Zgłoszenie nr 6 – Nie przestawaj – by Socialtris

A

Alexander Grey był pracoholikiem. I był tego świetnie świadom, zresztą tak samo, jak jego partner. Potrafił jednak ograniczać swoje zapędy, ponieważ miał do kogo wracać. Jakkolwiek romantycznie by to nie brzmiało, Jason nadał trochę sensu jego zaharowanemu życiu. Blondyn starał się wracać do domu chociaż punktualnie, jeśli już nie wcześniej. By spędzić wspólnie trochę więcej czasu, nie tylko odsypiając szaleństwa w pracy, jak i w łóżku.
Tego wieczora jednak, mimo później pory, wciąż siedział w swoim biurze i, prawdę mówiąc, nie istniała zbyt duża nadzieja, by szybko z niego wyszedł. Musiał dopiąć wszystko na ostatni guzik, a przez własny upór, zrezygnował z pomocy brata, sądząc, że sam sobie poradzi.
Owszem, poradziłby, gdyby jednak w odpowiednim czasie wyłączył maila i faks. Tak, zamiast spraw ubywać, wciąż przybywało. Cała sytuacja była jednak zbyt ważna, by po prostu z niej zrezygnował, lub zostawił na kolejny dzień. Pogrążony w papierkowej robocie zapomniał nawet napisać do partnera, chociaż kilkakrotnie się do tego przymierzał — za każdym razem jednak przerywał mu dźwięk kolejnych, wypluwanych kartek z przeklętej maszyny, nazywanej powszechnie urządzieniem wielofunkcyjnym.
Gdy Alexander spojrzał na zegarek, odsyłając podpisane dokumenty, aż się skrzywił. Dobijała północ, a on w żaden sposób nie powiadomił Jasona o fakcie, że zamierza tej nocy pojawić się w domu. Sięgnął po telefon, wkładając ostatnią kartkę papieru, gdy usłyszał kolejny, przeklęty dźwięk. Tym razem wiadomość nie wymagała żadnej odpowiedzi. Wymagała bezpośredniego telefonu i to nie jednego, a kilku.
No bo jaki normalny człowiek informuje przyszłego wspólnika, że zmienił plany i za godzinę znajdzie się w Miami?
Zwykle opanowany blondyn pozwolił sobie na kilka przekleństw, nim nie rozpoczął pospiesznej organizacji noclegu i atrakcji dla prezesa. Pan Rebel musiał zaczekać na lepsze czasy.

L

Jason był szczerze zdenerwowany. Pół nocy spędził jak na szpilkach, próbując przekonać siebie, że nic się nie stało. Nie chciał narzucać się partnerowi, ale takie nagłe zniknięcie było kompletnie nie w jego stylu. Owszem, otrzymał wiadomość, że Alex nie wróci na noc, ale dopiero w okolicach godziny drugiej. Było to stanowcze przegięcie, szczególnie dlatego, że przecież umawiali się co do zmniejszenia pracoholizmu blondyna. Najwyraźniej jednak ustalenia nie były wystarczająco jednoznaczne. Dlatego tatuażysta poszedł do swojej pracy, przesiedział w niej cały dzień, warcząc na wszystko, co tylko miało nieszczęście znaleźć się w pobliżu, a potem zamknął salon i pojechał pod firmę braci Grey. Nie zamierzał reagować jak Charlie, dostrzegając we wszystkim oznak potencjalnej zdrady, ale naprawdę, Alex nie zwykł AŻ tak lakonicznie informować o zmianach planów. W ciągu ostatniej doby odezwał się raptem dwa razy — w środku nocy, oraz w okolicy południa, że będzie pracował znowu do późna. Nasuwało się pytanie — czy tak bardzo do późna, że znów nie wróci na noc do domu?
Czy Jason zrobił coś nie tak? Nie, niemożliwe. Był przecież piątek wieczór, powinni planować wspólnie weekend, a nie spędzać kolejny wieczór samotnie. Dlatego tatuażysta, jak durny, siedział pod biurem partnera i czekał, aż ten pojawi się na zewnątrz. Motor nie należał do najwygodniejszych siedzisk, dlatego po ponad godzinie cały pomysł wydał się Jasonowi kompletnie porąbany. Przecież mógł przyjść odwiedzić swojego kochanka w pracy, prawda? Może nie miał na sobie garnituru, ale wyglądał wystarczająco przyzwoicie, by go nie wyrzucili.
Chyba.
Mimo drobnego sprzeciwu recepcjonisty, udało mu się jednak dostać na piętro kochanka. Tam jednak zatrzymała go sekretarka, informując, że pan Grey jest zajęty przyjmowaniem kontrahenta i nikogo nie wpuszcza do środka.
Od paru godzin.
Zdaniem Jasona nie było to normalne zachowanie. Dlatego zaczekał jeszcze kwadrans, a potem, wykorzystując nieuwagę panienki, wtargnął do gabinetu blondyna. I zatrzymał się w progu, kompletnie zszokowany. Może jego zdradliwa wyobraźnia nie oczekiwała już znalezienia partnera nad stertą papierów, z długopisem w dłoni i kontrahentem na drugim końcu pomieszczenia, ale nie przypuszczał, że dwóch mężczyzn będzie sobie spokojnie siedzieć na kanapie i konwersować. Odległość stanowczo nie była naturalną dla Alexandra.
Blondyn uniósł się do pionu, gdy tylko dostrzegł kochanka, a w jego oczach pojawiło się szczere zaskoczenie. Może nie wyglądał jak osoba, która była zajęta zdradzaniem partnera, ale na pewno też nie jak szef firmy, zajęty negocjacjami.
— Jason — wyrzucił z siebie, jeszcze chwilę nie potrafiąc przybrać na twarzy swojej naturalnej, pokerowej twarzy.
To było jeszcze bardziej podejrzane. Kim był ten facet, że zajął tak bardzo uwagę Brytyjczyka? Czyżby to również przez niego rudzielec spędził samotną noc?
— Jason, to jest mój znajomy ze studiów. Jeremy Breth. — Anglik w końcu odzyskał kontrolę nad sobą i przedstawił osobnika siedzącego spokojnie na kanapie. Wskazany mężczyzna uniósł się, poprawił garnitur, który na oko był równie kosztowny, co stój Alexa, i wyciągnął dłoń ku nowoprzybyłemu.
— Miło cię poznać — powiedział z uśmiechem i luzem, do którego na pewno blondyn nigdy by się nie posunął. Do tego w jego spojrzeniu było widać coś, co bardzo Jasonowi się nie spodobało. Coś mówiącego, że ten gość domyślał się, co też łączyło mężczyzn.
Prawdę mówiąc, chudzielec nie był pewny, czy też sam jego kochanek nie powiedział o kilka słów za dużo. W tym momencie nie był niczego pewien, jednak uścisnął dłoń i przywołał na usta zblazowany uśmieszek.
— Nawzajem.

