Project Dozen – 18 – Rykoszet

Po wejściu do pokoju, pierwsze co ujrzał, to śniade pośladki. Tak, zdecydowanie takiego widoku się nie spodziewał. I to wypięte. Francisco właśnie pochylał się do swojej sterty ubrań na podłodze i wyciągał z niej świeżą bieliznę. Słysząc otwieranie drzwi, podskoczył w miejscu i nie upadł tylko dlatego, że podparł się o łóżko.
— Chryste! — wydusił z siebie i szybko zaczął zakładać bieliznę.
— Chryste! Ja to powinienem powiedzieć! — Sebastian wszedł szybko do pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi. Spojrzał na Francisco większymi oczami, a potem szybko odwrócił wzrok. — Coś ty nago robił w środku dnia?
— Bo byłem w szkole, by zobaczyć, czy Solt się tam nie kręci, bo w internacie go nie było. I zaczęło lać, więc biegnąc tu, zmokłem — wyjaśniał, szybko się ubierając. — Wybacz… I też trochę zmokłeś. — Wskazał na współlokatora, jakby to usprawiedliwiało jego nagość.
— Cholera, akurat kiedy wszedłem. — Sebastian nie skomentował całej tej wypowiedzi, tylko rzucił pod swoje łóżko plecak i zaczął zdejmować mokrą kurtkę. Na szczęście była skórzana, więc jedynie przemoczył kaptur bluzy, a nie ją całą. Spodnie też miał wilgotne wyłącznie na udach. — A Solta widziałem w mieście.
— Och? — Francisco spojrzał na niego żywiej, a za oknem mocno zagrzmiało. Przez burzę zrobiło się w ogóle ciemniej, mimo że był środek dnia. — Gadałeś z nim? — pytał dalej, ubierając się w jedne ze swoich nisko wiszących, wytartych jeansów. Jego włosy najwyraźniej po kontakcie z wodą robiły się jeszcze bardziej pokręcone, bo teraz stanowiły ciemną, poskręcaną otoczkę wokół jego głowy.
— Tak, zasugerowałem mu, aby jednak wykonał zadanie na kimś z dwunastki, a nie szedł na łatwiznę — Sebastian, mówiąc to, rozebrał się jeszcze ze spodni, aby je zmienić i aby te wyschły. — A on na to, że to ja napuściłem ojca na infiltrację jego gazetki. Tak jakby ta była serio jego, a nie szkolna. — Przewrócił oczami.
— Może to po tym zdecydowali, jak się pojawiły zdjęcia Julesa Foxa i Erika podczas szarpaniny w szatni — zasugerował Argentyńczyk, popatrując na Sebastiana i na ślepo zakładając koszulę w czerwono-szarą kratę. — Czasami Solt zagina granicę.
— Przekracza granicę — drugi chłopak poprawił go automatycznie. — I może tak, ale i tak ta dziennikarzyna myśli, że to moja sprawka, a nie, że sam na to zasłużył. Dlatego raczej na jakiś sojusz z nim nie ma szans. Tyle dobrze, że do Patricka też nie pała miłością — mówił, nadal siedząc na łóżku tylko w podkoszulku i bokserkach. Jeszcze miał trochę czasu do wyjścia, a przez burzę było parno.
— Foxa też nie. Dużo się tu osób nie lubi. Ale Tomas Eng i Colin Cross się trzymają razem jak my, bo też razem mieszkają — Latynos stwierdził, zapinając guziki, ale jak zwykle nie do samego końca. Potem bez pytania usiadł obok Sebastiana, uprzednio sięgnąwszy z biurka po jakąś kartkę. — Patrz. Poprawiłem ci w wypracowaniu kilka błędów na twój hiszpański na jutro — dodał ze szczerym uśmiechem.
Sebastian spojrzał na ciemne oczy swojego współlokatora, a potem na kartkę z jeszcze nieprzepisanym na komputer wypracowaniem swojego autorstwa.
— Dzięki. Dobrze, że je jeszcze opisałeś. A swoją geometrię zrobiłeś?
— Si! Prawie. Prawie zacząłem… — odparł chłopak, markotniejąc z każdą wypowiadaną sylabą. — Ciekawsze było czytanie twojego wypracowania… Zrobię potem, jeszcze nawet trzeciej nie ma — jęknął, opierając tył głowy o ścianę za plecami.
Sebastian zaśmiał się pod nosem i wsunął mu dłoń we włosy, obsuwając je mu na oczy. Potem odepchnął go od siebie, powalając na swoje poduszki.
— Głupi jesteś. To jak sprzątanie mieszkania, kiedy trzeba coś zrobić. Ale, w ogóle, co myślisz, może być mój hiszpański?
Francisco, który jęknął w poduszkę i… tak został, bo było wygodnie, od razu uniósł dłoń z pokazanym kciukiem w geście aprobaty.
— Jasne, jasne! Jest super, a na czerwono ci zaznaczyłem te błędy, które powtarzasz, to jak je dopr… poprawisz, to będzie wybornie — odpowiedział, na koniec używając słowa, którego wczoraj się nauczył.
— Czyli ja swoje zadanie odrobiłem, a twoje leży. Tak jak ty. — Sebastian zaśmiał się znowu, powstrzymując się przed kolejnymi gestami w stronę drugiego chłopaka po tym, jak sobie przypomniał, czym skończyła się ich ostatnia przepychanka.
