrzymał! On potrzebuje chłopa z silną ręką, ot co! XD Dzięki za komentarzyk! :D Pozdrawiamy :)

    Porebula, Sen i Tomas chętnie by pewnie przeczytali Percy’ego, ale nie wiem, jakie mieliby do tego podejście. Z jakiegoś powodu mam wrażenie, ze Sen bardziej by się tym jarał XD Tomasa mogłoby dziwnie zniechęcać różnica wieku. Tak sądzę. Co do nieodpowiednich wyobrażeń w nieodpowiednim czasie, to dobrze to znamy. Niestety. Te momenty, kiedy wszystko się kojarzy… I niestety nic nie da się zrobić za wcześniejszy rozdział XD No chyba że sypniesz dolarami z walizki ;)

    O., hehe, widzę, że masz duże nadzieje co do wyjazdu Erika i Julesa :D Jules pewnie jakieś też, chociaż on to raczej widzi jako jedynie marzenie, które nie może się spełnić XD Zobaczymy, co tego wyjdzie…

  14. O. pisze:

    Sen<33333333333333 Puci puci ziomek! xDDD
    Awwww mam nadzieję, że choć jakieś drobne macanki będą u Jules'a w domu xD I że Eric skorzysta z jego łóżka xD Nie wiem czemu, ale myśl o tym weekendzie łączy mi się ze scenką ze zwiastuna tj. 2.15 śpiący Eric i macający go Jules <333 albo 3.20 xDD

  15. porebula pisze:

    Sen! Thomas! Przygarne was! Adoptuje! Pozwole wam Percy’ego przeczytać! Mojego świętego Percy’ego! Tylko niech będzie was więcej!
    Spotkał nerd nerda i już wiadomo, że rozdział będzie dobry :D
    Dajcie mi Jezusa!
    I Frana!
    I Sebcia!
    I i Frana i Sebcia razem!
    I Thmasa i Jezusa razem!
    Czemu to jest tak rzadko ;_;? Moja miłość do tego opowiadania jest za wielka na 18 dni! I coś mi sie dzieje… Siedze sobie na biologi… Baba coś gada… I sobie wyobraziłam Deana i Harleya piperzących się u niego na biurku… wtf? o.o
    Sen się oświadczył!!
    No… ale Thomas! Czemuś go odrzucił?! A Sen tak bardzo mądry… i plakaty i rozmowa z Thomasem :3
    Kocham to… i rolki! Hurra! Potter!!
    (Da sie coś zrobić, żeby dostać rozdział wcześniej?)

  16. Liv pisze:

    Aaach, jak cudownie…
    Eric totalnie mnie zauroczyl, aktualnie najbardziej kibicuje jemu i Julesowi. A to, jak Jules mial ochote pocalowac go w szyje… przepiekne, tak mi sie to spodobalo, takie cieple i w ogole.. no c:
    A Tomas jest przeuroczy, w takim stroju maga pewnie wyglada przesexy. Juz nie moge sie doczekac, az miedzy nim a Woody’m dojdzie do czegos wiecej. Ale, jak juz mowilam, najwieksze emocje wzbudza we mnie na razie Eric i Jules.
    Troche stesknilam sie za Sebastianem i Fran ;3 Mam nadzieje, ze w nastepnym rozdziale beda, bo akcja pomalu, pomalu, ale przyspiesza.. No i, tak, powtarzam sie, wiecej Eriicaa *3*
    W sumie nie mam specjalnie co wiecej napisac, PD jest bardzo przyjemnie emocjomujace ogolnie, taka fajna realna odskocznia od bardziej brutalnie emocjonujacych innych opowiadan (nie wliczam tasiemca FDTS -v-)
    W sumie to na razie nie mam pojecia, jak „zwiazek” Julesa i Erica moglby skonczyc sie szczesliwie.. Bo wyczuwam nieodwzajemniona milosc. A moze z tego zrobicie taki wielorozdzialowy dramat? Zgeicie wszystkich uczestnikow projektu i kazdy bedzie z kazdym, tylko Jules bedzie nieszczesliwie kochal Erica.. Wyobraznia mnie ponosi, poza tym, Patrick jest tak wkurzajacy, ze nikt by z nim nie wytrzymal -_-
    Ale no czekam no, dobranoc i buzki :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s