Fire Dragon Tattoo Studio – 199 – Jak z bajki

— Jason miał najlepszą minę, jak mu to powiedziałam! — Kata roześmiała się, rozkładając na stoliku jasnoróżowy obrusik.
Marg w tym czasie czekała z fantazyjnymi, plastikowymi kieliszkami z brokatem i diamencikami, aż skończy. Były w domu Mike’a i przygotowywały go do imprezy urodzinowej gospodarza i Rusha. Obaj mieli tego samego dnia, więc postanowili urządzić nie tylko imprezę, ale i zabawę. W końcu nie każdego dnia zdarzała się taka sytuacja.
— Ale naprawdę, jestem ciekawa, jak to ugryzą. — Marg ekscytowała się tym strasznie, bo była wielką fanką cospleyów, a ta impreza mocno o to zakrawała. Same z Kate niebawem miały pójść się przebrać, ale najpierw musiały przygotować dom, aby wyglądał idealnie jak wyjęty z bajek Disneya. — Czy w ogóle któryś założy sukienkę.
Kate aż poderwała głowę i spojrzała z iskierkami w oczach na koleżankę.
— Myślisz, że jest na to szansa?
Taka reakcja nie mogła nie wywołać u Marg śmiechu. Cudem nie upuściła przez to plastikowych kieliszków.
— Wątpię. Chociaż jeśli już, stawiałabym na Jasona — odpowiedziała odważnie, kiwając przy tym głową, a jej spięte byle jak włosy zafalowały. Były obie z Kate w szortach i podkoszulkach, więc wyglądały teraz, przygotowując dom, jak dwa Kopciuszki.
— Ryan na pewno nie. Lenny też… Próbowałam Juana zmusić, ale zamknął się w sobie i jęczał, jakbym go torturowała, to mu odpuściłam. — Kate roześmiała się i krzyknęła w głąb domu: — Rush! Co z balonami?!
— Pompuję! — zawołany odkrzyknął z innego pomieszczenia. Gospodarz też był w domu i we czwórkę zajmowali się przygotowaniem imprezy i całej zabawy, w której to właśnie blond książę miał zamienić się w blond księżniczkę. Konkretnie w Śpiącą Królewnę.
Nie bez powodu miał być właśnie Śpiącą Królewną, a Mike Królewną Śnieżką. Były to w końcu dwie księżniczki obudzone pocałunkiem prawdziwej miłości. Zabawa tego dnia więc miała polegać na tym, że solenizanci mieli schować się w dwóch miejscach w domu przygotowanych na łoża księżniczek i czekać na przybycie ratunku. Oczywiście nikt z gości miał nie wiedzieć, gdzie te miejsca są, aby zabawa ze znalezieniem księżniczek była pełna napięcia i rywalizacji. To jednak sprawiało, że Marg i Kate na sam koniec będą musiały wyjść z domu, aby nie widziały, gdzie Mike i Rush zamierzają się ukryć.
— Naprawdę nie wiem, Marg, gdzie znalazłaś te przebrania — Mike powiedział z pełnym podziwem, wchodząc do salonu, aby rozwiesić firanki z małymi brylancikami. On w przeciwieństwie do dziewczyn był już przebrany.
Beżowo-żółte, wysokie spodnie wsunięte w kozaki z wywiniętą górą i najważniejszy element — ciemnoniebieska kamizelka z przyczepioną do niej pelerynką, pod którą była o ton jaśniejsza koszula z bufiastymi rękawami i czerwonymi wstawkami. Całość dopełniał wysoki, biały kołnierz. I, mimo że Mike przebrany był za Śnieżkę, wyglądał w tym stroju całkiem męsko i seksownie. Jak Marg stwierdziła, szczególnie jego nogi.
Kate obejrzała się na niego i widowiskowo zagwizdała na palcach.
— Słodziaśne są, nie? Chłopcy też dostali cynk, gdzie mogą się wyposażyć, to może też się nam tak zaprezentują! — odpowiedziała z nadzieją i w końcu przeniosła się do komody w salonie, aby i ją ozdobić obrusikiem.
— Ja i tak nie jestem w stanie pojąć, jak udało nam się do tego wszystkich namówić. Charlie jako disneyowska księżniczka? Okej, o dziwo całkiem nieźle jestem w stanie sobie to wyobrazić. Jason? Już nie — Mike odpowiedział z rozbawieniem, kręcąc głową.
— Mam nadzieję, że będą jechać swoimi samochodami, a nie na koniach. Chociaż Alex mógłby na Regencie przyjechać… — Marg westchnęła z rozmarzeniem.
W ostatni weekend zostali z Mikiem zaproszeni na golfa, co już wydawało się jej abstrakcyjne, ale było bardzo przyjemnie. Największa atrakcja przyszła potem, kiedy Alex pokazał im swojego konia, co już wzbudziło w Marg większą radość, bo koń był niesamowity. Mike śmiał się potem chyba cały wieczór, że to była miłość od pierwszego wejrzenia i że nawet na niego nie patrzyła tak rozmarzonymi oczami jak na tego wierzchowca.
— Raczej przyjadą samochodami. Ryan nawet by pewnie wziął taksówkę, jakby nie miał samochodu, aby się tak publicznie nie pokazywać.