Francisco wcisnął nos w jego poduszkę, śmiejąc się.
— To dużo wygodniejsze niż uczenie się. Może jak nad tym popracuję, to mi zaczną za to płacić? — zażartował i trącił stopą udo Sebastiana. — A ty co będziesz robił w tych gaciach tak siedząc?
Sebastian pstryknął go w stopę, aby ją odsunął, chociaż nadal nie schodził mu lekki uśmiech z ust. Mocno mrużył przy tym oczy, jak miał w zwyczaju.
— Poczekam, aż przestanie padać. Na wieczór jestem umówiony z ojcem. Znowu więc będziesz musiał zająć się sobą, ale wtedy zrób już coś pożytecznego. A nie leż.
— Zrobię, zrobię… Spróbuję. Szkoda, że wychodzisz…
— Powinieneś się cieszyć. Będziesz miał chwilę dla siebie. I geometrii — zakpił na koniec uszczypliwie i znowu go szturchnął. — Nie śpij, nie ty rano wstawałeś.
Francisco jęknął i wreszcie z mozołem się uniósł.
— Patrick ci nie dowalał?
— W jakim sensie?
— Wiesz… nie wkurwiał cię tak, żeby ci zepsuć niedzielę? Wiem, że się nie lubicie. Chociaż… — zmrużył oczy, patrząc przed siebie na kremową ścianę — ja bym mu chyba przywalił.
— Za co? — Sebastian zdziwił się trochę tą nagłą uwagą. — Znaczy, wiesz, też go nie trawię, ale nie bije się knypli. — Zaśmiał się z głupią satysfakcją, nabijając się ze wzrostu przewodniczącego.
Francisco też roześmiał się swoim ochrypłym głosem.
— A ja za schowanie ciuchów. Znaczy tylko fantazjowuję, bo miałbym kłopoty — dodał, teraz już patrząc z bliska na twarz Sebastiana. Była taka ciekawa i miła do obserwacji, kiedy Sebastian był rozluźniony. — Nie poderwałeś żadnej panny w mieście? — zmienił temat, poruszając wymownie brwiami.
Sebastian znowu się roześmiał. Nie rozumiał, skąd czasami Francisco wyskakiwał ze swoimi tekstami.
— Nie. Matko, skąd taki pomysł? Nie byłem tam na podryw.
— No, bo z Patrickiem-kij-mam-w-tyłku ciężko się gdzieś pokazać i coś zaliczyć — Argentyńczyk odpowiedział ze śmiechem, po czym szturchnął kumpla pod żebra. — Ale nie mów, że nie kusiło? Tutaj żadnych dziewczyn, to tam to jak w innym wymiarze! Wiesz… — zaciął się, chyba niepewien, czy tym razem użył dobrego słowa. — Jak masz dwa słupy i przechodzisz pomiędzy nimi, a potem dostajesz się do innego świata, albo jak lustra są to… no… Dobrze mówię?
Sebastian pokiwał głową. Coś było w tym, co mówił Francisco. Powinien poszukać sobie jakiejś dziewczyny. Ale teraz, kiedy mieli to zadanie, jakoś czuł, że będzie miał mniej czasu dla siebie.
— Dobrze mówisz. W kolejny weekend, jak nic nie wyskoczy, możemy kopsnąć się do miasta, jak chcesz.
— Noo, byłoby świetnie razem się popałętać! — podchwycił Francisco, który wręcz rozpaczliwie chciał wyprostować ich stosunki i móc całkowicie zapomnieć o swoim wyskoku z pocałunkiem. Chociaż teraz, kiedy siedział tak blisko Sebastiana, jakoś nie mógł przestać myśleć o tamtym incydencie.
— To wstępnie jesteśmy umówieni. Chyba że Patrick znowu mnie porwie — syn dyrektora westchnął na koniec markotnie i pochylił się do przodu, opierając łokcie o kolana.
Francisco położył mu dłoń na ramieniu i poklepał go po nim. Nie zabrał jej jednak z powrotem do siebie.
— Jak szybciej skończysz to zadanie, to będziesz mógł się szybciej obijać. Jak ja, śpiąc do późna! — rzucił z uśmiechem.
— Za dobrze ci.
— Masz czas, możesz się teraz zdrzemnąć. Obudzę cię potem, jak chcesz?
— A zrobisz w tym czasie geometrię?
— Si! Obiecuję!
Sebastian spojrzał podejrzliwie na kumpla, po czym skinął głową.
— Dobra, to spadaj z mojego łóżka — pogonił go, zdejmując podkoszulkę przez głowę.
Francisco, jakkolwiek chętnie by tu jeszcze posiedział, tak zszedł z uśmiechem i zaczął szperać w biurku w poszukiwaniu zeszytu.
— To o której cię obudzić?
— Za dwie godziny najpóźniej. Najpóźniej, Francisco — Sebastian zaznaczył, wsuwając się pod kołdrę i czując się dość nietypowo jak zawsze, kiedy kładł się do łóżka w południe.
— Okej, okej. To jestem na czatach. Śpij, będę cicho. — Latynos posłał mu jeszcze jeden uśmiech i wreszcie niechętnie usiadł do biurka z podręcznikiem oraz zeszytem z geometrii. Niby był to dopiero pierwszy poziom… ale po prostu nie lubił się uczyć.
Sebastian popatrzył na niego, upewniając się jakby, czy ten będzie grzeczny, po czym mruknął „to na razie” i położył się, zakrywając się kołdrą. Zamknął oczy, aby przysnąć trochę i odpocząć przed zbliżającym się tygodniem i kolacją z ojcem.