E

Rebel wrócił do domu samotnie, zirytowany w podwójny sposób. Po pierwsze, nie mógł w żaden spytać się kochanka, co on, do kurwy nędzy, wyprawia. Po drugie, nie dowiedział się, dlaczego właściwie Alexa w domu nie było i kiedy zamierzał wrócić. Niczego się nie dowiedział, tylko zobaczył tamtego gościa, stanowczo zbyt blisko SWOJEGO faceta.
Czy był zazdrosny? O tak, cholernie. Na tyle, że wypalenie jednej paczki nie stanowiło dla niego żadnego wyzwania. Gdy kończył drugą, usłyszał w końcu klucze w drzwiach.
Spojrzał na zegarek. Była trzecia w nocy.
Powinien zostawić kochanka w spokoju, by się wyspał, ale bynajmniej nie odczuwał takiej chęci.
— Można wiedzieć, co ty właściwie odpierdzielasz? — Wycedził na dzień dobry, zakładając ręce na piersi i spoglądając ostrym wzrokiem w swojego partnera.
Ten przez krótką chwilę wyglądał, jakby kompletnie nie wiedział, o czym Jason mówi. Spojrzenie szarych oczu było kompletnie nieprzeniknione, ale tym razem nie mogło spotkać się z żadną formą uległości. Dlatego w końcu wyłagodniało, a jego właściciel podszedł do partnera.
— Musiałem zająć się pracą. A gdy skończyłem, przyjechał przyszły partner — rzucił ze spokojem, by zaraz dodać. — Partner firmy. — Alex nie chciał, by zabrzmiało to tak źle, jak widocznie zrozumiał rudzielec. Aż się skrzywił i westchnął, gładząc go po piersi.
— Chcesz mi powiedzieć, że przez ostatnią dobę zajmowałeś się jakimś kumplem? — Rudy uciął próbę normalnego wytłumaczenia, jeszcze zanim na dobre się rozpoczęła.
Panicz Grey nie mógł nie zaprzeczyć. Ale i tak spróbował, bo przecież miał swoje racje.
— Breth przyleciał podpisać ze mną umowę, więc miałem obowiązek zapewnić mu atrakcje i towarzystwo. Już poleciał, więc nie musisz być… tak irracjonalnie zazdrosny. — Prychnął, wzruszając ramionami.
Chociaż ta myśl spowodowała, że odczuł pewną satysfakcję. Na tyle dużą, by nawet groźne spojrzenie wytatuowanego mężczyzny nie zrobiło na nim większego wrażenia. Pogłaskał go jeszcze raz po piersi, a potem stanął na palcach i pociągnął w dół głowę swojego bad boy’a, by go pocałować na “przepraszam”.
— Napisałeś dwa razy. Tylko dwa. Myślałem, że coś się stało — mruknął Jason, brzmiąc z pewną rezygnacją, mamrocząc pojedyncze słowa między krótkimi muśnięciami warg. — A ty po prostu siedziałeś z jakimś starym kumplem. Mówiłeś mu coś o nas? — Zmrużył oczy podejrzliwie.
Byłoby to dziwne zachowanie ze strony Grey’a, szczególnie dlatego, że przecież nie chciał się ujawniać. A już na pewno nie osobom związanym z jego zawodem. Mimo wszystko Rebel nie potrafił pozbyć się wrażenia, że ten Jeremy jakiśtam coś o nich wiedział.
— Jason. Chyba nie masz mnie za idiotę. — Uciął te podejrzenia Alex, prychając pod nosem. Nie zamierzał drążyć tematu, bo i nie miał po co. Zamiast tego, widząc, że sytuacja między nimi powoli się zaczęła uspokajać, poszedł do sypialni i zaczął zdejmować z siebie garnitur.
— Nie zamierzasz mnie przeprosić, ani nic? — Prychnął kochanek, stając w drzwiach, opierając się o framugę i obserwując swojego faceta. Nawet fakt, że ten się rozbierał, tyłem do niego, prezentując blade, ale jak dobrze zadbane, ciało nie potrafił go ułagodzić. Przeciwnie, myśl, że przypadkiem mógłby go stracić… Niby Brytyjczyk nie mógłby ot tak otworzyć się przed innym człowiekiem, ale w końcu tego gościa znał dobre parę lat, może kiedyś coś między nimi było…
Nie, Jason musiał wyprzeć to z myśli, a najlepszym sposobem było przylgnięcie do półnagiego mężczyzny i zamknięcie go w swoich ramionach.
— Nie licz, że się tak z tego wywiniesz. Przeciwnie, chcę, być mi to wszystko wynagrodził.
— Wynagrodził? — Alexander myślał, że wie, o czym tatuażysta mówi. Bardzo, bardzo się pomylił…