— Miał najwięcej przeciwko tej całej zabawie w ogóle — Kate prychnęła z brakiem zrozumienia. Przy tym obejrzała się na nich, również ozdabiających salon, który już i tak przypominał coraz bardziej salę balową w disneyowym pałacu. Dopełniały tego plastikowe diamenciki i pseudo sztandary czy pozłacane materiały na ścianach. — Ma jakieś kompleksy cały czas.
Mike nie dodał nic, domyślając się z opowieści, o co mogło chodzić. Ale podpuszczać Kate nie zamierzał. Ona z tym swoim brakiem taktu gotowa była przejąć od Lenny’ego określanie Ryana per „księżniczka”. A że Ryan nie był tak subtelny wobec kobiet jak jego facet, mogłoby się zrobić bardzo nieprzyjemnie.
— Ale zgodził się, więc już nie ciśnij — uciął temat.
Dziewczyna pokręciła głową i wróciła do ozdabiania domu. Na sam koniec zostawili przywieszenie masy kupionych przez Rusha białych róż do wejścia i płotu w ogrodzie. Miała z Marg to zrobić po przebraniu się, tuż przed przybyciem reszty, żeby dać czas solenizantom na schowanie się, a raczej ułożenie w księżniczkowych posłaniach.
Mike zostawił po chwili salon swojej narzeczonej i Kate, a sam podążył na piętro, by zabić czas i zagadać Rusha, jak mu idzie przebieranie się.
— Jak tam, A… — zaczął, ale zapomniał imienia księżniczki, którą miał być Rush, więc zaciął się, już stając w progu swojego pokoju, w którym Rush się przebierał. — Jak jej było w ogóle?
— Aurora — przypomniał mu blondyn.
Przebierał się w biały, dwuczęściowy strój z brokatowymi dodatkami. Według niego księżniczka, którą miał udawać, była właściwie nijaka, a już na pewno trudna do przebrania się w nią, bo nie kojarzyła mu się z niczym innym poza czerwoną różą, która spoczywała teraz jako rekwizyt na łóżku.
Mike oparł się biodrem o futrynę, patrząc na Rusha. Według niego blondyn nie musiał się tak męczyć, aby przypominać baśniową postać. Wystarczyło, by uśmiechnął się firmowo i już wyglądał jak książę. Szczególnie, jak akurat promienie słońca padały na jego wybielone uzębienie. Ale tym razem nawet fryzurę odrobinę zmienił, by włosy układały się w mocniej falujące pukle i chyba były delikatnie dodatkowo rozjaśnione.
— Musimy pamiętać, żeby włączyć tę muzykę o piątej — dodał, przypominając sobie to, co Kate już mu kilka razy przypominała. Disneyowa nuta miała towarzyszyć poszukiwaniom księżniczek.
— A dziewczyny już poszły? — Rush spytał, odwracając się do gospodarza. Zapinał właśnie guziki mocno dopasowanej koszuli.
— Prawie. Kończą z salonem. Reszta już jest ozdobiona. — Mike skinął na niego, widząc, że mężczyzna nie miał związanych tasiemek na plecach. — Pomóc ci z tym?
— O, jak możesz. Chętnie. — Odwrócił się do Mike’a tyłem. — Ale trochę szkoda, że musimy bezczynnie na nich czekać. Jestem już ciekaw, jak się Charlie przebrał.
— To nie widziałeś? Ja widziałem tylko strój Marg, ale nie na niej — Mike odpowiedział z uśmiechem, stając za plecami Rusha i zaczynając mu trochę ściągać tasiemki, by było nieco ciaśniej, bo na razie brzydko wisiały.
— Tak widziałem, ale Charlie miał coś jeszcze z włosami robić. Nie zdążył, nim wyszedłem, więc nie wiem, jak będzie wyglądać — blondyn poskarżył się, poprawiając koronki pod szyją.
— A jak między wami…? Wiesz, z Charlie z twojej pracy? Mieliście w ogóle jakąś firmową imprezę na twoją cześć? — Mike zapytał z zaciekawieniem, bo w swojej drugiej pracy już doznał niespodzianki w postaci lampki szampana i czekoladek. Było przyjemnie widzieć, że ktoś pamiętał o jego urodzinach i chciał w biurze wypić jego zdrowie.
Rush roześmiał się.
— Alex i impreza w pracy? Nie no, dostałem kartkę z życzeniami i uściski rąk. A z moją sekretarką jest okej. Nadal pracuje, ale Charlie już nie obawia się, że robi coś więcej. Mam przynamniej taką nadzieję.
Tasiemki zostały ładnie zawiązane, a Mike poklepał mężczyznę po ramieniu.
— To dobrze. Było nieciekawie przez jakiś czas.
— Chłopaaaaaaki, idziemy do ogrodu! A wy spać! — usłyszeli głos Kate z parteru, a zerknięciem na budzik przy łóżku Mike’a upewnili się, że czas umierania w ukrytych posłaniach powoli się zbliżał.
— To ja idę włączyć muzykę i zostawić zagadki przy drzwiach — gospodarz dodał do Rusha, który nie miał okazji odpowiedzieć. Musiał założyć jeszcze buty i sprzątnąć rzeczy stąd, aby zabrać się do swojej kryjówki. Razem z komórką. Nie zamierzał aż tak się nudzić.