*

Na pierwszy ogień Cody wybrał Julesa Foxa. Jeśli już miał odegrać się na kimś z dwunastki biorącej udział w projekcie, to zamierzał zrobić to na kimś, kto najbardziej mu szkodził. A Foxy i jego kanał na youtube dostatecznie konkurował z jego gazetką, więc delikatne zaszkodzenie Julesowi na pewno by mu pomogło.
Kiedy szedł na drugie piętro, pod pokój 161, cały czas myślał o treści zadania. „Zrób kompromitujące zdjęcie któregoś ucznia i ukaż je na tablicy szkolnej.” Gdy tylko to przeczytał, zachciało mu się śmiać i wręcz się zastanawiał, czy to uczestnicy projektu są nastolatkami, czy organizatorzy. Nie narzekał. Intrygi były jego atrybutem, a i treść zadania była tak ułożona, że nie musiał zrobić zdjęcia danej osobie, a czemuś, co ją kompromitowało. Nastawił się więc na to, że po prostu włamie się do pokoju Julesa i zrobi zdjęcie jakimś jego stringom albo szufladzie pełnej sztucznych penisów. Bo przecież Jules, skoro był pedałem, musiał coś takiego mieć.
Po wyjściu z windy przemknął do pokoju wspólnego, który miał wejście bardzo blisko pokoju 161. Cody, z aparatem zawieszonym na szyi i zestawem małego włamywacza w kieszeni schował się za futryną. Musiał poczekać na właściwy moment. Więc czekał… i czekał… i czekał… aż w końcu dojrzał Julesa Foxa wychodzącego z pokoju. Szybko więc schował głowę i nasłuchiwał. Dobiegł go dzwoniący dźwięk kluczy, więc założył, że Jules był w pokoju sam i teraz go zamknął. Idealnie.
Cody odczekał jeszcze chwilę, odliczając czas, jaki mógł zająć Julesowi na dojście do wind i dopiero wychylił się z pokoju wspólnego. I zdążył zrobić zaledwie kilka kroków w stronę drzwi, nim nagle… te się otworzyły i wyszedł z nich Eric Turner, współlokator Julesa! Cody zaklął do siebie i błyskawicznie zawrócił. Szlag! Przecież słyszał klucze! Czyżby Jules bawił się nimi po prostu? Albo Eric mu je rzucił? Nieważne, istotne było, że Eric go zauważył. Tak, zdecydowanie go zauważył, bo zanim Cody zdążył ponownie schować się pokoju wspólnym, współlokator Julesa dopadł do niego i odwrócił go do siebie za ramię. Zwykle był bardzo spokojnym i wywarzonym chłopakiem, ale teraz na jego twarzy widniał poważny, stanowczy wyraz. Okulary w prostokątnych oprawkach tylko dodawały mu powagi.
— Solt, co ty tu robisz? — zapytał względnie spokojnie, ale z groźną nutą. Najwyraźniej nie zapomniał o tym, jak w gazetce ukazał się artykuł na temat całej afery z flagą tęczową w jego szafce. Był czujny.
Cody odepchnął go i ostentacyjnie poprawił na sobie koszulkę.
— Serio? Nie można już posiedzieć w pokoju wspólnym?
— Z tego co wiem, mieszkasz w drugim internacie. A teraz ewidentnie szedłeś do naszego pokoju. Czegoś chcesz od Julesa?
— A nawet jeśli, to kto powiedział, że to twoja sprawa? — odparł butnie, zirytowany tym nagłym atakiem, kiedy nic nie zrobił. Jeszcze.
— Tak, to moja sprawa, bo mieszkam z Julesem, a ty ostatnio bardzo chętnie insynuowałeś dziwne treści. Do tego nie jestem głupi i wiem, że wasze aktywności są sobie sprzeczne, więc nie spodziewam się, byś przychodził w pokojowych zamiarach — Eric odpowiedział ze zmarszczonymi brwiami i poprawił okulary.