X

Już pierwsze życzenie Jasona wymagało od blondyna pewnej dawki wytrzymałości. Z jednej strony wiedział, że mężczyzna nie zażyczy sobie niczego ponad jego możliwości, ani tym bardziej nie będzie chciał go skrzywdzić, ale z drugiej…
Wycieczka metrem?! Za jakie grzechy?
Cały ten pomysł wydawał się coraz gorszy wraz z upływem czasu. W końcu Grey nie miał pojęcia, co jeszcze wykombinował sobie rudy. Mógł być za to przekonany, że cały weekend będzie miał zajęty spełnianiem zachcianek kochanka. I, prawdę mówiąc, nie uważał, by było to nie fair w stosunku do niego. Zwyczajnie wolałby jednak życzenia w ich czterech ścianach, nie wymagające zbyt wielkiej samokontroli, tak jak siedzenie w metrze i modlenie się, by przedtem, na tym samym miejscu, nie znajdował się jakiś brudny człowiek.
Alex wręcz czuł, jak przykleja się do fotela, a specyficzny zapach ludzi i zużytych mebli go otacza. Przełykał z trudem ślinę, wbijając wzrok w okno i starając się nie myśleć o tym, że dłońmi dotknął już drzwi i dwóch ścian, by utrzymać równowagę. Ach, no i fotela.
Aż dostrzegalnie się wzdrygnął. Ohyda.
Jason za to bawił się świetnie i nie zamierzał tracić ani chwili z tego przedstawienia. Dlatego obserwował uważnie naburmuszoną minę kochanka. Miał przy sobie jego chusteczki higieniczne, nie zamierzał jednak tak łatwo pozwalać mu na ich użycie. Okazja była idealna nie tylko do tego, by sobie poużywać na wrednym biznesmenie, ale i pomóc mu, choć w pewnym stopniu, zacząć zwalczać fobie.
— Jason, pożałujesz — wyrzucił z siebie blondyn, bardzo cicho, ale na tyle wyraźnie, by usłyszał to siedzący obok mężczyzna. — Kiedy wysiadamy? — Westchnął z niezadowoleniem, pocierając dłońmi o spodnie.
— Zaraz, keep calm — mruknął tatuażysta, wyciągając dłoń i gładząc kochanka po ramieniu. Ten obdarzył go tylko ostrym, karcącym spojrzeniem, nic jednak nie powiedział. W końcu, miał spełniać jego życzenia. Nie całował publicznie, ani nie macał, więc nie było to najgorsze.
Wciąż jednak Grey czuł się niepewnie. Krótkie, dżinsowe spodenki i prosta, zielona koszulka tylko potęgowały wrażenie niewygody. Nie był to jego normalny strój, a zmierzwione włosy raz po raz spadały mu na twarz, układając się niczym u Einsteina. A przynajmniej takie wrażenie odnosił blondyn.
Jason stanowczo pozwalał sobie na za dużo.

A

Blondyn położył się posłusznie na fotelu do robienia tatuaży. Nieprecyzyjne życzenie groźnie wyglądającego chudzielca szczerze go zaniepokoiło. Teoretycznie wiedział, że Jason nigdy by go nie skrzywdził, ale och… W tym miejscu, w swoim gabinecie, wyglądał naprawdę bardzo, bardzo niebezpiecznie.
— Jason… — Alexander przełknął ślinę z trudem.
— Cicho. Myślę, co by ci napisać na twarzy.
— Twarzy? — Głos zawsze pewnego siebie biznesmena zadrżał lekko. Pospiesznie odchrząknął i wyprostował się, z powrotem siadając.
— Wiesz, że się na to nie zgodzę. Ustalaliśmy coś innego i sądziłem, że mogę ci w tej kwestii ufać. — Przybrał bardziej karcący, chłodny ton, ale nawet wówczas można było dostrzec w jego oczach zdenerwowanie.
Jason zaśmiał się chrapliwie, wyciągając dozownik z płynem do dezynfekcji rąk. Jego uwadze nie uszło spojrzenie blondyna, który z wielkim wysiłkiem powstrzymał się przed poproszeniem o udostępnieniem środka do użytku własnego. Wciąż się nie umył po wizycie w metrze, co szczególnie przeszkadzało w miejscach, gdzie miał odsłoniętą skórę. Czyli niemal wszędzie. A już szczególnie na dłoniach.
— Spokojnie, Królowo. Henna wydaje mi się idealnym rozwiązaniem. Na podbrzuszu, żebyś mógł go schować. — Wzruszył lekko ramionami, odkładając pojemnik w takie miejsce, by Alexander mógł go widzieć, ale nie dał rady po niego sięgnąć.
Usłyszał wyrywające się z ust kochanka, niezadowolone westchnięcie, ale żaden inny komentarz nie miał miejsca. Blondyn jedynie założył ręce na piersi, kładąc z powrotem na swym “łożu” i wpatrując z niezadowoleniem w sufit.
A Jason podwinął mu koszulę, rozpiął spodenki, obsunął je, wraz z bielizną, odrobinę w dół i zabrał się do roboty. Tatuaż nie miał być wcale skomplikowany, ani nie miał pochłaniać zbyt wiele czasu i miejsca. Rudowłosy był świadom, że jego partner długo nie wytrzyma w bezruchu, sam zresztą wątpił we własną wytrzymałość. Zabrał się za sprawne rysowanie, nie kłopocząc nanoszeniem wstępnego szkicu. Miał fach w ręku, oraz dużą wprawę, a sam pomysł był banalnie wręcz prosty. Zwykły napis “Keep calm and carry on”, ułożony z literek przypominających powyginane śnieżynki.
Tatuażysta miał go przed oczami od chwili, kiedy ten szalony pomysł zagościł w jego głowie. Musiał tylko wszystko przelać na… Płótno i przypilnować, by blondyn specjalnie się nie wił.
Już przy pierwszym pociągnięciu przez ciało Alexa przebiegł prąd. Mężczyzna zawsze był bardzo wrażliwy na każdą formę pieszczoty. Tylko się cieszyć, że nie reagował na brzuchu tak, jak w tych… Niższych partiach.
Jason zwilżył językiem wargi. Stanowczo będzie musiał się pospieszyć, inaczej wszystko szlag trafi.