*

Jason popatrzył na Alexa za kierownicą i ponownie się uśmiechnął. Wciąż bawił go jego widok, a może bardziej to, że ten wydawał się mu być abstrakcyjnie najbardziej odpowiednią osobą do takiej zabawy, jaką wymyśliły dziewczyny na urodziny Rusha i Mike’a. Tamta pamiętna tematyczna zabawa u Juana, kiedy to przebierali się w postacie superbohaterów, była jak zupełnie inna bajka w stosunku do Alexa. A teraz? Teraz było jak znalazł. Alex był jak postać baśniowa i według Jasona powinien tylko grać złą królową, a nie księżniczkę, ale i tak było dobrze.
Był ubrany w błękitne spodnie, tego samego koloru koszulę i, co bardzo śmieszyło Jasona, rękawiczki. Górny guzik koszuli był rozpięty, a na szyi mężczyzny widniała czarna tasiemka. Identyczna, jaką miał Kopciuszek. Nie zabrakło też opaski na włosach, które były bardziej skręcone i zaczesane do przodu niż zwykle.
— Nie mogę pojąć, dlaczego za każdym razem się przebieramy.
Jason zaśmiał się.
— Bo jest zabawniej. Ciesz się, że motywem nie jest „tanceki go-go” albo „harem sułtana” — odpowiedział z rozbawieniem.
Sam miał spory problem z przebraniem się, bo jakoś żadna z księżniczek nie wydawała mu się pasować i najchętniej stałby się Hadesem z „Herkulesa”. Niestety miała być księżniczka, więc padło na Arielkę, która też była ruda. Dlatego Jason nie miał na górnej części ciała dosłownie nic. Za to w sklepie poleconym przez Marg znalazł spodnie z materiału wyglądającego jak zielone łuski, a do tego buty ostro zakończone i imitujące płetwy. Gdy stanął ze złączonymi nogami, wyglądał całkiem przekonywująco. Dodatkowo jeszcze jego zwykle czarny irokez teraz był całkiem rudy i bardziej zmierzwiony.
Alex początkowo nie mógł przyzwyczaić się do zmiany fryzury kochanka. Wiedział przecież, że ten jest rudy, ale jednak bez tego czarnego dodatku wyglądał jakoś bardziej… rudo. Nie mówił tego głośno, bo nawet w jego myślach brzmiało to głupio. W duchu jednak już czekał na moment, kiedy Jason wróci do swojego wcześniejszego koloru.
— Wtedy bym odmówił — odpowiedział, a i tak postawił w swoim stroju na minimalizm. I gdyby nie fakt, że natknął się na srebrne, błyszczące buty, przypominające szklane pantofelki, na pewno nie brokatowałby żadnych swoich białych butów. Za dużo było z tym zachodu. Bo bynajmniej o kosztach nie myślał.
— Złamałbyś serce naszym dziewczynom i przede wszystkim własnemu bratu — zauważył Jason, który wciąż nie tracił dobrego humoru. — Miałem zapytać, czy cieszyłeś się, gdy się urodził, ale miałeś… ile? Dwa lata, nie?
— Niecałe. Więc nawet jeśli bym chciał, to nie odpowiem na to pytanie. Potem jednak cieszyłem się, że mam brata. Wiadomo, do jakiegoś czasu, ale z początku miło było mieć towarzystwo — Alex wyjaśnił spokojnie, wręcz surowo.
— Taa? Bawiliście się razem klockami? Dawałeś mu fory w grze w krykieta?
— Nie, dlatego nie lubił ze mną grać.
— Wyrodny braciszek. To co lubił z tobą robić? — Jason pytał dalej, nie mając nic lepszego do roboty. Mieli lada moment być u Mike’a, ale nie spieszyli się, bo podejrzewali, że reszta się spóźni. Jak zwykle.
Alex zastanowił się dłuższą chwilę.
— Lubiliśmy planować ucieczki od niańki. Snuliśmy plany niczym w książkach, ale tam zamiast włamywać się gdzieś po skarb, my opracowaliśmy plany wydostania się z domu. Żaden się nie powiódł.
— Żaden? Serio? — Tatuażysta pokręcił głową z zawodem. — To co, pod oknami leżały wnyki?
— Nie, były zwyczajnie zamknięte, a my byliśmy mali, kiedy jeszcze wspólnie się bawiliśmy. Zawsze ktoś nas pilnował — Alex tłumaczył dalej, już skręcając w ulicę, przy której stał dom rodziców Mike’a. Czasami chciało się powiedzieć, że jego, bo małżeństwo prawie nigdy tam nie bywało.
Jason więc nie odpowiedział, bo przejechanie pod odpowiedni dom było kwestią chwili. Mimowolnie jednak pomyślał o tym, jaką „wolność” on miał w dzieciństwie. I dla niego trudniej było zabiegać o czyjąś uwagę niż od niej uciekać. Nie wiedział tylko, która skrajność była gorsza.
— To co, Kopciuszku? Zabawa się zaczyna — rzucił z lekkim uśmiechem, gdy Alex zwalniał, aby zaparkować na podjeździe obok pomarańczowego Mustanga.