Cody za to skrzywił się, już wiedząc, że nawet jeśli udałoby mu się teraz dorwać do pokoju Foxa, to nic by nie mógł sfotografować. Bo przecież potem by było oczywiste, że to on przypiął to zdjęcie na tablicy. A po zadaniu Patricka już wiedział, że nie opłaca się, kiedy wszyscy wiedzieli, kto stoi za jakimś psikusem. I zamierzał uczyć się na cudzych błędach, a nie swoich.
— Dobra, Turner, nie baw się w rycerza swojej damy. Nie obchodzi mnie już wasz związek, bo teraz jest akcja z Judem i…
— Nie jesteśmy w związku — syknął Eric, momentalnie różowiejąc na policzkach. Ciężko jednak było powiedzieć, czy to z zażenowania, czy złości.
— Dobra, dobra! Zmykam. Nie bulwersuj się tak. — Cody westchnął i poklepał starszego chłopaka po ramieniu. Cóż, mówi się trudno. Poszuka innego celu.
Eric obdarzył go jeszcze podejrzliwym spojrzeniem i poprawił na sobie czarną koszulę, która doskonale ukazywała jego szczupłą sylwetkę.
— To nie kombinuj, a nie będzie spięć.
— Spokojnie — odmruknął Cody i wyminąwszy go już bez dodatkowego słowa, skierował się do windy.
Kiedy burza już przeszła i nawet wyszło słońce, trochę uczniów wyległo na zewnątrz. Nie tyle, ile zwykle tu było, kiedy boiska nie były pełne kałuż, ale zawsze coś. Cody też szedł niespiesznie ścieżką wzdłuż boisk, by móc na spokojnie pomyśleć. A jakie miejsce poza biblioteką pozwala się najlepiej skupić? Oczywiście park. Podążył więc w tamtym kierunku, wymieniając w głowie za i przeciw. Czy warto dowalić Francisco? A może Jude jednak by był lepszym celem? Chyba że dorwać Sena… Ale nie, ten i tak był uznawany za pojeba, Jude ostatnio miał ciężko przez pocałunek Julesa, a Francisco przez kradzież ciuchów. Każdy jakoś osłabł. Ale kto jeszcze pozostał nieruszony?
Nie zdążył wymyślić odpowiedzi, kiedy ta pojawiła się przed jego oczami. Na skateparku, a dokładniej przy barierkach go ogradzających dostrzegł Woody’ego Jolene’a z tym jego nieodłącznym kumplem. Nie pamiętał nawet, jak ma na imię. Był chudy, był skatem i miał tatuaże. Tyle wiedział. Ale nie to było najważniejsze. Poczuł się jak olśniony, kiedy ujrzał, że kumple… palą papierosa.
Skulony, pokonał kilka kroków, żeby ustawić się odpowiedniej pozycji do zdjęcia, ale też żeby nie zostać zauważonym. Wyciągnął aparat, przystanął za drzewem i nie zważając na to, że z liści kapią mu na bluzę krople wody, zaczął ustawiać ostrość.
Woody i Trey byli niczego nieświadomi. Chyba nawet nie rozmawiali wiele, bo ich usta nie otwierały się często. Tylko tak od czasu do czasu. Patrzyli gdzieś przed siebie i popalali leniwie szluga. Cody widział, że jest na wykończeniu, więc nie ociągał się i cyknął kilka fotek. Tak, to będzie idealne. Przecież nastolatki nie mogły palić, a tym bardziej na terenie szkoły. Zatem kiedy powiesi takie zdjęcie na tablicy, będzie ono na swój sposób kompromitujące, a przynajmniej miał nadzieję, że za takie uznają je organizatorzy projektu. Tym bardziej, jeśli któryś z nauczycieli zobaczy tę fotografię przed tym, jak Woody albo jego kumpel zdążą ją zdjąć…
Czując, że ten pojedynek wygrał, zabezpieczył aparat i podążył z powrotem do internatu. Musiał się przebrać i wreszcie zabrać się za dopracowywanie artykułów do gazetki. Tak, żeby żaden belfer czytający ją przed opublikowaniem się nie dowalił… Ech, problemy…