N

Alexander był święcie przekonany, że na tym wszystko się skończy. Wrócą do domu, skończą w łóżku z winem, może Jason wymyśli jeszcze jakieś jedno, durne zadanie i koniec. Przeliczył się i to bardzo — zamiast w upragnionych czterech ścianach wylądowali w SKLEPIE Z UBRANIAMI. I to nie takimi eleganckimi, przeciwnie — zwykłej sieciówce, w jakiej starszy z braci Grey’ów nigdy wcześniej nie postawił nogi. Rozglądał się z niechęcią po ubraniach, rozważając w myślach, czemu ludzie nie mogli poprzestać na tych dawniejszych, z klasą, czarno-białych i podkreślających męskość. Nie, co drugie buty, na które patrzył, co trzeci dres — wszystko nosiło dumnie nazwę “UNISEX”.
— Jesteś pewien, że to dobry pomysł? — mruknął bez przekonania blondowłosy mężczyna, nawet nie chcąc myśleć o tym, co znajdywało się w składzie tych pseudo-ubrań. Stanowczo wykraczało to poza jego wytrzymałość psychiczną.
— Najlepszy. Mam na dzisiaj specjalne plany. Sądzę, że niektóre nawet ci się spodobają. — Sądząc po uśmiechu na wargach Jasona, jego zamiary wcale nie kończyły się na jednej rzeczy. O nie, przeciwnie, zamierzał raczej doprowadzić Alexa na szczyty wytrzymałości… I nie tylko jej, być może.
Naprawdę, gdy tak się uśmiechał pod nosem, rozglądając po sklepie, jego facet czuł niepokój. Pseudonim “smok” nie wziął się w końcu tylko z jego maniakalnego wypalania paczki papierosów za paczką. Ten niebezpieczny wyszczerz przywodził na myśl wielką, groźną istotę, która potrafiła wywołać płomień pożądania w każdym. I… potrafiła spalić kogoś na popiół.
Blondyn włożył ręce do kieszeni i wybrał najmniej rzucający się w oczy komplet ubrań. Wybór jednak wyraźnie nie przypadł do gustu Jasonowi, wobec czego zrezygnowany szarooki odłożył ciuchy i uniósł brew pytająco, czekając na to, co wskaże jego wspaniały facet.
Ten zdecydował się na obcisłe, poszarpane spodenki i koszulkę bez rękawów, we wzorze moro. Z czystej przekory, by zobaczyć zrozpaczoną minę kochanka.
Alex w milczeniu przyjął zaproponowany strój i poszedł go przymierzyć.
Może nie pasował mu tak, jak garnitur, czy strój jeździecki, wciąż jednak podkreślał walory ciała Alexandra. Stanowczo nie było ono wychudzone, a raczej wychuchane i zadbane. Przy każdym ruchu koszulka i spodnie napinały się na mięśniach, co odrobinę krępowało blondyna, wyołując na jego twarzy rumieniec. Wyglądał jak żywa reklama klubu fitness.
— Bierzemy. — Zadecydował rudowłosy.
— Chyba jak sam będziesz to nosił — mruknął sarkastycznie blondyn.

D

Domówka. Ten pomysł był chyba najbardziej chory ze wszystkich, jakie przyszły tego dnia do głowy Jasona. Nawet on, obserwując partnera, czuł, że popełnił błąd. Nie zamierzał jednak dawać tego po sobie poznać, chociaż bardzo brakowało mu możliwości przytulenia do siebie kochanka i zapewnienia, że nikt go na imprezie nie zabije. Wraz z upływającym dookoła alkoholem, Alex przypominał coraz bardziej zastraszone zwierzątko. Ten dzień poważnie zachwiał jego pewnością siebie i przekonaniami. Cały czas był bombardowany nowymi wrażeniami, nowymi sytuacjami i właściwie znajdował się na granicy wytrzymałości.
A Rebel czuł się przez to winny. Owszem, chciał maksymalnie wykorzystać sytuację, ale te drobne zmiany nie miały na celu zniszczenia psychiki kochanka. Właściwie, planował mu to wszystko wynagrodzić, już niedługo, już za chwilę, ale jak miał to zrobić, gdy starszy z rodzeństwa Grey’ów zaszył się w rogu pokoju, ze szklanką wody i wyglądał jak osoba, która zacznie gryźć, gdy się do niego podejdzie.
Skinął na niego głową, kierując się w stronę łazienki. Była dość mała i ciasna, ale musiała wystarczyć, by na chwilę oderwać spiętego blondyna od rzeczywistości.
Ten nie przyszedł od razu, rozważając nawet ucieczkę z miejsca stanowczo zbyt głośnego, pozbawionego prywatności i ogólnie zbyt… Niepasującego do jego osoby. W końcu jednak odłożył szklankę na komodę i powłócząc nogami ruszył w stronę wskazaną przez tatuażystę. Wszedł powoli do małego pomieszczenia i obdarzył kochanka jawnie złym wzrokiem. Rudy przegiął tym razem i to bardzo.
— Musisz mi wybaczyć — mruknął ugodowo Jason, łapiąc kochanka w pasie i przyciągając do siebie.
— Wcale nie muszę. — Wycedził z niezaprzeczalnym niezadowoleniem blondyn. Stał spięty w ramionach kochanka i patrzył na niego z dołu, wrogo łypiąc.
— Jestem brudny, w jakiejś cudzej własności, w środku nocy, z tatuażem z henny na brzuchu. Jason, nie mogę powiedzieć, by było to moim marzeniem. — Prychnął, zaciskając usta w wąską linijkę. Ciskał z oczu gromy, a mimo to dookoła niego roztaczała się aura mrozu. Normalny człowiek uciekłby na jego widok jak najdalej. Było niemal tak, jak dawniej. Tyle, że tym razem Jason nie bał się, iż postawa wobec niego nie ulegnie zmianom. Potrafił w końcu świetnie rozgrzać swoją Królową.
— Obiecuję, że ci to wynagrodzę. Musisz mi dać chwilę na zorganizowanie wszystkiego, dobrze? — Pocałował go mocno, ale krótko, nie przejmując się specjalnie zaciśniętymi ustami. Już niedługo będą znowu rozchylone przez jęki…
Szanowny pan Grey łaskawie skinął głową, przyzwalając na jeszcze parę męczących minut. Zamknął jednak za kochankiem drzwi i przemył twarz oraz dłonie w umywalce. Potrzebował tej chwili spokoju i samotności na odzyskanie panowania nad sobą.
Naprawdę, czasami się zastanawiał, czy powinien pozwalać tatuażyście na wszystko. W sumie bez większych oporów zgadzał się na coraz więcej jego propozycji “nie do odrzucenia”. Z jednej strony wiedział, że nie spotka go ze strony kochanka żadna krzywda, ale z drugiej… Stawało się to coraz bardziej męczące.
Czyżby Jason wyczerpywał swój limit?