— Na to wygląda. Dziewczyny już czekają — odparł, gasząc silnik samochodu i zaraz z niego wychodząc.
Jason szedł jego śladem w stronę rozradowanej Kate i Marg, które siedziały na wyniesionych z domu krzesełkach i gadały. Widząc pierwszych gości, roześmiały się, a Kate nawet zaklaskała.
— Jay, powinieneś założyć coś na klatę w kolorze skóry, bo nie wyglądasz w ogóle jak Arielka. Chyba że punk-Arielka.
Mężczyzna zlustrował ją z góry na dół i zacmokał.
— A ty jesteś tak płaska, że z daleka dałbym się zwieść, że jesteś facetem — odpowiedział jej wrednie, ale z uśmiechem.
Przebranie za Flynna z bajki „Zaplątani” wyszło jej naprawdę nieźle, choć kolorem włosów Kate nie przypominała tego bohatera. Udało się jej jednak zrobić zarost na podbródku, miała też bardzo podobne ciuchy, które stanowiła niebieska, skórzana kamizelka z brązowymi klamerkami, biała koszula pod nią, gruby, skórzany pas, wytarte, jasne spodnie oraz buty z cholewami. Miała też saszetkę przy pasie, ale tam zamiast jakichś przyborów podróżniczych czy pseudo noży spoczywał… aparat. Łatwo było więc domyślić się, że zamierza filmować to, co będzie się dzisiaj wieczorem działo.
— Dodatkowo się obandażowałam, więc włożyłam w to przebranie więcej niż ty. Nie masz nawet muszelek — jęknęła z pretensją, że Jason poszedł na łatwiznę.
Już nawet Alex wyglądał bardziej jak księżniczka. Albo w sumie już jak królowa, bo księżniczki miały to do siebie, że zawsze z pełnią szczęścia się uśmiechały i promieniowały swoją wewnętrzną dobrocią i radością. Alex nadal był sobą i zachowywał się jak bryła lodu. Już może na wpół roztopiona z biegiem czasu, ale wciąż bryła lodu.
— Jak rozumiem, jesteśmy pierwsi? Nie wiesz, Kate, ile będziemy czekać? — spytał dziewczynę bez zniecierpliwienia w głosie, ale nie było co ukrywać, wolał, aby ta zabawa już się skończyła.
— No, nie wiem, mogę napisać do nich. Ale Charlie mi rano pisał, że biorą się z Juanem i jadą po słoneczka, więc będą wszyscy razem. Wygląda więc na to, że unikniemy chyba spóźnienia słoneczek.
W uszach Jasona jej odpowiedź brzmiała jak „to masz czas zapalić”, więc wrócił się do samochodu Alexa po paczkę papierosów, a w tym czasie Marg zbliżyła się do rozmawiającej pary. Od razu było widać, że przebrała się za Alladyna. Włosy miała odpowiednio spięte, żeby nie było widać, jakie są długie. Koczek schowała pod Alladynową, czerwoną czapeczką. Jego fioletową kamizelkę zastąpiła króciutką bluzeczką, która właściwie zakrywała tylko jej biust, bo ramiona, szyja, obojczyki i brzuch były dobrze widoczne. Z dołem już nie musiała wiele kombinować i miała po prostu białe, bufiaste spodnie, ale by nie chodzić boso, założyła cieniutkie japonki. Każdy szczegół jej stroju był dopracowany, ale wszyscy znali jej słabości do takich zabaw, więc to nie było żadnym zaskoczeniem.
— Niebawem będą. Poprosiłam Lenny’ego, by napisał mi, gdy będą jechać, więc już dostałam trzy wiadomości, gdzie są — powiedziała, właśnie sprawdzając komórkę.
— Że też ja nie wpadłam na pomysł, aby o coś go poprosić… — Kate westchnęła sobie ciężko, jakby żałowała, że nie wysłała losu na loterię.
— Nie mów tak, bo brzmi to tak, jakby fakt, że ja poprosiłam akurat jego o informowanie nas, zmieniało jakoś sytuację. Ryan też by pewnie tak samo nas informował — Marg odpowiedziała, przy okazji mówiąc, że reszta ekipy będzie za góra dziesięć minut.
— A jak nasze księżniczki? — Jason zagadał ich z odległości kilku kroków, unosząc głowę, gdy wydobył się z samochodu z papierosami. Przy okazji jednego zapalił. — Już schowane? Rozdzielamy się jakoś?
— Już schowane, mam przynajmniej taką nadzieję. Musiałyśmy wyjść z domu, aby mogli to zrobić — Katy szybko posłużyła informacjami, zakładając przy tym dłonie na piersi. — Ale reguły jeszcze raz powiemy, jak wszyscy będą. Kocham cię, Jay, ale nie chce mi się gadać dwa razy. Nie jestem Ryanem.
— A myślałem, że każda laska lubi dużo mówić. Nie obrażając Ryana — Jason odpowiedział z uśmiechem chochlika i zaciągnął się, opierając się plecami o samochód Alexa. Skrzyżował przy tym nogi, więc wydawało się, że rzeczywiście ma ogon.