*

We wtorek rano Woody nie widział się z Treyem, bo ten wyszedł godzinę wcześniej na swoją trygonometrię. On sam z kolei miał fizykę dopiero na dziewiątą, więc leniwie zebrał się z łóżka, zjadł śniadanie i przed dziewiątą zjawił się w szkole. Miał przed sobą wizję zajęć do czwartej popołudniu, bo akurat wtorki i piątki były jego najbardziej zajętymi dniami. Ale los chciał, że pierwsza lekcja miała go ominąć. Niestety nie było to tak pozytywne…
— Jolene, za mną do dyrektora — stary nauczyciel matematyki zatrzymał go przed wejściem za resztą do sali i jeszcze rzucił porozumiewawcze spojrzenie fizykowi, żeby przypadkiem nie denerwował się, dlaczego nie ma jednego jego ucznia. Potem skinął wymownie Woody’emu, a kilka uczniów popatrzyło na nich przez ramię pytająco.
Chłopak wstał z zaskoczoną miną i podszedł do mężczyzny, który po niego przyszedł. Po drodze przeprosił nauczyciela, z którym miał mieć zajęcia i dopiero zarzucił plecak na ramię. Mało w nim było, ale nie chciał go zostawiać w klasie.
— Coś się stało? — spytał, kiedy zamknął za sobą drzwi do klasy.
— Inaczej nie byłbyś proszony do dyrektora. Chodź — matematyk odpowiedział krótko i mało wyjaśniająco, po czym podążył swoim zawsze sztywnym, ale i tak szybkim krokiem w kierunku gabinetu.
Korytarze były już opustoszałe, bo uczniowie po dzwonku weszli do sal, dlatego wokół roznosiło się tylko echo ich kroków.
Woody poprawił plecak na ramieniu i ruszył za mężczyzną.
— Czyli nie zdradzi pan nic? — spytał bez szczególnej nadziei.
Matematyk tylko rzucił mu surowe spojrzenie przez ramię i skręcił za róg, gdzie… Woody zobaczył Treya. Siedział nisko na ławce przed gabinetem dyrektora, na głowie miał bajsbolówkę z daszkiem nasuniętym na czoło, a jego plecak niechlujnie leżał u jego stóp.
— Swift, jesteś w szkole, zdejmij tę czapkę! — nauczyciel zwrócił się do chłopaka, który dopiero teraz ich zauważył i uniósł na nich swoje jasne ślepia.
Z dużym ociąganiem zdjął czapkę i wstał z ławki.
— Woody? — zdziwił się na widok kumpla.
— No… Siema. Ale chyba nie powinienem się cieszyć, że cię widzę. — Nastolatek z dredami podał kumplowi dłoń na powitanie, jakby nie widzieli się dużo dłużej niż kilka godzin. — Wiesz, co jest grane?
Trey obejrzał się za matematykiem, który kazał im tu czekać, samemu wchodząc do gabinetu dyrektora.
— Nie wiem, bracie. Miałem już zacząć drugą godzinę tej pieprzniętej trygonometrii, ale mnie z niej wyciągnęli. Nic nie odwaliliśmy ostatnio — odmruknął i oparł się łopatkami o ścianę. Po swój plecak na podłodze się nie fatygował.
Woody pamiętał, że sam coś ostatnio odwalił, ale przecież w żaden sposób nie było to powiązane z jego współlokatorem.
— Też sobie nic nie przypominam. Może to coś z pokojem, jak jesteśmy obaj.
— Mam nadzieję…
Drzwi do gabinetu się otworzyły i wyszedł z nich matematyk. Rzucił im obu groźne spojrzenie, ale po tym bez słowa oddalił się w swoim kierunku. Za nim za to wychyliła się głowa Marka Mossa, który zmierzył ich obu wzrokiem.
— Wchodźcie.
Woody jeszcze spojrzał na kumpla, zabrał plecak i skinąwszy dyrektorowi na dzień dobry, wsunął się do jego gabinetu. Był trochę zdenerwowany, bo nie lubił nie wiedzieć, a dodatkowo stresował go fakt, że może być to coś związanego z jego zadaniem do projektu. Niby nie powinno, ale jednak go to trapiło. Mark Moss przecież sam w tym siedział. Miał nie robić problemów uczestnikom, więc tym bardziej wszystko wyglądało podejrzanie.
Usiedli wraz z Treyem na czarnych fotelach przed masywnym biurkiem dyrektora, które de facto było mało eleganckie. Dyrektor chyba miał problemy z utrzymaniem porządku, ale nie było to teraz tym, co wzbudzało ich zainteresowanie.
— Profesor Truman znalazł coś dzisiaj na tablicy… i z oczywistych powodów poprosił o interwencję… — Mark zaczął z niechęcią, przysiadając naprzeciwko nich i sięgając z biurka po coś, co leżało na nim odwrócone tyłem do góry. Gdy pokazał to uczniom, ci od razu zrozumieli, o co mogła być cała afera.
Było to zdjęcie. Zrobione najpewniej z ukrycia, ale dobrze było widać, że to właśnie oni. Siedzący na wzgórku przy skateparku, pochyleni, wyluzowani… z papierosem między palcami Treya.
Woody z chęcią by zaklął, ale taka reakcja nie byłaby dobrze widziana przez dyrektora. Jęknął tylko z bólem i odchylił się ciężko do tyłu na krześle. Zaraz też spojrzał na kumpla. To była bardzo nieciekawa sytuacja. I jeśli sobie współczuł, bo, pomimo że sam nie palił, to był w to zamieszany, tak Trey mógł mieć naprawdę spore kłopoty.
Mark Moss za to zachowywał się podejrzanie i tylko Woody mógł być świadom powodu. Profesorowie prowadzący projekt dali jasno do zrozumienia, żeby nie ograniczać dwunastki uczestników, nie rzucać im kłód pod nogi, a wręcz oferować im możliwie jak największą swobodę, by mogli wykonywać zadania. A tu? Nadgorliwy matematyk znalazł parszywe zdjęcie i dyrektor zwyczajnie nie mógł tego zignorować.
Popatrzył na chłopaka z dredami, a potem na Treya, niemówiącego nic, tylko czekającego w napięciu na wyrok.
— Dobrze wiecie, że nie tolerujemy używek wśród uczniów. Macie siedemnaście lat. Czy naprawdę mało kampanii przeciwko używkom było organizowanych w tej szkole?! — Moss podniósł głos na koniec, a w obliczu braku odpowiedzi zapytał: — Skąd macie te papierosy?
— Od nikogo ze szkoły — mruknął Trey.