R

Alexander nie wiedział, ile czasu zajęło Jasonowi opustoszenie domu z gości. Gdy jednak znalazł się poza obrębem łazienki, po kątach wałęsali się tylko nieliczni, kompletnie nawaleni. Muzyka szła gdzieś w tle, a po większości towarzystwa zostały tylko śmieci.
Rudzielec jednak nie chciał mieć do ich dyspozycji jakiś nędznych czterech ścian, tylko ogród. A konkretnie… Basen.
Tak, właśnie tak. Basen.
Jedyne miejsce, które w środku nocy, po tak nużącym dniu, mogło ucieszyć blondwłosego mężczyznę. Nie zamierzał tracić czasu, nawet się nie rozebrał, tylko natychmiast zanurzył w przejrzystej, ciepłej wodzie. Naprawdę nie miał pojęcia, jak jego facet tego dokonał, ale nie zamierzał narzekać. Znalazł się w końcu w miejscu, w którym chciał. Nawet, jeśli było prawną własnością kogoś innego, przez najbliższe kilka chwil będzie należeć tylko do ich dwójki.
Zamknął oczy, zanurzając się całkiem pod wodą i relaksując. Całe napięcie szybko z niego schodziło, a w momencie, gdy poczuł bliskość partnera, cały dzień z powrotem odzyskał kolorowe barwy.
Pozwolił się wyciągnąć spod powierzchni i przetarł twarz dłonią.
— Muszę powiedzieć, że tym mnie udobruchałeś, Jason — powiedział całkiem łaskawie, ogniskując wzrok na twarzy kochanka.
— Musiałem w końcu porządnie się postarać dla mojej Królowej — odparł miękko tatuażysta, przyciągając mocniej do siebie mężczyznę i wpijając w jego usta. Nie spotkał się ze zbytnim entuzjazmem, ale Alex nie przerwał. Nie od razu przynajmniej. Dopiero po chwili, gdy zapragnął nabrać powietrza do płuc, odsunął twarz i pokręcił lekko głową, karcąco.
— A jeśli ktoś znajomy wyjrzy na zewnątrz? — spytał podejrzliwie, właściwie tylko udając, że interesuje go odpowiedź. To miała być jednoznaczna aluzja, by kochanek przestał.
Cały misterny plan rozsypał się w proch wraz z odpowiedzią Jasona:
— Zadbałem o to. — Na usta rudowłosego wpełzł drapieżny, prowokacyjny uśmieszek. — Nikt nas tu nie zna.
— Nikt? — Powtórzył z zaskoczeniem Grey. — Absolutnie nikt?
— Nikt.
— To jak ty nas tu…?
— Ćśśś… — mruknął mu do warg Jason, przyciągając mocniej do siebie i znowu całując. Tym razem uczynił to mocniej, głębiej i — przede wszystkim — z języczkiem. Wszystko to, co Alexandrowie lubią najbardziej.
Blondyn odwzajemnił pieszczotę, nie mając ochoty się powstrzymywać. Potrzebował trochę zapewnienia, bliskości i relaksu. A nic go nie uspokajało tak bardzo, jak kontakt z osobą mu najbliższą. Nawet, jeśli bywała czasami skończonym dupkiem i tak potrafiła wprawić go w świetny humor. Z wprawą masowała śliskie od wody ramiona, drażniła językiem podniebienie, nadgryzała wargi aż do uzyskania odpowiedniego, malinowego koloru, a wreszcie ocierała się pod wodą, drażniąc ciało kochanka.
— Ale jednak ktoś może wyjść… — Zaprotestował Grey, czując pewne opory wraz ze wzrostem natężenia pieszczot.
— Keep calm, Królowo. Keep calm. — Uspokoił go rudzielec, biorąc głęboki wdech i zanurzając się pod wodą. Dzięki chudym palcom poradził sobie bez większego kłopotu z rozpięciem spodenek, a potem ścisnął je i zsunął w dół, wraz z bielizną. Został chwycony ostrzegawczo przez blondyna, ale nie zamierzał się wycofywać. Danie rozkoszy ukochanemu było pierwszorzędnym celem, zawsze i wszędzie, bez względu na jakiegokolwiek okoliczności. Szczególnie wtedy, kiedy tak okrutnie sobie z nim pogrywał przez cały dzień. Nawet, jeśli Alexandrowi się należało, to jego partner nie mógł być aż tak okrutny.
Poza tym, kto powiedział, że nie zmusi go podczas tego do dalszego łamania reguł, które dla starszego pana Grey’a należały do niewypowiedzianych i niezmienialnych tabu, niezależnie od pory dnia, humoru i stanu trzeźwości?
Jason uśmiechnął się pod nosem i ujął między wargi męskość kochanka, przytrzymując go za biodra dłońmi. Czuł się odrobinę dziwnie i nietypowo, otoczony przez ciepłą wodę i z równie ciepłym członkiem w ustach, ale wiedział, że takie doświadczenia potrafią dać prawdziwy odlot. Musiał tylko pamiętać, by uważać i się nie udławić.
Poruszył głową powoli, zamykając w wargach już nie sam czubek, ale i kolejny fragment prącia, drażniąc je lekko zębami. Tym razem chciał dać przyjemność, a nie od razu ekstazę, więc przedłużał wszystko maksymalnie. Falował głową ostrożnie, bez pośpiechu biorąc do ust coraz większą część członka kochanka i powolutku przyczyniając się do jej zwiększania. Gdy zabrakło mu powietrza, odsunął głowę i wychylił na chwilę spod wody, by zaczerpnąć ożywczych pierwiastków i zaraz wrócić do dopieszczania blondyna, który sukcesywnie twardniał w strategicznych punktach.