Nawet ogród był disneyowo zaaranżowany, więc całość robiła wrażenie. Gdy kilka razy ktoś przeszedł wzdłuż płotu, na pewno zastanawiał się, czy nie szykuje się tu jakaś impreza dla dzieci. Było więc dobrze, że bawić mieli się w środku, a nie na zewnątrz, bo to już by było mocno zaskakujące dla potencjalnych obserwatorów.
Kate roześmiała się ze słów Jasona, Marg pokręciła głową, a Alex nie skomentował. Zamiast tego po chwili nawiązała się rozmowa o tym, co będą robić, kiedy już księżniczki zostaną obudzone. Tym tematem najbardziej był zainteresowany Alex. Kate w trakcie próbowała go z całych sił namówić, aby aktywnie zaangażował się w zabawę. Jason podejrzewał, że jego facet raczej szybko się schowa i będzie udawał, że szuka, bo nie wyobrażał sobie, aby pocałował brata.
Niedługo później pod dom Mike’a podjechała reszta gości. Nie byli spóźnieni i na szczęście już przebrani. Gdy Charlie wysiadł jako pierwszy, ledwie go poznali, bo… zafarbował włosy na blond.
— To tylko na dzisiejszy wieczór — uprzedził ich od razu, a Kate dopadła do jego włosów, żeby je pomacać.
Niestety nadzieje dziewczyny, że Charlie założy sukienkę, okazały się płonne. Co prawda miał fioletową, bufiastą koszulę z gorsetem, ale na dole fioletowe, obcisłe spodnie wsunięte w buty na niskim obcasie. Wyglądał bardziej szczupło niż zwykle i założył do tego zielone soczewki, więc na pierwszy rzut oka można go było nawet nie poznać.
— Wyglądasz genialnie i tak! — Marg ucieszyła się wyraźnie, oglądając sobie Charliego od stóp do głów. Dla niej ta cała zabawa była najlepsza właśnie teraz. Kiedy mogła patrzeć na przebrania i porównywać je z tym, jak było w bajkach. — Roszpunko! — Zaśmiała się szczerze i zaraz zerknęła za jego plecy.
Z samochodu wyszedł już też Lenny i Juan. Obaj mieli ciężkie zadanie, bo jednak w bajkach Disneya prym wiodły białe księżniczki. Na szczęście Lenny’ego Marg była spostrzegawcza i obeznana w obecnej kinematografii, nawet dziecięcej i podesłała mu trailer do filmu, którego jeszcze nie było, ale chociaż opowiadał o czarnoskórej księżniczce. Dlatego dziś Lenny mógł ubrać się zwyczajnie na zielono i tylko zrobić sobie z włosów koczek, oraz wmawiać, że jest księżniczką Tianą. Co prawda nie założył zwyczajnie zielonej bluzy, ale koszulkę z żabą, ale i tak uważał, że się postarał. W trailerze była bowiem tylko ciężko pracująca dziewczyna w sukience, której nie zamierzał założyć albo w balowej sukni. Resztę filmu była zwyczajnie żabą.
Niestety reszta tak jak Marg nie ogarniała Disneya, więc w sumie musiał im wyjaśnić, kim jest. Nikt nie robił afery, tym bardziej, że chcieli obejrzeć jeszcze przebrania pozostałej dwójki. W tym Ryana, który od razu został ujęty pod ramię przez Marg-Alladyna. Byli z tej samej bajki, bo Ryan był Jasminą i nawet w miarę ją przypominał. Na głowie miał niebieską opaskę z jakimś kamieniem pseudo-szlachetnym, do tego jasnoniebieskie, bardzo szerokie alladynki, a na górze niebieską, krótką kamizelkę. W sklepie poleconym przez Marg musiał znaleźć buty, bo raczej w szafie w domu nie trzymał jasnych pantofelków z zakręconym przodem.
— Aaaa, wiedziałam, że nie będziesz miał kolczyków, to ci załatwiłam klipsy! — Kate powiedziała z entuzjazmem i pobiegła do swojej torebki teraz leżącej na schodach przed wejściem do domu, bo jeszcze chwilę temu kończyły tu z Marg makijaż.
— Kolczyki…? — Ryan był w stanie tylko to wydusić, zanim dziewczyna nie przybiegła z powrotem ze złotymi, wielkimi, przeraźliwie ciężkimi trójkącikami i stanęła na palcach, by mu je przypiąć do uszu.
— Ciesz się, że takie, a nie na sutki. — Jason, który już zgasił papierosa, zaśmiał się na widok miny Ryana. Miał dziwne wrażenie, że jak na razie to Ryan najlepiej pasował do swojej roli. Ciemna opalenizna, włosy pasujące do charakteryzacji i, co by nie mówić, naprawdę apetyczny brzuch do pokazania.
Juan, który starał się utrzymać do tej pory z tyłu, został jednak szybko zauważony przez swoją dziewczynę. On, tak samo jak Alex, nie był skory do akurat takiej formy zabawy. A raczej do części, o której słyszał i się obawiał najbardziej, a mianowicie obudzenia księżniczek pocałunkiem. Nie rozumiał, jak Mike się na to zgodził.