— To była jednorazowa sytuacja. Ktoś chciał nam zaszkodzić — dodał Woody. Może ryzykował, przypominając dyrektorowi, że na terenie szkoły toczy się mała wojna między uczniami, ale liczył, że wprowadzi trochę zamieszania w głowie mężczyzny, dzięki czemu wyrok będzie łagodniejszy.
— Cóż… Dla mnie ten papieros wygląda, jakbyście sami sobie chcieli zaszkodzić — Mark odpowiedział Woody’emu ostrym tonem, a potem zwrócił się do Treya. — Panie Swift. Pana rodzice zostali już poinformowani o zajściu. Jest pan zawieszony w prawach ucznia na dwa tygodnie, a jutro z samego rana będzie pan sprzątał śmieci, w tym — podkreślił — niedopałki w parku w Newcastle. A pan, panie Jolene, proszę pamiętać następnym razem, żeby uprzedzać kolegów przed niepożądanymi zachowaniami.
Trey zamrugał tymi swoimi wyglądającymi na niewinne oczami i chwilę czekał, czy dyrektor coś doda. Gdy to się nie stało, jego wzrok stał się wręcz niedowierzający.
— E… Okej… — wydusił, mając nieprzyjemne wrażenie, że oberwało mu się znacznie, znacznie mocniej niż Woody’emu. Wręcz… niesprawiedliwie mocniej.
— To wszystko? — jego kumpel także dopytał z niedowierzaniem. Nie żeby się nie cieszył, że nie będzie musiał sprzątać, ale to, jak został potraktowany, zamiast go zdołować, bardziej go uskrzydliło. Jakby faktycznie cały ten projekt dawał mu swoistą nietykalność.
— Tak, możecie odejść, ale obaj musicie mieć na względzie, że jeśli jeszcze raz zobaczę was z papierosem, to będziecie potraktowani znacznie surowiej — dyrektor mówił jakby bardziej do Treya i w końcu odprawił ich gestem.
Chłopcy unieśli się mozolnie, wyszli z gabinetu, a gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, Trey rozłożył ramiona na boki.
— Masz pojęcie, co się właśnie stało?
— W sensie? — Woody spytał z lekką obawą o to, o czym mówił kumpel. Bo to, że zostali ukarani, a raczej Trey został ukarany, za papierosa, było zbyt oczywiste. Bardziej musiało chodzić o rozkład kary.
— W sensie fajnie, że nie musisz zapierdalać z workiem na śmieci, ale… to było mocno nie fair…? — Trey wyglądał na skonfundowanego i odrobinę zirytowanego. Głupio mu było mówić „ty też powinieneś oberwać”, bo Woody był jego kumplem i nie chciał dla niego źle, ale to była tak jawna niesprawiedliwość, że aż coś go ściskało.
Chłopak z dredami skrzywił się mocno. Co niby miał na to odpowiedzieć? Wiedział, ale niby jak miał zareagować? Zgłaszając się na ochotnika, aby pomóc? Albo upominając się o większą karę?
— No… pewnie dlatego, że to ty paliłeś, nie? I chodź już stąd — zasugerował, idąc do wyjścia na korytarz. — Zresztą, nie zostawię cię, pomogę z tymi śmieciami.
— Aha… Dzięki. Pomiędzy jednym okrążeniem na rozgrzewce a drugim? Masz WF rano, a potem jakieś inne zajęcia — Trey przypomniał mu z kwaśną miną. Mocno mu to zgrzytało i wkurzało go, że tak dostał po dupie. Dwa tygodnie zawieszenia? Brudy w papierach po szkole to nie to, czego chciał, a i już się spodziewał, że będzie miał wieczorem poważną rozmowę z rodzicami. — Ja pierdolę… Ciągnąłeś mu czy co? — burknął, wciskając dłonie w kieszenie wąskich, ciemnozielonych spodni, które trochę zjechały mu na biodrach.
Woody aż przystanął, słysząc ostatnią uwagę.
— Ej, bez takich — odmruknął, bo chyba pierwszy raz Trey pocisnął mu przez pryzmat jego orientacji. — I pewnie tak dostaliśmy kary, bo to ty paliłeś, Trey. Zauważ ten drobny szczegół, hm?
— Jasne, bo nie można się było domyślić, że ty też zajarałeś. Kurwa… — Trey machnął ręką i przyspieszył, przy tym nasuwając na czoło czapkę. — Zresztą, wracaj se na lekcje. Ja nie mam co tu robić. Nara.
— Kurwa, Trey. Aż tak cię to boli, do cholery? Może wyżyj się lepiej na kimś, kto tę fotę strzelił, a nie na mnie! — Woody jednak nie odpuścił, idąc za kumplem i w końcu pchnął go w ramię, kiedy ten odwrócił się do niego plecami.
Drugi chłopak na chwilę odwrócił wzrok gdzieś w górę, przygryzając wargę. Musiało mu to mocno leżeć na wątrobie.
— Jasne, chętnie. Jak mi powiesz, kto to, kurwa, zrobił — mruknął gorzko, w końcu kierując swoje niebieskie ślepia na kumpla.
Woody warknął pod nosem.
— Dowiem się. A ty ochłoń, bo teraz już nic nie zrobisz, a to, że mnie walniesz, raczej nie zmniejszy ci kary — prychnął do współlokatora, też zaczynając się irytować. Był pewny, że to ktoś z projektu ich wkopał, miał już pewne przypuszczenia kto, ale wolał mieć pewność. Z drugiej strony, nie mógł też zrozumieć Treya, że tak się zachowuje. Jakby wkurzało go, że nie może go ze sobą zaciągnąć na dno. I tylko usprawiedliwiało go to, że Jolene wiedział, że to przez niego w ogóle dostał tę karę, bo to na nim było skupione zadanie, a nie na Treyu, który oberwał rykoszetem.
Wyglądało na to, że inni członkowie projektu wzięli sobie do serca rywalizację. To zdjęcie nie było pierwszym zagraniem uderzającym uczestników. Wiedział, że musi się mieć na baczności i obserwować innych. Miał przynajmniej z głowy Tomasa, z którym spotykał się w przyjaznych, a nawet więcej, stosunkach.
— Taa… Spadam do pokoju. Może Harp się da wyciągnąć do miasta — Trey odpuścił, choć nie wyglądał na w pełni szczęśliwego. Wydawało się nawet, że teraz nie bardzo chce przebywać w towarzystwie kumpla.
— Dobry pomysł — Woody przyznał i zerknął na niego pokrzepiająco, nim się odsunął. Niby chciał coś dodać, ale wszystko mogło tylko bardziej poirytować kumpla. A tego nie chciał. Wolał wrócić na zajęcia i sporządzić czarną listę osób, z którymi można by było zawrzeć sojusz. Gra w pojedynkę może i była jedyną drogą do celu, ale w międzyczasie dobrze było znaleźć sobie stronę, która ma większe szanse.