Alex był wdzięczny tatuażyście, że ten nie wymusza na nim jęków, a skupia się na stopniowym podnoszeniu ich temperatury. Opierał się dłońmi o brzeg basenu, wzdychając cicho i starając nie myśleć o tym, jak bardzo czerwony musi być. Zamiast tego wpatrywał się w taflę wody, podziwiając swojego seksownego mężczyznę. Niesamowicie seksownego i ponętnego, który tak ochoczo o niego dbał.
Blondyn odchylił głowę do tyłu, mrucząc cicho i zaczynając bezwiednie poruszać biodrami. Czuł, że już nie było to zwykłe rozluźnianie, ale kumulowanie przyjemności i niecierpliwości w tych kluczowych, dolnych partiach. Właściwie, bardzo chętnie by się obrócił i przekonał Jasona, że również inne części męskiego ciała pragnęły zostać dopieszczone w odpowiedni sposób. Nie istniała jednak możliwość, by wyraził to życzenie werbalnie. Za to, gdy rudzielec wysunął się z powrotem na powierzchnię, został powitany otarciem się i muśnięciem policzka.
— Całkiem nieźle sobie radzisz z… Uspokajaniem mnie… — mruknął właściwie kokieteryjnie, wyciągając stopy ze swojej bielizny i zaraz zrzucając mokrą, przylegajacą koszulkę na brzeg. Zaprezentował swoje boskie ciało w jedyny możliwy i najlepszy sposób, czyli niczym nieokryte i otoczone wodą.
A Rebelowi jak zawsze się to spodobało. Znów zaczął całować i masować jego skórę, tym razem jednak czynił to szybszymi i chętniejszymi ruchami. Oczywiście, wciąż pragnął ofiarować kochankowi jak najwięcej przyjemności, jak najbardziej rozciągniętej w czasie, ale… Ale nigdy nie był mistrzem samokontroli. Nigdy nie był Alexandrem Grey’em. I właśnie w tym tkwił jego urok.
— Zaraz znów zacznę cię denerwować. Tylko nie zamroź wody, bo się nie wydostaniemy z tafli — mruknął gdzieś pomiędzy pocałunkami, kilkakrotnie przerywając zdanie, by oznaczyć kolejny punkt, na ciele partnera, który akurat przyciągnął jego uwagę. Mięśnie mężczyzny drgały i napinały się w tak seksowny sposób, że nie sposób było po prostu się od nich oderwać. Dźgający w udo twardy członek blondyna, oraz własny, uwierający w spodniach, odwodziły jednak od tego pomysłu.
Następnym razem też będzie czas, spokojnie.
Jason z powrotem wspiął się ustami do twarzy partnera i obdarzył go kolejnym, mocnym pocałunkiem. Zamruczał lubieżnie, pewnie biorąc w posiadanie wnętrze ust kochanka. Tym razem to on panował nad całą sytuacją, nadawał tempa, a przy każdej, nawet minimalnej próbie protestu, odtrącał dłonie partnera i wracał do robienia wszystkiego tak, jak mu się podobało. Na swój jedyny, wyjątkowy sposób.
— Obróć cię, mój piękny — mruknął pieszczotliwie rudowłosy, lekko trącając ukochanego w biodro, by wzmocnić siłę swojego przekazu. A gdy ten wypełnił polecenie bez protestu, docisnął go do ściany basenu, rozsunął dłońmi nogi, później pośladki, i wkradł się między nie palcem wskazującym. Brakowało mu cierpliwości do ponownej, długiej pieszczoty, dlatego skupił się natychmiast na rozluźnianiu spiętych mięśni w dolnych partiach kochanka. Masował jedną dłonią jego krzyż i lędźwia, a palcem drugiej wkradał się do ciaśniutkiej dziurki. Niemal natychmiast spomiędzy warg Alexa wydarł się jęk rozkoszy. Gdy usłyszał, jak ten dźwięk odbija się po wodzie i roznosi po całym ogrodzie, spłoszył się i spiął. Przypłacił to kolejnym jękiem i intensywnym prądem, który przeszedł przez całe jego ciało.
— O boże! — Pisnął automatycznie Grey. Gdy usłyszał chichot, mocno klepnął kochanka w bok, sycząc z niezadowoleniem i dociskając drugą dłoń do swoich ust. Nawet, jeśli był środek nocy i nikt nie mógł ich usłyszeć, sam fakt, że robili to w cudzym basenie, krępował poważnie osobę tak bardzo pruderyjną, jaką był pewien właściciel firmy zajmującej się nieruchomościami.
Pytanie jedynie brzmiało, czy wciąż mógł uznawać się za osobę z ograniczeniami moralnymi, gdy był partnerem Jasona.
…Nie, raczej nie.
Kolejne stęknięcie wyrwało mu się nawet spomiędzy zaciśniętych warg i palców. Dominujący kochanek zbyt dobrze znał jego słabe punkty, by dało się przejść obok tych pieszczot obojętnie. Wchodził tak głęboko, że Alexowi robiło się gorąco na myśl, jak zostanie w tym samym miejscu wypełniony czymś znacznie większym i bardziej żylastym. Uciskał rytmicznie prostatę, przyczyniając się bezpośrednio do kolejnych, nerwowych drgnięć penisa blondyna.
— Jason! — Zaskamlał mężczyzna, zaciskając jedną dłoń na własnych ustach, a drugą na boku partnera.
— Jęcz. — Padło twarde polecenie.