— Aaa! Moja Pocahontas! — Kate wyciągnęła go przed resztę, aby się zaprezentował. Patrz, Marg, fajnie? — Pokazała swojego chłopaka w indiańskim stroju i z przyczepioną peruką na głowie.
Juan wyglądał na zakłopotanego taką prezentacją, ale wyglądał naprawdę nieźle. Miał na sobie odkrywający połowę klatki piersiowej strój z brązowej skai, z troczkami i sięgający za pośladki. Pod tym miał indiańskie spodnie i takie same buty. Na rękach wysiały koraliki, a na klatce piersiowej spoczywał niebieski talizman. Jego karnacja też odpowiednio pasowała do kreacji.
— To ten… Co teraz? — zapytał ze skrępowaniem, popatrując ukradkiem na resztę. Czuł się bardzo nieswojo i w sumie wolałby już wejść do domu, żeby przechodnie go nie widzieli. — Wiecie, jaka porażka nas spotkała? Benzyna nam się skończyła i graliśmy w papier-nożyce-kamień, kto wysiada i tankuje — jęknął.
— Lenny mógł, najgorzej się przebrał — Kate podchwyciła, po czym skinęła na Juana. — Ale kto w końcu wysiadał?
— Ja… — Juan przyznał się ze zniechęceniem. Za swoją skrzywdzoną przez los minę dostał na swoje szczęście buziaka.
Na pocieszenie nawet Marg pocałowała go w policzek, a potem przypomniała, żeby przypadkiem nie pozbywali się swoich przebrań po skończeniu poszukiwania księżniczek, bo będzie chciała zbiorowe zdjęcia. Obiecała, że kolejne zabawy będą również tematyczne, bo chce kolekcjonować ich zdjęcia w przebraniach. Niewielu się ucieszyło.
— Dobra, zaczynamy! Po pierwsze, musimy się rozdzielić — Kate postanowiła zacząć tłumaczyć.
— Każde wejście do domu jest oznaczone taką małą flagą. Będzie wbita w ziemię, czy gdzieś przymocowana, na przykład do lampy, więc musicie się dobrze rozglądać. Zaraz za wejściem każdy ma zagadkę i trzeba od zagadki do zagadki przejść dalej, aż znajdzie się śpiącą księżniczkę. Dosyć proste, nie? — Marg dodała do wyjaśnienia koleżanki, patrząc po pozostałych. — Chłopcy je robili, więc my też bierzemy udział, bo nie wiemy, gdzie się schowali. Na szczęście Rush bardziej od Mike’a ogarnia Disneya, więc zagadki powinny być fajne.
— W ogóle Rush mówił, że mamy się bać, ale nie powiedział czego. — Kate zaśmiała się wesoło z podekscytowaniem. — Charlie, ja i Lenny pójdziemy wejściem od tyłu. Ryan, Alex i Juan, macie klucz do drzwi od ogrodu przez piwnicę. A Jason z Marg, wy pójdziecie od frontu.
— I wygrywa ten, kto ich pierwszy znajdzie? — Juan spytał z nadzieją, że tylko to wystarczy.
— I pocałuje! — Kate dodała z uśmiechem, zerkając przy okazji na Charliego i Marg, czy w ich oczach jest większa determinacja niż w reszcie.
Oczywiście, że była, chociaż Marg była tym chyba najbardziej podekscytowana. I jak już powiedziała, nie boi się, że pocałunek nagle odmieni Mike’a i stanie się on… rzeczywiście księżniczką, która preferuje mężczyzn.
— W ogóle w pokojach są kamery, więc potem będziemy widzieć, czy złamaliście reguły — dodała poważniej.
Juan skrzywił się teatralnie. Nie, nie zrozumiał Mike’a, że się na to godził. Niespodziewanie poczuł pocieszenie od strony Lenny’ego. Ten szedł wespół z Alexem, który nie widział za bardzo sensu swojego udziału w tej zabawie. Mulat jednak postanowił, że jak już się przebrał, to doprowadzi to do końca, chociaż nie planował się starać tak, jak chociażby Charlie. Albo Ryan, który, pomijając strój, wydawał się całkiem na tak do tej zabawy. Chyba po prostu lubił rywalizację.
Podzielili się na grupy stworzone przez Kate i ruszyli do swoich miejsc startowych. Naprawdę dużym plusem było to, że dom rodziców Mike’a był wielki i miejscami miał całkiem skomplikowany układ. Bo poza standardowymi pokojami i łazienkami były jeszcze schowki, strych, piwnica i inne ciekawe miejsca.
— Czy ja dobrze słyszę? Nawet muzyka jest? — Jason zapytał z podziwem, stając obok Marg przy drzwiach frontowych.
— Mhm, fajnie, co nie? — Dziewczyna uśmiechnęła się, a Jason, jak teraz na nią patrzył, to nawet mógł zrozumieć, w czym Mike tak bardzo się zakochał. Dziewczyna wręcz promieniała, była podekscytowana i nawet w jego opinii wyjątkowo słodka. Nie mógł się nie uśmiechnąć.
Otworzył drzwi i wskazał jej wejście.
— Panie przodem… Alladynie…