16 thoughts on “Project Dozen – 18 – Rykoszet

  1. Katka pisze:

    Basia, brniesz dalej przez PD, jak widzę! Super :D Nadrabiaj, jeszcze troszkę masz :D Czekamy na dalsze komentarze i też pozdrawiamy :)

  2. Basia pisze:

    Hej,
    Sebastian zastał bardzo ciekawą sytuację jak wszedł do pokoju.. no jak widać uczestnik projektu ma w pewien sposób immunitet..
    Dużo weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Bebok, o, jeśli chodzi o Erika, to mogę nawet powiedzieć, że w następnym rozdziale się pojawi, bo wczoraj go poprawiałam ;) W ogóle fajnie że go lubisz, my też mamy do niego jakąś taką małą słabość. A i takich spin podejrzewam będzie więcej… Cóż, to jest pierwsza tura, zadania są dość bajtowe. Z kolejnych może wyjść coraz więcej nieprzyjemności, a ja się zgadzam, ze takie patowe sytuacje są najgorsze. Nie wiadomo jak się zachować :/

  4. Bebok pisze:

    Hahaha xd początek mnie rozwalił ;p Nie ma to jak witająca cię goła dupa współlokatora xd Seba musiał mieć niezłą niespodziankę ;P
    Eric <3<3<3 Kolejny bohater którego jest moim skromnym zdaniem za mało ;D On jest taki fajny ;P Lubię go za samo imię! Ogólnie chciałabym jakiś rozwój wypadków z nim i Jules'em <3
    Woody i Trey… Nie specjalnie mi się podobała ta sytuacja… spiny o takie rzeczy nie są fajne choć faktycznie wyrok jest niesprawiedliwy. Z jednej strony głupio byłoby się podkładać z drugiej wypadało by się wstawić za kumplem. Poza tym może przez wzgląd na projekt upiekłoby się im obu gdyby Woody jakoś zareagował. Nie wiem. Jakoś tak głupio wyszło. Kiepsko jakby się pożarli na poważnie… No i te 2 tyg zawieszenia za głupią fajkę? Serio? Beznadzieja. Biedny Trey :(
    No nic ;D Czekam na więcej jak zwykle!

  5. Katka pisze:

    O., haha masaż dla Treya, cóż, nie jestem pewna, ale Trey chyba miałby z tego brechta i uprzedzał, żeby przypadkiem go tylko po tyłeczku nie „masował” XD

  6. O. pisze:

    Liczę też, że Woody jakoś da radę bardziej udobruchać Trey’a…Może jakiś masaż? :D Choć.. Wolę by Woody’ego masował Tomas, ale i takim rozwojem akcji się zadowolę :D

  7. Katka pisze:

    O., oj na doprawianie wszystkiego znajdzie się czas, hehe, mają cały rok przed sobą ;) A Eric… hehe, no jednak na tę chwilę nawet nie bierze pod uwagę opcji, że mógłby z Julesem cokolwiek XD

  8. O. pisze:

    Ahahahaha Sebcio powinien dop..doprawić ich znajomość a nie słówka w wypracowaniu <3
    Eric! Jeszcze, jeszcze nie jesteście parą ;D <3333

  9. Katka pisze:

    Dante, oj tak, widok tyłeczka zawsze fajny, tym bardziej takiego, hehe. Niech Sebcio mówi co chce, ale miał na co się napatrzeć. A co do Cody’ego, chyba zdania są podzielone, bo podejrzewam, że sporo osób uważa, że to Patrick jest tym bardziej irytującym.

    Porebula, zawsze co fajne, wydaje się krótkie, bo szybko się pochłania. Zaaaawsze najlepsze rzeczy szybko się kończą :(

  10. porebula pisze:

    Katka, ja mam spaczone poczucie długości… i wielu innych rzeczy np tego co sie ludziom fajne wydaje! Oni sie kwiatkami i kucykami jarają, a ja krwią i flakami. Dla mnie krótkie tomrzeczy poniżej 15-20 stron więc… Jestem zmuszo a przyznać cinracje co do tyłków… chyba że pomyśle o Lennym i srace… moze dobrze ze jej nie mial… Ale to dobrze, że narazie tego nie analizuje, bo by było, że albo sobie pójdzie akysz, albo coś co jest zue i z czym zaduzorazy mialam w opowiadanich doczynienia: wpadli na siebie w kiblu JEB MIŁOŚĆ OBRZYGAJMY ŚWIAT TĘCZĄ!!

  11. Dante pisze:

    Rozdział genialny xD, wyczuwam małą chemię pomiędzy moimi ulubieńcami więc jest dobrze <3, no i widok tyłka zawsze fajny :3. Jak dla mnie Cody jest najbardziej irytujący z całej szkoły.. ale chyba miał taki być xD. Mam nadzieje że nie zaliczą mu tego zadania, bo w sumie w tych zdjęciach nie było nic kompromitującego;)

  12. Katka pisze:

    Porebula, jak to co my mamy do tych tyłków? Są seksowne XD Ja bym nie pogardziła takim widoczkiem, jaki miał Sebastian z zaskoczenia. A Sebcio taki sprzeczny, bo też nie ogarnia tego, co się dzieje w jego własnej głowie, chociaż chyba na razie stara się tego nie analizować. Ale i tak nie wie czasem, jak się przy Francisco zachować. A czy rozdziały są krótkie? Nie wydaje mi się, tzn. staramy się przy wszystkich trzymać konwencji 8 stron na rozdział, czasem wiadomo wychodzi z racji akcji 7, a czasem 14, ale średnia to 8 przy każdym.