Z

Jak mógł blondyn zaprotestować na takie życzenie, w takim stanie? Każde mocniejsze muśnięcie powodowało u niego zawroty głowy, a spazmatyczne zaciśnięcia mięśni stawały się coraz bardziej równomierne. Właściwie, to Alexandrowi nie brakowało dużo do ekstazy. Przeciwnie, czuł, że jest na granicy wytrzymałości. A jego kochanek nie chciał wziąć tego pod uwagę i wciąż bezlitośnie go rozciągał palcami. W którym momencie z jednego zmienily się w trzy? Nie potrafił tego powiedzieć. Tatuażysta stawał się prawdziwym bogiem w swoim fachu.
— Jason! — spróbował jeszcze raz, odrywając dłoń od ust i pozwalając w końcu wylać się wszystkim dźwiękom spomiędzy warg. Nie był pewien, czy bardziej płonęło jego krocze, tyłek, czy policzki, ale szczerze w tym momencie żałował, że nie znajdował się pod lodowatym prysznicem. W jakimś ciasnym pomieszczeniu, w którym mógłby jęczeć bez żadnego skrępowania.
Ukochany całkiem niespodziewanie przerwał ruchy dłonią. Ba! wysunął palce z wnętrza kochanka i zaczął obdarowywać jego ramiona pocałunkami, napawając się drgającym w niespełnieniu ciałem.
— H-m-m…? — wydusił z siebie Alex, zaciskając spazmatycznie dłonie na brzegu basenu.
— Miło by było, jakbyś teraz ty coś z siebie dał, Królowo. — Zamruczał tatuażysta, niczym wielki, wredny kocur.
Panu Grey szczęka opadła z wrażenia. Co za cholerny, bezczelny skurczybyk!
— Jak sobie pan życzy, panie Rebel. — Wycedził, obracając się na pięcie, znów ciskając z oczu gromami. Niesamowite było, jak łatwo Jason mógł wyprowadzić go z równowagi. Do tego zawsze w kontrolowany sposób, chociaż nigdy do końca nie znikało pewne zagrożenie. Igranie z ogniem jednak było tym, co ich obu kręciło.

E

Alexander był dominatorem z natury. To Jason go oswoił i wymuszał coraz to kolejne uleganie na wielu polach, szczególnie tych łóżkowych i najogólniej pojętych jako intymne. Potrafił się więc wykazać, co zresztą kręciło tatuażystę. Blondynowi przyszła do głowy myśl, że i tym razem jego partner zastosował pewną formę prowokacji, by coś osiągnąć. By zmusić go do zachowania, na które normalnie by nie przystał. I była to irytująca myśl. Nawet w momencie, kiedy Królowa protestowała, i tak w efekcie robiła to, co jej Smok sobie zażyczył. Ale czy Alex mógł być jeszcze czegoś pewien? Co miał zrobić, by zaskoczyć kochanka?
Złapał go za ramiona i przepchnął na bok, do miejsca, gdzie wejście w wodę było płytkie. Położył partnera jednym mocnym ruchem na podłożu i wpił się w jego usta, samemu nad nim klękając. Pozycja, którą zamierzał przyjąć, była niesamowicie bezwstydna z dwóch podstawowych powodów — po pierwsze, zamierzał go ujeżdżać. Po drugie — w cudzym basenie, w ogródku, dokładnie naprzeciwko domu. I o ile teoretycznie ktoś mógł przez okno wyjrzeć i się im przyglądać, o tyle w praktyce było to mało możliwe. I szarooki zamierzał się tej nadziei kurczowo trzymać.
— Rawrrr… — mruknął z rozbawieniem rudzielec, posyłając długie spojrzenie kochankowi. Doprawdy nie mógł powstrzymać się przed takim pomrukiem. Nie wtedy, gdy w świetle księżyca i świecącej od niego wody widział seksownego, umięśnionego kochanka, z ciałem niczym Adonis, który notabene zamierzał go w siebie wziąć.
Oj taak, to miało być wspaniałe uwieńczenie całego dnia. I tych dwóch poprzednich, gdy byli pozbawieni wzajemnej bliskości.
A szczególnie bliskości jednego partnera, który był tak zajebiście ciasny, że z ust Jasona mógł wyrwać się tylko długi jęk rozkoszy. Nie musiał wypychać bioder do góry, nie musiał się prosić — Alex najlepiej wiedział, co powinien robić. I w końcu nie miał ku temu żadnych oporów (a jeśli miał, postarał się na chwilę o nich zapomnieć).
Blondyn trzymając członek kochanka u podstawy wsuwał go w siebie, w dostatecznie szybkim tempie, by pozbawić go wszelkich myśli, nie powiązanych bezpośrednio z ich kontaktem fizycznym. Obniżał sukcesywnie biodra, przyjmując go w siebie z przyjemnością, aż do końca, który skwitował głośnym, zadowolonym sapnięciem. Czuł się niczym nabity na pal, niczym w średniowieczu i naprawdę nie wiedział, kiedy Jason zdążył aż tak stwardnieć. Świadczyło to jednoznacznie o fakcie, iż młodszy mężczyzna niesamowicie mocno oddziaływał na tego starszego i często nie doceniał tej siły.
Nie chciał się jednak zagłębiać w te rozważania. Nie wtedy, gdy czuł coś tak intensywnego. Musiał zafalować biodrami, by podrażnić spragnione wnętrze, a gdy zrobił to raz, nie potrafił już przestać. Oparł się dłońmi o klatkę piersiową kochanka, coraz to gwałtowniej poruszając się na nim, raz po raz unosząc i opadając, wydając z siebie słodkie, seksowne dźwięki. Samokontrola stała się dla obojga pojęciem kompletnie obcym i bezwartościowym. Potrzebowali w tym momencie siebie nawzajem i spełnienia — i dążyli ku temu bez wahania. Koniec gierek, koniec przekomarzań. Nawet, jeśli Jasonowi udało się przekonać sprytnie ukochanego do zrobienia tego, o czym marzył, i tak w tym momencie byli w pełnej zgodności. Ciało przy ciele, dusza przy duszy. Złączeni całymi swoimi jestestwami, w jedno, wspólne i idealne. Tak idealne, że nawet orgazm przyszedł w tej samej chwili, wstrząsając ich ciałami. Mięśnie napięły się, wnętrze Alexa zacisnęło wraz z jego dłońmi, oraz palcami i szczęką Jasona.
Idealni, połączeni i już zawsze tylko swoi.
— Nie przestawaj — szepnął, a właściwie wychrypiał, rudzielec, łapiąc kochanka za kark i ciągnąc ku sobie. Wpił się w jego usta z pragnieniem, szczęśliwy z orgazmu i chłonący wszystkie fizyczne wrażenia ich bliskości.
— Spokojnie… jeszcze nie przedstawaj…* — Powtórzył.
I chyba tylko dzięki świetnej formie, zdobytej latami ćwiczeń, panicz Grey utrzymał się w pozycji pionowej (jedynie w sensie symbolicznym) i wciąż poruszał lędźwiami, wedle życzenia kochanka.
— Kocham cię, dupku — szepnął tatuażyście do ust, z niesamowitą jak na niego czułością. Jason był dla niego tym jedynym. I jakich poświęceń by nie wymagał, Alex był gotów mu je dać.
Bo wiedział, że zostaną odwzajemnione.
— Ja ciebie też, Królowo.