20 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 199 – Jak z bajki

  1. Katka pisze:

    Basia, przebieranki są po to, by było więcej zabawy! :D Poza tym gdyby nie przebieranki, to pewnie nie mogliby się pobawić chociażby w szukanie księżniczek, hehe. Alex niech się lepiej do tego przyzwyczaja XD Pozdrawiamy również!

  2. Basia pisze:

    Witam,
    świetnie z tymi imprezami przebierankowymi, choć musze powiedzieć, ze w czymś takim jestem jak Alex, a po co się przebierać.. ciekawe jak Rush zareaguje jak zobaczy Charliego, no ciekawe kto odnajdzie księżniczki i o co chodziło z tym, że trzeba si ę bać Rusha…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Kruha, hehe, węszę parcie na gołąbki XD A metamorfoza ptaszynki duża, w końcu zawsze jak się ktoś na blond jebnie to jest takie wow XD

  4. Kruha pisze:

    Co tam pocałunek, po tej imprezie nie wyobrażambsobie, aby nie było sceny sexu Gołąbków! Nie mogę się doczekać, jak Rush zareaguje na ta metamorfozę!

  5. Katka pisze:

    Laurel, niegłupie XD Wrzucę za moment :)

    Liv, szczęściaro! Ale dzięki za brak spoilerowania ;) Tylko właśnie, czytanie wcześniej ma swoje minusy – potem się długo czeka na dalsze losy. No i też głupio wyszło, bo ta druga połowa nie była poprawiona jeszcze, więc pewnie miała sporo literówek. A Kate zawsze się ustawi XD Ona ma jakiś dar przebicia (albo jest po prostu nachalna). A co do intryg… spoko, będą na pewno, ale przyznam, że mamy… małe plany co do FDTS, w których fakt, jest zbudowany plan intryg i głębszych starć, ale to musi własnie poczekać na chwilę tej sielanki. Doczekasz się ;) I dzięki za te miłe komentarze zawsze! :)

  6. Liv pisze:

    Hihi, ale mi fajnie czytając komentarze :) Jako że tuż po północy dorwałam się do rozszerzonego rozdziału, czuję się taka waażnaa ^^
    Ale rozdział był super słodki, nawet zazdroszczę tym, którzy przeczytali poprawioną, krótszą wersję, bo ja, żeby poznać dalsze losy cudeniek poczekam sobie do grudnia xd
    Tak strasznie chciałabym zobaczyć, jak wygląda Alex… i w ogóle wszyscy. No i wyobrażam sobie szczęście Kate, po raz kolejny ustawiła nie swoją imprezę tak, jak chciała :3 Kolorowo i pełno Disneya….
    Ale, nie bijcie!, trochę tęsknię do czasów FDTS, kiedy Jason był chamem. Boże broń nie chcę rozwalać żadnych związków, bo aktualne są najlepsze jakie można sobie wymarzyć, ale może jakieś intrygi pomiędzy kilkoma parami by się zadziały? ;> Chociaż teraz to opowiadanie to taka bajkowa odskocznia od pozostałych, tam to dopiero intrygi knują się pełną parą :)
    Pomyślałam sobie, że fajnie byłby się gdzieś po ciemku skitrać na takim kostiumowym przyjęciu i przy odrobinie szczęścia ukraść komuś buziaaczkaa c: A potem tak wyskoczyć..!
    No, ale rozpisuję się, rozdział był uroczy. Zdałam sobie sprawę, że zawsze komplementuję rozdziały prawie tak samo, ale co ja poradzę, że wszystkie są super? Miłego weekendu :)