    *-*, oj będzie więcej, będzie ;) Spokojnie, opowiadanie jeszcze ma przed sobą wiele rozdziałów, więc Sebcio i Franio nie raz znajdą swoje pięć minut. A surowo… może dlatego że Moss nie dał kary Woody’emu, to zamiast tego dowalił więcej Treyowi? Nie wiadomo, ale Trey mimo wszystko nie jest rad z tego wagarowania :<

    Liv, wszystkiego najlepszego! :D Fajowo, że rozdział akurat trafil na ten dzien ;) hm, a czy u Sebcia i Frania się zmieni… wszystko się okaże, musi się wiele wydarzyć, bo masz rację, na razie jednak są dość stałe, a chłopcy obawiają się po ostatnim całusku przeginać pałę. Zobaczymy, zobaczymy ;) Och i słodko, że wyczekujesz na coś z Foxym. On póki co chyba jest tym najmniej wyczekiwanym, jeśli chodzi o parki gejowskie, o ile dobrze obserwuję po komentarzach. A de facto jest jedynym zdeklarowanym gejem, który nie martwi się o swoją orientację. Pozdrowionka ;*

  13. Liv pisze:

    Straszne…
    Przepraszam za srogie literowki i brak polskosci wszedzie, ale komputerowy internet odmowil wspolpracy. Telefon natomiast to relikt z, nie zawsze calkiem sprawna, klawiatura :) No… wlasnie :’

  14. Liv pisze:

    Ale fajnie, idealny prezent na rocznice starzenia sie! ;3
    No… pisalam juz, ze wielbie Project Dozen i tylko czekam i zacieram rasie na mysl, ze moze bedziecie go dodawaly czesciej. A tymczasem przez rozmowe Sebastana i Francisco z twarzy nie schodzi mi usmiech rozczulenia. Tylko jakos nie moge sobie wyobrazic, jak ich stosunki z obecnych zmienia sie na bardziej namietne… bo zmienia sie, prawda? c: Na razie jest tak niezrecznie, a Seba nie wydaje sie specjalnie spoeszyc zeby spojrzec na Francisco w inny sposob. No urocze no…
    Cody jest irytujacy. No, tyle :)
    Nie moge sie doczekac, az cos nieco bardziej romantycznego i, ze tak powiem, doswiadczonego (bo Fox) zajdzie pomiedzy Foxym :3 i jego wspollokatorem. Podczas gdy wiekszosc chlopakow tak slodko eksperymentuje, Jules juz temat ogarnia, a Eric wydaje mi sie cudowny. Bedzie z tego COS. *///*
    Najpierw kiedy Solt zrobil zdjecie Treyowi ze szlugiem i Woody’emu, chcialo mi sie smiac. „Ee, kujon nie ogarnia normalnych uczniow, hehe, fajka nie widzial, hehe, frajer…” Ale gdy przeczytalam, jaki rygor tak panuje, az mi sie zal zrobilo Treya. Za papierowa… 2 tygodnie zawieszenia… auc :(
    Tyle dobrego, ze Woody dostal ulge przez projekt, wiec mam pewnosc, ze znajomosc z Tomasem na pewno nie ucierpi przez brak czasu :3 Bo obydwoje sa super i z nimi sytuacja jest chyba najbardziej jasna. Wiedza, co i jak. A na Sebe z Fran i, mam nadzieje, Julesa i Erica, troche poczekamy… :)
    Sto lat, choc mala szansa, ze u ktorejs z Was trafilam, buzka! ;*

  15. *--* pisze:

    T.T Chcę więcej Sebastiana i Fransisca… Buuu..
    A tak na poważnie to chłopcy mają bardzo, bardzo, bardzo surową szkołę bo kto to słyszał 2 tygodnie w prawach ucznia za SZLUGA?! WTF?! Toć to nie była próba morderstwa ani podpalenia >.< Choć w sumie to 2 tygodnie wagarowania na legalu, ahh…
    Nie mogę się doczekać co tam będzie dalej. :D

  16. porebula pisze:

    Jak wy śmiałyście nie robić dozen częściej… Nie dobra… Jaram sie nowym opwiadaniem. Rozdział!! Hura!! Cieszmy sie i radujmy sie tym!! Allach hakbar!! Mięso niech będzie z wami!! Komu rano staje temu karma daje!! Masło orzechowe!! Czy co sie jeszcze krzyczy w takich momentach!!
    Czy wy coś macie do zaczynania rozdziałów w ten sposób ostatnio? Tu sraka, tam dupa… no rzygi nie sraka ale myślałam że sraka więc… Co wy macie do tyłków? nieważne… i jeszcze Sebcio ^^ „Coś ty nago robił w środku dnia?” Czyli w nocy może? On coś sugeruje? ^^ Taki sprzeczny jakiś jest… Sie wkurza o pocałunek, potem go całuje, a teraz myśli o nagim Franie w nocy… zgejicie każdego, nawet bez jego wiedzy o tym. Cody… co za zła bestia… taki nijaki sie wydaje… ale lepiej niż Peterson… nie czytałam przez niego IOI całego utknęłam na 7 rozdziale…
    Jezusowi i Poskramiaczowi pochw zrobił zdjęcie… nie ładnie… mojemu Jezusowi… I PP (nie chce mi sie poskramiacz pochw pisać więc będzie pp…pipi… już plisko do pochwy). Nasz pp nie przyczepił do Jezusa… Znaczy dyrektor by chciał żeby mum obciągną, ale nie teraz. W ogóle jak w google sie wpisze „ja pierdolę… Ciągnąłeś mu czy co?” to cie poprawia na „ja pierdolę… Ciągnęłam mu czy co?” homofobiczne google robi z 2 osoby 1 czyli czyni cie dzifkom… co za…
    Mi sie wydaje czy rozdziały są jakieś krótkie w porównaniu do FDTS? nie ważne… nowe opowiadanie hurra!! Jezus szuka wsparcia ^^ Ić do dosłownego serca Jezusa! tam czeka na ciebie Patrick bez jądra!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s