!
c.d.n.?

*— Keep calm… and carry on.

4 thoughts on “Zgłoszenie nr 6 – Nie przestawaj – by Socialtris

  1. socialtris pisze:

    Musze Wam powiedziec, ze Alex mial swoje powody, by ulec ;) Tym razem jednak nie moglam wyjasnic wszystkiego, bo by trzeba bylo podzielic na dwa. Juz jest sciana tekstu xD A tak utrzymalam sie w mysli przewodniej.
    Bardzo sie ciesze, ze utrzymalam. Wielbie niemilosiernie tych panow, wiec staralam sie jak moglam. Alexander to jest kurna, sam seks! Dajcie mi takiego!
    Dziekuje za przyzwolenie. Ja bardzo chetnie, bardzo, bardzo chetnie. Chlopaki sa tego warci ;)

  2. Shivunia pisze:

    „I tak śpisz na kanapie” – to jedyne podsumowanie Alexa jakie ten ma po przeczytaniu tego fika. W ogóle jestem tak samo jak Kat pod wrażeniem odwzorowania postaci. Naprawdę są sobą, co się bardzo ceni.
    Ze wszystkich „kar” Alexa chyba najbardziej i tak podobało mi się metro. Boshe, te jego cierpienie wewnętrzne i myśli, że to przecież normalna umiejętność, podróżowanie metrem. A potem jak się wpędza w kolejne myśli, kto tego trzymał, albo kto tu siedział. I nagle widzi jak ktoś wchodzi do wagonika z jedzeniem. I tam JE. Boshe, widzę jego spojrzenie a potem jak przysięga sobie, ze Jason za to zapłaci.
    Wypad do sklepu też mnie rozwalił. Oh, aż przypomniał mi się mój i Kat wypad do Londynu i nasze myśli ze a Primarku to my Alexa nie uświadczymy, a Jason by nalegał aby jednak tam coś kupić. W końcu mają śmieszną fajną bieliznę. I minę zblazowana Alexa.
    Co do akcji na basenie… to jest typowe NOPland jak Alex ze mną czytał. Za dużo ludzi, woda go nie przekona… ale i tak było smeeeeexi :D I jestem dumna z Alexa że nie zwiał z tej domówki. TAK by Jasonowi się plan udał hahaha
    Super fik ;D Możesz pisać więcej i częściej. Rzekłam XD

  3. Katka pisze:

    Super! Jestem pełna podziwu dla złożoności tekstu. Po pierwsze – tak, bohaterów przedstawiłaś bardzo realistycznie. Zachowałaś ich charaktery i zachowania, chociaż nie jestem pewna, czy Alex tak bardzo by dał się nagiąć XD Ale to już Shiv powinna ocenić. Za to poziom złośliwości Jasona rozkoszny XD Och, jak on nagiął granice Alexa w ciągu jednej doby! Normalnie trauma murowana, szczególnie z tym metrem XD Nawet ja nie przepadałam za trzymaniem się poręczy w metrze, a co dopiero Alexik… („jakiś… brudny człowiek” hahaha). Podobało mi się też, jak pokazałaś zazdrość Jasona, ale okazywaną nie tak bzdurnie jakoś, szczególnie, że potem złagodniał i przeprosił, bardzo w jego stylu. A seks – najbardziej zapadł mi w głowie obraz, jak Alex się całkiem rozebrał i był w tym basenie jak jakiś młody bóg. Sam seks. Normalnie brałabym. Ale żal mi się biedaczka zrobiło na tej imprezie, jak tak siedział skulony jak sierotka… Już wtedy też wiedziałam, że Jason przesadził. Dobrze, że też się w tym połapał. Cóż, myślę, że przy takim Jasonie Alex będzie miał przyspieszoną terapię XD
    Dzięki wielkie za fika! Strasznie miły poranek mi zaserwowałaś :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s