  7. Laurel pisze:

    To może krótka ankieta przed nastepnym rozdziałem? Kogo by tu obstawić? Trudny wybór. Miny Alexa i Lenny’ego byłyby chyba nie do zapomnienia.

  8. Katka pisze:

    Neko, chan, aż mam ochotę robić zakłady, kto z Was trafi zwycięzcę a raczej szczęśliwca, który będzie mógł pocałować słodkie usteczka solenizantów XD Hehe i pewnie sporo osóbek żałuje, że nie trafiło na północ, ale to dla nas lepiej XD Miałam lekki zawał, jak zobaczyłam, że opublikowało się za dużo. Co do Jaya syrenki za to… cóż, jak na smoka pasuje, to czemu na syrenkę nie? Też ma łuski XD

    Laurel, może właśnie następny raz będzie w sukienkach XD W końcu powinni sobie podnosić poziom trudności!

    Bebok, Disney to nich tak bardzo pasuje, że nie mogłyśmy sobie podarować XD W końcu FDTS to taka bajeczka ;)

  9. Bebok pisze:

    Hah ;D Fajny motyw z disnejowską księżniczką ;p Szkoda tylko że nikt nie założył sukni ;p Jason jako syrenka… chyba nie chce o tym pamiętać haha ;p to musiało wyglądać pociesznie ;P Ciekawe kto znajdzie solenizantów ;D

  10. Laurel pisze:

    Szkoda, że żaden Panów nie dał się jednak namówić na założenie sukni księżniczki :-( Ale i tak rozdział świetny. Ciekawe co będzie następnym pomysłem Marg, Może coś bardziej śmiałego? Można pomarzyć.

  11. Neko-chan pisze:

    Hm… a mi się wydaje, że Charlie znajdzie Mike’a i będzie musiał go pocałować :D Ewentualnie Jason, ale bardziej stawam na Charliego. A Rusha by pocałował… Alex! xD O rany, nie wiem czemy, ale chciałabym to zobaczyć, mimo że nie przepadam za swataniem dwóch braci xD
    Rozdział świetny i nie mogę się doczekać dalszej części. I aż żałuję, że przeczytałam dopiero rano, a nie poczekałam do północy – może bym zdążyła przeczytać całą wersję xD Ale nie jest źle. Doczekam się :D W koncu po drodze jest jeszcze Project Dozen oraz Love Interest, na co czekam z niecierpliwością.
    A okładka pierwszego tomu – CUDOWNA. Zakochałam się, aż chciałabym już mieć w łapkach cały tom i patrzeć na tę okładkę, czytać, patrzeć i znów czytać i tak cały czas.
    Jason jako syrena… nie mogę xD Wyobraziłam go sobie z takim prawdziwym syrenim ogonem i wciąz nie mogę przestać się śmiać xD Ogólnie, wszystkie postacie mają świetne przebrania. Biedny Juan, musiał wyjść tak przebrany zatankować xD Świetny rodział.
    Pozdrawiam~

  12. Katka pisze:

    Agata, miałyśmy bekę, oglądając ten filmmik XD Śmiesznie zrobiony, hehe, a Alexik sam nasuwa się na myśl XD

    Yaoistka, buuu, szkoda komenta :( Ale najważniejsze, że rozdział się podobał!

    O., mrrr, Jason by jeszcze sobie przypomniał, jak leciał kiedyś na Mike’a XD I co by to było, hehehehe. Konfiguracji jest wiele, każda jest możliwe!

  13. O. pisze:

    Słodko, by było gdyby Jason ucałował Mike’a <333 Haha a Lenny Rusha! Już widzę schiza Charliego pt. "morderca ucałował mi chłopaka" xDDDDDd

  14. Yaoistka^^ pisze:

    Jaj… skasował mi się komentarz 😧 no cóż czasu już nie mam, ale dzień dziewczyny super rozdział.

  15. Katka pisze:

    Hura, błąd :/ Ci, którzy zdążyli dorwać się do pierwotnej wersji, prosimy nie pisać tu spoilerów, co się dzieje dalej. Bo niestety impreza miała być rozbita na dwa rozdziały, bo jest dłuuuuga i przypadkiem wrzuciła mi się cała wersja :/ Teraz jest już tak, jak powinno być.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s